Hej Hm.. ![]()
A co Ci się śniło?Coś fajnego?
21 581 2013-05-30 22:44:51
Podobne tematy
21 582 2013-05-30 22:51:03
Hej Hm..
A co Ci się śniło?Coś fajnego?
Żem w ciąży. To był bardzo realny sen z całą otoczką.
Zobacz w senniku ![]()
21 583 2013-05-30 22:57:45
Hej.
Zabka-k nie umiesz się zatrzymać, czy nie chcesz? Masz wybór i wolną wolę, możesz zdecydować czy chcesz być perfekcjonistką czy nie
***************
Zapadł wyrokMieszkanie zostało mi przyznane, jest rozwód
Rozprawy nie było, sąd wydał wyrok na podstawie mojego wnioskuJest luzik
Wiecie, ja już nawet nie mam ochoty dopatrywać się negatywów w innych
byłam arogancką świnią. Myślę, że mogłabym porównać się do samobójcy, który tuż przed śmiercią myśli tylko o sobie i swoim bólu, nie zwraca uwagi na otaczający go świat.
Umarłam, po to by narodzić się na nowo
Dopiero teraz czuję, że mogę zdecydować jak żyćMogę być marionetką w rękach innych, a mogę sama sterować swoim życiem
A inni? Zawsze zdaży się ktoś komu będę przeszkadzać, ale zawsze będzie ktoś komu będę się " podobać". Dużo zależy ode mnie
![]()
Jestem w miejscu, w którym chciałam być, gdy pisałam swój pierwszy post
Mam 32 lata, pracę, mieszkanie, pasję. Poznaję nowych ludzi. Uśmiecham się
Jestem zadowoloną singielkąDziękuję wam za wsparcie
Buziaki
Jestem świadoma, ze na razie nie chcę. Jestem świadoma, ze chcę umieć się zatrzymać.
Może się wynielam tą przeprowadzką, ale szczerze mówiąc - nie mam zadnego wsparcia w domu, dzieci - jeśli nianiu, babu i Gagu się nie zatroszczą, to są same.... Ten redny typ myśli jedynie o programach sportowych.... Ale już niedługo, już jutro!!!! Wiem, przez najbliższe 3 tygodnie będę zmieniać ustawienie na takie, które dla nas będzie racjonalne - gdzie co leży i czy jest pod ręką. Na rzie nie chcę się zatrzymać. Nie chcę, bo nie mogę.
Bo jeśli ja nie zechcę czegoś zrobić to ucierpią na tym dzieci.
Dziś przyjechał kolega zmontować TV. Był pod wrażeniem - widział mieszkanko, jakie "wzięłam". ![]()
Cieszę się
![]()
Mamy swój maleńki raj. Przytulny.
Firanki w oknach - każdej wg jej ulubień ![]()
"Trawka" na wymalowanym balkonie.
Ciepła kuchnia.
Miła łazienka.
Wypastowane podłogi.
KOLOROWO ![]()
Jeszcze tylko jutro do końca przeprowadzka, mega zakupy żywieniowe i LUZZZZZ!
A o 12.00 w sobotę w Dzień Dziecka odbieramy torta czekoladowego ![]()
I ja bym go chciała jeść łyzkami z dziećmi ![]()
I cały weekend dla nas - na place zabaw, wypad do centrum i w ogóle!
21 584 2013-05-30 23:00:47
Anstawia napisał/a:Hej.
Zabka-k nie umiesz się zatrzymać, czy nie chcesz? Masz wybór i wolną wolę, możesz zdecydować czy chcesz być perfekcjonistką czy nie
***************
Zapadł wyrokMieszkanie zostało mi przyznane, jest rozwód
Rozprawy nie było, sąd wydał wyrok na podstawie mojego wnioskuJest luzik
Wiecie, ja już nawet nie mam ochoty dopatrywać się negatywów w innych
byłam arogancką świnią. Myślę, że mogłabym porównać się do samobójcy, który tuż przed śmiercią myśli tylko o sobie i swoim bólu, nie zwraca uwagi na otaczający go świat.
Umarłam, po to by narodzić się na nowo
Dopiero teraz czuję, że mogę zdecydować jak żyćMogę być marionetką w rękach innych, a mogę sama sterować swoim życiem
A inni? Zawsze zdaży się ktoś komu będę przeszkadzać, ale zawsze będzie ktoś komu będę się " podobać". Dużo zależy ode mnie
![]()
Jestem w miejscu, w którym chciałam być, gdy pisałam swój pierwszy post
Mam 32 lata, pracę, mieszkanie, pasję. Poznaję nowych ludzi. Uśmiecham się
Jestem zadowoloną singielkąDziękuję wam za wsparcie
BuziakiJestem świadoma, ze na razie nie chcę. Jestem świadoma, ze chcę umieć się zatrzymać.
Może się wynielam tą przeprowadzką, ale szczerze mówiąc - nie mam zadnego wsparcia w domu, dzieci - jeśli nianiu, babu i Gagu się nie zatroszczą, to są same.... Ten redny typ myśli jedynie o programach sportowych.... Ale już niedługo, już jutro!!!! Wiem, przez najbliższe 3 tygodnie będę zmieniać ustawienie na takie, które dla nas będzie racjonalne - gdzie co leży i czy jest pod ręką. Na rzie nie chcę się zatrzymać. Nie chcę, bo nie mogę.
Bo jeśli ja nie zechcę czegoś zrobić to ucierpią na tym dzieci.Dziś przyjechał kolega zmontować TV. Był pod wrażeniem - widział mieszkanko, jakie "wzięłam".
Cieszę się![]()
![]()
Mamy swój maleńki raj. Przytulny.
Firanki w oknach - każdej wg jej ulubień
"Trawka" na wymalowanym balkonie.
Ciepła kuchnia.
Miła łazienka.
Wypastowane podłogi.KOLOROWO
Jeszcze tylko jutro do końca przeprowadzka, mega zakupy żywieniowe i LUZZZZZ!
A o 12.00 w sobotę w Dzień Dziecka odbieramy torta czekoladowego
I ja bym go chciała jeść łyzkami z dziećmi
I cały weekend dla nas - na place zabaw, wypad do centrum i w ogóle!
Fajny plan na dziecięce święto ![]()
Wszystko fajne wogle ![]()
21 585 2013-05-30 23:05:19
Ehdi,gdyby nie moja psina,nie byłoby mnie tu czyli na działce. ![]()
Bałabym się.Szczególnie w nocy.Brrr...
Mam nadzieję,że jakby co,to przynajmniej hałasu narobi.Bo Mika do psów obronnych nie należy. D)
Śpimy w jednym łóżku,chodzimy na spacery.O,przypomniało mi się.Miałam w necie poszukać informacji jak nauczyć psa spokojnego chodzenia na smyczy.Puszczam ją luzem,bo prawie się dusi tak gna do przodu. ![]()
Nie wiem,która z Nas ma jeszcze zwierzaka ale ja Ehdi na pewno Cię rozumiem. ![]()
21 586 2013-05-30 23:07:10
STEREOTYPY !!!!!!!!!! Kochana, myślisz stereotypami.
Samobójca zdecydowanie nie jest egoistą. To raczej osoba jak w transie......to człowiek złamany, zrezygnowany nie widzący innego wyjścia niż odejście (nie mylić z ucieczką)....... . To ani tchórzostwo ani bohaterstwo......... . I myśli się o innych. Myślałam o dzieciach, myślałam, ale chęć wyplątania się z czegoś co mnie przerosło, co nie dawało żadnej nadziei, była silniejsza. Wiedziałam, zdawałam sobie sprawę, że policja złoży wizytę w moim domu z powiadomieniem. Smuciła mnie oczywista reakcja dzieci, ale nie to było w tym czasie najważniejsze........owszem w tamtej chwili (chwili!!!!!) byłam ważna ja i moja rezygnacja. Najważniejsze było zaznać spokoju. Nie chciałam już nic czuć, słyszeć..... bezsilność, bezradność. To rezygnacja, świadomie podjęta rezygnacja. I wierz mi, nie jest łatwo podjąć taki krok......nie było łatwo.Rozwodu baaardzo ci gratuluję i cieszę się razem z tobą
![]()
![]()
Piszesz, że dopiero teraz możesz decydować jak żyć....a tak naprawdę to decydowałaś o tym już dawno
. To jest właśnie psychika
, płata ona nam różne figle. Rozumiem co czujesz, bo i ja po rozwodzie tak się czułam. Czułam się WOLNA
(chociaż de facto wolna już byłam kilka miesięcy przed rozwodem).
Super, że się uśmiechasz
![]()
![]()
!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Zofia - a ja przyświadczę Anstawii!
Byłam przez całe moje zycie niejednokrotnie w takiej sytuacji, w jakiej nikt nie chciałby być.
Myślałam o takich rozwiązaniach....
Przecież ja lata temu zaliczyłam już onegdaj po samodzielnych próbach wybrnięcia z sytuacji, leczenie psychiatryczne. Przecież wspominałam, że psychotropów nie lubię.
Może dlatego jestem tak silna, że każda sytuacja gdzie sił mi brak, gdzie łapałam za nóż, żyletkę, fiolkę z lekami - powodowała panikę, że TO NIE JEST ROZWIĄZANIE!!!!!
Bo ja chcę żyć, zawsze chciałam!
Odcierpieć i znaleźć rozwiązanie, nawet kosztem swoich pragnień, ale je znaleźć!
I nigdy, przenigdy nie zrobiłabym tego moim dzieciom!
Ja straciłam rodziców przez niezależne lub zależne od nich choroby.
DLA MNIE PRÓBA ZAMOBÓJSTWA TO PÓJSCIE NA ŁATWIZNĘ!
Nie zmienię Zofia zdania na ten temat, zbyt wiele przeszłam, zbyt wiele przeżyłam, nigdy tak naprawdę nie spróbowałam tego do końca.
Stałam niejednokrotnie z nożem w ręce....
Ale zawsze moje wnętrze krzyczało - nie jesteś adresatem tego noża, Ty sobie tego nie zrobiłaś sama!!!!
Nie, moja rezygancja, to było by usprawiedliwienie. A taka??????????????
Nie.
NIE!
Samobójstwo to pójście na łatwiznę i oczekiwanie, iż splendory i łaski przyjdą po śmierci a Ty je będziesz oglądać z góry.
To jest własnie KKZB!
21 587 2013-05-30 23:10:43
Zgadzam się, że samobójstwo to najłatwiejsze rozwiązanie.
Tak sobie myślę Zofio jak musiało Ci być źle wtedy, jak musiałaś wyć wykończona.
Chciałam o coś zapytać już dawno..
Tak bardzo byłaś zagubiona, że nie pomyślałaś o dzieciach, że mogły Ciebie stracić?
21 588 2013-05-30 23:11:45
beosa napisał/a:Hej Hm..
A co Ci się śniło?Coś fajnego?Żem w ciąży. To był bardzo realny sen z całą otoczką.
Zobacz w senniku
Aż w dwóch sprawdziłam.
W każdym to samo.
Baardzo optymistyczne interpretacje ![]()
A o czym marzysz jeśli to nie tajemnica?
21 589 2013-05-30 23:15:18 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-05-30 23:22:38)
hm... napisał/a:beosa napisał/a:Hej Hm.. :)
A co Ci się śniło?Coś fajnego?Żem w ciąży. To był bardzo realny sen z całą otoczką.
Zobacz w senniku :)Aż w dwóch sprawdziłam. :) W każdym to samo. :) Baardzo optymistyczne interpretacje :)
A o czym marzysz jeśli to nie tajemnica?
Mam pewne pomysły na zmiany. Jak wdrożę to powiem. Chwilę to potrwa :)
Na razie to plan.
I to tak by się w śnie odbiło myślisz? Myślałam, że to takie luźne raczej.
A marzeń jako marzeń to jest kilka. Coś by się tam chciało.
Jedna chęć wychodzi na pierwszy plan, chęć, która pozwoli zrealizować marzenia, która pozwoli żyć jak chcę.
21 590 2013-05-30 23:16:46
a ja coś wpadłam w doła. Doszły do mnie pewne rzeczy do świadomości
to jak bardzo dałam zjeść swoją duszę najpierw rodzicom, a później mężowi. Zdałam sobie też sprawę jak bardzo on mnie załatwi finansowo i nie mam nikogo po swojej stronie
.
Nie wycofam się oczywiście ale wkurza mnie to, że tyle zainwestowałam a teraz zostane z niczym. Pewnie dla pieniędzy będę musiała zrezygnować z pracy, którą lubię i pewnie znowu pójdę w kierat bez szans na pisanie czy cokolwiek. Na razie staram się do siebie tych myśli nie dopuszczać.
Dodatkowo zaczęły się pojawiać jakieś durne fantazje w mojej głowie odnośnie jednego faceta i to jest nienormalne. Nie wiem czy w tym moim mózgu jakiś bezpiecznik walnął, czy ja lobotomii potrzebuję ? Kolesia nie znam i nawet nie chcę poznać. Tylko skąd te durne myśli włażą mi do głowy. Kolejne projekcje nie mające żadnego oparcia w rzeczywistości. Jezu muszę się trzymać.
Ehdi, przeczytaj mnie - ostatnie posty choćby!!!!
DWA LATA SPOKOJU I BYCIA ZE SOBĄ!
Nie rób sobie krzywdy, przestań patrzeć na facetów jak na wybawców!!!!
Bądź odpowiedzialna za swoje życie!
Sama dla siebie!
Sama się przytul a nie do psiaka!
Nie szukaj wybwacy, nie patrz na facetów, bo nie znajdziesz tak bratniej duszy kiedy będziesz jej tak szukać wzrokiem!
Po prostu dopasujesz sobie kogoś do siebie znowu!
Ehdi!
Ja starsza jestem grubo, dużo głupot sama sobie narobiłam, z każdej wyciągam wniosek.
Jedno czego chcę - być sama ze sobą.
Nawet motylki mi nie są potrzebne ![]()
Potrzebna samej sobie jestem JA ![]()
I mimo tego co możesz pomysleć, chodzę na dyskoteki, na piwo, rozmawiam z facetami, lubię wyglądać.
Ale wszystko co robię - robię tylko dla siebie.
Po pierwszych 3 m-cach odstawienia - już nie mam tych inklinacji szukania wybawcy.
Bo w końcu zrozumiałam, że wybawca spowoduje większe problemy.
Najbliższe lata są dla mnie, by odkryć, jaka naprawdę jestem i czego naprawdę chcę, co lubię i jak uwielbiam spędzać mój czas. Kolegów mam całe mnóstwo. Jestem lubiana. Ale żaden z moich obecnych, byłych czy przyszłych znajomych nie musi być moim kochankiem na jedną czy dwie noce. Ani tym bardziej w ogóle nie powinien być moim partnerem w mojej wyobraźni!
21 591 2013-05-30 23:34:50
I najgorsze z możliwych to kiedy przebywanie z kimś Cię męczy. Znasz to?
Dawkować samej/mu wedle uznania
Znam to Hm, ale u mnie to spostrzeżenie wyniknęło troszku z ostatnich zdarzeń ![]()
Nienawidzę, nie zniosę obiecywania! Nie o Ciebie chodzi, żeby było jasne, Ty sama wprost mi napisałam na priva.
Chodzi o kogoś, kogo tu nigdy nie będzie ![]()
Zmiana zdania, tak radykalna, po 2 godz, to oznaka tego, ze ktoś kompletnie nie wie, co mówi! ![]()
A ja uwielbiam szczerość a nie zarzekanie się!
Mam dzieci, dom, pracę, swoje ja. Wiele, naprawdę wiele rozumiem. Nie rozumiem głupoty i słów na wiatr.
Nie rozumiem braku odpowiedzialności i konsekwencji.
Jakbyś się przyjrzała, to byś może wyczuła, że o moją psiapsiółę chodzi. Przesadziła - delikatnie. Ale to był ten moment, którego nie zdzierżyłam
I ja nie chcę, żeby ona teraz się nad wyraz starała, bo tak robi. Ja bym chciała żeby dorosła. A nie sądzę, by na razie dała radę ![]()
Ja sobie radę dam - mam siebie, moje dzieci, moich znajomych.
Już umiem poprosić o pomoc
Choć mi to ciężko przychodzi...
Ale Ty się domyślasz, że znajomych mam mnóstwo i jakoś nikt mi dotąd nie odmówił, jak tylko raczyłam wprost powiedzieć
Ile mnie kosztuje mówienie wprost, że potrzebuję pomocy
Choćby rady?
I wiesz....
Głuuuupie to jest. Ja wiem, że głupie....
Zamorduj mnie Hm i i nie tylko Ty... ![]()
Happy dobitnie zrozumie te lody cassatte
I jak mnie przepędzi
I dobrze
![]()
Za każdą pomoc odwdzięczać bym się chciała prezentem, wypłatą, jakimś czymś wymiernym.... Bo to zawsze czyjś czas, czyjaś praca, czyjeś koszty...
Chyba czas, by za pomoc po prostu powiedzieć dziękuję i nie czuć się finansowo zobligowanym....
Oj, nie wiem....
Ojjjjjj!!!!!!
21 592 2013-05-30 23:46:27
1. nieświadomie robić to, co dla nas złe
2. świadomie robić to, co dla nas złe
3. świadomie robić, to co dla nas dobre,
4. nieświadomie robić to, co dla nas dobreUcieszyło mnie to - jestem na początku trójeczki:) Fajnie, że istnieje 4, dopytałam i dzieje się tak, że to dbanie o siebie może być naturalne. Gdzie jesteście Wy?
A ten ręcznik to jak gada ?
Szczerze?
2/3![]()
Ale naprawdę świadomie 2/3 ![]()
O wiem, że choć się z tą 2 wybielam, to wiem, sama przed sobą wiem, że od lipca nie będę miała wyjścia, nie znajdę usprawiedliwienia, by robić cokolwiek na swoją niekorzyść
Nie wytyczam sobie niemożliwych do zrealizowania dat, terminów, schematów
Już mniej na siłe, więcej na zrozumienie.
Fakt, usprawiedliwiam się w pewnych kwestiach. Ale sama jestem świadoma, że znajdowanie kolejnych usprawiedliwień będzie sztuczne, na siłę
Wiem to, wiem ![]()
Mpje ręczniki gadają "przytul mnie" ![]()
4 będzie za parę lat świadomego "bycia" - o to mi chodzi chyba, do tego dążyłam, idąc na terapię, choć moje terapeutka mnie tego nie mówi, ja muszę mówić sama
Czego chcę i jak to widzę ![]()
21 593 2013-05-30 23:50:41
beosa napisał/a:Hej Hm..
A co Ci się śniło?Coś fajnego?Żem w ciąży. To był bardzo realny sen z całą otoczką.
Zobacz w senniku
Wow!
Rozumiem FB!
Ale sny - jeśli są, są do poetyckiego domniemywania ![]()
Chodzi o coś nowego HM, nie o dziecko ![]()
Coś radykalnie nowego od podstaw ![]()
Nie strać szansy ![]()
21 594 2013-05-31 00:01:54 Ostatnio edytowany przez beosa (2013-05-31 00:09:19)
Edytuję,ponieważ zbyt długo pisałam i wiele postów się pojawiło ![]()
Temat:
Kwestia postrzegania samobójstwa jako tchórzostwa.
Ja się nie zgadzam,to nie jest pójście na łatwiznę i najłatwiejsze rozwiązanie.
WTEDY nie myśli się takimi kategoriami.Ja przynajmniej tak nie myślałam.
Kiedy wszystko wymyka się z rąk,wszystko i wszyscy są przeciwko nam,nikt nas nie rozumie,a jeżeli już to nie może nam pomóc bo czasu nie da się cofnąć...
Widzi się świat tylko w czarnych barwach,cokolwiek bym nie zrobiła i tak byłoby źle...
To są emocje.Skrajne.Myślenie i postrzeganie jest zaburzone.To jest ostatni krzyk,wołanie o pomoc...
I ten ułamek sekundy decyduje czy TO zrobimy,czy nie.Jedni się w porę wycofają,inni nie zdążą.
Ja dwukrotnie chciałam zakończyć tę szopkę zwaną życiem. ![]()
Za pierwszym razem pomyślałam o dzieciach - były malutkie,nie pamiętałyby nic,ale być może wychowywałby je ten debil albo co gorsza jego matka... Druga myśl -nie mogę zrobić tego moim Rodzicom...Zawróciłam.
Następnym razem nie mogłam się tylko zdecydować jak TO zrobić.Bałam się,że mogą mnie odratować,albo co gorsze zostanę kaleką,Każdy sposób wydawał się ryzykowny,nie dawał 100% pewności.
Żyję.Ale gdybym nie żyła,czy świat nie toczyłby się dalej?
Dzieci? i tak są okaleczone psychicznie,będą dźwigały ten ciężar patologi do końca życia.Takiego "dzieciństwa"nie da się zapomnieć.
Rodzice?przeżywali by bardzo,ale czy teraz na starość nie zafundowałam im ogromnego stresu związanego z moją decyzją o rozwodzie?I przez tyle lat obarczałam ich swoimi problemami...
To na pewno nie byłaby ucieczka!
Ja po prostu chciałam się usunąć,nie przeszkadzać więcej nikomu.Chciałam zrobić dobrze sobie i innym.Życie toczyłoby się dalej.........................................
21 595 2013-05-31 00:31:50
Beosa - ja też chciałam nie przeszkadzać.
Tylko że ja dośc szybko zrozumiałam, że sobą orzeszkadzam samej sobie na siłę chciejącej być w danej relacji.
Nie umiem tego wytłumaczyć, ja nie umiem tego określić.
Ja zawsze byłam ze swoimi problemami sama.
Mnie nauczyło dzieciństwo.
We mnie jest większa ciekawość co przede mną niż rezygnacja.
Zawsze dużo czytałam, w 3 klasie podstawówki byłam już zakochana w Chłopach i niestety Kolumbach....
Jak się poznaje życie ze wszech stron i jest się samemu, to się myśli....
Moja charakterystyka DDA, to "aniołek", dziecko, którego nie ma.
Takie dziecko nigdy nie popełni samobójstwa. Bo tego dziecka nie ma, po co ma to robić?
W życiu spotkało mnie wiele złego. Ale wtedy byłam sama.
Teraz nie jestem. Więc tym bardziej tego nie zrobię.
Nigdy tego nie zrobię.
Z każdym dniem jest lepiej.
Kiedyś nie byłam odpowiedzialna za sytuacje, które mnie spotykają.
Odkąd stałam się dorosła, staram się nawet nieświadomie, wyciągać wnioski i podobnych rzeczy sobie samej nie robić.
Popełniam błędy, ale zawsze inne.
Żaden dupek nie sprawi że popełnię samobójstwo, skoro mnie do tego własny ojciec nie doprowadził!
Byłam dzieckiem i potrafiłam!
To jak miałabym nazwać to teraz???? Bohaterstwem?
Wybaczcie, nie!
Samobójstwo to ostatni krzyk rozpaczy "ratujcie mnie"!
Jeśli koniecznie macie taką potrzebę róbcie to tak, by tę prośbę o ratunek zauważył ktoś mądry.
Nie umiem nic innego powiedzieć, wiele róznych dróg i sytuacji widziałam, byłam świadkiem. Nie chodzi o mnie.
Zawsze był to ogromnie zatrważający krzyk o ratunek, że może w końcu ktoś zobaczy i pomoże.
A nie decyzja bohaterska.
Tak moje drogie przemyślcie, przeanalizujcie....
Tak na spokojnie, nie broniąć za wszelką cenę własnych decyzji.
21 596 2013-05-31 00:41:24
Kochane ja wszystko co teraz robię, robię dla siebie. Żabko kochana nie szukam wybawcy, absolutnie po prostu coś mi nie zatrybiło w mózgu i powstało chwilowe zwarcie. Wiem, że nie mogę sobie "dopasowywać" bo będzie kolejny ZONK
i dupa blada.
No i jeszcze z dziewczynami Walkirią i Mają się teraz "kłócę" ech.... normalnie już sam człowiek nie wie co można, a co nie
. Jutro (a właściwie dziś) dzień terapeutyczny. Muszę sobie poskładać makówkę bo kiepsko ostatnio ze mną. Teraz myślę o malowaniu ścian.
Żabko kochana do mojego piesa uwielbiam się przytulać. Siebie też sam się staram, choć jak mówiłam chwilowo jestem w rozstroju ale chyba dziś był dzień kiedy stwierdziłam, że się składam.
21 597 2013-05-31 02:06:03
Żaden dupek nie sprawi że popełnię samobójstwo, skoro mnie do tego własny ojciec nie doprowadził!
Byłam dzieckiem i potrafiłam!To jak miałabym nazwać to teraz???? Bohaterstwem?
Wybaczcie, nie!Samobójstwo to ostatni krzyk rozpaczy "ratujcie mnie"!
Jeśli koniecznie macie taką potrzebę róbcie to tak, by tę prośbę o ratunek zauważył ktoś mądry.
Nie umiem nic innego powiedzieć, wiele róznych dróg i sytuacji widziałam, byłam świadkiem. Nie chodzi o mnie.
Zawsze był to ogromnie zatrważający krzyk o ratunek, że może w końcu ktoś zobaczy i pomoże.
A nie decyzja bohaterska.
Tak moje drogie przemyślcie, przeanalizujcie....Tak na spokojnie, nie broniąć za wszelką cenę własnych decyzji.
To może ujmę inaczej.Uważam,że nie należy samobójstwa rozważać w kategoriach tchórzostwo,bohaterstwo.
To bardziej kwestia odporności psychicznej,charakteru poszczególnych ludzi.Każdy ma swój sposób na życie,każdy ma inny próg wytrzymałości...
Tak,to jest krzyk o ratunek.Bezsilność,niemoc.Impuls.Koniec. Albo początek...jeśli się w porę wycofasz...
Nie bronię za wszelką cenę tylko próbuję wytłumaczyć...nie jestem tak silna jak Ty...a może jestem,skoro już nie chcę znikać i biorę się z życiem za bary ? ![]()
Potrzebowałam więcej czasu żeby pewne rzeczy zrozumieć,łatwiej znaleźć pomoc niż 15 lat temu,dorosłam,zahartowałam się.
Teraz ciekawa jestem co przyszłość przyniesie... ![]()
Potrzeby nie czuję i już nigdy nie dopuszczę takich myśli do siebie.Wiem do kogo mogę się zwrócić,jakby coś. ![]()
Pozwolę sobie na zmianę tematu
Przyszłość...
Koleżanka zaproponowała mi wizytę u wróżki.Takiej "sprawdzonej".Przepowiada (zgaduje???) z 90% sprawdzalnością.Naprawdę. ![]()
Boję się,ale i trochę korci.
Macie jakieś doświadczenia?
21 598 2013-05-31 06:43:54
Raki......chyba nie przechodziłam przez te etapy po rozstaniu. Raczej je zaliczałam przed......zdecydowanie przed rozstaniem. Dzień 11 marzec 2011r to dzień zwrotny w moim życiu. Zaliczałam punkt 3 i 4 chyba jednocześnie......... . Moja świadomość wiedziała już co dobre dla mnie a podświadomość jeszcze przywoływała iluzję, z którą walczyłam, odganiałam. Ale od tego dnia nie zrobiłam świadomie czy też nie, niczego co nie było dla mnie dobre. Byłam ostrożna, rozważna, przewidująca. Od tego dnia załatwiłam mnóstwo spraw (więcej jak przez ostatnie 24 lata) i nie popełniłam błędu, niczego nie mogę sobie zarzucić ......raczej powiedzieć mogę, że jestem z siebie dumna.
21 599 2013-05-31 09:21:21 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2013-05-31 15:51:52)
Witajcie ![]()
Samobójstwo to decyzja, jak każda inna.
Życie w toksycznym związku to też samobójstwo.
Przede wszystkim jest to odebranie sobie prawa do szczęśliwego życia.
Myśli samobójczych miałam wiele. Ostatnio w styczniu tego roku. Zawsze miałam powód by żyć.
Raz, po tym jak M powiedział mi, że pali trawę przeze mnie, nacięłam sobie przedramię.
Psychiatra pytał się mnie czy poczułam ulgę. Ulgę??? Pfff... codziennie patrzyłam na czerwoną bliznę na ręce i zastanawiałam się jak mogłam sobie taką krzywdę zrobić? Do tego sama sobie ścięłam włosy na jeżyka. To była manifestacja: jest mi źle!
Włosy odrosły, blizna jest blada ale widoczna. Nigdy już się tak nie skrzywdzę.
Jestem przekonana, że ten kto przeżył samobójstwo, może żyć szczęśliwie, bo dostał szansę, którą warto mądrze wykorzystać.
Raki, co do tych 4 punktów, jestem zdecydowaną czwóreczką ![]()
Miłego dnia wszystkim!!
21 600 2013-05-31 09:38:48
Zofia - a ja przyświadczę Anstawii!
Byłam przez całe moje zycie niejednokrotnie w takiej sytuacji, w jakiej nikt nie chciałby być.
Myślałam o takich rozwiązaniach....
Przecież ja lata temu zaliczyłam już onegdaj po samodzielnych próbach wybrnięcia z sytuacji, leczenie psychiatryczne. Przecież wspominałam, że psychotropów nie lubię.
Może dlatego jestem tak silna, że każda sytuacja gdzie sił mi brak, gdzie łapałam za nóż, żyletkę, fiolkę z lekami - powodowała panikę, że TO NIE JEST ROZWIĄZANIE!!!!!
Bo ja chcę żyć, zawsze chciałam!
Odcierpieć i znaleźć rozwiązanie, nawet kosztem swoich pragnień, ale je znaleźć!I nigdy, przenigdy nie zrobiłabym tego moim dzieciom!
Ja straciłam rodziców przez niezależne lub zależne od nich choroby.DLA MNIE PRÓBA ZAMOBÓJSTWA TO PÓJSCIE NA ŁATWIZNĘ!
Nie zmienię Zofia zdania na ten temat, zbyt wiele przeszłam, zbyt wiele przeżyłam, nigdy tak naprawdę nie spróbowałam tego do końca.
Stałam niejednokrotnie z nożem w ręce....
Ale zawsze moje wnętrze krzyczało - nie jesteś adresatem tego noża, Ty sobie tego nie zrobiłaś sama!!!!Nie, moja rezygancja, to było by usprawiedliwienie. A taka??????????????
Nie.
NIE!
Samobójstwo to pójście na łatwiznę i oczekiwanie, iż splendory i łaski przyjdą po śmierci a Ty je będziesz oglądać z góry.
To jest własnie KKZB!
....................wiesz Zabko.............chyba nie można jednoznacznie powiedzieć...........uświadomił mi to film Oszukane. Radzenie sobie lub nie, z kłopotami, być może zależy od charakteru, natężenia problemu/emocji, chwili. Na ekranie zobaczyłam dwie różnie reagujące, dojrzałe kobiety.......matki, które wychowywały nie swoje córki (doszło w szpitalu do zamiany dzieci). Jedna matka patrzy na swoją rodzoną córkę z miłością, tęsknotą, żalem. Kocha bezgranicznie, pragnie bliskości. Na drugiej matce wiadomość o zamianie dzieci nie robi takiego wrażenia, nie budzi takich emocji. Ta kobieta tylko przyjaźnie przytula rodzoną pociechę i nie ma w niej tych uczuć co w tamtej. Różnie też reagują dzieci (prawie 18 latki). Jedna nie chce znać prawdziwej matki, boi się odrzucenia przez tą która ją wychowywała. Ta druga pragnie być z prawdziwą rodziną, lekceważy kobietę, która ją wychowywała.
Nigdy wcześniej nie miałam takich prób...... a myśli ?.....tak, raz miałam. Kiedyś mi taka myśl zaświtała, ale to była jakaś chwilka słabości, tylko chwilka (po którejś tam zdradzie męża i kolejnych problemach finansowych).
Nie wahałam się. Ułożyłam plan. Podjęłam decyzję i realizowałam ten plan. W ciszy, milczeniu, spokojnie go realizowałam. Nikt nie wiedział, nie domyślał się. Działałam świadomie a przygotowywałam się chyba trzy dni (już zacierają się wspomnienia). Zdobyłam leki, wybrałam hotel (za miastem w lesie), sprawdziłam koszty pochówku (do dziś nie wiem po co, bo przecież i tak pochować by mnie małżonek musiał, nawet za pożyczone pieniądze- jak zwykle mieliśmy dołek finansowy). Noc przed, spałam u mamy.....wróciłam do domu tylko po to, żeby uporządkować niezałatwione sprawy/dokumenty. Nie widziałam się z dziećmi i mężem.
Ja się nie wahałam ! Nie widziałam innego wyjścia, no nie widziałam! To było jedyne rozwiązanie, jedyne możliwe, słuszne, dobre. Nie rozpatrywałam tego w ramach, co będzie "po". "Po" nie było, zwyczajnie nie było....była tylko świadomość, że dzieci to będą przeżywać.....wiedziałam o tym. To było ważne i jednocześnie bez znaczenia, bolało i jednocześnie tego bólu nie czułam. Byłam zmęczona, bardzo zmęczona. Chciałam odpocząć, zasnąć. Pragnęłam nic nie czuć. Dosyć miałam wszystkiego, ale chyba przede wszystkim siebie. Dla mnie właśnie było to rozwiązanie ! Jedyne!!! Nie widziałam innego !!!!!!! Inne nie istniały !!!!! Zabko nie chciałam żyć ! Miałam WSZYSTKIEGO dosyć ! Nie było żadnego nawet światełka w tunelu. Taka beznadzieja życia, bycia. W hotelu zameldowałam się o godz. 12. Zapłaciłam za 3 dni. Spałam. Od 12 spałam z małymi przerwami. W przerwach paliłam, myślałam, ale były to cały czas myśli rezygnacyjne. Rozmawiałam z mężem. Nie dałam poznać po sobie, nie dałam mu odczuć. Rozmawiałam z nim o dzieciach. Mówiłam co dla nich dobre (!!!!! a więc o nich myślałam - dopiero w tej chwili zdałam sobie z tego sprawę, w tej chwili odgrzebałam z pamięci tę rozmowę). Nie zorientował się, że to jest żegnanie się. Nie chciałam żeby zorientował się. Leki miałam połknąć po zachodzie słońca. Kolejny raz budziłam się kiedy było już ciemno i to był ten czas.
Czy próba samobójcza to pójście na łatwiznę ? ........... wiem, że nie. Wiem, że to chwila lub wiele chwil, w których człowiek sobie nie radzi, nie widzi sensu i wiem, że nie zrozumiesz....kiedyś też nie rozumiałam i myślałam jak ty. Dziś mam inne zdanie.
Nie czekałam na żadne splendory.......właściwie to nie wiem co masz na myśli i o jakich splendorach myślisz.
Wracając do życia czułam rozczarowanie i słyszałam własne słowa, jestem rozczarowana. Nie rozumiałam tych słów ale dobrze czułam ich znaczenie. Ogólnie nie rozumiałam co się dzieje......nie wiedziałam nawet kim jestem. Nie byłam Olką, matką , żoną, człowiekiem. Byłam myślą "rozczarowanie", byłam uczuciem "rozczarowania", nie wiedząc właściwie o co chodzi. Trudno mi to opisać....brakuje mi słów.
Czułam ogromne ROZCZAROWANIE i nie wiedziałam co jest powodem tego uczucia. Rozczarowanie, to chyba była dalsza rezygnacja.........długo nie miałam żadnych uczuć, emocji. Czułam się jak studnia bez dna - to było polekowe (relanium). Dobrze pamiętam noc, w której wracały uczucia. Pojawił się żal, smutek, gorycz....to od takich uczuć zaczęłam od nowa "czuć" jakiekolwiek emocje. Pamiętam, że przez 3 noce wylewałam łzy (to nie był płacz, płacz w rozumieniu płacz a bardziej wracanie świadomości), mając jakieś króciuteńkie wizje i przeróżne odczucia. Lekarze czekali na ten moment i z uśmiechem na ustach mówili, wraca pani do zdrowia. Nie rozumiałam jeszcze nic, ich uśmiechu, słów. Zdrowie ? życie? śmierć? - nic z tego nie rozumiałam. Dobrze pamiętam dzień, w którym padło z moich ust słowo, dzieci. Płakałam już świadomie. To wtedy dotarło do mnie, że mam dzieci, że jestem matką i jaką krzywdę chciałam im zrobić. Od tego dnia marzyłam o spotkaniu z nimi. Chciałam powiedzieć im jak bardzo ich kocham, przytulić. Chciałam im też powiedzieć, że nie poradziłam sobie z sytuacją, że przerosła mnie, że się pogubiłam i kocham ich ponad wszystko. Wiedziałam, zdawałam sobie sprawę, że muszę być w rozmowach z nimi ostrożna/mądra. Wiedziałam, że słowa mają ogromną moc i można słowem okaleczyć. Prosiłam psycholog dziecięcą o pomoc. Postępowałam zgodnie z jej podpowiedziami, wskazówkami. Gotowa byłam kłamać, zatajać, tylko by ich nie skaleczyć. Udało się !
Reagowali jak chciałam. Ta rozmowa zaniepokoiła ich, ale też uspokoiła.....przede wszystkim uspokoiła.
Psychotropów mi nie podawano. Dostawałam convulex, lek na poprawę nastroju. Musiałam przyjmować go. Bez niego było beznadziejnie a życie nie miało sensu....od dawna go już nie biorę, nie potrzebuję. Cieszę się życiem. Korzystam z niego.
CZy kiedykolwiek podejmę taką próbę ? Wydaje mi się, że nigdy tego nie zrobię, ale też wiem, że nasza psychika płata nam okrutne figle. Nauczona sytuacją, w chwilach bardzo złych pobiegnę do psychiatry z prośbą o pomoc. Wiem, że wtedy tak powinnam była zrobić, teraz to wiem. Wiem, że w tamtym czasie potrzebowałam pomocy lekarza.
Myślę, że samobójstwo to ucieczka przed sobą, od siebie......... ale pewności nie mam
Wiem, że to niełatwa decyzja i odwagą jest targnięcie się na swoje życie i mam tego pewność.
Temat jest jeszcze dla mnie drażliwy..........popłakałam się (a jednak mogę płakać), ale te łzy oczyszczają
.
21 601 2013-05-31 11:36:35
Zgadzam się, że samobójstwo to najłatwiejsze rozwiązanie.
Tak sobie myślę Zofio jak musiało Ci być źle wtedy, jak musiałaś wyć wykończona.
Chciałam o coś zapytać już dawno..
Tak bardzo byłaś zagubiona, że nie pomyślałaś o dzieciach, że mogły Ciebie stracić?
Stracić ? Nie myślałam tak. Myślałam o dzieciach, ale .......nie tak jak piszesz. One były ważne i nieważne zarazem. Chciałam ich dobra. O tym rozmawiałam z mężem 3 godziny przed. Mówiłam mu o nich wiele, mówiłam co trzeba im dać, jacy są, czego potrzebują ( i nie o sprawach materialnych mówiłam).
To nie jest najłatwiejsze rozwiązanie.
To działanie w "transie" desperacyjnym. Zdawałam sobie sprawę, że odejdę i baaaardzo tego chciałam. Miałam świadomość, że to koniec. Nie bałam się.
Napisałam w hotelu list. List do mamy. Właśnie go odgrzebałam.....zaczęłam od słów, "Boże co on mi zrobił ! Co zrobił swoim dzieciom !". Piszę co przeżywałam, jak się czułam i że się ŁUDZIŁAM, że będzie w tym małżeństwie dobrze a łudzić się przestałam. Piszę: "dlaczego to zrobiłam ? Bo nie widzę nic dobrego, pozytywnego..... Bardzo kocham chłopców, ale nie mogę im nic dać, nawet przykładu dobrej rodziny" . Proszę mamę, by nie wyjawiała na razie dzieciom prawdy...... piszę dalej, "ciężko mi" , "to była trudna decyzja, ale nie miałam innego wyjścia", "Wybaczcie mi. Bardzo was kocham". Jest też zdanie, "mam nadzieję, że Bóg ich oceni" i pisałam to o mężu i jego kochance.
Hm...było mi źle bardzo. Wiedziałam, zdawałam sobie sprawę, że dzieci mnie stracą. Ważne to było i jakże bez znaczenia.
Dobrze, że sięgnęłam po ten list. Odświeżyłam sobie pamięć.......myślałam o dzieciach.......
Rezygnacja, bezsensowność, takie dojście do ściany. Dzisiaj już nie stoję pod ścianą, na drodze bez wyjścia. Dziś jest już dobrze
. DZiś potrafię cieszyć się słońcem, dniem, nocą, ale przede wszystkim tym, że ochroniłam swoje dzieci przed nim. Nie zadłuży ich, nie pociągnie na dno. Chłopcy sami będą pracować na swoją przyszłość bez ingerencji ojca. Nie zawierzą mu, nie zgodzą na firmy, pożyczki, świadczenia. DZiś wiedzą, że jest oszustem, krętaczem. Odbierają go jako "zwichrowanego", "zaburzonego" i nie za moją przyczyną. Nie raz mieli okazję doświadczyć na własnej skórze jego przedziwnych zachowań, ale tym razem ja nie ingerowałam, nie tłumaczyłam go, nie broniłam.
21 602 2013-05-31 11:40:22
beosa napisał/a:hm... napisał/a:Żem w ciąży. To był bardzo realny sen z całą otoczką.
Zobacz w sennikuAż w dwóch sprawdziłam.
W każdym to samo.
Baardzo optymistyczne interpretacje
A o czym marzysz jeśli to nie tajemnica?Mam pewne pomysły na zmiany. Jak wdrożę to powiem. Chwilę to potrwa
Na razie to plan.
I to tak by się w śnie odbiło myślisz? Myślałam, że to takie luźne raczej.A marzeń jako marzeń to jest kilka. Coś by się tam chciało.
Jedna chęć wychodzi na pierwszy plan, chęć, która pozwoli zrealizować marzenia, która pozwoli żyć jak chcę.
I mocno trzymam kciuki i życzę powodzenia i realizacji marzeń. Realizuj je kochana
i żyj szczęśliwie
.
21 603 2013-05-31 11:58:56
Ehdi napisał/a:a ja coś wpadłam w doła. Doszły do mnie pewne rzeczy do świadomości
to jak bardzo dałam zjeść swoją duszę najpierw rodzicom, a później mężowi. Zdałam sobie też sprawę jak bardzo on mnie załatwi finansowo i nie mam nikogo po swojej stronie
.
Nie wycofam się oczywiście ale wkurza mnie to, że tyle zainwestowałam a teraz zostane z niczym. Pewnie dla pieniędzy będę musiała zrezygnować z pracy, którą lubię i pewnie znowu pójdę w kierat bez szans na pisanie czy cokolwiek. Na razie staram się do siebie tych myśli nie dopuszczać.
Dodatkowo zaczęły się pojawiać jakieś durne fantazje w mojej głowie odnośnie jednego faceta i to jest nienormalne. Nie wiem czy w tym moim mózgu jakiś bezpiecznik walnął, czy ja lobotomii potrzebuję ? Kolesia nie znam i nawet nie chcę poznać. Tylko skąd te durne myśli włażą mi do głowy. Kolejne projekcje nie mające żadnego oparcia w rzeczywistości. Jezu muszę się trzymać.
Ehdi, przeczytaj mnie - ostatnie posty choćby!!!!
DWA LATA SPOKOJU I BYCIA ZE SOBĄ!
Nie rób sobie krzywdy, przestań patrzeć na facetów jak na wybawców!!!!
Bądź odpowiedzialna za swoje życie!
Sama dla siebie!Sama się przytul a nie do psiaka!
Nie szukaj wybwacy, nie patrz na facetów, bo nie znajdziesz tak bratniej duszy kiedy będziesz jej tak szukać wzrokiem!
Po prostu dopasujesz sobie kogoś do siebie znowu!Ehdi!
Ja starsza jestem grubo, dużo głupot sama sobie narobiłam, z każdej wyciągam wniosek.Jedno czego chcę - być sama ze sobą.
Nawet motylki mi nie są potrzebne
Potrzebna samej sobie jestem JAI mimo tego co możesz pomysleć, chodzę na dyskoteki, na piwo, rozmawiam z facetami, lubię wyglądać.
Ale wszystko co robię - robię tylko dla siebie.Po pierwszych 3 m-cach odstawienia - już nie mam tych inklinacji szukania wybawcy.
Bo w końcu zrozumiałam, że wybawca spowoduje większe problemy.Najbliższe lata są dla mnie, by odkryć, jaka naprawdę jestem i czego naprawdę chcę, co lubię i jak uwielbiam spędzać mój czas. Kolegów mam całe mnóstwo. Jestem lubiana. Ale żaden z moich obecnych, byłych czy przyszłych znajomych nie musi być moim kochankiem na jedną czy dwie noce. Ani tym bardziej w ogóle nie powinien być moim partnerem w mojej wyobraźni!
Podpisuję się pod tymi słowami. Też tak myślę, czuję ![]()
"Potrzebna samej sobie jestem JA
" to jest kwintesencja mojego myślenia, esencja życia
.
21 604 2013-05-31 13:53:15
Edytuję,ponieważ zbyt długo pisałam i wiele postów się pojawiło
Temat:
Kwestia postrzegania samobójstwa jako tchórzostwa.Ja się nie zgadzam,to nie jest pójście na łatwiznę i najłatwiejsze rozwiązanie.
zgadzam się z tobą.
WTEDY nie myśli się takimi kategoriami.Ja przynajmniej tak nie myślałam.
Kiedy wszystko wymyka się z rąk,wszystko i wszyscy są przeciwko nam,nikt nas nie rozumie,a jeżeli już to nie może nam pomóc bo czasu nie da się cofnąć...
Widzi się świat tylko w czarnych barwach,cokolwiek bym nie zrobiła i tak byłoby źle...
To są emocje.Skrajne.Myślenie i postrzeganie jest zaburzone.
oczywiście, że nie myśli się tymi kategoriami i jest to myślenie zaburzone. zdecydowanie jest to myślenie zaburzone.
To jest ostatni krzyk,wołanie o pomoc...
tak, ale jeśli ktoś informuje. Ten co działa, nie mówi a działa, nie potrzebuje pomocy, nie jest mu ona potrzebna. Chyba słyszałaś od bliskich samobójcy, że mówią, nic nie wskazywało, nic nie mówił/ła.
I ten ułamek sekundy decyduje czy TO zrobimy,czy nie.Jedni się w porę wycofają,inni nie zdążą.
nie ułamek. U mnie ten stan trwał kilka dni. Wiedziałam czego chcę i co zrobię. Zdawałam sobie z tego sprawę, ale.....ale byłam jak w transie, z zaburzonym postrzeganiem.
Ja dwukrotnie chciałam zakończyć tę szopkę zwaną życiem.
Za pierwszym razem pomyślałam o dzieciach - były malutkie,nie pamiętałyby nic,ale być może wychowywałby je ten debil albo co gorsza jego matka... Druga myśl -nie mogę zrobić tego moim Rodzicom...Zawróciłam.
Następnym razem nie mogłam się tylko zdecydować jak TO zrobić.Bałam się,że mogą mnie odratować,albo co gorsze zostanę kaleką,Każdy sposób wydawał się ryzykowny,nie dawał 100% pewności.
Zabezpieczyłam się przed odratowaniem. Dawka była potężna. Do dziś nie wiem jak mój organizm wytrzymał. To prawda, że nie sprawdzałam tego środka, ale 60 tabletek według mnie było ilością wystarczającą. U mnie zadziałała podświadomość. Kiedy spała świadomość, podświadomość działała. Pisałam sms-y, dzwoniłam. Rozmawiałam z kochanką męża, mężem i mamą. Nie pamiętam tych rozmów, ale mama mówiła mi, że nie chciałam zdradzić gdzie jestem. Do mamy dzwoniłam z pożegnaniem. Do męża i jego kochanki ????? nie wiem !!!! On nigdy nie powtórzył mi tej rozmowy.
Żyję.Ale gdybym nie żyła,czy świat nie toczyłby się dalej?
Dzieci? i tak są okaleczone psychicznie,będą dźwigały ten ciężar patologi do końca życia.Takiego "dzieciństwa"nie da się zapomnieć.
Rodzice?przeżywali by bardzo,ale czy teraz na starość nie zafundowałam im ogromnego stresu związanego z moją decyzją o rozwodzie?I przez tyle lat obarczałam ich swoimi problemami...
dokładnie jest jak piszesz.
Świat toczył by się dalej a moje dzieci ....one płaciły by dużą cenę. Owszem są okaleczone, bo świadome są ojca i całych problemów. Zapewne są "skrzywione", 'wypaczone", bo ich dom i życie takie było. Mama uczestniczyła w długach i do dzisiaj je spłaca. Świadoma była moich kłopotów. Znała mojego męża bardzo dobrze i zamartwiała się co dalej będzie. Gdybym nie przeżyła, moje dzieci musiały by się do niej przeprowadzić. Wyrzucił by je z domu - tego jestem pewna. To na niej spoczęła by walka z nim.
{
To na pewno nie byłaby ucieczka!
Ja po prostu chciałam się usunąć,nie przeszkadzać więcej nikomu.Chciałam zrobić dobrze sobie i innym.Życie toczyłoby się dalej.........................................
Nie rozpatrywałam tego wcale .......ani ucieczka ani nie ucieczka, ani bohaterstwo ani też tchórzostwo. Chciałam tylko odpocząć........odwagą jest jednak ta ostatnia decyzja, ten ostatni ruch.
21 605 2013-05-31 14:01:23
hm... napisał/a:I najgorsze z możliwych to kiedy przebywanie z kimś Cię męczy. Znasz to?
Dawkować samej/mu wedle uznania
Znam to Hm, ale u mnie to spostrzeżenie wyniknęło troszku z ostatnich zdarzeń
Nienawidzę, nie zniosę obiecywania! Nie o Ciebie chodzi, żeby było jasne, Ty sama wprost mi napisałam na priva.
Chodzi o kogoś, kogo tu nigdy nie będzie
Zmiana zdania, tak radykalna, po 2 godz, to oznaka tego, ze ktoś kompletnie nie wie, co mówi!
A ja uwielbiam szczerość a nie zarzekanie się!
Mam dzieci, dom, pracę, swoje ja. Wiele, naprawdę wiele rozumiem. Nie rozumiem głupoty i słów na wiatr.
Nie rozumiem braku odpowiedzialności i konsekwencji.Jakbyś się przyjrzała, to byś może wyczuła, że o moją psiapsiółę chodzi. Przesadziła - delikatnie. Ale to był ten moment, którego nie zdzierżyłam
I ja nie chcę, żeby ona teraz się nad wyraz starała, bo tak robi. Ja bym chciała żeby dorosła. A nie sądzę, by na razie dała radę
Ja sobie radę dam - mam siebie, moje dzieci, moich znajomych.
Już umiem poprosić o pomocChoć mi to ciężko przychodzi...
Ale Ty się domyślasz, że znajomych mam mnóstwo i jakoś nikt mi dotąd nie odmówił, jak tylko raczyłam wprost powiedziećIle mnie kosztuje mówienie wprost, że potrzebuję pomocy
Choćby rady?
I wiesz....
Głuuuupie to jest. Ja wiem, że głupie....
Zamorduj mnie Hm i i nie tylko Ty...
Happy dobitnie zrozumie te lody cassatteI jak mnie przepędzi
I dobrze
![]()
![]()
Za każdą pomoc odwdzięczać bym się chciała prezentem, wypłatą, jakimś czymś wymiernym.... Bo to zawsze czyjś czas, czyjaś praca, czyjeś koszty...
Chyba czas, by za pomoc po prostu powiedzieć dziękuję i nie czuć się finansowo zobligowanym....
Oj, nie wiem....
Ojjjjjj!!!!!!
Jeśli to prawdziwy przyjaciel dziękuję wystarczy ![]()
A jak się czasem piętroli na psa urok. Ja na sobievtylko w niektórych kwestiach pomagać mogę. A głupio mi i tak.
21 606 2013-05-31 14:03:06
hm... napisał/a:beosa napisał/a:Hej Hm..
A co Ci się śniło?Coś fajnego?Żem w ciąży. To był bardzo realny sen z całą otoczką.
Zobacz w sennikuWow!
Rozumiem FB!Ale sny - jeśli są, są do poetyckiego domniemywania
Chodzi o coś nowego HM, nie o dzieckoCoś radykalnie nowego od podstaw
Nie strać szansy
Tak
Ja wiem ![]()
21 607 2013-05-31 14:07:35 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-05-31 14:09:22)
Beosa - ja też chciałam nie przeszkadzać.
Tylko że ja dośc szybko zrozumiałam, że sobą orzeszkadzam samej sobie na siłę chciejącej być w danej relacji.
Nie umiem tego wytłumaczyć, ja nie umiem tego określić.
Ja zawsze byłam ze swoimi problemami sama.
Mnie nauczyło dzieciństwo.
We mnie jest większa ciekawość co przede mną niż rezygnacja.
Zawsze dużo czytałam, w 3 klasie podstawówki byłam już zakochana w Chłopach i niestety Kolumbach....
Jak się poznaje życie ze wszech stron i jest się samemu, to się myśli....Moja charakterystyka DDA, to "aniołek", dziecko, którego nie ma.
Takie dziecko nigdy nie popełni samobójstwa. Bo tego dziecka nie ma, po co ma to robić?
W życiu spotkało mnie wiele złego. Ale wtedy byłam sama.
Teraz nie jestem. Więc tym bardziej tego nie zrobię.Nigdy tego nie zrobię.
Z każdym dniem jest lepiej.
Kiedyś nie byłam odpowiedzialna za sytuacje, które mnie spotykają.
Odkąd stałam się dorosła, staram się nawet nieświadomie, wyciągać wnioski i podobnych rzeczy sobie samej nie robić.
Popełniam błędy, ale zawsze inne.
Żaden dupek nie sprawi że popełnię samobójstwo, skoro mnie do tego własny ojciec nie doprowadził!
Byłam dzieckiem i potrafiłam!To jak miałabym nazwać to teraz???? Bohaterstwem?
Wybaczcie, nie!Samobójstwo to ostatni krzyk rozpaczy "ratujcie mnie"!
Jeśli koniecznie macie taką potrzebę róbcie to tak, by tę prośbę o ratunek zauważył ktoś mądry.
Nie umiem nic innego powiedzieć, wiele róznych dróg i sytuacji widziałam, byłam świadkiem. Nie chodzi o mnie.
Zawsze był to ogromnie zatrważający krzyk o ratunek, że może w końcu ktoś zobaczy i pomoże.
A nie decyzja bohaterska.
Tak moje drogie przemyślcie, przeanalizujcie....Tak na spokojnie, nie broniąć za wszelką cenę własnych decyzji.
Samobójca myśli : będą mieli spokój jak się zabiję.
A kto ucieka Beosa? Odważny człek, który bierze się świadomie za własne życie?
A nie myśli się wtedy głównie o sobie, że ulga przyjdzie i spokój?
21 608 2013-05-31 14:21:30 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-05-31 14:24:50)
hm... napisał/a:Zgadzam się, że samobójstwo to najłatwiejsze rozwiązanie.
Tak sobie myślę Zofio jak musiało Ci być źle wtedy, jak musiałaś wyć wykończona.
Chciałam o coś zapytać już dawno..
Tak bardzo byłaś zagubiona, że nie pomyślałaś o dzieciach, że mogły Ciebie stracić?Stracić ? Nie myślałam tak. Myślałam o dzieciach, ale .......nie tak jak piszesz. One były ważne i nieważne zarazem. Chciałam ich dobra. O tym rozmawiałam z mężem 3 godziny przed. Mówiłam mu o nich wiele, mówiłam co trzeba im dać, jacy są, czego potrzebują ( i nie o sprawach materialnych mówiłam).
To nie jest najłatwiejsze rozwiązanie.
To działanie w "transie" desperacyjnym. Zdawałam sobie sprawę, że odejdę i baaaardzo tego chciałam. Miałam świadomość, że to koniec. Nie bałam się.
Napisałam w hotelu list. List do mamy. Właśnie go odgrzebałam.....zaczęłam od słów, "Boże co on mi zrobił ! Co zrobił swoim dzieciom !". Piszę co przeżywałam, jak się czułam i że się ŁUDZIŁAM, że będzie w tym małżeństwie dobrze a łudzić się przestałam. Piszę: "dlaczego to zrobiłam ? Bo nie widzę nic dobrego, pozytywnego..... Bardzo kocham chłopców, ale nie mogę im nic dać, nawet przykładu dobrej rodziny" . Proszę mamę, by nie wyjawiała na razie dzieciom prawdy...... piszę dalej, "ciężko mi" , "to była trudna decyzja, ale nie miałam innego wyjścia", "Wybaczcie mi. Bardzo was kocham". Jest też zdanie, "mam nadzieję, że Bóg ich oceni" i pisałam to o mężu i jego kochance.
Hm...było mi źle bardzo. Wiedziałam, zdawałam sobie sprawę, że dzieci mnie stracą. Ważne to było i jakże bez znaczenia.
Dobrze, że sięgnęłam po ten list. Odświeżyłam sobie pamięć.......myślałam o dzieciach.......
Rezygnacja, bezsensowność, takie dojście do ściany. Dzisiaj już nie stoję pod ścianą, na drodze bez wyjścia. Dziś jest już dobrze. DZiś potrafię cieszyć się słońcem, dniem, nocą, ale przede wszystkim tym, że ochroniłam swoje dzieci przed nim. Nie zadłuży ich, nie pociągnie na dno. Chłopcy sami będą pracować na swoją przyszłość bez ingerencji ojca. Nie zawierzą mu, nie zgodzą na firmy, pożyczki, świadczenia. DZiś wiedzą, że jest oszustem, krętaczem. Odbierają go jako "zwichrowanego", "zaburzonego" i nie za moją przyczyną. Nie raz mieli okazję doświadczyć na własnej skórze jego przedziwnych zachowań, ale tym razem ja nie ingerowałam, nie tłumaczyłam go, nie broniłam.
Wiem już
Spokój, nienawiść do siebie, może za ostro, ale jednak. Mamy dość siebie i całego życia. A wszystko inne rozmywa się.
Tchórzostwo, że nie podejmujemy walki o siebie. Odwaga, że potrafimy podnieść na siebie rękę.
Jedno jest pewne - nie myślimy wtedy racjonalnie. Jak bardzo wypatrzone są wtedy myśli.
Ja kiedyś chciałam to zrobić. Nie odważyłam się nigdy. Matka. Nie jest tego warta.
21 609 2013-05-31 14:23:58
hm... napisał/a:beosa napisał/a:Aż w dwóch sprawdziłam.
W każdym to samo.
Baardzo optymistyczne interpretacje
A o czym marzysz jeśli to nie tajemnica?Mam pewne pomysły na zmiany. Jak wdrożę to powiem. Chwilę to potrwa
Na razie to plan.
I to tak by się w śnie odbiło myślisz? Myślałam, że to takie luźne raczej.A marzeń jako marzeń to jest kilka. Coś by się tam chciało.
Jedna chęć wychodzi na pierwszy plan, chęć, która pozwoli zrealizować marzenia, która pozwoli żyć jak chcę.I mocno trzymam kciuki i życzę powodzenia i realizacji marzeń. Realizuj je kochana
i żyj szczęśliwie
.
Zofio ![]()
Dziękuję ![]()
21 610 2013-05-31 17:57:41 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2013-05-31 18:56:39)
zofia282 napisał/a:STEREOTYPY !!!!!!!!!! Kochana, myślisz stereotypami.
Samobójca zdecydowanie nie jest egoistą. To raczej osoba jak w transie......to człowiek złamany, zrezygnowany nie widzący innego wyjścia niż odejście (nie mylić z ucieczką)....... . To ani tchórzostwo ani bohaterstwo......... . I myśli się o innych. Myślałam o dzieciach, myślałam, ale chęć wyplątania się z czegoś co mnie przerosło, co nie dawało żadnej nadziei, była silniejsza. Wiedziałam, zdawałam sobie sprawę, że policja złoży wizytę w moim domu z powiadomieniem. Smuciła mnie oczywista reakcja dzieci, ale nie to było w tym czasie najważniejsze........owszem w tamtej chwili (chwili!!!!!) byłam ważna ja i moja rezygnacja. Najważniejsze było zaznać spokoju. Nie chciałam już nic czuć, słyszeć..... bezsilność, bezradność. To rezygnacja, świadomie podjęta rezygnacja. I wierz mi, nie jest łatwo podjąć taki krok......nie było łatwo.Rozwodu baaardzo ci gratuluję i cieszę się razem z tobą
![]()
![]()
Piszesz, że dopiero teraz możesz decydować jak żyć....a tak naprawdę to decydowałaś o tym już dawno
. To jest właśnie psychika
, płata ona nam różne figle. Rozumiem co czujesz, bo i ja po rozwodzie tak się czułam. Czułam się WOLNA
(chociaż de facto wolna już byłam kilka miesięcy przed rozwodem).
Super, że się uśmiechasz
![]()
![]()
!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Zofia - a ja przyświadczę Anstawii!
Byłam przez całe moje zycie niejednokrotnie w takiej sytuacji, w jakiej nikt nie chciałby być.
Myślałam o takich rozwiązaniach....
Przecież ja lata temu zaliczyłam już onegdaj po samodzielnych próbach wybrnięcia z sytuacji, leczenie psychiatryczne. Przecież wspominałam, że psychotropów nie lubię.
Może dlatego jestem tak silna, że każda sytuacja gdzie sił mi brak, gdzie łapałam za nóż, żyletkę, fiolkę z lekami - powodowała panikę, że TO NIE JEST ROZWIĄZANIE!!!!!
Bo ja chcę żyć, zawsze chciałam!
Odcierpieć i znaleźć rozwiązanie, nawet kosztem swoich pragnień, ale je znaleźć!I nigdy, przenigdy nie zrobiłabym tego moim dzieciom!
Ja straciłam rodziców przez niezależne lub zależne od nich choroby.DLA MNIE PRÓBA ZAMOBÓJSTWA TO PÓJSCIE NA ŁATWIZNĘ!
Nie zmienię Zofia zdania na ten temat, zbyt wiele przeszłam, zbyt wiele przeżyłam, nigdy tak naprawdę nie spróbowałam tego do końca.
Stałam niejednokrotnie z nożem w ręce....
Ale zawsze moje wnętrze krzyczało - nie jesteś adresatem tego noża, Ty sobie tego nie zrobiłaś sama!!!!Nie, moja rezygancja, to było by usprawiedliwienie. A taka??????????????
Nie.
NIE!
Samobójstwo to pójście na łatwiznę i oczekiwanie, iż splendory i łaski przyjdą po śmierci a Ty je będziesz oglądać z góry.
To jest własnie KKZB!
Przeczytałam mój post ze stycznia, w którym napisałam, że taka sytuacja doprowadzi mnie do samobójstwa.
Wiesz, moim zdaniem wtedy właśnie kompletnie nie myślałam o tym co będzie potem, nie myślałam o splendorach.
Mój egoizm polegał na tym, że wołałam: patrzcie, jaka straszna krzywda mi się dzieję. Nie umiem (czyli nie chcę ) sobie z tym poradzić. Zróbcie to za mnie.
Zrzucenie odpowiedzialności na innych.
O tym zresztą mi napisałyście wtedy i później.
Jeszcze 15min i mam weekend ![]()
Zapowiada się słoneczny ![]()
Jadę w końcu nad morze, bo nie mam treningu ![]()
21 611 2013-05-31 19:16:14 Ostatnio edytowany przez simva (2013-05-31 19:38:28)
Głupio mi trochę, że wcinam się ze swoim wyznaniem między rozmowę o samobójstwie ? być może i na ten temat coś mam do powiedzenia.
Chciałam, kilka tygodni temu myślałam jak byłoby po ? miałabym spokój i wszyscy wokół byli by szczęśliwsi gdyby nie było mnie, tej wymagającej, wiecznie czegoś chcącej od niego, kłócącej się, nie radzącej sobie ze swoim życiem, podejmującej wciąż błędne decyzje ? było by łatwiej, tylko ? tylko kto wychowa moje dziecko- ON ? on który niszczy mnie a potem zniszczyłby moje dziecko nierozerwalnie ze mną związane
Czy ja też kocham za mocno????
czasem myślę, że kocham za mocno bo bardzo pragnę być kochana i wciąż mam wrażenie że nie jestem kochana tak bardzo jak kochana chciałabym być, pragnę być ważna najważniejsza a nie jestem więc musze się wciąż i wciąż starać i dawać z siebie coraz więcej ? a kiedy daję siebie wszystko, kiedy nie dostaje tego czego pragnę ? czuję, że jestem nie wystarczająco dobra, buntuję się, ogarnia mnie frustracja i wyję, ryczę i zatruwam jadem cały świat wokół ? a potem skamlę o jego miłość o jego uwagę o jego akceptację ? a kiedy tego nie dostaję to umieram w środku
Skąd się to wzięło- mój terapeuta mówi mi że zrzucam odpowiedzialność na innych a nie na siebie, że moje wytłumaczenie to tylko moja fantazja i tak naprawdę nie rozmawiał ze mna na ten temat, nie wysłuchał co i dlaczego czuję i dlaczego czułam ?
Moi rodzice się rozstali kiedy miałam 13 lat ? moja mama zajmowała się pielęgnowaniem w sobie i w nas- w mojej siostrze i we mnie- nienawiści do ojca który odszedł do innej, złości na niego, niechęci do niego bo jest zły i nas zostawił, bo wybrał inna i jej dziecko a nie nas, nas niechciał i musimy go nie kochać ... a kiedy już nie zajmowała się swoim żalem zajmowała się moja młodszą siostra która sobie nie radziła- bo ja z poczucia obowiązku stałam twardo na nogach i nie mówiłam o swoim bólu i żalu po odejściu ojca.
Swoja drogą zupełnie niedawno dowiedziałam się od ojca kiedy robiłam mu wyrzuty że nigdy nas nie chciał i nie kochał, że matka jemu mówiła, że to my go nie chcemy widywać, zamykała mu drzwi i straszyła policją jeśli będzie nam się naprzykrzał, że robiła mu awantury w miejscu w którym mieszkał, że nie wspomnę a aferach jakie robiła jego kochance ... cóż a nam mówiła że to on nas nie chce, że nie dowiaduje się o nas, że go nie interesujemy ...
Zresztą już chyba wtedy miałam poczucie że jestem nie wystarczająco ważna, nie wystarczająco dobra, nie wystarczająco grzeczna, nie kochana bo moja mama była nie dość że oschła, to jeszcze potrafiła wrzeszczeć na mnie i wlać mi, potrafiła opierniczać mnie za wszystko nie pytając co jak i dlaczego się wydarzyło interesował ja tylko efekt z którego była nie zadowolona ?
Od małego miałam zawsze poczucie że moja siostra jest ważniejsza niż ja, że jest lepsza mądrzejsza spokojniejsza fajniejsza bardziej kochana i na więcej zasługuje, że wszystkim moim z nią dziecięcym kłótniom winna jestem ja ? mam kilka wspomnień z dzieciństwa które bardzo dokładnie potwierdzają moje słowa ? Zresztą z tego powodu mam tylko jedno dziecko i więcej mieć nie chcę bo nikt nie nauczył mnie kochać jednakowo dwójki dzieci
Może stąd moja cholernie silna potrzeba bycia najważniejszą, moja potrzeba robienia tego czego inni oczekują by być akceptowaną, rezygnowanie ze swoich pragnień wbrew sobie i mój cholernie silny żal i ból że te moje pragnienia nie zostają zaspokojone ..
Bo niestety M jest osobą która nie okazuje pozytywnych uczuć ? a podobnie jak moja matka ? właśnie zdałam sobie z tego sprawę, dopuściłam to właśnie do swojej świadomości ? złość i niezadowolenie okazuje z niesamowitą łatwością ? i nie zmienia tego mimo że wiele razy z płaczem mówiłam mu że potrzebuję jego miłości i akceptacji, że potrzebuję jego czułości i bliskości jak powietrza bo bez tego nie umiem żyć ? tak bardzo pragnę jego miłości że praktycznie na każdym kroku osaczam go żeby tę miłość mi okazywał a kończy się to płaczem i poczuciem żalu i odtrącenia bo on tej czułości okazywać nie chce ? tak często mi ucieka ? odsuwa się ? praktycznie codziennie prowokuję go i proszę żeby się ze mną kochał a on mi odmawia wtedy ryczę z poczucia żalu czasem przez pól nocy i wściekam się na siebie że znów sama się wystawiłam na cios i rozczarowanie- ALE TO JEST SILNIEJSZE ODE MNIE
Czy jest dla mnie jeszcze szansa na szczęśliwe zycie?
21 612 2013-05-31 19:56:49 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2013-05-31 20:02:10)
Witaj simva
przede wszystkim niech ci nie będzie głupio, że się wcinasz. Tutaj wiele tematów jest poruszanych w jednym momencie
tak, kochasz za mocno ale jest dla ciebie szansa na szczęśliwe życie ![]()
Twój terapeuta ma racje. Piszesz na przykład, że masz jedno dziecko, bo nikt nie nauczył kochać cię dwójki dzieci.
Pomyśl nad tym, czego ty chcesz. Czy ty sama chcesz mieć dwójkę dzieci i nauczyć się je jednakowo kochać?
Oczekujesz, że partner zaspokoi twoje uczucia, których nie dostałaś w dzieciństwie. Niestety, tak to nie działa.
W dużej mierze to ty odpowiadasz za to jak się czujesz.
Czytałaś już jakieś lektury na temat KKZB?
**************
Happyfull nadal jesteś osobą odpowiedzialną za lektury, czy ktoś przejął tą funkcję?![]()
21 613 2013-05-31 21:47:11 Ostatnio edytowany przez simva (2013-05-31 22:04:42)
Niestety nie przebrnęłam przez całe 655 stron wątku i nie bardzo wiem gdzie i jakich książek szukać. Nie chcę również skakać po wielu forach żeby szukac gdzie indziej pomocy
A co pytań postawionych
-dziecko mam jedno i niechcę więcej ... dlaczego? bo boje się że powielę błąd mojej mamy, że skrzywdzę któreś ze swoich dzieci bo będę mocniej kochała to starsze jakbym miała podświadomie sobie wynagrodzić, że byłam starsza i mniej kochana, albo że powielę błąd i będe kochała młodsze starsze odstawiając daleko i kładąc na jego barki zbyt wiele wymagan ... nie wiem mój syn ma 10 lat a ja żyje jak żyję i na dziecko się nie zdecyduję
- uczucia od niego- tak chyba tego podświadomie pragnę, pragnę być w końcu dla kogoś najważniejsza i kochana najmocniej na świecie, być kochana bezwarunkowo i żeby te uczucia były mi okazywane
- wiem że odpowiadam sama za swoje uczucia, za to jak się czuję ale nie umiem przestać ... no właśnie czekać na cud? który nie nastąpi, na jego oświecenie i ... tak trudno i wiem że daleka droga przede mną
niestety obawiam się że tak ciężko mi od niego odejść bo boje się samotności, że tak łatwo się uzależniłam od niego bo pragnę miłości i uczuć- a złość i nie zadowolenie ze mnie to też dobrze znane mi uczucie,
bo tak bardzo pragnę być kochana że zaraz wpakuje się w nowe bagno... więc zgodnie ze starym porzekadłem- lepszy swój wróg niż obcy- tkwię ze strachu przed samotnością
* edit
dwa tygodnie temu usłyszałam że jestem perfidną egoistką, że myslę tylko o sobie i że teraz kiedy on chce terapii to ja nie chcę, że jestem .... bo najpierw marudzę o terapii a potem jak on chce to ja nie chcę- dlaczego?
M chciał się ze ną zgłosić w OIK na terapię par. Spytałam swojego terapetę co on myśli na temat równolegle prowadzonych dwóch terapii, jak to wygląda w praktyce i czy OIK takową par terapię mają , powiedział mi że nie powinnam ciągnąć dwóch terapii na raz bo już teraz idzie mi ciężko, bo moja autoterapia którą zmaglowałam swoją głowę jakiś czas temu utrudnia mi funkcjonaowanie na terapii, bo mam tak silne mechanizmy obronne w sobie i tak ciężko się przez nie przebić, że jest ryzyko że będe brnąć dalej w obronę i żę będę sobie z każdej po trochu wybierała to mi na rękę i ani jedna ani druga nie będzie miała sensu a indywidualnej i par terapii nie może prowadzic ta sama osoba.
Poprosił żebym przemyślała co jest dla mnie ważniejsze i dała mu znac ...
No więc zdecydowałam i egoistycznie wybrałam siebie ... bo ja jestem dla mnie wazniejsza ... najważniejsza ... bo bez tego bede dalej tkwić w tym zamkniętym kręgu
więc usłyszałam co usłyszałam kiedy powiedziałam M że nie zrezygnuję ze swojej terapii
21 614 2013-05-31 21:47:57
Asia 36 lat, kochajaca za bardzo, od 5 lat w szczesliwym zdawac by sie moglo zwiazku, wybuchowy temperament i najpierw gada pozniej mysli, i niestety schrzanilam swoj zwiazek, ze spokojnym nieklotliwym czlowieczkiem... Bardzo kocham ale nieswiadomie ranie, wyprowadzil sie a mnie rozrywa w srodku na kawalki, ktos mi zyletkami serce kroi... moja glupota... nie radze sobie...
21 615 2013-05-31 22:18:45
Asia 36 lat, kochajaca za bardzo, od 5 lat w szczesliwym zdawac by sie moglo zwiazku, wybuchowy temperament i najpierw gada pozniej mysli, i niestety schrzanilam swoj zwiazek, ze spokojnym nieklotliwym czlowieczkiem... Bardzo kocham ale nieswiadomie ranie, wyprowadzil sie a mnie rozrywa w srodku na kawalki, ktos mi zyletkami serce kroi... moja glupota... nie radze sobie...
Asia36 witaj ![]()
napisz coś więcej o sobie. Pisanie pomaga.
Rozstanie boli, ale ten ból minie.
I nie do końca wierzę w to, że tylko ty jesteś winna, że związek się skończył ![]()
21 616 2013-05-31 22:30:19
no wlasnie ja sama nie wiem czy sie skonczyl, zaczne od moze poczatku choc w glowie chaos...szybko zamieszkalismy razem w moim mieszkaniu, on po nieudanym zwiazku z dzis 10 letnia corka, ja tez 10 letnia corka( biologiczny ojciec niezyje) nocne spacery, rozmowy, ale poczatki zawsze sa rozowe, potem doszlo normalne zycie, ale byly czulosci i klotnie i ciche dni, w ubiegly czwartek dzwonil do mnie do pracy i mowi ze w weekend bedziemy synka stwarzac, marzylismy o tym oboje, to ja mowie zeby nie pil pifka, wrocilam on spal i byl lekko wstawiony, nic sie nie odezwalam ale wkurzylam sie niezle, rano mu powiedzialam ze ma dzis nie wracac, a jutro przyjechac po swoje rzeczy... w sobote przyjechal, zabral, w srode spalil mi sie bojler, kupilam i w boze cialo montowal i zabral reszte rzeczy, nie chce rozmawiac, jeszcze na odchodnym w sobote powiedzial ze oddam mi klucze od mieszkania jak wezmie reszte rzeczy, a jak wzial klucza nie oddal, jutro ma przyjechac skosic ogrodek... a ja wyje od srodka i z zewnatrz
21 617 2013-05-31 22:42:20
Niestety nie przebrnęłam przez całe 655 stron wątku i nie bardzo wiem gdzie i jakich książek szukać. Nie chcę również skakać po wielu forach żeby szukac gdzie indziej pomocy
A co pytań postawionych
-dziecko mam jedno i niechcę więcej ... dlaczego? bo boje się że powielę błąd mojej mamy, że skrzywdzę któreś ze swoich dzieci bo będę mocniej kochała to starsze jakbym miała podświadomie sobie wynagrodzić, że byłam starsza i mniej kochana, albo że powielę błąd i będe kochała młodsze starsze odstawiając daleko i kładąc na jego barki zbyt wiele wymagan ... nie wiem mój syn ma 10 lat a ja żyje jak żyję i na dziecko się nie zdecyduję- uczucia od niego- tak chyba tego podświadomie pragnę, pragnę być w końcu dla kogoś najważniejsza i kochana najmocniej na świecie, być kochana bezwarunkowo i żeby te uczucia były mi okazywane
- wiem że odpowiadam sama za swoje uczucia, za to jak się czuję ale nie umiem przestać ... no właśnie czekać na cud? który nie nastąpi, na jego oświecenie i ... tak trudno i wiem że daleka droga przede mną
niestety obawiam się że tak ciężko mi od niego odejść bo boje się samotności, że tak łatwo się uzależniłam od niego bo pragnę miłości i uczuć- a złość i nie zadowolenie ze mnie to też dobrze znane mi uczucie,
bo tak bardzo pragnę być kochana że zaraz wpakuje się w nowe bagno... więc zgodnie ze starym porzekadłem- lepszy swój wróg niż obcy- tkwię ze strachu przed samotnością* edit
dwa tygodnie temu usłyszałam że jestem perfidną egoistką, że myslę tylko o sobie i że teraz kiedy on chce terapii to ja nie chcę, że jestem .... bo najpierw marudzę o terapii a potem jak on chce to ja nie chcę- dlaczego?
M chciał się ze ną zgłosić w OIK na terapię par. Spytałam swojego terapetę co on myśli na temat równolegle prowadzonych dwóch terapii, jak to wygląda w praktyce i czy OIK takową par terapię mają , powiedział mi że nie powinnam ciągnąć dwóch terapii na raz bo już teraz idzie mi ciężko, bo moja autoterapia którą zmaglowałam swoją głowę jakiś czas temu utrudnia mi funkcjonaowanie na terapii, bo mam tak silne mechanizmy obronne w sobie i tak ciężko się przez nie przebić, że jest ryzyko że będe brnąć dalej w obronę i żę będę sobie z każdej po trochu wybierała to mi na rękę i ani jedna ani druga nie będzie miała sensu a indywidualnej i par terapii nie może prowadzic ta sama osoba.
Poprosił żebym przemyślała co jest dla mnie ważniejsze i dała mu znac ...No więc zdecydowałam i egoistycznie wybrałam siebie ... bo ja jestem dla mnie wazniejsza ... najważniejsza ... bo bez tego bede dalej tkwić w tym zamkniętym kręgu
więc usłyszałam co usłyszałam kiedy powiedziałam M że nie zrezygnuję ze swojej terapii
To, że wybrałaś siebie, to nie egoizm, to dbanie o swoje własne potrzeby
Dobrze zrobiłaś ![]()
Napisz mi maila,to wyślę ci książki jakie mam. Pisz tutaj z nami na forum. Jest wiele dziewczyn wśród nas, które pomimo strachu, wybrały odejście od partnera.
To wszystko o czym piszesz, to są wymówki, które powodują, że tkwimy w tym co jest dla nas niszczące, a żadnego kroku nie robimy, by było lepiej.
Po pierwsze, to czego wymagasz od partnera, zacznij wymagać od siebie. Kochaj siebie bezwarunkowo, bądź dla siebie najważniejszą osobą w swoim życiu, dbaj o swoje potrzeby, zastanawiaj się nad sobą i nad tym czego ci potrzeba, zwracaj uwagę na to co cię rani i zastanów się co możesz zrobić, by ci było lepiej. I zacznij powoli to zmieniać.
Piszesz, że nie umiesz przestać. Próbowałaś? Czy z góry zakładasz, że będziesz zawsze nieszczęśliwa, wpakujesz się w bagno, będziesz samotna?
Chcesz być w tym związku, czy chcesz próbować go naprawić, rozstać się?
21 618 2013-05-31 22:47:53
no wlasnie ja sama nie wiem czy sie skonczyl, zaczne od moze poczatku choc w glowie chaos...szybko zamieszkalismy razem w moim mieszkaniu, on po nieudanym zwiazku z dzis 10 letnia corka, ja tez 10 letnia corka( biologiczny ojciec niezyje) nocne spacery, rozmowy, ale poczatki zawsze sa rozowe, potem doszlo normalne zycie, ale byly czulosci i klotnie i ciche dni, w ubiegly czwartek dzwonil do mnie do pracy i mowi ze w weekend bedziemy synka stwarzac, marzylismy o tym oboje, to ja mowie zeby nie pil pifka, wrocilam on spal i byl lekko wstawiony, nic sie nie odezwalam ale wkurzylam sie niezle, rano mu powiedzialam ze ma dzis nie wracac, a jutro przyjechac po swoje rzeczy... w sobote przyjechal, zabral, w srode spalil mi sie bojler, kupilam i w boze cialo montowal i zabral reszte rzeczy, nie chce rozmawiac, jeszcze na odchodnym w sobote powiedzial ze oddam mi klucze od mieszkania jak wezmie reszte rzeczy, a jak wzial klucza nie oddal, jutro ma przyjechac skosic ogrodek... a ja wyje od srodka i z zewnatrz
Lekki chaos jest, bo i dziecko, piwko, wyprowadzka, koszenie ogródka...Lubisz tak żyć?
21 619 2013-05-31 22:50:13
chaos w pisaniu, bo metlik w glowie, w zyciu bylo zbyt poukladane, wszystko na poleczce, a jednak moj niewyparzony jezor powiedzial o jedno slowo za duzo... jak naprawic ten blad... gdybym nie kochala nie szukalabym ratunku wszedzie gdzie to mozliwe
21 620 2013-05-31 22:54:39
chaos w pisaniu, bo metlik w glowie, w zyciu bylo zbyt poukladane, wszystko na poleczce, a jednak moj niewyparzony jezor powiedzial o jedno slowo za duzo... jak naprawic ten blad... gdybym nie kochala nie szukalabym ratunku wszedzie gdzie to mozliwe
Może spokojną rozmową?
21 621 2013-05-31 22:55:54
Piszesz, że nie umiesz przestać. Próbowałaś? Czy z góry zakładasz, że będziesz zawsze nieszczęśliwa, wpakujesz się w bagno, będziesz samotna?
Chcesz być w tym związku, czy chcesz próbować go naprawić, rozstać się?
próbowałam, my jesteśmy parą po przejściach po rozstaniu ... i powrocie ... ogólnie jest ciężko z nami
wiesz, tak naprawdę nie wiem czego chcę ... jak myślę trzeźwo i spokojnie i racjonalnie to nie wiem czy jeszcze chcę z nim być i ratować zwłaszcza biorąc pod uwagę naszą przeszłość, ale czasem strasznie chcę to ratować, naprawić ...
jestem w impasie
mój mail- kubskim@wp.pl
21 622 2013-05-31 22:56:37
Gdyby chcial rozmawiac... gdyby tylko chcial... gadamy o wszystkim ale nie o tym co sie stalo... a wiem ze kocha nas, widzialam lzy w jego oczach jak wczoraj mnie przytulil...nadzieja...
21 623 2013-05-31 22:59:39
myślę, że bardzo go zraniłaś każąc mu odejść ... porozmawiaj z nim i powiedz dlaczego tak się zachowałaś
swoją drogą- jak ciężko z nami wytrzymać ... i jak zazdroszczę ci jak go nazwalas- nie kłótliwego faceta
21 624 2013-05-31 23:02:49
no wlasnie niekłotliwy, on jak widzial ze ja zamierzam sie klocic podchodzil calowal w czolo i mowil wychodze jak ci minie daj znac i wracal... ja nawet nie pamietam zebysmy razem sie naprawde klocili, to ja zawsze prowokowalam... majac wszystko...klocilam sie o pierdoly... a on spokjnie albo sluchal albo wychodzil... no i wyszedl i nie wrocil... a ja wiem ze zle zrobilam... (3793219 gg)
21 625 2013-05-31 23:02:50
Anstawia napisał/a:Piszesz, że nie umiesz przestać. Próbowałaś? Czy z góry zakładasz, że będziesz zawsze nieszczęśliwa, wpakujesz się w bagno, będziesz samotna?
Chcesz być w tym związku, czy chcesz próbować go naprawić, rozstać się?próbowałam, my jesteśmy parą po przejściach po rozstaniu ... i powrocie ... ogólnie jest ciężko z nami
wiesz, tak naprawdę nie wiem czego chcę ... jak myślę trzeźwo i spokojnie i racjonalnie to nie wiem czy jeszcze chcę z nim być i ratować zwłaszcza biorąc pod uwagę naszą przeszłość, ale czasem strasznie chcę to ratować, naprawić ...
jestem w impasie
Książki wysłałam. Czytaj. Pomogą ci w zrozumieniu tego czego chcesz.
21 626 2013-05-31 23:08:28
dziękować bardzo, dasz mi tylko znać od której zacząć
zołzy czytałam
21 627 2013-05-31 23:11:44 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2013-05-31 23:15:02)
no wlasnie niekłotliwy, on jak widzial ze ja zamierzam sie klocic podchodzil calowal w czolo i mowil wychodze jak ci minie daj znac i wracal... ja nawet nie pamietam zebysmy razem sie naprawde klocili, to ja zawsze prowokowalam... majac wszystko...klocilam sie o pierdoly... a on spokjnie albo sluchal albo wychodzil... no i wyszedl i nie wrocil... a ja wiem ze zle zrobilam... (3793219 gg)
Ale słodki misio z niego
To raczej uciekanie od problemów. Wspólne problemy rozwiązujemy wspólnie. A ty musiałaś prowokować, żeby wywołać kłótnię, bo w innym przypadku rozmowy by nie było. Pachnie mi to niedojrzałością partnera.
Daj sobie czas, żeby przemyśleć to wszystko.
21 628 2013-05-31 23:13:43 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2013-05-31 23:14:04)
dziękować bardzo, dasz mi tylko znać od której zacząć
zołzy czytałam
"Kobiety, które kochają za bardzo" zdecydowanie na pierwszy ogień. Możesz ją sobie potem poczytać jeszcze raz i jeszcze raz...
Zołzy to tak dla relaksu ![]()
21 629 2013-05-31 23:15:02 Ostatnio edytowany przez simva (2013-05-31 23:18:00)
Asia kiedyś miałam faceta, który był nie kłótliwy ... moje złe nastroje próbował rozwalać zartami i cierpliwością ... ale mnie było źle ... był nie kłótliwy ale i bardzo wyobcowany, a do tego czasem miałam wrażenie za zagłaska mnie na smierć ... to od niego odeszłam żeby związać się z M.
I tak źle i tak nie dobrze
*edit
biorę się więc póki jestem w nastroju do działania a nie wycofywania się i przepraszanie że jestem i proszenia o powietrze
21 630 2013-05-31 23:18:44
Ja niechce odchodzic
niechce nikogo innego, mialam wszystko a nie mam nic, i nie umiem juz tego naprawic, napisalam mu wszystko co czulam, dlaczego tak postapilam... wiem teraz krok nalezy do niego, ale ja jak tonacy brzytwy sie chwytam czemu nie chce oddac mi kluczy od mieszkania skoro powiedzial ze jak wezmie wszystkie rzeczy to odda... niezostalo w domu juz nic... tak jakby nigdy go tu nie bylo, a jednak kazdy kat przypomina mi jego...
21 631 2013-06-01 00:00:28
no wlasnie ja sama nie wiem czy sie skonczyl, zaczne od moze poczatku choc w glowie chaos...szybko zamieszkalismy razem w moim mieszkaniu, on po nieudanym zwiazku z dzis 10 letnia corka, ja tez 10 letnia corka( biologiczny ojciec niezyje) nocne spacery, rozmowy, ale poczatki zawsze sa rozowe, potem doszlo normalne zycie, ale byly czulosci i klotnie i ciche dni, w ubiegly czwartek dzwonil do mnie do pracy i mowi ze w weekend bedziemy synka stwarzac, marzylismy o tym oboje, to ja mowie zeby nie pil pifka, wrocilam on spal i byl lekko wstawiony, nic sie nie odezwalam ale wkurzylam sie niezle, rano mu powiedzialam ze ma dzis nie wracac, a jutro przyjechac po swoje rzeczy... w sobote przyjechal, zabral, w srode spalil mi sie bojler, kupilam i w boze cialo montowal i zabral reszte rzeczy, nie chce rozmawiac, jeszcze na odchodnym w sobote powiedzial ze oddam mi klucze od mieszkania jak wezmie reszte rzeczy, a jak wzial klucza nie oddal, jutro ma przyjechac skosic ogrodek... a ja wyje od srodka i z zewnatrz
Asia36, ja w ogóle nie czaję....mieliście stwarzać synka, wypił piwo i zasnął, Ty się wkurzyłaś i wyrzuciłaś ze swojego życia, zamontował bojler i ma skosić ogródek, Ty cierpisz.....a co on takiego strasznego zrobił.....chyba masz problem, ale ze sobą, albo ja nie rozumiem
21 632 2013-06-01 09:21:39
oklamal, kolejny raz oklamal, ze nie bedzie pil, nie sa to wielkie ilosci, picie do nieprzytomnosci ale jest tego troche...
21 633 2013-06-01 10:39:07
oklamal, kolejny raz oklamal, ze nie bedzie pil, nie sa to wielkie ilosci, picie do nieprzytomnosci ale jest tego troche...
Asia36, jakie miałaś dzieciństwo? Chcesz jakieś książki do poczytania?
Twój partner ciągle cię okłamuje, pije, nie dotrzymuje obietnic, nie rozmawia z tobą, a ty cierpisz i jeszcze całą winę bierzesz na siebie. Kochana, to objaw współuzależnienia i KKZB. Chodziłaś lub chodzisz na terapię do psychologa?
21 634 2013-06-01 10:43:52
Wczoraj bylam na pierwszym spotkaniu w poradni aa napewno bede tam chodzila, bo tego potrzebuje, dziecinstwo?? mlodsza siostra na ktora rodzice grosza nie szczedzili, ja od 15 roku zycia pracuje na siebie, mieszkanie mam po babci, siostrze rodzice kupili wlasne m, zawsze bylam z boku, taka jest to jest, teraz ojciec jest po amputacji nogi, pomagalam w zalatwieniu wszystkich spraw, pozalatwiala, nawet dziekuje nie uslyszalam, a siostra nawet ojca nie odwiedzila.. ale ona zawsze kochana, rodzice sa z niej dumni, a ja panna z dzieckiem... chetnie bym cos poczytala, bo biblioteczka w domu cala ogarnieta ![]()
21 635 2013-06-01 10:45:59
oklamal, kolejny raz oklamal, ze nie bedzie pil, nie sa to wielkie ilosci, picie do nieprzytomnosci ale jest tego troche...
No i w tym momencie już wiem o co biega.Cosik przeczuwałam,bo Twoje takie jakby trochę przesadzone reakcje przypominały moje. ![]()
Asia czy nie jest przypadkiem tak,że:
Twój facet jest spokojnym,małomównym ale bardzo zdolnym facetem tzn. jak ma natchnienie to zrobi to i owo?
Gdy Ty coś narzucisz (do zrobienia np.) czekasz i czekasz bo nie będzie tak jak Ty chcesz i wtedy kiedy Ty chcesz?
Gdy chcesz porozmawiać on albo milczy,albo wychodzi a Ciebie wtedy diabli biorą i ryczysz bo czujesz się zlekceważona?
Jak wypije to śpi,a na drugi dzień też jest do niczego a Ty jesteś sama i nadal nie możesz z nim pogadać i nie potrafisz się na niczym skupić?
Skoro nie masz możliwości porozumienia się z nim na spokojnie to byle pretekst (u mnie na przykład mogła być troszkę krzywo zamontowany zlew albo jedno wypite
przez niego piwko) wywołuje u Ciebie potok słów,oskarżeń,wściekłość-jednym słowem niepohamowany wybuch nagromadzonego żalu i pretensji?
Nienawidzisz go jak jest wypity,co?Bo tak poza tym to da się wytrzymać nie?
Pije rzadko,ale w najmniej oczekiwanych momentach?Zaplanowałaś coś,miałaś chęć zrobić coś we dwoje,może niespodziankę dla niego a tu bach...jaśnie pan przychodzi po piwku(to zawsze jest przecież tylko jedno piwko).I plany biorą w łeb?
A może jest tak,że jest picie,awantura on przeczekuje aż ochłoniesz,nawet kilka dni a potem jest potulny jak baranek i nagle potrafi w jeden dzień zrobić to co odwlekał miesiącami.I znów jest super.Szczęśliwa rodzinka.
Do następnego 'piwka"....
A "organizacją" Waszego życia to pewnie Ty się zajmujesz?Wszystko jest na Twojej głowie?
A dzieci to on traktuje z czułością czy jak powietrze,tzn czasami sobie przypomina,że są?
21 636 2013-06-01 11:02:21
Wczoraj bylam na pierwszym spotkaniu w poradni aa napewno bede tam chodzila, bo tego potrzebuje, dziecinstwo?? mlodsza siostra na ktora rodzice grosza nie szczedzili, ja od 15 roku zycia pracuje na siebie, mieszkanie mam po babci, siostrze rodzice kupili wlasne m, zawsze bylam z boku, taka jest to jest, teraz ojciec jest po amputacji nogi, pomagalam w zalatwieniu wszystkich spraw, pozalatwiala, nawet dziekuje nie uslyszalam, a siostra nawet ojca nie odwiedzila.. ale ona zawsze kochana, rodzice sa z niej dumni, a ja panna z dzieckiem... chetnie bym cos poczytala, bo biblioteczka w domu cala ogarnieta
Dobrze, że chodzisz na grupę aa i dobrze, że jesteś z nami ![]()
Dużo się u ciebie dzieje. Czujesz się odpowiedzialna za innych, a co z tobą? Panna z dzieckiem to kobieta samodzielna, odważna, niezależna
Podaj maila albo napisz do mnie, to wyślę ci kilka książek o KKZB.
21 637 2013-06-01 11:06:01
wypisz wymaluj ja, tylko ja tak pisac nie potrafie,ale trafilas w sedno, a co do dzieci, to z jego corka ma bardzo dobry kontakt choc jest weekendowym tatusiem, jego corka chcialaby mieszkac z nami, ale jej matka sie na to nie godzi, z moja corka rowniez ma wysmienity kontakt( raczej mial bo teraz ja tez kaze za moje zachowanie) czasami nawet byla zazdrosna delikatnie o te ich relacje, bo ja mama a ze mna tak sie nie zachowywala... bladzic jest rzecza ludzka, ale wiem ze musze isc naprzod choc tak cholernie boli, dzis ma przyjechac napisalam mu przed chwila smsa :umowmy sie ze jak dzis przyjedziesz nie bede nic mowila o nas, dopoki masz klucze od naszego mieszkania to bede miala nadzieje ze wrocisz, jak mi je dzis oddasz bedzie znaczylo dla mnie ze niechcesz juz ze mna byc... to cholernie boli ale nie zmusze cie do bycia ze mna mimo iz bardzo cie kocham. zadzwon o ktorej bys byl... zadzwoni jak skonczy prace wiec za jakies 2-3 godz... a mnie rozp**** delikatnie mowiac, nie wiem czy sie ulozy, poki nie porozmawiamy... ale boje sie ze im dluzej beze mnie jest On to przestanie mnie kochac....bo wiem ze kocha
21 638 2013-06-01 11:12:07
Za co ty go tak kochasz? Za jego pijaństwo, za jego niedbalstwo, za brak szacunku??
Kochasz wyobrażenie o nim, żyjesz w iluzji ![]()
21 639 2013-06-01 11:15:43
no wlasnie... za co???? za to ze jest czuly, za to ze budzil mnie w nocy buszowaniem po lodowce, za to ze mimo wszystko zawsze moglam go prosic o pomoc i wiedzialam ze ja otrzymam, za slowa, za gesty... wiem zaprzeczenia... moze problem jest gdzie indziej a "pifko" to wymowka dla mnie?
21 640 2013-06-01 11:22:16
dziekuje za ksiazki, napewno przeczytam...
21 641 2013-06-01 11:42:34 Ostatnio edytowany przez Anstawia (2013-06-01 12:17:27)
no wlasnie... za co???? za to ze jest czuly, za to ze budzil mnie w nocy buszowaniem po lodowce, za to ze mimo wszystko zawsze moglam go prosic o pomoc i wiedzialam ze ja otrzymam, za slowa, za gesty... wiem zaprzeczenia... moze problem jest gdzie indziej a "pifko" to wymowka dla mnie?
Problem tkwi w tym, że NIE CHCESZ dostrzec tego, że relacja, w której tkwisz jest dla ciebie niszcząca.
Bo co by się stało, gdybyś nagle sobie powiedziała: nie chcę już dalej tak żyć! ? Pojawiłby się strach przed nieznanym ci światem.
Bo zawsze był ktoś obok ciebie, nieważne kto, byle kto, ale był ktoś. Ktoś, na kogo mogłaś zrzucić odpowiedzialność za to, że jest ci źle lub, że jest ci dobrze.
Ale masz wybór. Możesz nadal tkwić w tym co już znasz, albo wziąć odpowiedzialność za siebie i swoje życie i zacząć nim kierować.
Łatwo nie będzie.
21 642 2013-06-01 11:42:40
Wczoraj bylam na pierwszym spotkaniu w poradni aa napewno bede tam chodzila, bo tego potrzebuje, dziecinstwo?? mlodsza siostra na ktora rodzice grosza nie szczedzili, ja od 15 roku zycia pracuje na siebie, mieszkanie mam po babci, siostrze rodzice kupili wlasne m, zawsze bylam z boku, taka jest to jest, teraz ojciec jest po amputacji nogi, pomagalam w zalatwieniu wszystkich spraw, pozalatwiala, nawet dziekuje nie uslyszalam, a siostra nawet ojca nie odwiedzila.. ale ona zawsze kochana, rodzice sa z niej dumni, a ja panna z dzieckiem... chetnie bym cos poczytala, bo biblioteczka w domu cala ogarnieta
I bardzo dobrze zrobiłaś.Na terapii podpowiedzą Ci jak masz postępować żeby nie ułatwiać mu picia i jak w tym wszystkim nie zgubić siebie.
Ech...dziesięć lat temu,gdy byłam w Twoim wieku,nawet nie wiedziałam,że istnieje coś takiego jak współuzależnienie.A KKZB to w ogóle abstrakcja była.
Tyle lat się męczyłam,bo po swojemu próbowałam go naprawiać.A to nie tędy droga była...
Dziecinstwo?
Też podobne miałam.Młodszy brat był faworyzowany.Mama to tłumaczy:bo lepsze czasy wtedy byly
Ja sprzątałam,dobrze się uczyłam,po szkole od razu do pracy poszłam,mieszkanie (z babcią
)wykupiłam,rodzonemu ojcu się naraziłam bo się u niej zameldowałam (to wygląda jakbyś na jej śmierć czekała
).Brat wyciągał kasę od rodziców,niezłą pracę rzucił,bo mu się nie chciało wstawać,pił,miał mieszkanie za darmo od teściów-nie potrafił tego docenić,stracił i w ogóle długa historia.
Trzy lata temu mojemu Tacie też amputowali nogę.Na szczęście moja dzielna Mama się wszystkim zajęła.Gdyby nie Ona spadłoby to na mnie bo brat za granicą siedzi...
Wiesz,po latach i po wielu rozmowach z Mamą mogę Ci powiedzieć,że Twoi Rodzice Cię kochają.Tylko inaczej
.
Bo raz -jesteśmy starsze,rodzeństwo młodsze (u mnie 5 lat różnicy)więc młodszemu bardziej się pomaga,
skoro starsze to i mądrzejsze,dodaj do tego nasz charakterek -wszystko same,perfekcyjnie i na czas,żeby nie obciążać rodziców,żeby nie sprawiać problemów,
samodzielne i jednocześnie nieprzystępne -tzn. ja tak miałam,nie lubiłam przytulania,głaskania po głowie.A brat się podlizywać potrafił....
Mama mówi,że widziała,że sobie świetnie radzę i dlatego skupiala się na moim "pechowym" bracie.
Wiesz Asia,ja mam dwoje dorosłych już dzieci,przysięgłam sobie,że będę je traktowała jednakowo.Wierz mi,nie dało się.Nawet jeśli się kłócili,beształam obydwoje,szlaban na komputer dawałam i córce i synowi.Syn kiedyś,chyba koniec podstawówki był napisał list i wyszedł w ciemną noc. ![]()
Bo ja nie wiem jak jego siostra się zachowuje jak nie ma mnie w domu,że jestem bardzo niesprawiedliwa...Dało mi do myślenia...
Jedno mi się udało.Ja swojego brata nienawidziłam.Moje dzieci mają teraz wspólny język,pomagają sobie nawzajem.Jestem z nich dumna.
![]()
Córka jest bardziej zaradna,syn (młodszy) siedzi ze mną w domu,więc już z racji tego ma "lepiej".Nie podstawiam mu pod nos,nie ułatwiam zbytnio życia,ale mam świadomość,że córka może mieć kiedyś pretensje...
Sorry muszę lecieć,mam gości ![]()
21 643 2013-06-01 19:38:59
wypisz wymaluj ja, tylko ja tak pisac nie potrafie,ale trafilas w sedno, a co do dzieci, to z jego corka ma bardzo dobry kontakt choc jest weekendowym tatusiem, jego corka chcialaby mieszkac z nami, ale jej matka sie na to nie godzi, z moja corka rowniez ma wysmienity kontakt( raczej mial bo teraz ja tez kaze za moje zachowanie) czasami nawet byla zazdrosna delikatnie o te ich relacje, bo ja mama a ze mna tak sie nie zachowywala... bladzic jest rzecza ludzka, ale wiem ze musze isc naprzod choc tak cholernie boli, dzis ma przyjechac napisalam mu przed chwila smsa :umowmy sie ze jak dzis przyjedziesz nie bede nic mowila o nas, dopoki masz klucze od naszego mieszkania to bede miala nadzieje ze wrocisz, jak mi je dzis oddasz bedzie znaczylo dla mnie ze niechcesz juz ze mna byc... to cholernie boli ale nie zmusze cie do bycia ze mna mimo iz bardzo cie kocham. zadzwon o ktorej bys byl... zadzwoni jak skonczy prace wiec za jakies 2-3 godz... a mnie rozp**** delikatnie mowiac, nie wiem czy sie ulozy, poki nie porozmawiamy... ale boje sie ze im dluzej beze mnie jest On to przestanie mnie kochac....bo wiem ze kocha
Witaj Asiu. Mam do Ciebie jedno pytanie. Jaka jest Twoja definicja miłości?
21 644 2013-06-02 00:12:36
Cześć smiva, cześć Asiu36! Cześć wszystkim!
Tarantella, jak zwykle, zadała Ci trafne pytanie...
Pełno sprzeczności w tym, co piszesz i nam śmierdzi z kilometra, ale sama musisz to odkryć, zobaczyć.
Wydaje mi się, że opis samobójstwa zofi jest strzałem w dziesiątkę (ja to tak naprawdę znam przez przyjaciółkę, której też się nie udało i trafiła do szpiatala). Czym innym jest myślenie o tym i nawet jakieś tam nieudolne samookaleczenie, a innym zabicie się. To drugie to już zapewne głęboka depresja i uczucie zmęczenia. Mniemam. Żadna tam ucieczka, bohaterstwo, tchórzostwo itp.
Zofiu w Twoim poście i odwadze napisania go jest tyle dojrzałości. Niesamowite.
Pewnej gonitwy, jak u zabki się nie uniknie. Jak tam w ogóle na nowym?
Ja wciąż śpię u rodziców. Firma kurierska nawaliła i łóżko będzie dopiero w poniedziałek. Mieszkanie nabiera kształtów. I tak mi dobrze, tak inaczej widzę siebie samą i nie ma żadnego faceta, nigdzie.
Czasem mnie jeszcze coś zaboli w związku z (g)jma, czy byłym mężem. Są chwilę, gdy poczuję się gorzej, ale jestem jakby inną kobietą, pełniejszą. Nie potrzebuje wiele więcej, poza zadbaniem o siebie w pracy, co mozolnie i powoli staram się robić. I w ogóle się przestałam martwić przyszłością
Jest teraz.
Niedługo w mieszkaniu zostanie mi samo dekorowanie. Mam już pomysły, będą rzeczy, które zrobię sama (jak stolik na kawę, podpatrzony dziś w gazecie u fryzjera, ze sporymi modyfikacjami), malowanie doniczek (w dużej mierze skończone), ramek. Poduszki uszyje i ozdobi pewna dobra dusza, która szuka zajęć (koleżanka babci). Zamierzam odwiedzić szmateksy w poszukiwaniu odpowiednich materiałów.
Jutro wybieram się na targ staroci - marzenie to porcelanowy kuchenny zegar - stary. Mam już zegarmistrza, który mi go naprawi. To takie marzenie od dawna. Szukam też ciekawych, małych zgrabnych foteli (może art-deco), którym będę mogła zafundować nowoczesne obicie.
Fajnie móc robić po swojemu i nie mieć nikogo obok, kto gasi moje pomysły.
21 645 2013-06-02 15:22:09 Ostatnio edytowany przez Happyfull (2013-06-02 15:25:05)
Fajnie móc robić po swojemu i nie mieć nikogo obok, kto gasi moje pomysły.
Fajnie
Raki wpadne kiedys na kawe i posiedze na tych art deco fotelikach ![]()
Wrocilam do zimnego Fra
Na pocieszenie kupilam bilety na koncert Depeche Mode ![]()
Mam duzo przemyslen w glowie ale jakos nie mam nadtchnienia aby to opisac !!!
Troche musze to sobie jeszcze wszystko przemyslec !!!
Podroze ksztalca
Nawet podroz do mojego malego miasteczka ![]()
Przeczytalam wszystko
Pozdrawiam wszystkie kobietki
Te przeprowadzajace sie, te zamerzajace sie przeprowadzic i te ktore juz sie przeprowadzily i "uladniaja" mieszkanka
![]()
*********************************************************************
Tarantella fajnie, ze sie odezwalas
Bylas troche aktywna na "Zakretaskach"
Niezla dyskusja i nie tylko tam ale tez na TPP i blogu Ehdi !!! Dzieje sie ![]()