Najpierw muszę jeszcze wyjechać
Póki co daleko do tego...zobaczymy...(edit: z drugiej strony muszę mieć świadomość, że czasu nie wykorzystałam do końca (to chyba lepsze określenie od "zmarnowania"), żeby widzieć, co ze mną zrobił nałóg
/edit)
Eee... no trawa to już bardzo dużo
Dla mnie kawa na śniadanie w porannym słońcu może i być na chodniku
Czasem nie rozumiem, jak opowiadacie by się uczyć samemu iść na kawę itp. Bo ja to robię, od zawsze i bardzo lubię. Tak się rozkoszować chwilami. Kawa, śniadanie, nawet samotne wyjście w góry (czy nawet na dłużej i na dalej). Czasem wolę sama niż z kimś. Wieczór przy kominku z winem, spacery po mieście, zwiedzania...to wszystko miałam i mam. Nawet w tej przeplatance z karaluchem mialam te własne chwile. Wtedy oddychałam.
Dlatego zastanawiam się co ja mam zrobić, by pokochać siebie. Bo milion tych rzeczy w poradnikach ja realizuje od dawien dawna.
No granic stawiać nie umiem - będę się uczyła.
Poza tym też siebie lubię. Teraz, jak pisałam, mam ochotę czasem zedrzeć z siebie skórę, dlatego, że pozwoliłam by dotykały ją ręce, które zupełnie nie miały do niej szacunku - źle się z tym czuje (z drugiej strony ciało jakby ciągle należało do niego...:( ), ale to raczej taki rozdźwięk - patrzenie na to, że ktoś naruszył to, co kocham, co jest do poskładania.
Zupełnie nie wiem, jak się za to zabrać z tą miłością własną.
Dadam....
Jak? Nie wiem. Ale coś mi się pokojarzyło. Ceniłaś siebie, wiedziałaś ile warta jesteś, ale jednak - pierwotne potrzeby okazały się ważniejsze? Poczucie bezpieczeństwa i bycie kochaną, czucie, że jest się kochaną i docenianą?
DDA? Tak.....
Chyba jedyna rada - dalej uczyć się, że miłość, to nie litość i nie zapominanie o sobie i o swoich wartościach.
Tak sobie czasem myślę..... Prawdziwa miłość to zaskoczenie - po "czasie" bycia obok....
Nigdy nie byłam z kimś "po latach bycia obok"....
A Ty? Na jakiej podstawie powstawały Twoje związki? Długotrwałych koleżeńskich relacji czy iskry? ![]()