Anhedonia napisał/a:Ja jestem na etapie akceptacji, jedyne czego pragnę to świętego spokoju i stabilizacji i by nikt tego nie zakłócał.
A kto powiedział, że święty spokój i świetny wygląd nie mogą iść w parze i na dodatek wzajemnie się napędzać? Nawet afirmacje są wtedy łatwiejsze.
A jakie korzyści! Przykłady? Oszczędność na żarciu można wpakować w dobry krem likwidujący przebarwienia (ja jako osoba z trądzikiem różowatym i walką z rumieniem coś o tym wiem), albo w farbę do włosów (tych pieprzonych siwaków po Harlequinie dostałam 10 razy więcej), albo w karnet na basen.
Laski nie ma to-tamto. To jest to, co Wam mówiłam. Facet ma bęben wielkości piłki lekarskiej, ma odstające uszy i krzywe nogi, a nadal czuje się BOGIEM a kobiecie potrzebne jest do pozytywnego postrzegania całej siebie DOBRY wygląd. Mam zdolność kredytową (póki nie kupię samochodu) i jak trzeba będzie nie zawaham się jej użyć, żeby zapewnić sobie samej komfort dobrego wyglądu. Nie muszę sobie robić zaawansowanej plastyki twarzy i korpusu ale jak Bozia dała laser na naczynka i włosy na gębie - zrobię, skoro dają rollmasaż ujędraniający to co zwisa - wezmę, skoro są farby do włosów - uciekam z odrostami, mam kruche paznokcie - kupię najlepszy utwardzacz na rynku (efekty fantastyczne i warte więcej niż ta kasa), wypełzają mi na twarzy włókniaki - pójdę na krio usuwanie, po leczeniu trądziku mam ciągle tekturową skórę na ryju - trudno trzeba wydać na microdermabrazję. Laski! No niestety to jest tak jak w tym powiedzeniu - kobieta jest jak wino -im starsza tym droższa. Ale jedno wiem już dziś napewno - to nie jebajka to jebitwa. Wiem, dupa finansowa to nasze drugie imię. Każda z nas ma z kasą jedno wielkie narastające i pełzające szit - ja też mam, zwłaszcza w obliczu nadciągającyh zmian lokalowych, konieczności spłaty różnych drobnych i większych kredytów. Wiem też jedno - JEŚLI NIE DZIŚ TO KIEDY MAMY BYĆ PIĘKNE? Za 20, 30 lat? A kto nam zagwarantuje, że wtedy też nie będziemy w finansowej dupie? Pewnie w jeszcze większej, bo emeryckiej. Poczujmy się jeszcze przez chwilę piękne właśnie teraz. Plizz.
Mały przykład. Od zawsze mam duży biust - rozmiar F (dziś na dodatek zwisający). ALE - mam w Wawie dwie panie w sklepach z bielizną, które potrafią tak dobrać stanik, że aż chce mi się prostować plecy. Cycki umiejscowione poniżej linii bicepsa w źle dobranym biustonoszu dodają nam 10 lat. Z moim doświadczeniem w dobieraniu staników mam już skrzywienie na tym punkcie i każdej patrzę najpierw w te okolice. 90% Polek ma źle dobrane staniki. To jest ta pozycja, na którą warto mi posiedzieć nad tłumaczeniami po nocach. Jak nie ma tłumaczeń - poprzebieram stare książki i sprzedam je na allegro ale uzbieram. Takich elemntów - prostych ale decydujących o wyglądzie jest mnóstwo. A zadowolenie z samej siebie - bezcenne.
Są też rzeczy bezpłatne. Ja ciągle ćwiczę się w trzech śmiesznych na pozór rzeczach:
- prostowanie pleców (i tu bez odpowiedniego stanika ani rusz)
- wciąganie brzucha
- uśmiechanie się ... mięśniami głowy (tak jakby ktoś za mocno sciągnął Ci włosy w gumkę).
Te proste zabiegi doprowadzone do funkcji nawyku odejmują kilka lat i kilka kilogramów.
Nawet jak byłam kaszalotem, też mi to sporo pomagało.
A nade wszystko najcenniejszy jest jeden nawyk - idziesz ulicą, podoba Ci się wygląd jakiejś kobiety i szybko odnotowujesz, co w niej sprawia, że wygląda na ten pierwszy rzut oka na kobietę zadbaną, elegancką, z klasą. Są takie nawet z nadwagą, nawet nie piękne, nawet nie wysokie i posągowe.
Fotografujesz sobie taką w mózgu a potem zastanawiasz się, co z tego jest do odtworzenia w Twoich warunkach. Może to tylko zwykła apaszka nadała całości fajnego wyglądu, a może miała ładen perfumy (ja maniakalnie pytam obce kobiety na ulicy "Przepraszam, co to za zapach?" albo "Przepraszam, gdzie pani kupiła ten śliczny sweterek?" - są zachwycone i chętnie o tym opowiadają.)
Tu nie chodzi o to, żeby się odchudzić albo wydepilować, albo zmienić fryzurę. Tu chodzi o filozofię naszego piękna, piękna całościowego, o coś o czym się myśli na co dzień i ma się z tego frajdę. Bo to jest m.in. kobiecość. Bardzo długo mi tego brakowało, póki byłam intendentką psychofaga i troszczyłam się o jego tyłek, jego uprasowane koszule, jego upodobania. Koniec. Teraz MY.