Witam wszystkich,
muszę wyrzucić z siebie cala moja historie,bo już nie daję rady tego dźwigać.
Jestem po ślubie 5 lat, a z mężem razem 8. poznaliśmy się na dyskotece jak jeszcze byłam w 3 klasie ogólniaka,w dziwny sposób bo w sumie to on wyrwał że tak napisze moja przyjaciółke a potem startował do mnie. oczywiście w pierwszej chwili miałam go gdzieś,ale z miesiąc do mnie pisał aż sie z nim spotkałam i tak to się zaczęło...... twierdziłam wtedy że skoro on się tak stara to czemu nie....
było mi cudownie,zwłaszcza że przeżywałam nieodwzajemniona miłość do innego, czułam się jak księżniczka,kwiatki,czekoladki,randki,kino itd no po prostu bajka,po około pół roku zawalił się cały mój świat,przyjechał do mnie i zabrał mnie na spacer,i powiedział "mam 5gram amfetaminy i idę przedawkować chce się zabić".... i w ten właśnie sposób dowiedziałam się że on jest narkomanem,ładnie ubranym,pachnącym,dżentelmenem-narkomanem... szok jaki przeżyłam był nie do opisania.... 6 lat ponoć już zażywał,i nie mogł już więcej tego unieść. ja kompletnie zielona w tym temacie nie zdawałam sobie sprawy z czym mam do czynienia,wogóle od zawsze byłam nastawiona na anty wszelkie używki. no i się zaczęło. nigdy ale to muszę podkreślić nigdy bym nie posądziła go o prochy. nie było opcji żeby się z tym zdradził-chyba że to ja byłam wyjątkowo ślepa,chociaż wątpię. oczywiście w takim samym szoku była jego rodzina,z czasem oczywiście dla nich to ja byłam powodem jego ćpania,tylko że my się znaliśmy zaledwie pół roku..... i zostałam wciągnięta w całe bagno, monar,pierwsze nasze rozstanie,jak pojechałam w odwiedziny to myślałam że umrę po tym co tam zobaczyłam,nawet nie mogłam go przytulić( serce mi pękało. nie mogłam uwierzyć że to sie dzieje naprawde. u mnie w domu nikt o tym nie wiedział,on pojechał do senatorium bo ma wade zastawkowa serca,tak mowiliśmy. wierzyłam w niego,modliłam się codziennie żeby mu się udało z tego wyjść. zdałam mature i poszłam do pracy. oczywiście nie dostałam od rodzico pieniędzy na studia,mogłam iśc tylko tam gdzie nie chciałam,zawsze miałam czerwony pasek w szkole,i do dziś boli mnie to niesamowicie,a takie miałam ambitne plany,medycyna heh.... i w związku jeszcze z ta sytuacja z nim bylam kompletnie zdolowana,zalamana i wogole. skupilam sie na nim chcialam juz tylko zeby wyszedl i mnie przytulil, poszlam do pracy,na kase do spozywczego,jak sobie teraz przypomne to za 420zl na miesiac,heh,ale musialam sie skupic na czymś zeby czas szybciej lecial,do konca jego leczenia...
po jakimś czasie pojawił się w sklepie,myślalam ze ma omamy,mówił ze tak mnie kocha ze juz tam nie moze wytrzymac bezemnie,przytulil mnie i juz nie chcielismy sie rozstawac nigdy,oczywiscie przysięgal ze juz nigdy niczego nie tknie....
wynajelismy razem mieszkanie,znalazłam inna prace,on tez,i byla sielanka...... seks z nim byl dla mnie jak skok w inny wymiar,nie wiem jak to opisac. po jakimś czasie brakowało nam pieniedzy,pojechalam do niemiec,sama,ciezko mi bylo niesamowicie taka mloda a tu taki skok na gleboka wode,mialam wtedy 19 lat i juz zarabialam grube pieniadze,do domu wracalam co 6,8 tyg na 4. bylo ciezko,ale ja tylko odliczalam dni zeby sie z nim znowu zobaczyc,a jak wracalam to splacalam jego dlugi,oplacalam rachunki,i juz wtedy cos sie popsulo, pojechalam ostatni raz,zarobic na slub, sama kupilam obraczki,co mnie bolalo niesamowicie ze to nie on. termin byl ustalony,wszystko ladnie pieknie az tu nagle dostalam wiadomosc ze tesciowa nie przyjedzie bo ona nie moze sobie pozwolic na strate pracy...... nie zalezalo jej widocznie na slubie wlasnego syna.... ty sposobem bylismy we czworke tylko na cywilnym,moja rodzina nie mogla tez byc na slubie bo to by bylo niesprawiediwe oczywiscie dla jego mamy....okej.... i tak juz plakalam wieczorem w dniu slubu bo mnie czyms tam zranil....
wyjechalismy do nl oboje gdzie dalej jestesmy. prace znalezlismy ciekawa i dobrze platna oboje razem w jednej firmie, mielismy kupe kasy i wszystko co chcielismy,jemu te pieniadze zawsze odbijaly do glowy jak tylko bylismy w pl. tzn raz nie bylo go 3 dni,znalazlam go na imprezie... sytuacja sie na tyle rozwinela tu w nl ze kupilismy meszkanie,na kredyt... no i zaczelo sie pieklo... ciagle awantura,placz,ze to moja wszystko wina ze on nie chcial tego mieszkania ze teraz nie ma kasy itd,oczywiscie kocha mnie ciagle, tak mowil. zaniedbalam sie on tez wszystko wkladalismy w mieszkanie,pracowalismy praktycznie non stop,no ale juz ciagle sie klocilismy,i ciagle ....
teraz juz nie rozmawiam z jego rodzina bo mnie wykleli za to ze urlop spedzilam z mama a nie z nimi,zreszta on tez nie ma kontaktu juz z moimi bo miesiac temu byla awantura i mnie scisnal za szyje,pierwszy raz,wyzwal od najgorszych no i zadzwonilam i wszystko wkoncu opowiedzialam co i jak to jest naprawde miedzy nami. a teraz jest tak ze dalej tu tkwie w tym mieszkaniu z nim i nie wiem co mam zrobic,nie moge poprostu tak wyjechac i tego zostawic bo to sa prawne zobowiazania,a on nie chce sprzedac mieszkania,ja sama nie wiem co ja do niego czuje,czy to jest milosc? zle mi ,czuje się wykozystywana w kazdy sposob,nie moge z nim porozmawiac ,on nie chce rozmawiac ze mna o przyszlosci, nie kochamy sie juz -padlo nie raz,nie moge go skrzywdzic,poprostu nie potrafie go samego zostawic z calym tym bagnem i kredytem,czy ktos moze mi powie co sie stalo z tym naszym uczuciem? ja chyba jestem chora ze ja z nim tu siedze?
Podobne tematy
Ja bym już odszedł,ale Ty go kochasz.Minie troszkę czasu i wrócisz do pl.Pozdrawiam.ms
ojejku!
dziewczyno ,ale sie wplatałaś!ta sytuacja=zwiazek=relacja(nie obraż sie)była skazana na niepowodzenie od samego poczatku!
gdyby caly proces detoksu twojego partnera trwał po dzisdzien ,gdyby by pod stała oopieka -swiadomie kontrolowałby emocje,wewnetrzne "drgawki emocjonalne",zachwiania itd.ludzie ,ktorzy raz chociazby popadli w jakiekowliek uzaleznienie pozsotaja "chorzy"do konca zycia.
jednak u was potoczylo sie inaczzej,stad to wszystko.teraz to jest to jedynie skutek i efekt nazwijmy to choroby.mając jednak na uwadze dobro swoje i swojego małżenstwa nie nalezy dluzej zwlekac i zacząć reagować.rodziny wiedzą jak wyglada sytuacja-rtymczasem jak to sie ma do rodziny męża.pomijajac fakt ze ninby wszystko to -to twoja wina-jak jego rodzice widzą waszą wspolną przyszlość?
jesli chcesz trwac w tym zwiazku ,w jednej chwili muiscie podjąc decyzje o powrocie pod profesjonalna opieke medyczna(chociażby psycholog);on może tego ne akceptowac -ale postaw ultimatum albo ty-albo nic.
ponadto walczac i zarabiajać cale swoje mlode zycie na dom,czas aby i on wział sie w garsć.nie obawiaj sie zostawić go z probleme.teraz instytuacje finansowe daj mozliwości.musiz sie zdecydowac czego chcesz.być w NL czy w PL.nie da sie tak wegetować.
jesli on jest tak niestabilny-ty weż sprawy w swoje ręce.cokolwiek zrobisz-zrobisz dla sibei i nigdy nie zarzucisz ,że nie zrobiłaś nic ,aby to zmienić.
Diekuje ze zareagowaliscie na mojego posta,na prawde.
nie mam nawet z kim pogadac o tej calej sprawie tu w nl. mam znajomych ale to sa nasi wspolni znajomi takze nie wiedza nic co sie tak napawde dzieje. czy ja sie w to wpadkowalam? pewnie tak,tylko ze mi sie wydawalo ze nie moge nie zareagowac na jego problem,ze musze mu pomoc,zreszta cale jego otoczenie zawsze podkreslalo ze nie jestem nic warta jak go zostawie w takiej sytuacji.....
a co do jego rodziny to oni maja mnie gdzies, matka jest w 100% po jego stronie,zreszta pewnie jak kazda matka, ojca nie ma,a siostra pracuje w sadzie i obiecala ze poruszy wszystkie kontakty zeby mnie uwalic i zeby on na ewentualnym rozwodzie wszystko dostal,i zebym jeszcze musiala go splacac. ciezko mi ,bardzo z tym.
porozmawiac sie z nim nie da,wczoraj probowalam i zas to samo krzyk,placz z mojej strony oczywiscie,a on nic ani slowa,olewka totalna. jak sie go pytam w prost co teraz to on milczy......
czy ktos wogole moglby mi poradzic cos zeby "nie plakac"? ja nawet jak nie chce to mi same leca lzy i nie moge tego opanowac, dobija mnie to ze on to widzi i nawet na to nie reaguje....
5 2011-09-10 13:59:56 Ostatnio edytowany przez Teo (2011-09-10 14:02:32)
Wpakowałaś się?! Niee... Ty się wpierd*liłaś! I to ostro... Przepraszam, że tak ostro,ale to prawda.
Twoim pierwszym i podstawowym błędem było nie mówienie o jego problemie nikomu. Myślę, że ten błąd pociągną szereg nieszczęść, które stały się potem. Przede wszystkim nikt Ci nie powiedział, że NIE MASZ OBOWIĄZKU się nim zajmować. Od tego ma rodzinę, a to, że oni mieli go gdzieś to nie Twój problem. No cóż stało się. Jeszcze wyszłaś za niego za mąż!! Sama wpakowałaś się w tą patologię... No dobra, a teraz może jakiś konkret, a nie już wszystko to co wiesz.
Przede wszystkim wizyta u psychologa jeżeli czujesz, że nie dajesz rady i jesteś z tym sama. Musisz podnieść się psychicznie, żeby potem udźwignąć całą resztę. Druga sprawa to spotkanie z adwokatem. Musisz się dowiedzieć jakie masz prawa, jakie obowiązki, jak się rozwieść mając kredyt na karku. I o tym, że jego siostra Cię straszy też powinnaś poinformować i zapytać jak uniknąć "zmiażdżenia". No i cóż, kiedy uzyskasz wszystkie informacje, działaj! Może najpierw nie musisz się rozwodzić, czy on dalej ćpa? Może go z domu wyrzuć. Nagrywaj wszystkie awantury, rób zdjęcia dowodom jeżeli coś znajdziesz, strzykawki prochy, może nawet dzwoń na policję. Ciężka i długa droga przed Tobą, ale myślę, że dasz radę.
Powinnaś być sztandarowym przykładem jak kończy się myślenie: "zmienie go! pomogę mu!".
czy ktos wogole moglby mi poradzic cos zeby "nie plakac"? ja nawet jak nie chce to mi same leca lzy i nie moge tego opanowac, dobija mnie to ze on to widzi i nawet na to nie reaguje....
Magnez i witaminy z grupy B. Masz popsuty system nerwowy, a to najlepszy sposób na zregenerowanie go. Przechodzisz stres i dlatego potrzebujesz tych witamin i minerałów. Nie zadziała to od razu, ale jak będziesz brała regularnie to będzie Ci lepiej, na pewno.
twoja historia to dobry przykład na to, że od alkoholików i narkomanów trzeba uciekać jak najdalej z dala. Ale niektóre kobiety są głupie. Były, są i będą i nigdy tego nie zrozumieją. Ja kilkanaście lat temu odeszłam od człowieka uzależnionego i cieszę się z tego do dnia dzisiejszego. Nie działaj na własną rękę- skorzystaj z pomocy prawnika, weź rozwód i przestań beczeć. Płacz nic tu nie wskóra. Musisz być twarda. Pokaż że potrafisz działać a nie płakać!
witaj moja droga!
zastosuj wszystko to co przekazała ci Teo w swoim poscie i wez sie w garsc.zeby zwycieżyc i wyjsc z tej patowej sytuacji musiz najperw zadbac o siebie i zdrowie.najpierw witamini ,potem rozmowa z profesjonalistą,po kolei.
absolutnie nikomu nic nie mów o swoich pstanowieniach tylko działaj(mysle o Nim i jego rodzinie,otoczeniu);
a jak na to wszystko zapatruje sie twoja rodzina,czy oni tez ne próbuja ci pomoc?