Dzień dobry Kochane Kobietki!
Wracam do świata 
Odczytałam wszystko, czego nie udało się przeczytać przez ten przydługawy mój weekend 
Z uśmiechem wracam, choć leje 
Wczoraj wieczorkiem ogarniałam jeszcze buty i kurtki. Pawlaczy i szaf w przedpokoju mamy zatrzęsienie, więc maluchy mają swoją szafkę na wiszące kurtki, swoją na butki i zabawki do piachu i jeszcze kawałek jednej na jakieś tam badziewia
My z Niuńką mamy podwójna szafę na kurtki i wysoką na buty
Jeszcze mam trochę miejsca 
Jak mi się spało?
Dobrze.
Nie zachwytliwie, bo się przyzwyczajam na razie
Mam za wielkie, bo jeszcze nie ugniecione, poduchy i śpię najczęściej na "jasiu", bo mi za wysoko, aż mi ręce drętwieją
Zapach boazerii mnie wkurza i jej wredny kolor też trochę, ale muszę kupić jakąś farbę do drewna do wnętrz i po prostu pomalować jak te pozostałe jasne ściany. Będzie wtedy ok. Zaczynam powoli znajdować swoje rzeczy a nie drapać się w głowę szukając długopisu
Lubię wieczorem siedzieć.... w kuchni
Dość przestronna jest
Wiecie, podejrzewam, że do końca miesiąca będziemy się przyzwyczajały....
Maluszki trochę rozedrgane, czują się odrobinkę nieswojo - ale nie płaczą, biegają, rozrabiają, wiedzą już doskonale gdzie co jest
Szkoda, że leje dość często, w weekend to się tylko wybrałyśmy po zabawki i w niedzielę na przejażdżkę. Żal, że nie było zbiegu czasu i pogody jeszcze na wyjście na plac zabaw tu obok - bo fajny jest, a ja jeszcze się nie wyrobiłam, za dużo rzeczy do zrobienia na raz... Jak zobaczą jak bliziutko mają - to też im będzie przyjemniej. Bo na razie, to tylko już sobie zaskarbiły właścicielkę naszego sklepu pod blokiem 
Czasem troszkę po mnie "jeżdżą", szczególnie Karolka, o stary domek - teraz przyszedł czas na zarzuty wobec mnie niestety - jak tylko zwrócę o coś uwagę, że nieładne zachowanie (jak czasem się biją o coś
), to słyszę, że tamten domek był lepszy i jestem niedobra, bo tatuś napewno nie sprzedał. Tłumaczę, że nie kłamię, że jest mi przykro że tak mówi. Muszę mu powiedzieć, żeby w końcu je zabrał do siebie, niech one zobaczą, że on też już w innym miejscu mieszka. Troszkę to dzieciom wyprostuje sytuację - myślę. Ale spokojnie, nie ma tragedii. Przecież to normalne czułe serduszka i nie mogą, choć nawet takie małe, "przejść" obok tej przeprowadzki tak jakby to się nie zdarzyło. Nie mówią o tacie, nie pytają o niego... Nie wiem, czy naprawdę zrozumiały.....? Nie widziały go przecież 3 dni, no prawie 4, bo zobaczyły dopiero wczoraj po południu - a nie wspominały go...
Przejaśniło się w końcu u mnie 