Upokorzona, Ankinom, Gosiaczek.
Chciałabym Wam (i wszystkim nowym ostatnio tu co raz liczniej pojawiającym się dziewczynom) powiedzieć coś, co podniesie na duchu, da nadzieję, wpuści światło do Waszych zmasakrowanych mózgów. No, może jest coś ...
Kiedy tu trafiłam w pierwszych dniach marca tego roku, ten wątek miał trzydzieści kilka stron. Były tu dziewczyny już trochę podleczone i takie jak ja, które spadły tu w takim stanie, jak Wy teraz. Nigdy w życiu nie było ze mną gorzej. Psychika, fizjologia, finanse - wszystko było w rozsypce. Garściami wypadały mi włosy, na dłoniach dostałam na tle nerwowym egzemy, którą leczę do dziś, długo zmuszałam się do jedzenia - nerwica żołądka, chudłam w abstrakcyjnym tempie. Soma to jednak pryszcz - najgorzej było z psyche. Poznałam wszystkie stany - zapaści, gniewu, otępienia, łapania się brzytew, nawrotów uczucia kosztem kolejnych zawodów i upokorzeń, tęsknoty i bólu takiego, że wyłam w poduszkę, żeby syn nie słyszał. Inne dziewczyny też ciągle lizały rany. I zobaczcie, jaki wydarzył się cud? Dużo z tych "najpierwszych", które budowały kształt tego forum, wróciło już do życia a reszta jest w stanie funkcjonować już niemal normalnie, chociaż ciągle jesteśmy słabe. Spotkałyśmy się tu, wzajemnie wyciągałyśmy się z tego goowna za uszy i ten naturalny mechanizm wspomagany determinacją i wolą przeżycia jakoś zadziałał.
Ja nigdy przedtem nie byłam forumowiczką. Ale TO TU to nie jest zwykłe forum-netkafejka-pogaduchy o kosmetykach i babskich problemach z cerą i facetami. To jest szpital dla ograbionych z iluzji ale też zbyt długo śpiących i obudzonych do lepszego życia. Mówię, o zgromadzonym tu towarzystwie: odsiane psychiatrycznie. Jakoś instynktownie czułyśmy, co jest nam potrzebne. A potrzebne było zwykłe zrozumienie/wysłuchanie (bo nasze otoczenie wcale nie musi chcieć nas wysłuchiwać w nieskończoność), wsparcie merytoryczne (patrz nasza biblioteczka i linki do różnych artykułów) oraz dzielenie się różnymi spostrzeżeniami ze wszystkich etapów wychodzenia z tego szajsu, jakim jest kochanie za bardzo i to na dodatek nie za bardzo odpowiednich facetów. Nie za bardzo odpowiednich, bo my chciałyśmy ich zrozumieć i ratować te związki a oni nie szanowali ani nas ani tych związków. Jakoś więc trzeba było sobie radzić. Osobiście uważam, że nie mogłam lepiej trafić. Może są profesjonalne ośrodki, cudotwórcy, energoterapeuci, psychiatrzy, ale TO TU dla mnie było najpierw deską ratunku a potem okazało się łodzią ratunkową. Była tu kupa łez ale też kupa śmiechu, był nie tylko wirtual ale i real i była tu nie tylko zwykła solidarność jajników ale rzetelna chęć ratowania siebie i przy okazji innych w tej samej sytuacji. Przerobiłyśmy wszystkie naturalne w tych sytuacjach lekcej z psychologii - wypłakanie problemu, wyśmianie problemu, obrzydzanie sobie Panów_Nieodpowiednich, poszukiwania naukowe. Każda forma odreagowania była dobra jeśli wiodła do celu - najpierw podniesienie się z klęczek, potem pionizacja korpusu a potem pełen wyprost pleców.
Dziewczyny, gorąco namawiam Was - przeczytajcie od początku ten wątek i równoległy "Kochamy za bardzo Grupa wsparcia II". Ja, zanim tu weszłam dzień po dniu po kilka stron czytałam swoim otępiałym z rozpaczy mózgiem cały ten wątek. Od kiedy tu jestem jest już tylko lepiej i lepiej. Zaliczałam takie wpadki, że szkoda gadać, ale przez tych ponad 5 m-cy tu się pionizowałam i szłam dalej i dziś jest naprawdę całkiem nieźle. Czuję, że wracam do świata żywych.
Dziś jestem tu jeszcze z kilku powodów - te dziewczyny stały się w najgorszym etapie mojego życia moim drugim duchowym domem, bo kilka z nich w swoim czasie chwyciło mnie za włosy, gdy szłam pod wodę i dziś chcę zwrócić ten dług w ręce takich jak Wy. Mam jeszcze jeden cel pozostawania tu jeszcze przez trochę - taki mój mały, literacki. Może na tej naszej pisaninie tu się skończy a może też i nie, bo takich ja Wy ciągle tu przybywa i chciałoby się je obudzić w ramach ogłoszonej kiedyś przez Zazdrość pandemii samoświadomości. A doszłyśmy tu wedle mojego laickiego widzenia do kilku niegłupich wniosków, znalazłyśmy parę przydatnych narzędzi. Każda z Was powinna tu odszukać coś dla siebie, bo przypadki każdej z nas były różne choć geneza jedna - nieumiarkowane dawanie w zamian za coś, co zdawało się nam miłością.
To wszystko brzmi może trochę patetycznie, ale tu się dzieją naprawdę fajne i wielkie rzeczy.
Teraz jest ciężko, dalej przez jakąś chwilę może nie będzie lżej, ale jak "zaskoczy" - zaczniecie zbierać owoce. Przeczytanie tego wątku w całości to cholerna robota ? w sposób nieunikniony jest trochę bzdurstw, trochę zwykłej paplaniny, czasem się powtarzałyśmy, ale w sercu tego wszystkiego jest całe mnóstwo (nieskromna będę w imieniu swoim i koleżanek) mądrości.
Zazdrość, Niekochana, Karen, Marynarka, Anhedonia, Kriss, Median, Zielony Domek, Maxi, Monia, oczywiście Bez_serca, Epoka, Fajka, Doris, pan Wojtek (... długo by wymieniać, przepraszam jęsli kogoś pominęłam), wszyscy pracowali na tę zbiorową mądrość.
Zapraszamy Was, przytulamy i mówimy: Szczęście jeszcze do nas uśmiechnie 