Wiecie? Będzie mi strasznie trudno rozstać się z tymi wszystkimi iluzjami, piosenkami, marzeniami, że TAK WŁAŚNIE POWINNO BYĆ.
CHolera, popłakałam się ...
Ja to nazwałam aborcją marzeń. Te nasze cudnie pielęgnowane, wygłaskane marzenia o wiecznej szczęśliwości przy boku ukochanego....
Nie ma innej drogi, musimy je sobie wyrwać z korzeniami. Dokonac krwawej aborcji dla własnego dobra.
Teraz te marzenia to gangrena, trzeba się ich pozbyć, choć boli.
Ja własciwie mam to juz za sobą, a gdy coś tam się pojawia - gaszę w zarodku.