Anhedonia napisał/a:A może ważniejsze jest co czuje i myśli twój synek?
Czy pytałaś go jak się teraz czuje, jak by chciał by jego kontakty z tatą wyglądały?
Nie wiem ile synek ma lat, bo nie znalazłam w twoich postach tej informacji. Myślę jednak, że jakieś zdanie na ten temat ma.
Mam wrażenie, że Wasza sytuacja jest na tyle świeża, że kontakty i sprawy dorosłych przysłaniają jeszcze miejsce dziecka w tym dramacie. Czy macie wsparcie psychologa?
Syn ma 14 lat ale ze względu na jego ograniczenia trudno mu jest wyrazić swoje emocje. Oczywiście, że z nim rozmawiałam. Moje dziecko jest intelektualnie na poziomie przedszkola, więc najważniejsze dla niego jest żeby było jak dotąd, mama i tata razem. Nie rozumie co się stało, dlaczego taty nie ma.
Rzeczywiście sytuacja jest świeża, ja sama nie potrafię pozbierać się po tym co nas spotkało. Chodzę na terapię bo jeżeli nie pomogę sama sobie, to nie pomogę dziecku. Na to też potrzebuję czasu. Nie mogę przez cały czas udawać, że wszystko jest OK, nie chcę brać na siebie całego ciężaru radzenia sobie z tą sytuacją. To nie ja zniszczyłam nasze życie. Byliśmy normalnym małżeństwem, zawsze uważałam że jesteśmy przede wszystkim przyjaciółmi. I pewnego dnia mój obraz świata rozsypał się, okazało się że nie ma nas, jest tylko on i jego potrzeby. Nie widzę powodu, dla którego mam się z tym pogodzić i pokornie ponosić konsekwencje decyzji jaśnie pana.
Dziecko jest najważniejsze ale nie ważniejsze niż ja. Tak uważam. Jestem w stanie bardzo dużo dla dziecka poświęcić ale nie może to przesłonić całego świata. Nie chcę stać się zgorzkniałą kobietą, która ma żal do wszystkich, a w szczególności do dziecka o to, że nie może żyć tak jak chce. Musicie pamiętać, że moje dziecko nigdy nie będzie samodzielne, zawsze będzie uzależnione od pomocy innych ludzi i nie zamierzam jego ojca zwalniać z tego obowiązku, brać wszystkiego na siebie. To, że nie widać po mnie choroby nie oznacza, że nic się nie dzieje. Mam zaburzenia widzenia i równowagi. W każdej chwili, na przykład prowadząc samochód, mogę stracić czucie w rękach lub nogach. Czy muszę godzić się na ryzyko, że dojdzie do tragedii, bo spowoduję wypadek? Czy mam pokornie przyjmować wszystkie ciosy od życia?
Może moje słowa są ostre ale nie akceptuję tego, że mam wszystko poświęcić dla dobra dziecka. Swoje zdrowie, życie. Nie jestem tylko matką, opiekunką, jestem człowiekiem, mam swoje emocje, uczucia, marzenia. Moje dziecko ma szczęśliwą matkę i samo wygląda na szczęśliwe, wierzę, że jest szczęśliwe. Ale można to osiągnąć tylko nie zapominając o sobie, dając sobie prawo do tego samego, co innym.