Heh ja to jestem w takim związku - odpukać, ale na przykład dzisiaj zdążyliśmy się już tak pożreć że się poryczałam ze złości.
Ja mam wogóle trudny charakter, uparta jestem jak osioł, ale on jak dwa osły. Fakt - nie umiemy się na siebie długo gniewać i potem powolutku gościu chodzi jak koło śmierdzącego jaja - a może kawki, a herbatki, a kulkę z nosa...
A na początku - przez pierwszy rok nie pokłóciliśmy się ANI RAZU. Powaga. Aż dziwne. No nie było się do czego dopierdzielić.
I teraz też jak idzie - to o takie codzienne rzeczy, czasem plunę jadem i mi ulży.
Chyba najważniejsze czego się nauczyłam to odpuszczać. Czasem - jak dzisiaj - no nie szło. Szlag mnie trafił, krew się zagotowała, wybuch, spokój. Atmosfera czysta. Generalnie jednak odpuszczam, machnę ręką, gadamy o tym za dzień lub dwa jak emocje ostygną.
Staram się wtedy nie gadać za dużo - mój facet przyjmuje określony limit gadaniny - potem się wyłącza.
Taka konstrukcja. Trzeba też uważać żeby komputer nie był włączony, telewizor nie oglądany, nie podczas majsterkowania itd. - wtedy też nie słucha. Krzyk też źle działa - skupia się na "nie krzycz" zamiast na treści.
Dużo gadamy o babskich sprawach. Czyta Twój styl, Panią, Vivę. Playboya nie kupuję na razie bo w ciąży jestem i te cud kobiety mnie wpędzają w deprechę. Zawsze zaczynam kupować jak się już doprowadzę do stanu używalności po porodzie.
Oglądamy czasem wspólnie małą czarną, kobieta cafe etc, a na reklamach gadamy. Fajnie jest.
Chociaż muszę przyznać że nikt mnie tak nie potrafi wqrwić w tak krótkim czasie jak mój mąż.
Mimo to jest to dla mnie ciągle ten wymarzony związek - najlepszy jaki mi się przytrafił.
Cały czas się uczę tego związku. Pracujemy nad tym ciężko, czasami przypomina to orkę na polu. Każde z nas wniosło bagaż doświadczeń, różnych "narowów" z przeszłości i czasem trzeba je oswajać, polubić.
Wogóle ja mam taką teorię że oprócz miłości i pożądania trzeba tę drugą osobę lubić jako człowieka.
Sześć lat się znamy, pięć po ślubie - motylki się zdarzają ale rzadko. Zwierzęce pożądanie - raz jest a raz nie ma. Miłość jest rzecz jasna, ale już nie taka szalona, a spokojniejsza, ewoluowała na inny poziom, ani gorszy ani lepszy. Inny.
A lubienie to taki constans.