netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Jak kobieta kobiecie...

143 odpowiedzi11 549 wyświetleńzałożony przez Malwina69, 21.07.2011

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Jak kobieta kobiecie...

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 130 z 144 ]

66

Odp: Jak kobieta kobiecie...

I pewnie tym się różnimy w podstawach. Jak wiele kobiet zresztą. Ja wolałabym poczekać, ustukać trochę grosza i zatrudnić fachowca. Obcego. Taki mam charakter.

Inna sprawa - szpachlowanie to pikuś. Kupujesz dłutko takie płaskie (packę taką) - jak nie masz w narzędziach Pani Domu, gips, zaprawę, woda w kranie, papier ścierny raczej taki gruboziarnisty i zasuwasz. Potem malniesz gruntem i po sprawie. Jak nie wiesz jak - forum muratora w necie egzystuje. Tam wuzudu uczą jak być niezależną kobietą.

67

Odp: Jak kobieta kobiecie...
Kriss napisał/a:

I pewnie tym się różnimy w podstawach. Jak wiele kobiet zresztą. Ja wolałabym poczekać, ustukać trochę grosza i zatrudnić fachowca. Obcego. Taki mam charakter.

Inna sprawa - szpachlowanie to pikuś. Kupujesz dłutko takie płaskie (packę taką) - jak nie masz w narzędziach Pani Domu, gips, zaprawę, woda w kranie, papier ścierny raczej taki gruboziarnisty i zasuwasz. Potem malniesz gruntem i po sprawie. Jak nie wiesz jak - forum muratora w necie egzystuje. Tam wuzudu uczą jak być niezależną kobietą.

Jak umiesz to ok, ja nie i nie bede sobie scian rozwalac, zeby sobie i komus cos udowadniac. Poza tym nikt nie wiedzial, ze to mala rzecz i na szpachlowaniu a nie wymianie jakichs plyt sie skonczy. Dopiero podczas roboty wyszlo.

Na fachowca czekac nie moglam, bo szczelina byla coraz wieksza i grozila powazniejsza awaria.. a eksa nie prosilam o pomoc osobista, sam to z siebie zaproponowal. I co sie stalo? NIC! Poza tym, ze odetchnelam z ulga bo nie musialam setek Euro na byle naprawe wywalac. Moze do tego nawiaz a nie do tego jak mezow na smyczy trzymac a inne kobiety najlepiej wystrzelac, bo byle okazja i facet pojdzie!

I to pisze kobieta o takiej pewnosci siebie i wierze w swoj urok osobisty? Cos mi tu nie gra..

68

Odp: Jak kobieta kobiecie...
Malwina69 napisał/a:
smutnamonia napisał/a:
Malwina69 napisał/a:

Witaj Monia... wszystko dobrze oczywiście?  pozdrowionka ciepłe!!!!

Aniołku kochany!
Czy dobrze? Oj długo jeszcze nie będzie, ale mam nadzieję, że w końcu sie uda!
Mam ciągle wiele wątpliwości, ale ślubny się stara! Tylko ja mam problem,żeby ciągle o tym nie myśleć!
Za tydzień jedziemy na wakacje i już tylko tym żyję!
Buźki ciepłe dla Ciebie!

.. no skoro wakacje to urlop od myslenia!!   nie mysleć! bawić się, seksować się... zatracać się...   nie patrzec w tył!!!!

Tak jest!!!!!!!!!!!!!

69

Odp: Jak kobieta kobiecie...
Malwina69 napisał/a:
Kriss napisał/a:

Coś Wam powiem Dziewczyny. Z własnych obserwacji. Kobiety są o wiele lepsze w werbalizacji uczuć, zachowaniach społecznych, wiedzą gdzie nacisnąć "guziczek" żeby otrzymać pożądaną reakcję na bodziec.

Mężczyźni są dużo prostsi w "obsłudze". Można zauważyć nawet u dzieci na podwórku - zero "namawiania", obgadywania, szczucia. Dadzą sobie po razie w przypadku konfliktu i po sprawie. Dziewczynki będą kombinowały, zrzeszały się w podgrupy, chichotaly znacząco.

W doroslym życiu jest identycznie. Pomijam tu przypadki notorycznych panów podrywaczy o inklinacjach sukinsyńskich. Weźmy zwykłego faceta. Uczciwego, dobrze wychowanego, kultura, obycie. Zagina na niego parol pani - może być z pracy, może być sąsiadka, może być 'była". Dzwoni do pana z pierdołą - z chęcią spotkania po latach, z pękniętą rurą, nieskoszonym trawnikiem, zepsutym samochodem - wachlarz damskich podchodów jest nieograniczony. Pan dobrze wychowany a zajęty (związek) damie chce pomóc. Tak został wychowany, tę cechę uwielbia w nim partnerka/żona - że nie jest chamem, burakiem i gburem. Jest na tyle prosto skonstruowany przez matkę naturę - że niestety to, co my, kobiety wyczuwamy na kilometr (nauczone ciężką podwórkową szkołą) - przechodzi u niego niezauważone. Trzeba damę ratować z opresji.

Resztę scenariusza dopiszcie sobie same. Gdy dowiadując się o takiej chętnej pani podejmujemy radykalne działanie, tupiemy nogą i mówimy NIE! Jesteśmy posądzane o zazdrość, zaborczość, pierdolca, bujną wyobraźnię i brak pewności siebie (co za bzdura). Bo wiemy, kochamy i mamy pewność, że ona - ta dowolna pani w potrzebie - mogłaby leżeć nago na schodach naszego domu, a on i tak by nie tknął kijem.

TU NIE O TO CHODZI. Chodzi o to, że sprawy, sprytnie kierowane przez ową pania, mogą zajść na tyle daleko - nie do łóżka - ale ciągle za daleko. My gdzieś z tyłu potylicy wiemy, że ona ma taki właśnie plan. Bo do spotkań ma się własnego męża, rodzinę i przyjaciół i dziwne jest dzwonić do byłego po 25 latach i umawiać się na spotkania w "kameralnym gronie", do skoszenia trawnika zatrudnia się dzieci w wieku adekwatnym, albo bierze dupę w troki i kosi samej, od hydrauliki jest hydraulik albo ginekolog. Od samochodu - mechanik. Proste jak budowa cepa. Nie ma potrzeby się wówczas "odwdzięczać".

Faceci często ze zwykłej konstrukcji swojego gatunku dają się wmanewrowywać w sytuację patową. A potem - cóż, potem to faktycznie od niego samego zależy czy skorzysta z wdzięków czy nie. Dla mnie osobiście najważniejsze są początki - i tak naprawdę to tylko ci namolni podrywacze nagminnie zdradzający swoje partnerki są już na tyle obeznani w "babskich sztuczkach" aby je odczytywać ze względną poprawnością.

Pooooooooooooooooooprostu strzał w dyche .. to jest dokładnie tak jak napisałaś... i a pro po's konstrukcji męskiej...    do gamy przypadków dodam cos z własnego zycia..;  jedziemy do znajomych, oni poznaja nas z innymi znajomymi.. fajni ludzie , naprawdę fajni, normalni...impreza.. a raczej grilowanko..  Kobieta czworo dzieci, mąż, normalna rodzina... zgrani, fajni... i co? dostaje szajby, inaczej tego nie ujmę, robi słodkie oczy do innego faceta na oczach własnego i zony tamtego ( czytaj moich ;-)) .... nic nie robie, nic nie mówię....bo wychodze z założenia, że przecież każdy ma swój rozum..ALE ja nie siadam na kolanach obcych mężów, nie wieszam się im na szyjach, nie komentuję dwuznacznie...  teksty " mój pierwszy facet miał na imie tak samo jak Ty -wspominam te czasy ciagle"... " moge sie troszke poocierać o Ciebie?"'' " ojej... jak Ty slicznie jestes zarosnięty..ja tak lubię. wieeeeeesz"   .. Nie wspomnę, że mój mąz jak mu siadła na kolanach z tekstem" zobaczymy czy Cię to bierze" miał mine dezertera wojenngo ;-)))   Żenada... i ja się znam na żartach, wiem co to fajnie sie bawić .... ma poczucie humoru ale ....   jak ze wszystkim... są jakieś granice... i nie chodzi o zazdrość tylko poczucie dobrego smaku, po co ja mam sie dziwnie czuć, mój mąz też... jej mąż... hmhmmh  nie kumam...  kum kum...    ;-)))

Ale musiałas mieć minę jak ta lala wlazła Twojemu  na kolana!
A jej ślubny nie reagował?
Ja bym chyba nie wytrzymała i walnęła babie! Co za głupich ludzi ta ziemia nosi!

70

Odp: Jak kobieta kobiecie...

Do Mussuka smile bo Ty jesteś porządną kobietą to wiadomo, że nie zrobiłaś tego w celu odnowienia znajomości. A kontakty nieszkodliwe ,a przede wszystkim takie o których wie obecna partnerka ''naszego'' eks są bardzo fajne, ja bym nie miała nic przeciwko.

71

Odp: Jak kobieta kobiecie...
Mussuka napisał/a:
Kriss napisał/a:

Weźmy zwykłego faceta. Uczciwego, dobrze wychowanego, kultura, obycie. Zagina na niego parol pani - może być z pracy, może być sąsiadka, może być 'była". Dzwoni do pana z pierdołą - z chęcią spotkania po latach, z pękniętą rurą, nieskoszonym trawnikiem, zepsutym samochodem - wachlarz damskich podchodów jest nieograniczony. Pan dobrze wychowany a zajęty (związek) damie chce pomóc. Tak został wychowany, tę cechę uwielbia w nim partnerka/żona - że nie jest chamem, burakiem i gburem. Jest na tyle prosto skonstruowany przez matkę naturę - że niestety to, co my, kobiety wyczuwamy na kilometr (nauczone ciężką podwórkową szkołą) - przechodzi u niego niezauważone. Trzeba damę ratować z opresji.

Resztę scenariusza dopiszcie sobie same.

No to Ci dopisze:

ponad rok temu po zimie zauwazylam, ze mi sie w pokoju syna jakas dziwnia i roznaca szpara w tynku na scianie pojawila. Panika, bo nie wiadomo ani skad ani ile naprawa bedzie kosztowac. Byly maz juz wyprowadzil sie dawno i zreszta obejrzal to ale nie umial nic poradzic. Administrator postal, pokrecil glowa i polecil zawolac fachowca i samej sie tym zajac. Na murarce nie znam sie a fachowcy sa "w cenie". Napisalam maila do mojego innego exa, ktory akurat w firmie budowlanej pracuje z prosba o polecenie mi moze jakiekos, znanego mu, fachowca. Pokrotce opisalam o co chodzi.

Sam z siebie zaproponowal, ze jakos tak za pare tygodni moze wpasc z materialami i sam sprobuje naprawic. W tym czasie on byl (i nadal jest) w zwiazku z inna pania. Ja bylam tak pol na pol sama, bo moj partner jeszcze byl za granica. Pozniej dojechal i o calej sprawie mu powiedzialam.

No i coz to sie stalo??? Zgroza w bialy dzien: ex przyszedl, pogadal ze mna troche, szpare zaszpachlowal i pomazal czyms tam jeszcze, wypil jedno piwo, bo bylo goraco i..poszedl. W tym czasie jak to naprawial, rozmawial ze swoja partnerka a ja na dole obiad dzieciakom gotowalam.

Podziekowalam mu, bo ani nie musial tego sam robic (pytalam jedynie o namiary na firmy) ani swoim kosztem (material i robocizna, dojazd tez) ani narazac sie na sceny zazdrosci swojej kobiety. Bo ona wiedziala, gdzie on jest, u kogo i co robi.Tyle, ze on ma madra kobiete i tylko mu pozazdroscic takiej.

Z tym eksem i paroma innymi do dzis mam czysto kolezenskie i przyjazne uklady. I oni i nasi partnerzy mamy sie dobrze.

Gdyby ktorys z nich probowal przekroczyc te granice, uklad przyjazny na pewno skonczylby sie. No i gdyby ktorys z nich mial zolze zamiast madrej partnerki w domu:)

znów przytaczasz przykład na własny uzytek ale historie są  rózne.. a mojemu mężowi bardzo by nie leżało, że mój eks coś mi szpachluje ;-))   serio... i nie uważam go za pokręta i wręcz jestesmy ze soba szczęśliwi..

72

Odp: Jak kobieta kobiecie...
13sadida07 napisał/a:

Do Mussuka smile bo Ty jesteś porządną kobietą to wiadomo, że nie zrobiłaś tego w celu odnowienia znajomości. A kontakty nieszkodliwe ,a przede wszystkim takie o których wie obecna partnerka ''naszego'' eks są bardzo fajne, ja bym nie miała nic przeciwko.

Uff, az odetchnelam:) Dobrze, ze sa takie wyjatki jak Ty.

Wlasnie w tym rzecz, ze jak sie o wszystkim sobie mowi to rosnie zaufanie do partnera. I dlaczego mialabym z gory zakladac, ze kada eks mojego partnera ma niecne mysli i tylko po to sie z nim spotyka, bo go chce skrasc. A nawet gdyby chciala..to czy on wlasnego rozumu nie ma, zeby jej powiedziec "stop, my juz razem nie jestesmy"?

Ja chyba rzeczywiscie z innej planety jestem jak tak czytam co niektore kobiety tu wypisuja.

73

Odp: Jak kobieta kobiecie...
Mussuka napisał/a:
Kriss napisał/a:

I pewnie tym się różnimy w podstawach. Jak wiele kobiet zresztą. Ja wolałabym poczekać, ustukać trochę grosza i zatrudnić fachowca. Obcego. Taki mam charakter.

Inna sprawa - szpachlowanie to pikuś. Kupujesz dłutko takie płaskie (packę taką) - jak nie masz w narzędziach Pani Domu, gips, zaprawę, woda w kranie, papier ścierny raczej taki gruboziarnisty i zasuwasz. Potem malniesz gruntem i po sprawie. Jak nie wiesz jak - forum muratora w necie egzystuje. Tam wuzudu uczą jak być niezależną kobietą.

Jak umiesz to ok, ja nie i nie bede sobie scian rozwalac, zeby sobie i komus cos udowadniac. Poza tym nikt nie wiedzial, ze to mala rzecz i na szpachlowaniu a nie wymianie jakichs plyt sie skonczy. Dopiero podczas roboty wyszlo.

Na fachowca czekac nie moglam, bo szczelina byla coraz wieksza i grozila powazniejsza awaria.. a eksa nie prosilam o pomoc osobista, sam to z siebie zaproponowal. I co sie stalo? NIC! Poza tym, ze odetchnelam z ulga bo nie musialam setek Euro na byle naprawe wywalac. Moze do tego nawiaz a nie do tego jak mezow na smyczy trzymac a inne kobiety najlepiej wystrzelac, bo byle okazja i facet pojdzie!

I to pisze kobieta o takiej pewnosci siebie i wierze w swoj urok osobisty? Cos mi tu nie gra..

Mussuka - Twoja szczelina - Twoja sprawa.

Każdy orze jak może nie chodzi o Euro, Funty, Jeny czy inną walutę. Nie chce mi się rozprawiać jakim cudem Twój ex telepatycznie namierzył defekt na Twojej ścianie - a, nie, sama do niego dzwoniłaś. OK. Ty masz taki pogląd na związki, inne panie mają inny. Nikt o strzelaniu nie pisał. Ani o bezwolnych memłońskich facetach spuszczanych ze smyczy.

Ty masz własne zdanie na temat - jak widać poparte wieloma przykładami z wieloma exami. I w porządku - Tobie odpowiada, im odpowiada, żonom exów odpowiada, Twoim partnerom odpowiada - po co się tłumaczysz? Nie urodziłaś się wczoraj żeby wiedzieć jakie sytuacje mogą się w życiu przydarzyć. Twój model życia jest dla Ciebie.

Ja się zetknęłam z perfidią i sukinsyństwem przekraczającym ludzkie pojęcie. Z wmawianiem przez panie że czarne jest białe, a gdy mój osobisty mąż odmówił pomocy - i on się spotkał z wyzwiskami i ja. Pomoc polegała na wyprowadzeniu psa - nie ratowaniu życia za pomocą przeszczepu nerki. Psa można było zostawić jak zwykle od 10 lat u sąsiadki, ale pojawiłam się ja, więc należy bezwzględnie przypomnieć o swoim jestestwie. Mąż (już wtedy, z kawalerskiego stanu - żeby była jasność) odmówił - mieliśmy wyjazd do Paryża na romantyczny weekend - też w Euro. Jak rany, nie dosyć żem cudna to jeszcze światowa! Pani exowa dostała szału narządów rodnych. Posypały się wyzwiska. Potem ni w kij ni w oko - miłosne kartki na urodziny męża - serduszka, odciśnięte ustka. Pani po 50tce. Załamka. Przetrwaliśmy.

Potem były telefony - od kolejnej pani po 25 latach - wróciliśmy szczęśliwie po wieloletniej emigracji i okazało się że nie chcemy się spotykać z obcymi ludźmi. Zostałam zwyzywana od najgorszych publicznie. A moją winą było powiedzenie: "nie, dziękujemy bardzo, nie będziemy się z Państwem spotykać". Ale kurna smycz. Kolczatka po prostu.

Następna exowa - z czasów licealnych (skąd to po@ebanie mózgu?) w październiku zeszłego roku - po internetowych zaczepkach (mamy własną firmę, adresy, telefony w necie) i braku odzewu na nie. Przyszła w miniówie bez własnego męża (jasna sprawa nie mógł zapewne biedaczek) na pogrzeb mojej teściowej. Temperatura zero stopni, deszcz, mini i balerinki. Na pogrzeb. Nie widziała kobiety ze 30 lat albo i więcej. Się przejęła biedaczka. Empatyczna sztuka. Oczywiście pogrzeby są dla wszystkich, klepsydry wiszą na kościółku a szacunek dla zmarłych rzecz święta. Na pewno zapierdzielała na wszystkie pogrzeby rodziców kolegów i koleżanek jak w dym. Samarytanka.

Dlatego ja i mój mąż nie utrzymujemy kontaktów z exami. Po prostu. Jesteśmy tak zajefajni i tak się bosko czujemy we własnym towarzystwie, że nam to do szczęścia zupełnie niepotrzebne. W zeszłym roku mąż musiał wyjechać na bardzo długo - prawie rok, przyjeżdżał co 3 tyg do domu na 1-2 dni. Smycz miał długą na parę tysięcy kilometrów. Ja miałam w domu remont, który przeprowadzałam sama i przy pomocy robotników. W życiu nie wpadłam na pomysł żeby choć ma myśl pobiegła w kierunku któregoś z obrotnych exów. Po prostu wolę tynk wpierdzielać ze ściany niż się prosić o cokolwiek obcych (bo już obcych) ludzi.

74

Odp: Jak kobieta kobiecie...

Pewnie dlatego, że sama utrzymuje dobre kontakty z moimi byłymi,a ich nowe dziewczyny stały się moimi dobrymi koleżankami. Zdarzało się,że w wypadkach (ich) kryzysu starałam się pomóc, nie zaszkodzić.

75

Odp: Jak kobieta kobiecie...
smutnamonia napisał/a:

Ale musiałas mieć minę jak ta lala wlazła Twojemu  na kolana!
A jej ślubny nie reagował?
Ja bym chyba nie wytrzymała i walnęła babie! Co za głupich ludzi ta ziemia nosi!

Jej slubny smutny byl..  mimo, że to komik towarzystwa..super facet.. a ja gotowałam sie w środku ale ...mina pokerzysty nie schodziła mi z twarzy... miała poza tym szczęście, że jeszcze wtedy nie wypiłam ... ;-)) zbyt duzo..

76

Odp: Jak kobieta kobiecie...

Zgadzam się Kriss. Jest nawet takie powiedzenie, że "mężczyźni wybierają kobiety, które...ich wybierają"
Jednak uczciwy, stabilny i odpowiedzialny mężczyzna wie gdzie jest granica jego uprzejmosci i dobrego wychowania. I potrafi być asertywny. Przynajmniej ja mam z takim do czynienia. Mój mąż ma zawód, w którym jest otoczony przez kobiety, wiecie, seksowne pielęgniarki, ponętne sekretarki. I NIGDY nie miałam najmniejszej wątpliwości co do jego postawy. Po prostu, zawsze był i jest człowiekiem godnym, utrzymującym grzeczny dystans do kobiet. Ja go nawet nie widziałam tańczącego z inną niz ja kobietą.
Ale może my pochodzimy z innych, dużo surowszych czasów, w których sąsiadki nie prosiły cudzego męża o skoszenie trawnika, bo byłoby to odczytane jednoznacznie negatywnie, jako próba uwiedzenia. Jeden jedyny raz w ciągu naszego ponad trzydziestoletniego pożycia, nasza sąsiadka zadzwoniła do NAS w środku nocy, z prośbą o interwencję w sprawie uspokojenia jej awanturującego się po pijaku męża. Była zdesperowana i wystraszona, dzieci płakały. Polecieliśmy tam oboje na ratunek.
W czasach naszej młodości nie było Naszej Klasy, nie było wyjazdów "integracyjnych" i takiego  rozluźnienia obyczajów jak dzisiaj. Żonaci mężczyźni nie miewali przyjaciółek, z którymi spotykali się na kawie, bo przyjaciółka oznaczała kochankę, a zamężne kobiety przyjaciół płci męskiej, bo to równiez oznaczało kochanka.
Wszystko było prostsze i jasniejsze. Oczywiście ludzie się przyjaźnili. Faceci mieli kumpli, a kobiety psiapsiólki. Bawili się, spotykali, imprezowali w kilka zaprzyjaźnionych MAŁŻEŃSTW. Oczywiście zawsze faceci miewali kochanki, a kobiety kochanków, ale było to jednoznacznie negatywnie oceniane. Nikt sie nie zastanawiał na tym dlaczego on ma kochankę, nie tłumaczył, że chyba żona czegoś mu nie daje. Po prostu on to dziwkarz, a kochanka dziwka. I tyle! A młoda, nadużywająca wolnosci dziewczyna była puszczalska, łatwa i nie zasługiwała na szacunek.

Dzisiaj jest inaczej, granice sie rozmyły. Dużo więcej wolno w sferze obyczajów. To, co kiedyś było naganne, dzisiaj jest normalne. Z jednej strony to dobrze, że szczególnie kobiety moga żyć swobodnie bez piętna winy i wstydu. Ale z tej wolności trzeba umiec korzystać! Dawniej granice wolności wyznaczał obyczaj i surowe normy społeczne, dzisiaj granice każdy musi sobie wyznaczyć sam i życ tak by nie krzywdzić innych. Niektórzy i niektóre zupełnie się w tym pogubili i ich jedyna zasadą jest osobista przyjemność. A przeciez tam się kończy moja wolność, gdzie się zaczyna Twoja!

A kobieca lojalność wobec innych kobiet? Przez wieki kobiety żyły w opresji, zalezne od swego pana i władcy, mężczyzny. Od niego zależała jej egzystencja. Inne kobiety były zagrożeniem, były rywalkami w dostępie do pańskiego stołu. I dziś mimo, że jestesmy wolne i równouprawnione, to coś z przeszlości w nas zostało, głównie niechęć do innych kobiet. Gdy słyszę rozmowy kobiet, że najlepiej im sie pracuje z mężczyznami, albo, że nigdy by nie poszły do ginekologa kobiety, lub gdy obserwuje jak sie zmieniają rozmawiające ze soba kobiety w chwili gdy wchodzi do pokoju facet, jak stroszą piórka, jak pierś wypinają, albo jak łatwo rezygnują ze spotkania z przyjaciółką, bo jakiś facet im zaproponował kawę, to smutno mi się robi. I myślę sobie, że daleka jeszcze droga do tego byśmy potrafiły tak jak mężczyni wspierać się nawzajem, tylko dlatego że jesteśmy siostrami. Kobieta, która zrobiła karierę spotyka się z niechęcia innych kobiet, a i ona z niechęcią podchodzi do kobiet, bo wyrwała się z ich kobiecej rzeczywistości, przebiła szklany sufit. Mężczyźni pociągną za soba innych mężczyzn, kobiety niestety nie.
Ale jeśli nie szanuje się i nie współodczuwa z innymi kobietami, to jasny znak, że nie szanuje się także siebie samej.

To taka garść moich refleksji o mężczyznach i kobietach.

77

Odp: Jak kobieta kobiecie...
Kriss napisał/a:
Mussuka napisał/a:
Kriss napisał/a:

I pewnie tym się różnimy w podstawach. Jak wiele kobiet zresztą. Ja wolałabym poczekać, ustukać trochę grosza i zatrudnić fachowca. Obcego. Taki mam charakter.

Inna sprawa - szpachlowanie to pikuś. Kupujesz dłutko takie płaskie (packę taką) - jak nie masz w narzędziach Pani Domu, gips, zaprawę, woda w kranie, papier ścierny raczej taki gruboziarnisty i zasuwasz. Potem malniesz gruntem i po sprawie. Jak nie wiesz jak - forum muratora w necie egzystuje. Tam wuzudu uczą jak być niezależną kobietą.

Jak umiesz to ok, ja nie i nie bede sobie scian rozwalac, zeby sobie i komus cos udowadniac. Poza tym nikt nie wiedzial, ze to mala rzecz i na szpachlowaniu a nie wymianie jakichs plyt sie skonczy. Dopiero podczas roboty wyszlo.

Na fachowca czekac nie moglam, bo szczelina byla coraz wieksza i grozila powazniejsza awaria.. a eksa nie prosilam o pomoc osobista, sam to z siebie zaproponowal. I co sie stalo? NIC! Poza tym, ze odetchnelam z ulga bo nie musialam setek Euro na byle naprawe wywalac. Moze do tego nawiaz a nie do tego jak mezow na smyczy trzymac a inne kobiety najlepiej wystrzelac, bo byle okazja i facet pojdzie!

I to pisze kobieta o takiej pewnosci siebie i wierze w swoj urok osobisty? Cos mi tu nie gra..

Mussuka - Twoja szczelina - Twoja sprawa.

Każdy orze jak może nie chodzi o Euro, Funty, Jeny czy inną walutę. Nie chce mi się rozprawiać jakim cudem Twój ex telepatycznie namierzył defekt na Twojej ścianie - a, nie, sama do niego dzwoniłaś. OK. Ty masz taki pogląd na związki, inne panie mają inny. Nikt o strzelaniu nie pisał. Ani o bezwolnych memłońskich facetach spuszczanych ze smyczy.

Ty masz własne zdanie na temat - jak widać poparte wieloma przykładami z wieloma exami. I w porządku - Tobie odpowiada, im odpowiada, żonom exów odpowiada, Twoim partnerom odpowiada - po co się tłumaczysz? Nie urodziłaś się wczoraj żeby wiedzieć jakie sytuacje mogą się w życiu przydarzyć. Twój model życia jest dla Ciebie.

Ja się zetknęłam z perfidią i sukinsyństwem przekraczającym ludzkie pojęcie. Z wmawianiem przez panie że czarne jest białe, a gdy mój osobisty mąż odmówił pomocy - i on się spotkał z wyzwiskami i ja. Pomoc polegała na wyprowadzeniu psa - nie ratowaniu życia za pomocą przeszczepu nerki. Psa można było zostawić jak zwykle od 10 lat u sąsiadki, ale pojawiłam się ja, więc należy bezwzględnie przypomnieć o swoim jestestwie. Mąż (już wtedy, z kawalerskiego stanu - żeby była jasność) odmówił - mieliśmy wyjazd do Paryża na romantyczny weekend - też w Euro. Jak rany, nie dosyć żem cudna to jeszcze światowa! Pani exowa dostała szału narządów rodnych. Posypały się wyzwiska. Potem ni w kij ni w oko - miłosne kartki na urodziny męża - serduszka, odciśnięte ustka. Pani po 50tce. Załamka. Przetrwaliśmy.

Potem były telefony - od kolejnej pani po 25 latach - wróciliśmy szczęśliwie po wieloletniej emigracji i okazało się że nie chcemy się spotykać z obcymi ludźmi. Zostałam zwyzywana od najgorszych publicznie. A moją winą było powiedzenie: "nie, dziękujemy bardzo, nie będziemy się z Państwem spotykać". Ale kurna smycz. Kolczatka po prostu.

Następna exowa - z czasów licealnych (skąd to po@ebanie mózgu?) w październiku zeszłego roku - po internetowych zaczepkach (mamy własną firmę, adresy, telefony w necie) i braku odzewu na nie. Przyszła w miniówie bez własnego męża (jasna sprawa nie mógł zapewne biedaczek) na pogrzeb mojej teściowej. Temperatura zero stopni, deszcz, mini i balerinki. Na pogrzeb. Nie widziała kobiety ze 30 lat albo i więcej. Się przejęła biedaczka. Empatyczna sztuka. Oczywiście pogrzeby są dla wszystkich, klepsydry wiszą na kościółku a szacunek dla zmarłych rzecz święta. Na pewno zapierdzielała na wszystkie pogrzeby rodziców kolegów i koleżanek jak w dym. Samarytanka.

Dlatego ja i mój mąż nie utrzymujemy kontaktów z exami. Po prostu. Jesteśmy tak zajefajni i tak się bosko czujemy we własnym towarzystwie, że nam to do szczęścia zupełnie niepotrzebne. W zeszłym roku mąż musiał wyjechać na bardzo długo - prawie rok, przyjeżdżał co 3 tyg do domu na 1-2 dni. Smycz miał długą na parę tysięcy kilometrów. Ja miałam w domu remont, który przeprowadzałam sama i przy pomocy robotników. W życiu nie wpadłam na pomysł żeby choć ma myśl pobiegła w kierunku któregoś z obrotnych exów. Po prostu wolę tynk wpierdzielać ze ściany niż się prosić o cokolwiek obcych (bo już obcych) ludzi.

Wspolczuje Ci..jestes otoczona samymi harpiami polujacymi na Twego meza..a no dodatek masz bardzo wulgarny sposob wyrazania swych mysli.

Uwazaj, bo z taka mowa, to jesli Twoj maz jest naprawde taki zajefajny..sama mozesz zostac ex. Moze poleciec nie za eks ale za mniej "obrotna" i calkiem nowa kobieta.

78

Odp: Jak kobieta kobiecie...

Do Kriss faktem jest,że są różne sytuacje w życiu i można pozazdrościć Wam decyzji o braku kontaktu z byłymi partnerami ,ale z drugiej strony gdyby nie były to podstępne żmije to chyba nie było by w tym nic złego ?

Do Malwina69 na Twoim miejscu takiego chamstwa bym nie zniosła ze strony tej panny. Jeszcze bym z jej facetem pogadała żeby jej to płazem nie uszło.

79

Odp: Jak kobieta kobiecie...
13sadida07 napisał/a:

Pewnie dlatego, że sama utrzymuje dobre kontakty z moimi byłymi,a ich nowe dziewczyny stały się moimi dobrymi koleżankami. Zdarzało się,że w wypadkach (ich) kryzysu starałam się pomóc, nie zaszkodzić.

To zapraszam na moja planete "Kobiet Ufajacych" i spiacych spokojnie:))

80

Odp: Jak kobieta kobiecie...

I tu mamy kolejne clou - jak kobieta z kobietą. Nie muszę "uważać" w sensie który opisuje Mussuka - ja po prostu pojąć nie mogę jak można być tak perfidnym - jak te exowe, o których pisałam. Jak kobieta kobiecie właśnie.

Mussuka kotku forumowy - czym Cię tak wkurzam dziecino, że plujesz jadem w mym kierunku? Czy my się znamy? Czemu mi źle życzysz? Jak kobieta kobiecie....

Opisałam na forum swoje bardzo osobiste przypadki i odczucia z nimi związane - jedyne na co Cię stać to złośliwe komentarze. Ja Ci napisałam - Twoje życie - Twój model. A Ty plujesz. Czy wszyscy MUSZĄ mieć takie zdanie jak Ty? I stąd ten klubik? Taka piaskownica forumowa? Będziemy się teraz namawiać?

81

Odp: Jak kobieta kobiecie...

Do marena7 - przykład o ginekologu hymm z jednej strony trafiony ,a z drugiej strony to ,że niektóre kobiety (nie należe do nich) wolą iść do ginekologa mężczyny może bierze się stąd,że chodzi stereotyp o tym,że kobiety wykonujące ten zawód są mniej delikatne ( nie wszystkie). Jednak ginekolog to lekarz, nieważne czy kobieta czy mężczyzna.

A przyjaźń damsko-męska jak dla mnie nie jest niestosowna. Moja przyjaciółka jest nie tylko moją przyjaciółką,ale także mojego faceta. Nie martwi mnie to , bo gdyby tak było to nie byłoby ani tej przyjaźni ani związku ,bo bez zaufania to by nie miało sensu. Może to też jest kwestia tego,że mam szczęście,że mam taką przyjaciółkę,a nie inną.

82

Odp: Jak kobieta kobiecie...
Kriss napisał/a:

I tu mamy kolejne clou - jak kobieta z kobietą. Nie muszę "uważać" w sensie który opisuje Mussuka - ja po prostu pojąć nie mogę jak można być tak perfidnym - jak te exowe, o których pisałam. Jak kobieta kobiecie właśnie.

Mussuka kotku forumowy - czym Cię tak wkurzam dziecino, że plujesz jadem w mym kierunku? Czy my się znamy? Czemu mi źle życzysz? Jak kobieta kobiecie....

Opisałam na forum swoje bardzo osobiste przypadki i odczucia z nimi związane - jedyne na co Cię stać to złośliwe komentarze. Ja Ci napisałam - Twoje życie - Twój model. A Ty plujesz. Czy wszyscy MUSZĄ mieć takie zdanie jak Ty? I stąd ten klubik? Taka piaskownica forumowa? Będziemy się teraz namawiać?

Ja pluje???? Przeciez to w Twoim poscie az roi sie od jadu i dosc niewybrednego, podworkowego wlasnie, slownictwa.

Gdybym chciala byc zlosliwa, to po tych uwagach "alez ze mnie laska i jeszcze swiatowa" (o lodzie nie wspomne, bo to inny watek byl) spytalabym czy Ci na drugie czasem Doda nie jest?

A te harpie..coz, byly sa i zawsze beda..ale ja o swego pana walczyc nie zamierzam..to juz jego biznes w tym, zeby wiedzial gdzie ma portki trzymac. Wiec co mnie jakies zdesperowane eksy obchodza? To ich desperacja i ich problem..dlaczego ja mam swoja watrobe zolcia sobie psuc?

Miniowa, baletki, wyprowadzanie psa itp. - smialabym sie z takich zalosnych prob a nie wymyslala im od takich czy innych.

Dla Twojej informacji - ja o pomoc fachowa eksa nie prosilam! Przeczytaj to sobie. Sam zdecydowal i przyszedl. I wyszedl..nienaruszony o cudo!

Takie dziwolagi w postaci eks bab tez sie zdazaja, ze prosba o pomoc to wlasnie tylko tyle dla nich znaczy a eks nie jest od razu obcym czlowiekiem.

83

Odp: Jak kobieta kobiecie...

Ja i mój mąż
oboje po potężnych przejściach... zbieranie w całość trwało u niego i u mnie sporo czasu... przyszedł dzień kiedy nasze drogi sie z krzyżowały.. ja byłam juz tak zniechęcona do gatunku męskiego, że rozważałam inensywnie czy aby nie dałabym rady zmienic orientacji.. hmhmhm na zasadzie " jak dużo będę o tym myślala.. "  ;-)))

pojawil sie On... PODKREŚLAM WOLNY ja WOLNA

i sie zaczęło.. jazda bez trzymanki, wariatkowo, szleństwo i taka radocha, że sie tak świetnie rozumiemy, tak super czujemy ze soba..i że to uczucie wystrzeliło z taką siłą...  było  cudownie)... i zabrzmi banalnie ale nigdy czegoś takiego nie przeżyłam wczesniej...

On jak wspominałam poraniony bo wiele mi opowiedział.. ja poraniona tez ale przy nim to Pikuś...

mieszkalismy juz razem... i nie zapomne wspaniałego dnia.. gdzie zrobilismy sobie kolacyjke na tarasie..On, ja i mój syn... rozmowa, smiechy.. fajna rodzinna sielanka...

sms

wziął telefon do reki i przeczytał.. minę miał dziwną, powiedział " słuchaj.. to sms od X ( eks) .."zapomniała jak nazywaja sie krople do oczu dla kota..

cisza.. odpisał.. i koniec tematu...

tak mi sie wydawało jemu tez...

to co zaczęło sie dziać od następnego dnia... doprowadziło, że płakalismy razem, że wyprowadził się.. że nie mógł poradzić sobie i ja tez... nie przestaliśmy miec ze soba kontaktu....bo ani ja ani on nie umielismy go zerwać.. 


nie wrócił bron Boże do niej... bo nie chcial  ale ja poraniona chciałam mieć pewność, że na nas to nie wpłynie.. że nie trzymam go na siłe przy sobie..  a On... widział ,że Ona robi dosłownie bardzo dużo żeby go odzyskać i zwyczajnie miesza...   cierpiał.. a ja jak patrzyłam na niego....

ąż wszystko się skończyło.. nie pytałam go nigdy jak to załatiwił.. ale załatwił.. ( jak ktos pyta to ona żyje  ;-)))

wrócilismy do siebie.. jest znów dobrze. wzielismy ślub....jestem szczęśliwa... jesteŚMY szczęśliwi..

więc nie zmienie zdania...   na ten temat... amen..

84

Odp: Jak kobieta kobiecie...
Malwina69 napisał/a:

Ja i mój mąż
oboje po potężnych przejściach... zbieranie w całość trwało u niego i u mnie sporo czasu... przyszedł dzień kiedy nasze drogi sie z krzyżowały.. ja byłam juz tak zniechęcona do gatunku męskiego, że rozważałam inensywnie czy aby nie dałabym rady zmienic orientacji.. hmhmhm na zasadzie " jak dużo będę o tym myślala.. "  ;-)))

pojawil sie On... PODKREŚLAM WOLNY ja WOLNA

i sie zaczęło.. jazda bez trzymanki, wariatkowo, szleństwo i taka radocha, że sie tak świetnie rozumiemy, tak super czujemy ze soba..i że to uczucie wystrzeliło z taką siłą...  było  cudownie)... i zabrzmi banalnie ale nigdy czegoś takiego nie przeżyłam wczesniej...

On jak wspominałam poraniony bo wiele mi opowiedział.. ja poraniona tez ale przy nim to Pikuś...

mieszkalismy juz razem... i nie zapomne wspaniałego dnia.. gdzie zrobilismy sobie kolacyjke na tarasie..On, ja i mój syn... rozmowa, smiechy.. fajna rodzinna sielanka...

sms

wziął telefon do reki i przeczytał.. minę miał dziwną, powiedział " słuchaj.. to sms od X ( eks) .."zapomniała jak nazywaja sie krople do oczu dla kota..

cisza.. odpisał.. i koniec tematu...

tak mi sie wydawało jemu tez...

to co zaczęło sie dziać od następnego dnia... doprowadziło, że płakalismy razem, że wyprowadził się.. że nie mógł poradzić sobie i ja tez... nie przestaliśmy miec ze soba kontaktu....bo ani ja ani on nie umielismy go zerwać.. 


nie wrócił bron Boże do niej... bo nie chcial  ale ja poraniona chciałam mieć pewność, że na nas to nie wpłynie.. że nie trzymam go na siłe przy sobie..  a On... widział ,że Ona robi dosłownie bardzo dużo żeby go odzyskać i zwyczajnie miesza...   cierpiał.. a ja jak patrzyłam na niego....

ąż wszystko się skończyło.. nie pytałam go nigdy jak to załatiwił.. ale załatwił.. ( jak ktos pyta to ona żyje  ;-)))

wrócilismy do siebie.. jest znów dobrze. wzielismy ślub....jestem szczęśliwa... jesteŚMY szczęśliwi..

więc nie zmienie zdania...   na ten temat... amen..

Przeciez wlasnie dowiodlas ta opowiescia, ze zadne manewry exow nic nie zdzialaja, jesli ktos kogos naprawde kocha.

Ale nie kazda ex jest taka jak ta opisana..sama tez jestes eks, czy nie?

85

Odp: Jak kobieta kobiecie...

No i to jest przykład na to,że jak ktoś tworzy prawdziwy związek albo brzmiące bardziej infantylnie łączy dwoje ludzi prawdziwa miłość to nie ma opcji żeby jakaś eks zmanipulowała ,nawet facetem. (Mowie nawet ,bo to naprawde czasem są zagubione dzieci,a kobiety to wykorzystują i wodzą za nos). smile)

86

Odp: Jak kobieta kobiecie...
13sadida07 napisał/a:

Do Kriss faktem jest,że są różne sytuacje w życiu i można pozazdrościć Wam decyzji o braku kontaktu z byłymi partnerami ,ale z drugiej strony gdyby nie były to podstępne żmije to chyba nie było by w tym nic złego ?

Do Malwina69 na Twoim miejscu takiego chamstwa bym nie zniosła ze strony tej panny. Jeszcze bym z jej facetem pogadała żeby jej to płazem nie uszło.

Witajcie kobietki!
Za moich młodych lat /kiedyś byłam młoda  i piękna, zostało tylko kiedyś.../
było takie powiedzenie "Jak suka nie da, to pies nie weźmie", a ja dopowiadałam sobie: Nawet, żeby suka rozkraczyła się do szpagatu,
gdy pies jest wierny, to nie spojrzy w jej stronę i nie będzie się ślinił na myśl o "nowej gimnastyce"
Dawno, dawno temu, miałam chłopaka,któremu ufałam bezgranicznie.
Ufałam do momentu, aż przyłapałam go z moją najlepszą "przyjaciółką"
Spaliśmy na kanapie, a Ewa na materacu w tym samym pomieszczeniu.
Obudziłam się w nocy i zobaczyłam na podłodze ognik papierosa.
Ewa nie paliła...
I ona i on płakali, przepraszali, tłumaczyli, że to alkohol tak na nich podziałał....
Uważam,że on mnie nie kochał dość mocno, aby nie ulec pokusie, a ona nie była prawdziwą przyjaciółką.
Kazałam im się wynieść w środku nocy....Ewa była z innego miasta i nie bardzo miała gdzie się podziać, ale ja stwierdziłam, że umie
sobie radzić, więc niech idzie w diabły.
Długi czas potem dowiedziałam się, że ona rozbiła już dwa związki.
Wniosek z tego taki: zaufanie, zaufaniem, a najlepsza przyjaciółka musi być pod kontrolą.
I żeby nie było....przyjaciel domu...też!

87 Ostatnio edytowany przez Kriss (2011-08-05 14:41:31)

Odp: Jak kobieta kobiecie...

Tak Mussuka - tylko mój jad nie jest ukierukowany w Ciebie a w osoby które dla własnej frajdy chciały nabruździć nam w małżeństwie. Natomiast Ty ewidentnie się z tego naśmiewasz. Moje słownictwo nie godzi w Ciebie - a Twoje drwiny - owszem mogłyby mnie urazić.

Co do określeń na temat urody, bycia światową etc - napradę nie wyczuwasz tu autoironii? Lekkość bytu się kłania. Dystans i luz. Sama gdzieś tam pisałaś o buźce w O - to i to złośliwe było? Myślałam że po prostu załapałaś dowcip.

Ja miałam na moje nieszczęście do czynienia tylko i wyłącznie z dziwolągami w postaci ex. Niestety żadna "normalna" mi się nie trafiła. Po prostu spotkałam kobiety, które nie rozumieją słowa NIE. Proste.

I naprawdę nie mam potrzeby utrzymywania kontaktów z moimi byłymi - mimo wielokrotnych usilnych prób z ich strony. Mają nowe partnerki, chcę być fair i wobec nich. O czym my maielibyśmy rozmawiać? A pamiętasz jak to było... a śmiesznie bardzo... a cośtam srośtam... To nie dla mnie. Nie są moimi wrogami. Po prostu nie ma już ich w moim życiu. Jest wiele nowych osób, kilkoro starych znajomych. Absolutnie mi wystarcza.

Nie lubię grać przed facetem małej, biednej, nieporadnej kobietki. Wiele męskich zawodów czy umiejętności nie przedstawia przede mną większych trudności - skoro inny człowiek potrafi - ja też mogę się nauczyć. Jak nie ogarniam - zatrudniam kogoś kto ogarnia. Nie mam kasy - czekam, kombinuję jak koń pod górę. I tyle. Po co rozgrzebywać stare popioły?

Wiesz, kiedyś też bym się śmiała z takich podchodów zamężnych exowych. Bo w sumie to jest żałosne i płytkie zachowanie. Ale inaczej się o tym rozprawia, a inaczej jak to widzisz, słyszysz i masz dowody na piśmie - w postaci obraźliwych maili na przykład. Trafi na dobry humor - lajcik i zabawa, jak masz chandrę i sobie przypomnisz - dupa zbita. Chodzi o zwykłą ludzką życzliwość. Wiem jak bolą takie numery i podejrzewam, że gdyby się okazała jakaś następna exowa z zupełnie czystymi zamiarami towarzyskimi - z automatu zderzyłaby się ze ścianą. Wystarczy po prostu. Matką Teresą nie jestem. A ponieważ podkreślam - wiem jakie baby mogą być wredne - sama też kontaktów nie szukam. Po co mam innej kobiecie psuć humor tym że oddycham?

88

Odp: Jak kobieta kobiecie...

Wniosek z tej dyskusji jest taki!
Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia!

Jakie kto miał doświadczenia z exami taka ma o tym opinie. I nie ma co  tu się licytować czy warto czy nie warto z nimi mieć kontakt!
Ja nie mam, bo nie czuje takiej potrzeby!

89

Odp: Jak kobieta kobiecie...
Kriss napisał/a:

Tak Mussuka - tylko mój jad nie jest ukierukowany w Ciebie a w osoby które dla własnej frajdy chciały nabruździć nam w małżeństwie. Natomiast Ty ewidentnie się z tego naśmiewasz. Moje słownictwo nie godzi w Ciebie - a Twoje drwiny - owszem mogłyby mnie urazić.

Co do określeń na temat urody, bycia światową etc - napradę nie wyczuwasz tu autoironii? Lekkość bytu się kłania. Dystans i luz. Sama gdzieś tam pisałaś o buźce w O - to i to złośliwe było? Myślałam że po prostu załapałaś dowcip.

Ja miałam na moje nieszczęście do czynienia tylko i wyłącznie z dziwolągami w postaci ex. Niestety żadna "normalna" mi się nie trafiła. Po prostu spotkałam kobiety, które nie rozumieją słowa NIE. Proste.

I naprawdę nie mam potrzeby utrzymywania kontaktów z moimi byłymi - mimo wielokrotnych usilnych prób z ich strony. Mają nowe partnerki, chcę być fair i wobec nich. O czym my maielibyśmy rozmawiać? A pamiętasz jak to było... a śmiesznie bardzo... a cośtam srośtam... To nie dla mnie. Nie są moimi wrogami. Po prostu nie ma już ich w moim życiu. Jest wiele nowych osób, kilkoro starych znajomych. Absolutnie mi wystarcza.

Nie lubię grać przed facetem małej, biednej, nieporadnej kobietki. Wiele męskich zawodów czy umiejętności nie przedstawia przede mną większych trudności - skoro inny człowiek potrafi - ja też mogę się nauczyć. Jak nie ogarniam - zatrudniam kogoś kto ogarnia. Nie mam kasy - czekam, kombinuję jak koń pod górę. I tyle. Po co rozgrzebywać stare popioły?

Wiesz, kiedyś też bym się śmiała z takich podchodów zamężnych exowych. Bo w sumie to jest żałosne i płytkie zachowanie. Ale inaczej się o tym rozprawia, a inaczej jak to widzisz, słyszysz i masz dowody na piśmie - w postaci obraźliwych maili na przykład. Trafi na dobry humor - lajcik i zabawa, jak masz chandrę i sobie przypomnisz - dupa zbita. Chodzi o zwykłą ludzką życzliwość. Wiem jak bolą takie numery i podejrzewam, że gdyby się okazała jakaś następna exowa z zupełnie czystymi zamiarami towarzyskimi - z automatu zderzyłaby się ze ścianą. Wystarczy po prostu. Matką Teresą nie jestem. A ponieważ podkreślam - wiem jakie baby mogą być wredne - sama też kontaktów nie szukam. Po co mam innej kobiecie psuć humor tym że oddycham?

Teraz jak nie piszesz wulgarnie, inaczej sie To czyta.

Wybacz, ale sporo z Twoich uwag do mnie i tu i gdzie indziej bylo dosc kasliwych..a ja tez mam prawo sie bronic.

Jestem zaradna kobieta, musze, bo sama chowalam syna 6 lat, kupowalam i urzadzalam mieszkanie od stanu surowego po koncowke..ale jesli pisze do kogos z branzy z prosba o TYLKO podanie namiarow na firmy  (i nic o tym, ze "moze Ty bys wpadl") i ten ktos sam oferuje pomoc,.. w domu sa moje dzieci a on dzwoni do swojej kobiety podczas roboty przy mnie i mowi co robi i ze za godzine bedzie w domu..to jaki Ty tu widzisz grzech? Ja zadnego.

90

Odp: Jak kobieta kobiecie...
marena7 napisał/a:

Zgadzam się Kriss. Jest nawet takie powiedzenie, że "mężczyźni wybierają kobiety, które...ich wybierają"
Jednak uczciwy, stabilny i odpowiedzialny mężczyzna wie gdzie jest granica jego uprzejmosci i dobrego wychowania. I potrafi być asertywny. Przynajmniej ja mam z takim do czynienia. Mój mąż ma zawód, w którym jest otoczony przez kobiety, wiecie, seksowne pielęgniarki, ponętne sekretarki. I NIGDY nie miałam najmniejszej wątpliwości co do jego postawy. Po prostu, zawsze był i jest człowiekiem godnym, utrzymującym grzeczny dystans do kobiet. Ja go nawet nie widziałam tańczącego z inną niz ja kobietą.
Ale może my pochodzimy z innych, dużo surowszych czasów, w których sąsiadki nie prosiły cudzego męża o skoszenie trawnika, bo byłoby to odczytane jednoznacznie negatywnie, jako próba uwiedzenia. Jeden jedyny raz w ciągu naszego ponad trzydziestoletniego pożycia, nasza sąsiadka zadzwoniła do NAS w środku nocy, z prośbą o interwencję w sprawie uspokojenia jej awanturującego się po pijaku męża. Była zdesperowana i wystraszona, dzieci płakały. Polecieliśmy tam oboje na ratunek.
W czasach naszej młodości nie było Naszej Klasy, nie było wyjazdów "integracyjnych" i takiego  rozluźnienia obyczajów jak dzisiaj. Żonaci mężczyźni nie miewali przyjaciółek, z którymi spotykali się na kawie, bo przyjaciółka oznaczała kochankę, a zamężne kobiety przyjaciół płci męskiej, bo to równiez oznaczało kochanka.
Wszystko było prostsze i jasniejsze. Oczywiście ludzie się przyjaźnili. Faceci mieli kumpli, a kobiety psiapsiólki. Bawili się, spotykali, imprezowali w kilka zaprzyjaźnionych MAŁŻEŃSTW. Oczywiście zawsze faceci miewali kochanki, a kobiety kochanków, ale było to jednoznacznie negatywnie oceniane. Nikt sie nie zastanawiał na tym dlaczego on ma kochankę, nie tłumaczył, że chyba żona czegoś mu nie daje. Po prostu on to dziwkarz, a kochanka dziwka. I tyle! A młoda, nadużywająca wolnosci dziewczyna była puszczalska, łatwa i nie zasługiwała na szacunek.

Dzisiaj jest inaczej, granice sie rozmyły. Dużo więcej wolno w sferze obyczajów. To, co kiedyś było naganne, dzisiaj jest normalne. Z jednej strony to dobrze, że szczególnie kobiety moga żyć swobodnie bez piętna winy i wstydu. Ale z tej wolności trzeba umiec korzystać! Dawniej granice wolności wyznaczał obyczaj i surowe normy społeczne, dzisiaj granice każdy musi sobie wyznaczyć sam i życ tak by nie krzywdzić innych. Niektórzy i niektóre zupełnie się w tym pogubili i ich jedyna zasadą jest osobista przyjemność. A przeciez tam się kończy moja wolność, gdzie się zaczyna Twoja!

A kobieca lojalność wobec innych kobiet? Przez wieki kobiety żyły w opresji, zalezne od swego pana i władcy, mężczyzny. Od niego zależała jej egzystencja. Inne kobiety były zagrożeniem, były rywalkami w dostępie do pańskiego stołu. I dziś mimo, że jestesmy wolne i równouprawnione, to coś z przeszlości w nas zostało, głównie niechęć do innych kobiet. Gdy słyszę rozmowy kobiet, że najlepiej im sie pracuje z mężczyznami, albo, że nigdy by nie poszły do ginekologa kobiety, lub gdy obserwuje jak sie zmieniają rozmawiające ze soba kobiety w chwili gdy wchodzi do pokoju facet, jak stroszą piórka, jak pierś wypinają, albo jak łatwo rezygnują ze spotkania z przyjaciółką, bo jakiś facet im zaproponował kawę, to smutno mi się robi. I myślę sobie, że daleka jeszcze droga do tego byśmy potrafiły tak jak mężczyni wspierać się nawzajem, tylko dlatego że jesteśmy siostrami. Kobieta, która zrobiła karierę spotyka się z niechęcia innych kobiet, a i ona z niechęcią podchodzi do kobiet, bo wyrwała się z ich kobiecej rzeczywistości, przebiła szklany sufit. Mężczyźni pociągną za soba innych mężczyzn, kobiety niestety nie.
Ale jeśli nie szanuje się i nie współodczuwa z innymi kobietami, to jasny znak, że nie szanuje się także siebie samej.

To taka garść moich refleksji o mężczyznach i kobietach.

Zgadzams ie z \toba od poczatku do końca.. zyjemy w takich czasach i niestety.. nic na to nie poradzimy.. jest NK,  jest FB... no cóż.. mozliwości do nawiązania relacji " od nowa" jest multum.. Mam wśród znajomych małżeństwo, chyba staż to jakies 15 lat..  Kiedyś On miał ukochana.. na śmierć i zycie.. rzuciała go z dnia na dzień, wyjechała jak się później dowiedzil do Niemieć.. na stałe.. a On miesiąc wczesniej dał jej pierścionek zaaręczynowy.. przeżył szok...   trwało leczenie ran kilka lat.. spotkał dobrą, mądrą dziewczynę.. zyli sobie jak Pan Bóg albo ktos tam jeszcze przykazał.. aż przyszły czasy NK.. i znalazła się ukochana.. pierwsza sie odezwała.. przepraszała, tłumaczyła.. ..hmmhmhm i pewnie tłumaczy do dzis.. bo jej w tych Niemczech nie bardzo wyszło.. a małżeńtwo sie sypie... .no tak Mussaka powiesz ,ze widocznie nie do końca było ufdane... Nie ma udanych do końca związków.. zawsze cos może zazgrzytac... ale interwencja osób trzecich ( tu temat jest o eks...ale sa jeszcze teściowe i takie tam osóbki miłe) moga zaaaaaaaaawsze napiepszyc innym w życiu.. sorki  ..ale ja tez juz troche zyje ... i tez juz troche widziałam przypadków..

a jesli chodzi o to co napisałas Mussaka

****Przeciez wlasnie dowiodlas ta opowiescia, ze zadne manewry exow nic nie zdzialaja, jesli ktos kogos naprawde kocha.

Ale nie kazda ex jest taka jak ta opisana..sama tez jestes eks, czy nie?
******


jak to nie zdziałała? przeciez namieszała.. uratowalismy to ale były nieporozumienia, dyskusje, niezręczne sytuacje...jego bolało,  mnie bolało... ciekawe ile mozna takich prób wytrzymać?   i wszystko zalezy od eks...jakie działa wytoczy.. bo napewno sa normalne dziewczyny z głową..  ale tez sa takie ktorym cos glupiego do głowy przychodzi...


tak oczywiście jestem eks...   i nie utrzymuje kontaktow  .. nie POTRZEBNE MI TO  ;-)))

91

Odp: Jak kobieta kobiecie...
Mussuka napisał/a:

Jestem zaradna kobieta, musze, bo sama chowalam syna 6 lat, kupowalam i urzadzalam mieszkanie od stanu surowego po koncowke..ale jesli pisze do kogos z branzy z prosba o TYLKO podanie namiarow na firmy  (i nic o tym, ze "moze Ty bys wpadl") i ten ktos sam oferuje pomoc,.. w domu sa moje dzieci a on dzwoni do swojej kobiety podczas roboty przy mnie i mowi co robi i ze za godzine bedzie w domu..to jaki Ty tu widzisz grzech? Ja zadnego.

a dlaczego sie tlumaczy CO ROBI? chyba wczesniej pwoiedzial ze idzie do EKS i bedzie jej szpachlował.. i musi okreslac ile się mu z tym szpachlowaniem zejdzie?    no nie.... jak tolerancja to tolerancja  a nie lipa...

92

Odp: Jak kobieta kobiecie...
Malwina69 napisał/a:
Mussuka napisał/a:

Jestem zaradna kobieta, musze, bo sama chowalam syna 6 lat, kupowalam i urzadzalam mieszkanie od stanu surowego po koncowke..ale jesli pisze do kogos z branzy z prosba o TYLKO podanie namiarow na firmy  (i nic o tym, ze "moze Ty bys wpadl") i ten ktos sam oferuje pomoc,.. w domu sa moje dzieci a on dzwoni do swojej kobiety podczas roboty przy mnie i mowi co robi i ze za godzine bedzie w domu..to jaki Ty tu widzisz grzech? Ja zadnego.

a dlaczego sie tlumaczy CO ROBI? chyba wczesniej pwoiedzial ze idzie do EKS i bedzie jej szpachlował.. i musi okreslac ile się mu z tym szpachlowaniem zejdzie?    no nie.... jak tolerancja to tolerancja  a nie lipa...

Zabawne to okreslenie "będzie jej szpachlował"....

93 Ostatnio edytowany przez Kriss (2011-08-05 14:56:33)

Odp: Jak kobieta kobiecie...

Mussuka - ja już pisałam wielokrotnie że Twoje życie, Twoje wybory, Twojemu otoczeniu pasuje - super. Poczytaj raz jeszcze. Ale Ty to Mussuka - a ja to Kriss - dla mnie w moim otoczeniu jest to nie do przyjęcia po prostu. Nie widzę w tym sensu, nie widzę obopólnych korzyści, nie mam z tego frajdy. Koniec kropka.

Co do wulgaryzmów - też mam inne zdanie, bo po prostu mojej soczystej i charakterystycznej mowy nie uważam za wulgarną. Ma kilka ozdobników ale są zgodne z regulaminem forumowym - zaakceptowałaś go wchodząc na forum nie?
Znaki przestankowe są, ortografów brak, stylistyka w porządku.

Co do Twojej sytuacji z problemem remontowym - po prostu ja nie zadzwoniłabym do exa nawet się zapytać. Poważnie. Są gazety, jest internet, globalna wioska. Ale ja to Kriss. I tak jest dla mnie dobrze.

94

Odp: Jak kobieta kobiecie...
smutnamonia napisał/a:
Malwina69 napisał/a:
Mussuka napisał/a:

Jestem zaradna kobieta, musze, bo sama chowalam syna 6 lat, kupowalam i urzadzalam mieszkanie od stanu surowego po koncowke..ale jesli pisze do kogos z branzy z prosba o TYLKO podanie namiarow na firmy  (i nic o tym, ze "moze Ty bys wpadl") i ten ktos sam oferuje pomoc,.. w domu sa moje dzieci a on dzwoni do swojej kobiety podczas roboty przy mnie i mowi co robi i ze za godzine bedzie w domu..to jaki Ty tu widzisz grzech? Ja zadnego.

a dlaczego sie tlumaczy CO ROBI? chyba wczesniej pwoiedzial ze idzie do EKS i bedzie jej szpachlował.. i musi okreslac ile się mu z tym szpachlowaniem zejdzie?    no nie.... jak tolerancja to tolerancja  a nie lipa...

Zabawne to okreslenie "będzie jej szpachlował"....

Nie tlumaczyl sie tylko cos tam uzgadniali, bo na zakupy potem jechali czy cos. O szpachlowaniu czy inaczej, pomocy budowlanej, wiedziala. I afery nie zrobila.
Jezu, Malwina..Ty w kazdym czlowieku dostrzegasz jakies zlo???

95

Odp: Jak kobieta kobiecie...

Nie widz e zła w ludziach... moja droga  wkurza mnie tylko narzucanie innym własnego zdania..  Ty masz takie zdanie a ja inne.. i to powinno być uszanowane.. a TY probujesz mi to zdanie ( i nie tylko mi) narzucic..


porównam to do seksu ..może bedzie jaśniej..

nie mam nic przeciwko temu jesli któs np. lubi trójkąty .. jesli mąz i zona chce towarzystwo w łózku i to im da szczęście ależ prosze bardzo... a czy ja tez mMUSZĘ jeśli oni mi  opowiedza że było super..??  nie muszę...
powinni mnie wysmiać? nie...  a Ty tak własnie robisz...

96

Odp: Jak kobieta kobiecie...
Malwina69 napisał/a:

Nie widz e zła w ludziach... moja droga  wkurza mnie tylko narzucanie innym własnego zdania..  Ty masz takie zdanie a ja inne.. i to powinno być uszanowane.. a TY probujesz mi to zdanie ( i nie tylko mi) narzucic..


porównam to do seksu ..może bedzie jaśniej..

nie mam nic przeciwko temu jesli któs np. lubi trójkąty .. jesli mąz i zona chce towarzystwo w łózku i to im da szczęście ależ prosze bardzo... a czy ja tez mMUSZĘ jeśli oni mi  opowiedza że było super..??  nie muszę...
powinni mnie wysmiać? nie...  a Ty tak własnie robisz...

Amen. Wolność, demokracja i palenie staników. Piątka Malwina. Taka z wyskoku.

97

Odp: Jak kobieta kobiecie...
Babcia60+ napisał/a:

Wniosek z tego taki: zaufanie, zaufaniem, a najlepsza przyjaciółka musi być pod kontrolą.
I żeby nie było....przyjaciel domu...też!

Babciu ( ja tez Babcia ;-)) ) podaj grabę... żółwik ;-))))))

98

Odp: Jak kobieta kobiecie...
Kriss napisał/a:
Malwina69 napisał/a:

Nie widz e zła w ludziach... moja droga  wkurza mnie tylko narzucanie innym własnego zdania..  Ty masz takie zdanie a ja inne.. i to powinno być uszanowane.. a TY probujesz mi to zdanie ( i nie tylko mi) narzucic..


porównam to do seksu ..może bedzie jaśniej..

nie mam nic przeciwko temu jesli któs np. lubi trójkąty .. jesli mąz i zona chce towarzystwo w łózku i to im da szczęście ależ prosze bardzo... a czy ja tez mMUSZĘ jeśli oni mi  opowiedza że było super..??  nie muszę...
powinni mnie wysmiać? nie...  a Ty tak własnie robisz...

Amen. Wolność, demokracja i palenie staników. Piątka Malwina. Taka z wyskoku.

Bardzo słusznie!
Tylko ja palić mojego stanika nie będę, bo jak go zdejmę to nie bedzie widać, że mam biust;-)

99

Odp: Jak kobieta kobiecie...

Dodaje .. bo zaraz posypia sie gromy.. bez histerii i paranoi.. to nie o to chodzi.. slupilismy sie na EKSACH ale to idzie równiez o inne osoby ... tesciowa, kolżanka, sasiadka... Bog wie kto... wszyscy którzy chca sie WTRĄCAĆ w czyjeś życie... ja nie wchodze w takie sprawy...


Mój mąz ma kuzyna.. świetny facet, marzenie.. przystojny, mądry, ciepły... zaradny... faaajny.. 9 lat po rozwodzie.. no owszem.. no chce miec kobiete u swego boku ale to jakby się zdawało.. nie ejst wcale takie łatwe...  no jaaakos się chłopina uchował...

i ZONG.. ma kobiete.. raptem 3 tygodnie minęły a ona juz z nim mieszka.. hmhmmhmh mhmhm   no cóż.. może takie czasy... co robic.. nie nasza sprawa...

zaproszenie na jego imieniny

jedziemy .. cała rodzina ciekawa.. a ja stoje jak wryta... ZNAM JĄ...    ku...wa....  znam  dobrze.. dziewczyna z mojego bloku.. prowadząca rozrywkowe zycie.. pije, pali ma w dupie wszytsko..... szuka bogatego co to jej życie poprawi..

impreza.. dziewczyna biega, usługuje, miła, cichutka,...trzepocze rzęskami... on w nią wpatrzony....

Po powrocie rozmowa z mężem.. cholera Misiek ja ją znam.. jest tak i siak..   i co ? mówic .. nie mówić.. ???


Nie .. nie wtracam sie.. może dziewczyna sie opamietała?  miała biede w domu od zawsze.. może go doceni? może trafił swój na swojego.??? cholera wie..  mam wsadzić nos w nie swoją w zasadzie sprawę?? a jaka mam gwarancje ze im się nie ułozy?? a jak ułozy??

100

Odp: Jak kobieta kobiecie...

Krisss     szacun ( nie pierwszy  nie ostatni  )  ;-))

101

Odp: Jak kobieta kobiecie...
Malwina69 napisał/a:

Dodaje .. bo zaraz posypia sie gromy.. bez histerii i paranoi.. to nie o to chodzi.. slupilismy sie na EKSACH ale to idzie równiez o inne osoby ... tesciowa, kolżanka, sasiadka... Bog wie kto... wszyscy którzy chca sie WTRĄCAĆ w czyjeś życie... ja nie wchodze w takie sprawy...


Mój mąz ma kuzyna.. świetny facet, marzenie.. przystojny, mądry, ciepły... zaradny... faaajny.. 9 lat po rozwodzie.. no owszem.. no chce miec kobiete u swego boku ale to jakby się zdawało.. nie ejst wcale takie łatwe...  no jaaakos się chłopina uchował...

i ZONG.. ma kobiete.. raptem 3 tygodnie minęły a ona juz z nim mieszka.. hmhmmhmh mhmhm   no cóż.. może takie czasy... co robic.. nie nasza sprawa...

zaproszenie na jego imieniny

jedziemy .. cała rodzina ciekawa.. a ja stoje jak wryta... ZNAM JĄ...    ku...wa....  znam  dobrze.. dziewczyna z mojego bloku.. prowadząca rozrywkowe zycie.. pije, pali ma w dupie wszytsko..... szuka bogatego co to jej życie poprawi..

impreza.. dziewczyna biega, usługuje, miła, cichutka,...trzepocze rzęskami... on w nią wpatrzony....

Po powrocie rozmowa z mężem.. cholera Misiek ja ją znam.. jest tak i siak..   i co ? mówic .. nie mówić.. ???


Nie .. nie wtracam sie.. może dziewczyna sie opamietała?  miała biede w domu od zawsze.. może go doceni? może trafił swój na swojego.??? cholera wie..  mam wsadzić nos w nie swoją w zasadzie sprawę?? a jaka mam gwarancje ze im się nie ułozy?? a jak ułozy??

No właśnie! Z jednej strony szkoda fajnego faceta, a z drugiej jednak nie wolno się wtrącać!
Jeśli facet jest mądry to się zorientuje w końcu co to za jedna, no chyba, że się cudownie "nawróciła"!

102

Odp: Jak kobieta kobiecie...

Duży kuzyn jest. Swój rozum ma.
Osobiście w zmiany nie wierzę a w dostosowanie do warunków życiowych w danej chwili i w danym momencie. Czas też ma znaczenie. Jak sobie siebie przypomnę 10 - 15 lat temu - w życiu bym nie powiedziała że będę zasuwać z trójką dzieci, chałupą na kredyt i dwoma psami. Przykładna żona, matka, kochanka no i biznesłumen całą gębą w jednym. W życiu romana po prostu.

To był inny czas i inne potrzeby. Dzięki temu taka grzeczna teraz jestem. Jestem za nie-wtrącaniem się. Jak kuzyn ma rozum w odpowiedniej główce umiejscowiony - nie widzę problemu. Jak nie - cóż jak się nie sparzy, to się nie nauczy. Jak mój syn dzisiaj. Mówię 500 razy nie wchodź na kanapę - menda ma półtora roku - i tak włazi. Spadł (kontrolowanie) 2 razy, guzy na bani cudne przybierają kolory. Nauczył się nie wchodzić w celu szaleństw a posiedzieć grzecznie i nauczył się sam złazić. Mechanizm identyczny.

103

Odp: Jak kobieta kobiecie...

Dziewczyny, kazda z kobiet ma w sobie cos demonicznego i nie wiecie kiedy to wykorzystacie. Przez kazde małzenstwo przechodzi jakis przelotny flirt a niekiedy konczy sie to romansem. Co to wyjazdów słuzbowych, wiem jak jest bo bywam i trzeba mocno stapac po ziemi bo nie sztuka jest sie zucic pierwszemu lepszemu do lozka.

Malwina wtedy nie jest wazne czy ktos ma zone czy meza. Wtedy jest wielkie kur****
Sama byłam swiatkiem jak nie moglam sie umyc w własnym pokoju hotelowym bo moja kolezanka mezatka z dzieckiem sie bawiła z gosciem, zona dzieci . Usilnie pozniej tłumaczac ze nic miedzy nimi nie zaszło...

104

Odp: Jak kobieta kobiecie...
Mercedeska napisał/a:

Dziewczyny, kazda z kobiet ma w sobie cos demonicznego i nie wiecie kiedy to wykorzystacie. Przez kazde małzenstwo przechodzi jakis przelotny flirt a niekiedy konczy sie to romansem. Co to wyjazdów słuzbowych, wiem jak jest bo bywam i trzeba mocno stapac po ziemi bo nie sztuka jest sie zucic pierwszemu lepszemu do lozka.

Malwina wtedy nie jest wazne czy ktos ma zone czy meza. Wtedy jest wielkie kur****
Sama byłam swiatkiem jak nie moglam sie umyc w własnym pokoju hotelowym bo moja kolezanka mezatka z dzieckiem sie bawiła z gosciem, zona dzieci . Usilnie pozniej tłumaczac ze nic miedzy nimi nie zaszło...

Smutne to co piszesz!
Wychodzi na to, że wierność, monogamia to fikcja!

105

Odp: Jak kobieta kobiecie...
smutnamonia napisał/a:

Smutne to co piszesz!
Wychodzi na to, że wierność, monogamia to fikcja!

Żadna tam fikcja!
Wszystko jest w głowie. Wartości moralne, system wartości, godność i poszanowanie uczuć partnera, miłość.
Miałam fajną wykładowczynię, która tłumaczyła wszystko "łopatologicznie". Wykład o różnicy między korzystaniem z rozumu a korzystaniem z instynktu wyglądał tak: "Panie G, ma pan pieska?
Pan. G poświadczył, że ma.
- I cóż ten piesek robi wiosną na widok suczek w parku?
- ano, gania je po krzakach i próbuje "dorwać"
- a Pan, Panie G wiosną po krzakach się wiosną nie musi uganiać!
I tym proszę państwa różni się Pan G od swego pieska. Pan G kieruje się ROZUMEM a jego piesek instynktem"

Bez różnicy czy to mężczyzna czy kobieta, swój rozum ma (bo tym się różni od zwierząt) i kierować się nim MOŻE. Inna sprawa, że nie każdy chce, bo łatwiej, przyjemniej i fajniej jest sobie dogadzać. Ale to już inna bajka smile

106

Odp: Jak kobieta kobiecie...
Anhedonia napisał/a:
smutnamonia napisał/a:

Smutne to co piszesz!
Wychodzi na to, że wierność, monogamia to fikcja!

Żadna tam fikcja!
Wszystko jest w głowie. Wartości moralne, system wartości, godność i poszanowanie uczuć partnera, miłość.
Miałam fajną wykładowczynię, która tłumaczyła wszystko "łopatologicznie". Wykład o różnicy między korzystaniem z rozumu a korzystaniem z instynktu wyglądał tak: "Panie G, ma pan pieska?
Pan. G poświadczył, że ma.
- I cóż ten piesek robi wiosną na widok suczek w parku?
- ano, gania je po krzakach i próbuje "dorwać"
- a Pan, Panie G wiosną po krzakach się wiosną nie musi uganiać!
I tym proszę państwa różni się Pan G od swego pieska. Pan G kieruje się ROZUMEM a jego piesek instynktem"

Bez różnicy czy to mężczyzna czy kobieta, swój rozum ma (bo tym się różni od zwierząt) i kierować się nim MOŻE. Inna sprawa, że nie każdy chce, bo łatwiej, przyjemniej i fajniej jest sobie dogadzać. Ale to już inna bajka smile

Znowu fajny i madry post:)

107

Odp: Jak kobieta kobiecie...

taaaaaaak.... a potem sa tłumaczenia;
" nie wiem jak to się stało"
"nie pamietam"
" rozum mi odebrało"
"to niemozliwe"
" nie byłem/łam sobą"
"zanim się zorientowałem/łam byłismy juz w łózku"
"to sie więcej nie powtórzy"


bede sie upierała, że nie zmienię swojego zdania ... nie mam ochoty mojego związku wystawiac na wieczne próby, eksperymentować.. może to kwestia mojego wieku, a może bagazu doświadczeń... ( raczej to drugie)

Moje pierwsze małżeństwo trwało 14 lat a razem bylismy 16 ... byłam zbyt tolerancyjna... wszyscy dziś mi to mówia.. i sama też juz to wiem.................

108

Odp: Jak kobieta kobiecie...

Dokładnie, bo to nie o zaufanie tak naprawdę chodzi, nawet nie o to cholerne (serdecznie przepraszam za wulgaryzm - w tym przypadku nadaje on jednak lingwistycznie odpowiedniej mocy przymiotnikowi) cholerne wystawnie na próbę". To nie o to biega.
Uważam, że mój mąż jest mądrym, odpowiedzialnym człowiekiem i ma rzadkie połączenie synaptyczne mózg - penis. Nie zamieniają się miejscami, narząd o mniejszej główce nie jest również narządem naczelnie kierującym postępowaniem całego organizmu.

Tu chodzi o wrażliwość. Każdy ma ją na innym poziomie. Moja wrażliwość jest taka a nie inna. Dobrze mi z nią, w połączeniu z intuicją NIGDY mnie jeszcze nie zawiodła. Dlaczego mam się kłócić sama ze sobą i postępować wbrew. Dlaczego mam męża ZMUSZAĆ do czegoś czego robić nie chce - a on NIE CHCE spotykać się z byłymi. NIE CHCE chodzić na sałatki, kawki, baseny, sreny z innymi kobietami. On to wszystko chce robić ze mną, a ja z nim. Czujemy się świetnie w naszym towarzystwie (wiem że wiele osób to drażni, a wręcz jest nie do przyjęcia i traktowane jako dewiacja i zachowanie wybitnie aspołeczne). Tak po prostu jest.

Na codzień jesteśmy tak zaganiani, ze mimo iż mamy stanowiska pracy w domu - czasami mijamy się cały dzień dając sobie w przelocie buzi albo kawę. Kiedy w końcu uda nam się wyrwać wspólny weekend i "sprzedać" dzieci - wolimy go spędzić RAZEM, nadrobić zaległości w pogaduchach, zwiedzaniu, poczytać ksiązki razem w łóżku - przerzucając się co ciekawszymi fragmentami, zamówić room-service, zjeść w wyrze, iść na spacer, do kina, pobyć ze sobą po prostu. Politykujemy też na całego. No i (rany boskie, no muszę to z siebie wyrzucić, kolejny wulgaryzm w mordę jeża) - seks. Seks nie skrępowany dziećmi, telefonem, obowiązkami, koniecznością wczesnej pobudki następnego dnia. Radosny, głośny, o dowolnej porze. Żadna kawka z dowolnym exem nie ma do tego startu.

Po prostu nie widzę potrzeby tego zmieniać po to, żeby ktoś zupełnie mi obcy poczuł się lepiej, dowartościowany i wyniósł mnie na piedestał jako "osobę tolerancyjną". Lata mi to. Życie jest za krótkie.

A jeśli nie daj boże, nasze drogi miały by się rozejść, to i tak się rozejdą i wątpię że miałaby na to wpływ jakaś kobieta czy mężczyzna. Zresztą...nieważne - tym bardziej skoro zostało nam mniej wspólnego czasu do spędzenia - chcę go wykorzystać jak najlepiej.

Bo my po prostu jesteśmy przyjaciółmi. A z kim się lepiej spędza czas - niż z najlepszym przyjacielem.

109

Odp: Jak kobieta kobiecie...
Kriss napisał/a:

Dokładnie, bo to nie o zaufanie tak naprawdę chodzi, nawet nie o to cholerne (serdecznie przepraszam za wulgaryzm - w tym przypadku nadaje on jednak lingwistycznie odpowiedniej mocy przymiotnikowi) cholerne wystawnie na próbę". To nie o to biega.
Uważam, że mój mąż jest mądrym, odpowiedzialnym człowiekiem i ma rzadkie połączenie synaptyczne mózg - penis. Nie zamieniają się miejscami, narząd o mniejszej główce nie jest również narządem naczelnie kierującym postępowaniem całego organizmu.

Tu chodzi o wrażliwość. Każdy ma ją na innym poziomie. Moja wrażliwość jest taka a nie inna. Dobrze mi z nią, w połączeniu z intuicją NIGDY mnie jeszcze nie zawiodła. Dlaczego mam się kłócić sama ze sobą i postępować wbrew. Dlaczego mam męża ZMUSZAĆ do czegoś czego robić nie chce - a on NIE CHCE spotykać się z byłymi. NIE CHCE chodzić na sałatki, kawki, baseny, sreny z innymi kobietami. On to wszystko chce robić ze mną, a ja z nim. Czujemy się świetnie w naszym towarzystwie (wiem że wiele osób to drażni, a wręcz jest nie do przyjęcia i traktowane jako dewiacja i zachowanie wybitnie aspołeczne). Tak po prostu jest.

Na codzień jesteśmy tak zaganiani, ze mimo iż mamy stanowiska pracy w domu - czasami mijamy się cały dzień dając sobie w przelocie buzi albo kawę. Kiedy w końcu uda nam się wyrwać wspólny weekend i "sprzedać" dzieci - wolimy go spędzić RAZEM, nadrobić zaległości w pogaduchach, zwiedzaniu, poczytać ksiązki razem w łóżku - przerzucając się co ciekawszymi fragmentami, zamówić room-service, zjeść w wyrze, iść na spacer, do kina, pobyć ze sobą po prostu. Politykujemy też na całego. No i (rany boskie, no muszę to z siebie wyrzucić, kolejny wulgaryzm w mordę jeża) - seks. Seks nie skrępowany dziećmi, telefonem, obowiązkami, koniecznością wczesnej pobudki następnego dnia. Radosny, głośny, o dowolnej porze. Żadna kawka z dowolnym exem nie ma do tego startu.

Po prostu nie widzę potrzeby tego zmieniać po to, żeby ktoś zupełnie mi obcy poczuł się lepiej, dowartościowany i wyniósł mnie na piedestał jako "osobę tolerancyjną". Lata mi to. Życie jest za krótkie.

A jeśli nie daj boże, nasze drogi miały by się rozejść, to i tak się rozejdą i wątpię że miałaby na to wpływ jakaś kobieta czy mężczyzna. Zresztą...nieważne - tym bardziej skoro zostało nam mniej wspólnego czasu do spędzenia - chcę go wykorzystać jak najlepiej.

Bo my po prostu jesteśmy przyjaciółmi. A z kim się lepiej spędza czas - niż z najlepszym przyjacielem.

No i wszystko jest bardzo dobrze, tak jak powinno byc w dobrym malzenstwie:) Tez uwazam, ze seks bez dzieci jest naj (moje sa na wakacjach juz 2 tydzien wiec cos o tym wiem:)

Ale sama napisalas tu, ze "Dlaczego mam męża ZMUSZAĆ do czegoś czego robić nie chce - a on NIE CHCE spotykać się z byłymi. NIE CHCE chodzić na sałatki, kawki, baseny, sreny z innymi kobietami."

A co..gdyby chcial??? Gdyby nie tylko z Toba chcial wypic kawe czy kielicha? Sama twierdzisz, ze ludzie sa rozni i nie nalezy im narzucac swego zdania?? Nic na sile, kazdy ma swoj rozum i wolna wole.

Wiec gdyby..czysto teoretycznie..Twoj maz zadzwonil gdzies tam skads, z trasy i powiedzial, ze jest na kawie w Centum Handlowym z Elka ("wiesz skarbie, ta moja dawna znajoma z liceum..poznalyscie sie kiedys i akurat na zakupach tu byla..ja dla Ciebie szukalem jakichs fajnych perfum a tu nagle ona przy kasie..tak troche pogadalismy ale zaraz zwijam sie i lece do Ciebie..pa kochanie)..no taki w miare dosc normalny scenariusz.

No co Ty wtedy na to?

Szczerze i bez zbednych zlosliwosci dzis poprosze:)

110 Ostatnio edytowany przez Kriss (2011-08-08 10:16:03)

Odp: Jak kobieta kobiecie...

Powiem Ci na przykładzie sprzed 2 miesięcy. Była klasa mojego męża organizowała spotkanie klasowe. Było to zaraz po opisywanym wcześniej pogrzebie - co prawda pani w mini nigdy wcześniej na spotkania klasowe nie jeździła - ale po zaobserwowanej przeze mnie aktywności na portalu społecznościowym, imiennych zaczepkach i propozycjach spotkania "w bardziej kameralnym towarzystwie" - byłam prawie pewna, że ruszy cztery i powlecze się na to spotkanie.

Mąż chciał jecchać - zawsze jeździł. Za "mojej kadencji" też. Fakt - szczerze Ci powiem - z początku nie byłam zadowolona - szczególnie biorąc pod uwagę ciągnące się pechowo ogony od początku. Nawet byłam przerażona. Rozmawialiśmy długo - wyraziłam prosto i jasno swoje obawy - nie skierowane wprost do niego - o niego jestem spokojna - ale o możliwe scenariusze. Byłam ostro zdezorientowana - poprosiłam nawet o radę na forum. Jednocześnie świetnie zdaję sobie sprawę iż pierdoła urosła do rozmiarów Pałacu Kultury. Coś co naprawdę (mówię o zachowaniu tej pani) powinnam olać ciepłym moczem - zburzyło mój święty spokój.

W końcu powiedziałam (z grubsza) - "chcesz to jedź. Znasz moje zdanie, mam do Ciebie zaufanie, nie jesteś dzieckiem. Pojedziesz - dobrze, odgrzejesz klasowe kontakty, wyrwiesz się trochę (kobiety są jednak bardziej odporne na"przymusowe siedzenie w domu"), powspominacie liceum. Nie pojedziesz - drugie dobrze."

Dumał, dumał i nie pojechał.

Co do popijania kawek i kielichów. Przybliżę Ci profil naszej firmy: zajmujemy się sprzedażą, montażem i doradztwem związanym głównie ze sprzętem elektronicznym na luksusowe jachty. Możesz sobie wyobrazić ilość wystaw i targów w samej Europie na które mój mąż musi jeździć. Jakie piękne młode dziewczyny uczestniczą w pokazach jachtów po kilkaset tysięcy Euro (żeby tylko). Właścicielkami firm, z którymi robimy interesy też są kobiety (choć w większości mężczyźni). Ale wyobraź sobie jak musi wyglądać i co sobą reprezentować w sensie kobiecości, horyzontów, obeznania, etc. kobieta, która chce kupić jacht z 1,5 mln PLN, ma na to kasę i chce od nas sprzęt na swoje cacko. To są wielogodzinne negocjacje, czasami kilkudniowe, połączone z miło spędzonym czasem na przykładowych łajbach. Negocjacje handlowe prowadzi mój mąż. Ja jestem od prawa, administracji, księgowości, logistyki, etc. On jest "na froncie".

Czy wyobrażasz sobie, gdybym była taką zazdrosną, niepewną siebie i zahukaną, bezradną kobietką - nasz związek przetrwałby choć 1 dzień?

Powtarzam. Są rzeczy ważne i mniej ważne. Po co ładować sobie gówno do głowy. Tym bardziej, że czysto i po ludzku - ja jestem święcie przekonana, że te jak to nazwałaś "harpie" kręcą się wokół swojego byłego (czyli mojego męża) tak agresywnie, właśnie z powodu tego biznesu. Nie czarujmy się. To nie amant gwiazdor filmowy nie?

111

Odp: Jak kobieta kobiecie...
Kriss napisał/a:

Powiem Ci na przykładzie sprzed 2 miesięcy. Była klasa mojego męża organizowała spotkanie klasowe. Było to zaraz po opisywanym wcześniej pogrzebie - co prawda pani w mini nigdy wcześniej na spotkania klasowe nie jeździła - ale po zaobserwowanej przeze mnie aktywności na portalu społecznościowym, imiennych zaczepkach i propozycjach spotkania "w bardziej kameralnym towarzystwie" - byłam prawie pewna, że ruszy cztery i powlecze się na to spotkanie.

Mąż chciał jecchać - zawsze jeździł. Za "mojej kadencji" też. Fakt - szczerze Ci powiem - z początku nie byłam zadowolona - szczególnie biorąc pod uwagę ciągnące się pechowo ogony od początku. Nawet byłam przerażona. Rozmawialiśmy długo - wyraziłam prosto i jasno swoje obawy - nie skierowane wprost do niego - o niego jestem spokojna - ale o możliwe scenariusze. Byłam ostro zdezorientowana - poprosiłam nawet o radę na forum. Jednocześnie świetnie zdaję sobie sprawę iż pierdoła urosła do rozmiarów Pałacu Kultury. Coś co naprawdę (mówię o zachowaniu tej pani) powinnam olać ciepłym moczem - zburzyło mój święty spokój.

W końcu powiedziałam (z grubsza) - "chcesz to jedź. Znasz moje zdanie, mam do Ciebie zaufanie, nie jesteś dzieckiem. Pojedziesz - dobrze, odgrzejesz klasowe kontakty, wyrwiesz się trochę (kobiety są jednak bardziej odporne na"przymusowe siedzenie w domu"), powspominacie liceum. Nie pojedziesz - drugie dobrze."

Dumał, dumał i nie pojechał.

Co do popijania kawek i kielichów. Przybliżę Ci profil naszej firmy: zajmujemy się sprzedażą, montażem i doradztwem związanym głównie ze sprzętem elektronicznym na luksusowe jachty. Możesz sobie wyobrazić ilość wystaw i targów w samej Europie na które mój mąż musi jeździć. Jakie piękne młode dziewczyny uczestniczą w pokazach jachtów po kilkaset tysięcy Euro (żeby tylko). Właścicielkami firm, z którymi robimy interesy też są kobiety (choć w większości mężczyźni). Ale wyobraź sobie jak musi wyglądać i co sobą reprezentować w sensie kobiecości, horyzontów, obeznania, etc. kobieta, która chce kupić jacht z 1,5 mln PLN, ma na to kasę i chce od nas sprzęt na swoje cacko. To są wielogodzinne negocjacje, czasami kilkudniowe, połączone z miło spędzonym czasem na przykładowych łajbach. Negocjacje handlowe prowadzi mój mąż. Ja jestem od prawa, administracji, księgowości, logistyki, etc. On jest "na froncie".

Czy wyobrażasz sobie, gdybym była taką zazdrosną, niepewną siebie i zahukaną, bezradną kobietką - nasz związek przetrwałby choć 1 dzień?

Powtarzam. Są rzeczy ważne i mniej ważne. Po co ładować sobie gówno do głowy. Tym bardziej, że czysto i po ludzku - ja jestem święcie przekonana, że te jak to nazwałaś "harpie" kręcą się wokół swojego byłego (czyli mojego męża) tak agresywnie, właśnie z powodu tego biznesu. Nie czarujmy się. To nie amant gwiazdor filmowy nie?

Poczekaj, wyjasnij mi cos, bo naprawde nie kumam. I nie pisze tego ironicznie ani zlosliwie.

Balas sie..bylas przerazona wrecz o spotkanie klasowe, na ktorym ta leciwa dama w mini mogla sie pojawic. Pomimo tego, ze mezowi ufasz.

Z drugiej strony nie martwisz sie o jego wypady jachtowe z obcymi ale za to slicznymi mlodymi gazelami w strojach..coz..jachtowych:)

Domyslalam sie..(babska intuicja) juz po wczesniejszych postach, ze w gre wchodza i pieniadze, bo jak to mowia, jak nie wiadomo o co chodzi to o kase chodzi:). Podejrzewam tez, ze te starsze panie oskarzaja Cie, ze jako mloda zgrabna gowniara wydalas sie za jego portfel a on na Twoja d.. polecial:) Typowe zlosliwe uwagi, olala bym.

Ale przeciez, tak jak zalosna starsza pani w mini i balerinkach na pogrzebie (ja bym sie ze smiechu wpol zlozyla na ten widok:) czy inna nie dajaca sobie rady ze sfora psow oraz kolejne damy serca z przeszlosci Twego meza..tak samo jakas cudna dzierlatka albo babka z kasa, klasa i ekstra jachtem moze stanowic to zagrozenie.

Bo chyba..o jakies zagrozenie tu w tym wszystkim biega, nieprawda?

No i to, ze Twoj maz dumal dumal i nie pojechal - to fajnie i chwala mu za to ale przeciez mogl pojechac, bo mial takie prawo  i co moglabys zrobic w tej sytuacji? Oblac babe kwasem solnym?:))

Mnie sie w tych wszystkich dyskusjach wydaje, ze tak do konca boicie sie utracic swoich partnerow..czesto calkiem bezpodstawnie, bo oni nawet takich powodow do zwatpienia wam nie daja. I to tego glownie nie rozumiem w tych wszystkich obawach.

Ja tez przerobilam eks..doswiadczylam sms-ow z tekstami "nadal tesknie za Toba", "przyjdz na urodziny naszej corki - sam!" do mnie telefon z zapytaniem "czy nie jestes o nas zazdrosna? (jakie nas rok po rozwodzie??)" itp. Spotkania z nia na miescie tez byly..pretekstow jak sie ma wspolne dzieci z bylym mezem mozna miec tysiace i nie zawsze o dzieci chodzi:)

Ale po tych wszystkich "numerkach" ja jeszcze bardziej zaufalam swojemy mezowi..mial ja, rozwiedli sie, ma mnie..po co ma kombinowac? Ona to przeszlosc a ja to teraz i na zawsze (oby:).

112 Ostatnio edytowany przez Kriss (2011-08-08 11:36:23)

Odp: Jak kobieta kobiecie...

No to już Ci wyjaśniam. Ja WIEM do czego taka baba jest zdolna. Mam na myśli exowe.

Pierwsza exowa - nie mieliśmy kasy, szczerze mówiąc poznaliśmy się będąc bezkasowcami. Dorabiamy się razem łapa w łapę.

Ona zaczęła mącić dokładnie w momencie mojego pojawienia się - chodziło chyba o to, że mój mąż traktowany był przez nią jak swego rodzaju "pogotowie". Jak dzwoniła z pękniętą rurą, to on jej tę rurkę wymieniał, jak auto się zebździło - robił przegląd (kiedyśtam pracował jako mechanik na zachodzie przez paręnaście lat i miał "chody"), etc. Sporadyczne sprawy - on zachowywał się jak gentelman, ja nie miałam nic przeciwko. Na początku. Też uważałam to za rzecz normalną - przecież jak jedzie po psa, czy cośtam jej załatwić, to nie zdzierają z siebie od drzwi ubrań nie? A jak zdzierają - to i tak wyjdzie i facet zaliczy kopa w dupę na starcie - jak taki pacan.

Sprawa się rypła jak ona się dowiedziała o mnie - za którymś tam razem. Przecież jeśli dzieliły ich stosunki typowo kumpelskie - nie musiał jej się tłumaczyć ze swojego życia osobistego prawda? Zauważyła że jakiś taki weselszy się zrobił - zaczęła gadkę - i powiedział ze kogoś poznał. I wtedy zaczęła się "jazda" i wtedy zaczęły się problemy. Doszło do tego, że i tak mieliśmy się wyprowadzić do innego miasta - ale przez te jej intrygi, mącenia, kartki love me kiss me, siupy w banku (mieli kiedyś wspólny rachunek bankowy, potem rozeszli się, rachunki rozdzielili, a ta pinda po latach polazła do banku i wyciągnęła informacje - rachunek był już na nas oboje, numer ten sam), no cuda wianki baba wyczyniała. Wyprowadziliśmy się dużo wcześniej nie podając żadnym znajomym adresu, bo ta małpa jeździła i bruździła. Albo wysyłała swoją córkę (starsza ode mnie o rok) - mieliśmy to samo towarzystwo znajomych - na przeszpiegi. Wreszcie byliśmy wolni.

Kolejnych historii nie będę opisywać, bo już i tak mi się flaki wywracają. Chodzi o to ile taka baba napsuła nam krwi. Ile bylo paskudnych sytuacji, doszło do tego że tuż przed naszym ślubem zaczęłam bogu ducha winnego faceta podejrzewać że nie mówi mi wszystkiego. Przecież to niemożliwe żeby baba aż tak sfiksowała. Może to jednak jego wina. Co było dalej możesz sobie wyobrazić, wszystko wisiało na włosku. Zrujnowała nam parę miesięcy życia, które nie wrócą. TEN CZAS NIE WRÓCI.
A początki były super - normalna znajomość dwojga dorosłych ludzi, którzy postanowili utrzymywać sporadyczne kontakty po rozstaniu, on 40+ ona 50+. I zobacz do czego mogło dojść. Mogło nie być NAS.

Kolejna baba - chyba już zaczęło chodzić o kasę - chociaż ( i tu jest numer stulecia ) to jest PANI Z TELEWIZJI. Fakt żadne cudo, fakt, że "w latach", udziela porad na wizji. Jak ją namierzyłam - mało nie padłam. A maile z wyzwiskami mam do dziś. To powiedz mi jak bardzo trzeba być popieprzonym żeby takie cuda wyrabiać.

Trzecia - już pisałam. Fakt, śmiać mi się chciało, ale nie mogłam. Pogrzeb teściowej. Mam inne sposoby. Chodzi o "psucie krwi".

Widzisz, ja mimo już jakiegoś tam wieku i masy naprawdę trudnych chwil w życiu - mam głęboką wiarę w ludzi. Mam wiarę w dobro, w kindersztubę, w dumę, honor. Dlatego nie czuję "zagrożenia" ze strony młodych, pięknych dziewczyn. Sama taka kiedyś byłam i dla nikogo nie byłam zagrożeniem (no chyba że ktoś ewidentnie sobie tego życzył). Natomiast ciągle nie mogę pojąć jak można być taką kretynką żeby takimi prostymi chwytami - choć fakt - na początku dla mojego męża niezauważalnymi (konstrukcja męskiej psychiki) - próbować komuś ZNISZCZYĆ ŻYCIE. Bo przecież te akcje właśnie to miały na celu.

ZNISZCZENIE. To jest podłe, wstrętne i płytkie. I zrobiło mnóstwo złego w naszym związku. Mnóstwo złych chwil, niepewności, zagubienia. Podkopało na początku moje zaufanie co do prawdomówności człowieka, który teraz jest moim mężem, ojcem moich dzieci, powiernikiem i przyjacielem. O mały włos nie byłoby tego wszystkiego.

Wobec powyższego ja absolutnie nie widzę najmniejszego pozytywnego efektu spotykania się z exowymi czy exami. Mało tego - zdaje sobie świetnie sprawę, że porządnych exow jest na pęczki. Ale w moim życiu nie ma dla nich miejsca. Wolę se gazetę poczytać.

Powtarzam - tu nie o utracenie partnera chodzi, tylko o bezpowrotne utracenie zmarnowanego czasu. To nic nie daje, nic nie wnosi. Przynajmniej mnie. I nie chodzi tylko o to że "mam rysę", chodzi o fakt krótkości życia i tego że doba ma tylko 24 godziny.

113

Odp: Jak kobieta kobiecie...

.. Kriss.  i o święty spokój !!!  tak święty ,że chce sie razem żyć... Nie o zazdrość, nie o tracenie partnera... chodzi o święty spokój i nie marnowanie czasu jak napisałaś..   


Poza tym...  nie mieszam sie w zycie innym... i nie życze sobie mieszania w moje... w nasze...   tak cięzko to zrozumieć?

114

Odp: Jak kobieta kobiecie...

Tak jest, bo każdą sekundę kiedy mój mózg zajmuje się rzeczami zbędnymi - uważam za straconą. Bezpowrotnie.

Każdą chwilę spędzoną na dedukowaniu zachowań, które mogą być możliwe do wykonania przez taką osobę - uważam za zmarnowany czas. Bo muszę się wysilać. Bo w głowie mi się nie mieści taki debilizm, w związku z powyższym muszę stracić czas, aby "wejść w buty" takiej osoby, żeby przewidzieć jej następny ruch i być przygotowaną. I muszę tym tak pokierować aby mój mąż nie czuł się urażony, żeby nie wyjść na wariatkę, to naprawdę wymaga masę pracy, dyplomacji i wytężenia szarych komórek. Po cholerę - ja się pytam?! Po co robić takie rzeczy drugiej kobiecie?! Innemu człowiekowi!? Dla zabawy? Z nudów? Dlatego, że się jest po prostu złym, głupim człowiekiem?

Pomijając fakt jak trzeba być zadufanym w sobie - aby podskakiwać takiej Kriss co? big_smile

A intuicja NIGDY mnie jescze nie zawiodła. Zawsze byłam, "o krok" do przodu. Przydatna rzecz w interesach poniekąd wink

115

Odp: Jak kobieta kobiecie...

No dobrze, zeby nie bylo, zem uparta jak koziol w kapuscie to przyznam Ci, zes bujne zycie z tym swoim wybrankiem miala. A raczej jego eksami (swoja droga sporo ich sie nazbieralo:).

Skoro ufasz swojemu mezowi i jest Wam dobrze razem to zadna..ZADNA..inna osoba wam tego nie zabierze. Jak sami tego nie rozwalicie to nie widze zadnego problemu:)

A ze jakas eks macic bedzie..to prawda..tylko nie zawsze to musza byc exy..obcy to samo albo i wiecej potrafia zeby komus zycie utrudnic. Zwykla zawisc ludzka. Ale co nas nie zabije...

No dobra..watek eksow wyczerpany..mnie oni wisza  i ani ziebia ani grzeja..nie obawiam sie ani moich eksow (tych fajnych:) ani eksow mojego faceta. Glupia nie jestem i tez widze, kiedy z kolezenstwa ktos chce cos wiecej wyciagnac ..ale tu juz moge jedynie swoje zdanie glosno i wyraznie wypowiedziec a decyzje pozostawic jemu.

Smieszna rzecz..zauwazylam, ze im spokojniej sie te opinie wyraza i daje tzw. "wolna reke i prawo samodzielnego decydowania" tym rzadziej oni (ci brzydsi) z tego prawa korzystaja. A im glosniej baba noga tupie tym bardziej oni chca jej na zlosc zrobic. I sobie w rezultacie tez.

Zatem powodzenie zycze i sily do dalszych starc, jesli takie beda:)

116

Odp: Jak kobieta kobiecie...

Musssaka  może nie mogłysmy się zgodzić ...i stanęłysmy po różnych stronach sprawy bo ja Twoja postawe juz w życiu przerobiłam a co za tym idzie w nagrode przerobiono mnie na mydło ;-))  teraz się uśmeicham...ale wyciagnęłam wnioski z mojej postawy.. i nie stoje jak wartownik u boku mojego obecnego męża.. tylko nie mam zamiaru popełnić WŁASnego błędu kiedy na nic nie zwracałam uwagi.....na eksy, na koleżanki, na autostopowiczki... hmhmmhmh     ;-)))

117

Odp: Jak kobieta kobiecie...
Malwina69 napisał/a:

Musssaka  może nie mogłysmy się zgodzić ...i stanęłysmy po różnych stronach sprawy bo ja Twoja postawe juz w życiu przerobiłam a co za tym idzie w nagrode przerobiono mnie na mydło ;-))  teraz się uśmeicham...ale wyciagnęłam wnioski z mojej postawy.. i nie stoje jak wartownik u boku mojego obecnego męża.. tylko nie mam zamiaru popełnić WŁASnego błędu kiedy na nic nie zwracałam uwagi.....na eksy, na koleżanki, na autostopowiczki... hmhmmhmh     ;-)))

No tak..a gdybys zwracala??? Czy to by cos zmienilo?

Tu wlasnie jest ten sek..jak ON nie zechce (bo jest mezem a nie swinia) to wszystkie eksy moga nago na rurze przed nim wywijac..krwi Ci troche napsuja, to fakt..ale nic wiecej nie wskoraja:)

Ale moze masz racje, ze to doswiadczenie czyni czlowieka ostrozniejszymn..mnie nikt jeszcze z moich powazniejszych partnerow nie zdradzil (o dupkach szkolnych nie pamietam;) wiec ciezko mi zrozumiec zebym ja im a oni mi nie ufali. Jak sie kiedys sparze to bede widziec to inaczej..a teraz to gadam troche tak jak slepy o kolorach, heh:)

118

Odp: Jak kobieta kobiecie...
Mussuka napisał/a:

hmmhmh    No tak..a gdybys zwracala??? Czy to by cos zmienilo?

Tu wlasnie jest ten sek..jak ON nie zechce (bo jest mezem a nie swinia) to wszystkie eksy moga nago na rurze przed nim wywijac..krwi Ci troche napsuja, to fakt..ale nic wiecej nie wskoraja:)

Ale moze masz racje, ze to doswiadczenie czyni czlowieka ostrozniejszymn..mnie nikt jeszcze z moich powazniejszych partnerow nie zdradzil (o dupkach szkolnych nie pamietam;) wiec ciezko mi zrozumiec zebym ja im a oni mi nie ufali. Jak sie kiedys sparze to bede widziec to inaczej..a teraz to gadam troche tak jak slepy o kolorach, heh:)

Tak ..jestem ostrozniejsza... bez przesady ale jednak są sytuacje na które JUŻ się nie zgadzam. Bez wielkich melodramatów, były granice określone, zasady.. ja wiem na co " uczulony " jest mój mąż, rozumeim to i on rozumie mnie.. a przecież o to właśnie chodzi...   ;-))) unikamy zwyczajnie sytuacji które zakłóciły by nasz spokój.. a na ten spokój czekałam kilka lat.. po zburzeniu go przez poprzednika.. ;-)))

119

Odp: Jak kobieta kobiecie...
Malwina69 napisał/a:
Mussuka napisał/a:

hmmhmh    No tak..a gdybys zwracala??? Czy to by cos zmienilo?

Tu wlasnie jest ten sek..jak ON nie zechce (bo jest mezem a nie swinia) to wszystkie eksy moga nago na rurze przed nim wywijac..krwi Ci troche napsuja, to fakt..ale nic wiecej nie wskoraja:)

Ale moze masz racje, ze to doswiadczenie czyni czlowieka ostrozniejszymn..mnie nikt jeszcze z moich powazniejszych partnerow nie zdradzil (o dupkach szkolnych nie pamietam;) wiec ciezko mi zrozumiec zebym ja im a oni mi nie ufali. Jak sie kiedys sparze to bede widziec to inaczej..a teraz to gadam troche tak jak slepy o kolorach, heh:)

Tak ..jestem ostrozniejsza... bez przesady ale jednak są sytuacje na które JUŻ się nie zgadzam. Bez wielkich melodramatów, były granice określone, zasady.. ja wiem na co " uczulony " jest mój mąż, rozumeim to i on rozumie mnie.. a przecież o to właśnie chodzi...   ;-))) unikamy zwyczajnie sytuacji które zakłóciły by nasz spokój.. a na ten spokój czekałam kilka lat.. po zburzeniu go przez poprzednika.. ;-)))

Oj ja też byłam bardzo tolerancyjna, nigdy nie byłam zazdrosna (tylko troszkę)!
I w dupę dostałam!

120 Ostatnio edytowany przez Malwina69 (2011-08-08 13:08:41)

Odp: Jak kobieta kobiecie...

Bo zazdrość musi być, oczywiście we właściwej proporcji.. ja lubie jak mój Misiek jest o mnie zazdrosny ;-))))))))))))

121

Odp: Jak kobieta kobiecie...
Malwina69 napisał/a:

Bo zazdrość musi być, oczywiście we właściwej proporcji.. ja lubie jak mój Misiek jest o mnie zazdrosny ;-))))))))))))

No fakt!
Chyba muszę trochę sprowokować tej zazdrości!
Chociaż zauważyłam, że jest w moim małżonku troche więcej tej zazdrości. Tak jakby się bał, że w odwecie ja pójdę w tango!

122

Odp: Jak kobieta kobiecie...

bądż pod tym względem niewiadomą X   ;-))))

123

Odp: Jak kobieta kobiecie...

Coś w tym wszystkim jest. Zranione kobiety potrafią być zawistne jak nikt inny.

124

Odp: Jak kobieta kobiecie...
CherryBomb napisał/a:

Coś w tym wszystkim jest. Zranione kobiety potrafią być zawistne jak nikt inny.

święęęęęte słowa..    to prosimy nas nie ranić...

125

Odp: Jak kobieta kobiecie...
Malwina69 napisał/a:
CherryBomb napisał/a:

Coś w tym wszystkim jest. Zranione kobiety potrafią być zawistne jak nikt inny.

święęęęęte słowa..    to prosimy nas nie ranić...

ale wiecie co..nie tylko te zranione sa takie zawistne. cos jest takiego ogolnie w babach, ze bez chlopa ani rusz:) o tych zorientowanych inaczej nie wspominam, one bez baby ani rusz:))

I jakos tak chyba juz od epoki szympansa dzieje sie, ze samce leja sie po mordach, pyskach czy w co je tam natura wyposazyla by zdobyc te swoja, a samice drapia oczy, rwa siersc i pluja jadem by miec dla siebie swojego.

Wot, taka to nasza ssaka natura.

Do grona tych zawistnych doliczylabym tzw. kobiety niespelnione. Charakterystyka takiej to:

- wiek sluszny czyli jeszcze nie brzydka a juz nie glupia,
- choc w kwiecie wieku jednak zadbana, ubrana (w koncu na siebie tylko wydaje), oczytana
- zawodowo nie narzeka, finanse tez w porzadku,
- towarzysko..coraz gorzej (bo sie inne kolezanki udomowily, opotomczyly i zwyczajnie czasu na pierdoly typu skok do pubu brak),
- rodzina wciaz dopytuje "no to kiedy tanczymy na weselu?" (ja bym na takie zagajanie odpalila, ze zaraz po stypie!),
- jest ladne mieszkanie, piesek, paprotka, wyjazdy na wakacje z kuzynka, kolezanka (rowniez samotne), czas na szalenstwo po sklepach i wizyte u kosmetyczki, wieczory z DVD i winem, swieta i dluzsze weekendy u rodziny badz znajomych na grillu

w sumie fajnie brzmi..ale czegos tu jednak brak.

Tego, co Wy drogie panie macie a za co te powyzej opisane pazurami by Wam oczy wydrapaly i od braku czego zolci im w watrobach przybywa. Chlopa im brak, jak to w seksmisji madrze Sztur powiedzial. No i fiksuja powoli te niepodlewane roze.

Co widac i slychac golym okiem w kontaktach z tymi..hmm..pechowymi? odrzuconymi? zapomnianymi? paniami.
Riposty jakie mozna uslyszec od tychze samic bez samca sa czasem tak zjadliwe, ze stado zmij niech sie schowa.

przyklady
"no i co, znowu mieliscie "sielskie" wakacje?" - sielskie przesaczone ironia az do wykipienia i oczekiwania na jakies historie o ew. zdradzie
" uwazaj tam nad morzem, on przystojny a tam pelno mlodych lasek sie kreci" - no i co teraz robic? odwolac wyjazd czy jechac na Tybet?
"oj..uwazaj, chyba Ci brzuszek urosl od ostatniego spotkania..a to przeciez nie tak dawno..czy to hormony, bo chyba na ciaze to za pozno?" - dziekuje droga kolezanko za troske o ma figure i zdrowie
"wiesz, chyba widzialam tego Twojego wczoraj pod Empikiem..on ma taka fajna blondynke na kursie?" - nie ma, bo chodzi na kurs spawacza ale dobrze, ze czuwasz

no i takich "przyjaznych" gestow mozna tu mnozyc a mnozyc.

Wniosek - samotna samica czyli zraniona przez los to czesto taki sam wrog jak ta zraniona przez samca. O ile nie gorzej.

126

Odp: Jak kobieta kobiecie...

i ja dodam moje trzy grosze ;-)
wlasciwie nigdy mi nic zlego zadna kobieta nie zrobila, ale zauwazam pewna zaleznosc...
czesto , powiedzialabym nawet bardzo czesto da sie zauwazyc taka niechec, albo mozna by to nazwac niezrozumienie  tego , ze my , TYLKO WE DWOJE wyjezdzamy z moim mezem, np. na dwa dni nad morze, albo takie podobne, ze spedzamy razem czas.Czesto patrza na mnie jak na zjawe nie z tej ziemi, jakbym opowiadala jakies niestworzone historie.

Czuje , ze jest to dla wielu "dziwne". Raz mi jedna znajoma powiedziala, ze jej by sie nudzilo.
Nie mogla zrozumiec, ze my po tylu latach po prostu dobrze sie czujemy ze soba, chcemy ze soba pobyc,nic wielkiego, ale pobyc po prostu, bez balonow i fajerwerkow.

Nie wiem co to jest, ale widze to dosc czesto, takie zdziwienie, niedowierzanie... nie wiem jak to nazwac
niechec ? Czemu?

127

Odp: Jak kobieta kobiecie...
pomaranczowa 1 napisał/a:

i ja dodam moje trzy grosze ;-)
wlasciwie nigdy mi nic zlego zadna kobieta nie zrobila, ale zauwazam pewna zaleznosc...
czesto , powiedzialabym nawet bardzo czesto da sie zauwazyc taka niechec, albo mozna by to nazwac niezrozumienie  tego , ze my , TYLKO WE DWOJE wyjezdzamy z moim mezem, np. na dwa dni nad morze, albo takie podobne, ze spedzamy razem czas.Czesto patrza na mnie jak na zjawe nie z tej ziemi, jakbym opowiadala jakies niestworzone historie.

Czuje , ze jest to dla wielu "dziwne". Raz mi jedna znajoma powiedziala, ze jej by sie nudzilo.
Nie mogla zrozumiec, ze my po tylu latach po prostu dobrze sie czujemy ze soba, chcemy ze soba pobyc,nic wielkiego, ale pobyc po prostu, bez balonow i fajerwerkow.

Nie wiem co to jest, ale widze to dosc czesto, takie zdziwienie, niedowierzanie... nie wiem jak to nazwac
niechec ? Czemu?

Zazdrosc moja droga, ludzka zazdrosc.

Jak ona ma starego pierdole w rozciagnietych kalesonach i obumarlym narzedziem w tychze obok siebie..to pewnie, ze by sie nudzila. A kto by nie?

Ale zamiast gadac glupoty "z jej punktu widzenia" to powinna Ci po przyjacielsku powiedziec "ale super, az Ci zazdroszcze. sama tak bym chciala..no ale wiesz, moj Gienek to juz nie ten co kiedys.."

Tylko na to trzeba osoby z duza doza milosci do blizniego..a gdzie Ty teraz takich znajdziesz?

128

Odp: Jak kobieta kobiecie...
Mussuka napisał/a:
Malwina69 napisał/a:
CherryBomb napisał/a:

Coś w tym wszystkim jest. Zranione kobiety potrafią być zawistne jak nikt inny.

święęęęęte słowa..    to prosimy nas nie ranić...

ale wiecie co..nie tylko te zranione sa takie zawistne. cos jest takiego ogolnie w babach, ze bez chlopa ani rusz:) o tych zorientowanych inaczej nie wspominam, one bez baby ani rusz:))

I jakos tak chyba juz od epoki szympansa dzieje sie, ze samce leja sie po mordach, pyskach czy w co je tam natura wyposazyla by zdobyc te swoja, a samice drapia oczy, rwa siersc i pluja jadem by miec dla siebie swojego.

Wot, taka to nasza ssaka natura.

Do grona tych zawistnych doliczylabym tzw. kobiety niespelnione. Charakterystyka takiej to:

- wiek sluszny czyli jeszcze nie brzydka a juz nie glupia,
- choc w kwiecie wieku jednak zadbana, ubrana (w koncu na siebie tylko wydaje), oczytana
- zawodowo nie narzeka, finanse tez w porzadku,
- towarzysko..coraz gorzej (bo sie inne kolezanki udomowily, opotomczyly i zwyczajnie czasu na pierdoly typu skok do pubu brak),
- rodzina wciaz dopytuje "no to kiedy tanczymy na weselu?" (ja bym na takie zagajanie odpalila, ze zaraz po stypie!),
- jest ladne mieszkanie, piesek, paprotka, wyjazdy na wakacje z kuzynka, kolezanka (rowniez samotne), czas na szalenstwo po sklepach i wizyte u kosmetyczki, wieczory z DVD i winem, swieta i dluzsze weekendy u rodziny badz znajomych na grillu

w sumie fajnie brzmi..ale czegos tu jednak brak.

Tego, co Wy drogie panie macie a za co te powyzej opisane pazurami by Wam oczy wydrapaly i od braku czego zolci im w watrobach przybywa. Chlopa im brak, jak to w seksmisji madrze Sztur powiedzial. No i fiksuja powoli te niepodlewane roze.

Co widac i slychac golym okiem w kontaktach z tymi..hmm..pechowymi? odrzuconymi? zapomnianymi? paniami.
Riposty jakie mozna uslyszec od tychze samic bez samca sa czasem tak zjadliwe, ze stado zmij niech sie schowa.

przyklady
"no i co, znowu mieliscie "sielskie" wakacje?" - sielskie przesaczone ironia az do wykipienia i oczekiwania na jakies historie o ew. zdradzie
" uwazaj tam nad morzem, on przystojny a tam pelno mlodych lasek sie kreci" - no i co teraz robic? odwolac wyjazd czy jechac na Tybet?
"oj..uwazaj, chyba Ci brzuszek urosl od ostatniego spotkania..a to przeciez nie tak dawno..czy to hormony, bo chyba na ciaze to za pozno?" - dziekuje droga kolezanko za troske o ma figure i zdrowie
"wiesz, chyba widzialam tego Twojego wczoraj pod Empikiem..on ma taka fajna blondynke na kursie?" - nie ma, bo chodzi na kurs spawacza ale dobrze, ze czuwasz

no i takich "przyjaznych" gestow mozna tu mnozyc a mnozyc.

Wniosek - samotna samica czyli zraniona przez los to czesto taki sam wrog jak ta zraniona przez samca. O ile nie gorzej.

oj znam ja takie.. znam... " sztuki" a jak się połącza w stado... strach sie bać....

129

Odp: Jak kobieta kobiecie...
Mussuka napisał/a:
pomaranczowa 1 napisał/a:

i ja dodam moje trzy grosze ;-)
wlasciwie nigdy mi nic zlego zadna kobieta nie zrobila, ale zauwazam pewna zaleznosc...
czesto , powiedzialabym nawet bardzo czesto da sie zauwazyc taka niechec, albo mozna by to nazwac niezrozumienie  tego , ze my , TYLKO WE DWOJE wyjezdzamy z moim mezem, np. na dwa dni nad morze, albo takie podobne, ze spedzamy razem czas.Czesto patrza na mnie jak na zjawe nie z tej ziemi, jakbym opowiadala jakies niestworzone historie.

Czuje , ze jest to dla wielu "dziwne". Raz mi jedna znajoma powiedziala, ze jej by sie nudzilo.
Nie mogla zrozumiec, ze my po tylu latach po prostu dobrze sie czujemy ze soba, chcemy ze soba pobyc,nic wielkiego, ale pobyc po prostu, bez balonow i fajerwerkow.

Nie wiem co to jest, ale widze to dosc czesto, takie zdziwienie, niedowierzanie... nie wiem jak to nazwac
niechec ? Czemu?

Zazdrosc moja droga, ludzka zazdrosc.

Jak ona ma starego pierdole w rozciagnietych kalesonach i obumarlym narzedziem w tychze obok siebie..to pewnie, ze by sie nudzila. A kto by nie?

Ale zamiast gadac glupoty "z jej punktu widzenia" to powinna Ci po przyjacielsku powiedziec "ale super, az Ci zazdroszcze. sama tak bym chciala..no ale wiesz, moj Gienek to juz nie ten co kiedys.."

Tylko na to trzeba osoby z duza doza milosci do blizniego..a gdzie Ty teraz takich znajdziesz?

;-)))
jest pare takich , jest - nie popadajmy w paranoje. Ale wiekszosc ocenia po sobie, ten kto trwa w umarlym zwiazku, reaguje tak , a nie inaczej. I ja to rozumiem. Inna sprawa, ze nie chce im sie "ruszyc", cos zmienic, czy to pracowac nad soba, czy zmienic partnera... tylko narzekac...eh...ksiazki by pisac

130

Odp: Jak kobieta kobiecie...

Mussuka podpisuję się pod tym postem wszystkimi kończynami

Zamartwiałam się ostatnio o wiele rzeczy bo mi się zaczęło w życiu układać, myślałam że to w Nim problem bo nie lubi moich znajomych bo są tacy i owacy czego Ja oczywiście nie widziałam. Im więcej niezależnych opinii od obcych to wszystko sprowadzało się zawsze do tego samego.
A teraz dorzuciłaś kilka przykładów i ponownie to widzę, że pseudoznajomi i pseudoprzyjaciele są mi niepotrzebni

Posty [ 66 do 130 z 144 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Jak kobieta kobiecie...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026