paninikt35 napisał/a:Duzo myslalam od wczoraj, zwlaszcza wpisy Zofii sklonily mnie do nieustajacej zadumy...
.........hmmm.......moje wpisy ? a dlaczego ? co w nich cię w zadumę wprowadza ? 
paninikt35 napisał/a:Jak to jest? Tyle historii na tym forum, wszytkie tak bardzo podobne...Najpierw cierpimy w zwiazku, a potem albo odchodzimy i cierpimy, albo on odchodzi i wtedy tez cierpimy...
Bo my kkzb + pechowo .... a raczej kiepsko dobieramy...a raczej na wszystko pozwalamy partnerom....a może wszystkiego po trochu 
Odchodzimy, czy od nas odchodzą ....no tak ! przyzwyczajenie i ten cholerny nałóg. Pamiętam, że tęskniłam bardzo za własną złudą pięknej miłości.
paninikt35 napisał/a:Piszecie o hustawkach nastrojow, od euforii po straszne doly...Wlasnie to przerabiam, nie pierwszy raz. To wyniszcza, oslabia...przez te hustawki ja juz sama sobie nie ufam.
Nie pierwszy, ale może ostatni
.
A ufałaś sobie przy jego boku, a przy jego boku nie miałaś huśtawek ? ceniłaś się? rozumiałaś ? byłaś szczęśliwa ?
Nie byłaś wtedy jeszcze słabsza jak dziś ? Dobrze ci było w tamtym czasie i w tamtym stanie ? Teraz przynajmniej masz szansę budować swoje życie szczęśliwe/szczęśliwsze.
Hmmmmm odwyk jak każdy, nie jest przyjemny. ZAZDROSC pisała ( o mnie) ''rzuca mną jak narkomanem na odwyku" i miała rację. Przechodziłam przez różne stany, ale wiedziałam, że już nie chcę z nim być. Pisała też , że trzeba było wiać przy pierwszych symptomach, teraz boli i miała rację, bolało. Będąc na odwyku nie wierzyłam, że jeszcze będę się uśmiechać.....i uśmiecham się
do innych i do siebie
I nauczyłam się cenić i szanować siebie i egzekwować szacunku od innych
.
paninikt35 napisał/a:Jest dobrze, dwa, trzy dni, jestem twarda...potem przychodzi taki moment, ze doslownie rozrywa serce, zeby zadzwonic, zeby zapytac co u niego, ze jak on mogl mnie tak potraktowac...
Jak on mógł tego nikt nie wie, tak jak i tego dlaczego pozwalałaś tak się traktować.
Ja też miałam żal do męża. Z czasem przyszło zrozumienie, że mogłam dawno odejść i nie znosić dłużej poniżania. Bolało !
paninikt35 napisał/a:Ja rozumiem mechanizmy, jak czytalam R. Norwood, to az nadziwic sie nie moglam, ze nie jestem zadna niewolnica wielkiej milosci, tylko kobieta, jakich miliony, kobieta , ktora kocha za bardzo i boi sie samotnosci, bardziej od tortur zycia z psychopata....
......chyba jednak nie rozumiesz. Samotność...a co to jest samotność ? w tłumie można czuć się samotnym.....można znaleźć też miłe towarzystwo w sobie. Można mieć pasje, zainteresowania......tylko trzeba chcieć. Wiem, początki nie są łatwe, ale warto o siebie zawalczyć
. Piszesz, że wolisz życie z psychopatą niż samotność. U boku psychopaty jesteś samotna, znieważana, okłamywana, lekceważona, okradana, odzierana z wiary w człowieka......naprawdę wolisz być przy boku takiego typa, panią nikt ?
paninikt35 napisał/a:No, ale do rzeczy. Jak przyjdzie wieczor, dziecko spi, pies wyprowadzony, to siadam sobie w ogrodku, zapalam papierosa i wydaje mi sie, ze jestem najbardziej samotna z samotnych...Boli dusza, rozsadek szykuje sie do snu, a serce wyrywa sie, zeby zadzwonic, uslyszec jego glos, przeciez kto mnie zna lepiej od niego itp.itd.Kilka razy nie wytrzymalam i zadzwonilam. Raz bywal mily, innym razem, bez powodu kazal spier...i rzucal sluchawka...Boze, jak ja siebie nienawidzilam wtedy...
Dzwonisz......odważna jesteś !..... a może.....a może naiwna...... .
paninikt35 napisał/a:Ta pustka wewnatrz mnie jest nie do zniesienia...Jestem skrajnie samotna, wydaje mi sie, ze gdybym byla w Polsce, wsrod swoich, byloby lepiej...Tutaj inny kraj, tylko praca i pustka...Wszystko wydaje sie takie trudne, jakby przyszlosc nie istniala...Probuje wypelnic ta dziure w sobie, ale nie moge, wiem, ze to element mojej choroby. Nie wiem co chce robic, nie mam planow i wydaje mi sie, ze juz nigdy nikogo nie poznam, bo i jak poznac na trasie; dom, praca, zakupy w Tesco, spacery w codzien ta sama trasa po 3 razy...Heh, nie chodzi mi o to, zeby rozdzierac szaty...
Tak, wydaje ci się.
Wypełniaj tę pustkę muzyką, książką, uśmiechem do innych. Będąc na forum nie będziesz sama ani samotna.
Pamiętam jak też nie wiedziałam co lubię. Na YouTube odnalazłam wiele świetnej muzyki. Stworzyłam własne play listy (około 2000 sztuk piosenek). Słuchałam, tańczyłam, nie sama
z sunią
, miniaturką pudelka
. Suczka polubiła te podskoki w ramionach pani
. zaczęłam wychodzić na każdą tanią lub darmową imprezę. Już wiem co lubię
, ale dalej poznaję i to z ochotą.
paninikt35 napisał/a:Chcialabym wiedziec, czy naprawde czas moze to zaleczyc w jakis sposob...Chcialabym uciec, fizycznie uciec, albo znalezc zloty srodek, ktory wymazuje z pamieci...Modle sie, by znowu byc czlowiekiem. Nie mam juz czasu w zyciu...Amen
Czas goi rany
zaciera wspomnienia, wycisza
Ale nam nie tylko jest potrzebny czas. Potrzebne jest też zrozumienie swojego problemu i naprawianie siebie (swego myślenia). To ciężka praca.
Też kiedyś prosiłam o amnezje.....pamięć jednak była moim sprzymierzeńcem. Pamiętałam ból jaki odczuwałam będąc z nim. Pamiętałam dobrze jak czułam się panią nikt. Takie zero, którym ktoś pomiatał, oszukiwał, lekceważył, miał za nic. Czułam się nic nie warta, przestraszona, zdołowana i bez nadziei.
Wiesz, my mamy wszystko na własne życzenie. Zadowalamy się namiastką uczuć lub jej ochłapami. Tolerujemy, wybaczamy.... No tak mamy (miałam
) Wiernie tkwimy przy rycerzach, którzy tak naprawdę są albo zwykłymi chamami albo zaburzonymi jednostkami. Od nas samych zależy ... zależy jak postrzegamy - czy szklanka do połowy jest pusta czy pełna. Od nas więc zależy jak POSTRZEGAMY ŚWIAT I ŻYCIE. Ja widziałam eksa jako rycerza przez wiele lat, inni jako krętacza, oszusta i niepoważnego człowieka, ale o tym dowiaduję się teraz. Ci inni, wiedząc, że już nie jesteśmy małżeństwem wiele mówią. Wcześniej chyba nie dałabym im wiary ....
.
Można narzucić sobie umartwianie się albo korzystać z każdej okazji, chwili i cieszyć się tym co się ma a mamy po rozstaniu wolność, spokój. Jakże ważny jest ten spokój i poczucie bezpieczeństwa, o którym przecież marzymy. Pamiętam jak mąż zadzwonił pijany jakiś czas po rozstaniu i usłyszałam jakże mi znajome słowa, '' no co ty Misiek, poje**na jesteś, popier**liło cię ". Olśniło mnie wtedy i ucieszyło - mam spokój i nie wejdzie mi do domu cham, zbok z awanturą. Doceniłam ciszę i poczucie bezpieczeństwa. Oj bardzo ucieszyłam się, że już razem nie jesteśmy. Ty też możesz narażać się w imię wymyślonej, wyimaginowanej miłości na ubliżanie ..... albo mieć spokój i odbudować własną wartość. Z każdego nałogu przecież można wyjść
.
Miłość ? CZy jesteśmy, byłyśmy kochane przez kata, czy można kochać oprawcę ?