Przepraszam, Dziewczyny, ostatnio się słabo uaktywniam. Trochę działam w podziemiu i na ?drugim kanale?
, trochę wracam do reala, ale przy tym temacie muszę się uaktywnić. No bo właśnie na drugim kanale powstał taki temat ? z czym musimy się zmierzyć na detoksie. Poniżej będzie sporo, ale jak komu się nie chce ? może iść spać 
Otóż wydaje mi się, że moim (a może i części z Was) problemem jest poradzenie sobie z pewnym bardzo silnym uczuciem. Od wielu miesięcy tłumiłam w sobie GNIEW. W pierwszej chwili, kiedy odkryłam to co odkryłam w temacie zdrady miałam taki oto dylemat: uwolnić gniew ? zabić tchórzo-kłamcę, zakopać go w ogródku a potem siedzieć w pierdlu za człowieka
, czy przetrwać cały ten koszmar z jako taką godnością, spacyfikować TO w sobie i żyć dalej. Nie siedzę w więzieniu, więc już wygrałam. Niepotrzebnie jednak przez kolejne miesiące popadłam w jakieś koszmarne odrętwienie i tłumiłam TO w sobie nadal. Przez to gniew do tchórzo-kłamcy obrósł dodatkowo w złość na samą siebie ? za to, że nadal godziłam się na to, co było nie akceptowalne i nawet próbowałam się doszukać w tym mojej winy a potem dawałam wciągać się w grę potęgującą i tak koszmarne uczucie poniżenia. A tłumiony gniew i złość na siebie to też dobry sposób na wsadzenie siebie do więzienia, tyle że psychicznego. To właśnie ten stłumiony stan popycha zdezorientowane kobiety w próbie wyładowania niezrozumiałej energii do zemst i obsesyjnych myśli. To on powoduje, że przestają odróżniać mściwość od sprawiedliwości albo miłość do niego od nienawiści do siebie. Starałam się, by wszystko, co do tej pory robiłam było TYLKO sprawiedliwe a nie JUŻ mściwe, ale też robiłam to kosztem własnej psychiki. Może gdyby mi odwaliło i zniosłabym w furii pół świata z powierzchni ziemi, byłoby mi lżej? W którymś momencie postanowiłam, że żeby przeżyć i nie zwariować MUSZĘ spróbować przekuć tę negatywną energię w coś dla mnie. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, nie potrafiłam nazwać tej energii ? ból, lęk, tęsknota, rozpacz, pustka, bezsilność ? a na końcu tego wszystkiego - GNIEW. Tak naprawdę, to może zamiast wyrzucać swoje wnętrze na forum, zapisywać się na wiosła i walić w bębny powinnam pójść na boks albo strzelnicę
, ale wybrałam formy zespołowe, bo instynktownie czułam, że tylko ludzie są dla mnie ratunkiem, żeby nie oszaleć, nie zdziczeć i nie zgorzknieć. Ludzie ? którzy, po wszystkim, w czym żyłam i co ostatnio przeszłam, pokażą mi, co jest NORMALNE, że W OGÓLE świat normalnych wartości istnieje. Było mi to też potrzebne, żeby rozładować gniew fizycznie i żeby nie próbować kombinować ze światem chorych uczuć, emocji, popędów, który docelowo by mnie zniszczył.
To było sprzężenie zwrotne ? siła gniewu zaczęła pracować na mnie. Nie wiem, jak jeszcze daleko, nie mam pojęcia, w jakim punkcie jestem, mam jeszcze, fak, mnóstwo problemów z ogarnięciem tego wszystkiego, ciągle daję się wciągać w jakieś emocjonalne gierki, ale przynajmniej już chyba wiem, z czym walczę. Tak sobie myślę, że pozbycie się gniewu to pierwszy krok do wybaczenia ? samej sobie.
Widzicie, od dziecka uczono nas, że kobiecie z gniewem nie do twarzy, no obciach, kurna, tak wziąć i wpaść w złość, albo nie daj Boże wściekłość. Uczono nas albo tej bzdury albo (tak jak moja mama) ? gniewu neurotycznego i bezpłodnego. To mężczyzna ma prawo do zrobienia pięścią dziury w ścianie, do zrobienia rozpierduchy w postaci wojny albo rewolucji, ma prawo do spektakularnego wyrzygania gniewu plus widowiskowego zapicia się.
Nam nie wolno. My mamy być wyrozumiałe i kojące. Otóż, moje drogie, gówno prawda. Ja całe życie przyzwyczajona do wpojonych mi w kontekście gniewu mitów ? na jednym krańcu kobiety-anioła a na drugim - kobiety-histeryczki, gdy tylko ktoś podnosił na mnie głos natychmiast wycofywałam się i zaczynałam przepraszać. Niby umiałam się też wydrzeć ale to zawsze ja pierwsza szłam na zgodę, wyciągałam rękę i tłumaczyłam się. Jak mój pies, kiedy nastąpi mu się na łapę, to mimo doznanego bólu macha ogonem i przeprasza, że podstawił tę łapę. Ale on taki jest, bo z przytuliska, wiernopoddańczy, dziękczynny, że obdarzam go tym nadepnięciem mu na łapę. A co robimy my wszystkie? Mężczyźni zawiedli nas w najważniejszych sferach a my kulimy się w sobie, zapadamy się w czarne dupy, chcemy ratować, uleczać, latami pokornie tkwimy w obraźliwych dla nas związkach lub też próbujemy wybaczać najgorsze zbrodnie na nas dokonywane. Następuje się nam na łapę, a my PRZEPRASZAMY. A co my z przytuliska jesteśmy?
I wiecie co? Tak sobie pomyślałam, że my, cholera, mamy prawo do naszego gniewu. Mamy prawo do tego pierwotnego słusznego gniewu na skutek doznanych krzywd.
Mam też jeszcze jedną ? super seksistowską myśl ? możemy to zrobić lepiej niż mężczyźni, bo my możemy być KREACYJNE. Niech, do k*wy nędzy, nasz gniew będzie twórczy. Stwórzmy coś nawet malutkiego, ale niech to będzie przekucie zła w dobro, złości w radość, pustki w pełnię. Każda z nas o czymś marzy, każdej przechodzą koło nosa jakieś okazje, każda coś potrafi, albo zawsze chciała coś potrafić. Kto powiedział, że rzeczy wygenerowane w gniewie są złe. Nieprawda. Są FANTASTYCZNE, bo pełne pasji. L&C namalowała najpiękniejszy, jaki widziałam portret przerażonej dziewczyny z profilem faceta w tle, Domek wykańcza swoje mieszkanie, ja sobie bazgrolę i gram na bębnie. I fajnie jest.
Psychofagi nie są warte naszego gniewu, za to my jesteśmy warte, żeby z tego gniewu powstało coś fajnego. Może to mocno naciągany przykład, ale to jest jak z rodzeniem dzieci. Oni już nam dali swój plemnik ? to co nam zrobili może nas zapłodnić i możemy, cholera, urodzić fantastyczne COŚ. Ile z nas ma dzieci z psychofagami? Prawie każda na tym forum. I co? Te dzieci są fantastyczne. Może nie są idealne, ze złotymi loczkami na główce, z czerwonym paskiem na świadectwie i czarnym pasem w karate, ale są cudowne. To samo z naszymi płodami gniewu. Zawsze chciałaś się nauczyć piec torty? Ucz się. Upiecz ich pięćdziesiąt, niech będą krzywe, zakalcowate i oklapnięte, rozdaj je sąsiadom (i tak się ucieszą na darmowy tort), a Ty piecz dalej, aż się nauczysz. Napiszemy tę książkę. Może to będzie anty-bestseller roku, może totalny gniot, ale będziemy się z niej cieszyć. Może dla którejś z Was aktem kreacji stanie się jej ciało. Gdyby ktoś powiedział mi rok temu, że będę z murzynem grać na bębnie ? zaśmiałabym się w twarz. Poszłam tam, żeby przywalić w cokolwiek a wyszło na to, że bez tego walenia tygodnia sobie nie wyobrażam. W moim przypadku kierunek był nieuświadomiony ? intuicyjnie robiłam COŚ, COKOLWIEK i miałam farta, że trafiłam tam, gdzie znalazłam coś swojego. Teraz wydaje mi się, że potrzebny jest jednak pierwiastek uświadomienia ? świadomy akt przekuwania złości w kreację umożliwia łatwiejsze wydobycie się z czarnej dupy. Takie świadome przekierowanie gniewu z tego, KTO nam zło wyrządził na odnalezienie sfer, które zaczną pracować na NAS jest właściwsze.
Nieuświadomiony gniew, nazywany wszystkim innym tylko nie gniewem (ból, lęk, tęsknota, rozpacz, pustka, bezsilność) powoduje, że kierujemy go albo autodestrukcyjnie na siebie albo na Bogu ducha winne otoczenie. Od kiedy uświadomiłam sobie, że to on jest najgorszą rzeczą, jaką zasiał we mnie psychofag i od kiedy postanowiłam, że wykorzystam ten gniew jako biopaliwo ? zaczęłam się uśmiechać i odzyskałam trochę kontroli nad sobą.
Powstało pewnie mnóstwo książek na temat radzenia sobie z gniewem i pewnie to co tu piszę jest już dawno odkrytą i nieświeżą prawdą, ale piszę ją sobie, bo to pisanie też jest formą mojego pozbywania się tego goowna i mam do tego prawo
(stoję przy mikrofonie, niech mnie która przegoni)
Mam nadzieję, że to moje przemyślenie którejś z Was się na coś przyda ? skoro mnie się przydało. W końcu po to tu jesteśmy, żeby skracać sobie drogę przez mękę poprzez dzielenie się swoimi ?odkryciami?.