Jak do niego dotrzeć? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Jak do niego dotrzeć?

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 79 ]

Temat: Jak do niego dotrzeć?

Witam,mam nadzieję,że coś mi poradzicie,bo sama czuję się już bezsilna...Jestem 7 miesięcy po ślubie.Przed ślubem nigdy nie pokłóciłam się z moim K.Aż trudno w to uwierzyć,ale tak było...Zanim zdecydowaliśmy się na ślub,znalismy się prawie 2 lata,a parą byliśmy 8 miesięcy.Wszystko układało się cudownie,bylismy zakochani,czułam się najszczęśliwszą osobą na świecie.Nie mieszkaliśmy ze sobą ale widywaliśmy się we wszystkie weekendy i wolne dni-byliśmy parą na odległość,dzieliło nas ponad 150 km.Najdłuższy czas,w jakim ze sobą w tym czasie pomieszkiwaliśmy,to prawie 2 miesiące wakacji.Do tego dochodziły oczywiście codzienne rozmowy przez telefon.I tak,jak wspomniałam,nie było między nami żadnych kłótni,ani sprzeczek,rozumieliśmy się doskonale,choć jednocześnie obydwoje zdawalismy sobie sprawę ze swoich wad.Od ślubu wszystko się zmieniło.A już zupełnie nie do wytrzymania jest od jakiś 3 miesięcy-awantura co kilka dni.Jestem bardzo emocjonalną osobą,w nerwach mówię więcej niż powinnam,ale potrafię przyznać się do tego i przeprosić.A mój mąż?Z przerażeniem patrzę,że jest jak skała-kiedyś mówił,że ciche dni są bez sensu i najważniejsze to sobie wszystko wyjaśnić-teraz kiedy chcę mu powiedzieć o czymś,co mi nie odpowiada w jego zachowaniu,odraca się tyłkiem,zakłada na uszy słuchawki,odkłada telefon.Ja widzę,ile błędów popełniam,on nigdy nie widzi w sobie winy.Nie mogę w niczym zwrócić mu uwagi,nawet zupełnie spokojnie,bo od razu zarzuca mi,że chcę się kłocić-a ja nie znoszę tego,każda kłotnia wypompowuje ze mnie wszystkie siły i wprowadza w okropne przygnębienie.Jak mam do niego dotrzeć,jak sprawić,żeby zrozumiał,że nie chcę żle,chcę tylko,żeby liczył się z moim zdaniem i uczuciami:( Naprawdę chcę żeby nam się udało,ale obie strony muszą przecież od siebie coś dać...Powiedzicie,czy to normalne,że mąż,który kończy pracę o 14-tej,a pracuje w domu,pędzi do matki,żeby u niej ugotować dla siebie obiad,a żona w tym czasie je sama w domu? Tak robił prawie codziennie,gdy był kawalerem...No,chyba nie,prawda? Czy ja się robię z igły widły,tak jak to on stwierdził?Dzisiaj o to się pokłóciliśmy...Przez to wszystko szukam ciągle winy w sobie...

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Jak do niego dotrzeć?

Wy po prostu byliście za krótko razem i nie mieszkaliście ze sobą wystarczająco długo. Twój mąż- maminsynek oraz Pan i Władca ma Cię głęboko w dupie, nie bójmy się tego słowa. Nie szanuje Cię i zupełnie nie obchodzi go co czujesz.
To jest Twój czas i próba na stanie się twardą. Masz wzbudzić w sobie dawkę egoizmu i nie ma płaczów, smutnej miny, naburmuszenia. Twój mąż ma przestać istnieć. Skoro ona ma Cię gdzieś to Ty też go miej. Je u mamusi? to ty jedz na mieście. Wychodź kiedy chcesz, wracaj kiedy chcesz. Jak będzie chciał z Tobą na ten temat porozmawiać to zakładaj słuchawki na uszy i odwracaj się, ale najpierw wykrzyknij z wielką pretensją "no znowu chcesz się kłócić!". Musisz robić tak jak on, może coś dotrze.

3

Odp: Jak do niego dotrzeć?

Dziękuję Ci Teo za to,co napisałaś...Czuję,że muszę tak zrobić...Ale to wszystko tak cholernie mnie boli...Nigdy nie byłam tak rozczarowana...I wiesz,co jest najlepsze? Nadal bardzo go kocham:( Czuję się dzisiaj nic nie warta...:(

4

Odp: Jak do niego dotrzeć?

to wszystko dlatego ,ze nie daliscie  czasu sobie na ten zwiazek,co to jest  mieszkanie ze soba 2 mieisace podczas wakacji.to samo w sobie brzmi jak absurd.tutaj nie bylo prawdy w tym zwiazku-sytuacji w której  poznawalibyscie  swoje charaktery,przyzwyczajenia,"codzienne nałogi";dlaczego zdecydowaliscie sie na tak szybki slub-bo... niby tak szalenczo sie kochaliscie?
to przeszlość.twoj mąż bedzie sie rzucal i marudził,odwracał od  ciebie-bo  ozenił sie z kimś innym;a teraz ty strasz sie mu narzucić ryzy.niestety tak to wygląda i on tak to widzi.on nie  stanie po twojej stronie ,bo jemu sie wydaje ze był taki cale zycie,nic ci wczesniej nie przeszkadzało-a teraz to on  nie wie co sie z toba dzieje!
dodatkowo-super wspierajaca mamusia-i facet kapeć zupełny!!!!!!!!!!!!!!
teraz  czeka was długa droga i wszystko przed  wami.teraz  sie musisz uzbroićw cierpliwość-i metodą drobnych kroczków pokazywac mu czego chcesz.nie rzucaj sie,nie krzycz,nie wariuj -bo to po prostu nic nie da!!!!!!!

zrób z siebie  kobiete-"demona";emocje wsadż  sobie w kieszeń i rusz na wojne.spokojnie i taktycznie rozgrywaj pojedyncze  walki i nie tocz batalii.jesli czegos  chces komunikuj mu to w postaci prostych komunikatów.nie zrobi tego od razu?,ok-natsepnym razem zapamieta!ciebie od srodka bedzie rwało ale wygrasz jesli bedziesz konsekwentna!(jak z małym dzieckiem!);nie dawaj sie!

5

Odp: Jak do niego dotrzeć?

Lilia80-zdaję sobie sprawę z tego,że mieszkanie ze sobą przez 2 miesiące to absurd...Sytuacja wyglądała tak,że ja chciałam zamieszkać z nim przed ślubem,żeby właśnie tak jak napisałaś wypróbować się w takiej zwykłej codzienności.Zawsze byłam zwolenniczką mieszkania ze sobą przed podjęciem poważnych kroków.Problem polegał na tym,że to on nie chciał.Pewnie zapytasz dlaczego? Hmm...To też jest ciekawe-nie chciał ze względów religijnych...I to on nalegał na szybki ślub.A ja? Wiedziałam,że tylko w ten sposób możemy być naprawdę razem.Zagłuszyłam w sobie głos rozsądku w imię szaleńczej miłości...:(

6

Odp: Jak do niego dotrzeć?

I ta miłość trwa nadal-dzisiaj przez cały dzień powstrzymywałam się,żeby do niego nie podejść,nie przytulić...Ale po tym,jak wczoraj odwrócił się do mnie tyłkiem,kiedy próbowałam z nim porozmawiać,coś we mnie pękło...Chyba ciche dni przed nami.Ciężko mi,bardzo...Kiedy widzę szczęśliwe pary na ulicach,albo rodziny z małymi dziećmi,serce mi pęka...

7

Odp: Jak do niego dotrzeć?
smutna7 napisał/a:

Hmm...To też jest ciekawe-nie chciał ze względów religijnych...I to on nalegał na szybki ślub.A ja? Wiedziałam,że tylko w ten sposób możemy być naprawdę razem.Zagłuszyłam w sobie głos rozsądku w imię szaleńczej miłości...:(

Głupota jest rzeczą straszną. Teraz albo zaznaczysz swoją obecność i wypracujesz sobie szacunek u niego albo się rozwiedź. Tylko nie wpadaj na pomysł, że dziecko coś zmieni i zajdziesz w ciaże!!

8

Odp: Jak do niego dotrzeć?
Teo napisał/a:
smutna7 napisał/a:

Hmm...To też jest ciekawe-nie chciał ze względów religijnych...I to on nalegał na szybki ślub.A ja? Wiedziałam,że tylko w ten sposób możemy być naprawdę razem.Zagłuszyłam w sobie głos rozsądku w imię szaleńczej miłości...:(

Głupota jest rzeczą straszną. Teraz albo zaznaczysz swoją obecność i wypracujesz sobie szacunek u niego albo się rozwiedź. Tylko nie wpadaj na pomysł, że dziecko coś zmieni i zajdziesz w ciaże!!

Swieta racja. Tylko nie to. Ja sie zastanwiam czy nie nastapil tu tradycyjny syndrom "zdobylem cie to juz nie musze sie starac". Mowisz ze jest religijny czyli rozumie malzenstwo tak jak w kosciele sie powinno? To znaczy rozwod nie istnieje i cokolwiek sie stanie to ty juz z nim zostaniesz bo "przysiegalisci przed Bogiem". Dla mnie to wyglada troche jak on cie zdobyl, i na tym koniec. Jestes i juz zawsze bedziesz jego. Koniec.
Jak tu ktos radzil emocje w kieszen i zaczynamy batalie o zwyciestwo. Logicznie i taktycznie jak na wojnie big_smile

9

Odp: Jak do niego dotrzeć?

Też przyszło mi to do głowy.Już jakiś czas temu wspomniałam mu,że mam wrażenie,jakbyśmy byli z 10 lat po ślubie,a nie 7 miesięcy,bo na to wskazuje jego zachowanie-zdobył,ma a teraz to już tylko rutyna i tak do śmierci...Bo dla niego oczywiście z powodów religijnych rozwód nie wchodzi w grę.Wczoraj mu powiedziałam,że ja przeciwnie uznaję rozwody i nie będę tkwić w nieudanym związku...Nie wiem,czy to do niego dotarło.
Dzięki za wszystkie posty,choć ich niewiele...Emocje w kieszeń to ciężka sprawa,we mnie się aż kotłują i a co w sercu to i na języku...Więc z tym logicznie może być różnie:( A taktycznie? Udawać wyluzowaną i olewającą?

10

Odp: Jak do niego dotrzeć?
smutna7 napisał/a:

Wczoraj mu powiedziałam,że ja przeciwnie uznaję rozwody i nie będę tkwić w nieudanym związku...Nie wiem,czy to do niego dotarło.

Bardzo dobrze mu powiedziałaś, naprawdę i trzymaj się tego. Może nie pokazał, że dotarło, ale na pewno to usłyszał. Na razie uznał to za "takie gadanie", ale jak będziesz wszystko robić konsekwentnie to się może ogarnie.


smutna7 napisał/a:

A taktycznie? Udawać wyluzowaną i olewającą?

Hmm... Masz być w stosunku do niego chłodna i zająć się własnymi sprawami.

11

Odp: Jak do niego dotrzeć?

a ja wręcz odwrotnie..
uważam ze aby być szczęśliwa , zgrana parą wcale nie trzeba ze sobą mieszkać przed ślubem..
myslę ze teraz jesteście na tzw etapie docierania.. u jednych są to dosć konkretne sytuacje u innych mniej widoczne..
piszesz ze rozmawiasz z mężem a on nie chce.. ciezka sprawa.. jeśli rozmowa nie skutkuje to moze szczery list o tym co czujesz???
warto spróbować smile:0 trzymam kciuki:)

12

Odp: Jak do niego dotrzeć?
ONA1977 napisał/a:

a ja wręcz odwrotnie..
uważam ze aby być szczęśliwa , zgrana parą wcale nie trzeba ze sobą mieszkać przed ślubem..

Idealistka smile Albo przeszczęśliwa mężatka, która nie mieszkała ze swoim mężem przed ślubem, czyli wyjątek smile

ONA1977 napisał/a:

myslę ze teraz jesteście na tzw etapie docierania.. u jednych są to dosć konkretne sytuacje u innych mniej widoczne..

Docieraniem nazywasz odwracanie się dupą do żony, albo zakłądanie słuchawek za każdym razem jak ona chce coś powiedzieć, bądź porozmawiać? Lub wychodzenie i ciągłe bieganie do mamusi? To jest zwykłe chamstwo i brak szacunku do partnera i to trzeba tępić a nie się docierać.

13 Ostatnio edytowany przez ONA1977 (2011-09-10 22:59:26)

Odp: Jak do niego dotrzeć?

TEO powiem tak:
pewnie jeszcze zbyt mało widziałas  że myslisz w ten sposób..
ja przerobiłam to co  teraz łyka autorka wątku..
również byłytakie sytuacje , odwracanie sie , nie odzywanie , pokazywanie kto ma władzę i inne sytuacje mniej lub jeszcze mniej miłe..
wtedy byłam mlodą meżatką , która mało wiedziala o życiu...
teraz patrząc na te sytuacje  z dystansem , gdy minęło ładnych parę lat wiem jedno:
nie sztuką jest zyc gdy wszystko się ukłąda i jak mawia natomiast moja babcia WYWIJA SIE JAK Z PAPIERKA  ale sztuką jest zyc wtedy gdy są problemy i umieć je wspólnie unieść i przejśc..

myslisz że nie miałam chwili zwątpienia???
mysli zę to jest do dypy i nie chce tego ciagnąc???
wiele razy
posłuchałam mojej kochanej mamy która mi powtarzała że ja nie jestem książniczka wokół której świat sie kręci..
zrozumiałam
wystarczy troche dobrej woli , kompromisu aby powoli wszystko sie ułożyło..
tutaj nie ma mowy o przemocy , patologii..
ja tutaj widze raczej przeciąganie liny w którym każdy  i zona i maz sprawdzają na ile mogą sobie pozwolic i kto  jest na ten moment wygranym..
jasne jest to głupie , nie potrzebne , szkoda na to czasu..
ale o tym że tak jest czesto dowiadujemy sie dużo , dużo pózniej
teraz po prostu potrzebuja czasu , opadniecia  emocji , spokoju..
jeśli sie kochają to przetrwają ten mały kryzys..
po co od razu drastyczne słowa w stylu zostaw go , on jest chamski???
mysle ze on też się uczy tego jak być męzem , głową rodziny..
nie ejst to łatwe a to ze jest taki a  nie inny .. no cóż.. pewnie autorka postu za coś go pokochała ..

14

Odp: Jak do niego dotrzeć?

Nie jestem zwolenniczką rozwodu, gdy partner odwrócił się tyłkiem i założył słuchawki. Powód zbyt błahy, a rozwiązanie - idiotyczne.

Prawdą jest, że "docieranie się" w związku jest czasochłonne i trudne. Jesteście razem tylko/aż 7 miesięcy. Trudno się kłócić, gdy spotkania są rzadkością,  a człowiek odurzony zakochaniem.

Napisałaś:

smutna7 napisał/a:

już zupełnie nie do wytrzymania jest od jakiś 3 miesięcy-awantura co kilka dni.Jestem bardzo emocjonalną osobą,w nerwach mówię więcej niż powinnam,ale potrafię przyznać się do tego i przeprosić.

Co jest powodem tak częstych awantur? Od czego się zaczynają? Co mówisz do męża w tych nerwach i po co? Dlaczego Twoja emocjonalność ujawniła się teraz, a przedtem co z nią robiłaś?


I dalej:

smutna7 napisał/a:

teraz kiedy chcę mu powiedzieć o czymś,co mi nie odpowiada w jego zachowaniu,odraca się tyłkiem,zakłada na uszy słuchawki,odkłada telefon.

Zwykle reakcja na "wrzucanie do mego ogródka" polega na chwilowym wycofaniu się z relacji (jak u Twego męża) lub agresji (słownej lub fizycznej). Zastanów się co i w jaki sposób mówisz do męża. I pomyśl też, jak sama zareagowałabyś na takie wyrzuty skierowane w stosunku do Ciebie. Byłabyś chętna do rozmowy na ten temat?

15

Odp: Jak do niego dotrzeć?
ONA1977 napisał/a:

ja tutaj widze raczej przeciąganie liny w którym każdy  i zona i maz sprawdzają na ile mogą sobie pozwolic i kto  jest na ten moment wygranym..
jasne jest to głupie , nie potrzebne , szkoda na to czasu..
ale o tym że tak jest czesto dowiadujemy sie dużo , dużo pózniej

Może i mało wiem, nie przeczę, ale wydaje mi się, że wiem na tyle dużo żeby do takiej sytuacji nie dopuścić, albo starać się nie dopuścić, a przede wszystkim nie dać wejść sobie na głowę, ponieważ wiem, że tych sytuacji można uniknąć nie koniecznie po ślubie na etapie "docierania się".

Wielokropek też ma rację, że medal ma dwie strony i może całą tą dziwną atmosferę wywołuje nieodpowiednia postawa Autorki, która sama przyznała się, że jest bardzo emocjonalna. Myślę że nikt jak na razie rozwodu nie oczekuje, trzeba tą linę poprzeciągać jak już się ją złapało.

16

Odp: Jak do niego dotrzeć?

Witam. Mam problem i mam nadzieje że mi pomożecie go rozwiązać.  We wakacje poznałam starszego od siebie o 12 lat faceta(ja mam 18 lat). Strasznie fajnie nam sie rozmawia, zawsze znajdujemy ciekawe pomysły na spędzenie czasu, i na sportowo, rekreacyjnie i też romantycznie. Spotykamy się już miesiąc i wszystko jest super, ostatnio nawet powiedział mi że się zakochał. Za pare dni ma wyjechać na 3 miesiące do Niemczech do pracy, ale uznaliśmy że bedziemy czekac na siebie, szanujemy siebie wzajemnie i każdą decyzje. Jednak wczoraj był dośc zdenerwowany (przez sprawy związane z wyjazdem) i zaczął temat o tym że On nie wie jak to będzie bo jestem młoda i że cos mu tam niby mówi że nie wie itp. zrobiło mi się przykro i mu o tym powiedziałam, wkurzył sie sam na siebie że zacząl tą rozmowe i mnie przeprosił i powiedział że może faktycznie troszkę czasu musi minąć aż się w pełni przekona i że jest wszystko ok. Ja jak na swój wiek myślę bardzo poważnie o życiu i zawsze lepiej się czułam w starszym towarzystwie On o tym wie że jestem dojrzała. Ale jak mam go przekonać w pełni do siebie? Bardzo mi na nim zależy.

17

Odp: Jak do niego dotrzeć?
ONA1977 napisał/a:

a ja wręcz odwrotnie..
uważam ze aby być szczęśliwa , zgrana parą wcale nie trzeba ze sobą mieszkać przed ślubem..
myslę ze teraz jesteście na tzw etapie docierania.. u jednych są to dosć konkretne sytuacje u innych mniej widoczne..
piszesz ze rozmawiasz z mężem a on nie chce.. ciezka sprawa.. jeśli rozmowa nie skutkuje to moze szczery list o tym co czujesz???
warto spróbować smile:0 trzymam kciuki:)

Sposobu z listem już kiedyś próbowałam-przeczytał,ale odniosłam wrażenie,że uznał to za stek głupot,ewentualnie moich histerii...W końcu pożałowałam,że straciłam nad tym listem godzinę zastanawiając się nad każdym słowem,skoro on i tak uznał to za moje wymysły...

18

Odp: Jak do niego dotrzeć?

Papuga-wybrałaś nie ten wątek...

19

Odp: Jak do niego dotrzeć?

Ona1977-jeśli przeżywałaś podobną stytuację do mojej,to dobrze mnie rozumiesz...Mam nadzieję,że będę mieć w sobie tyle cierpliwości i siły,co Ty i jakoś z tego wyjdziemy...Póki co dzisiaj była już kolejna awantura nawiązująca do tego co było przedwczoraj,która skończyła się tym razem tak,że mój mąż zabrał rower i wyszedł z domu-a wcześniej powiedział,żebym wybiła sobie z głowy,że on będzie tańczyć tak jak ja zechcę...To już wygląda na jakąś obsesje-ciągle mi wypomina,że chcę go zmieniać,dominowac nad nim itp.,czego przejawem ostatnio był fakt,że nie podobało mi się,że poleciał do matki gotowac sobie obiad-stwierdził,że jak będzie chciał,to tak będzie robił...Oczywiście usłyszałam też,że chce mu ograniczyć kontakty z matką...To jakiś obłęd-wiem,jak to może wyglądac z boku...Parodia małżeństwa...Cholera,a ja nadal chcę to wszystko kleić,ciągle zastanawiam się co robię żle,bo oczywiście popełniam pełno błędów,jestem tego świadoma...
Ale powiedzcie mi,czy to możliwe,że jedna osoba w związku ciągle robi coś żle,a druga jest bez skazy?Oczywiście pomijając sytuacje ekstermalne,jak przemoc czy nałogi...

20

Odp: Jak do niego dotrzeć?

Co do tej jego obsesji,że chcę go zmieniać-nie wiem,może to się bierze stąd,że nie miał wzorców w domu-od małego dziecka wychowywał się bez ojca...Nie wiem,może on nie wie,jak powinny wyglądac relacje między żoną i mężem? Moi rodzice też nie są wzorcowym małżenstwem,ale akurat zwyczaj wspólnego obiadu wyniosłam z domu,co uważam za dobre...Stół też jednoczy,tak jak łózko...

21

Odp: Jak do niego dotrzeć?

Teo-a propos rozwodu,usłyszałam dzisiaj,że on się rozwodem nie da szantażować...I tyle na ten temat...:(

22

Odp: Jak do niego dotrzeć?

Ja wiem,że nie jestemi ideałem,zresztą za każdym razem,gdy się kłocimy,mówię mu o tym,potrafię się do tego przyznać.Moja emocjonalność polega na tym,że w jednej sekundzie się zapalam,wybucham z tym,co mi w duszy gra-nie potrafię odczekać,przeanalizować,zdystansować się.Przez to czasami zdarza mi się działać nie do końca racjonalnie,czasem coś chlapnę-potem przepraszam.Jestem emocjonalna,może czasem za bardzo,ale nie niezrównoważona psychicznie-nie mam urojeń...Może on widzi to inaczej,ja czuję się zlekceważona,bo gdy mówię o tym co mnie boli,słyszę,że to pierdoły...Może dla niego tak,ale czy to powód żeby odwracać się tyłkiem,albo zarzucać mi chęć kłótni? Czy w związku nie chodzi o to,żeby sobie mówić o wszystkim,co boli dwie strony? Czy ja mam wypaczone pojęcie związku???
Bo już zaczynam się zastanawiać,czy ja się w ogóle nadaje do małżeństwa...:(:(:(
Wielokropek-w kłótniach mówię do męża o tym,co mnie boli,po to,żeby coś wspólnie z tego wynieść,żeby mimo wszystko nawet z konfliktów wyniesc coś konstruktywnego...Zresztą ja nie najeżam się z intencją" no to teraz zrobię Ci awanturę",tylko chcę spokojnie rozmawiać...Wtedy słyszę,że chcę się kłocić no i po tych słowach,to się już automatycznie faktycznie zamienia w kłotnie...Czuję się zlekceważona i olewana...
Moja emocjonalność przedtem też się ujawniała-np tym,że często płaczę,zdaniem męża zawsze bez powodu...Dla niego to jakieś histerie,a ja ryczę,choćby z tegop powodu,że się pokłóciliśmy-nie znoszę tego,jest mi z tym źle...Przed slubem ryczałam tez zawsze,kiedy rostawaliśmy się na tydzień-nie jakieś szlochy,ale łezka mi poleciała,bo chciałam być z nim,bo już zaczynałam tęsknić...
Pytasz,czy ja byłabym chętna do rozmowy z mężem,gdyby on mi coś zarzucał-zdecydowanie tak...To nie jest przyjemnie,wiadomo,ale umiem wysłuchać również krytyki i nieraz sama proponowałam,żeby powiedział mi o wszystkim,co do mnie ma...Nie uciekam od takich rozmów.

23 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-09-11 11:25:36)

Odp: Jak do niego dotrzeć?

Ok.
Z tego wynika, że Twój mąż reaguje tak na FORMĘ przekazywania Twej krytyki.
Czytając Twój ostatni post miałam wrażenie, że opisujesz wulkan, który nie wiadomo kiedy i nie wiadomo z jakiego powodu wybuchnie. Jedyny pewnym faktem jest tylko jego wybuch. Spróbuj wyobrazić sobie życie obok takiego wulkanu.

Nie piszę tego, by zrobić przykrość, ale masz wpływ jedynie/aż na SWOJE zachowanie, nie męża.
Spróbuj opanować swoje emocje, odzłościć, odżalić, odpłakać PRZED rozmową. Zaręczam, że można nad swoimi emocjami zapanować. Wówczas zupełnie inaczej będą brzmiały Twoje słowa. smile



I nie pisz posta pod postem - to zachowanie zabronione na forum. Używaj opcji: edytuj (okienko masz pod swoim postem).

24

Odp: Jak do niego dotrzeć?

ja w tej sytuacji teraz nie naciskałabym na niego.. poczekała , starała się być miła , uśmiechnięta , nie ragowałabym na te jego dziwne zachowania..
poczekaj , zobacz jak sytuacja sie rozwinie
histerią i kryzkiem odniesiesz odwrotny skutek..
ja przerabiałam to , mój mąż slepo ufał swojej siostruni , ona była jego wyrocznia , do niej leciał jak miał klopoty.. starsznie kłótnie przez to mielismy..
po czasie , kilku latach mój mąż przejrzał na oczy , zobaczył ze moje słowa nie były puste ..
teraz ukłąda nam sie super , kochamy się , szanujemy , a wtedy naprawdę był jeden krok do rozwodu..

wiesz co ja jeszcze robiłam???
przez wiele lat pisałam pamiętnik..
i najczesciej wtedy kiedy było mi zle..
pewnego razu ten pamiętnik celowo zostawiłam na  krzesle niby zapomniany rozłożony..
on jak szedł do pracy to przeczytał to
wiesz skad wiem???
bo napisał mi na koncu strony BZDURY PISZESZ wtedy się wściekłam nie tego oczekiwałam
ale po jakimś czasie gdy złość minęła sam z rozmowie mi przytoczył i dopytywał sie o sprawy o kórych wtedy w pamiętniku pisalam .. jak widac trochę zakodował gdy czytał.. a to znaczyło ze chciał wiedzieć co czuję i myslę ..
niestety nie od razu wszystko idzie z górki...

25 Ostatnio edytowany przez smutna7 (2011-09-11 12:57:49)

Odp: Jak do niego dotrzeć?

Wielokropek i ONA1977 -dziękuję...i za rady i za krytykę...zresztą innym dziewczynom,które tu napisały też...Dobrze się otworzyć przed kimś obcym-jakoś to oczyszcza...No i przed kimś bardziej doświadczonym i mądrzejszym...Potrzebuje takiego kobiecego wsparcia.Chociaż z zaciekawieniem przeczytałabym też jak to wygląda z męskiego punktu widzenia,więc jeśli jakiś pan miałby ochotę dodać swoje trzy grosze,to zapraszam.
Wielokropek-faktycznie jakoś przeoczyłam to "edytuj".

A propos nie starania się o siebie po ślubie-od jakiś 2 tygodni mój mąż chodzi spać około 20-stej...Bo albo chory,albo zmęczony ciężką pracą(w domu przed komputerem około 3 godzin dziennie),albo nie chce słuchac mojego trucia...Dawniej też nie przesiadywaliśmy do późna,bo on wstaje codziennie około 5-tej rano-z własnej woli,bo tak chce),ale jakoś udawało się obejrzeć jakiś film wieczorem...Teraz spędzam wieczory sama przed komputerem...Przed ślubem,kiedy jeszcze się o mnie starał,potrafilismy się czasem włóczyć w lecie wieczorami po knajpkach-teraz,jest,jak jest...

26

Odp: Jak do niego dotrzeć?

Trzymam kciuki za mądre Twe decyzje. smile

27

Odp: Jak do niego dotrzeć?

Trzymaj-może to pomoże:)

28

Odp: Jak do niego dotrzeć?

Mnie to coś innego zastanawia... Dlaczego on idzie GOTOWAĆ sobie obiad do mamy?! oO Nie macie kuchni? Lodówki? Prądu? Gazu? Czy Ty w ogóle nie gotujesz?

29

Odp: Jak do niego dotrzeć?

Mamy kuchnię i wszystko co potrzebne,żeby zrobić w niej obiad.Ale on robił tak prawie codziennie,kiedy był sam.Pracował u siebie,a potem pędził do mamy.Zasadniczo po to,żeby ją odciążyć w spacerze z psem-jest chora,choć nie aż tak,że nie może wyjść-i żeby z nią porozmawiać-mieszka sama.No ale własnie tam gotował sobie obiad. Ja chciałam żebyśmy prowadzili normalne małżeńskie życie,co dla mnie oznacza również wspólny obiad,jeśli nie przeszkadza w tym praca.Ja faktycznie jestem cieniutka w gotowaniu,nie przepadam za tym,ale nawet gdybym chciała robić super obiady,byłoby trudno,bo on nigdy nie wie,co będzie jadł i czy w ogóle,na co ma ochotę,itd.Codziennie go o to pytam i słyszę najczęściej"nie myślę o obiedzie".Pomijam już fakt,że przed ślubem umawialiśmy się,że on będzie gotował,a ja biorę na siebie resztę obowiązków w domu...Może sobie na to pozwolić,bo pracuje w domu i o 14-tej jest zazwyczaj już wolny.
W moim rodzinnym domu jedliśmy obiady razem,ja i rodzice.To było oczywiste,zwłaszcza w weekendy,kiedy nikt nie pracował.I taki wzorzec wyniosłam.Czy ja jestem jakaś głupia? Nie tak,to powinno wyglądać? Niby tylko obiad,pierdoła,ale jakiś przejaw tego,że jesteśmy teraz rodziną...

30

Odp: Jak do niego dotrzeć?

Pozornie mało istotny (moim zdaniem) szczegół związku, jakim jest codzienny obiad, rośnie coraz bardziej.

1. codzienny obiad (według Ciebie) jest najważniejszym spoiwem łączącym żonę i męża;
2. codzienny obiad jest symbolem trwania rodziny, tzn. brak obiadu = brak rodziny;
3. mąż nie gotując w waszym domu obiadu nie wywiązuje się z jedynego (Twoim zdaniem) swego obowiązku domowego;
4. gotowanie przez męża obiadu w domu rodzinnym i jedzenie go z samotna matka jest odczytywane przez Ciebie jako nielojalność i zdrada.

Czy Ty, aby, nie przesadzasz?

31

Odp: Jak do niego dotrzeć?

To może dla odmiany zrób obiad wcześniej i jak on będzie pędził do matki, żeby sobie zrobić to powiedz mu grzecznie, że obiad jest już gotowy. NIE PYTAJ CO BĘDZIE JADŁ, po co pytasz? Zrób to na co masz akurat ochotę, albo to co jest najprostsze i najszybsze. Przykład? Spagetti.
Jak zrobić?
Kupujesz w sklepie sos pomidorowy Dolmio (mi najbardziej te smakują, bo są dobrze przyprawione) pikantny lub łagodny wedle gustu. Mięsko mielone pieprzysz, solisz i dodajesz przyprawy do mięsa mielonego, mieszasz i na patelnię, smażysz tak żeby się w miarę podsmażyło, ale przypaliło. Na koniec zalewasz to sosem ze słoika i dusisz. W między czasie nastawiasz makaron. Koniec filozofii. W mniej niż pół godziny masz smaczny i ciepły obiad.

A czy twój mąż jak gotuje już ten obiad u matki to przynosi Ci coś?? Bo jak on się tak sam żywi to chyba coś nie halo jest... To że on tak robił jak był sam to nie znaczy, ze ma tak dalej robić. Może mu powiedz, że ma żonę, której też należy się obiad i wspólny posiłek.
Ja bym jeszcze zastosowała terapię drobnego szoku. Jakby znowu krzyczał, że masz nie próbować go zmieniać to zanim on by wyszedł chwyciłabym torebkę i wyszła przed nim. I nie wracała. Umów się z jakąś koleżanką spędź z nią cały dzień a może nawet nocuj u niej. Wróć do domu radosna, jak będzie robił awantury to wydrzyj się na niego, że Ty tak lubisz i ma nie próbować Ciebie zmieniać. I koniec.

Na tekst, że masz go nie straszyć rozwodem odpowiadaj spokojnie, że ty go nie straszysz tylko informujesz.

32 Ostatnio edytowany przez smutna7 (2011-09-11 23:37:01)

Odp: Jak do niego dotrzeć?
Wielokropek napisał/a:

Pozornie mało istotny (moim zdaniem) szczegół związku, jakim jest codzienny obiad, rośnie coraz bardziej.

1. codzienny obiad (według Ciebie) jest najważniejszym spoiwem łączącym żonę i męża;
2. codzienny obiad jest symbolem trwania rodziny, tzn. brak obiadu = brak rodziny;
3. mąż nie gotując w waszym domu obiadu nie wywiązuje się z jedynego (Twoim zdaniem) swego obowiązku domowego;
4. gotowanie przez męża obiadu w domu rodzinnym i jedzenie go z samotna matka jest odczytywane przez Ciebie jako nielojalność i zdrada.

Czy Ty, aby, nie przesadzasz?

Wielokropek-nie jest najważniejszym spoiwem ani symbolem trwania rodziny,oczywiście,ale właśnie z takich drobnych faktów,tworzy się według mnie tą wspólną,małżeńską codzienność...Nie zarzucam mu tego,że nie gotuje w naszym domu,nie mówię-"miałeś gotować tu,a nie tam!",jeśli chodzi o mnie,może w ogóle nie gotować,jakoś sobie damy radę,ja coś zrobię,ewentualnie zjemy na mieście...Niepokoi mnie raczej fakt,że on nie widzi nic dziwnego w tym,że nadal zachowuje się jakby był kawalerem-te same przyzwyczajenia...A z samotną matką też tego obiadu nie je-ona je zazwyczaj coś innego i wcześniej...
Przesadzam? Nie wiem...Tak naprawdę ten nieszczęśny obiad a właściwie ostatnia kłotnia z tym związana,to tylko przejaw tego,że mąż nie chce słuchać,co mi się nie podoba w związku,nie chce rozmowy i pokazanie,że on i tak będzie robił jak zechce...

Teo-jesteś kochana-dzięki za przepis,naprawdę mi się jakoś tak cieplej zrobiło na sercu,że komuś,kto mnie nie zna,chce się pisac mi  rzeczy...Dziękuję:) Terapię szokową zaczęłam już dzisiaj wprowadzać.Po tym,jak on dzisiaj po awanturze i kolejnych zarzutach,jak to chcę nim dyrygowac,wyszedł sobie na cały dzień na rower nie informując mnie nawet gdzie jedzie,najpierw zrobiło mi się cholernie źle,ale później się zmobilizowałam,ubrałam się fajnie,wyszykowałam i też wyszłam z domu..Mieszkamy w dużym mieście,więc jest tu gdzie chodzić i co robić.Połaziłam po sklepach,posiedziałam w parku,zjadłam pyszne lody,pospacerowałam i tak zleciał cały dzień...Kiedy wróciłam do domu,widziałam,że mąż jest w lekkim szoku.Zauważył,że ładnie wygladam,pytał gdzie byłam i czy mi się bez niego nie nudziło...Oczywiście powiedziałam z zadowoloną miną,że nie...:)To był mój pierwszy taki całodzienny wypad bez niego i bez informownia go dokąd idę. Nie wiem,na ile to podziała na niego i czuję,że nadal długa droga przede mna,żeby coś mu uświadomić,ale pierwsze koty za płoty;)
Tekst o rozwodzie-do zapamiętania.Wiesz,on jest przyzwyczajony,że ciągle słyszał,jak to go kocham,jak tęsknię,ile dla mne znaczy...No bo znaczy...Więc to,ze w ogóle wspomniałam o rozwodzie,to dla niego kolejny szok.

33

Odp: Jak do niego dotrzeć?
smutna7 napisał/a:

Tak naprawdę ten nieszczęśny obiad a właściwie ostatnia kłotnia z tym związana,to tylko przejaw tego,że mąż nie chce słuchać,co mi się nie podoba w związku,nie chce rozmowy i pokazanie,że on i tak będzie robił jak zechce...

Ale Tobie przecież zależy nie na samym fakcie słuchanie tego, co mówisz, tylko na tym, by zaczął postępować tak, jak TY CHCESZ.  I póki spieracie się o swoje stanowiska, zamiast dochodzić do waszych potrzeb (stojących za tymi stanowiskami), póty spory miedzy wami trwać będą.

34

Odp: Jak do niego dotrzeć?

Lubię stawiać na swoim,ale jestem też skłonna do kompromisów.Gdybyśmy porozmawiali i gdyby mi powiedział,że np raz w tygodniu,chce jechać robić obiad do matki,ale w pozostałe dni jemy obiad razem,jakoś bym to przełknęła...Wielokropek,ja po prostu chcę,żeby on mnie wysłuchał...

35 Ostatnio edytowany przez żyworódka (2011-09-11 23:53:54)

Odp: Jak do niego dotrzeć?

Witaj.

smutna7 napisał/a:

Mamy kuchnię i wszystko co potrzebne,żeby zrobić w niej obiad.Ale on robił tak prawie codziennie,kiedy był sam.Pracował u siebie,a potem pędził do mamy.Zasadniczo po to,żeby ją odciążyć w spacerze z psem-jest chora,choć nie aż tak,że nie może wyjść-i żeby z nią porozmawiać-mieszka sama.No ale własnie tam gotował sobie obiad. Ja chciałam żebyśmy prowadzili normalne małżeńskie życie,co dla mnie oznacza również wspólny obiad,jeśli nie przeszkadza w tym praca.

Zupełnie się z Tobą zgadzam, rodzina to również wspólne posiłki. Jak można wspólnie z żoną nie zjeść obiadu tylko na obiadek "uciekać" do mamy i tam gotować, a Ty co, sama? Przywozi Ci chociaż ten obiad?

smutna7 napisał/a:

Ja faktycznie jestem cieniutka w gotowaniu,nie przepadam za tym,ale nawet gdybym chciała robić super obiady,byłoby trudno,bo on nigdy nie wie,co będzie jadł i czy w ogóle,na co ma ochotę,itd.Codziennie go o to pytam i słyszę najczęściej"nie myślę o obiedzie".Pomijam już fakt,że przed ślubem umawialiśmy się,że on będzie gotował,a ja biorę na siebie resztę obowiązków w domu...Może sobie na to pozwolić,bo pracuje w domu i o 14-tej jest zazwyczaj już wolny.

Twój mąż nadal czuje się i zachowuje jak "synek u mamusi" bez zobowiązań wobec swojej rodziny.
Skoro umie gotować, to niech gotuje w domu i Ciebie nauczy. Może zacznij gotować najprostsze potrawy, a jeśli masz rodzinę ( matkę, babcię)to poradź się i za kolejnym razem będzie coraz lepiej.

W chwili obecnej rodzina, to przede wszystkim TY i ON. Nie powinien matki stawiać na pierwszym miejscu i ciągle u niej przebywać tym bardziej, że ona nie wymaga całodobowej opieki.

smutna7 napisał/a:

W moim rodzinnym domu jedliśmy obiady razem,ja i rodzice.To było oczywiste,zwłaszcza w weekendy,kiedy nikt nie pracował.I taki wzorzec wyniosłam.Czy ja jestem jakaś głupia? Nie tak,to powinno wyglądać? Niby tylko obiad,pierdoła,ale jakiś przejaw tego,że jesteśmy teraz rodziną...

W moim domu również domownicy jedli wspólnie posiłki i nie wyobrażam sobie, żeby któryś z synów mając swoje rodziny przyjeżdżał do nas codziennie SAM na obiadki.
Myślę, że tutaj winę ponosi również jego matka, bo powinna mu wskazać niewłaściwe zachowanie się względem Ciebie.
Masz prawo czuć się ignorowana, zaniedbywana i lekceważona przez męża. Mąż nadal chce żyć tak jak dotychczas tj. przed ślubem, bo nie uwzględnia tego, że już nie jest sam i powinien liczyć się z Twoim zdaniem - z żoną.
Nie uważam, że przesadzasz. Bo codzienne życie składa się "z drobiazgów" i to one są najistotniejsze, jeżeli w sposób oczywisty zakłócają Ci życie.

Pozdrawiam.

36

Odp: Jak do niego dotrzeć?

Przede wszystkim ładne ubranie się i wyjście oraz zadowolenie po powrocie udało Ci się  perfekcyjnie! I właśnie o to chodzi! Już ma za sobą pierwszy krok teraz uważaj i trzymaj poziom big_smile

A tak do głowy mi przyszło... jakbyś tak pewnego dnia jak on wybiega do mamusi zrobić obiad chwyciła torebkę i wszyła za nim mówiąc, że Ty też chcesz obiadu i jedziesz z nim. big_smile Jestem baaardzo ciekawa jakby zareagował big_smile

Jak chcesz więcej prostych przepisów to pisz, nie krępuj się big_smile

37

Odp: Jak do niego dotrzeć?

Edycja się popsuła więc proszę nie krzyczeć!

P.S
smutna napisz mi proszę prywatną wiadomość bo chciałam się z Tobą czymś podzielić, ale to nie na forum publiczne smile

38

Odp: Jak do niego dotrzeć?

a ja myslę ze takie robienie sobie na złość  do niczego dobrego nie prowadzi..
piszesz ze ustaliliście podział obiowązków że on będzie gotował..no i ok.. ale zaraz piszesz powody dla których on ma to robić..
że wraca o 14 i ma wolne aby gotować..
wiesz moze ciebie zaskoczę ale masa kobiet gotuje z dnia an dzień , wieczorem aby na drugi dzień był obiad.. po drugie o 14 to obiad sie raczej juz je a nie go gotuje..
no i po 3 wystarczy trochę dobrej woli i wszystkiego można sie nauczyć...
net jest pełen przepisów , ksiazki kucharskie od tego też są..

a ja wasnie bym go zaskoczyła , zrobiłabym cos co wiem ze lubi , czekałabym na niego..
jak wyobrażasz sobie wasze  bycie razem???

chyba zbyt pochopnie zdecydowaliście sie byc razem bo jak czytam to mam wrażenie ze to nie rodzina ale zabawa w dom...

fakt nie macie dzieci.. ale gdyby były to też czekałabyś na to aż mąż ugotuje obiad??? sorry ale to chyba nie tędy droga aby dojść do kompromisu..

facet który wraca do nadmuchanej żony , do domu w którym nie ma zapachu obiadu i miłej atmosfery nie bedzie chciał w takim domu być!!!!
więc zastanow się czy jest sens tak postępować.. czy nie warto byc sprzymierzeńcem swojego meza zakopać topór wojenny , ugotować coś wspólnie  i z psem teściowej isć wspólnie na spacer...

według mnie troche naciągasz problem..

39

Odp: Jak do niego dotrzeć?

1/.     no  smutna 7 jestem z ciebie bardzo  dumna.doskonale rozumiem  kwestie obiadu.ja tą tradycje  wynioslam ze swojego rodzinnego domku i również"kultywuję"ją na swoim małżenskim gruncie.jednak moj mąż ma podobne tradycje ,dlatego o tyle nam łatwiej.
absolutnie sie zgadzam,z tym ze stół jak łożko =łączą.
przy  wspolnym stole,z pełnym brzusiem rozmawia sie łatwiej i "łagodniej";nie trzeba wtedy skakać sobie do gardeł od miski ,tylko w kulturalny sposób prowadzić"dialog";i faktycznie to działa;

2/.     sądzę ,że z czasem twoj mąż zrozumie  twoje przesłanie  i zaczniecie żyć razem.fakt do tego potrzeba duuzo czasu ,ale to przyjdzie samo.tak jak  on zył przez kilka lat -trudno wszystkie przyzwyczajenia odzrucić nawet i w rok.jedni są  stateczni i przywiązani do swoich "norm",inni zaś ulegają wpływom codzienności.sądzę ,że i twoj mąłżonek  wprowadzi jakieś wasze rodzinne normy-potrzeba czasu.nienormalne -owszem-ze  po dzis dzien biega  do mamusi-ale twoja konsekwencja to zmieni;(Teo dobrze  poradziła-wyprzedz go z obiadkiem,badz miła i slicznie wygladaj.podaj pod pyszczek,zjedzcie a potem oznajmującym tonem oświadcz ze wychodzisz  na zakupy  ,żeby  zaplanować  co jutro bedzie na obiad.o nic nie pytaj ,po prostu komunikuj.!

3/.     skoro po jednym twoim "wyjściu" , mąż juz zapytal  gdzie byłaś i czy nie  tęskniłaś ,moga dać ci do myślenia.widzisz ,że to zadziała.nie mozesz-fakt\-robić mu na złość i ostentacyjnie opuszzczać dom ,ale w zasadniczy  sposob pokazac mu ze ty przejmujesz role  Gospodyni w  tym domu,i tutaj jest jego miejsce ,przy  waszym stole i to wy razem macie ustalic ,czy potrzebujecie  nowa komode  na buty(np.?).;a potem jesli ma ochote to niech idzie do amusi  wyprowadzić pieska , a ty w tym czasie po prostu odpocznij.

4/.     z czasem twoje próby ,działania zostana nagrodzone.zobaczysz ,sama sie zdziwisz-że bedzie  czekał na ciebie ;kiedy ty wrócisz do  domu...

40

Odp: Jak do niego dotrzeć?

Witajcie dziewczyny.Piszę dopiero teraz,bo wczesniej mąz ciągle pałętał mi się gdzieś za plecami,gdy siedziałam przed komputerem,więc nie bardzo było jak;)Żyworódka i lilia80-dobrze wiedzieć,że nie tylko ja mam taką wizję małżeństwa i rodziny,bo już sama w pewnym momencie zaczęłam watpić,czy faktycznie może robię z igły widły,jesli chodzi o ten obiad...Dzięki za wsparcie-wiele mi to daje...Lilia80 -Twoje słowa otuchy są jak miód na moje skołatane nerwy-mam nadzieję,że wszystko o czym napisałaś,się sprawdzi.Oby tylko nie zabrakło mi konsekwencji w działaniu-ale póki co się trzymam-dzsiaj też popołudnie spędziłam poza domem-mąż wolał rower.Ostatecznie jednak nie pojechał,tylko zadzwonił do mnie i spotkalismy się na mieście.Widziałam,że był w ciężkim szoku,że znów sama wychodzę.Oczywiście zaproponowalam mu wspólne wyjście,ale ponieważ odmówił,poszłam sama.Zadowolona i uśmiechnięta.I znów miło spędziłam czas,a po kilku godzinach spotkałam się z mężem.Jak wychodziłam z domu znów zauważył,że ładnie wyglądam,dopytywal się gdzie idę i zapytał mnie kilka razy,czy wszystko w porządku i stwierdził,że jestem jakaś tajemnicza...Chyba kolejna mała bitwa wygrana,choć co będzie dalej czas pokaże.Dzisiaj w każdym razie obiad zjedliśmy wspólnie w domu.

41

Odp: Jak do niego dotrzeć?
smutna7 napisał/a:

I znów miło spędziłam czas,a po kilku godzinach spotkałam się z mężem.Jak wychodziłam z domu znów zauważył,że ładnie wyglądam,dopytywal się gdzie idę i zapytał mnie kilka razy,czy wszystko w porządku i stwierdził,że jestem jakaś tajemnicza...Chyba kolejna mała bitwa wygrana,choć co będzie dalej czas pokaże.Dzisiaj w każdym razie obiad zjedliśmy wspólnie w domu.

Ha! Brawo, brawo, Robaczku! Widzisz? Nawet, jakby to się mogło wydawać, z beznadziejnej sytuacji jest wyjście big_smile Szczerze mówiąc trochę wątpiłam, że postanowisz w ten sposób działać, ale nie mam już żadnych wątpliwości. Chwała i pokłon Tobie, oraz wszystkim kobietom, które znalazły siłę, żeby z uśmiechem i stanowczością walczyć o swoje smile

42

Odp: Jak do niego dotrzeć?

Teo-dostałaś ode mnie wiadomość? Napisałam do Ciebie,tak jak prosiłaś.Trzymaj za mnie kciuki,żeby wystarczyło mi konsekwencji w tej walce o swoje z uśmiechem.Drugi dzień się trzymam,ale nadal potrzeba mi wsparcia,żeby tą siłę na nowo w sobie odnajdywać...
Ona 1977-to nie jest żadne robienie sobie na złość,ani żadna wojna-dzisiaj zaproponowałam mężowi żeby ze mną spędził popołudnie,ale ponieważ wolał robić coś innego niż ja,powiedziałam mu "szkoda,bo wolałabym pójść gdzieś z Tobą, ale trudno-sama też o siebie zadbam" i wyszłam z domu.Wszystko z uśmiechem i na spokojnie.Zrozum-ja się nie wściekam o to,że on nie wywiązuje się z obietnicy  gotowania,choć ma na to czas.O tym,że on miał się tego podjąć w maszym małżeństwie wspomniałam tylko po to,żeby jakoś lepiej naświetlić całą sytuację.Wiem,że można ugotować obiad poprzedniego dnia.I wiesz co jeszcze? Zawsze twierdziłam,że kiedy zostanę mamą,nie ma że lubię,czy nie lubię-nauczę się gotować ze względu na dziecko bo jestem odpowiedzialna...Chodzi mi o to,że nie chcę żeby chodził gotować sobie do matki,tak jak w czasach,gdy był kawalerem i żeby w tej kwestii liczył się z moim zdaniem...A na spacery z psem teściowej chodzimy razem często,co wiecej nawet teściowa ostatnio chodzi na nie z nami.

43

Odp: Jak do niego dotrzeć?

Tak dostałam i nawet odpisałam, ale potem przypomniało mi się, że miałam jakiś błąd i nie poszedł ten mail tongue Jutro Ci wyślę jeszcze raz smile

44

Odp: Jak do niego dotrzeć?

smutna & to rewelacja.jesli piszesz  ,że małzonek jednak sie kolejny raz  zainetresował dokad idziesz, czy wszystko w porzadku itd, a do tego widzi ze dobrze wygladasz to myśle ,że  zaczyna  mu coś  switać.
no a kwestia obiadu-SZALENSTWO ,REWELACJA, SZAŁ -no i widzisz kochana , i jakoś sie dało zostaćw domku i zjeść obiadekz  zonką!-jestem bardzo zadowolona i uwierz mi  z głębi serca "wyfrunął" mi uśmiech po tych rewelacjach.wniosek z tego , żę działa.(doświadczenie robi swoje-owszem nie zawsze sie sprawdza , bo jednak jestesmy od siebie rozni i to jest tajemnica  zwiazkow, a le w gruncie rzeczy kierujemy sie w zyciu tymi samymi  priorytetami).

jestem swiecie przekonana , że twoja determinacja przyniesie Tobie wymierne  korzysci,mąż doceni twoje strania.nie konecznie może ci to powiedzieć ale już te sygnały są dowodm na to ,że sie da.
3maj  tak dalej i nie daj sie!
pozdrawiam cie mocno - zycze  miłego popoludnia!!!!!!!!!!!!!!!,wieczorku ...............papap

45

Odp: Jak do niego dotrzeć?

Lilia80-dziękuję za pozdrowienia i za dobre słowo-a właściwie wiele słów-Ty tez mi uwierz,że i mnie się zrobiło ciepło w okolicach serca,jak przeczytałam,co mi napisałaś:) To niesamowite,jak wspaniale działa świadomośc,że gdzieś  tam jest ktoś, kto zainteresował się moim problemem,coś doradził a przede wszystkim przesłał tonę pozytywnej energii:)Trzymam się nadal-od niedzieli jestem uśmiechnięta i robię swoje zgodnie ze wskazówkami forumowiczek.Dzisiaj po raz kolejny wyfrunęłam z domu na dwie godziny,a potem razem z mężem pojechaliśmy do teściowej,bo sama chciałam ją odwiedzić.Jestem maksymalnie zdeterminowana,chcę ratować ten związek,zależy mi żebysmy doszli do porozumienia.No i dzisiaj usłyszałam od męża "Dobrze,że jesteś":):):) Wiem,że jeszcze przyjdą złe chwile i kłótnie,ale pracuję nad sobą,żeby wybrnąć z nich obronna ręką...Mam nadzieję,że jak ja zmienię postępowanie,to i mąż zmieni się na lepsze.
Pozdrawiam bardzo ciepło i życzę miłego wieczoru:)

46

Odp: Jak do niego dotrzeć?

Witam przede wszystkim nie kłoć się o jego rodzicielkę i jego wizyty bo zawsze będzie stawał po jej stronie tak jest zawsze zresztą postaw się na jego miejscu i gdybyś to ty gotowała dla taty który jest sam a on Ci robił wyrzuty też miała byś żąl bo w końcu to Twój tata kłótnia o rodziców to najgorsza z możliwych bo każdy będzie bronił swojego tak już jest. Więc zamiast wykłócać się o te jego wizyty spróbuj się dogadać żeby do mamy jeżdził co drugi dzień. On jako syn samotnej matki jest za nią odpowiedzialny bardziej niż każdy inny syn.Zawsze wspólnie dzielili smutki  radości i teraz on boi się ją zostawić całkiem samą .Pogadaj z nim że by również na obiady wracał do domu czasami że czujesz samotna może po prostu na co dzień odwiedzajcie ją razem i jej będzie przyjemnie i ty nie będziesz taka samotna warto ją mieć po swojej stronie  bo i czasem przy dziecku pomoże smile

47 Ostatnio edytowany przez Teo (2011-09-13 19:56:15)

Odp: Jak do niego dotrzeć?
smutna7 napisał/a:

No i dzisiaj usłyszałam od męża "Dobrze,że jesteś":):):)

Nic dodać nic ująć big_smile Należą Ci się kwiaty i gratulecje, bo wygrałaś pierwszą bitwę, która ma wpływ na waszą przyszłość. Ciesz się sukcesem, ale nie osiądź na laurach. "Zło" czai się wszędzie big_smile

Muszka strasznie nie w temacie jesteś... Przeczytaj następnym razem dokładniej wątek. Dla podpowiedzi napiszę Ci, że on lata do mamy robić SOBIE obiad, bo "on już tak ma i nie będzie siebie zmieniał", a nie matce, która jest sprawna i gotuje sobie sama.

48

Odp: Jak do niego dotrzeć?

Teo-za te kwiaty i gratulacje ściskam Cię serdecznie:) Mam świadomość,że nie mogę sobie pozwolic na utratę "czujności",chociaż prawdopodobnie przyjdzie jeszcze i taka chwila,że znowu będzie cos nie tak, zrobi mi się zwyczajnie źle,poryczę się i na chwilę powrócę do siebie "starej",bo żadna ze mnie"superwoman"...Ale wtedy na pewno przeczytam sobie jeszcze raz cały ten wątek i wrócę na "'właściwe tory":)

49

Odp: Jak do niego dotrzeć?

1/.   kochana!oj bedzie  na pewno na waszej drodze  mnóstwo problemow ,jednak jesli bedziecie  razem ,razem przezywcięzycie te "malą burze", to wzmocnieni poradzicie sobie z resztą.on sie  nauczy  ciebie  a ty  bedziesz  rozumiec  czym  on sie kieruje.
na razie  widać efekty  twojej walki i  super ,że kazdy  dzien przybliża cię do zwyciestwa;

2/.   owszem wspierac  cie bede i  słac pozytywne słowa , bo własnie po to są takie miejsca.jesli natomiast  kilka  milych słow na lepszy dzień i wsparcie  pomaga - to wspaniale !

3/.   zyczę duzo siły i wytrwałości!

50

Odp: Jak do niego dotrzeć?

lilia80-dziękuję za życzenia i obietnicę wsparcia-strasznie mnie to cieszy:)Póki co jest dobrze,choć boję się,że kiedy znowu dojdzie do jakiejś sytuacji podbramkowej,mąż znów mi zarzuci,że chcę go zmieniać.Chciałabym żeby sam zrozumiał potrzebę zmiany pewnych swoich zachowań-tak,jak  np to gotowanie u mamy-co jest przecież normalne w momencie,kiedy zaczyna się z kimś wspólne życie.

51

Odp: Jak do niego dotrzeć?

Smutna, mam taki sam problem jak Ty. Na początku mówiłam swojemu co mi nie pasuje, i bardziej albo mniej to rozumiał. Potem pod świadomie nim manipulowałam, aż wreszcie on przestał mnie przepraszać,  mimo iż coś zrobił źle. Jego ego sięgnęło 10 piętra wieżowca. Ręce mi opadały, ale fajny artykuł znalazłam na stronce, jaki powinniśmy mieć stosunek do naszych partnerów . Potem zrozumiałam jak powinnam z Kamilem rozmawiać, a jak nie. Wydaje mi się, że na ten czas sporo zrozumiał, i może już nie będzie taki zarozumiały.

52

Odp: Jak do niego dotrzeć?

Puczka i co? Faktycznie pomogło? Co to za artykuł?

53

Odp: Jak do niego dotrzeć?

Witajcie.Od mojej ostatniej wizyty tutaj upłynęło trochę czasu.Te osoby,które śledzą wątek od początku,wiedzą jaki miałam problem.Miałam i mam,bo niestety sukces był tylko chwilowy:( Mąż nadal widzi we mnie największą heterę jaką ta ziemia kiedykolwiek nosiła,która uparła się żeby jak to on ładnie określa:"wziąć go za mordę":(:(:( Ale dzisiaj chciałam się skupić na czymś innym.Pewna mądra osoba( pozdrawiam Cię,Teo:)) poradziła mi,żebym zapytała Was dziewczyny,jakie macie sposoby na mężów/partnerów,którzy się zapuścili,zaniedbali i przestali dbać o swój wygląd,bo po ślubie albo w trwającym dłużej związku już im się nie chce,nie ma po co i dla kogo,bo przecież "ona i tak jest moja"...Właśnie taki smutny przypadek mam w swoim domu-mężowi rośnie brzuch,wygląda ja stary dziad i ma gdzieś moje uwagi,że powinien coś z tym zrobić,bo ani to zdrowe,ani ładne...Po prostu olewa moje uwagi.Podobnie jak te,że powinien zwrócić uwagę na swoją garderobę.Dodam,że sama zdaję sobie sprawę jak istotne jest to,żeby dbać o siebie i podobać się sobie nawzajem,bo to przecież podtrzymuje temperaturę w związku i moim zdaniem jest też wyrazem szacunku wobec drugiej strony...Sama sobie nie odpuszczam,staram się zawsze ładnie wyglądać. Dziewczyny co zrobić z takim facetem?

Odp: Jak do niego dotrzeć?

Witam - mam identyczny problem. Na kazda moja probe zwrocenia uwagi mojemu męzowi, ze cos jest nie tak - reakcja jest taka, ze wmawia mi, ze cos wymyslam, ze mi za dobrze w zyciu, ze mi sie chyba nudzi... No jasne... Koronnym jego argumentem jest to, ze po slubie to JA sie zmienilam, a nie on - bo on wciaz jest dla mnie taki dobry i wspanialy. Totalny brak porozumienia. I tak jest od slubu czyli od 2 lat. czasem potrafimy nie gadac ze soba przez tydzien, totalnie sie olewac. W koncu nastepuje (inicjowana przeze mnie) "rozmowa" pelna krzyków i wzajemnych oskarzen, kto z nas jest gorszy. Ja umiem zniesc krytyke, zastanowic sie nad jej zasadnoscia, ale moj maz (tez religijny...) ma w d... to co ja mowie do niego. Kiedys mu powiedzialam, ze skoro uwaza ze ja go "oszukalam", czyli, ze bylam inna przed slubem to przeciez moze wniesc pozew o rozwod a nawet uniewaznienie malzenstwa. Jakos nie zrobilo to na nim wrazenia. Sypie mi sie to malzenstwo, probowalam juz roznych metod, nie wiem, moze tak jak mowicie najlepsze jest olewanie faceta. Ale mnie jest tak ciezko z tym, nie potrafie zniesc takiej atmosfery obojetnosci. Mamy malenka coreczke, bardzo chcialabym jej dac cieply, rodzinny dom a tu taka lipa. Tak dobrze rozumiem ten problem. I nie mowcie, zeby rozmawiac bo ja od 2 lat nie robie nic innego kurcze... co robic...

55

Odp: Jak do niego dotrzeć?

Ida_sierpniowa kiedy czytałam to,co napisałaś, miałam wrażenie,że czytam o sobie...Jedynie z tym wyjątkiem,że ja jestem po ślubie prawie 9 miesięcy...No i jeszcze nie mamy dziecka. Ja kiedy zwracam mężowi uwagę także słyszę,że czepiam się pierdół,że nie wiem,co to poważne problemy i że powinnam się czymś zająć bo mi się nudzi...Oczywiście poza starym argumentem,że chcę nim rządzić i trzymać go za mordę...Codziennie słyszę jak to się zmieniłam po ślubie,a on jest nadal taki jak przedtem.Za wszystko złe w naszym małżeństwie obwinia mnie,bo to przecież ja wywołuję awantury i jestem upierdliwa,a on jest bez winy i w zasadzie to prawie bez wad...W każdym razie według niego jeśli między nami ma się dziać dobrze,to JA MUSZĘ SIĘ ZMIENIĆ,on robi wszystko ok. Czyli to samo,co u Ciebie-nie rozumiemy się...My też czasem nie rozmawiamy,tyle że trwa to krócej niż u Ciebie,bo albo on udaje,że nic się nie stało,albo ja wciągam do niego rękę,bo nie mogę znieść tej obojętności.I to zazwyczaj ja,tak jak Ty,inicjuję "rozmowy" o tym,co między nami się dzieje.A te rozmowy mają identyczny przebieg jak u Was...I znów tak,jak Ty przyjmuję krytykę,zastanawiam się na ile jest słuszna,wyciągam wnioski,zaczynam się nawet obwiniać,a on...Zadowolony idzie sobie pograć na kompie,bo przecież on jest idealny,to ja się czepiam i go obrażam.Czasem mówi mi tak przykre słowa,że nie mogę się pozbierać...Olewanie faceta to jest jakiś sposób,tyle tylko,że jak dla mnie dobry na dzień,dwa...Potem nie wytrzymuje,bo potrzebuję bliskości z nim,normalnej,ciepłej relacji i po prostu pękam...Nie wiem jak u Ciebie,ale u mnie następuje potem kilka dni w miarę dobrych,bo dla dobra relacji nic nie mówię...no ale tak się przecież nie da żyć na dłuższą metę...

Odp: Jak do niego dotrzeć?

No to witam w klubie. Wiesz co? Troche mi ulzylo, absurdalnie, bo teraz wiem, ze nie tylko my mamy taki problem. Jezu, juz zaczynalam swirowac, ze moze ja sie nie nadaje do malzenstwa, moze ja jestem jakas felerna i aspoleczna. Juz jestem taka zmeczona ta sytuacja, tym ze nie moge na niego liczyc prawie zawsze wtedy gdy naprawde go potrzebuje. Moglabym mnożyc takie sytuacje gdy chcialo mi sie wyc z zalu, bezsilnosci i poczucia, ze nie jestem wazna ani ja ani moje sprawy. Moja sytuacja o tyle jest gorsza, ze ja mam dziecko, wiec nie moge wyjsc, trzasnać drzwiami i odreagowac tej sytuacji. Bo gdyby malej nie bylo, pewnie tak bym zrobila... Fatalne jest tez to, ze mieszkamy z moimi rodzicami, starszymi schorowanymi ludzmi, ktorymi musze sie opiekowac, wiec tych obowiazkow mam naprawde duzo... A moj szanowny maz uwaza, ze ja siedzac w domu to mam eldorado. U nas podobnie jak u Ciebie po takich "rozmowach" przychodzi "dobry czas", kiedy sytuacja w zasadzie sie nie poprawia, tylko ja odpuszczam. Naprawde chcialam stworzyc cieply, rodzinny dom, podobnie jak u Ciebie, chcialam abysmy razem siadali do obiadow, kolacji i spedzali milo czas. Niestety nie da sie tak z nim. Zyjemy razem pod jednym dachem, ale zupelnie osobno, jak studenci na stancji. Straszne to... koleja sobota, ktora spedzam samotnie z malutka... Pozdrawiam Cie serdecznie smutna7 i wszystkie kobiety, ktore tkwia w tych schemacie...

57

Odp: Jak do niego dotrzeć?

Ida_sierpniowa-faktycznie jedziemy na tym samym wózku...Choć bez satysfakcji stwierdzam,że ja jednak mam trochę lepiej- mieszkamy sami,co zawsze jest lepsze niż mieszkanie z rodzicami ,no a poza tym dopóki nie ma dziecka łatwiej o ostateczne i drastyczne kroki.Chociaż z drugiej strony ja nadal chcę walczyć o to małżeństwo i nie chcę się rozstawać. Ale czasem tak strasznie mi źle...Ja też jestem zmęczona tym wszystkim i mam dokładnie te same schizy co Ty pod tytułem "nie nadaję się na żonę",wszystkie  dookoła się nadają,tylko nie ja...Co do życia osobno choć pod jednym dachem,to też mamy identyczne odczucia-ja ostatnio wykrzyczałam mu zrezygnowana,że nie mam siły dłużej walić głową w mur,umywam ręce od wszystkiego i zaczynamy żyć jak współlokatorzy,skoro on tak chce...Ale to była bzdura,bo ja tak żyć nie potrafię...Dziękuję Ci za pozdrowienia i odwzajemniam je.Pamiętaj,że masz kogoś kto kocha Cię bezwarunkowo,masz córeczkę...To bardzo wiele,choć wiem,że potrzebujesz czegoś więcej-tego samego co ja-pełnego harmonii i miłości małżeństwa...Ja się jeszcze nie poddaje,choć nie wiem na ile starczy mi jeszcze sił...

Odp: Jak do niego dotrzeć?

smutna7 - Moj pan maż wczoraj mnie zadziwil wielce, gdyz w sobote wrocil do domu okolo 17 i caly wieczor oraz dzisiejszy poranek poswiecil malej... Ja moglam sie wyspac do bolu, bo jakos sprawnie to poszlo. Nie wiem czy stesknil sie za mala, czy po prostu moje tygodniowe milczenie odnosi jakis skutek. Pozyjemy zobaczymy. Co do mieszkania z rodzicami to w sytuacji gdy mam malutka pyze dobrze miec obok siebie kogos, kto chocby na godzinke z nia zostanie jak musze smigac po zakupy dla malej. Wiec taka sytuacja ma 2 strony. Atmosfera w domu jest ciezka, ale trzeba to zniesc. Ciezko... Pozdrawiam

Odp: Jak do niego dotrzeć?

czesc dziewczyny. Przypadkiem trafilem na ta strone gdy szukałem czegos w historii.ładnych rzeczy dowiaduje sie tu o sobie. Widze ze bardzo narzekacie tu na męzów, ale moze pozwolilybyscie aby mezowie tez sie wypowiedzieli. Nic nas nie interesuje, chcecie abysmy wiecej bywali w domu, to powiem wam jak to u mnie wyglada po powrocie z pracy. wychodze z domu okolo 10 rano bo chce troche z dzieckiem posiedzie, zona wstaje wczesniej daje jesc i kladzie sie z malą po czym czesto zasypia a wtedy ja z malą siedze gdy narobi pod siebie to przewija pobawie sie z nia, zjem cos i wychodze  do pracy. wracam okolo 19jak zdaze to kapiemy małą razem z żona, potem zona ja uklada do snu, pyta sie czy zrobic mi cos na kolacje, dla mnie to obiad i kontakt z zona mi sie konczy. Otwiera laptopa i tam juz dwie lub trzy godziny spedza na gg z kolezankami bo ze mna nie ma pewnie takich ciekawych tematów i niewazne ze miala caly dzien aby popisac na gg. Rozumiem ze jest duzo obowiazków w domu przy dziecku ale napewno troche czasu wolnego sie znajdzie. Gdy juz sie wypisze na gg to sa serialealbo kuba wojewódzki albo jakies inne ciekawsze rzeczy a potem idzie spac zamieniamy moze kilka zdan. Najchetniej to wywalilbym telewizor i laptopa to moze mialaby wiecej czasu aby ze mna posiedziec. Na obowiazki malzenskie(seks) tez nie ma co liczyc a przeciez to najpiekniejsza rzacz jaka laczy malzonków. Ciche dni koncza sie nie z inicjatywy zonyjak to wczesniej napisala ale mojej. Ostatnie zakonczyly sie podczas ogladania filmu gdy zauwazylem ze agresja na mnie jej juz minela, przysunolem sie i objąlem ja i zaczelismy rozmawiac. wczesniejsze zakonczyly sie jak zaproponowalem wspólna kąpiel chociaz za pierwszym razem sie nie udalo bo od wejscia do lazienki bylo narzekanie abym wyszedl gdy sie rozbiera itp. wiec zamilklem i byl znów tydzien ciszy. dopiero w kolejnym tygodniu sie udalo zaproponowalem to samo i juz byl mily wieczór. jest potem dobrze przez jakis czas i znów pomaly sie zaczynaj ataki i narzekanie na mnie, a najgorsze dla faceta jest to gdy wraca do domu i ma tu narzekajaca kobniete prawie na wszystko, a mógl przeciez nie wrócic-ostatnio w pracy 220 mnie pokopalo, wczesniej o malo tir na mnie nie wjechal. na łozku tez nie mozna sie przusunac do zony bo jej zbyt goraco ze mna, nie mozna nago polezec bo sie wstydzi swojego wygladu, dla mnie to niewazne czy ma 10 kg w ta czy w ta. zawsze bedzie mi sie podobala. kazdy ma jakies kompleksy ale pora z nich wyrosnac, a nie jak nastolatka sie zachowywac. ostatnie nasze ciche dni zaczely sie od tego ze w dniu chlopaka zona dala mi prezent potem wykaplismy i nakarmilismy mala i myslalem ze spedzimy fajny wieczór, jednak zona wymyslila wyjazd na zakupy ja odpowiedzialem abysmy pojechali jutro (czesto sam zakupy robie) bo dzis mi sie nie chce juz wiec wyszla i przestala sie odzywac, taki mialem dzien chlopaka, chcialybyscie takie dni kobiet???????
Podsumowanie:   my nie jestesmy idelani i mamy duzo wad podobnie jak wy z tym ze my jestesmy prostsi w obsludze a z kobietami trudno przewidziec co nastapi za 5 min. rozumiem ze macie zmiany hormonalne czeste i stad te zmiany nastrojów. Dlatego sie zamykamy i mniej sie odzywamy bo nie jest to latwe was zrozumiec, a mam wrazenie ze wciaz nas za cos obwiniacie i sukacie starcia.  Atmosfera domowego ogniska jest taka jaka stworzy kobieta i to opinie badaczy zwiazków malzenskich. poczytajcie troche np. faceci z marsa a kobiety z wenus itp. zrozumiecie moze ze skupiacie sie na drobniejszych rzeczach i z nich problem robicie a my tam nic niezauwazamy i chociaz chcemy aby bylo dobrze i bardzo nam na was zalezy to róznie to wychodzi i bardzo wiele tolerujemy waszych zachowan które nam nieodpowiadaja a nie mówimy o tym aby nie prowokowac kolejnych sprzeczek.
Pozdrawiam wszystkie i zycze szczescia w malzenstwie

60

Odp: Jak do niego dotrzeć?

Mężu idy_sierpniowej-dzięki za głos w dyskusji.Twój punkt widzenia tej całej sytuacji jest niewątpliwie ciekawy i coś tutaj wnosi.Chociaż fakt,że "wyśledziłeś" tu żonę,być może rzeczywiście przypadkiem,ale jednak, zwłaszcza przez nią samą może nie być odebrany najlepiej.Chociaż z drugiej strony może się ucieszy,kiedy przeczyta,że nadal Ci zależy... Mam do Ciebie pytanie-powiedziałeś żonie o tym,co tutaj napisałeś,zwłaszcza na końcu swojego posta? Rozmawiałeś z nią o tym?
Ida_sierpniowa-trzymam za Ciebie kciuki...Za Was obydwoje.

Odp: Jak do niego dotrzeć?

Bez komentarza... za kazdym razem dyskusja konczy sie w ten sam sposob... To ze mnie tu wysledzil, nie bylo przpadkiem, gdyz jakos bardzo sie nie krylam, moze mialam nadzieje, ze slowo pisane szybciej dotrze. Swinstwem jest to co zrobil. Tyle. Brak lojalnosci i wzajemnego szacunku to chyba jest to, co dolega naszemu malzenstwu. Rozmawialismy wczoraj, znowu brak wnioskow, znow to wszystko moja wina. Pozdrawiam.

62

Odp: Jak do niego dotrzeć?

Hmm... Droga Ido. Oczywiście nie znam dokładnie całej sytuacji, ale patrząc na Twoja wypowiedź i wypowiedź męża zastanawiam sie czy to właśnie nie on ma racje... Wydaje mi się też, że dla Ciebie jedyne słuszne porozumienie to żeby on robił wszystko to co Ty chcesz, a zwłaszcza żeby czytał CI w myślach. Czy Ty ustąpiłaś? Czy kiedykolwiek schowałaś fochy do kieszeni i zrobiłaś wszystko tak jak on chciał?? Czy te przesiadywania na gg i w necie, a potem seriale nie są ucieczką od odpowiedzialności małżeńskiej?? Całe dnie zajmujesz się czymś innym, a potem masz pretensje, że mąż ma cię gdzieś.
Jak to jest? Przyznaj się szczerze. To nie jest właśnie tak jak opisuje mąż? Możesz się teraz do tego ustosunkować tylko bądź szczera.

Mężu Idy! Może załóż swój nick?? To może być Ciekawe przeczytać dyskusję z dwóch stron.

63 Ostatnio edytowany przez Ida_sierpniowa_31 (2011-10-10 13:47:02)

Odp: Jak do niego dotrzeć?

Kazdy ma swoje racje - nigdy nie bylo tak, ze cala wina za te nasze klopoty obwinialam tylko jego. Wrecz przeciwnie, po kazdej dyskusji probowlam zmieniac to co mu nie pasowalo - wiadomo z roznym skutkiem. Natomiast moj maz nigdy nie przyznal sie, ze cos moze faktycznie nie jest tak, jak byc powinno. Czy chce zeby mi czytal w myslach? Az tak naiwna nie jestem - daje mu czytelne komunikaty - on ma je gdzies. Prosze o zrobienie rzeczy, z ktorymi sobie nie radze,  a nie o glaskanie mnie po glowie i wyreczanie ze wszystkiego. Jestem baba samodzielna, umiem skosic trawe, wykopac dol łopata, napalic w piecu wink nie jestem ksiezniczka, na ktora kreuje mnie moj maz, czym wprost doprowadza mnie do szalu. Wykonuje trudny zawod, bardzo odpowiedzialny, a przez mojego meza totalnie lekcewazony - bo przeciez ja caly dzien siedze sobie w ciepelku i przy kompie z kawa... No luzik total. Kuzwa siedzenie calymi dniami na necie... i przed TV smile Kazda, ktora ma malutkie dziecko wie, jak to mozna faktycznie posiedziec przy kompie na spokojnie ... Nie raz i nie dwa zagryzlam zeby i dalam spokoj kolejnemu wystapieniu mojego meza. Teo piszesz ze calymi dniami zajmuje sie czyms innym - zagdza sie, zajmuje sie domem, sprawami domu, malutka coreczka. Wieczorem jestem juz naprawde zmeczona, a moj maz po przyjsciu z pracy nie robi w domu NIC. I jeszcze sie dziwi, ze nie czekam na niego w sexi bieliznie. Moj malzonek ciagle mi wypomina, ze nie chce z nim nigdzie wychodzic - dla niego glowna atrakcja jest wyjscie do knajpy i stanie w kacie z kuflem piwa. No mnie to jakos nie bawi, zwlaszcza ze zawsze sa problemy, zeby go stamtad wycagnac, a jak mi sie juz uda (po 4 godzinach stania w tloku, halasie i smrodzie papierochow) to jest foch, ze tak sie zmienilam i jestem nietowarzyska.  Mam swiadomosc, ze nigdy nie przegadam mojego meza ani nikt mi nie uwierzy w to, ze on taki jest, bo ma opinie "wymarzonego kandydata na ziecia". Dobra koniec tego - kazde z nas ma swoje racje, po raz kolejny moj malzonek mnie przedstawil tak jak mnie widzi - pusta babe sprzed TV. Ciekawe skad on to wie, jak ja spedzam czas calymi dniami, skoro nie ma go od rana do 19-20, no chyba, ze mnie inwigiluje... Przykre...bo taka nie jestem. Zycie malzenskie to nie tylko seks i przyjemnosci - to tez obowiazki, proza zycia a nie ciagle fajerwerki...a tego on nie rozumie. Ciagle mi mowi jak ciezko pracuje, jak szarpie sie z ludzmi - mowie, zmien prace - nie chce, bo wiem, ze nie potrafilby pracowac u kogos. ZA duze EGO. Ech... juz nawet mnie to nie excytuje, chyba zly znak smile Oczywiscie przyznaje mu duzo racji, ale wiekszosc tych probelmow moznaby zmienic, ale do tego potrzebna mi jego pomoc a nie ciagla krytyka. amen.


Aaaa co do wlaczenia sie mojego męza do tej dyskusji to gdyby tak sie stalo, byloby niezla zenada, ze nie gadamy ze soba normalnie tylko na forum internetowym smile Ja piszac o sobie nie chcialam zadnej pomocy, nie oczekiwalam, ze ktos tutaj zmieni moje zycie, tylko chcialam sie wygadac. Po prostu, po ludzku.

64

Odp: Jak do niego dotrzeć?

Rozumiem Cię doskonale. Praca w domu jest ciężką praca i wymaga dobrego zorganizowania czasu.
Co do wspólnych wypowiedzi na forum to czasem tak łatwiej się dogadać niż w cztery oczy. Czasem latwiej jest przelac myśli na papier nić je wypowiedzieć i sądzę, że nikt nie bedzie mial o to do Was pretensji, a być może bedzie to dla Was swoista terapia tylko, że za darmo. Poza tym komentarze ludzi obiektywnych dużo mogą wnieść i nie ranią tak jak osoby, którą kochamy smile Zaproponuj mężowi taka forme "terapii", może się okazać, że będzie to dla Was zbawienne smile

Odp: Jak do niego dotrzeć?

Teo - dzieki, za dobre chęci, ale to nie dla mnie - takie publiczne pranie brudow. Chce z nim wyjasniac sprawe w 4 oczy, nie robiac z tego farsy. Nie moze byc tak, ze mieszkajac w jednym domu, porozumiewamy sie przy pomocy komputera, bo dojdzie do absurdu, ze bede go sms pytac co chce zjesc wink Poza tym, jak ktos nie znajac nas, naszego zycia, moze cos konstruktywnego powiedziec? Trudno o obiektywna ocene sytuacji. Przepraszam, to nie dla mnie smile Ale dziekuje Ci za Twoje komentarze.

Posty [ 1 do 65 z 79 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Jak do niego dotrzeć?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024