Witajcie Dziewczynki popoludniowo ... 
:)
Okolo wpol do pierwszej troche sie wypogodzilo, wiec poszlam z Pyska do lasku ... i bardzo dobrze, bo ledwo wrocilysmy do domu,
to znowu zaczelo padac i do tego mocno pizdzic. Teraz tylko lekko mzy, ale wiatr nadal szaleje ...
Przez te emocje z autobusem jestem wybita z rytmu. Planowalam po kursie odkurzyc, ale mi sie nie chce.
Usmazylam sobie nalesniki z serkiem, bo ciasto mialam rozrobione od wczoraj i pogarnelam troche w kuchni, a teraz piore pyskowe kocyki.
Pare minut temu ktos sie do mnie dobijal i to dwa razy, widac raz dzwonil z dolu, a drugi raz do drzwi,, ale, oczywiscie, nie otworzylam ...
Pyska byla bardzo chetna na te wizyte ...
Zaraz porzucila wolowa kosc, ktora obgryzala i merdajac ogonem ruszyla w strone drzwi.
Sprawiala wrazenie, jakby chciala je otworzyc ...
:lol::lol: ale szybko jej zapedy ostudzilam ... hahaha 
Nie wiem na pewno, ale domyslam sie, kto to mogl byc ...
Przy wejsciu do lasku mieszkaja 2 dziewczynki, kolezanki, po ok. 12-13 lat i na ulicy czesto sie z Pyska bawily.
Jedna z nich, sympatyczniejsza, jest wnuczka tej niewidomej babeczki, z ktora czasem spaceruje.
Do ferii zimowych nie bylo z nimi problemu ... Gdy dziewczynki nas widzialy, podchodzily, porozmawialy, troche sie z Pyska pobawily
i to wszystko.
W koncowce swiatecznych ferii najwyrazniej sie nudzily i pod pozorem, ze chetnie Pyske wyprowadza, gdybym potrzebowala, przyszly
z nami do domu, zeby zobaczyc, gdzie mieszkamy.
Nawet bym sie calkiem cieszyla z tych odwiedzin, gdyby chcialy sie bawic z Pyska, ale nie, one byly zainteresowane wylacznie
moim mieszkaniem i mna ... Chodzily po pokoju, ogladajac rzeczy i ruszajac je, rowniez to, co lezy na stole i jakie strony mam otwarte
w necie, zadajac mi przy tym wscibskie pytania ... Pyska chciala sie bawic, ale im nie bylo to nawet w glowie ...
Na szczescie, nie mogly dluzej posiedziec, bo jedna szla gdzies z rodzicami i musiala wracac do domu.
Za 3 dni przyszly znowu, ale tym razem mialy wiecej czasu i byly jeszcze bardziej wscibskie i znowu Pyska ich wcale nie obchodzila.
Tym razem wyratowal mnie telefon z Polski, wiec nie rozumialy o czym rozmawialam, a ja przeprosilam je grzecznie, mowiac, ze mam
wazne sprawy do zalatwienia, w zwiazku z tym telefonem ... uffffff ... gdy zamknelam za nimi drzwi, to mi ulzylo ... 
Postanowilam, ze wiecej ich nie wpuszcze.
Dzis to byly z pewnoscia one, bo nikt tak nachalnie nie smialby dzwonic ...