Wiesz, jak to wcześniej napisałam, jakoś mi tak ulżyło. Pomyślałam, że może zdrowienie i terapia wcale nie zrobi ze mnie kogoś kim nie jestem i nie chcę być.
Chcę się leczyć, bo wiem, że wiele moich zachowań jest destrukcyjnych, że wcale dobrze się z nimi nie czuję (w tych relacjach z facetami) i że sama nie umiem sobie z tym poradzić. Ale jest wiele też tego, co lubię i chcę i przecież mogę. Taka jestem. Może zdrowienie pozwoli mi znaleźć mój złoty środek, szacunek do mnie samej w relacjach z ludźmi i samej do siebie też. To mnie jakąś nadzieją napawa.
I może niekoniecznie będę musiała byś z kimś takim w moim mniemaniu "nudnym", ale przecież z kimś kto mi się będzie podobał pod każdym względem - nie tylko swojego życia, ale też stosunku do mnie.
Przecież nikt mnie na siłę nie wsadzi w coś czego nie chcę - poza mną samą i moją chorobą
**********************
zabko-k Ja w pewnym sensie doskonale wiem, co i jak. Teorię mam świetnie opanowaną. Ale głowa to jedno, a uczucia, emocje, wnętrze - to drugie. Wiem dokładnie, co powinnam napisać, żeby być przykładną nieuzależnioną, albo co po drodze pisać, by być przykładnie wychodzącą z uzależnienia. Tylko, że co mi to da... Staram się do bólu i wbrew znanym sobie teorią (które bardziej czasem przeszkadzają), pisząc do was, być szczera z samą sobą, choć czasem mi wstyd i widzę, jakie to chore jest. Tylko tak dokonam zmian w sobie. Bo nie wystarczy wiedzieć, trzeba poczuć i wewnętrznie dojrzeć. A, że pisze do Was, a nie do zeszytu, ta szczerość jest jakoś bardziej prawdziwa.***********************
Czy któraś z Was może była zapisana do tego internetowego SLAA?
Tak się ciut domyślam, że to u Ciebie działa na tej zasadzie, że ulga i większy z każdym napisaniem spokój przychodzi po wywaleniu z siebie, po zobaczeniu tego na własne oczy
I domyślam się że wiesz ![]()
Taki zwykły przykładzik z mojego ogródka. Uwielbiam tańczyć, uwielbiam łazić na imprezy, bawić się, siedzieć przy ognisku, przebywać w towarzystwie ludzi. Bałam się gdzieś wyjść, bo od razu przypięłam sobie łatkę wynikającą z mojego własnego zachowania lata temu odległe i zamierzchłe. Ale ja z góry założyłam, że każde moje wyjście za próg tak się skończy. A niby dlaczego? To już było, ja tych samych identycznie błędów nie popełniam, dlaczego mam z góry zakładać, że będę tym wrednym prześladowcą
Przecież od tamtego czasu nie byłam, nie zachowywałam się w ten sposób, jestem wewnętrznie przekonana, ze coś takiego nie przynosi mi satysfakcji, dlaczego tak sobie kompletnie nie ufam? A może tak właśnie lepiej wyjść i zweryfikować, co się ze mną samą będzie działo? Bo jak nie będę za wszelką cenę robić tego co lubię, to się zadręczę.
Łoj, ileż ja się nagdybałam, co ja mogę, czego nie mogę
Co ja chcę naprawdę, a co może być chęcią odreagowania i zapomnienia się za wszelką cenę. Uh, uf jak gorąco
Pisz właśnie
Gdybaj, zastanawiaj się, rozwiewaj swoje wątpliwości.
Każdy, komu to odpowiada, niech tak robi ![]()
Ja nie jestem zapisana.