Witajcie dziewczynki 
Mam kompa, mam neta, wróciłam do Was
Nadrobiłam czytanie zaległych postów i jestem na bieżąco... jak zwykle DZIAŁO SIĘ!!!!
Domku,
przytulam mocno!!! No, co jest, Kochana???Jesteś młoda, zdrowa, śliczna, mądra. Masz znajomych, przyjaciół, masz nas. Masz pracę, swoje lokum, ukochane autko. Jesteś wolna i niezależna. Pokochaj w końcu siebie, ciesz się każdą chwilą życia. To Twoje życie i nie trać go na jakieś pieprzone dołki. Wyłaź, słyszysz??? Ja mogę Ci tylko zazdrościć miejsca, w którym się znajdujesz, bo wszystko przed Tobą. MOŻESZ WSZYSTKO!!! Więc nosek do góry! OK?
Grejs,
ja do decyzji o rozwodzie dochodziłam aż 8 lat. Ale nie byłam na tym forum i popełniałam ciągle błędy dawania kolejnej szansy. Teraz wiemy, ze ani dawanie kolejnej szansy, ani straszenie nic nie daje. Trzeba być konsekwentną i to jedyna droga do zmian - jeśli jeszcze nie jest za późno na zmiany lub do zakończenia niesatysfakcjonującego związku, ktory nas wyniszcza. Życzę konsekwencji i siły.
Tarantello,
to że Twój psychofag nas podczytuje, nie ma dla mnie najmniejszego znaczenia. Mnie osobiście, jest nawet przykro, ze mój tego nie robi, że o mnie nie walczył, nie prosił o powrót. Czuję się przez to taka nieważna dla niego i jest mi przykro, że go zupełnie nie interesuję. Wiem, ze to tylko znak, ze powinnam jeszcze nad soba popracować, nad miłością do siebie. Zrobiłam juz duzo w tym kierunku, ale ta przykrość wskazuje, że jeszcze nie wszystko.
Twój post:
Tarantella napisał/a:Dużo rzeczy mija na tym świecie. Miłość czasem też. Choć nie zawsze przecież. Chciałyśmy, żeby ONA była na zawsze, żebyśmy byli parą staruszków trzymających się za ręce w parku, ale nie wyszło. Ale to nie NAM, Sylnova, nie wyszło tylko IM nie wyszło. Fakt. Może nie byłyśmy idealne - może nie byłyśmy piękne jak Nicole Kidman (ale oni też nie byli Tomem Criuse), może nie byłyśmy mądre, jak Curie-Skłodowska (ale oni też nie byli Pierrem Curie), może nie zawsze miałyśmy ogolone nogi (ale oni też nie zawsze mieli), może nie byłyśmy zawsze spokojne i uśmiechnięte jak Dżiokondy (a oni próbują robić z siebie portret Doriana Greya), może nie byłyśmy sexmaszynami (chociaż oni siebie za nie uważali). No, nie byłyśmy idealne ale byłyśmy uczciwe i próbowałyśmy do końca dotrzymywać umów. I TO nam wyszło. A to mało? Im ta najważniejsza rzecz w życiu nie wyszła - uczciwość. My próbowałyśmy DO KOŃCA a oni poddali się na pierwszym zakręcie, za którym stała jakaś laska.
(itd)
jest rewelacyjny.
Własnie tak - jesteśmy w porządku. Byłyśmy szczere w swojej miłości, starałysmy się o nią dbac tak jak umiałyśmy. To oni nas okłamywali, zdradzali i nie kochali.
Paszli won!!! Nie są warci ani jednej naszej łzy i ani jednej chwili naszego cierpienia za takie nas potraktowanie, za to swoje kombinowanie i zwykłe tchórzostwo.
Trzeba zająć się sobą, kolezanki. SOBĄ - tak jak mówi Tarantella - sporty, ksiązki, znajomi, przyjaciółki, praca, nowe hobby, pasje, cokolwiek - kwiatki, szmatki, ogródki, szarlotki i serniki. Zając się sobą, zaopiekować małą dziewczynka w środku, znaleźć białego kotka. Wstać i iść. Do przodu, nie ogladąć się wstecz. Do przodu, jak Niekochana w sukience i na szpilkach. Atrakcyjne, mądre, wspaniałe kobiety, znające swoją wartość, pewne siebie i tego czego chcą i do czego dążą.
Dobrego weekendu, Kochane 