Dzięki Dziewczyny za porady w sprawie wymeldowania. Po głębszym namyśle, chyba odpuszczę. Rozjuszy się Fernando i będzie niemiło. I tak zawraca głowę swoją niestabilnością emocjonalną za bardzo.
Chyba ma dół weekendowy, bo pijaniuśki jak bela melduje o swoim nieustającym uczuciu. Co się nawali, to mnie kocha. Nawala się coraz częściej, kocha coraz bardziej. To bardzo zabawne. Dla mnie.
Rozbawiło mnie łez pytanie: jak bardzo Ci mnie brakuje?
Nie, czy brakuje (niedosyt psychofaga jako największe szczęście nie mieści się w opustoszałej łepetynie).
Jak bardzo? Na moje, że raczej wcale, czyli nie bardzo, a nawet w ogóle - szyderczy śmiech. Ja to umiem kłamać. Ale on nie wierzy. NIE MOŻE MI GO NIE BRAKOWAĆ!!! To jest niemożliwe, nieuczciwe, nieludzkie, niewiarygodne.
Czy brakuje mi pieniędzy? - Tylko tych niezapłaconych w maju alimentów. No tak, jestem wredna. Wypominam, a on się stara. To znaczy dużo mówi, mało płaci. Ale chciałby. A ja to olewam i nie wierzę, że chciałby.
Może jestem porąbana, ale jak bardzo chcę, to robię. Nie gadam, nie obiecuję, tylko wykonuję i się cieszę.
Czy jakiś specjalista przedstawi mi możliwą "drogę rozwoju" kłopotliwego byłego męża?
Pije coraz częściej, jeszcze się z tym kryje przed najbliższym mu aktualnie otoczeniem, ale ewidentnie jest na drodze pijackiej. Pije między pobytem u nowej damy a odwiedzinami u mamusi (ma takiego kumpla, z który zawsze popijał, pewnie korzysta z tej mety znowu). Wyjeżdża od pani trzeźwy, do mamusi dociera (pewnie skacowany) względnie przytomny. W jego mniemaniu nie pije, bo nikt tego na oczy własne nie ogląda. Ale zawsze w takim ciągu dzwoni i zawraca mi gitarę. A ja wiem, że jest nawalony, ćwiczyłam te stany dostatecznie długo, żeby mieć pewność. Nie widzę, a wiem. Zastanawiam się kiedy znowu wyleci z pracy. Nie - czy wyleci, tylko kiedy? Pewnie niebawem. Na pewno przez wredotę pracodawcy (jak zwykle), co się nie poznał jaki super fachowiec mu się trafił.
Historia powtarza się po raz kolejny. Pewnie ostatni, bo w branży już wszędzie ma wilczy bilet.