Dzisiaj widzę milczący dzień...
Ja w autobusie powrotnym do jeszcze-domu. W autobusie wifi, więc mogę spokojnie korzystać z komputera, a nie telefonu i zaczytuję się w siostrzanych blogach. Nawet już chciałam zacząć robić naszego nowego motylkowego, ale niestety połączenie jest za słabe i czytać owszem, ale coś utworzyć więcej to już nie.
Tak się jeszcze nad nazwą zastanawiałam i nie mogłam przypomnieć sobie naszej - to może motylemjestem? Bo w końcu nic produkować nie będziemy, bo wszystko już mamy i jedynie musimy się tego nauczyć na nowo albo wygrzebać ze środka ewentualnie poszukać - ale to ciągle my kochane dziewczyny i cudne kobiety. Motyle to my ![]()
I będę bardzo prosiła o chwalenie się na tym blogu wszystkim - chociażbyśmy uważały, że to nijakie i takie i siakie. Chwalić się i eksponować siebie (inaczej jak przez latania przy karaluchu trzeba się nauczyć).
Bardzo mi się podoba opis Tarantelli (wg naszego forum):
Rocznik '66. Dorobek: kochany-pogodny-inteligentny syn rokujący na dobrego człowieka, godziwa praca, godziwe wykształcenie, dach nad głową, "odsiane", jedyne w swoim rodzaju przyjaźnie, dłuuugi pies. Apetyt na życie. Apetyt na zmiany. Apetyt na rozwój, a chętnych do rozwijania się wszystko popycha do przodu. Nawet dramaty.
Niech on się nam stanie inspiracją. I o tym właśnie mamy pisać i się chwalić w naszym życiu. Osiągnięciami długofalowymi, jak super dzieci i nie tylko i tymi drobnymi jak tym apetytem na życie i przebiegnięciem chociażby naszym pierwszych stu metrów. (o kąciku wsparcia sportowego też myślę, to byśmy się tam mogły chwalić i wymieniać - wzajemnie dopingować).
Cokolwiek nam z tego wyjdzie to fakt, że o tym napiszemy i się pochwalimy (nawet jak przeczyta tylko moderator) to już super dużo, bo dostrzeżemy, że to mamy.
O pisanie o bolączkach i psychofagach zostawiamy na blogach siostrzanych.
To się napisałam, a póki co blogu brak... jak tylko się odrobię po wyjeździe mamy z pracą, zrobię szkielet.
A teraz sobie przypomniałam, że kiedyś chyba w dziale społeczeństwo (czy cóś) założyłam taki temat zainicjowany mądrą książką, której tytułu teraz nie pamiętam (ale dotyczyła kobiet) o tym, że jesteśmy tak wychowywany i przesiąknięte stereotypami, że jak kobieta coś zrobi fajnego, to się o niej mówi, że ma szczęście - co więcej ona sama o sobie tak mówi, a mężczyzna zawsze osiągnięcia - wszystko dzięki jego ciężkiej pracy. I pamiętam, że wyczytałam, że my - kobiety - w ogóle się chwalić nie umiemy. A powinnyśmy brać przykład z karaluchów, jak pod niebiosa potrafią wychwalać to jak pozmywali, wyszli z psem, czy zrobili kanapkę.
Zaraz znajdę linka do dokleję, bo tam cytowałam tę autorkę.
Temat jednak nie cieszył się powodzeniem i nie został zrozumiany.
*****
Wklejam link: http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php? … 9#p1493569
I skrócony cytat, dla tych którym się wchodzić na ten wątek nie będzie chciało:
"Kobiety wiele osiągają, ale tego nie zauważają. Od co najmniej trzydziestu lat niezliczone debaty krążą wokół tematów podwójnego obciążenia matek, nieadekwatnego wynagradzania pracy kobiet i niedostatecznego poważania kreatywności, jednak wątpliwości co do własnej wiedzy i umiejętności są głęboko zakorzenione. (...)
Inne doświadczenie uświadomiło mi, że kobiety mają niskie mniemanie nie tylko o własnych umiejętnościach, ale także ogólnie o zdolnościach i kreatywności całego kobiecego świata. (...)
Claudia Breitsprecher "Matki i córki. Wzajemne relacje."