Dla mnie ta zabawa psychologiczna była super, można teraz napisać czego nie umieli robić, czego nie znosili itp
Myślę, że najbardziej to mnie musiał nieznosić ...
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Strony Poprzednia 1 … 92 93 94 95 96 … 405 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Dla mnie ta zabawa psychologiczna była super, można teraz napisać czego nie umieli robić, czego nie znosili itp
Myślę, że najbardziej to mnie musiał nieznosić ...
Podobne tematy
maxi napisał/a:Dla mnie ta zabawa psychologiczna była super, można teraz napisać czego nie umieli robić, czego nie znosili itp
Myślę, że najbardziej to mnie musiał nieznosić ...
He he he dobre, mnie podsumował że wykorzystywałam jego trudną sytuację finansową (nie pracował i nie miał pieniędzy) i dawałam mu pieniądze, tylko zapomniał jak sterczał pod moją pracą i żebrał jaki to on biedny i nie ma na życie. Jak sobie to przypomnę to mnie pusty smiech ogarnia, oczywiście była to moja wina jak zwykle he he he
Wiesz Tarantella, zastanawiam się jak to jest że oni każdą sytuację i każdy fakt tak przeinaczą, że w swoich oczach są biednymi, pokrzywdzonymi przez nas facetami?
Wiesz Tarantella, zastanawiam się jak to jest że oni każdą sytuację i każdy fakt tak przeinaczą, że w swoich oczach są biednymi, pokrzywdzonymi przez nas facetami?
Tak, zdecydowanie oni właśnie tak robią.
Biedny, bezdomny pokrzywdzony, ograbiony i niedoceniony - oto mój były mąż, w swoich oczach oczywiście.
W moich - palant, który zlekceważył podstawowe wartości, zawiódł wielokrotnie, na całej linii, mięczak, alkoholik, wygodnicki tchórz.
I niestety, nie przypominam sobie, żeby cokolwiek robił dobrze i konsekwentnie. No, może podlewanie trawnika, to była chyba jego autostymulacja. przesłaniała mu cały świat i blokowała dostęp do innych bodźców.
Tarantella, dzięki za reklamę, talizman wysłany dzisiaj.
A zapomnienie, chwilowe bardzo mi posłużyło, mój mózg już się zaczynał przegrzewać na niektórych obwodach. Wyluzowany, wrócił do stabilności.
Dzisiaj sprzedaję. Dom, oczywiście. Współwłaściciel domaga się mojego wyjazdu, żeby mógł pomieszkać. Całkiem go pogięło.
maxi napisał/a:Wiesz Tarantella, zastanawiam się jak to jest że oni każdą sytuację i każdy fakt tak przeinaczą, że w swoich oczach są biednymi, pokrzywdzonymi przez nas facetami?
Tak, zdecydowanie oni właśnie tak robią.
Biedny, bezdomny pokrzywdzony, ograbiony i niedoceniony - oto mój były mąż, w swoich oczach oczywiście.
W moich - palant, który zlekceważył podstawowe wartości, zawiódł wielokrotnie, na całej linii, mięczak, alkoholik, wygodnicki tchórz.
I niestety, nie przypominam sobie, żeby cokolwiek robił dobrze i konsekwentnie. No, może podlewanie trawnika, to była chyba jego autostymulacja. przesłaniała mu cały świat i blokowała dostęp do innych bodźców.Tarantella, dzięki za reklamę, talizman wysłany dzisiaj.
A zapomnienie, chwilowe bardzo mi posłużyło, mój mózg już się zaczynał przegrzewać na niektórych obwodach. Wyluzowany, wrócił do stabilności.
Dzisiaj sprzedaję. Dom, oczywiście. Współwłaściciel domaga się mojego wyjazdu, żeby mógł pomieszkać. Całkiem go pogięło.
No co? Chce sobie chłopina na koniec urządzić sentymentalne podlewanie jeszcze_swojego trawnika, nie?
Ale dopisujemy go do spółdzielni - jedni z pasją koszą, inni z pasją podlewają.
Witajcie:) dziewczyny, dlaczego jest tak, ze oni nie rozmawiaja o tym,ze cos im nie pasuje, tylko pchaja sie w nowe zwiazki i szukaja tam tego, co mogliby miec i u nas?
Mialam rozmowe z szefowa, ktora naprowadza mnie do jakiejs takiej mysli, jakobym zle wybrala swego partnera zyciowego, bo mialam 36 lat jak za maz wychodzilam, ze nie pasowalismy do siebie od poczatku...
Marynarka
Gratulacje. Czy masz już upatrzone mieszkanie? ![]()
Witam wszystkich;-) tych znanych i nie znanych, po długiej nie obecności.
Brawo Marynareczko udało sie szkodnika pokonac;-))
Mi ostatnio coraz cięzej z powodu przeciwności losu, choć jestem juz pogodzona z tym faktem.
Ostatnio mój mąż może niedługo eks!! znów miał wypadek samochodowy omal nie zginął!! Czy to jakiś znak??
Mam czasem doła bo te wszystkie rzeczy w sądzie i w urzędach mnie przytłaczają ale może kiedyś to się skończy i znów zaświeci słońce!! Wiem że jestem już w po lowie drogi i wiem czego chce?? A to już dobrze i wiecie co? Napewno nie Jaśnie Pana męza który po mimo skruch dalej ma kogoś na boku. Ale mnie to już nie obchodzi. Mineło trochę czasu , wiem czego chce, wyszłam do ludzi i...
... dziwne nikt mnie nie potępił, nie skrzyczał ani nie poniżył,,... tak jak mój mąż.
I nawet randki mi się zdarzają;-))) grzeczne oczywiście;-)))
Dużo szczęścia Wam wszystkim życzę i sobie również;-))))
Jakże się cieszę, że udaje Ci się marynareczko realizować swoje plany i zamierzenia. 3mam kciuki i powodzenia ![]()
Kochane - dzień masakra. Naczy się męczący - bez dołów ![]()
Muszę walnąć drzemkę, do wieczora ![]()
Z huraoptymizmem należy się jeszcze wstrzymać, afirmowanie dalej wskazane. Dom kupują, ale jeszcze nie dzisiaj. Do końca sierpnia muszę czekać. Kwestia kredytów i innych pierdół. Mieszkanie mam na oku, nawet dwa, ale dopóki nie sprzedam mogę tylko mieć na oku. Cierpliwość ćwiczona po raz nie wiem który. Jeszcze trochę, dam radę. Wolałabym mieć to za sobą, bo czubkowi w każdej chwili może się odmienić. Mam nadzieję, że długi tak go przywaliły, że cierpliwie doczeka dopływu kasy.
Olimpia, witaj, długo Cię nie było. Super, że wszystko Ci się układa. Etapy przejściowe są trudne, ale da się wytrzymać. Ja już rok jestem w stanie przechodzenia. I końca nie widać. Jesteśmy w drodze, kiedyś dojdziemy do celu.
niekochana72 napisał/a:Tarantella napisał/a:Chciałam Wam też opowiedzieć o pewnym znajomym z klubu wioślarskiego. Chłopak jest młody (może koło 30-ki). Wygląda jak jeden mięsień. Zawsze myślałam, że jest karko-pakerem aż tu nagle wczoraj (płynęliśmy w parze) opowiedział mi swoją historię. Miał dwie operacje guza mózgu. Bardzo skomplikowane, ostatnia w kwietniu i do dziś ma naświetlania. Chłopak "zabił" myślenie o chorobie treningami na wiosłach i katorżniczą jazdą na rowerze. Ciekawostka - jest kucharzem w jednej z warszawskich knajp. Na treningach dobija nas opowieściami o wątróbkach zazmażanych na pomarańczach i takie tam. Zanim dopływamy do portu wszyscy są tak wściekle głodni, że zakazaliśmy mu opowieści i robocie. Ma też swoją specjalizację - pierogi. Robi sto (!!!) na godzinę. Sprzedał mi jeden przepis - pierogi z serem pleśniowym, jajkiem i blanszowanym szpinakiem. Jak która chce błysnąć przed rodziną - odsprzedam.
A mówię to wszystko po to, żebyśmy sobie czasem uświadomiły - siła przeżycia jest WIELKA. Ludzie wychodzą nie z takich goowien jak my i potrafią znajdować w życiu sfery, które ich za uszy wyciągają z ich własnych goowien. Wiosła i pierogi to też niezły pomysł.
Całuję Was.Kurna, ale najważniejszego, to nie napisałaś....
Nasza cywilizacja legła w gruzach a ta o ...
To KOLEGA od wiosła - on prawy, ja lewa. I zdecydowanie za młody. Są tam fajniejsze towaryBardziej w mojej kategorii wiekowej. Taki sternik dla przykładu ... co ja gadam, tfu na psa urok.
Ale jak mam być konkretna to mogę podpowiedzieć koleżankom parę dobrych zagrań z kategorii na literkę U jak uwodzenie.
Sympatia to szajs - najpsza zabawa jest w Leroy i w Decathlonie.
Panowie strasznie lubią być pomocni dla zagubionych idiotek.Wariant na pana_złota_rączka - "Przepraszam, widzę, że pan się chyba zna na śrubkach. Czy mógłby mi pan podpowiedzieć, jaka będzie najlepsza do gipsokartonu pod taki malutki obrazek?"
Wariant na sportowca - "Przepraszam, widzę, że pan orientuje się w tym sprzęcie. Ja dopiero zaczynam w wioślarstwie i nie wiem, jakie rękawice będą najlepsze na początek, bo strasznie mnie dłonie po treningach bolą."Panowie są TACY OPIEKUŃCZY dla dziewczynki z kokardkami w kaloszkach w groszki.
Kaloszki miały być w co innegoi przecie, ale wtedy czar by prysł...:P
I po co to wszystko skoro ich miłośc można sprowadzić do trzech rodzajów
1. Mówi, że kocha i nic
2. Mówi, że kocha, bo chce pobzykać
3. Nic nie mówi i nic nie robi (i nie bzyka)
Dzięki !
Mam podobne zdanie do Waszego. Został przyparty do muru i niby coś działa. Jajka trochę się poruszają i zaraz zalegną i wszystko wróci . Jestem przekonana, więc obserwuję i będę obserwować. Może ruszę do psychologa wspólnie, może jakieś chwyty na kartkę z obietnicami... poradźcie trochę go pomęczę. WIELKIE MOŻE, czy cokolwiek to da. KKZB niech to szlag!
Oficjalnie oczywiście niczego nie mam zamiaru wycofać , czas pokaże. Co do jego miłości to oczywiście nie wierzę, o moją pracę koło niego tylko i wyłącznie chodzi.
MOże to nagrać trzeba, uwiecznić a potem onemu odtworzyć, a nuż mu się spodoba. Może sam nie uwierzyć.
![]()
Dziewczyny...masakra
poszłam wczoraj na imprezę urodzinową naszego (mojego i Pana Tatusia)wspólnego kolegi, mimo zapewnien, że on nie jest zaproszony i nie przyjdzie jednak się koło 1 zjawił, ja się dobrze bawiłam nie zwracałam na niego uwagi, on też krążył to tu to tam, w pewnym momencie dostaję od niego smsa, że chce porozmawiac, tylko nie tu i czy nie moge przyjsc do niego ( mieszka blok obok, jednak się nie wyprowadził...), wykręcałam się trochę, ale poszłam...od razu powiem, że nie spaliśmy ze sobą, on o to w ogole nie zabiegał, tylko wziął mnie za rękę i powiedział, że on to przemyslał, że mnie jednak kocha i chce wszystko od początku zacząć, pożniej przytulił....dziewczyny, nawet sobie nie wyobrażacie ile razy ja marzyłam o takim czymś, ile razy sobie to wizualizowałam...a gdy do tego doszło wreszcie, to mnie panika ogarnęła, że to znowu powróci, moje denerwowanie się, jego olewanie mnie itp, juz powolutku sobie wszystko układałam i organizowałam, a on znowu zamącił mi w głowie...
Kilkukrotnie powtarzał że chce żebyśmy byli razem, przytulał całował...jak się zapytałam jak to sobie wyobraża, odpowiedział standardowym nie wiem :/nie powiedział nic konkretnego, że się zmieni, postara w jakiś sposob..nic...tylko wróćmy do siebie i jużjednocześnie powtarzał jaki on jest niedojrzały, jaki dzieciak i że juz zawsze bedzie dzieciakiem, że jest nienormalny, że ma sajgon w głowie, że nie wie co chce od zycia, że on się już nigdy chyba nie ogarnie...ocb???? póżniej zaczął mówić, że on sam już nie wie, czy chce wrócić,bo z jednej strony mu tak dobrze, a z drugiej nie, cholerny manipulant, powiedział, że pare razy spotkał się z jakąs dziewczyna...w sumie ja tez sie spotkałam ze 3 razy z takim jednym panem, tylko ze wiem ze nic z tego nie bedzie...
powiedziałam że się boję ewentualnego powrotu, on na to ze nie mam pojecia jak bardzo on sie boi...
rozmawialismy pozniej drugi raz, rano nastepnego dnia...powiedział, że nie wie czy chce byc, ze z jednej strony mnie kocha, ale czasami wydaje mu sie ze jednak nie, ze porozmawiamy jak wróci z wyjazdu, ze on juz sam nie wie....a ja jestem z tyloma myslami na raz, nie wiem, nic nie wiem, nie wiem jak sie ułoży, nie wiem co o tym myslec, jakie są jego intencje, o co mu do cholery chodzi...???? a co ja mam zrobic...
Kurna chciałoby się powiedzieć "chciałabym, a boję się", sie nie gniewaj, ale czy on jest dupa? Albo rybki albo p..pki. Ło matko!!!
Tarantella napisał/a:[ wyciąć sceny z seksem i wstawić zamiast tego seksownego Dominica Monaghana
KOORWA - to po co to wtedy oglądać?
Ale - jeśli cenzorko chcesz wycinać, to proszę do mnie przesłać.
Dominic.... mniam
A gdzie tam jest ten seks, że tak zapytam, bo to takie powycinane jakieś
albo mi co na oczy padło-
Fajna mówisz psychozabawa? No, nie wiem tak do końca...
Ten temat może lepiej było upchnąć w wątku Median "mój wymarzony związek"?
bo co poniektóre mogły spędzić noc chlipiąc w poduszkę, wskutek przypominania sobie walorów, szczególnie tych "łóżkowych"A to byłby duży krok wstecz chyba
Zdaje mi się, że akurat w tym wątku powinnyśmy sobie przypominać wady i świństwa doznane z ich strony? Nie sądzisz?
Skoro mamy syndrom Kochania Za Bardzo, to po groma nam peany na ich cześć? Taka mała szczepionka? No nie wiem, skołowało mnie to "letko"DDD
Kurna, ile zalet by sie wymieniło, to i tak nie ma czego żałować. Mój ...fag potrafił wsio w domu zrobić, wsio przy aucie, wsoi, wsoi, pod kołdrę też ten, ale nie tego za bardzo. Za to obecny niby nie psychofagf, ale za to leń do potęgi, nie robi nic, nemo! W pracy może i dobry tej pracowej, ale tak do życia to nic, żeby jeszcze tego to bym może i nie była zła, a tak... to nawet nie można powiedzieć, że do dooopy.
No i w końcu powiedział, ze to koniec, ze jego decyzje co do rozpadu naszego związku są nieodwolalne. Oczywiście nawet w cztery oczy nie potrafił, ale przez telefon, gdy sie go zapytałam, czy to koniec, ze chce rozpadu, odpwiedzial, ze tak. To teraz ze stoi kim spokojem mogę działać, bez sentymentow, ze moze jednak coś jeszcze czuje.. Bo nie czuje, chyba ze swoje skarpetki:)
Coś dla rozluźnienia
http://w377.wrzuta.pl/audio/0ZA8d9hquKm/stanislaw_soyka_i_czeslaw_mozil_-_na_czesc_ksiedza_baki
grejs napisał/a:obserwuję i będę obserwować
Oficjalnie oczywiście niczego nie mam zamiaru wycofać , czas pokażeMOże to nagrać trzeba, uwiecznić a potem onemu odtworzyć, a nuż mu się spodoba. Może sam nie uwierzyć.
Prawdopodobnie jakbym to nagrała i zobaczyła na ekranie , to sama nie uwierzyłabym, że to się dzieje naprawdę. Działa jeszcze... może z trochę mniejszą energią, ale działa.Jednak bez wylewności, oschły i zimny. Tego nie da rady udawać. Bałam się, że zmięknę i poddam się, ale nie. Dzisiaj ogarnął mnie smutek i żal. Jestem bardzo samotna w jeszcze naszym małżeństwie. Wieczór, ja w swoim pokoju i łzy, a on jak zwykle...
Do spółdzielni!
No i w końcu powiedział, ze to koniec, ze jego decyzje co do rozpadu naszego związku są nieodwolalne. Oczywiście nawet w cztery oczy nie potrafił, ale przez telefon, gdy sie go zapytałam, czy to koniec, ze chce rozpadu, odpwiedzial, ze tak. To teraz ze stoi kim spokojem mogę działać, bez sentymentow, ze moze jednak coś jeszcze czuje.. Bo nie czuje, chyba ze swoje skarpetki:)
Możesz. Ostatnio rozmawiałam z koleżanką, która rozwiodła się kupę lat temu. Do spraw rozwodowych była psychicznie przygotowana. Jednak bardzo mocno mnie zmartwiło co powiedziała, że mimo wszystko w momencie kiedy usłyszała od Sądu, że już nie są małżeństwem przeżyła to bardzo mocno.
Cierpiała.
Trzymajmy się Kochana musimy być silne i oczywiście będziemy!
Jeszcze kawał drogi przed nami!
hm... napisał/a:grejs napisał/a:obserwuję i będę obserwować
Oficjalnie oczywiście niczego nie mam zamiaru wycofać , czas pokażeMOże to nagrać trzeba, uwiecznić a potem onemu odtworzyć, a nuż mu się spodoba. Może sam nie uwierzyć.
Prawdopodobnie jakbym to nagrała i zobaczyła na ekranie , to sama nie uwierzyłabym, że to się dzieje naprawdę. Działa jeszcze... może z trochę mniejszą energią, ale działa.Jednak bez wylewności, oschły i zimny. Tego nie da rady udawać. Bałam się, że zmięknę i poddam się, ale nie. Dzisiaj ogarnął mnie smutek i żal. Jestem bardzo samotna w jeszcze naszym małżeństwie. Wieczór, ja w swoim pokoju i łzy, a on jak zwykle...
Do spółdzielni!
Grejs, czytałam i kibicowalam Ci, ze moze jednK coś sie w nim zmieni, ale chyba wychodzi, ze nie.
Grejs, czytałam i kibicowalam Ci, ze moze jednK coś sie w nim zmieni, ale chyba wychodzi, ze nie.
Sylnowa, kibicuj dalej. Tak jak wcześniej pisałam pozwu nie wycofuję i jak dziewczyny radziły obserwuję, patrzę, czekam. Jestem cierpliwa, za dużo się wydarzyło, za dużo czasu upłynęło, żeby teraz się spieszyć. Myślę o tym, żeby na jakiś czas wyprowadził się i może coś samo się wyklaruje, wykluje, zakończy, zacznie... nie wiem musi być inaczej i muszę w samotności pomyśleć.
Nie mogę tego robić jak ciągle JEST.
CIĘŻKO
KKZB
Sylnowa napisał/a:Grejs, czytałam i kibicowalam Ci, ze moze jednK coś sie w nim zmieni, ale chyba wychodzi, ze nie.
Sylnowa, kibicuj dalej. Tak jak wcześniej pisałam pozwu nie wycofuję i jak dziewczyny radziły obserwuję, patrzę, czekam. Jestem cierpliwa, za dużo się wydarzyło, za dużo czasu upłynęło, żeby teraz się spieszyć. Myślę o tym, żeby na jakiś czas wyprowadził się i może coś samo się wyklaruje, wykluje, zakończy, zacznie... nie wiem musi być inaczej i muszę w samotności pomyśleć.
Nie mogę tego robić jak ciągle JEST.CIĘŻKO
KKZB
Dlatego trzymam za Ciebie kciuki
))) sciskam za Ciebie ![]()
Sylnowa, a TY czego teraz chcesz?
Co zrobisz?
Też będę trzymała kciuki za Ciebie! Życzę CI siły!
Witam ![]()
Marynarko,więc afirmujemy dalej, aż do czasu jak przeprowadzisz się do nowego mieszkania. A potem znajdzie się nowa afirmacja. ![]()
Grejs, myślę o Tobie, trzymaj się Kochana i pamiętaj - SPOKÓJ. Ty rządzisz.
Sylnowa, rozwód dla każdego jest wielkim stresem, nie darmo znajduje się na samej górze listy stresów, zaraz po śmierci bliskiej osoby. Ale można to przeżyć. Zobacz ile ludzi przez to przeszło i żyją. Często nawet lepiej. Myśl pozytywnie, popatrz na sygnaturkę Niekochanej, ileż w niej nadziei na przyszłość.
Niekochana, szaleeeejeeeesz
Już z tego szaleństwa dzień i noc Ci się pomyliły ![]()
Tarantello, książkę zamówiłam. Może nareszcie odnajdę tę małą karen i zrobię z nią porządek. I może jeszcze jaki macho na stare lata się trafi. Może być młodszy, nie miałabym nic przeciwko temu (oby tylko nie za wiele młodszy, syna mam).
Zamówiłam też 3 inne książki, nie wiem tylko kiedy będę czytać, chyba wzorem Niekochanej zacznę zarywać jeszcze bardziej noce, ale jak długo da się tak pociągnąć????
Pozostałe koleżanki nie wymienione z nicka tez ściskam. O wszystkich myślę. Zauważyłam, że myślę o Was więcej niż o byłym i bardzo się z tego cieszę, bo jest to znak, ze były naprawdę odchodzi w niepamięć, czyli proces zdrowienia postępuje. A Wy, moje Miłe, jesteście o wiele bardziej warte, aby poświęcać Wam swoje myśli i wysyłać Wam dobre fluidy.
Wszystkim razem i każdej z osobna: DOBREGO DNIA
![]()
Sylnowa, a TY czego teraz chcesz?
Co zrobisz?
Też będę trzymała kciuki za Ciebie! Życzę CI siły!
Grejs
Ja teraz chce sprzedac wspolna ziemie, wyremontowac zaczete poddasze, kupic samochod..
Wiesz, on sie wyprowadzil dokladnie 12 czerwca, wiec juz troche czasu minelo, od tamtej pory nie przejawia checi odbudowy czegokolwiek, bo zyje z kochanka, wiec ja juz sie w jakis sposob pozbieralam. Teraz ustalilam sobie wlasnie te cele i mam zamiar je zrealizowac ![]()
A kciuki trzymaj zawsze sie przydadza:)
Niekochana, szaleeeejeeeesz
Już z tego szaleństwa dzień i noc Ci się pomyliły
(...)
chyba wzorem Niekochanej zacznę zarywać jeszcze bardziej noce, ale jak długo da się tak pociągnąć????
No właśnie - ze mnie to Ty lepiej nie bierz przykładu. Właśnie wyczerpały mi się bateryjki i wczoraj padłam jak miękka stówka.
Idę Twoim przykładem i od wczoraj ograniczam komputer. Nawet tak bardzo nie boli
Kurcze - nie mam nawet czasu poczytać. Daj kochana znać, jakie te książki - warto czy nie warto.
Idę Twoim przykładem i od wczoraj ograniczam komputer. Nawet tak bardzo nie boli
![]()
Kurcze - nie mam nawet czasu poczytać. Daj kochana znać, jakie te książki - warto czy nie warto.
Z ograniczaniem komputera idzie mi kiepsko, bo przy nim pracuję, więc "używkę" mam stale przed sobą i nie da się ukryć - sztacham się - może troszkę rzadziej, ale jednak... Wczoraj udało mi się odciąć operacyjnie od kompa i pojechałam do SPA w Nałęczowie, 1,5 godzinki w wodzie z bąbelkami, biczami wodnymi i saunie - super ![]()
Książki które zamówiłam:
Tarantella czytała i już polecała:
http://www.gandalf.com.pl/b/biegnaca-z-wilkami/
http://www.gandalf.com.pl/b/tesknota-silnej-kobiety-za-silnym-B/
Moja Przyjaciółka czyta i też poleca:
http://www.gandalf.com.pl/b/wolni-i-zniewoleni/
Sama wybrałam i nie wiem czy polecam, jak przeczytam to powiem:
http://www.gandalf.com.pl/b/magnetyzm-serca/
o przyciąganiu dobrych zdarzeń i ludzi. Można wierzyć lub nie w przyciąganie, ale w afirmacje przecież wierzymy, a to przyciąganie to nic innego jak ciągłe afirmowanie.
niekochana72 napisał/a:Idę Twoim przykładem i od wczoraj ograniczam komputer. Nawet tak bardzo nie boli
![]()
Kurcze - nie mam nawet czasu poczytać. Daj kochana znać, jakie te książki - warto czy nie warto.Z ograniczaniem komputera idzie mi kiepsko, bo przy nim pracuję, więc "używkę" mam stale przed sobą i nie da się ukryć - sztacham się - może troszkę rzadziej, ale jednak... Wczoraj udało mi się odciąć operacyjnie od kompa i pojechałam do SPA w Nałęczowie, 1,5 godzinki w wodzie z bąbelkami, biczami wodnymi i saunie - super
Książki które zamówiłam:
Tarantella czytała i już polecała:
http://www.gandalf.com.pl/b/biegnaca-z-wilkami/
http://www.gandalf.com.pl/b/tesknota-silnej-kobiety-za-silnym-B/
Ostrzegam, że obie pozycje są bardzo nieproste, trzeba je czytać wybiórczo i niejako specyficznym kluczem (czytaj: przekartkowując bzdety).
Jednak jeśli się dotrze do tych własciwych miejsc - może sie to dla Was okazać tak samo odkrywcze, jak dla mnie.
Mam dziś megadoła. Kolejną noc budzę sie od 4:30 i mam myśli o niesprawiedliwości, nieuczciwości, podłości, zawiedzionych nadziejach. Jak się nie ugryzę w język, to dziś wypłaczę się na forum.
Dobrze, że dziś wieczorem wiosła, to przynajmniej się wyładuję fizycznie.
karen napisał/a:Tarantella czytała i już polecała:
http://www.gandalf.com.pl/b/biegnaca-z-wilkami/
http://www.gandalf.com.pl/b/tesknota-silnej-kobiety-za-silnym-B/Ostrzegam, że obie pozycje są bardzo nieproste, trzeba je czytać wybiórczo i niejako specyficznym kluczem (czytaj: przekartkowując bzdety).
Jednak jeśli się dotrze do tych własciwych miejsc - może sie to dla Was okazać tak samo odkrywcze, jak dla mnie.Mam dziś megadoła. Kolejną noc budzę sie od 4:30 i mam myśli o niesprawiedliwości, nieuczciwości, podłości, zawiedzionych nadziejach. Jak się nie ugryzę w język, to dziś wypłaczę się na forum.
Dobrze, że dziś wieczorem wiosła, to przynajmniej się wyładuję fizycznie.
Trudno, że nieproste. Może to będzie kolejne przekraczanie własnych granic - własnego intelektu ![]()
A może się faktycznie wypłacz? Może jak wywalisz to Ci ulży? Przecież wiesz, że żeby z tego goowna wyjść to trzeba się oczyścić ze złych emocji. I dotąd oczyszczać, aż całe goowno spłynie.
Dodatkowa korzyść z Twojego wywalania będzie taka, że nazwiesz dosadnie (tak jak tylko Ty umiesz) to, co częściej lub rzadziej odczuwamy prawie wszystkie tutaj obecne.
Buziaki.
Wklejam tu posta, którego napisałam w innym wątku, gdyż post, który pozwoliłam sobie zacytować pięknie oddaje moje podejście do kwestii zaufania i konsekwencji związanych z jego utratą.
Red_Fairy napisał/a:I tym razem wzięłam przykład od Ciebie @Niekochana i... odcięłam się na takiej płaszczyźnie. Patologiom mówię zdecydowane nie
Moim zdaniem to jedyna droga do odzyskania normalności.
Red_Fairy napisał/a:A zaufanie to taki przymiot, którego moim zdaniem nie da się odnowić nigdy przy tej samej osobie, która skrzywdziła. Próbowałam długo i nie wyszło. Wiem, że to nie było dobre i katowałam siebie wtedy ponad wszystko. I wiem już, że można je wzniecić na nowo, ale tylko przy tym Kimś, kto w tym pomoże i pokaże, że jednak się da. Tylko fakt, z tym jest bardzo ciężko. Nawet z samą motywacją, żeby podjąć jakieś działania ku temu.
Każdy człowiek ma jego własne granice zaufania, ale są one zupełnie różne. Dla niektórych nawet zdrada nie jest w stanie ich przekroczyć, jakakolwiek kontrola - dla niektórych z kolei wystarczy jedno małe kłamstewko.
Bardzo Ci dziękuję za te słowa. Głoszę je tu, na forum już ponad rok. I w większości przypadków spotykam się z totalnym niezrozumieniem. Że zajadła suka, że bezlitosna, że jak tak można, że bez serca.
A to po prostu jest tak, że jak ktoś na własnej skórze nie doświadczyła takich zachowań - NIE ZROZUMIE, ba - NIE UWIERZY, że są możliwe.
Czytałam tego Twojego posta i pomimo, iż niewiele w nim konkretów wiem, że mogłabym usiąść naprzeciw Ciebie i opowiedzieć Twoją historię, która jednocześnie była moją historią. Pewnie inne imiona, miasta, może inny wiek, ale clou - TO SAMO.Mam do Ciebie pewną osobistą prośbę - jeśli to nie kłopot oczywiście. Napisz proszę, jak sobie radzisz ze "strachami" w nowym związku. Chętnie posłucham.
Ściskam Cię mocno i szczerze gratuluję siły. Wiem, jak to wiele kosztuje. Ale warto, warto jak cholera
Tarantelako - jedziesz z tym goownem!! Dawaj! Ja też potrzebuję się usmarkać.
Dziękuję Ci moja Ty suko i za Twoim pośrednictwem Red_Fairy. Czasem dobrze się dowiedzieć, że nie będąc Clintonową ani Tigerową-Woods nie jest się odmieńcem.
No to jadziem. Pewnie znów będzie dużo, ale mi się przez te bezsenne noce uzbierało.
Bo widzicie, mam do siebie straszny żal. Ale po kolei.
Z tym moim związkiem z psychofagiem to było tak jak ? z późnym dzieckiem. Nie muszę chyba żadnej kobiecie tłumaczyć, że inny stosunek jest do dziecka urodzonego na pierwszym roku studiów na skutek wpadki a inny do kolejnego ? urodzonego w wieku 40+. Każda już wtedy wie, że czas szybko leci i to drugie dziecko jest dzieckiem chowanym inaczej, matka odbiera zupełnie inaczej wszystkie etapy jego rozwoju ? jakoś tak bardziej świadomie i pewnie radośniej. Takiemu późnemu dziecku poświęca się więcej uwagi, z większą cierpliwością dba się o jego rozwój, z zachłannością kolekcjonuje się w głowie wszystkie jego postępy, lepsze i nawet te gorsze chwile, bo już wtedy się wie, że każda chwila jest na wagę złota.
U mnie tak było ze związkami. Te wyniesione ze lat studenckich i jakieś przelotne później były takimi nie w pełni świadomymi dziećmi. Kiedy jednak w wielu 40 lat zdecydowałam się na związek z psychofagiem, to miałam nadzieję, że tym razem koniec z poligonem i zaczyna się ŻYCIE. Cieszyłam się tym związkiem i chciałam, żeby on był tym dzieckiem dojrzałych rodziców. Jego zapewnienia i autentyczne ?przyssanie się? do mnie upewniły mnie, że trafiłam na człowieka, który chce tego samego ? dojrzałego związku ludzi po przejściach. Nie chciałam tego dziecka pożreć. Chciałam go odpowiedzialnie i frajdą dla wszystkich wypuścić w świat. Marzyłam o wspólnym rozwijaniu się, o cieszeniu się każdą chwilą, robiłam mnóstwo zdjęć, żeby nic nam nie umknęło, bardzo dbałam, żeby infrastrukturalnie wszystko było przygotowane do przyjęcia tej wyższej formy rozwoju ? przytulne mieszkanie, dbanie o codzienne potrzeby ? i ciągle czekałam na jakiś sygnał od tej drugiej strony, że on też jest gotów na zdobywanie kolejnych, wyższych pułapów. Oprócz słów jednak nie zdarzyło się NIC. Na odwrót. Z każdym miesiącem i rokiem zauważałam, że jestem traktowana instrumentalnie, że nie jestem mu potrzebna do żadnego rozwoju, do żadnych form wspólnego spędzania czasu, do żadnego ?kolekcjonowania?. Miałam tylko BYĆ. No i tu mam do siebie Tarantelli-dużej (tej w kaloszach w chuje) straszny, niewysłowiony żal, że dawałam krzywdzić Tarantellę-małą (tą w kaloszkach-w-groszki). Bo ta mała najpierw starała się rozmawiać z psychofagiem o swoich deficytach, potem prosiła, potem szantażowała, a na koniec zaczęła żebraninę. Czuję do siebie takie samo obrzydzenie, jakie mam do kobiet, które przymykają oko na ?zły dotyk? swoich konkubentów wobec swoich dzieci, byle tylko ten konkubent zaszczycił tę idiotkę swoją ?miłością?. Psychofag nigdy nawet nie starał się zrozumieć, kim jestem, nie interesowało go ani moje zdrowie, ani moje problemy, ani talenty, ani moje potrzeby seksualne. Słowo ?miłość? oznaczało dla niego tylko tyle ile ON CZERPIE z tego związku. Moje czerpanie było nieistotne. A mnie w pewnym momencie zaczęło się zdawać, że być może to moje rozdawnictwo to właśnie jest ta miłość, że może więcej mi się nie należy, że może oczekuję zbyt wiele. Teraz, kiedy już DOKŁADNIE wiem, kiedy i w jakich okolicznościach popełniłam pierwsze błędy, nie mogę sobie poradzić z wybaczeniem sobie. Wilczyca nie obroniła małej dziewczynki. Obciach. Ja już naprawdę nie zadaję sobie pytań ?dlaczego ja?, ?jak on mógł?. Moje wątpliwości nie dotyczą jego. To jest pytanie O MNIE. Jego pobudki są dla mnie tak samo mało istotne jak pobudki miliona innych przeciętaniaków, zidiociałych panów w ?pewnym wieku?, którzy postanawiają wbić kolejny level swojego jeszcze niedojrzałego a już więdnącego ego nie poprzez zaawansowane formy rozwoju swojej osobowości tylko poprzez zaliczenie młodej dupy z biura, lub jakiejkolwiek innej dupy z boku. Jego z jego żenującymi motywacjami mam już w analu. Już mnie nie interere, czy to było rozszczepienie, faceci w melonikach, autospermotoksykoza, rozpasanie niedorozwoja emocjonalnego, czy cokolwiek innego. BO to jest pytanie O MNIE.
Wiecie? Kiedyś, na jesieni zeszłego roku wybraliśmy się na bandżi. Ja nie skakałam ale robiłam zdjęcia. Siedziałam potem nad tymi zdjęciami, obrabiałam, uśmiechałam się do nich. A potem w styczniu, kiedy odkryłam zdradę, w jednym z jego maili do kochanki znalazłam te zdjęcia z dopiskiem (do niej!) ?Myślałem wtedy o Tobie?. Oprócz tego, że przy tych wszystkich mailach myślałam, że umrę to dodatkowo przy tym jednym konkretnym poczułam się właśnie jak taka zwyrodniała matka, której pokazują film zrobiony ukrytą kamerą przedstawiający scenę, jak jej konkubent dobiera się do jej pięcioletniej córeczki. A najgorsze, że ona widzi ten film ? i nadal próbuje sobie tego gnoja w swoim debilnym mózgu tłumaczyć. Chorobą, tym, że zdjęcia są niewyraźne, że to może fotomontaż. A nawet nie pomyśli, jak wtedy czuła się ta jej córeczka!!!
Nie wiem, jak mogłam to sobie zrobić. Nie wiem, jak mogłam mu na to wszystko pozwolić. Mam żal do Tarantelli-dużej, że mnie nie ochroniła przed jego bestialstwem.
Zawsze wszystkim dziewczynom powtarzam, że nie wolno nam dopuszczać do głosu samoobwiniających myśli, bo nie my jesteśmy autorkami tych naszych koszmarków, ale tym razem i mnie wzięło, więc mi wybaczcie ten brak dyscypliny.
Red_Fairy napisał/a:I tym razem wzięłam przykład od Ciebie @Niekochana i... odcięłam się na takiej płaszczyźnie. Patologiom mówię zdecydowane nie
Moim zdaniem to jedyna droga do odzyskania normalności.
Red_Fairy napisał/a:A zaufanie to taki przymiot, którego moim zdaniem nie da się odnowić nigdy przy tej samej osobie, która skrzywdziła. Próbowałam długo i nie wyszło. Wiem, że to nie było dobre i katowałam siebie wtedy ponad wszystko. I wiem już, że można je wzniecić na nowo, ale tylko przy tym Kimś, kto w tym pomoże i pokaże, że jednak się da. Tylko fakt, z tym jest bardzo ciężko. Nawet z samą motywacją, żeby podjąć jakieś działania ku temu.
Każdy człowiek ma jego własne granice zaufania, ale są one zupełnie różne. Dla niektórych nawet zdrada nie jest w stanie ich przekroczyć, jakakolwiek kontrola - dla niektórych z kolei wystarczy jedno małe kłamstewko.
Bardzo Ci dziękuję za te słowa. Głoszę je tu, na forum już ponad rok. I w większości przypadków spotykam się z totalnym niezrozumieniem. Że zajadła suka, że bezlitosna, że jak tak można, że bez serca.
Odniosę się bardziej ogólnie, nie tylko do kwestii poglądów dotyczących zaufania.
Myślę, że ludzie w ten sposób reagują na Twoje radykalne stwierdzenia, bo odbierają je jako krytykę ich własnych poglądów, a nikt nie lubi być krytykowany. Lub jako forsowanie jedynie słusznej racji, a tego też nikt nie lubi, zwłaszcza jak myśli inaczej i święcie w to wierzy lub bardzo stara się w to wierzyć, by nie przejrzeć na oczy.
Dochodzenie do samoświadomości bywa drogą przez mękę i na pewnych etapach jesteśmy skłonni opluć tych co chcą nam na siłę otworzyć oczy. Dlatego uważam, że zbyt radykalne stwierdzenia mogą zaszkodzić osobie, która na razie niewiele rozumie lub nie chce zrozumieć. Czytając niektore takie watki mam wrażenie, że widzę ranne, miotające się w klatce zwierzę. Gryzie, drapie, warczy, a jednocześnie skowycze, wyje, potrzebuje pomocy i jest zależne od tej pomocy. Inaczej zginie.
Na mnie działają pytania. Gdy weszłam na to forum zapytałyście mnie czy kocham siebie. "Ależ oczywiście" - odpowiedziałam, święcie w to wierząc. Jednak to pytanie we mnie zapadło i drążyło, drążyło, aż doszłam do wniosku, że ja mam wysoką samoocenę, ale to nie jest równoznaczne z kochaniem siebie i z akceptacją siebie, zwłaszcza swoich słabości. Że to wręcz mój konflikt wewnętrzny.
Im dłużej jestem na tym forum, tym bardziej odczuwam odpowiedzialność za słowa pisane w wątkach nowych osób. Czasami boję się napisać to co pomyslałam, bo nie chcę ich spłoszyć, a wiem, że bez względu na to co zrobili, to piszą tu po to by uzyskać odpowiedzi i wsparcie. Może nawet sami nie mają świadomości, że szukają i czego szukają. I może te odpowiedzi pozwolą im znaleźć. Znaleźć motywację do otwarcia oczu i zmiany swojego życia.
Tak jak my znalazłyśmy i ciągle znajdujemy.
Mam dziś megadoła. Kolejną noc budzę sie od 4:30 i mam myśli o niesprawiedliwości, nieuczciwości, podłości, zawiedzionych nadziejach. Jak się nie ugryzę w język, to dziś wypłaczę się na forum.
Dobrze, że dziś wieczorem wiosła, to przynajmniej się wyładuję fizycznie.
Widzisz Tarantello, wszystko jest takie względne. Budzisz się nad ranem i dobijają Cię nadzieje jakie miałaś na coś czego teraz Ci brak. A jak ja patrzę ze swojej perspektywy na to co piszesz to stwierdzam, że masz wszystko o czym ja w tej chwili marzę ![]()
Nie chcę się uzewnętrzniać z przykrymi tematami i szczegółówym opisem własnej sytuacji bo to nic nie da, ale nie wiesz z jakim utęsknieniem czekam na dni kiedy też w końcu wyjdę sobie wieczorem: powiosłować walnąć w bęben, na koncert, potańczyć albo na kurs języka.
Mówi się, że człowiek zazdrości innym czegoś jeżeli sam tego chciałby a nie może mieć. Zazdrość nie jest tu najlepszym słowem, ale z braku innego powiem tak- nie zazdroszczę anie trochę moim koleżankom, które są w związkach i spełniają swoje nadzieje na życie z połówką jabłka, mają komu podetknąć kolację pod nos i z mają z kim powymieniać sobie słodkawe słówka, ale poza tym z ich życia zieje pustka. I gdyby połówka jakbłka im się zgubiła nie miały by pojęcia na co spożytkować popołudnie. A Ty wiesz i tego Tobie właśnie można pozazdrościć. Niezależnie od tego za czym tęsknisz zobacz jaki skarb masz mając siebie taką jaką jesteś ![]()
A co do spółdzielni psychofażej, nie podpisuję się pod tym projektem
Ja ich nawet w takiej roli nie widzę. Wolałabym zarosnąć chwastami po pachy niż dotknąć czubkiem stopy najpiękniejszego trawnika, po którym panoszyła się psychofagia.
Tarantello.....
Popłakałam się...
Pisząc wyżej: "Dodatkowa korzyść z Twojego wywalania będzie taka, że nazwiesz dosadnie (tak jak tylko Ty umiesz) to, co częściej lub rzadziej odczuwamy prawie wszystkie tutaj obecne." - nie zdawałam sobie sprawy, ze możesz napisać coś takiego co byłoby jakby wyrwane z samego mojego wnętrza, z mojego serca i duszy.....
Razem z Twoim goownem, płynie moje goowno...
Dzięki, Kochana.......
Przytulam....
I jeszcze jedno, Kochana - musimy się obwinić, musimy wyraźnie zobaczyć swoje zbrodnie przeciw sobie, żeby już nigdy więcej ich nie powtórzyć, żeby już zawsze chronić siebie. Gdy juz do konca uznamy swoją winę i okażemy same sobie skruchę, będziemy mogły sobie wybaczyć....
I wtedy dopiero wszystko będzie skończone. I to będzie początek.
Gdy weszłam na to forum zapytałyście mnie czy kocham siebie. "Ależ oczywiście" - odpowiedziałam, święcie w to wierząc. Jednak to pytanie we mnie zapadło i drążyło, drążyło, aż doszłam do wniosku, że ja mam wysoką samoocenę, ale to nie jest równoznaczne z kochaniem siebie i z akceptacją siebie, zwłaszcza swoich słabości. Że to wręcz mój konflikt wewnętrzny.
Oooooo..... właśnie to. I mam nadzieję, ze kiedyś przeczyta te zdania wytrwała osoba, która w poszukiwaniu ratunku dla samej siebie dotrze do tej strony wątku.
Zrozumienie tego - to POCZĄTEK. Bez tego się nie da, nie ma możliwości przeskoczenia tego etapu. No nie - i już.
Drogie moje - byłam dziś u lekarza i kiedy zapytałam o prognozy itp to pierwsza myśl była taka, że nikt nie powinien w takiej sytuacji być sam, że powinien być w takim momencie u mojego boku mój mężczyzna.
Ale potem dotarło do mnie, ze to wcale nie jest tak - w takich momentach każdy z nas, nawet będący w udanym związku - jest SAM w obliczu wiadomości, prognoz, konsekwencji i wreszcie STRACHU. To od mojej osobistej siły zależy jak sobie poradzę.
Oczywiście, że wsparcie jest ważne, ale to tylko TOWARZYSZENIE.
Tak często mylimy WSPÓŁCZUCIE z WSPÓŁODCZUWANIEM.
Tiaaa... ja dziś czułam Waszą obecność i było mi po prostu łatwiej. Ale nie zmienia to faktu, że w nocy, zanim zasnę zostanę z tym strachem SAMA. I dobrze wiecie, że bez znaczenia jest fakt, czy ktoś będzie koło mnie w tym łóżku leżał. ![]()
Już nigdy siebie nie zawiodę. Zaopiekuję się sobą najlepiej, jak potrafię. Zrobię dla siebie WSZYSTKO - zasługuję na to.
P.S. Tarantelko - dziękuję Ci za posta.
No i nieskromnie dodam: Musicie przyznać, że instynktownie ZAJEBIASZCZĄ sygnaturkę wybrałam ![]()
Tarantello Kochana. Musisz, po prostu musisz sobie wybaczyć. Musisz usiąść sobie z fajką i kielichem przed lustrem i wybaczyć Tarantelli w kaloszkach w ch*je.
Wtedy, kiedy to się działo - Ty tych kaloszków jeszcze nie miałaś. Swoje późne dziecko potraktowałaś jak dziecko niepełnosprawne po prostu. Poświęciłaś tyle uwagi więcej - ile niepełnosprawny szkrab więcej potrzebuje. Zapewniałaś terapię, rehabilitację i leki. Nie udało się - pozwól mu odejść. Zostaw.
On zostawił Ci bardzo wiele. Zostawił Ci kaloszki w ch*je i nas. I naukę - bezcenną. Ja też klęczałam kiedyś przed facetem. Jezu nie wierzę, że to napisałam. Też błagałam. To niewyobrażalne upokorzenie. I ja o tym wiem. I sobie wybaczyłam. Skoro wtedy uważałam, że to bylo wyjście - to napewno tak było. Koniec kropka.
Co innego, że nie był wart. Ja - zrobilam wszystko co możliwe - i osiągnełam swój cel - mieliśmy się pobrać, a ja odeszłam. Powiedziałam NIE. Przeprowadziłam autopsychoterapię w jedną noc - zaraz po płaszczeniu się jak ostatnia ściera. NIE i koniec.
A potem bardzo dużo czasu mi zajęło, żeby sobie wybaczyć to poniżenie, jakie sobie zafundowałam. Mało tego - ja je sobie przetłumaczyłam na swoj absolutny sukces. Dzięki temu doświadczeniu (i kilku innym mniej traumatycznym) wypracowałam sobie kilka naczelnych zasad:
1. Co Kriss w danym momencie robi - to tak jest właśnie najlepiej.
2. Jesli się zdarzy, że Kriss popełni błąd - to jest to "po coś".
3. "Po coś" służy nauce i rozwojowi Kriss.
4. Jeśli Kriss ma doła - służy on samooczyszczeniu.
5. Jesli Kriss jest wściekła - absolutnie i pod żadnym pozorem nie tłumi emocji.
6. Emocje wyładowujemy: tłukąc coś, wrzeszcząc w poduszkę jak nikt nie widzi, klnąc, trzaskając drzwiami albo garami.
7. Kriss się nie obwinia za nic.
Wybacz sobie i daj sobie spokój. To już BYŁO. Teraz jest teraz.
O żesz KOORWA!
I niech ktoś powie, że nie oczyszcza, jak szambo raz na jakiś czas wybije....
Dziewczyny - jesteśmy na dobrej drodze, nie mam wątpliwości jak czytam, co napisałyśmy.
Mnie juz lepiej - wydrapałam resztki koopy z rany.
Może rozpocząć się kolejny etap gojenia ![]()
Uwielbiam czytać Tarantelle, ta to ma pisane ze hoo hoo, k masakra dziewczyny ile wy badacie swoją psychike, czytalem wiele ksiazek o kobietach ich zachowaniu ale to jest poprostu nic w porównaniu z tym co tutaj sie dzieje. pozdrawiam a całuje Tarantelle w czółko hehehe
Niekochana- nie wiem czego dotyczą prognozy i lekarz, ale trzymam kciuki, żeby było jak najlepiej. Dużo siły i powodzenia :*
Jego zapewnienia i autentyczne ?przyssanie się? do mnie upewniły mnie, że trafiłam na człowieka, który chce tego samego ? dojrzałego związku ludzi po przejściach. Nie chciałam tego dziecka pożreć. Chciałam go odpowiedzialnie i frajdą dla wszystkich wypuścić w świat. Marzyłam o wspólnym rozwijaniu się, o cieszeniu się każdą chwilą, robiłam mnóstwo zdjęć, żeby nic nam nie umknęło, bardzo dbałam, żeby infrastrukturalnie wszystko było przygotowane do przyjęcia tej wyższej formy rozwoju ? przytulne mieszkanie, dbanie o codzienne potrzeby ? i ciągle czekałam na jakiś sygnał od tej drugiej strony, że on też jest gotów na zdobywanie kolejnych, wyższych pułapów. Oprócz słów jednak nie zdarzyło się NIC. Na odwrót. Z każdym miesiącem i rokiem zauważałam, że jestem traktowana instrumentalnie, że nie jestem mu potrzebna do żadnego rozwoju, do żadnych form wspólnego spędzania czasu, do żadnego ?kolekcjonowania?. Miałam tylko BYĆ. No i tu mam do siebie Tarantelli-dużej (tej w kaloszach w chuje) straszny, niewysłowiony żal, że dawałam krzywdzić Tarantellę-małą (tą w kaloszkach-w-groszki). Bo ta mała najpierw starała się rozmawiać z psychofagiem o swoich deficytach, potem prosiła, potem szantażowała, a na koniec zaczęła żebraninę. Czuję do siebie takie samo obrzydzenie, jakie mam do kobiet, które przymykają oko na ?zły dotyk? swoich konkubentów wobec swoich dzieci, byle tylko ten konkubent zaszczycił tę idiotkę swoją ?miłością?. Psychofag nigdy nawet nie starał się zrozumieć, kim jestem, nie interesowało go ani moje zdrowie, ani moje problemy, ani talenty, ani moje potrzeby seksualne. Słowo ?miłość? oznaczało dla niego tylko tyle ile ON CZERPIE z tego związku. Moje czerpanie było nieistotne. A mnie w pewnym momencie zaczęło się zdawać, że być może to moje rozdawnictwo to właśnie jest ta miłość, że może więcej mi się nie należy, że może oczekuję zbyt wiele. Teraz, kiedy już DOKŁADNIE wiem, kiedy i w jakich okolicznościach popełniłam pierwsze błędy, nie mogę sobie poradzić z wybaczeniem sobie. Wilczyca nie obroniła małej dziewczynki. Obciach.
Wiesz co, mnie się wydaje, że dlatego właśnie o wiele trudniej jest pozbierać się po zakończeniu związku, w którym dało się kaleczyć przez X czasu niż po związku udanym i dobrym, który w pewnym momencie uległ zniszczeniu. Choć to na pierwszy rzut oka paradoksalne, bo powinno czuć się ulgę. Tymczasem dopiero wtedy mechanizm wyparcia przestaje działać.
Dopóki KKZB chołubi swoje długo wyczekiwane dziecko zagryza zęby dla jego dobra i nie dopuszcza do świadomości, że coś ją boli, że boli coraz mocniej. Wszystko znosi w trosce o nie.
Trzeba jej to dziecko wyrwać siłą, żeby najpierw dostrzegła, że tak naprawdę ono żyło tylko w jej wyobraźni a potem zobaczyła co dała sobie w imię tej wyobraźni zrobić.
Kiedy Tarantello biłam się z myślami takimi jak Ty teraz i one mnie uporczywie wręcz nękały, powiedziałam komuś o tym- że właśnie takie poczucie winy i wstydu mną targa- na co usłyszałam pełne zdziwienia pytanie o to po co teraz się tym martwię skoro już "tego nie ma". Myślę, że po pierwsze dlatego, że nie zareagowałam wtedy kiedy "to było". Że wtedy nie pomyślałam, że trzeba małą Fajkę zabrać z dala od kogoś kto ją notorycznie upadla. A po drugie dlatego, że można znosić upokorzenia jeżeli robi się to "po coś" - tak jak my dla urojonego dziecka- ale prawdziwie parszywie człowiek się czuje gdy zrozumie, że zatracił godność zupełnie bez celu, zupełnie bez sensu, że własne ja, które pozwoliło się zdeptać to jedyny "bonus" wyniesiony z tej szarpaniny.
No i trudnym jest moment gdy się skonstatuje, że to na własne życzenie...
Wiecie? Kiedyś, na jesieni zeszłego roku wybraliśmy się na bandżi. Ja nie skakałam ale robiłam zdjęcia. Siedziałam potem nad tymi zdjęciami, obrabiałam, uśmiechałam się do nich. A potem w styczniu, kiedy odkryłam zdradę, w jednym z jego maili do kochanki znalazłam te zdjęcia z dopiskiem (do niej!) ?Myślałem wtedy o Tobie?. Oprócz tego, że przy tych wszystkich mailach myślałam, że umrę to dodatkowo przy tym jednym konkretnym poczułam się właśnie jak taka zwyrodniała matka, której pokazują film zrobiony ukrytą kamerą przedstawiający scenę, jak jej konkubent dobiera się do jej pięcioletniej córeczki.
Przykro mi stwierdzić, że wiem o czym piszesz...
Niełatwo jest się pogodzić z myślą, że straciło się coś co wydawało się być szczęściem, że tego już nie będzie, ale jeszcze gorzej dowiedzieć się równocześnie, że czegoś już ani nie będzie ani też nigdy nie było.
... powiedziałam komuś o tym- że właśnie takie poczucie winy i wstydu mną targa- na co usłyszałam pełne zdziwienia pytanie o to po co teraz się tym martwię skoro już "tego nie ma". Myślę, że po pierwsze dlatego, że nie zareagowałam wtedy kiedy "to było". Że wtedy nie pomyślałam, że trzeba małą Fajkę zabrać z dala od kogoś kto ją notorycznie upadla. A po drugie dlatego, że można znosić upokorzenia jeżeli robi się to "po coś" - tak jak my dla urojonego dziecka- ale prawdziwie parszywie człowiek się czuje gdy zrozumie, że zatracił godność zupełnie bez celu, zupełnie bez sensu, że własne ja, które pozwoliło się zdeptać to jedyny "bonus" wyniesiony z tej szarpaniny.
No i trudnym jest moment gdy się skonstatuje, że to na własne życzenie...Tarantella napisał/a:Wiecie? Kiedyś, na jesieni zeszłego roku wybraliśmy się na bandżi. Ja nie skakałam ale robiłam zdjęcia. Siedziałam potem nad tymi zdjęciami, obrabiałam, uśmiechałam się do nich. A potem w styczniu, kiedy odkryłam zdradę, w jednym z jego maili do kochanki znalazłam te zdjęcia z dopiskiem (do niej!) ?Myślałem wtedy o Tobie?. Oprócz tego, że przy tych wszystkich mailach myślałam, że umrę to dodatkowo przy tym jednym konkretnym poczułam się właśnie jak taka zwyrodniała matka, której pokazują film zrobiony ukrytą kamerą przedstawiający scenę, jak jej konkubent dobiera się do jej pięcioletniej córeczki.
Przykro mi stwierdzić, że wiem o czym piszesz...
Niełatwo jest się pogodzić z myślą, że straciło się coś co wydawało się być szczęściem, że tego już nie będzie, ale jeszcze gorzej dowiedzieć się równocześnie, że czegoś już ani nie będzie ani też nigdy nie było.
Nie wiem jak jeszcze długo będę mieszać to goowno....
Po prostu nie wiem w jaki sposób mogę sobie wybaczyć....???? Jak to zrobić???? Jak przestać się za siebie wstydzić????
Wydawałoby się, że juz funkcjonuję normalnie.... ale w środku nie mogę się pogodzić sama ze sobą.
...Ciągle siebie nie kocham, bo komuś kogo kocham juz dawno bym wybaczyła....
Wyć mi się chce....
Ło matko, ale tu narobiłam ?.
Właśnie wróciłam z treningu. No żesz łomotu mi dziś zadali. I to jest właśnie to. Dziewczyny. Przekraczanie barier i oporów własnego działa jest niemal tym samym, czym pokonywanie swojej psychiki. I jeszcze jeden plus ? totalne odmóżdżenie. Kiedy tak się płynie w dwudziestoosobowym zespole (dziś przesadzili mnie z 10-ki na 20-kę), to strasznie ważne jest podporządkowanie się równoczesnemu rytmowi, synchronizacja i jednakowa siła uderzenia wiosłem. Straszny obciach odstawać, kiedy robi się np. mini wyścigi z drugą łodzią. Nigdy chyba nie byłam tak zmęczona jak dziś. I to jest właśnie samoorganizujący się chaos ? kiedy dostajesz w dupę od własnego mózgu to dostajesz od losu smocze łodzie, żeby poczyścić rejestry w tym mózgu, dać mu odpocząć. Po tych dwóch godzinach totalnej zarzynki, już inaczej patrzę i może będę lepiej spać.
Przedtem jednak podzielę się z Wami czymś, co wprost ma odniesienie do tego, co napisała Kriss.
On zostawił Ci bardzo wiele. Zostawił Ci kaloszki w ch*je i nas. I naukę - bezcenną.
W ostatnio przeczytanej książce odkryłam kolejną cząstkę prawdy o sobie. I trudno powiedzieć, że odkryłam, bo odkrycie to poczyniłam już dawno, ale tu zostało to wyartykułowane tak wprost, że mnie powaliło. Bo ja ciągle zadaję sobie pytanie postawione przez panią Anetę: Co on mi dawał takiego, że gotowa byłam poświęcić aż tyle.
Będę trochę cytować a trochę skracać z głowy.
Zakochujemy się nie w tym, czy w owym konkretnym człowieku, lecz w jakiejś głęboko ukrywanej części własnej osobowości. (?) Może się też zdarzyć, że nagle odnajdujemy w sobie cechy, które niejako w zastępstwie przypisujemy ukochanemu mężczyźnie. Typowy mężczyzna, którego obraz kobiety naszej epoki noszą w głębi duszy często przejawia cechy samotnego wilka. Kobieta wiążąc się z takim mężczyzną może odkryć, że sama ma naturę włóczęgi, nie lubi przyjmować na siebie zobowiązań wobec innych, chętnie spędza czas w samotności. Gdy kobieta dokonuje odkrycia, że chodzi tu o część jej własnej osobowości (?) dzieje się coś w rodzaju cudu: oto bowiem okazuje się, że wcale nie musi kochać samotnych wilków. Może się wówczas okazać, że zdolna jest do zakochania się w zupełnie innym mężczyźnie, na przykład takim, dla którego ważne jest poczucie bliskości i intymnej więzi. Jeśli kobieta-wilczyca pragnie nawiązać dojrzały związek z mężczyzną a nie pozostawać tylko w stadium zakochania, musi ? po wycofaniu stadium projekcji ? odkryć w sobie te cechy, które przedtem przenosiła na mężczyznę. (?) Odkrywszy własne wnętrze możemy je zacząć samodzielnie przeżywać zamiast szukać w świecie zewnętrznym takiego typu niestabilnego partnera, który przeżywałby je w zastępstwie za nas. (?) Dopiero wówczas kobieta stanie się kobietą, która może być miękka i czuła a zarazem autonomiczna i samodzielna, bez popadania w skrajności.
Amen, Dziewczynki. Wadera-dziecko.
Uderzyło, bo psychofag na pierwszej randce ze mną powiedział, że jest wilkiem stepowym. To mnie bardzo nakręciło i, chociaż nigdy później w nim cech tego zwierzęcia nie dostrzegłam, to jednak skutecznie włączyło mi to film. Okazało się, że to był film o mnie.
EDYCJA:
Kriss, Twoje pięć punktów wydruję i powieszę nad łóżkiem - codzienny paciorek.
Czytam to czytam i zastanawiam się nad tym że w kraju powinien powstać ogólnopolski program terapeutyczny dla " mężczyzn kochających za mało".
Czytam to czytam i zastanawiam się nad tym że w kraju powinien powstać ogólnopolski program terapeutyczny dla " mężczyzn kochających za mało".
A po co? I tak przełączą na sport
![]()
Czesc, czuje sie zle przez te choler**ne newsy ktory do mnie docieraja:
nienawidze ch**ja je***ego byl z nia w washingtonie i w orlando tam gdzie ja chcialam jechac jezdzi z nia wedlug mojego grafiku co za sk***ysyn wciaz sobie zadaje to pytanie Co on mi dawał takiego, że gotowa byłam poświęcić aż tyle. I wiem ze nie dal mi nic, a to co teraz czuje to zwykla zazdrosc ze nadal wykorzystuje to co ja mu dalam je**bane pomysly na zycie
jak go poznalam to byl nikim bez niczego oprocz kasy na koncie zero pomyslu co z tym zrobic
a teraz inna krowa z tego korzysta nie chodzi mi o kase ale o te zasrane wycieczki o ktore nie moglam sie doprosic
dlaczego? a no dlatego ze nauczyl sie ch**j powodow dla ktorych odeszlam.. wrrrr
Czesc, czuje sie zle przez te choler**ne newsy ktory do mnie docieraja:
nienawidze ch**ja je***ego byl z nia w washingtonie i w orlando tam gdzie ja chcialam jechac jezdzi z nia wedlug mojego grafiku co za sk***ysyn wciaz sobie zadaje to pytanie Co on mi dawał takiego, że gotowa byłam poświęcić aż tyle. I wiem ze nie dal mi nic, a to co teraz czuje to zwykla zazdrosc ze nadal wykorzystuje to co ja mu dalam je**bane pomysly na zycie
jak go poznalam to byl nikim bez niczego oprocz kasy na koncie zero pomyslu co z tym zrobic
a teraz inna krowa z tego korzysta nie chodzi mi o kase ale o te zasrane wycieczki o ktore nie moglam sie doprosic
dlaczego? a no dlatego ze nauczyl sie ch**j powodow dla ktorych odeszlam.. wrrrr
Cześć, Anitka. Wiesz dlaczego ona ma te wycieczki? Bo o nie nie prosi. My tu niedawno o żebractwie uczuciowym właśnie rozmawiałyśmy. Ja osobiście nigdy więcej o nic nie poproszę - wezmę sobie sama.
anitka77, bo nie wiem czy dobrze rozumiem, Ty odeszłaś i się wściekasz, że on poukładał sobie życie?
Tak Lupus, wsciekam sie ze on sobie poukladal zycie. Moze nie ma na to racjonalnego wytlumaczenie ale to wlasnie czuje.
Wilku, śledziłeś ciąg dalszy naszych rozważań "u szpiegów"?
To ja tego nie rozumiem, bo jak odszedłem od ex nr 1, to miałem nadzieję, że sobie szybko życie poukłada.
To po co odchodziłaś, skoro teraz się wściekasz?
Niekochana
Nie. Wgłębię się w niedzielę, bo dziś już mi myślenie siada (jak wyjechałem do pracy wczoraj o 8 rano, to wróciłem dziś koło 19. I już mi się trudno zdania kleją
Właściwie to już mógłbym iść spać, ale mam obawy, że obudzę się o jakiejś 1-2 w nocy i będzie po spanku, a jutro znowu dzień roboczy
.
Aha, ale poczytałem Twoją dyskusję z filozofem, który niedawno raczył nawiedzić to forum.
To fajnie, wiesz, mam tak ze raz mam to gdzies a czasmi czuje ze on nie zasluguje na nic dobrego. Dzis mam taki wieczor ze czuje to drugie.
Aha, ale poczytałem Twoją dyskusję z filozofem, który niedawno raczył nawiedzić to forum.
Wiesz, jak mi pojechał na prive?
To fajnie, wiesz, mam tak ze raz mam to gdzies a czasmi czuje ze on nie zasluguje na nic dobrego. Dzis mam taki wieczor ze czuje to drugie.
Jedyny sposób, by przestać takie rzeczy czuć, to odciąć się emocjonalnie od niego.
Niekochana a skąd niby mam wiedzieć, jeszcze Cię nie szpieguję ![]()
Ale się domyślam, bo próbowałem z nim rozmawiać w dwóch wątkach i nie udało się.
Niekochana a skąd niby mam wiedzieć, jeszcze Cię nie szpieguję
Kurcze, nie zdążyłam wyedytować. Jestem osłabiona dziś. ![]()
Napisał, że jestem agresywna i brzydzi się tym, że oskarżam go o zoofilię.
I żebym już zmieniła forum.
I że jego wszystkie kobiety rozumieją, bo on im mówi o swoich uczuciach.
Hę? Czyli że ja nie jestem kobietą chyba sugeruje?
P.S. Ale że podsłuch w koszyczku zamontujesz?
I kurcze, swoim nickiem zbrukał moja ulubioną książkę o kkzb ![]()
Typowe dla niego, obrzucić wydumanymi zarzutami osobę, która się z nim nie zgadza. Tu masz próbkę mojej próby rozmowy z nim:
http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php?pid=706064#p706064
A na podsłuch gdzieś miejsce znajdziemy ![]()
Mi się jego nick kojarzy z Wichrowymi Wzgórzami... To książka o KKZB?
A na podsłuch gdzieś miejsce znajdziemy
Lepsze niż koszyczek? Kapturek?
Interesująca propozycja, na pewno rozważę
. Ale możesz dać więcej, może pojawią się ciekawsze rozwiązania ![]()
He, patrzę na poprzedni mój post i stały błąd. Niby wiem, że na początku zdania piszemy "mnie" a i tak uporczywie piszę "mi"
. To się chyba nazywa "natręt językowy".
Interesująca propozycja, na pewno rozważę
. Ale możesz dać więcej, może pojawią się ciekawsze rozwiązania
Kurcze, dla prostackiego kołka to wierszyk napisałeś.....
Ty chcesz, żeby mnie w końcu zbanowali? Bo wiesz - oprócz Koszyczka i Kapturka to juz chyba nic więcej nie mam ![]()
Wilku - jestem pod coraz większym wrażeniem... Tak "Wichrowe Wzgórza" - to klasyka związku kkzb.
Kurcze, tyle lat byłam pod wrażeniem jak ta Katy była kochana przez Heathcliff'a. Chora miłość.
Kurcze, dla prostackiego kołka to wierszyk napisałeś.....
Powiem szeptem, żeby inni nie słyszeli
To był Tuwim (fraszka pt. Na pewnego endeka, co na mnie szczeka). Wierszy nie pisuję, ani nawet nie czytam (poza renesansowymi erotomanami).
Ty chcesz, żeby mnie w końcu zbanowali? Bo wiesz - oprócz Koszyczka i Kapturka to juz chyba nic więcej nie mam
- Marysia masz cycki?
- Mam.
- To czemu nie nosisz?
To tak odnośnie tego, że nic więcej nie masz
. I jeśli piszę od rzeczy, to proszę o wyrozumiałość, poziom zmęczenia odpowiada co najmniej 3 promilom.
Wilku - jestem pod coraz większym wrażeniem... Tak "Wichrowe Wzgórza" - to klasyka związku kkzb.
Odświeżyłem to sobie jakoś z rok temu, ale czytałem jako powieść gotycką, nie szukałem wątków o KKZB.
niekochana72 napisał/a:Ty chcesz, żeby mnie w końcu zbanowali? Bo wiesz - oprócz Koszyczka i Kapturka to juz chyba nic więcej nie mam
- Marysia masz cycki?
- Mam.
- To czemu nie nosisz?To tak odnośnie tego, że nic więcej nie masz
. I jeśli piszę od rzeczy, to proszę o wyrozumiałość, poziom zmęczenia odpowiada co najmniej 3 promilom.
Ale że liczysz, że "pociągnę" temat? ![]()
Sprytny jesteś - od razu zgrabne usprawiedliwienie...
A Ty co nosisz? ![]()
To fajnie, wiesz, mam tak ze raz mam to gdzies a czasmi czuje ze on nie zasluguje na nic dobrego. Dzis mam taki wieczor ze czuje to drugie.
Anitko, a tak w kwestii formalnej, możesz mi wytłumaczyć po co / dlaczego Ty ciągle się W OGÓLE nim interesujesz? Przecież już tak dobrze sobie radziłaś ![]()
Po co zbierasz z eteru informacje o nim? Przecież doskonale sobie zdajesz sprawę z tego, że Cię to rozwala. Za każdym razem. Więc skoro znasz już tę prawidłowość, to (bez względu na to, czy mu się należy życie takie czy inne) może warto ustawić sobie firewalla na niego i wiadomości z jego świata i okolic. Przynajmniej do momentu, aż nie przestanie Cię to wykańczać. Ja tam nie chcę wiedzieć nic o psychofagu - umarł i nieżyje. A Ty po co ciągle trzymasz te zwłoki w lodówce? Myślisz, że odżyją?
Lupus napisał/a:niekochana72 napisał/a:Ty chcesz, żeby mnie w końcu zbanowali? Bo wiesz - oprócz Koszyczka i Kapturka to juz chyba nic więcej nie mam
- Marysia masz cycki?
- Mam.
- To czemu nie nosisz?To tak odnośnie tego, że nic więcej nie masz
. I jeśli piszę od rzeczy, to proszę o wyrozumiałość, poziom zmęczenia odpowiada co najmniej 3 promilom.
Ale że liczysz, że "pociągnę" temat?
Sprytny jesteś - od razu zgrabne usprawiedliwienie...
A Ty co nosisz?
Ale ja pociągnę - Niekochana nosi, całkiem niezłe.
A teraz Lupus zasłania uszy.
Niekochana i reszta, wiecie co się dzieje z cyckami na skutek używania wioseł? Przeżywają drugą młodość. Norrrrmalnie, mówię Wam.
A Ty co nosisz?
Awarka, bo ma bidny młodzieńcze zapalenie kości (ale nie dziwota, skoro 10 czerwca miał góra 10 kg, a teraz ma 28 kg).
Ale ja pociągnę - Niekochana nosi, całkiem niezłe.
Pochwaliła Ci się?:P
Strony Poprzednia 1 … 92 93 94 95 96 … 405 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Warto przeczytać w tym dziale
Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2026