Ja tam bym zalecała ostrożność w relacji z teściową. U mnie od czasu wielkiej awantury spokój. Teściowa przestała też przysyłać głupie smsy, podobno nie rozgaduje też bzdur na mój temat. Już około 3 miesięcy nie mam z nią kontaktu i bardzo jestem zadowolona z tego powodu. Powiedziałam mężowi, że póki mieszkam w tym domu (jego), to nie życzę sobie jej tu obecności. Mam nadzieję, ze nie ma do mnie o to jakiejś ukrytej pretensji, bo mówił, ze nie. Ale ostatnio jest nieciekawie. Myślałam, ze teraz wszystko się ułoży, ale coś jest nie tak. Mąż mnie lekceważy. Praktycznie nie ma dla mnie czasu. Wieczorem zajmuje się swoją pasją w garażu, a ja mam na głowie odrabianie lekcji z córką, kąpanie dzieci, kolacje itd. W domu mąż mi w ogóle nie pomaga, no ale ok. Tylko przykro mi strasznie, że muszę praktycznie zajmować się nim jak dzieckiem ( przypominam mu o czyszczeniu uszu, paznokci, proszę, żeby chociaż butów nie rozrzucał itd.) Ale najbardziej wkurza mnie coś innego. Kiedy ja o coś proszę męża, to on nie chce tego zrobić, albo odkłada na później (bo nie ma czasu itd, ale na swoją pasję ma czas!). Ale jak ktoś inny mu coś powie, to leci od razu. Przykład z wczoraj: robiłam oczko wodne (sama, bo mąż oczywiście nie ma czasu, ale nic, ogród to moja pasja, wiec trzy dni kopalam i wykopałam). Pomógł mi rozłożyć folię (bo samemu to prawie nierealne), czułam, ze w ramach rekompensaty za to, ze w tym samym dniu przelazł mi koło wykopu i zawalił kawał buciorem, az sie poryczałam). Ale do rzeczy. Chciałam przenieść piaskownicę dzieci w inne miejsce, plany były od dawna, tekst męża: "w tym roku nie da rady, chyba że sobie skombinujesz pomocników). Acha, no trudno. A tu wczoraj nasza sąsiadka mówi do mojego męża: "wiesz, mógłbyś teraz przenieść tę piaskownicę, to dzieciaki nie będą biegać koło oczka". A on: "ej, masz rację" i leci to robić. Powiedziałam mu, ze mam żal o to, ze mnie nie słucha i nie chce mi pomóc, a jak ktoś inny powie to samo, to od razu to robi. Ostateczny efekt: spałam dziś osobno. Nie mogliśmy dojść do porozumienia, w ogóle ostatnio nie rozmawiamy, a jak już, to dochodzi do kłótni. Nie chcę się kłócić, ale nie chcę też żeby traktował mnie lekceważąco. Brakuje mi normalnej rozmowy z nim, jego zainteresowania mną. Już nie wiem jak się odezwać, żeby nie był opryskliwy, czuję w nim ukrytą złość, ale nie wiem dlaczego. Coraz częściej śpię w innym pokoju. Czasami ze względu na jego chrapanie, czasami dlatego, ze mam żal i nie chcę leżeć obok niego. Jest mi przykro i czuję się bezsilna. A chcieliśmy 3 dziecko. Co się dzieje? Czy to chwilowy kryzysik, kryzys, czy Kryzys? Postanowiłam, że dopóki mąż nie zdecyduje się na spokojną rozmowę ze mną, to będę spać osobno, a na jutro lub pojutrze pojade z dziećmi np. pod namiot bez niego. Moze chce byc sam, może potrzebuje czasu, zeby przemyśleć sobie wszystko. Nie sądzę, zeby było tak źle, żeby nie dało sie naprawić naszych relacji, ale nie chcę dłużej czuć się tak jak teraz. Kocham męża i sprawia mi wielka przykrość jego zachowanie, lekceważenie, brak zainteresowania. Dlatego decyduję się na konkretne czyny. Udawanie, ze wszystko jest ok nie przyniosło skutku, wręcz przeciwnie. Ciekawa jestem, co będzie, jak wróci z pracy. Czekam na miłe słowo, gest jak jakiś pies na swojego pana i wiem, że prawdopodobnie przeżyję rozczarowanie. Nie mogę tak dłużej. Może macie jakieś rady na ten problem. Bo mnie się wydaje, że potrzebujemy czasu z dala od siebie.