Wiatm słoneczkowo 
Werciu, rano zaprowadza je z reguły mąż, bo szkoła jest po drodze do pracy, a jeśli ja idę na późniejszą godzinę - to ja. Po południu odbiera je albo teściowa - bo w tym tygodniu ma urlop, a od przyszłego tygodnia będą siedziały w świetlicy do 17, aż ktoś z nas je zabierze ze szkoły. My mamy daleko (względnie), ale na nogach by się szło z dziećmi około 40 minut (tak myślę). Ewentualnie pozostaje autobus, który jeździ co 20, 30 minut. Myślimy też o tym, żeby zabierała je sąsiadka, ale to już ostateczność. Dom jest na piec centralny, trzeba do niego dokładać co jakiś czas (przez noc z reguły wygaśnie), więc po np. 3-4 godzinnej nieobecności w domu potrafi być 15 stopni, więc sąsiadka musiałaby je wziąć do siebie - a to kłopot.
Póki co będziemy się starali załatwiać to sami.
Niu7nia, - mam tę pracę, ale w tej sieci - to niekoniecznie chcę pracować na stałe. Jest to sklep, gdzie są wyższe ceny, niż w moim ulubionym Rossmanie. Wolałabym w nim właśnie pracować, bo pieniądze są te same, a ceny niższe. Jako pracownik w tej sieci gdzie pracuję mam prawo do zakupów ze zniżką 20%, ale pomimo tego i tak przepłacam.
Szkoda mi tych starszych pań "babć", które tam kupują a ja im polecam coś, a mam świadomość, że płacą np o 2-3 złote za dużo. Nie mogę przecież kazać im kupować gdzie indziej.
Jakby to powiedzieć - praca pracą, ale wiem, że jak nie ma kasy to 2 złote to już dużo i tu się kłócą moje przekonania...Wolę być "twarzą" firmy, co do której mam przekonanie i zaufanie.
Jakiś czas temu byłam na wstępnej rozmowie w firmie rekrutującej (nie wiem, czy tak się to mówi??), praca miała być dla ODDK, przeszłam I etap, pani powiedziała, ze się nadaję. Miałam czekać 2-3 ni na telefon, ale minęło więcej dni i nikt się nie odezwał. Nie wiem dlaczego, bo skoro przeszłam, to powinna być jakaś konsekwencja tego wszystkiego. Do tej pani nawet jak zadzwonię to ona nie wie - bo ona "przesiewa" pracowników na wstępnej rozmowie. Robi to dla różnych firm "na zlecenie". Tylko też nie wiem, czy się podejmować takiej pracy, bo to praca telemarketera - siedzisz i dzwonisz do klienta. Książki prawnicze, dla księgowych itp. Ponoć bazę danych dostajesz...
Tam byłaby praca od poniedziałku do piątku od 8 do 15.
A póki co nikt się nie odezwał. Ani razu. Dobrze, że prowadzę zeszyt z notatkami co do kogo wysłałam, bo już na pamieć to bym nie wiedziała, gdzie aplikowałam.