Mam ogromny problem z tą kobietą. Od początku mnie łagonie mówiąc nie lubiła. Przez pierwszy rok znajomości z chłopakiem myliła moje imię oczywiście z jego eks, pokazała mi zdjęcia które pokazywała znajomym w pracu, jak myślicie kto na nich był, eks. A mój chłopak wogóle na to nie zareagował.Jesteśmy już 5 lat razem było wiele podobnych sytuacji. Ta kobieta jest pozorantką, przy znajomych oczywiście pokazuje jaka ja jestem fajna i jak mnie lubi. Bez widowni mówi co mam robić. Próbuje ze mnei debila zrobić. Zaszłam w ciąże. Prosilismy z chlopakiem żeby nikomu nie mówila, bo to był 2 miesiąć. Dwa dni póżniej dostawałam smsy z gratulacjami od Rodziny i co najlepsze od znajomych. No i stało się najgorsze, poroniłam, nie dawałam sobie z tym rady za bardzo a jeszcze miesiąc później dostawałam smsy z pytaniem jak tam Dziecko się rozwija. Zapomniała o tym wszystkich powiadomić... wpadłam w szał. Napisałam jej co o tym myślę. Rok temu odwiedziła nas... mieszkamy za granicą. Dołożyliśmy jej połowe do biletu bo ona lubi wydawać bardzo kase ale niestety na buty i ubrania, dlatego jej nie było stać, przyjechała a ja pracowałam na 2 etety. ona siedziala w domu a ja musialam obiady jeszcze gotowac. po całym dniu pracy wróciłam o 22 dostałam ppieczoną bułeczkę chociaż mojej Mamie mowiła ze uszykuje mi coś ciepłego. wnerwiona odmroziłam sobie zupe i powiedziałam żeby sami sobie to zjedli... Mój chłopak powiedział, że ona jest gościem i nie musi gotowac. i było w tym czasie kilka podobnych sytuacji. Najgorsze jest to że mamy małe mieszkanko. Pokoj z kuchnią i salonem, tam spędzamy najwięcej czasu a ona tam spała. już miałam dość. Jak miałam wolne wychodziłam rano jechałam do Mamy a mówiłam, że ide do pracy. Teraz powtórka z rozrywki. Chłopak chce żeby przyjechała. ona zdecydowala kiedy i że na miesiąc bo na krócej sie nie opłaca.On Chce jej dołożyć do biletu, a co jest najlepsze, staramy sie o Dzdziusia. Przy tak małym mieszkaniu sie nie da... Powiedziałam kategorycznie nie. Od kilku dni mam codzienne kłotnie. Powiedziałam jak chce się z nią zobaczyć to niech jedzie na święta do domu. ja nie mam nic przeciwko, ale nie, ona ma tu przyjechać! TO jest MAsakra. Na samą myśl o niej trafia mnie coś! Uwierzcie, że ostatnimi czasy myślałam o rozstaniu z chłopakiem. Strasznie mi to życie psuje. Nie wiem jak mam z nim rozmawiać i co mu powiedzieć. Probowałam wszystkiego. Po dobroci i po złości. Ona ma dobry sposób. JAk coś chce alb jej sie cos nei podoba to płacze. co myślicie?
Podobne tematy
2 2011-03-15 09:31:13 Ostatnio edytowany przez sandra.sandra (2011-03-15 09:32:48)
Masz podobną sytuację jak ja. Tylko, że my mieszkamy z nią. Mąż adoruje matkę ile wlezie. Jesteśmy małżeństwem od 2003r. On nawet mnie przy niej pobił. Ona stwierdziła, że zasłużyłam. Dłuższa historia. Nic nie poradzisz na to, że bardziej kocha matkę niż ciebie - takie słowa usłyszałam od znajomego.
Masz to szczęście, że mieszkacie daleko. Twoja teściowa jest tyranem. Jednak całkowicie nie możesz chłopakowi zabronić relacji z nią. Trudna sprawa.
Moja teściowa też płacze (ja to nazywam lamentem bo wyje jak płaczka żydowska).
Małżeństwo się rozpada. Niebawem rozwód.
współczuje, widzę że nie jestem w aż tak złej sytuacji. Myśle ze na początku warto ustalić jakieś granicę i postawić sprawe jasno. Mieszkam daleko i na wiosce ale cieszę sie że z dala od niej. Nie zabraniam mu kontaktów tylko nie chce jej w moim domu poki staramy sie o dziecko i moze w okresie ciazy. nie potrzebuje nerwow po poronieniu. nie chce ryzykowac. wspolczuje ze mieszkasz z tesciową.
Po jakimś czasie zapadłam w nerwicę lękową i depresję. Ona stwierdziła, że udaję. "Maż męża, dzieci, dom...na co narzekasz" - mówiła. Niby uważa się za inteligentną, a nie rozumie, że to jest niezależne. On też uważał, ze udaję. Kiedyś dostałam ataku paniki jak byliśmy u jego siostry. Mąż zamiast mnie uspokoić, kazał się spakować i 600 km przejechaliśmy do domu bez słowa. Po drodze mi powiedział, że to nasz ostatni wyjazd razem. Zresztą jego siostra wydarła się na mnie, że nie daję mu odpocząć, że znęcam się nad nim i jego rodziną (wg niej ja to nie jego rodzina) psychicznie i chciała mnie podać do sądu. Teściowa, jak wróciliśmy chodziła naburmuszona. Usiedli razem u niej i pili kawkę. A ja sama u siebie byłam.
Zaczęłam chodzić po psychologach, pani psycholog powiedziała, że na początku należy wyznaczyć jasne granice, inaczej żadne małżeństwo nie ma szans.
Ale cóż ja mogłam zrobić, jak mieszkałam u nich i nie miałam nic do powiedzenia. Nie tylko teściowa dała się we znaki. Jego siostry też. Powiesiłam białe pranie na podwórku a jego siostra wzięła miotle i zamiatała tuż pod tym praniem (ona mieszka gdzie indziej, była tylko w gościnie). Zwróciłam jej uwagę, że może zamiatać potem. Ona mi na to, ze mam przewiesić ubranie. Mąż uznał, że mam się zamknąć, bo przesadzam. I tak jest prawie od początku. Nie wspierał mnie, a ja się przestałam odzywać. Bez niego nie zdziałam nic.
Więc walcz o swoje. Rodzina to Ty, on i dziecko (to samo powiedziała policja mojej teściowej jak byli po pobiciu). Jednak ona nie zrozumiała. Myślę, że gdyby mąż stanął za mną to byłoby dobrze między nami. Już za późno.
to jest straszne co piszesz. Aż mnie ciarki przeszy. Chyba z roku na rok byo gorzej? może u mnie to pocztek... Z tego co widze to cala rodzina sie na Ciebie uwziela. nie wyobrazam sobie jaka musisz byc samotna. a co Twoi Rodzice na to? jak Dzieci sie w tym odnajduj?
6 2011-03-15 10:03:31 Ostatnio edytowany przez sandra.sandra (2011-03-15 10:04:55)
Mam tylko mamę. Po pobiciu mama powiedziała "Tylko nie przyjeżdżaj do mnie, bo inaczej on cię do domu nie wpuści".
Wiesz, poznałam kogoś jakiś czas temu, ale mieszka na drugim końcu Polski. Dzwonimy codziennie. Jednak tu nie mam jeszcze rozwodu i nie chcę być z dwoma na raz. Dzieci wiedzą, że będziemy mieszkać osobno. Przed napisaniem pozwu trzyma mnie to, że mąż powiedział, że chce wziąć jedno dziecko (czyli rozdzielić dzieci). Boję się, że jak złoże pozew nie po jego myśli, no i zacznie się walka o dzieci.
Więc Ty póki możesz to walcz, od początku.
Moim zdaniem sąd nie rozdzieli rodzeństwa. Porozmawiaj z prawnikiem. Jeśli to Cie tylko powstrzymuje. Cięzkie musi być życie z kimś kogo sie nie kocha co wiecej traktują Cie jak wroga. Będe walczyć, a to co piszesz utrzymuje mnie w przekonaniu zeby nie odpuszczać. a już miałam chwile słabości. ale jak raz sie odpuści to pozniej bedą to wykorzystywać.
A ja mieszkam z narzeczonym mamy dziecko mieszkam u niego od 3lat i to moja przyszla tesciowa ale slodko nie jest czesto sie wtraca szczegolnie co do dziecka przychodzi i mi mowi ze to tak a to tak strasznie mi to dziala na nerwy i dla niej nie jestem emila tylko ona albo ta a ja jej mowie na pani dobrze ze mieszkamy obok siebie a nie ze soba bo bylo zle a przy mojej rodzinie jak przyjada to udaje taka dobra i wogole
Juz raz na forum napisałam jak moja koleżanka radzi sobie z natrętami, ignoruje ich. po prostu udaje, że nie słyszy to co do niej się mówi. I możesz mi wierzyć że to działa. Raz byłam w szoku jak zobaczylam jak to wyglada. Pomyslalam ze ja bym tak nie mogła. ale jak zobaczyłam że to działa to zaczełam probowac. Powiedz tesciowej że masz imię i przypomnij jakie. Może stanowczośc zadziala.
Te tesciowe potarfia usrać zycie.
Trzeba miec duze szczescie,zeby trafic naprawdę na fajną tesciowa.
Powiem tak: jesli juz w narzeczenstwie tesciowa potrafi pokazac pazurki,to lepiej od razu wybic sobie wspolnie zamieszkanie po słubie.
natka25 walcz o swoje szczescie .Nie pozwol aby Twoja tesciowa weszla wam na głowe.
Najgorsze jest to, że ona gra na uczuciach mojego narzeczonego. Jest jedynakiem. Ustaliliśmy, że nie przyjedzie w tym roku do nas, własciwie to ja postawilam na swoim. Teraz wydzwaniaja do siebie codziennie. Mnie już to nie dotyczy póki co, tzn. nie muszę znosić jej obecności w moim domu więc nie odzywam sie na ten temat. Wydaje mi się jednak to troche dziwne. W końcu dla niego powinien być ważniejszy mój spokój, to żebym mogła spokojnie zajść w ciąże i donosić Dzidziusia. Ja wywalczyłam to praktycznie siłą. Na końcu powiedziałam, że jeśli przyjedzie, to ja sie wyprowadzam. Co jest dziwniejsze, powiedziałam żeby on pojechał do niej na Święta skoro to jest dla niego ważne a ja się bedę cieszyła z tego, że on w końcu sie z nią spotka jak tak bardzo chce, ale nie, ona ma przyjechać więc kłótnie trwały właściwie kilka miesięcy. Przypuszczam , że będzie tak co roku. Zastanawiam się co będzie jak pojawi się dziecko.. Ja potrafię zrezygnować ze wszystkiego byle Dzidziuś był zdrowy i bezpieczny. Dlaczego dla niego nie jest to tak samo ważne?
Jak widzę ile jest maminsynków, to przyszedł mi do głowy pomysł - że każdy kandydat na męża powinien przechodzić testy psychologiczne stwierdzające dojrzałość do założenia SAMODZIELENEJ rodziny
.
A tak na poważnie, widzę, ze to jest chyba temat nie do przeskoczenia. Moja teściowa widząc, jak mój mąż (a mamy się zamiar rozstać) podwiózł mnie i dzieci do miasta, stwierdziła z płaczem, że się "kur..." a on jest dla mnie taki dobry, że mnie podwozi (mieszkamy daleko od miasta). On oczywiście stwierdził, że nie słyszał co ona mówiła (ma słuch wybiórczy).
My chcemy rozstać się z klasą - nie kochamy się, ale nie plujemy sobie też w twarz. Teściowa tego przeżyć nie może. W piątek mnie wyzwała - w niedziele do komunii.
Szkoda tylko, że jak mnie jej syn bił przy niej - to jemu nie powiedziała ani słowa. Dulszczyzna. A ja głupia mam wyrzuty, że jak się rozstaniemy to on będzie samotny, smutny.
Twoja Teściowa i mąż są siebie warci. A na maminsynków chyba nie ma lekarstwa. Albo to zaakceptujemy albo trzeba uciekać. Próba zmiany to jak walka z wiatrakami.
Tak Natka25, trzeba uciekać. Nie wiem jednak jak sobie poradzić z tym, że moje dzieci bardzo ją lubią (są przedszkolakami). Nie powinnam w to dzieci mieszać, ale szlag mnie trafia, gdy wracamy z przedszkola i one proszą czy mogą iść na chwile do babci. A babcia daje im po całej czekoladzie dziennie tuż przed obiadem. Mówiłam jej o tym już nieraz, ale ona jakby nie słyszała - ignoruje mnie. Potem dzieci nie chcą jeść bo zapchały się słodyczami. Zdarzało się, że ja szłam odlać ziemniaki, a teściowa szybko dawała im obiad i ode mnie jeść nie chciały - bo przecież babcia taka dobra. Robiłam jej o to wyrzuty - jednak bez skutku. Bo co mogę wskórać, skoro mąż obstaje za matką? Jak mam rozmawiać z dziećmi o niej? Boli mnie to, że ona im matkuje - a robi to mi na złość.
Widzę ze nie jestem sama.ALe wy macie chyba gorzej ode mnie. Mieszkam z narzeczonym i jego mama czyli tesciowa. Od jakiegos czasu sie poprawilo ale tez mialam istny meksyk. Mamy dziecko 3 miesiaczne. do dziecka mi sie nie wtraca bo nie powiem.
Moja tesciowa gdy jeszcze z MOim nie mielismy dziecka , nie bylismy narzeczenstwem ale spotykalismy sie przedstawila mnie jaka swoja sprzataczke bo akurat sprzatalam u Mojego P. w pokoju. Gdy jej to wypomnialam po roku czasu, stwierdzila ze ona tak w zyciu nie powiedziala.
Ona jest bardzo za synem, cokolwiek by nie zrobil to i tak jest moja wina. ehh... takie zycie.
Dziewczyny mam pytanie takie z innej bajki... NIkt sie nie kapnie kim jestm prawda? hehe Mam konto od wczoraj i tak sobie mysle czy to jest anonimowe;d ale chyba jest bo danych sie nie podaje ![]()
Myślę, że nikt się nie kapnie. Ludzi jest mnóstwo, piszą też dziewczyny spoza granic Polski. Jest OK ![]()
Pisz, pisz miło jest podzielić się czymś, czym nie możesz podzielić się z najbliższą osobą, albo chłopak nie rozumie Cie. a poza tym opinie osób postronnych są obiektywne. Czasami wydawało mi się ze już mam paranoje, a teraz wiem, że nie
.
Ja nie mam dzieci i tak na prawdę ciężko mi powiedziec jak rozmawiać z nnimi. Moja Mama też miała toksyczna teściową. Okazywała jej niechęć i mi to automatycznie się udzielało. Poza tym moja Babcia próbowała obgadywać Moją Mamę do mnie, a mnie nauczono, że tak nie jest ładnie
więc to też jej nie pomogło w naszych relacjach.
Ja też mam horror z teściową. Przez kilka lat naszego małżenstwa wtrącała się w życie moje i męza, narzucała mi się, mówiła jak mam wychowywać dzieci. Czasami wprost, a czasami nie otwarcie, ale jednak. Naburmuszone miny, ciągłe niezadowolenie z wszystkiego, co robię, ignorowanie tego co mówię, podważanie moich decyzji przy dzieciach. Zauważyłam, ze nie wiem, co bym zrobiła czy powiedziała, to zawsze będzie źle. Nie mieszkam już z teściami od kilku lat, ale próba odizolowania się okazała sie trudna, ponieważ mieszkamy w tej samej miejscowości a mąż pracuje w firmie ojca. Teściowa zaczęła zachowywać sie ostatnio jeszcze gorzej. Próbowała przekupić moje dzieci zakupami itp., powiedziała starszej córce, ze ja ją zostawię a wtedy ma przyjść do niej mieszkać, nagadała dziecku, że ja ją źle ubieram itp. Na szczęście córka powiedziała mi o tym. Im bardziej izolowałam sie od teściów, tym bardziej teściowa stawała się nachalna. Doszło do tego, ze dzwoniła do mnie i przysyłała smsy (oczywiście codziennie) dyrygując mi, co mam robić. Zaczęła matkować moim dzieciom, namawiała je do tego, by zostawały u niej na noc. Kiedy nie zgadzałam sie, oczywiście najdelikatniej jak umiałam żeby nie urazić jaśnie pani teściowej, to znalazła inny sposób gnębienia mnie. Zaczęła przysyłać bezsensowne smsy i dzwonić mówiąc mi np. jutro trzeba zapłacić za przedszkole, rekolekcje zaczynają się o tej i kończą o tej godzinie, jutro będzie zimno, ubierz ciepło dzieci, W... przyjdzie dziś po lekcjach do mnie itp. Robiła to specjalnie, udając sama nie wiem co. Chciała zrobić ze mnie debilkę czy co, zachowywała sie tak, jakby to ona była matką moich dzieci i dawała mi wskazówki, jak mam postępować. Przestałam odpowiadać na te głupie smsy, myślałam, ze da mi spokój. Powiedziała, ze ona i teść wezmą dzieci w tym i tym dniu i kupą im wiosenne buty. Zgodziłam się. Ale rozmyśliłam w momencie, gdy teściowa pogrzebała mi w szafach i poprzebierała dzieci po swojemu. Następnego dnia, gdy mnie nie było w domu a dzieci były z bratową teściowa przyjechała i bez mojej wiedzy zabrała starszą córkę na zakupy. Wtedy przestała być delikatna. Byłam po prostu wściekła. Powiedziałam jej, ze nie ma prawa zabierać dzieci bez mojej wiedzy. Ona zaczęła sie drzeć. Rzuciłam jej więc pod nogi te zakupy i odjechałam do domu. A ona przyleciała za mną i rozpętało się piekło. Darła się, więc ja też zaczęłam krzyczeć, ze ma wyjść i nie ma prawa tak mnie traktować. Wtedy się na mnie rzuciła i efekt jest taki, że mam zbity palec w ręce i siniaki. Na szczęście zadzwoniłam do męża i słyszał wrzaski teściowej. Chciała go okłamać, że to wszystko moja wina, ale jej już nie uwierzył, bo sam ostatnio obserował, jak zachowuje sie jego matka. Niestety to nie koniec, bo teściowa odgraża się w smsach. Pisze, ze źle się prowadze i że nie uda mi się odsunąć jej od dzieci. Boję się, bo ona jest nieobliczalna. W razie czego zrobiłam obdukcję lekarską i pilnuję dzieci bez przerwy. Boli mnie to, ze ona obgaduje mnie teraz przed znajomymi i na dodatek mówi niestworzone rzeczy. Powiedziała, ze w naszej miejscowości wszyscy ją znają a mnie nie, więc nagada o mnie różne kłamstwa. Nie wiem co robić. Nie mogę sie przecież ciągle ukrywać i bać. Otuchę dla mnie stanowi mąż, ale on jest cały dzień w pracy i na wyjazdach, więc tesciowa ma wtedy pole do popisu. Mieszkam też w domu, który mąż otrzymał od swojego ojca i teściowa próbowała mnie z tego domu wyrzucić. Co ma zrobić w tej sytuacji? Wiem, że ona nie odpuści tak łatwo, jest bardzo zacięta i złośliwa, a przy synku płacze, jaka to ona nieszczęśliwa. Proszę, poradźcie coś. Jesteśmy z mezem i dziećmi szczęśliwą rodziną i boję sie, że ona to wszystko zniszczy.
Cześć Allana!
Szczęście w nieszczęściu, że mąż jest przy Tobie. Porozmawiaj z nim, by jej powiedział, żeby się odczepiła. Może to pomoże?
Może zmienisz numer i nie będzie do Cibie pisała? Albo ze swojego numeru nic nie odpisuj. Sama nie wiem co Ci poradzić. Ja zmieniłam numer po tym jak moje szwagierki pisały do mnie sms-y, gdy pokłóciłam się z mężem (a ich bratem).
Spróbuj znaleźć rozwiązanie przy pomocy męża.
Czy ona wie, że masz obdukcję? Może by dobrze było jakby wiedziała? (schowaj ją głęboko).
Nie mam słów na takie kobiety, bo one przekupują dzieci i podważają autorytet matki, a potem to my matki mamy problemy z dogadaniem się z własnymi dziećmi!
Jedyna nadzieja chyba w Twoim mężu (chwała Bogu).
Dzięki sandra.sandra. Dodajesz mi otuchy. Czuję, ze też świetnie rozumiesz problem babcia - wnuki. Moja teściowa prawie przerobiła moją starszą córcię tak, że nie mogłam zrozumieć zachowania dziecka. Boże, jak pomyślę ile nagadała małej złego o mnie to az mnie trzęsie. Ale masz rację. Stawiam na męża. Jeśli teraz stanął po mojej stronie, to chyba będzie umiał postawić się matce.
Allana - to super, że masz jeszcze "nadzieję" na męża.
Ja jej nigdy nie miałam. Gdy powiedziałam słowo na temat jego matki to widzę, że dostaje takie okrągłe oczy i albo się rozedrze na mnie, albo wstaje i leci do matki i krzyczy "moja żona kazała ci przekazać, że jesteś nienormalna..(to słowo jest zamienne), lub trzaskając drzwiami wychodzi z domu.
Kiedyś jechaliśmy autem i z tyłu maluchy (nie umiały dobrze mówić) a nasza babcia podaje dziecku cukierki. Nie widziałam tego jak podawała, a w pewnym momencie synek się zakrztusił. Byłam zła i nic nie powiedziałam (tu mój wielki błąd - ale po prostu bałam się ze jak się odezwę to mąż wpadnie w furię). Potem próbowałam w domu poprosić męża by mamie powiedział, żeby chociaż w trakcie jazdy autem nie dawała cukierków (bo ona hołubi te dzieci słodyczami, chipsami - czasami aż wymiotują). Ale mimo mojej rozmowy, w której powiedziałam, że nie mam do niego pretensji, ale żeby z mamą porozmawiał - to i tak dostałam opr. i nic nie wskórałam.
Długo nie trzeba było czekać, aż pewnego niedzielnego przedpołudnia nasza "babcia" karmiła rocznego synka twardą gruszką, no i zaczął się dusić. Wzięliśmy go do góry nogami, nic nie chciało wypaść, potem zrobił się siny, przestał kaszleć (ja miałam śmierć w oczach). Mąż wziął go postawił, bo myślał, ze mu przeszło, a dziecku główka leciała na bok (myślałam, że nie żyje). Jeszcze raz dziecko do góry nogami i ratowaliśmy, aż wypadł ogromny kawał gruszki. Dziecku nic się nie stało. Ja ryczałam jak głupia, a teściowa powiedziała "przestań panikować" i za tydzień znów podawała gruszki, tym razem pokrojone na mniejsze kawałki.
Błąd mój jest tu taki, że nie odezwałam się. Nie chciałam też zabierać dzieci od niej na siłę, bo mimo wszystko one ja lubią. Jak wytłumaczyć dziecku, które stoi pod drzwiami teściowej i chce wejść i płacze pod drzwiami, że nie może iść? Wtedy ona słysząc płacz dziecka pukała do nas i wołała co ty robisz dziecku, że ono ciągle płacze. Bałam się, że narobi mi kłopotów. No i szlag mnie trafia, jak teściowa woła mojego syna "Chodź synku do mnie".
Wiesz, nie znałam do tej pory nienawiści, ludzie rożne rzeczy mi robili, ale tej kobiety nienawidzę.
A mąż - maminsynek... Ręce opadają. On się nie chciał nigdy wyprowadzić, mimo moich jasnych próśb o dobro małżeństwa, bo, jak stwierdził "mama sobie nie poradzi". Tak więc moje małżeństwo istnieje tylko na papierku.
Witam Was ciepło.
Ja też mam problem z teściową. Właściwie ciągnie się to od początku naszego małżeństwa przez siedem lat. Mąż jest jedynakiem wychowanym bez ojca. Dla teściowej nasz ślub to był koniec świata. Bardzo dużo czasu spędzali razem i nie mieli odrębnego życia.Jednak mąż się wyprowadził i on nie miał z tym problemu problemu.Na początku teściowa traktowała mnie jak rywalkę. Ciągle była zazdrosna. Cokolwiek mąż zrobi lub powie to oczywiście moja wina, bo ja go buntuje. Ostatnio mąż jej powiedział dlaczego nie zadzwoniła na urodziny naszego syna lub nie przyjechała a ona do mnie wysłała sms - a z pretensjami, że znowu męża buntuje. zaczęłam do niej zwracać się teściowa a nie mama. Doszłam do tego, że mama lubi szauje i dąży do zgody. Teściowa uznaje tylko męża i wnuki. Ja byłam w ciąży po terminie to powiedziała, że o mnie mają martwić się moi rodzice. Do domu jednak się wprosiła zobaczyć wnuka.Niedawno byłam w szpitalu to nawet nie zadzwoniła zapytać jak się czuję. Więc jakoś mi słowo mama nie przechodzi przez usta w stosunku do niej.
Chciałam wyjaśnić jej sms i napisałam do niej na gg to mi odpisała że mam się do niej zwracać pani, bo w jej środowisku teściowa to jest pośmiewnie. Napisała, że jak do mnie przyjedzie to mi pokaże jak zachowuje się zła teściowa i pokaże wszystkim w rodzinie jak się do niej odzywać(chodzi o to, że nazywam ją teściwa.
Od tego momentu się nie odzywamy. Mąż nie chce do niej pojechać i z nią porozmawiać. Mówi, że ona już taka jest i że jej nie zmieni. Trochę już czasu minęło od tej wymiany zdań na gg i zaczeło mi się robić jej żal. Ona mieszka sama i jest samotna.
Mąż nic nie mówi o tej sytuacji. nie wiem czy mamy zerwać z nią całkowicie stosunki. Najgorsze jest to, że ona samotna no i co będzie w święta.
Poradzie mi drogie forumowiczki co zrobić
Współczuję Wam dziewczyny teściowych. To co opisujesz sandra o gruszkach i cukierkach przeraziło mnie. Jak można być taką starą kretynką? Przecież prawie zabiła dziecko!!!!
Allana, teściowa rzuciła się na Ciebie z pięściami? No, wprost wierzyć sie nie chce. Dobrze, że zrobiłaś obdukcję, zachowaj też w telefonie jej sms-y z groźbami. Na to wszystko jest paragraf, możesz ją podać do Sądu!
Lepiej trzymać dystans do tych kobiet i ograniczyć do minimum ich kontakty z dziećmi, bo mogą im krzywdę zrobić z głupoty.
Agnada, Twoja teściowa rywalizuje z Tobą i wątpię czy mozna to zmienić. Ozenek syna potraktowała jak zdradę. Kobiecie brakuje samoświadomości, trudno. Ty też trzymaj dystans i pozostaw mężowi sprawę kontaktów między nią a wami. Niech się sami dogadają w sprawie świąt. Jeśli mąż nie chce kontaktów z matką, to trudno. Może ją to czegoś nauczy. Skoro teściowa nie potrafi serdecznie podejść do Ciebie, to Ty mozesz ją ignorować. To nie Twoja matka!
Sandra, współczuję ci bardzo, bo ja przynajmniej mogę liczyć na męża. Mam nadzieję, że to nie ulegnie zmianie.
Marena, moja teściowa do bicia jest pierwsza, jeszcze nie ma 50-tki i kawał z niej kobity, więc myśli, ze siłą zdziała wszystko. Tyle, że mnie wcześniej nigdy jeszcze nie uderzyła. Ale wykorzystywała swoją masę w inny sposób, np. stawała w drzwiach kuchni czy pokoju tak żebym nie mogła przejść, stawała między mną a dzieckiem, żeby do mnie nie przyszło, gdy szła np. korytarzem to taranowała mnie na bok itp. A ja nie miałam co zrobić, bo inaczej darła się, że ona taka dobra a ja czepiam się o wszystko. Wtedy, gdy się na mnie rzuciła, to na szczęście była u mnie bratowa i to widziała, dzieci niestety też. Mam więc świadka. No i obdukcję lekarską.
Agnada, zgadzam się w zupełności z mareną. Nie przejmuj się teściową. Ona jest cwańsza niż myślisz. Pamiętaj, że teściowe świetnie potrafią grac na uczuciach i wykorzystują to do osiągnięcia tego, czego chcą. Twój mąż niech się czasami spotka z matką, ale ty nie musisz. Nie pozwól, by doszło do takich sytuacji, jakie spotkały mnie i sandrę.
Wiecie co, dziś rano, gdy się obudziłam poczułam jakąś ulgę i dziwne poczucie wolności. Jakby spadły w końcu ze mnie pęta teściowej. Spędziłam cudowny dzień z dziećmi. Było wspaniale. Byliśmy na zakupach i na obiadku w restauracji. Miałam wrażenie, jakbym chiała odruchowo uczcić moment wyzwolenia. Wiem, że teściowa jeszcze nie powiedziała ostatniego słowa. I trochę się jej boję, ale w końcu ona nie jest bezkarna. Obawiam się, że może bez mojej wiedzy zabrać młodszą córkę z przedszkola, dlatego uprzedzę wychowawczynię, że babcia już nie może odbierać dziecka (czasami odbierała). Mieszkam w małej miejscowości, więc szybko się rozejdą ploty, że coś się dzieje, ale mam to gdzieś. Napiszę wam jeszcze o wyczynach teściowej, bo jak ją znam, to wkrótce znowu zaatakuje, dała mi to do zrozumienia w smsie.
26 2011-04-01 17:45:11 Ostatnio edytowany przez MambaMalinowa (2011-04-01 19:19:31)
przepraszam przeniosłam post do osobnego wątku a nie umiem go usunać .
27 2011-04-01 17:46:37 Ostatnio edytowany przez MambaMalinowa (2011-04-01 19:03:38)
.
witajcie.dopiero się zarejestrowałam i pisze pierwszy raz.czytam wasze wpisy i łzy mnie zalewają.myślałam że tylko ja tak się męczę.współczuję wszystkim bardzo serdecznie ale chciałam też dodać że ja też mam przejścia.ja mam już drugą teściową-koszmar prawda?z pierwszy meżem rozwiodłam się po roku i to wszystko przez teściową ale on trzymał jej stronę i ja nie wytrzymałam z czego teraz się ciesze.w tej chwili mam cudownego mężą i roczną cureczke ale moim problemem jest to że mąż pracuje za granicą a ja mieszkam z teściami.teścio jest ok ale teściowa to tragedia!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!prubuje mnie wykorzystywać na każdym kroku,udaje że jest chora tylko po to żeby ktoś jej wspólczół ale ja już wiem ż ona udaje i nic sobie z tego nie robie ale ona skarży sie na mnie do swoich znajomych jaka to ja jestem zła bo nic nie robie w domu.moj mąż mowi zebym nie zwracała na nią uwagi ale to jest trudne zwłaszcza jak sie mieszka u teściów.poradzcie jak przetrwac!!!!!!!!!!!!!!!!błagam!!!!!!!!!!!!!!!!!!pozdrawiam wszystkie zdesperowane kobietki i życzę wszystkim dużo siły i wytrwałości
Mi jest trudno powiedzieć co możesz z tym zrobić, tym badziej, że mieszkasz u Teściów. Może poproś męża, żeby porozmawiał z Matką... Jeśli nie możesz się z tamtąd wynieść ja nie widze innego rozwiązania.
niestety rozmowa nic nie pomoże bo już mąż próbował ale takie rozmowy kończą sie kłutnią a mój mąż zjerzdza do domu tylko na święta i ja niechce żeby przez całe święta się kłucili chociaż mam przeczucie że i tak atmosfera będzie raczej mało świąteczna.bardzo bym chciała się wyprowadzic ale niestety nasze fundusze nam na to nie pozwalają-ale może kiedyś to się zmieni.te teściowe to chyba wszystkie tak mają.pozdrawiam wszystkich
Tak to już jest, że takie kobiety nie przyjmują innych racji poza swoją. Są zdania, że ona jest matką i teściową i wymaga szacunku z drugiej jednak strony nie szanuje innych.
Mąż się ostatnio widział z teściową był z naszą sześcioletnią córką. Teściowa do męża wcale się nie odzywała tylko zaprosiła córkę na święta, ale ciekawe jak 6 - letnia dziewczynka ma sama przyjechać. Poza tym ja sobie nie wyobrażam spędzenia Świąt bez moich dzieci. Jak chciałaby nas wszystkich zaprosić to przecież powiedziała by to mężowi. Wychodzę z założenia, że teściowa ma jakieś problemy z komunikacją woli dzwonić do swojej siostry i żalić się jaką to ma złą synową i syna zamiast normalnie porozmawiać jak ludzie.
O, rany agnada, znam to, zapraszanie dziecka jakby nie można było porozmawiać z rodzicami. Wczoraj się dowiedziałam, że po wszytskich ekscesach teściowa nie odpuszcza. Rozpuszcza o mnie takie ploty, że to się w głowie nie mieści. Teściowa ostatnio powiedziała, (cytuję): mnie tu wszyscy znają, a ciebie nie, zobaczysz jak ci koło dupy zrobię. No i robi. Wyobraźcie sobie, że mówi ludziom, że ja jestem złą matką, że nie zajmuję się dziećmi, domem i mężem, że latam po imprezach a mój mąż przychodzi w tym czasie do niej, bo ja nawet im jedzenia nie zrobię. Niby przeczuwałam, że teściowa nie odpuści i będzie mi bruździła, ale mimo to, gdy słyszę co mówiła od obcej osoby, to bardzo mnie to boli. Tym bardziej, że kłamie. Ale myśli, że jej, jako starszej ludzie uwierzą. Tego się bałam. Ktoś mnie jednak ostrzegł, ktoś powiedział, sąsiadki w moim wieku trzymają ze mną, no i mąż jest przy mnie, więc mam silną obronę. Wiecie, tak sobie myślę, ze kobiety, którym teściowe wchodzą na głowę nie czuję w nikim oparcia, załamują się i boją każdego ruchu teściowej. Najgorsze jest to, gdy nie ma opracia w męzu. Dlatego, kobietki, które macie taki problem piszcie, mówcie o tym, wszystko można zmienić. Nie poddawajcie się. Teściowe nie mogą rządzić waszym życiem. Wiem, bo przeżywałam to prawie 8 lat. Jeśli ktoś chce pogadać podaję maila: pierun07@interia.pl
Temat o teściowych to temat rzeka....Kiedy tylko się pojawi każda z nas ma duuużo do powiedzenia.Co jest z tymi teściowymi?Babami?Jaa nie mam tragedii, ale jakoś szczególnie mocno to za nią nie przepadam. Plus jest taki że jest za granicą ![]()
Niestety matki są zazdrosne o swoich synów jedynaków, a my musimy o mich Walczyć. Ja postawiłam na swoim. Powiedziałam, że jeśli nie będę miała wsparcia to niestety ale będę zmuszona zostawić mojego chłopaka. Myślę, że zrozumiał, przynajmniej póki co.Nie mam odwiedzin teściowej, nawet temat nie wraca... ufff. Jestem teraz spokojna. Uważam, że bez tego związek nie ma sensu, a opinie na tym forum bardzo mi pomogły i cieszę się że założyłam ten wątek.
35 2011-04-15 15:57:14 Ostatnio edytowany przez agnada (2011-04-15 15:57:54)
Tak się zastanawiałam z czego to wynika. Moim zdaniem z chorej miłości do syna. Moja teściowa jest sama i synem wypełniła sobie życie nagle ja się zjawiłam i wszystko zburzyłam. Poza tym kiedy mąż mieszkał z teściową na wszystko się zgadzał, bo inaczej teściowa się obrażała. Teraz kiedy nie mieszka ze swoją mamą ma czasem inne zdanie. Teściowa uważa że to ja buntuje jej syna na nią. Tak jak by on miał 15 lat. Śmiechu warte.
Jakoś tak jest, że matki bardziej kochają synów niż córki. I żadna, lub prawie żadna kobieta nie jest dobra dla jej pupilka. Trudno zaakceptować, że jego kobieta to JEGO wybór. Nie potrafią tego wyboru uszanować, a przecież chcą, by był szczęśliwy. Skoro tak wybrał to im nic do tego, wręcz przeciwnie, no nie?
ja myślę, że większość matek robi "krzywdę" swoim synom. Od dziecka robią wszystko co synuś chce, podają wszystko pod nos, jedzenie, robią za nich pranie i sprzątanie, a potem wyrasta taki maminsynek, co nic nie potrafi zrobić, ma dwie lewe ręce i nie potrafi sam podjąć żadnej decyzji, bo zawsze mamusia wszystko robiła za niego. I ta matka potem nie może pogodzić się z tym, że nie jest synkowi potrzebna, bo on umie sam żyć i nie potrzebuje jej doradzania.
ja myślę, że większość matek robi "krzywdę" swoim synom. Od dziecka robią wszystko co synuś chce, podają wszystko pod nos, jedzenie, robią za nich pranie i sprzątanie, a potem wyrasta taki maminsynek, co nic nie potrafi zrobić, ma dwie lewe ręce i nie potrafi sam podjąć żadnej decyzji, bo zawsze mamusia wszystko robiła za niego. I ta matka potem nie może pogodzić się z tym, że nie jest synkowi potrzebna, bo on umie sam żyć i nie potrzebuje jej doradzania.
Niestety święta prawda, smutny miś ma 100% rację, niektóre matki po prostu wlazłyby do tyłka swoim synkom, żeby tylko byli zadowoleni. Do innych się użalają, jak to sobie rekawy urywają, żeby jemu było dobrze, ale pytanie: czy ktoś ich do tego zmusza ?
Znam ból odzwyczajania faceta od takiego traktowania. podkreślam BÓL.
Niestety matki są zazdrosne o swoich synów jedynaków, a my musimy o mich Walczyć. Ja postawiłam na swoim. Powiedziałam, że jeśli nie będę miała wsparcia to niestety ale będę zmuszona zostawić mojego chłopaka. Myślę, że zrozumiał, przynajmniej póki co.Nie mam odwiedzin teściowej, nawet temat nie wraca... ufff. Jestem teraz spokojna. Uważam, że bez tego związek nie ma sensu, a opinie na tym forum bardzo mi pomogły i cieszę się że założyłam ten wątek.
Może nie tyle żeby o nich zaraz walczyć, ale nakierować ich!Widzisz postawiłaś sprawę jasno i już nie masz problemu. Faceci sa wiecznie jak dzieci, a matki im na to pozwalają i nietety ale później przyszłe żony mają problem!Ciekawe jak to będzię jak będziemy miały dzieci!Czy historia się powtórzy?
ja mam nadzieję, że nie bo w życiu moich dzieci (kiedyś) chodzi o to, aby to im było dobrze i były szczęśliwe, z osobą którą kochają i która kocha moje dziecko... przynajmniej teraz tak to widzę...
A ja myślę, że matki grają na uczuciach swoich jedynaków. Pomyślcie jeśli Wasza Mama powiedziłaby, że tak tęskni, że jest samotna, że musi go odwiedzić co byście zrobiły? Ja stram się zrozumieć mojego chłopka gdy słyszy takie słowa. ale myślę ze jeśli jego matka byłaby naprwade poważną osobą to chciałaby żeby ułożył sobie życie niekoniecznie z nią! Nie chciałaby żeby płacił za bilety i nie chciałaby prezentów wiedząc że nie jest nam łatwo i ciężko pracujemy na każdy grosz. Ja zarywam często weekendy. Pracuję 7 dni w tyg. Teraz tylko czekam aż zajdę w ciążę i będę słuchała że mamusia musi poznać wnuki i przyjechać , oczywiście ja się z tym zgadzam ale nie na dłuższą metę. Musi sama zapłacić za bilety i nie siedzieć na karku jak ona to rozpowiada pół roku tylko 2 tyg i dziękuję. NA wszystko jest czas i pora.Nie wyobrażam sobie żeby się sprowadziła do nas. Wytrzymuję z nią najwyżej 2 tygodnie. Nie potrafię zacisnąć zębów i powiedzieć niech się dzieje co chce. |Ja też bym chciała mieć miłą teściową, żebym mogła ją zaprosić nawet na pół roku. No ale nie mam niestety takiego szczęścia.
Hey... Jak Wy wszystkie pisze rowniez w sprawie mojej tesciowej... Nie mam juz sil na ta kobiete... Wykancza mnie psychicznie... Ja jestem ta najgorsza, ja nie znam w ogole zycia, ja nie umiem sprzatac, ja nie umiem gotowac, krotko mowiac ja nie umiem nic! to ona pozjadala wszystkie rozumy swiata to ona wie i umie wszystko najlepiej... Mieszkamy z nia i co jeszcze bardziej mnie dobija pracujemy razem, a raczej ja pracuje dla niej... W pracy pozwalam jej na pokazywanie co to nie ona, ale w domu nie daje jej wejsc sobie na glowe... mimo to nie daje za wygrana... wiele razy klocilam sie z chlopakiem o nia, ale postawilam sprawe jasno: albo ja albo matka.wiem ze to bylo ryzykowne ale jak narazie z chlopakiem nie mam klopotu bo stanal po mojej stronie... Obecnie szukamy mieszkania ale jak na zlosc nie mozemy nic znalezc:( w domu siedze tylko w sypialni i korzystam z lazienki... nie chce jej wchodzic w droge bo wiem czym to grozi... raz mi powiedziala podczas dnia wolnego ktory spedzalismy w domu ze ona placi wiec mam jej sluchac... wybuchlam... powiedzialam jej co o tym wszystkim i o niej mysle... od tamtej pory nie rozmawiamy ze soba.... nawet w pracy nie mowi mi co mam robic... ten czas ciszy niestey powoli sie konczy... znowu zaczyna sie czepiac o byle blahostki... jak cos potrzebuje to potrafi byc nawet mila ale jak przychodzi co do czego pokazuje jaka jest naprawde... nie wiem co mam zrobic zeby raz na zawsze sie ode mnie odczepila...
Nie wiemy co będzie za 15 czy 20 lat. My będziemy już innymi osobami. Tak myślę, że jeśli ma się udane życie, szczęście w małżeństwie, swoje pasje to nie próbuje sobie życia łączyć z życiem dziecka. Wiadomo, że zawsze to będzie dziecko, ale moim zdaniem rodzice powinni mieć swoje życie, a dziecko ze swoją rodziną swoje.
44 2011-04-20 10:07:01 Ostatnio edytowany przez natka25 (2011-04-20 10:07:29)
Kropeczka, moim zdaniem jedyne wyjście to uciekać.Wiem, że łatwo powiedzieć ale nic mi nie przychodzi do głowy co by mogło zadziałać. Nie próbowałam niczego innego a mój chłopak nie potrafił stanowczo postawić na swoim. Może gdyby potrafił teraz byłoby inaczej. Teściowej na pewno nie zmienisz-tzn jej zachowania
.No właśnie jeszcze można zamienić chłopaka i przy okazji teściową :)ale to juz ostateczność. Już nie raz miałam takie myśli. Moim zdaniem też przychodzi moment rozstania i też bym nie chciała żeby moje Dzieci jak już będę je miała siedziały cały czas ze mna nieszczęśliwe. Moja Mama pozwoliła mi żyć i bardzo się cieszę.
Jedno wiem. Kobieta, która ma wypełnione życie swoimi sprawami, zainteresowaniami i pasjami, nie ma potrzeby uczestniczenia w życiu swoich doroslych dzieci. Ja dorosłość swoich dzieci przyjęłam z radością, bo wreszcie skończył się czas mojego zabiegania wokół rodziny. Mogłam zająć się tym, co od lat spychałam na sam koniec listy zajęć, moje własne przyjemności. Ktoś, kto żyje tylko obiadem i plotami z sąsiadkami ma zycie puste i ożenek syna czy zamążpójście córki robi w nim wyrwę nie do zastąpienia, stąd upiorne teściowe.
Wiele matek robi krzywdę swoim synom, zgadzam sie z tym twierdzeniem. Traktuja ich jak małych chłopców, choć maja po trzydzieści lat. Pełna obsługa i zwolnienie z wszelkich obowiązków robi z nich księcia udzielnego i tego samego potem oczekują od żony. To wielki błąd, bo zona to nie matka i nie będzie bucików męzowi czyściła. Gdy mój syn był dzieckim, znosiłam wiele przytyków ze strony swojej tesciowej, która oburzona była tym, że mały sam sobie robi kanapki, pierze majtki i skarpetki, sprząta swój pokój itp. Dzis to procentuje, bo syn nie ma takich oczekiwań wobec swojej żony i równie dobrze jak ona potrafi ugotować obiad czy sprzątnąc mieszkanie, nie mówiąc juz o opiece nad dzieckiem.
Czy matki kochają bardziej synów niz córki? Mam syna i córkę i kocham oboje tak samo. Mam brata, ale nie odczułam, żeby moja matka jego kochała bardziej. Jeśli gdzieś tak jest, ze matka wyróżnia syna, to z góry zakładam patologię. Zwykle sa to kobiety żyjące w nieudanym małżeństwie i chorym związkiem z synem kompensują sobie brak więzi z mężem. Wtedy zadna kobieta nie będzie "warta" jej syna, bo wchodzą w grę uczucia, które nie powinny mieć miejsca w układzie matka - syn, takie jak zazdrość, poczucie, że On zdradził itp. Takie matki manipulują swoimi synami, szantażują chorobami i potrzebą opieki nad nimi, rywalizują z synowymi, potrafia naprawdę zatruć życie mlodej rodzinie. Na coś takiego nie ma innej rady niż oddzielenie się od manipulantki, dystans i nie wdawanie się w jej gierki.
Wielu młodych po ślubie mieszka z rodzicami, uważam to za igranie z ogniem. To się rzadko kiedy kończy dobrze, bo stara i młoda rodzina ma zupełnie inne potrzeby i MA PRAWO JE MIEĆ. Nie można oczekiwać, że teściowie dostosują się do rytmu zycia młodej rodziny w swoim domu, ale nie można też oczekiwać, że mlodzi będą życ tak jak starzy, to nienaturalne. Ci, którzy myślą, że jakoś się ułoży, żyją mrzonkami. Takie życie, to sztuka kompromisów z obu stron, a mało kto to potrafi robic latami. Ja nie zgodziłam się na to, choć syn z synową chcieli z nami zamieszkać. Mam swoje przyzwyczajenia, swój styl życia i nie jestem gotowa z nich rezygnować. Nie lubię tloku, wrzawy, zamieszania, a przecież młoda rodzina z dziećmi to kwintesencja zamieszania. Zupki, kupki, klocki, sprzeczki dwojga zakochanych, wizyty przyjaciól itp., ja to przezywałam trzydzieści lat temu, a teraz chcę mieć spokój, bo swoje zrobiłam.
Mlodzi mieszkaja sami. My ich wspieramy, ale nienachalnie, wtedy gdy nas poproszą.
Czasem mam wrazenie, że synowa ma do mnie pretensje o zbyt małe zaangażowanie w ich życie, ale wolę to, niż pretensje, że wsadzam nos w nie swoje sprawy.
Dziewczyny, wszystkie będziecie teściowymi, choć dla Was to daleka perspektywa. Niejedna upiorna teściowa była kiedyś gnębioną synową, a jednak nie wyciągnęła wniosków ze swoich doświadczeń. Życzę Wam wszystkim, żebyście umiały kiedyś w przyszlości sprostać tej niełatwej roli i nie uwikłac się w stereotypy. Moja rada? Zadbajcie o swoje osobiste szczęście i zadowolenie z życia, to chroni przed zgryźliwością i pretensjami do całego świata, w tym do synowej.
ja tez mam teściową, trafiła mi się hmmm jakby to ująć może po prostu opowiem, mój T. był w sumie wpadką i siostry są o 8 lat starsze i jak to wiadomo jeden syn, oczko w głowie mamusi, mamusia poda, wypierze, posprząta i w ogóle wszystko zrobi ! a on nie protestował ale trafiłam się taka ja(
) i mnie to bardzo denerwowało bo na początku znajomości głupio mi było coś wytykać itd oczywiście tłumaczyłam mojemu że ma sie tak mama nie wyręczać itd ale jak to facet tu wleci tam wyleci .. ;-) ale gdy nasz związek rozwijał sie w kierunku poważniejszym ( że tak to ujmę ;p) to uczyłam T. jak małe dziecko wszystko od podstaw po 3 latach osiągnęłam prawie pełny sukces ! a ona się denerwowała na mnie że jej syncia zabieram i oddalam itd oczywiście nie dogryzała mi ale czasem zachowaniem dała odczuć że co ja to robię on jest jej ! ale jak się hajtnęliśmy i nie mieszkamy z nią to po 1 T. się "usamodzielnił" i czasem chce sie mną wyręczyć a ja twardo nie i koniec i niech sam się ruszy i powiem wam że dużo daje jak się syncio wyprowadzi i przetnie do końca pępowinę.. ja rozumiem że to jedyny syn itd ale czasem to on chciał coś sam zrobić a ta na chama że ona i koniec ale ciesze się ze tak postępowałam i tak sie zachowywałam bo teraz T. dojrzał i widzę poprawę a i nawet mamie sam gada że ma przestać i nie ma 5 lat by koło niego skakać i czasem go traktuje jak by to on nic nie umiał a jest przeciwnie ! ciesze się ze nie mieszkamy razem bo wiem ze by się troszku wtrącała ale jestem taka osobą ze sama se poradzę i jak potrzebuje pomocy to po nią pójdę ale chce tez sama coś osiągnąć ,.... teraz mieszkamy u moich rodziców ale ja mam tylko siostry i nie mam brata i wiem że by mamuśka moja tez koło niego latała ale nie jest tak i jesteśmy tez wyuczone i wpajano nam od małego że trzeba być zaradnym i to mi pomogło i ciesze się ze i moi się nie wtrącają i żyje sie nam póki co dobrze ciesze się z takiego obrotu spraw a do teściowej jadę kiedy mam ochotę czyli raz na 2 tyg by nie było że synowa nie przyjeżdża hihihi;p ale czasem odczuwam ze inaczej mnie traktuje ale jesteśmy pół roku po ślubie wiec na taki okres stażu jest ok .. wiem ze z czasem zrozumie ze nie jestem jej wrogiem a rodziną
ale wiem że ją szwagierka (jej córka) troszku buntuje bo nie zawsze mamy dobre relacje a teściowa z nią mieszka i wiadomo jak to jest (z kim sie zadajesz takim sie stajesz jest tu bardzo trafne..) ale mam oparcie w moim T. i nie raz mnie bronił przed nimi a było to często i czasem takie sytuacje że to sie w głowie nie mieści..( a teraz jak na to patrze po jakimś czasie to nie mogę uwierzyć że tak można postępować i ja bym tak nie umiała...) ale to może założymy watek wredne szwagierki ? bo i takie sie trafiają .. ogólnie to teściowa jest ok 20 km różnicy między nami :-) ale czasem jak dowali tekstem to ręce opadają ale jakos się tym nie przejmuje nie mam póki co kłopotów( hura
) bo jak czytam inne kobietki to ja mam sie jak w niebie ale tez dużo zalezy od tego jak mężczyzna sie zachowa i jak na to pozwala to lipa..... a czasem jest i tak że facet jest tym tak przesiąknęty że nawet przeprowadzka 100km dalej nic nie daje tez z nam takie przypadki ale nie chce opowiadać bo to dosyć smutne a dziś taka ładna pogoda i szkoda psuć fajny humor ![]()
i tu musiałabym zacytować wszystko...
Marena, napisałaś chyba wszystko, co można by napisać
. Nic dodać nic ująć.
Ja mam świadomość, że kiedyś będę teściową. Jak uniknąć tego konfliktu pokoleń?
Myślę, że odpowiedź mam w Twoim poście. To nie jest łatwe do zrealizowania, ale nie jest niemożliwe.
A przede wszystkim syn - mąż. To on musi stanąć na czele swojej rodziny i mieć świadomość, że rodzinę założył z żoną na czele a nie z mamą.
Mama to rodzicielka.
Mój wybrał mamę.
Mama jego robi np. tak: - synku mój kochany, dobrze że ja cię mam, co ja bym zrobiła bez ciebie? - i tu podaje mu zegarek, by on przestawił jej godzinę, bo własnie nastąpiła coroczna "zmiana czasu" z zimowego na letni ![]()
A drugi zegarek nosi na ręce, ale z "zimową" godziną. Syn pyta, czy się zepsuł czy jak? A ona na to "no wiesz, ja nie chciałabym cię zbytnio fatygować więc niech ten zegarek chodzi źle, ja tam wiem, że mam sobie godzinę dodać. Bardzo jestem ci i tak wdzięczna, że przestawiłeś mi chociaż ten budzik".
Wtedy syn się śmieje i przestawia jej ten zegarek - a ona "oj jak ci dziękuję, bez ciebie bym zginęła".
Było tak, że ja jej chciałam zegarek przestawić, jak męża nie było, ale ona na to"ty lepiej nie ruszaj, już wolę żeby źle chodził. Jeszcze zepsujesz...". (i takich sytuacji jest mnóstwo).
Moje pytanie dot. zachowania teściowej - głupota czy złośliwość? Bo nie wiem, jak żyła do czasu, gdy syna jeszcze nie było na świecie (średnio 20 lat).
Sandra, tesciowa rywalizuje z Tobą, próbując wywoływać w Twoim mężu a swoim synu uczucia opiekuńcze przy pomocy roli pt. "Jestem taka mala i głupiutka, że bez ciebie bym zginęła". Żałosne to, szczególnie gdy sobie wyobrazić kobietę w słusznym wieku, której dotąd udało sie jednak przeżyć w tym "strasznym" świecie, ba, nawet urodzić i wychować dziecko!
Mareno, no niestety tak jest. Do tego Ona bardzo usprawiedliwia jego rękoczyny stosowane na mnie (jeden poważny, inne "szarpaninia"). Ostatnio usłyszałam, że na to zapracowałam, on był wręcz zmuszony mnie uderzyć.
Niestety moje małżeństwo jest katastrofą, nie sypiamy ze sobą.
Wszystkie awantury od zawsze toczyły się o jego mamę lub siostry. My nie mieliśmy swoich problemów, do pobicia...
Więc gdyby on był mądrzejszy i tak jak kiedyś proponowałam, wyprowadził się ze mną, to byłoby dobrze.
On jednak nie robił nic, był bierny gdy jego siostra grzebała mi w rzeczach, sypiała w moim łóżku, gdy mnie nie było...a matka rywalizowała ze mną co do opieki nad moimi dziećmi (uważała, że nie potrafię, albo wpychała dzieciom słodycze tuż przed obiadem).
Potem pobicie i wsparcie męża przez jego rodzinkę.
Potem ja znalazłam sobie swoją miłość.
Twoja historia sandro jest przykładem jak głupia i pełna złej woli tesciowa może zniszczyć małżeństwo! Jednak i Twój mąż nie jest bez winy. Tak, został źle wychowany, ale przecież to dorosły człowiek, który powinien umieć dostrzec patologię w swojej rodzinie i starac się od niej odciąć. Po to mamy oczy, uszy i jakąś inteligencję, żebyśmy sie uczyli i potrafili odróżnic dobro od zła, nawet gdy nasze doświadczenia z dzieciństwa i młodości sa traumatycze i nasiąknęliśmy złymi wzorami. Twój mąż przyjął za normę to co było i jest w jego pierwotnej rodzinie, nie był zdolny do kierowania sie własnym rozumem, stąd klęska jego małżeństwa. Rekoczyny z jego strony dyskwalifikuja go jako męża i mężczyznę, a wspieranie go w takich zachowaniach przez jego matkę dyskwalifikuje ją z kolei jako kobietę i człowieka. Jedno drugiego jest warte!
W moim przypadku nie teściowa a teść. Jest dla mnie najbardziej obrzydliwym człowiekiem, jakiego znam. Wiecznie brudne łapska, ze smierdzącym petem, całe okopcone, brudne dłuuugie paznokcie, niezbyt czyste ubranie, a czasem wręcz brudne, głupawa i prostacka gadka (nieraz zboczona nawet). Po nim to nawet strach klamkę złapać No i sika i pluje byle gdzie na podwórku (niestety, mamy wspólne podwórko) i grzebie w śmieciach, co doprowadza mnie do szału. Najczęściej w ogóle z nim nie rozmawiam. moje dzieci unikają go jak ognia. Wiem , jest stary, ale czy starość pozwala na prostactwo, brud, brak czystości ? Nie ma Alzhaimera, on taki po prostu jest, bo zawsze taki był odkąd go znam. Sąsiedzi uciekają na jego widok, bo jak kogoś dorwie to już koniec - zagada na amen.
Mareno, no niestety tak jest. Do tego Ona bardzo usprawiedliwia jego rękoczyny stosowane na mnie (jeden poważny, inne "szarpaninia"). Ostatnio usłyszałam, że na to zapracowałam, on był wręcz zmuszony mnie uderzyć.
Niestety moje małżeństwo jest katastrofą, nie sypiamy ze sobą.
Wszystkie awantury od zawsze toczyły się o jego mamę lub siostry. My nie mieliśmy swoich problemów, do pobicia...
Więc gdyby on był mądrzejszy i tak jak kiedyś proponowałam, wyprowadził się ze mną, to byłoby dobrze.
On jednak nie robił nic, był bierny gdy jego siostra grzebała mi w rzeczach, sypiała w moim łóżku, gdy mnie nie było...a matka rywalizowała ze mną co do opieki nad moimi dziećmi (uważała, że nie potrafię, albo wpychała dzieciom słodycze tuż przed obiadem).Potem pobicie i wsparcie męża przez jego rodzinkę.
Potem ja znalazłam sobie swoją miłość.
Nie usprawiedliwiaj go w zaden sposób!Skoro podniósł na ciebie rękę zrobiłby to także z innych powodów. Obwiniasz za wszystko teściową, ale on też jest winny.
53 2011-04-22 18:01:45 Ostatnio edytowany przez dayzi (2011-04-22 19:46:10)
Jedno wiem. Kobieta, która ma wypełnione życie swoimi sprawami, zainteresowaniami i pasjami, nie ma potrzeby uczestniczenia w życiu swoich doroslych dzieci. Ja dorosłość swoich dzieci przyjęłam z radością, bo wreszcie skończył się czas mojego zabiegania wokół rodziny. Mogłam zająć się tym, co od lat spychałam na sam koniec listy zajęć, moje własne przyjemności. Ktoś, kto żyje tylko obiadem i plotami z sąsiadkami ma zycie puste i ożenek syna czy zamążpójście córki robi w nim wyrwę nie do zastąpienia, stąd upiorne teściowe.
Wiele matek robi krzywdę swoim synom, zgadzam sie z tym twierdzeniem. Traktuja ich jak małych chłopców, choć maja po trzydzieści lat. Pełna obsługa i zwolnienie z wszelkich obowiązków robi z nich księcia udzielnego i tego samego potem oczekują od żony. To wielki błąd, bo zona to nie matka i nie będzie bucików męzowi czyściła. Gdy mój syn był dzieckim, znosiłam wiele przytyków ze strony swojej tesciowej, która oburzona była tym, że mały sam sobie robi kanapki, pierze majtki i skarpetki, sprząta swój pokój itp. Dzis to procentuje, bo syn nie ma takich oczekiwań wobec swojej żony i równie dobrze jak ona potrafi ugotować obiad czy sprzątnąc mieszkanie, nie mówiąc juz o opiece nad dzieckiem.
Czy matki kochają bardziej synów niz córki? Mam syna i córkę i kocham oboje tak samo. Mam brata, ale nie odczułam, żeby moja matka jego kochała bardziej. Jeśli gdzieś tak jest, ze matka wyróżnia syna, to z góry zakładam patologię. Zwykle sa to kobiety żyjące w nieudanym małżeństwie i chorym związkiem z synem kompensują sobie brak więzi z mężem. Wtedy zadna kobieta nie będzie "warta" jej syna, bo wchodzą w grę uczucia, które nie powinny mieć miejsca w układzie matka - syn, takie jak zazdrość, poczucie, że On zdradził itp. Takie matki manipulują swoimi synami, szantażują chorobami i potrzebą opieki nad nimi, rywalizują z synowymi, potrafia naprawdę zatruć życie mlodej rodzinie. Na coś takiego nie ma innej rady niż oddzielenie się od manipulantki, dystans i nie wdawanie się w jej gierki.
Wielu młodych po ślubie mieszka z rodzicami, uważam to za igranie z ogniem. To się rzadko kiedy kończy dobrze, bo stara i młoda rodzina ma zupełnie inne potrzeby i MA PRAWO JE MIEĆ. Nie można oczekiwać, że teściowie dostosują się do rytmu zycia młodej rodziny w swoim domu, ale nie można też oczekiwać, że mlodzi będą życ tak jak starzy, to nienaturalne. Ci, którzy myślą, że jakoś się ułoży, żyją mrzonkami. Takie życie, to sztuka kompromisów z obu stron, a mało kto to potrafi robic latami. Ja nie zgodziłam się na to, choć syn z synową chcieli z nami zamieszkać. Mam swoje przyzwyczajenia, swój styl życia i nie jestem gotowa z nich rezygnować. Nie lubię tloku, wrzawy, zamieszania, a przecież młoda rodzina z dziećmi to kwintesencja zamieszania. Zupki, kupki, klocki, sprzeczki dwojga zakochanych, wizyty przyjaciól itp., ja to przezywałam trzydzieści lat temu, a teraz chcę mieć spokój, bo swoje zrobiłam.
Mlodzi mieszkaja sami. My ich wspieramy, ale nienachalnie, wtedy gdy nas poproszą.
Czasem mam wrazenie, że synowa ma do mnie pretensje o zbyt małe zaangażowanie w ich życie, ale wolę to, niż pretensje, że wsadzam nos w nie swoje sprawy.
Dziewczyny, wszystkie będziecie teściowymi, choć dla Was to daleka perspektywa. Niejedna upiorna teściowa była kiedyś gnębioną synową, a jednak nie wyciągnęła wniosków ze swoich doświadczeń. Życzę Wam wszystkim, żebyście umiały kiedyś w przyszlości sprostać tej niełatwej roli i nie uwikłac się w stereotypy. Moja rada? Zadbajcie o swoje osobiste szczęście i zadowolenie z życia, to chroni przed zgryźliwością i pretensjami do całego świata, w tym do synowej.
Bardzo to trafnie ujęłaś.
-----------------------------
Pierwsza odsłona - Ja -"synową"
Mam taka nadgorliwą "teściową". Nie sposób wyliczyć wszystkiego czym szantażuje i zamęcza mojego Połówka.
np. na dobę przed naszym wyjazdem na wczasy trzeba odwieść ją do szpitala ( zawał-wg niej) i tak od kilku lat.
Ponieważ jest to osoba już leciwa po 80, stara arystokratka przedwojenna z tymi wszystkimi manierami, do bólu nieznośna(niedługo zabraknie pań sprzątających w okolicy, bo żadna już nie chce do niej przychodzić).
Prócz syna nie ma nikogo na świecie,dlatego musieliśmy przeprowadzić ją do nas, by nie jeździć na histeryczne wezwania . Dom duży, ma osobne mieszkanie ale musieliśmy pozamykać wszystkie możliwe przejścia do nas, bo bez przerwy coś chciała. Ja rozumiem, że się nudziła ale to było strasznie wkurzające. Prowadzimy w domu firmę a ona potrafiła ni z gruszki ni z pietruszki wtrącać się ze swoim problemem przy klientach. Pępek świata.
Mnie najbardziej drażni gdy my jedziemy autem a ona dzwoni...a gdzie a kiedy a tyle wypadków....
Tak poza tym wypracowałam swój system obronny i tylko mi żal mojego Połówka, bo on bardzo czasami się przejmuje.
Druga odsłona -Ja -"teściowa"
;)Myślę, że mój zięć nie może się skarżyć.
Ale chciałam napisać o moim synu...
Zastanawiam się czasem jak to będzie gdy mój synuś już będzie miał taką stałą kobietę. Bo muszę przyznać, że jest między mną a nim jakaś taka relacja--rozumiemy się bez słów, mamy to same specyficzne poczucie humoru, podobne zainteresowania.
Nie mam takiej wspólnoty z córką. Choć kocham ich tak samo.
Syn mieszka sam 300km ode mnie. I to on nie wytrzymuje dłużej jak 3dni żeby nie zadzwonić, widzimy się co 1-2miesiące. Tęsknimy za naszymi pogaduchami.
I teraz gdy pojawi się ONA
...czy ona to zrozumie? czy ona uszanuje te nasze relacje? czy będzie zazdrosna o czas który będzie mi poświęcał? czy będzie walczyć ze mną, bo ona jest teraz ważniejsza?
Mam nadzieję że ONA będzie tak fajna jak moja córka, syn i "zięć".
Dayzi, Twoja przyszła synowa może byc zazdrosna o Ciebie i Twoja więż z synem, a jej mężem. Dosyć się nasłuchałam i naczytałam opowieści synowych zazdrosnych o każdy telefon do matki, kazde spotkanie z nią, choćby nawet matka była absolutnie w porządku. Zreszta mój syn też był bardzo związany z domem rodzinnym i widziałam, że synową to irytuje. Rozumiem, że czuła się trochę wyłączona, trochę z boku. Nie znała naszych myślowych skrótów, naszej rodzinnej historii i zwyczajów, była kimś z zewnątrz. Dlatego za pomocą drobnych z pozoru gestów staraliśmy się z mężem dawać synowej do zrozumienia, że uznajemy fakt, że to ona jest teraz najważniejsza dla naszego syna. Gdy chciałam porozmawiać o czymś z synem, zawsze dzwoniłam do synowej, by zapytać co u niej, a potem prosiłam ją by poprosiła na chwile do telefonu męża. Unikam tez wizyt syna solo na kawkę i pogaduszki. Chętnie za to na te pogaduszki spotykam się z synem i synową. Nie pielęgnujemy naszej więzi z synem, pielęgnujemy naszą więź z synem i synową. To tak jakbyśmy symbolicznie oddali naszego syna kobiecie, którą pokochał i która jest jego żoną.
Myślę Dayzi, że jesli uda Ci się włączyć przyszłą synową w to co łączy Ciebie z synem to będzie dobrze. Jeśli natomiast synowa zostanie z boku, wyłączona z Waszego tajemnego porozumienia, to możesz dorobić się osobistego wroga. To wszystko jest niesamowicie delikatne i wymaga uwazności.
hmmm...chciałabym aby tak było jak piszesz Mareno.
Mam nadzieję, że przyszła synowa mnie polubi jak polubił mnie mój zięć.
Przeczytałam prawie wszystkie posty i chociaż jeszcze nie mam teściowej i tym samym nie mogę nic wam napisać o własnym doświadczeniu , to chciałam wam serdecznie pogratulować cierpliwości ! Nie wiem co się dzieje z Waszymi teściowymi , ale wiem , że z pewnością są one przedstawicielkami stereotypu Polskich teściowych , o których są układane dowcipy . Dla mnie takie zachowania - bez względu na to, czy synowa przypadła do gustu , czy też wręcz przeciwnie - są nie do przyjęcia . Te kobiety powinny przejść jakąś terapię , która miałaby na celu wyleczenie z obsesyjnej miłości do własnego dziecka , bo ta miłość prowadzi do mało cywilizowanych zachowań .
Sandra - Myślę , że problem nie leży po stronie Twojego męża , a po stronie jego matki . To ona nauczyła go takiego postępowania na swoją korzyść , co oczywiście odbija się na Tobie . A Twój mąż po prostu nie zna "drugiego dna" i nie chce poznać .
Dzieci wychowywane w wierze : "Mama jest najważniejsza, Mama ma zawsze rację" , wyrastają właśnie na takich ludzi, którzy najchętniej do końca życia nie puszczaliby Maminnej spódnicy , a Mamę mają za jakieś guru ... Takie wychowanie poddaję ocenie Tobie i innym forumowiczom , ale myślę , że będziemy w tej kwestii zgodne - to nie jest normalne .
Wiadomo, że każda Matka kocha swoje dziecko i chce dla niego jak najlepiej , ale z małego Jasia , wyrośnie kiedyś duży Jan ! I to jest sens rodzicielstwa , aby przygotować Jasia do dorosłego życia, a nie zrobić ciamajdę na całe życie i ingerować we wszystko . Dziwię się, że tak ciężko to pojąć , kiedy - ponoć - tak bardzo zależy na dobru dziecka ... Poza tym co to jest za wtrącanie się w wychowanie wnucząt , tym bardziej , kiedy się nie ma o tym bladego pojęcia...
Nie wiem , czy ustalenie jakichkolwiek zasad, granic w relacjach z tak prymitywnymi osobami jak wasze teściowe cokolwiek by dały .
Są to kobiety które idą "po trupach do celu" , mając głęboko " w poważaniu " wszystko i wszystkich dookoła . Przemawia przez nich egoizm , oraz dwulicowość . Przykro, że kobiety które powinny być wzorem do naśladowania , tak naprawdę są jego przeciwieństwem ... No ale same świata nie zmienicie, tym bardziej , że są to Mamy waszych mężów... Jedyne co pozostaje, to życzyć powodzenia !
Teściowa to skarb; trzeba głęboko zakopać ![]()
Ja swoją nabyłem 6 lat temu...różnie bywa, bo ten babilon ma dość trudny charakter. Czasem muszę się ugiąć, czasem stawiam na swoim. I jakoś to idzie. Najważniejsze to nie wchodzić "na dzień dobry" na wojenną ścieżkę. Nieraz trzeba udawać że się czegoś nie widzi, czasem potencjalne "szpileczki" obracać w żart. Na szczęście mieszkam daleko od niej i widzimy się kilka razy w roku. Współczuję tym, którzy mieszkają pod jednym dachem ze swoimi teściowymi
Teściowa to skarb; trzeba głęboko zakopać
Ja swoją nabyłem 6 lat temu...różnie bywa, bo ten babilon ma dość trudny charakter. Czasem muszę się ugiąć, czasem stawiam na swoim. I jakoś to idzie. Najważniejsze to nie wchodzić "na dzień dobry" na wojenną ścieżkę. Nieraz trzeba udawać że się czegoś nie widzi, czasem potencjalne "szpileczki" obracać w żart. Na szczęście mieszkam daleko od niej i widzimy się kilka razy w roku. Współczuję tym, którzy mieszkają pod jednym dachem ze swoimi teściowymi
A ja jako teściowa współczuje wszystkim teściom, którzy mieszkają pod jednym dachem ze swoimi dorosłymi dziecmi i ich małżonkami!!! Dla normalnych teściów to taka sama "przyjemność" jak dla zięciów i synowych. Zobaczysz, jak sam wejdziesz w tą rolę w przyszłości.
ElTorro001 napisał/a:Teściowa to skarb; trzeba głęboko zakopać
Ja swoją nabyłem 6 lat temu...różnie bywa, bo ten babilon ma dość trudny charakter. Czasem muszę się ugiąć, czasem stawiam na swoim. I jakoś to idzie. Najważniejsze to nie wchodzić "na dzień dobry" na wojenną ścieżkę. Nieraz trzeba udawać że się czegoś nie widzi, czasem potencjalne "szpileczki" obracać w żart. Na szczęście mieszkam daleko od niej i widzimy się kilka razy w roku. Współczuję tym, którzy mieszkają pod jednym dachem ze swoimi teściowymi
A ja jako teściowa współczuje wszystkim teściom, którzy mieszkają pod jednym dachem ze swoimi dorosłymi dziecmi i ich małżonkami!!! Dla normalnych teściów to taka sama "przyjemność" jak dla zięciów i synowych. Zobaczysz, jak sam wejdziesz w tą rolę w przyszłości.
Marena7 rozumiem Cię i popieram....często bywa tak, że to jedyne rozwiązanie, ale nie znaczy to że dla kogokolwiek najlepsze. Dorosłe dzieci potrzebują swoich przestrzeni i nabywania doświadczeń bez nadzoru 24h, a rodzice potrzebują więcej swobody i czasu dla siebie po trudach związanych z wychowaniem
Ja pewnego dnia usłyszałam od swojej, że oglądała taki program gdzie było jasno powiedziane że teściowa z synową nigdy się nie dogadają-miło co?
Pani Mareno , "młodzi" powinni mieć swoje życie , tak samo jak rodzice , jestem tego samego zdania ! To różnica pokoleń , zdań , jedno drugim może nie odpowiadać i na odwrót , przez to są częste sprzeczki i "zgniła" atmosfera ... Wolałabym spłacać kredyt przez 30 lat niż mieszkać u swoich rodziców, czy u teściów serialnie...
Najważniejsze to nie wchodzić "na dzień dobry" na wojenną ścieżkę. Nieraz trzeba udawać że się czegoś nie widzi, czasem potencjalne "szpileczki" obracać w żart.
Teoretycznie masz rację, ale uwierz, że takie udawanie, że się czegoś nie widzi tez nic nie daje. Ja tak robiłam na początku i przez takie coś albo kłóciłam się z mężem, albo cierpiałam płacząc w poduszkę. Po 7 latach wciąż nie czułam się jak u siebie (i nie czuję nadal). Ja pograbiłam sobie na wiosnę pod swoimi drzwiami i oknami, teściowa (lub jej córka) zasadziły metr od drzwi kwiatek (od moich drzwi, bo swoje ma od podwórka). Potem pojechałam na urlop i zostawiliśmy klucze (w razie jakby np. rura pękła itp.) wracamy, a moja szwagierka łóżko rozłożone (widać, ze tam sypia) a na moim stole jej książki i się uczy (a ma swoje mieszkanie kilka kilometrów dalej). Innym razem wracam, weszłam chyba zbyt cicho, bo zastałam szwagierkę na tym jak grzebała mi w szafie [i tu mogę wymieniać i wymieniać]. Ja nic nie mówiłam, bo nie chciałam obrazić ani teściowej (bo to ona ją do mojego mieszkania wpuściła), ani szwagierki, tym bardziej, że mąż zachował się tak jakby tak miało być.
Ja udawałam, że nie widzę. Teraz usłyszałam od psycholog, że to moja wina, bo nie zaznaczyłam granic od początku. Ale co?miałam się kłócić? Gdy prosiłam męża o interwencję, to mówił,ze się czepiam...
W tym roku zaczęłam "się kłócić" - ale to już za późno. Założyłam zasuwę na drzwiach by mi nie wchodziły - mąż ja zdemontował. Traktują mnie gorzej niż pomoc domową.
Druga odsłona -Ja -"teściowa"
;)Myślę, że mój zięć nie może się skarżyć.Ale chciałam napisać o moim synu...
Zastanawiam się czasem jak to będzie gdy mój synuś już będzie miał taką stałą kobietę. Bo muszę przyznać, że jest między mną a nim jakaś taka relacja--rozumiemy się bez słów, mamy to same specyficzne poczucie humoru, podobne zainteresowania.
Nie mam takiej wspólnoty z córką. Choć kocham ich tak samo.
Syn mieszka sam 300km ode mnie. I to on nie wytrzymuje dłużej jak 3dni żeby nie zadzwonić, widzimy się co 1-2miesiące. Tęsknimy za naszymi pogaduchami.
I teraz gdy pojawi się ONA...czy ona to zrozumie? czy ona uszanuje te nasze relacje? czy będzie zazdrosna o czas który będzie mi poświęcał? czy będzie walczyć ze mną, bo ona jest teraz ważniejsza?
Mam nadzieję że ONA będzie tak fajna jak moja córka, syn i "zięć".
Wydaje mi się, że gdy pojawi się ONA to powinnaś powiedzieć synowi, że teraz już niech poświeci więcej czasu JEJ a nie mamie. Wiesz dlaczego tak piszę? Bo wiem, ze młoda kobieta chce być ta najważniejszą. Ona nie może czekać w domu, bo jej partner spędza sam na sam z mamą. Mam znajomą (około 60-tki),która jak się syn po slubie za często do niej przechadzał, powiedziała "słuchaj, nie wyganiam cie, ale pamiętaj, że już teraz masz żonę i żona musi być na pierwszym miejscu. Oczywiście możesz przyjechać, najmilej mi będzie jak razem z żoną będziecie wpadać do mnie, ale pamiętaj - założyłeś rodzinę i za tam jest Twoje miejsce jako głowy rodziny.
Uważam, że ta pani zrobiła dobrze. W obecnej chwili to synowa do niej dzwoni i czasami urządzają sobie pogaduchy ![]()
Piszę tak dlatego, bo moje małżeństwo zaczęło się psuć, bo o cokolwiek poprosiłam ja - zawsze mogło poczekać. Gdy poprosiła mama -nawet zwolnił się z pracy, by jej pomóc. Zawsze w tej relacji czułam się gorsza.
Sandra, to mądra kobieta, ta którą opisałaś. Każda teściowa, która chce mieć dobre układy z synową powinna tak własnie postępować, oddać synowej pierwszeństwo! Wcale się wtedy nie traci syna, zyskuje się córkę.
65 2011-04-24 11:23:33 Ostatnio edytowany przez sandra.sandra (2011-04-24 11:41:59)
Sandra, to mądra kobieta, ta którą opisałaś. Każda teściowa, która chce mieć dobre układy z synową powinna tak własnie postępować, oddać synowej pierwszeństwo! Wcale się wtedy nie traci syna, zyskuje się córkę.
Tak, masz rację. Ma wtedy syna, ma córkę i szczęście w całej rodzinie.
Myślę, że jeśli syn (np. mój mąż) przesiadywał u matki, to powinna delikatnie mu powiedzieć, że od ślubu jest z żona i dziećmi w pakiecie.
To nie jest łatwe, ale nie jest niemożliwe ![]()
Poza tym napiszę z roli "synowej". Weszłam do tej rodziny, do twierdzy - zupełnie obca, sama. Oni - w kupie. Mama (tata nie żył już), babcia, 2 siostry i mój mąż. Ja na cenzurowanym. Bo byłam zawsze czysta, pachnąca, zawsze miałam delikatny makijaż, prałam w pachnących proszkach, dbałam o paznokcie, chodziłam ubrana na biało, uwielbiałam czerwone wino w eleganckim kieliszku. Dbałam tez o dom. Lubiłam mówić o seksie bez zażenowania. Dbałam o dzieci i ubierałam zawsze czysto, na jasno...
One były inne - nie dbały o wygląd, nie używają szminek, nie farbują włosów, gdy rajstopy się podrą to noszą je dalej, nie zakładają rękawiczek do pracy, tematy seksu są omijane, nie mówi się o uczuciach, uważały, że dziecko może mieć byle co, ważne, że wogóle ma...
Wiec w ich oczach byłam paniusią - a one rozsądne Matki Polki. Mówiły o mnie, że się wywyższam, że jestem grzesznicą, bo potrafiłam powiedzieć że np. "dziś do rana będę baraszkować" - one wtedy robiły się czerwone.
Tak też zaczęły się pierwsze konflikty.One rywalizowały ze mną. Robiły urodziny swoje w moim ogrodzie, bo "brat pozwolił", przy tym mnie ignorując (dużo tego było).
Denerwowało ich, że codziennie biorę prysznic (bo ich brat na to pracuje, ale ja też pracowałam) i zawsze były głośne komentarze, niby nie do mnie, ale w mojej obecności. Zaczęłam się denerwować i źle czuć w tym domu. Proponowałam wyprowadzenie się, ale mąż odmówił.