2,796 2011-09-17 09:51:54 Ostatnio edytowany przez wifa (2011-09-17 10:09:12)
2,797 2011-09-17 10:34:09
Milej soboty
:):)
Pije kawke i czytam , slucham - lubie grupe Mocarta ![]()
Wesolo i kolorowo w naszym ,,grajdolku,,:)
Izoldo gratuluje nowej umiejetnosci w wklejaniu obrazkow;:)
Izoldo - nie mam wszystkich skladnikow ,wiec wszystko sie przedluza.
Stosuje 2 razy w roku miksture na odpornosc .
Jest to miod,czosnek,cytryna i woda. Na mnie dziala rewelacyjnie.
Odkad stosuje nie choruje a jezeli juz to lzej przechodze przeziebienie.
Mam zamiar robic regularnie te koktajle blonnikowe bo aktualnie pije je od czasu do czasu.
Ssalam tez olej - tez musze wrocic do tego.
Po pobycie w Tunezji zakochalam sie w oliwkach do ciala.
Nie kupuje juz zadnych balsamow tylko stosuje oliwki -rewelacja ![]()
Koncze juz bo chce polozyc farbe na wlosy.
Sloneczko zaglada mi do okna ,az milo sie robi ![]()
To pa pa
2,798 2011-09-17 10:49:26
Dzień dobry
Jestem dzisiaj bardzo pracowita, byłam o 7 na kijkach (3 stopnie, zmarzły mi ręce), przebrałam posciel, (wypiorę w poniedziałek), ugotowałam na śniadanie zupkę mleczną, pozwoliłam aby wykipiała, i musiałam od nowa wietrzyć i myc kuchenkę. Do zupek mlecznych trzeba się wdrożyc , bo w sanatorium na pewno będą serwować.
Izoldo, brawo, już widzę jak będziesz teraz nas karmic cudnymi obrazami, ale to fajnie ![]()
Wifo, dziekuję, to było ponad rok temu, i gdy tomik stał się faktem to byłam bardzo wzruszona, odbył się wieczór z tego tytułu, przyszło dużo gości i dostałam mnóstwo kwiatów, to było niesamowite
Gdy ktoś wcześniej mówił abym wydała, to wydawało mi się to tak nierealne jak lot w kosmos. To był malutki nakład zafundowany przez sponsorów głównie mieszkańców mojej miejscowości i był właściwie rozdany a nie sprzedany. Ale warto było i miło. W domu został mi jeden z dedykacją dla męża
rodzina też oczywiście dostała. Ale pewnie mogłabym dodrukowac gdyby zaszła potrzeba.
Ladyred, tomik wydało profesjonalne wydawnictwo, (nie wygonili mnie, czyli wiersze nie są najgorsze
), a książkę opatrzył swoją grafiką Witold Kozak, znany malarz i grafik.
Ale musiałam sama opłacić, tzn. zebrałam od sponsorów i zaniosłam ![]()
Fioletto, tak zablokowałaś reklamy, że nawet u mnie przestały latać te cudne pośladki i grube brzuchy ![]()
2,799 2011-09-17 10:57:02
No, dziękuję, dziękuję.... Czuję się bardzo wsparta Waszymi gratulacjami! Zrobiłam to tak, jak WIFO mówiłaś do WERCI - skopiowałam we wgrywaczu trzeci link od dołu i zrobiłam wklej na forum. Chwilę wcześniej wydawało mi się, że zrobiłam podobnie a wkleił się tylko link, bez obrazka - dlatego mam wątpliwość, czy już się będzie udawało. Ale - oto próba - jesienne asterki dla WAS:
2,800 2011-09-17 11:11:41
2,801 2011-09-17 11:21:32 Ostatnio edytowany przez Wercia (2011-09-17 11:24:17)
..................................
Życzę miłego dnia, ciepła, słoneczka, i wszystkiego, co miłe zdarzyć się może w sobotę. Wpadnę jeszcze ![]()
OOOOOOOOOOOOOO, jakieś coś nie wyszło, trzeba słuchać na youtubie , hmmmm, jednak się nie znam na kompie
:D:D, dobrze że kliknięcie wystarczy.
2,802 2011-09-17 11:41:28
Dziewczynki - jak Wam się podoba mój awatarek? Możecie mnie taką zaakceptować? Przypominam sobie WIFA jak zmieniłaś swojego awatarka i wszystkie krzyczały abyś wróciła do starego.
WERCIU - rozumiem, że to zdjęcia z Twojego tomiku? Chwal się, chwal, Kochana - niestety nie mam talentów więc z podziwem patrzę i czytam Twoje wiersze! Gdybyś dodrukowywała, to ja w kolejce do kupna, ale z dedykacją!
LADYRED - przybliż jak stosujesz oliwki do ciała - oliwę z oliwek ? Ja używam od dawna zwykłej oliwki dla dzieci na mokre ciało po prysznicu - ale zainteresowały mnie te oliwki! A Twoją miksturę odpornościową gdzie można znaleźć - na jakiej stronie?
A jak nie - to jak ją robisz - proporcje, czy robi się ją też wieczorem i rano pije?
Jest Ci może znany olej lniany budwigowy? Do lata jadłam praktycznie codziennie ser chudy blenderowany z olejem + pieprz cayenne + miód + maślanka. Antyrakowy. Albo stosowałam jako dodatek do sałatek. Dobrze, że ruszamy takie tematy bo odłożyłam temat i po prostu nie pamiętam, aby go kupić. Robiłam ten ser codziennie w pewnej fazie choroby mojego szwagra, który zmarł dwa lata temu na raka gardła ale dla mojej rodziny tematy związane z medycyną naturalną są dość obce i nie chcieli przejść na całą dietę zalecaną przez dr Budwig dla osób chorych. Być może nic by to nie pomogło bo choroba postępowała w strasznym tempie... Olej budwigowy kupuję w aptece (nie każda sprowadza) lub w dobrym zielarskim sklepie. Ma krótki okres przydatności do spożycia, dlatego kupuję tylko w butelkach półlitrowych.
2,803 2011-09-17 12:12:37 Ostatnio edytowany przez f??????? (2011-09-17 12:50:49)
Werciu, dobrze wkleiłaś yt, tylko ten clip jest wyłączony
z powodu praw autorskich i to nie Twoja wina, ale brawo.
Wróciłam z wycieczki rowerowej, ale samotnej.
Przejechałam 6 km, na około naszego jeziora.
Zrobili świetną ścieżkę rowerową i jedzie się super.
Wszędzie ławki i wieczorem oświetlenie.
Jest sporo osób z kijkami i rowerzystów, także
w czasie ładniejszej pogody, jest tłoczno.
Jak wyjeżdżałam, zaczął padać deszcz, ale się rozeszło po kościach.
Jednak muszę przyznać, że z moją kondycją jest do kitu, bo trochę
się zmęczyłam. Co tu robić, aby ją podciągnąć?
Czy codzienna dawka jazdy na rowerze ją podniesie, bo sie trochę załamałam.

Piszecie o jakiś cudownościach dla poprawy zdrowia i urody, a ja nic nie stosuję.
Może przy Waszych poradach sięgnę po te Wasze sposoby.
Olej bardzo lubię we wszystkich sałatkach i smażę też tylko na oleju
i myślałam, że to starczy.
Idę zrobić sobie kawę, bo coś mnie zmorzyło po dawce świeżego powietrza.
Izoldo, Twój avatar ładny, tylko trochę smutny, bo Ty piszesz bardzo pogodnie
i po co te łzy na twarzy.
Gratuluje tomiku wierszy i konsekwencji w wydaniu.
Napisać tyle wierszy to wielka sztuka.
2,804 2011-09-17 13:06:13
I znowu wpadłam zobaczyć co się dzieje na forum...
FIOLETTO,
awatarków jest dużo, a my wybieramy tylko jeden, z którym jakoś tam się utożsamiamy? Tak myślę, że dobry psycholog mógłby doszukać się związku między naszymi osobowościami a awatarkami, które wybieramy?
Pamiętam pierwszy film z życiu, na którym byłam w kinie w dzieciństwie ? dziewczynka, Dasza wychowywana przez dziadka ratuje z płonącej stajni w cyrku swojego ukochanego konia. Poparzona, jest w bardzo ciężkim stanie a jej dziadek jest klownem w cyrku i musi wystąpić przed publicznością i ją rozśmieszać? Na zawsze pozostała mi w pamięci zrozpaczona twarz klowna, który spełnia doskonale swoją rolę w cyrku, gdy serce jego łka a z oczu płyną łzy? Maska klowna potrafiła wszystko ukryć?.
Jeśli macie inny mój obraz na podstawie dotychczasowej naszej znajomości ? to nie ma sprawy ? proszę o podpowiedź jaki ma być mój wizerunek ?
Jasne, FIOLETTO że tylko SYSTEMATYCZNA aktywność poprawia naszą kondycję! Gdy zaczęłam chodzić z kijkami z bardzo zaawansowaną grupą (wydawało mi się, że mam dobrą kondycję) ? po godzinie walki o utrzymanie tempa grupy myślałam, że wykorkuję! Gdy wracałam do domu to przechodząc dosłownie kilka metrów z parkingu miałam zawrót głowy, a nogi miękkie. W ciągu tygodnia też chodziłam z inną, spokojniejszą grupą a w następną niedzielę już było lepiej i tak w kolejne niedziele doszlusowałam kondycją do zaawansowanej grupy. A więc - TAK TRZYMAJ i nic się nie martw - codziennie po trochu i dokładaj sobie gdy poczujesz, że już nie odczuwasz zmęczenia!
A ja jadę zaraz autkiem nad jezioro, bo dzień jest zbyt piękny, aby nie odpocząć w przyrodzie...
2,805 2011-09-17 13:18:14
Izoldo, niech avatar zostanie taki jaki jest, bo wierzę, że z czasem
będziesz sama chciała go zmienić. Wszystko jest w naszej psychice
i wybieramy to co w danej chwili nam pasuje, z czym się utożsamiamy,
ale przychodzi inny, lepszy dzień i tryskamy energią, a wówczas mamy ochotę na zmiany.
Moje różowe okulary w avatarze, też nie codziennie do mnie pasują - niestety, ale zrobiłam się leniwa
i nie szukam czegoś innego, chociaż może kiedyś....
Postaram się o systematyczność w podciągnięciu kondycji, tylko oby to nie był
słomiany zapał hihihi
Nie wyobrażam sobie, aby rano wstać i od razu ćwiczyć w domu, bo ja się długo budzę - tak jak Wifa,
a rozkręcam się około 12 w południe i wydaje mi się, że na gimnastykę za późno.
Wpadłam w błędne koło na tej rencie. Kiedyś rach, ciach i do pracy, a teraz jakoś wolniejsza się zrobiłam.
SKS, mnie dopada chyba, bo dzisiaj marudzę Wam.
Izoldo, miłego spędzania soboty nad jeziorem i do wieczora, mam nadzieję, że
się podzielisz wrażeniami.
2,806 2011-09-17 13:53:56
Witam ponownie
.
Fioletto, bardzo ładnie wyglądasz na tym rowerku, tylko czy nie wygodniej w spodniach ? ![]()
A w tomiku jest tylko część moich wierszy, reszta w kompie, i w teczkach wydrukowane na kartkach
Ja awatar zrobiłam sama, zmniejszyłam kiedyś jakiś obrazek, i jeszcze kilka też z różnymi dłońmi, nie pamietam nawet do czego potrzebowałam, teraz wykorzystałam i mam
, a nawiązuje do mojego motto.
Ja mikstur żadnych nie stosuję, tylko zwykłe lekarstwa jeśli muszę. Gdy zachorowałam na raka to rodzina kupiła mi jakieś specyfiki z medycyny japońskiej, jakąś odżywkę, a po odżywce tabletki. Oczywiście pytałam lekarza czy mogę brać. Mogłam...ale dopiero po ostatniej chemii. Teraz nie interesuję się takimi sposobami leczenia, bo właściwie to nie wiedziałabym co leczyć najpierw
. Ale oczywiście jeśli ktoś ma doświadczenie w robieniu i stosowaniu, i jeśli to pomaga to ok. Lekarstwa są takie drogie i nie zawsze pomagają...
Aby było miło piosenka ![]()
2,807 2011-09-17 13:59:44 Ostatnio edytowany przez ladyred (2011-09-17 15:33:12)
Siedze z farba na glowie i slucham muzyki z moich nastoletnich lat czyli ROCKA - uwielbiam
taka muzyke . Uwielbiam solowki gitarowe wow - wlasnie teraz taka mam - az mi skora cierpnie
i slucham na fulla
:):) i jestem szczesliwa...
Werciu - pieknie jest w zyciu jak spelniaja sie marzenia ![]()
Izoldo , mysle ze wybralas awatarek zgodnie z intuicja i jest wlasciwy ..:)
Jak zobaczylam swoj awatar to wiedzialam , ze tylko ten , zaden inny .
Tez tak mysle , ze pokrywa sie w czesci z nasza osobowoscia
tak jest w moim
przypadku . Zolty kolor to radosc , wiosna , energia slonca - samotny kwiat na spekanej
sloncem ziemi - tak w glebi duszy czuje sie bardzo samotna
:):)
Ale daje rade i ,,rosne w sile ,, jak ten kwiat...:)
Jak bylam na wakacjach w Tunezji skorzystalam ze SPA i tam po calym cyklu zabiegow
na koniec byl masaz olejkiem tak pieknie pachnacym , ze spytalam gdzie to mozna kupic.
Okazalo sie , ze w normalnym sklepie za jakies smieszne pieniadze . Wiec nabylam 3 butelki.
To byl najlepszy olejek jaki mialam - mysle ze byl naturalny w 100% bez chemi - bo cialo
po nim to bajka. Przyjechalam tak pieknie opalona ,skora nawilzona , zadnych plam , zlazenia
skory. Teraz testuje rozne ale takiego jak tam jeszcze nie spotkalam - oczywiscie mowie o jakosci. Teraz mam brazujacy , migdalowy , arganowy , tajlandzki kwiat lotosu i jescze inne...
Przepis na miksture - 1 cytryna / kroimy ja w kostke /
1 glowka czosnku / kroimy drobniutko/
300 ml wody przegotowanej , wystudzonej
6 lyzek miodu lub wiecej
to wszystko do sloika na 24 godziny do lodowki a potem przecedzic i pic
2,808 2011-09-17 16:26:28
Jestem urobiona jak koń po całym dniu pracy. Nie daję rady sama sprzątać,
a pomyśleć,ze nie mam jeszcze 60 lat. Kondycja minusowa.
Przyjechał pikny i kategorycznie powiedziałam, że musi pomagać jak kiedyś,
a jak nie to się wyprowadzę, bo mnie takie duże mieszkanie nie jest potrzebna.
Uzgodniliśmy, że ja tylko odkurzam podłogi ,a on je zmywa.
To sprzątanie odbywać się bedzie w każdy czwartek.
Werciu jestem dumna, że poznałam taką uzdolnioną koleżankę,
jeżeli będzie dodruk, także chętnie kupię, naturalnie z Twoja dedykacją.
Nie znam się na poezji, ale myślę, FIOLI wiersze też są piękne,
może ktoś kto się zna, wypowiedziałby się jako krytyk.
2,809 2011-09-17 16:34:12
Rozmawiałam przez telefon z córą, tą, która ma Luizę
i zdradziła mi swój sekret, tak 50/50, że być może jest w ciąży,
oczywiście planowanej. Za trzy dni zrobi test, to będzie pewne.
Moja rozmowa z nią zakończyła się konsensusem, że bardzo dobrze
postanowili, bo to jest ostatni dzwonek na drugie dziecko, gdyż córka
w maju skończy 35 lat, a nie chcą, aby Luiza była jedynaczką.
Powiedziałam jej, że poszła na całość i pochwaliłam decyzję.
ja planując swoje dzieci, też nie chciałam mieć jedynaczki
i za 3 lata urodziła się druga córa. jestem szczęśliwa,
że je mam i nigdy nie żałowałam swojej decyzji.
Obie bardzo się szanują, mimo, że mieszkają w innych
miastach, dzwonią do siebie i są na bieżąco co i jak.
Najśmieszniejsze było, że swoje dzieci urodziły w tym samym miesiącu,
tj w lutym i teraz mają wspólny język. Wymieniają się ciuszkami dla maluchów
i robią sobie drobne prezenty. Cieszę się, że tak udało mi się je wychować.
Córka jeszcze nie powiedziała o tym swoim teściom, ponieważ jest jeszcze zbyt wcześnie, także jestem jedyną osobom, poza jej mężem, która została wtajemniczona.
Cieszę się, że ma do mnie zaufanie. Wnuk, lub wnuczka by sie urodziła
w czerwcu. Jeśli to się sprawdzi, będę się modliła
o ich zdrowie.
2,810 2011-09-17 16:36:22 Ostatnio edytowany przez wifa (2011-09-17 16:39:42)
Co do awatarku, to IZOLDA ma rację wybieramy taki jaki według nas pasuje.
Izoldo, tez jest prawdą, że piszący przyzwyczajają się do wyrazistych awatarków,
potem zmiana na inny budzi sprzeciwoch sprzeciw.
LADYRED na jaki kolor robisz włosy?
IZOLDO masz rację tylko systematyczność pomaga nie tylko w kondycji fizycznej,
ale w innych sprawach też.
Zapomniałam, awatarek mnie się podoba, zresztą nie nam się ma podobać,
tylko Tobie.
Pamiętacie była taka piosenka" Zakochany klaun" moja ulubiona. Ide poszukać.
http://youtu.be/R0Xx8552oI0
2,811 2011-09-17 16:41:24 Ostatnio edytowany przez wifa (2011-09-17 16:42:56)
2,812 2011-09-17 16:51:22
Wifo, jeszcze nic nie wiadomo na 100 %.
Czas pokaże co i jak hihihihi
2,813 2011-09-17 16:57:47
Wifo, piosenka to nasz {mój i męża) popisowy numer na imprezkach zakrapianych
, oczywiście brzmimy nieco inaczej ![]()
Fiola oczywiście cudnie wychwytuje ważne sprawy i zręcznie ujmuje je w słowa, czyli to są wiersze. Oczywiście krytyk powiedziałby, że przegadane, że powtórzenia i jakieś inne dyrdymały, Ja to już przeszłam, ale i tak nie umiem pisać profesjonalnie.
Fioletto, gdybyś chciała intensywniej pisać to można wstawiać wiersze w necie, gdzie czytają inni piszący. Niektórzy piszą bardzo dobrze i potrafią właściwie oceniać. Podaję też link gdzie są wskazówki jak pisać. Chociaż nie twierdzę że jest to Ci na pewno potrzebne. Bo może twoje wiersze są dobre bez tego. Piszę wiersze, ale nie umiem oceniać innych ![]()
http://www.artstore.pl/10-przykazan-dobrego-wiersza
2,814 2011-09-17 17:20:36 Ostatnio edytowany przez wifa (2011-09-17 17:48:00)
Werciu widzisz żabko , mam telepatyczne zdolności/ dot. piosenki / ![]()
Wiecie jestem tak zryta, że pisanie sprawia mi ból.
Za dużo na jeden raz.
Mam nauczkę, ale dobrze, bo pikny będzie pomagał
2,815 2011-09-17 17:31:11 Ostatnio edytowany przez f??????? (2011-09-17 17:55:01)
Dziewczyny, ja uwielbiam muzę, choć na niej się nie znam
zupełnie. Jeśli coś mi wpadnie w ucho to na lata.
Uwielbiam stare przeboje, te co leciały w radio 30 lat temu i chętnie do nich wracam,
ale teraźniejsze piosenki, niektóre też mnie kręcą.
Pod wpływem chwili, ale się nie śmiejcie.
Czasami tak czuje i piszę. Może bzdurki, ale chyba o czymś mówią.
Nie chcę poddawać ocenie swoich bzdurek, ale tu bym chciała,
aby na chwilę były.
Starania i zawód
Spojrzała w lustro i się wystraszyła,
A to było rano.
Cóż ma zrobić by choć trochę,
Było lepiej i było jej miło?
Chwyciła krem i podkład
I się starannie nasmarowała.
Spojrzała w lustro ? nie jest źle.
A może by tak poprawić światło,
Więc weszła na drabinę i je ustawiła.
O Boże, ile trzeba zrobić,
By swe lico zobaczyć pod kątem.
Teraz ołówkiem oko zaznaczyła,
A potem tuszem rzęsy ? trzy grubości,
Tak mówi reklama.
I jeszcze szminka, ale jaka?
Karminowa, czy różowa?
A niech będzie różowa, bo to
Tylko na jazdę rowerem,
Więc nie musi się stroić.
Jadąc po pagórkach i dolinach,
Ta szminka się rozpuściła,
A tusz zleciał z rzęs.
Reklamy kłamią.
A wiec po co jej to było,
Po co się starała, kiedy
Spojrzała w lustro, bardzo
Się rozpłakała,
Bo wyglądała jak
Dzidzia Piernik.
Wacikiem, wszystko wytarła
i jako kobieta, od nowa spróbowała.
E.S.
Przeczucie
Hm, pojechał, bo pragnął odpocząć,
ale od czego? Sama się siebie spytała.
Aha, od związku i pracy, się domyślała.
No tak, musi odpocząć, bo miał ciężkie chwile,
a ona miała w brzuchu motyle, więc jak to będzie?
Praca, dom, dzieci i praca, dom dzieci
i dawała sobie radę, a on się zmęczył.
No cóż i tak bywa, tylko z kim on teraz przebywa?
Nie wierzyła w ten odpoczynek - nie wierzyła,
bo cóż chłop może robić w obcym mieście?
Wpadła na pomysł i się zalogowała
i tam kogoś interesującego poznała.
Klikała, klikała, aż się zakochała,
bo wart był tego uczucia, ale sielanki
przyszła pora, bo wrócił znowu zmęczony - nie do życia,
a więc dalej klikała z ukrycia i się nie wydało - na szczęście,
bo za miesięcy parę, jej - ten zmęczony, został tatą,
ale nie z nią.
Hm, no więc sobie dalej klikała.
E. S.
2,816 2011-09-17 17:54:46 Ostatnio edytowany przez wifa (2011-09-17 17:55:40)
Fiola [lubię czytać Twoje wiersze, chociaż znawca ze mnie żaden.
Nieraz są takie smutne, ze aż mnie dreszcze przechodzą.
2,817 2011-09-17 18:01:46
Wifo, ja bym chciała, abyś realistycznie na nie spojrzała.
Wydaje mi się, że takie jest życie - nieprzewidywalne.
Tyle może się zdarzyć w naszym życiu i z tyloma sprawami musimy się zmierzyć,
no i tyle musimy sobie wytłumaczyć - a żyć trzeba dalej.
2,818 2011-09-17 18:16:30 Ostatnio edytowany przez wifa (2011-09-17 18:22:27)
Fiola, ja patrzę na Twoje wiersze realistycznie, dlatego jest nieraz smutnawo.
2,819 2011-09-17 18:37:19
2,820 2011-09-17 18:40:07
Halo, popołudniowo.
LADYRED ? dzięki za przepis, gdy skończę citrogrept to zrobię troszkę przerwy w mojej miksturze i wypełnię ją Twoją miksturą.
Cytrynę po wyparzeniu kroimy w całości, ze skórką? Dodajemy do tego główkę czosnku ? nie ząbek? I jeszcze jedno pytanie ? ile tego dziennie pijesz? Łyżkę, łyżeczkę? Czyli na ile starcza ? rozumiem, jest tego trochę ponad 300 ml?
Widzę, że zgadzamy się co do intuicyjnego wyboru awatara?. Rozumiem LADYRED ? że swój związek z awatarem określiłaś, jak ja ? dopiero gdy zadałaś sobie pytanie ?dlaczego wybrałam taki a nie inny? i ? znalazłaś związek swojej psychiki z nim?
A może jeszcze ktoś zastanowi się dlaczego wybrał swój awatarek i ? podzieli się tym?
FIOLETTA ? myślę, że nie zmienię swojego awatara ? to nie jest sprawa chwilowego nastroju tylko tego, co mi w duszy gra?.
Ja generalnie robię tak dużo w swoim codziennym życiu że myślę, że raczej energii mam dużo, nieraz się tylko trochę zacinam na czymś?. Myślę, że depresja, na której progu byłam, gdy zaczęłam znajomość z Wami, jest za mną. Stresy nie minęły, ale nie wstaję już z bolesnym węzłem w żołądku, przestałam się bać nie wiadomo czego? Nabrałam trochę dystansu do problemów?
A i Twój awatar tak jakoś pasuje do obrazu, jaki sobie wyrobiłam po Twoich postach? Te różowe okulary to dla mnie raczej odcięcie się od otoczenia a zarazem dążność do tego aby widzieć dobre strony życia, niż Twoja cecha? Mam wrażenie, że jesteś mimo wszystko taka trochę wycofana w życiu? Jesteś jak ta dama na obrazku ? trochę tajemnicza, o cechach indywidualistki? ?
Jeśli jest tak, jak myślę, to proszę ? nie zmieniaj swojego awatara bo przynajmniej dla mnie ? to jesteś TY! Chyba, że zaprzeczysz temu, co myślę o Tobie?
2,821 2011-09-17 18:49:41
"Wydaje mi się, że takie jest życie - nieprzewidywalne.
Tyle może się zdarzyć w naszym życiu i z tyloma sprawami musimy się zmierzyć,
no i tyle musimy sobie wytłumaczyć - a żyć trzeba dalej."
FIOLETTA - nie tylko piszesz tak, że człowiek utożsamia się z tym, ale także potrafisz wyrazić trafnie kwintesencję tego, co rozważasz... Gratuluję - może jednak pójdziesz w ślady WERCI i popróbujesz wyjść na głębszą wodę ze swoim pisaniem?
2,822 2011-09-17 18:50:36
Izoldo, tak mam dystans do wielu spraw, bo tak mnie życie nauczyło,
ale ja w przeciwieństwie do Ciebie, mimo wszystko, mam czasami ochotę na zmiany
i często zmieniam się w świecie wirtualnym.
Teraz na jesień jestem inna, a na wiosnę też jestem inna.
Tak, masz rację, jestem indywidualistką i nie dam sobie narzucić wielu spraw,
bo mam takie i takie, na nie swoje patrzenie. Nie idę za ciosem, ale muszę
to rozpatrzeć w swojej głowie i czy faktycznie warto się tak szarpać, czy dać sobie spokój.
jednym słowem, jestem strasznie skomplikowana, ale jak przyjdzie mi chęć, zmienię avatar, bo nie można tkwić w tym samym punkcie.
2,823 2011-09-17 19:02:00
Izoldo, ja nie zbieram tego wcale.
Tu napiszę, tam napiszę i ginie to wszystko w wirtualu.
Piszę pod wpływem swoich przemyśleń, to co zauważę,
co sama przeżyłam.
Wifa twierdzi, że to jest smutne, a ja twierdzę, z życia wzięte.
2,824 2011-09-17 19:09:54
Jasne, FIOLETTO - to będzie TWOJA decyzja a my ją na pewno uszanujemy, bo wydaje mi się, że spotkały się tu kobietki tolerancyjne, dojrzałe i rozumiejące swoje prawo do posiadania własnego zdania.
I jeśli mogę wyrazić swoje życzenie - czuwaj nad tym - jako założyciel tej kafejki - aby NIKT NIKOMU nie mówił, że ma nie wyrażać swojego zdania na jakikolwiek temat.... To tak a propos tego, co niemalże spowodowało, że miałam zamiar albo zmienić kafejkę, albo w ogóle zrezygnować z szukania swojego miejsca w necie.... To tak całkiem na marginesie...
2,825 2011-09-17 19:13:25
Halo, popołudniowo.
A może jeszcze ktoś zastanowi się dlaczego wybrał swój awatarek i ? podzieli się tym?
IZOLDO ja wybrałam swojego, ponieważ uważałam, że on do mnie pasuje, jak jestem szczęśliwa. Wtedy jestem uśmiechnięta, otwarta, życząca ludziom dobrze.
Pamiętasz jak chciałam zmienić? Byłam wtedy bardzo smutna.
Ja chyba wszystkim za bardzo się przejmuję, to jest mój największy problem.
FIOLA szkoda, że nie zbierasz, a może wyszedłby fajny tomik.
2,826 2011-09-17 19:14:06
Izoldo, a kiedy to było?
Czyżby coś mi umknęło?
Wydaje mi się, że doskonale się tu rozumiemy, a jeśli nie, to wszystko
można wyjaśnić na bieżąco.
Można mnie posądzić o wszystko, ale nigdy nie starałam się robić tutaj niesnasek,
a jeśli takie powstaną, będę lała zimną wodą, jak strażak.
2,827 2011-09-17 19:16:42
Pamiętam, WIFA. Fajnie, że wróciłaś do starego - mimo, że wówczas krótko Ciebie znałam, to też nie mogłam się pogodzić z nowym awatarkiem - jakbym słuchała zupełnie innej osoby. Pewnie po pewnym czasie wszyscy by się przyzwyczaili - ale krzyk zrobił się gremialny!
2,828 2011-09-17 19:21:22 Ostatnio edytowany przez wifa (2011-09-17 19:22:18)
2,829 2011-09-17 19:25:01
FIOLETTO,
teraz to z własnej woli nie chcę wracać do tematu, nie dlatego, że ktoś mi ZAKAZUJE.
Jest OK i cieszę się, że jestem z Wami. Miałam tydzień do namysłu i powiem szczerze, że na moją decyzję o powrocie wpłynął fakt, że DARIA, która była tu długo nieobecna - pojawiła się ponownie na wątku. Mam tak w życiu, że gdy mi coś nie odpowiada, rozczaruje - to szybko się wycofuję... bo nie lubię dokładać sobie stresów. Nie zawsze jest to trafna decyzja, dlatego nauczyłam się, że trzeba sobie dać czas do namysłu... To tak jak z emocjami, które próbuję wyciszyć przekładając swoją reakcję na coś - "na jutro" czyli - do przespania tematu.
2,830 2011-09-17 19:31:59
Ja uważam, że trzeba wszystkie topory zakopać.
Codziennie rano czekam na Wasze wpisy i każdy mnie raduje.
Powtarzam, że Sandra ma uszkodzony komputer, a jednak jej tu brakuje
i każda, która codziennie się nie zgłasza budzi niepokój.
2,831 2011-09-17 19:39:14 Ostatnio edytowany przez wifa (2011-09-17 19:40:29)
Ja uważam, że trzeba wszystkie topory zakopać.
Codziennie rano czekam na Wasze wpisy i każdy mnie raduje.Powtarzam, że Sandra ma uszkodzony komputer, a jednak jej tu brakuje
i każda, która codziennie się nie zgłasza budzi niepokój.
FIOLA masz rację. Ja tez czekam, jak któraś się nie pokaże,
to mam taki lekki niepokój.
Ja sobie pluję w brodę, że nie poprosiłam Babci o numer telefonu do syna.
Najwyżej odmówiłaby, ale wtedy miałabym spokojne sumienie.
2,832 2011-09-17 19:48:47
Wiecie co, Dziewczyny - napisałam e-maila do BABCI licząc na to, że może zleci synowi lub synowej sprawdzenie swojej poczty.
Poprosiłam o zwrotną informację czy już wszystko w porządku i o przybliżony termin powrotu BABCI do domu. Poprosiłam również o numer telefonu do BABCI - jeśli ona zaakceptuje kilkuminutową rozmowę z którąkolwiek z nas. Zobaczymy - może się uda? No i oczywiście przekazałam pozdrowienia od nas wszystkich. Może dostaniemy jakieś wiadomości? BABCIA pewnie jest już ponownie prawdziwą babcią - 13 września synowa miała termin porodu....
2,833 2011-09-17 19:56:29
Izoldo, jesteś bardzo wrażliwa.
mam nadzieję, że Twój zabieg, przyniesie nam nowe wiadomości o Naszej Babci.
mam nowy temat. Jak nasze dzieciństwo wpłynęło na dalsze losy każdej z nas.
Skopiowałam wpis z mojego bloga, który sporo Wam powie o mnie:
Utrata?
Rok 1954 Łódż. Halina i Henryk wchodzą w związek małżeński, W tym momencie postanowili budować rodzinę. Moja mama była jedynaczką, ojciec miał trzech braci. Wszyscy wyruszyli w świat po wojennych zawieruchach. Mama pracowała od 14 roku życia jako szwaczka, ojciec wstąpił do wojska i budował swoją wojskową karierę. To się wiązało z przeprowadzką z rodzinnego miasta. Dostali mieszkanie w Pruszczu Gdańskim, ale długo tam nie zagrzali miejsca, ponieważ ojciec ponownie otrzymał przeniesienie do zielonego garnizonu w Babich Dołach. Mama w Łodzi zostawiła swojego ojca, który z tęsknoty za nią rozpił się i w konsekwencji popełnił samobójstwo. Mama ponownie pakowała cały ich skromny dobytek i ruszyła za mężem. W Babich Dołach otrzymali ładne dwupokojowe mieszkanie z dużą kuchnią. Atutem tego miejsca było wspaniałe położenie blisko morza wśród lasów. Właśnie w Babich Dołach chyba wszystko się dla mnie zaczęło. Pamiętam, gdy miałam już trzy latka i urodziła się moja siostra Anna, ja już zaliczałam pierwsze samotne wypady do lasu i nad morze. Moja mama często mnie musiała szukać, gdyż należałam do samotnych wędrowniczek. Rodzice hodowali kury i króliki na odległej działce i to był częsty cel moich wędrówek. Jak przez mgłę pamiętam, że wszystkie okoliczne budki i szopki należały do mnie, gdzie na gwoździach darłam swoje ubranie i nie wspomnę o licznych bliznach, które są pamiątką na całe życie Często budziłam się w nocy i słyszałam szum morza, co było powodem mojej miłości, tak miłości do morskich klimatów.
Nastąpił czas następnej przeprowadzki, tym razem do trochę większego miasta. Ustka miała już wygląd bardziej cywilizowanego miasteczka. Tam poszłam do pierwszej klasy. Nasze nowe mieszkanie także miało dwa spore pokoje, dużą kuchnię i łazienkę. Pamiętam jak mama budziła mnie do szkoły i musiałam zimą po ciemku przejść spory kawałek przez las. Trochę się bałam, ale dałam radę. Odprowadzał mnie nasz piesek As, który wiedział także, o której kończę lekcje. Dzieci w szkole informowały mnie, że mój piesek czeka na mnie na boisku szkolnym. Nauka pisania ołówkiem, elementarz, siedzenie w ławce z kolegom, któremu pomagałam, dość mgliście zapadło mi w pamięć. Czułam się trochę zagubiona jako uczennica, ponieważ nigdy nie miałam styczności z rówieśnikami. Pamiętam jednak, że gdy wracałam po szkole do domu, malowałam sobie atramentem palce, wystawiając je na widok przechodni. Duma mnie rozpierała, że już taka jestem dorosła.
Ojciec był oddelegowany do Warszawy, a mama opiekowała się nami. Wszystko było na jej głowie. Wieczorami chodziła do sąsiadki, która miała telefon i mama dzwoniła do ojca. Razu pewnego obudziłam się z wielką trwogą. W domu nie było mamy, więc ubrałam cieniutkie ubranko, zeszłam z bardzo wysokiego parteru i po śniegu boso poszłam jej szukać. Był to czas, kiedy mogłam liczyć tylko na nią . Bardzo bałam się być sama w domu. Chyba tam zaczęły się moje lęki. Był to okres kiedy ojca nie było w domu, a jak przyjeżdża, to na krótko. W nocy budziłam się i słyszałam jak rodzice rozmawiają w kuchni. Mama często płakała. Wówczas tego nie rozumiałam, ale po latach zrozumiałam co powodowało ten płacz. Ich długie rozmowy sygnalizowały mi, że dzieje się coś złego. Praca w kontrwywiadzie pod kierownictwem Kiszczaka jednego z twórców stanu wojennego, nie należała chyba do łatwych dla ojca, który chyba nie radził sobie z emocjami. To były ich poważne, życiowe sprawy i ja to zrozumiałam póżniej.
Ojca zastąpił mi brat ojca, Mirek, który jakiś czas z nami mieszkał. Był młody i bardzo wesoły. Różne zabawy, żarty i wspólne spacery sprawiały mi radość, ponieważ od ojca takich gestów nigdy nie zaznałam. W tym czasie moja babcia, matka ojca, skoczyła do studni i popełniła samobójstwo. Wmówiła sobie, że jest chora na raka, co nie było prawdą. Była to tajemnica, która po latach została odkryta przeze mnie.
Z Ustki pamiętam epizody, które na całe życie zapadły mi w pamięć. Mama latem zabierała nas na całe dnie nad morze. Gotowała obiad, który z siostrą zjadałyśmy na plaży. Tam pod karetkę pogotowia wpadł mój ukochany piesek As, która jechała do mojego podwórkowego kolegi, ponieważ postrzelił się pistoletem swojego ojca znalezionym pod poduszką. I jeszcze jeden, kiedy mój ojciec wypłyną w morze i oddalił się tak daleko, że nie widziałam go pośród fal. Pamiętam swoją rozpacz i lęk, że go stracę.
W roku 1963 ponowna przeprowadzka. Bardzo ostra zima, a my z całym dobytkiem jedziemy ciężarowym samochodem marki Lublin do Choszczna. Wszystko na głowie mamy, ponieważ ojciec miał wyższe zadania. Mieszkamy zaraz przy jednostce wojskowej i znów mam daleko do szkoły. Dwa kilometry zamieniły się w sto. Klucz na szyję i musiałam sobie radzić. Mama poszła do pracy w jednostce jako maszynistka, a siostra do wojskowego przedszkola. Nowa szkoła, nowi nauczyciele i nowe dzieci. W pierwszy dzień pani nauczycielka zrobiła dyktando i zrobiłam tyle błędów, że dostałam dwóję. Szok na samym początku. Nie było mi łatwo, bo czułam się bardzo samotna w tej nowej sytuacji. Los jednak się zlitował i po roku dostaliśmy mieszkanie w centrum miasta. Dwa pokoje, kuchnia i wielka nowość, kuchenka gazowa i centralne ogrzewanie. Moja droga do szkoły skróciła się do pięciu minut. W bloku było sporo dzieci, więc wspólne podwórkowe zabawy pozwoliły mi nie dostrzegać wielkiego kryzysu moich rodziców. Zabawy w podchody, pięć cegiełek, niewidzialną rękę i wiele innych, które latem pochłaniały mnie całkowicie. Wolałam bawić się z chłopcami, a moja siostra od zabaw podwórkowych wolała zabawy z lalkami. Wydaje mi się, że w tym momencie nasze drogi już się rozeszły. Żyłyśmy w innych światach. Dla mnie rower i nauka jazdy na łyżwach, oraz wiele innych szaleństw spowodowało, że nie miałyśmy wspólnego języka. Nadszedł czas kolonii i wyjazdu z domu na dłuższe okresy. Moja mama wysłała mnie siedem razy pod rząd do Dziwnowa, bo było tanio. Jednostka wojskowa pokrywała duży procent kosztów kolonii.
Był to czas, kiedy zaczęłam sporo rozumieć co się dzieje w moim domu. Ojciec zaczął pić. Mama wiązała ledwo koniec z końcem. Jego już nic nie obchodziło, tylko własne doznane krzywdy od losu. Chodziłam do szkoły, w której czułam się najbezpieczniej. Często w starszych już klasach byłam na lekcji nie wyspana. Byłam mimo wszystko pilną uczennicą. SKS, zawody sportowe, chór, zespół ?Stokrotki? to były najmilsze momenty mojego życia. Wracając po lekcjach do domu zastawałam ojca pijanego. Wielkie awantury, bicie, niszczenie, obelgi i wyzwiska, to był już mój codzienny chleb. Nie pokazałam w szkole nikomu co przeżywam. Wstydziłam się swojego domu, w którym działa się tragedia. Często byłam głównym celem ataku, kiedy starałam się bronić mamy. Moja siostra miała taryfę ulgową, ją oszczędzał i nazywał Czerwonym Karmazynkiem, a mnie k?.
Pewnego razu zamieszkał z nami jego młodszy brat Janek. Oboje pili i potem się bili. Nie miałyśmy w domu miejsca. Jakiś stół i krzesło do odrabiania lekcji, które robiłam w chwili spokoju. W pokoju trzy łóżka, ponieważ mama opuściła łoże małżeńskie. Barykadowałyśmy drzwi, aby zapobiec utracie życia w chwili kolejnego szaleństwa. Często zrywał nas w nocy z łóżek i stawiał do pionu.
Pewnego razu, wróciłam do domu ze szkoły i zastałam w ojca pokoju sto malutkich kurczaków. Postanowił sobie, że wychowa je i póżniej sprzeda. . W domu niesamowity smród i palące się światło nocami, by je ogrzać zbudziło we mnie bunt.. Pytałam się mamy co dalej, jak dalej żyć w takich warunkach?. Mama była zagubiona i nie wiedziała co ma robić. Chciała, abyśmy miały ojca i dlatego godziła się na to wszystko. Chyba ciągle miała nadzieję, że to się zmieni, że to zły sen. Teraz po latach myślę, że mimo wszystko dalej go kochała. Byłam uparta i napierałam na rozwód. O nieodwołalnej decyzji podjętej przez mamę przesądził fakt próby ugodzenia mnie nożem.
Chyba w 1972 r. , po siedemnastu latach małżeństwo przestało istnieć. Wojsko rozkwaterowało nasze mieszkanie i nareszcie osiągnęłyśmy upragniony spokój. Bardzo skromnie zamieszkałyśmy na pokoju z wnęką , kuchnią i łazienką. Ojciec bliziutko nas dostał kawalerkę. Spokoje noce i dni nareszcie stały się dla nas osiągalne.
Rozwód nastąpił w czasie mojej średniej szkoły w Liceum Ekonomicznym w Stargardzie Szczecińskim. Dostałam internat i byłam w nim tylko osiem miesięcy. Nie potrafiłam się tam odnaleźć, denerwowało mnie wszystko. Pierwszą noc w internacie pamiętam jak koszmar. W nocy zrobiło mi się niedobrze i całą noc wymiotowałam z nerwów. Rano ubrałam się i oddaliłam poza teren szkoły i internatu. Poszłam bardzo chora do znajomych mamy i tam czekałam , aż mnie zabierze do domu. Po rozmowach z moją biedną mamą zgodziłam się na powrót do internatu. Podczas remontu internatu spakowałam walizkę i postanowiłam dojeżdżać do szkoły ku zaskoczeniu mamy. Koleżanki wciąż mnie pytały dlaczego jestem taka smutna i zamknięta w sobie, bez uśmiechu na twarzy, ale wydaje mi się, że mnie lubiły.
Szkołę i dojeżdżanie wspominam dość dobrze. Zawiązały się pociągowe przyjażnie, wspólne pierwsze popalanie papierosów. Pierwsze rozmowy o swoich sympatiach i bijących sercach. Ja już dawno byłam zakochana i dlatego postanowiłam dojeżdżać, bo w Choszcznie mieszkał i uczył się ON. Mój wymarzony Leszek o pięknej urodzie. Czarne włosy i śniada cera, łobuzerski styl bycia bardzo mi imponowały. Pewnego dnia wracaliśmy pociągiem z Poznania i ta chwila sprawiła, że tylko On i nikt więcej.
Maturę zdałam bardzo dobrze chociaż moja miłość trochę mi przeszkadzała w nauce.
Oczywiście, że krążyły ściągi, oczywiście, że się bałyśmy, bo klasa składała się z samych fantastycznych dziewczyn. Wszystkie byłyśmy z najlepszymi ocenami z podstawówki. Utworzono wzorcową klasę z niesamowitą wychowawczyniom Barbarą Szafkowską. Jedna uczennica do matury przystąpiła będąc w ciąży i to był niesamowity szok dla nas i nauczycieli, ale przymknęli oko. Wkroczyłyśmy w dorosłe życie myśląc, że teraz świat stoi dla nas otworem. Bal maturalny był ostatnim momentem mojej przygody w Stargardzie. Dziewczyny wybierały się na studia, ale większa części stawiała na pierwszą pracę. Ja też chciałam jak najszybciej mieć swoje pieniądze i odciążyć mamę, bo ojciec nigdy nie płacił alimentów. Rozjechałyśmy się i przez pierwsze 15 lat spotykałyśmy się po każdym minionym pięcioleciu wraz z naszą szaloną wychowawczynią. Teraz widzimy się tylko na Naszej Klasie, ale to już nie to samo.
Pierwsza praca otrzymana po znajomości w Jednostce Wojskowej na Wężle Łączności nic nie miała wspólnego z wyuczonym zawodem, technika ekonomisty. Praca zmianowa, ale dość ciekawa. Obsługa telegrafów, pisanie bardzo ważnych pism i przesyłanie ich telegrafem do brygady w Bydgoszczy sprawiało mi jakąś tam radość. Fajni ludzie swobodna atmosfera, spanie w nocy na stole z dziennikami wpisów pod głową, a potem dwa i pół dnia wolnego podobało mi się, bo miałam czas na randki
Nowy rozdział w życiu, bo zaszłam w ciążę, sprawił rewolucję w moim życiu. Mama była zasmucona. Twierdziła, że Leszek nie jest dla mnie dobrym partnerem na życie, a ja, że On nie zrobi mi w życiu krzywdy. Ślub za pozwoleniem sądu, bo Leszek nie miał 21 lat, odbył się w piękną zimową aurę, słonecznego dnia w 1976 r. . Moja córka Agnieszka urodziła się w maju tegoż roku. Czarnulka, śniada, istny Tata. Zaczęły się zmagania z życiem. Leszek powołany do wojska pięć dni po ślubie. Ja sama ze wszystkim. Żłobek, praca, dom i tak dwa lata minęły. W międzyczasie załatwianie Domu Opieki Społecznej dla mojego ojca, bo sobie nie radził i znalazł się w szpitalu psychiatrycznym w Gorzowie pozbierany w stanie nietrzeźwym z ulicy. Kilka wyjazdów do Ordynatora tegoż szpitala z prośbą o pomoc. Dostałam wiadomość, że ojciec już został przewieziony do bardzo dobrego domu opieki. W tym czasie dostałam pracę w Urzędzie Gminy w Choszcznie, też po znajomości, bo takie były realia. Wydawało mi się, że zaczyna się to wszystko układać. Mąż wrócił z wojska i dostał pracę w tutejszej milicji. Mieliśmy mieszkanie, narodziła się w 1979 r. nasza druga córka Lidia. Pracowaliśmy i mijaliśmy się w drzwiach, ale było już mi dobrze. Już zaczynałam głęboko oddychać, że nic mnie już nie zaskoczy .
Pewnego dnia otrzymałam telefon do pracy, że mój ojciec skoczył z okna na drugim piętrze Domu Pomocy i leży w szpitalu w Gryficach. Nic na to nie wskazywało prze osiem lat pobytu, a dość często go odwiedzałam. Prokuratura i wszystkie formalności związane z tym, czy oby nikt mu nie pomógł.?
Pojechałam do szpitala i ojciec prosił mnie o papierosa, bo był nałogowym palaczem, a ja oczywiście mu odmówiłam, bo to przecież szpital. Nie wskazywało nic na to, że to jego koniec. Ojciec zmarł na rozległe wewnętrzne obrażenia. Pochowaliśmy go w Choszcznie. Na pogrzebie była garstka rodziny i znajomych. Wygłosiłam skromną mowę w podziękowaniu za przybycie i kazałam na nagrobku wyryć słowa, które sama wymyśliłam ?Naszym smutkiem było Twoje cierpienie.? Do dziś nie wiem czy ja go kiedykolwiek kochałam. Właściwie nic mi w życiu nie dał, oprócz życia. Może to dużo, a może całkiem mało? Myślę o tym kiedy idę do niego na cmentarz, ale bardzo rzadko. Nie pamiętam w swoim dzieciństwie i w okresie dojrzewania, żeby wziął mnie na kolana, przytulił, pocałował, wytłumaczył i pokazał świat, szanował moją matkę.. Nie wiedział do jakiej chodzę klasy i jak się uczę Ciągle poszukuję w swojej głowie odpowiedzi dlaczego tak się stało? Dlaczego utraciłam moje dzieciństwo, a każdy ma do niego prawo, tylko nie ja.? Zawsze czułam się gorsza od rówieśników, niedowartościowana, skrzywdzona, bez poczucia własnej wartości. Nie pamiętam wspólnych świąt, zapachu ciasta, choinki i tej domowej wspaniałej krzątaniny Mama zawsze wszystko szykowała w atmosferze zagrożenia, albo zabierała nas do znajomych na całe weekendy i święta. Byli to znajomi, którzy wzięli nas pod swoje skrzydła i ofiarowali tymczasowy spokój. Moje wczesne życie naznaczyło mnie skłonnościami do depresji, braku wiary w swoje siły. Czasami wydaje mi się, że mam to wszystko napisane na czole. Muszę ciągle dochodzić do siebie przez odebrane mi bezpowrotnie dzieciństwo i młodość co niesamowicie wpłynęło na dalsze moje losy?.
Nie chcę Was zanudzać, ale czy nie sadzicie, że dzieciństwo miało wpływ na nasze wybory?
2,834 2011-09-17 20:14:19
2,835 2011-09-17 20:30:34 Ostatnio edytowany przez wifa (2011-09-17 22:01:46)
FIOLA tak miało wpływ na nasze wybory i na nasze dorosłe zachowania.
Też nie mogę się pochwalić wspaniałym dzieciństwem.
Powiem tylko tyle ,ze moja matka umarła jak ja miałam 4 lata,
ojciec ożenił się drugi raz z tak wredną osobą, chyba w życiu nie spotkałam drugiej takiej.
Długo musiałabym opowiadać..........
2,836 2011-09-17 21:06:31
Miało wpływ FIOLETTO, miało. Od tego, co "fundują" rodzice swoim dzieciom zależy ich zdolność radzenia sobie z problemami, stresami. Od tego co "dadzą" rodzice dzieciom, zależą ich ewentualne kompleksy, zahamowania. I co lepsze, najczęściej nie zdają sobie sprawy z tego, że robią krzywdę swoim dzieciom....
Nie będę opowiadała o moim życiu. Mogę tylko powiedzieć, że nie miałam szczęścia do ... szczęścia... Ani w młodości ani w swoim małżeńskim życiu.
Czy udało mi się dać dzieciom to, czego mnie brakowało w moim dzieciństwie i młodości? Tak, bardzo się starałam - dałam im wiarę w siebie, miłość, zrozumienie, wsparcie. Błędów - dla mnie bolesnych - które popełnili moi rodzice - nie powtórzyłam, ale niestety popełniłam zupełnie inne błędy... Źle wybrałam męża, źle sobie radziłam z problemami, jakie to niosło w moim życiu - moja córka jest niestety DDA, ze wszystkimi konsekwencjami tego a mój syn - to też pewnie skutek wychowania w toksycznym domu - ma przypadłość określoną w psychologii prokrastynacją co niestety bardzo utrudnia i jemu i bliskim życie... (do tych bliskich ja także należę...)
Nie chcę oceniać moich rodziców. Chcieli dobrze, ale nie potrafili wychować dzieci na szczęśliwe jednostki... Uważali, że nakaz, zakaz i bicie, to najlepsze metody, które należy stosować.... No a później, gdy ich dzieci, czyli my z siostrą burzliwie przechodziłyśmy wiek dojrzewania, to już było całkiem źle ... Nie chcę o tym mówić. A z perspektywy dorosłej osoby nie mam wątpliwości, że nas kochali... To nie był dom patologiczny, wręcz przeciwnie!
Ja też popełniłam błędy jako rodzic - nikt nas nie uczy jak być rodzicami, dobrymi rodzicami... Nikt nas nie wyposaża w wiedzę, którą powinniśmy mieć a nie zdajemy sobie z tego sprawy, że jej nie mamy... Zagonieni rodzice, skupieni równocześnie na swoich problemach, bólach - najczęściej nie potrafią szukać pomocy...
Czuję się winna - chciałam dobrze, ale pewnie byłam zbyt mocno skupiona na swoim bólu aby uchronić swoje dzieci przed tym, co skutkuje obecnie źle w ich życiu... Są mądrymi dorosłymi osobami - i córka i syn "wyszli na ludzi", są wykształceni, mają dobry kontakt ze sobą. Córka, która zaczęła szukać pomocy borykając się ze swoją trudną psychiką - znalazła ją, dzięki czemu potrafi dokonywać dobrych wyborów i właściwie oceniać to, co ją spotyka w życiu.
Co do wyborów syna - nie chcę na ten temat mówić, bo nie mam porozumienia z synową, więc pewnie nie byłabym obiektywna. On też powinien sięgnąć po pomoc ale jako mężczyzna nie daje sobie powiedzieć, że powinien szukać pomocy, aby sobie radzić lepiej w swoim życiu rodzinnym i zawodowym. Kocha bardzo swoich chłopaczków - ale obawiam się, że dom, który z żoną tworzą dla swoich dzieci - nie jest domem, w którym wyrosną silne, zdrowe psychicznie dzieci... A więc - być może kolejne pokolenie jest zagrożone brakiem silnej, zdrowej psychiki ?
No cóż, FIOLETTO - moja wypowiedź jest może szersza, niż się spodziewałaś, bo nie jest ukierunkowana tylko na ocenę tego, w co wyposażyli nas na drogę życiową nasi rodzice... Jak to jest w biblii? "Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamieniem".
To tyle z mojej strony.
2,837 2011-09-17 22:17:16
Widać, ze chyba juz nikt do naszego grajdołka nie zajrzy, ale jeszcze poczekam
2,838 2011-09-17 22:26:33 Ostatnio edytowany przez wifa (2011-09-17 22:28:15)
2,839 2011-09-17 22:27:09
Wifo, zajrzy, zajrzy.
Nie chciałam wywoływać złych demonów z dzieciństwa,
ale takie oczyszczenie mnie zrobiło bardzo dobrze.
Dobranoc mówię i do jutra. Mam nadzieję,że się spotkamy na kawie.
2,840 2011-09-17 22:28:41
2,841 2011-09-17 22:30:13 Ostatnio edytowany przez wifa (2011-09-17 22:33:04)
Wifo, zajrzy, zajrzy.
Nie chciałam wywoływać złych demonów z dzieciństwa,
ale takie oczyszczenie mnie zrobiło bardzo dobrze.
Dobranoc mówię i do jutra. Mam nadzieję,że się spotkamy na kawie.
FIOLA jestem, przeczytałam.
Dobrze jest nieraz wywalić z siebie swoje demony.
Dobranoc, do jutra na kawce przy ekranie.
Śpij spokojnie, a sny niech będą kolorowe.
Pa. Do jutra.
2,842 2011-09-17 22:37:54
I jak, WIFA - odpoczęłaś po ciężkiej pracy sobotniej? Gdzieś dziewczyny się pogubiły....
2,843 2011-09-17 22:44:20 Ostatnio edytowany przez wifa (2011-09-17 22:45:26)
Wzięłam Ketonal i ból przeszedł. Dziewczyny miały dzisiaj spotkania.
WERCIA, chyba grilla, Sandra ma zepsuty komp.
IZOLDO, jak Twoje oczko?
2,844 2011-09-17 22:51:13
IZOLDO dziewczyno, gdzie latasz po tym necie, bo światełko się pali, a nie odpowiadasz.
2,845 2011-09-17 22:52:01
A ja dzisiaj niewiele zrobiłam, choć tyle planowałam... Właśnie sobie przypomniałam, że włożyłam pranie do pralki i ... zapomniałam dołożyć proszku i włączyć pralkę! Porządki też nie takie znowu sobotnie. Ale robota nie zając - nie ucieknie, np. jutro dosprzątam.
Właściwie to szkoda, bo mogłam umyć okna - tak ciepło było a dalsza pogoda niewiadoma?
WIFA - mówiłaś, że przeprowadziliście się w nowe miejsce - dlaczego wybraliście takie duże mieszkanie, skoro jesteście tylko we dwójkę? Teraz masz problem ze sprzątaniem... Ja to mieszkam w swoim od 1986 roku - kościółkowego się pozbyłam, załatwiając mu mieszkanie, dzieci wyfrunęły w świat. Tym sposobem mam 65 m2 na osobę i raczej trudno to zmienić....
2,846 2011-09-17 22:53:10
2,847 2011-09-17 22:54:45
Izoldo, piszę, więc nie uciekaj.
2,848 2011-09-17 23:00:23
Izoldo, my w ubiegłym roku swoje mieszkanie 50 m2 sprzedaliśmy i pieniądze ze sprzedaży daliśmy synowi.
On kupił dom i tam 1/2 jest nasza, a my przeprowadziliśmy się na jego mieszkanie 70 m2.
Jest to mieszkanie takie jak w apartamentach.
W jednym wejściu mieszkają 3 rodziny.
Parter, I piętro my zamieszkujemy i II piętro młodzi ludzie, pracujący cały dzień.
2,849 2011-09-17 23:01:12
WIFA - dzięki za troskę.
Moje oczko czuje się "tak sobie". Nie mogę zapomnieć, że je mam czyli coś tam lekko pobolewa. Ale moja siostra mnie dzisiaj pocieszyła, że przecież rok temu miałyśmy podobnie - ją lekko pobolewało a ja podobno skarżyłam się na jakieś kłucia od czasu do czasu. Ja tam o takich sprawach nie pamiętam, więc przestałam się martwić. Muszę jakoś załatwić kontrolę poszpitalną u okulistki. Ona przyjmuje w przychodni jeden raz w tygodniu i trzeba się zapisywać wiele tygodni wcześniej. To moja znajoma i z reguły dostaję się do niej prosząc o zgodę na "dorejestrowanie" ale już mi głupio po raz kolejny prosić, bo rok temu i później to prosiłam dla siostry i siebie. Moja siostra nie może mieć operacji drugiego oka bo ma zakrzepicę, o czym okulistka nie wiedziała, kierując ją rok temu i miała ogromne problemy w klinice aby ją zakwalifikowali do zabiegu. Drugiego oka już odmówili a i okulistka też już nie da skierowania, bo zbyt duże jest ryzyko przy zakrzepicy...
2,850 2011-09-17 23:21:16
To wygodnie mieszkacie, WIFO. Chyba nie żałujecie, że polepszyliście sobie warunki ? Sprzątania więcej, to fakt, ale w dużym mieszkaniu - paradoksalnie - łatwiej się utrzymuje porządek. Nie przepadam za sprzątaniem - było mi bardzo dobrze, gdy były u mnie prawie przez tydzień koleżanki - sprzątały, gotowały a ja musiałam oszczędzać oczko...
Martwię się bardzo o tę koleżankę z Francji. W poniedziałek, 19-go kładzie się na operację - będą jej wycinali kawał płuca... Obiecałyśmy sobie spotkać się w przyszłym roku znowu a może nawet wcześniej, gdy będę w Paryżu u córki, ale jak to będzie - czas pokaże...
Ja mam bilety na lot do Paryża na 18 października br.(na tydzień) a córka z D. wyjeżdżają w listopadzie na 3 tygodnie do Singapuru, na ślub znajomych. Ich mieszkanie będzie puste więc postanowiłyśmy z tą koleżanką z Wiednia, tak żartobliwie przymierzyć się do zamieszkania u nich w listopadzie. Weszłyśmy na WIZZ AIR-a i okazało się, że 17 listopada (powrót 24 listopada) jest super promocja - przelot w obie strony ze wszystkimi kosztami z tym związanymi wynosi.... 92 zł na osobę. No i z żartu zrobił się fakt - mamy już zarezerwowane bilety i będę jak ta burżujka co miesiąc w Paryżu. Jak było nie skorzystać? W październiku też muszę lecieć, bo inaczej nie widziałybyśmy się z Małgosią aż do świąt...
2,851 2011-09-17 23:40:12
Ej, WIFO - krzyczałaś, że jesteś więc ja mówię i mówię do Ciebie - a Ty tak bez pożegnania myknęłaś do łóżka ??? Myślałam, że tylko na chwilę i czekam, czekam ale chyba już pożyczę Ci zaocznie dobrej nocy ! Ależ się naszukałam odpowiedniego zdjęcia! Chyba trzeba mieć na pulpicie zapas, jeżeli się chce wklejać?
2,852 2011-09-18 07:13:28
Dzień dobry Stokrotki.
Obudziłam się wcześniej i już nie mogę spać, bu.
Za oknem deszcz i szaro buro, ale trzeba przeżyć tę niedzielę.
Pójdę z pieskiem na siusiu, a potem zobaczę.
Izoldo, ja byłam w Paryżu w 2000 r., ale tylko 5 dni.
Jednak i tak zakochałam się w tym mieście, które ma tyle tajemnic
i tyle jest do zwiedzania. 5 dni to za mało, ale wystarczyło,
aby się zauroczyć. Paryż nie był zniszczony w czasie II WŚ
i dlatego jest tyle pięknych uliczek, muzeów i mostów.
Miłego dnia Stokrotki.
2,853 2011-09-18 07:27:33 Ostatnio edytowany przez f??????? (2011-09-18 07:28:43)
2,854 2011-09-18 07:36:32
Witaj, FIOLETTO.
U nas jeszcze od wschodu (tu siedzę sobie w łóżku i klikam) słoneczko. Ale gdy przeszłam do południowego pokoju - widzę chmury na niebie. Czyli i u nas pewnie się popsuje pogoda. Na razie jest 12 stopni ciepła, więc jak na ranek - nie najgorzej.
Tak, Paryż jest naprawdę piękny. Byłam raz w Londynie i to już nie mój klimat. Zatłoczona zabudowa, wymieszane style. Jedyne, co mi się bardzo podobało w Londynie, to parki - co krok ogromny park... Mam to szczęście, że córka jest zauroczona Paryżem a że interesuje się historią sztuki (właśnie zaczęła kolejne studia na Sorbonie) - jest doskonałym moim przewodnikiem... Byłam już dwa razy u niej kilka lat temu, gdy była na wymianie stypendialnej i na przełomie marca i kwietnia w bieżącym roku. Pokazuje mi Paryż nie od strony "dla turystów" ale także różne zaułki i miejsca, o których nie ma nic w przewodnikach...
Ale popatrz jaką można złapać okazję cenową przelotu. Dosłownie "zbaraniałam" widząc, że przelot w jedną stronę kosztuje... 19 zł! No, z rezerwacją i płatnością kartą zrobiło się 92 zł w obie strony a nie 38, ale to też nie jest pieniądz! Bilet do Warszawy w jedną stronę pociągiem pospiesznym kosztuje ode mnie około 90 zł! Mojej koleżance opłaca się przyjechać do mnie z Wiednia pociągiem i lecieć do Paryża stąd!
Szukałyśmy takich okazji w mniej atrakcyjnych miesiącach roku do innych miast - to już nie było to, ale cena biletu w jedną stronę rzędu 39 czy 69 zł to też nie jest źle, bo można się ze wszystkimi opłatami zamknąć np. w 200 zł. No, pewnie że trzeba do tego dołożyć nocleg i robi się inny koszt, ale - raz w roku można sobie zaplanować, jeśli chce się coś zwiedzić. Ta moja koleżanka jeździ tak ze swoimi znajomymi austriaczkami - były dwa lata temu nawet w Nowym Yorku ale oni mają "inne pieniądze".
2,855 2011-09-18 07:50:46
Izoldo, zazdroszczę Ci tej podróży.
Ja już nie mam na to siły i nie mam celu.
W Paryżu mieszkała moja córka przez dwa lata i dlatego
miałam okazje jechać, a teraz, gdy Ona jest w Polsce - brak celu.
Żeby słoneczniej się zrobiło na wątku
2,856 2011-09-18 08:00:58
FIOLETTO - teraz dopiero weszłam w link piosenki STARRY STARRY NIGHT, który wczoraj zamieściłaś. Cuuuudna! No i ten przegląd malarstwa Vincenta Van Gogh! Wprawdzie był Holendrem ale znaczną część swojego życia spędził w Paryżu i na południu Francji i to ten cudny kraj głównie go inspirował.
Oglądałam wystawę obrazów jego i innych impresjonistów w Muzeum Narodowym w Krakowie, kilka dobrych lat temu. Pamiętam, że stało się w kolejce po bilety kilka godzin - ale to było przeżycie! W Luwrze też oczywiście byłam, ale tylko raz do tej pory.
2,857 2011-09-18 08:21:02
FIOLETTO - teraz dopiero weszłam w link piosenki STARRY STARRY NIGHT, który wczoraj zamieściłaś. Cuuuudna! No i ten przegląd malarstwa Vincenta Van Gogh! Wprawdzie był Holendrem ale znaczną część swojego życia spędził w Paryżu i na południu Francji i to ten cudny kraj głównie go inspirował.
Oglądałam wystawę obrazów jego i innych impresjonistów w Muzeum Narodowym w Krakowie, kilka dobrych lat temu. Pamiętam, że stało się w kolejce po bilety kilka godzin - ale to było przeżycie! W Luwrze też oczywiście byłam, ale tylko raz do tej pory.
Oj, nie tak było do końca, jak wyżej napisałam! Weszła w wikipedię aby sobie przypomnieć biografię VV Gogha i małe sprostowanie: wcale nie mieszkał we Francji przez znaczną część swojego życia. Żył zaledwie 37 lat, do Paryża przeprowadził się w 1886 roku a popełnił samobójstwo w roku 1890. Ale zaczął malować kilka lat przed 30-tką i najbardziej znane swoje dzieła stworzył w ostatnich dwóch latach. Paryż i zamieszkanie w Arles miało ogromny wpływ na jego twórczość.
2,858 2011-09-18 08:32:51
Izoldo Van Gogh malował dziwnie.
Jego obrazy mogą się podobać, ale po latach
zauważono jego talent. Był biedny jak mysz kościelna.
Bardzo intrygująca postać, bo zmagał się całe życie
ze swoim demonami..
Przeczytajcie o sklerozie:
Spotkania koleżeńskie (a'propos - skleroza)
Grupa 40-letnich kolegów zawzięcie dyskutuje gdzie by tu się spotkać na obiad. W końcu ustalają, że najlepiej będzie spotkać się w restauracji Gasthof zum Loewen ponieważ tamtejsze kelnerki mają bluzeczki z głębokimi dekoltami i ładne piersi.
10 lat później, gdy członkowie grupy mają po 50 lat, grupa spotyka się ponownie i znowu dyskutuje gdzie się spotkać. W końcu ustalają, że najlepiej się spotkać w Gasthof zum Loewen, ponieważ jest tam bardzo dobre jedzenie i duży wybór win.
10 lat później, gdy mają po 60 lat, grupa znów się spotyka i dyskutuje gdzie się spotkać. Zapada decyzja, że najlepiej się spotkać się w Gasthof zum Loewen, ponieważ można tam zjeść w spokoju, a w dodatku restauracja jest dla niepalących.
10 lat później mają po 70 lat, znów się spotykają i dyskutują gdzie się spotkać. W końcu ustalają, że najlepiej spotkać się w Gasthof zum Loewen ponieważ w tamtejszej restauracji jest wjazd dla wózków inwalidzkich a nawet winda.
10 lat później członkowie grupy mają po 80 lat, znów się spotykają i dyskutują gdzie tu pójdą. W końcu postanawiają, że najlepiej spotkać się w Gasthof zum Loewen. Zgodnie uznają, że pomysł jest wspaniały bo jeszcze nigdy tam nie byli.
2,859 2011-09-18 08:45:25
2,860 2011-09-18 08:56:17 Ostatnio edytowany przez wifa (2011-09-18 08:57:26)
Ja dopiero niedawno wstałam, a Wy w najlepsze już rozmawiacie.
IZOLDO, pożegnałam się wcześniej, potem zobaczyłam,
że światełko Twoje zgasło, więc się wyłączyłam.
Paryż, byłam w 2000 roku w Sylwestra 10 dni na wycieczce.
Zwiedzaliśmy bardzo dużo, ale to kropka w morzu.
Żeby zwiedzić dokładnie Luwr potrzeba pewnie miesiąca.
Izoldo, co do nowego mieszkania nie mam zastrzeżeń,
Ładne, nowocześnie urządzone, ale do lokalizacji to już tak.
Jest to dzielnica willowa, więć ludzi nie zobaczysz.
Daleko do środków komunikacji / przedtem mieszkałam przy tramwaju, pełno sklepów/.
Narazie kończę, bo muszę wziąść leki.














