marynarka napisał/a:Nadaj coś optymistycznego, bo dzisiaj dopadło mnie znowu widmo wielkiej czarnej d..y. Jeszcze nie na teraz, ale na za jakieś pół roku.
Optymistycznego powiadasz....
Ja jeszcze dwa dni temu miałam widmo czarnej dupy przed oczami - finansowej. Strasznie się firma zakaszlnęła - cala ekipa klientów na wakacjach, przejedliśmy vacik, przejedliśmy zysk oraz spłatę za towar. A to oczywiście moja wina, albowiem układ jest deko psychofażny - co małż Kriss zarobi - ma pokryć wszystkie wydatki i Kriss tak ma kręcić żeby było.
Oczywiście sygnały wysyłam: skarbie, stan konta taki a taki, na kartach tyle a tyle, najpilniejsze zobowiązania tyle a tyle.
Przyjmuje kolega do wiadomości, a motto dnia brzmi: z dupy ci nie wytrzasnę. Odpowiadam: ja tym bardziej. Koniec rytuału.
Ponieważ ci cholerni Grecy (jak ja tego narodu nie znoszę, wrrr) i cała reszta narobili paniki na giełdach - waluta mi skacze jak opętana, no nawet na tym zarobić się nie da.
Mówię sobie - i ch*j trudno, najwyżej. Do 25 (termin vatu) jeszcze całe cztery dni. Cztery dni to kupa czasu. Ewidentnie wszystko się może zdarzyć. No i wczoraj dwóch klientów zamówiło na przedpłatę, w walucie i poprzesyłalo nawet potwierdzenia przelewów! Ha!
Nie na darmo całe rano buzowałam się energią rockową przy księgowaniu. Dobra energia wytrysnęła, popędziła i wróciła z kasą
A Ty mi Marynarka marudzisz że cośtam za pół roku. Kochana pół roku, to jest jakiś niewyobrażalny szmat czasu, dla mnie z planami nie do ogarnięcia. Jak widzisz w jeden dzień moje życie rodzinne, seksualne, ciężarne i konsumpcyjne uległo zmianie o 180 stopni i znowu jadę na koniku. Zaraz kaska jedna mi się zaksięguje, to jeszcze urwę na kino i restaurację z negocjacji walutowych.
Albowiem też częścią czarnej dupy (mojej) był fakt że małż mię zaprosił do kina na sobotę - zaproszenie wyszło w poniedziałek - i kombinowałam skąd on bieduś kasę weźmie na ten zbytek. A tu bach! Szarmancko będzie miał! Biedroneczek jeden.
Także nic się nie martw, kombinuj ale bez parcia bo to wykańcza okrutnie. O tyle masz fajniej że nie musisz robić dobrej miny - bo ja to robię (durnowata) żeby nie zadrażniać - małż jest megawrażliwy na niemanie kasy, albowiem ucina mu to to i owo. A to mi bardzo, ale to bardzo nie odpowiada.
Droga Tarantello - ja jednego nie kumam. Dlaczego Ty się boisz że on tu jest i to czyta. Dlaczego chciałaś zwiać? A czego tu się bać? Przecież on jest nic, pyłek, robaczek, glistka. Umie czytać - i się chwali. Niech sobie poczyta. Po co się ukrywać, wstydzić, wypierać?
Przecież Ty jesteś ponad to. To co tu pisałaś -jest Twoje, szczere, mało tego - jestem przekonana że wielu osobom pomogło - dlaczego pierwszy odruch "w nogi!"?
Luzik Kochana. Olej dziada. Poczyta, to poczyta. I tak nie zrozumie, zresztą kogo to obchodzi wogóle. Olewka.
Sory za porównanie ale to mi się od razu kojarzy jak facet pobije kobitę i ona się zaraz wstydzi, ukrywa, cuduje żeby nie było że zerwała. A koleżanki błaga - tylko mu nie mówcie, że wiecie. No po prostu bez sensu. Wyrabiaj sobie Kochana pozytywne odruchy. Olewaj dziada. Ja wiem że macie jeszcze tam jakieś zobowiązania - ale to czy on to poczyta czy nie - nie wpłynie na jego ewentualne decyzje. To to kim on jest - wpłynie. Przecież nie będziesz mu pyłków spod stóp usuwać żeby mial humorek i dla jego poprawienia większego - zapragnął odwalić szopkę z bycia porządnym człowiekiem. On po prostu taki nie jest. I nic ani nikt nie ma na to wpływu. Bo on z założenia jest parszywy.
A z samopoczucia - czuję się git malina, załatwiłam sobie znieczulenie zewnątrzoponowe bo już mi się nie chce znowu iść na kozie męki. Jeszcze półtora miesiąca i pasożyt wyjdzie na wolność. Się doczekać nie mogę.