Czyli, że co/ To wina Twojego partnera, ze się puszczałaś??? Sorki za określenie, ale sama go użyłaś...
Opadło mi wszystko, co tylko mogło... Ktoś Cię musi zmuszać do zapracowania sobie na jego zaufanie?? Sama nie wiesz, że drugiemu człowiekowi należy się szacunek? Słabiutko, kochana, słabiutko...
Proszę, przedstaw mi zalety szukania winnego. Dotychczas uważałam, że lepiej znaleźć przyczyny i środki zaradcze, jeśli dzieje się coś, co uznajemy za niekorzystne.
Tak, uważam, że mój partner przyczynił się do tego, że go zdradzałam. Nie okazywał mi, że mu na mnie zależy. I nie oznacza to równocześnie, że nie ponoszę za to odpowiedzialności, bo ponoszę.
Szacunek miałabym do niego większy, gdyby potrafił ze mną szczerze porozmawiać - o problemach, które sygnalizowałam, o zdradzie, kiedy już nastąpiła oraz o zasadach, których muszę przestrzegać, jeśli chcę być z nim w związku.
Hehehe, no tak gdyby Cię zmusił to byś była wierna, a kiedy cierpiał w milczeniu to rozkładałaś nogi przed innym.
Właśnie tak. Choć nadal mam opory przed nazywaniem tego w ten wulgarny sposób (pewnie za dużo mimozy we mnie jeszcze zostało).
Rozwiązywał problemy związku samodzielnie, nie rozmawiając ze mną ani o tych problemach, sposobach itd... Jakby mnie tam nie było.
Heloł , to jest dopiero paranoja. Gdybyś Ty jeszcze żałowała kobieto, a Ty za swoją zdradę obwiniasz swojego partnera. To żałosne.
Rozumiem, że musisz się wybielić. Wielu zdradzających tak ma, umiejętność przyznania się do winy szwankuje i najlepiej zwalić na kogoś, zwal jeszcze na PMS, złą pogodę i będzie git
Myślę, że mieliśmy po równo "zasług" w rozwalaniu naszego związku. Jako, że moje są bardziej oczywiste, łatwiej mnie potępić - czego nikomu nie bronię (może się akurat lepiej poczuje).
I tu pytanie o ten żal - do czego on jest potrzebny?
Napisałam o sobie nie po to, żeby się chwalić; myślałam raczej o tym, że analiza tego godnego potępienia postępowania pomoże uniknąć błędów, które były moim udziałem. Takie jak: brak szczerości, unikanie rozmów na trudne tematy, niedowartościowanie któregoś z partnerów, poczucie przymusu trwania w związku i przez to godzenie się na wszystko, itd.
Oczywiście, można poprzestać na podnoszącym samoocenę potępianiu mnie ![]()
Ah, i jeszcze jedno - bardzo niewielki odsetek osób zdradzających leczy zdradą swędzenie w kroku. Jeśli już używać tej aptecznej metafory, to zdrada jest czymś w rodzaju extasy.