Witam, od jakiegoś czasu mam poważne doły psychiczne. Pisałem już o tym na tutejszym forum. Jedna z użytkowniczek zaleciła mi terapię. Ciekawi mnie na czym polega taka terapia?
Szczerze mówiąc wątpię, aby ktokolwiek byłby w stanie mi pomóc. Powiedziałem mojej mamie, że mam jakieś problemy ze sobą aczkolwiek nie otworzyłem się przed nią do końca. Wstydzę się o tym mówić. Po prostu powiedziałem, że źle się czuję. Ona zaczęła się martwić. Powiedziała, że może powinienem iść do psychologa. Ja powiedziałem, że nie chcę. I w sumie na tym skończyła się rozmowa. Teraz żałuję, że w ogóle jej wspomniałem o tym, że się męczę psychicznie. Oprócz tego, że mam swoje doły to jeszcze niepotrzebnie martwię się tym, że ona się martwi o mnie. Jeszcze bardziej się wkopałem. I teraz nie wiem co robić?
Aha, powiem może co mnie gryzie i nie pozwala się cieszyć życiem.
Kilkanaście lat temu, gdy miałem chyba z 8, 9 może 10 lat zrobiłem pewne głupstwo. Nie chcę pisać dokładnie na czym ono polegało, nawet przez internet ciężko o tym mówić. Żałuję, że to zrobiłem. No trudno. Spala mnie to od środka i ciągnie się do dzisiaj. Generalnie nie chcę o tym z nikim rozmawiać, gdyż jeśli bym to powiedział na 100% nie wytrzymał bym ciążącej presji, że ktoś o tym wie i chyba od razu musiałbym ze sobą skończyć. Na dodatek jestem osobą wierzącą. Powiedziałem o tym na spowiedzi kiedyś, ale trochę owinąłem w bawełnę. Konkretnie nie powiedziałem księdzu o co chodziło z tym głupstwem. Jakoś tam sobie żyłem ukrywając to przed wszystkimi i gasząc w sobie. Przez parę lat było dobrze. Teraz niestety przypomina mi się ten błąd z dzieciństwa i totalnie nie pozwala normalnie funkcjonować, no wiadomo problemy z koncentracją itd.. Na dodatek nie mogę pogodzić się już z myślą, że nie powiedziałem księdzu konkretnie o co chodzi. Po prostu zataiłem prawdę i tyle. Ale przecież jeśli powiem księdzu to praktycznie od razu skończę ze sobą, nie wytrzymam presji że ktoś o tym wie. Wiem, że wiele osób nie mówi u spowiedzi wszystkich swych grzechów i jakoś dobrze z tym żyją, potrafią siebie oszukiwać. Ja tak nie potrafię kłamać. Totalnie nie wiem co mam robić. Jak żyję wbrew woli Boga to również cierpię. Nie potrafię siebie oszukiwać i mówić że jest fajnie. Poza tym mam jeszcze chyba jakąś manię na tle wiary. Pisałem już o tym w innym poście. Dopatruję się złych uczynków i to również dobija. Cały czas cierpię psychicznie. Pewnie uważacie, że powinienem żyć i podejmować różne decyzje tak jak mi serce podpowiada. Niestety taki tryb odpada. Jestem już tak bardzo zmęczony, już sam nie wiem co mi serce podpowiada. Brakuje mi takiego prowadzenia za rękę przez całe życie. Rozumiecie o co mi chodzi? Życie bez Boga nie ma jak dla mnie sensu i jest nie do zniesienia, ale wydaje mi się, że mam na tym punkcie manię. Modlę się, żeby zesłał mi aniołka który tak jak napisałem prowadziłby mnie przez całe życie za rękę, mówiłby co powinienem czynić itd. Sam nie potrafię podejmować decyzji z których byłbym zadowolony. Naprawdę brakuje mi tego. Jak na razie nie ma Go i raczej na 99,9% nie będzie. Naprawdę nie wiem co ze sobą zrobić. Nie ma wyjścia. Czekanie na Anioła Stróża, który i tak nigdy prawdopodobnie się nie zjawi jest wykańczające. Jedyne wyjście, które widzę to samobójstwo. Wiem, że Bóg nie będzie zadowolony, ale co zrobić skoro już naprawdę sobie nie radzę sam. Ale nie mam niestety odwagi na ten krok, boję się za bardzo bólu. Beznadziejna sytuacja.
Wiadomo, wszystko siedzi w mojej psychice, wystarczyłaby lekka zmiana w toku mojego myślenia i pojmowania różnych rzeczy i byłoby OK. Ale jak to zrobić?
Może leki psychotropowe? Ale na dłuższą metę na tym nie da się żyć. Naprawdę nie już nie mam pomysłu. Poza tym leki psychotropowe wprowadziłyby mnie w sztuczne dobre samopoczucie, czyli musiałyby jakoś zmienić moje spojrzenie na Pana Boga a to chyba nie jest w porządku. To się jakoś gryzie ze sobą. No naprawdę nie wiem co robić. POMOCY!!!
Jak na razie modlę się do Św. Rity o pomoc w tej beznadziejnej sytuacji. Nawet nie wiem jak poprawnie powinienem sformułować swe błagania. To jedyne co mogę zrobić. Podobno prośby do Niej kierowane często się spełniają.
Luki, zacznijmy od tego, ze czasem to co nam sie wydaje straszne moze dla innych byc blahostka. Kiedys z moimi OGROMNYMI problemami zwrocilam sie do poradni psychologicznej. Mialam rozmowe z psychologiem, ktoremu opowiadalam o STRASZNYCH, OKROPNYCH, WSTYDLIWYCH rzeczach z mojego zycia. Myslalam, ze ja zszokuje... ona zasnela... normalnie siedzac w fotelu i sluchajac mojego opowiadania ZASNELA.
Wbrew pozorom byla to dla mnie swietna terapia. Zdalam sobie sprawe, ze te moje strachy i te WIELKIE sprawy sa takie bo ja im nadalam takie znaczenie w mojej glowie.
Jestes wrazliwym mlodym czlowiekiem. Dlaczego chcesz zmarnowac swoje istnienie przez blad dziecinstwa?
Mozesz duzo dobrego zrobic w swoim zyciu. Ktos przy Tobie moze znalezc szczescie...mozesz byc sprawca tego szczescia. Czasem ludzie niosa w duszy jakis "kamien", ktorego nie moga sie pozbyc.
Spowiedz pomaga zrzucic ten kamien i zwrocic twarz ku Bogu. Twoja tajemnica przed ludzmi nie moze odcinac Cie od Boga... czy warto?
Mozna przyznac sie do roznych rzeczy i to nie jest koniec swiata. Zapewniam Cie ze zwykle to jego poczatek.
Piszesz o samobojstwie. Dlaczego az tak bardzo chcesz odwrocic sie od Boga? Zadna tajemnica nie jest tego warta, zaden wstyd...
Zaczales pielegnowac w sobie ta tajemnice jak boski dar...
Nie jestes bogiem.... nie masz mocy i wiedzy co zrobic. Zachowujesz sie tak jakbys walczyl z Bogiem zamiast mu zaufac.
Zaufaj Bogu i idz do kosciola do pelnej i prawdziwej spowiedzi. Popros ksiedza o pomoc.
Zapewne terapia tez by Ci sie przydala... ale najpierw okaz Bogu zaufanie..
Masz duzo dobrych rzeczy do zrobienia wiec nie poddawaj sie ze strachu, wstydu etc...
Drogi Łukaszu,
każdy z nas popełnia błędy - ma do tego prawo. Tym bardziej 9-letni chłopiec. Może to być trudne, ale nie rozpamiętuj błędów jakie popełniłeś, myśl o tym, co zrobiłeś dobrze, z czego byłeś zadowolony.
Nie wiem na czym polega Twój problem, dlatego trudno mi cokolwiek Ci doradzić, pomóc. Jeśli chcesz aby ktoś Ci pomógł, to nie ma innej opcji- musisz się otworzyć. Rozumiem, że to może być dla Ciebie trudne. Najlepiej wybierz się do psychologa, jeśli sprawi, że będziesz mógł mu zaufać, to opowiedz mu o swoim problemie. On napewno Ci pomoże. Natomiast jeśli wolisz zrobić to anonimowo, to spróbuj opisać komuś swój problem, albo na forum.
Jeśli byłbyś w stanie mi zaufać, możesz śmiało pisać do mnie na mejla, chętnie Ci pomogę. ![]()
Może być tak jak pisze Zazdrość, że wyolbrzymiasz problem. Ale skoro tyle lat o nim myślisz, to może pora zamknąć przeszłość? Zrobiłeś straszną głupotę? Czasu nie cofniesz, dlatego postaraj się to wszystko uporządkować.
Przemyśl na spokojnie, czy ten popełniony w dzieciństwie błąd faktycznie jest taki straszny, że nie można o nim zapomnieć.
Idź do księdza, wyspowiadaj się, pomódl się.
Łuki, tak jak pisałam Ci w jakimś temacie, Bóg nie zostawiłby Cię samego, zesłał Ci aniołka, tylko musisz go dostrzec. ![]()
Samobójstwo wcale nie jest ostatecznym wyjściem. Samobójstwo nie jest żadnym wyjściem. Nie bierz w ogóle takiej opcji pod uwagę, proszę Cię. Nie uciekniesz od problemów, a samóbojstwo jest straszliwym grzechem. Bóg dał Ci życie, i tylko Bóg może je Ci odebrać. Masz rodzinę,przyjaciół, masz napewno jakieś zainteresowania. Skup się na nich.
Znajdź jakiś cel w swoim życiu i wytrwale dąż do niego.
Masz rację, że wystarczy "tylko" zmiana myślenia. Ale wiem, że to nie zawsze jest łatwe. Potrzeba wiele pracy, wysiłku,aby zmienić nastawienie na lepsze. A przede wszystkim chęci, zamknięcia przeszłości i niewracania do niej.
Z doświadczenia wiem, że wyrzucenie z siebie problemu pomaga. Pisz o tym co Cię boli, jeśli tylko masz na to ochotę. Rozmowa zawsze pomaga spojrzeć na problem z innej strony.
Pozdrawiam cieplutko ![]()
a mnie zastanawia jeszcze jedna sparawa...czy za ten Twoj blad dziecinstwa wg Ciebie nalezy Ci sie kara? moze kara wiezienia? wykluczenia? Czy meczysz sie z ta tejemnica wlasnie ze strachu przed kara?
Nie, ten błąd z dzieciństwa to nic strasznego (z punktu widzenia, człowieka normalnie myślącego). Za to się nie idzie do więzienia na szczęście, poza tym byłem wtedy za mały ![]()
Jedna osoba na pewno wie co ja zrobiłem, ale zawsze mogę się wyprzeć, że tego nie zrobiłem. Nie udowodni mi tego. I właśnie takie przekonanie, że mogę się wyprzeć, bo nie ma dowodów pozwoliło mi o tym zapomnieć i nie myśleć. Dopiero teraz zaczęło mnie to męczyć, że zatajam to u spowiedzi, czyli przed Bogiem co jest dla mnie najważniejsze w życiu.
Gdybym Wam napisał dokładnie o co chodziło to domyślam się, że dla Was ten mój wielki problem to by była błahostka i nie zrozumiałybyście dlaczego ja tak cierpię z tego powodu ![]()
Miliony ludzi popełniło ten błąd co ja kiedyś, popełnia i niestety nadal będzie popełniać. Tylko, że niektórych z nich w ogóle to nie gryzie i nadal to robią i dobrze się czują. To wszystko to kwestia nastawienia. Niestety ja jestem za bardzo wrażliwy i dlatego mnie to tak boli.
Jeśli miałbym powiedzieć księdzu o tym, to spaliłbym się jak już pisałem. Bóg musiałby zmienić moje nastawienie do tego problemu zaraz po spowiedzi bo inaczej od razu popełnił bym samobójstwo pod ciężarem presji. Niestety ciężko mi uwierzyć w to, że Bóg zechce zmienić tok mojego myślenia skoro nie zrobił tego przez tyle lat.
Spowiedź to byłoby postawienie wszystkiego na jedną kartę. Albo Pan Bóg zmieni moje nastawienie do tego, albo moja szybka śmierć. Nie mogę tak ryzykować.
Co prawda w takim stanie jakim jestem obecnie też długo nie będę żył i w końcu odbiorę sobie życie, ale zawsze jest ten czas na nabranie odwagi aby to zrobić.
Po pierwsze masz depresje i POWAZNY problem psychiczny. Dziwne, ze Twoja rodzina niczego nie przeczuwa.
Bog nie zalatwia Twoich problemow. Jesli myslisz, ze jest po to by sluzyc Tobie... to chyba jestes w jakims ogromnym bledzie.
Masz instrukcje postepowania... dostales od Boga.
A ty stawiasz sprawe tak: albo on sie postara i rozwiaze moje problemy albo ja za kare popelnie samobojstwo. Widzisz tu logike?
Sprawa jest prostsza.. przestan wstydzic sie przed ludzmi a zacznij przed Bogiem skoro jak twiedzisz wiara ma dla Ciebie znaczenie.
Nie uzywaj Boga. Zaufaj mu.
Stawianie Bogu ultimatum jest wbrew wierze ![]()
Po pierwsze masz depresje i POWAZNY problem psychiczny.
Wiem ![]()
Bog nie zalatwia Twoich problemow. Jesli myslisz, ze jest po to by sluzyc Tobie... to chyba jestes w jakims ogromnym bledzie.
Ja chciałbym służyć Bogu, ale nie mam energii. Po prostu proszę Go, aby pomógł mi zmienić myślenie, gdyż z obecną psychiką służenie mu jest niemożliwe. Poza tym może jestem w wielkim błędzie. Może On w ogóle nie istnieje? Jako, że od zawsze miałem wpajane, że istnieje to po prostu nawet nie mogę się pogodzić z myślą, że może Go nie być. Generalnie to trudny temat.
Masz instrukcje postepowania... dostales od Boga.
Masz na myśli 10 przykazań? Trzeba umieć je dobrze zinterpretować. Ja niestety nie potrafię. Jak już napisałem brakuje mi prowadzenia za rękę, mówienia co dobre, a co złe. Jestem członkiem Kościoła. Kościół na swój sposób interpretuje Biblię i zasady. Ale czy słusznie? Trudno mi wierzyć, skoro jeden ksiądz mówi tak, a drugi zupełnie inaczej. Komu wierzyć? Męczy mnie brak pewności.
A ty stawiasz sprawe tak: albo on sie postara i rozwiaze moje problemy albo ja za kare popelnie samobojstwo.
To nie jest tak jak myślisz. Trudno mi to wytłumaczyć.
Sprawa jest prostsza.. przestan wstydzic sie przed ludzmi a zacznij przed Bogiem skoro jak twiedzisz wiara ma dla Ciebie znaczenie.
Chciałbym, nie wstydzić się przed ludźmi, ale nie potrafię. To nie jest prosta sprawa.
wiem, ze nie prosta... ![]()
Trzeba wykonac moze ten pierwszy krok... zaufac Bogu ![]()
Nie bez kozery jest ta spowiedz.... a jak pracuja psycholodzy??? czyz to nie jest spowiedz?? Dlaczego spowiedz moze byc zbawienna dla naszej psychiki? Odpowiesz mi na to?
Tak teoretyzujac i odchodzac od Twojego problemu a bardziej w charakterze akademicjiej rozmowy... Dlaczego spowiedz przed ksiedzem lub psychologiem moze byc dla nas dobra? Skoro stosuje sie te techniki od wiekow i sa skuteczne... na czym polega ten cud skutecznosci tej metody?
Ale Ty mówisz zagadkami ![]()
Nie zrozumiałem Twojego postu
Same pytania zadałaś, a ja nie potrafię Ci na nie odpowiedzieć ![]()
A dlaczego zadajesz takie pytania?
10 2010-12-22 20:21:11 Ostatnio edytowany przez Zazdrosc (2010-12-22 20:22:24)
pytanie proste ![]()
Jak myslisz dlaczego "spowiedz" traktuje sie jako metode terapi?
Nie zakladam, ze wiesz w 100% Pytam jak myslisz.
Dlaczego zadaje takie pytania
bo czlowiek sam sobie udziela najlepszych odpowiedzi
pytanie proste
Jak myslisz dlaczego "spowiedz" traktuje sie jako metode terapi?
Nie wiem. Niektórym po prostu pomaga. Ale niestety TYLKO niektórym ![]()
ale ja pytam DLACZEGO??? a nie komu pomaga ![]()
Zazdrosc napisał/a:pytanie proste
Jak myslisz dlaczego "spowiedz" traktuje sie jako metode terapi?Nie wiem. Niektórym po prostu pomaga. Ale niestety TYLKO niektórym
Nie chodzenie do spowiedzi przez ponad rok czasu to wydaje mi się, że to grzech z perspektywy Kościoła. Mówiłem wszystkie grzechy, bo inaczej to by było świętokradztwo. Po prostu taka presja narzucona przez Kościół. Skoro jestem wierzący to mówiłem wszystko, bo bałem się inaczej. Ja osobiście wolałbym, aby tylko chętni chodzili do spowiedzi. No, ale tak nie jest według wiary chrześcijańskiej. Spowiedź to zawsze był dla mnie strach, a nie żadna terapia.
a jak myslisz dlaczego spowiedz w niektorych przypadkach moze pomagac?
ale ja pytam DLACZEGO??? a nie komu pomaga
Czuję się jak w szkole, i zostałem wzięty do odpowiedzi ![]()
A tak poważnie, to napisałem. Spowiedź jest traktowana jako terapia, ponieważ zauważono że pomaga.
Dobra odpowiedź?
16 2010-12-22 20:45:38 Ostatnio edytowany przez Łuki (2010-12-22 20:49:30)
Wydaje mi się, że to zależy co kto potrzebuje. Po prostu niektórzy mają potrzebę wyrzucenia z siebie czegoś, chcą porozmawiać. Wszystko zależy od nastawienia, od psychiki. Ja np. jestem pewien, że jeśli miałbym komuś powiedzieć co zrobiłem w przeszłości i że mnie to gryzie to jeszcze bardziej pogorszyłbym swoją sytuację.
A ja mam takie pytanie. Czy Twoi rodzice są bardzo wierzący, aż za bardzo, wręcz fanatycznie wierzący? Bo w moim przypadku od dzieciństwa wpajano mi, że muszę chodzić do kościoła, bo inaczej spotka mnie ogromne nieszczęście. Jak mogę nie podziękować Bogu za szczęśliwy tydzień itp. Wpojono mi ogromne poczucie winy, gdy nie poszłam w niedzielę do kościoła. To było straszne. Męczyłam się okropnie jaki kilkuletnie dziecko. Potem już jako starsza. Zaczęłam się buntować. Doszło do bardzo nieprzyjemnych sytuacji ze strony mojego ojca. Nie chcę o tym wspominać, bo na samą myśl czuje że go nienawidzę. A Święta się przecież zbliżają. Teraz już sama reguluję moje życie religijne. Chodzę co niedzielę do kościoła, czasami zdarza mi się opuścić jakąś, ale rzadko. Nie mam tego ogromnego poczucia winy. Czasami zdarza mi się pójść w tygodniu na mszę aby "odrobić". Jeżeli tylko rodzice zaczynają ingerować w moje życie religijne odpowiadam im poprostu: "Mam 22 lata dajcie mi spokój." Nawet teraz przed Świętami mama męczyła mnie, abym poszła do spowiedzi. Ja oczywiście to zrobiłam, bo miałam poprostu taką potrzebę, a także obowiązek. Tylko nie mogę znieścć tego, że rodzice nadal chcą mieć aż taki wpływ.
Chodzą co niedzielę do Kościoła, ale nie wydaje mi się aby byli jakoś fanatycznie wierzący. Ja też chodzę co niedzielę. Gdybym nie poszedł, na pewno mieliby pretensje i jakoś krzywo się patrzyli. Ale nie ma tego problemu, bo ja chodzę gdyż chcę. Wiadomo niedługo święta, oni byli u spowiedzi a ja nie i nie pójdę, bo nie chcę zatajać. Na szczęście jakoś się nie czepiają tego, że nie poszedłem.
Większy problem będzie w Wielkanoc, na pewno będą się czepiać, jeśli nie pójdę. Nie wiem co robić. Chciałbym iść, ale za bardzo się boję. Lepiej nie iść wcale, niż kłamać. Ale do Wielkanocy jeszcze parę miesięcy...
Przypadkiem weszłam na tą stronę i przeczytałam o tym wszystkim co napisałeś Łuki.
Ja nie będę pisać ani o spowiedzi czy Ci pomoże czy nie ani nie jestem psychologiem więc trudno mi doradzać Ci jak powinieneś postąpić ale chciałam Ci napisać coś na temat Twoich myśli o samobójstwie...
Chciałam Ci uświadomić co byś zrobił swoim bliskim (i nie tylko bliskim) osobom robiąc taki krok!!!
To jest coś strasznego kiedy młody człowiek który ma całe życie przed sobą o jakąś "pierdołę" (piszę w cudzysłowie ponieważ jest to wielki problem dla Ciebie ale DO ROZWIĄZANIA!!!!) robi taki krok. To jest tchórzostwo ponieważ problemy trzeba jakoś rozwiązywać, trzeba poszukać odpowiedniego rozwiązania a nie iść na łatwiznę... i skończyć z tym na zawsze. Bo później już go nie rozwiążesz... nie cofniesz czasu... a kto wie co nas czeka po drugiej stronie?
I zostaną tu na ziemi ludzie (wszyscy co Cię znają: rodzice, koledzy, koleżanki, przyjaciele a może nawet dziewczyna która Cię kocha) i co z nimi? Pomyśl co byś im zgotował na CAŁE ŻYCIE... pomyśl o nich proszę Cię!!!
Dla tych których kochasz idź do specjalisty i daj sobie pomóc
Mój mąż tego nie zrobił nie dał sobie pomóc... i zostawił mnie, malutkiego synka, rodziców...
20 2010-12-23 02:53:53 Ostatnio edytowany przez Zazdrosc (2010-12-23 02:57:13)
a moglbys opisac wszystkie najgorsze scenariusze "co by bylo gdybys sie wyspowiadal z tego"?
To prawda, ze wierzacy rodzice skutecznie odcinaja dzieci od kosciola. Zalezy im czasem bardziej na tym by dziecko poszlo do kosciola niz zeby chcialo isc do kosciola.
21 2010-12-23 03:26:45 Ostatnio edytowany przez Łuki (2010-12-23 03:28:11)
a moglbys opisac wszystkie najgorsze scenariusze "co by bylo gdybys sie wyspowiadal z tego"?
Być może zniszczyłbym życie jednej osobie, a być może i paru osobom. Byłoby tak gdyby moi znajomi się o tym dowiedzieli. Nie wiem czy by tak było, ale wolę nie ryzykować.
A jeśli chodzi o samą spowiedź w konfesjonale, to podejrzewam, że księdza ten grzech by nie ruszył. Na pewno byłoby mi ciężej niż jest teraz, a teraz i tak już jest beznadziejnie.
Nawet jeśli powiem o tym księdzu to to i tak nie będzie koniec problemu. Będę o tym musiał na pewno rozmawiać z dziewczyną (dlatego jej nie szukam). A to już byłaby masakra. Tzn. ksiądz mnie nie zna, szybko zapomni, ale z dziewczyną już nie umiałbym być szczery tzn. powiedzieć jej o tym. Dla Niej to też pewnie nie byłoby nic strasznego i by mnie nie rozumiała, ale w mojej głowie ten grzech ma naprawdę duży wymiar. W tym właśnie problem.
wlasciwie to w swietle tego co napisales nie za bardzo rozumiem co Cie powstrzymuje od spowiedzi? Skoro ksiadz zapomni a obowiazuje go tajemnica spowiedzi to ani nikt sie nie dowie ani nikomu nie zmarnujesz zycia. Brakuje mi tu logiki.
No dobra napiszę o co chodziło dokładnie z tą głupotą z dzieciństwa, ale to już zamknięcie rozdziału i prawdopodobnie jeden z moich ostatnich postów. Przynajmniej Wy będziecie wiedzieć, co mi nie pozwala żyć... ![]()
A więc tak, kilkanaście lat temu gdy miałem 8-9 latek (nie pamiętam dokładnie), byłem na wsi u rodziny. Mój parę lat starszy ode mnie kuzyn, puszczał w telewizji jakieś filmy erotyczne. Wiedziałem, że oglądanie takich filmów to grzech, ale wiadomo presja, i chęć zaszpanowania przed nim robiły swoje. Tak więc oglądaliśmy razem. Generalnie nie wiedziałem jeszcze wtedy o co chodzi w seksie, skąd się biorą dzieci itd.. Nie wiedziałem dlaczego oni w tym filmie leżą na sobie, w jakim celu. Mój kuzyn też pewnie nie wiedział... Ale oglądaliśmy jak już mówiłem dla szpanu. Wiadomo, widzieliśmy nagie piersi, a to był powód do dumy, chociażby przed kolegami (przecież nie każdy w takim wieku, mógł mieć zaszczyt oglądania nagich kobiet).
Mało pamiętam z tamtego czasu, ale przypominam sobie jak w pewnym momencie mój kuzyn powiedział, że może też tak zrobimy jak ta para na tym filmie. Ja nie wiem czemu, ale się zgodziłem. Przecież jestem heteroseksualny, ale wtedy nie wiedziałem o co chodzi w seksie i chyba tylko dlatego się zgodziłem. Nie znałem się na orientacjach. No i dalej to już chyba się domyślacie co się stało... Udawaliśmy parę z tego filmu, dotykaliśmy się w miejscach intymnych itd.
Właśnie to nie pozwala mi żyć, cały czas o tym myślę, że to się stało. Poza tym często słyszę jak znajomi się śmieją z homoseksualistów, to wyobraźcie sobie co ja wtedy czuję i co widzę przed oczyma. Po prostu nie da się tak żyć.
Z wiadomych powodów nie chcę o tym z nikim rozmawiać, będę wyśmiany. No może nie będę wyśmiany, ale nie będę już potrafił spojrzeć tym osobom w oczy. Moja podświadomość mi nie pozwoli, nawet gdyby te osoby naprawdę to zrozumiały. Dlatego jak już mówiłem problem leży w mojej psychice i podejściu do tego. Nad tym nie da się zapanować. Żaden psycholog, żadna spowiedź, żadne miłe słowa (lub niemiłe) mi nie pomogą.
Poza tym ten mój kuzyn nie wiem jak do tego podchodzi. Ja nie chcę do tego wracać. Nie wiem czy on to pamięta czy nie, jak sobie z tym poradził. Wiem, że ma dziewczynę i prawdopodobnie zapomniał i ta przeszłość go nie rusza. Cieszę się jeśli tak jest, mam nadzieję że nie cierpi tak jak ja w podświadomości. Boję się po prostu poruszać ten temat z kimkolwiek, bo być może on sobie to przypomni i będzie cierpiał. Naprawdę nie wiem co robić.
Wydaje mi się że to nie jest tak ciężki grzech i że teraz po tylu latach nie musisz iść się z tego wyspowiadać, ponieważ jako dziecko 8-9 letnie nie wiedziałeś co tak naprawdę robisz i nie zrobiłeś tego świadomie. Wydaje mi się że Bóg nie ma pretensji o to do Ciebie tym bardziej że On widzi że Ty z tego powodu cierpisz i że jest z tym Ci źle i że żałujesz tego. Natomiast co do Ciebie samego że nie potrafisz sobie z tym poradzić musisz koniecznie zgłosić się do specjalisty on na pewno i jestem tego pewna że ci pomoże. Naprawdę taka pomoc jest nieoceniona i przede wszystkim nie wstydź się z tym iść ponieważ nie zrobiłeś tego świadomie tylko jako mały chłopiec który nic nie rozumie. A to że Cię to męczy teraz to tylko świadczy o Tobie że jesteś wrażliwym chłopakiem. Zgłoś się proszę do specjalisty naprawdę taka rozmowa Ci pomoże a najlepiej otworzyć się przed kimś obcym niż z kimś z rodziny. Życzę powodzenia i poukładania sobie tego wszystkiego tak abyś umiał spojrzeć na to z trochę innej strony i abyś umiał z tym dalej w miarę normalnie żyć.
Rozumiem, ze pewne wydarzenia z zycia odciskaja na nas pietno wstydu i nie potrafimy nikomu o tym powiedziec. Czesto czujemy sie gorsi i mniej wartosciowi a wyjawienie jakiejsc PRAWDY spowoduje, ze stracimy szacunek ludzi, przestaniemy sie liczyc.
Jestes bardzo madry, ze nie chcesz niszczyc zycia tego kolegi. On moze to pamieta a moze nie. Byl to incydent na wlasne zyczenie i z glupoty. Stalo sie.
Musisz wybaczyc sobie jako tamtemu 8 letniemu chlopcu to co sie zdarzylo. Masz prawo wyprzec sie gdyby ktos Ci to wygarnal. Nie musisz sobie robic trepanacji czaszki publicznie ani sie obnazac psychicznie. Nie musisz byc ekshibicjonista. Po co?
Ksiedzu przy spowiedzi mozesz powiedziec, ze zrobiles w dziecinstwie pewna rzecz zwiazana z seksem, ktorej sie wstydzisz a ciazy na Twoim zyciu i prosisz zeby darowal Ci nazwanie jej po imieniu. Ksiadz to zrozumie.... i nie bedzie wyciagal szczegolow, jesli bedzie to znaczy ze wariat. Mozesz zmienic kosciol i ksiedza.
Ksiadz jest po to by pomoc w spowiedzi a nie zeby zaspokoic swoja ciekawosc.
Powiedz tylko, ze nie potrafisz o tym mowic glosno i prosisz by darowal Ci opisywanie szczegolow.
A co do radzenia sobie z tym ciezarem. Jak widzisz koledze to nie przeszkadza. Moze nawet go to smieszy.
Ludzie sa rozni i roznie reaguja na taka sama sprawe.
Masz prawo do wlasnych reakcji ale masz tez prawo do szukania sposobu radzenia sobie ztym problemem. to niedobrze, ze cos az tak Cie zjada od srodka. Jestes zbyt inteligentny by poddac sie w walce o siebie.
26 2010-12-24 02:36:07 Ostatnio edytowany przez Łuki (2010-12-24 02:44:14)
Bardzo dziękuję Wam za porady.
Z jednej strony nie byłem świadomy tego co robię, gdyż z tego co pamiętam to o seksie, po co on jest, skąd się biorą dzieci itd. dowiedziałem się w wieku chyba 11 - 12 lat, jakoś tak. Ale mimo to jednak mnie to gryzie, nic na to nie poradzę, mam do siebie teraz wielkie pretensje. Na pewno byłem świadomy, że to jest złe, nie da się ukryć, ale nie wiedziałem, że to ma aż taki kaliber. Powiedzmy, że tylko częściowo byłem świadomy. Zresztą teraz to i tak nie ma już znaczenia, stało się i tyle.
Nie wyobrażam sobie żyć dalej z tą świadomością, sam sobie na pewno nie poradzę, wątpię aby ktoś też byłby mi w stanie pomóc ![]()
Może rzeczywiście powinienem wybrać się do lekarza? Co prawda wątpię w to, aby mi pomógł, ale zawsze będę miał tą świadomość (nawet jeśli się nie uda), że próbowałem jakoś sobie pomóc. Zawsze coś.
Niestety ta przeszłość to nie jest jedyny problem. Jak już pisałem, mam chyba jakąś manię na tle wiary i w ogóle w postrzeganiu Boga. Brakuje mi pewności, że On istnieje. Nie wiem czy Biblia jest dobrze interpretowana przez Kościół. Jeden ksiądz mówi tak, a drugi inaczej... Strasznie denerwuje mnie taka niepewność tego wszystkiego, zawsze jest to ALE... Z drugiej strony na swój sposób też nie potrafię Jej zinterpretować, a jeśli próbuję to zrobić to zawsze mam wyrzuty sumienia, że za bardzo myślę o sobie, a za mało o innych, nie wiem gdzie jest ta granica, sam jej nie potrafię określić. Nie wiem co o tym wszystkim już myśleć. Nie wiem gdzie tak naprawdę jest Bóg, a gdzie tylko moje schizofreniczne postrzeganie Go...
Jeśli chodzi o specjalistów to nie wiem czy bardziej powinienem kierować się do psychologa czy do psychiatry? Proszę pomóżcie. Dobranoc.
27 2010-12-24 03:43:41 Ostatnio edytowany przez Zazdrosc (2010-12-24 13:17:25)
Sa poradnie zdrowia psychicznego... i ja bym udala sie wlasnie tam.
Myslales kiedys o studiach katolickich?
Takie studia odpowiedzialyby na wiele watpliwosci.
Twoja "tajemnica" nikim nie wstrzasnela.. jak widzisz
Ludzie maja rozne przezycia, o ktorych nie mowia. Nikomu nie wydales sie smieszny czy glupi i grzeszny...
Problem jest w Tobie. Warto pomyslec o tej poradni ![]()
Nie wypalaj sie juz tymi myslami.
Kazdy ma prawo miec tajemnice. Nie musisz tego ujawniac mamie czy znajomym. A juz napewno nie jest to cos z czym nie mozna zyc. To tylko kwestia znalezienia odpowiedzi dlaczego nie daje Ci to spokoju i odpowiedniej terapii.
Wierze, ze Ci sie uda.
Napisz czy psycholog do ktorego pojdziesz jest fajny i czy go polubiles. Zawsze ciekawi mnie czy ludzie lubia swoich psychologow ![]()
Raczej do psychologa a nie psychiatry.
Zobaczysz jaka to będzie ulga jak ktoś Cię wysłucha i co lepsza będzie chciał albo nawet zrozumie i będzie Ci radził jak sobie to wszystko poukładać i pomoże Ci odpowiedzieć na pytania na które sam byś sobie nie odpowiedział. Tak jak napisałeś jak się do niego udasz to raczej nie zaszkodzi a pomyśl co będzie jak Ci pomoże!!! Jak być może kamień z serca Ci spadnie (albo coś w tym stylu poczujesz).
Napisz proszę jak się zdecydujesz i czy Ci pomógł.
Luki, zycze Ci spokojnych Swiat Bozego Narodzenia ![]()
Dziękuję jeszcze raz za porady mimo wszystko i życzenia. Również Wam życzę wesołych świąt.
Myślę, że jakoś niedługo wypadałoby się tam wybrać. Tak czy siak w końcu będę musiał się przełamać. Jak na razie modlę się o rozwiązanie tych problemów, aczkolwiek ciężko się modlić jak wiary brakuje ![]()
Polecam Ci ksiazke Rozmowy z Bogiem. Piekna!!!!! Gwarantuje poczujesz sie lepiej!!!!!!! Cokolwiek zrobiles, cokolwiek, jak bardzo zle by to bylo, to pestka dla Boga, juz nie jeden raz takie rzeczy widzial... Juz jest Ci wybaczone. Wybacz sobie, uznaj to za blad, wybacz to sobie.
Nie boj sie. Jestes jaki jestes, w pelni kochany przez Boga. Nie boj sie!
Przesylam mnostwo milosci
ok przeczytalam post w ktorym sie zwierzasz co zrobiles, Slonce to w ogole nie jest nic zlego, spokojnie, kazdy czlowiek przechodzi przez takie rzeczy, ciekawosc, eksperymentowanie, odkrywanie tego kim jestes i co lubisz, nie jest niczym zlym. Niepotrzebnie sie tym zadreczasz w ogole. Zapomnij Wszyscy robia takie rzeczy, gwarantuje Ci to. Nawet ksieza. Zle Ci z tym, to oznacza,ze tego nie lubisz.
Dziękuje Ci Goodotka! Twoje słowa mają jakoś taką pozytywną moc ![]()
Wiesz co z ciekawości wszedłem dzięki Tobie na stronę tej książki i przeczytałem ten wywiad http://www.rzb.pl/tucker.html
Generalnie bardo trudno mi uwierzyć w te słowa, o cudach i wierze itd.
Jak Ty się do tego odnosisz?
34 2010-12-24 22:45:23 Ostatnio edytowany przez AnnaKatarzyna (2010-12-24 23:08:01)
Niestety ta przeszłość to nie jest jedyny problem. Jak już pisałem, mam chyba jakąś manię na tle wiary i w ogóle w postrzeganiu Boga. Brakuje mi pewności, że On istnieje. Nie wiem czy Biblia jest dobrze interpretowana przez Kościół. Jeden ksiądz mówi tak, a drugi inaczej... Strasznie denerwuje mnie taka niepewność tego wszystkiego, zawsze jest to ALE... Z drugiej strony na swój sposób też nie potrafię Jej zinterpretować, a jeśli próbuję to zrobić to zawsze mam wyrzuty sumienia, że za bardzo myślę o sobie, a za mało o innych, nie wiem gdzie jest ta granica, sam jej nie potrafię określić. Nie wiem co o tym wszystkim już myśleć. Nie wiem gdzie tak naprawdę jest Bóg, a gdzie tylko moje schizofreniczne postrzeganie Go...
Pewności czy Bóg istnieje, czy nie nigdy nie będziesz miał. Nikt Ci tego nie zagwarantuje. Musisz sam zdecydować czy wierzysz w Niego czy nie. Czy wierzysz w to, że po śmierci pójdziesz do nieba, czy zjedzą Cię robaki. Ale z tego co piszesz, Bóg jest Ci bardzo bliski i potrzebny. Więc chcesz wierzyć, że istnieje. Ja nie wierze w Boga i nie chce wierzyć.
Jeśli chodzi o Twój problem to ok, rozumiem, że dla Ciebie to jest coś co nie daje Ci spokoju, kogoś innego to nie ruszy. To, że się tym przejmujesz świadczy tylko o Twojej wrażliwości. Ale jak wyżej dziewczyny napisały, to nie jest nic strasznego, zrobiłeś to nieświadomie, nie wiedząc co robisz... Może spróbuj podejść do tego w ten sposób. Byłeś małym gówniarzem, to była jakaś głupia, niewinna zabawa, która nie miała nic wspólnego z homoseksualizmem ! Miałeś 8 lat. Żaden ośmiolatek nie ma o ty pojęcia. Spróbuj na to spojrzeć z tej strony.
Spokojnych Świąt:) Trzymaj się ![]()
Ania
Pewności czy Bóg istnieje, czy nie nigdy nie będziesz miał. Nikt Ci tego nie zagwarantuje. Musisz sam zdecydować czy wierzysz w Niego czy nie. Czy wierzysz w to, że po śmierci pójdziesz do nieba, czy zjedzą Cię robaki. Ale z tego co piszesz, Bóg jest Ci bardzo bliski i potrzebny. Więc chcesz wierzyć, że istnieje. Ja nie wierze w Boga i nie chce wierzyć.
Jeśli chodzi o moją wiarę, to gdyby istniało wyłącznie Pismo Święte jako dowód na istnienie Boga, to miałbym rzeczywiście wielki problem aby uwierzyć w Niego. Prawdopodobnie bym nie wierzył i tyle.
Tak naprawdę do tego, aby wierzyć skłaniają mnie wyłącznie objawienia Matki Boskiej i różne inne niewyjaśnione cuda (np. uzdrowienia). To już naprawdę daje mi do myślenia. Ale zawsze, jest to ALE... ja nie widziałem, mi się niestety nie objawiła ![]()
Nie wiem, czy z tymi objawieniami to nie jest czasem tylko mistyfikacja. Tego się obawiam ![]()
bo widzisz to jest WIARA... oznacza, ze wierzysz w istnienie Boga.
Gdybys mial dowody to bylby kontrakt. Bog dalby Ci regulamin i musialbys go przestrzegac, wszystko zgodnie z kontraktem.
/mnie do istnienie Boga przekonuje wiele rzeczy np. spokoj z jakim odszedl nasz Papiez, jego pogodzenie sie i wiara do konca. Jesli tak swiatly czlowiek, majacy mozliwosc dotkniecia najwiekszych tajemnic kosciola, jego sekretow i historii.. nie utracil tej wiary do konca to moze warto zaufac chocby jego wierze? Przeciez nie byl idiota?
37 2010-12-25 12:28:06 Ostatnio edytowany przez AnnaKatarzyna (2010-12-25 12:29:09)
Jeśli chodzi o moją wiarę, to gdyby istniało wyłącznie Pismo Święte jako dowód na istnienie Boga, to miałbym rzeczywiście wielki problem aby uwierzyć w Niego. Prawdopodobnie bym nie wierzył i tyle.
Tak naprawdę do tego, aby wierzyć skłaniają mnie wyłącznie objawienia Matki Boskiej i różne inne niewyjaśnione cuda (np. uzdrowienia). To już naprawdę daje mi do myślenia. Ale zawsze, jest to ALE... ja nie widziałem, mi się niestety nie objawiła
Nie wiem, czy z tymi objawieniami to nie jest czasem tylko mistyfikacja. Tego się obawiam
No tak, ja rozumiem o co Ci chodzi. Ale każdy ma takie wątpliwości... Nie mówi o nich głośno, ale na pewno czasem się zastanawia jak to na prawdę jest. I tak jak pisze zazdrość na tym polega wiara. Nie widzisz Go jako samego Boga, ale odbierasz znaki od niego, np. objawienia Matki Boskiej, czy uzdrowienia. Widzę, że jest Ci potrzebny i bardzo chcesz wierzyć w Jego istnienie. Ale tak jak napisała zazdrość, gdybyś Go widział, miał zagwarantowane to nie miałoby to nic wspólnego z wiarą.
Wypełniał byś jego przykazania, bo musisz, bo jak nie to pójdziesz do Piekła.
Ania
38 2010-12-25 17:23:03 Ostatnio edytowany przez Łuki (2010-12-25 17:29:57)
Po pierwsze chciałbym Wam bardzo podziękować, że rozmawiacie ze mną i wymieniacie swoje poglądy, doradzacie ![]()
No tak, wiara to wiara. Logiczne
Aczkolwiek Ci co mieli zaszczyt zobaczyć Matkę Boską na żywo i z Nią porozmawiać, nie wierzą ale już WIEDZĄ
Jedyne w co mogli nie wierzyć, to w Jej święte słowa i nie wierzyć w To, że ją naprawdę widzą. Ale troje małych pastuszków, przecież nie mogło mieć schizofrenii. Badano ich nawet z tego co wiem pod tym względem. Nie wiadomo czy nie wymyśliły sobie tylko tego i umówiły się ze sobą, że będą tak mówić (powiedzmy dla rozgłosu). Wiadomo dzieci mają różne pomysły. Tego raczej się nie dowiemy. Tak czy siak ja im wierzę (naprawdę chciałbym wierzyć), aczkolwiek jak już mówiłem są wątpliwości ![]()
No dobrze, ale objawienia to jedna sprawa...
Ukrywanie tego jak dla mnie strasznego grzechu z dzieciństwa przez tyle lat, na pewno zszargało lekko moją psychikę. Tzn. przed Wami się otworzyłem, ale ukrywam to jeszcze przed Bogiem tzn. nie byłem u spowiedzi. Ale zamierzam to zrobić w najbliższym czasie, dłużej tak nie potrafię żyć. Nie wiem czy spowiedź osobiście mi pomoże, ale Bóg na pewno się ucieszy, a to też na pewno lekka pociecha dla mnie mimo wszystko ![]()
Myślę sobie, że właśnie może bardziej powinienem porozmawiać o swoim życiu i problemach z księdzem niż psychologiem, skoro Bóg jest dla mnie tak bardzo ważny? No nie wiem ![]()
Spowiedź to nie wszystko, chciałbym jeszcze zadać jakieś pytania odnośnie wiary, a psycholog może nie wiedzieć o co mi chodzi.
Domyślam się niestety, że ani ksiądz mi nie pomoże ani psycholog (boję się, że psycholog będzie chciał mi pomóc z psychiką, ale ta terapia będzie sprzeczna z tym co oczekuje ode mnie Bóg tzn. psycholog sprawi, że będę się czuł dobrze psychicznie, ale to będzie nagięcie wiary
) Rozumiecie?
Ksiądz nie wiem co mi powie... Zresztą prawdopodobnie jeden powie tak, a drugi inaczej... Nie wiem co robić ![]()
Sam nie potrafię zinterpretować Biblii, mówiłem już o tym. Potrzebuję prowadzenia za rękę przez Boga, przez Anioła Stróża. Inaczej jestem zagubioną owieczką... Komu wierzyć? Wiem, że wiele osób polega na swoim sumieniu, aczkolwiek sumienie nie ma nic wspólnego z Bogiem, tak mi się wydaje. Sumienia bywają różne, jedni grzeszą mocno i im to nie przeszkadza, wiedzą że Bóg i tak im wybaczy (wiem, że nie powinienem, ale zazdroszczę takim osobom
). Inni leciutko zgrzeszą i już nie mogą spać po nocach (ja chyba jestem taką osobą). Także na swoim sumieniu nie mogę polegać. Czasem zdarza się tak, że nagina się te zasady Boże, ale nie traktuje się tego jako pełnoprawny grzech, np. kłamstwo w dobrej intencji, alianci walczący o pokój na Ziemii. Można by tak wymieniać długo. Jedni to akceptują, a drudzy nie. Często są takie sytuacje na pograniczu grzechu. Nie wiem na co mogę sobie pozwolić, aby Bóg nie był aż tak bardzo zły na mnie. Brakuje mi tego dosłownego prowadzenia za rękę przez Anioła Stróża. Ale jak z nim nawiązać kontakt, modlę się o niego, aby się pojawił. Wiem, że może powiedzieć, coś ostrego, że mam jakąś misję, a ja nie będę potrafił z tchórzostwa jej wypełnić. No naprawdę nie wiem jak już myśleć, jakimi kategoriami... ![]()
Obawiam się, że mam manię na tym punkcie
Przez tą manię i brak pewności bardzo się męczę.
A może mam się właśnie męczyć, wiecznie poświęcać? Chciałbym być dobrym człowiekiem, aczkolwiek zawsze dostrzegam że za mało się staram. Gdyby ten Anioł się zjawił i powiedział mi konkretnie co mam robić, byłoby zupełnie inaczej...Wiedziałbym przynajmniej, że nie spełniam oczekiwań i nie jestem godzien, aby dalej żyć ![]()
Autorze i tym się przejąłeś?
Nie zrobiłeś nic złego. Dzieci w taki sposób poznają własne ciała ... Zdarza się, ze dziewczynki z dziewczynakmi, a chłopcy z chłopcami ... To byla ciekawość, podświadoma facynacja czymś co jest "zakazane", a co dotyczy człowieka.
Seks nie powinien być tematem tabu, bo potem w człowieku rodzi się takie poczucie winy. Wiara katolicka jest dla mnie trochę konserwatywna, bo "zataja" prawdę o człowieku. Z pukntu widzenia psychologii nie zroiłeś nic złego. Nie przjmuj się.
No dla nas może to jest nic, ale dla Łukiego może to być ważne i właśnie to nie daje mu spokoju. Różni są ludzie, jedni są bardziej wrażliwi, inni mniej.
I jak Netkobiety? Sądzicie, że jestem poje*any? Wątek się skończył, odpowiedzi nie ma
a niechęć do życia, do działań pozostaje i wydaje mi się, że jest coraz gorzej...
W związku z ciągłym dołem, zacząłem szukać tak naprawdę Boga, chciałem dowiedzieć się czy naprawdę istnieje. Oczywiście odpowiedzi nie znalazłem
Wszystko dobija.
Przy okazji zacząłem myśleć nad sensem życia. Wydaje mi się, że życie może być dobre tylko wtedy, gdy Bóg nas prowadzi. Bóg mnie niestety nie prowadzi, modlę się do Niego o to, ale to nie jest rozmowa tylko niestety mój monolog. Ciężko mówić do kogoś, jeśli nie wiadomo czy Cię słucha ![]()
Przesłuchałem już nawet kilka godzin kazań Ks. Pawlukiewicza na YouTube w celu może jakiegoś pocieszenia, sam nie wiem
Koniec końców brakuje mi bezpośredniej rozmowy z Bogiem lub Aniołem o życiu...
Przy okazji pomyślałem sobie o cierpieniu na świecie, całym tym bałaganie, czemu Bóg tak mało interweniuje jeśli w ogóle istnieje. Dlaczego Żydzi wciąż walczą z Arabami w kwestii wiary? Co chwila ktoś się wysadza
Ja bym nie wytrzymał żyć w Izraelu, ciągle w takiej presji, że za chwilę ktoś się wysadzi. Straszne to jest. Po prostu zła interpretacja i pojmowanie Boga prowadzą do tego. Ale dlaczego w takim razie Bóg nie interweniuje jakoś konkretnie w tym temacie, przecież to chodzi o Niego? Nie rozumiem tego. Nam jest łatwo o tym mówić popijając kawkę i będąc daleko od tego problemu
Zresztą Polska jest na czarnej liście u arabskich terrorystów, tak więc możemy się spodziewać ataków... Masakra. No właśnie myśląc o tym wszystkim coraz mniej w Niego wierzę. Boję się, że naprawdę Go nie ma ![]()
Podczas pisania tego posta, w tym czasie w wielkim cierpieniu z samego głodu umiera kilkaset osób. Smutne, ale prawdziwe. A psycholog co ma mi powiedzieć? "Nie martw się, skończysz studia i wszystko będzie pięknie" To już lepiej oddać te pieniądze zamiast na psychologa, na cele charytatywne, na jedzenie dla tych dzieci. Stwierdziłem, że wielu z nas potrafi się poświęcać, ale nie za bardzo, tak tylko czasem wrzuci się złotówkę do puszki i nic więcej. Jednak to my jesteśmy na pierwszym miejscu zawsze
Nie chcemy zagłębiać się w problemy, robimy to tylko powierzchownie, abyśmy tylko nie stracili przez to pomaganie. Taka smutna prawda. Ja też stwierdziłem, że jestem taki, nie poświęcam się za bardzo dla innych. Oddałem krew jakiś czas temu i nic więcej w sumie pożytecznego dla świata nie zrobiłem. Gdybym chciał oddać więcej pieniędzy na dobre cele to już pewnie niektórzy, by się dziwili, że jestem głupi itd.
I tak to zrobię, ale po cichu
Nie chcę słuchać niepotrzebnie takich komentarzy). Co prawda niewiele mam, ale to już inna sprawa
Nie da się ukryć, ale poświęcanie się innym nie jest łatwe
Rezygnowanie ze swoich pasji, itd. Poza tym jestem tchórzem, boję się bólu i to strasznie. Gdyby Bóg powiedział bezpośrednio, że mam się poświęcić całkowicie dla innych i zrezygnować ze swych zainteresowań to bym to zrobił. Nie byłoby łatwo, ale bym zrobił. Poprosiłbym Go, aby usunął ze mnie lęk i wielką wrażliwość na ból jaką mam obecnie i bym działał. Proszę Go aby mnie nawiedził, chciałbym z Nim porozmawiać, ale nie ma Go niestety... Nie mam tej motywacji do działania, zresztą właśnie w tym jest problem wielu z nas. Ciągle gryzie mnie, że za mało się poświęcam, nie wytrzymam tego dłużej...
Już tracę przez to nawet siły i chęci, aby wrzucić tą symboliczną złotówkę
. Totalny bezsens, złość na siebie i Boga (jeśli istnieje)...
MASAKRA. Psycholog jak już mówiłem mi nie pomoże, odbije od prawdy jaka jest na świecie i zmanipuluje moją psychikę, a tego nie chcę... ![]()
Jak chcesz nawiązać kontakt z Aniołem Stróżem to sie na niego otwórz. NBie ejst to trudne, i pzrestań życ w lęku, w panice pzred grzechem i owocami zakazanymi.
Bóg jest milością, Lęk to wszystko co nie jest przynależne Bogu.
Łatwo powiedzieć ![]()
Chciałbym nawiązać kontakt z Aniołem. Choćby na chwilę. Chodzi mi o prawdziwą rozmowę.
A Ty kiedyś rozmawiałaś z Aniołem, z Bogiem? Udało Ci się to?
tak, rozmawiam z aniolami,
A pomagają Tobie? Jak wygląda taka rozmowa, widzisz je, czy słyszysz? Proszę podpowiedz mi coś na ten temat, bo ja się modlę i nic ![]()
46 2010-12-27 21:45:57 Ostatnio edytowany przez Szept (2010-12-27 21:46:43)
myślę, ze nie jest to temat na dyskusję tutaj, bo zrobimy offtop, ale mozesz napisac do mnie na email: agnieszka@ezodar.pl
Albo trzeba by nowy temat założyc, o aniolach.
dlaczego szukasz dowodow i znakow na istnienie Boga... czyzbys nie rozumial, ze wiara to nie kontrakt?
Wiara, jak sama nazwa mowi polega na tym, ze wierzysz a nie ze Bogu udalo sie Ciebie przekonac
Czy nie prosciej wierzyc? Dlaczego wciaz wymagasz od Boga dowodow? Jak je dostajesz to watpisz i szukasz nowych... teraz pytasz o kontakt z aniolami.... Ty wcale nie wierzysz. Mowisz bede wierzyl jak mnie Panie Boze przekonasz. Koniec z zabawa w kotka i myszke. Domagam sie dowodow. Daje Ci czas do konca roku i masz mnie przekonac bo jak nie to zrobie Ci cos na zlosc.
czasem tak jest, ze ktoś potzrebuje najmniejszego dowodu by jego wiara stala sie silniejsza. lub wróciła.
No właśnie, nie wiem co lepsze...:)
Założyć taki temat czy byś powiedziała mi na mailu? Może lepiej założyć taki temat, bo może nie tylko ja potrzebuję takiej pomocy? Jak sobie życzysz?
dlaczego szukasz dowodow i znakow na istnienie Boga... czyzbys nie rozumial, ze wiara to nie kontrakt?
Wiara, jak sama nazwa mowi polega na tym, ze wierzysz a nie ze Bogu udalo sie Ciebie przekonacCzy nie prosciej wierzyc? Dlaczego wciaz wymagasz od Boga dowodow? Jak je dostajesz to watpisz i szukasz nowych... teraz pytasz o kontakt z aniolami.... Ty wcale nie wierzysz. Mowisz bede wierzyl jak mnie Panie Boze przekonasz. Koniec z zabawa w kotka i myszke. Domagam sie dowodow.
Tyle słyszy się o tym, że nie istnieje, że nie wiem już komu wierzyć
Daje Ci czas do konca roku i masz mnie przekonac bo jak nie to zrobie Ci cos na zlosc.
Nie chcę robić nic nikomu na złość ![]()
Napisz na maila a potem zdecyduj czy pzreniesiemy temat na forum
Nigdy dowodu nie dostaniemy żeby było czarno na białym napisane że Bóg istnieje dla każdego człowieka z osobna. To jest właśnie WIARA... albo wierzę w Boga i wiem że On istnieje albo w NIEGO nie wierzę! Zawsze jest tak że jak czegoś bardzo chcemy to tego nie dostajemy. Ty chcesz żeby przyszedł do Ciebie Anioł Stróż i poprowadził Cię za rączkę... wiesz ile osób na tym świecie by tego chciało!!! Jakby Bóg chciał wysłuchać wszystkich to trochę by ten świat inaczej wyglądał. On Ci nie da dowodu na to że istnieje niestety trzeba w to uwierzyć.
Ja też bym bardzo chciała żeby przyszedł do mnie mój mąż który nie żyje od 23 dni jako anioł albo we śnie żeby mnie wsparł powiedział żebym się nie martwiła bo jemu jest tam dobrze... ale tak jak pisałam wcześniej jak bardzo czegoś chcemy to nie dostajemy tego i została mi tylko wiara w to że istnieje życie wieczne
I tu się mylisz, bo Bóg daje nam dokłądnie to o co prosimy, kwestia sformulowania chcenia. Bo jesli chcesz cos miec otrzymujesz to, czyli stan chcenia.
Bog dał nam wolną wolę i tylko nasze wybory kształtują nas i otaczajacy swiat.
Anioł stróż? jest obok nas zawsze, jego rola nie koniecznie jest taka jak się powszechnie uważa. co więcej, mowi do nas non stop. Ale anioly nie zrobią nic, zanim im na to nie pozwolimy, a pozowlic mzoemy z chwilą otworzenia serca.
Co do wiary... wiesz, znam osoby które wiedzą, a nie wierzą. Bo należą do tych widzących, slyszących.
inna sprawa, że jak napisał Cervantes, czasem tzreba uwierzyć by móc zobaczyć
Nigdy dowodu nie dostaniemy żeby było czarno na białym napisane że Bóg istnieje dla każdego człowieka z osobna. To jest właśnie WIARA... albo wierzę w Boga i wiem że On istnieje albo w NIEGO nie wierzę! Zawsze jest tak że jak czegoś bardzo chcemy to tego nie dostajemy. Ty chcesz żeby przyszedł do Ciebie Anioł Stróż i poprowadził Cię za rączkę... wiesz ile osób na tym świecie by tego chciało!!! Jakby Bóg chciał wysłuchać wszystkich to trochę by ten świat inaczej wyglądał. On Ci nie da dowodu na to że istnieje niestety trzeba w to uwierzyć.
Ja też bym bardzo chciała żeby przyszedł do mnie mój mąż który nie żyje od 23 dni jako anioł albo we śnie żeby mnie wsparł powiedział żebym się nie martwiła bo jemu jest tam dobrze... ale tak jak pisałam wcześniej jak bardzo czegoś chcemy to nie dostajemy tego i została mi tylko wiara w to że istnieje życie wieczne
A może się jednak da jeszcze tu na tym świecie?
Próbowałaś się modlić do Niego lub o Niego (o Anioła)?
W Starym Testamencie były różne cuda...
Niektóre osoby nie chcą wierzyć w takie rzeczy, bo im łatwiej. Są bogaci, szczęśliwi to po co im Bóg? Częściowo ich rozumiem.
Ja niestety nie jestem szczęśliwy i dlatego proszę o tego Aniołka? Czy to coś złego?
Próbowałam modlitwy ale nie pomogła... może nie umiem się modlić (w tej intencji)...
Nie ma nic złego w tym że prosisz o Aniołka mnie tylko chodziło o to że jeśli ten Aniołek się nie pojawi to wcale nie oznacz że nie ma Boga
Fiu fiu, ale rozlegly temat
spróbuje jakoś pokolei.
1. wracając do Twojej traumy z dzieciństwa, jestem w stanie Cię zrozumieć. Też gdy byłam małym dzieckiem robiłam różne rzeczy, które teraz wydają mi się nie do pomyślenia
I podobnie jak ty jestem osobą wierzącą. Co do tych grzechów z dzieciństwa - też z nich się przez wiele lat nie spowiadałam. Po pierwsze, nie byłam przez dłuższy czas świadoma, że to co robiłam było grzeszne. W ogóle w takim wczesnym dzieciństwie nie mysli się w kategorii 'grzeszne/ niegrzeszne'. A jako, że nie jest się czegoś w pełni świadomym to nie jest to grzech ciężki - tak więc nie dzieje sie nic strasznego jak tego nie powiesz na spowiedzi. Oczywiście w pewnym wieku dociera, że niektóre czynności robione w dzieciństwie mogły się nie podobać Panu Bogu. Jednak wtedy dowiedziałam się, że z grzechem ciężkim musi być powiązana świadomość i mnie to uspokoiło. Ale w pewnym momencie jakoś zaczęło mnie to gryźć jak Ciebie, postanowiłam przestąpić do spowiedzi i powiedzieć, że robiłam to i to dawno temu, ale nie byłam wtedy świadoma wtedy wagi tych spraw. Ksiądz potwierdził wtedy moje myślenie(że nie był to wówczas grzech cięzki) dodając że Panu Bogu spodoba się że uporządkowałam i zamknęłam swoją przeszłość. I jestem spokojna;)
2. bardzo możliwe że jesteś osobą posiadającą tzw. sumienie skrupulanckie. Spytaj spowiednika lub poszukaj w necie o co chodzi ![]()
3. jeśli chodzi o znaki wiary - polecam filmy o Całunie Turyńskim, mnie zawsze podbudowują i dodają sił w wierze.
4. hm, coś miałam jeszcze napisać ale zapomniałam ![]()
Nie ma nic złego w tym że prosisz o Aniołka mnie tylko chodziło o to że jeśli ten Aniołek się nie pojawi to wcale nie oznacz że nie ma Boga
Wiadoma sprawa
Trzeba prosić, modlić się, tylko że z czasem niestety chęci już brakuje ![]()
Obecnie odprawiam nowennę do Świętej Rity, podobno często spełniają się prośby kierowane do Niej. Jest patronką od spraw beznadziejnych
Spróbuj może Tobie pomoże Jej wstawiennictwo... Nigdy nie wiadomo
A może ja pomodlę się o Twoje prośby, a Ty o moje? Może to da efekt? Co o tym myślisz?
Możemy spróbować na pewno nie zaszkodzimy sobie a może pomoże.
59 2010-12-28 16:43:42 Ostatnio edytowany przez Łuki (2010-12-28 16:44:16)
Bóg daje nam dokłądnie to o co prosimy, kwestia sformulowania chcenia. Bo jesli chcesz cos miec otrzymujesz to, czyli stan chcenia.
Wydaje mi się, że jeśli Bóg jest miłosierny to raczej nie będzie czepiał się słówek... ![]()
A jeśli chodzi o sformułowanie prośby to "stan chcenia" powinniśmy otrzymać po wypowiedzeniu słów: "Chcę chcieć ....." ![]()
Nie do konca. Bóg daje to co jesteśmy gotowi przyjąć. Stwierdzajac, ze coś chcemy jednocześnie przyznajemy sie do braku tego czegoś, a to w swiadomosci wytwarza stan, który wskazuje na : Nie mam.
A Bóg nie daje nic poza milością, i poza tym co sami wykreujemy.
Ale to juz rozmowa na dłużej i myślę, ze dotyczy kwesti pojmowania Boga.
a zatem dlaczego Bog dal watpliwosc na swoje istnienie?
czyzby uwazal, ze ta watpliwosc jestesmy w stanie przyjac?
Dlaczego czlowiek niewierzacy w Boga mialby byc grzeszny skoro za boska sprawa zwatpil?
Znam ludzi wierzacych -bardzo madrych i dobrych
Znam ludzi wierzacych-podlych, nikczemnych i niesprawiedliwych.
Dlaczego Bog nie obdarzylby watpliwosciami niewierzacych? Chocby tylko po to by Ci wierzacy byli tylko dobrzy, prawi i sprawiedliwi... i dawali swiadectwo na istnienie Boga milosiernego, milujacego?
Jakos wydaje mi sie , ze Szept zagubil sie w wywodach...
Mysle, ze kazde tlumaczenie czynow Boga dziala na niekorzysc wiary, jej zalamanie lub utrate. Czlowiek jest ulomny i kazda jego nielogicznosc w tlumaczeniu spraw boskich zostanie wychwycona przez watpiacego... brak logiki jest najczestsza przyczyna zwatpienia... nie zapominaj Luki, ze ta logike stworzyli ludzie mniej lub bardziej inteligentni. Mozna podwazyc ich logike, ale nie ma to nic wspolnego z Bogiem... zawsze bedzie to tylko zwatpienie w ludzka logike pojmowania Boga.
Bog jest niepojety.:)
nie potrzebuje dowodow, nie jestem prokuratorem szukajacym dowodow i alibi...
ja czuje, ze on jest i czuje, ze go nie pojmuje ![]()
Nie chce go probowac pojac... nie mam w sobie grzechu pychy... wiem, ze jestem zbyt mala, zbyt slaba i zbyt glupia by go pojac... poddalam sie juz na poczatku mojej wiary... UFAM MU i odwiedzam w jego swiatyni.
Ksieza to tez ludzie... mniej lub bardziej logiczni... nie zawierzam ludzkiej logice w utrwalaniu mojej wiary... bylabym glupia... a nie jestem ![]()
Nie zgubiłam się w wywodach. Ja pojmuję Boga. Bóg, Absolut... Itd.
Nie mam wątpliwości w to, że on istnieje. Jaki jest i co nam daje.
63 2010-12-28 19:06:11 Ostatnio edytowany przez Zazdrosc (2010-12-28 19:26:18)
A zatem rozwin swoja wypowiedz:
I tu się mylisz, bo Bóg daje nam dokłądnie to o co prosimy, kwestia sformulowania chcenia. Bo jesli chcesz cos miec otrzymujesz to, czyli stan chcenia.
Bog dał nam wolną wolę i tylko nasze wybory kształtują nas i otaczajacy swiat.
odpowiadajac na moje pytania:
a zatem dlaczego Bog dal watpliwosc na swoje istnienie?
czyzby uwazal, ze ta watpliwosc jestesmy w stanie przyjac?Dlaczego czlowiek niewierzacy w Boga mialby byc grzeszny skoro za boska sprawa zwatpil?
Znam ludzi wierzacych -bardzo madrych i dobrych
Znam ludzi wierzacych-podlych, nikczemnych i niesprawiedliwych.Dlaczego Bog nie obdarzylby watpliwosciami niewierzacych? Chocby tylko po to by Ci wierzacy byli tylko dobrzy, prawi i sprawiedliwi... i dawali swiadectwo na istnienie Boga milosiernego, milujacego?
kazde slownie wyrazone pojmowanie Boga rozbija sie o semantyke
... nawet slowo "pojmuje" ![]()
Gdyby zastanowic sie nad slowem "pojmuje" w roznych publikacjach na przestrzeni dziejow, poczawszy od Pisma Swietego, to jego tresc oznaczona chocby w ujęciu diachronicznym budzi juz wiele watpliwosci. Zeby zatem nie wzbudzac jeszcze wiekszych watpliwosci w watpiacym musielibysmy stworzyc jakas legende semantyczna do kazdego zdania i co zabawne
legenda skladalaby sie ze slow... ha ha ha
W tym wypadku mialam na myśli, pojmowanie jako to, kim dla każdego z nas jest bóg. ja np nie uznaję boga biblijnego. jestem absolutystką, jeśli tak mozna to określić.
Tak sobie myślę teraz, że można wierzyć na dwa sposoby a często ludzie traktują to jako jedno. Spróbuję wytłumaczyć o co mi chodzi...
Zazdrość krytykujesz mnie, że ja nie wierzę Bogu, że chcę kontraktu itd... Nie o to mi chodzi !!
tzn. rozróżniam dwie wiary:
1. Wiara w Niego i 2. Wiara w Niego
To niby to samo zdanie, a jednak to nie to samo...
Rozumiesz o co mi chodzi? ![]()