netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

26 309 odpowiedzi1 691 877 wyświetleńzałożony przez bez serca, 21.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Strony Poprzednia 1 … 301 302 303 304 305 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 19 631 do 19 695 z 26 310 ]

19 631

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Cieszę się,że jest Wam tak fajnie. smile
U mnie jest beznadziejnie.

Jm drugi tydzień zalega w wyrku.Jak trochę jeździł do pracy,jeszcze razdziej się widywaliśmy i w ogóle było spokojnie.A teraz....

We wtorek karaluch sprowokował kłótnię.Syn też dał się wkręcić.Córka była niemym świadkiem,pierwszy raz bezpośrednio słyszała jakie bzdury jej "ojciec" wygaduje.Była w szoku.Ja na spokojnie odpierałam zarzuty ale syn był roztrzęsiony strasznie.
Na drugi dzień tatuś wręczył im po 150 zł. Głupio mu było po tym co nagadał.Żenujące.

Wczoraj ja nie wytrzymałam.Nie potrafię przejść do porządku dziennego nad tym,że on przeniósł nienawiść na mnie na swoje dziecko.Manipulując słowem i wycinkami z jakiś zaistniałych sytuacji niszczy niedojrzałą psychikę.Darek się miota jak ja kiedyś.Jak Cię ktoś niesprawiedliwie ocenia,oskarża to naturalnym odruchem obronnym jest reakcja.Prawda?.Chłopak próbuje więc tłumaczyć,przekonywać.Tylko w przypadku jego ojca to niemożliwe.
cytat : Nie chciałeś mi części do samochodu poszukać to musiałem dwa proszki na uspokojenie wziąć,
Wysłuchujemy teraz,że on w sądzie wszystko powie.Bo tam nikt mu nie będzie przerywał.
Znowu była awantura.Teściowa kłamała w żywe oczy.Mieszała wydarzenia,fakty.Ja z nagrania oczywiście siebie i to co mi nie pasowało wycięłam itp.Zdjęcie jej chcialam zrobić tego dnia jak wyklinała wnuczka!
Moja matka i chyba ciotka leżały pijane!.Tylko dwa razy była u moich rodziców w domu...Oczywiście nic takiego nie mogło mieć miejsca.

Jak ucichło zawołałam jm.
Do banku wypisać się z konta może pojedzie,ale widac,że się tego boi. (okazało się,że sobie nowe konto już dawno założył!).
Za samochód już mi nie da połowy,ale za to mam się dołożyć do remontu (taak,a on po pijaku go rozwali).Poza tym jak mnie było stać na wyjazd na Święta to czyli stać mnie kupno drugiego samochodu.
Ktoś mi podpowiedział,że skoro Saxo jest na mnie to powinnam go sprzedać i ewentualnie oddać mu połowę kasy(za pokwitowaniem).Mogłabym tak zrobić?

Na każdym kroku wysłuchuję,że on w sądzie mnie zniszczy,bo ten się śmieje kto sie śmieje ostatni....Tyle na mnie ma.Jak tak słucham,to jestem pewna,że zrobi z siebie idiotę.A jak wpadnie w furię,bo sędzia nie przyzna mu racji to może go do czubków zamkną.
To jego-kup sobie aparaty słuchowe  też mnie dobija.Nie mogę jednego słówka zamienić na inne z tego co mówił wcześniej bo zaraz to słyszę.Psychicznie chce mnie wykończyć.Kolejną szpilę mi wsadza.

Już się nie boję.On nie jest w stanie się do sprawy przygotować.I wystarczy jedno słowo -seks.Zawsze wyprowadza go to z równowagi.A odpowiedź jest zawsze jedna: bo kobieta nie ma prawa odmawiać,choćby nie wiem co.I jeszcze kilka tez na ten temat ma.I to wszystko wywali w sądzie.
Ja będę mogła zadawać pytania ?

Tłumaczyłam mu wczoraj,że nie chcę go skrzywdzić,chciałabym się po prostu rozstać bo to co jest nie ma sensu.Każde będzie robić swoje z czystym sumieniem.Żyjmy dalej jak umiemy najlepiej,każde z nas ma na to inny sposób.
Usłyszałam tylko,że nie ma kasy na rozwód i że mam sobie nie myśleć,że go z domu wyrzucę.
A czy mi da rozwód? Nie wie musi się zorientować na czym to polega i jakie są możliwości.
O rozdzielności majątkowej u notariusza nawet nie myślę.On się na nic nie zgadza.Boi się,że go oszukam.Nie zna zupełnie swoich praw.

Tak mi się przypomniało.Moja teściowa sądziła się ze swoją kilka razy.Tylko nie bardzo pamiętam o co.W ogóle jm z rodzeństwem straszne świństwa swojej babci robili,chwalili się nie raz.Bo podobno taka niedobra była.
Nic dziwnego,że teraz karaluchy mnie nienawidzą,Ja przypominam tę kobietę.Ona też nie tańczyła jak jej zagrali.Miała swoje zdanie i potrafiła sie sprzeciwić.

Moja pani psycholog będzie miała czas dopiero w przyszłym tygodniu.Samochodu nie mam,komunikacja fatalna i jeszcze kilka kilometrów do ośrodka trzeba iść.Pogoda okropna.Odechciewa się wszystkiego.
Znowu mi się pokomplikowało.
Jutro jak się wyśpię po nocnej zmianie muszę uciekać z domu.Na dwa dni. sad

19 632

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
beosa napisał/a:

Cieszę się,że jest Wam tak fajnie. smile
U mnie jest beznadziejnie.

Jm drugi tydzień zalega w wyrku.Jak trochę jeździł do pracy,jeszcze razdziej się widywaliśmy i w ogóle było spokojnie.A teraz....

We wtorek karaluch sprowokował kłótnię.Syn też dał się wkręcić.Córka była niemym świadkiem,pierwszy raz bezpośrednio słyszała jakie bzdury jej "ojciec" wygaduje.Była w szoku.Ja na spokojnie odpierałam zarzuty ale syn był roztrzęsiony strasznie.
Na drugi dzień tatuś wręczył im po 150 zł. Głupio mu było po tym co nagadał.Żenujące.

Wczoraj ja nie wytrzymałam.Nie potrafię przejść do porządku dziennego nad tym,że on przeniósł nienawiść na mnie na swoje dziecko.Manipulując słowem i wycinkami z jakiś zaistniałych sytuacji niszczy niedojrzałą psychikę.Darek się miota jak ja kiedyś.Jak Cię ktoś niesprawiedliwie ocenia,oskarża to naturalnym odruchem obronnym jest reakcja.Prawda?.Chłopak próbuje więc tłumaczyć,przekonywać.Tylko w przypadku jego ojca to niemożliwe.
cytat : Nie chciałeś mi części do samochodu poszukać to musiałem dwa proszki na uspokojenie wziąć,
Wysłuchujemy teraz,że on w sądzie wszystko powie.Bo tam nikt mu nie będzie przerywał.
Znowu była awantura.Teściowa kłamała w żywe oczy.Mieszała wydarzenia,fakty.Ja z nagrania oczywiście siebie i to co mi nie pasowało wycięłam itp.Zdjęcie jej chcialam zrobić tego dnia jak wyklinała wnuczka!
Moja matka i chyba ciotka leżały pijane!.Tylko dwa razy była u moich rodziców w domu...Oczywiście nic takiego nie mogło mieć miejsca.

Jak ucichło zawołałam jm.
Do banku wypisać się z konta może pojedzie,ale widac,że się tego boi. (okazało się,że sobie nowe konto już dawno założył!).
Za samochód już mi nie da połowy,ale za to mam się dołożyć do remontu (taak,a on po pijaku go rozwali).Poza tym jak mnie było stać na wyjazd na Święta to czyli stać mnie kupno drugiego samochodu.
Ktoś mi podpowiedział,że skoro Saxo jest na mnie to powinnam go sprzedać i ewentualnie oddać mu połowę kasy(za pokwitowaniem).Mogłabym tak zrobić?

Na każdym kroku wysłuchuję,że on w sądzie mnie zniszczy,bo ten się śmieje kto sie śmieje ostatni....Tyle na mnie ma.Jak tak słucham,to jestem pewna,że zrobi z siebie idiotę.A jak wpadnie w furię,bo sędzia nie przyzna mu racji to może go do czubków zamkną.
To jego-kup sobie aparaty słuchowe  też mnie dobija.Nie mogę jednego słówka zamienić na inne z tego co mówił wcześniej bo zaraz to słyszę.Psychicznie chce mnie wykończyć.Kolejną szpilę mi wsadza.

Już się nie boję.On nie jest w stanie się do sprawy przygotować.I wystarczy jedno słowo -seks.Zawsze wyprowadza go to z równowagi.A odpowiedź jest zawsze jedna: bo kobieta nie ma prawa odmawiać,choćby nie wiem co.I jeszcze kilka tez na ten temat ma.I to wszystko wywali w sądzie.
Ja będę mogła zadawać pytania ?

Tłumaczyłam mu wczoraj,że nie chcę go skrzywdzić,chciałabym się po prostu rozstać bo to co jest nie ma sensu.Każde będzie robić swoje z czystym sumieniem.Żyjmy dalej jak umiemy najlepiej,każde z nas ma na to inny sposób.
Usłyszałam tylko,że nie ma kasy na rozwód i że mam sobie nie myśleć,że go z domu wyrzucę.
A czy mi da rozwód? Nie wie musi się zorientować na czym to polega i jakie są możliwości.
O rozdzielności majątkowej u notariusza nawet nie myślę.On się na nic nie zgadza.Boi się,że go oszukam.Nie zna zupełnie swoich praw.

Tak mi się przypomniało.Moja teściowa sądziła się ze swoją kilka razy.Tylko nie bardzo pamiętam o co.W ogóle jm z rodzeństwem straszne świństwa swojej babci robili,chwalili się nie raz.Bo podobno taka niedobra była.
Nic dziwnego,że teraz karaluchy mnie nienawidzą,Ja przypominam tę kobietę.Ona też nie tańczyła jak jej zagrali.Miała swoje zdanie i potrafiła sie sprzeciwić.

Moja pani psycholog będzie miała czas dopiero w przyszłym tygodniu.Samochodu nie mam,komunikacja fatalna i jeszcze kilka kilometrów do ośrodka trzeba iść.Pogoda okropna.Odechciewa się wszystkiego.
Znowu mi się pokomplikowało.
Jutro jak się wyśpię po nocnej zmianie muszę uciekać z domu.Na dwa dni. sad

Beosa, z tym samochodem to jest tak. Jeśli Ty podpisałaś umowę kupna ale nie macie rozdzielności majątkowej to On wedle prawa jest właścicielem uktytym. Ale istnieje jeszcze coś takego jak Twój maj?tek odrębny do którego On nic nie ma. Gdybyś na przykład ten samochód kupiła z pieniędzy kt?re ktoś Ci darował. Ale to jest tylko prawo. Bo w praktyce, jeśli sprzedasz auto, a on jest nieświadomy to kupiec zapłaci i do widzenia, ale mogą wystąpić pewne problemy

19 633

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Żabko, ja akurat nie dlatego jestem rzadziej...
Dlaczego? Bo tak jakoś wszystko stoi w miejscu. Chyba dopiero czeka na wiosnę, na przebudzenie smile A ja czekam. Oglądam siebie, słucham.
Happy, wiosenne przesilenie trwa. Jakoś niemrawe wszystko, więcej śpię a i tak chce mi się spać. Inni wokół mają podobnie, więc chyba jakoś mieszczę się w normie wink

19 634

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

Dzień dobry smile
Wiecie, Zofia, to pewnie trafiła te 6 w totka i teraz próbuje dojść do siebie wink

Nie trafiłam sad ...nie mogłam, bo nie gram tongue.
A nie gram bo nie mam szczęścia sad
ale gdybym trafiła to .........ufff .......wiele marzeń bym spełniła smile między innymi, podróż dookoła świata smile ..... a może jakąś fundację założyłabym ........... wink

Nie pomyliłaś się Zabko -  dochodzę do siebie......i nie przejedzenie jest powodem mego złego samopoczucia.
Dokuczają mi wrzody dwunastnicy. Miewam bóle w różnym czasie ale najsilniejsze są wiosną i jesienią....tylko coś tej wiosny nie widać. Być może i bóle głowy to wynik choroby wrzodowej ( a może i nie). Już jest lepiej, ale wczoraj nacierpiałam się sad.

Byłam w kinie konesera, na filmie "Cztery słońca" :zdrady, lekkomyślność partnera, porzucenie, trauma. Film komentował dziennikarz....ale on chyba inny film oglądał......temat filmu był mi znajomy..... przemyślenia, powroty do swoich przeżyć.... czy kiedykolwiek zamknę ten rozdział ? czy kiedykolwiek nie będzie mnie to zupełnie ruszać ?
Tak czy inaczej siedzę w dołku. Nie jest mi wygodnie, ale nie umiem inaczej. Pewnie potrzeba mi trochę czasu.... . Do dołka ściągnęły mnie też moje osobiste sprawy, w których ciągle drepczę w miejscu. Krok do przodu i krok w tył. Jestem zniecierpliwiona, zdegustowana......trudno mi samej przeskoczyć gąszcz niejednoznacznych przepisów, niekompetentnych, zwyczajnie niedouczonych urzędników. Za ich niekompetencję ja będę ponosić odpowiedzialność. Sprawa jest poważna i nie mogę sobie pozwolić na błędy. Czuję się znowu zniechęcona i bezradna. 

Przekaż Nianiu życzenia powrotu do zdrowia. Trzymam za nią kciuki smile

19 635

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:

Ja chyba mam wiosenne przemeczenie i zasmucenie sad Spac mi sie chce tylko sad

Też tak mam. Dwa dni w łóżku przeleżałam. No nie dam rady wstać ! sad
Depresja czy tylko zasmucenie i przemęczenie wiosenne ? Wybieram to drugie big_smile

19 636

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:

Napisalam ale sie skasowalo sad
U mnie wiosna powoli przychodzi smile Przebisniegi i krokusy zakwitly smile
Zabka jak tam niania ? Zofia jak po swietach? Beosa jak tak psycholog ? Liv a Ty gdzie? Silly zagladasz tu jeszcze ?
Raki dobra decyzja smile Pani zupka trzymaj sie !!! Tezkobieta jak tak przemeczenie wiosenne? Hm...cud sie stal !!! Znalazlam lakier do paznokci, ktory nie wywoluje u mnie alergii smile Kupilam 6 kolorow - teraz pomalowalam sobie na  niebiesko smile

Polecam ostatni artykul na blogu Terapia przez pisanie "Tyle miłości ile wolności".
Piszcie kobietki bo  mi sie juz nudzi tongue  Ani nie ma co czytac ani co analizowac smile

Święta bardzo fajne. Niedziela, do wieczora spędzona u brata. Było 17 osób ( w tym  kilkulatek, fajny chłopczyk Olo, który na pytanie, jak się nazywasz odpowiada, Jajo smile) Jajo jest w rozkosznym wieku smile.
Kiedy wieczorkiem sypnął śnieg, odwiedził nas Mikołaj. Brata syn przebrał się - było dużo śmiechu...
W poniedziałek były koleżanki młodszego i kuzynka.
Lubię wesołe i rodzinne święta a takie te były smile

19 637

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
Happyfull napisał/a:

Napisalam ale sie skasowalo sad
U mnie wiosna powoli przychodzi smile Przebisniegi i krokusy zakwitly smile
Zabka jak tam niania ? Zofia jak po swietach? Beosa jak tak psycholog ? Liv a Ty gdzie? Silly zagladasz tu jeszcze ?
Raki dobra decyzja smile Pani zupka trzymaj sie !!! Tezkobieta jak tak przemeczenie wiosenne? Hm...cud sie stal !!! Znalazlam lakier do paznokci, ktory nie wywoluje u mnie alergii smile Kupilam 6 kolorow - teraz pomalowalam sobie na  niebiesko smile

Polecam ostatni artykul na blogu Terapia przez pisanie "Tyle miłości ile wolności".
Piszcie kobietki bo  mi sie juz nudzi tongue  Ani nie ma co czytac ani co analizowac smile

Święta bardzo fajne. Niedziela, do wieczora spędzona u brata. Było 17 osób ( w tym  kilkulatek, fajny chłopczyk Olo, który na pytanie, jak się nazywasz odpowiada, Jajo smile) Jajo jest w rozkosznym wieku smile.
Kiedy wieczorkiem sypnął śnieg, odwiedził nas Mikołaj. Brata syn przebrał się - było dużo śmiechu...
W poniedziałek były koleżanki młodszego i kuzynka.
Lubię wesołe i rodzinne święta a takie te były smile

O jak miło.

Pomysł z Mikołajem świetny!

19 638

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
beosa napisał/a:

Jutro jak się wyśpię po nocnej zmianie muszę uciekać z domu.Na dwa dni. sad

Rzeczywiście sad
Wcale się nie dziwię, że Ci puszczają nerwy, bo każda cierpliwość ma swoje granice. Ów spokój nie zawsze da się utrzymać, to nierealne, kiedy ktoś wiecznie próbuje Cię wyprowadzić z równowagi - bezpośrednio. Bo na pewne rzeczy nie mamy wpływu - owo leżenie w łóżku? Przecież nie jesteś w stanie nic z tym zrobić, bo nie Ty leżysz w łóżku. Masz wpływ tylko na siebie, to akurat powinnaś dla własnego dobra nauczyc się traktować jako kwestię kompletnie niezależną. Jeśli atak jest bezpośredni przeciwko Tobie - złość jest prawidłowa. Jeśli nie ma ataku a jedynie coś, co w Ciebie bezpośrednio nie bije - wyprowadza Cię z równowagi - trzeba spróbować znaleźć sposób na to, by nie tracić spokoju. Nie wiem jak, przyznaję. Kiedy jm permanentnie siedzi przed TV - po prostu omijam go szerokim łukiem, nawet nie patrzę w stronę pokoju, bo mnie mierzi coś takiego smile Ale kiedy owo zasiedzenie sprawia, że któryś maluch się wydziera przez 5 minut i brak jest reakcji, to mogą i wióry polecieć wink

Żenujące... Z tymi pieniędzmi i w ogóle. Wiesz co, ja nie wiem, im więcej Ty mówisz, mam wrażenie że on sobie w swój chory sposób planuje taktykę na ew. sąd.... No raczej rzeczywiście nie wygląda to z jego strony zbyt obiecująco, ale chyba nie zależy Ci na tym, żeby na zbyt rozsądnego wyszedł wink Nie pamiętam, ale chyba będziesz mogła zadawać pytania, ale nie wiem w jakim momencie. Napewno sąd przy zadawaniu różnych pytań będzie wyciągał jakies wnioski, zadawał Ci dodatkowe pytania a potem jemu. U mnie tak było. Pierwszy wyszedł na niezłego popaprańca w rezultacie, bo odpowiadał na gorąco i to co mu na wątrobie leżało, więc wyszło jak wyszło wink Ja natomiast nie próbowałam opierać się na jakichś przeświadczeniach i domysłach, zaznaczałam czego nie wiem, czego nie jestem w stanie udowodnić, a co jest pewne. Musisz gdzieś zaznaczyć w sądzie, że jednym z powodów rozwodu jest także zmienianie faktów przez jm i jego matkę, manipulowanie faktami, które sprawia krzywdę pomówieniami ludziom wokół - i zacytować ten tekst z awantury o pijanej Twojej mamie. Że takich przejawów przeinaczania było wiele i byłaś wobec tego bezsilna bo jak rozsądnie reagować na takie manipulowanie? Pokażesz się ze szczerej strony, nie musisz ukrywać, że dawałaś się pomimo starań wyprowadzić z równowagi takimi posądzeniami, bo to Ciebie raniło.

Co do cytowania - tu staraj się rzeczywiście używać dokładnie jego sformułowań. Trzeba mieć nieco wyostrzoną percepcję, to fakt. Ale na tym się wygrywa. Ja mam pod tym względem dość dobrą pamięć wink Nie pamiętam wszystkiego, ale te kwestie, które wryły mi się w pamięć i one w określonej sytuacji mi się przypominają dosłownie. Zresztą on swoimi posądzeniami mnie o to, że głupia jestem, że wiecznie coś wymyślam, że coś sobie uroiłam, sprowokował tę moją dobra pamięć smile Sam sobie nagrabił, bo można było sfiksować rzeczywiście....

A pogoda od przyszłego tygodnia ma się poprawiać smile

19 639

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
beosa napisał/a:

Cieszę się,że jest Wam tak fajnie. smile
U mnie jest beznadziejnie.

Jm drugi tydzień zalega w wyrku.Jak trochę jeździł do pracy,jeszcze razdziej się widywaliśmy i w ogóle było spokojnie.A teraz....

We wtorek karaluch sprowokował kłótnię.Syn też dał się wkręcić.Córka była niemym świadkiem,pierwszy raz bezpośrednio słyszała jakie bzdury jej "ojciec" wygaduje.Była w szoku.Ja na spokojnie odpierałam zarzuty ale syn był roztrzęsiony strasznie.
Na drugi dzień tatuś wręczył im po 150 zł. Głupio mu było po tym co nagadał.Żenujące.

Wczoraj ja nie wytrzymałam.Nie potrafię przejść do porządku dziennego nad tym,że on przeniósł nienawiść na mnie na swoje dziecko.Manipulując słowem i wycinkami z jakiś zaistniałych sytuacji niszczy niedojrzałą psychikę.Darek się miota jak ja kiedyś.Jak Cię ktoś niesprawiedliwie ocenia,oskarża to naturalnym odruchem obronnym jest reakcja.Prawda?.Chłopak próbuje więc tłumaczyć,przekonywać.Tylko w przypadku jego ojca to niemożliwe.
cytat : Nie chciałeś mi części do samochodu poszukać to musiałem dwa proszki na uspokojenie wziąć,
Wysłuchujemy teraz,że on w sądzie wszystko powie.Bo tam nikt mu nie będzie przerywał.
Znowu była awantura.Teściowa kłamała w żywe oczy.Mieszała wydarzenia,fakty.Ja z nagrania oczywiście siebie i to co mi nie pasowało wycięłam itp.Zdjęcie jej chcialam zrobić tego dnia jak wyklinała wnuczka!
Moja matka i chyba ciotka leżały pijane!.Tylko dwa razy była u moich rodziców w domu...Oczywiście nic takiego nie mogło mieć miejsca.

Jak ucichło zawołałam jm.
Do banku wypisać się z konta może pojedzie,ale widac,że się tego boi. (okazało się,że sobie nowe konto już dawno założył!).
Za samochód już mi nie da połowy,ale za to mam się dołożyć do remontu (taak,a on po pijaku go rozwali).Poza tym jak mnie było stać na wyjazd na Święta to czyli stać mnie kupno drugiego samochodu.
Ktoś mi podpowiedział,że skoro Saxo jest na mnie to powinnam go sprzedać i ewentualnie oddać mu połowę kasy(za pokwitowaniem).Mogłabym tak zrobić?

Na każdym kroku wysłuchuję,że on w sądzie mnie zniszczy,bo ten się śmieje kto sie śmieje ostatni....Tyle na mnie ma.Jak tak słucham,to jestem pewna,że zrobi z siebie idiotę.A jak wpadnie w furię,bo sędzia nie przyzna mu racji to może go do czubków zamkną.
To jego-kup sobie aparaty słuchowe  też mnie dobija.Nie mogę jednego słówka zamienić na inne z tego co mówił wcześniej bo zaraz to słyszę.Psychicznie chce mnie wykończyć.Kolejną szpilę mi wsadza.

Już się nie boję.On nie jest w stanie się do sprawy przygotować.I wystarczy jedno słowo -seks.Zawsze wyprowadza go to z równowagi.A odpowiedź jest zawsze jedna: bo kobieta nie ma prawa odmawiać,choćby nie wiem co.I jeszcze kilka tez na ten temat ma.I to wszystko wywali w sądzie.
Ja będę mogła zadawać pytania ?

Tłumaczyłam mu wczoraj,że nie chcę go skrzywdzić,chciałabym się po prostu rozstać bo to co jest nie ma sensu.Każde będzie robić swoje z czystym sumieniem.Żyjmy dalej jak umiemy najlepiej,każde z nas ma na to inny sposób.
Usłyszałam tylko,że nie ma kasy na rozwód i że mam sobie nie myśleć,że go z domu wyrzucę.
A czy mi da rozwód? Nie wie musi się zorientować na czym to polega i jakie są możliwości.
O rozdzielności majątkowej u notariusza nawet nie myślę.On się na nic nie zgadza.Boi się,że go oszukam.Nie zna zupełnie swoich praw.

Tak mi się przypomniało.Moja teściowa sądziła się ze swoją kilka razy.Tylko nie bardzo pamiętam o co.W ogóle jm z rodzeństwem straszne świństwa swojej babci robili,chwalili się nie raz.Bo podobno taka niedobra była.
Nic dziwnego,że teraz karaluchy mnie nienawidzą,Ja przypominam tę kobietę.Ona też nie tańczyła jak jej zagrali.Miała swoje zdanie i potrafiła sie sprzeciwić.

Moja pani psycholog będzie miała czas dopiero w przyszłym tygodniu.Samochodu nie mam,komunikacja fatalna i jeszcze kilka kilometrów do ośrodka trzeba iść.Pogoda okropna.Odechciewa się wszystkiego.
Znowu mi się pokomplikowało.
Jutro jak się wyśpię po nocnej zmianie muszę uciekać z domu.Na dwa dni. sad

Mnie nie jest fajnie sad Jestem "smutasek" i to od kilku dni sad

Podziwiam te, które mieszkają z jm i nie tylko z jm, ale ogólnie z osobami, z którymi już się nie chce lub nie da tworzyć rodziny. Ja bym chyba nie dała rady. Znam siebie i wiem, że w domu pachniało by piekłem big_smile. Zapewne nie popuściłabym nawet na centymetr big_smile , egzekwowała wszystko od A do Z. Wiem też, że uciekałabym z domu ..... uciekała, by nie widzieć, nie słyszeć, nie mówić, nie czuć.

W Sądzie Ty będziesz stroną i będziesz mogła zadawać pytania. Będziesz mogła dopytać świadków swoich, przemaglować ( np.złapać na kłamstwach) jego i jego świadków.

19 640

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
tezkobieta napisał/a:

Żabko, ja akurat nie dlatego jestem rzadziej...
Dlaczego? Bo tak jakoś wszystko stoi w miejscu. Chyba dopiero czeka na wiosnę, na przebudzenie smile A ja czekam. Oglądam siebie, słucham.
Happy, wiosenne przesilenie trwa. Jakoś niemrawe wszystko, więcej śpię a i tak chce mi się spać. Inni wokół mają podobnie, więc chyba jakoś mieszczę się w normie wink

Przednówkowa norma wink Ja nie wiem, jak ja po tym urlopie do pracy wstanę wink

19 641

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Beosa tak sobie myślę o poglądach tego Twojego małżonka, a zwłaszcza o tym jak to kobieta nie może odmawiać big_smile:D:D:D

19 642

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
zabka-k napisał/a:

Dzień dobry smile
Wiecie, Zofia, to pewnie trafiła te 6 w totka i teraz próbuje dojść do siebie wink

Nie trafiłam sad ...nie mogłam, bo nie gram tongue.
A nie gram bo nie mam szczęścia sad
ale gdybym trafiła to .........ufff .......wiele marzeń bym spełniła smile między innymi, podróż dookoła świata smile ..... a może jakąś fundację założyłabym ........... wink

Nie pomyliłaś się Zabko -  dochodzę do siebie......i nie przejedzenie jest powodem mego złego samopoczucia.
Dokuczają mi wrzody dwunastnicy. Miewam bóle w różnym czasie ale najsilniejsze są wiosną i jesienią....tylko coś tej wiosny nie widać. Być może i bóle głowy to wynik choroby wrzodowej ( a może i nie). Już jest lepiej, ale wczoraj nacierpiałam się sad.

Byłam w kinie konesera, na filmie "Cztery słońca" :zdrady, lekkomyślność partnera, porzucenie, trauma. Film komentował dziennikarz....ale on chyba inny film oglądał......temat filmu był mi znajomy..... przemyślenia, powroty do swoich przeżyć.... czy kiedykolwiek zamknę ten rozdział ? czy kiedykolwiek nie będzie mnie to zupełnie ruszać ?
Tak czy inaczej siedzę w dołku. Nie jest mi wygodnie, ale nie umiem inaczej. Pewnie potrzeba mi trochę czasu.... . Do dołka ściągnęły mnie też moje osobiste sprawy, w których ciągle drepczę w miejscu. Krok do przodu i krok w tył. Jestem zniecierpliwiona, zdegustowana......trudno mi samej przeskoczyć gąszcz niejednoznacznych przepisów, niekompetentnych, zwyczajnie niedouczonych urzędników. Za ich niekompetencję ja będę ponosić odpowiedzialność. Sprawa jest poważna i nie mogę sobie pozwolić na błędy. Czuję się znowu zniechęcona i bezradna. 

Przekaż Nianiu życzenia powrotu do zdrowia. Trzymam za nią kciuki smile

Wiosny nie widać, ale że już prawie jest - to po tych wrednych wrzodach widać... Współczuję, ja tylko miałam na żołądku, ale za to ciocia się męczyła dość długo.... Papieroski i kawka jednak też im nie służą....

19 643 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2013-04-05 11:16:46)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

Wiosny nie widać, ale że już prawie jest - to po tych wrednych wrzodach widać... Współczuję, ja tylko miałam na żołądku, ale za to ciocia się męczyła dość długo.... Papieroski i kawka jednak też im nie służą....

Im nie służy bakteria Helikobakter. Niestety nie mogę jej leczyć. Jestem uczulona na leki, które ją leczą sad
Bóle ustępują po lekach zmniejszających wydzielanie się kwasów. Biorę je i jest już poprawa smile

19 644

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
beosa napisał/a:

Jutro jak się wyśpię po nocnej zmianie muszę uciekać z domu.Na dwa dni. sad

Rzeczywiście sad
Wcale się nie dziwię, że Ci puszczają nerwy, bo każda cierpliwość ma swoje granice. Ów spokój nie zawsze da się utrzymać, to nierealne, kiedy ktoś wiecznie próbuje Cię wyprowadzić z równowagi - bezpośrednio. Bo na pewne rzeczy nie mamy wpływu - owo leżenie w łóżku? Przecież nie jesteś w stanie nic z tym zrobić, bo nie Ty leżysz w łóżku. Masz wpływ tylko na siebie, to akurat powinnaś dla własnego dobra nauczyc się traktować jako kwestię kompletnie niezależną. Jeśli atak jest bezpośredni przeciwko Tobie - złość jest prawidłowa. Jeśli nie ma ataku a jedynie coś, co w Ciebie bezpośrednio nie bije - wyprowadza Cię z równowagi - trzeba spróbować znaleźć sposób na to, by nie tracić spokoju. Nie wiem jak, przyznaję. Kiedy jm permanentnie siedzi przed TV - po prostu omijam go szerokim łukiem, nawet nie patrzę w stronę pokoju, bo mnie mierzi coś takiego smile Ale kiedy owo zasiedzenie sprawia, że któryś maluch się wydziera przez 5 minut i brak jest reakcji, to mogą i wióry polecieć wink

Żenujące... Z tymi pieniędzmi i w ogóle. Wiesz co, ja nie wiem, im więcej Ty mówisz, mam wrażenie że on sobie w swój chory sposób planuje taktykę na ew. sąd.... No raczej rzeczywiście nie wygląda to z jego strony zbyt obiecująco, ale chyba nie zależy Ci na tym, żeby na zbyt rozsądnego wyszedł wink Nie pamiętam, ale chyba będziesz mogła zadawać pytania, ale nie wiem w jakim momencie. Napewno sąd przy zadawaniu różnych pytań będzie wyciągał jakies wnioski, zadawał Ci dodatkowe pytania a potem jemu. U mnie tak było. Pierwszy wyszedł na niezłego popaprańca w rezultacie, bo odpowiadał na gorąco i to co mu na wątrobie leżało, więc wyszło jak wyszło wink Ja natomiast nie próbowałam opierać się na jakichś przeświadczeniach i domysłach, zaznaczałam czego nie wiem, czego nie jestem w stanie udowodnić, a co jest pewne. Musisz gdzieś zaznaczyć w sądzie, że jednym z powodów rozwodu jest także zmienianie faktów przez jm i jego matkę, manipulowanie faktami, które sprawia krzywdę pomówieniami ludziom wokół - i zacytować ten tekst z awantury o pijanej Twojej mamie. Że takich przejawów przeinaczania było wiele i byłaś wobec tego bezsilna bo jak rozsądnie reagować na takie manipulowanie? Pokażesz się ze szczerej strony, nie musisz ukrywać, że dawałaś się pomimo starań wyprowadzić z równowagi takimi posądzeniami, bo to Ciebie raniło.

Co do cytowania - tu staraj się rzeczywiście używać dokładnie jego sformułowań. Trzeba mieć nieco wyostrzoną percepcję, to fakt. Ale na tym się wygrywa. Ja mam pod tym względem dość dobrą pamięć wink Nie pamiętam wszystkiego, ale te kwestie, które wryły mi się w pamięć i one w określonej sytuacji mi się przypominają dosłownie. Zresztą on swoimi posądzeniami mnie o to, że głupia jestem, że wiecznie coś wymyślam, że coś sobie uroiłam, sprowokował tę moją dobra pamięć smile Sam sobie nagrabił, bo można było sfiksować rzeczywiście....

A pogoda od przyszłego tygodnia ma się poprawiać smile

I takie bardzo szczegółowe pytania zadane osobom, które jednak niewiele wiedzą dużo Ci dadzą Beosa. Możesz o coś zapytać teściową np.

19 645

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ależ tę bakterię ma zdecydowana większość ludzi! Tylko u niektórych spowodowała ona te wrzody itp. a niesamowicie dopomaga w tym stres, kawa, papierosy (na czczo!)...
Ja kiedyś zrobiłam test i też posiadaczką jestem... Na razie nie mam jakichś ostrych objawów, ale zdaję sobie sprawę, że karmię....

19 646 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2013-04-05 12:43:47)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Beosa to co on mówi o twojej rodzinie to 1:0 dla ciebie. Jego słowa wykorzystać możesz w pozwie i na sali rozpraw. Złe mówienie o rodzinie to przyczynek do rozwodu tongue smile DO ROZWODU Z WINY !!!!!
Kiedyś już pisałam, ale napiszę jeszcze raz :
1) znęcanie się psychiczne
-co złego mówił o tobie i do ciebie (wymienić co mówił np. jesteś głupia, nienormalna, chora psychicznie, jesteś złą matką, żoną, żadna z ciebie kobieta, nic nie jesteś warta)
-kontrola wydatków i rozliczanie z pieniędzy
-żądanie posłuszeństwa
-oskarżanie o kochanka
-mówił, że małżeństwo to nie więzienia i sam korzystała z wolności
-manipulowanie
-był ciągle niezadowolony i krytykował mnie
-wmawiał, że bez niego nie poradzę sobie
-mimo, że w domu robiłam wszystko i wiele z siebie dawałam, to pozwanemu było za mało
-szukałam pomocy i wymienić gdzie szukało się pomocy : poradnie psychiatryczne, psycholodzy, Ośrodki Interwencji, fundacje.

2) Nadużywanie alkoholu, pozwany spożywał go niemal codziennie, zaś będąc pod jego wpływem stawał się jeszcze bardziej agresywny - stosując przemoc psychiczną i fizyczną
- popychał tak, że upadałam na ziemię ( samo popychanie jest przemocą fizyczną)
-wiele razy usiłował mnie uderzyć, robiąc zamach ( sam zamach jest przemocą fizyczną)
- podnosił rękę na dzieci, przed czym próbowałam powstrzymywać pozwanego)
Pragnę nadmienić, że nie wzywałam Policji tylko dlatego, że bałam się pozwanego. Ponadto chcę wskazać iż proponowałam pozwanemu leczenie odwykowe, udział w terapii AA, ale mój mąż nie widział takiej potrzeby.

3)wielokrotne zdrady (wymienić kiedy z kim i jak długo trwał romans)

4) opuszczenie małżonka. MAłżonek wyprowadzał się kilkukrotnie, ale wracał po kilku lub kilkunastu dniach.

5)odmowa wzajemnej pomocy. Pozwany nie pomagał ani w pracach domowych ani przy dzieciach - nie interesował się nimi, ani też ich nauką, zainteresowaniami, zajęciami dodatkowymi

6)zły stosunek do rodziny małżonka
- nie chciał gościć nawet na święta mojej rodziny
- zabraniał mi kontaktów z rodziną i przyjaciółmi
-źle o mnie mówił mojej rodzinie (że jestem złą matką, żoną, że wyganiałam jego matkę ( w sytuacji gdy opiekowałam się nią ponad 15 lat), że krzywdzę go pomawiając o zdrady
-mówił źle o mojej matce i innych członkach rodziny

7)zaniedbywanie rodziny
-robił wszystko dla innych a nie dla rodziny ( załatwiał bilety na mecze, innym dzieciom załatwiał kluby piłkarskie, pomoc w wizytach lekarskich
-sam chodził do pubów, restauracji, jeździł na ryby, narty, rower, mecze

Pragnę podnieść, że zawsze byłam dobrą żoną i matką, dawałam z siebie wszystko. Mąż mnie nie doceniał. CZułam się nieważna. Moje zdanie, prośby i uczucia nie liczyły się. Do synów mówił, mama jest zła a tata dobry. Dokonywał podziału dzieci.
Nigdy nie miałam poczucia bezpieczeństwa, odczuwałam osamotnienie, poniżenie. Mój mąż ofiarował mi tylko podłości, kłamstwa i upokorzenie.Dotykał mnie a myślał o innej kobiecie. Pozwany wymykał się z domu, by spędzić z nią wspólne uniesienia. Wieczorami wysyłał do niej stęsknione sms-y, rozmawiał z nią telefonicznie za zamkniętymi drzwiami (np. toalety domowej). Mąż traktował moją ufność za głupotę. Nasz dom traktował jako jadłodajnie i pralnię między jednym a drugim spotkaniem z kochanką
            Takie fakty opisane powyżej miały miejsce w czasie trwania naszego wspólnego pożycia. Długo znosiłam zaistaniały stan rzeczy , wierząc, że robię to dla dobra rodziny. Chciałam bowiem, aby moi synowie wychowywali się w pełnej rodzinie. Nie mniej jednak wszystkie podjęte przeze mnie starania o ratowanie związku nie przyniosły żadnego rezultatu, stąd też zmuszona sytuacją wystąpiłam z pozwem o rozwód.


To było pisemne uzupełnienie mojego zeznania. Po prostu przed Sądem nie mogłam nic mówić. Gula w gardle, trzęsące się całe ciało, no nie dałam rady opowiadać o swoim małżeństwie ( byłam jeszcze zbyt słaba). Złożyłam więc na piśmie uzupełnienie. Na wszystko miałam dowody, które sąd mógł również odsłuchać. W rozmowach z nim poruszyłam tematy dzieci, domu, kłamstw, zatajania faktów, kochanek, opuszczenia rodziny i jej zaniedbywania. Na taśmach mówił o kochance, o mojej mamie o wolności, która mu się należy. Słychać było przemoc i na trzeźwo i po alkoholu. Sąd również usłyszał słowa "trzeba było zrobić to skutecznie". Dostałam wszystko o co prosiłam w pozwie smile

19 647 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-04-05 12:31:07)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Bardzo to przejrzyście Zofio ujęłaś.
A wydawać by się mogło, że kontrola wydatków vel rozliczanie z każdego grosza i np. brak pomocy w sprawach domowych, w obowiązkach to takie nic.

19 648

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
tezkobieta napisał/a:

Ależ tę bakterię ma zdecydowana większość ludzi! Tylko u niektórych spowodowała ona te wrzody itp. a niesamowicie dopomaga w tym stres, kawa, papierosy (na czczo!)...
Ja kiedyś zrobiłam test i też posiadaczką jestem... Na razie nie mam jakichś ostrych objawów, ale zdaję sobie sprawę, że karmię....

Żyje się raz smile
Kocham palić !  kocham kawę (lurkę) !
Stres .... staram się myśleć pozytywnie. Oczywiście nie zawsze się da. Tak jak każdy mam gorsze dni sad
Pogoda: temperatura i wilgotność uruchamiają bakterię. To wtedy boli, burczy. Leki na zmniejszenie wydzielania się kwasów działają cuda smile. Ranki obsychają i goją się. I tak do następnych sprzyjających warunków. Bywało i tak, że w ulewne dni letnie cierpiałam.

19 649

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Bardzo to przejrzyście Zofio to ujęłaś.
A wydawać by się mogło, że kontrola wydatków vel rozliczanie z każdego grosza i np. brak pomocy w sprawach domowych, w obowiązkach to takie nic.

Takie nic, jest przyczynkiem do rozwodu Z WINY partnera tongue .........dla nas nic, dla zdrowych kobiet to jest chory układ tongue smile

19 650 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-04-05 12:37:54)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
hm... napisał/a:

Bardzo to przejrzyście Zofio to ujęłaś.
A wydawać by się mogło, że kontrola wydatków vel rozliczanie z każdego grosza i np. brak pomocy w sprawach domowych, w obowiązkach to takie nic.

Takie nic, jest przyczynkiem do rozwodu Z WINY partnera tongue .........dla nas nic, dla zdrowych kobiet to jest chory układ tongue smile

Kurcze. Mnie to każdy grosz wypominał, a fe. A żarł za darmo pewnie. No nic.
Nie wracam do tego.

Relacje muszą być zdrowe, a co jest zdrowe to cholernie trudne.
Ale napewno nie jest to nic co godzi w naszą godność i nas krzywdzi. Więc może to nie aż takie trudne, tylko trzeba odwagi żeby pewne rzeczy dostrzec i wziać się z życiem za bary jeśli trzeba. Trzeba mieć siłę żeby przetrzeć oczy i dopuścić prawdę.
Te uzupełnienia pisemne to jest bardzo bezpieczne. Sąd może się na spokojnie zapoznać, nawet kilkakrotnie.

19 651

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Zofiu, bardzo mi się podoba wyliczanka, przejrzyście, konkretnie. Gdybym była w sytuacji potrzebującej (wyobrażałam sobie to nieraz), chyba nie dałabym rady tak dobrze tego ująć. Bo wyjąwszy te szczegóły "nic" - w pozwie nie pozostałoby nic...

19 652

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
tezkobieta napisał/a:

Zofiu, bardzo mi się podoba wyliczanka, przejrzyście, konkretnie. Gdybym była w sytuacji potrzebującej (wyobrażałam sobie to nieraz), chyba nie dałabym rady tak dobrze tego ująć. Bo wyjąwszy te szczegóły "nic" - w pozwie nie pozostałoby nic...

Ta wyliczanka to moje życie i małżeństwo sad sad sad

19 653

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Tak, wiem sad  Ale schemat powiela się u innych. I pewnie z niewielkimi tylko zmianami...

19 654

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
tezkobieta napisał/a:

Tak, wiem sad  Ale schemat powiela się u innych. I pewnie z niewielkimi tylko zmianami...

Bo takie są toksyczne związki - w każdym dzieje się podobnie, działają podobne schematy.

19 655

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ja się odezwę, jak już będę w Madrycie. Teraz jestem tak "zakręcona", że nawet nie potrafię przeczytać ze zrozumieniem Waszych wpisów.
Koszmar... Jeśli mnie zapytacie, gdzie byłam przez ten czas, odpowiem nie wiem, bo chyba wszystko robi ciało i mój mózg, który załatwia kilka spraw naraz, a ja nie... Nie wiem, co się dzieje, gdzie jestem i co czuję.
Przed 20 wylatuję, a jeszcze mam pełno rzeczy do zrobienia.

I znowu jestem na jakimś haju tym razem innego typu.

19 656 Ostatnio edytowany przez Happyfull (2013-04-05 19:44:05)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Nie wiem co sie dzieje ? Pisze i mi wszystko znika sad
Humor mi sie troche poprawil smile Ale tylko troche tongue Najadlam sie magnezu i witamin. Mam nadzieje, ze pomoze na przesilenie wiosenne. W nastepnym tygodniu musze wybrac sie na badania krwi itp. No i do dentysty bo mi sie kawalek blomby wykruszyl sad

Nie wiem skad Zabko takie stwierdzenie, ze jak nas na forum nie ma nas to wszytko dobrze ? Ja z mojego doswiadczenia wiem, ze jak mi zle to sie nie melduje sad

Chce sie zabrac za  sport i wyrobic sobie miesnie brzucha bo po obzarstwach zimowych "znilkly " tongue
Macie jakies sprawdzone metody ?

19 657

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

To coś akurat dla mnie. Kocham, zdecydowanie za mocno.
Papiery rozwodowe prawie w sądzie, a ja nie potrafię przestać go kochać.
K. Jest dla mnie kimś wyjątkowym, kimś ważnym. Nigdy  nie przestane go kochać, choć nie mam pewności, że ten mechanizm działa w dwie strony.

19 658

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:

Nie wiem co sie dzieje ? Pisze i mi wszystko znika sad
Humor mi sie troche poprawil smile Ale tylko troche tongue Najadlam sie magnezu i witamin. Mam nadzieje, ze pomoze na przesilenie wiosenne. W nastepnym tygodniu musze wybrac sie na badania krwi itp. No i do dentysty bo mi sie kawalek blomby wykruszyl sad

Nie wiem skad Zabko takie stwierdzenie, ze jak nas na forum nie ma nas to wszytko dobrze ? Ja z mojego doswiadczenia wiem, ze jak mi zle to sie nie melduje sad

Chce sie zabrac za  sport i wyrobic sobie miesnie brzucha bo po obzarstwach zimowych "znilkly " tongue
Macie jakies sprawdzone metody ?

Jest taki fajny program Chodakowskiej na te partie:) Skuteczny.

19 659

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:

Nie wiem skad Zabko takie stwierdzenie, ze jak nas na forum nie ma nas to wszytko dobrze ? Ja z mojego doswiadczenia wiem, ze jak mi zle to sie nie melduje sad

Chce sie zabrac za  sport i wyrobic sobie miesnie brzucha bo po obzarstwach zimowych "znilkly " tongue
Macie jakies sprawdzone metody ?

Stwierdzenie wynika z optymizmu i niewiarygodnej wiary w to, że warto i można smile
Ja tak w standardzie mam wink
Traktuję Was jak przyjaciółki - jak mam problem - powiem, jak go nie mam - pogadam, powspieram smile

Ja też się zabieram za ćwiczenia smile
Właśnie się w trzy uśmiałyśmy, że koleżanki mają mnie zabrać na rower, bo ponad 10 lat nie jeżdziłam smile Niby się nie zapomina, ale psiapsióła się zobligowała, że podniesie siodełko na córki rowerze i podjedzie pooglądać moje wyczyny wink Napewno schidnę bo podczas niepohamowanych ataków śmiechu przepona pracuje wink

Nianiu w szpitalu. Zadzwoniła dziś do mnie sama, ot tak pogadać smile Że nie lubi szpitala i że rozumie moje "kopniaki" smile Oczywiście że pojechałam do niej po południu - z pędrakiem filmów, wyklejanką dzieci specjalnie dla nianiu (wiosna, słonce, drzewaka i woda) i z całusami w nos od bliźniaczek smile Jutro też pojadę - z czekolaodwym ciastem i malowanymi serduszkami bo dziś jeszcze nie wyschły wink

19 660

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

pomocy potrzebuje z kimś pogadać natychmiast bo oszaleje

19 661

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Aaaaaaa!
Happy - ja na to mówię Lord Vader, ale to się nazywa szótka Veidera bodajże - plus ściągnij z netu powtarzanie poszczególnych sześciu ćwiczeń przez miesiąc (częstotliwość). Przeklniesz drugiego dnia, ale warto smile smile smile Jest nawet na YT. Naprawdę mogę polecić, sama stosowałam i potem nie wiedziałam o co chodzi na tej firmowej Wigilii wink A to niewiarygodnie dobrze działa na mięśnie smile

19 662

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
janka81 napisał/a:

pomocy potrzebuje z kimś pogadać natychmiast bo oszaleje

A czemu zamierzasz oszaleć?

19 663 Ostatnio edytowany przez raki (2013-04-06 11:39:57)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Hej! Ja już pozdrawiam z mojego jeszcze domu smile Jeju jak dobrze wrócić. Niesamowite uczucie i jaka ulga -gdzieś uciekł haj bieganiny, już w samolocie zaczęłam czuć (no niestety ból póki co),ale coś czułam, bo usiadłam na 3 godziny na tyłku siłą rzeczy smile

Chyba nowy karaluch mi się przyplątał wink
Ale mam radary i rozpoznaje.

Mnie się też wydaje, że u większości cisza, to źle. Nie tak strasznie, ale i niedobrze.

Happy - co do brzucha - wybierz coś co lubisz... ja ze swojej strony ściankę proponuje, bo to angażuje też umysł i jest przyjemne, człowiek nie jest myszką na bieżni.

Witam janke81 i MiętowąCzekoladę. Ściskam Was mocno.

*****
Ranek 11

Witam o poranku.  Widzę, że cisza trwa... Mam nadzieję, że nie leżycie gdzieś zapłakane w kontach.  Po przebudzeniu stwierdzam, że decyzja o powrocie jest słuszna smile
Niestety z  zatrzymaniem się powróciły użycia w tym owo "miłości". Śmieszne, bo tak jakby w sercu tkwił, a w mojej głowie i nawet pragnieniu wcale.

19 664

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ja jestem cały czas:)

19 665 Ostatnio edytowany przez raki (2013-04-06 12:34:13)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dobrze, że jesteś hm... smile

To wróciłam do chorej rzeczywistości.. i mam porównanie. To dobrze, przynajmniej z minuty na minutę opuszczają mnie wątpliwości, bo wczoraj w samolocie, jeszcze w rozmowach z ludźmi i Hiszpanii dopadło mnie ich mnóstwo...

Właśnie miałam wizytę pracownika karalucha - starszy Pan, z setką pytań, jak się mam, czy żyję itp. itd. Po informacjach, które posiadał i pytaniach, wiem, że nasłał go karaluch (od tygodnia jest między nami milczenie, jak mu "wykrzyczałam", że w żaden sposób nie chcę być w jego chorym świecie i się na moje szczęście obraził), który nawet nie wiedział, że przedłużyłam pobyt.
Kiedyś te wizyty odbierałam jako "martwienie się". Bo to schemat "naszych rozstań". Dziś poczułam się inwigilowana. I jest mi z tym źle, gdyby nie wiek tego Pana - przed 80ką, możlwe, że zatrzasnęłabym mu przed nosem drzwi.

P.S.
Wczoraj podpisałam umowę przedwstępną na zakup mieszkania smile było kupę śmiechu i trudności z ta umową... z notariuszem udaliśmy się nawet w teren, by doszła do skutku (sprzedającego zatrzymała za prędkość policja i nie chciała puścić). Ciesze się bardzo, gdybym nie wróciła, chciałam je wynajmować (akurat by mi to pokryło koszty i ratę), ale skoro wracam, będzie moje wymarzone. Bo jest wymarzone. I chcę spróbować się tym cieszyć a nie martwić smile
Pierwszy raz moje M.

19 666 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-04-06 12:38:24)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:

Dobrze, że jesteś hm... smile

To wróciłam do chorej rzeczywistości.. i mam porównanie. To dobrze, przynajmniej z minuty na minutę opuszczają mnie wątpliwości, bo wczoraj w samolocie, jeszcze w rozmowach z ludźmi i Hiszpanii dopadło mnie ich mnóstwo...

Właśnie miałam wizytę pracownika karalucha - starszy Pan, z setką pytań, jak się mam, czy żyję itp. itd. Po informacjach, które posiadał i pytaniach, wiem, że nasłał go karaluch (od tygodnia jest między nami milczenie, jak mu "wykrzyczałam", że w żaden sposób nie chcę być w jego chorym świecie i się na moje szczęście obraził), który nawet nie wiedział, że przedłużyłam pobyt.
Kiedyś te wizyty odbierałam jako "martwienie się". Bo to schemat "naszych rozstań". Dziś poczułam się inwigilowana. I jest mi z tym źle, gdyby nie wiek tego Pana - przed 80ką, możlwe, że zatrzasnęłabym mu przed nosem drzwi.

P.S.
Wczoraj podpisałam umowę przedwstępną na zakup mieszkania smile było kupę śmiechu i trudności z ta umową... z notariuszem udaliśmy się nawet w teren, by doszła do skutku (sprzedającego zatrzymała za prędkość policja i nie chciała puścić). Ciesze się bardzo, gdybym nie wróciła, chciałam je wynajmować (akurat by mi to pokryło koszty i ratę), ale skoro wracam, będzie moje wymarzone. Bo jest wymarzone. I chcę spróbować się tym cieszyć a nie martwić smile
Pierwszy raz moje M.

Hejo...
Widać wyraźnie go do Ciebie ciągnie.
Żeby tylko nie obłęd.
Swoje M, lub D, moje marzenie. Ale takie M czy D jak ja chcę, jakie sobie wybiorę i jak ja chcę wyposażyć.
Cieszę się z Tob? Raki.


Mówiłam już, że jak się nie dzieje nie jestem zbyt wylewna. I tak mi jest dobrze na razie.

19 667 Ostatnio edytowany przez raki (2013-04-06 15:36:39)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Już wiem jak to u Ciebie jest... Ale jesteś stanu wolnego, czyli w sumie do przodu smile

Łatwo przecież byłoby gdyby nie ciągnęło. Jestem przekonana, że on respektowanie mojej prośby o nieodzywanie się skwituje przy spotkaniu (bo będziemy w końcu musieli celem załatwienia formalności) skwituje: Przecież widzisz, że możemy się przyjaźnić, umiałem się nie odzywać do Ciebie tydzień/dwa tygodnie, bo tak Cię kocham (jako przyjaciółkę) itp.
- czyt.: zrobię wszystko, żeby Cię mieć. Znam już te teksty

No mnie na wyposażanie już  by nie było stać, ale fajnie, że mam coś dokładnie takie jak lubię.
Miło, że dostałam od losu coś wymarzonego. Też hmm... w końcu owo Cię spotka. No D to będzi kolejny krok za wiele lat tongue (o czymś trzeba marzyć)

Powiedziałam mamie, że spotkałam nowego karalucha (przy niej nie używam tego określenia), a ona, że we wszystkich doszukuję się nienormalności. Ale czułam się jakbym miała de ja vu smile Polak, ale podobny wiek, przyjeżdża po niego na lotnisko pracownik, bez rodziny (chyba-ale wynikało z rozumowy, że tak), raczej majętny i nawet tak samo wolno mówiący jak (g)jma i dokładnie wymawiający słowa. Wiadomo, nikt normalny na razie się mną nie zainteresuję, bo pewnie całą sobą z kilometra krzyczę: JESTEM KKZB, SZUKAM KARALUCHA wink
Dałam się odwieźć do domu, bo miałam 10% szans by zdążyć na ostatnie metro.
No i zaczęłam się z siebie śmiać, bo chyba odegrałam moją standardową grę - on kilka razy nalega na spotkanie: chciałbym Cię zabrać na kolację, a co robisz w sobotę, a co w niedzielę, a jak długo będziesz jeszcze w Hiszpanii... a ja wszystko zbywam, a z drugiej daję się odwieźć. No i on ma zgryza. A ja radochę. Cóż - widzę to i mówię w takim razie STOP. Ale wciąż jestem żałosna sad

W sumie to nie wiedziałam, że o karaluchy aż tak łatwo.

*******

pani_zupo
Tak czytając Cię w wątku Anstawi29 zaczęłam się zastanawiać, jak leki i skutki uboczne... Lepiej już?

19 668

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

A ja mam takiego lenia dziś, że szok smile Na szczęście po 17 wybieram się do niani w odwiedziny a potem chyba wpadnę do koleżanki na standardowe plotki. Już mnie stresuje fakt, że w poniedziałek trzeba iść do pracy.... Maluchy dziś od rana biegają za mną i wołają "mamusiu, mamuniu, kocham Cię" - jakiś dzień na wyznawanie uczuć mają smile
Jm postanowił dziś usmażyć mielone na obiad. Bez bułki tartej smile Takie wieprzowe hamburgery czy co to miało być wink I chodzi struty bo pranie, bo dzieci, bo nie może uwalić się przed TV. Akurat ja mam tzw wolny weekend dla siebie, więc karaluszo złośliwe siedzę w fotelu i coś tam mam włączone. Akurat z wszelkich migających obrazków jedynie "Rodzinkę" dało się obejrzeć smile Reszty nie pamiętam wink

19 669

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

A ja bym takiego hamburegera zjadła wink Przypomniałaś mi o obiedzie. Fajne masz dzieciaczki - i to kocham Cię mamusiu.
To też przypomnienie, że powinnam zrobić sobie obiad.
Mnie patrzenie na miłość przyjaciół, a nawet pracowników i radość w ich oczach, słowach, gestach, że wracam podbudowała, bo to spostrzeżenie, że miłość miewa różne oblicza, w tym bardziej szczere i proste. Ja też za nimi wszystkimi tęsknię smile

Z pracą rozumiem...

19 670

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

To biegnij coś dobrego sobie upichcić smile

19 671

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Mój standard. makaraon z tuńczykiem wink

19 672

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dzień dobry smile U mnie wyjrzało słońce smile Poranna kawka jeszcze bo oczywiście bo wstałam o 10 smile
Miałam okazję trochę czasu spędzić z nianią smile Nie pamiętam czy pisałam, ale dostała od swojego terapeuty zadanie domowe, aż on nie wróci do Polski (jest jeszcze 3 m-ce poza) znaleźć 5 pozytywów w swoi życiu:) I znalazła już dwa smile
Co do zdrowia, tooo, no - na razie jest na obserwacji. Skacze jej wiecznie i ciśnienie i tętno, ale myślę, że przecież "chwilę" muszą poobserwować, porobić badania, zanim uda się ustalić leki czy zabieg.

19 673 Ostatnio edytowany przez raki (2013-04-07 16:04:47)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ja właśnie robię sobie kawę smile
Nie mogę znaleźć sobie miejsca od powrotu. Poszłam spać chyba o 4, zresztą tak jest od pewnego czasu - też w pl było, oglądam teraz filmy, gram w głupie gry logiczne, robię milion rzeczy by zabić czas i kontakt z samą sobą.
Trudno mi cokolwiek o sobie myśleć, o tym czego pragnę od siebie, od codzienności od życia. (g)jma jakby zniknął ze mnie i teraz widzę jasno, że zupełnie nie chcę tu być. Dałam się wmanewrować samej sobie i to jest dla mnie smutne.
Zadaje sobie powyższe pytania i dochodzę do wniosku, że póki co chcę spokoju i jakiejś "morznotoni" mieszkania, pracy, rodziny, znajomych. Wiecie, że nawet już nie wiem, czy chciałabym mieć kiedyś dzieci.
Jest parę rzeczy, które mnie ogromnie cieszą - na dniach koleżanka będzie rodzić drugie dziecko, i nie przypuszczałam, że mogłabym czekać na nie z taką niecierpliwością - bardzo lubię z nimi przebywać jako z parą i też z ich synkiem. Jak się urodzi będę chciała ją jak najszybciej zobaczyć.
To M... i tu się lista chyba kończy.

***

Pomimo, że jestem takim hmm... plątającym się stworkiem, który nie wie, co ma ze sobą zrobić, bardzo zmieniło się moje myślenie. Jakoś zupełnie przestałam marzyć o tym, że zatopię się w czyiś ramionach i poczuję się bezpieczna. Nie chce się dziś zatapiać. Widzę, że bezpieczna mogę być tylko sama ze sobą, że tylko ja mogę mnie dać owo poczucie i komfort, że tylko ja mogę się przytulić. I chcę to zrobić.
Fajnie smile

19 674 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-04-07 16:24:08)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:

Już wiem jak to u Ciebie jest... Ale jesteś stanu wolnego, czyli w sumie do przodu smile

Łatwo przecież byłoby gdyby nie ciągnęło. Jestem przekonana, że on respektowanie mojej prośby o nieodzywanie się skwituje przy spotkaniu (bo będziemy w końcu musieli celem załatwienia formalności) skwituje: Przecież widzisz, że możemy się przyjaźnić, umiałem się nie odzywać do Ciebie tydzień/dwa tygodnie, bo tak Cię kocham (jako przyjaciółkę) itp.
- czyt.: zrobię wszystko, żeby Cię mieć. Znam już te teksty

No mnie na wyposażanie już  by nie było stać, ale fajnie, że mam coś dokładnie takie jak lubię.
Miło, że dostałam od losu coś wymarzonego. Też hmm... w końcu owo Cię spotka. No D to będzi kolejny krok za wiele lat tongue (o czymś trzeba marzyć)

Powiedziałam mamie, że spotkałam nowego karalucha (przy niej nie używam tego określenia), a ona, że we wszystkich doszukuję się nienormalności. Ale czułam się jakbym miała de ja vu smile Polak, ale podobny wiek, przyjeżdża po niego na lotnisko pracownik, bez rodziny (chyba-ale wynikało z rozumowy, że tak), raczej majętny i nawet tak samo wolno mówiący jak (g)jma i dokładnie wymawiający słowa. Wiadomo, nikt normalny na razie się mną nie zainteresuję, bo pewnie całą sobą z kilometra krzyczę: JESTEM KKZB, SZUKAM KARALUCHA wink
Dałam się odwieźć do domu, bo miałam 10% szans by zdążyć na ostatnie metro.
No i zaczęłam się z siebie śmiać, bo chyba odegrałam moją standardową grę - on kilka razy nalega na spotkanie: chciałbym Cię zabrać na kolację, a co robisz w sobotę, a co w niedzielę, a jak długo będziesz jeszcze w Hiszpanii... a ja wszystko zbywam, a z drugiej daję się odwieźć. No i on ma zgryza. A ja radochę. Cóż - widzę to i mówię w takim razie STOP. Ale wciąż jestem żałosna sad

W sumie to nie wiedziałam, że o karaluchy aż tak łatwo.

*******

pani_zupo
Tak czytając Cię w wątku Anstawi29 zaczęłam się zastanawiać, jak leki i skutki uboczne... Lepiej już?

To taki stan niby wolny, ale nie wolny. Bo po rozwodzie, ale w związku jednak. Jest ok:)


To chyba trzeba tego Pana na odległość jednak, jak myślisz?
Mama chyba nie zrozumie...
Trzymam kciuki:)
Takie mam wrażenie jakbyś troszkę się uspokoiła, złapała dystans, mam rację?

19 675 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-04-07 16:29:55)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:

Ja właśnie robię sobie kawę smile
Nie mogę znaleźć sobie miejsca od powrotu. Poszłam spać chyba o 4, zresztą tak jest od pewnego czasu - też w pl było, oglądam teraz filmy, gram w głupie gry logiczne, robię milion rzeczy by zabić czas i kontakt z samą sobą.
Trudno mi cokolwiek o sobie myśleć, o tym czego pragnę od siebie, od codzienności od życia. (g)jma jakby zniknął ze mnie i teraz widzę jasno, że zupełnie nie chcę tu być. Dałam się wmanewrować samej sobie i to jest dla mnie smutne.
Zadaje sobie powyższe pytania i dochodzę do wniosku, że póki co chcę spokoju i jakiejś "morznotoni" mieszkania, pracy, rodziny, znajomych. Wiecie, że nawet już nie wiem, czy chciałabym mieć kiedyś dzieci.
Jest parę rzeczy, które mnie ogromnie cieszą - na dniach koleżanka będzie rodzić drugie dziecko, i nie przypuszczałam, że mogłabym czekać na nie z taką niecierpliwością - bardzo lubię z nimi przebywać jako z parą i też z ich synkiem. Jak się urodzi będę chciała ją jak najszybciej zobaczyć.
To M... i tu się lista chyba kończy.

***

Pomimo, że jestem takim hmm... plątającym się stworkiem, który nie wie, co ma ze sobą zrobić, bardzo zmieniło się moje myślenie. Jakoś zupełnie przestałam marzyć o tym, że zatopię się w czyiś ramionach i poczuję się bezpieczna. Nie chce się dziś zatapiać. Widzę, że bezpieczna mogę być tylko sama ze sobą, że tylko ja mogę mnie dać owo poczucie i komfort, że tylko ja mogę się przytulić. I chcę to zrobić.
Fajnie smile

Życz?, żebyś tego bezpieczeństwa nie straciła, żeby się nie zagubiło. Trzymaj je.
To piękne uczucie, kiedy dobrze nam samym ze sobą. A do tego kiedy emocje są w równowadze, bez wybuch?w, bez dołów. Constans:)

19 676 Ostatnio edytowany przez raki (2013-04-07 18:00:12)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Jest lepiej, jestem spokojniejsza, ale jeszcze nie zaczęłam być. Taki dziwny stan przejściowy. Tego Pana to najlepiej w ogóle już nie spotkać, czyli dzwoni, a ja mówię nie, nawet jak wyjście, czy randka miałyby poprawić humor. On mi się nie podoba, ale lepiej dmuchać na zimne.

Do dobrze to jeszcze daleko smile ale zawsze nieco bliżej.

Po rozwodzie a w związku?

19 677

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dobry wieczór,

wreszcie cieplej. Cieszę się, że Wam nieźle minęły święta. Raki, czuję od Ciebie jakieś fale spokoju, tak trzymaj:) Pytałaś jak leki. Pierwsze dni koszmar, ale już jest lepiej. Nazwijmy to stępieniem emocji, galaretką w głowie. Dla mnie to na dziś wybawienie, bo mogłam usiedzieć do dwóch minut w jednym miejscu a natrętne myśli aż mi uszy rozrywały. Teraz mam błogi kisiel, odpoczywam. Coraz też lepiej z lękami na ulicy. Wierzę, że będzie lepiej i jakoś się wypoziomuje a emocje wrócą, tyle że nie w nadmiarze. Kreatywność na poziomie rymu częstochowskiego, ale też ufam, że wróci;)
żabko, Happy, hmm i cała reszto KKZB- dla Was też dobrego tygodnia

Pani_cyborg

19 678

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pani_zupa napisał/a:

Dobry wieczór,

wreszcie cieplej. Cieszę się, że Wam nieźle minęły święta. Raki, czuję od Ciebie jakieś fale spokoju, tak trzymaj:) Pytałaś jak leki. Pierwsze dni koszmar, ale już jest lepiej. Nazwijmy to stępieniem emocji, galaretką w głowie. Dla mnie to na dziś wybawienie, bo mogłam usiedzieć do dwóch minut w jednym miejscu a natrętne myśli aż mi uszy rozrywały. Teraz mam błogi kisiel, odpoczywam. Coraz też lepiej z lękami na ulicy. Wierzę, że będzie lepiej i jakoś się wypoziomuje a emocje wrócą, tyle że nie w nadmiarze. Kreatywność na poziomie rymu częstochowskiego, ale też ufam, że wróci;)
żabko, Happy, hmm i cała reszto KKZB- dla Was też dobrego tygodnia

Pani_cyborg

Dzięki Kochana smile
Oj tam wiesz, na miesiąc twórczość rymowaną możesz przecież powiesić na kołku wink
Oby spokój myślenia bardzo szybko się zadomowił i na zawsze utrzymał smile
Odpoczywaj, delektuj się, wysypiaj, dochodź do siebie smile

19 679

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:

Jest lepiej, jestem spokojniejsza, ale jeszcze nie zaczęłam być. Taki dziwny stan przejściowy. Tego Pana to najlepiej w ogóle już nie spotkać, czyli dzwoni, a ja mówię nie, nawet jak wyjście, czy randka miałyby poprawić humor. On mi się nie podoba, ale lepiej dmuchać na zimne.

Do dobrze to jeszcze daleko smile ale zawsze nieco bliżej.

Po rozwodzie a w związku?

Powoli do przodu:)

Zastanawiałaś się kiedyś, że lepiej wcale nie znaczy lepiej niż dobrze?

Rozwodziłam się jakieś trzy lata, a rozstałam dużo, dużo wcześniej.
A potem ...:) A potem związałam się z kimś.

19 680

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pani_zupa napisał/a:

Dobry wieczór,

wreszcie cieplej. Cieszę się, że Wam nieźle minęły święta. Raki, czuję od Ciebie jakieś fale spokoju, tak trzymaj:) Pytałaś jak leki. Pierwsze dni koszmar, ale już jest lepiej. Nazwijmy to stępieniem emocji, galaretką w głowie. Dla mnie to na dziś wybawienie, bo mogłam usiedzieć do dwóch minut w jednym miejscu a natrętne myśli aż mi uszy rozrywały. Teraz mam błogi kisiel, odpoczywam. Coraz też lepiej z lękami na ulicy. Wierzę, że będzie lepiej i jakoś się wypoziomuje a emocje wrócą, tyle że nie w nadmiarze. Kreatywność na poziomie rymu częstochowskiego, ale też ufam, że wróci;)
żabko, Happy, hmm i cała reszto KKZB- dla Was też dobrego tygodnia

Pani_cyborg

Tobie też dobrego Zupko:)
Dzięki:)

19 681

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dzięki zupko. Dobrze, że leki pomagają.  Kisiel zdecydowanie lepszy od sieczki. Dlatego czerp z tego spokoju.
Dobrze, że da się na to coś poradzić.
Tobie też miłego tygodnia.

Mnie boli, ale tak łagodnie już.  To dobra zmiana.  Staram się dopuszczać myśli, że nie ja jestem wszystkiemu winna, bo się  domyslałam, a godziłam, ale że on był tez nie fair i mnie po prostu skrzywdził. To drugie chyba boli bardziej, że ktoś mnie mógł potraktować  w ten sposób. I boję się z tym zmierzyć. 
Bólu nie można zabijać, trzeba go przeżyć...

No tak hm... ale jakis rozdział masz zamknięty. Podziwiam, że zdecydowałaś się na taki długi rozwód.  Tym bardziej gratuluję.

Ciągle boję się wystrzelic jak proca i powtórzyć schemat. Te typowe rzeczy co robić po rozstaniu mi nie służą, a innych metod nie znam.  Wtedy byłoby dobrze, a potem źle.
Teraz masz rację, jest lepiej. Najgorsze za mną.
Muszę się z nim spotkać załatwić formalności, najlepiej jutro nim przyjedzie mama. Mam nadzieję, że to mi nie pogorszy sampoczucia mocno.

19 682 Ostatnio edytowany przez Happyfull (2013-04-08 11:54:35)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

No dobra przerwa w pisaniu byla u Wszystkich ale juz dosc tego smucenia !!!!
Najadlam sie witamin i magnezu z potasem, popilam cola i wystawilam buzie do slonca i jest lepiej !!!
Zofia wypad z wyrka !!!! Wiem, ze sie nie chce ale nie sztuka zrobic cos jak sie chce !!!
Beosa a Ty gdzie??? Prosze tutaj napisac co sie dzieje !!!!
Raki dobrze wiesz, ze narcysta krzywdzi !!! Tobie sie "trafil" to Cie skrzywdzil. Nie ma co do serca brac !!! Nastepnym razem (po terapii) bedziesz takie typki od razu po jednym zdaniu rozpoznawala. Korzystaj z Madrytu dopoki tam jeszcze jestes !!!
Dobrze, ze lepiej smile
Hmm...ten lakier to Rivel de loop. Marka Rossmanna ale chyba w Pl nie ma. Nie zawiera formaldehydow, ktore mnie uczulaja !!!
Jezeli sie nie ma alergii to nie polecam, bo trzeba nim 2, 3 razy malowac paznokcie.
Zabka juz Ci sie nudzilo tongue  ???
Pani zupa dobrze, ze  lepiej smile No tak juz niestety jest, ze najpierw skutki uboczne sad

Zaczynam dzisiaj ta szostke Weidera smile Nawet kupilam mate do cwiczen. Podobno po 7 iu tygodniach bede miala plaski brzuch smile
Zrobie zdjecia przed i po. Obym tylko wytrzymala !!! Prosze o motywacje i kontrole !!!
U mnie wiosna smile Zonkile kwitna i tulipany  wychodza. Wszystko tak w ciagu tygodnia sie stalo smile
Ide dzisiaj do fryzjera i na solarium, bo mi make up zrobil sie za ciemny tongue  Tak na 10 minut smile
Pozdrawiam wszystkie czytajace ten watek smile

19 683 Ostatnio edytowany przez raki (2013-04-08 11:52:14)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dobrze, że jesteś smile
Ta 6ka ponoć skuteczna - znam jednego co wytrwał do końca, ale efektów nie widziałam.
Tez piwoli dojrzewam, by wziąć się za siebie i wrócić do formy wink
Cieszy mnie, że wstałaś z czegokolwiek, by to nie było.

A dziś będę mieć Lubine w soli- mój organizm zaczyna odrzucać shietowe jedzenie i wracam do starej, dobrej,zdrowej diety smile

Odkryłam dzisiaj, że tu nie śmierdzi w rybnych.

***

To umowiłam sore na jutro.  W barze. Do domu już nie wpuszczę.  Trzymajcie kciuki za moja konsekwenję. Chcę rozmawiać tylko o  formalnosciach. On już próbuje przemycać in.sprawy...., wiec będzie trudno. Manipulant.

19 684 Ostatnio edytowany przez Happyfull (2013-04-08 11:56:17)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Tarantella - Maja z dwoma glowami wydala ksiazke smile

"UCIEKŁAM DO PRZODU Z TOKSYCZNEGO ZWIĄZKU"
Autor: Małgorzata Osipczuk

Z autorką książki "Moje dwie głowy" i bloga pod tym samym tytułem, Mają Friedrich, rozmawia psychoterapeutka Małgorzata Osipczuk

Jeśli tylko posiadasz coś cennego, co mogłoby zainteresować "łowcę cudzych zasobów" - nie czuj się bezpiecznie. Psychopaci polują tuż obok, na nas. Sprawiają dobre wrażenie, bez trudu pozyskują zaufanie i bezpardonowo je sprzeniewierzają. Możesz ich spotkać w pracy, w rodzinie, wśród znajomych i nowo poznanych. Tylko część spośród nich to przestępcy czy brutalne osiłki. Większość żyje wśród nas, nie wzbudzając podejrzeń. I mogłoby Cię to nie obchodzić, ot, jedno z wielu zjawisk tego świata, zarezerwowanych dla znawców tematu. Ale co, jeśli jeden z nich weźmie sobie Ciebie na swój widelec i uzna, że potrzebuje właśnie takiej, jak Ty, partnerki?
Jeśli już żyjesz w bolesnym, krzywdzącym Cię związku, to w książce "Moje dwie głowy" Mai Friedrich nie znajdziesz pomysłu na to, jak sprawić, by partner lepiej Cię traktował. Autorka bezlitośnie odziera ze złudzeń potencjalne czytelniczki, które liczą na jakiś magiczny lub specjalistyczny sposób na "odtrucie" ich toksycznego, zdeprawowanego partnera. Recepta jest krótka: "UCIEKAJ! Byle do przodu!", choć jak się okazuje nie tak łatwa do zrealizowania. Jednak możliwa - na podstawie własnego doświadczenia i przetrawienia "tony" fachowej literatury Maja daje nie tylko nadzieję na powodzenie takiej zdrowej ucieczki, ale też i cały wachlarz przećwiczonych na samej sobie bardzo życiowych, zaskakująco konkretnych wskazówek. To nie ckliwy amerykański poradnik, pełen trywialnych sloganów - to zestaw survivalowy, opracowany własnym potem i łzami. Przy okazji fantastyczna śmiechoterapia.
Małgorzata Osipczuk: Maju, pogadajmy o rdzeniu książki, czyli o Twoim doświadczeniu. "Z toksycznego związku nie da się WYJŚĆ. Z toksycznego związku się UCIEKA. Cała filozofia polega na tym, żeby UCIEKAĆ DO PRZODU" - cytuję podtytuł Twojej książki i motto Twojego bloga. A Tobie mogła się przydarzyć ucieczka "do tyłu"?

Maja Friedrich: Oczywiście. Przecież mi się przydarzała. Na przestrzeni wielu miesięcy cofałam się za każdym razem, kiedy dawałam się przekonać mojemu byłemu partnerowi, że wszystko, co się w tym związku wydarzyło to "nic takiego, nic wielkiego". Za każdym razem, jak dawałam się nabrać na kolejne przysięgi, obietnice i "miodowe miesiące", po których następowała intensyfikacja jego emocjonalnej agresji, kolejnych kłamstw i poniżeń - cofałam się. Tych charakterystycznych dla związku z toksykiem huśtawek i sinusoid przeżyłam wiele. Tak rozchwiana emocjonalnie kobieta podejmując decyzję o ucieczce jeszcze długo nie może mieć pewności, jaki numer wywiną jej własne emocje, które ciągle próbują kolaborować ze światem czczych deklaracji przemocowego partnera i uzależniły się już nawet na poziomie chemicznym od takiego rollercoastera. Nie jestem lepsza od innych ofiar przemocy, a przecież nie udaje się uciec do przodu ogromnej rzeszy kobiet uwikłanych w takie relacje silniej niż byłam ja: wieloletnie związki, dzieci, zależność finansowa.
Małgorzata Osipczuk: To, o czym piszesz na blogu i w książce można by podciągnąć pod różne terminy, jak np.: toksyczne związki, kobiety, które kochają za bardzo (KKZB), przemoc emocjonalna, współuzależnienie, życie z osobą z zaburzeniami osobowości, życie z psychopatą, relacja sprawca-ofiara. Które z tych terminów najbardziej do Ciebie przemówiły, gdy zaczęłaś dla siebie szukać ratunku, tkwiąc jeszcze po uszy w związku z krzywdzącym Cię partnerem? Nie gubiłaś się w tym bogatym nazewnictwie?

Maja Friedrich: Na początku tak. W miarę jednak tego, jak osoba będąca w przemocowym związku szuka odpowiedzi na pytanie: "co tu się, do cholery, działo?", te terminy zaczynają się układać jak puzzle w spójny obrazek, bo tak naprawdę te zjawiska wynikają z siebie i są w związku przyczynowo-skutkowym. Dziewczynki wywodzące się z domu, gdzie królowało współuzależnienie, wyrastają na kobiety kochające za bardzo, mające większą skłonność do wchodzenia w związki z osobnikami zaburzonymi emocjonalnie. Ci znów mają na nie ustawiony swój radar. To z kolei prowadzi do powstania relacji ofiara-sprawca i kółko się zamyka. Kiedyś, na początku tej drogi, te słowa-klucze nie mówiły mi nic. Były hasłami zbliżonymi do kręgów istot nieradzących sobie ze swoim życiem, niezaradnych, podporządkowanych emocjonalnie, czyli kogoś, z kim ja absolutnie się nie utożsamiałam. To była nie moja bajka. Ja byłam ta Maja-Zaradna, Maja-Buldożer, Maja-Przenikliwa, która nigdy nie da się nabrać na charyzmatyczne gierki, błyskawicznie rozszyfruje każdą manipulację i nie da się uwikłać emocjonalnie i finansowo w związek z patologicznym kłamcą. "Mnie to nie dotyczy" - tak myśli duża część kobiet, które pozostają w takich związkach.
Małgorzata Osipczuk: Skąd Twoje upodobanie do słowa PSYCHOFAG?

Maja Friedrich: Ta nomenklatura to nie upodobanie, tylko laicka konieczność. PSYCHOFAG to zapożyczenie ze strony specjalnego projektu badawczego Quantum Future Group i odnosi się do psychopatów. U mnie psychofag zyskuje nieco inne, zbiorowe znaczenie i przyznaję, że na swój sposób "psychofaga" polubiłam i czuję się matką chrzestną tego terminu użytego w kontekście przemocowych związków. Kobiecie żyjącej z kimś, kto ją sukcesywnie wykańcza, obraża, zdradza, a jednocześnie stosuje całą gamę technik na przyciąganie, jest naprawdę wszystko jedno, czy jej partner zostałby zdiagnozowany jako narcyz, mizogin, socjopata, borderline, czy seksoholik. Taka kobieta nie może stawiać diagnoz, może jednak pewne rzeczy u swojego partnera zidentyfikować i bronić się. Ja, na potrzeby bloga, książki i komunikacji z innymi kobietami dotkniętymi życiem z partnerami o różnych zaburzeniach emocjonalnych, musiałam przyjąć jakieś w miarę czytelne, zbiorcze określenie sprawcy. Jeśli w związku z kimś takim, to my jesteśmy szeroko pojętym DAWCĄ, a partner BIORCĄ, jeśli ten związek nas degraduje psychicznie i fizycznie, a partner w tym samym czasie kwitnie - nie pozostaje nic innego, jak porównanie takiej relacji do związku pasożytniczego: karmiciel i pasożyt. PSYCHE - dusza, FAG - pasożyt.
Małgorzata Osipczuk: Czy ludzie z Twojego bliskiego otoczenia dostrzegali oznaki tego, że "coś jest nie tak"? Że cierpisz a partner jest tego przyczyną? Czy dawali o tym znać?

Maja Friedrich: Zaledwie jedna przyjaciółka natychmiast rozszyfrowała jego zachowania. Oczywiście bardzo szybko mojemu byłemu partnerowi udało się mnie przekonać, że ona jest nieodpowiednim dla mnie towarzystwem. Mój opór nie trwał długo. Chwała jej, bo wytrwała przy mnie bez względu na jego desant, a po jego zakończeniu mnie reanimowała. Z czasem takich "nieodpowiednich" przyjaciół i znajomych okazywało się w moim otoczeniu coraz więcej. Sukcesywnie moje wcześniejsze kontakty z ludźmi zostały zredukowane do niezbędnego minimum: najbliższej rodziny i koleżanek z pracy. To dla nich przeznaczone były rzadkie acz sugestywne spektakle: On-Uroczy, On-Ujmujący, On-Kochający. Sama w nich chętnie grałam, bo były ostatnimi wysepkami mojej iluzji tego - onegdaj jakże romantycznego - związku. Gdy "publiczność" znikała z oczu, charyzmatyczny teatrzyk się zamykał. Zostawał chłodny, wycofany, agresywny człowiek i zdezorientowana ja. Wtedy jednak skoczyłabym do oczu każdemu, kto próbowałby mi powiedzieć, że coś tu nie gra.
Małgorzata Osipczuk: Teraz, z perspektywy czasu, własnych doświadczeń i własnej pracy nad tematem - jak sądzisz, co i jak warto powiedzieć kobiecie uwikłanej w związek z psychofagiem? Jak być dla takiej osoby użytecznym wsparciem?

Maja Friedrich: To jest właśnie dramat każdej z tych, które ten etap zamknęły, dopracowały się wniosków i tej swoistej postpsychofażej mądrości i... nie znajdują sposobu, na przekazanie podstawowego pakietu informacji komuś, kto tkwi w takiej relacji. Opór materii jest niebywały. Zdaje się, że każda ofiara przemocy, dowolnej przemocy, najpierw sama musi dojść do określonego punktu granicznego (czyli sięgnąć swojego własnego dna i granic psychicznej wytrzymałości) i dopiero w tym punkcie otwiera się w niej gotowość na zaakceptowanie pewnych oczywistych oczywistości. Nie ma takich słów, a nawet przykładów, które mogłyby ją do tego skłonić wcześniej. Przy takiej kobiecie można jedynie trwać w gotowości i czekać aż ten moment wreszcie nastąpi. Trzeba się też liczyć z tym, że może nie nastąpić nigdy.
Małgorzata Osipczuk: Ale Maju chwileczkę, przecież sama opracowałaś obszerną listę tzw. czerwonych lampek ostrzegawczych - zachowań partnera będących swoistym ostrzeżeniem i zapowiedzią poważnych kłopotów, które wystąpią w związku z osobą tak się prezentującą na wstępie. Założyłam więc, że Twoją intencją jest profilaktyka - edukowanie kobiet ZANIM uwikłają się w toksyczny związek. Teraz mówisz o konieczności sięgnięcia dna przez ofiarę przemocy. Napisałaś też, cyt. "dorosłam do myśli, że tak naprawdę nikogo nie da się ostrzec". To bardzo pesymistyczne założenie. Liczę na to, że Twoja książka może być pewną psychoprofilaktyką, porcją wiedzy, która pozwoli potencjalnym ofiarom uchronić się przed wejściem w destrukcyjny dla nich związek, albo pomoże wywikłać się z niego na wczesnym etapie strat.

Maja Friedrich: Nie wierzę w profilaktykę i w uchronienie kogokolwiek przed wejściem w przemocowy związek mimo ostrzeżeń. Ba! Nie wierzę nawet, że można otworzyć oczy komuś, kto w takim związku już tkwi, ale nie osiągnął stanu gotowości, żeby zdać sobie sprawę z charakteru tej relacji i rozpocząć odwrót. Wierzę jednak, że można pomóc tym, które zaczynają dostrzegać pewne niezdrowe prawidłowości w swoim związku, łączyć w logiczną całość pewne fakty, zachowania partnera, swój stan, reakcje dzieci i rodziny, niepokojące sygnały z zewnątrz. W tym momencie przeczytanie, "Głów" czy innej pozycji z literatury, z której ja korzystałam i wymieniłam w książce, może ułatwić podejmowanie decyzji.
Małgorzata Osipczuk: Obyś nie miała racji odmawiając swojej książce walorów profilaktycznych. :-) W każdym razie ja obiecuję eksperymentować i polecać ją tym klientom, którzy gotowi są na biblioterapię. Myślę bowiem, że jest spora grupa kobiet i mężczyzn, którzy w spadku po trudnej przeszłości rodzinnej otrzymali "pakiet IDEALNEGO DAWCY w bliskich relacjach", co naraża ich na stanie się potencjalną "zdobyczą" psychofaga i praca w psychoterapii może uczulić na taką możliwość, dać wiedzę uwrażliwiającą na to ryzyko.

Czyli Twoim zdaniem kobiety spotkawszy osobę o psychopatycznym rysie osobowości, która weźmie je na celownik, skazane są na przebycie trudnej drogi w kierunku dna i dopiero dotkliwe cierpienie osobiste daje im szansę na od-wikłanie się?

Maja Friedrich: Czy wszystkie kobiety? Nie wydaje mi się. Nie znam na ten temat statystyk, ale jednakowoż są typy osobowości, które może nie tyle same nie lgną do osób o rysie psychopatycznym, ile nie są ich grupą docelową. Za dużo z nimi kłopotów .:-) Może są zbyt wymagające, może zbyt przenikliwe, może wykazują ograniczone zaufanie do pozostałych "użytkowników ruchu drogowego". Dość, że nie wywołują zainteresowania takich mężczyzn. Takie kobiety właśnie powinnyśmy "podglądać", żeby wypaść z grupy zainteresowania psychofagów. A fakt, że jesteśmy nosicielami "pakietu dawcy" wcale nie oznacza, że to sobie uświadamiamy. Ja byłam najlepszym przykładem wyparcia - byłam przekonana, że kto jak kto, ale ja wychodząc z takiego, a nie innego dysfunkcyjnego domu, wiem już, jak żyć i kogo omijać. Los to sobie lubi zakpić z tych, którym brak pokory. :-)
Małgorzata Osipczuk: Dr Hare jeden z rozdziałów swojej książki "Psychopaci są wśród nas", która dla Ciebie była również inspiracją, zatytułował "Wyłudzacze zaufania". Często kobiety wychodząc poturbowane z destrukcyjnego związku mówią "Chyba już nigdy nie zaufam". Znasz to poczucie? A jednak zdarza się, że ponownie łapią się na podobny lep, ulegają urokowi kolejnego wyłudzacza zaufania. Pewnie czytasz na swoim blogu takie historie czytelniczek?

Maja Friedrich: Trzeba sobie zdać sprawę z tego, jak szczególną jest trauma psychiczna po życiu z kimś, kogo zaburzenie w głównej mierze polega na patologicznym kłamstwie, manipulacjach i drenażu emocjonalnym. W pewnym momencie zaczynają wypływać informacje, które w końcowym rozrachunku dowodzą, że kilka albo wiele lat żyłaś w związku, który był jedną wielką mistyfikacją. Coś takiego potrafi skutecznie zrujnować w kobiecie wiarę we własne zmysły, wykastrować ufność i chęć budowania przyszłości z kimkolwiek oraz sprowadza do parteru jej poczucie własnej wartości. Po pierwsze, taki człowiek długo nad tym pracował, ciągle partnerkę krytykując, obrażając, zdradzając, ignorując. Po drugie, po zakończeniu takiego związku i po zdemaskowaniu w swoich oczach partnera, kobieta żywi do siebie samej ogromną złość, że tak długo dawała się okłamywać, kontrolować, umniejszać, że zainwestowała najlepsze uczucia i lata w kogoś, kto od początku nastawiony był na gospodarkę rabunkową na podstawowych płaszczyznach ich wspólnego życia... i plan mu się udał. Gdybym dostała złotówkę za każdy raz, kiedy słyszałam (lub sama wypowiadałam) zdanie "Jak mogłam być taka głupia?", to rozmawiałybyśmy teraz na jakiejś miłej, ciepłej wyspie, sącząc drinki z parasolką. Po takich przejściach częsty jest przypadek wycofania, lęku przed ponownym zawierzeniem, bo a nuż ktoś kolejny zechce wyłudzić nasze zaufanie.
Z drugiej strony, kobieta ze zrujnowanym ego może zechcieć szukać potwierdzenia swojej wartości w kolejnych związkach. Znam jednak tylko jeden w ten sposób zrodzony związek, który przetrwał. Reszta rozpadła się, bo była de facto kontynuacją tego poprzedniego, tyle, że z kimś innym o podobnym rysie psychologicznym. Taka jest cena nieprzepracowania kwestii przyczynowo-skutkowych krzywdzącej relacji.
Ucieczka Do Przodu polega m.in. na pokonaniu tych form zależności od innej osoby i od utwierdzania naszej wartości płynącego z zewnątrz. To znów sprowadza się do wypracowania wyższej samooceny, a tego nie sposób dokonać w miesiąc, czy dwa.
Małgorzata Osipczuk: Wyobraźmy sobie taki scenariusz: Pan X, osobisty do niedawna psychofag Mai F., wkracza do Twojego życia ponownie. Może włączmy Ślepy Los: przypadkiem spotykacie się na jakiś wczasach. Dobre nastroje, zaleczone rany, słońce przygrzewa, endorfiny gotowe do skoku wzwyż. On uruchamia swój wyjątkowy męski czar, w końcu ma w zanadrzu całą skrzynkę narzędzi służących do uwiedzenia. I...?

A zaraz... może raczej na Ciebie zadziała nie tyle osobisty urok, co na przykład jego choroba, klęska i sprzysiężenie się całego świata przeciwko biedakowi, i sygnał "Pomóż mi, tylko Ty wiesz jak/Ty możesz"? Jesteś pewna, że wyzwoliłaś się spod jego uroku i władzy? Moje klientki w gabinecie często wyrażają obawę czy były partner znów ich kiedyś nie usidli, czy osobista Siła, która w nich wzrasta nie rozpadnie się kiedyś w pył w zetknięciu z determinacją psychofaga? W końcu większość z nich odchodziła nie raz, jak w pułapce obrotowych drzwi: skok na zewnątrz a za chwilę znów w środku związku - i od nowa. Masz ochotę im coś powiedzieć?

Maja Friedrich: Świetne pytanie! Sama mam ochotę je zadać machającym szabelką dziewczynom, które miesiąc wcześniej rozstały się z toksycznym partnerem i buńczucznie oświadczają, że są już po drugiej stronie mostu. Tyle tylko, że za chwilę znów biegają po tym moście: tam i z powrotem.
W moim przypadku odpowiedź brzmi: mój były partner nie ma już wstępu do mojego świata i nie ma już żadnej władzy nade mną. Co nie oznacza, że nie wywołuje emocji, że nadal się nie wzdragam, bo to była poważna trauma. Do dziś potrafi mi się też przyśnić, że na powrót go przyjmuję i wtedy żywię do siebie autentyczne obrzydzenie. Tak jak palaczom na odwyku też czasem śni się, że się złamali i zapalili. W moim przypadku długo, zbyt długo każdy scenariusz był możliwy. Psychofagi rzeczywiście są mistrzami budowania nastroju i kamuflowania sideł. W zależności od "celu" to będzie charyzmatyczny, swobodnie poruszający się w "sferach" bon vivant, albo poranione, zaszczute zwierzątko, szukające ratunku i schronienia w objęciach "Tej Jedynej". Doskonale rozumiem szarpaninę Twoich pacjentek i ich brak zaufania do siebie samych. To jest autentyczna wojna rozsądku z emocjami. Dwie głowy walczą, a ty nie wiesz, po stronie której z nich masz się opowiedzieć.
Nie zapominajmy też, że od początku uciekania, czyli od dwóch lat, obracam się w kręgach kobiet, których historie pozwoliły mi uświadomić sobie, jak schematyczna i przewrotna jest taktyka takich, jak on. Na blogu ja pomagałam moim Czytelniczkom swoim pisaniem, a one mnie swoimi historiami. Wcześniej podobną pomoc uzyskałam od dziewczyn z grupy wsparcia. Zestawienie własnej historii z niemal identycznymi historiami innych kobiet, prześledzenie dynamiki takich związków - to doskonała szczepionka. To właśnie czytając i słuchając historii innych poturbowanych dziewczyn przekonywałam się, że partnerzy z zaburzeniami emocjonalnymi są odlani z tej samej wadliwej sztancy. Ostatecznie każda z nas chciałaby, żeby jej związek z mężczyzną był wyjątkowy, a z psychofagiem to jest niemożliwe.
Jest bardzo istotny element, który warto uświadamiać kobietom, które już podjęły decyzję o zakończeniu toksycznego związku, ale nadal są emocjonalnie uzależnione od "panów niewłaściwych". Trzeba, żeby - na ile potrafią uczciwie - odpowiedziały sobie na pytanie, jaki był faktyczny ich stan w trakcie takiego związku. Czy ich psychika, ciało, relacje ze znajomymi, życie zawodowe przeżywało rozkwit, czy wręcz odwrotnie? Dla kobiet, podejmujących kolejną nieudaną próbę zawalczenia o siebie - to właśnie zdaje się być dobrą podpowiedzią: "Zastanów się, czy sama sobie się w tym związku podobałaś, czy tylko próbowałaś się przypodobać komuś, kto może wcale nie był tego wart".
Mogę też im powiedzieć swoją ulubioną kwestię: po każdym życiowym przełomie dostajemy kolejną szansę na stanie się ulepszoną wersją samej siebie. Trauma postpsychofagowa związana jest z ogromnym ładunkiem emocjonalnym. Warto z niego skorzystać jako detonatora. Na rozpaczy, złości, przerażeniu i chęci zmiany tego stanu - można daleko zajechać. Warto jednak uprzednio wyznaczyć właściwy kierunek.
Małgorzata Osipczuk: Jak się teraz miewa Maju Twoje Zaufanie Do Mężczyzn?

Maja Friedrich: Stopniowo odbudowuję pojęcie mężczyzna. Zaufanie zapewne pojawi się w ślad za tym. :-)
Małgorzata Osipczuk: Z jakich narzędzi korzystałaś w swojej walce o siebie? Czy była w tym psychoterapia?

Maja Friedrich: Podstawowe narzędzie, to kategoryczne odcięcie się od przemocowego partnera - zasada ZERO KONTAKTU. Uważam też, że kobiety, które oprócz elementów przemocy, odnotowują powtarzające się fakty świadczące o nieuczciwości partnera powinny albo natychmiast od niego odejść i zakończyć wszelkie więzi formalno-prawne, albo (jeśli nadal mają wątpliwości) gruntownie zbadać jego przeszłość. Tu chodzi o ich bezpieczeństwo i nie ma w tym nic wstydliwego. Ratunkiem dla mnie okazała się wiedza faktograficzna na temat tego człowieka. Po rozstaniu z nim wypływały kolejne oburzające fakty, jednoznacznie potwierdzające, kim był. Dziś zwyczajnie wstydzę się swojego z nim związku i po rozstaniu zadbałam o to, żeby nigdzie jego nazwisko nie figurowało obok mojego.
Oprócz powyższego, w książce, w rozdziale "Uciekaj albo walcz" zawarłam 22 przećwiczone na własnym żywym organizmie wskazówki, ale i tak w decydujących momentach każda kobieta musi sobie sama wypracować własny zestaw survivalowy. Trudno tu streścić wszystkie, ale osobiście za najpotężniejszy oręż uznaję samoświadomość i wiedzę. Nie przypominam sobie, żebym taką ilość literatury pochłonęła nawet podczas studiów (filologicznych!). Uważam, że każdej partnerce zaburzonego emocjonalnie człowieka na początek potrzebna jest podstawowa wiedza o schematach jego działania - właśnie po to, żeby wyłapać pewne prawidłowości i móc się przed tym bronić. Jak ugramy trochę czasu, odizolujemy się od jego ataków i trochę się uspokoimy, to pora na kolejny szczebelek - samopoznanie. I to jest dopiero fajna zabawa. Poznawanie własnych preferencji, priorytetów, ograniczeń, dysfunkcji, tego co nam się NAPRAWDĘ podoba i tego co NAPRAWDĘ nie lubimy. I tu dostrzegam rolę dobrze poprowadzonej terapii.
Niestety ale, z całym szacunkiem dla Ciebie, Małgosiu, i Twojego środowiska zawodowego, na kobiety po takich związkach czyha mnóstwo pułapek. Wbrew pozorom bardzo trudno jest trafić na naprawdę dobrego terapeutę, który na "dzień dobry" nie walnie rozmontowanej emocjonalnie kobiecie: "Kiedy w związku pojawia się problem, to winne są obie strony". To jest to samo, co robił sam psychofag: pozbawianie kobiety wiary we własny zdrowy osąd przemocowej sytuacji i wpędzanie nas, w i tak już rozdmuchane, poczucie winy. Ja miałam dużo szczęścia w doborze pomocy terapeutycznej.
Małgorzata Osipczuk: Wtrącę Ci się w zdanie Maju, korzystając z okazji uczulę na kwestię odpowiedzialnego wyboru specjalisty do współpracy psychoterapeutycznej. Psychoterapeuta, który ma pomóc osobie poturbowanej przez przemoc (emocjonalną i każdą inną) powinien zdobyć szlify w temacie przemocy. Bo jeśli z przemocą ma do czynienia - nie może być neutralny i wielostronniczy. Przemoc jasno definiuje rozdział odpowiedzialności i winy na partnerów. To jest kwestia wykształcenia i doświadczenia terapeuty, o które warto pytać na etapie wybierania specjalisty.

Maja Friedrich: Święte słowa! Tak samo jak nie ma jednego lekarza od wszystkich bolączek ciała, tak samo nie ma jednego terapeuty od wszystkich bolączek psychiki. Dlatego jestem zdania, że ofiary przemocy powinny szukać terapeuty tak samo, jak się szuka, powiedzmy, kardiologa po odbytym zawale - świadomie, wypytując znajomych o skuteczność, szukając opinii w Internecie. Powinny też działać dwutorowo - żadne szkoły nic nie dadzą, jeśli nie uczymy się samodzielnie w domu. Nie można się w całości zdać tylko na pomoc terapeuty. Trzeba nad sobą pracować i poszukiwać technik, które w tandemie z psychoterapią dadzą pożądany rezultat.
W moim przypadku, nie mam co do tego wątpliwości, spisanie "Głów", a potem założenie bloga zadziałało, jak swoista autoterapia. Ja bez tego pisania na bank zarobiłabym psychiczną implozję, więc wolałam eksplodować blogiem i książką. Idąc tym tropem z dwiema przyjaciółkami założyłyśmy blog pod nazwą "Terapia przez pisanie", gdzie poruszamy ważkie dla nas tematy i promujemy tę, znaną już na świecie, postać samoleczenia i rekonwalescencji po wszelakich traumach. To nie jest miejsce do wyżalania się, tylko do... opowiedzenia samej sobie, w pisemnej formie, historii swojego życia, uwieńczenia tego refleksją i wnioskami na przyszłość. To działa, jak swoiste spojrzenie na siebie z boku, oczami obcego człowieka. Nam to pomogło uzewnętrznić zalegającą krzywdę, zdjąć z siebie stygmat ofiary, sprecyzować mechanizmy, które nami powodowały. Niby nic wielkiego. Nie odkryłyśmy Ameryki, ale, kto wie, może siebie?
Małgorzata Osipczuk: Zatytułowałaś blog i książkę "Moje dwie głowy". Ta koncepcja "dwóch głów", dwóch części JA, dialogujących ze sobą, współpracujących ze sobą lub niesłuchających się - wydaje mi się bardzo użyteczna jako punkt wyjścia do zawalczenia o siebie. Racjonalność kontra Emocjonalność. Dwóch niezwykle silnych i mądrych pracowników w Twojej firmie "JA". Udaje Ci się sztuka zarządzania tym zespołem?

Maja Friedrich: Dziś już łatwiej, choć jest to strasznie niesforny zespół. Większość swojego życia byłam osobą bardzo emocjonalną i pierwsze skrzypce należały właśnie do emocji. Rozsądek co najwyżej zmiatał stłuczkę w wyniku tego powstałą. To nie był dialog tylko rządy autorytarne. Zmiana układu sił jednak musiała nastąpić po tak ewidentnej pomyłce głowy emocjonalnej. Najgorszy był moment miej więcej dwa lata temu, kiedy borykałam się z podjęciem decyzji o zakończeniu związku. To jest dramatyczny okres dla każdej kobiety w takiej sytuacji. Walczysz jednocześnie z obsesją toksyka grającego na twoich emocjach i ze sobą samą. Jedna głowa widzi, jak wielkie zniszczenia powoduje taka relacja, druga głowa z uporem maniaka odgrzewa kotleta marzeń i iluzji. I tak non stop, 24 na 7.
Tytuł "Moje dwie głowy" jest więc wyraźnym sygnałem, o kim tu będzie mowa. Nie o sprawcy, tylko o ofierze. O jej powolnym wchodzeniu w świat obłędu, a potem o jej drodze wychodzenia z wyniszczającego układu, o jej potknięciach i powstaniach, rozterkach i stanach emocjonalnych. Psychofag jest tu istotną składową, ale zaledwie w charakterze "bohatera drugiego planu". Trudno bowiem opowiedzieć o zjawisku i mechanizmach przemocy całkowicie pomijając udział sprawcy.
Literatura anglojęzyczna obfituje w książki - wspomnienia partnerek narcyzów, socjopatów, borderów, alkoholików. Zaskakujące jednak jest to, że w większości przypadków już same tytuły sugerują: ta książka jest o tym panu. Fragmenty "Głów" wiszące w innych miejscach miały dla odróżnienia od mojego własnego bloga tytuł roboczy "Psychofag w moim sercu". Wycofałam się z tego, kiedy zdałam sobie sprawę, że przecież raz w życiu już nadałam temu człowiekowi niezasłużoną rangę. Nie widziałam powodu, żeby robić to ponownie i to we własnej książce. Że już nie wspomnę o tym, jak potwornie tandetny był to tytuł. :-) Nawet jak na tytuł roboczy.
Małgorzata Osipczuk: Co jest Twoim zyskiem po związku pełnym strat? Włożyłaś sporo wysiłku najpierw w odwikłanie się z destrukcyjnej relacji, potem w zawalczenie o swoje potrzeby, w końcu w prowadzenie bloga, napisanie i wydanie książki - jaki jest bilans na teraz?

Maja Friedrich: To kolejny rozdział z książki: "Profity neofity". Doliczyłam się ich dziewięciu, ale skupię się na tym najważniejszym. Jest nim zaufanie do siebie. To wielki komfort polegać na sobie samej, swojej intuicji, wewnętrznym głosie i swoich decyzjach. Decyzjach przedyskutowanych tym razem przez obie głowy na zasadach równości.
Koniec związku z psychofagiem, to początek związku ze sobą. To wtedy identyfikuje się wartości, które mają dla nas tak naprawdę znaczenie. Dziś, po przepracowaniu tego, co się w moim życiu wydarzało, sama nie wiem, jak mogłam pozytywnie odpowiedzieć na "ofertę" kogoś takiego, jak psychofag. NLP-iarska paplanina o wyidealizowanej miłości, kiczowate hipnotyzerstwo niepoparte żadnym realnym działaniem na rzecz związku i moich potrzeb, zapalająca wszystkie czerwone lampki przeszłość, pogłębiające się i nieodwzajemnione żerowanie na moim czasie, zaangażowaniu i wsparciu. Słowo, które teraz przychodzi mi na myśl po odrobieniu zadania "psychofag" to WSPÓŁMIERNOŚĆ. Dziś, w każdej relacji - macierzyńskiej, damsko-męskiej, przyjacielskiej, zawodowej -bacznie przyglądam się występowaniu tego czynnika. Zaczęłam rozsądnie dozować siebie.:-) To nie rodzi frustracji i pozwala szybko wyłapać krzywdzącą relację. Jest uczciwe wobec innych i wobec mnie samej.
Małgorzata Osipczuk: Czy mężczyźni też mają po co czytać Twoją książkę? Czy to przesłanie zarezerwowane tylko dla kobiet?

Maja Friedrich: W ślad za fachowcami jestem przekonana, że zaburzenia osobowości nie mają płci. Spotkanie na swojej drodze kogoś, kogo życiowym zadaniem jest wyrachowane wykorzystanie i skrzywdzenie maksymalnej ilości ludzi, może się przydarzyć każdemu. Wstrząs i dramat jest ten sam, niezależnie od tego, czy przytrafiło się to kobiecie, mężczyźnie, w związku hetero-, czy homoseksualnym, w domu, czy w pracy.
To, że kobiety ze swoim dramatem chętniej się ujawniają, również w takich miejscach jak mój blog? No cóż. Zapewne jest tak, że społeczeństwo daje nam więcej przyzwolenia na bycie ofiarą przemocy. Mężczyznom niejako "mniej wypada" wpadać w sidła własnych emocji, sterowanych przez zręczne manipulantki, pasożyty emocjonalne żeńskiej płci. Zapewne panowie dla niepoznaki nazywają ten typ relacji jakoś inaczej i stąd wydaje się, że doświadczanie przemocy emocjonalnej zarezerwowane jest tylko dla kobiet. Jednak psychiki nie da się oszukać i każdy w sytuacji wiktymizacji poszukuje wsparcia, wskazówek, poczucia, że nie on jeden tak ma. Myślę, że bardziej lub mniej otwarcie panowie również sięgną po "Głowy".
Zupełnie nie wiem, jak proces odwikływania się wygląda u mężczyzn. Piszę o kobiecie i dla kobiet, bo w 99% przypadków to one są zauważalne w miejscach, w których się mówi o przemocy: stowarzyszenia, grupy wsparcia, fora, blogi, akcje społeczne. Mężczyzn tam nie uświadczysz. Wiem jednak, że pojawiają się u psychoterapeutów. Zapewne w zaciszu gabinetu, indywidualnie łatwiej im zdjąć to społeczne ograniczenie, że "Chłopaki nie płaczą".
Panowie, jakby co, umówmy się, że kupujecie tę książkę dla fikcyjnej siostry żyjącej w przemocowym związku.
Małgorzata Osipczuk: A nie obawiasz się Maju posądzenia o mizoandrię (nienawiść lub silne uprzedzenie w stosunku do mężczyzn)?

Maja Friedrich: Nie. Nie obawiam się żadnych posądzaczy. Udało mi się już wyzwolić z genu wasala i z imperatywu podobania się całemu światu. Ja wiem, co działo się w moim życiu i wiem, jaki jest mój stosunek do mężczyzn (zwłaszcza jako matki jednego z nich), a jeśli ktoś ma jakieś błędne domniemania, to nie jest mój problem. Z książki jasno wynika, że nie dolega mi żadna inna postać uprzedzenia oprócz uprzedzenia do intencjonalnego krzywdzenia innych dla własnej frajdy. Przecież nie obrażę się na wszystkich mężczyzn przez jednego psychofaga! No heloł! :-) Oprócz tego jestem w takim wieku i w tej szczęśliwej sytuacji życiowej, że mówienie źle o wszystkich panach nie wchodzi w rachubę. Zostawiam to paniom, które już nie mają planów związanych z męskim światem. Ja z nim mam jeszcze coś do załatwienia. :-)
Małgorzata Osipczuk: A propos syna... Jak on zapatruje się na pomysł wydania książki, która dotyka też części jego historii życia?

Maja Friedrich: Często się zastanawiałam, czy gdyby nie syn, to udałoby mi się wyrwać z tej relacji w równie szybkim tempie. Sama pochodzę z domu, który był podporządkowany pijackim cyklom alkoholika. Mojego ojczyma. Mama, będąc kobietą współuzależnioną (podobnie jak kiedyś jej własna matka), nigdy nie zdecydowała się na odejście od rujnującego jej i moją psychikę człowieka. Mimo moich próśb. To jest rzecz, którą własnej matce trudno jest wybaczyć. Człowiek, któremu obie chciałyśmy ufać, zamienił 20 lat naszego życia w piekło, a ona stawiała swój lęk separacyjny i strach przed samotnością ponad krzywdę psychiczną swojego dziecka. W moim związku z psychofagiem nastał taki moment, kiedy skala emocji wywoływanych przez jego zdrady, kłamstwa, manipulowanie mną i dzieckiem sięgnęła zenitu, a ja nadal wpuszczałam go do swojego życia na kolejny "okres próbny", po którym wychodziłam jeszcze bardziej przerażona skalą jego perfidii, poniżona i wycieńczona.
I pewnego razu, po kilku miesiącach takich jazd, mój wówczas 14-letni syn, który patrzył na powolną moralną śmierć swojej matki, poprosił: "Mamo, nie schodź się z nim więcej. Chcesz, żeby nas znów oszukał?" Wtedy stanęły mi przed oczami wszystkie takie same sceny i moje rozmowy z mamą. Kubeł zimnej wody. Nie mogłam tego samego zrobić mojemu dziecku. Ucieczka nie nastąpiła od razu, ale to już była kwestia czasu. Syn bardzo mnie wspierał w całym procesie, kibicował, chociaż i on przecież też rozstawał się z własnymi iluzjami.
W temacie bloga, książki, wszystkich moich znajomości z tych kręgów się wywodzących ma pełną orientację. Z satysfakcją i nawet dumą oceniał okładkę książki, interesował się procesem wydawniczym, zawiłościami technicznymi prowadzenia bloga. Jednak w naszym domu na ten temat już co do zasady się nie mówi. Nie widzę powodu, żeby go tą tematyką przeciążać. To, co widział i tak powoduje, że na te tematy wie więcej niż niejeden jego równolatek. Wydaje mi się, że najważniejszą lekcję z tego wszystkiego zaczerpnął: wie, że jego mama szanuje jego zdanie i nie pozwoli obcemu, zdemoralizowanemu człowiekowi zniszczyć NASZEGO WSPÓLNEGO życia. Zobaczył też na własne oczy, że jeśli związek cię wyniszcza, to można w sobie znaleźć siły, żeby z niego zrezygnować i życie toczy się dalej a nawet lepiej. Może też kiedyś sam nie zechce okłamywać żadnej kobiety, bo widział, jak strasznym dramatem kończy się to dla całej rodziny. Życie pokaże. Póki co, jest pogodnym, otwartym nastolatkiem ze swoimi pasjami, a ja mam świadomość, że zdołałam przerwać łańcuch wielopokoleniowej zależności od toksyka i dałam mojemu dziecku szansę, której mnie kiedyś nie dano.
Małgorzata Osipczuk: Najpierw poznałam Twojego bloga, Maju. Intrygowało mnie, że na forum portalu, którym się opiekuję, co chwila któraś z kobiet polecała go innym. Odnalazłam na stronach internetowych przynajmniej kilkanaście zapewnień o kupnie Twojej książki, mimo, że nikt jej jeszcze w ręku nie miał. Masz wierne czytelniczki, które odliczają dni do premiery. A tymczasem polskie wydawnictwa nie chciały wziąć "Moich dwóch głów" pod swoje skrzydła...

Maja Friedrich: Powiedzieć Ci na ucho prawdę? Kiepsko się starałam. :-) :-) :-) Rzeczywiście rozesłałam "Głowy" do wydawnictw, ale w czasach, kiedy na e-maile redakcji wpada tysiące nowych i bardziej chwytliwych niż przemoc emocjonalna propozycji wydawniczych, podobno należy poprzeć swoją książkę wizytą i to nie jedną. Zwyczajnie nie miałam na to czasu. Jedno wydawnictwo odpowiedziało jednak na mój e-mail, dwa kolejne zgłosiły się do mnie nie indagowane. Jedno z nich chciało brać na pniu, ale miało problem z tym, że nie jestem fachowcem - psychologiem, psychiatrą. Według mnie, nie ma jednak lepszego speca w temacie przemocy niż uświadomiona ofiara po przejściach. Wydawnictwa widzą to jednak inaczej - zupełnie jakbym bez "pieczątki" specjalisty nie miała prawa ani czuć tego, co czułam, ani dochodzić do tych wniosków, do których doszłam. Wydawnictwo wyraziło zainteresowanie, ale pod warunkiem zmiany formatu "Głów" w kierunku beletrystyki. W pradawnych czasach, mój nieaktywny już dziś gen wasala zgodziłby się na wszystko "tylko mnie weźcie". Teraz już nie. Uparłam na tę swoją gatunkowo zmiksowaną postać "Głów". Zachęcona ilością wejść na mojego bloga, poparciem przyjaciół, rodziny i jednak zainteresowaniem owych, dość poważnych wydawnictw, postanowiłam nie iść na kompromisy tylko wydać to tak, jak ja chcę. Byłam w tej sytuacji, co moje Czytelniczki i wiem, co do nich może trafić, będę więc przy tym obstawać. Generalnie jednak dla wydawnictw sam temat jest "nierokujący" i mało opłacalny. I ponoć też niszowy, z czym absolutnie się nie mogę zgodzić, ale jestem w stanie zrozumieć wydawnictwa. To ostatecznie nie są organizacje non profit. Oni wydają dla pewnego zysku finansowego. Ja chcę wydać książkę dla innego rodzaju zysku - dla przyjemności uczestniczenia w "podaj dalej", choć nie bez finansowego ryzyka. No cóż: no risk - no fun. :-) Faktem jednak jest, że brak w naszym kraju organizacji dofinansowujących tego typu wydawnictwa i mamy płody w postaci wybitnie niskiej "przeciwprzemocowej" świadomości. Tu jest jeszcze dużo do zrobienia.
Małgorzata Osipczuk: Jestem pod wrażeniem wspaniałej okładki autorstwa Tomasza Alena Kopery - maczałaś w tym palce? Miałaś jakiś wpływ na jej koncepcję?

Maja Friedrich: Na myśl o tej okładce uśmiecham się do siebie. Jestem miłośniczką impresjonizmu. Te obrazy są jak sny i oglądając je odpoczywam. Kiedyś podczas swoich wycieczek po Internecie w poszukiwaniu kolejnych surrealistycznych perełek natknęłam się na obraz pana Tomasza "Awakening" ("Przebudzenie") i ten obraz już nie chciał mi wyjść z głowy. Jakiekolwiek inne obrazy, grafiki, zdjęcia później "przymierzałam" do okładki, ciągle miały podstawową wadę - nie były "Przebudzeniem" Tomasza Alena Kopery. Pewnego dnia postanowiłam napisać do pana Tomasza i w odpowiedzi otrzymałam przemiły e-mail ze zgodą na wykorzystanie obrazu na okładkę. Pan Tomasz poszedł o krok dalej niż mogłam mieć nadzieję: do celów pierwszej, pilotażowej edycji użyczył praw do obrazu bezpłatnie.
Małgorzata Osipczuk: Zadaję sobie pytanie - jak to możliwe, że przy czytaniu książki na tak poważny temat wciąż wybuchałam śmiechem? Zatrzymało mnie to. Spróbowałam sobie wizualizować Maję Piszącą, jak siedzisz przy laptopie i przekształcasz swoje myśli w słowa na ekranie. Piszesz o rzeczach, do których niejedna kobieta nie przyznałaby się, raczej ze wstydu zamilkła - a Ty relacjonujesz niechlubny kawałek swojego życia bezpośrednio, bez woalu. A jednak z ogromną swadą i poczuciem humoru. Wiele określeń, metafor pozwoliłam sobie zapożyczyć na przyszły użytek i za nie dziękuję.

Ale powiedz, czy Ty Maju bawiłaś się setnie przy pisaniu tej jakże odsłaniającej Cię książki, podobnie jak ja momentami przy jej czytaniu? Czy raczej bliżej Ci było do pokutniczego żalu, smutku związanego z bilansowaniem siebie? A może pisałaś w zawrotnym tempie napędzana adrenaliną wyzłaszczając się ostatecznie na osobistego - jakiś czas temu Twojego - psychofaga? Albo była to emocjonalnie jeszcze inna przygoda?

Maja Friedrich: Przygoda to się zaczęła dopiero, kiedy w mojej głowie zapadła decyzja: "Wydam to. A bo co? Stoję przy mikrofonie, niech mnie który przegoni." :-) Nie wiedziałam, że wydanie własnej książki to taki ekscytujący proces. Do tego momentu jednak chodziło tylko o jedno: wydalić niestrawne. Wymieniłaś prawie wszystkie stany, które towarzyszyły pisaniu trzonu tej książki. To dlatego zapewne tak trudno przypisać ją wprost do jednego gatunku - poradnik, wspomnienia, romansidło z trupem w szafie, a dla niektórych to w ogóle science fiction. Mix gatunków i mix uczuć. Jak to w postpsychofagozie.
Ta książka "pisała się" w miarę mojej detoksykacji i wzrostu świadomości. Przechodziłam wszystkie etapy charakterystyczne dla dziewczyn, które są po takich samych przejściach, jak moje. Tak naprawdę są to wszystkie stany towarzyszące żałobie, tyle że żałobie po iluzjach i po naszej ufności. Z wymienionych przez Ciebie nie napędzał mnie jedynie pokutniczy żal i wstyd, bo to nie ja powinnam się wstydzić. Prędzej już upokorzenie i oczywiście złość do siebie, że nie potrafiłam stanowczo i konsekwentnie reagować na przejawy zwyrodnialstwa w odpowiednim momencie. Nie miałam też wrażenia, że w sposób szczególny z czymś się obnażam. Kiedy zaczynałam pisać książkę nie miałam w planach jej wydania więc nie miałam też pokusy lakierowania rzeczywistości. Kiedy się na wydanie zdecydowałam, to miałam już świadomość, że wszystko, o czym opowiadam, jest udziałem sporej grupy kobiet, które nie znajdują pomocy właśnie przez ów fałszywy wstyd. Takie kobiety w stanie ostrym najlepiej czują się w gronie tych, które przećwiczyły te same emocje i umieją o tym mówić szczerze do bólu.
Przy pisaniu książki, nie tyle dobrze się bawiłam, ile zwyczajnie zdrowiałam, porządkowałam swój mózg. Czułam, że ten szlam schodzi ze mnie z każdą napisaną literą. Dziewczyny po przejściach z psychofagami "lubią" się zamknąć w sobie. Ja dostałam autentycznej fobii społecznej na całe miesiące więc miałam sporo czasu na pisanie. :-) Żeby jednak nie zwariować musiałam zacząć się z tego śmiać. Śmiech jest tym wentylem, przez który schodzi nadmiar ciśnienia, które potrafi zabić.
Widzisz? Skoro ty się śmiałaś, to dziewczyny w stanie ostrym przynajmniej się uśmiechną a to już ogromny sukces! Dlatego w książce odrzuciłam styl stricte cierpiętniczy. On nawet do mnie nie pasuje. Nawet w realu nie umiem się długo utrzymać w patetycznej i wyfrakowanej konwencji a co dopiero we własnych wspomnieniach.
Zauważyłam też, że dziewczyny, które trafiały na mój blog oraz te piszące książki o swoim związku z psychofagiem charakteryzują się ogromnym poczuciem humoru. Czasem nawet myślę, że właśnie takie - witalne, pogodne, instynktownie zaprogramowane na przeżycie jednostki mają szansę skutecznie wyrwać się z krzywdzącej relacji. Ale może to zbyt daleko idący wniosek. Zbyt mało ofiar jeszcze znam, żeby popełniać takie konkluzje. Ty, jako terapeutka, zapewne miałabyś więcej na ten temat do powiedzenia.
Małgorzata Osipczuk: Jako, że poznajemy swoje możliwości w konfrontacji z kryzysem, swoją siłę dzięki pokonaniu przeciwności to możemy wytłumaczyć Twoją obserwację jako wydobycie uśpionych, zapomnianych lub wcześniej nieznanych ZASOBÓW, które w pełni ujrzały światło dzienne po wygranej walce o siebie. Z pewnością są cechy osobnicze, które będą ułatwiać wychodzenie z toksycznego związku, ale zakładam, że każda ofiara przemocy ma w sobie zestaw wystarczających zasobów do podjęcia walki o siebie, zresztą każda tę walkę wielokrotnie podejmuje. Dobrze, jeśli zbiegnie się to z zasobami zewnętrznymi, np. w postaci przyjaciół, rodziny, grupy wsparcia, niezależności finansowej, dostępnej wiedzy lub fachowej pomocy instytucjonalnej, specjalistycznej.

Maju, wypisałaś się już z wszystkiego w temacie Uciekania Do Przodu od destrukcji?

Maja Friedrich: Sama chciałabym znać odpowiedź na to pytanie. Czasem wydaje mi się, że temat już przerobiłam, przemieliłam i biegnę już drugie okrążenie. Im więcej jednak poznaję dziewczyn-uciekinierek, tym lepsze określenia dla pewnych mechanizmów i zjawisk znajduję. A ponieważ nadal jeszcze pamiętam własne reakcje, emocje związane z życiem w toksynie i wyzwalaniem się z niej, to ciągle wydaje mi się, że mogę powiedzieć tym dziewczynom coś ważnego. Może właśnie to coś będzie kroplą, która przeleje ich bezdenny dzban wybaczania partnerowi kosztem siebie.
Małgorzata Osipczuk: Będzie faux pas kupić koleżance Twoją książkę na prezent?

Maja Friedrich: Jeśli ma problem, a go sobie nie uświadamia, zaprzecza, wypiera, to będą wyrzucone pieniądze. Jeśli natomiast zaczyna jej coś dzwonić i zaczynają się zapalać czerwone lampki, to najpierw proponuję dać jej link do bloga i obserwować. Jeśli za kilka dni zadzwoni i zachrypniętym głosem powie "Jak mogłam być taka głupia?" - proszę o telefon. Przyślę książkę na sygnale.

19 685

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:

Dzięki zupko. Dobrze, że leki pomagają.  Kisiel zdecydowanie lepszy od sieczki. Dlatego czerp z tego spokoju.
Dobrze, że da się na to coś poradzić.
Tobie też miłego tygodnia.

Mnie boli, ale tak łagodnie już.  To dobra zmiana.  Staram się dopuszczać myśli, że nie ja jestem wszystkiemu winna, bo się  domyslałam, a godziłam, ale że on był tez nie fair i mnie po prostu skrzywdził. To drugie chyba boli bardziej, że ktoś mnie mógł potraktować  w ten sposób. I boję się z tym zmierzyć. 
Bólu nie można zabijać, trzeba go przeżyć...

No tak hm... ale jakis rozdział masz zamknięty. Podziwiam, że zdecydowałaś się na taki długi rozwód.  Tym bardziej gratuluję.

Ciągle boję się wystrzelic jak proca i powtórzyć schemat. Te typowe rzeczy co robić po rozstaniu mi nie służą, a innych metod nie znam.  Wtedy byłoby dobrze, a potem źle.
Teraz masz rację, jest lepiej. Najgorsze za mną.
Muszę się z nim spotkać załatwić formalności, najlepiej jutro nim przyjedzie mama. Mam nadzieję, że to mi nie pogorszy sampoczucia mocno.

To tak długo trwało, bo pewnych rzeczy nie wiedziałam. Terminy są odległe i tyle zeszło. Ale tak, już to się sko?czyło.

Będę trzymać kciuki żeby to spotkanie Twoje z...przeszło jakoś na zimno, bez skutk?w ubocznych. Oby bez chorowania po. Trudne to, trudne, cholera.

19 686

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:

No dobra przerwa w pisaniu byla u Wszystkich ale juz dosc tego smucenia !!!!
Najadlam sie witamin i magnezu z potasem, popilam cola i wystawilam buzie do slonca i jest lepiej !!!
Zofia wypad z wyrka !!!! Wiem, ze sie nie chce ale nie sztuka zrobic cos jak sie chce !!!
Beosa a Ty gdzie??? Prosze tutaj napisac co sie dzieje !!!!
Raki dobrze wiesz, ze narcysta krzywdzi !!! Tobie sie "trafil" to Cie skrzywdzil. Nie ma co do serca brac !!! Nastepnym razem (po terapii) bedziesz takie typki od razu po jednym zdaniu rozpoznawala. Korzystaj z Madrytu dopoki tam jeszcze jestes !!!
Dobrze, ze lepiej smile
Hmm...ten lakier to Rivel de loop. Marka Rossmanna ale chyba w Pl nie ma. Nie zawiera formaldehydow, ktore mnie uczulaja !!!
Jezeli sie nie ma alergii to nie polecam, bo trzeba nim 2, 3 razy malowac paznokcie.
Zabka juz Ci sie nudzilo tongue  ???
Pani zupa dobrze, ze  lepiej smile No tak juz niestety jest, ze najpierw skutki uboczne sad

Zaczynam dzisiaj ta szostke Weidera smile Nawet kupilam mate do cwiczen. Podobno po 7 iu tygodniach bede miala plaski brzuch smile
Zrobie zdjecia przed i po. Obym tylko wytrzymala !!! Prosze o motywacje i kontrole !!!
U mnie wiosna smile Zonkile kwitna i tulipany  wychodza. Wszystko tak w ciagu tygodnia sie stalo smile
Ide dzisiaj do fryzjera i na solarium, bo mi make up zrobil sie za ciemny tongue  Tak na 10 minut smile
Pozdrawiam wszystkie czytajace ten watek smile

No nie ma u nad takiego.
Kurcze jaki by nie był to dwie warstwy trzeba wykonać, niestety:)
Zagranica wszystko ma lepsiejsze. Proszki do prania, lakiery:)

19 687

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:

Dobrze, że jesteś smile
Ta 6ka ponoć skuteczna - znam jednego co wytrwał do końca, ale efektów nie widziałam.
Tez piwoli dojrzewam, by wziąć się za siebie i wrócić do formy wink
Cieszy mnie, że wstałaś z czegokolwiek, by to nie było.

A dziś będę mieć Lubine w soli- mój organizm zaczyna odrzucać shietowe jedzenie i wracam do starej, dobrej,zdrowej diety smile

Odkryłam dzisiaj, że tu nie śmierdzi w rybnych.

***

To umowiłam sore na jutro.  W barze. Do domu już nie wpuszczę.  Trzymajcie kciuki za moja konsekwenję. Chcę rozmawiać tylko o  formalnosciach. On już próbuje przemycać in.sprawy...., wiec będzie trudno. Manipulant.

Co to jest Lubine w soli?

19 688 Ostatnio edytowany przez Happyfull (2013-04-08 12:02:19)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Zagranica wszystko ma lepsiejsze. Proszki do prania, lakiery:)

Hm...nie samym lakierem i proszkiem czlowiek zyje tongue Nie wszystko tez zloto co sie swieci tongue

19 689

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:

To umowiłam sore na jutro.  W barze. Do domu już nie wpuszczę.  Trzymajcie kciuki za moja konsekwenję. Chcę rozmawiać tylko o  formalnosciach. On już próbuje przemycać in.sprawy...., wiec będzie trudno. Manipulant.

Zrob liste !!! I odhaczaj punkt po punkcie smile Ja tak robilam i nie bylo zbednych dyskusji tongue Najlepiej nic nie zamawiac do picia. Jezeli on chce to niech zamawia. Ty masz tylko 10 minut na odhaczenie punktow z listy i nie masz czasu na zadne cappuccino czy soczek tongue

19 690 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-04-08 12:41:51)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
hm... napisał/a:

Zagranica wszystko ma lepsiejsze. Proszki do prania, lakiery:)

Hm...nie samym lakierem i proszkiem czlowiek zyje tongue Nie wszystko tez zloto co sie swieci tongue

Takie to Ci żarty tylko:)
Czytam wywiad:)

Co fajnego wyłapałam "kotlet marzeń i iluzji".

I to "wkraczanie w świat obłędu" wskutek jego postępków. A ja wtedy nie wiedziałam jak to nazwać. Aż przechodzi ciark na wspomnienie.

19 691

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dzięki Happy smile To świetny pomysł. Tak zrobię. Nie mogę go dopuścić do głosu, bo przecież tyle czasu mną manipuliwał, a ja się temu poddawałam, że i teraz spróbuje (a ostatnio wyciąga coraz to nowe oręża). Zresztą celowo chce to już załatwić przed przyjazdem mamy, bo ona w razie czego będzie stanowiła barierę.

Artykuł świetny.
Ja oczywiście też kupię. Jaka czas temu czytałam też fragment na blogu.  Polecam.

19 692

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
Happyfull napisał/a:
hm... napisał/a:

Zagranica wszystko ma lepsiejsze. Proszki do prania, lakiery:)

Hm...nie samym lakierem i proszkiem czlowiek zyje tongue Nie wszystko tez zloto co sie swieci tongue

Takie to Ci żarty tylko:)
Czytam wywiad:)

smile

19 693

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Lepiej lakierem niż psychofagiami wink

Moja Droga hm... chcesz listę, co w pl lepsze niż zagranicą ? wink
Lubina to ryba - bardzo ją lubię.  Wkladasz jak dorade do grubej soli (cała musi być przykryta) i pieczesz z 30 minut. Ryba musi być w całości.  Przygotowanie 5 minut - palce lizać (15 minut).

19 694

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:

Lepiej lakierem niż psychofagiami wink

Moja Droga hm... chcesz listę, co w pl lepsze niż zagranicą ? wink
Lubina to ryba - bardzo ją lubię.  Wkladasz jak dorade do grubej soli (cała musi być przykryta) i pieczesz z 30 minut. Ryba musi być w całości.  Przygotowanie 5 minut - palce lizać (15 minut).

Dawaj listę to popolemizujemy:P
Kurka nie widziałam tutaj takiej ryby. Zanotuję sobie jakby mi się kt?raś z nich trafiła:)

Są sobre rzeczy w Polsce, np. Kapusta kiszona:)

19 695

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:

Lepiej lakierem niż psychofagiami wink

Dobrze, ze w koncu taki nieuczulajacy znalazlam smile Prawie 8 lat szukalam !!!
A znalazlam nie szukajac tongue Tak samo jak psychofaga tongue

Posty [ 19 631 do 19 695 z 26 310 ]

Strony Poprzednia 1 … 301 302 303 304 305 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026