netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

26 309 odpowiedzi1 691 820 wyświetleńzałożony przez bez serca, 21.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Strony Poprzednia 1 … 93 94 95 96 97 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 6 111 do 6 175 z 26 310 ]

6 111

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Tarantella napisał/a:
niekochana72 napisał/a:
Lupus napisał/a:

- Marysia masz cycki?
- Mam.
- To czemu nie nosisz?

To tak odnośnie tego, że nic więcej nie masz smile. I jeśli piszę od rzeczy, to proszę o wyrozumiałość, poziom zmęczenia odpowiada co najmniej 3 promilom.

Ale że liczysz, że "pociągnę" temat? tongue
Sprytny jesteś - od razu zgrabne usprawiedliwienie... 
A Ty co nosisz? tongue

Ale ja pociągnę - Niekochana nosi, całkiem niezłe.

Dzięki za darmową reklamę kochana tongue

6 112

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Lupus napisał/a:
Tarantella napisał/a:

Ale ja pociągnę - Niekochana nosi, całkiem niezłe.

Pochwaliła Ci się?:P

Nie, widziałam, własnymi oczami i ona moje też.

6 113

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Tarantella napisał/a:
Lupus napisał/a:
Tarantella napisał/a:

Ale ja pociągnę - Niekochana nosi, całkiem niezłe.

Pochwaliła Ci się?:P

Nie, widziałam, własnymi oczami i ona moje też.

Wilku - wkraczasz na grząski teren...
Awarka nosisz... No mówiłam, że samce to jacyś tacy słabowici...

6 114

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Niekochana, marsz na czata.

6 115

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Tarantella napisał/a:

Niekochana, marsz na czata.

Ale z cyckami, czy zostawić tu, dla... tongue  ?

6 116

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Tarantella napisał/a:
anitka77 napisał/a:

To fajnie, wiesz, mam tak ze raz mam to gdzies a czasmi czuje ze on nie zasluguje na nic dobrego. Dzis mam taki wieczor ze czuje to drugie.

Anitko, a tak w kwestii formalnej, możesz mi wytłumaczyć po co / dlaczego Ty ciągle się W OGÓLE nim interesujesz? Przecież już tak dobrze sobie radziłaś smile
Po co zbierasz z eteru informacje o nim? Przecież doskonale sobie zdajesz sprawę z tego, że Cię to rozwala. Za każdym razem. Więc skoro znasz już tę prawidłowość, to (bez względu na to, czy mu się należy życie takie czy inne) może warto ustawić sobie firewalla na niego i wiadomości z jego świata i okolic. Przynajmniej do momentu, aż nie przestanie Cię to wykańczać. Ja tam nie chcę wiedzieć nic o psychofagu - umarł i nieżyje. A Ty po co ciągle trzymasz te zwłoki w lodówce? Myślisz, że odżyją?

Hahaha nadal uwielbiam jak piszesz.
Wiesz co kochana, najgorsze jest to, ze to dziadostwo odchodzi i wraca i tak w kolko... Czesciej odchodzi a pozniej znowu wraca. Mam problem z utrzymaniem rownowagi emocjonalnej jesli chodzi o tego typa. Nie wiem dlaczego tak sie dzieje. Chyba tak gleboko kiedys wszedl mi do mozgu, ze nie moge go wylyzeczkowac w calosci.

Boze, chcialabym zeby wlasnie "zdechl" raz a dobrze.

6 117 Ostatnio edytowany przez Lupus (2011-08-09 23:17:34)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Wkraczanie na grząski teren to moja specjalność smile

Awarek to drugi szczeniak u mnie z tą chorobą, pierwsza była suczka tongue. Niestety, ale u tych ras to dość częste. Kaukaz rodzi się mając np. 800 gram, a po roku ma 80 kg, czyli 100 razy więcej. Takie szybkie przybieranie na masie zawsze jest ryzykowne dla kości nóg i stawów. Na szczęście to zapalenie jest tylko bolesne (Awar dostaje tabsy - żeby mnie tu o sadyzm nie posądzono), nie ma następstw na przyszłość.

Dobra, spadam do wyrka. Dobranoc, bawcie się dobrze smile

6 118 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-08-09 23:21:41)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Lupus napisał/a:

Wkraczanie na grząski teren to moja specjalność smile

Awarek to drugi szczeniak u mnie z tą chorobą, pierwsza była suczka tongue. Niestety, ale u tych ras to dość częste. Kaukaz rodzi się mając np. 800 gram, a po roku ma 80 kg, czyli 100 razy więcej. Takie szybkie przybieranie na masie zawsze jest ryzykowne dla kości nóg i stawów. Na szczęście to zapalenie jest tylko bolesne (Awar dostaje tabsy - żeby mnie tu o sadyzm nie posądzono), nie ma następstw na przyszłość.

Strasznie szybko przybierają...
I Ty z nim tak cały czas? Na rękach? Kurcze - marnujesz się...

No to dawaj po tym bagnie - pokaż na co Cie stać tongue

Dobranoc big_smile

6 119

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

http://zdrowie.onet.pl/psychologia/jak-ubezpieczyc-sie-od-zdrady,2,4221072,artykul.html

dobry artykuł Eugenii Herzyk, polecam

6 120

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
maxi napisał/a:

http://zdrowie.onet.pl/psychologia/jak-ubezpieczyc-sie-od-zdrady,2,4221072,artykul.html

dobry artykuł Eugenii Herzyk, polecam

Maxi, fantastyczny artykuł (jak z resztą wszystko, co robi EH). Zwłaszcza godne są polecnia wskazówki ze stron 4-5.
Dzięki maxi. Dlatego lubię ten nasz wątek - poszukujemy rozwiązań, dzielimy sie nimi i stawiamy właściwe pytania a nie tylko "wyjemy". big_smile

6 121

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
anitka77 napisał/a:
Tarantella napisał/a:
anitka77 napisał/a:

To fajnie, wiesz, mam tak ze raz mam to gdzies a czasmi czuje ze on nie zasluguje na nic dobrego. Dzis mam taki wieczor ze czuje to drugie.

Anitko, a tak w kwestii formalnej, możesz mi wytłumaczyć po co / dlaczego Ty ciągle się W OGÓLE nim interesujesz? Przecież już tak dobrze sobie radziłaś smile
Po co zbierasz z eteru informacje o nim? Przecież doskonale sobie zdajesz sprawę z tego, że Cię to rozwala. Za każdym razem. Więc skoro znasz już tę prawidłowość, to (bez względu na to, czy mu się należy życie takie czy inne) może warto ustawić sobie firewalla na niego i wiadomości z jego świata i okolic. Przynajmniej do momentu, aż nie przestanie Cię to wykańczać. Ja tam nie chcę wiedzieć nic o psychofagu - umarł i nieżyje. A Ty po co ciągle trzymasz te zwłoki w lodówce? Myślisz, że odżyją?

Hahaha nadal uwielbiam jak piszesz.
Wiesz co kochana, najgorsze jest to, ze to dziadostwo odchodzi i wraca i tak w kolko... Czesciej odchodzi a pozniej znowu wraca. Mam problem z utrzymaniem rownowagi emocjonalnej jesli chodzi o tego typa. Nie wiem dlaczego tak sie dzieje. Chyba tak gleboko kiedys wszedl mi do mozgu, ze nie moge go wylyzeczkowac w calosci.

Boze, chcialabym zeby wlasnie "zdechl" raz a dobrze.

Kochanie, czasem trzeba dobić to uczucie bo samo zdechnąć nie chce. To bolesny proces. Porównanie z aborcją też mi się podoba big_smile

6 122

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Miłego dnia moje kochane big_smile
Ja przeżywam jakby jakiś "zastój intelektualny". Chyba mój mózg potrzebuje urlopu od tych wszystkich dylematów uczuciowych i moralnych, dlatego trochę spasuję big_smile
Myślę o Was dziewczyny i ślę dobre myśl i afirmacje. Trzymajcie się cieplutko w tej mało przyjaznej aurze sierpniowej big_smile

6 123

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53664,5804067,Niebezpieczne_zwiazki.html?as=1&ias=4&startsz=x

Niebezpieczne związki, też dobre.

6 124

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
maxi napisał/a:

http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53664,5804067,Niebezpieczne_zwiazki.html?as=1&ias=4&startsz=x

Niebezpieczne związki, też dobre.

Dzięki maxi smile
W sumie nic nowego, czego z naszej literatury bysmy nie wiedziały tam nie napisali, ale wyraźnie napisali o mnie:
"Jeśli ojciec był nieobecny, pochłonięty pracą i zamknięty w sobie, to córka może rosnąć z nadzieją, że spotka mężczyznę podobnego do jej ojca, a on na nią jedną się otworzy." 
- Ta córka to ja, taka wspaniała, wspaniałomyślna, tak umiejąca kochać, jak żadna inna w jego życiu do tej pory. Przy mnie on się otworzy, rozwinie, wzniesie na wyżyny, oczywiście razem ze mną i będziemy sobie żyć w naszym świecie, jeść z dzióbków, kochać się i rozmawiać, rozmawiać rozmawiać..... (Z ojcem nigdy nie rozmawiałam o uczuciach - NIGDY).

A to o nas wszystkich: smile
"Niektórzy, żeby zmienić swój sposób przeżywania emocji, myślenia, życia, muszą przejść destabilizację, czyli na przykład rozstanie. I to jest dla nich szansa rozwoju."

Tak - jak to wczoraj ustaliłyśmy z Tarantellą. cyt. Tarantellę (przecież sama lepiej tego nie napiszę smile
"Doszłyśmy, że to dobrze, że debile nas wdeptały w glebę ... bo my, k**wa, ziarenka jesteśmy - teraz wystarczy podlać i damy czadu - pójdziemy w górę. Póki co trend u każdej z nas jest zauważalny :-)))"

6 125 Ostatnio edytowany przez Red_Fairy (2011-08-10 15:21:35)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Obserwuję ten Wasz wątek kobietki od dni paru i tak sobie myślę...

Też tak patrzę po sobie, doświadczeniach, po Was i po lekturach, że psia mać. Też mnie to dopadło, w sumie dopiero co doszło do tego łba zakutego. Kochałam za bardzo, teraz już nie tak bezwarunkowo, bez okularów różowych, co ten obraz dziada wykrzywiają. Ja nie wiem, skąd to się wzięło, ale podejrzewam, że zawsze tak było, tylko ciemnica średniowieczna w głowie mówiła, że tak trzeba. Wybaczać, usprawiedliwiać nałóg ojca pojawieniem się na świecie i tym, że to pilnować go trzeba było. A przez tego ojcowskiego kutafona, dla mężczyzn to samo. Ja mu pomogę, bo on znajdzie przy mym boku to Cuś - takie nijak określone. Taki babski Grall wybawczy, co go ustatkować pozwoli, odmienić z przytupem i będzie sielanka.

A się nie da się, bo to psychole sami. Jeden zdradzał, bo sama tego chciałam (kolejne idiotyczne argumentowanie świństwa). Płakałam, trwałam i patrzyłam jak zdradza raz drugi, jak zapija się. Ja odchodzę, niby dobrze, ale strach zostaje i to poczucie winy, że ja taka zła, że on nie chciał tak naprawdę. I ja mogę mu pomóc, wystarczy tylko, że dobra będę wystarczająco. Że posprzątam koło niego, chociaż z rodzicami pępowina do śmierci mu chyba nie odpadnie. Bo on nieuleczalnie chory, bo umiera. I umierał tak, że z życia korzystać mu się zachciało, moim kosztem się bawić i męczyć, dręczyć sms'ami - gdzie teraz są, co robią. A co mnie to obchodziło? Bolało tylko mocno, jak ktoś by mi twarz obierakiem do pyr pochlastał. No, ale z tego się wyleczyłam.

I dupa, wyszło dobrze. Teraz to widzę i widziałam to już tuż po rozstaniu, jak poklepałam go po ramieniu i odwróciłam się w paskudnej kurtce jesiennej lata temu prawie dwa. Krótko się do kupy zbierało dziewczę, głupoty jakieś robiłam - odreagowałam. Szybko i skutecznie. Setki zakupów, paczek ze sklepów internetowych, czego nie robię prawie wcale.

Uzależniające takie związki potrafią być. Wdeptać w glebę - za słowami Tarantelli. Tak, że może się wydawać, że tylko ten On ci jeden wyciągnąć nas może z korzeniami, chociaż to taki palant jeden, co tylko się przyssie i stękać będzie słowami miłości pełnymi, w między czasie klepiąc po zadku inną.


A teraz to jakoś tak inaczej. Niby normalny związek mam, ciężkie chwile przechodzi, ale przynajmniej już nie z takich akcji jak wcześniej. Jest normalnie, ale co to znaczy normalność, kiedy garściami brałam do siebie patologię nazywając ją miłością? Kontrolę zaufaniem i oddaniem? Ależ ja durna byłam, durna, że hej.

Dupę mam mocniejszą, ołowianą, ale też się kurde mol łamię czasem.  Boję się, że historia się powtórzy, że ta karuzela jest jak pory roku - nieuchronnie wrócić muszą. Nikt nie chce cierpieć po raz n-ty, bo źle się wybrało, bo wybawić mogłyśmy, a ten potraktował tak i nie inaczej. Wyskoczyć da się z tego?


Też się łapię, że z tego wszystkiego pała ze mnie cynizm głębinowy w niektórych sytuacjach. Zimno i oschłość, ale widocznie tak trzeba. Przynajmniej czasem. Ale teraz znowu - Pan z ciężką przeszłością, cięższą niż moja. Nie był do końca szczery, a ja te sobie luki wypełniłam nader trafnie i zaatakowałam z rozbiegu, aż nie ma miejsca na tłumaczenia "bo chciałem dla Ciebie dobrze". I o tyle dobrze, że już nie przepuszczam takich łatek mimo-kieszeni. Kiedy chce się zbudować coś, trzeba być szczerym i wzajemnie się pogodzić z tym, co było. Zwłaszcza, jeśli ma się już jakieś lata na karku - niekoniecznie obfitujące w siwiznę smile Takie proste, a te ciule  nie kumają. Ja nie wiem skąd oni się biorą, ale na pewno nie z Marsa. Chyba z czarnej, intelektualnej dziury.

Może jest jeszcze dla mnie szansa. Może ten jeden związek okaże się nie taki toksyczny jak tamte, może wyzbędę się tego strachu i nie uzależnię się znowu, chociaż za późno chyba. Jestem szczęśliwa, ale to całe cierpienie, którego doświadczyłam zostawiło nieodwracalne ślady na wątrobie. I leżeć będzie, czasem się siły nie ma, kiedy jakieś obawy znowu zaczynają z nieba mi opadać.

6 126 Ostatnio edytowany przez Tarantella (2011-08-10 16:00:08)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witaj, Red_Fairy. Czekałyśmy tu na Ciebie big_smile big_smile Twoja sława Cię wyprzedziła i została doniesiona gołębiem pocztowym z blond lokami.

Wiesz, mam jakies takie niejasne wrażenie, że chyba z tej doopy da się wyjść. No, ja przynajmniej planuję. Mam dwa cele - poznać siebie a potem (być może) kogoś, kogo nowa ja zaakceptuje i kto mnie zaakceptuje taką, jaka jestem naprawdę. Ja tam lubię facetów. No nie ukrywam, że miałabym przyjemność w byciu z kimś, rozmawianiu z nim, doświadczaniu nowych rzeczy, wspominaniu ...
No sam pomysł, życia z kimś w parze nie wydaje mi się taki z gruntu zły big_smile Problemem nie jest CZY tylko JAK i KIEDY.

Zajrzyj do ksiązki zaproponowanej przez Karen a promowanej przez mnie "Tęsknota silnej kobiety za silnym mężczyzną". Tam jest dokładnie opisany Twój, nasz stan po przejściach z Panami_Nieodpowiednimi w drodze do Panów_Odpowiednich (o ile będziemy tak miłe i będzie nam się ich chciało big_smile). Nasza psychika w takich wypadkach - po traumach i porażkach - salwuje się trzema wariantami zachowań:

- odgrywanie roli ofiary (czyli kontynuacja dawania ciała)
- ucieczka (boję się każdego samca, bo to wszystko gnidy są)
- walka (wchodzę w kolejne związki, ale tratuję i poniżam partnerów, bo to potencjalni oprawcy są)

Teraz trzeba się nauczyć jak żyć nie dając ciała, nie bojąc się i nie zagryzając potencjalnie fajnych partnerów za karę za Panów_Nieodpowiednich. Na początek jednak trzeba sobie trochę poradzić ze sobą i określić (choćby tak pi razy oko) - czego MI się w życiu chce. Cała reszta przyjdzie później.
Zaczęłam robić listę - czego MI się w życiu chce i mogę to dać sobie sama (bez sprośnych myśli proszę), a do czego potrzebna jest mi eskorta. Póki co wychodzi, że do niczego ... no może do robienia mi zdjęć big_smile

6 127

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Tarantella napisał/a:

Dziękuję Ci moja Ty suko i za Twoim pośrednictwem Red_Fairy. Czasem dobrze się dowiedzieć, że nie będąc Clintonową ani Tigerową-Woods nie jest się odmieńcem.

No to jadziem. Pewnie znów będzie dużo, ale mi się przez te bezsenne noce uzbierało.

Bo widzicie, mam do siebie straszny żal. Ale po kolei.
Z tym moim związkiem z psychofagiem to było tak jak ? z późnym dzieckiem. Nie muszę chyba żadnej kobiecie tłumaczyć, że inny stosunek jest do dziecka urodzonego na pierwszym roku studiów na skutek wpadki a inny do kolejnego ? urodzonego w wieku 40+. Każda już wtedy wie, że czas szybko leci i to drugie dziecko jest dzieckiem chowanym inaczej, matka odbiera zupełnie inaczej wszystkie etapy jego rozwoju ? jakoś tak bardziej świadomie i pewnie radośniej. Takiemu późnemu dziecku poświęca się więcej uwagi, z większą cierpliwością dba się o jego rozwój, z zachłannością kolekcjonuje się w głowie wszystkie jego postępy, lepsze i nawet te gorsze chwile, bo już wtedy się wie, że każda chwila jest na wagę złota.
U mnie tak było ze związkami. Te wyniesione ze lat studenckich i jakieś przelotne później były takimi nie w pełni świadomymi dziećmi. Kiedy jednak w wielu 40 lat zdecydowałam się na związek z psychofagiem, to miałam nadzieję, że tym razem koniec z poligonem i zaczyna się ŻYCIE. Cieszyłam się tym związkiem i chciałam, żeby on był tym dzieckiem dojrzałych rodziców. Jego zapewnienia i autentyczne ?przyssanie się? do mnie upewniły mnie, że trafiłam na człowieka, który chce tego samego ? dojrzałego związku ludzi po przejściach. Nie chciałam tego dziecka pożreć. Chciałam go odpowiedzialnie i frajdą dla wszystkich wypuścić w świat. Marzyłam o wspólnym rozwijaniu się, o cieszeniu się każdą chwilą, robiłam mnóstwo zdjęć, żeby nic nam nie umknęło, bardzo dbałam, żeby infrastrukturalnie wszystko było przygotowane do przyjęcia tej wyższej formy rozwoju ? przytulne mieszkanie, dbanie o codzienne potrzeby ? i ciągle czekałam na jakiś sygnał od tej drugiej strony, że on też jest gotów na zdobywanie kolejnych, wyższych pułapów. Oprócz słów jednak nie zdarzyło się NIC. Na odwrót. Z każdym miesiącem i rokiem zauważałam, że jestem traktowana instrumentalnie, że nie jestem mu potrzebna do żadnego rozwoju, do żadnych form wspólnego spędzania czasu, do żadnego ?kolekcjonowania?. Miałam tylko BYĆ. No i tu mam do siebie Tarantelli-dużej (tej w kaloszach w chuje) straszny, niewysłowiony żal, że dawałam krzywdzić Tarantellę-małą (tą w kaloszkach-w-groszki). Bo ta mała najpierw starała się rozmawiać z psychofagiem o swoich deficytach, potem prosiła, potem szantażowała, a na koniec zaczęła żebraninę. Czuję do siebie takie samo obrzydzenie, jakie mam do kobiet, które przymykają oko na ?zły dotyk? swoich konkubentów wobec swoich dzieci, byle tylko ten konkubent zaszczycił tę idiotkę swoją ?miłością?. Psychofag nigdy nawet nie starał się zrozumieć, kim jestem, nie interesowało go ani moje zdrowie, ani moje problemy, ani talenty, ani moje potrzeby seksualne. Słowo ?miłość? oznaczało dla niego tylko tyle ile ON CZERPIE z tego związku. Moje czerpanie było nieistotne. A mnie w pewnym momencie zaczęło się zdawać, że być może to moje rozdawnictwo to właśnie jest ta miłość, że może więcej mi się nie należy, że może oczekuję zbyt wiele. Teraz, kiedy już DOKŁADNIE wiem, kiedy i w jakich okolicznościach popełniłam pierwsze błędy, nie mogę sobie poradzić z wybaczeniem sobie. Wilczyca nie obroniła małej dziewczynki. Obciach. Ja już naprawdę nie zadaję sobie pytań ?dlaczego ja?, ?jak on mógł?. Moje wątpliwości nie dotyczą jego. To jest pytanie O MNIE. Jego pobudki są dla mnie tak samo mało istotne jak pobudki miliona innych przeciętaniaków, zidiociałych panów w ?pewnym wieku?, którzy postanawiają wbić kolejny level swojego jeszcze niedojrzałego a już więdnącego ego nie poprzez zaawansowane formy rozwoju swojej osobowości tylko poprzez zaliczenie młodej dupy z biura, lub jakiejkolwiek innej dupy z boku. Jego z jego żenującymi motywacjami mam już w analu. Już mnie nie interere, czy to było rozszczepienie, faceci w melonikach, autospermotoksykoza, rozpasanie niedorozwoja emocjonalnego, czy cokolwiek innego. BO to jest pytanie O MNIE.
Wiecie? Kiedyś, na jesieni zeszłego roku wybraliśmy się na bandżi. Ja nie skakałam ale robiłam zdjęcia. Siedziałam potem nad tymi zdjęciami, obrabiałam, uśmiechałam się do nich. A potem w styczniu, kiedy odkryłam zdradę, w jednym z jego maili do kochanki znalazłam te zdjęcia z dopiskiem (do niej!) ?Myślałem wtedy o Tobie?. Oprócz tego, że przy tych wszystkich mailach myślałam, że umrę to dodatkowo przy tym jednym konkretnym poczułam się właśnie jak taka zwyrodniała matka, której pokazują film zrobiony ukrytą kamerą przedstawiający scenę, jak jej konkubent dobiera się do jej pięcioletniej córeczki. A najgorsze, że ona widzi ten film ? i nadal próbuje sobie tego gnoja w swoim debilnym mózgu tłumaczyć. Chorobą, tym, że zdjęcia są niewyraźne, że to może fotomontaż. A nawet nie pomyśli, jak wtedy czuła się ta jej córeczka!!!
Nie wiem, jak mogłam to sobie zrobić. Nie wiem, jak mogłam mu na to wszystko pozwolić. Mam żal do Tarantelli-dużej, że mnie nie ochroniła przed jego bestialstwem.

Zawsze wszystkim dziewczynom powtarzam, że nie wolno nam dopuszczać do głosu samoobwiniających myśli, bo nie my jesteśmy autorkami tych naszych koszmarków, ale tym razem i mnie wzięło, więc mi wybaczcie ten brak dyscypliny.

Cześć

Przeczytałam, i siebie tam znalazłam. Po prostu miałam być i nic więcej, nabijał się z moich marzeń, zawsze był we wszystkim najlepszy. Żal. Ale nie dałam się i se będzie miał inną do bycia, którą to bycie samo w sobie cieszy.
I wkurzało mnie, że się śmiał z jakiejś mojej części ciała, a potem mówił, że ją kocha. Jakie to wkurw...ące. Do szału. Obrzydliwe. Nic tylko odwinąć. Nienawidziłam tego. Mam coś jakie mam, mnie się podoba, bo jest normalne, ale nie. Co za szał.
Fenomen życia. Śpij, wstań, jedź, myj się, jedz, leż, tv, leż, jedz. Sr..j. Boshe.
Roślina ma lepiej, czasem jej muszka za listkiem bzyknie, czasem wiaterek zawieje, coś tego. A nie to.
Co to za negowanie kogoś. Tak jakbym mu powiedziała - jesteś małym, paskudnym pokurczem. Po piwie wyglądasz jak skrzywiony kurczak, jesteś obrzydliwy. Ale cię... nie przejdzie mi to przez palce, gardło ani nawet przez myśl.
Bo to o akceptację chodzi, o coś innego.

6 128 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-08-10 17:24:39)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Red_Fairy napisał/a:

Dupę mam mocniejszą, ołowianą, ale też się kurde mol łamię czasem.  Boję się, że historia się powtórzy, że ta karuzela jest jak pory roku - nieuchronnie wrócić muszą. Nikt nie chce cierpieć po raz n-ty, bo źle się wybrało, bo wybawić mogłyśmy, a ten potraktował tak i nie inaczej. Wyskoczyć da się z tego?


Też się łapię, że z tego wszystkiego pała ze mnie cynizm głębinowy w niektórych sytuacjach. Zimno i oschłość, ale widocznie tak trzeba. Przynajmniej czasem. Ale teraz znowu - Pan z ciężką przeszłością, cięższą niż moja. Nie był do końca szczery, a ja te sobie luki wypełniłam nader trafnie i zaatakowałam z rozbiegu, aż nie ma miejsca na tłumaczenia "bo chciałem dla Ciebie dobrze". I o tyle dobrze, że już nie przepuszczam takich łatek mimo-kieszeni. Kiedy chce się zbudować coś, trzeba być szczerym i wzajemnie się pogodzić z tym, co było. Zwłaszcza, jeśli ma się już jakieś lata na karku - niekoniecznie obfitujące w siwiznę smile Takie proste, a te ciule  nie kumają. Ja nie wiem skąd oni się biorą, ale na pewno nie z Marsa. Chyba z czarnej, intelektualnej dziury.

Może jest jeszcze dla mnie szansa. Może ten jeden związek okaże się nie taki toksyczny jak tamte, może wyzbędę się tego strachu i nie uzależnię się znowu, chociaż za późno chyba. Jestem szczęśliwa, ale to całe cierpienie, którego doświadczyłam zostawiło nieodwracalne ślady na wątrobie. I leżeć będzie, czasem się siły nie ma, kiedy jakieś obawy znowu zaczynają z nieba mi opadać.

Kochana - mam nadzieje, że czytając moje, nasze posty nie będziesz zdziwiona tym, co napiszę.
KOCHAM CIĘ. No po prostu, ot tak - bezinteresownie i głęboko.
Wyszarpałaś te słowa z mojej głowy, z mojej duszy i z mojego serca.
To JA teraz. Stoję i się waham.
Bo On też poraniony, chyba nawet bardziej niż ja, bo ja nie jestem pewna, czy znów chcę wskoczyć na tą emocjonalną huśtawkę.
Bo te motyle, za które kiedyś oddawałam CAŁA SIEBIE już mnie tak nie kuszą - wiem, że cena za szelest ich skrzydeł jest wysoka. Koorwa, dla mnie ZAWSZE była ZA wysoka.

Witam Cię w naszym domku.
Wrrrrr.... czuję, że JUŻ należysz do sfory smile

6 129

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anhedonia napisał/a:

Miłego dnia moje kochane big_smile
Ja przeżywam jakby jakiś "zastój intelektualny". Chyba mój mózg potrzebuje urlopu od tych wszystkich dylematów uczuciowych i moralnych, dlatego trochę spasuję big_smile
Myślę o Was dziewczyny i ślę dobre myśl i afirmacje. Trzymajcie się cieplutko w tej mało przyjaznej aurze sierpniowej big_smile

Anhedonio, nasza Mądra Siostro, czy mogę się zachować jak klasyczna KKZB, uczepić się Twojej nogawki i wyrzęzić zsiniałymi ustami "nie zostawiaj mnie"? big_smile

Kochana, to nasze forum, to taki Zakład Naprawy Lalek i Zakład Utylizacji Śmieci w jednym. Każda z nas na co raz dłuższe okresy zapuszcza się do reala a pójdziemy sobie stąd, jak dorobią nam wydłubane oczko i dokleją wyłamane nóżki. O to przecież chodziło - żeby się tu naprawić i pójść.

Jednak, kiedy Cię ostatnio czytam, odnoszę wrażenie (a z intuicją mam ok), że to nie o spasowanie i urlop chodzi tylko o jakiś smutek. Nie ma obowiązku, nie musisz o tym gadać jak nie chcesz ale może jednak by pomogło. To tęsknota za córą, a może jakaś ex-wspomnieniowa fala? My wszystko strawimy, więc jeśli to nie tylko zmęczenie forum (bo każda z nas już je trochę odczuwa), to WAL. Wiesz, że my tu przeżyjemy każdą formę psychiatryczną i fizjologiczną - możesz plunąć jadem, wyrzygać się, rozmazać gluty po spuchniętej twarzy ... wszystko, co Ci będzie potrzebne.
Jeśli się mylę - odpoczywaj, Kochana. Tyle ile potrzebujesz.
W dowolnym wypadku całuję Cię i jak będziesz miała nastrój to zapraszam w weekend na ciasto - tym razem pleśniak wg przepisu l&c. Ona też odpoczywa od forum i BARDZO dobrze.

6 130 Ostatnio edytowany przez Tarantella (2011-08-10 17:01:02)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
Tarantella napisał/a:

...............

Cześć

Przeczytałam, i siebie tam znalazłam. Po prostu miałam być i nic więcej, nabijał się z moich marzeń, zawsze był we wszystkim najlepszy. Żal. Ale nie dałam się i se będzie miał inną do bycia, którą to bycie samo w sobie cieszy.
I wkurzało mnie, że się śmiał z jakiejś mojej części ciała, a potem mówił, że ją kocha. Jakie to wkurw...ące. Do szału. Obrzydliwe. Nic tylko odwinąć. Nienawidziłam tego. Mam coś jakie mam, mnie się podoba, bo jest normalne, ale nie. Co za szał.
Fenomen życia. Śpij, wstań, jedź, myj się, jedz, leż, tv, leż, jedz. Sr..j. Boshe.
Roślina ma lepiej, czasem jej muszka za listkiem bzyknie, czasem wiaterek zawieje, coś tego. A nie to.
Co to za negowanie kogoś. Tak jakbym mu powiedziała - jesteś małym, paskudnym pokurczem. Po piwie wyglądasz jak skrzywiony kurczak, jesteś obrzydliwy. Ale cię... nie przejdzie mi to przez palce, gardło ani nawet przez myśl.
Bo to o akceptację chodzi, o coś innego.

I znów wszystko przeze mnie. Ranyyyyyyyyyyyy, ale on jeszcze żyje, czy już ubity? Mam przyjechać z workiem foliowym (albo dywanem) i łopatą, czy to tylko alarm próbny? [użycie czasu przeszłego mnie niepokoi]

Z wypowiedzi każdej z nas zbieram takie perełki:
Roślina ma lepiej ...
I wkurzało mnie, że się śmiał z jakiejś mojej części ciała (...) Nienawidziłam tego. Mam coś jakie mam, mnie się podoba, bo jest normalne.

6 131 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-08-10 17:58:48)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Niesiona na fali wkoorwienia i smutku wynikającego z kłótni z córką (o tym później i obszerniej) wyżaliłam się dobremu znajomemu. Waliłam w klawisze ze złością, ale jak już skończyłam i przeczytałam, żeby sprawdzić, czy nie ma byków, to.... ogarnął mnie smutek, żeb nie powiedzieć, że płakać mi się zachciało. Nad małą, GUPIĄ niekochaną, której oczy się otworzyły dopiero wtedy, jak szanowny jeszczemąż żyletką po powiekach pojechał.
Wklejam me krótkie wypociny:
"Wiesz,
to było najsmutniejsze w moim małżeństwie - że wiedziałam, jak wiele mam do zaoferowania, jak pięknie mogłoby być.
A on wcale tego nie widział, nie chciał tego widzieć.
Hmmm... inni mężczyźni łatwo to zauważają. I nie mówię tu o fizyczności czy erotyzmie. Bardzo szybko obdarzają mnie zaufaniem i otwierają się przede mną. A to prosta droga do silnej relacji.
Kur*a, to takie przykre, że obcy lub prawie obcy człowiek widzi jaka jestem, a ktoś, kto powinien byc najbliżej - ma to w dupie.

Ale to już PRZESZŁOŚĆ.

Sorki, że tak dziś smęcę, ale... to tak wyjątkowo"

6 132 Ostatnio edytowany przez Kriss (2011-08-10 18:40:54)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Taki jakiś zbójowy dzień dzisiaj - też mnie nostalgie chyciły. Też mam problemik matka - córka, ale córka - to ja. I też kłótnie, manipulacje psychofażne cuda wianki.

Jak Ci ciut ulży - przeczytaj w mailu. Ściskam Kochana.

6 133

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Kriss napisał/a:

Taki jakiś zbójowy dzień dzisiaj - też mnie nostalgie chyciły. Też mam problemik matka - córka, ale córka - to ja. I też kłótnie, manipulacje psychofażne cuda wianki.

Jak Ci ciut ulży - przeczytaj w mailu. Ściskam Kochana.

Żem przeczytała, Ty moja ukochana Wilczyco. I nawet odpowiedź popełniłam smile

6 134

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

No niedobrze, widzę, że dziś większość ma samopoczucie zrypane jak ja na codzień wink;)

Maxi, super artykuł podesłałaś, dzięki smile
Czasem muszę przeczytać coś takiego skrobniętego ręką autorytetu żeby wyzbyć się podejrzeń względem siebie, że takie podejście to jakiejś zaczątki paranoi wink;)
Zwłaszcza, że wokół mnie panuje jednak przekonanie, że życie uczuciowe to zielona łąka i wiecie, dziwnie się czuję jako jedyna, która twierdzi, że można wdepnąć w jakąś minę (tudzież krowi placek kału) wink

6 135 Ostatnio edytowany przez Tarantella (2011-08-10 20:06:00)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
niekochana72 napisał/a:

...obcy lub prawie obcy człowiek widzi jaka jestem, a ktoś, kto powinien byc najbliżej - ma to w dupie.[/b]

... i nie dam sobie tego zrobić nigdy i nikomu więcej, bo nie zwiążę się nigdy z kimś, kto PATRZY tylko na SIEBIE (i jak już się tak napatrzy to nie może wyjść z zachwytu).



Fajka napisał/a:

No niedobrze, widzę, że dziś większość ma samopoczucie zrypane jak ja na codzień wink;)

Eeeee, no co Ty. Zawsze ktoś jest na dyżurze big_smile

6 136

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Tarantella napisał/a:
Fajka napisał/a:

No niedobrze, widzę, że dziś większość ma samopoczucie zrypane jak ja na codzień wink;)

Eeeee, no co Ty. Zawsze ktoś jest na dyżurze big_smile

He, he, he...

6 137

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

@tarantello - Ja przyjmuję dość bolesną chyba strategię z tych trzech, które nadmieniłaś wyżej. Ofiary nie zgrywam, bo to moi Panowie takich zgrywali, a ja się tam z nimi cackać nie będę smile Zresztą się zastanawiam, bo ponoć z kim przystajesz, takim się stajesz. Wychodziłoby na to, obrotnie, że to wina moja i ode mnie zaczerpnął jeden i  drugi, ten niedoszły, co w porę dotarło do mnie, że ja nikogo nie uratuję, dopóki sam chcieć nie będzie.

Ale coooooooooo tam. Lepiej poorać sobie łapy, paszczę, serce, duszę, żeby dać komuś jechać po sobie jak po łóżku zajechanym przez armię wyzwolenia i żeby lepiej ten ktoś się poczuł.

Nie tędy droga i choć młodam, szybko do mnie doszło - w teorii. W praktyce wciąż wiele strachów i ciągle zdarza mi się nawet do takich 'przyjaciół' rękę wyciągać. Moim kosztem, nosz psia mać. Ale taka właśnie jest praktyka. Gadać łatwo, marzyć, ale... w rzeczywistości to albo wychodzi z efektem odwrotnym albo i nie wychodzi wcale. Ni cholery, zero, null, psia krew.


Też się śmieję, że niektóre z Nas za wszelką cenę chcą być świetne, jedyne. I facet, taki palant totalny, cinkciarz emocjonalny za każde słowa, czyny, które w bajkach się czyta (a jak wiadomo, w bajki już coraz mniej ludzi wierzy), nagradza takim czymś "Ale wiesz, mógłbym mieć każdą, jest milion na twoje miejsce". A my dalej, udowadniamy, kochamy jeszcze bardziej, bo wybrał NAS! Chwyciłyśmy Boga w ludzkiej postaci za Nogi. A ten Bóg, to zwykłe Cthulhu, z którego po jakimś czasie wychodzą obleśne macki, cyckające wszystko wokół. Aż we mnie krew wezbrała smile

Choć uważam, że w końcu przychodzi taki moment, kiedy z takim Psychofagiem trzeba zamienić się miejscami. Przyjąć jego postawę wobec niego samego. Już pomijam efekt macek, bo nie tędy droga. Nic nie działa lepiej od odbitej piłeczki, obrócenia miecza przeciw komuś takiemu. Nie, żeby to była nienawiść i chore podejście, ale myślę, że niektórym się po prostu należy.

Zwłaszcza tym, który łżą jak pies w żywe oczy. Tak święcie przekonani o słuszności tego twierdzenia, że sami skłonni w to uwierzyć. Tępe barany smile

Też Panów lubię, dogaduję się z nimi bez problemu, ale na bliższej stopie - dopiero uczę się zmieniać ten wizerunek, którego doświadczyłam. No cóż, nie był zbyt kororowy. Sialala.

6 138

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witam,

Jestem chyba kobietą kochającą za bardzo. Mój mąż mówi, że nie potrafimy ze soba rozmawiać. I nie wiem co robić, tzn. nie jestem pewna. Małżeństwem jesteśmy od kilku lat, teraz spodziewam się dziecka. Hm... Jakoś tak, jak tylko się dowiedziałam, zaczęłam bardziej analizować nasz zwiazek, bo ja to jeszcze ja, ale nie chcę żeby moje dziecko było nieszczęśliwe przez to, że mamusia nie odeszła za wczasu.
Mój tata był alkoholikiem, trzeźwym, jak umierał. Wydaje, mi się że miało to na mnie jakiś wpływ, nie bił nas czy wyzywał, tylko czasami niebyło go przez jakiś czas w domu, bo pił i wracał...i znowu.. aż w końcu moja mama powiedziała dość... Tata poszedł na leczenie i jak ukończyłam 12 lat już nie pił. Odnośnie mnie: zawsze chciałam żeby było dobrze, myślałam że jak zrobię to czy tamto, stanę na głowie czy dostanę świadectwo z paskiem itd to ktoś mnie doceni, zauważy a jednocześnie chciałam
być niewidzialna, bo się wstydziłam, bo ktoś mnie wyśmieje, to pewnie pozostałość po czasach kiedy mój Tato pił. I tak mam do dzisiaj. Pewnie to, że jestem DDA ma znaczenie.
Moje małżeństwo. Właściwie od początku coś było nie tak. Kurcze taka byłam szczęśliwa, że mnie zauważył, w końcu ja taka szara myszka, a on taki przystojniak, trochę skrajny w swoich poglądach, ale co tam przecież jaki odważny, że nie boi się o pewnych rzeczach mówić. Myślałam chyba, że się dogadamy i udowodnię mu, że mój punkt widzenia jest lepszy itd. Ale tak się nie stało. Kochałam go i myślałam, że jak będę mu potakiwać to będzie dobrze. Straciłam kontakt ze znajomymi i rodziną, bo
związek w końcu wymaga poświęceń, myślałam. Odsunęłam się od nich bo mężowi nie odpowiadali. Stwierdził, że po co mi oni i że nic im nie zawdzięczam, itd. A ja żeby był miły przystawałam na to.
Mój mąż był pierwszy w moim życiu, jesdnak nie przeszkadzało mu to, żeby po kieliszku lub gdy czegoś nie zrobiłam tak jak one chciał nayzwał mnie np."szmatą". Zawsze mówił, żę jak mi się nie podoba to mogę się wynosić...Jakiś czas temu nawet nie wpuścił mnie do domu na noc, musiałam iść spać do hotelu i rodziny. A potem mówił, że się zmieni i już tak nie będzie. Może coś, rzeczywiście zaczął robić, ale coraz bardziej zaczęły mnie dręczyć myśli czy dobrze robię..? Po kolejnej nocy jak
usłyszałam "wypierdalaj szmato" wyprowadziłam się z domu i zamieszkałam u rodziny. Tak już trwa od miesiąca. Czytam różne książki i nie wiem co robić.
Ponieważ jeszcze pracuję i dojeżdżam daleko do pracy czasami zdarzy mi się nocować w naszym domu z mężem. Niby próbuje się zmienić. Nie pije tyle. Ale cały czas próbuje mi coś narzucać. I mówi, że to on jest dobry, bo pomaga mi sprzątać, a ja przesadzam, się czepiam. Ostatnio sprzeczka była o pomalowane paznokcie. A i oczywiście jak coś to możemy wziąć rozwód, skoro tylko raz w tygodniu jestem w domu. Niewiem już co mam robić. Nie chcę tak żyć, nie chcę go tracić, ale czuję że jak wrócę to znowu mnie opęta...Trudno jest tak być dorosłym wink.
Nie wiem jAK BYĆ RAZEM. Raz mówi mi miłe słowa, a za chwilę że jak coś to separacja. Nie wiem co mam robić proszę o pomoc...

6 139

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Z tego, co piszesz, to wychodzi z klienta taki dwubiegunowy osobnik. Raz tak, raz tak. Mogę ci powiedzieć, że będzie tylko gorzej. Niektórzy nie zmienią się po zobaczeniu dziecka, które będzie jego. Powiedziałabym, że może przeczekać, ale co będzie za parę lat, kiedy jeszcze bardziej rozejdziecie się poglądowo?

Jedynym łącznikiem między wami byłoby dziecko, które będzie świadkiem wyzwisk, przekleństw i braku szacunku do Ciebie. Będzie wychowane w takich a nie innych warunkach, przejmie takie wzorce, bo rodzice - będziecie jego autorytetem.

Ale to tak fifty-fifty. Może się zmieni, może nie. Chociaż nasuwa mi się, że to rodzinny psychopata. Władca Ciebie. Wie, że cokolwiek nie powie, nie zrobi - będziesz trwała przy nim dalej.

6 140

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
gosiaczek123 napisał/a:

Witam,

Jestem chyba kobietą kochającą za bardzo. Mój mąż mówi, że nie potrafimy ze soba rozmawiać. I nie wiem co robić, tzn. nie jestem pewna. Małżeństwem jesteśmy od kilku lat, teraz spodziewam się dziecka. Hm... Jakoś tak, jak tylko się dowiedziałam, zaczęłam bardziej analizować nasz zwiazek, bo ja to jeszcze ja, ale nie chcę żeby moje dziecko było nieszczęśliwe przez to, że mamusia nie odeszła za wczasu.
Mój tata był alkoholikiem, trzeźwym, jak umierał. Wydaje, mi się że miało to na mnie jakiś wpływ, nie bił nas czy wyzywał, tylko czasami niebyło go przez jakiś czas w domu, bo pił i wracał...i znowu.. aż w końcu moja mama powiedziała dość... Tata poszedł na leczenie i jak ukończyłam 12 lat już nie pił. Odnośnie mnie: zawsze chciałam żeby było dobrze, myślałam że jak zrobię to czy tamto, stanę na głowie czy dostanę świadectwo z paskiem itd to ktoś mnie doceni, zauważy a jednocześnie chciałam
być niewidzialna, bo się wstydziłam, bo ktoś mnie wyśmieje, to pewnie pozostałość po czasach kiedy mój Tato pił. I tak mam do dzisiaj. Pewnie to, że jestem DDA ma znaczenie.
Moje małżeństwo. Właściwie od początku coś było nie tak. Kurcze taka byłam szczęśliwa, że mnie zauważył, w końcu ja taka szara myszka, a on taki przystojniak, trochę skrajny w swoich poglądach, ale co tam przecież jaki odważny, że nie boi się o pewnych rzeczach mówić. Myślałam chyba, że się dogadamy i udowodnię mu, że mój punkt widzenia jest lepszy itd. Ale tak się nie stało. Kochałam go i myślałam, że jak będę mu potakiwać to będzie dobrze. Straciłam kontakt ze znajomymi i rodziną, bo
związek w końcu wymaga poświęceń, myślałam. Odsunęłam się od nich bo mężowi nie odpowiadali. Stwierdził, że po co mi oni i że nic im nie zawdzięczam, itd. A ja żeby był miły przystawałam na to.
Mój mąż był pierwszy w moim życiu, jesdnak nie przeszkadzało mu to, żeby po kieliszku lub gdy czegoś nie zrobiłam tak jak one chciał nayzwał mnie np."szmatą". Zawsze mówił, żę jak mi się nie podoba to mogę się wynosić...Jakiś czas temu nawet nie wpuścił mnie do domu na noc, musiałam iść spać do hotelu i rodziny. A potem mówił, że się zmieni i już tak nie będzie. Może coś, rzeczywiście zaczął robić, ale coraz bardziej zaczęły mnie dręczyć myśli czy dobrze robię..? Po kolejnej nocy jak
usłyszałam "wypierdalaj szmato" wyprowadziłam się z domu i zamieszkałam u rodziny. Tak już trwa od miesiąca. Czytam różne książki i nie wiem co robić.
Ponieważ jeszcze pracuję i dojeżdżam daleko do pracy czasami zdarzy mi się nocować w naszym domu z mężem. Niby próbuje się zmienić. Nie pije tyle. Ale cały czas próbuje mi coś narzucać. I mówi, że to on jest dobry, bo pomaga mi sprzątać, a ja przesadzam, się czepiam. Ostatnio sprzeczka była o pomalowane paznokcie. A i oczywiście jak coś to możemy wziąć rozwód, skoro tylko raz w tygodniu jestem w domu. Niewiem już co mam robić. Nie chcę tak żyć, nie chcę go tracić, ale czuję że jak wrócę to znowu mnie opęta...Trudno jest tak być dorosłym wink.
Nie wiem jAK BYĆ RAZEM. Raz mówi mi miłe słowa, a za chwilę że jak coś to separacja. Nie wiem co mam robić proszę o pomoc...

Gosiu, trochę się tych problemów nazbierało....
Twoje DDA, małe poczucie własnej wartości, prawie pewne kochanie za bardzo. Nadużywanie alkoholu przez męża, całkowity brak szacunku dla Ciebie z jego strony, szantaż emocjonalny i agresja słowna.
To tak na pierwszy rzut oka.

Czy byłaś kiedykolwiek na jakiejś terapii?

Wejdź na stronę kobieceserca.pl i zrób sobie testy.

I spróbuj sobie i nam odpowiedzieć na pytanie, które tu często pada: Czy Ty kochasz siebie?

Ważne jest, ze masz świadomość, że dziecko nie będzie szczęśliwe w nieszczęśliwej rodzinie. Szczęście Twoje i dziecka powinno byc priorytetem.

Czytaj ten wątek, na pewno znajdziesz wiele rzeczy dla siebie.

Dobrze że się odezwałaś i szukasz pomocy smile

6 141 Ostatnio edytowany przez Tarantella (2011-08-10 21:42:27)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Red_Fairy napisał/a:

Ale to tak fifty-fifty. Może się zmieni, może nie. Chociaż nasuwa mi się, że to rodzinny psychopata. Władca Ciebie. Wie, że cokolwiek nie powie, nie zrobi - będziesz trwała przy nim dalej.

A ja tu się głowiłam nad jakąś wyważoną, subtelną odpowiedzią big_smile big_smile big_smile

Gosiaczek - nic dodać, nic ująć. Żadna z nas tutaj po tym, co napisałaś raczej nie ma wątpliwości, że masz do czynienia z człowiekiem z co najmniej dwoma problemami - charakterologicznym i alkoholowym.
Ty za to masz swój własny problem - usprawiedliwianie jego zachowań i doszukiwanie się w nich logiki bądź jego motywacji.
Jeszcze jakiś czas temu odpowiedziałabym tak: Nie wyobrażam ssobie, żeby mogła choć jedną noc spędzić z człowiekiem, który nazwał mnie SZMATĄ.
Dziś już nie jestem taka chojraczka, bo żyłam z człowiekiem, który nie słowem lecz czynem potraktował mnie jak szmatę a mimo to spędzałam z nim nie jedną noc, usprawiedliwiałam go i doszukiwałam się logicznego wyjaśnienia jego zachowań. No ale ja już dziś wiem, że to było chore.
A żeby się tego dowiedzieć musiałam przebrnąć przez ten wątek od pierwszego do ostatniego wpisu, potem przez górę lektur a potem przez moje własne bagno w moim mózgu.
Nie obiecujemy Ci, że będzie łatwo ... ale z pewnością nie będziesz się nudzić big_smile
Służymy pomocą w miarę naszych skromnych możliwości na każdym etapie babrania się w bagnie big_smile

EDYCJA:

Zapomniałam o jednej ważnej rzeczy - przestań się zastanawiać JAK BYĆ RAZEM tylko czy TY CHCESZ BYĆ RAZEM z TYM CZŁOWIEKIEM. A może zasługujesz na coś więcej?

6 142 Ostatnio edytowany przez anitka77 (2011-08-10 21:48:25)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

o, a dzis czuje sie super! i jak tu byc madrym smile

jak dam sobie wycisk na fitnessie od razu szare komorki zaczynaja wracac na swoje miejsca, polecam!

6 143

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dzięki za odpowiedź smile. Moje rodzeństwo też tak uważa jak Wy... że mną manipuluje jak tylko chce.
Niewiem czy chcę być z nim, nie chcę żeby było tak jak dawniej, tak więc czytam, analizuję i się nie spieszę z podejmowaniem jakichkolwiek decyzji. Wiem, że na tą chwilę nie potrafię, z nim być, bo będzie mnie tak samo traktował jak przed miesiącem. Wiem, że muszę się skupić na sobie i moich odczuciach. Myślicie, że jest dla mnie jakaś nadzieja żeby wyjść na prostą..?

6 144

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Red_Fairy napisał/a:

... niektóre z Nas za wszelką cenę chcą być świetne, jedyne. I facet, taki palant totalny, cinkciarz emocjonalny za każde słowa, czyny, które w bajkach się czyta (a jak wiadomo, w bajki już coraz mniej ludzi wierzy), nagradza takim czymś "Ale wiesz, mógłbym mieć każdą, jest milion na twoje miejsce". A my dalej, udowadniamy, kochamy jeszcze bardziej, bo wybrał NAS! Chwyciłyśmy Boga w ludzkiej postaci za Nogi. A ten Bóg, to zwykłe Cthulhu, z którego po jakimś czasie wychodzą obleśne macki, cyckające wszystko wokół.

No aż musiałam sprawdzić tego Cthulhu i se sprawdziłam (niedouk ze mnie) - normalnie bóg psychofazy. Że zacytuję za Wikipedią:
Cthulhu, mimo uśpienia, może wpływać na ludzi poprzez nawiedzanie ich snów, podsuwanie im koszmarnych wizji (...), swojej osoby (...), dlatego też bywa nazywany Inicjatorem lub Panem Snów. W ten właśnie sposób utrzymuje swoje kulty na Ziemi oraz zawiera pakty z istotami inteligentnymi.

Czyta się KTULU, warto zapamiętać big_smile "Obleśne macki" - perełka!

Red_Fairy napisał/a:

Choć uważam, że w końcu przychodzi taki moment, kiedy z takim Psychofagiem trzeba zamienić się miejscami. Przyjąć jego postawę wobec niego samego. (...) Zwłaszcza tym, który łżą jak pies w żywe oczy.

Niestety aż tak łgać nie umiem, żeby się z nim zamienić miejscami, ale na swoją obronę dodam, że byłam dobra w nagrywaniu jego kłamstw w celach samoobrony. big_smile big_smile big_smile
To też się liczy?

6 145

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
gosiaczek123 napisał/a:

Myślicie, że jest dla mnie jakaś nadzieja żeby wyjść na prostą..?

Pewnie, że jest taka nadzieja, ale zalezy to przede wszystkim od Ciebie i Twojej pracy nad sobą. To siebie musisz zmienić, a to nie jest łatwe. Wszystkie tutaj nad tym pracujemy i .... popatrz na sygnaturkę Tarantelli - nikt Ci nie obieca że będzie łatwo, a my możemy potwierdzić że nie jest łatwo, ale warto.

6 146

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Tarantella napisał/a:
Red_Fairy napisał/a:

Ale to tak fifty-fifty. Może się zmieni, może nie. Chociaż nasuwa mi się, że to rodzinny psychopata. Władca Ciebie. Wie, że cokolwiek nie powie, nie zrobi - będziesz trwała przy nim dalej.

A ja tu się głowiłam nad jakąś wyważoną, subtelną odpowiedzią big_smile big_smile big_smile

No wiesz Tarantella, ja mam uczulenie na takich morderców psychiki. Niby proste jak konstrukcja cepa, ale się usrać można z przewidywaniem zachowań takiego tłuka smile Zawsze czymś zaskoczy i nigdy nie wiadomo czy śmiać się czy płakać. W końcu miłość przechodzi w nienawiść - granica jest przysłowiowa i naprawdę - bardzo cienka. Łatwo przeskoczyć ponad nią i z dnia na dzień napawać się obrzydzeniem na widok tego kogoś, kogo się kochało. I tak w kółko, mistrzowie ambiwalentnych odczuć rulez smile Zawsze będzie to fifty-fifty. Nie ma co owijać w bawełnę.

Czasem to sama się dziwię, z tego, co słyszę, widzę. Zaskoczenia rodem z Familiady czasem się obijają o nogi innym. Mi póki na razie nie, więc nie zapeszam, bo a nóż. Kto wie smile

Ktulu to bestia i myślę, że to dobre skojarzenie opisujące działanie takiego drania. Stworzył sobie kult, którego jedna kobieta jest czcicielką. To Ktulu jej umysłu i ona będzie usilnie w niego wierzyła, chociaż ten będzie ją równie na przemian karał co nagradzał. A weź tu się sprzeciw, to będzie ten bożek nabzdyczony siedział i będzie za ucho szarpał. Tak czy siak, każde z tych będzie przyjmowane jako słuszna reakcja, ale co tu mówić. I kolejna rzecz, za którą chyba zetnę się do łysa smile

Powrót do normalności to jednak czasem otwiera oczy na te mentalne dewiacje, które się dostawało wręcz z chorą radością. Niezależnie od ceny jaką przyszło płacić później. Przyznam, że kiedyś wyłam wylewając morze łez wspominając i doświadczając różnych patologicznych zachowań. Teraz widzę, że niepotrzebnie. Wystarczy mi to, że piętno jest niewyobrażalne, więc... się śmieję, się.


Bóg Psychofazy, ha ha, Boska jesteś! co tu dodać smile


Za taką zamianę miejsc uznaję nawet odbijanie piłeczki, co w międzyczasie z wyszukiwanymi lukami w logice petenta dawało bardzo ciekawe efekty w postaci fochów, głupich dyskusji, argumentów, które nie miały pokrycia w żadnej alternatywnej rzeczywistości i prawach fizyki. Bałam się tego, jak reaguje, ale po rozstaniu nie pozostawił mi wyboru. Pierwszy.


Kiedy widział, że sobie radzę i idę do przodu - tym bardziej ściągał mnie na dno. Robił wszystko, żebym błagała go na kolanach o zostanie ze Mnom. Jak kiedyś. Wyciągał nawet największe syfy z naszego życia publicznie. Odwracał kota ogonem, śledził, gonił. Albo przepraszał, prezenty znosił. Król sentymentu się znalazł. Zachciało mu się pojechać jeszcze trochę na ledwo żywej klaczy, która stwierdziła, że inne poletko może być lepsze.


@Gosiaczek - Nadzieja jest zawsze na wyjście na prostą. Wystarczy tego chcieć i nie pozwolić się dalej niszczyć. To wymaga wiele siły, czasem jesteśmy do tego zmuszone same. Boli jak cholera, ale da się.

6 147

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
karen napisał/a:

Nie wiem jak jeszcze długo będę mieszać to goowno....
Po prostu nie wiem w jaki sposób mogę sobie wybaczyć....???? Jak to zrobić???? Jak przestać się za siebie wstydzić????
Wydawałoby się, że juz funkcjonuję normalnie.... ale w środku nie mogę się pogodzić sama ze sobą.

...Ciągle siebie nie kocham, bo komuś kogo kocham juz dawno bym wybaczyła....
Wyć mi się chce....

Karen, chciałam na to odpowiedzieć wczoraj, ale mi wyleciało z głowy.
Mnie się wydaje, że będziesz mieszać gówno dotąd dopóki ślady po tamtym związku będą na tyle wyraźne, że w jakimś stopniu bolesne. Obwinianie się to reakcja na emocjonalne cierpienie- czujesz się źle, więc chciałabyś zlikwidować źródło złego samopoczucia, to jest już niemożliwe - było możliwe wcześniej- więc zaczynasz winić się, że w przeszłości tego nie ucięłaś.
Wiesz, to że jak piszesz funkcjonujesz w porządku nie znaczy, że gdzieś głęboko jakaś rana jeszcze się nie jątrzy. Jeszcze po prostu na dobre nie zarosła. To zresztą wydaje mi sie być zupełnie normalne- złamana noga też nie jest jednego dnia "całkiem złamana" a następnego od razu "całkiem w całości". Zrasta się powoli smile
Moim zdaniem warto uczyć się rozgraniczać dwie rzeczy- poczucie odpowiedzialności od poczucia winy. Teraz wiemy, że jesteśmy odpowiedzialne za własne szczęście, emocje, decyzje i wybory a miałyśmy w zwyczaju lokować ciężar tej odpowiedzialności w k(r)ó(l)rewiczu-ropuchu. Więc owszem, jesteśmy odpowiedzialne za to, że akceptowałyśmy brak szacunku, kłamstwa i takie tam. Poczucie winy niekoniecznie jest tu adekwatne bo czy wiedziałaś, że robisz źle ? Chciałaś dobrze przecież- dla siebie i dla kogoś.
Mówisz, że się nie kochasz bo czujesz się winna i nie potrafisz sobie wybaczyć- moim zdaniem właśnie zaczynasz kochać siebie bo dostrzegłaś, że robiłaś sobie krzywdę i naprawdę Cię to wkurza wink Nie zastanawiasz się już na której rzęsie stanąć żeby odzyskać ropucha tylko nad tym jak mogłaś to SOBIE robić. Jak kochająca za bardzo przenosi ciężar uwagi z kogoś na SIEBIE to już milowy krok.
U mnie jak już przestałam się maltretować myślami "jak ja tak mogłam" obudziło się poczucie winy z innego powodu- jak mogłam po zakończeniu szopki tak długo mielić wszystko w myślach, zamiast poświęcić ten czas sobie. To chyba kolejny krok w kochaniu siebie, znowu poczułam się źle, że siebie zaniedbałam. 
Myślę, że nie z braku miłości własnej męczy Cię wstyd tylko miłość własna dochodzi do głosu i robi wyrzuty, że miałaś współudział w kopaniu pod sobą dołka wink
Wiem z autopsji, że to odczucia temu towarzyszące są paskudne, ale wsłuchaj się dobrze w ten głos a będziesz pamiętała, że w przyszłości nie możesz troszczyć się o siebie samą mniej niż o kogoś smile

6 148

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Opiszę Wam moją historię, bo wstyd mi ją opowiedzieć komukolwiek.
Wydawałoby się, że miałam normalne małżeństwo - do momentu gdy pracowałam i dobrze zarabiałam. Pewnego dnia miałam wypadek, było ze mną ciężko, a męza to przerosło - "wypiął" się na mnie, nie przyjeżdzał do szpitala, gdy po operacji prosiłam, aby posiedział ze mną to uciekł. Słyszałam tylko, że jestem kaleką. Głupia płakałam, wylądowałam u psychiatry - łykałam psychotropy. Pomogli przyjaciele. Zwłaszcza jeden, z którym relacje zrobiły się bardzo bliskie. I wtedy te relacje odkrył mój mąż - zaczął mnie wyzywać od k.. Z przyjacielem zerwałam kontakt. Z mężem poszliśmy na terapię małżeńską. Nie przyniosła żadnych efektów. Jego warunkiem, było abym opowiedziała dokładnie co mnie łączyło z przyjacielem, a ja odmówiłam. Cały czas mnie obarcza winą za wszystko. Że jestem k. Ale sam zaczął zaraz po tym jak ja zerwałam kontakt z przyjacielem, spotykać się z innymi. Dawał mi nadzieje, raz był kochany, a za chwilę kazał się wynosić i mówić że przegrywam z każdą z którą się spotyka.
Fundował mi takie huśtawki emocjonalne, że w końcu uciekłam z domu. Zabrałam dzieci i wyprowadziłam się 100km od niego w rodzinne strony. Emocjonalnie nie daję sobie rady. Po przeczytaniu Waszych postów, wiem, że byłam (i jestem) kochającą za bardzo. Przez 10 lat dawałam sobą pomiatać, poniżać się. Straciłam poczucie własnej wartości, godności. Teraz wiem, że to też moja wina, bo nie postawiłam jasnych granic. Dawałam z siebie dużo (za dużo), w zamian dostawałam bardzo malutko. Udany sex, ale tylko wtedy, gdy on miał na to ochotę.

Od miesiąca mieszkam sama z dziećmi. I... bardzo mi go brakuje. Do tego stopnia, że pozwalam dalej sobą manipulować.
Gdy przyjeżdża do dzieci, to ...lądujemy w łóżku. Wstyd mi przed samą sobą i przed dziećmi, że na to pozwalam. Ale nie wiem jak sobie z tym poradzić. W międzyczasie on potrafi wychwalać swoją rzekomo nową dziewczynę, a ja pozwalam zaciągnąć się znowu do łóżka. Jestem nienormalna. Gdybym usłyszała od kogoś taką historię, to powiedziałabym: "dziewczyno nie rób tego więcej". Ale sama tak nie potrafię. Boję się, że jak znowu się spotkamy, to znowu dam się zmanipulować.
Jak się wyleczyć z toksycznego związku? Co robić, aby nie wspominać tylko tych dobrych chwil?
Pomóżcie...

6 149

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

No to powiem Ci jak niekochana upokorzonej tongue
Nie ma prostych i jasnych odpowiedzi, gotowych recept.
Są pewne prawdy - hmmm... dla niektórych z nas objawione big_smile
Musisz zaglądnąć w głąb Siebie, wybebeszyć i dokładnie przyglądnąć każdemu kawałkowi tych bebechów.
Odpowiedzieć sobie na miliony pytań, ba - najpierw zrozumieć JAKIE pytania należy zadać...
Poczytaj kochana ten wątek od początku - ekhm... zamiast np w tym czasie uprawiać seks ze zdrajcą wink Zapewniam - lepszy pożytek. Jeśli chcesz - mogę przesłać Ci naszą biblioteczkę - napisz na mojego maila.

6 150

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witam Upokorzona,
Nikt nie zadaje sobie tyle bólu, cierpienia i upokorzenia jak my same pozwalając sobą manipulować. Jak widzę po przeczytaniu Twojego posta, sama o tym wiesz. Musisz zadać sobie pytanie: co daje Ci sex z nim w obecnej sytuacji? Wydaje mi się ze nic. Jesteś jeszcze pod jego chorym, toksycznym wpływem i robisz to dla niego, dla jego wygody i przyjemności a Pan i Władca cieszy się ze ma nad Tobą nadal taką totalną kontrolę, niestety potem czujesz się jeszcze bardziej zeszmacona. Co masz robić? Wreszcie powiedz mu NIE. To trudne i jednoczesnie proste, ale jesli chcesz odzyskać człowieczość i autonomię musisz zrobić ten krok.Jesteś na detoxie i jak mówi nasz mądra Tarantella "sztachasz się nim". Powiedz NIE.

6 151

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
maxi napisał/a:

Witam Upokorzona,
Nikt nie zadaje sobie tyle bólu, cierpienia i upokorzenia jak my same pozwalając sobą manipulować. Jak widzę po przeczytaniu Twojego posta, sama o tym wiesz. Musisz zadać sobie pytanie: co daje Ci sex z nim w obecnej sytuacji? Wydaje mi się ze nic. Jesteś jeszcze pod jego chorym, toksycznym wpływem i robisz to dla niego, dla jego wygody i przyjemności a Pan i Władca cieszy się ze ma nad Tobą nadal taką totalną kontrolę, niestety potem czujesz się jeszcze bardziej zeszmacona. Co masz robić? Wreszcie powiedz mu NIE. To trudne i jednoczesnie proste, ale jesli chcesz odzyskać człowieczość i autonomię musisz zrobić ten krok.Jesteś na detoxie i jak mówi nasz mądra Tarantella "sztachasz się nim". Powiedz NIE.

Cześć kochana - jak tam sprawy? Górka czy dołek?
Heh... popatrz, nawet nie przyszło mi do głowy, że w Naszej sytuacji mógłby być constans.... wink

6 152

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Hejka kochana Niekochana, górka, górka, własnie wybieram się na kontrolę do łamignata tzn ginekologa he he
Chłop to chłop he he he

6 153

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
maxi napisał/a:

Hejka kochana Niekochana, górka, górka, własnie wybieram się na kontrolę do łamignata tzn ginekologa he he
Chłop to chłop he he he

Hmmm... czy On Ci ma zamiar jakieś gnaty łamać?  tongue

6 154

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
gosiaczek123 napisał/a:

Myślicie, że jest dla mnie jakaś nadzieja żeby wyjść na prostą..?

Moja dewiza jest taka -  jeśli już się tu znalazłaś to Twoje szanse ZNACZNIE się zwiększyły, bo to oznacza, że szukasz.
Kolejna dewiza brzmi ? nie masz szans, jeśli będziesz szukała (analizowała, naprawiała) JEGO problem. On, jeśli chce rozwiązać swój problem ? niech szuka pomocy dla siebie SAM. Ty musisz się skupić na własnym problemie. Jeśli mogę Ci coś na samym starcie doradzić z własnego doświadczenia ? daruj sobie przekonywanie go do czegokolwiek, wspieranie się autorytetem literatury, nauki, ciągnięcie go za uszy na terapie ? Pan , o ile zrozumiałam ma nieco więcej niż 5 lat ? czytać umie, a jeśli nie dostrzega u siebie problemu, to nawet papież go nie przekona, że jest inaczej. Ja popełniłam ten błąd ? na siłę chciałam mu ?otwierać oczy?, ratować, sugerować, przekonywać, wykazywać problem na przykładach. Bulszit, Gosiaczku. I tak zrobił ze swoim życiem, co chciał, a przy okazji z moim niestety też ? bo nie potrafiłam ratować samej siebie póki jeszcze był czas.
Masz wsparcie w postaci rodziny ? a to już bardzo dużo,  do bardzo często jest tak, że oczy z boku widzą lepiej.
Jedno jest pewne ? Pan Twój i Władca funduje Ci emocjonalne huśtawki, a to ma jeden cel ? takie rozbujanie Cię psychiczne, żebyś sama przestała łapać, co jest normalne, a co już patologiczne. Ja się dałam zapędzić w taki kozi róg i odradzam. Trudno się z tego wychodzi ? poczytaj ostatni post Red_Fairy ? za wysoka cena za próbę naprawiania cudzej psychiki w celu ratowania związku, który jakoś szczęścia Ci nie daje a jedynie poczucie przynależności do KOGOKOLWIEK.

6 155 Ostatnio edytowany przez Tarantella (2011-08-11 09:37:30)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Upokorzona napisał/a:

Opiszę Wam moją historię, bo wstyd mi ją opowiedzieć komukolwiek.
Od miesiąca mieszkam sama z dziećmi. I... bardzo mi go brakuje. Do tego stopnia, że pozwalam dalej sobą manipulować.
Gdy przyjeżdża do dzieci, to ...lądujemy w łóżku. Wstyd mi przed samą sobą i przed dziećmi, że na to pozwalam. Ale nie wiem jak sobie z tym poradzić. W międzyczasie on potrafi wychwalać swoją rzekomo nową dziewczynę, a ja pozwalam zaciągnąć się znowu do łóżka. Jestem nienormalna. Gdybym usłyszała od kogoś taką historię, to powiedziałabym: "dziewczyno nie rób tego więcej". Ale sama tak nie potrafię. Boję się, że jak znowu się spotkamy, to znowu dam się zmanipulować.
Jak się wyleczyć z toksycznego związku? Co robić, aby nie wspominać tylko tych dobrych chwil?
Pomóżcie...

Hej, Upokorzona. Witamy w klubie wstydzących się swojej głupoty. Manipulacja, łóżko, wstyd, upokarzanie konkurentkami, jazda góra-dół, adrenalina-dopamina, nadzieja-beznadzieja ...
Jesteś w doborowym towarzystwie.
Nie opowiemy Ci nic nowego, niż to wszystko, do czego doszłyśy tu na przestrzeni miesięcy. Jest tego sporo, bo wykute on-line w cierpieniach ale przez to możesz prześledzić wszystkie stadia głupoty, wstydu, poniewierki ... i skrócić własną drogę big_smile
Polecam lekturę. Nie masz pojęcia, jak Cię rozumiem.

Nie można tego ująć inaczej niż napisała Maxi:

maxi napisał/a:

Nikt nie zadaje sobie tyle bólu, cierpienia i upokorzenia jak my same pozwalając sobą manipulować. (...) Wreszcie powiedz mu NIE. To trudne i jednoczesnie proste, ale jesli chcesz odzyskać człowieczość i autonomię musisz zrobić ten krok. Powiedz NIE.

albo tak, jak ujęła to Fajka:

Fajka napisał/a:

Teraz wiemy, że jesteśmy odpowiedzialne za własne szczęście, emocje, decyzje i wybory a miałyśmy w zwyczaju lokować ciężar tej odpowiedzialności w k(r)ó(l)rewiczu-ropuchu. Więc owszem, jesteśmy odpowiedzialne za to, że akceptowałyśmy brak szacunku, kłamstwa i takie tam.

6 156

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Fajka napisał/a:

Mówisz, że się nie kochasz bo czujesz się winna i nie potrafisz sobie wybaczyć- moim zdaniem właśnie zaczynasz kochać siebie bo dostrzegłaś, że robiłaś sobie krzywdę i naprawdę Cię to wkurza wink Nie zastanawiasz się już na której rzęsie stanąć żeby odzyskać ropucha tylko nad tym jak mogłaś to SOBIE robić. Jak kochająca za bardzo przenosi ciężar uwagi z kogoś na SIEBIE to już milowy krok.
U mnie jak już przestałam się maltretować myślami "jak ja tak mogłam" obudziło się poczucie winy z innego powodu- jak mogłam po zakończeniu szopki tak długo mielić wszystko w myślach, zamiast poświęcić ten czas sobie. To chyba kolejny krok w kochaniu siebie, znowu poczułam się źle, że siebie zaniedbałam. 
Myślę, że nie z braku miłości własnej męczy Cię wstyd tylko miłość własna dochodzi do głosu i robi wyrzuty, że miałaś współudział w kopaniu pod sobą dołka wink
Wiem z autopsji, że to odczucia temu towarzyszące są paskudne, ale wsłuchaj się dobrze w ten głos a będziesz pamiętała, że w przyszłości nie możesz troszczyć się o siebie samą mniej niż o kogoś smile

Kochana Fajeczko, bardzo Ci dziękuję za podbudowanie mnie w tym, że wszystko idzie w należytym kierunku smile
Etap obwiniania siebie za to, że tkwiłam w goownie, przechodzi w etap złości, że tak długo mielę to goowno, zamiast zajmować się swoimi sprawami, których mam całą masę, a zaniedbuję je. Od tego juz mały krok bym naprawdę zajęła się tylko sobą smile

Ho ho ho ha ha!!! Będę zdrowa !!! big_smile big_smile big_smile
Kocham Cię Fajko i Wszystkie Was Dziewczyny !!!!

Witaj Upokorzona - Twoje imię to imię nas wszystkich, jesteś naszą siostrą z tego samego miotu smile
I nie musisz się tutaj wstydzić, pisz wszystko co Ci leży na serduchu, nic nas nie zaskoczy.

A jak już o wstydzie mowa, to przyznam się do jeszcze jednego wstydu. Otóż bardzo wstydzę się tego, że mam tyle lat ile mam i dopiero teraz odkryłam, że coś ze mną jest nie tak, że nie wystarczyły mi poprzednie związki, w których tez byłam upokarzana i zaniedbywana - przez męża alkoholika, przez bycie drugą, przez olewanie moich potrzeb, przez niedocenianie moich starań, w których to związkach upokarzałam siebie sama przez pozwalanie na brak szacunku. Wstydzę się tego, że to wszystko mi nie wystarczyło do zrozumienia i odkrycia prawdy o sobie. Wstyd mi, że moja głupota i ślepota trwała tak długo i że zmarnowałam z powodu kilku dupków TYLE CZASU Z MOJEGO ŻYCIA.
Może własnie dlatego tak bardzo chcę zrobić coś co przyniosłoby mi satysfakcję i powód do dumy. I to nie będzie kolejny mężczyzna, którym chciałabym się pochwalić. To będę JA SAMA. smile

DOBREGO DNIA big_smile big_smile big_smile

6 157

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Tarantella napisał/a:
hm... napisał/a:
Tarantella napisał/a:

...............

Cześć

Przeczytałam, i siebie tam znalazłam. Po prostu miałam być i nic więcej, nabijał się z moich marzeń, zawsze był we wszystkim najlepszy. Żal. Ale nie dałam się i se będzie miał inną do bycia, którą to bycie samo w sobie cieszy.
I wkurzało mnie, że się śmiał z jakiejś mojej części ciała, a potem mówił, że ją kocha. Jakie to wkurw...ące. Do szału. Obrzydliwe. Nic tylko odwinąć. Nienawidziłam tego. Mam coś jakie mam, mnie się podoba, bo jest normalne, ale nie. Co za szał.
Fenomen życia. Śpij, wstań, jedź, myj się, jedz, leż, tv, leż, jedz. Sr..j. Boshe.
Roślina ma lepiej, czasem jej muszka za listkiem bzyknie, czasem wiaterek zawieje, coś tego. A nie to.
Co to za negowanie kogoś. Tak jakbym mu powiedziała - jesteś małym, paskudnym pokurczem. Po piwie wyglądasz jak skrzywiony kurczak, jesteś obrzydliwy. Ale cię... nie przejdzie mi to przez palce, gardło ani nawet przez myśl.
Bo to o akceptację chodzi, o coś innego.

I znów wszystko przeze mnie. Ranyyyyyyyyyyyy, ale on jeszcze żyje, czy już ubity? Mam przyjechać z workiem foliowym (albo dywanem) i łopatą, czy to tylko alarm próbny? [użycie czasu przeszłego mnie niepokoi]

Z wypowiedzi każdej z nas zbieram takie perełki:
Roślina ma lepiej ...
I wkurzało mnie, że się śmiał z jakiejś mojej części ciała (...) Nienawidziłam tego. Mam coś jakie mam, mnie się podoba, bo jest normalne.

Bo to było, minęło, worka ni łopaty nie trzeba, nie będziemy potem za człowieka odpowiadać. Jego już nie ma. Teraz jest inny związek, też jest jaki jest, jak wiesz. Psychofag był poprzednim razem. Był.

6 158 Ostatnio edytowany przez hm... (2011-08-11 11:32:05)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Gosiaczku...Witaj w naszych skromnych progach. Mnie się wydaje, że małżonek jest niezrównoważony emocjonalnie. Znam to doskonale. Miałam podobnie, Wszystko jednak trwa do czasu. Bo życie nie polega na ciągłym podporządkowywaniu, a na wspólnym życiu, podkreślam wspólnym.

6 159

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

hm..., nie cytuj całych postów - wątek staje się nieczytelny smile

6 160

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Heja, moja kolezanka rozstała się z męzem tzn wyrzuciła go ( jej mieszkanie) po roku małzeństwa i dodatkowo 3 lat znajomości, powód : nie spełnia jej oczekiwań, on płacze...

6 161

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
maxi napisał/a:

Heja, moja kolezanka rozstała się z męzem tzn wyrzuciła go ( jej mieszkanie) po roku małzeństwa i dodatkowo 3 lat znajomości, powód : nie spełnia jej oczekiwań, on płacze...

Zasłużył?

6 162

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witam...

6 163

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Nic nie robił w domu ani przy dziecku, tylko grał w gry na kompie, wydaje mi się że tak, ale może za bardzo radykalnie. Po co to piszę? Bo są na świecie kobiety, które są konsekwentne, które dają sygnały ze coś jest nie tak mówiąc, które ostrzegają ( bo dostał 3 ostrzeżenia) i nie starają się robić za niego, nie robi nic, do widzenia. Nie umiałam tak, podziwiam takie kobiety, bo niestety większość z nas stara się być ta naj naj naj aż do bólu, a potem dostaje kopa i zastanawia gdzie była jej wina? w czym był jej problem? i oplatamy faceta mackami, błagamy aby został bo np poprawimy się, będziemy jeszcze lepsze. Wiem że w 99proc jest to irracjonalny lęk przed samotnością, że sobie nie poradzimy, że nie będziemy miały kogo wspierać, pomagać, być służącą, kucharką, matką dla niego i kochanką. Nie umiemy być same ze sobą. Nie wychodzi nam to.

6 164

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
maxi napisał/a:

Nic nie robił w domu ani przy dziecku, tylko grał w gry na kompie, wydaje mi się że tak, ale może za bardzo radykalnie. Po co to piszę? Bo są na świecie kobiety, które są konsekwentne, które dają sygnały ze coś jest nie tak mówiąc, które ostrzegają ( bo dostał 3 ostrzeżenia) i nie starają się robić za niego, nie robi nic, do widzenia. Nie umiałam tak, podziwiam takie kobiety, bo niestety większość z nas stara się być ta naj naj naj aż do bólu, a potem dostaje kopa i zastanawia gdzie była jej wina? w czym był jej problem? i oplatamy faceta mackami, błagamy aby został bo np poprawimy się, będziemy jeszcze lepsze. Wiem że w 99proc jest to irracjonalny lęk przed samotnością, że sobie nie poradzimy, że nie będziemy miały kogo wspierać, pomagać, być służącą, kucharką, matką dla niego i kochanką. Nie umiemy być same ze sobą. Nie wychodzi nam to.

No to dobrze mu tak. Niech beczy.
A jej - pokłon ode mnie.

6 165

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Zuch kobieta ! Nie pisze na forum: "mąż mnie olewa, dziecko go nie obchodzi, jak mam z nim rozmawiać??" tylko z mety przemówiła do niego dosadnie big_smile Uczmy się.

6 166

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Fajka napisał/a:

Zuch kobieta ! Nie pisze na forum: "mąż mnie olewa, dziecko go nie obchodzi, jak mam z nim rozmawiać??" tylko z mety przemówiła do niego dosadnie big_smile Uczmy się.

Z takimi się nie rozmawia smile Do nich tylko w kodzie zero jedynkowem smile Albo jesteś, albo Cię nie ma smile

6 167

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Red_Fairy napisał/a:
Fajka napisał/a:

Zuch kobieta ! Nie pisze na forum: "mąż mnie olewa, dziecko go nie obchodzi, jak mam z nim rozmawiać??" tylko z mety przemówiła do niego dosadnie big_smile Uczmy się.

Z takimi się nie rozmawia smile Do nich tylko w kodzie zero jedynkowem smile Albo jesteś, albo Cię nie ma smile

He he he... taaaaaaa.... nie rozmawia się....tylko prosi, błaga, jęczy, straszy, szantażuje, obraża się, nadskakuje, ubliża, klęka, żebrze i co tam tylko jeszcze, gdy się nie wie, że jest się kkzb. Na szczęście my już wiemy  big_smile

6 168

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
karen napisał/a:
Red_Fairy napisał/a:
Fajka napisał/a:

Zuch kobieta ! Nie pisze na forum: "mąż mnie olewa, dziecko go nie obchodzi, jak mam z nim rozmawiać??" tylko z mety przemówiła do niego dosadnie big_smile Uczmy się.

Z takimi się nie rozmawia smile Do nich tylko w kodzie zero jedynkowem smile Albo jesteś, albo Cię nie ma smile

He he he... taaaaaaa.... nie rozmawia się....tylko prosi, błaga, jęczy, straszy, szantażuje, obraża się, nadskakuje, ubliża, klęka, żebrze i co tam tylko jeszcze, gdy się nie wie, że jest się kkzb. Na szczęście my już wiemy  big_smile

No tak, jeszcze do tego dodać smarkanie w rękaw, napuchnięte oczy i zapowietrzanie od płaczu przy każdym słowie smile
Samoświadomość to jednak potrafi zdziałać cuda smile

6 169

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Tarantella napisał/a:

Anhedonio, nasza Mądra Siostro, czy mogę się zachować jak klasyczna KKZB, uczepić się Twojej nogawki i wyrzęzić zsiniałymi ustami "nie zostawiaj mnie"? big_smile

Kochana, to nasze forum, to taki Zakład Naprawy Lalek i Zakład Utylizacji Śmieci w jednym... O to przecież chodziło - żeby się tu naprawić i pójść.

Jednak, kiedy Cię ostatnio czytam, odnoszę wrażenie (a z intuicją mam ok), że to nie o spasowanie i urlop chodzi tylko o jakiś smutek. Nie ma obowiązku, nie musisz o tym gadać jak nie chcesz ale może jednak by pomogło. To tęsknota za córą, a może jakaś ex-wspomnieniowa fala? My wszystko strawimy, więc jeśli to nie tylko zmęczenie forum (bo każda z nas już je trochę odczuwa), to WAL.(...)
Jeśli się mylę - odpoczywaj, Kochana. Tyle ile potrzebujesz.
W dowolnym wypadku całuję Cię i jak będziesz miała nastrój to zapraszam w weekend na ciasto - tym razem pleśniak wg przepisu l&c. Ona też odpoczywa od forum i BARDZO dobrze.

Tarantelko kochana - nie zostawiam smile
Masz rację to jakiś smutek mnie dopadł (pewnie ta anhedonia wink ) i tęsknota za dzieciakiem też smile
Fale ex-wspomnieniowe JUŻ NIE, to dawno za mną. Wyciszam się...
Dzięki za zaproszenie... na razie nie umiem zająć stanowiska nawet w tak prostej sprawie, alem wdzięczna za nie.
Trzymajcie się. smile

6 170

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anhedonia napisał/a:

Wyciszam się...
Dzięki za zaproszenie... na razie nie umiem zająć stanowiska nawet w tak prostej sprawie, alem wdzięczna za nie.
Trzymajcie się. smile

Tylko wiesz - nie przesadź z tym wyciszeniem....
Jakby co - śmy tu są smile

6 171 Ostatnio edytowany przez Tarantella (2011-08-11 13:38:06)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
maxi napisał/a:

Nic nie robił w domu ani przy dziecku, tylko grał w gry na kompie, wydaje mi się że tak, ale może za bardzo radykalnie. Po co to piszę? Bo są na świecie kobiety, które są konsekwentne, które dają sygnały ze coś jest nie tak mówiąc, które ostrzegają ( bo dostał 3 ostrzeżenia) i nie starają się robić za niego, nie robi nic, do widzenia. Nie umiałam tak, podziwiam takie kobiety, bo niestety większość z nas stara się być ta naj naj naj aż do bólu, a potem dostaje kopa i zastanawia gdzie była jej wina? w czym był jej problem? i oplatamy faceta mackami, błagamy aby został bo np poprawimy się, będziemy jeszcze lepsze. Wiem że w 99proc jest to irracjonalny lęk przed samotnością, że sobie nie poradzimy, że nie będziemy miały kogo wspierać, pomagać, być służącą, kucharką, matką dla niego i kochanką. Nie umiemy być same ze sobą. Nie wychodzi nam to.

Jezu, Laski, ile mam roboty!. Miesiące katatonii zrobiły swoje - zaległości pod sufit. Mam przerwę i wpadłam do Was się odprężyć ... no i się odprężyłam.
Maxi, ale mi zrobiłas dobrze. Od dawna tak dobrze mi nikt nie zrobił. big_smile big_smile big_smile

Radykalnie?! Maxi, o czym Ty gadasz? Twoja koleżnka postanowiła zamienić przydługi i bezskuteczny dialog na krótki acz treściwy monolog i poszła za ciosem big_smile
Maxi - dawaj ją tutaj z wykładami pt. "Konsekwencja - formy i pożytki."
Nam tu normalnych trzeba, bo zapętlamy się w naszych problemach a są tacy, co to (jak na załączonym obrazku) od urodzenia wiedzą JAK TO SIĘ ROBI.

Ja dokładnie dwa lata temu powinnam była zrobić dokładnie to samo - sorry, Winetou, było fajnie ale juz jakiś czas temu się skończyło. Ty masz zastrzeżenia do mnie, ja do ciebie i nic nie zapowiada zmian. Walizki są w piwnicy.
I to jest pytanie, które od wielu miesięcy mnie dobija: Co wydarzyło się w moim mózgu takiego, że zablokowało mi ten zdrowy odruch? Jak kij w szprychy weszły jakieś myśli:
- nikt nam nie obiecywał, że będzie lekko smile
- skoro w związku się nie układa, to wystarczy tylko coś usprawnić i będzie git
- nie można wyrzucić do śmietnika tylu wspomnień i nadziei tylko dlatego, że są jakieś drobne (!) niedociągnięcia
- trzeba ratować to "późne dziecko"
- odpowiedzialni i dojrzali ludzie rozwiązują problemy a nie odwracają się od nich plecami
bla, bla, bla
I poszło - a może terapia, a może rozmowa, a może płacz, a może foch. Nie działało NIC, bo nie uwzględniłam jednego - takie myśli muszą przyjść do głowy OBU ZAINTERESOWANYM STRONOM. On natomiast w ramach działań naprawczych postanowił dorobić nam TRZECIĄ STRONĘ, młodszą o naście lat. No i fakt, problem się w zasadzie rozwiązał. Definitywnie.

Gdybym jednak nie rzeźbiła w swoim mózgu jak powyżej tylko poszła za ciosem jak Twoja koleżanka, to dziś nie musiałabym kastrować w głowie tych ostatnich pięciu lat. Zostawiłabym sobie tylko dobre wspomnienia i poszłabym dalej. A tak, żeby nie pamiętać tego horroru z ostatnich ośmiu miesięcy, muszę w pakiecie wyciepnąć całą resztę. Nic na to nie poradzę, że jak myślę "Barcelona" to  boli bo ciąg myślowy jest negatywny: Barcelona-psychofag-zdrada-głupia ja. W celach samoobrony muszę więc dokonać otwarcia czaszki i ciąć po całości.

Mało tego, w ramach "ratowania" (tak jak niektórzy fundują sobie dziecko, żeby ratować związek), ja zafundowałam sobie z psychofagiem wspólne mieszkanko ze wspólnym kredycikiem (i podówczas już ze wspólną kochanką) a teraz muszę czekać na jego dobrą wolę i uwolnienie mnie z tego mauzoleum (lub jak mawia Marynarka - izby pamięci).

A wystarczyło zamienić dialog na monolog dwa lata temu ... przed zdradami, przed mieszkankiem, przed horrorem tych ostatnich miesięcy, które z mojej psychiki zrobiły tatara.

6 172

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Tarantella napisał/a:

Ja dokładnie dwa lata temu powinnam była zrobić dokładnie to samo - sorry, Winetou, było fajnie ale juz jakiś czas temu się skończyło. Ty masz zastrzeżenia do mnie, ja do ciebie i nic nie zapowiada zmian. Walizki są w piwnicy.
I to jest pytanie, które od wielu miesięcy mnie dobija: Co wydarzyło się w moim mózgu takiego, że zablokowało mi ten zdrowy odruch? Jak kij w szprychy weszły jakieś myśli:
- nikt nam nie obiecywał, że będzie lekko smile
- skoro w związku się nie układa, to wystarczy tylko coś usprawnić i będzie git
I poszło - a może terapia, a może rozmowa, a może płacz, a może foch. Nie działało NIC, bo nie uwzględniłam jednego - takie myśli muszą przyjść do głowy OBU ZAINTERESOWANYM STRONOM. .

Noooo.... to ja tylko te dwa skromne punkty realizowałam... Ale za to naście lat....
Wytrwała byłam...

6 173 Ostatnio edytowany przez Tarantella (2011-08-11 13:41:41)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
niekochana72 napisał/a:
Anhedonia napisał/a:

Wyciszam się...
Dzięki za zaproszenie... na razie nie umiem zająć stanowiska nawet w tak prostej sprawie, alem wdzięczna za nie.
Trzymajcie się. smile

Tylko wiesz - nie przesadź z tym wyciszeniem....
Jakby co - śmy tu są smile

A nawet jak nas tu już nie będzie, to i tak każda z nas wie, gdzie szukać całej reszty - drogę w realu do siebie znamy i nie zawahamy się jej użyć.

6 174

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dziewczyny,
Dziękuję Wam bardzo za zrozumienie. Bardzo się cieszę, że znalazłam się tutaj.
Powiedziałam o tym co zrobiłam tylko jednej przyjaciółce, to się nasłuchałam: że zachowałam się jak k..., że powinnam się wstydzić, że ktoś kto siebie ceni, nigdy na coś takiego by nie pozwolił.
Co ja poradzę, że nie cenię siebie. Przez 10 lat słyszałam, że jestem do niczego, że żle zarabiam, że jestem tak gruba i brzydka, żę zaden facet sie za mną nie obejrzy, po wypadku słyszałam, że lepiej jak mnie nie było, jedź kaleko do sanatorium i znajdź sobie kalekę. Jak to piszę, to samej ciężko uwierzyć, że tak dawałam sobą pomiatać. Gdyby były tylko takie złe chwile, to bym dawno zostawila, ale po takich awanturach i dołowaniu mnie następowały chwile cudowne, że był kochany. I mętlik w głowie.  A ja głupia cały czas miałam nadzieję, że będzie dobrze, że gdy dam więcej z siebie to się zmieni i zacznie mnie szanować.
A na zewnątrz - przed znajomymi, rodziną - to kochający mąż i ojciec. Wspaniały aktor.
Wczoraj napisałam do niego, że to koniec, że wycofuję się i życzę szczęścia z jego nową dziewczyną.
I od dzisiaj mam nawał maili, żebym dała nam szansę, że wyciąga rękę na zgodę. że nasz związek nie będzie nigdy taki jak dawniej, ale żeby spróbować.
A z drugiej strony zarzuca mi, dlaczego mam do niego pretensje o jego związek, gdy sama robiłam gorsze rzeczy, że jego związek to nic w porównaniu z moim. I znowu wywołuje u mnie poczucie winy, że to ja jestem wszystkiemu winna. A to przecież on mnie zostawił po wypadku, gdy najbardziej go potrzebowałam...
Nie potrafię sobie z tym poradzić...

6 175

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witam
Od trzech miesięcy czytam wasze forum. Znalazłam je przez przypadek, szukałam informacji na temat rozwodu...
Pod wpływem tego co tu przeczytałam zrozumiałam, że borykam sie z tym samym problemem co WY, jestem chora, kocham kogoś kto na to nie zasługuje, chociaż nie wiem czy kocham, w każdym bądź razie nie umiem sie pogodzić, że on mnie nie kocha. Od 16 lat jesteśmy małżeństwem, mamy 2 dzieci 7 i 5 lat. Odkąd pamiętam to często sie kłóciliśmy, początkowo myślałam, że to normalne, docieramy się. Mąż jest bardzo apodyktycznym człowiekiem, dzisiaj wiem, że on po prostu mnie nie szanował i każdy mój sprzeciw kończył się kłótnią.

Pierwszy poważny kryzys przeżyliśmy jakieś 3 lata temu. Podczas świąt odkryłam, że mąż coś przede mną ukrywa, taka intuicja, której posłuchałam. Przyparty do muru przyznał sie , że sie zakochał i chce odejść. Nie muszę pisać co poczułam...

Niedoszła kochana mojego męża, po rozmowie ze mną odpuściła sobie, a mąż wrócił do mnie i jak to bywa u KKZB przyjęłam go z powrotem, poczułam się najszczęśliwszą kobietą bo przecież wrócił nie ważne, że powiedział, że nie kocha, nie ważne, że  skutecznie mi wmówił, że to była moja wina....pogubił się biedaczek, wredna baba zrobiła mu pranie mózgu, pokaże mu, co to jest miłość, uleczę go....

W kwietniu tego roku powtórka z rozrywki, chowanie telefonu, późne powroty do domu i znowu ?to tylko przyjaciółka?. Ta ich przyjaźń rozłożyła mnie na łopatki i być może znowu bym to przełknęła, gdyby nie fakt, że tym razem mąż stwierdziła, że mnie nie kocha i właściwie to chyba nigdy nie kochał, nie wierzyłam jak można być z kimś 16 lat nie kochając go? Okazuje się ,że można?
Prosiłam, błagała, jakie to charakterystyczne dla uzależnionych od miłości, było NIE, nie chce być z Tobą, ale co dziwne nie chce również się wyprowadzić. Uważa, że dla dobra dzieci musimy nadal mieszkać. A ja nie daję rady!!! Męczy mnie jego obecność, wiem, że z dala od niego łatwiej byłoby mi się z tym pogodzić, a może się mylę, może nie zależnie gdzie ON jest będę czuła ten ogromny ból. Codzienni prowadzę walkę rozumu z emocjami. Rozum podpowiada olej go, niech idzie będzie Tobie lepiej bez niego, ale emocje wyzwalają u mnie żal, niedowierzenie i okropną ZŁOŚĆ. Mąż uważa ,że nadal możemy ze sobą normalnie rozmawiać, prowadzić dom, wychowywać dzieci, ale ja nie potrafię!!! Jedynie ta złość pozwala mi ?normalnie? funkcjonować, jak się do niego nie odzywa, izoluje się od niego to tylko wówczas mam wrażenie, że tylko taka postawa pozwala mi przeżyć kolejny dzień, ale wiem też, że to niszczące uczuciu. Podświadomie swoją postawę chcę go ukarać, za to jak mnie potraktował, bo przecież jak będę z nim codziennie kawkę piła jakby nigdy nic, to tak jak bym godziła się na nasza sytuację, a tak nie jest. Jestem wściekła, że zburzył m ój świat, świat iluzji, ale to BYŁ MÓJ świat.

Nie umiem się odnaleźć, nie wiem co robić?. jak dalej żyć? Czy ktoś zna receptę, to ja poproszę?..

Posty [ 6 111 do 6 175 z 26 310 ]

Strony Poprzednia 1 … 93 94 95 96 97 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026