Anstawia napisał/a: Absum
a ja się cieszę, że nie jesteś jedną z tych osób, która wchodzi tu raz, zgarnia książki, które jej wysyłamy, mówi, że przeczyta i nigdy więcej nie wraca
Przeraziłam się że to o mnie...
w ogóle od kilku dni wiele spraw wokół mnie przeraża ... może zaczynam myśleć, analizować i patrzeć na rzeczywistość mnie otaczającą w jaśniejszy sposób.
Zaczęłam czytać "Kobiety, które ... " ale natłok myśli i wspomnień kilku ostatnich dni zamazują obraz i nie dają oderwać od siebie myśli.
Mój terapeuta pytał mnie czy biorę na siebie odpowiedzialność za innych, innym razem spytał czy chcę być najważniejsza ... pytał o to już jakiś czas temu, wtedy oczywiście zaprzeczyłam bo bycie najważniejszą skojarzyłam z egoizmem i przemądrzałością w pierwszym odruchu dopiero teraz po pewnym czasie wróciło podświadomie to pytanie i ... głośno wypowiedziane - "tak chcę być najważniejsza" bo najważniejsza to kochana i uszczęśliwiana
Chyba głośne powiedzenie tego co czuję wywołało lawinę ... myśli i uczuć ... natłok przerażający natłok wniosków ... i wypowiedzianych słów ... wypowiedzianych w eter do tego konkretnego słuchacza ...
niby nic, a jednak w niedziele posprzeczaliśmy się o głupotę ... cóż o samochód i o to że coś się dzieje dlaczegoś ... a on nie słucha i znów to robi- mój samochód, jeżdżę nim codziennie od dwóch lat tylko ja, ja widzę, obserwuję i dochodzę do wniosków, ale on mężczyzna, samiec alfa nie znosi tego że mam rację albo mówię coś z czym on się nie zgadza i do tego się przy swoim upieram ... niby nie powiedział niczego strasznego- bo wiele razy słyszałam gorsze słowa ale tym razem zabolało i zobaczyłam jego słowa w innym świetle ...
rozpadłam się ... stałam w ganku domu jego matki i płakałam ... płakałam i nawet nie weszłam na górę ... spytała co się stało, odpowiedziałam jej że mam dość tego związku i odchodzę, nie wiem kiedy ale zbieram siły i odchodzę ... to co stało się później z jednej strony mnie oczyściło a z drugiej strony przeraziło ... powiedziałam tylko dziecku naszemu po którego pojechaliśmy że zostanie i wróci z tatą po obiedzie a ja będę czekała na nich w domu ubrałam buty wzięłam torebke i wyszłam ... nie założyłam sztucznego uśmiechu i nie udawałam że jest okej, nie zmuszałam się zostać tam tylko zwyczajnie wyszłam ... za plecami usłyszałam tylko, mamo ja nie wiem co się ostatnio z nią dzieje!!! i tupot M. jak leciał za mna do samochodu
- gdzie jedziesz
- do domu, nie chcę tu być
- wróć zjemy i pojedziemy
- nie chcę, chcę jechać do domu
- proszę, cię. co się z tobą dzieje
- nie mam już siły, nie chcę z tobą być już dłużej, nie mam już siły życ takim życiem
- chodzisz na terapie ale ona ci nie pomaga
- właśnie że mi pomaga
- jakos nie bardzo
- a właśnie że doskonale, dzięki niej widze jak spieprzone jest nasze zycie, jak bardzo jest mi źle tak żyć
otworzyłam drzwi od samochodu, położyła torebke na siedzeniu i poszłam na swoje miejsce- cóz zabral mi torebke
- bez dokumentów tez pojadę!!!!
- odpal samochód a spuszczę ci powietrze z kół, nie puszczę cię samej w takim stanie, poczekaj spakuje K i jedziemy do naszego domu
Patrzył na mnie jak płaczę na ulicy obok samochodu w taki sposób że żal mi się siebie zrobiło, bo w tym spojrzeniu, w tonie głosu nie było złości ,pogardy była troska i przerażenie ...
siedziałam w samochodzie na głos płakałam, tak długo płakałam aż kompletnie spłynął mi tusz z rzęs ... płakałam i płakałam a ten płacz był ... no właśnie jaki? oczyszczający, zamiast żalu jak zwykle czułam w sobie determinację ... siłę , przestałam kiedy przybiegł do samochodu mały ...
No i niestety ... z samochodem wyszło na moje ... ten cholerny doopek wsadził mimo moich sprzeciwów radio ... kłócił się, że jak zwykle przesadzam, że oczywiście mechanik ze mnie i w ogóle takie tam inne ... a ten cholerny samochód nie odpalił ... to zasrane radio znów rozładowało akumulator ... nie wiem czy dlatego, że byłam w takim stanie emocjonalnym czy zadziałały mechanizmy obronne wybuchnęłam bez słowa śmiechem ... śmiałam się jak idiotka ... cóż to on musiał pchać a żeby było tego mało musiał przyznac mi rację ...
Przyjechaliśmy do domu i nie byłam w stanie nic zrobić łzy leciały mi jak strumienie , on podgrzał obiad a mi rosło w ustach
K pobiegł na podwórko a ja zaczęłam mówić ... nie walić pretensjami tylko mówić co czuję ... bez ogródek, rzeczowo i konkretnie
że wiele spraw dociera do mnie coraz jasniej
że rozpadłam się na milion kawałków i że nie dam sobie rady dłużej
że mam dość jego napadów złości
że każda kolejna sprzeczka, już nawet nie kłotnia a sprzeczka zabija we mnie coś
że coraz trudniej jest mi się poskładać
że chcę być najwazniejsza a nie jestem
że potrzebuję miłości a on nie jest w stanie mi tego dać
że wiem że zmuszam go do miłości i nie dziwie się że on mi ucieka
że kiedy są sytuacje takie a takie ja się czuję tak i tak
że nie mam siły
że jestem rozczarowana tym co zrobiliśmy z naszym życiem
że tak bardzo pragnę jego czułości i miłości że jestem wciąż gotowa i wciąż zabiegam o seks bo to jedyna okazja na czułość i miłość
że nie mam siły ciągnąc tego sama
że mam dość że większość problemów spada na moja głowę
że to, że tamto ...
co czuje kiedy wypije bo przecież wie jak bardzo tego nie znoszę a jednak to robi
że już niczego od niego nie chcę,
i jeszcze więcej więcej ... nie płakałam
a on ... cóż ja o niebie on o chlebie ... ja mówiłam jedno on słyszał drugie ... patrzył w podłogę i nie wiem co myślał ... zabolało mnie kiedy powiedział mi w którymś momencie że jestem śmieszna ... jestem bo skoro mówię że chcę być najważniejsza a nie jestem, bo potrzebuję jego szacunku i miłości a dostaję tylko krytykę i poczucie że jestem nic warta, nie ważna i nie kochana, że daje cała siebie aż nie zostaje nic dla mnie samej a on atakuje mnie mówiąc że jestem śmieszna bo "a ty niby co robisz" ręce mi opadają ... siły uciekają i przeraża mnie że nie wiem co ja jeszcze tutaj robię przy kims dla kogo nie jestem warta zbyt wiele ... spytałam czego on oczekuje ode mnie , że ja jestem w stanie powiedzieć czego chcę i czego oczekuję niech on mi powie czego oczekuje i potrzebuje ode mnie ... nic nie powiedział
Przeraża mnie to co widzę ... to że od dwóch dni chodzi na paluszkach, przytula, mówi, jest taki jak tego od niego oczekuję, "głaska po głowie", wieczorem i rano dobiera się do mnie ... a ja ... ja nie cieszę się z tych jego gestów ... nie "skaczę pod niebo" nie daje się zmanipulować seksem
Przeraża mnie świadomość że przy nim nie uda mi się żyć tak jak tego pragnę
Przeraża mnie że zdałam sobie sprawę że zmiana jego zachowania jest chwilowa i wymuszona moim stanem psychicznym a nie chęcią stałej zmiany, bo n się nie zmieni
Przeraża mnie że prawdziwy spokój osiągnę dopiero kiedy się rozstaniemy
Przeraża mnie samotność ...
tak wiele mnie przeraża i tak silne mam w sobie mechanizmy obronne że za chwilę wyprę z siebie wspomnienie tego uczucia żeby cieszyc się jak dziecko z chwilowej zmiany jego zachowania