KOCHAJ BLIŹNIEGO SWEGO z blogu Ehdi ![]()
Biblia mówi ?kochaj bliźniego swego jak siebie samego?, powtarzają to księża i rodzice, a później wszyscy się dziwią, że tak dużo przemocy jest na świecie. No bo jak można okazywać miłość do innych ludzi jak nie ma się miłości własnej ? Jeśli sam się nawet nie lubię to jak mogę kochać bliźniego ? W mojej ocenie większość społeczeństwa stosuje się do tych wytycznych i traktuje bliźniego swego jak siebie samego. Jeśli nienawidzę siebie to nienawidzę też bliźniego, proste prawda ?
Rodzice nie nauczyli nas kochać samych siebie?. Naszym rodzicom było albo wiecznie za mało albo byli na tyle zajęci własnymi problemami, że staliśmy się niewidoczni. Przez lata całe nasze JA wypracowało sobie szereg mechanizmów obronnych, które pozwalały nam przetrwać dzieciństwo. Te mechanizmy pozwalały na choć częściowe kompensowanie deficytów z zewnątrz. Ruszyliśmy w świat nie mając właściwych schematów i nawet nie zdajemy sobie sprawy, że nadal odtwarzamy nasz taniec obronny przed każda napotkaną osobą. Z wiekem uzyskaliśmy dużo większą biegłość w stosowaniu naszej techniki, ulepszyliśmy metody, a skoro robiliśmy to od zawsze to nawet nie przyszło nam do głowy, że to może być coś złego.
Udało nam się stworzyć w życiu kilka relacji międzyludzkich, tak więc nie mamy podstaw aby sądzić, że jesteśmy wadliwi. Jeśli ktoś nas nie lubi to bardzo nas dotyka ale za wszelką cenę staramy się to wypierać to z umysłu. Dodatkowo często doszukujemy się ?nielubienia? tam gdzie w rzeczywistości go nie ma. Strach przed oceną jest tak silny, że czasem nawet paraliżuje. Próbujemy zrobić wszystko by wypaść dobrze w tym ?teście?, tylko zapominamy o sobie.
Nasze mury obronne są tak wysokie, że ciężko do nas dotrzeć. Chronimy za wszelką cenę swoje JA ale i tak nawet proste stwierdzenia potrafią przebić się przez mur i dotknąć nas do żywego, a my wtedy budujemy jeszcze bardziej, jeszcze ciaśniej. Problem jednak polega na tym, że bez względu jak wysoki jest mur, bez względu na jego wartości obronne nigdy nie uda nam się obronić przed światem.
Pamiętacie jak powiedziałam mojej terapeutce, że osiągnę cel terapii gdy będę stała na balkonie, w koszuli nocnej, z kubkiem kawy i już nic nie będę musiała ? To wydawało się wtedy takie generalne i ogólne bo w sumie co ja w końcu muszę ?
Wychodząc z domu z deficytem miłości własnej przez całe życie staramy się udowadniać światu, że zasługujemy na szczęście, miłość i szacunek. Czujemy wewnętrzny przymus pozyskiwania akceptacji innych ludzi. W naszej ocenie budujemy w ten sposób swoje poczucie wartości. Jednak naprawdę brniemy w ślepa uliczkę, bo gdy już wzniesiemy nasz zamek z piasku, to jedno niemiłe spojrzenie, kilka nieprzyjemnych słów powoduje, że nasza praca zamienia się w pył.
Musimy budować znowu od początku i od początku. Jesteśmy tak skupieni na swojej powinności, że nie zauważamy, iż wpadamy w prawdziwy nałóg - uzależnienie od ludzkich emocji. Ludzka akceptacja daje nam sporą dawkę ?haju? i mamy wtedy wrażenie, że możemy przenosić góry, jednak pułapka nałogu jest taka, że gdy spotykamy się z emocjami przeciwnymi spadamy niekontrolowanie na samo dno i powrót na górę zajmuje nam dwa razy więcej czasu.
Dodatkowo nasze reakcja na ?emocje negatywne? jest często zasadniczo nieadekwatna do przekazu tych emocji. Nawet najdrobniejszy przekaz potrafi zatrząść naszym całym światem. Popełniamy drobny błąd w pracy, dostajemy burę od wkurzonego szefa i nagle jesteśmy już brzydcy, głupi i bezwartościowi. Musimy znowu przejrzeć się w akceptujących ludzkich oczach aby znowu wspiąć się na górę.
Ostatnio napisałam tekst o kupie. Tekst ten był zbiorem własnych przemyśleń, które gromadziły mi się pod deklem od jakiegoś czasu. Czasem tak mam, że coś się kłębi, kłębi a później impuls wyrzuca to na powierzchnię. Tym impulsem była wizyta na pewnym publicznym forum, w temacie poświęconym toksycznej matce. Szczerze mówiąc niewiele poświęciłam na zgłębianie zasobów tego forum, bo gdy zaświtała mi myśl natychmiast opisałam swoją kupę i swoje szambo. Zaczynając posta podzieliłam się jednak źródłem mojej idei, jednocześnie zaznaczając, iż nie oceniam tego forum i jego użytkowniczek bo niewiele mogę powiedzieć. Zaprosiłam zresztą te Dziewczyny na swojego bloga. Niestety niektóre z użytkowniczek, które odwiedziły mojego bloga i przeczytały rzeczony tekst okupie natychmiast poczuły się urażone.
Dowiedziałam się, że w moim tekście nazwałam użytkowniczki nieudacznicami, babrzącymi się w kupie, a całe forum określiłam szambem. Ponadto gdy rozmawiałam z niektórymi Dziewczynami na temat tekstu i jego przesłania zarzucono mi, że najpierw mieszam użytkowniczki z gównem, a później nazywam je przewrażliwionymi, w związku z czym moje zachowanie jest zachowaniem oprawcy. Całe szczęście reakcje te były reakcjami odosobnionymi i wiele Dziewczyn potrafiło zrozumieć prześmiewczość tego tekstu oraz jego osobisty charakter.
Prawda jest jednak taka, że głodni EMOCJOMANIACY widzą często atak tam gdzie go w rzeczywistości nie ma. Wspomnienie w jednym tekście o forum, szambie i gównie pomimo, iż formuła była zasadniczo rozłączna natychmiast zapaliła wyczulone na krytycyzm lampki EMOCJOMANIAKÓW. Szczerze ? Jeszcze jakiś czas temu zachowałabym się dokładnie tak samo. Nie wspomnę o tym, że wdałabym się wręcz w kłótnię z użytkowniczkami, którym nie podobał się mój tekst. No bo jeśli myślisz inaczej z pewnością mnie atakujesz !!!
Atak jest najbardziej znaną formą obrony. Jednak ten atak nie rozwiązuje sprawy, EMOCJOMANIAK pomimo, iż zażarcie broni swojej pozycji to jednak czuje się tym wszystkim zagrożony. Jeśli nie znajdzie sobie w tym czasie właściwego ?wsparcia? posypie się na kawałeczki.
No, a już absolutną tragedią będzie gdy ?towarzystwo wzajemnej adoracji? stanie po stronie ?oprawcy?. Wtedy EMOCJOMANIAK zaczyna proces manipulacji aby przeciągnąć na swoją stronę choć jedną osobę. Tu już zaczyna się prawdziwa wojna. Nie liczą się ofiary, ważne aby utrzymać swoją pozycję. Nie liczy się, że ci, którzy dotychczas byli przyjaciółmi oberwą bez znieczulenia. Oni zdradzili, więc muszą ponieść konsekwencje.
Przeglądamy się w ludzkich oczach, więc jeśli nie ma w nich akceptacji to natychmiast trzeba taką osobę wyrzucić poza nawias. To jest wróg ! Nawet jeśli w rzeczywistości jest prawdziwym przyjacielem. Nasze ego jest na tyle kruche, że nie potrafimy znieść odrzucenia. Nawet najdrobniejsze detale mogą spowodować zakończenie relacji, a gdy zdrowiejemy nie potrafimy czasem stanąć twarzą w twarz z tym potworem, którym się staliśmy.
Kiedy pierwszy raz ktoś pokazał mi moje odbicie w lustrze, nie mogłam tego znieść. Mój mózg zaczął wszystko wypierać, bo nie mógł przyjąć prawdy. Uruchomiła się fala mechanizmów obronnych, które miały mi pozwolić wrócić do utartego schematu.
Czasem jednak warto uświadomić sobie jedną rzecz, że jeśli odkrywamy coś brzydkiego o sobie to nie oznacza jednocześnie, że jesteśmy beznadziejni, do dupy i generalnie bez sensu. Brzydkie nawyki można zmienić, a my musimy spojrzeć w głąb siebie i zrozumieć, że przez sam fakt, iż jesteśmy na tej drodze możemy być z siebie dumni. Przestańmy wyrażać się o sobie negatywnie, pozwólmy sobie na chwilę refleksji. Przecież jest w nas tyle dobrego. Każdy z nas coś osiągnął w życiu i zmierza w jakimś kierunku. Nie spędziliśmy życia na siedzeniu na ławce w parku i opłakiwaniu smutnego dzieciństwa, a nawet jeśli to czas aby wstać i odkryć siebie na nowo.
Ocena samego siebie nie przynosi nam nic dobrego. Możemy oceniać swoje zachowania ale bez względu na to czy są one dobre czy złe nie przesądza to o naszej wartości jako człowieka. Podobnie jest z innymi w naszym życiu. Nie przekreślajmy nikogo tylko dlaczego, że źle się zachował. Każdy ma prawo błądzić.
Nie przeglądajmy się w cudzych oczach. Przejrzyjmy się we własnych i odnajdźmy w nich miłość i akceptację. Dajmy sobie i innym ludziom prawo do błędu, a wtedy nasze życie nabierze zdecydowanie lepszej jakości.