Witajcie Dziewczynki popoludniowo ... 
:)
Juz wrocilysmy i pojadlysmy ... a wlasciwie pojadlam tylko ja, bo Pyska swojego sniadania nie chciala ... pewnie nasycila sie piersia
z kurczaka, ktora karmilam ja na kursie ... 
Wysiadlam z autobusu pijana i jest mi niedobrze ...
Trenerka poczestowala nas takim niby sernikiem, ktory podobno sama upiekla ... Byl tak bogato przyozdobiony, ze wygladal na kupny ...
pewnie byl z tych ciast dr Oetkera, albo podobnych.
Wczoraj trenerka miala urodziny i jej zostal, nawet byl niezly i milo sie go zjadlo do kawy ... 
Nie wiem, czy to ten sernik tak na mnie podzialal, czy tez napiecie zwiazane z wyprawa, czy tez autobusowa trzesawka ...
najpewniej wszystko razem ...
Dzis mroz dokuczal wszystkim uczestnikom wyjatkowo mocno, choc temp. byla wyzsza, niz na poprzednich zajeciach ...
Po kilku minutach palce tak mi skostnialy, ze az mnie bolaly i nie bylam w stanie dawac Pysce smakolykow ... koszmar ...
Dzis byly tylko 2 bokserki ... Okazalo sie, ze ten trzeci nalezy do babki, ktora doszla w zeszlym tygodniu i poprzednio byl z jej mezem ...
Dzis jej maz nie mogl przyjechac, wiec bokserek tez nie ...
Dzisiejsze cwiczenia obejmowaly znowu przywolywanie do siebie, lezenie i pozostawanie w miejscu. Z tym ostatnim cwiczeniem
bokserki mialy trudnosci, a Pysce wychodzilo to bardzo dobrze. W domu wykonuje to bezblednie, ale na zewnatrz nigdy z nia tego
nie probowalam, wiec bylam mile zaskoczona.
Jesli chodzi o komende "lezec", to jeden bokserek juz ja znal, a drugi migiem nauczyl sie na lekcji, natomiast Pyska do lezenia byla
straszliwie oporna ...:lol: Trenerka zastosowala wszystkie mozliwe metody i jedna, najbardziej akrobatyczna (dla czlowieka),
w miare poskutkowala, choc nie calkiem, bo jednak doopsko miala Pyska troche uniesione ... hahaha 
Pyska bardzo zle reaguje na wszelkie proby ulozenia jej, nie rozumie rowniez jezyka ciala ... Na jedno jest bardzo bystra, ale przez te
jej nerwowosc i brak koncentracji, komunikacja z nia jest bardzo utrudniona ...
Z przychodzeniem do pani bokserki rowniez radzily sobie duzo lepiej. Byly spuszczone ze smyczy i wprawdzie podbiegly do nas na
moment, ale natychmiast pogalopowaly w objecia swoich pan, natomiast Pyska pozostala na smyczy i niby przybiegla do mnie,
ale bardziej obok mnie
i choc trenerka uwazala, ze wykonala to cwiczenie dobrze i zasluguje na pochwale, ja mialam
co do tego watpliwosci ...
Dzis lekcja zakonczyla sie planowo, czyli o 12-tej, po czym pieski zostaly spuszczone ze smyczy i mogly sie pobawic...
Niestety, zabawa polegala tylko na bieganiu i po paru min. zauwazylam, ze Pyska zaczyna dziwnie stawiac lapy...
Obawialam sie, ze jeszcze troche takiej gonitwy i nie dojdzie o wlasnych silach do autobusu ... Oczywiscie, na moje wolanie
nie reagowala ...
Pozostale psy tez nie daly sie ich paniom przywolac, wiec trenerka wziela ode mnie smycz i poszla do nich,
mowiac bym ja, sama, nigdy tego nie robila, bo pan nigdy nie powinien isc do psa, tylko pies do pana ... no, to ciekawe, jak mam ja
w lasku oderwac od psow ... hahaha
Jesli wlasciciel jakiegos psa stoi ze mna, to nie ma problemu, bo on zawola swojego psa i Pyska przyjdzie z tym psem, ale czesto jest tak,
ze pies jest ze swoim panem daleko, a Pyska do niego pobiegnie i wtedy musze, niestety, po nia pojsc, bo ten ktos do mnie
ze swoim psem nie przyjdzie. Niektorzy wrecz krzycza, zebym ja szybko zabrala, wiec co mam zrobic ?... ech ...