Wiesz do kwiatków lecą motylki 
Moim rzeczom została jedna noc, a mnie trzy ... I z braku funduszy i tak chyba je po prostu przesiedzę, bo nie stać mnie nawet już na pożegnanie się z ludźmi i miastem 
Cóż... do muzeum może jakiegoś zawitam albo będę metrem jeździć, bo mam pełno biletów 
***
Znacie to uczucie drobnych rozczarowań...?
Już prawie kończę pakowanie. W pewnym momencie dopadła mnie ochota na loda (jadam bardzo rzadko). Nie loda byle jakiego, ale magnum. Tego takiego dużego, klasycznego, w ciemnej czekoladzie i z ciemnymi malusimy kropeczkami w kremowo-białej masie, które chyba mają udawać wanilię. Czas długi dosyć sam wygląd loda, ale i uczucie jakie mi będzie towarzyszyć w czasie jego konsumowania, zaprzątały mi myśli.
Wstałam, ubrałam się i udałam do sklepu po obiekt westchnień. Zdziwiłam się nieco zerkając do lodówki, że rodzajów lodów magnum jest więcej, ale pamiętałam opakowanie, nie czytając etykiety, gdyż nieprzystojny i ledwo mówiący w urzędowy języku miejsca sklepu, zadawał mi dość osobiste pytania, nie do końca pojmując odpowiedzi.
Wróciłam do domu. Mój lód. Magnum. Przypomniałam sobie w drodze, jakim zawsze był obiektem cieknącej ślinki w czasie mojego i innych dzieciństwa, choć ówczesna cena, zazwyczaj nie mogła być pokryta przez skarbonkowe zbieraki.
I... delikatnie,... nie, nie delikatnie, zapalczywie rozdarłam opakowanie i pozwoliłam sobie na pierwszy kęs...
...
...
cukier, słodki parszywie cukier. W środku napotkałam mdłego i przesłodzonego czekoladowego loda, a gorzka czekolada była okropnie słodką podróbką, pod spodem której była jeszcze jakaś nutellowo-czekoladowa masa.
Do połowy udało mi się przełknąć. W połowie popatrzyłam i się zastanowiłam, czy mam ochotę dalej jeść te puste kalorie, które nie dają mi wymyślonego uczucia radości nim zakupiłam tego loda, a co najwyżej dodatkowe kilogramy. Nie mam.
Co zrobiłam - zjadłam. Bo to
a) magnum - lód od dzieciństwa ekskluzywny-drogi (dziś już chyba nie tak - a wariacja innych toć wielka)
b) lód wyczekiwany i wymarzony (całkowita iluzja)
c) zdobyty tymi nogami tymi ręcami, tym wysiłkiem pójścia do sklepu (no tak,o zdobycz się dba)
d)jedzenia się nie wyrzuca (dobra dziewczynka, z dobrego domu, tak nie wypada)
Powinnam była wyrzucić po pierwszym kęsie.
[A teraz jako podmiot zamiast magnum podstawcie sobie karalucha]