Babciu, ja myślę, że to jednak wirus a nie alergia.
Oby Sabinka się nie załapała.
Opowiem "sensację" z mojej pracy - 2 dni pod "napięciem".
Przedwczoraj pracowałam na kasie, było mało drobnych, dużo rozmieniania. Na koniec dnia wychodzi, że brakuje mi 50 zł (równe). Kierowniczka mówi, że nie dokłada się, bo stała tylko godzinkę na mojej kasie. Ja zachodziłam w głowę, gdzie się podziały pieniądze, jak mogłam się pomylić aż o 50zł.Na drugi dzień rano wyrównałam manko. Kasa grała co do grosza.
Inna koleżanka objęła kasę po mnie i po obsłużeniu 1 klientki zauważyła, że pod półeczką w kasie jest "przyklejone" 50 zł a takiego nominału rano nie dostała (miała 20, 10 i monety).
Kazałam jej przeliczyć, powiedziała, że nie przeliczy "bo kasa się zgadzała". powiedziałam jej "tak, ale bez tych 50 zł miałaś stan początkowy taki jak się należy, więc zakładam, że to moje "zaginione" 50 zł".
Po moich upartych prośbach policzyła, ale miała już nabitych kilka paragonów. Stwierdziła, że owszem, zgadza się, ma nadwyżki 45 zł a nie 50.
Nie chciała mi oddać.
pod koniec dnia ja zrobiłam zakup za 10 zł, a ona czeka, aż zapłacę. Kazałam jej nabić, że dałam 50 zł i wydać mi resztę. Ona nabiła 50 zł, paragon urwała i schowała do kieszeni, a mi reszty nie wydała. Poszłam na skargę do zast. kierownika a ta mi odpowiedziala, że wtrącać się nie będzie.
Poszłam jeszcze raz na sklep i tamta chyba się wystraszyła i oddała mi 40 zł z komentarzem, że teraz jak się okaże ze ma dopłacić "ZA MNIE" 5zł, to ona będzie to musiała pokryć.
odpowiedziałam jej, żeby logicznie pomyślała, że skoro rano saldo się zgadzało co do grosza, a po kilku minutach znalazła 50 zł to jeśli cokolwiek jej się będzie nie zgadzało, to chyba to juz nie na moje konto. Zła wyszłam z tego sklepu, aż byłam cała czerwona ze zlości.







