Baby niedobre!!!!
O czym od początku mówię?
Że trzeba chcieć.
Że nikogo nie można zmusić do chcenia.
Że każdy musi chcieć sam. Inaczej o d... potłuc.
Co ja widze ??? Wykrzykniki
Masz racje Zabka: Nikogo nie mozna zmusic do chcenia !!!! ![]()
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Strony Poprzednia 1 … 291 292 293 294 295 … 405 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Baby niedobre!!!!
O czym od początku mówię?
Że trzeba chcieć.
Że nikogo nie można zmusić do chcenia.
Że każdy musi chcieć sam. Inaczej o d... potłuc.
Co ja widze ??? Wykrzykniki
Masz racje Zabka: Nikogo nie mozna zmusic do chcenia !!!! ![]()
Podobne tematy
Chyba najpierw muszę to przecierpieć. Też to rozstanie z nim.
A czasem sobie na to nie pozwalam.
Dokładnie wiedziałam Kiedy się wycofać -nie zrobilam tego, choc mu powiedziałam, ze chcę, a on zagrał skrzywdzonego. To był styczeń rok temu. Juz bylam widać mocno zaangażowana, ale to był ostatni moment.
Nie ma teggo złego. Przynajmniej wiem, ze jestem chora.
Raki stalo sie jak sie stalo !!! Nie zmienisz przeszlosci !!! To przeciez nie chodzi o niego tylko o Ciebie
Dobrze piszesz, ze nie ma tego zlego co by na dobre nie wyszlo
No i nie zapominaj, ze nigdy nie jest tak zle aby nie moglo byc lepiej ![]()
I jak to pisze Zabka "nie miel" juz bo z tego mielenia tylko Ci gorzej ![]()
Poza tym czas spac
Jutro nowy dzien ![]()
Zacznę od tyłu. Ssmej nie ma szans - jsk Ci się w dziczy cos stanie musisz mieć partnera. Nie znam na tyle tych gór.Gdzies juz napisalam, , że poznawanie ludzi w klubie górskim zawiodło. Jutro to będzie miejsce, do którego rzadko mozna dotrzeć na nartach -bo brak śniegu. Trudno. Już nigdy
Zrobiłam sobie krzywdę-ograniczylam się do niego, choć naprawdę probowałam. W nd może po prostu pojadę na trasy.
Przejrzalam wszelkie ogłoszenia w necie. Poza tymmoj stan nie jest odpowiedni na poznawanie nowych ludzi, jeszcze nie.Co czułam? Jak faktycznie wtedy był ze mną, bliskość i radość.
Tylko ten związek był jak roller coaster-on w pewnym momencie przestał okazywać mi czułość (powiedzial, ze cos mu się tam skończyło ) i byl wspólnie spedzany czas, duzo wzajemnej troski i seks. Że brak czułości znałam z małżeństwa, akceptowalam to, umialam się odnaleźć, ale chciałam tak bardzo by wróciła, bo tyle jej wcześniej było. I wróciła. Policzylam teraz - po 7 miesiącach! Trwala równo tydzień. To mnie obudziło. To był tydzień taki jaką bym chciała codzienność. Gdy znowu mu się "cofnęło"zdecydiwałam nie czekać na kolejne przebudzenie.
On od początku miał inne - ja to wiedziałam. W koncu był wolny. Ale zaprzeczalam. O dziwo teraz chyba nikogo nie ma.
Nie interesuje mnie czy kogoś ma (miał), choć nie powiem, interesowało.
Albo biorąc pod uwagę mój "młot" przejrzenia, jeśli miał - to emocjonalnie, on się lubi zachwycać myślą i ideą ![]()
Mój to przejażdżka po górskiej kolejce w innej postaci. Szczerze? Okazywał, bo się widywaliśmy 1, 2 razy w miesiącu z racji odległości. Kto by nie okazał
Szczególnie ma "moim" terenie, gdzie byliśmy totalnie sami na 60 metrach
Bez przesady
To nie była czułośc, to była chwilowa namiętność generowana odległością. Czułości w normalnych kontaktach, bezpośrednich, codziennych - nie, tego nie było. Dlatego pisałam Ci - mogłam odejść dojśc szybko - miałam "gdzie. Nie odeszłam" w pełnym kontekście... Nie odeszłam. Patrząc wprost - nie NIE ŻALUJĘ
Zdarzył mi się ósmy cud świata
Mam trójkę dzieci, w tym bliźniaczki, które "naukowo" nie miały powodów się zdarzyć
Jak z tego nie brać siły?
Czasem mi ciężko, czasem czuję się bezradna, czasem wszystko jest ponad moje siły. Ale to świadome przytulenie...
Ja naprawdę jestem kochana
I żebyś się nie odnosiła do faktu, że jestem mamą, z analizy geneogramu wynika, że byłam
Przez różne osoby, ale byłam akceptowana i kochana
Stąd ta siła i chęć?
Faktycznie był? Tak.... Był.... Na ile i ile z tego zostało? Przytulał?
Sam z siebie czuł, że Tobie dzieje się źle, że Tobie dzieje się tragedia?
Mój był - prawie na każde "zadzwonienie"....
Sam z siebie? Nie, nigdy.
Wielu rzeczy nie znałam. Ale nie poznałam dzięki niemu, tylko dzięki sobie. Czas był dawno, zeby siebie docenić.
Co gorsza zawsze doceniano znacząco bardziej w pracy....
Teraz to tylko ode mnie zależy, czy sama siebie będę cenić.
Chodziło mi, że na bajki typu Tomcio Paluch, nie mam czasu.
Co do reszty co napisałaś, nie wiem o co ci chodzi?
O to, że kazdy z nas ma swój sposób na siebie ![]()
Ja bajki itp.
Ty swój.
Jesteśmy inne, ale nie gorsze od siebie, tylko inne i uczymy się cenić w sobie inność.
A może indywidualność? Bo to słowo jest bardziej cenione ![]()
Anstawia, to co myślisz, robisz, przeżywasz - jest Twoje i jest Bardzo Wartościowe.
Tylko sama chciej być tego pewna ![]()
Właśnie kiedy pytasz jak teraz, to widzę, że brak Ci jest tej pewności siebie, którą - widziałam - chciałabyś mieć.
A ja tak z zewnątrz, nie rozumiem, choć doceniam mocno starania.
Bo ja widzę miłą osobę, choć mającą do siebie samej wiele uprzedzeń. A z drugiej strony wiele własnych przekonań, tylko wyciągnięty z dzieciństwa chyba (?) brak pewności siebie.
Wiesz, że ja Ciebie bezpośrednio nie upewnię. Ty sama musisz znaleźć swój sposób i widziałam, że szukasz, że to robisz.
Nie motywuj się negatywnie pytaniami - moimi ![]()
Raczej postaraj się je odczuć, jako pozytyw ![]()
Nie, on do teraz nie może pojąć, że mnie dzieje się tragedia. Napisał bym jechała i zostawiła resztę z boku, a on mnie będzie traktował normalnie (czyli jsk?), że z jefo strony nie mam się o co martwić.
To boli, bo on nie czuje nic i wszystko ma gdzieś. Dobrze się bawi. Ma jak zwylke wszystko. To takie 100% narcyza.
Ja żałuję. Żałuję bardzo. Jeśli mnie zapytasz, co dobrego poza nauką biegania w rakach, wynioslam z tej relacji NIC. Do tego mogłam w tym czasie po prostu zabezpieczyć się finansowo, zadbać o moje bycie, codzienność.
Z tymi innymi. To już trzeci taki facet w moim życiu (były mąż nie). A ja to toleruje, zwisa mi, za każdym razem bardziej. Przecież to jest patologia. Do tego pomyśl, ja mogę być chora. On przecież zjeździł cala Am.Pd.ipol Stanów, co chwilę jest w Meksyku.
Nie mogę ciągle pojąć, jak się na to godzę. Chcę swojej normalnej reakcji. Niezgody, obrzydzenia, zazdrości.
Anstawia napisał/a:Chodziło mi, że na bajki typu Tomcio Paluch, nie mam czasu.
Co do reszty co napisałaś, nie wiem o co ci chodzi?O to, że kazdy z nas ma swój sposób na siebie
Ja bajki itp.
Ty swój.
Jesteśmy inne, ale nie gorsze od siebie, tylko inne i uczymy się cenić w sobie inność.
A może indywidualność? Bo to słowo jest bardziej cenioneAnstawia, to co myślisz, robisz, przeżywasz - jest Twoje i jest Bardzo Wartościowe.
Tylko sama chciej być tego pewna
Właśnie kiedy pytasz jak teraz, to widzę, że brak Ci jest tej pewności siebie, którą - widziałam - chciałabyś mieć.
A ja tak z zewnątrz, nie rozumiem, choć doceniam mocno starania.
Bo ja widzę miłą osobę, choć mającą do siebie samej wiele uprzedzeń. A z drugiej strony wiele własnych przekonań, tylko wyciągnięty z dzieciństwa chyba (?) brak pewności siebie.Wiesz, że ja Ciebie bezpośrednio nie upewnię. Ty sama musisz znaleźć swój sposób i widziałam, że szukasz, że to robisz.
Nie motywuj się negatywnie pytaniami - moimi
Raczej postaraj się je odczuć, jako pozytyw
Hej Zabka-k, zapytałam,bo nie do końca rozumiałam znaczenia twojej poprzedniej wypowiedzi. Wolałam się dopytać,nic snuć domysły. To chyba lepiej? Dla mnie zadawanie pytań jest oznaką pewności. Kto pyta, nie błądzi.
Nie wiem też dlaczego uważasz,że motywuję się negatywnie twoimi pytaniami? Czytam twoje posty, bez emocji i doceniam twoje pozytywne podejście do życia. Wśród takich ludzi chcę przebywać, od takich ludzi czerpię pozytywną energię. Dlatego piszę innym,żeby ciebie czytali (a nie Maszkaradę) gdy mają doła. Ja nigdy nie odebrałam twoich postów negatywnie.
A co do indywidualności. Uwielbiam indywidualizm! Szanuję "inność" innych, choć nie zawsze się zgadzam z innymi. Właśnie poprzez swoją indywidualną naturę. Nie lubię ram i schematów,choć podobno mają ułatwiać życie. I wiem doskonale, jak ciężko może być, gdy się jest indywidualistą, bo ludzi "inność" razi. A gdy się spotka dwóch indywidualistów i każdy z nich jest pewny swoich racji i uparty, może być ciekawie
Moim zdaniem indywidualiści mają trudniej niż ci,którzy wtapiają się w tłum.
Dlatego tak bardzo sobie cenię jogę, której przesłaniem jest jedność i która mówi, że nie ma dwóch takich samych osób
Jedyna rywalizacja jest gdy "walczysz" sama ze sobą.
Dlatego też serce mi mocniej bije gdy czytam posty raki i twoje Zabko-k na temat górskiej pasji. Kocham ludzi z pasją!
hm... napisał/a:No tak, powoli.
Ja kawę popijam radośnie, książki czytam, do kina chodzę, filmy oglądam itd...
To na co mogę sobie pozwolić.
Na spacer idę po Kaźmirzu...albo na zapiekanę:)Odblokuj siebie, bo ja nigdy tak pysznej zapiekanki nie jadłam
Piękne w życiu są chwile. Chwila to 1,5 minuty podobno. Ja uważam, że ktoś znacząco zanegował, bo moje chwile są dużo dłuższe, nie jestem w stanie zjeść plasterka oscypka w takim czasie
Czyli mój optymistyczny wzgląd na świat wylazł w tym nowotworze "zdługi", czyli celebruj chwilę
Moje chwile są znacząco dłuższe. Dają mi siłę na dłuuuuugie godziny.
Odblokuj czyli celebruj chwilę?
Baby niedobre!!!!
O czym od początku mówię?
Że trzeba chcieć.
Że nikogo nie można zmusić do chcenia.
Że każdy musi chcieć sam. Inaczej o d... potłuc.Każdy ma swój indywidualny odnośnik w życiu.
Swoje własne chcenie.
Swoje własne słońce i własne chwile.Chyba grunt, to chcieć w sobie tego poszukać.
Ej, zaśmieję się, gonić króliczka, a nie złapać go
I własne bajki.
Nie, on do teraz nie może pojąć, że mnie dzieje się tragedia. Napisał bym jechała i zostawiła resztę z boku, a on mnie będzie traktował normalnie (czyli jsk?), że z jefo strony nie mam się o co martwić.
To boli, bo on nie czuje nic i wszystko ma gdzieś. Dobrze się bawi. Ma jak zwylke wszystko. To takie 100% narcyza.
Ja żałuję. Żałuję bardzo. Jeśli mnie zapytasz, co dobrego poza nauką biegania w rakach, wynioslam z tej relacji NIC. Do tego mogłam w tym czasie po prostu zabezpieczyć się finansowo, zadbać o moje bycie, codzienność.
Z tymi innymi. To już trzeci taki facet w moim życiu (były mąż nie). A ja to toleruje, zwisa mi, za każdym razem bardziej. Przecież to jest patologia. Do tego pomyśl, ja mogę być chora. On przecież zjeździł cala Am.Pd.ipol Stanów, co chwilę jest w Meksyku.
Nie mogę ciągle pojąć, jak się na to godzę. Chcę swojej normalnej reakcji. Niezgody, obrzydzenia, zazdrości.
Ja podziwiam.
Nie dałabym rady ze świadomością, że ...
Żabcia5 napisał/a:beosa napisał/a:Ja traktowałam teściową jak drugą matkę.Do czasu.Dopóki nie wykorzystała moich zwierzeń na temat domu rodzinnego.Szybko stanęłam na łapkach.Nie odsłaniałam się więcej.
Ale dziś słyszę,że jestem nieprzystępna,że nikt mnie nie lubi,nikt nie chce przyjść.Kotek pokazał pazurki?Niegrzeczny kotekPaszoł won!
Widzisz beosa, to co Ty robisz jest zupełnie normalnym zachowaniem. Żeby zjednać sobie ludzi trzeba się na nich otworzyć. Zwłaszcza kobiety potrzebują się wygadać. Dobrze jest chcieć mówić i umieć słuchać. Mój maż wychodzi z założenia, że nie można się przed ludźmi otwierać, bo ludzie to wykorzystają. Jest również bardzo drażliwy. Kiedyś czół się ciężko znieważony, bo mój wujek stanął do niego tyłem, gdy rozmawiał ze mną.
Inna rzeczą, której nie mogę pojąć jest jego opanowane zachowanie w stosunku do innych. U teściów jego siostra swego czasu zachowywała się niestosownie, tak na pograniczu dopuszczalnej normy, dobrego smaku. Dlaczego wtedy się na nią nie wydrze tak jak to robi w stosunku do mnie, albo chociaż nie powiedział jej coś do słuchu tak jak to dobrze potrafi robić w domu, tylko się obrazi.To proste.Boi się siostry,a może matki tak jak mój.No i pokazałby prawdziwe oblicze.
Mój dla nich to niespotykanie spokojny człowiek,niemowa,a w stosunku do mnie...
Dziwne,ale on też ma szurniętą,nadpobudliwą siostrę,która nie ma szacunku nawet dla własnej matki,gdy ta ma na przykład odmienne zdanie.Kiedy druga siostra jm przyszła do mnie z pretensją,że jestem znerwicowana?,nie panuję nad nerwami,że może psycholog by mi się przydał (mówię byłam,ile razy?-trzy.Mało, ja BYŁAM PIĘĆ
inteligenta osóbka nie?).
Dałam przykład pierwszej siostry.OOO,ona to już całkiem wariatka!
To powinniście rozumieć i mnie,szczególnie,że twój brat(mój jm) daje mi popalić.
Odpowiedź: to jest co innego, ona taka jest,zawsze taka była,trzeba przymknąć oko.Porąbana rodzinka...
Nie no, jak ona była 5, to jest solidnie wyleczona, a że Ty 3, no wiesz..:D:D:D:D:D:D
Żabcia5 napisał/a:Mnie nie chodzi o to co on robi, a czego nie robi, tylko o to jak mam przekonać się czy ze mną jest wszystko w porządku. W chwilach takich ja ta powinnam móc na niego liczyć, a tu jestem zupełnie sama. Ostatnio wiele czytam i wydaje mi się, że rozumiem dlaczego jest mi tak źle, ale on to wszystko podważa, a ja nie mam żadnego innego potwierdzenia. Psycholog, czy ona jest obiektywna, może mówi to co chce usłyszeć, żebym czuła się dobrze i poczuła się dowartościowana. Nigdy nie ocenia nikogo i to dobrze, ale czy ona będzie umiała mi powiedzieć, czy ja jestem normalna? Na pewno ją o to zapytam we wtorek, ale to może mnie nie przkonać.
Przy nim to się nigdy nie przekonasz.
Przecież dla jego spokoju psychicznego najwłaściwszym jest uważanie, iż jesteś z lekka trąchnięta i nie ma w Tobie nic wartościowego. W dodatku wykorzystuje to dziecko, bo fakt, w taki wieku jest.
Ja mojej starszej córy nie przeciągam na swoją stronę, ani on na swoją. Młodszych też. Ja po prostu jestem, jaka jestem. Starsza choć się jeszcze rzuca, ale widzę, że ma wewnętrzne przeświadczenie, że jednak ja jestem normalnie normalna. Mama pogada, zatroszczy sie o fajne buty i towarzystwo koleżanek na weekend (no bo to wiek sypiania u siebie). Upiecze pizzerinki i da na oranżadę. Ściągnie z netu teksty piosenek i materiały na szkolną prezentację. Wywali zawartośc wszystkich szafek na środek pokoju, dołoży do tego na wpół pełne talerze i szklanki i nie odezwie się słowem, dopóki palcem nie sprawdzi, czy rzeczywiście jest porządek
Tata kupi chipsy i.... będzie ją na siłę informował o aktualnych wynikach sportowych. Poza tym nic. Jak jechałam do Z-ca, to Niuniek się cieszył - o rany ale będę miała wolny weekend, tata to nawet raz do mnie do pokoju nie zajrzy i nie karze mi sprzątaćI szczerze? Ja się nie pytam terapeutki, jaka ja jestem. Zresztą moja zaraz by odpowiedziała - a jak Pani uważa, jaka Pani jest? I pewnie zaraz by dodała, ze ona zastrzegła, ze nie będzie dla mnie dobroduszną mamą
To JA mam wiedzieć jaka jestem i być pewna tego co wiem. Dlatego nie działa na mnie to, co mówią o mnie inni
To ja muszę siebie znać. Pewnie - miło mi usłyszeć coś miłego. Ale na szczęście szybko zapominam
Moje o mnie samej zdanie jest najważniejsze!
Czekaj..
A to nie prowadzi do hipokryzji i przeświadczenia o nieomylności. Bo jak niczyje słowo nie obchodzi. Wiesz o co mi chodzi.
Jednak jak sto isób powie, że jest nie tego coś. Że trzeba posłuchać czasem.
zabka-k napisał/a:Żabcia5 napisał/a:Mnie nie chodzi o to co on robi, a czego nie robi, tylko o to jak mam przekonać się czy ze mną jest wszystko w porządku. W chwilach takich ja ta powinnam móc na niego liczyć, a tu jestem zupełnie sama. Ostatnio wiele czytam i wydaje mi się, że rozumiem dlaczego jest mi tak źle, ale on to wszystko podważa, a ja nie mam żadnego innego potwierdzenia. Psycholog, czy ona jest obiektywna, może mówi to co chce usłyszeć, żebym czuła się dobrze i poczuła się dowartościowana. Nigdy nie ocenia nikogo i to dobrze, ale czy ona będzie umiała mi powiedzieć, czy ja jestem normalna? Na pewno ją o to zapytam we wtorek, ale to może mnie nie przkonać.
Przy nim to się nigdy nie przekonasz.
Przecież dla jego spokoju psychicznego najwłaściwszym jest uważanie, iż jesteś z lekka trąchnięta i nie ma w Tobie nic wartościowego. W dodatku wykorzystuje to dziecko, bo fakt, w taki wieku jest.
Ja mojej starszej córy nie przeciągam na swoją stronę, ani on na swoją. Młodszych też. Ja po prostu jestem, jaka jestem. Starsza choć się jeszcze rzuca, ale widzę, że ma wewnętrzne przeświadczenie, że jednak ja jestem normalnie normalna. Mama pogada, zatroszczy sie o fajne buty i towarzystwo koleżanek na weekend (no bo to wiek sypiania u siebie). Upiecze pizzerinki i da na oranżadę. Ściągnie z netu teksty piosenek i materiały na szkolną prezentację. Wywali zawartośc wszystkich szafek na środek pokoju, dołoży do tego na wpół pełne talerze i szklanki i nie odezwie się słowem, dopóki palcem nie sprawdzi, czy rzeczywiście jest porządek
Tata kupi chipsy i.... będzie ją na siłę informował o aktualnych wynikach sportowych. Poza tym nic. Jak jechałam do Z-ca, to Niuniek się cieszył - o rany ale będę miała wolny weekend, tata to nawet raz do mnie do pokoju nie zajrzy i nie karze mi sprzątaćI szczerze? Ja się nie pytam terapeutki, jaka ja jestem. Zresztą moja zaraz by odpowiedziała - a jak Pani uważa, jaka Pani jest? I pewnie zaraz by dodała, ze ona zastrzegła, ze nie będzie dla mnie dobroduszną mamą
To JA mam wiedzieć jaka jestem i być pewna tego co wiem. Dlatego nie działa na mnie to, co mówią o mnie inni
To ja muszę siebie znać. Pewnie - miło mi usłyszeć coś miłego. Ale na szczęście szybko zapominam
Moje o mnie samej zdanie jest najważniejsze!Ach zabka-k wiele mądrych rzeczy napisałaś.
Będzie mi bardzo trudno zrozumieć czy jestem normalna będąc z nim choć teraz to raczej obok niego. Jeśli ja okażę się normalna to znaczy, że z nim jest coś nie tak. Był zawiedziony, że moja psycholożka nie skierowała mnie do psychiatry.Świetnie piszesz o tym co robisz z dziećmi. To nie pierwszy raz to dostrzegłam. Widzisz u mnie jest pewien problem chyba z tym, że moja córka jest jedynaczką. Ja też byłam, ale takich problemów nie miała. On musi mieć w domu sprzymierzeńca i wroga. Role te przypisuje rodzicom, tylko, że nie na stałe tylko zamiennie. Raz jest moją przyjaciółką innym razem taty.
Moja psycholożka nigdy nie ocenia ani mnie ani mojego męża i chyba tak powinno zostać.
Przeraża mnie to, że mój mąż uważa, że ja coś mówiła, a ja uważam, że tego nie mówiłam. Ktoś tu jest psychiczny.
Dziecko jest między młotem a kowadłem. Wskutek takich wydarzeń często ma się potem zaburzenia osobowości.
Może on by się do psychiatry przeszedł, tak dla kurażu. Tylko nigdy przed nikim się nie przyzna co robi, a przede wszystkim przed sobą.
Happyfull napisał/a:Żabcia5 napisał/a:Absolutnie nie. Między mną a moim mężem były więzi. On był troskliwy i mnie wspierał. Wiele mówił i otrzymałam od niego dużo trafnych rad. On ma swoją dobrą stronę, szkoda tylko, że nie okazuje mi uznania, zrozumienia i szacunku. Są to przecież podstawowe potrzeby, których kobieta oczekuje w związku.
Ok Zabcia ja chce ta Twoja cala historie 20 to lecia pozycia z motylkiem, ktory zmienil sie w karalucha poczytac !!! Ja potrzebuje konkretow, bo na razie to gdybam ??? Pisz Zabcia, bo juz czekam i doczekac sie nie moge
Był troskliwy i mnie wspierał.... Nie okazuje uznania, zrozumienia i szacunku...
A to się czasem nie wyklucza?Zawsze będę mówiła, że ja zawsze jm byłam bardziej pewna niż siebie.
Taki inteligentny, wyrozumiały, pomocny, zawsze mogłam na niego liczyć...
W cholerę - w czym liczyć??? W braku odpowiedzialności i konsekwencji?
Taki inteligentny a jaki głupiiiii - ojojoj.... Wyrozumiały - czy niczym nie zainteresowany i bez emocji?
Pomocny? Jak ledwie dysząc w końcu o coś poprosiłam?Wiem że nie lubisz jak Ci piszę takie rzeczy, ale przecież Ty cały czas tkwisz ewidentnie na samym początku schematu kobiety kochającej za bardzo, Cały czas usprawiedliwasz kogoś a sama jesteś jakimś tam tylko dodatkiem, który każdy może rzucić w kąt... Tak się perfidnie trzymasz tego co kiedyś o nim myślałaś, bo się tak strasznie boisz samodzielności i samej siebie? A ja sądzę, że nie ma się czego w sobie bać...
Patrz jaka cienka granica między wyrozumiałością a obojętnością, czy tam brakiem odpowiedzialności i zainteresowania. Jak się dokładnie nie przyjrzymy, możemy nie zauważyć.
A ja se palę, bo lubię. Tak, wiem o czym m?wisz, bardzo dobrze.
Ja się chętnie tam przejdę. Te oczka polodowcowe to mają barwy co? Ja bym się popatrzyła, obeszła i wskoczyła, ale wfedy to mogłaby lekka draka być.
Z tym robieniem coś ze względu na kogoś to jeden przypadek był. Ja taka potulna to nie jestem.
Draka pewnie większa dla wskakującego w gruncie rzeczy, wiesz, jaką to ma temperaturę?
O rany, ale by orzeźwiło ![]()
hm... napisał/a:A ja se palę, bo lubię. Tak, wiem o czym m?wisz, bardzo dobrze.
Ja się chętnie tam przejdę. Te oczka polodowcowe to mają barwy co? Ja bym się popatrzyła, obeszła i wskoczyła, ale wfedy to mogłaby lekka draka być.
Z tym robieniem coś ze względu na kogoś to jeden przypadek był. Ja taka potulna to nie jestem.
Draka pewnie większa dla wskakującego w gruncie rzeczy, wiesz, jaką to ma temperaturę?
![]()
O rany, ale by orzeźwiło
No wiem właśnie, porażającą ![]()
Ale sama powiedz, nie prosi się samo żeby wskoczyć?
Bo to jest ten sam co przed laty, bez życia, trzeba chyba innego.
Ale wiesz, co z tego, że my, że ja, wiemy co ja lubię jak ja nie mam dostępu do tego. I to jest klops.
To już przerabiałyśmy - ustalać inne, dostępne małe rzeczy ![]()
Może - nie wiem, to w gruncie rzeczy zależy jak on na Ciebie działa.
Nie wiem, ale wydaje mi się że Anstawia ma więcej informacji na temat szukania tego pozytywnego ja w sobie i znajdowania na siebie sposobu ![]()
hm... napisał/a:Bo to jest ten sam co przed laty, bez życia, trzeba chyba innego.
Ale wiesz, co z tego, że my, że ja, wiemy co ja lubię jak ja nie mam dostępu do tego. I to jest klops.
To już przerabiałyśmy - ustalać inne, dostępne małe rzeczy
Może - nie wiem, to w gruncie rzeczy zależy jak on na Ciebie działa.Nie wiem, ale wydaje mi się że Anstawia ma więcej informacji na temat szukania tego pozytywnego ja w sobie i znajdowania na siebie sposobu
On taki znudzony jest mi się zdaje. Taki bez polotu.
zabka-k napisał/a:Żabcia5 napisał/a:Przecież jak piszę o tym, że mi dobrych rad udzielał, to piszę o sobie, co ja z tego miałam a nie o nim
Dobrze jak chcecie to napiszę kilka szczegółów.A ja mojemu byłam tak dozgonnie wdzięczna za jego odpowiedzialność, że teraz zląduję z własnego mieszkania nawet sporego na wynajmowaniu po wsze czasy "czegoś" z trójką dzieci, bo na kredyt tym bardziej 0% mnie nie stać. Takie to są dobre rady i cudne czyny. Tylko, że liczy się efekt, a nie Twoje jeszcze wyobrażenia
Moj karaluch mowil, ze jak bede robic co mi kaze to nie bede miala problemow !!! A ja po swojemu i problem byl !!! Oj gdybym tylko posluchala
Dyktator.
Matko to jest znęcanie psychiczne przecież. A fe!
raki napisał/a:(..) a wszyscy ciągle jeszcze na mnie patrzą przez pryzmat cyborga.
A moze to Ty tak patrzysz na siebie ? Wszyscy to Ci powiem maja nas gleboko w ...dupie !!!
Raki patrzy, że inni patrzą.
A co tam inni, hę?
Sory, nadrabiam.
Matka mnie dobija swoimi jazdami.
Idzie do lekarza i się martwi, że jej zwolnienia nie przedłużą.
Ale j? opieprzam. Nie ma się o co martwić, a się martwi, nosz kur...
A nie martwisz się, że jutro koniec świata będzie? -pytam jej.
Rób a nie gadaj, bo scenariusze piszesz irracjonalnie - to mówię ja. Jaja nie?
I ona na to, no masz rację.
Tłumaczę, że nie jest źle, bo nie jest wcale, bo na lodzie nie zostanie i argumentuję. Tak to jest jak ma za dużo czasu na myślenie. Ale ona tak zawsze, biadoliła, analizowała, a co autor miał na myśli. A po cholerę pytam? I dziwić się, że sfiksowała. I mało mnie nie dopriwadziła.
Oj nie daję się.
U mnie z każdym karaluchem bylo świetnie dopoki nie powiedzialam, ze cos mi się nie podoba. Od tego momentu rownia pochyła.
hm... kkzb jest zdolna do wielu rzeczy. Wszystko zależy jakiego sobie karalucha znajdziesz.
Ja nigdy nie bylam z tych opiekujących się. Za to mam sto innych cech. Wczoraj pokrzyczałam, ze go nienawidzę i jest mi lepiej. Za dużo tych uśmiechów i udawania ze nikt nikomu nic nie zrobił.
A ja uważam, ze powinam mu to była wszystko wywalić, a nie byc usmiechnietym głazem.
Hej Zabka-k, zapytałam,bo nie do końca rozumiałam znaczenia twojej poprzedniej wypowiedzi. Wolałam się dopytać,nic snuć domysły. To chyba lepiej? Dla mnie zadawanie pytań jest oznaką pewności. Kto pyta, nie błądzi.
Nie wiem też dlaczego uważasz,że motywuję się negatywnie twoimi pytaniami? Czytam twoje posty, bez emocji i doceniam twoje pozytywne podejście do życia. Wśród takich ludzi chcę przebywać, od takich ludzi czerpię pozytywną energię. Dlatego piszę innym,żeby ciebie czytali (a nie Maszkaradę) gdy mają doła. Ja nigdy nie odebrałam twoich postów negatywnie.
A co do indywidualności. Uwielbiam indywidualizm! Szanuję "inność" innych, choć nie zawsze się zgadzam z innymi. Właśnie poprzez swoją indywidualną naturę. Nie lubię ram i schematów,choć podobno mają ułatwiać życie. I wiem doskonale, jak ciężko może być, gdy się jest indywidualistą, bo ludzi "inność" razi. A gdy się spotka dwóch indywidualistów i każdy z nich jest pewny swoich racji i uparty, może być ciekawieMoim zdaniem indywidualiści mają trudniej niż ci,którzy wtapiają się w tłum.
Dlatego tak bardzo sobie cenię jogę, której przesłaniem jest jedność i która mówi, że nie ma dwóch takich samych osóbJedyna rywalizacja jest gdy "walczysz" sama ze sobą.
Dlatego też serce mi mocniej bije gdy czytam posty raki i twoje Zabko-k na temat górskiej pasji. Kocham ludzi z pasją!
Wiesz, bo ja się wystraszyłam, że Ty mnie odbierzesz negatywnie - że się wystraszysz, że ja coś od Ciebie "chcę"
A że ja z tłumaczeniem o co mi chodzi miewam czasem problemy i szukam odpowiedniego słowa, zdania, żeby wyrazić swoje myśli - to często się obawiam, że nie umiem przekazać, że wychodzą z tego "dziwolągi"
Bardziej to chyba ja się czuje niepewnie, coś wyjaśniając. To chyba trochę też przez to, że ja dłuuugo ostatnimi czasy nie miałam z kim porozmawiać - jeśli chodzi o jm (bo ja przecież wydziwiam i wymyślam), a otoczeniu przyznać się do swoich problemów nie chciałam. No to teraz sobie przypominam słowa
Bardzo ładne słowa
O indywidualistach. I przecież w indywidualizmie nie chodzi o to by wybić się z tłumu całym sobą i we wszystkim być "innym". Każdy z nas może być indywidualistą na swoje możliwości. Nie trzeba tak pędzić, tak gnać za innymi. Nie trzeba mówić tak, kiedy nie jest się do czegoś przekonanym. Nie trzeba mówić nie, jeśli czegoś się chce.
Wiesz, ja zawsze myślę, że każdy człowiek ma swoją pasję, tylko czasem nie chce się do tego przyznać... Tak jakbyśmy uważali, że czyjaś pasja jest lepsza/ gorsza? Nie sądzisz? A przecież ważniejsze, że pasja daje nam radość - nam samym
Wtedy pojawia się błysk w oku i cel i człowiek czuje się po prostu pewniejszy, bo ma swoje własne coś... Jak z moimi górami
Przecież zarówno nie zawsze mogę wyjechać, jak i nie zawsze racjonalne jest wyjście gdzieś biorąc pod uwagę moje umiejętności i możliwości. Ale to nie zmienia faktu, że to kocham
Jak czegoś nie da rady zrobić, to choć sobie zdjęcia pooglądam, przewodniki z opisem tras wspinaczkowych poczytam "dla kurażu" (nie, nie wspinam się ze sprzętem, absolutnie, ale lubię poczytać, jak sobie ludzie radzą z różnymi trudnościami, na co zwracają uwagę itp). Albo pójdę powdychać powietrze, albo cokolwiek ![]()
Wiesz, właśnie się wykrystalizowało w pracy, że w czerwcu jedziemy w nasze Góry Stołowe
Plus chyba Praga dla poszerzenia horyzontów
Nie byłam, bardzo się cieszę, będę miała możliwość porównania odrobinkę z pozostałymi zwiedzonymi górami ![]()
No - walka z samym sobą....
Czasem właściwa, czasem niezbyt. Czasem na siłę i czasem nawet przeciwko sobie, jak się okazuje. Czasem warto, czasem nie potrzebnie... Jak by się dało zawsze tak wyjść z siebie i spojrzeć na siebie samego z innej perspektywy... Chyba łatwiej i szybciej by nam szło rozumienie czy walczymy ze sobą, bo rzeczywiście jest taka obiektywna potrzeba, czy też sobie ją wymyśliliśmy... Taaa, pstryczków nie ma, wszystko trzeba samemu i to bez wyłażenia z siebie ![]()
Nie wiem, ale wydaje mi się że Anstawia ma więcej informacji na temat szukania tego pozytywnego ja w sobie i znajdowania na siebie sposobu
Bo istnieje pewien sposób.
Tylko potrzebna jest jeszcze energia+motywacja = satysfakcja
i ciężka, systematyczna praca. Bez tego lipa.
Happyfull napisał/a:raki napisał/a:(..) a wszyscy ciągle jeszcze na mnie patrzą przez pryzmat cyborga.
A moze to Ty tak patrzysz na siebie ? Wszyscy to Ci powiem maja nas gleboko w ...dupie !!!
Raki patrzy, że inni patrzą.
A co tam inni, hę?Sory, nadrabiam.
Matka mnie dobija swoimi jazdami.
Idzie do lekarza i się martwi, że jej zwolnienia nie przedłużą.
Ale j? opieprzam. Nie ma się o co martwić, a się martwi, nosz kur...
A nie martwisz się, że jutro koniec świata będzie? -pytam jej.
Rób a nie gadaj, bo scenariusze piszesz irracjonalnie - to mówię ja. Jaja nie?
I ona na to, no masz rację.
Tłumaczę, że nie jest źle, bo nie jest wcale, bo na lodzie nie zostanie i argumentuję. Tak to jest jak ma za dużo czasu na myślenie. Ale ona tak zawsze, biadoliła, analizowała, a co autor miał na myśli. A po cholerę pytam? I dziwić się, że sfiksowała. I mało mnie nie dopriwadziła.
Oj nie daję się.
Czytaj teksty w całości, ti bedziesz bardziej trafiać z komentarzem.
Twoja matka mudi czuc zmartwienie. Lub ulgę po tym jak jej przeszlo.
Ja takim osobom mówię, xe maja rację i faktycznie się zawali.
Stołowe są śliczne. Praga pozwalająca.
Kazdy z nas ma ograniczenia i nie zawsze można i się da. Ale czasem jak poszukasz, niektore można przełamać.
Ja wchodząc w zlym stanie się zadreczam.
Co lubię jeszcze:
Biegać, ale po blotach i nierownosciach
rower j.w. - ale zatrudno nie lubię, boję się
chodzić - isc, iść, isc
Filmy o wysokich górach - oj bardzo
Ja chcę się jednak nauczyć wspinać - ![]()
Jak się wyprostuje, to będę sobie sama robić to co lubię wg.wlasnych możliwości. Juz nawet mam pomysł.
Ale są inne mile rzeczy, takie małe. Kawa powoli rano wypita, gotowanie (ale jak mam gościa), moj kot, niezapowiedziana wizyta u rodziców, kąpiel aż mi woda ostygnie....ksiązka
tutaj u mnie zakupy w malych sklepach, jazda metrem,
To cieszenie jest fajne i proste. Wiem, że umiem znajdować moje chwile. Nie mam od dawna z tym problemu, nigdy ich nie podporzadkowalam facetowi, bo zawsze miałam dużo wolności w związkach.
To najczęściej się dzieje w tych wieloletnich, gdy zapominasz o sobie.
hm... napisał/a:Happyfull napisał/a:A moze to Ty tak patrzysz na siebie ? Wszyscy to Ci powiem maja nas gleboko w ...dupie !!!
Raki patrzy, że inni patrzą.
A co tam inni, hę?Sory, nadrabiam.
Matka mnie dobija swoimi jazdami.
Idzie do lekarza i się martwi, że jej zwolnienia nie przedłużą.
Ale j? opieprzam. Nie ma się o co martwić, a się martwi, nosz kur...
A nie martwisz się, że jutro koniec świata będzie? -pytam jej.
Rób a nie gadaj, bo scenariusze piszesz irracjonalnie - to mówię ja. Jaja nie?
I ona na to, no masz rację.
Tłumaczę, że nie jest źle, bo nie jest wcale, bo na lodzie nie zostanie i argumentuję. Tak to jest jak ma za dużo czasu na myślenie. Ale ona tak zawsze, biadoliła, analizowała, a co autor miał na myśli. A po cholerę pytam? I dziwić się, że sfiksowała. I mało mnie nie dopriwadziła.
Oj nie daję się.Czytaj teksty w całości, ti bedziesz bardziej trafiać z komentarzem.
Twoja matka mudi czuc zmartwienie. Lub ulgę po tym jak jej przeszlo.
To żart był. Zapewniam, że zrozumiałam ![]()
U mnie z każdym karaluchem bylo świetnie dopoki nie powiedzialam, ze cos mi się nie podoba. Od tego momentu rownia pochyła.
hm... kkzb jest zdolna do wielu rzeczy. Wszystko zależy jakiego sobie karalucha znajdziesz.
Ja nigdy nie bylam z tych opiekujących się. Za to mam sto innych cech. Wczoraj pokrzyczałam, ze go nienawidzę i jest mi lepiej. Za dużo tych uśmiechów i udawania ze nikt nikomu nic nie zrobił.
A ja uważam, ze powinam mu to była wszystko wywalić, a nie byc usmiechnietym głazem.
NA jak długo jest Ci lepiej ?
Co zmienił Twój krzyk ?
A może to kolejna próba przywołania kochasia do porządku, dotarcia do niego. Dotarcia by go zmienić, by zrozumiał i sam się zmienił.
Miotasz się, rzucasz a cel jest jeden - on ! , on ma mnie kochać. Niech zobaczy, że fiksuje i ratuje, bo uratować mnie może tylko on.
Wierzę, że nie byłaś z tych opiekujących się.
Zostaje jeszcze opcja, że Ty z tych, którymi trzeba się opiekować
.
Byłaś uśmiechniętym głazem ? ....? .......a teraz wie, że uśmiech był wymuszony i głazem nie jesteś.
Wie, że cierpisz, zła jesteś .... a za co zła jesteś ?
Patrz jaka cienka granica między wyrozumiałością a obojętnością, czy tam brakiem odpowiedzialności i zainteresowania. Jak się dokładnie nie przyjrzymy, możemy nie zauważyć.
A wiesz, że bym się nie zorientowała i do dziś, gdybym gdzieś do cholewci nie przeczytała? Plus pasywno-agresywnego?
Że właśnie obojętność to nie wyrozumiałość? I nie oznaka popierania, zgadzania się?
Obojętność to obojętność, to brak jakiejkolwiek reakcji i brak chęci do zareagowania w jakikolwiek sposób. To nie odbieranie jakichkolwiek emocji i bodźców z zewnątrz do wewnątrz.
A ja sobie oczywiście do tego dopisywałam wszelkie cuda ![]()
No wiem właśnie, porażającą
Ale sama powiedz, nie prosi się samo żeby wskoczyć?
Prosi ![]()
Ale ja ciepłolubna w gruncie rzeczy jestem ![]()
I nieobojętna na bodźce z zewnątrz ![]()
On taki znudzony jest mi się zdaje. Taki bez polotu.
Wiesz, z jednej strony - nie można czerpać energii z czyjejś energii, nie?
Nie jest ważne, jakim się wydaje (bo się "wydaje" a wydawanie się nie ma nic wspólnego z rzeczywistością, tylko odzwierciedla nasz odbiór
), ważne czy się dogadujecie i jest komunikacja szczera ![]()
On Ci nie powinien dawać energii, bo ja nie będziesz chodziła na spotkania z nim, to Ci energii zabraknie.
Ty masz sama w sobie odszukać swoją energię
Nie możesz też uważać, że Cię nie ma, że on zmęczony, że Ty może innym razem.
Ale jeśli nie przykłada się do własnej pracy, to....
Wiesz, to też wynika z nas - nie pasuje mi, mam prawo szukać pasującego.
Ja, Ja jestem ważna. Ja mam z tego coś wynieść, a nie odbębnić i powiedzieć - tak, chodziłam. Więc mam prawo dokonywać odpowiednich wyborów, jeśli jestem przekonana, że coś innego będzie dla mnie słuszne.
A niechże se składa, ale nie uwierzę póki nie zobaczę.
A jeśli to się ustosunkujesz. Nie martw się na zapas.
Ale ta niepewność mnie zabija.Ja lubię widzieć ścieżkę,którą mam iść,bo inaczej widzę tylko przepaść albo same przeszkody.
Nie radzę sobie mam totalnego doła.Ryczę od rana. Nic mi się nie chce...
To wszystko jest zbyt trudne.
Moja podświadomość wygrywa.Bo ja wiem,że to wszystko dla mojego dobra,że robię sobie lepiej ale włącza się to cholerne "ale".I dupa.I stoję w miejscu.
Żadne komedie,żadne wyjścia.To głód?Przesilenie?
Zabieram się za napisanie pozwu od kilku dni,ale tyle mam do przekazania,że poprawiam, kreślę w nieskończoność.A kolejnej osobie streszczać moje popier...lone życie?Nie mam już siły.Nigdy nie wiem od czego zacząć.Tak już było u psychologów,psychiatrów,adwokata...Całe życie mnie boli,krótko i na temat się nie da.
Uśpijcie mnie czy coś.Nie daję rady.....................
zabka-k napisał/a:Nie wiem, ale wydaje mi się że Anstawia ma więcej informacji na temat szukania tego pozytywnego ja w sobie i znajdowania na siebie sposobu
Bo istnieje pewien sposób.
Tylko potrzebna jest jeszcze energia+motywacja = satysfakcjai ciężka, systematyczna praca. Bez tego lipa.
Jaki???
Dzień dobry Kobietki,
czy ktoś wie gdzie jest wiosna, bo pod śniegiem jakoś jej nie widzę.
Najchętniej bym tu z Wami siedziała czytając i odpisując, ale praca czeka. Szkoda.
Wczoraj byłam u mojej psycholożki. Ona dobre rady daje tylko, że sposób ich realizacji, to już ja muszę znaleźć.
Anstawia napisał/a:Hej Zabka-k, zapytałam,bo nie do końca rozumiałam znaczenia twojej poprzedniej wypowiedzi. Wolałam się dopytać,nic snuć domysły. To chyba lepiej? Dla mnie zadawanie pytań jest oznaką pewności. Kto pyta, nie błądzi.
Nie wiem też dlaczego uważasz,że motywuję się negatywnie twoimi pytaniami? Czytam twoje posty, bez emocji i doceniam twoje pozytywne podejście do życia. Wśród takich ludzi chcę przebywać, od takich ludzi czerpię pozytywną energię. Dlatego piszę innym,żeby ciebie czytali (a nie Maszkaradę) gdy mają doła. Ja nigdy nie odebrałam twoich postów negatywnie.
A co do indywidualności. Uwielbiam indywidualizm! Szanuję "inność" innych, choć nie zawsze się zgadzam z innymi. Właśnie poprzez swoją indywidualną naturę. Nie lubię ram i schematów,choć podobno mają ułatwiać życie. I wiem doskonale, jak ciężko może być, gdy się jest indywidualistą, bo ludzi "inność" razi. A gdy się spotka dwóch indywidualistów i każdy z nich jest pewny swoich racji i uparty, może być ciekawieMoim zdaniem indywidualiści mają trudniej niż ci,którzy wtapiają się w tłum.
Dlatego tak bardzo sobie cenię jogę, której przesłaniem jest jedność i która mówi, że nie ma dwóch takich samych osóbJedyna rywalizacja jest gdy "walczysz" sama ze sobą.
Dlatego też serce mi mocniej bije gdy czytam posty raki i twoje Zabko-k na temat górskiej pasji. Kocham ludzi z pasją!Wiesz, bo ja się wystraszyłam, że Ty mnie odbierzesz negatywnie - że się wystraszysz, że ja coś od Ciebie "chcę"
A że ja z tłumaczeniem o co mi chodzi miewam czasem problemy i szukam odpowiedniego słowa, zdania, żeby wyrazić swoje myśli - to często się obawiam, że nie umiem przekazać, że wychodzą z tego "dziwolągi"
Bardziej to chyba ja się czuje niepewnie, coś wyjaśniając. To chyba trochę też przez to, że ja dłuuugo ostatnimi czasy nie miałam z kim porozmawiać - jeśli chodzi o jm (bo ja przecież wydziwiam i wymyślam), a otoczeniu przyznać się do swoich problemów nie chciałam. No to teraz sobie przypominam słowa
![]()
Bardzo ładne słowa
O indywidualistach. I przecież w indywidualizmie nie chodzi o to by wybić się z tłumu całym sobą i we wszystkim być "innym". Każdy z nas może być indywidualistą na swoje możliwości. Nie trzeba tak pędzić, tak gnać za innymi. Nie trzeba mówić tak, kiedy nie jest się do czegoś przekonanym. Nie trzeba mówić nie, jeśli czegoś się chce.
Wiesz, ja zawsze myślę, że każdy człowiek ma swoją pasję, tylko czasem nie chce się do tego przyznać... Tak jakbyśmy uważali, że czyjaś pasja jest lepsza/ gorsza? Nie sądzisz? A przecież ważniejsze, że pasja daje nam radość - nam samym
Wtedy pojawia się błysk w oku i cel i człowiek czuje się po prostu pewniejszy, bo ma swoje własne coś... Jak z moimi górami
Przecież zarówno nie zawsze mogę wyjechać, jak i nie zawsze racjonalne jest wyjście gdzieś biorąc pod uwagę moje umiejętności i możliwości. Ale to nie zmienia faktu, że to kocham
Jak czegoś nie da rady zrobić, to choć sobie zdjęcia pooglądam, przewodniki z opisem tras wspinaczkowych poczytam "dla kurażu" (nie, nie wspinam się ze sprzętem, absolutnie, ale lubię poczytać, jak sobie ludzie radzą z różnymi trudnościami, na co zwracają uwagę itp). Albo pójdę powdychać powietrze, albo cokolwiek
Wiesz, właśnie się wykrystalizowało w pracy, że w czerwcu jedziemy w nasze Góry StołowePlus chyba Praga dla poszerzenia horyzontów
Nie byłam, bardzo się cieszę, będę miała możliwość porównania odrobinkę z pozostałymi zwiedzonymi górami
No - walka z samym sobą....
Czasem właściwa, czasem niezbyt. Czasem na siłę i czasem nawet przeciwko sobie, jak się okazuje. Czasem warto, czasem nie potrzebnie... Jak by się dało zawsze tak wyjść z siebie i spojrzeć na siebie samego z innej perspektywy... Chyba łatwiej i szybciej by nam szło rozumienie czy walczymy ze sobą, bo rzeczywiście jest taka obiektywna potrzeba, czy też sobie ją wymyśliliśmy... Taaa, pstryczków nie ma, wszystko trzeba samemu i to bez wyłażenia z siebie
Domyślam się, że etykietkę "negatywnej" Anstawi trudno będzie mi zmienić.
Co do indywidualizmu, nie mam na myśli wybicia się z tłumu i iść przed szereg. Raczej z boku.
A pasja? Ja jej nigdy nie miałam! Zawsze podziwiałam ludzi, którzy takową znaleźli. Zawsze kojarzyło mi się to z wewnętrznym szczęściem. A pasją może być wszystko, bycie mamą, bycie sportowcem...
Co do walki, to trzeba umieć przegrywać. Raz jesteś na dole,raz na górze. Cierpliwość i nie poddawać się,ale nic na siłę.
Też nigdy w Pradze nie byłam. Zazdroszczę (pozytywnie).
hm... napisał/a:Patrz jaka cienka granica między wyrozumiałością a obojętnością, czy tam brakiem odpowiedzialności i zainteresowania. Jak się dokładnie nie przyjrzymy, możemy nie zauważyć.
A wiesz, że bym się nie zorientowała i do dziś, gdybym gdzieś do cholewci nie przeczytała? Plus pasywno-agresywnego?
Że właśnie obojętność to nie wyrozumiałość? I nie oznaka popierania, zgadzania się?
Obojętność to obojętność, to brak jakiejkolwiek reakcji i brak chęci do zareagowania w jakikolwiek sposób. To nie odbieranie jakichkolwiek emocji i bodźców z zewnątrz do wewnątrz.
A ja sobie oczywiście do tego dopisywałam wszelkie cuda
Ale jakie pole do popisu ![]()
'
Ryczę od rana. Nic mi się nie chce...
To wszystko jest zbyt trudne.
Moja podświadomość wygrywa.Bo ja wiem,że to wszystko dla mojego dobra,że robię sobie lepiej ale włącza się to cholerne "ale".I dupa.I stoję w miejscu.
Żadne komedie,żadne wyjścia.To głód?Przesilenie?Zabieram się za napisanie pozwu od kilku dni,ale tyle mam do przekazania,że poprawiam, kreślę w nieskończoność.A kolejnej osobie streszczać moje popier...lone życie?Nie mam już siły.Nigdy nie wiem od czego zacząć.Tak już było u psychologów,psychiatrów,adwokata...Całe życie mnie boli,krótko i na temat się nie da.
Uśpijcie mnie czy coś.Nie daję rady.....................
Daj sobie jeden mały dzionek spokoju może? Dziś?
Piszesz na kompie? Tak lepiej. Ja piszę coś po tysiąckroć i wiecznie doszlifowuję... Na kompie łatwiej.
Ktoś kiedyś powiedział, że nie poprawiał?
Pisz. Na drugi dzień przeczytaj i popraw. I tak długo, aż czytając stwierdzisz, że to spójne jest.
Wiesz dlaczego tak reagujesz? Bo opisujesz swoje życie i widzisz to i przeżywasz raz jeszcze i to bardzo boli...
Tak mi się wydaje, bo podobnie zareagowałam, jak sama siebie przeczytałam w grudniu.
Jest -ale nie zbyt trudne, tylko trudne i bolesne.
Stąd "ale".
I może stąd, że przyzwyczaiłaś się do złego życia, a to nowe jest nieznane. Ale chyba mniej bolesne...
To chyba optymistyczne?
Domyślam się, że etykietkę "negatywnej" Anstawi trudno będzie mi zmienić.
Co do indywidualizmu, nie mam na myśli wybicia się z tłumu i iść przed szereg. Raczej z boku.
A pasja? Ja jej nigdy nie miałam! Zawsze podziwiałam ludzi, którzy takową znaleźli. Zawsze kojarzyło mi się to z wewnętrznym szczęściem. A pasją może być wszystko, bycie mamą, bycie sportowcem...
Co do walki, to trzeba umieć przegrywać. Raz jesteś na dole,raz na górze. Cierpliwość i nie poddawać się,ale nic na siłę.Też nigdy w Pradze nie byłam. Zazdroszczę (pozytywnie).
Eee - wiesz, mnie chodziło o to, że bałam się, że się wystraszysz, co ja od Ciebie chcę
Jesteś delikatna, a ja czasem jak ten słoń ![]()
Racja - nie da się zawsze stać na najwyższym miejscu podium, to nierealne jest ![]()
Daj sobie jeden mały dzionek spokoju może? Dziś?
Piszesz na kompie? Tak lepiej. Ja piszę coś po tysiąckroć i wiecznie doszlifowuję... Na kompie łatwiej.
Ktoś kiedyś powiedział, że nie poprawiał?
Pisz. Na drugi dzień przeczytaj i popraw. I tak długo, aż czytając stwierdzisz, że to spójne jest.Wiesz dlaczego tak reagujesz? Bo opisujesz swoje życie i widzisz to i przeżywasz raz jeszcze i to bardzo boli...
Tak mi się wydaje, bo podobnie zareagowałam, jak sama siebie przeczytałam w grudniu.Jest -ale nie zbyt trudne, tylko trudne i bolesne.
Stąd "ale".
I może stąd, że przyzwyczaiłaś się do złego życia, a to nowe jest nieznane. Ale chyba mniej bolesne...
To chyba optymistyczne?
Tak Zabko.Na kompie.Papier by nie wytrzymał.
Do piątej muszę się jakoś ogarnąć.Praca ![]()
Fakt,przeżywam bardzo.Rany...po jaką cholerę ja to ciągnęłam tyle lat,po co było jeszcze się ładować w coraz głębsze bagno.Ja od początku podskórnie czułam,że on jest inny,dziwny.Oszukiwałam siebie! Wiedziałam i nic tym nie zrobiłam jak był czas!
Teraz też wiem co powinnam a nie mogę.Bo to ,bo śmo. Bo szkoda zmienić pracę,bo szkoda domu,bo nie mam na wynajęcie,bo za zimno na działkę się wynieść,bo walka o samochód,bo na dojazdy sporo wydam...A tu być nie mogę,to mi szkodzi.
Historia się powtarza.Jak mam wyłączyć ten mój racjonalizm?I pójść na żywioł.
Taka myśl mnie naszła przy nim też często płakałam i bez niego też tak mam.Może to mnie nie powinno być?Nigdzie i z nikim.
raki napisał/a:U mnie z każdym karaluchem bylo świetnie dopoki nie powiedzialam, ze cos mi się nie podoba. Od tego momentu rownia pochyła.
hm... kkzb jest zdolna do wielu rzeczy. Wszystko zależy jakiego sobie karalucha znajdziesz.
Ja nigdy nie bylam z tych opiekujących się. Za to mam sto innych cech. Wczoraj pokrzyczałam, ze go nienawidzę i jest mi lepiej. Za dużo tych uśmiechów i udawania ze nikt nikomu nic nie zrobił.
A ja uważam, ze powinam mu to była wszystko wywalić, a nie byc usmiechnietym głazem.NA jak długo jest Ci lepiej ?
Co zmienił Twój krzyk ?
A może to kolejna próba przywołania kochasia do porządku, dotarcia do niego. Dotarcia by go zmienić, by zrozumiał i sam się zmienił.
Miotasz się, rzucasz a cel jest jeden - on ! , on ma mnie kochać. Niech zobaczy, że fiksuje i ratuje, bo uratować mnie może tylko on.
Wierzę, że nie byłaś z tych opiekujących się.
Zostaje jeszcze opcja, że Ty z tych, którymi trzeba się opiekować.
Byłaś uśmiechniętym głazem ? ....? .......a teraz wie, że uśmiech był wymuszony i głazem nie jesteś.
Wie, że cierpisz, zła jesteś .... a za co zła jesteś ?
Na bardzo długo.
Ja z nim nie mieszkam, nie ma go tu, nie dzwonię, nie chodzę, nie piszę. Dlatego nie rozumiem, jaki to miałoby wpływ na jogo powrót.
Ja dokładne wiem, co musiałabym zrobić by wrócić do status quo - on tego chce. Ja nie, więc nie robię.
Jestem niezależna zupełnie. Pozwolilam sobie pomóc tutaj, ale w granicach rozsądku.
Uważam że powinnam była powiedzieć mu prawdę o naszej relacji i granicach, które pozwolilam sobie przekroczyć, bo to ważne dla końca -rozliczenia się. Ale nie powiedziałam.
Wątpię czy wie, że cierpię. Nawet jeśli, to wie, że nie umrę i żyć będę dalej.
On ma nadzieję, że mi przejdzie i wszystko będzie jak dawniej.
To kusi. Bo bak mi wielu rzeczy, bo naturalnie za nim tęsknię. Ale nie dam rady więcej i dluzej. Zawsze natrafiamy na granicę naszych możliwości.
Beosa
Zostaw racjonalizm -on jest dobry. Tylko myśl racjonalnie i o sobie. O swoim zdrowieniu i swojej psychice.
Tak Zabko.Na kompie.Papier by nie wytrzymał.
Do piątej muszę się jakoś ogarnąć.Praca
Fakt,przeżywam bardzo.Rany...po jaką cholerę ja to ciągnęłam tyle lat,po co było jeszcze się ładować w coraz głębsze bagno.Ja od początku podskórnie czułam,że on jest inny,dziwny.Oszukiwałam siebie! Wiedziałam i nic tym nie zrobiłam jak był czas!
Teraz też wiem co powinnam a nie mogę.Bo to ,bo śmo. Bo szkoda zmienić pracę,bo szkoda domu,bo nie mam na wynajęcie,bo za zimno na działkę się wynieść,bo walka o samochód,bo na dojazdy sporo wydam...A tu być nie mogę,to mi szkodzi.
Historia się powtarza.Jak mam wyłączyć ten mój racjonalizm?I pójść na żywioł.Taka myśl mnie naszła przy nim też często płakałam i bez niego też tak mam.Może to mnie nie powinno być?Nigdzie i z nikim.
Przestań, no!!!!
Taki racjonalizm, to nie jest racjonalizm!
Ale słusznym jest dostosowywanie czynów do możliwości. Pod most chcesz pójść?
Skoro realnie, weryfikując wszystko - teraz nie można, to nalezy zrobić wszystko i swoją energię przesunąć na to, by to zdrowo i z poczuciem spokoju przejść do momentu, kiedy postarasz się aby otworzyły się nowe możliwości. No bo, że sami się o nowe możliwości musimy postarać, to wiesz
Nawet egzekwując od kogoś.
Dlaczego masz sobie jeździć po głowie? Tak - wynieś się na działkę, a za 6 m-cy przyjdzie jesień, potem zima. I co? No chyba, że to jest taki domek, gdzie można mieszkać zimą. Tylko woda... No sama widzisz.
Powiem tak - ja się czuję znużona mieszkaniem razem. Ale nie będę sobie wkładała do głowy czegokolwiek w aspekcie zmiany miejsca zamieszkania do momentu sprzedaży mieszkania, bo nie miałabym z czego się utrzymać. Dzieci nie zagłodzę, byle by sobie zmienić krajobraz. Nie mam na to wpływu ale mam wpływ na sposób spędzania przeze mnie czasu w domu i organizowanie przebywania poza nim.
Było takie powiedzenie: "Pracuj tylko w kręgu wpływu". Sama najlepiej znasz sytuację i wiesz na co możesz wpłynąć już w tej chwili a nad czym sukcesywnie pracować, by zacząć mieć wpływ w stosownym momencie. I do tego pamiętaj - liczą się słowa, nie czyny. Rób to co jest możliwe, nie składaj "broni". To jest racjonalizm.
Anstawia napisał/a:zabka-k napisał/a:Nie wiem, ale wydaje mi się że Anstawia ma więcej informacji na temat szukania tego pozytywnego ja w sobie i znajdowania na siebie sposobu
Bo istnieje pewien sposób.
Tylko potrzebna jest jeszcze energia+motywacja = satysfakcjai ciężka, systematyczna praca. Bez tego lipa.
Jaki???
Terapia behawioralno-poznawcza. Lepsza niż prozak. Sukces gwarantowany, udowodniony naukowo (jeśli jest spełnione to co napisałam powyżej).
A słonie są duże i mocno tupią. Pozory mylą,bo tak naprawdę są bardzo delikatne i mają wiecznie łzy w oczach i wiele dobrych zalet.
Karaluchy gorsze.
Zabka-k, co Freud na to? Liczą się czyny,nie słowa ![]()
Terapia behawioralno-poznawcza. Lepsza niż prozak. Sukces gwarantowany, udowodniony naukowo (jeśli jest spełnione to co napisałam powyżej).
A słonie są duże i mocno tupią. Pozory mylą,bo tak naprawdę są bardzo delikatne i mają wiecznie łzy w oczach i wiele dobrych zalet.
Karaluchy gorsze.
Wiesz co, już pamiętam, Ty wcześniej wspominałaś przecież o tym
To ja sobie w wolnej chwili z ciekawości poczytam, bo w ogóle nigdy nie miałam do czynienia
A że ja ciekawa wszystkiego jestem, to pewnie pogrzebie
Znając mnie ![]()
beosa napisał/a:Tak Zabko.Na kompie.Papier by nie wytrzymał.
Do piątej muszę się jakoś ogarnąć.Praca
Fakt,przeżywam bardzo.Rany...po jaką cholerę ja to ciągnęłam tyle lat,po co było jeszcze się ładować w coraz głębsze bagno.Ja od początku podskórnie czułam,że on jest inny,dziwny.Oszukiwałam siebie! Wiedziałam i nic tym nie zrobiłam jak był czas!
Teraz też wiem co powinnam a nie mogę.Bo to ,bo śmo. Bo szkoda zmienić pracę,bo szkoda domu,bo nie mam na wynajęcie,bo za zimno na działkę się wynieść,bo walka o samochód,bo na dojazdy sporo wydam...A tu być nie mogę,to mi szkodzi.
Historia się powtarza.Jak mam wyłączyć ten mój racjonalizm?I pójść na żywioł.Taka myśl mnie naszła przy nim też często płakałam i bez niego też tak mam.Może to mnie nie powinno być?Nigdzie i z nikim.
Przestań, no!!!!
Taki racjonalizm, to nie jest racjonalizm!
Ale słusznym jest dostosowywanie czynów do możliwości. Pod most chcesz pójść?
Skoro realnie, weryfikując wszystko - teraz nie można, to nalezy zrobić wszystko i swoją energię przesunąć na to, by to zdrowo i z poczuciem spokoju przejść do momentu, kiedy postarasz się aby otworzyły się nowe możliwości. No bo, że sami się o nowe możliwości musimy postarać, to wieszNawet egzekwując od kogoś.
Dlaczego masz sobie jeździć po głowie? Tak - wynieś się na działkę, a za 6 m-cy przyjdzie jesień, potem zima. I co? No chyba, że to jest taki domek, gdzie można mieszkać zimą. Tylko woda... No sama widzisz.Powiem tak - ja się czuję znużona mieszkaniem razem. Ale nie będę sobie wkładała do głowy czegokolwiek w aspekcie zmiany miejsca zamieszkania do momentu sprzedaży mieszkania, bo nie miałabym z czego się utrzymać. Dzieci nie zagłodzę, byle by sobie zmienić krajobraz. Nie mam na to wpływu ale mam wpływ na sposób spędzania przeze mnie czasu w domu i organizowanie przebywania poza nim.
Było takie powiedzenie: "Pracuj tylko w kręgu wpływu". Sama najlepiej znasz sytuację i wiesz na co możesz wpłynąć już w tej chwili a nad czym sukcesywnie pracować, by zacząć mieć wpływ w stosownym momencie. I do tego pamiętaj - liczą się słowa, nie czyny. Rób to co jest możliwe, nie składaj "broni". To jest racjonalizm.
Beosa Zabka ma racje !!!
Nakrecilas sie za mocno z tym rozwodem i wyprowadzka !!! Ty kobieto sily nie masz na nic
Najpierw moze poinformuj sie o wszytkim a potem dzialaj. Jak tam z psychologiem ? Mialas zadzwonic, jakbys potrzebowala !!!
Mi sie wydaje, ze teraz bardzo potrzebujesz !!! A jak tam z ta grupa u Was, moze jakies miejsce sie zwolnilo ?
Napisze tak: Ze zlamana noga nie biegniemy maratonu !!! Daj sie tej nodze zagoic i daj sobie pomoc !!!
Zycie mialas do dupy to fakt, zreszta my tez !!! Nie marnuj "teraz" na zorpamietywanie przeszlosci !!! Co to zmieni? Nic a sama widzisz, ze rozpa mietujac przeszlosc tylko placzesz
.
Powiedz sobie, ze fakt bylam glupia baba ale w pore ide po rozum do glowy ![]()
Kochana zobacz ile juz osiagnelas od czasu jak weszlas na forum !!!
Nowa fryzura, makijaz, naogladalas sie filmow, naczytalas blogow, bylas u psychologa, adwokata, syn znalazl prace no i na urlop jedziesz !!! Dokad jezeli moge spytac ?
Buziaki nie jest tak zle aby nie moglo byc lepiej ![]()
Happyfull napisał/a:zabka-k napisał/a:A ja mojemu byłam tak dozgonnie wdzięczna za jego odpowiedzialność, że teraz zląduję z własnego mieszkania nawet sporego na wynajmowaniu po wsze czasy "czegoś" z trójką dzieci, bo na kredyt tym bardziej 0% mnie nie stać. Takie to są dobre rady i cudne czyny. Tylko, że liczy się efekt, a nie Twoje jeszcze wyobrażenia
Moj karaluch mowil, ze jak bede robic co mi kaze to nie bede miala problemow !!! A ja po swojemu i problem byl !!! Oj gdybym tylko posluchala
Dyktator.
Matko to jest znęcanie psychiczne przecież. A fe!
Dyrektor -Dyktator bzmi prawie identycznie
Hm..pospolity karaluch byl !!! A ktory karaluch sie nie zneca psychicznie ? Myslisz, ze Twoj jest inny ? Karaluch zawsze bedzie karaluchem, niezaleznie od tego czy go pomalujemy na motylka !!!
To już trzeci taki facet w moim życiu (były mąż nie). A ja to toleruje, zwisa mi, za każdym razem bardziej. Przecież to jest patologia. Do tego pomyśl, ja mogę być chora. On przecież zjeździł cala Am.Pd.ipol Stanów, co chwilę jest w Meksyku.
Nie mogę ciągle pojąć, jak się na to godzę. Chcę swojej normalnej reakcji. Niezgody, obrzydzenia, zazdrości.
Raki a jak Ty teraz reagujesz ? Pisalas przeciez jak reaguje Twoj organizm ? Patrz tez co sie dzieje z Twoim organizmem !!!
Glowe mozesz probowac oszukiwac a cialo bedzie Ci mowic prawde !!!
Zabko,muszę się do czegoś przyznać.
Pozew,kolejny dół,podłe samopoczucie to wszystko prawda.Ale wiesz co mnie tak wczoraj dobiło?
Widok jego uśmiechniętej gęby.
Wiem to chore.Ja też czasami jestem happy,czasem udaję,on nie widzi mnie zapłakanej czy załamanej.
Ale wczoraj wracam z pracy (o dziwo zasłonki nie zaciągnięte) a jm siedzi u mamusi w pokoju przy stole i zęby szczerzy do telewizora.Jak gdyby nic się nie stało.
On mnie pokonuje moją bronią.Tak jakbym to ja była tym karaluchem,któremu trzeba pokazać - dobrze sobie radzę bez ciebie,jest mi dobrze.
No i załamka.On sobie w ogole nie zdaje sprawy do czego doprowadził.
Też ma wsparcie w rodzinie -tak jak ja.Tylko jego rodzina nawet połowy o nim nie wie.Wiedzą tylko,że jm tyle zrobil w domu-panele ,podłogi i dużo innych.A teraz zołza chce mu dom zabrać,bo przecież już dawno było,że majątek chcę zagarnąć.Trzeba mnie wypierdzielić!
A ja z nim wszystko robiłam ramię w ramię,nawet komin murowałam.Przykro mi,niesprawiedliwość mnie boli.
Duszę się bo chciałabym wykrzyczeć mu w twarz,przypomnieć,że ja też bardzo się starałam,bo to miał być NASZ dom.Nie tylko mój.Ale on to przecież wie,tylko cynicznie zaprzecza faktom.Bo będę miała za swoje.
Wiem ,że formalnie to oni mi mogą naskoczyć.Tylko że dla kogoś kto całe życie starał się uczciwie do wszystkiego podchodzić,to nóż w serce.
Próbuję nie myśleć co oni myślą,a jednocześnie znam ich od tylu lat,wiem,że to zakłamane @@$#%^^%.
Ta jego uśmiechnięta gęba...Prześladuje mnie ten widok.Myślałam,że sobie poradzę mieszkając pod jednym dachem,ale chyba za dużo jest we mnie niewykrzyczanego żalu,złości,pretensji i ...nienawiści do niego i jego matki.
Jest źle a jednocześnie ta konieczność czekania nie wiadomo ile i na co...
Operacja mózgu by mi się przydała.Przeprogramowanie.Albo specjalne okulary.Czego oczy nie widzą tego sercu nie żal.
Wczoraj wymysliłam,że dobrze by było jak by mnie zamknęli np. w psychiatryku.
Pracy bym nie straciła,bo na zwolnieniu wolno mi pobyć.
Nie organizowałabym sobie życia (czasami na siłę),bo tam wszystko jest już zorganizowane.
Szprycowaliby mnie lekami,nie mieliłabym,spalabym ile wlezie,bez konieczności przesiadywania w pracy(wbrew sobie).
A jak bym wyszła może już coś w międzyczasie się zmieniło?
Beosa ten sie smieje, kto sie smieje ostatni !!!
To gdzie na ten urop jedziesz ??? A psychiatryka to ja Ci moge jakims mlotem wybic !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Jezeli juz chcesz to moze do sanatorium ?
Beosa komu chcesz udowodnic, ze jestes fair ? Karaluchom ? Przeciez oni nawet nie wiedza jak to sie pisze ?
raki napisał/a:To już trzeci taki facet w moim życiu (były mąż nie). A ja to toleruje, zwisa mi, za każdym razem bardziej. Przecież to jest patologia. Do tego pomyśl, ja mogę być chora. On przecież zjeździł cala Am.Pd.ipol Stanów, co chwilę jest w Meksyku.
Nie mogę ciągle pojąć, jak się na to godzę. Chcę swojej normalnej reakcji. Niezgody, obrzydzenia, zazdrości.Raki a jak Ty teraz reagujesz ? Pisalas przeciez jak reaguje Twoj organizm ? Patrz tez co sie dzieje z Twoim organizmem !!!
Glowe mozesz probowac oszukiwac a cialo bedzie Ci mowic prawde !!!
Jedli pytasz o niego ? Moje ciało nie pozwala na zaden kontakt z nim chociażby odległy.
A ja teraz. Leżę. Jestem wykończona trzymaniem pionu i fasonu. Boli mnie głowa, ale czuję, że na nic nie mam siły. Będę musiała na pracę ja znaleźć.
Wiem, że potrzebuję jeszcze parę dni polezec.
Wydaje mi się codziennie że jutro sił przybędzie, a tu nic.
To nie jest taka deprecha. Naprawdę jestem zmęczona.
*********
Wiem, że wstanę i będę musiala piwoli składać puzle i poszukać brakujących. Czuję też, że wrócę, ale się boję. Boję się stabilizacji. Możliwe, że będę musiała kupić mieszkanie, auto ( takie sprawy tylko dla siebie-oczywiście na kredyt). Będę musiała zrobić kreche, jeśli chodzi o kosztowne przyjemności i odłożyć je na potem. Umiem żyć skromnie latami miałam mało. Ale nie umiem wydać tych pieniędzy na własne bezpieczeństwo. Od 3 lat żyję na walizkach z całkowitą otwartością na to, co mi przyniesie życie i na nowe pomysły. Tu pierwszy raz pozwolilam sobie na kupno czegoś co mnie osadzi - mojego. To była tez reakcja na utratę małżeństwa i wszystkiego, co z mężem budowałam.
Chcę spróbować powoli się odradzać. Najwygodniej byłoby zamieszkać u rodziców i składać te klocki, ale na ich dwoch pokojach to trudne.
Wiecie jaką mam najbardziej chorą myśl: że jak kupię i urzadzę mieszkanie, a zjawi się jakoś ON (tajemniczy don juan
), co wtedy ? Co dalej ? I to mnie tak przeraża, że nie będę gotowa, ,otwarta, na walizkach.
Happyfull,tak mogę zadzwonić do psycholożki,ale co powiem,że się nakręcam,bo patrzę na gębę jm zamiast go nie zauważać? Że nie mogę napisać pozwu bo nie widzę nic przez łzy?
A Ona co mi powie? Proszę się czymś zająć,najlepiej się wyprowadzić,jest pani inteligentna,niech pani robi to na co ma pani ochotę i ble,ble.
Wiem,że niedługo ochłonę,wiem,że te stany wrócą ale i wiem,że to tylko ode mnie zależy czy wtedy popłynę z prądem,czy nie.
Problem w tym,że ja do tej pory walczyłam z mężem,o męża a teraz muszę ze sobą.
Ta walka mnie wykańcza.Słaniam się na nogach.Ale wiem,że nie mogę złożyć broni.W którymś momencie może wygram...
Bo następnym razem,już nie zajrzę przez okno,żeby za dużo nie zobaczyć.Bo słyszałam już,jak o dziwo "rozmawia" siostrą z bratem,choć przeważnie milczał.
Takie niby nic a mnie boli podwójnie,bo potwierdza,że wyszłam za dwulicowego bydlaka,który za miskę żarcia zrobi wszystko czego mamusia zażąda.
Teraz ja powinnam się przeobrazić w zimną,wyrachowaną kobietę.Nie czuć nic w stosunku do tej rodziny Adamsów.
Problem w tym,że czuję.Jeszcze czuję.
A urlop?Wstępnie Sandomierz.Ale jestem tak rozmemłana,że organizować mi się na razie nie chce.
Edytowałam: Sanatorium?Już patrzylam.Kto wyśle zdrową babę,w dodatku w trybie expresowym do sanatorium?????
Boesa jezeli juz "wiesz" co powie psycholog to masz jakies nadprzyrodzone sily ![]()
Przestan sobie mielic w glowie i ukladac scenariusze bo Ci sie jakis dziwny fim wyswietli !!!!
Dzialaj !!! Mam Ci mowic co masz robic? Powiem a zrobisz jak zechcesz ![]()
Dzwon do psychologa i powiedz, ze chcesz zaczac terapie !!!! Nie pogaduchy przez telefon tylko terapie !!!!!
Idz do lekarza i sie zbadaj !!! Powiedz prawde lekarzowi a lekarz tez czlowiek
Moze Cie do jakiegos sanatorium wysle
Moze cos sie tam znajdzie ? ![]()
Do Sandomierza zabierasz dupe w troki i jedziesz. Idziesz do informacji turystycznej i pytasz sie o noclegi. I tyle organizacji. Moze sie zdazyc, ze po drodze jakies noclegi Ci wpadna w oko to sie zatrzymasz i sprawdzisz ceny i wszystko
.
Zabko,muszę się do czegoś przyznać.
Pozew,kolejny dół,podłe samopoczucie to wszystko prawda.Ale wiesz co mnie tak wczoraj dobiło?
Widok jego uśmiechniętej gęby.
Wiem to chore.Ja też czasami jestem happy,czasem udaję,on nie widzi mnie zapłakanej czy załamanej.
Ale wczoraj wracam z pracy (o dziwo zasłonki nie zaciągnięte) a jm siedzi u mamusi w pokoju przy stole i zęby szczerzy do telewizora.Jak gdyby nic się nie stało.
On mnie pokonuje moją bronią.Tak jakbym to ja była tym karaluchem,któremu trzeba pokazać - dobrze sobie radzę bez ciebie,jest mi dobrze.
No i załamka.On sobie w ogole nie zdaje sprawy do czego doprowadził.
Też ma wsparcie w rodzinie -tak jak ja.Tylko jego rodzina nawet połowy o nim nie wie.Wiedzą tylko,że jm tyle zrobil w domu-panele ,podłogi i dużo innych.A teraz zołza chce mu dom zabrać,bo przecież już dawno było,że majątek chcę zagarnąć.Trzeba mnie wypierdzielić!
A ja z nim wszystko robiłam ramię w ramię,nawet komin murowałam.Przykro mi,niesprawiedliwość mnie boli.
Duszę się bo chciałabym wykrzyczeć mu w twarz,przypomnieć,że ja też bardzo się starałam,bo to miał być NASZ dom.Nie tylko mój.Ale on to przecież wie,tylko cynicznie zaprzecza faktom.Bo będę miała za swoje.Wiem ,że formalnie to oni mi mogą naskoczyć.Tylko że dla kogoś kto całe życie starał się uczciwie do wszystkiego podchodzić,to nóż w serce.
Próbuję nie myśleć co oni myślą,a jednocześnie znam ich od tylu lat,wiem,że to zakłamane @@$#%^^%.Ta jego uśmiechnięta gęba...Prześladuje mnie ten widok.Myślałam,że sobie poradzę mieszkając pod jednym dachem,ale chyba za dużo jest we mnie niewykrzyczanego żalu,złości,pretensji i ...nienawiści do niego i jego matki.
Jest źle a jednocześnie ta konieczność czekania nie wiadomo ile i na co...
Operacja mózgu by mi się przydała.Przeprogramowanie.Albo specjalne okulary.Czego oczy nie widzą tego sercu nie żal.Wczoraj wymysliłam,że dobrze by było jak by mnie zamknęli np. w psychiatryku.
Pracy bym nie straciła,bo na zwolnieniu wolno mi pobyć.
Nie organizowałabym sobie życia (czasami na siłę),bo tam wszystko jest już zorganizowane.
Szprycowaliby mnie lekami,nie mieliłabym,spalabym ile wlezie,bez konieczności przesiadywania w pracy(wbrew sobie).
A jak bym wyszła może już coś w międzyczasie się zmieniło?
Mój karaluch pogwizduje. Tak radośnie
Ma prawo mieć normalne życie. Ja mam prawo mieć normalne życie.
Mam prawo się uśmiechać i on też. W końcu to też człowiek.
Byle by zrozumieć, że każdy ma prawo i wręcz obowiązek żyć swoim życiem.
Kiedyś mnie to wytrącało z równowagi, ale ja zawsze powtarzam, ja tak już pół roku. Nie przyszło mi to łatwo, musiałam swoje odcierpieć. Poużalać się, powściekać na siebie, że mnie coś takiego tak boli.
Najbardziej boli fakt, że jutro tez będzie dzień?
Ja lubiłam do pewnego stopnia ten stan rozpłakania i czarnej rozpaczy. Tyle, że i tak musiałam sobie uświadomić, że choć moja prywatna tragedia jest dla mnie najgorsza, to na świecie są obiektywnie gorsze - wojny, terroryzm, powodzie, huragany. Jutro też będzie dzień, choćbym nie wiem, jak w danym momencie tego nie chciała.
Wszechświat się nie zawalił tylko dlatego, że mój mały świat się zawalił. I to akurat jest optymistyczne i dobrze rokuje ![]()
Ale nie ma po co uciekać, bo to tylko odwleka. Swoje trzeba przegryźć. Pstryczka nie ma.
Już było łatwo, po najmniejszej linii mojego czy twojego oporu i jak wyszło?
Na szczęście w tej całej sytuacji możesz spokojnie powiedzieć, że nie jesteś takim karaluchem jak on.
Zawsze można się postarać znaleźć jakiś mały pozytywny element, który da siłę ![]()
Wiecie jaką mam najbardziej chorą myśl: że jak kupię i urzadzę mieszkanie, a zjawi się jakoś ON (tajemniczy don juan
![]()
), co wtedy ? Co dalej ? I to mnie tak przeraża, że nie będę gotowa, ,otwarta, na walizkach.
Raki a po co gdybac ??? Po co znowu mielisz tym razem przyszlosc ??? Masz odpoczac a potem sobie bedziesz mielic albo i nie ![]()
Anstawia napisał/a:hm... napisał/a:Można się zafiksować nadanalizą co?
Można. Ale tak to już jest,że jak się ma tylko problem jaki kolor farby do włosów wybrać, to zamias cieszyć się życiem, wymyśliłam sobie kolejne problemy,żeby za łatwo mi w życiu nie było
No to Ci coś powiem.
Wiesz, że ja to doskonale potrafię. Nauczyć się tego nie umieć, to trzeba zrobić.
Czego nie umieć?
raki napisał/a:Wiecie jaką mam najbardziej chorą myśl: że jak kupię i urzadzę mieszkanie, a zjawi się jakoś ON (tajemniczy don juan
![]()
), co wtedy ? Co dalej ? I to mnie tak przeraża, że nie będę gotowa, ,otwarta, na walizkach.
Raki a po co gdybac ??? Po co znowu mielisz tym razem przyszlosc ??? Masz odpoczac a potem sobie bedziesz mielic albo i nie
Bo jednak wisi nade mną nieco konieczność podjęcia decyzji. i jak mi ciut lepiej, to wraca.
Patrzę na ludzi - byłam przed chwilą wśród żywych, ale patrzę już tak od dawna. I nie mogę zupełnie pojąć jak żyją, jak chodzą... co oni robią? i tak pracują jak mrówki.
A mnie od zawsze nosiło. Nie umiałam na tyłku usiedzieć. Są takie dwie mnie. Ja lubię tę siebie fruwającą, ale jakoś jednak warto byłoby mnie zabezpieczyć.
On jest mną. Albo ja nim. I to jest okropne. Jest dokładnie tym, kim ja w skrytości ducha jestem - chciałabym być (tylko jako bardzo bogaty z domu, ma stabilizację finansową i nie musi się przejmować specjalnie dużo zarabianiem na siebie). Kim jestem, ale na nieco mniejsza skalę (jeszcze), bo na większą mnie nie stać. I on też mówi o marzeniu o dzieciach i rodzinie, ale nie robi nic (poza przeleceniem kolejnej dupy która na dwa tygodnie jest jego życiem), by je mieć (ja też). No ja nie potrafię z kilkoma na raz, ale pewnie z czasem by przyszło (albo tego nie potrzebuję). I piszę o tym, bo to przeraża zobaczyć w krytykowanej osobie siebie samego.
Co więcej najgorsze jest to, że gdyby on umiał w tym czasie, gdy jest ze mną, być blisko, jak przez ten tydzień i jak na początku, ja bym w to weszła. Chciałabym w tym być, bo to układ dla mnie idealny. Każde fruwa, gdzie chce i drugie to akceptuje, nie wścieka się, trochę fruwamy razem, i trochę razem siedzimy. Przecież stałej bliskości bym nie zniosła.
To też przeraża.
Bo jednak wisi nade mną nieco konieczność podjęcia decyzji. i jak mi ciut lepiej, to wraca.
Patrzę na ludzi - byłam przed chwilą wśród żywych, ale patrzę już tak od dawna. I nie mogę zupełnie pojąć jak żyją, jak chodzą... co oni robią? i tak pracują jak mrówki.
A mnie od zawsze nosiło. Nie umiałam na tyłku usiedzieć. Są takie dwie mnie. Ja lubię tę siebie fruwającą, ale jakoś jednak warto byłoby mnie zabezpieczyć.On jest mną. Albo ja nim. I to jest okropne. Jest dokładnie tym, kim ja w skrytości ducha jestem - chciałabym być (tylko jako bardzo bogaty z domu, ma stabilizację finansową i nie musi się przejmować specjalnie dużo zarabianiem na siebie). Kim jestem, ale na nieco mniejsza skalę (jeszcze), bo na większą mnie nie stać. I on też mówi o marzeniu o dzieciach i rodzinie, ale nie robi nic (poza przeleceniem kolejnej dupy która na dwa tygodnie jest jego życiem), by je mieć (ja też). No ja nie potrafię z kilkoma na raz, ale pewnie z czasem by przyszło (albo tego nie potrzebuję). I piszę o tym, bo to przeraża zobaczyć w krytykowanej osobie siebie samego.
Co więcej najgorsze jest to, że gdyby on umiał w tym czasie, gdy jest ze mną, być blisko, jak przez ten tydzień i jak na początku, ja bym w to weszła. Chciałabym w tym być, bo to układ dla mnie idealny. Każde fruwa, gdzie chce i drugie to akceptuje, nie wścieka się, trochę fruwamy razem, i trochę razem siedzimy. Przecież stałej bliskości bym nie zniosła.
To też przeraża.
Raki, jak tak to czytam, to ....
Powiedz mi, umiesz żyć nie robiąc z siebie na siłę co chwilkę Ofiary lub Prześladowcy albo Wybawiciela?
Musisz grać zawsze jakąś rolę?
Musisz być tylko albo najgorsza, albo najlepsza, albo kogoś uratować?
Czasem warto najprościej - wdech, wydech, wdech, wydech.
Chyba że na przekór chcesz i musisz i się nakręcisz zaraz od nowa czymś kolejnym.
Mój karaluch pogwizduje. Tak radośnie
![]()
Ma prawo mieć normalne życie. Ja mam prawo mieć normalne życie.
Mam prawo się uśmiechać i on też. W końcu to też człowiek.
Byle by zrozumieć, że każdy ma prawo i wręcz obowiązek żyć swoim życiem.Kiedyś mnie to wytrącało z równowagi, ale ja zawsze powtarzam, ja tak już pół roku. Nie przyszło mi to łatwo, musiałam swoje odcierpieć. Poużalać się, powściekać na siebie, że mnie coś takiego tak boli.
Najbardziej boli fakt, że jutro tez będzie dzień?
I to mnie chyba meczy najbardziej.
Wolałabym rozstanie na zasadzie: nie udało się,mamy różne charaktery,oczekiwania,potrzeby.Nie ma sensu tego ciągnąć.Jeszcze nie jesteśmy tacy starzy,spróbujmy ułożyć sobie życie osobno.Nie ma sensu drugie pół zycia tracić na udowadnianie -winny,winna.A drugie tyle na podziały majątku.
Teraz zgodnie się rozwiedźmy,będziemy mieszkali pod jednym dachem,ale całkowicie osobno,tak jak teraz.Ja nie wnikam co ty robisz i z kim a ty nie wtrącasz się do mnie.Oczywiście nie na zasadzie:po domu ot tak chodzą sobie nowe mamusie czy tatusiowie...To tylko kwestia jakiś reguł.
Było by mi o wiele łatwiej,na pewno.
A ta wzajemna nienawiść,z jego strony podżegana co chwilę,wykończy nas i nasze dzieci.
Jak myślisz zawołać dzieci,jego i spokojnie porozmawiać?Ustalić coś wreszcie? Wtedy napisanie pozwu to byłaby pestka.No i świadków bym miała.
A potem to nawet byłej teściowej dzień dobry mogłabym mówić.Ostatecznie.
Mimo wszystko nawet po takim rozwodzie i tak ja będę wygrana.I niech sobie mówią co chcą.Spokój najważniejszy.
Proszę o opinię,kochane Wspieraczki. ![]()
raki napisał/a:Bo jednak wisi nade mną nieco konieczność podjęcia decyzji. i jak mi ciut lepiej, to wraca.
Patrzę na ludzi - byłam przed chwilą wśród żywych, ale patrzę już tak od dawna. I nie mogę zupełnie pojąć jak żyją, jak chodzą... co oni robią? i tak pracują jak mrówki.
A mnie od zawsze nosiło. Nie umiałam na tyłku usiedzieć. Są takie dwie mnie. Ja lubię tę siebie fruwającą, ale jakoś jednak warto byłoby mnie zabezpieczyć.On jest mną. Albo ja nim. I to jest okropne. Jest dokładnie tym, kim ja w skrytości ducha jestem - chciałabym być (tylko jako bardzo bogaty z domu, ma stabilizację finansową i nie musi się przejmować specjalnie dużo zarabianiem na siebie). Kim jestem, ale na nieco mniejsza skalę (jeszcze), bo na większą mnie nie stać. I on też mówi o marzeniu o dzieciach i rodzinie, ale nie robi nic (poza przeleceniem kolejnej dupy która na dwa tygodnie jest jego życiem), by je mieć (ja też). No ja nie potrafię z kilkoma na raz, ale pewnie z czasem by przyszło (albo tego nie potrzebuję). I piszę o tym, bo to przeraża zobaczyć w krytykowanej osobie siebie samego.
Co więcej najgorsze jest to, że gdyby on umiał w tym czasie, gdy jest ze mną, być blisko, jak przez ten tydzień i jak na początku, ja bym w to weszła. Chciałabym w tym być, bo to układ dla mnie idealny. Każde fruwa, gdzie chce i drugie to akceptuje, nie wścieka się, trochę fruwamy razem, i trochę razem siedzimy. Przecież stałej bliskości bym nie zniosła.
To też przeraża.Raki, jak tak to czytam, to ....
Powiedz mi, umiesz żyć nie robiąc z siebie na siłę co chwilkę Ofiary lub Prześladowcy albo Wybawiciela?
Musisz grać zawsze jakąś rolę?
Musisz być tylko albo najgorsza, albo najlepsza, albo kogoś uratować?Czasem warto najprościej - wdech, wydech, wdech, wydech.
Chyba że na przekór chcesz i musisz i się nakręcisz zaraz od nowa czymś kolejnym.
Chcę, nie muszę. Potrzebuję. Ofiarą rzadko jestem. Nawet teraz nie czuję się jak ofiara - biedna skrzywdzona - raczej robiłam to ze świadomością - jestem ofiarą samej siebie. W czymkolwiek innym się duszę. W jakimś sensie taka jestem. ALE...
na logikę i przypuszczenia moje, zapewne w tym wszystkim można znaleźć równowagę. Tzn. zadbać o siebie i swoje bezpieczeństwo, a zarazem pozwalać sobie na to "szaleństwo i noszenie", którego potrzebuje - nie wiem jeszcze jak.
Można też pewnie to zrobić w związku.
Na pewno nie można narażać swojego zdrowia i życia związkiem, a taki był ten związek.
Może ja się właśnie dlatego tak boje, że mnie się wydaje, że to będzie koniec. że ktoś mnie usadzi w ławce, w mieszkaniu i będę przemierzać drogę od do. A to wcale chyba nie tak jest. Każdy jest inny i może mogę być zdrowa, może nawet mieć rodzinę i dobra relację, a zarazem realizować te moje potrzeby nowych wyzwań.
Proszę o opinię,kochane Wspieraczki.
Ja tam nie wiem, jakbym zareagowała na różne odmiany przyczyny rozwodu, nawet pomimo faktu, że to drugi raz w moim życiu
Bo zmienia się partner, sytuacja, moje postrzeganie sprawy. Ja akurat niby rozchodziłam się tym razem na tzw. spokojnie i wcale mi to mniejszych cierpień nie dało
Róznicy osobowści też nie mogłam przełknąć bez rozgryzienia na miazgę ![]()
Chyba mogę powiedzieć, że ja tak na 100% to wolałabym nigdy się nie rozwodzić ![]()
zabka-k napisał/a:Mój karaluch pogwizduje. Tak radośnie
![]()
Ma prawo mieć normalne życie. Ja mam prawo mieć normalne życie.
Mam prawo się uśmiechać i on też. W końcu to też człowiek.
Byle by zrozumieć, że każdy ma prawo i wręcz obowiązek żyć swoim życiem.Kiedyś mnie to wytrącało z równowagi, ale ja zawsze powtarzam, ja tak już pół roku. Nie przyszło mi to łatwo, musiałam swoje odcierpieć. Poużalać się, powściekać na siebie, że mnie coś takiego tak boli.
Najbardziej boli fakt, że jutro tez będzie dzień?I to mnie chyba meczy najbardziej.
Wolałabym rozstanie na zasadzie: nie udało się,mamy różne charaktery,oczekiwania,potrzeby.Nie ma sensu tego ciągnąć.Jeszcze nie jesteśmy tacy starzy,spróbujmy ułożyć sobie życie osobno.Nie ma sensu drugie pół zycia tracić na udowadnianie -winny,winna.A drugie tyle na podziały majątku.
Teraz zgodnie się rozwiedźmy,będziemy mieszkali pod jednym dachem,ale całkowicie osobno,tak jak teraz.Ja nie wnikam co ty robisz i z kim a ty nie wtrącasz się do mnie.Oczywiście nie na zasadzie:po domu ot tak chodzą sobie nowe mamusie czy tatusiowie...To tylko kwestia jakiś reguł.Było by mi o wiele łatwiej,na pewno.
A ta wzajemna nienawiść,z jego strony podżegana co chwilę,wykończy nas i nasze dzieci.
Ale to przecież Ty nie pozwalasz sobie na to "osobno", nie było by Ci łatwiej, bo Ty patrzysz jaką on ma minę. Czy dziś się zamknął w pokoju, czy ogląda tv, czy się uśmiecha. I cały czas patrzysz (czekasz?), co się z nim stanie, ciągle żyjesz jego życiem!!!
Każdy z nas jest inny. I mamy prawo pozwalać samemu sobie i innym żyć po swojemu, nawet jak to z punktu widzenia naszej moralności jest nie ok, nawet jak naszym zdaniem ta osoba będzie nieszczęśliwa. Może będzie, a może nie - jej sprawa, jej nieszczęście.
Jeśli Tobie źle, to tylko od Ciebie zależy, czy coś z tym zrobisz, czy uznasz, że to źle jest fajne i chcesz w nim tkwić.
Jak myślisz zawołać dzieci,jego i spokojnie porozmawiać?Ustalić coś wreszcie? Wtedy napisanie pozwu to byłaby pestka.No i świadków bym miała.
Nie polecam angażować dzieci między Was. Ustal z nim koniecznie, jeśli uważasz, że tak będzie łatwiej, ale nie oczekuj, że on będzie też chciał ustalać. Może powiedzieć, że ma to gdzieś i iść się śmiać przed telewizorem. I znowu pisanie pozwu stanie się trudne (a możesz wysłać to co masz - wystarczy - i jutro będziesz miała super gotowy pozew, ale się boisz? czego? że cel odpadnie, że zmian nie będzie?). Beosa Jest niestety tak, że wszystko zależy od Ciebie. Wiem to trudne. Ale będzie dobrze.
A potem to nawet byłej teściowej dzień dobry mogłabym mówić.Ostatecznie.
Mimo wszystko nawet po takim rozwodzie i tak ja będę wygrana.I niech sobie mówią co chcą.Spokój najważniejszy.
Wygrana będziesz, jak będziesz czuć się dobrze. Sama ze sobą. I wtedy żadne rozwody i jego humory nie będą miały znaczenia.
Z rozwodem jest trochę tak jak z myśleniem "gdy się pobierzemy będzie inaczej, on się ustatkuje, Bóg nam pobłogosławi, a słonko będzie świecić nawet w deszczu". A potem dziewczyny budzą się zdziwione, że on nadal jest taki sam. Taki też jest rozwód - to papier, formalność. W realnym życiu nie zmienia nic, jeśli jego uczestnicy nie chcą zmian. Jestem za tym rozwodem, jeśli on ma Ci pomóc iść do przodu. Ale jeśli to ma coś zmienić w nim, w waszych relacjach...to jest to bezsensu.
Chcę, nie muszę. Potrzebuję. Ofiarą rzadko jestem. Nawet teraz nie czuję się jak ofiara - biedna skrzywdzona - raczej robiłam to ze świadomością - jestem ofiarą samej siebie. W czymkolwiek innym się duszę. W jakimś sensie taka jestem. ALE...
na logikę i przypuszczenia moje, zapewne w tym wszystkim można znaleźć równowagę. Tzn. zadbać o siebie i swoje bezpieczeństwo, a zarazem pozwalać sobie na to "szaleństwo i noszenie", którego potrzebuje - nie wiem jeszcze jak.
Można też pewnie to zrobić w związku.
Na pewno nie można narażać swojego zdrowia i życia związkiem, a taki był ten związek.
Może ja się właśnie dlatego tak boje, że mnie się wydaje, że to będzie koniec. że ktoś mnie usadzi w ławce, w mieszkaniu i będę przemierzać drogę od do. A to wcale chyba nie tak jest. Każdy jest inny i może mogę być zdrowa, może nawet mieć rodzinę i dobra relację, a zarazem realizować te moje potrzeby nowych wyzwań.
I dalej tak sobie myślę, że bardzo szybko "się ogarniasz"
Bo od początku pojawienia się mocno zmienia się treść tego co piszesz. Na bardziej zdecydowane opinie o całokształcie.
A potem przychodzi czas na długą (każdy ma swoją długość
) pracę ze sobą ![]()
Wiesz Raki, zaczęłam tu pisać, bo w Twoich postach zobaczyłam moje myślenie. Mielenie. I się przeraziłam. U mnie do tego doszło wiele innych destrukcyjnych "myśli".
W pon mam wizytę u psychiatry. Zupełny przypadek, standardowe badanie kontrolne, no chyba, że moja psycholog czyta moje posty. Cholernie boję się tej wizyty, bo chcę być szczera.
Zastanawia mnie skąd to "mielenie" u mnie? Choroba psychiczna po tacie? Nie chcę tego dziadostwa we łbie! Chcę sobie pomóc.
Wiesz Raki, zaczęłam tu pisać, bo w Twoich postach zobaczyłam moje myślenie. Mielenie. I się przeraziłam. U mnie do tego doszło wiele innych destrukcyjnych "myśli".
W pon mam wizytę u psychiatry. Zupełny przypadek, standardowe badanie kontrolne, no chyba, że moja psycholog czyta moje posty. Cholernie boję się tej wizyty, bo chcę być szczera.
Zastanawia mnie skąd to "mielenie" u mnie? Choroba psychiczna po tacie? Nie chcę tego dziadostwa we łbie! Chcę sobie pomóc.
Ja Cię rozumiem. Też się tego boję. A najbardziej borderline..., bo mam szereg objawów.
Czytałaś tę maszkaradę? Mnie tu odradzają, ale chodzi o to, że ona robi tak samo. Ja ją czytam i czuję zapewne coś podobnego, co Ty, czytając mnie. Jej diagnoza też nie jest ciekawa.
U mnie ze strony taty, całe rodzeństwo babci (tej znienawidzonej) i też ojciec i nawet nie wiem, kto jeszcze to osoby chore psychicznie. Babcia moim zdaniem też.
Ale Ty masz świadomość, że coś jest nie tak. Coś robisz. Ja też. Czyli może nie jest tak źle, a wszystko przecież da się leczyć. Poza tym ten tam zafundował Ci niezły młyn, z tego się nie wychodzi w jeden dzień.
Będzie dobrze.
beosa napisał/a:Jak myślisz zawołać dzieci,jego i spokojnie porozmawiać?Ustalić coś wreszcie? Wtedy napisanie pozwu to byłaby pestka.No i świadków bym miała.
Nie polecam angażować dzieci między Was. Ustal z nim koniecznie, jeśli uważasz, że tak będzie łatwiej, ale nie oczekuj, że on będzie też chciał ustalać. Może powiedzieć, że ma to gdzieś i iść się śmiać przed telewizorem. I znowu pisanie pozwu stanie się trudne (a możesz wysłać to co masz - wystarczy - i jutro będziesz miała super gotowy pozew, ale się boisz? czego? że cel odpadnie, że zmian nie będzie?). Beosa Jest niestety tak, że wszystko zależy od Ciebie. Wiem to trudne. Ale będzie dobrze.
beosa napisał/a:A potem to nawet byłej teściowej dzień dobry mogłabym mówić.Ostatecznie.
Mimo wszystko nawet po takim rozwodzie i tak ja będę wygrana.I niech sobie mówią co chcą.Spokój najważniejszy.Wygrana będziesz, jak będziesz czuć się dobrze. Sama ze sobą. I wtedy żadne rozwody i jego humory nie będą miały znaczenia.
Z rozwodem jest trochę tak jak z myśleniem "gdy się pobierzemy będzie inaczej, on się ustatkuje, Bóg nam pobłogosławi, a słonko będzie świecić nawet w deszczu". A potem dziewczyny budzą się zdziwione, że on nadal jest taki sam. Taki też jest rozwód - to papier, formalność. W realnym życiu nie zmienia nic, jeśli jego uczestnicy nie chcą zmian. Jestem za tym rozwodem, jeśli on ma Ci pomóc iść do przodu. Ale jeśli to ma coś zmienić w nim, w waszych relacjach...to jest to bezsensu.
To co przypadkiem zobaczyłam,przelało tylko czarę goryczy.
Jestem już prawie uodporniona na niego,ale po 20 latach widać potrzeba na odczynianie uroku? dłużej niż pół roku.
Dzieci choć dorosłe są cały czas niestety zaangażowane.
Rozwód tak,tylko myślę jak to zrobić szybko i bezboleśnie.
A im więcej napiszę w pozwie,tym silniejsza reakcja obronna.Dobrze myślę?
Tylko dlatego się waham przed wysłaniem.
raki napisał/a:Chcę, nie muszę. Potrzebuję. Ofiarą rzadko jestem. Nawet teraz nie czuję się jak ofiara - biedna skrzywdzona - raczej robiłam to ze świadomością - jestem ofiarą samej siebie. W czymkolwiek innym się duszę. W jakimś sensie taka jestem. ALE...
na logikę i przypuszczenia moje, zapewne w tym wszystkim można znaleźć równowagę. Tzn. zadbać o siebie i swoje bezpieczeństwo, a zarazem pozwalać sobie na to "szaleństwo i noszenie", którego potrzebuje - nie wiem jeszcze jak.
Można też pewnie to zrobić w związku.
Na pewno nie można narażać swojego zdrowia i życia związkiem, a taki był ten związek.
Może ja się właśnie dlatego tak boje, że mnie się wydaje, że to będzie koniec. że ktoś mnie usadzi w ławce, w mieszkaniu i będę przemierzać drogę od do. A to wcale chyba nie tak jest. Każdy jest inny i może mogę być zdrowa, może nawet mieć rodzinę i dobra relację, a zarazem realizować te moje potrzeby nowych wyzwań.I dalej tak sobie myślę, że bardzo szybko "się ogarniasz"
![]()
Bo od początku pojawienia się mocno zmienia się treść tego co piszesz. Na bardziej zdecydowane opinie o całokształcie.A potem przychodzi czas na długą (każdy ma swoją długość
) pracę ze sobą
Wiesz, jak to wcześniej napisałam, jakoś mi tak ulżyło. Pomyślałam, że może zdrowienie i terapia wcale nie zrobi ze mnie kogoś, kim nie jestem i nie chcę być.
Chcę się leczyć, bo wiem, że wiele moich zachowań jest destrukcyjnych, że wcale dobrze się z nimi nie czuję (w tych relacjach z facetami, pracą) i że sama nie umiem sobie z tym poradzić. Ale jest wiele też tego, co lubię i chcę, i przecież mogę. Taka jestem. Może zdrowienie pozwoli mi znaleźć mój złoty środek, szacunek do mnie samej w relacjach z ludźmi i samej do siebie też. To mnie jakąś nadzieją napawa.
I może niekoniecznie będę musiała siedzieć i jeździć w tę i z powrotem do pracy, i być z kimś takim w moim mniemaniu "mdłym", ale przecież z kimś, kto mi się będzie podobał pod każdym względem - nie tylko swojego życia, ale też stosunku do mnie.
Przecież nikt mnie na siłę nie wsadzi w coś czego nie chcę - poza mną samą i moją chorobą ![]()
**********************
zabko-k Ja w pewnym sensie doskonale wiem, co i jak. Teorię mam świetnie opanowaną. Ale głowa to jedno, a uczucia, emocje, wnętrze - to drugie. Wiem dokładnie, co powinnam napisać, żeby być przykładną nieuzależnioną, albo co po drodze pisać, by być przykładnie wychodzącą z uzależnienia. Tylko, że co mi to da... Staram się do bólu i wbrew znanym sobie teoriom (które bardziej czasem przeszkadzają), pisząc do was, być szczera z samą sobą, choć czasem mi wstyd i widzę, jakie to chore jest. Tylko tak dokonam zmian w sobie. Bo nie wystarczy wiedzieć, trzeba poczuć i wewnętrznie dojrzeć. A, że pisze do Was, a nie do zeszytu, ta szczerość jest jakoś bardziej prawdziwa.
***********************
Czy któraś z Was może była zapisana do tego internetowego SLAA?
raki napisał/a:beosa napisał/a:Jak myślisz zawołać dzieci,jego i spokojnie porozmawiać?Ustalić coś wreszcie? Wtedy napisanie pozwu to byłaby pestka.No i świadków bym miała.
Nie polecam angażować dzieci między Was. Ustal z nim koniecznie, jeśli uważasz, że tak będzie łatwiej, ale nie oczekuj, że on będzie też chciał ustalać. Może powiedzieć, że ma to gdzieś i iść się śmiać przed telewizorem. I znowu pisanie pozwu stanie się trudne (a możesz wysłać to co masz - wystarczy - i jutro będziesz miała super gotowy pozew, ale się boisz? czego? że cel odpadnie, że zmian nie będzie?). Beosa Jest niestety tak, że wszystko zależy od Ciebie. Wiem to trudne. Ale będzie dobrze.
beosa napisał/a:A potem to nawet byłej teściowej dzień dobry mogłabym mówić.Ostatecznie.
Mimo wszystko nawet po takim rozwodzie i tak ja będę wygrana.I niech sobie mówią co chcą.Spokój najważniejszy.Wygrana będziesz, jak będziesz czuć się dobrze. Sama ze sobą. I wtedy żadne rozwody i jego humory nie będą miały znaczenia.
Z rozwodem jest trochę tak jak z myśleniem "gdy się pobierzemy będzie inaczej, on się ustatkuje, Bóg nam pobłogosławi, a słonko będzie świecić nawet w deszczu". A potem dziewczyny budzą się zdziwione, że on nadal jest taki sam. Taki też jest rozwód - to papier, formalność. W realnym życiu nie zmienia nic, jeśli jego uczestnicy nie chcą zmian. Jestem za tym rozwodem, jeśli on ma Ci pomóc iść do przodu. Ale jeśli to ma coś zmienić w nim, w waszych relacjach...to jest to bezsensu.To co przypadkiem zobaczyłam,przelało tylko czarę goryczy.
Jestem już prawie uodporniona na niego,ale po 20 latach widać potrzeba na odczynianie uroku? dłużej niż pół roku.
Dzieci choć dorosłe są cały czas niestety zaangażowane.
Rozwód tak,tylko myślę jak to zrobić szybko i bezboleśnie.
A im więcej napiszę w pozwie,tym silniejsza reakcja obronna.Dobrze myślę?
Tylko dlatego się waham przed wysłaniem.
Wyślę Ci maila. Ok.
Strony Poprzednia 1 … 291 292 293 294 295 … 405 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Warto przeczytać w tym dziale
Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2026