niekochana72 napisał/a:meggs napisał/a:Jestem KKZB...
Przyjmiecie do Klubu?
Witaj w DOMU, kochana 
Zasuwaj ze swoja opowieścią...
No to zasuwam, skopiowałam z utworzonego wcześniej wątku, wybaczcie ;-)
Przez 11 lat byłam w toksycznym związku i chyba od początku wiedziałam, że jest toksyczny.
Moja historia jest tak zagmatwana, że bardziej już chyba nie może. Mieliśmy w tym związku wzloty i upadki, momenty w którym kochaliśmy się ponad życie, ale były też i takie, w których się nienawidziliśmy.
Mamy też Córeczkę - największy Skarb.
Część tego czasu mieszkaliśmy osobno, ale nie było to spowodowane próbami rozstania, a sytuacją w jakiej byliśmy (dobra praca w innym mieście). Rok temu zmieniłam pracę i znów wspólnie zamieszkaliśmy. Pan IKS bardzo na to czekał, wiele razy mówił, że już tak nie chce żyć, że sobie nie radzi bez nas (Córcia była ze mną) itd.
To był trudny rok, problemy w nowej pracy, dużo stresu i wszystko na mojej głowie, łącznie z finansowym utrzymaniem domu. Pan IKS sobie z tym nie radził i pod wpływem swojego Przyjaciela, który zawsze robił wszystko, żeby nam się nie układało, zaczął podburzać IKSa i wyciągać go na imprezy średnio raz w m-cu. IKS wiedział, że jego przyjaciel nam szkodzi, ale z drugiej strony przecież rozumiał go bardziej niż ja...
Pan IKS robił NIC, nie sprzątał, nie gotował, nie zmywał, nawet naprawy robiłam ja lub mój Tata, a jak coś leżało na podłodze, to po tym chodził, żeby broń Boże nie złamać się w pół w czasie podnoszenia.
IKS miał swoją pracę, a raczej hobby, które niestety nie przynosiło pieniędzy, a po tej "pracy" siadał na kanapie z pilotem w łapie...Miałam nadzieję, że po znalezieniu pracy przez IKSA wszystko się zmieni na lepsze, bo w końcu się weźmie za robotę, a nie za pilota od TV, ze mnie zejdzie ciężar utrzymywania pasożyta i inaczej na niego spojrzę. Tak się stało, patrzyłam na niego jak w obrazek, kiedy wychodził rano do pracy. Nie chodziło o pieniądze, bo dobrze zarabiam, ale o fakt, że wziął odpowiedzialność za Rodzinę, nie miało dla mnie znaczenia, ile zarabia, chociaż zarabia mało...
Kiedy jego "Przyjaciel" zorientował się, że zaczyna nam się układać, wkroczył do akcj na całego: IKS zaczął znikać coraz częściej, średnio raz w tygodniu nie wracał na noc do domu. Nie, nie zdradzał mnie, po prostu pił...
Prosiłam, błagałam, a IKS obiecywał, zaczęłam grozić, a IKS płakał i obiecywał poprawę.
Modliłam się też o znak, o coś co spowoduje, że wreszcie się ocknę i zacznę wszystko od nowa.
IKS obiecywał, że jak będę lepsza, to nie będzie z nim nigdzie łaził, bo to dla niego odskocznia itd. Nie mogłam być lepsza, nie potrafiłam, za każdym razem, kiedy wracał nad ranem narąbany był dla mnie... śmieciem. To straszne, wiem... Powiedziałam mu to.... Przepraszałam IKSa, ale też na swoje usprawiedliwienie odwróciłam role: "Kim ja byłabym dla Ciebie, gdybym nie wróciła na noc, a Ty nie wiedziałbyś gdzie i z kim jestem?". Nie odpowiedział, rozumiał...
Jego odskocznie stały się alkoholizmem, 23 lipca po 18-godzinnym chlaniu wyzwał mnie od szmaty, ku..y, która na szkoleniach pier.....i się po kątach i kazał się pakować i wypierd...ć z jego domu. Była taka straszna awantura, a ja nie umiałam się w niej odnaleźć, a co dopiero moje Dziecko. Zadzwoniłam po jego matkę, z nadzieją, że szybko ucieknie, ale wtedy było jeszcze gorzej, zdążył wyjść zanim przyjechała. Poradziła mi, żebym się spakowała i nie narażała już dziś dziecka na ciąg dalszy. Przyznam, że nie wiem, dlaczego od razu nie wyszłam, dlaczego dopuściłam, do tego, żeby Dziecko wszystko widziało, może z zawziętości, i chęci zobaczenia więcej i więcej, żeby dało mi to takiego kopa, który nie pozwoli już się wybaczyć i nabrać się na kolejne obietnice?
Dwa dni później od jego matki słyszałam, że jest załamany, ale po nim tego nie widzę,a widzieliśmy się kilka razy, raz przypadkowo i nie wyglądał na załamanego. Sądzę, że gada tak, żeby uspokoić swoje sumienie i zamazać błędy wychowawcze - nie lubiła mnie, zawsze to czułam, nieraz słyszałam, co o mnie mówi, a w moim towarzystwie często mówiła o mnie "ona"...
Nie mogę się pogodzić z tym uczuciem odrzucenia/wyrzucenia. IKS nie próbuje ze mną rozmawiać, przeprosić...
Dwa dni po tej awanturze zadzwonił do mnie w ok 2 w nocy i przepraszał, ale powiedziałam, mu, że nie chcę teraz rozmawiać bo wcześnie rano mam ważne spotkanie i porozmawiamy kiedy indziej. Kazał sobie obiecać, że z nim porozmawiam, ale następnego dnia już nie zadzwonił.
Przez te trzy tygodnie dzwonił kilka razy, pytając o Dziecko i o jakieś bzdury. Dla niego nic się nie stało, żyje dalej, a ja?? Co ze mną? Jak żyć? Jak uwierzyć w człowieka? W sobotę się rozsypałam, chciał zabrać Dziecko (które nie chce z nim rozmawiać, ani się spotykać), ale miałyśmy już dzień zaplanowany, więc zapytał o... książeczkę czynszową. Zapytałam go jakim trzeba być człowiekiem, żeby po tylu latach wyrzucić Rodzinę z domu i żyć dalej jakby się nic nie stało. Usłyszałam: "Przecież wiesz jakim... Trzeba być ŚMIECIEM". Poprosiłam, żebyśmy porozmawiali - pierwszy raz od tamtego dnia wymiękłam i żałuję! Usłyszałam tylko "NIE", nic więcej, po prostu NIE, a potem " Jak będziesz zabierała swoje rzeczy, to jej poszukaj" - chodziło o książeczkę opłat.
Nie mogę się z tym pogodzić, wiem, że to kara, za tego śmiecia i teraz sama zostałam potraktowana jak śmieć...
Jak z tym żyć? Jak sobie poradzić z poczuciem odrzucenia? Jak sobie poradzić ze świadomością wypowiedzianych słów? Jak mam żyć w tym zawieszeniu? nie wiem co robić..
Dodam jeszcze, że jest miłością mojego życia, żałosne, prawda?