Hydraulik wyszedl dopiero za piec dziesiata ... do tego zrobil mi burdel w kuchni, bo wyciagnal wszystko z szafki pod zlewozmywakiem ...
Oczywiscie, oproznilabym te szafke wczesniej, gdyby mi o tym powiedzial ... Zajrzalam do kuchni dopiero wtedy, gdy uslyszalam
odglosy demolki ...
:lol: a to hydraulik probowal wyciagnac polke, ktora ja sama zamontowalam, wiec siedziala mocno ... 
I wtedy zobaczylam straszny rozpizdziel na podlodze ... hahaha
bo ja jestem Polka, a wiec jestem bardzo dobrze zaopatrzona ... 
Holenderki maja 1-2 opak. jakichs plynow, ew. zmiotka i to wszystko, a u mnie stoi cala bateria przeroznych srodkow i wszystko
w zapasie, jak na wojne ... 
Zanim dostalam to obecne mieszkanie, mieszkalam w centrum i mialam wszedzie blisko ...
Gdy byly promocja, to nakupilam roznych srodkow, zeby pozniej z "miasta" do mnie, na "wies", tego nie dzwigac, a przy przeprowadzce
mlodsza kolezanka przewiozla mi to wszystko samochodem ... proste ... 
Nie moge, powiedziec, bo hydraulik spytal mnie po zakonczeniu swojej hydraulicznej pracy, czy ma to spowrotem ulozyc w szafce ...
Oczywiscie, nie skorzystalam, bo przeciez i tak musze wszystko ulozyc po swojemu ...
Zaraz po jego wyjsciu ubralam sie i poszlam z Pyska do lasku ... Blisko brzegu spotkalysmy naszego starego kumpla, boksera Igora
ze swoim panem. Dosc dawno sie nie widzielismy, chyba dobry tydzien. Pan wytlumaczyl, ze jest ostatnio bardzo zapracowany ...
Byl tak mily, ze zatrzymal sie na pare minut z Igorem, by psy sie pobawily, chociaz spieszyl sie do pracy ...
Dalej juz zrobilysmy nasza rundke w calkowitej samotnosci ... a gdy bylysmy juz przy wejsciu do bloku, przyczepili sie do mnie elektrycy,
zprosba o powtorne otwarcie komorki ...
Okazalo sie, ze wtedy goowno zrobili i beda wiercic te dziury dzisiaj, a do tego musza oproznic komorke w dwoch trzecich ...
Maja skonczyc ok. trzeciej ... a za tydzien beda mi robic rozgrzeb w przedpokoju i montowac nowe liczniki i cala instalacyjna plyte ...
Mam tylko nadzieje, ze to juz koniec i przez jakis czas nie bedzie zadnych fachowcow ...
A co do kranow, to w lazience jest wszystko swietnie ... nowy kran z termostatem, lacznie z nowym wezem i z regulowana glowka...
Natomiast w kuchni jest kran mieszajacy wode i tez bylby OK., tylko jest wyzszy od poprzedniego i teraz nie miesci mi sie koszyczek
na plyny i przybory, ktory wisial nad starym kranem ...
Sprzatanko zrobilam dopiero po powrocie ze spaceru, dalam Pysce sniadanie i polecialam jeszcze do sklepu ...
Ledwo sobie przysiadlam, by zjesc sniadanko ze swiezutkiej, jeszcze cieplej bagietki i napisac posta, to juz nadeszla pora na kolejny,
popoludniowy spacer po lasku ...
a Pyska sobie przez ten czas pochrapywala, wyciagnieta rozkosznie na miekkiej wykladzinie w sloneczku, bijacym przez okno, a JA ??!!...
no i kto tu ma, tak naprawde, pieskie zycie ??? 