Jesteś Wielokropku pierwszą osobą,która powiedziała mi,że jest we mnie dużo pozytywnych uczuć dla męża.Tak jest istotnie.Chciałabym dobrze dla niego.
Może nie wiem,co to jest miłość?
Potrzebuję czasu Wielokropku...
Bardzo Cię lubię.Pozdrawiam:)
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Powiedziałam kocham,a on...
Strony Poprzednia 1 2 3 4
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Jesteś Wielokropku pierwszą osobą,która powiedziała mi,że jest we mnie dużo pozytywnych uczuć dla męża.Tak jest istotnie.Chciałabym dobrze dla niego.
Może nie wiem,co to jest miłość?
Potrzebuję czasu Wielokropku...
Bardzo Cię lubię.Pozdrawiam:)
Podobne tematy
Pogrubiłam najistotniejszy fragment:
Miłość - podstawową definicją jest pragnienie szczęścia dla drugiej osoby (ewentualnie siebie bądź innego ważniejszego bytu). Miłość często jest rozumiana jako dowolna ilość emocji i doświadczeń zachodzących z powodu silnej więzi. Słowo "miłość" może odnosić się do wielu różnorodnych uczuć, stanów i postaw, poczynając od ogólnego zadowolenia, a kończąc na silnej więzi międzyludzkiej, jednakże nie jest ona sama w sobie uczuciem. Rozmaitość użyć i znaczeń, połączona z zawiłością opisywanych przez nią uczuć, powoduje, że miłość jest niespotykanie trudna do zdefiniowania, nawet w porównaniu do innych stanów emocjonalnych. Rozumienie miłości według powyższej definicji najczęściej daje uzyskany efekt wzajemnego zrealizowania się.
Miłość jest przedmiotem i źródłem inspiracji dla twórców sztuki oraz literatury, religii i psychologii. Przez niektórych ludzi bywa uważana za sens życia ludzkiego ? czyniąca je prawdziwym i w pełni szczęśliwym.(...)
Czytaj ze zrozumieniem
, powoli.
Poszukaj, choćby w internecie, innych informacji na ten temat.
* * *
Jesteś Wielokropku pierwszą osobą,która powiedziała mi,że jest we mnie dużo pozytywnych uczuć dla męża.Tak jest istotnie.Chciałabym dobrze dla niego.(..)
Wszyscy "załapali się" na męża-kryminalistę.
Ja zaś, etykiety mam w nosie. ![]()
I wychodząc za mąż nie wiedziałam niestety,kim i jakim jest człowiekiem,że będzie mi tak trudno...
A jak to się stało, że za niego wyszłaś? Dlaczego? Jeśli była o tym mowa wcześniej, to już nie pamiętam
Przypuszczam, że czułaś się do tego zmuszona (przez okoliczności albo osoby), skoro ''nigdy go nie kochałaś''.
(...)
A jak to się stało, że za niego wyszłaś? Dlaczego? Jeśli była o tym mowa wcześniej, to już nie pamiętamPrzypuszczam, że czułaś się do tego zmuszona (przez okoliczności albo osoby), skoro ''nigdy go nie kochałaś''.
Może przeczytaj cały wątek, nawet ponownie, zanim zaczniesz zadawać pytania, na które jest już odpowiedź?
Po tym wszystkim poczucie własnej wartości spadło u mnie do zera...
Jak spadło, to je podnieś. ![]()
Przestań robić z siebie bidulkę.
Zamiast patrzeć i zajmować się tym, czego nie masz, z o b a c z wreszcie co masz, i zacznij to wszystko doceniać.
Codziennie staram się doceniać to,co mam.Wciąż sobie to powtarzam.
Ale kiedy widzę mężczyznę,którego pokochałam,natychmiast przychodzi mi na myśl,że mnie nie chciał...Muszę być nikim...
Melodramat na tle osnuty.
Zacznij pisać książki.
Znajdziesz amatorów takich tkliwych opowieści.
Jeśli nie wyciągnęłaś żadnych wniosków (bo to, co napisałaś jest tego najlepszym dowodem), idź na własną terapię.
To najlepsza rada dla Ciebie.
Chyba, że (i to też jest możliwe, a ja to podejrzewam) ciągle chcesz się w tym bagnie babrać.
paulina20 napisał/a:(...)
A jak to się stało, że za niego wyszłaś? Dlaczego? Jeśli była o tym mowa wcześniej, to już nie pamiętamPrzypuszczam, że czułaś się do tego zmuszona (przez okoliczności albo osoby), skoro ''nigdy go nie kochałaś''.
Może przeczytaj cały wątek, nawet ponownie, zanim zaczniesz zadawać pytania, na które jest już odpowiedź?
7 stron wątku, który w dodatku już kiedyś czytałam? Nie mam czasu. Jeśli umiesz znaleźć w wyszukiwarce konkretny post który mówi o tym, o co pytam - pokaż mi, jak to się robi.
Nie wiem nawet czy słaba kobietka już o tym pisała, a napisanie jednego zdania w odpowiedzi raczej nie będzie dla niej problemem ![]()
paulina20-już raz odpowiedziałam Tobie na to pytanie.Odpowiedź znajduje się na stronie 3.Jeśli znajdziesz czas-wróć tam proszę...
Wielokropku,nie chcę babrać się więcej w tym bagnie,ale brakuje mi zwykłych rozmów,często myślę co u niego,miał takie duże plany na przyszłość,byliśmy powiernikami swoich sekretów,planów i problemów...A tego tak szybko,jak ręką odjął,chyba nie da się zapomnieć:(
I troszkę żartobliwie-pisałam przez kilka lat wiersze,jestem humanistyczną duszą,moja popaprana dusza pasuje do niejednego melodramatu;).Mój BYŁY
ukochany powiedział mi kiedyś to samo co Ty,Wielokropku-że powinnam napisać o nas książkę...A niech to!
Wciąż sobie myślę,że jesteś Wielokropku nauczycielką:)
Nie jestem nauczycielką. ![]()
A dla mnie jesteś,jeśli pozwolisz,dobrze?Nauczycielką życia:) Choć nie bywam tutaj regularnie,tak jak Ty,myślę o tym,co mi piszesz i prędzej,czy później wracam:)
Bo jak to w życiu bywa,często padam z nóg zwyczajnie,poza tym same mega ważne sprawy gonią jedna drugą...Pozdrawiam serdecznie:)
Zaszczyt.
Wyróżnienie.
Dziękuję. ![]()
Pamiętaj jednak o tym, że Ty też masz rozum. Korzystaj z niego.
Trzymam kciuki za Twe mądre decyzje.
Przeczytałam wszystkie wasze wiadomości i stwierdzam że ten narcyz jest jakims seksoholikiem ta dziewczyna i Ty Słaba kobietko jestescie mu potrzebne do seksu. Tak mu wygodnie, nie zależy mu na niej jak i na Tobie. Ma potrzebe seksu, lubi to i ma wygodne życie z wami. Jesli Ci jest z nim dobrze, jeśli daje Ci coś czego potrzebujesz to traktuj to tak jak on-jak fajna przygode w ten sposob nie załamiesz sie jak on powie "stop" i łatwiej Ci bedzie to zakończyć jak kogoś poznasz naprawde wartościowego. Nie angażuj sie emocjonalnie bo i tak z tego nic nie bedzie, tylko Cię zrani, z reszta żadna kobieta nie chciałaby mieć takiego męża...
Przeczytałam wszystkie wasze wiadomości i stwierdzam że ten narcyz jest jakims seksoholikiem(...)
łatwiej Ci bedzie to zakończyć jak kogoś poznasz naprawde wartościowego. Nie angażuj sie emocjonalnie bo i tak z tego nic nie bedzie, tylko Cię zrani, z reszta żadna kobieta nie chciałaby mieć takiego męża...
Autorka wątku jest mężatką.
A "ten narcyz" był jej kochankiem.
Witam:)
Kiedy mnie nie było wzięłam się za dom i ogród...Pięknieją w oczach:)
Wyskoczyłam do fryzjera i zaszalałam z super odjazdową fryzurą:)
Pojechałam na zakupy i mam fajne,modne,wymarzone ciuszki:)
Kiedy idę przez miasto,kiedy pojawiam się w pracy,mężczyźni się za mną oglądają i czuję się wspaniałą,wartościową kobietką:)
I...mój były ukochany dziś do mnie napisał...Widzę go codziennie w pracy jak się mota i miota.Dzisiaj napisał o tym jak jest słaby,zmęczony i osamotniony,jak przytłaczają go problemy.I o tym,że nie wierzy już w nic...Między innymi w to,że będziemy kiedyś jeszcze razem pracować...I że z dala od niego jest mi lepiej...
A mnie najlepiej jest samej ze sobą:)
I tak trzymac ![]()
Nie daj sie wciagnac w jego gierki znowu!
myślę o nim,kiedy nie mogę wytrzymać z moim mężem...tak jak dziś,kiedy nakrzyczał na mnie,że z córką wyszłam w południe na dwie godziny do miasta,że za długo...ale przeciez ja nigdy nigdzie nie chodzę,nie mam koleżanek,nie imprezuję...kiedyś powiedział mi mąż,że wolno mi wychodzić tylko tak daleko,żeby widział mnie przez okno:(
w takich chwilach tęsknię do mojego przyjaciela...chciałabym tak jak kiedyś wypłakać mu się na mailu,posłuchać i pomyśleć dla odmiany o jego sprawach...ale między nami cisza,czasem w pracy spotykają się nasze spojrzenia,raz odezwał się lecz ucięłam tą rozmowę i odeszłam...
byłoby mi łatwiej,gdyby relacje z mężem były inne...pozdrawiam.
Znowu zaczynasz śnić na jawie? Szkoda.
Ty to jesteś Wielokropku zawsze,kiedy Cię potrzeba:)
No widzisz,znowu coś mnie bierze...Dlaczego nie umiem być szczęśliwa z mężem?Co jest nie tak?Ze mną?Z nami?Z nim?
Nie umiesz czy nie chcesz?
Czytając Twoje posty odnoszę wrażenie, że podjęłaś decyzję, by szczęścia szukać poza związkiem.
I zastanów się co nazywasz szczęściem. Motyle w brzuchu? Wypłakiwanie w mail'ach? Słuchanie o sprawach swego kochanka? Bo czasami nie zauważamy szczęścia, które jest na wyciągnięcie ręki. Tylko sami nie sięgamy po nie.
Rozumu Ci życzę.
Chcę mieć z kim porozmawiać o problemach moich i dzieci.
Chcę być z kimś,kto zrozumie moje potrzeby i pragnienia i kto uszanuje moje potrzeby.
Chcę być z kimś,kto pomoże w trudnych chwilach,a nie nakrzyczy i wzbudzi we mnie poczucie winy.
Chcę dostać w zamian to samo,co daję.
Chcę mieć poczucie,że się rozwijam,a nie,że cofam się w rozwoju.
Myślałam,że tak wygląda małżeństwo.Że tak jest z mężem.Wciąż od lat "grochem o ścianę"...Szczęściem nazywam poczucie spokoju,zrozumienia i wsparcia.Mój mąż to ma ode mnie,zawsze tak było,zawsze do tego dążyłam.Dlaczego on nie daje mi tego samego?Czego ja szukam poza małżeństwem?Pewnie tego,co brakuje:(
Jak to zrobić,żeby nie mieć uczucia życia w klatce?
I nie,nie chodzi mi o motyle,nawet nie myślę o tym,wierz mi.O możliwość wygadania się i wysłuchania mnie...
Przeczytałam Wielokropku Twojego posta jeszcze raz.Piszesz mi o rozumie.Jak błyskawica przeszła mi właśnie przez głowę myśl,że mój były kochanek właśnie tak mówił o sobie na początku naszej znajomości:"Pamiętaj,trzeba myśleć głową,a nie sercem.Trzeba mieć rozum."
a niech to...
Stwierdzam,że moim problemem jest brak silnej woli i odpowiedzialności.Dobranoc.
1. Do porozmawiania o problemach Twoich i dzieci potrzebna jest przyjaciółka lub terapeuta, nie mąż. Mąż, nawet najbardziej kochający, nie jest do tego najlepszą osobą, rzekłabym że jest najgorszą.
2. Potrzeby? Brzmi bardzo ładnie i wzniośle, ale... o co Ci chodzi?
3. jakiej pomocy w trudnych chwilach oczekujesz? Konkretnie, bo może i mąż taką pomoc by dał, tylko musiałby wiedzieć dokładnie jakiego zachowania oczekujesz. Sporządź taką instrukcję obsługi.
4. Chcesz dostać to, co dajesz. Czyli cały czas marzysz o handlowaniu. A myślałam, że wspierasz męża bezinteresownie.
5. Chcesz mieć poczucie, że się rozwijasz, czy chcesz rozwijać się? Do własnego rozwoju potrzebna jest własna decyzja i praca nad sobą.
6. Zbudowałaś sobie sama więzienie, naciśnij klamkę i zobacz, że jesteś wolnym człowiekiem. Jesteś niewolnicą jedynie swego sposobu myślenia.
Wróciłam z pracy z płaczem,gdyż zamiast obiecanej przez pół roku podwyżki usłyszałam,że "nie za pracę tu płacą i że mam j*e*b*a*ć aż zdechnę".Tak powiedział mi przełożony,a moją podwyżkę dostała inna kobieta(jak zrozumiałam,nie za pracę).Mąż w tej sytuacji do mnie:"u nas tego nie ma,nie umiecie mu wpier....ć?!".I wyszedł,koniec tematu.A ja chciałam,żeby mnie wysłuchał...Żebyśmy razem zdecydowali co dalej...
Chciałam poduczyć się języka-dla niego nie potrzeba.W ogóle wszystko,czego bym chciała,zawsze dla niego niepotrzebne.Czy to dla mnie,czy dla dzieci.Jak zobaczę,skąd wyszedł mój mąż i dokąd zaszedł przez te lata i skąd wyszłam,jaka byłam i dokąd doszłam ja-to w tym handlowaniu nie ma żadnej równowagi.Ja się go w gruncie rzeczy boje,boje się awantur,krzyków,agresji i furii w jaka popada.I tak długo jest względnie dobrze,aż nie powiem czegoś,czego on nie chce słyszeć,albo nie zrobię czegoś,czego on akurat sobie nie życzy.
Jeśli jest tak, jak opisujesz, to... odejdź od niego. Jest policja, jest prokuratura, jest Niebieska Linia, są sądy.
Jeśli jest tak, jak opisujesz, to czemu tak bardzo dbasz o niego?
Co prawda nie opisujesz na czym polega jego agresja i jego furia, ale wejdź na stronę Niebieskiej Linii i poczytaj, również przepisy prawne.
* * *
Gdy podjęłam, dawno temu, decyzję o swoim dalszym kształceniu, to zaczęłam się uczyć i nie poprzestałam na samym chceniu. Proponuję, byś była odpowiedzialna za swoje życie i swoje wybory.
Dbam o męża,bo inaczej nie potrafię.Dbam o rodziców.Kiedy ktoś mnie o coś prosi,też nie odmawiam.Zawsze mam serce na dłoni.Chyba taka już jestem-od zawsze taka byłam.Wierzę,że jeśli będę dobra dla ludzi,to dobro do mnie powróci.
Przyzwyczaiłam się i nauczyłam przez lata,że jeśli będę zachowywać się tak,jak oczekuje mąż,to atmosfera w domu będzie spokojna,zdołam wychowywać dzieci,będę mieć dach nad głową.Wystarczy nie przeszkadzać,nie odzywać się niepotrzebnie,robić co do mnie należy i zgadzać się na sex,kiedy on tego zechce.Tak żyję z dnia na dzień,tak mijają dnie i miesiące,i lata,tak dorabiam się majątku,tak wyrosły mi dzieci.I tak spotkałam miłość mojego życia...
Mój mąż staje się wybuchowy,agresywny,skłonny do przemocy słownej i werbalnej,kiedy go czymś zdenerwuję,kiedy odmówię seksu...Uświadomiłam sobie,że przy nim też stałam się nerwowa.Jeśli dopasowuję się do jego wymagań,w zasadzie wszystko jest dobrze,tzn.każde z nas zajmuje się swoimi sprawami,on wiecznie pracuje i spotyka się z kolegami,ja mam dom i dzieci,i wszystkie sprawy domowe.
Myślę,że być może wszystkie kobiety tak żyją w małżeństwie z długim stażem.I że to jest norma.Dlaczego więc pokochałam innego mężczyznę?
Niebieska Linia.
Przemoc w rodzinie.
Ofiara przemocy.Ofiary przemocy.
Co dalej?
Rozejście się.
Osobne mieszkanie.
Rozwód.
Alimenty.
Życie.
witam
A czy ja moge tu cos napisac?jestem w zwiazku z facetem,ktory nie pracuje,nie interesuje sie domem,dziecmi,mna,nie spi ze mna hoho juz pare lat,robi mi na zlosc,wyzywa,poniza,dokucza,dogaduje,krzyczy itp itd.to ja jestem odpowiedzialan za wszystko,on daje mi tylko swoj zasilek i twierdzi ze dzieki niemu ja istniej,wszystko dzieki niemu. A ja jestem nikim.dzieci,dom,zakupy,rachunki,doslownie wszystko jest tylko na mojej glowie,on u kolegow oglada porno itp itd.a gdy jest w domu to zaczyna sie awantura,krzyki ponizanie wysmiewanie.ja jestem klebkiem nerwow i czuje ze juz nie potrafie dzwigac tego wszystkiego ale tez nie mam odwagi odejsc,on oczywiscie sie nie wyprowadzi bo tu mu wygodnie.ja juz sie zagubilam i nie wiem czasami co robie.chcialabym sie odnalezc na nowo,ale jak narazie tylko potrafie plakac.mysle ze potrzeba mi psychologa,tak sie zatracilam,nie widze rozwiazania,gdyby nie dzieci,jak to sie mowi,zalamana jestem zupelnie.Moze ktos ma podobny problem,moze ktos wie jak z tego wyjsc.mieszkam za granica,nie mam tu rodziny,nie mam nikogo na kogo moge liczyc w takich sprawach,kazdy ma swoje.dzieci sa jak on,zaczely olewac wszystko,nie sprzataja,nie dbaja o nic(sa duze)wiem ze sama sobie nie poradze,nie wyjde z tego,prosze o pomoc.nie napisalam wszytkiego.
"Myślę,że być może wszystkie kobiety tak żyją w małżeństwie z długim stażem" - Słaba kobietka - nie nie wszystkie kobiety tak żyją - żyją tak te które się na to godzą. Nawet nie wiesz jak jesteśmy do siebie podobne na mnie tata mówi "Matka Teres" całe życie chciałam wszystkim dogodzić, zrobić tak aby nikt nie cierpiał i przeważnie cierpiałam ja. Mój mąż był (i w zasadzie nadal jest) podobny do twojego dobrze jest jak jest tak jak on chce i najgorsze że dziś po latach zdaję sobie sprawę z tego że to MOJA WINA - to ja pozwoliłam na taki model małżeństwa to ja gdy on na początku "wprowadzał" swoje zasady nie tupnęłam nogą tylko potulnie się zgadzałam i też myślałam "dobroć do mnie wróci" dziś myślę że chyba wróci ale już nie w tym życiu.
Co osiągnęłam przez lata strach przed awanturami, straszenie rozwodem, brak znajomych, wolne dni przed tv, brak uśmiechu i radości, wewnętrzne spinanie się gdy jesteśmy razem w domu, wrzody żołądka i nerwicę. Co straciłam marzenia i siebie samą.
zoezoe,
utrzymujesz cały dom. Wszystkie obowiązki są na Twojej głowie, nie możesz liczyć na jakiekolwiek wsparcie męża. Jednocześnie nie masz odwagi odejść, bo... Nie poradzisz sobie bez niego? Nie dasz rady beż niego? Do czego jego obecność jest Ci potrzebna?
Wyjścia masz trzy:
1. tkwić dalej w tym związku, znosić lekceważenie, upokorzenie, wykonywać wszystkie dotychczasowe obowiązki.
2. podjąć terapię małżeńską, w Irlandii także jest dostępna.
3. podjąć terapię własną, ogarnąć rzeczywistość i układać sobie życie bez niego.
Każde z nich jest możliwe do zrealizowania, każde ma plusy i minusy. Wybór sposobu Twego życia należy do Ciebie.
zoezoe,
utrzymujesz cały dom. Wszystkie obowiązki są na Twojej głowie, nie możesz liczyć na jakiekolwiek wsparcie męża. Jednocześnie nie masz odwagi odejść, bo... Nie poradzisz sobie bez niego? Nie dasz rady beż niego? Do czego jego obecność jest Ci potrzebna?Wyjścia masz trzy:
1. tkwić dalej w tym związku, znosić lekceważenie, upokorzenie, wykonywać wszystkie dotychczasowe obowiązki.
2. podjąć terapię małżeńską, w Irlandii także jest dostępna.
3. podjąć terapię własną, ogarnąć rzeczywistość i układać sobie życie bez niego.Każde z nich jest możliwe do zrealizowania, każde ma plusy i minusy. Wybór sposobu Twego życia należy do Ciebie.
dziekuje za odp.mysle ze to ja bym chciala isc na terapie,tylko ze nie znam az tak angielskiego,terapia malzenska niestety nie wyjdzie bo on jest normalny jak twierdzi i zdrowy to ja jestem glupia.tak bardzo bym chciala cos zrobic z moim zyciem,bo czuje ze to juz koniec,coraz bardziej mam nerwy,nie panuje nad soba ,boje sie ze zaniedbam dzieci,bo strasznie sie czuje.robie jak robot,nie wiem juz kim jestem.dziekuje za odp.poszukam w internecie ,moze przez skipa psychologa.
Żadna terapia nie może być prowadzona przez skype'a. Tak mogą wyglądać jedynie konsultacje.
Terapia prowadzona jest twarzą w twarz.
Powodzenia.
"Myślę,że być może wszystkie kobiety tak żyją w małżeństwie z długim stażem" - Słaba kobietka - nie nie wszystkie kobiety tak żyją - żyją tak te które się na to godzą. Nawet nie wiesz jak jesteśmy do siebie podobne na mnie tata mówi "Matka Teres" całe życie chciałam wszystkim dogodzić, zrobić tak aby nikt nie cierpiał i przeważnie cierpiałam ja. Mój mąż był (i w zasadzie nadal jest) podobny do twojego dobrze jest jak jest tak jak on chce i najgorsze że dziś po latach zdaję sobie sprawę z tego że to MOJA WINA - to ja pozwoliłam na taki model małżeństwa to ja gdy on na początku "wprowadzał" swoje zasady nie tupnęłam nogą tylko potulnie się zgadzałam i też myślałam "dobroć do mnie wróci" dziś myślę że chyba wróci ale już nie w tym życiu.
Co osiągnęłam przez lata strach przed awanturami, straszenie rozwodem, brak znajomych, wolne dni przed tv, brak uśmiechu i radości, wewnętrzne spinanie się gdy jesteśmy razem w domu, wrzody żołądka i nerwicę. Co straciłam marzenia i siebie samą.
dzikeuje ze mi odpisalas.naprawde nie jestem sama?jestes jeszcze ty>?czy ktos jeszcze ma taka sytuacje\\\\?boze,czasem nie wierze.ale ja juz nie mam sil tak dalej zyc,dzis chcialam juz sie wyprowadzic,myslalam ze to cos zmieni ze nie zatrzyma,szukalam domu,zaczelam sie pakowac,ale nic zadnej reakcji,po prostu sobie wyszedl.gdybym miala kase to juz dawno bym poszla.dziwne to wszystko,ze ja pracuje na czesc etatu 2 lata,jestem tu 3 lata,on mieszka tu 4 lata i w tym pracowal tylko 4 miesiace,a dostaje zasilek i dodatek na mieszkanie,a ja nie,nie mam nic,tylko to co zarobie,on ma jeszcze na dziecko jedno dodatek i na mnie po odcieciu bo ja pracuje.z laska mi to daje,bo to dzieki niemu ja tu zyje i funkcjonuje,pan i wladca.ale jak sie wyprowadze to jak my przezyjemy,z wyplaty starczy mi tylko na wynajem,a gdzie jedzenie i rachunki i on to wie i sie cieszy ,wie ze nie wyjde .bo jak i gdzie.ale ja pracuje 2 lata,dlaczego mnie sie nic nie nalezy,a jemu tak.to okropne.co ja mam zrobic.
Żadna terapia nie może być prowadzona przez skype'a. Tak mogą wyglądać jedynie konsultacje.
Terapia prowadzona jest twarzą w twarz.Powodzenia.
wiec nie mam szans na terapie,bo angielski znam zbyt slabo.tak bardzo bym chciala zeby ktos mi pomogl.dzieki za odp.
Poza Polską też można znaleźć psychologów-Polaków.
Poszukaj.
Nie rezygnuj.
Poza Polską też można znaleźć psychologów-Polaków.
Poszukaj.
Nie rezygnuj.
tak mozna znalezc ale w wiekszym miescie,a do Dublina mam 180 km.nie mam kasy na dojazd i na psychologa.nie wiem co zrobie.nie stac mnie na nic.mam malo pieniedzy
To poszukaj psychologa, który udziela konsultacji przez skype'a, ale miej świadomość, że nie jest to terapia. Wsparcie w ten sposób dostaniesz.
Witajcie.
Mój były kochanek pisze do mnie.Wiele razy dziennie,o wszystkim...Znam każdy jego krok.Odpisuję.Traktuję go jak przyjaciela.Nie spotykamy się.Mam wrażenie,że bardzo mnie potrzebuje.Nie dąży jednak do spotkania.Nie wiem co myśleć...
hmmm
obserwuje Twoj temat i szukam w nim odpowiedzi na dręczące mnie pytanie
nie wiem na co licze ..., że i mnie oświeci, że i ja coś w końcu zmienie w swoim życiu, może jakiejś nadzieji na szczęśliwe zakończenie ...
nie poradzę Ci nic, bo sama tego nie ogarniam
trzymaj się ciepło i życzę Ci spełnienia marzen ![]()
No to chyba dobrzeze nie dazy?
Nie zachowuj sie jak typowa baba która nie wie czego chce..
Zdarzyło się coś niezwykłego.Pojechaliśmy razem:mój były,mąż i ja.Po prostu zadzwonił po pewnym czasie ciszy zupełnej,że ma coś ważnego do załatwienia w innym mieście,a pociąg się bardzo spóźnił.Miał być na godzinę,poprosił o podwiezienie.Pierwszy raz zrobił coś takiego.Mógł poprosić wielu innych ludzi.Oczywiście dobrze zapłacił,wszystko załatwił.Prowadził mój mąż-ja nie dałabym rady opanować emocji...Powiedziałam,że to kolega z pracy i wyszło jak zwykła przysługa.
Co czułam?Że mam wszystko...Byłam szczęśliwa...
Nie ma jak byc frajerem i o tym nie wiedzieć..
Całe moje życie jest jednym wielkim kłamstwem.Nie wiem,jak odejść od męża,który na każdym kroku podkreśla,że beze mnie nie umie żyć.Nie wiem,jak rozstać się z tym,z którym jest mi dobrze.Wiem,że nie mam silnej woli i że zawiodłam Was i samą siebie.Wybieram więc najmniejsze zło...Zostanę z mężem mając przyjaciela...Może tak będzie dobrze???
ja pracuje na czesc etatu 2 lata,jestem tu 3 lata,on mieszka tu 4 lata i w tym pracowal tylko 4 miesiace,a dostaje zasilek i dodatek na mieszkanie,a ja nie,nie mam nic,tylko to co zarobie,on ma jeszcze na dziecko jedno dodatek i na mnie po odcieciu bo ja pracuje.z laska mi to daje,bo to dzieki niemu ja tu zyje i funkcjonuje,pan i wladca.ale jak sie wyprowadze to jak my przezyjemy,z wyplaty starczy mi tylko na wynajem,a gdzie jedzenie i rachunki i on to wie i sie cieszy ,wie ze nie wyjde .bo jak i gdzie.ale ja pracuje 2 lata,dlaczego mnie sie nic nie nalezy,a jemu tak.to okropne.co ja mam zrobic.
To jest bardzo dziwne. Jakim cudem dostaje zasiłek tylko po 4 mcach pracy? Czemu on dostaje dodatek na mieszkanie,a ty nie? Ogólnie - bezczelny darmozjad z niego. Skąd ma ten zasiłek to pojąć nie umiem,i to przez 4 lata. Może podrobił jakieś umowy o pracę czy co.
W każdym razie tutaj masz artykuł o bezrobotnych w Irlandii. Z niego wynika, że coś jest nie tak - może nie znasz swoich praw? http://wyborcza.pl/1,75480,11028074,Polak_w_Irlandii__Kocham_cie__bezrobocie.html?as=1
PS Poszukałam informacji w internecie i coś mi z tym twoim mężem śmierdzi. W artykule - co prawda z 2008 roku - piszą coś takiego:
W Irlandii zasiłek dla bezrobotnych może uzyskać tylko ubezpieczona osoba bezrobotna i opłacająca składki PRSI (Pay-Related Social Insurance). Obecnie, aby uzyskać takie uprawnienie, należy opłacać składki klasy A, H, lub P przez 52 tygodnie od rozpoczęcia pracy (od stycznia 2009 r. ten próg wyniesie 104 tygodnie). Poza tym 39 z tych tygodni powinny być spłacone lub skredytowane we właściwym roku podatkowym (tj. drugim zakończonym roku podatkowym przed rozpoczęciem pobierania świadczenia) albo opłacane przez 26 tygodni we właściwym i tyle samo w poprzedzającym roku podatkowym.
Zapomoga dla bezrobotnychOprócz zasiłku (Jobseeker's Benefit) osoba nieposiadająca zatrudnienia może ubiegać się o zapomogę dla bezrobotnych (Jobseeker's Allowance). Pomoc taka może być udzielona, gdy osoba nie spełnia warunków do uzyskania zasiłku lub takie prawo już jej nie przysługuje. Uprawnionymi mogą być osoby mające od 18 do 66 lat. Tygodniowe środki utrzymania osoby ubiegającej się o takie świadczenie nie powinny jednak przekraczać określonej wysokości (patrz tabelka). Poza tym osoba taka powinna mieszkać na terenie Irlandii od co najmniej dwóch lat i planować osiedlić się tam na stałe.
(...)
Zasiłek dla bezrobotnych wypłacany jest przez 390 dni (65 tygodni). Wyjątek dotyczy osób poniżej 18 roku życia, które mogą go otrzymywać nie dłużej niż 156 dni (26 tygodni). Oprócz tego tylko przez dziewięć miesięcy może pobierać zasiłek osoba, która do tej pory opłaciła mniej niż 260 składek PRSI. Zapomoga jest wypłacana tak długo, jak długo uprawniony spełnia wymagane warunki do jej otrzymywania. Benficjenci tracą uprawnienie do dalszego pobierania zasiłku lub zapomogi w przypadku nieusprawiedliwionej odmowy podjęcia pracy lub szkolenia.
Wyjaśnij mi teraz, jakim cudem twój mąż nadal ma zasiłek.. Może jest upośledzony umysłowo i to tak naprawdę renta? ![]()
Strony Poprzednia 1 2 3 4
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Powiedziałam kocham,a on...
Warto przeczytać w tym dziale
Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2026