No i cóż - wpadam do kafejki a tu - nikogo nie ma! No to tylko króciutko: wróciłam ze spotkania, tym razem było 10 osób. Nastrój miły, siedzieliśmy na tarasie kawiarni, wśród zieleni ale na dworze zrobiło się przyjemnie dopiero około 20-tej! Ale był to nasz wybór, bo mogliśmy siedzieć w klimatyzowanym pomieszczeniu...
BABCIU - widzę, że masz całkiem podobne zdanie na temat przyjemności ze spotkań z ludźmi, z którymi łączyła nas beztroska lat młodzieńczych! Podstawówka to nie to - ale szkoła średnia - TAK! (Studia robiłam pracując i nie wytworzyła się wówczas żadna więź międzyludzka). To jest pewna niepowtarzalna więź - mimo iż spotykam się czasami z ludźmi z różnych miejsc, w których pracowałam - to nie ciągnie mnie do tych spotkań, może ich nie być.... Pojedyncze przyjaźnie - tak, ale grupowo - niekoniecznie.
FIOLETTA - moja gimnastyka jest podzielona na kilka etapów: zaczynam od hula-hop - 500 obrotów to 6 minut. Później lekkie, kobiece hantle i cały zestaw ćwiczeń na mięśnie ramion i górnej części pleców, na stojąco - to kolejne około 8 minut. Następnie - wyciąganie kręgosłupa w górę, na boki - ćwiczenia z jogi - stanie na jednej nodze, waga, skręty, skłony, "pies" czyli wyciąganie kręgosłupa z rękami na podłodze - to co najmniej 10 minut. No i ćwiczenia na macie czyli na klęcząco, leżąco, na pracę bioder, mięśnie brzucha (no, to mi idzie najgorzej, też szybko kończę!), damskie pompki itp. - to znowu około 10 minut. Na koniec zostają ćwiczenia na rozciąganie podkolanowe nóg i na ćwiczenie mięśni ud. Czas przy ćwiczeniach leci mi szybko - do hula-hopa włączam sobie TVN 24 i często przy tym pozostaję, bo wieczorem niewiele oglądam telewizji.
Jak już wpadnę w rytm, to ćwiczę całymi miesiącami ale jak odłożę, to KANAŁ - nie mogę wrócić, bo ciągle mówię sobie: od jutra.... Poza tym do maja chodziłam na gimnastykę na salę w szkole - przekrój wieku od 25 lat do wieku emerytalnego i powiem, że przy tej mojej gimnastyce porannej to byłam zdecydowanie bardziej rozciągnięta i z lepszą kondycją od tych młódek!
Co jeszcze zauważyłam - gdy ćwiczę i zaczynam dzień od materaca wibracyjnego, to nie wiem, że mam kręgosłup. Ale jak zaniedbam się, to zaczynam wiedzieć, gdzie co mam - kręgosłup czy - biodra. I to jest moja motywacja do ćwiczeń. Gdy muszę gdzieś lecieć rano, to ograniczam gimnastykę do 20 minut, a gdy mam czas, to trwa ona średnio 45 minut, a nieraz, gdy sobie jeszcze przypomnę jakieś dodatkowe ćwiczenia, to i dłużej.
To tyle relacji. Nie wiem, czy to Ci w czymś pomoże, FIOLETTO, ale mogę się codziennie chwalić tym, czy zrobiłam gimnastykę - jeśli będzie to dla Ciebie mobilizujące - to proszę uprzejmie!
WERCIU - nie wiem jakie masz tempo z kijkami, ale ja gdy na początku wracałam z takiego marszu z lasu z trenerem, to czułam się, jakbym miała zawroty głowy, tak, jakby mój organizm był w szoku, że dostał taką porcję tlenu! A w ogóle przy takim wysiłku fizycznym człowiek naprawdę bez powodu czuje się... szczęśliwy! Ponieważ jakoś moje życie to ciągle praca i praca i nie miałam szczęścia do .... szczęścia - to cenię sobie to, że produkuję sobie sama endorfiny, czyli - jestem samowystarczalna!
Śpijcie dobrze, Dziewczynki.