kurcze sylka nie wiem co napisać bo obojętnie co napiszę to i tak będzie nie dobrze. Szkoda że nie potrafię Ci pomóc. Cholera nie znamy się ale martwię się troszeczkę o Ciebie:( Nie rób nic głupiego
Podobne tematy
Nie sądziłem, że kiedykolwiek będę pisał na forum na podobne tematy, ale jest źle, może chociaż taka forma odkrycia się coś mi pomoże.
Mój przypadek, 10 lat małżeństwa, seks raz na miesiąc-póltora, w porywach 2, 3 razy (dzień po dniu) i znowu miesiąc, miesiąc i tydzień itp., nawet w osobnych łóżkach śpimy, ja w sypialni ona z dzieckiem (nie dzidziusiem). Nie zdawałem sobie sprawy, że takie ograniczenia z seksem tak bardzo wpływają na człowieka, mam wrażenie, że to nie jest miłość, pewnie mnie tylko bardzo lubi a wydaje jej się, że to coś więcej. Jestem bardzo nieszczęśliwy, uczucie wręcz fizyczne, odsuwające na bok inne doznania i mam wrażenie, że będzie tylko gorzej. Szlag mnie trafia. Pozdrawiam.
maska nie pociesze cię ale u mnie to był początek końca (po 10 latach ) brak seksu + suche rozmowy typu kup chleb, weź dziecko z przdszkola + problemy z kredytami + stres w pracy i masz po związku. zjawi się ten trzci co rozumie i wzbudza emocje (bo ty już nie wzbudzasz) i po zawodach. Ale u ciebie jeszcze nie jest za późno zmień stosunek do swojej Pani może potrzebuje więcej czułości, zrozumienia, rozmawiaj z nią o jej problemach ale nie dawaj jej rad tylko staraj się zrozumieć. Może wysyła ci jakieś sygnały a ty je ignorujesz ? (a moż ma jakieś ukryte fantazje erotyczne i boi ci się przyznać)
maska witam w gronie ludzi o innym temperamencie niz partner/partnerka...
mysle ze na poczatku to musisz odzyskac zone do swego lozka, bo to nienormlane ze spi ciagle z dzieckiem(znam jeden taki przypadek i tez sa chyba 10lat po slubie) uwazam ze powinniscie pogadac, robiles cokolwiek z tym tematem ze ci przeszkadza tak jak jest?
my tu juz walczylismy na wiele sposobow, ja nie zgadzam sie z takim zyciem...jeszcze walcze a sa i tacy co toleruja to co maja, niewymagajac nic wiecej od zycia.
Rozne temperamenty i tyle
. Wspolczuje. Moje malzenstwo tez sie rozpadlo, choc tu przyczyna byla bardziej zlozona. Teraz czytam "Dobrego czlowieka" Andrew Nicoll, w ktorej to ksiazce bohaterka zdradza meza, ktory jest oziebly. I ja ja rozumiem, bo to w koncu zadna zdrada. By byla zdrada, musi byc porozumienie i zwiazek. A takiego oddalenia zwiazkiem juz chyba nie mozna nazywac... Przepraszam, jesli jestem okrutna.