netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

26 309 odpowiedzi1 691 918 wyświetleńzałożony przez bez serca, 21.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Strony Poprzednia 1 … 294 295 296 297 298 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 19 176 do 19 240 z 26 310 ]

19 176

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:

Może maj, długi weekend ?

O - żaden kierownik, ja już mam dość groźby odpowiadania "za błąd w nadzorze" wink wink wink Jakąś mam czkawkę po tym ostatnim w pracy wink

Współpracownikiem i wspólnikiem - a jakże smile
Zapytam Moni i Casha, ale chyba wspominali coś, że mają jakieś plany... Nie wiem, czy dobrze pamiętam, czy to nie chodziło o czerwiec..... Zapytam smile Kto pyta - nie błądzi wink

Mnie by ten termin nawet pasował, nawet bym nie musiała zmieniać harmonogramu opieki nad dziećmi smile Akurat wypada, że to moje wolne smile smile smile

19 177

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Kiedy jedziecie do puszczy? Kiedy będzie wiosna? Majówka w puszczy? Ja chcę puszczy, malować powieki na zielono, powiekami robić fotosyntezę, upiec placek, pić kakao i chodzić, chodzić, chodzić. I pieścić wewnętrzną boskość.

dobrego ranka

19 178 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-03-22 10:44:55)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

A ja idę dziś ruszać zadkiem smile



Bardzo ciakawy artykuł o ojcach, dopiero przeczytałam.
Deficyty deficyty. Mojego ojca nigdy nie było, matki mojej ojciec to temat jeszcze dziwniejszy. Nie ma znaczenia co było, ważne jest co jest.

19 179

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
tezkobieta napisał/a:
hm... napisał/a:

Mnie się wydaje, że ludzie nie potrafi? rozmawiać ze sobą, słuchać. Że najłatwiej trzasnąć drzwiami, że łatwiej szukać wrażeń na boku, że ludziom się nie chce chcieć.

Dla mnie to jest pewnik. Bo chcieć coś zrobić, zmienić, naprawić - to wymaga wysiłku. I to nie lada wysiłku. To nie hop siup ani żaden pstryk. Tu trzeba się naharować, żeby coś osiągnąć. A komu w dzisiejszych czasach się chce... no chyba że dla pieniędzy, zysku - wtedy niektórzy mogą się zmusić (dla wygody, lepszego życia itp.). Jeżeli jednak dwoje ludzi tego wysiłku nie chce podjąć... to efekty są takie, jakie dokoła widzimy. Epidemia naszych czasów...

Rządzi pieniądz.
Lenistwo, egoizm, brak empatii. Głuchota i ślepota.
Takie podsumowanie.

19 180

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Ja myśl?, że dobrze smile

Naprawdę? Ranyyy wink

19 181

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pani_zupa napisał/a:

Kiedy jedziecie do puszczy? Kiedy będzie wiosna? Majówka w puszczy? Ja chcę puszczy, malować powieki na zielono, powiekami robić fotosyntezę, upiec placek, pić kakao i chodzić, chodzić, chodzić. I pieścić wewnętrzną boskość.

dobrego ranka

Dobrego Zupko:)
Dnia dobrego, weekendu i rozterek endu smile

19 182

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:

Synek przyjechał smile
Wciął 2 kotlety w sosie, z kluskami kładzionymi, dojadł pizzą a na deser posmakował Tiramisu (nie płynie !!!! smile )
Nie rozglądał się tęsknie po domu - lżej mi z tym. Cieszy się z pracy. Mówi, że robi co kocha. Zauważył porządek w pokoju , podziękował, pochwalił. Kiedyś by tego nie zauważył, w sensie nie docenił. A! i zmywa po sobie naczynia ! Kiedyś? stertę układał przy zlewie czekając aż samo się pozmywa.
Teraz wyszedł na piwko z kumplami do pubu.
Baaardzo się cieszę, że przyjechał.
Ckniło mi się za nim.
Będzie do niedzieli.

No - nie dziwię się, że się ckniło, kurcze, przecież tyle czasu go nie było smile
Kluchy kładzione to te ziemniaczane?

19 183

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
hm... napisał/a:

Ja myśl?, że dobrze smile

Naprawdę? Ranyyy wink

Znów jakieś wstawki poczyniłam estremalne, przepraszam bardzo smile

Tak. Różowy cień i czarna kreseczka, albo nawet różowy błyszczyk widzę. Nie r?wnocześnie, ale na spokojnie.

A Ciebie by cieszyła Halka lub madam Buterfly?

19 184

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pani_zupa napisał/a:

Byłam na Nabucco:) Bardzo dobry wieczór.
Ale jaja, moja nerwica daje czadu- to przychodzi nagle, drętwieje klatka, ręce, kark, brak tlenu...i to w momentach, gdy jest się wyluzowanym. Albo w środkach transportu. Albo na Nabucco.  Mimo paniki uczę się wmawiać sobie, że nie umieram;)
Praga cudnie, spontan jeszcze cudniej Happy smile

Może by troszkę siebie wspomóc magnezem - z potasem? Na serducho działa i na koncentrację też smile

19 185

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
tezkobieta napisał/a:

Zofiu (że tak zacznę)  smile
Ty jesteś taka ciepła, radosna kobitka, że aż chciałoby się u Ciebie być, w tej atmosferze którą roztaczasz wokół siebie...

Dobre masz wyczucie smile I jaka uśmiechnięta smile

19 186

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

Dobre masz wyczucie smile I jaka uśmiechnięta smile

No, takie "ciepło" to nawet przez neta daje się poczuć, kurcze. smile

19 187

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
pani_zupa napisał/a:

Byłam na Nabucco:) Bardzo dobry wieczór.
Ale jaja, moja nerwica daje czadu- to przychodzi nagle, drętwieje klatka, ręce, kark, brak tlenu...i to w momentach, gdy jest się wyluzowanym. Albo w środkach transportu. Albo na Nabucco.  Mimo paniki uczę się wmawiać sobie, że nie umieram;)
Praga cudnie, spontan jeszcze cudniej Happy smile

Może by troszkę siebie wspomóc magnezem - z potasem? Na serducho działa i na koncentrację też smile

Łykam wszystkie magnezy, kalmsy i inne melisy, robię terapię, dużo chodzę. Kopsnę się jeszcze do psychiatry pogadać.
Dzięki Kochana

19 188

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
pani_zupa napisał/a:

Kiedy jedziecie do puszczy? Kiedy będzie wiosna? Majówka w puszczy? Ja chcę puszczy, malować powieki na zielono, powiekami robić fotosyntezę, upiec placek, pić kakao i chodzić, chodzić, chodzić. I pieścić wewnętrzną boskość.

dobrego ranka

Dobrego Zupko:)
Dnia dobrego, weekendu i rozterek endu smile

Rozterek endu, do szczęścia popędu:)

19 189

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Mnie się wydaje, że ludzie nie potrafi? rozmawiać ze sobą, słuchać. Że najłatwiej trzasnąć drzwiami, że łatwiej szukać wrażeń na boku, że ludziom się nie chce chcieć.

Wiesz co, problem z komunikacją chyba rzeczywiście wysuwa tu się na plan pierwszy...
Albo nie chcemy, albo twierdzimy, że nie mamy czasu, albo że nie ma o czym, albo zamiast zapytać - czy mozesz mi wytłumaczyć o co chodzi, bo nie do końca zrozumiałam - tworzymy sobie wewnątrz wieczne scenariusze....? Prowokujemy rzeczywistość.... Lubimy niechciejstwo...

Z tym scenarisuzem ostatnim czasem dwa razy mnie "tąpneło"...
Pierwsze - znajoma coś tam mi przekazała SMS-em. Ja odpowiedziałam "w niebo" bo na zły, stary, już nieaktualny numer - nawet nie sprawdziłam. W efekcie z głupiej błahej rzeczy - źle wysłanego smsa - zrobiłabym sobie i ktoś sobie wielką krzywdę, bo zanim wyjaśniłyśmy efekt nie dostarczonego smssa..... Bezsensu, bo z braku odpowiedzi mogła ponowić pytanie. A ja powinnam pamiętać, że sobie obiecałam dopytywać, jak czegoś nie rozumiem - tak w skrócie wink

Drugie - objawił się facet, który onegdaj zrobił mi walentynkę. Goscia znam tylko z przelotnego przejścia ze dwa razy obok. Podziękowałam negatywnie za zaproszenie. Po 3 próbach i moich kulturalnych, spokojnych odpowiedziach nie z argumentacją dlaczego nie -  użył sformułowania - przepraszam, ze Cię skatowałem swoim napraszaniem się. No - nie skatował mnie - ale za wszelką cenę chciał zrobić z siebie ofiarę niby traktując siebie jak niby taki prześladowca wink Takie wymuszanie na mnie poczucia winy. A ja nie używałam nie wiadomo jak pokrętnej argumentacji, tylko prostą i szczerą i absolutnie nie mającą na celu kogoś zranić. Ale trzeba było "sobie napisac scenariusz". Ano jego sprawa.

19 190

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
zabka-k napisał/a:
hm... napisał/a:

Ja myśl?, że dobrze smile

Naprawdę? Ranyyy wink

Znów jakieś wstawki poczyniłam estremalne, przepraszam bardzo smile

Tak. Różowy cień i czarna kreseczka, albo nawet różowy błyszczyk widzę. Nie r?wnocześnie, ale na spokojnie.

A Ciebie by cieszyła Halka lub madam Buterfly?

E - nie robisz wstawek, tylko przy cytowaniu posta się z tego robią jakoś same - te wstawki. Więc Twojego posta czyta się normalnie, bo są normalne czcionki, tylko ten mechanizm cytowania coś kombinuje wink

Madam Buterfly!!!! Za bardzo wiem o co chodzi w Halce wink

Różowy błyszczyk posiadam i używam czasem wink Jak sobie przypomnę - he he smile

19 191

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pani_zupa napisał/a:

Łykam wszystkie magnezy, kalmsy i inne melisy, robię terapię, dużo chodzę. Kopsnę się jeszcze do psychiatry pogadać.
Dzięki Kochana

Kombinuj - a moze to po prostu zbieg przesilenia, efektu zachmurzonej zimy i przeżyć? Ja przez 2 m-ce łykałam po 2 tabletki, lekarz kazał zwiększyć do 3 i odczekać kolejne dwa, ew. wtedy przyleźć jeszcze raz... Ale się poprawiło znacząco smile

Co do Zofii, to jeszcze takiego smaka potrafi narobić.... wink I żeby akurat ona tyle jadła wink Ale też lubi smaki i smaczki smile

19 192

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Happy
Miłego weekendu smile Bo nie wiem czy zdążysz przeczytać smile

19 193

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
tezkobieta napisał/a:

Zofiu (że tak zacznę)  smile
Ty jesteś taka ciepła, radosna kobitka, że aż chciałoby się u Ciebie być, w tej atmosferze którą roztaczasz wokół siebie...

Miło mi to słyszeć wink
Już jestem wesoła smile, ale jeszcze jakiś czas temu...... masakra ! Eks był hura optymistą, więc ja musiałam cały czas go hamować. Konsekwencje jego działania - chociaż nie wiedziałam, że jest ich autorem - sprawiały, że stawałam się pesymistką, smutnym człowiekiem aż do rezygnacji sad. Nie było łatwo, ale się podniosłam.
Lubię śmiać się, żyć w dobrej atmosferze. Powiem Ci w tajemnicy, że znajomi moich synów zazdroszczą im mamy smile. Nie jestem konfliktowa, lubię ludzi a ich znajomych traktuję jak własnych.
Już jest dobrze, co nie znaczy, że nie mogłoby być lepiej. Staram się by było lepiej smile. Niestety moja przeszłość tkwi we mnie jak cierń. Może kiedyś zapomnę.....a może powinnam pamiętać .....wspominanie już nie powoduje braku tchu smile
Kiedyś tak jak wy tęskniłam za utraconymi marzeniami. Wyć mi się chciało z tęsknoty, rozpaczy. Bolała naiwność, głupota. To też już przeszłość.
Wesz, ja już mam swoje lata i mam szanse jeszcze kilka lat fajnie pożyć. Pożyć w poczuciu własnej wartości i bezpieczeństwie, o które sama zabiegam.

19 194

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
hm... napisał/a:

Jak Wam to tyrajmisiu w konsystencji nie stałej wychodzi kurczę?

TYRAJMISIU smile Fajne smile

Fajne, tylko ten miś tyra jedząc to ciasto, a dalej ? Kciuk ćwiczy na pilocie i dba o mięsień piwny tongue ot i całe jego tyranie tongue
....no żeby nie było : NIE WSZYSCY TAK MAJĄ big_smile



....eks nazywał mnie misiem, misiaczkiem.......tyrałam big_smile smile smile smile  ale żeby nie było (:)), nie wszystkie baby takie głupie, jak ja byłam smile

19 195

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:

Myśl mam takową, dla tych które jeszcze na etapie wczesnym są.
Akceptacja. Spróbować zobaczyć stan faktyczny, taki jakim jest i powoli go przyjmować, a gdy fantazjujemy, jakim on jest jednak wspaniałomyślnym Romeo - wrócić do faktów. Gdy przyjedzie akceptacja, to już nie nad nim, a nad sobą będziemy powoli płakać i wtedy "witaj zdrowienie".

P.S. Moja druga terapeutka (pisałam, że wybieram teraz) przesunęła mi sesję na wtorek. Szkoda.

Piękne wnioski !!!!!!!!!!
TAk właśnie jest, że płaczemy za złudą !!!!!!!!!! Wymyślamy, tworzymy w głowie kogoś kogo NIE MA, bo ten realny nie ma się ni jak do tego z marzeń !!!!!!!!!
Brawo Raki !!!!!!!! Załapałaś !!!!!!! Brawo !!!!!!!!!! Witam w klubie realistek smile, uzdrowionych realistek smile smile  wink

19 196

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:

Pożyć w poczuciu własnej wartości i bezpieczeństwie, o które sama zabiegam.

Ja to najpierw idę poszukiwać siebie. I znajdę siebie taką, jaka jestem naprawdę - a nie jaką chciałabym być i nie taką, jaką udawałam że jestem. Taką JA: niedoskonałą, nieidealną na pewno - nieznaną do tej pory. Tego pragnę. Teraz mam żałobę, opłakuję siebie "starą", trochę się użalam, bo nadchodzą ZMIANY. Właściwie to kolejny etap. Dojrzałam. Wszystkie tak dobrze znane (ale tylko w głowie) teorie - czas wprowadzić w życie. Nieznane już mnie nie przeraża. Ciekawi raczej, cóż to za stwór ze mnie się wykluje wink

19 197

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:

Nie mogę spać smile któraś nic z rzędu. Nie jest to całkowita bezsenność, bo ok 3-4zasne, ale nic miłego z tym bijacym sercem.

Ciągle siedzi we mnie.  Może to jednak tasiemiec, nie karaluch.

Chciałbym by mi się udało go nie wpuścić. I jeszcze wybić. I przestać go pragnąć tą nieznaną częścią siebie.

W tobie siedzi świadomość, podświadomość, intuicja. To wszystko się miesza, przeplata. Trwa walka w głowie ! i chyba Happy napisała, walka serca z rozumem smile Zgadzam się, tylko my ten rozum mamy taki zakręcony i jeszcze nie umiemy odróżnić co fikcją, co prawdą, rzeczywistością jest. Nie umiemy poukładać. Potrzebny czas i zrozumienie smile. Kiedy już wiemy, że największe figle nam płata podświadomość, uczymy się ją ignorować, trzymać na wodzy.

A serce ? Tam uczuć nikt nie ma tongue , wszystko dzieję się w głowie tongue

19 198

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
tezkobieta napisał/a:
zofia282 napisał/a:

Pożyć w poczuciu własnej wartości i bezpieczeństwie, o które sama zabiegam.

Ja to najpierw idę poszukiwać siebie. I znajdę siebie taką, jaka jestem naprawdę - a nie jaką chciałabym być i nie taką, jaką udawałam że jestem. Taką JA: niedoskonałą, nieidealną na pewno - nieznaną do tej pory. Tego pragnę. Teraz mam żałobę, opłakuję siebie "starą", trochę się użalam, bo nadchodzą ZMIANY. Właściwie to kolejny etap. Dojrzałam. Wszystkie tak dobrze znane (ale tylko w głowie) teorie - czas wprowadzić w życie. Nieznane już mnie nie przeraża. Ciekawi raczej, cóż to za stwór ze mnie się wykluje wink

Że z brzydkiego kaczątka łabędzica pewnie smile Bo pięknie jest czuć się sobą i dobrze ze sobą smile
Te spacery dłuższe i krótsze napewno miłe będę, nawet jeśli trzeba będzie czasem przejśc po wertepach smile

19 199

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
tezkobieta napisał/a:
zofia282 napisał/a:

Pożyć w poczuciu własnej wartości i bezpieczeństwie, o które sama zabiegam.

Ja to najpierw idę poszukiwać siebie. I znajdę siebie taką, jaka jestem naprawdę - a nie jaką chciałabym być i nie taką, jaką udawałam że jestem. Taką JA: niedoskonałą, nieidealną na pewno - nieznaną do tej pory. Tego pragnę. Teraz mam żałobę, opłakuję siebie "starą", trochę się użalam, bo nadchodzą ZMIANY. Właściwie to kolejny etap. Dojrzałam. Wszystkie tak dobrze znane (ale tylko w głowie) teorie - czas wprowadzić w życie. Nieznane już mnie nie przeraża. Ciekawi raczej, cóż to za stwór ze mnie się wykluje wink

JA też nie wiedziałam jak jestem sad
Jako młoda dziewczyna byłam odważna, przebojowa, towarzyska, zaradna. Po 26 latach małżeństwa, byłam strzępkiem nerwów. Byłam zrezygnowana, smutna, przerażona, spanikowana.
Nie wiedziałam co lubię. Smakowałam wszystkiego, by siebie odnaleźć. Sprawdzić musiałam co we mnie zostało z dawnych lat, co z nawyku. Budziłam się do życia w bólach !!!!!!! ale i radością , taką głęboko we mnie będącą radością. Mogłam leżeć i płakać za marzeniami, obiecankami (niespełnianymi) i królewiczem. Mogłam stanąć na własnych nogach, sprawy wziąć we własne ręce i zawalczyć o siebie i czuć się mniej, lub bardziej szczęśliwa. Czy jestem ? Jestem na pewno szczęśliwsza jak z nim. Nie przeżywam wiecznych zawodów i rozczarowań. Teraz żyję zdecydowanie spokojniej, bezpieczniej.
Jaka jestem na prawdę ? Wiesz, trudno siebie oceniać, ustawić się w ramach.Ideałem nie jestem i nie chcę być. Mam zalety i wady .......nie wszystko w sobie akceptuję, ale staram się naprawiać ? zmieniać? Żyję tak, abym mogła sobie w lustrze powiedzieć jesteś ok........ale.....ale nie raz tą z odbicia lustrzanego pytam jak mogłaś .... to nadal we mnie tkwi, chociaż nie jest to traumą smile Trudno, stało się ! Nie mam jednak czasu by go marnować !

19 200

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
zofia282 napisał/a:

Synek przyjechał smile
Wciął 2 kotlety w sosie, z kluskami kładzionymi, dojadł pizzą a na deser posmakował Tiramisu (nie płynie !!!! smile )
Nie rozglądał się tęsknie po domu - lżej mi z tym. Cieszy się z pracy. Mówi, że robi co kocha. Zauważył porządek w pokoju , podziękował, pochwalił. Kiedyś by tego nie zauważył, w sensie nie docenił. A! i zmywa po sobie naczynia ! Kiedyś? stertę układał przy zlewie czekając aż samo się pozmywa.
Teraz wyszedł na piwko z kumplami do pubu.
Baaardzo się cieszę, że przyjechał.
Ckniło mi się za nim.
Będzie do niedzieli.

No - nie dziwię się, że się ckniło, kurcze, przecież tyle czasu go nie było smile
Kluchy kładzione to te ziemniaczane?

Kluchy kładzione to jajka (całe) + mąka +woda + sól smile Proste, szybkie i smaczne smile
Starszy kocha ryż, kluchy, makaron i ziemniaki (kopytka, placki itp). Młodszy ziemniaków nie lubi i potraw z nich, i ryżu nie jada. Kocha kluchy, makaron, pieczywo. Bułę je nawet jeśli ma na talerzu ziemniaki. W szkole panie go znają już z miłości do buł  i od razu na talerz obok ziemniaków kładą bułeczkę smile .......tak jadła moja babcia, której on nie zna (zmarła przed jego narodzinami).....wygląda na to, że smak jest dziedziczny smile

19 201

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
tezkobieta napisał/a:
zabka-k napisał/a:

Dobre masz wyczucie smile I jaka uśmiechnięta smile

No, takie "ciepło" to nawet przez neta daje się poczuć, kurcze. smile

Kurcze aż się zaczerwieniłam  smile smile smile  wink

19 202

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Nie czerwień się, tylko uśmiechnij big_smile
Ja pewne rzeczy to na odległość wyczuwam, tak już mam smile

19 203

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

A ja się przyznam, że po telefonie mi się tęskno się zrobiło.... Buuuuu!

smile Wieczorem zrobię sobie michę naleśników i poleję jogurtem jagodowym. Bo świeżych jagód brak (mrożonych także), a dodatkowo nie chce mi się też żadnych pierogów czynić smile

Zawołam jak Osioł - Niech mnie ktoś przytuliiiiii!

19 204

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Cześć dziewczyny!

Lecę na Święta do Polski. Przeraziło mnie, jaką traumą było dla mnie kupno biletu. Podjęcie decyzji w myśleniu o sobie, a nie co byłoby najkorzystniejsze z punktu widzenia "zdobycia". Nie umiałam do końca rozłożyć argumentów, ale jakoś się udało kupiłam. Przecież i tak bym tu siedziała sama, bo z nim SKOŃCZYŁAM. Jestem teraz cała spięta po podjęciu tej decyzji. A to też dobre z punktu widzenia konfrontacji z Polską - którą gdzieś idealizuję, chwytam się jej jako koła ratunkowego.

Przeraża mnie wyjazd i opuszczenie ukochanego Madrytu, Hiszpanii, tego słodkiego mieszkania, które mam. Boję się tu nie być i boję być. Wiem, że jestem zbyt zmęczona na budowanie życia tutaj. Tam w Polsce mogę sobie powolutku tworzyć coś bezpiecznego (co za koszmarne słowo). I wciąż te "on, on, on".

Niestety dalej jestem jego - nadal mnie posiada (mam właściciela sad ). Im lepiej się czuję, tym bardzie jego jestem, tym więcej myśli o nim i marzeń. I tego poczucia, że "kocham" (takiego, jakie znam).
Podjęłam decyzję, że jest przeszłością - bez wielkich wydarzeń, czy fajerwerków i staram się jej trzymać. To jest czysto rozumowa decyzja.

Przede mną budowanie życia. Przecież mogę jeszcze wszystko. I mogę to zrobić inaczej - świadomie.

19 205

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

A ja się przyznam, że po telefonie mi się tęskno się zrobiło.... Buuuuu!

smile Wieczorem zrobię sobie michę naleśników i poleję jogurtem jagodowym. Bo świeżych jagód brak (mrożonych także), a dodatkowo nie chce mi się też żadnych pierogów czynić smile

Zawołam jak Osioł - Niech mnie ktoś przytuliiiiii!

Przytulam, bo też chcę przytulenia. Tylko chciałabym poczuć człowieka.
Na naleśniki się piszę smile

19 206

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:

Jako młoda dziewczyna byłam odważna, przebojowa, towarzyska, zaradna. Po 26 latach małżeństwa, byłam strzępkiem nerwów. Byłam zrezygnowana, smutna, przerażona, spanikowana.

Ja jestem taka po paru latach bycia a potem małżeństwa i dwóch toksycznych (w sumie trzyletnich związkach). Siedzę jak takie zahukane kurczę i nie mogę zrobić żadnego ruchu.
A jestem hmm... jak widzisz powyżej, albo już nie jestem.
I nie wiem, co w życiu jest/było moją decyzją, a co mojej choroby. Widzę, jakie wszystko jest dla mnie trudne bez myślenia o książętach. A tak zawsze umiałam podejmować decyzje.

Dodam, że teraz jesteś: odważna, przebojowa, towarzyska, zaradna. Bo to wszystko widać w Twoich postach smile Pewnie miło odzyskać siebie.

19 207

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:
zabka-k napisał/a:

A ja się przyznam, że po telefonie mi się tęskno się zrobiło.... Buuuuu!

smile Wieczorem zrobię sobie michę naleśników i poleję jogurtem jagodowym. Bo świeżych jagód brak (mrożonych także), a dodatkowo nie chce mi się też żadnych pierogów czynić smile

Zawołam jak Osioł - Niech mnie ktoś przytuliiiiii!

Przytulam, bo też chcę przytulenia. Tylko chciałabym poczuć człowieka.
Na naleśniki się piszę smile

Dzięki!!!!
Ja też przytulam i zrobię mich naleśników dwie smile
Też bym chciała, żeby to ciepłe ramiona były, ale rączki moich maluchów jeszcze nie dadzą rady mnie całej objąć, choć jak obejmują, robią to wyjątkowo ciepło ... smile Lubię się w nie wtulić i tak zastygnąć....

Raki - szczerze mówiąc, chyba baaardzo dobra decyzja z biletem..... Kupiłaś powrotny do Madrytu czy zdecydowałaś, albo właśnie myślisz nad decyzją ostateczną? Bo nie wiem, jak odebrać, że chcesz tu budowac coś "bezpiecznego"...

Wiesz co.... ja nie boję się słowa "bezpieczne", ja wręcz potrzebuję bezpieczeństwa. Też to jakoś ostatnio zrozumiałam, bo po rozstaniu rozjechał mi się grunt pod nogami, bo straciłam owo - jak sie okazało złudne i bezpodstawne - poczucie bezpieczeństwa. Zrozumiałam przez te miesiące, że moim zachowaniem kieruje właśnie owo poszukiwanie bezpieczeństwa. Dlatego ufałam komuś bardziej niz sobie. Gdzieś potem przeczytałam, że spokój i bezpieczeństwo tkwi we mnie samej, tylko musze dać sobie szansę je odszukać, zdjąc ten stos kamieni, które we mnie przywalił to, co najważniejsze... Bezpieczeństwo to nie nuda i marazm, to nie stagnacja.
Bezpieczeństwo, to zaufanie. To spełnienie. To radość i pogoda ducha. To uśmiech i czasem łza. To urok życia, jego smaki i smaczki. To ludzie z którymi czuję się dobrze i sobą. To satysfakcja, że nie ranię siebie, nie krzywdzę innych. To świadomość, że nie działam przeciwko sobie i nie "gwałcę" swoich przekonań.
To Ja.... jakby? Jeszcze pewnie nie cała, jeszcze nie wszystko czuję i widzę smile Ale spokojnie, krok za kroczkiem wink

Raki, poczucie bezpieczeństwa, to dla każdego coś innego - tak naprawdę smile I chyba rzadko oznacza misiowate kapciuszki i sprzęt złożony w piwnicy i przykryty 5 cm kurzu.... smile

19 208

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

A ja się przyznam, że po telefonie mi się tęskno się zrobiło.... Buuuuu!

smile Wieczorem zrobię sobie michę naleśników i poleję jogurtem jagodowym. Bo świeżych jagód brak (mrożonych także), a dodatkowo nie chce mi się też żadnych pierogów czynić smile

Zawołam jak Osioł - Niech mnie ktoś przytuliiiiii!

Przytulam mocno i głaskam po główce.
Buziaki!
smile

19 209

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
tezkobieta napisał/a:

Nie czerwień się, tylko uśmiechnij big_smile
Ja pewne rzeczy to na odległość wyczuwam, tak już mam smile

Oj!!!!!!!! Też tak kiedyś myślałam i 26 lat żyłam w objęciach karalucha, myśląc, że mam pięknego motyla przy boku big_smile
i nie na odległość, pomacać mogłam big_smile. Czasami mi się zdawało, że przebieraniec z przyklejonymi skrzydłami..... szybko przywoływałam siebie do porządku i napawałam możliwością bycia "motylową". I jeszcze dumna byłam, że mój motyl taki wyjątkowo kolorowy. Kolorowy i krasomówczy, ale dopiero teraz wiem jak można kogoś nabrać, oszukać - inaczej mówiąc wywieść w pole albo wpuścić w maliny.
Czy wiesz, że nie wszystko złoto co się świeci ...... smile

19 210

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Anstawia napisał/a:
zabka-k napisał/a:

A ja się przyznam, że po telefonie mi się tęskno się zrobiło.... Buuuuu!

smile Wieczorem zrobię sobie michę naleśników i poleję jogurtem jagodowym. Bo świeżych jagód brak (mrożonych także), a dodatkowo nie chce mi się też żadnych pierogów czynić smile

Zawołam jak Osioł - Niech mnie ktoś przytuliiiiii!

Przytulam mocno i głaskam po główce.
Buziaki!
smile

Bardzo dziękuję smile
Buziaki też ślę smile

19 211

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:

Czy wiesz, że nie wszystko złoto co się świeci ...... smile

Nie wszystko, zgadza się. Ale czy złoto czy tombak, nieważne - zimne pozostanie tongue

19 212

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

Dzięki!!!!
Ja też przytulam i zrobię mich naleśników dwie smile
Też bym chciała, żeby to ciepłe ramiona były, ale rączki moich maluchów jeszcze nie dadzą rady mnie całej objąć, choć jak obejmują, robią to wyjątkowo ciepło ... smile Lubię się w nie wtulić i tak zastygnąć....

Te ciepłe ramiona mam w sumie na wyciągnięcie ręki, on z taką ulgą przyjąłby moje zainteresowanie, że przynajmniej przez jeden dzień miałabym tę jego bliskość (a potem wiadomo....)

zabka-k napisał/a:

Raki - szczerze mówiąc, chyba baaardzo dobra decyzja z biletem..... Kupiłaś powrotny do Madrytu czy zdecydowałaś, albo właśnie myślisz nad decyzją ostateczną? Bo nie wiem, jak odebrać, że chcesz tu budowac coś "bezpiecznego"...

Dzięki za wsparcie decyzji. Bo ja dalej siedzę struchlana i zdenerwowana-taka przestraszona myszka, a duża baba ze mnie i taka samodzielna.
Na razie lecę na pięć dni. Ale chce obejrzeć mieszkania w tym czasie, porozmawiać w pracy. Zobaczyć jak ta Polska wygląda. Potem wracam i po tygodniu będzie tu moja mama, chcę umieć z nią jak najlepiej wykorzystać ten czas.
Mój powrót do Polski to jednak będzie spore logistyczne przedsięwzięcie, ale mam to jakoś już opracowane, znam koszty, możliwości. I będzie też oznaczało konieczność spotkania z karaluchem i omówienia spraw formalnych. Jest ich sporo. Tydzień wcześniej muszę się zdecydować. Nie wiem jak będzie, czy pojadę jeszcze w kwietniu (by już za maj nie płacić czynszu), czy w maju, czy może jeszcze zrobię kurs w lipcu. Na razie się wiercę i przymierzam. Trochę panikuję i się boję. Mam nadzieję, że jakoś we mnie to się powoli wyklaruje wszystko.
Chcę zobaczyć rzeczywistość w oderwaniu od niego.

zabka-k napisał/a:

Wiesz co.... ja nie boję się słowa "bezpieczne", ja wręcz potrzebuję bezpieczeństwa. Też to jakoś ostatnio zrozumiałam, bo po rozstaniu rozjechał mi się grunt pod nogami, bo straciłam owo - jak sie okazało złudne i bezpodstawne - poczucie bezpieczeństwa. Zrozumiałam przez te miesiące, że moim zachowaniem kieruje właśnie owo poszukiwanie bezpieczeństwa. Dlatego ufałam komuś bardziej niz sobie. Gdzieś potem przeczytałam, że spokój i bezpieczeństwo tkwi we mnie samej, tylko musze dać sobie szansę je odszukać, zdjąc ten stos kamieni, które we mnie przywalił to, co najważniejsze... Bezpieczeństwo to nie nuda i marazm, to nie stagnacja.
Bezpieczeństwo, to zaufanie. To spełnienie. To radość i pogoda ducha. To uśmiech i czasem łza. To urok życia, jego smaki i smaczki. To ludzie z którymi czuję się dobrze i sobą. To satysfakcja, że nie ranię siebie, nie krzywdzę innych. To świadomość, że nie działam przeciwko sobie i nie "gwałcę" swoich przekonań.
To Ja.... jakby? Jeszcze pewnie nie cała, jeszcze nie wszystko czuję i widzę smile Ale spokojnie, krok za kroczkiem wink

Raki, poczucie bezpieczeństwa, to dla każdego coś innego - tak naprawdę smile I chyba rzadko oznacza misiowate kapciuszki i sprzęt złożony w piwnicy i przykryty 5 cm kurzu.... smile

Moja podświadomość ciągle na niego czeka - tzn. na niego i cud przemiany poczwarki w motyla, ale on nawet poczwarką nie jest. To on jest moim poczuciem bezpieczeństwa - bo stanowi motor napędowy decyzji, fikcyjne marzenie o wspólnej rzeczywistości (to też bezpieczne).
Powiedzenie sobie, że podejmuje decyzje nie myśląc o ŻADNYM wirtualnym mężczyźnie jest trudne. Mam na oku mieszkanie w Polsce - takie idealne na moje potrzeby, przestrzenne jak lubię i mało praktyczne z punktu widzenia polskich standardów i rodziny. I już usłyszałam od mamy, że ono jest nieprzyszłościowe. Okazuje się, że cały świat ma takie myślenie. Mam kupić cztery pokoje celem czekania na księcia z bajki i ciąży???? Przecież na razie jestem ja, nie ma obok mnie nikogo i nie chcę, by ktoś był (choć pragnę bardzo). Chcę układać życie na teraz, skupić się na moim zdrowieniu. Zjawi się, to będę szukała odpowiednich rozwiązań, jeśli zechcę.
(A najśmieszniejsze, że najchętniej bym się z nim podzieliła tym faktem mieszkania, chciała by je zobaczył... (na pewno by przyleciał - wiem o tym) no chore zupełnie)

19 213

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:
zabka-k napisał/a:

Dzięki!!!!
Ja też przytulam i zrobię mich naleśników dwie smile
Też bym chciała, żeby to ciepłe ramiona były, ale rączki moich maluchów jeszcze nie dadzą rady mnie całej objąć, choć jak obejmują, robią to wyjątkowo ciepło ... smile Lubię się w nie wtulić i tak zastygnąć....

Te ciepłe ramiona mam w sumie na wyciągnięcie ręki, on z taką ulgą przyjąłby moje zainteresowanie, że przynajmniej przez jeden dzień miałabym tę jego bliskość (a potem wiadomo....)

zabka-k napisał/a:

Raki - szczerze mówiąc, chyba baaardzo dobra decyzja z biletem..... Kupiłaś powrotny do Madrytu czy zdecydowałaś, albo właśnie myślisz nad decyzją ostateczną? Bo nie wiem, jak odebrać, że chcesz tu budowac coś "bezpiecznego"...

Dzięki za wsparcie decyzji. Bo ja dalej siedzę struchlana i zdenerwowana-taka przestraszona myszka, a duża baba ze mnie i taka samodzielna.
Na razie lecę na pięć dni. Ale chce obejrzeć mieszkania w tym czasie, porozmawiać w pracy. Zobaczyć jak ta Polska wygląda. Potem wracam i po tygodniu będzie tu moja mama, chcę umieć z nią jak najlepiej wykorzystać ten czas.
Mój powrót do Polski to jednak będzie spore logistyczne przedsięwzięcie, ale mam to jakoś już opracowane, znam koszty, możliwości. I będzie też oznaczało konieczność spotkania z karaluchem i omówienia spraw formalnych. Jest ich sporo. Tydzień wcześniej muszę się zdecydować. Nie wiem jak będzie, czy pojadę jeszcze w kwietniu (by już za maj nie płacić czynszu), czy w maju, czy może jeszcze zrobię kurs w lipcu. Na razie się wiercę i przymierzam. Trochę panikuję i się boję. Mam nadzieję, że jakoś we mnie to się powoli wyklaruje wszystko.
Chcę zobaczyć rzeczywistość w oderwaniu od niego.

zabka-k napisał/a:

Wiesz co.... ja nie boję się słowa "bezpieczne", ja wręcz potrzebuję bezpieczeństwa. Też to jakoś ostatnio zrozumiałam, bo po rozstaniu rozjechał mi się grunt pod nogami, bo straciłam owo - jak sie okazało złudne i bezpodstawne - poczucie bezpieczeństwa. Zrozumiałam przez te miesiące, że moim zachowaniem kieruje właśnie owo poszukiwanie bezpieczeństwa. Dlatego ufałam komuś bardziej niz sobie. Gdzieś potem przeczytałam, że spokój i bezpieczeństwo tkwi we mnie samej, tylko musze dać sobie szansę je odszukać, zdjąc ten stos kamieni, które we mnie przywalił to, co najważniejsze... Bezpieczeństwo to nie nuda i marazm, to nie stagnacja.
Bezpieczeństwo, to zaufanie. To spełnienie. To radość i pogoda ducha. To uśmiech i czasem łza. To urok życia, jego smaki i smaczki. To ludzie z którymi czuję się dobrze i sobą. To satysfakcja, że nie ranię siebie, nie krzywdzę innych. To świadomość, że nie działam przeciwko sobie i nie "gwałcę" swoich przekonań.
To Ja.... jakby? Jeszcze pewnie nie cała, jeszcze nie wszystko czuję i widzę smile Ale spokojnie, krok za kroczkiem wink

Raki, poczucie bezpieczeństwa, to dla każdego coś innego - tak naprawdę smile I chyba rzadko oznacza misiowate kapciuszki i sprzęt złożony w piwnicy i przykryty 5 cm kurzu.... smile

Moja podświadomość ciągle na niego czeka - tzn. na niego i cud przemiany poczwarki w motyla, ale on nawet poczwarką nie jest. To on jest moim poczuciem bezpieczeństwa - bo stanowi motor napędowy decyzji, fikcyjne marzenie o wspólnej rzeczywistości (to też bezpieczne).
Powiedzenie sobie, że podejmuje decyzje nie myśląc o ŻADNYM wirtualnym mężczyźnie jest trudne. Mam na oku mieszkanie w Polsce - takie idealne na moje potrzeby, przestrzenne jak lubię i mało praktyczne z punktu widzenia polskich standardów i rodziny. I już usłyszałam od mamy, że ono jest nieprzyszłościowe. Okazuje się, że cały świat ma takie myślenie. Mam kupić cztery pokoje celem czekania na księcia z bajki i ciąży???? Przecież na razie jestem ja, nie ma obok mnie nikogo i nie chcę, by ktoś był (choć pragnę bardzo). Chcę układać życie na teraz, skupić się na moim zdrowieniu. Zjawi się, to będę szukała odpowiednich rozwiązań, jeśli zechcę.
(A najśmieszniejsze, że najchętniej bym się z nim podzieliła tym faktem mieszkania, chciała by je zobaczył... (na pewno by przyleciał - wiem o tym) no chore zupełnie)

Raki - w sumie to przyhamuj wink Ja te niby ciepłe mam bliżej od Ciebie - hłe hłe wink Muszę się uspokoić, 3 wdechy, litr lodów, bo do domu wracam, żeby mi się ta chęć przytulania w co złe nie przełożyła wink A tu jeszcze wieczorem pierwsza część Zmierzchu... wink W sumie to ja chyba dzisiaj może skocnetruję się na szukaniu "wrażeń" w necie itp, bo sie zagalopuję wink
Oczywiście dałam się "niechcący" rozśmieszyć na skutek kojarzenia rzeczy niemożliwych wink

Wiesz co, po prostu dobrze zrobiłaś. Święta to okazja, w tym do zaargumentowania dlaczego przyjeżdżasz, rozejrzenia, jak i nie posiadania wewnętrznej chęci to przymuszonego wyjaśniania, dlaczego akurat teraz przyjechałaś wink smile Po prostu - nie chcesz być w Hiszpanii na Święta. Chcesz być w domu, z rodzinką smile Napewno nie będą czekać Cię z fanfarami, napewno nie otrzymasz nagle 1000 propozycji, napewno świat nie legnie u Twych stóp.
Ale odetchniesz ciut innym powietrzem smile Zrobisz coś więcej, niż wyjdziesz do sklepu smile Dasz ogromny krok samolotem smile

Z tą podświadomością to wiesz.... Odzywa się wredota w najgorszym momencie wink
Jednocześnie nie mylmy podświadomości z intuicją, prawda? smile
Ale najważniejsze, że z czasem odzywac się będzie rzadziej i rzadziej i.... rzadziej.....

Kawalerkę można zamienić na większe! Gorzej z większego na mniejsze - możesz zawsze powiedzieć, że aktualna sytuacja w Polsce, jak i koniunkturalność sprawia, iż obawiałabyś się, że w przypadku konieczności zmiany na mniejsze - nie trafi się odpowiednio zasobny klient wink A powiększać metraż zawsze się da smile

19 214 Ostatnio edytowany przez raki (2013-03-22 18:46:23)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Wiesz, to mieszkanie to nie kawalerka... na to bym dostała przyzwolenie i fanfary. To prawie 60m2 i tylko jeden oddzielny pokój, a reszta to wielka przestrzeń (czyli ja smile ). Stąd jest bardzo korzystna cena w przełożeniu na m2 (wychodzi tylko trochę drożej jak za kawalerkę), bo wszyscy chcieliby tam pokoje dorabiać - Pani przez tel. powiedziała, że się nie da, a ja mówię, że nie chcę.

Zdaję sobie sprawę, że będzie mi je trudno sprzedać potem, bo to musi być ktoś tak stuknięty jak jak i jego obecny właściciel (a że to para, to jest nas 3-czyli jest więcej stukniętych osób- może znajdzie się kiedyś...czwarta, która odkupi). Ja oczywiście w nim jeszcze nie byłam i mina mi może zrzednąć, ale znam blok, miejsce, mieszkania jakie tam są, czyli wiem, czego się spodziewać.

W życiu mieszkałam w wielu. I wiem, że mieszkanie to jednak powinno być uczucie. Pamiętam jak się dusiłam w wielkim 10-piętrowym bloku, na 3 pokojach i 48m2 - i wszystko niskie i ciasne, lub w podobnej kawalerce. Przecież ja tam mam żyć, być i dobrze się czuć. Tu mieszkam w dziwnym lofcie i jestem przeszczęśliwa, gdybym mogła spakowałabym to mieszkanie do walizki (a 90% osób, by nie chciało, bo...).

A właściciel tamtego mieszkania pomyślał o wszystkim, co lubię (poważnie - tak jakby wiedział i mnie znał), miło z jego strony.
Na obiad jem lody.
Masz rację, że to jednak dalej niż sklep. A tu te sklepy takie fajne, szkoda, że u nas takich nie ma - np. rodzinny rzeźnik, rodzinna piekarnia...

P.S. Gdzieś czytałam w ramach porad po rozstaniu, że warto się zalogować na portale randkowe i dla zabawy "poflirtować", więc zawsze możesz tongue

*****

zabko-k A w sumie czemu on, skoro taki odpowiedzialny, nie może się do czasu sprzedaży mieszkania wyprowadzić?

*****

Pia Mellody, Toksyczna miłość.
To jest o mnie. I byłam, we wszystkich rolach i konfiguracjach. sad

19 215

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

A ja się przyznam, że po telefonie mi się tęskno się zrobiło.... Buuuuu!

smile Wieczorem zrobię sobie michę naleśników i poleję jogurtem jagodowym. Bo świeżych jagód brak (mrożonych także), a dodatkowo nie chce mi się też żadnych pierogów czynić smile

Zawołam jak Osioł - Niech mnie ktoś przytuliiiiii!

Przytulam, ściskam, obejmuję i całuję !!!!! smile  mocno, i gorąco smile i jeszcze raz ściskam smile

A ja po telefonie,  musiałam - no dobra, chciałam - jechać do eksa, do pracy. Oczywiście po obiecane alimenty (zaległe). Pojechałam ze starszym synem.
Był w firmie - sam yikes. Sam wśród towaru big_smile. Synowi na powitanie podał rękę yikes. Usiedliśmy w kanciapie. Uśmiechałam się( do obiecanej kasy). Zapytał co mnie tak cieszy. Odpowiedziałam, koniec tygodnia jest. Nie zrozumiał, więc dodałam, że przecież umówił się ze mną na koniec tygodnia na kasę. Nie ma pieniędzy! no nie ma! nie urodzi !, ale będzie miał !w poniedziałek !  big_smile. Syn zaśmiał się. Eks z arogancją w głosie zapytał go, z czego się śmiejesz !?!. Było to chamskie, przykre sad. W rozmowie nasłuchałam się, że moja wina (za całe zło świata) big_smile, że jestem zła do szpiku kości.
Mówił, że on dobry, troskliwy członek rodziny yikes (zapytałam o jego mamę big_smile, o telefony do niej i odwiedziny big_smile), uczciwy i chętny (chyba do wszystkiego). Mówił, że zap***ala od 5 rano do wieczora żeby zarobić. I tu przyznać mu rację muszę! Pracuje od rana ! Nie do wieczora, bo była 14 a on już firmę zamykał. Zamykał , bo mają taki zwyczaj, że w soboty... yikes.... krzyknęłam, dzisiaj piątek !. Kontynuował bez zająknięcia, że dzisiaj jeden ma wesele, drugi , a drugi ma pogrzeb - dokończyłam (syn snów się zaśmiał, ale już nie było eksa pytań, z czego !?).
Pracuje udając biznesmena  sad. Tracą na tym kontrahenci i wspólnicy sad.

     Mówił dużo i pięknie.
Ale nie ze mną już te numery !!! 
Bujać to my, ale nie nas wink  (dzięki Ci Happy za to powiedzenie smile)

Wrócił mi rozum i zdrowy rozsądek  !!!! smile

19 216

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
tezkobieta napisał/a:
zofia282 napisał/a:

Czy wiesz, że nie wszystko złoto co się świeci ...... smile

Nie wszystko, zgadza się. Ale czy złoto czy tombak, nieważne - zimne pozostanie tongue

smile

19 217 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2013-03-22 19:55:57)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:

Te ciepłe ramiona mam w sumie na wyciągnięcie ręki, on z taką ulgą przyjąłby moje zainteresowanie, że przynajmniej przez jeden dzień miałabym tę jego bliskość (a potem wiadomo....)

Każda je może mieć tongue A co to za problem tongue tongue tongue
Gdybym łaskawiej na eksa spojrzała, wracałby w podskokach i to na stałe przytulanie (brrrrrr!!!!!!!!)
Gdybym powiedziała tylko jedno słowo, to nawet na zawsze jest gotów mi ramiona swoje dać (brrrrr!!!!!!)
Każda mogłaby wrócić w ramiona byłego. Nawet te, których byli nie chcą, a razem jeszcze mieszkają.
Jeden wieczór przeparadowany w seksi szlafroczku i on Ci mój !!!!!!! (chociaż na raz wink)
Tylko po co ?????????
Po co wpadać tam skąd się udało wyrwać, albo prawie udało  ??????
Poza tym ramiona innych też ciepłe ... a może i cieplejsze tongue

RAki !!!!!!! z tej strony też nie da się ugryźć !!!!!!!!
Tak kombinując dochodzisz do tego samego punktu "ON" , on moim życiem !!!

A fuuuuuuuuuj !!!!!!
Wzdryga mnie na samą myśl o ramionach eksa.
Nie chcę jego ramion nawet na ułamek sekundy !

19 218

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Jesteś mądrą kobietą smile (już nie tylko inteligentną)

zofia282 napisał/a:

A fuuuuuuuuuj !!!!!!
Wzdryga mnie na samą myśl o ramionach eksa.
Nie chcę jego ramion nawet na ułamek sekundy !

Oj chciałabym już być w tym punkcie, chciała. Wiem, że może kiedyś nadejdzie, bo to takie słodkie uczucie, gdy nagle emocje, uczucia i Twoja głowa stają się jednością i już się nie męczysz.
Cały czas staram się skupiać na tym, że to, co teraz robię, robię dla własnego zdrowia (WSZYSTKO, powolutku) i tak też powolutku podejmować decyzje. A z resztą wokół stanie się, co się stanie - ważne odnaleźć siebie. To pomaga, ale bywa trudno.
(żeby ktoś nie myślał, że nagle praca i reszta mi są obojętne)

19 219 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2013-03-22 20:35:37)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:

Moja podświadomość ciągle na niego czeka - tzn. na niego i cud przemiany poczwarki w motyla, ale on nawet poczwarką nie jest. To on jest moim poczuciem bezpieczeństwa - bo stanowi motor napędowy decyzji, fikcyjne marzenie o wspólnej rzeczywistości (to też bezpieczne).

Poczucie bezpieczeństwa też siedzi w naszej głowie.
Wszystko siedzi w naszych głowach !!!!!!!!!
Wiem, że nie lubisz słów ZAZDROŚCI (ja je uwielbiam !), ale jednak zacytuję  :

Zazdrosc napisał/a:

jesli lokujemy uczucia w "zlym banku" to raczej pewne, ze bank zbankrutuje, a my zostajemy z niczym. Caly emocjonalny dorobek, milosc, zrozumienie... i wszystko co wpakowalismy do tego banku... tracimy jednego dnia. To boli.... zwlaszcza, ze nadal chcemy zrobic wszystko co sie da by ratowac cos, nie wiadomo co, ale doskonale wiemy (nasza podswiadomosc uwiera nasz mozg), ze nie ma czego ratowac. Ludzimy sie jednak, zyjemy nadzieja, walczymy.... by po wygranej przyjzec sie o co tak wlasciwie wlaczylismy. Albo partner tak nami manipuluje, ze walczymy do konca naszego zycia o ... no wlasnie o co?i po co?
Czasem przypomina mi to stanie w kolejkach w czasie kryzysu. Czlowiek stawal w kolejce i dopiero pytal "za czym kolejka ta stoi" Nie wazne co, zawsze sie przyda. Skoro niczego nie ma w domu, to cokolwiek dostane, to juz COS! ...c hocby papier toaletowy.

i kolejny cytat :

Zazdrosc napisał/a:

obudzilo mnie trzezwe myslenie...

no wiec mysl #1
co on mi daje? czego od niego potrzebuje?
... no wiec bezwstydnie powiem... seksu i poczucia bezpieczenstwa. On mi daje poczucie bezpieczenstwa.
mysl #2
intuicja... hmm moja intuicja podpowiada mi, ze cos nie gra.. tylko ja jestem zbyt zaslepiona by powiazac fakty w odpowiedz. Ale cos z nim jest nie tak... moja lampka kontrolna alarmowo mruga.

a potem powiazalam te dwie mysli... i gdzie tu logika? Jak to mozliwe zebym znajdowala poczucie bezpieczenstwa u boku kogas co do kogo cala moja intuicja ma juz wyrobione zdanie?

(...)

No i na koniec decyzja. Musze jakos wyluzowac. Nie wiem jak. Jak?
trzymiesieczna separacja nie podoba mi sie. To jest dobre dla malzenstw "po zawale". Ja jestem na etapie zakochania i moj zwizek nie moze byc krotszy od separacji.
Musze ograniczyc jednak spotkania ( i potrzebuje dziewczyny Waszej opini co do czestotliwosci) i zdecydowanie ograniczyc okazje do seksu.

Zdecydowalam, ze nie bede go jeszcze wyrzucac z mojego zycia ale musze cos zdecydowanie zrobic by mi na nim nie zalezalo az tak bardzo... i tu jestem cienki bolek...
no idea...
pierwsza rzecz jaka mi przychodzi do glowy to zajac czyms mysli... FORUM...
a jak nie to sobie ta reke odgryze...


EDIT:
i nie wiem jak moge wypowiadac takie rozsadne mysli gdy cale moje cialo sie buntuje przeciwko temu. Podswiadomie licze na cud. Nauczylam sie czytac w mojej podswiadomosci... i tam stoi napisane: Niech stanie sie cud. Niech stanie sie cud.
I jestem gotowa rozpoznawac ZNAKi swiadczace o tym cudzie.... Co to bedzie, co to bedzie?
Wiem! On zrobi cos takiego co mnie powali na kolana i powiem: tak, to jest dowod na to, ze nam sie uda.
Nastawilam sie na wypatrywanie znakow by nadac im range cudu.
Ot taka jestem popaprana.

i jeszcze jeden :

Zazdrosc napisał/a:

Ja mysle dwubiegunowo.....
jeden tor myslowy to ten logiczny i rozsadny, nabyty z doswiadczeniem, wiedza, obserwacja orazd drugi tor to ta popi*** podswiadomosc, ktora kombinuje pod gorke..

Z jednej strony wiem co powinnam zrobic a z drugiej licze na jakies cuda, dowody na toze moze nam sie udac..

Intensywnie mysle tez nad tym dlaczego moja intuicja kaze mi sie wycofac...
Zaczynam przypominac sobie i gromadzic niepokojace zdarzenia.

... i tak...
- myslisz, ze Twoja byla zona nadal Cie kocha?
- o z pewnoscia nie! Raczej mnie nienawidzi.


dlaczego przeoczylam ta jego wypowiedz? Chcialam?

Kocham posty ZAZDROŚCI !!!!!!!!   :)

19 220

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dziewczyny jak sobie radziłyście,radzicie z nagabywaniem i "propozycjami"  ze strony znajomych,rodziny.
Na przykład :
-daj mu jeszcze szansę,
-przecież się stara,pracuje.Co z tego,że tylko kilka godzin tygodniowo i na czarno?
-on taki spokojny,nie chodzi pijany,co ty od niego chcesz?
-przesadzasz
-porozmawiaj z nim.
I to wyczuwalne w głosie -Ty wariatko,baby gorzej mają i żyją i się nie odsuwają od chłopa a tobie odbiło na stare lata.
Zaznaczam,że przeszła mi już chęć opowiadania wszystkim,którzy chcą słuchać mojej "strasznej"historii małżeństwa z karaluchem.Bo ci wszyscy naprawdę nic nie rozumieją i mają to w doopie.
Tu na forum to co innego. smile
Zdarza się przecież na codzień,że ktoś zapyta,czy temat przypadkiem wyjdzie w rozmowie.Co wtedy?
Jak się dyplomatycznie odciąć? Nie Twój interes to zbyt obcesowo... smile

19 221 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2013-03-23 09:07:27)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
beosa napisał/a:

Dziewczyny jak sobie radziłyście,radzicie z nagabywaniem i "propozycjami"  ze strony znajomych,rodziny.
Na przykład :
-daj mu jeszcze szansę,
-przecież się stara,pracuje.Co z tego,że tylko kilka godzin tygodniowo i na czarno?
-on taki spokojny,nie chodzi pijany,co ty od niego chcesz?
-przesadzasz
-porozmawiaj z nim.
I to wyczuwalne w głosie -Ty wariatko,baby gorzej mają i żyją i się nie odsuwają od chłopa a tobie odbiło na stare lata.
Zaznaczam,że przeszła mi już chęć opowiadania wszystkim,którzy chcą słuchać mojej "strasznej"historii małżeństwa z karaluchem.Bo ci wszyscy naprawdę nic nie rozumieją i mają to w doopie.
Tu na forum to co innego. smile
Zdarza się przecież na codzień,że ktoś zapyta,czy temat przypadkiem wyjdzie w rozmowie.Co wtedy?
Jak się dyplomatycznie odciąć? Nie Twój interes to zbyt obcesowo... smile

Odpowiedzi są proste :
- ostatnia już była i nie wykorzystał jej - teraz ja nie mogę dać się wykorzystać.
-Stara się i pracuje i ja to doceniam,. Nie robi tego jednak dla mnie tylko dla siebie. Gdyby mnie, moje dobro brał pod uwagę to :
a) dobrze by traktował mnie i dzieci
b) poszedł by na leczenie od uzależnień od alkoholu
c) rozumiał by mnie i moje potrzeby (nie mamy)
d)podjął by pracę legalną (emerytura !!!!)
e) itd. itp.
-właśnie już nic od niego nie chcę i nie chcę aby on coś ode mnie chciał
- przesadzam ? Kiedyś przesadzałam  - z tolerancją. DZisiaj już znam jej granice.
- nie mam mu nic mu do powiedzenia. Wszystko zostało powiedziane.
Możesz też na każde pytanie odpowiedzieć, przepraszam, ale nie chcę o tym rozmawiać - masz prawo nie chcieć !!!!!!!
Masz prawo nie chcieć tłumaczyć się, wyjaśniać !

Co Cię obchodzi co mówią inni. To nie oni są z twoim mężem. Inni mogą nie mieć pojęcia jak wygląda wasze życie, takie prawdziwe, bez pozorów. Twoje życie, twoje wybory i decyzje. Facet nie musi bić, pić by go nie chcieć. Powodem może być rozczarowanie, nuda, brak uczucia czy brak szacunku.

Wiesz, ja w realu nie mogę odezwać się do narzekających na swój los koleżanek, a próbowałam. One nie rozumieją co mówię, nie rozumieją, że czekają na cud, który się nie zdarzy, że nie zmuszą męża do szacunku, miłości. SZybko odpuściłam mówienie. Jestem tylko słuchaczem.

Dobrze to ujęłaś, inni mają w doopie jak żyjecie. Mają w doopie twoje łzy.....
Mają w doopie czy w rodzinie jest przemoc.......mają w dopie jeśli nawet wiedzą, że jest sad

19 222 Ostatnio edytowany przez raki (2013-03-23 13:11:29)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Przeczytajcie. Moim zdaniem to już przesada. Poczułam się jakbym w przyszłości miała iść do sklepu!!! I kupić sobie worek treningowy. Jednak nawet zdrowi ludzie, tworząc związek po prostu się zakochują. 

KIEDY NIE MA ZWIAZKU, DO KTÓREGO MONA WRÓCIC
Jesli jestes zdrowiejacym Nałogowcem Kochania (albo Nałogowcem Unikania Bliskosci), może byc i tak,że nie masz już do czego wrócic. Przeszedłes pomyslnie (...). Jestes przygotowany do fazy czwartej, czyli powrotu do dawnego zwiazku, ale nie masz do czego
wrócic.(...)
W tej sytuacji powinienes poszukac kogos, z kim bedziesz mógł nawiazac kontakt i spróbowac sie z nim zaprzyjaznic. Jest to zwykle łatwiejsze, jesli druga osoba zaprasza cie do przyjazni lub zwiazku przez okazywanie zainteresowania toba. Jeżeli jest taka osoba, usmiechnij sie i odpowiedz ?tak?. Jesli nie ma, rozejrzyj sie za kims, kto nadawałby sie do tego i zacznij budowac z nim przyjazn ? pozaseksualne doswiadczenie społeczne.
KWALIFIKACJE NOWEGO PRZYJACIELA
Jesli chcesz skorzystac z nowej przyjazni, wybierz osobe, która nie jest poważnie zainteresowana kims innym, i wobec tego bedzie mogła poswiecic ci swój czas i uwage, a ty nie znajdziesz sie w sytuacji rywala. Byłoby równie dobrze, gdyby ta osoba pociagała cie psychicznie i seksualnie. Jeżeli takiej osoby nie ma w pobliu, warto jej poszukac. W aktywnym rozgladaniu sie za taka osoba, w nawiazywaniu nowych kontaktów, nie ma nic złego, przeciwnie ? jest ci to potrzebne.
ZNALEZIENIE ?IDEALNEJ OSOBY?
(...)

Jesli czas mija, a ty wciaż nie możesz znalezc osoby, która cie pociaga, byłoby rozsadnie zastanowic sie, czy przypadkiem w twoim sposobie myslenia nie ma czegos, co sprawia, że nikt nie jest w stanie cie zadowolic.
Niektórzy ludzie nie zawieraja żadnego zwiazku, bo ogladaja każdego potencjalnego partnera pod mikroskopem, cal po calu, i oczywiscie nikt nie odpowiada ich oczekiwaniom. Jesli uswiadomisz sobie, że ty własnie do takich ludzi należysz, radze ci zwrócic sie do swojego psychologa-doradcy, którymoże ci pomóc w uwolnieniu sie od
takiego perfekcjonistycznego, hamujacego nawiazanie bliszych kontaktów sposobu myslenia.

[Pia Mellody, Toksyczna miłość]

19 223

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
raki napisał/a:

Moja podświadomość ciągle na niego czeka - tzn. na niego i cud przemiany poczwarki w motyla, ale on nawet poczwarką nie jest. To on jest moim poczuciem bezpieczeństwa - bo stanowi motor napędowy decyzji, fikcyjne marzenie o wspólnej rzeczywistości (to też bezpieczne).

Poczucie bezpieczeństwa też siedzi w naszej głowie.
Wszystko siedzi w naszych głowach !!!!!!!!!

Otóż moje poczucie bezpieczeństwa, tym realnym obiektywnym poczuciem bezpieczeństwa w ogóle nie jest.
(Teraz przeszła mi przez głowę myśl -w domu się nie czułam bezpiecznie, a znajdowałam owo "bezpieczeństwo" poza domem, z którego wybywałam ile moglam, w sytuacjach nadwyraz ekstremalnych)
Podejmując decyzje, kierując się podświadomie nim (lub innym), czuję się bezpiecznie, choć z nich żadne bezpieczeństwo faktyczne nie wynika. Robiąc coś dobrego i bezpiecznego dla mnie, czego nie znam i się boję, czuję gigantyczne zagrożenie. Jak z tym kupnem biletu.

No to już wiem, że nie wiem, co to bezpieczeństwo.

zofia282 napisał/a:

Wiem, że nie lubisz słów ZAZDROŚCI (ja je uwielbiam !), ale jednak zacytuję  :

Zazdrosc napisał/a:

jesli lokujemy uczucia w "zlym banku" to raczej pewne, ze bank zbankrutuje, a my zostajemy z niczym. Caly emocjonalny dorobek, milosc, zrozumienie... i wszystko co wpakowalismy do tego banku... tracimy jednego dnia. To boli.... zwlaszcza, ze nadal chcemy zrobic wszystko co sie da by ratowac cos, nie wiadomo co, ale doskonale wiemy (nasza podswiadomosc uwiera nasz mozg), ze nie ma czego ratowac.(...) no wlasnie o co?i po co?

No jak to o co? Nasz nieudany kapitał i to wszystko, co wymienione na początku, a co wpakowaliśmy nie do tego banku.
Zapominamy czas, że "Caly emocjonalny dorobek, milosc, zrozumienie" to właśnie dorobek, dobro, wartość.
Wiecie jaka byłam ostrożna tym razem, bo nie chciałam dawać siebie, komuś kto to "przeje". I co...i doopa.

zofia282 napisał/a:

i kolejny cytat :

Zazdrosc napisał/a:

obudzilo mnie trzezwe myslenie...

no wiec mysl #1
co on mi daje? czego od niego potrzebuje?
... no wiec bezwstydnie powiem... seksu i poczucia bezpieczenstwa. On mi daje poczucie bezpieczenstwa.
mysl #2
intuicja... hmm moja intuicja podpowiada mi, ze cos nie gra.. tylko ja jestem zbyt zaslepiona by powiazac fakty w odpowiedz. Ale cos z nim jest nie tak... moja lampka kontrolna alarmowo mruga.

a potem powiazalam te dwie mysli... i gdzie tu logika? Jak to mozliwe zebym znajdowala poczucie bezpieczenstwa u boku kogas co do kogo cala moja intuicja ma juz wyrobione zdanie?

(...)

EDIT:
i nie wiem jak moge wypowiadac takie rozsadne mysli gdy cale moje cialo sie buntuje przeciwko temu. Podswiadomie licze na cud. Nauczylam sie czytac w mojej podswiadomosci... i tam stoi napisane: Niech stanie sie cud. Niech stanie sie cud.
I jestem gotowa rozpoznawac ZNAKi swiadczace o tym cudzie.... Co to bedzie, co to bedzie?
Wiem! On zrobi cos takiego co mnie powali na kolana i powiem: tak, to jest dowod na to, ze nam sie uda.
Nastawilam sie na wypatrywanie znakow by nadac im range cudu.
Ot taka jestem popaprana.

Zazdrosc napisał/a:

Ja mysle dwubiegunowo.....
jeden tor myslowy to ten logiczny i rozsadny, nabyty z doswiadczeniem, wiedza, obserwacja orazd drugi tor to ta popi*** podswiadomosc, ktora kombinuje pod gorke..

Z jednej strony wiem co powinnam zrobic a z drugiej licze na jakies cuda, dowody na toze moze nam sie udac..

Powiem wam dla rozweselenia, że nadalmoja podświadomość czeka na cud smile ale od dawna ten cud to zdecydowanie coś zewnątrz - piorun, kolejny wypadek (jeden już był poważny...byłoby o czym opowiadać i efekty mizerne, chociaż jakieś były były..., a i owszem), albo po prostu ów palec Boży, który z dnia na dzień zmienia wszystko (no w Biblii się zdarza). Podświadomość się uczy i wie, że to coś samo z siebie się nie zmieni nic, a nic.
Właśnie podświadomość przypomniała mi (w zw. z wypadkiem), że była między nami intymność... droga podświadomości, co to zmienia? (ona lubi wywalać jakieś takie argumenty kontra na wierzch).

19 224

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

WItajcie!
Najpierw przywitanie, choc zdążyłam już poczytać smile
Przede wszystkim zafundowałam sobie spacerek krótki po pracy. Potem wybrałam się do koleżanki na szklankę piwa i wspólne oglądanie Zmierzchu - oczywiście wiecie, jak wygląda oglądanie czegokolwiek w TV, kiedy człowiek musi pogadać, bo się jakiś czas nie widział z kimś? wink Więc z michy naleśników były nic, za to jej mąż zrobił nam na kolację taką potrawkę z warzyw z kiełbaską - pycha, w sam raz do piwa.
Wyspałam się, wyoglądałam kuchnie.tv; wykąpałam, wypeelingowałam, wykremowałam, piję drugą kawkę, czekam aż mi włosy wyschną i mam ochotę skorzystać z dobrodziejstwa słońca, bo naprawdę pięknie świeci smile To mój wolny weekend smile

Szczerze mówiąć, uśmiałaś się, kiedy napisałyście o tym seksownym szlafroczku i że każdego można "mieć" smile Nie każdego - często na szczęście wink Nie biegam co prawda w samych koszulkach na ramiączkach po domu, ów szlafroczek mam zawsze na sobie, ale na schizoida / schizotypa (bo nie wiem, cóż to za typ wink ), takie rzeczy nie działają nigdy, kochane babeczki smile Pod tym względem można się czuć bezpiecznie - bardziej prawdopodobne jest to, że ja bym się na niego rzuciła, niż on w ogóle pomyślał wink Przy takim typie można stracić poczucie jakiejkolwiek kobiecości, i to jest jeden z powodów, dla których czasem mówię, że nie widzę się w lustrze wink Zresztą Zofia chyba słyszała w Zakopcu moją drobną uwagę na ten temat wink

Raki - tak są portale randkowe. Tylko problem w tym, że ja nie jestem takim ryzykantem i nie odpowiada mi takowa formuła. Ja lubię pogadać i szybciej mi idzie poznawanie ludzi w realu, niż w taki sposób. Nawet na dyskotece można zamienić kilka słów, zobaczyć mimikę twarzy, gesty, zauważyć jak się odnosi do innych ludzi w ogóle. Poczuć jak pachnie wink Internet jest wysoce zgubny. Zresztą na portalach wszystko opiera się na obejrzeniu zdjęć i przeczytaniu opisu jakiejś osoby, tak jak się samemu chce to przeczytać wink A poznawanie drugiej osoby opiera się na podjeciu decyzji, że ktoś kogoś od razu zaprasza na kawę. A z jakiego niby powodu pytam? smile Nie odpowiada mi taka konwencja, nigdy nie odpowiadała smile

Zofia - ogromnie podoba mi się reakcja Twojego syna... I te Twoje dopiski... smile I ta sobota... Wiesz co, naprawdę jak szybko, jak łatwo można obnażyć czyjąś po prostu głupotę. smile Któej się nie chciało wcześniej dostrzec, to fakt, ale którą się w końcu zauważa, spodziewa i można się do niej odpowiednio odnieść.

Raki - jeśli znalazły się 3 osoby już, którym takie mieszkanie się podoba, to znajdzie się jeszcze kilka przynajmniej wink A co do wyprowadzki, to nie ma za co sobie wynająć - taki jest odpowiedzialny smile smile Hihihi, taki trochę pod tym względem jest podobny do Zofii eksa smile Tyle ma wspólnego z odpowiedzialnością, co ja z akrobatyką cyrkową smile

Beosa - szczerze? Mnie nikt nie proponował dania mu szansy wink Bo to bardziej chyba jemu proponowano. A on z wściekłością w głosie odpowiadał jesynie, że "nie, bo nie". Mnie raczej mówiono, że to się wszystko ułoży wink Jeśli coś odpowiadałam, to raczej że napewno nie wspólnie, że już nie potrafię w ten sposób i z nim żyć, że za dużo straciłam. Zresztą treśc odpowiedzi zawsze zależy od tego mimo wszystko, do kogo mówisz i w jakich relacjach z tym kimś jesteś, co możesz powiedzieć...
Co do spostrzeżenia, że inni myślą, że co Ty robisz, bo inne mają gorzej - tak częściowo ludzie w ten sposó myślą. Ale jest też chyba druga strona medalu smile Jeśli Ty potrafiłaś w końcu podjąć decyzję, a miałaś gehennę nie mniejszą od innych osób, choć nie chciałaś wywlekać publicznie brudów, to inni mogą.... albo w końcu wziąć swoje życie w swoje ręce i przestać narzekać, albo muszą dorobić sobie do Twojej decyzji ideologię - np. niewdzięcznej baby. Albo takiej, która zwariowała na starość. Albo cokolwiek. Nie tak jest przypadkiem często? smile

19 225

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

No i mam karalucha u siebie. Już ponad dwie godziny. Nie pytajcie, jak się zjawił, bo nie wiem. Nie zatrzasnęłam drzwi (BŁĄD!)
Zjawił się. Nie pytajcie jak. Wyciągnął paczkę, z której wyjął GPS (taki w wysokie góry), nowozakupiony i rozłożył mi na stole. Okazuje się, że jestem jedyną osobą, która może mu w tym pomóc (ciekawe - ponoć ma tylu znajomych) i od dwóch godzin siedzę, ściągą czytam, łączę się z ludźmi. Inteligentna bestia z karalucha - udaje, że wszystko jest w porządku i razem ściągamy mapy - przyjaciele. Wylazł po tzw. aperitivo, więc mam chwile na oddech.
Oznajmił też, że jutro jedzie do Chamonix. Czyli sprawa jest pilna.

Wczoraj na szczęście przeczytałam gdzieś, by oddychać przez nos. I coś tam afirmować, więc oddycham i afirmuje. I co 15 minut jestem w łazience.

Ciekawe ile to potem będę odchorowywać...

P.S. Jest przekonany, że między nami ok, bo sika bez zamykania drzwi (takie sygnał jego), zawsze po decyzji nigdy więcej seksu, zamyka drzwi.
Matko on może jeszcze będzie chciał seksu (NIE!!!!) A moje ciało przy nim wariuje po prostu (i czuję to teraz mocno).

Dam radę.

19 226

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

No to trzymam kciuki wink

19 227

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

Luluville, a brałaś pod uwagę fakt, że on może rzeczywiście czuć się lepiej, pomimo zastoju firmy?
Skąd wiesz, że to poza i gra, może on naprawdę jest teraz zadowolony....?
Umiesz to przegryźć? Że on wcale nie musi robić przykrywek dla swoich nastrojów i że może zrobił to czego naprawdę chciał?
I że bezpodstawnie wymyślasz sobie, że może być inaczej?
Dlaczego nie skoncetrujesz swojej energii na sobie? I na tym co czujesz, a nie co on....?

Ja go znam. Ja wiem, że siedząc kolejny miesiąc w domu jest załamany. Pół roku bezczynności to dla niego jak samobójstwo. On uwielbia pracować. Szukał zawsze dodatkowych zajęć, interesów.
Więc wiem, że źle mu z tym, że jest zastój. Zresztą następnego dnia gdy rozmawialiśmy powiedział coś zupełnie innego. Że go to dobija, że musi chyba zacząć brać mniejsze zlecenia, bo nie może już znieść tej sytuacji.

Poza tym ogolna opinia o nim jest taka, i nawet jego siostra mi to kiedyś powiedziała: "On często zakrywa maski, nie lubi pokazywać tego co myśli naprawdę. Że wiele ukrywa pod płaszczykiem uśmiechu i radości"

Jest mu dobrze beze mnie, w wolności. To akurat wiem. On kocha swoją niezależność i brak konieczności dbania o kogokolwiek innego poza sobą.


raki napisał/a:

A ja szukałam jej postu i nie mogłam znaleźć i pomyślałam, że mnie to wrzuciłaś ku przestrodze, bo w sumie pasowało. Zastanawiałam się, co się dzieje z luluville. Myślałam, że może już jest ciut lepiej, dlatego jej nie ma.

Ostatnie zdanie jest do kogokolwiek. Towar z wyprzedaży. Generalne oddam i nawet dopłacę.

A umiałabyś luluville do niego nie dzwonić?

Nie, nie jest ciut lepiej. Jest mi ciężko.Ciężko zarówno nie dzwonić, nie rozmawiać, kasować smsy bez czytania. Sory, ale nie jestem zbyt dobra w tym wszystkim.

Happyfull napisał/a:

Dziewczyny czy Wy czytacie tez inne posty na tym watku ? Bo gdybys czytala to bys wiedziala !!!
Chyba juz piaty raz w ciagu 3 dni pisze !!!
Nie rozumiem dlaczego on nie rozumie !!! Karaluch nie zrozumie !!! Ty karalucha nie zrozumiesz !!!
Ty uciekasz on goni !!! On ucieka Ty gonisz !!!
A ta walka serca z rozumem to uzaleznienie !!! To nie serce to obsesja walczy z rozumem !!!
A czemu Ty sie z nim kontaktujesz ?? Sztachasz sie ciagle czytajac bzdury ktore wypisuje i jak tu wyjsc z uzaleznienia ???

Nieważne czy to serce, czy obsesja czy jajkolwiek by tego nie nazwać. Próbuję myśleć inaczej, ale mi nie wychodzi. Czy twoja złość wyładowana na mnie cokolwiek zmieni?
Nie sądzę. To moja droga i naprawdę staram się nią jakoś jednak przejść. I z tego wyjść.
To że mam gorszy dzień, że tęsknię czy myślę nie oznacza, że wszystkie dni są takie.

On podejrzewa, że kogoś mam. Ktoś widział mnie z kolegą i to do niego chyba doszło.
Teraz to jest nawet śmieszne. Jest dokładnie tak jak mówisz "ja uciekam on goni". To tylko facet. Samiec. Ja - jego własność komuś się spodobałam.
To tylko kolega, ale jakoś sprawiło mi to przyjemność. Nie było to żadne zamierzone działanie. Po prostu próbuję zobaczyć, że są normalni faceci na tym świecie, którzy myslą normalnie i widzą we mnie inteligentną i atrakcyjną kobietę.

19 228 Ostatnio edytowany przez raki (2013-03-23 21:07:17)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

No to trzymam kciuki wink

Idzie fatalnie, bo jest tak słodki, że sie rozpływam. Fe.
Średnio mi idzie, ale nietragicznie, choć czuję już narkotyk.

************

No to ok. Spalone na całej linii. Nie dopuszczam na tę chwilę do siebie uczuć. Czy jeśli powiem, że mogę to kontrolować to będzie prawda? - cały czas przez to godziny starałam się jak mogłam wydawało mi się, że mam kontrole. To nie będzie prawda. To najbardziej pokazuje, jaki to nałóg. Nie umiem mu zatrzasnąć drzwi przed nosem, co powinnam zrobić. Tak bardzo chciałabym umieć.

On, widzę, że nie wyobraża sobie życia beze mnie bardziej niż ja bez niego. Na tych jego chorych zasadach. Nawet, jak mówiłam, jeśli wrócę do Polski, już chce przyjeżdżać. Chce odbierać mnie z lotniska gdy teraz wrócę, jechać razem gdzieś tam, dać klucze dla mnie i dla mamy do swojego domu w Walencji - usłyszałam milion rzeczy, które jakby mamy robić razem albo on dla mnie.

Jestem chora. Bardzo chora, ale zupełnie już nie wiem na co. Tak muszę uciekać. Bo jestem bezsilna wobec mojego nałogu i nie wiem gdzie się przed nim schować. Już wiem, że muszę wrócić. Cokolwiek miałoby się stać, dziać, muszę wracać. Wszystko inne się nie liczy, bo tu nie dam rady się obronić. Czy w Polsce dam radę, gdy się pojawi, wywalić go za drzwi? Dziś nie. Ale może za jakiś czas, może po terapii.

Gdy mówił, co zrobimy po tym, jak każde wróci z "wakacji", po prostu, zapytałam spokojnie, czy nie może zostawić mnie w spokoju. Odpowiedział, że oczywiście, bo przecież nie widzieliśmy się dwa tygodnie. Dla mnie to jakoś dziwnie zabrzmiało, że nie.

Potrzebuję, by ktoś mnie przytulił. Uratował - uratować się mogę tylko ja sama, ale pomógł. Tak, chcę by pomógł, bo jestem bezsilna, bo sama nie dam rady.
Wobec nałogu jesteśmy ponoć bezsilni.

*********

Tyle mnie kosztowało zerwanie tej znajomości. Dwa tygodnie męczarni. I doopa. Wiem, świetnie wiem, że gdy go widzę, wszystko mija. Chciałabym zasnąć i się nie obudzić, bo nie dam rady tego przerwać.
Psycholog mi cały czas mówiła, że jednak jest dobrze, że miałam siłę wyjść z tego. A ja wiedziałam, że tak nie jest, tak bardzo się bałam, tego poczucia, że jest lepiej.

19 229

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witaj Raki.
Wieeeeesz... Szkoda że nie ma tu Happy, objada się knedliczkami, bardziej mi ta sytuacja do jej przeżyć pasuje... Ja muszę sięgnąć w głąb, bardzo...
Pewnie twój karaluch jest przystojny, charyzmatyczny i oglądają się za jego aurą? wink
Za pierwszym razem nie dałam rady. Akurat bratowa z synem i koleżanka pomagali mi remontować duży pokój, upaprani na maksa, bezwiednie (w kontekście że nie wiedziałam sama o co mi chodzi), podziękowałam za pomoc na dziś... Potem, kiedy już wyszedł przyszło trzeźwe myślenie i zaczęło mi się robić formalnie niedobrze... Opuszczona, samotna, sama - tak się czułam. Tłumaczyłam sobie dlaczego. I czułam, ponad wszelką wątpliwość czułam, że nie zniosę tych wrednych łap na sobie, skoro mogły dotykać w jednym czasie i mnie i kogoś innego.... Czego szukał u innych? Nie wiem. Napewno nie mnie. Nie będę mu przylepiać łatek, fakt, lubił być w kręgu zainteresowania, uwielbiał, kiedy świat i dziewczyny kręciły się wokół niego.
Ja po prostu byłam zbyt prostolinijna i uczciwa.
Uczciwa wobec siebie w końcu także smile
Potem przyjechał po 2 miesiącach z bukietem róż na moje imieniny (o wcześniejszych urodzinach nie pamiętał wink ), kiedy wychodziłam na imprezkę - kolega zrobił mi niespodziankę jako przedstawiciel jednej z firm i zorganizował spotkanie w klubie studenckim. Zabrałam go - wtopa - po kiego? No - raczej już wtedy byłam na etapie wyluzowania, choć większość imprezy siedziałam na jego kolanach tłumacząć się oczywiście brakiem miejsc. Nic nie było już poza tym smile Na Boże Narodzenie nawet wspomnieniem nie uraczył wink Na 8 marca (czyli po walentynkach) jadąc do miasta na imprezę zorganizowaną przez kolegów minęłam się z nim - podążał ku mnie znowu z bukietem wink Nie zawróciłam smile Miesiąc wcześniej złożyłam pozew o rozwód. Spotkaliśmy się kilka dni później, miał pretensje - że niby gdzie ja jestem jak on do mnie z kwiatami jedzie. Oniemiałam - a raczył był się zaanonsować? No najzwyklej w świecie nawet jakby kolega się zapowiedział, to bym z uprzejmości przecież była obecna. Trzasnął drzwiami, kiedy mu powiedziałam o złożonym pozwie... smile Pół roku później na pytanie sądu, czy kocham męża - powiedziałam NIE. Niezgodnie z prawdą.
Nie wiem Raki co i jak zrobiłam. Może pomyślałam o sobie i o swoich uczuciach? Nie uciekłam.
Zawsze mówię, że jestem optymistką. Z najgorszego błota zawsze chciałam się wygrzebać, darłam je pazurami i wyłaziłam na wierzch smile A w niejedno błoto sama wlazłam, nikt mnie do tego nie zmuszał, naprawdę.

Pisałaś coś o tych przyjaźniach i znajomościach.
Ano cóż, odkryjmy się dalej wink
Za moment - idę zapalić smile

19 230 Ostatnio edytowany przez raki (2013-03-23 23:02:02)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Tu już było tyle prób, mam wrażenie, że z obu stron. Nieważne gdzie jestem.

Mój mózg, rozum dokładnie wiedzą, co jest grane, co robić, ale ja nie mam kontroli - ja jako ja z tym wszystkim naraz.

Odgrywałam przede mną przez dobrych kilka godzin taniec godowy. On jest koszmarnie chory, bardziej niż ja, ale co to zmienia. Ja też jestem, tylko inaczej. Przecież wiem tyle i o uzależnieniu od seksu i od miłości.

W autotestach na uzależnienie ze stron slaa - wychodzi mi ponad 20 punktów (na 40), przy czym na dodatkowe 10 pytań odpowiadam "nie wiem". W ciągu dwóch lat osiągnęłam ten wynik, mając dużą wiedzę o tym.

Jestem na skraju przepaści...

Jest źle, choć mam świadomość, a to już oznacza coś.
Nie będę bezpieczniejsza w Polsce, bo ja sama jestem zagrożeniem dla siebie (zresztą on przyjedzie) ale w Polsce mam dostęp do wszystkiego, co się wiąże z leczeniem, mam wsparcie, mam przyjaciół.

****

Z drugiej strony dziś jeszcze bardziej uświadomiłam sobie, jaki on jest pusty. Nie wiem, czy ma jakieś wartości.
Przecież tu nie chodzi o zdrady, tu chodzi o to, że ten mężczyzna mnie nie kocha, ale chce mnie mieć, nawet nie jako "dziewczynę", ale po prostu kochankę, z którą może spędzać dużo czasu.

Tak jest bardzo przystojny, niesamowicie uroczy i uśmiechnięty. Ma ponad 40, a dasz mu 10 mniej. Ze świeczką szukać, ale co z tego... Ale się dziś odszczelił, jego plan był od początku do perfekcji przygotowany. A ja się dałam (wiedząc o tym wpuścić w maliny).

19 231

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Zawsze dotąd zawierając nowe znajomości - zawierałam je szukając błysku w oczach, akceptacji, zainteresowania.
Właśnie - czym jest dla mnie zainteresowanie.
Dla mnie - zawsze dotąd miało to podtekst erotyczny.
Wręcz niewyobrażalnym było, żeby nie miało takiego podtekstu i .... takiego celu. Bez odniesienia do czegokolwiek. Czegokolwiek co było w tym drugim człowieku.

Ale jednocześnie na tym cudownym świecie jest tylu mądrych ludzi smile Kiedyś moje znajomości z płcią przeciwną zawsze kończyły się tak samo.
Teraz - mam mnóstwo znajomych. To oni mi nie dają pożywki do realizacji własnych głupiutkich podświadomych dążeń. By na chwilę zyskać bliskość, zainteresowanie i poczucie bezpieczeństwa - zawsze w czyichś ramionach. Mam po prostu fajnych znajomych płci męskiej smile Żaden z tych znajomych nie jest mną zainteresowany w kontekście erotycznym smile Mam znajomych w przestrzale wieku od 25 do 50 smile Niejednokrotnie ich normalną rozmowę ze mną i zwykłe ludzkie zainteresowanie obierałam w ramy czegoś, co sama wymyślałam.

A z drugiej strony??? smile Ha - ja naprawdę szybciej "zaprzyjaźniam się" z facetami bo są mniej skomplikowani i nie ma rywalizacji płci. Jest mi bliższy ich sposób kojarzenia świata. Dlatego nigdy nie miała wielkiego grona koleżanek. I kiedyś najbardziej, najmocniej chyba powaliła mnie sytuacja, gdzie chłopak, którego uważałam za swojego przyjaciela, po prostu zaczął mnie całować. Czułam się pogrążona, znieważona, sfrustrowana i.... załamana bardziej, niż czymkolwiek innym! Poradziliśmy sobie z sytuacją, ale z przyjaźni już były nici, została tylko bliska zażyłość...

Teraz mam całe mnóstwo akceptujących mnie kolegów smile Możemy pogadać - z każdym o czymś innym smile Żaden z nich nie mógłby być moim partnerem wink Za mało ich znam smile Nie poznam bliżej, bo nic w nas nawzajem siebie nie fascynuje na tyle, by chcieć wyjść gdziekolwiek razem smile Uczyłam się tego tyyyyyle lat.... smile Opłaca się smile

19 232

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:

Tu już było tyle prób, mam wrażenie, że z obu stron. Nieważne gdzie jestem.

Mój mózg, rozum dokładnie wiedzą, co jest grane, co robić, ale ja nie mam kontroli - ja jako ja z tym wszystkim naraz.

Odgrywałam przede mną przez dobrych kilka godzin taniec godowy. On jest koszmarnie chory, bardziej niż ja, ale co to zmienia. Ja też jestem, tylko inaczej. Przecież wiem tyle i o uzależnieniu od seksu i od miłości.

W autotestach na uzależnienie ze stron slaa - wychodzi mi ponad 20 punktów (na 40), przy czym na dodatkowe 10 pytań odpowiadam "nie wiem". W ciągu dwóch lat osiągnęłam ten wynik, mając dużą wiedzę o tym.

Jestem na skraju przepaści...

Jest źle, choć mam świadomość, a to już oznacza coś.
Nie będę bezpieczniejsza w Polsce, bo ja sama jestem zagrożeniem dla siebie (zresztą on przyjedzie) ale w Polsce mam dostęp do wszystkiego, co się wiąże z leczeniem, mam wsparcie, mam przyjaciół.

****

Z drugiej strony dziś jeszcze bardziej uświadomiłam sobie, jaki on jest pusty. Nie wiem, czy ma jakieś wartości.
Przecież tu nie chodzi o zdrady, tu chodzi o to, że ten mężczyzna mnie nie kocha, ale chce mnie mieć, nawet nie jako "dziewczynę", ale po prostu kochankę, z którą może spędzać dużo czasu.

Tak jest bardzo przystojny, niesamowicie uroczy i uśmiechnięty. Ma ponad 40, a dasz mu 10 mniej. Ze świeczką szukać, ale co z tego... Ale się dziś odszczelił, jego plan był od początku do perfekcji przygotowany. A ja się dałam (wiedząc o tym wpuścić w maliny).

Raki - z testami nie przesadzajmy. Jak zrobiłam sobie test w necie na DDA, to powinnam była spakować walizkę i od razu zgłosić się na oddział psychiatryczny.

Warto wbić sobie tłuczkiem czy młotkiem do głowy jedno najważniejsze - analiza nie dotyczy kogokolwiek poza Tobą samą! Wszelkie zastanawiania się, czy ktoś ma problem nawet jeśli ma prowadzą do jednego - próby naprawiania PONOWNIE kogoś, organizowania mu życia i zbawiania.

Zbawić możesz i jesteś w stanie tylko siebie. Na inne osoby i rzeczy NIE  MASZ  ŻADNEGO  WPŁYWU.
Nie dorabiajmy niepotrzebnych ideologii, co? smile

W kwestii mojego pierwszego m to sorki, ale nie przypominam sobie, żeby się jakaś panna - kobieta nie obejrzała za nim na ulicy. Wszystkie i zawsze. No i co z tego? Tak reasumując?

19 233

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Brzmi fajnie. Pod kolgami/koleżankami i proporcjami, podpisuję się obiema rękoma, ale...
jednak odkrywam, że świat kobiet jest bezpieczniejszy. Psycholog zawsze mówiła mi, że to jest naturalne środowisko.
Ode mnie jednak 90% facetów niestety coś chce i to jest smutne. Jeszcze jak byłam w Polsce, udałam się na delegację z moim kolegą z pracy (właściwie podwładnym), miałam go za super faceta i męża oraz rychło ojca... cóż do momentu, jak jego ręka wylądowała w zupełnie nie tym miejscu...
Tam umiałam zareagować. Zresztą jak ktoś mnie nie interesuje, reakcje mam szybką.
Mężczyzn wybieram powoli i skrupulatnie, niewielu tak naprawdę mi się podoba, coraz mniej (zazwyczaj są skrajnie przystojni albo skrajnie brzydcy - wtedy skrajnie inteligentni). Widać jestem perfekcjonistką w znajdowaniu superpsychofagów.

Ja nie umiem chyba nie odczuwać podtekstu seksualnego. To smutne. Boję się nawet przytulić z kimś, kto jest przyjacielem ( i myślę, że jest), bo ja to odbieram seksualnie.

Nie wiem, jak będzie wyglądało moje życie. Boję się go strasznie.
Oglądałam auta, bo będę musiała kupić, w pl jest mi niezbędne. I patrzyłam małe, ale też takie ciut bardziej funkcjonalne, pomyślałam, że byłoby ok, bo mogłabym rower wkładać do środka...i chwyciło mnie przerażenie, ze z kim będę jeździć. Ja chyba w ogóle nie umiem utrzymywać relacji, które nie są erotyczne, nie umiem się niczym cieszyć, jeśli to nie jest w tym celu (dla "niego-kimkolwiek jest w danym momencie) lub z nim.

19 234

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

Raki - z testami nie przesadzajmy. Jak zrobiłam sobie test w necie na DDA, to powinnam była spakować walizkę i od razu zgłosić się na oddział psychiatryczny.

Warto wbić sobie tłuczkiem czy młotkiem do głowy jedno najważniejsze - analiza nie dotyczy kogokolwiek poza Tobą samą! Wszelkie zastanawiania się, czy ktoś ma problem nawet jeśli ma prowadzą do jednego - próby naprawiania PONOWNIE kogoś, organizowania mu życia i zbawiania.

Zbawić możesz i jesteś w stanie tylko siebie. Na inne osoby i rzeczy NIE  MASZ  ŻADNEGO  WPŁYWU.
Nie dorabiajmy niepotrzebnych ideologii, co? smile

W kwestii mojego pierwszego m to sorki, ale nie przypominam sobie, żeby się jakaś panna - kobieta nie obejrzała za nim na ulicy. Wszystkie i zawsze. No i co z tego? Tak reasumując?

Oj jego ja nie zamierzam testować, on jest i tu nie ma o czym mówić, ale jemu jest  z tym dobrze. Zresztą mnie już nie obchodzi jak mu z tym i nie chcę go zmieniać. To, że oboje jesteśmy chorzy, po prostu tylko pogłębia moje trudne położenie - nic więcej. Na tą chwilę chcę się z tego wydostać, wydobyć, nic więcej.
Dla mnie jest ważne, by uratować siebie.
Ja powiedziałam wprost, że nie wiem jeszcze, ale raczej wrócę, bo potrzebuję się skupić na sobie, że uważam, że potrzebuję terapii i pare zdań dlaczego, bez zagłębiania się. Stwierdził, że nie wyglądam jakbym potrzebowała terapii i jego zdaniem potrzebuję (UWAGA) mężczyzny, z którym mogłabym być jakoś tam blisko, czy coś, no i że w pl będzie mi łatwiej takowego znaleźć (szczegolnie, że ten sie juz wybiera do mnie).

19 235 Ostatnio edytowany przez zabka-k (2013-03-23 23:35:32)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:

Brzmi fajnie. Pod kolgami/koleżankami i proporcjami, podpisuję się obiema rękoma, ale...
jednak odkrywam, że świat kobiet jest bezpieczniejszy. Psycholog zawsze mówiła mi, że to jest naturalne środowisko.
Ode mnie jednak 90% facetów niestety coś chce i to jest smutne. Jeszcze jak byłam w Polsce, udałam się na delegację z moim kolegą z pracy (właściwie podwładnym), miałam go za super faceta i męża oraz rychło ojca... cóż do momentu, jak jego ręka wylądowała w zupełnie nie tym miejscu...
Tam umiałam zareagować. Zresztą jak ktoś mnie nie interesuje, reakcje mam szybką.
Mężczyzn wybieram powoli i skrupulatnie, niewielu tak naprawdę mi się podoba, coraz mniej (zazwyczaj są skrajnie przystojni albo skrajnie brzydcy - wtedy skrajnie inteligentni). Widać jestem perfekcjonistką w znajdowaniu superpsychofagów.

Ja nie umiem chyba nie odczuwać podtekstu seksualnego. To smutne. Boję się nawet przytulić z kimś, kto jest przyjacielem ( i myślę, że jest), bo ja to odbieram seksualnie.

Nie wiem, jak będzie wyglądało moje życie. Boję się go strasznie.
Oglądałam auta, bo będę musiała kupić, w pl jest mi niezbędne. I patrzyłam małe, ale też takie ciut bardziej funkcjonalne, pomyślałam, że byłoby ok, bo mogłabym rower wkładać do środka...i chwyciło mnie przerażenie, ze z kim będę jeździć. Ja chyba w ogóle nie umiem utrzymywać relacji, które nie są erotyczne, nie umiem się niczym cieszyć, jeśli to nie jest w tym celu (dla "niego-kimkolwiek jest w danym momencie) lub z nim.

Szczerze? Nie wiem dlaczego, ale świat kobiet jest dla mnie niebezpieczniejszy... Za dużo w tym nadwyżki emocji nad realiami  - z doświadczenia. Lubię pracować z mężczyznami - są konkretni i nie musimy sobie tłumaczyć godzinę czegoś, co się da wytłumaczyć w minutę smile Lubię konkrety tam gdzie są niezbędne. Aaaaaa - moje podwładne to kobiety. Zespół tworzymy od 5 lat, ale psychologii było w tym mnóstwo bym stworzyła taką zgraną ekipę... Z niektórych osób musiałam zrezygnować - choć bardzo je lubię w życiu codziennym. Kiedyś miałam pracownika faceta. Zadałam mu podobne pytanie, które zadano mi - czy jestem w sta nie pracować z przełożonym który jest ode mnie młodszy i mniej doświadczo ny w sensie stażu pracy. Odpowiedziałam, że nie wiek i staż pracy ani tym bardziej płeć stanowi o szefie. Ale u mnie jego odpowiedż była niezgodna z postępowaniem, musieliśmy się pożegnać, bo poza brakiem odpowiedniej odpowiedzial ności wykazał się wreną cechą - jątrzeniem. Chciał poszefować, zabrakło odpowiedniej wiedzy i umiejętności wink Do dziś się lubimy na stopie prywatnej, uwielbiam go na prywatnych imprezach, bo czasem się zdarzy, choć już ze 4 razy zmienił pracodawcę - żaden mu nie dał możłiwości rozpostracia skrzydeł wink

Ograniczenia tkwią zawsze tylko i wyłacznie w nas smile

A kobiety? Cóż - nie mam, powtarzam, przyjaciółek, tylko jedną. Zawsze miałam w danym momencie tylko jedną. Przyjaźń to dla mnie coś podobnego jak związek smile Tak reasumując wink Ale mam wiele koleżanek i znajomych smile

19 236

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:

Oj jego ja nie zamierzam testować, on jest i tu nie ma o czym mówić, ale jemu jest  z tym dobrze. Zresztą mnie już nie obchodzi jak mu z tym i nie chcę go zmieniać. To, że oboje jesteśmy chorzy, po prostu tylko pogłębia moje trudne położenie - nic więcej. Na tą chwilę chcę się z tego wydostać, wydobyć, nic więcej.
Dla mnie jest ważne, by uratować siebie.
Ja powiedziałam wprost, że nie wiem jeszcze, ale raczej wrócę, bo potrzebuję się skupić na sobie, że uważam, że potrzebuję terapii i pare zdań dlaczego, bez zagłębiania się. Stwierdził, że nie wyglądam jakbym potrzebowała terapii i jego zdaniem potrzebuję (UWAGA) mężczyzny, z którym mogłabym być jakoś tam blisko, czy coś, no i że w pl będzie mi łatwiej takowego znaleźć (szczegolnie, że ten sie juz wybiera do mnie).

Tak jak sugerowałam kasowanie sms, tak spróbuj nauczyć siebie nie odnoszenia się do kogokolwiek i czegokolwiek poza sobą smile To nie egozim - w tej chwili najważniejsze byś nauczyła się siebie i poznała siebie i swoje zasady postępowania oraz konsekwencje smile Na tym warto się skupić smile Na tym jednym warto smile
Słonie tupią wink
A potem robi się prosto pod górkę wink

19 237

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

U mnie też jedna jedyna. Choć na terapii uczyłam się środowiska kobiet i trochę się ich pojawiło ostatnio w moim życiu, ale bez jakiejś większej kontynuacji.
Zresztą jak mogła być kontynuacja, jak ja jestem całą sobą skoncentrowana na karaluchu.
Wszystko, co piszesz o świecie kobiet, odczuwam identycznie. Ale się go uczę. Nieumiejętność bycia w nim, to ponoć też jeden z objawów zaburzeń w budowaniu relacji. Ale nie mam siły na analizę.
Najprawdopodobniej chodzi o to, że my też budujemy te relacje z kobietami z podtekstem seksualnym, albo że go nie ma to nie umiemy budować, albo nie wiem co tam jeszcze.
Jako kobiety jesteśmy trudne, ale wszystkie tak samo smile

19 238

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

Tak jak sugerowałam kasowanie sms, tak spróbuj nauczyć siebie nie odnoszenia się do kogokolwiek i czegokolwiek poza sobą smile To nie egozim - w tej chwili najważniejsze byś nauczyła się siebie i poznała siebie i swoje zasady postępowania oraz konsekwencje smile Na tym warto się skupić smile Na tym jednym warto smile
Słonie tupią wink
A potem robi się prosto pod górkę wink

Staram się jak mogę, trudno to bardzo, ale jednak mam wrażenie, że jakieś efekty przyniesie. To nieco wbrew mnie.
Nadal nie widzę przyszłości. Wszystko, co czytam wydawało mi się zawsze bardzo "nawiedzone", ale co zrobić. Jest. A ja się wpisuję w schematy.
Ta książka i ten cytat mnie przeraził.
Wiem jednak, że jest mi źle, że czuję się fatalnie, że straciłam kontrolę nad własnym życiem i chcę ją odzyskać. O tym teraz myślę i zrobię wiele, by tak się stało.

19 239 Ostatnio edytowany przez zabka-k (2013-03-24 00:05:35)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:

U mnie też jedna jedyna. Choć na terapii uczyłam się środowiska kobiet i trochę się ich pojawiło ostatnio w moim życiu, ale bez jakiejś większej kontynuacji.
Zresztą jak mogła być kontynuacja, jak ja jestem całą sobą skoncentrowana na karaluchu.
Wszystko, co piszesz o świecie kobiet, odczuwam identycznie. Ale się go uczę. Nieumiejętność bycia w nim, to ponoć też jeden z objawów zaburzeń w budowaniu relacji. Ale nie mam siły na analizę.
Najprawdopodobniej chodzi o to, że my też budujemy te relacje z kobietami z podtekstem seksualnym, albo że go nie ma to nie umiemy budować, albo nie wiem co tam jeszcze.
Jako kobiety jesteśmy trudne, ale wszystkie tak samo smile

Ale wszystkie mamy prawo wyboru smile I - o sprzeczności - w kontaktach z kobietami umiem wybrać kto jest moim przyjacielem, kto koleżanką a kto znajomym.
Pewnie masz rację, jeśli chodzi o podtekst, ale czy to też nie jakiś życiowy tekst na zrozumienie? Czym innym jest rozumienie siebie nawzajem, czym innym związek z partnerem, nawet jeśli byłby tej samej płci? Zrozumieć mnie i ja kogoś mogę i nie tylko jedną osobę. Ale być z kimś, tak naprawdę?
Oki, rozumiem, jako kobiety jesteśmy bardziej emocjonalne i podejrzewam, że związki w ogóle homoseksualne w dużej mierze opierają się na sposobie rozumienia. Ale bez ujednolicania zasad rozumowania wink I jakichś wewnętrznych ukierunkowań chyba... Nie wiem - "piękno" kobiety umiem docenić. Naprawdę smile Ale nie fascynuje mnie ono w zbyt wielkim stopniu...

----
Poprawiłam wink

19 240

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:
zabka-k napisał/a:

Tak jak sugerowałam kasowanie sms, tak spróbuj nauczyć siebie nie odnoszenia się do kogokolwiek i czegokolwiek poza sobą smile To nie egozim - w tej chwili najważniejsze byś nauczyła się siebie i poznała siebie i swoje zasady postępowania oraz konsekwencje smile Na tym warto się skupić smile Na tym jednym warto smile
Słonie tupią wink
A potem robi się prosto pod górkę wink

Staram się jak mogę, trudno to bardzo, ale jednak mam wrażenie, że jakieś efekty przyniesie. To nieco wbrew mnie.
Nadal nie widzę przyszłości. Wszystko, co czytam wydawało mi się zawsze bardzo "nawiedzone", ale co zrobić. Jest. A ja się wpisuję w schematy.
Ta książka i ten cytat mnie przeraził.
Wiem jednak, że jest mi źle, że czuję się fatalnie, że straciłam kontrolę nad własnym życiem i chcę ją odzyskać. O tym teraz myślę i zrobię wiele, by tak się stało.

Nie wbrew sobie, tylko wbrew podświadomości, czyli aktualnemu wyuczonemu schematowi postępowania, którego nawet nie dostrzegamy. Ja też nie widzę - ale postanowiłam celebrować chwilę smile Uczę się tego, zmuszam, pracuję. Jak z tą herbatą... Ja zawsze tylko kawę lub mineralną piłam...

A dziś stanęłam na tarasie klasztoru i wystawiłam buzię (ogarniętą polarem i kapturem) na słońce na 30 minut prawie smile Zapaliłam, ale to 10 minut wink I stałam tak i stałam smile Ubrana odpowiednio - mogłam stać smile Cudne to było....
Sama.... pora nie na spacery rodzinne...
Sama dla siebie smile

Posty [ 19 176 do 19 240 z 26 310 ]

Strony Poprzednia 1 … 294 295 296 297 298 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026