raki napisał/a:U mnie też jedna jedyna. Choć na terapii uczyłam się środowiska kobiet i trochę się ich pojawiło ostatnio w moim życiu, ale bez jakiejś większej kontynuacji.
Zresztą jak mogła być kontynuacja, jak ja jestem całą sobą skoncentrowana na karaluchu.
Wszystko, co piszesz o świecie kobiet, odczuwam identycznie. Ale się go uczę. Nieumiejętność bycia w nim, to ponoć też jeden z objawów zaburzeń w budowaniu relacji. Ale nie mam siły na analizę.
Najprawdopodobniej chodzi o to, że my też budujemy te relacje z kobietami z podtekstem seksualnym, albo że go nie ma to nie umiemy budować, albo nie wiem co tam jeszcze.
Jako kobiety jesteśmy trudne, ale wszystkie tak samo :)Ale wszystkie mamy prawo wyboru :) I - o sprzeczności - w kontaktach z kobietami umiem wybrać kto jest moim przyjacielem, kto koleżanką a kto znajomym.
Pewnie masz rację, jeśli chodzi o podtekst, ale czy to też nie jakiś życiowy tekst na zrozumienie? Czym innym jest rozumienie siebie nawzajem, czym innym związek z partnerem, nawet jeśli byłby tej samej płci? Zrozumieć mnie i ja kogoś mogę i nie tylko jedną osobę. Ale być z kimś, tak naprawdę?
Oki, rozumiem, jako kobiety jesteśmy bardziej emocjonalne i podejrzewam, że związki w ogóle heteroseksualne w dużej mierze opierają się na sposobie rozumienia. Ale bez ujednolicania zasad rozumowania ;) I jakichś wewnętrznych ukierunkowań chyba... Nie wiem - "piękno" kobiety umiem docenić. Naprawdę :) Ale nie fascynuje mnie ono w zbyt wielkim stopniu...
Ponoć o to chodzi, żeby mieć różne relacje, różne kręgi. Jeszcze nie umiem tego budować. Ty jako zdrowiejąca widać bardziej. Fajnie.
Pewnie generalnie chodzi o wybór ludzi.
I to rozumienie... czy musimy rozumieć? Chyba nie, nawet w związku. Chodzi o to by przyjmować drugą osobę, taką jaka jest, z jej odmiennościami. Samemu też nie oczekiwać zrozumienia zawsze i wszystkiego. Bardziej chodzi o kontakt.