Dla przybliżenia mojej sytuacji przytoczę Wam tekst, który napisałam dziś w pracy...
"To już przestaje byc dla mnie zabawne. Po raz kolejny muszę wysłuchiwac "cudownych opowieści" Moniki. Jedzie dziś na Śląsk w swoje rodzinne strony i będzie balowac ze swoimi starymi znajomymi. Mam ochotę powiedziec jej cos bardzo nie miłego...
"O Boże w co ja się ubiorę!!!", "Hahaaa dziś sobie pobaluję!!", "Boże będzie zajebiścieee!!!" "a Ty co dziś robisz...tylko nie mów że bedziesz siedziec znów w domu !!!" - jej słowa.
Monisia... dziewczyna z miasta, przyjechała na "prowincję" i myśli że każdy ją polubi i bezkarnie może mnie obrażac. No a ja... nie mam superrrr znajomych, moi rodzice nie są tak wyluzowani, jestem średnio ładna, mało komunikatywna, niezbyt rozrywkowa wręcz. Nie bywam na imprezach co sobotę, nie siędzę w pubie co drugi dzień, nie opowiadam w pracy jaki to miałam ekstra wieczór. W zasadyie nie mam z kim chodzic... bo nie mam "super odjechanych znajomych". Może nawet nie mam na to ochoty... Mam fajnego chłopaka za którym ona specjalnie nie przepada... Czasem gdzieś z nim wyskoczę ale nie mam "tych zajebistych przygód"...
PO CO WŁAŚCIWIE TO WSZYSTKO PISZE ?
Chciałabym jej utrzec nosa, udowodnic że nie jestem jakąs niedorajdą i nudziarą...że umiem się wyluzowac i zabawic... Nie chcę wymyślac niestworzonych historii. Czuję się przy niej nieudacznikiem...
:-(