Pochodzilysmy troche po lasku, ale krocej, niz zwykle, bo pada deszcz ze sniegiem i jest straszna chlapa,
zreszta, tak jest juz od kilku dni ...
Na czesci alejek, po ktorych musze przejsc, jest takie bloto, ze grzezna mi nogi i mam trudnosci, zeby je wydostac ...
zapadam sie, jak w bagno ...
Spuscilam Pyske ze smyczy na pierwszej sciezce w gaszczach, ale nie biegala, tylko wachala i zostawala daleko w tyle ...
Od dwoch dni widze, ze leciutko kuleje na prawa strone ...
Sprawdzalam, czy nie wbilo sie jej cos w przednie lapy, ale nie ...
Moze przy bieganiu zle stapnela, a moze poobijala sobie sobie lape przy szarpaniu galezi, ktora czesniej sie z nia bawilam ...
nie wiem, ale mam nadzieje, ze to nic powaznego i samo jej przejdzie ...
Gdy wyszlysmy na parking, by przejsc do dalszej czesci lasku, zobaczylam samochod tego starszego faceta, ktorego pies rzucil mnie
kiedys na kolana, wiec musialam Pyske uwiazac, az do nastepnej lesnej sciezki ...
Gdy bylo juz bezpiecznie i znowu spuscilam ja ze smyczy, uslyszalam w oddali ludzkie glosy ...
Nikogo nie bylo widac, bo wszystko zaslanilaly drzewa i krzaki, ale Pyska natychmiast zaczela sie rozgladac i nawet nie chciala
wziac do pyska smakolyka o smaku lososia ...:lol: i bylo dla mnie jasne, ze zaraz w te strone poleci ...
wiec szybko zapielam smycz spowrotem i tak juz szlysmy do konca spaceru ...
Bez sensu jest spuscic ja na pare metrow, by pozniej jej szukac i kawal po nia chodzic ...
no i jeszcze wstydzic sie przed ludzmi ...
Dodatkowa uciazliwoscia podczas lesnych spacerow w taka pogode, jest dla mnie parasolka, bo zajmuje mi jedna reke i nie moge
przez nia tak szybko i sprawnie reagowac ...
Pyska jest teraz duzo bardziej niewyzyta i spragniona zabawy z psami, niz kiedys, bo odkad popsula sie pogoda, rzadko trafia sie
nam jakis mily pies, z gora raz na tydzien, a i to na krociutko ... do tego dorastanie wzmacnia jej samowole ...
a jesli pies nie chce sie bawic, to obskakuje jego wlasciciela ...
Wczoraj przyczepila sie do znanego nam, bardzo milego faceta, ktory wybral sie ze swoja 5-letnia suka labradora na spacer po lesie
w dlugim (!!!), jasno bezowym (!!!) plaszczu ... na takie bloto i w snieg z deszczem ...
ale jesli tak chce, to oczywiscie, ma do tego prawo ...
Odsuwal Pyske od siebie, a ona ciagle probowala zostawic na jego plaszczu odciski swoich brudnych lap ...
na cale szczescie, to sie jej nie udalo ...
Poprosilam go, by nastepnym razem, w podobnej sytuacji, dal jej po prostu ... kopa ... ale wiem, ze on tego nie zrobi,
bo jest za delikatny ... a szkoda ... bo jesli ludzie nie reaguja stanowczo, to Pyska mysli, ze im sie to podoba ...
Moze dzis sprobuje wsiasc z nia na jeden przystanek do autobusu, zeby zobaczyc, jak sie zachowa ... ale nie moze padac,
bo z parasolka sobie nie poradze ...
Gdyby dobrze znosila jazde autobusem, to moge przymierzyc sie na powaznie do kursu posluszenstwa, jesli tylko bedzie nowy nabor ...
bo to byloby najlepsze, jesli chodzi o zdobycie fachowych informacji, no i nie ma to, jak cwiczenia pod okiem instruktora ...
Waham sie z ta elektryczna obroza, bo nie chcialabym, zeby Pyska zaczela sie bac psow i ludzi ... a na te obroze z samymi
wibracjami i dzwiekami ludzie narzekali, ze slabo dzialaja i psy sie do nich szybko przyzwyczajaja ...
Jest jeszcze jedna obroza, rozpylajaca zapach cytryny, podobno skuteczna ... ale nie wiem ...
Wszystkie te obroze kosztuja mniej wiecej tyle samo, 110-115 euro + koszty wysylki ...
Jest to dla mnie teraz bardzo duzy wydatek i chcialabym, aby przyniosl efekty ...
Obroza elektryczna zadziala na mur-beton, a czy ta citronella bedzie w stanie Pyske powstrzymac, to nie wiem ...
Impuls elektryczny pojawia sie na ulamek sekundy w zwiazku z konkretna sytuacja i znika, a zapach cytryny pozostaje na dlugo,
wiec mam watpliwosci, czy Pyska zrozumie jego przeslanie ...
Ech, nie miala baba klopotu ... 