Zalegam od niedzieli na tym wątku z listą cech, które chciałabym, żeby mój potencjalny partner pokochał. (dzięki Zazdrość, że mnie zmobilizowałaś do takich przemyśleń)
Otóż ostatnio usłyszałam od psychofaga, że zrobił TO m.in. ponieważ byłam (jestem?) zarozumiała, złośliwa i zrzędliwa (no bo za gruba to już nie wspomnę ale to nie cecha).
Moja odpowiedź była następująca:
Nie należy mylić umiejętności z cechami charakteru i w związku z tym:
Nie jestem zarozumiała tylko POTRAFIĘ bronić swojego zdania i nie boję się używać swojego intelektu. Nie czuję się jednak przez to lepsza od kogokolwiek, a jak ktoś ma kompleksy to już nie mój problem.
Nie JESTEM złośliwa tylko POTRAFIĘ być złośliwa, jeśli ktoś jest wobec mnie chamski, nielojalny, agresywny.
Nie jestem zrzędliwa. Bardzo dużo potrafię dać i POTRAFIĘ się domagać analogicznego wkładu w związek. Zrzędliwość często jest mylona z wyrażaniem poirytowania tym, że takiego zaangażowania nie widzę, a widzę natomiast eskalację żądań wobec mnie.
Tak więc chciałabym, żeby potencjalny partner pokochał we mnie owe umiejętności, którymi umiałam się wykazać wobec całego świata tylko nie wobec mojego partnera więc postanowił je zinterpretować na moją niekorzyść i wpędzić mnie na koniec w poczucie winy.
Ponadto chciałabym, żeby oprócz mojej ?złośliwości?, ?zarozumialstwa? i ?zrzędliwości? pokochano we mnie i szanowano (!):
- nadaktywność w dążeniu do rozwijania się i poznawania ciągle nowych rzeczy,
- moją miłość do mojego dziecka i chęć stwarzania mu warunków do intelektualnego rozwoju,
- moje specyficzne abstrakcyjno-sarkastyczne poczucie humoru,
- moją potrzebę poczucia bezpieczeństwa,
- moją gadatliwość,
- mój analityczny sposób postrzegania rzeczywistości (drążenie),
- moje fanatyczne uwielbienie dla prawdy i autentyzmu,
- moją pisaninę,
- moje społecznikowskie zacięcie.
Resztę dopiszę, jak sobie przypomnę.