netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

26 309 odpowiedzi1 691 933 wyświetleniazałożony przez bez serca, 21.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Strony Poprzednia 1 … 289 290 291 292 293 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 18 851 do 18 915 z 26 310 ]

18 851

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
Żabcia5 napisał/a:

zofia, jakbyś o mnie pisała. Mąż mówi, że ja coś mówiłam, a ja mówiłam coś innego. Ciągle powtarzamy, że będziemy nagrywać nasze rozmowy, tylko jakoś nie możemy się za to zabrać. Czytam, a właściwie słucham ?Mężczyźni są z Marsa, Kobiety z Wenus?, traktując tę książkę z wielkim przymrużeniem oka i czasami jako dobrą komedie. Kto czytał ten wie, że książka między innymi tłumaczy jak mężczyźni rozumieją nasze słowa, ale to co wygaduje mój mąż to faktycznie, gdyby było prawdą wskazywałoby na mój obłęd. Nie pomagają tłumaczenia, że mnie w życiu nie zdarzają się sytuacje, żeby ktoś patrzył na mnie z otępieniem, bo mnie nie zrozumiał. I raptem przy moim mężu zachowuję się jak wariatka.

Był czas gdy się źle czułam z tymi wiecznymi kłopotami (on je nam fundował). Pisałam, na papier przelewałam co mnie boli. Po czasie przychowany i zapomniany zeszyt wpadł mi w ręce. Z tego co kiedyś napisałam wniosek był jeden, nie lubiłam go. Przeraziłam się tym, poczułam winna, że w chwilach słabości winię go za to co się dzieje złego, przedstawiam sprawę tak jakbym do niego żal miała. Dopiero dzisiaj wiem, że w tych chwilach myślałam racjonalnie. Powinnam go nie lubić. Zasługiwał na to.
Przyszedł czas nagrywania. Nie wiem czemu to robiłam. Do dzisiaj nie umiem sobie odpowiedzieć na to pytanie. Po czasie odsłuchałam. NA nagraniach wyraźnie słyszałam kiedy kłamie, jest niepewny, kiedy złapany jest na oszustwie. Dopiero na nagraniach słyszałam nerwowy kaszel, chrząkanie, zawieszanie głosu i to wszystko było sygnałem. W rozmowie nie było to zauważalne, na taśmie bardzo. Nagrałam też pijackie awantury, poniżanie mnie i moje tłumaczenie, że niewinna i grzeczna jestem. Wmawiał mi, insynuował, oskarżał a ja pokornie słuchałam. Szkoda mi się siebie samej robiło kiedy tego odsłuchiwałam.

Pewnego razu, gdy byłam już zdolna ze spokojem słuchać jego wyładowań w czasie wybuchu gniewu, postanowiłam spisać przydomki, którymi mnie obdarzył.  Gdy przechodzi mu złość on nawet nie pamięta co mówił. Ja pamiętam i ból też pamiętam. On potrafił wieczorem wyzywać, a rano przyjść się przytulać do mojego łóżka. Psycholożka radziła, żebym zniszczyła tę listę, ale ja chcę pamiętać.

18 852

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Podczas ostatnich rozmów mąż jasno powiedział, że nie chce się starać, że już nie chce żebyśmy byli razem. Ja ostatnio odczuwam coś dziwnego. On na mnie nie patrzy. Nawet jak coś do mnie mówi to unika dłuższych spojrzeń. Ktoś mógłby pomyśleć, że to dlatego, że nie jest szczery, ale ja myślę, że on po prostu nie może znieść mojego widoku. Czasami jak na niego patrze to mam wrażenie jakby to był zupełnie obcy człowiek. Wieje od niego chłodem, jak skamielina. Czasami odczuwam jakiś lęk przebywając z nim i nie chodzi o strach przed wybuchem gniewu. Nie mogę pojąć co się ze mną stało. Dlaczego w pewnym momencie zaczęłam myśleć inaczej? Co spowodowało, że zaczęło mi przeszkadza w nim tak wiele? Jak to było u Was? Kiedy zaczęłyście rozumieć, że coś jest  nie tak w Waszym życiu?

18 853

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Żabcia5 napisał/a:

... Ja ostatnio odczuwam coś dziwnego.....ale ja myślę, że on po prostu nie może znieść mojego widoku. Wieje od niego chłodem, jak skamielina. Czasami odczuwam jakiś lęk przebywając z nim i nie chodzi o strach przed wybuchem gniewu. Nie mogę pojąć co się ze mną stało. Dlaczego w pewnym momencie zaczęłam myśleć inaczej? Co spowodowało, że zaczęło mi przeszkadza w nim tak wiele? Jak to było u Was? Kiedy zaczęłyście rozumieć, że coś jest  nie tak w Waszym życiu?

Tak jest mniej jego i więcej Ciebie. Ale on jest wciąż Twoim odnośnikiem. Pomyśl o sobie, szczególnie, że jego komunikat jest jasny. I nie zastanawiaj się czemu on tak na Ciebie patrzy - co Cię to obchodzi, jego sprawa. Ważne jak Ty patrzysz na siebie - byleby nie przez jego oczy.

Ja, że jestem w odmiennej sytuacji nie powiem Ci kiedy się zorientowałam. Z małżeństwa po prostu nagle wyszłam tzn. nie tak nagle, najpierw emocjonalnie, a potem to już było z górki, jak się zorientowałam, że mojego małżeństwa nie ma było już po wszystkim. Ale ja nie tkwię, ja się budzę, ja się wiercę, rozwalam wszystko, żyję "pięknie" i znowu wpadam w to samo.

18 854

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:
hm... napisał/a:

Kurs w Krakowie, bardzo ładnie tongue

Taaa....szczególnie, że mieszkam w Madrycie smile

********
Praca nad własnym rozwojem duchowym (...), oznacza przede wszystkim rezygnację z upartego naginania świata do własnej woli, z chęci, żeby sprawy szły tak, jak według ciebie powinny. Zamiast tego musisz przyjąć do wiadomości, że możesz nie wiedzieć, co jest najlepsze dla ciebie, czy dla kogoś innego w danej sytuacji. Mogą istnieć wyjścia i rozwiązania, których w ogóle nie brałaś pod uwagę, albo takie, których się najbardziej bałaś lub uważałaś, że trzeba ich za wszelką cenę unikać. Tymczasem to właśnie dzięki nim sytuacja może się stopniowo poprawić. Uparte trzymanie się własnej woli oznacza, że tylko ty znasz wszystkie odpowiedzi, a rezygnacja z niej - zgodą na to, by się poddać, otworzyć, spokojnie czekać, aż ktoś lub coś wskaże ci właściwą drogę. Dopiero wówczas się nauczysz, jak pozbyć się strachu (wszystkich tych: "co jeśli....?) i rozpaczy (tych:gdyby tylko....") i jak zastąpić je pozytywnymi myślami i postanowieniami na temat własnego życia.

[Kobiety, które kochają za bardzo]

Moim zdaniem skrót tego wersu jest poniżej.

No tak. A jak się mają do tego cele? Że człowiek jest kowalem własnego losu i takie tam.

18 855

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

No właśnie, piszesz raki, że z małżeństwa wyszłaś najpierw emocjonalnie. Ja właśnie jestem na tym etapie. To jest kawał życia, wspólnego życia. Trudno jest się przyznać, że popełniło się błąd i przeżyło ponad 20 lat nie z tym co trzeba człowiekiem.

18 856

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:

Z małżeństwa po prostu nagle wyszłam tzn. nie tak nagle, najpierw emocjonalnie, a potem to już było z górki, jak się zorientowałam, że mojego małżeństwa nie ma było już po wszystkim. Ale ja nie tkwię, ja się budzę, ja się wiercę, rozwalam wszystko, żyję "pięknie" i znowu wpadam w to samo.

Nie w to samo,nie wierzę.Może podobnie smile
Gdzieś czytałam,że jak sobie wmawiamy ciągle,że mamy pecha,to faktycznie przytrafia nam się więcej "wypadków".Przyciągamy nieszczęścia podobno.
  Ty trafiasz na nieodpowiednich facetów.
Bo sama nie wierzysz,że będziesz jeszcze szczęśliwa w związku.
Gdy uwierzysz może rycerz na białym koniu się pojawi smile smile ::


Masz maila smile

18 857 Ostatnio edytowany przez pani_zupa (2013-03-18 23:28:34)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

halo, wpadłam Wam powiedzieć, ze wspaniale przerabiam trójkąt dramatyczny. Książkowo i wzorcowo, wreszcie pasuję do jakiegoś wzoru.
Jego uzależnienie, moja ówczesna kompletna niewiedza co z tym począć, moje współuzależnienie, mój strach, jego chłód, moje emocje, walenie głową, wybawianie, prześladowanie i wielkie bam. W emocjonalnej chłodni nastąpiło już takie zgrupowanie emocji niewypowiedzianych, że teraz jest łapanie za każde słowo i histeria, że chcę po coś przyjechać do domu. I jakieś słowa inne niż o pogodzie. Czuję się jak chodząca toksyna, jak wróg najgorszy, jak morderca zza węgła. Zajebi...cie, czuję się jak śmieciuszek. Głowa oczywiście mówi, że to nie tak, że nie i nie ale emocje dziś mi latają jak głupie.
Zmęczona jestem

18 858

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pani_zupa napisał/a:

Czuję się jak chodząca toksyna, jak wróg najgorszy, jak morderca zza węgła

Zupka a moze jak trutka na karaluchy ? smile Konkrety prosze, bo niby rozumiem ale ...

18 859 Ostatnio edytowany przez Happyfull (2013-03-18 23:47:38)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
beosa napisał/a:

Gdzieś czytałam,że jak sobie wmawiamy ciągle,że mamy pecha,to faktycznie przytrafia nam się więcej "wypadków".Przyciągamy nieszczęścia podobno.
Ty trafiasz na nieodpowiednich facetów.
Bo sama nie wierzysz,że będziesz jeszcze szczęśliwa w związku.
Gdy uwierzysz może rycerz na białym koniu się pojawi smile smile ::

Beosa tego "nauczamy " na forum ? Nie trafiamy na nieopowiednich facetow !!! My same wybieramy nieodpowiednich facetow !!!
Nie przyciagamy nieszczesc tylko same sobie te nieszczescia robimy !!!
Rycerz na bialym koniu juz byl, tylko to jak sie okazalo to karaluch na mule smile smile:)

Cos do poczytania z blogu Terapia przez pisanie smile

CZY NAPRAWDĘ JESTEŚ GOTOWA NA ZWIĄZEK Z NORMALNYM FACETEM?

No właśnie. Jak w tytule. Odeszłaś od eksa, być może miałaś tyle odwagi żeby własnonożnie wykopać go z Waszego wspólnego lokum. Popłakałaś sobie, urżnęłaś się kilka razy, zrobiłaś przegląd pamiątek wywalając wszystko co Ci się z nim kojarzyło.

Zrobiłaś napad na galerię handlową, zakupiłaś kilka ekstra ciuchów plus ? zupełnie życzeniowo ? nowy komplet seksownej bielizny oraz paczkę gumek.
Zabrałaś się za walkę z nałogami, rozmyślasz nad nowym hobby tudzież pasją. Jednym słowem zaczęłaś o siebie dbać. Cieszysz się jak głupi do sera na myśl jak eksowi szczęka opadnie, gdy się na Ciebie przypadkiem natknie. Albo wspólni znajomi mu doniosą. Pomyśli, że kogoś masz! Alleluja i do przodu! Trzeba kogoś znaleźć. Zima idzie, przytuliłby się człowiek do żywego stworzenia płci przeciwnej.



Tam, gdzieś, na pewno czeka ON. Prawie nówka sztuka, z lekkim przebiegiem, nie bity - ciut klepany. Zasiadasz przed kompem, rejestrujesz się na sympatiach, sratiach i innych darlingach. Wklejasz swoje najcudniejsze zdjęcie, na którym prawie nie widać, że robiłaś je sobie sama z wyciągniętej ręki, tudzież kamerką internetową.
Szukasz aż oczy zaczynają Ci ropieć. Konsultujesz z koleżankami ? kuźwa, same porażki z tego netu. Wysoki blondyn z wyższym wykształceniem kuszący z profilu półuśmiechem Harrison?a Ford?a, okazuje się być kopią Danny?ego do Vito z wykształceniem gastronomicznym. A jakże. Skądś się wzięła ta aparycja. Fotoszop pierdolony. Strata czasu te internetowe randki. ?Dla ludzi z ambicjami?. Akurat.

Bardzo Mądry Blog radzi ? wyjdź do ludzi. Wychodzisz. Na siłowni zlot łysych karczków, na basenie babcie ze skoliozą nurkują między szkółką dla nieletnich. Tak logicznie myśląc, to jakieś męskie hobby by się przydało nie? Widziałaś kiedyś jakiegoś księcia jak wywija dupskiem na zumbie? No chyba ze taki, który chce zostać księżniczką. A taki Ci niepotrzebny. Myślisz, dumasz nad łowiskiem.

I teraz, aby odwrócić Twoją uwagę od beznadziei asortymentu; malutkie pytanko: jak już spotkasz tego Mr. Perfect, to czy rzeczywiście jesteś na niego gotowa?
To, że doskonale wiesz czego już NIE CHCESZ w związku ? to jedno, ale czy Ty wiesz czego CHCESZ?

Pojedziemy w punktach.

Czego chcesz od nowego związku, czyli plejada Twoich narowów.
Eks wyrobił w tobie nie szósty, nie siódmy, a co najmniej ósmy zmysł, dzięki któremu będziesz w stanie wychwycić każde zbliżające się kurestwo. Przeczytałaś milion osiemset książek, poradników, biuletynów. Przeczesałaś Internet w poszukiwaniu Grupy Wsparcia. Dowiedziałaś się, że ?wszyscy oni z jednej matrycy robieni?, wymieniłaś się doświadczeniami. Nie raz spłakałaś się jak bóbr i uśmiałaś jak fretka. Jakaś taka już jesteś może i gotowa na nową przygodę. Chodzisz na prawdziwą terapię do realnego terapeuty, który pomaga Ci przepracować błędy i zastanowić się nad samorozwojem. Poskładałaś się do kupy i oświadczasz, że już nigdy więcej, nikomu nie dasz sobie zrobić tego, co zrobił Ci on. Z Twoim przyzwoleniem oczywiście - w ramach wisienki na torcie. Przecież nie jesteś jakąś bezwolną masą.

Uczysz się technik asertywności, pracujesz nad nowymi-starymi relacjami. Najprawdopodobniej straciłaś już kilku znajomych zbulwersowanych faktem, że oto zamykasz publiczny wychodek na Twojej głowie i nie dasz sobie tam więcej nasrać. Same plusy. Niech ten Mr. Perfect ma się na baczności! Jak mu się tylko noga powinie ? wypad, kurwa, z baru.

Nic bardziej błędnego. Z takim podejściem bowiem ? czekasz na ten jego błąd. Bo wiesz czego NIE CHCESZ. Zauważ ?nie? na początku. Są teorie, które mówią, że nasz umysł automatycznie odrzuca słówko ?nie? i wdrukowuje się tylko reszta. Przykład: mówisz sobie ?nie zapalę? ? mózg odrzuca słówko ?nie? i myślisz wyłącznie o paleniu. Dlatego terapeuci posługujący się hipnozą rzadko stosują zaprzeczenie w trakcie swojej terapii ? wiedzą, że mogą uzyskać efekt zupełnie odwrotny.
Poza tym myśląc o tym, czego nie chcesz ? możesz wpaść w samospełniającą się przepowiednię. Dlatego, dla odmiany, zastanów się porządnie czego CHCESZ.

Pomińmy jego przywary ? skupmy się na tym czego chciałabyś od satysfakcjonującego związku. Szalonej namiętności, przygody i niegasnącego żaru spojrzenia? Źle! Pała! Do kąta tyłem do klasy!
Mało Ci? Jeszcze byś łyknęła toksynki co? Taki złoty strzał, tylko od kogoś innego. Żeby spełniło się Twoje ukryte podejrzenie, że wszyscy oni tacy sami, a teraz już wiesz jak z takim typkiem postępować. Więc w tym związku do Ciebie należeć będzie spijanie śmietanki. Nic z tego. Uzależnieniowcu jeden.

Czy nie przyjemniej brzmi taka scenka; przychodzisz do domu po pracy, na kuchence bulgocze wczorajsza zupa, on zdejmuje Ci płaszcz i cmoka w czerwony, zziębnięty nos. Zupa zaraz dojdzie, umyj ręce, dziecko już jadło i odrabia lekcje.
Zjadacie sobie zupkę, naczynia do zmywarki ? on płucze, Ty wkładasz (wiem, że jesteś jedyną osobą na świecie znającą najbardziej ekonomiczne ustawienie naczyń w zmywarce). Następnie chwila z TV dla niego, a z gazetką dla Ciebie. Gadacie sobie w trakcie reklam, robisz herbatkę. Potem, wieczorkiem po łazienkowych ablucjach ? kładziecie się do łóżeczka i chichocząc dobieracie się do siebie nawzajem. Resztę pozostawiam Twojej wyobraźni?.

Teraz pytanie: jak to zamierzasz zrobić? Powiedzmy, że poznasz tego fajnego gościa, porandkujecie trochę, Twoje dziecko go zaakceptuje, on też nie będzie miał nic przeciwko. I co dalej? Będziesz go szpiegować, sprawdzać telefon, pocztę, obwąchiwać kurtkę? Lipa. Lipa totalna. Bo pierwszą rzeczą do jakiej powinnaś być zdolna w momencie wchodzenia w nowy związek ? to umiejętność obdarzenia kogoś zaufaniem. Nie kredytem zaufania ? niech sobie to zaufanie pomalutku wypracowuje, ale jak już wypracuje, to nie przeginaj. Nie zadręczaj. Nie kombinuj.

Mało tego; może się zdarzyć, i pewnie zdarzy się nie raz, że on powie jakiś zlepek słów, który uruchomi w twojej głowie zapadkę z nazwą ?psychofag?. Mówił to samo! Zrobił tak samo! Sika na stojąco! Takim myśleniem szybko zdeprecjonujesz każdego faceta. A on? ?Jeśli mu naprawdę na mnie zależy ? zniesie wszystko!?. Czyżby? Tak jak Ty znosiłaś z eksem? Zajebisty zaiste był to związek.

Otóż oświecę Cię; nie zniesie. Nie da rady. Bo on też pewnie ma swoje narowy i jeśli skupicie się wyłącznie na Twoich, to on nie wytrzyma. Sama byś nie wytrzymała na jego miejscu. Skąd u niego narowy? Pryszczatego prawiczka będziesz dosiadać? Nie? No to już wiesz skąd narowy. W naszym wieku nie ma lekko. Każdy jakiś bagaż ma.

Dlatego też, starym zwyczajem, proponuję żebyś wzięła sobie karteczkę i napisała w punktach, jaki CHCESZ żeby ten następny związek był. Co zamierzasz dać od siebie ? nie tylko co chcesz otrzymać. Wiem, wiem. Zbiesiłaś się i teraz to już nic nie dasz. Akurat. W normalnych warunkach żeby wyjąć ? trzeba wsadzić.

Co jesteś w stanie ugrać, czyli kobieta drugiej kategorii.
Karty na stół. Gadaj natychmiast. Rozwódka? Uważasz się za starą? Zbyt zwiotczałą? Cycki podupadły razem z podwoziem? Masz zbuntowanego nastolatka w domu i chcesz dla niego na gwałt stabilizacji w pełnej rodzinie? No to już jesteś kobietą drugiej kategorii, bo masz do ugrania. Będziesz się bardzo starać, żeby sen się ziścił. Żeby wymazać ?tamto?. Albo chociaż ładnie przykryć. Aby Twoje dziecko miało z kim jechać na żagle, zamiast znowu podawać przybitej matce prochy na sen. Wyrabiasz się jak w betoniarce, żeby zdążyć przed Alzheimerem. Panika w oczach, histeria w ruchach.

Jeśli właśnie tak jest, jak wyżej opisałam, czyli jeśli masz niskie poczucie własnej wartości ? to leżysz i kwiczysz. Wychodzisz z pozycji siedzącego psa i każdy to wyczuje. Nie tylko facet. Wyczuje to nauczycielka w szkole, pani w urzędzie, dozorca sprzątający podwórko, Twoje własne dziecko to wyczuwa. Tak więc odrób wreszcie tę pracę domową i bądź dla siebie dobra. Zaakceptuj aktywa, popracuj nad wybitnie zwisającymi pasywami ? ale nie szalej. Nie będziesz już ani Angeliną ani Dżoaną. Młodsza też już nie będziesz. Co najwyżej ? bardziej zadbana.

Więcej argumentów? Proszę bardzo.

Boisz się, że po tym pierwszym razie ? on może się zorientuje, że to jednak nie to. Ale z Tobą będzie bo mu jakoś tak łyso zarąbać kopa w dupę samotnej matce.
No więc - NIE. Jeśli nie ruszasz faceta w łóżku ? to drugiego razu nie będzie. Może nawet do pierwszego nie dojdzie. Oni mają inny, lewarkowy mechanizm. Nie to co u nas. W związku z powyższym on już widział jak wyglądasz, mało tego ? pomacał Twoją skórę tu i tam. Nie uciekł z krzykiem? Lewarek ? OK? No więc zostaw, kurwa, ten temat.

Dalej ? jeśli obudził się rano i nie odgryzł sobie ręki, na której spoczywała Twoja głowa bez fryzury i makijażu ? też jest OK.
Wiedział, że masz dziecko? I fajnie. Więc nic ugrywać nie musisz. Nie jesteś dla niego kobietą drugiej kategorii. Jeśli przestaniesz nią być dla siebie ? masz sprawę wygraną w cuglach. Jeśli będziesz się zachowywać jak pewna swoich walorów kobieta ? tak będziesz postrzegana. I przez partnera, i przez nauczycielkę, dozorcę i własne dziecko.

Dlaczego uważasz, że tylko psychofagi są sexy?
Zauważyłam niebezpieczną tendencję w Twoich przekonaniach. Uważasz, że jeśli facet nie wywoła uczucia wzmożonej masturbacji w ścianach Twojego żołądka ? to zapewne jest nudny jak flaki z olejem. Jeśli zaś wywoła ? to z pewnością jest psychofagiem. Gratuluję znajomości męskiego rodu, związków i fogle relacji międzyludzkich. Zerojedynkowo.

Błąd. Bo po pierwsze ? teraz jesteś dużo ostrożniejsza, więc bardzo trudno o motyle. Po drugie ? on nie ma służyć do zapełnienia Twoich deficytów. Wywal na śmietnik tę idiotyczną teorię o połówkach jednego jabłka. Nikogo nie dopełniasz ani nikt nie dopełnia Ciebie. Stanowisz jedną, doskonałą całość, a on stanowi drugą. I postanawiacie posiedzieć sobie w jednym koszyku, jak to jabłuszka. Żadnych mistycznych pierdół o jedności dusz i przeznaczeniu wiekuistym. Powinnaś wreszcie dorosnąć.

Zauważyłaś już, że miłość jest ślepa, głucha i nie ma węchu. Widujesz zapewne szczęśliwe pary ? chociażby wśród celebrytów, gdzie przynajmniej jedno jest wybitnie paskudne. Dla partnerki ten paskud jest zapewne sexy, więc w czym problem? Z drugiej strony jest też kilka par, gdzie obydwoje są urodowo z najwyższej półki i żadne psycholem być nie musi. Wniosek? Normalny facet wcale nie jest skazany na fizjonomię Ferdynanda Kiepskiego, a nie każdy przystojniak to psychofag.

Poza tym wielokrotnie czytałam, że teraz wcale nie uważasz, że Twój eks był taki cudniasty. Generalnie. A tak w ogóle to co Ty w nim widziałaś???

Po co ja to piszę?
Po to, żebyś skupiła się na rzeczach ważnych. Koncentracja na jednym punkcie. Bo budowanie nowego związku, po starym ? fatalnym, to jest wyzwanie wyłącznie dla Twardzielek. Sukces jest możliwy, jeśli skupisz się na sprawach kluczowych; na swoich potrzebach, jego potrzebach i wspólnym styku tych dwóch krzywych. Jeśli będziesz rozproszona tropieniem jego podobieństw do byłego, jeśli będziesz porównywać go za każdym razem z eksem, jeśli będziesz niepewna swoich walorów jako kobieta ? polegniesz. Spieprzysz to koncertowo. Nikt nie wytrzyma takiej huśtawki, jaką zamierzasz zaserwować temu Misterowi. On będzie miał się prawo zbuntować i jebnąć drzwiami, bo co on winien że jakiś patafian Cię skrzywdził. To nie był on! Poza tym ? już wiesz, że to Ty sama dałaś się robić w bambuko i jeśli nowy nabytek Ci to wytknie ? to będzie miał rację.

Dlatego zanim ruszysz na polowanie, zastanów się czego oczekujesz od nowego związku i wybieraj zgodnie z wytycznymi z karteczki. Wbrew ?starej? sobie.

18 860

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:

Jak to hm... odświeżyła pomyślałam sobie, że wciąż nie widzisz jaki masz potencjał i jak mało wierzysz w siebie. Te wszystkie tam sprawy formalne to naprawdę nie jest duży kłopot. Przecież to Ty pracujesz, a nie on, sama wokół siebie potrafisz wszystko zrobić, możesz się odnaleźć nawet w najtrudniejszej sytuacji, więc czemu się w ciąż boisz. Ten Twój to będzie miał wtedy kłopot, nie Ty.
Głowa do góry, i nie trzymaj żadnych pał i patelni w zanadrzu, bo po co Ci ten kłopot - zadbaj o siebie, byś przez karalucha nie miała więcej problemów.

Do Ciebie Raki i do Wszystkich:
wierzę w siebie.
wiem,że mam duże możliwości,
nie boję się trudności,wręcz przeciwnie pokonywanie ich daje mi satysfakcję i siłę do życia.
Tak boję się trochę reakcji karalucha,boje się jego rodziny.Być może niepotrzebny to strach,ale czarnowidztwa jeszcze nie zdążyłam się oduczyć. smile

Tak powolutku dojrzewam do myśli o wyprowadzce.
Bo w sumie to ja mogę przez ponad pół roku mieszkać na działce (kupiłam(liśmy?)w zeszłym roku,bo stwierdziłam,że azyl muszę mieć smile ),opłaty minimalne, bo to ogródki pracownicze,woda,prąd,kibelek jest...Cisza,spokój- bezcenne.Nie widywać karaluchów-też. smile
Do pracy miałabym 25 km w jedną stronę.Ale pracuję na dzień (12h) potem dopiero na noc (na 18tą) i dwa dni wolne po nocy i od nowa.Plus miesiąc urlopu...Nie byłoby źle.Potem się zobaczy smile
Wyślę pozew jeszcze przed świętami,potem ma się ocieplić i fru!

Tylko,czy ta wyprowadzka (załóżmy,że tymczasowa) nie będzie wykorzystana przeciwko mnie na sprawie ???

No i chyba nie mogę zabrać samochodu-zarejestrowany jest oczywiście na mnie.Opłacony przeze mnie.
Jak jm dostanie te zaległe wypłaty (hi,hi był na 100% pewien,że zaraz po Nowym Roku mu zapłacą,kazał mi pożyczać ! na opłaty,bo odda.Nie dałam się nabrać tym razem. smile no i wojuje z zakładem już szósty miesiąc! ) to może wyciągnę z 1000zł,cosik dorzucę i kupię malutkie autko,takie tylko moje i nie będzie mi wyciekał olej jak w obecnym i nie będę żebrać,tylko wsiadam kiedy chcę i jadę smile Pomarzyć dobra rzecz. smile

Syn jutro idzie do pracy! Nareszcie!. smile

18 861 Ostatnio edytowany przez beosa (2013-03-19 00:18:42)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:

Beosa tego "nauczamy " na forum ? Nie trafiamy na nieopowiednich facetow !!! My same wybieramy nieodpowiednich facetow !!!
Nie przyciagamy nieszczesc tylko same sobie te nieszczescia robimy !!!
Rycerz na bialym koniu juz byl, tylko to jak sie okazalo to karaluch na mule smile smile:)

Z tym rycerzem to tak na pocieszenie,żeby nadzieję jakąś dać dziewczynie smile
Może będzie dwóch to będzie mogła wybrać i jednak nie będzie nieszczęścia smile
A tak na poważnie.
Raki pisała,że psycholożka jej powiedziała,że ma problem,bo nie wierzy już,że stworzy szczęśliwy związek.

Nie no,ja trafiłam, na weselu u koleżanki.Ale z czasem okazało się,że wybrałam nieodpowiednio smile

Dobra,poddaję się.Chciałam pomóc i okazało się,że sama jeszcze jestem nieuświadomiona do końca. smile smile smile
Lepsza jestem w przepisywaniu życiorysu z głowy na forum. smile Ale to daje ulgę...

Życzę Ci dobrej nocy Happy!
I wszystkim jeszczenieśpiącym smile


A poczytam to co wkleiłaś jutro po pracy....

18 862 Ostatnio edytowany przez raki (2013-03-19 02:04:33)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
raki napisał/a:

Praca nad własnym rozwojem duchowym (...), oznacza przede wszystkim rezygnację z upartego naginania świata do własnej woli, z chęci, żeby sprawy szły tak, jak według ciebie powinny. Zamiast tego musisz przyjąć do wiadomości, że możesz nie wiedzieć, co jest najlepsze dla ciebie, czy dla kogoś innego w danej sytuacji. Mogą istnieć wyjścia i rozwiązania, których w ogóle nie brałaś pod uwagę, albo takie, których się najbardziej bałaś lub uważałaś, że trzeba ich za wszelką cenę unikać. Tymczasem to właśnie dzięki nim sytuacja może się stopniowo poprawić. Uparte trzymanie się własnej woli oznacza, że tylko ty znasz wszystkie odpowiedzi, a rezygnacja z niej - zgodą na to, by się poddać, otworzyć, spokojnie czekać, aż ktoś lub coś wskaże ci właściwą drogę. Dopiero wówczas się nauczysz, jak pozbyć się strachu (wszystkich tych: "co jeśli....?) i rozpaczy (tych:gdyby tylko....") i jak zastąpić je pozytywnymi myślami i postanowieniami na temat własnego życia.

[Kobiety, które kochają za bardzo]

Moim zdaniem skrót tego wersu jest poniżej.

No tak. A jak się mają do tego cele? Że człowiek jest kowalem własnego losu i takie tam.

Moja droga - to właśnie chodzi o nas - o uzależnione. My jesteśmy takimi kowalami losu własnego i wszystkich na około, że nic tylko w tej kuźni siedzimy, a życie ucieka. Czas na urlop.

Rozwinięcie i jaki to skutek ma przynieść znajdziesz w książce.

****************************************

Zabcia5 napisał/a:

No właśnie, piszesz raki, że z małżeństwa wyszłaś najpierw emocjonalnie. Ja właśnie jestem na tym etapie. To jest kawał życia, wspólnego życia. Trudno jest się przyznać, że popełniło się błąd i przeżyło ponad 20 lat nie z tym co trzeba człowiekiem.

Tylko, że ja to zrobiłam zupełnie nieświadomie. Odcięłam się, żeby nie czuć bólu i nie czułam oj....nic nie czułam, długo - liczyć można w latach - ale było fajnie, bo tak się świetnie pracowało, chodziło, żyło.... a jak runęło.... I ratować już się nic nie dało.
NIE POLECAM!!!

Ty masz czuć, więc emocje będziesz miała (to są lata). Ja Ci proponuję w związku z Twoim małżeństwem, ani nie wchodzić, ani nie wychodzić. Olać zupełnie je i jego, a zająć się już tylko sobą -sama zobaczysz efekt w końcu, i to bez konieczności tego emocjonalnego miotania.
Dodam tak, może to Cię zmotywuje wink, że jak to prawdziwa miłość jest, to przecież i tak będziecie razem prędzej, czy później - odnowieni... tongue

***********************************************

beosa napisał/a:

Do Ciebie Raki i do Wszystkich:
wierzę w siebie.
wiem,że mam duże możliwości,
nie boję się trudności,wręcz przeciwnie pokonywanie ich daje mi satysfakcję i siłę do życia.

Aż cudnie się słucha smile Bo taka jesteś.

beosa napisał/a:

Tak boję się trochę reakcji karalucha,boje się jego rodziny.Być może niepotrzebny to strach,ale czarnowidztwa jeszcze nie zdążyłam się oduczyć.

Strach warto przełamywać. A co on Ci może zrobić, szczególnie na tej działce ?

beosa napisał/a:

Tylko,czy ta wyprowadzka (załóżmy,że tymczasowa) nie będzie wykorzystana przeciwko mnie na sprawie ???

NIE!!!! Co więcej, jak sąd usłyszy, że ze strachu aż na działce mieszkasz, zobacz,jak wiarygodnie wypadniesz. Poza tym rozwód jest przypieczętowaniem zaistniałego stanu CAŁKOWITEGO ROZKŁADU POŻYCIA (czyli najpierw ma nie być nic - nawet mieszkania razem - no chyba, że się już zupełnie nie da-ale to wyjątek), a potem ROZWÓD. To jest prawidłowa kolejność. Nie odwrotnie.
Ja się rozwiodłam z mężem po tym, jak już 1,5 roku słowa ze sobą nie zamieniliśmy. Przecież i tak z nim nie byłam. To jest naprawdę formalność.

beosa napisał/a:

No i chyba nie mogę zabrać samochodu-zarejestrowany jest oczywiście na mnie.Opłacony przeze mnie.

Dlaczego nie? Tak samo Twój, jak i jego. Bierz, nie pytaj się o nic. A lodówkę, łóżka i wszystko, co tam macie, to on może zabrać ? (czyt. zostawić przy sobie).

bosea napisał/a:

Jak jm dostanie te zaległe wypłaty (hi,hi był na 100% pewien,że zaraz po Nowym Roku mu zapłacą,kazał mi pożyczać ! na opłaty,bo odda.Nie dałam się nabrać tym razem.  no i wojuje z zakładem już szósty miesiąc! )

Ty mu wierzysz, że cokolwiek Ci da? Nie da się tego od razu jakoś przelać na te opłaty? Kredyty?

boesa napisał/a:

to może wyciągnę z 1000zł,cosik dorzucę i kupię malutkie autko,takie tylko moje i nie będzie mi wyciekał olej jak w obecnym i nie będę żebrać,tylko wsiadam kiedy chcę i jadę  Pomarzyć dobra rzecz.

Ty już nic nie kupuj, nim się nie rozwiedziesz, albo przynajmniej umowy z nim nie podpiszesz o rozdzielności. Nic nie jest Twoje, tylko wszystko wspólne  - myśleć proszę. Bierz tamto auto i tyle.

***************************************************


Happyfull napisał/a:
pani_zupa napisał/a:

halo, wpadłam Wam powiedzieć, ze wspaniale przerabiam trójkąt dramatyczny. Książkowo i wzorcowo, wreszcie pasuję do jakiegoś wzoru.

Zupka a moze jak trutka na karaluchy ?  Konkrety proszę, bo niby rozumiem ale ...

Nieważne, co między nimi było. To taka radość z odkrycia - jestem chora. Przerażające, smutne, a zarazem radosne. Człowiek czyta i widzi, że książkę o nim napisali - jasnowidze jacyś.
I w sumie fajne, bo to znaczy, że jeszcze można się z tej powieści jakoś wyplątać.
Też dużo ostatnio czytam o sobie. sad

****************************************************
beosa, Happyfull co do tych książąt moich. W sumie to już Happy wytłumaczyła. Ja miałam niezachwianą wiarę w ich cudowność i w to, że kolejny będzie cudowniejszy, a potem że jest tym  (oczywiście po paru poprawkach) albo jak mnie w końcu prawdziwie pokocha albo zrozumie, czym jest miłość.
Teraz wiem, że nie poznam normalnego - jak się zorientowałam to się tu zapisałam. P.S. W sumie zawsze mówiłam, że normalni mnie w ogóle nie interesują, tylko jeszcze nie wiedział czym się je tych nienormalnych.

Póki co na razie nie wierzę, że nawet jak już wyjdę z tego czegoś, bo ja nawet w swoim życiu takich nie widziałam na ulicy (są dla mnie jak mgła, a nawet powietrze). Poza tym, choć jeszcze nie czytałam odpowiadam: Nie, nie jestem gotowa na związek z normalnym facetem Nawet sobie wyobrazić bym nie mogła, chyba bym od razu umarła, a jak nie to na drugi dzień uciekła.

Dlatego w sumie z braku laku rozważam powrót do karalucha tongue (znajome, świadome, zaspokaja wszystkie moje potrzeby i zawsze się da zastąpić kolejnym - poza tym ten to bardzo dobra partia jest).
Przecież ja nawet nie mam potrzeby tej sielanki, stabilności, ciągłej bliskości (czy ktoś wie, co jeszcze się dzieje w szczęśliwym związku?) Po co ja się leczę? wink

***********************************************

Żabcia5 napisał/a:

Ja właśnie jestem na tym etapie. To jest kawał życia, wspólnego życia. Trudno jest się przyznać, że popełniło się błąd i przeżyło ponad 20 lat nie z tym co trzeba człowiekiem.

A nie możesz do tego podejść, jak do lekcji, rozwoju. Przecież to jest 20 lat życia. Powiedz, że pięknie było, że miałaś te wszystkie emocje, których chciałaś i określony świat, ale jakoś Ci przestały odpowiadać i więcej już "marnować" nie masz zamiaru. Podziękuj karaluchowi za cenną naukę i to, że możesz teraz budować inaczej, zrób papa, porechotaj i poskacz w lepsze ja.
A przynajmniej teraz go olej, zdecydujesz potem, jak będziesz miała ochotę.

************************************************

No to sobie spokojnie poodpowiadałam i człapie do łóżka. Mogę się już koncentrować na pracy. Jednak mój stan obecny to zapewne ... euforia... Będzie pewnie bolało, choć nie mogę sobie na razie tego wyobrazić, skoro jest tak pięknie.

Że regularnie odpowiadam na pytanie co czuję:.... otóż w euforii zupełnie nie wiem - nie mam uczuć sad niedobrze sad sad sad

18 863

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
beosa napisał/a:
raki napisał/a:

Z małżeństwa po prostu nagle wyszłam tzn. nie tak nagle, najpierw emocjonalnie, a potem to już było z górki, jak się zorientowałam, że mojego małżeństwa nie ma było już po wszystkim. Ale ja nie tkwię, ja się budzę, ja się wiercę, rozwalam wszystko, żyję "pięknie" i znowu wpadam w to samo.

Nie w to samo,nie wierzę.Może podobnie smile
Gdzieś czytałam,że jak sobie wmawiamy ciągle,że mamy pecha,to faktycznie przytrafia nam się więcej "wypadków".Przyciągamy nieszczęścia podobno.
  Ty trafiasz na nieodpowiednich facetów.
Bo sama nie wierzysz,że będziesz jeszcze szczęśliwa w związku.
Gdy uwierzysz może rycerz na białym koniu się pojawi smile smile ::


Masz maila smile

Czyżby siła przyciągania?

18 864

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
beosa napisał/a:
raki napisał/a:

Jak to hm... odświeżyła pomyślałam sobie, że wciąż nie widzisz jaki masz potencjał i jak mało wierzysz w siebie. Te wszystkie tam sprawy formalne to naprawdę nie jest duży kłopot. Przecież to Ty pracujesz, a nie on, sama wokół siebie potrafisz wszystko zrobić, możesz się odnaleźć nawet w najtrudniejszej sytuacji, więc czemu się w ciąż boisz. Ten Twój to będzie miał wtedy kłopot, nie Ty.
Głowa do góry, i nie trzymaj żadnych pał i patelni w zanadrzu, bo po co Ci ten kłopot - zadbaj o siebie, byś przez karalucha nie miała więcej problemów.

Do Ciebie Raki i do Wszystkich:
wierzę w siebie.
wiem,że mam duże możliwości,
nie boję się trudności,wręcz przeciwnie pokonywanie ich daje mi satysfakcję i siłę do życia.
Tak boję się trochę reakcji karalucha,boje się jego rodziny.Być może niepotrzebny to strach,ale czarnowidztwa jeszcze nie zdążyłam się oduczyć. smile

Tak powolutku dojrzewam do myśli o wyprowadzce.
Bo w sumie to ja mogę przez ponad pół roku mieszkać na działce (kupiłam(liśmy?)w zeszłym roku,bo stwierdziłam,że azyl muszę mieć smile ),opłaty minimalne, bo to ogródki pracownicze,woda,prąd,kibelek jest...Cisza,spokój- bezcenne.Nie widywać karaluchów-też. smile
Do pracy miałabym 25 km w jedną stronę.Ale pracuję na dzień (12h) potem dopiero na noc (na 18tą) i dwa dni wolne po nocy i od nowa.Plus miesiąc urlopu...Nie byłoby źle.Potem się zobaczy smile
Wyślę pozew jeszcze przed świętami,potem ma się ocieplić i fru!

Tylko,czy ta wyprowadzka (załóżmy,że tymczasowa) nie będzie wykorzystana przeciwko mnie na sprawie ???

No i chyba nie mogę zabrać samochodu-zarejestrowany jest oczywiście na mnie.Opłacony przeze mnie.
Jak jm dostanie te zaległe wypłaty (hi,hi był na 100% pewien,że zaraz po Nowym Roku mu zapłacą,kazał mi pożyczać ! na opłaty,bo odda.Nie dałam się nabrać tym razem. smile no i wojuje z zakładem już szósty miesiąc! ) to może wyciągnę z 1000zł,cosik dorzucę i kupię malutkie autko,takie tylko moje i nie będzie mi wyciekał olej jak w obecnym i nie będę żebrać,tylko wsiadam kiedy chcę i jadę smile Pomarzyć dobra rzecz. smile

Syn jutro idzie do pracy! Nareszcie!. smile

Jak wyprowadzkę odpowiednio przedstawisz to będzie na korzyść:)

18 865

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Z przeczytanego tekstu nsjbardziej podobało mi się


"Fotoszop pier..."
"Zaiste zajebisty był to związek"


Dobry tekst, podoba mi się.

18 866

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:
Happyfull napisał/a:
raki napisał/a:

tak w ogóle to ja dalej miele i miele i miele. Abo robię wszystko z nim, albo snuje odległe plany, co jak zostanę tu, a co jak wrócę do Polski, gdzie się nie zapiszę i jak to sobie nie poukładam. I tak walczę, i jeszcze wciąż czuję presję decyzji - co robić, jaki termin sobie wyznaczyć itp.itd.
Do zwariowania. Jak ja w ogóle ze sobą wytrzymuje!!!
Ale ta gonitwa jest koszmarna, jak tak będę się wić i bić, zwariuje. Ciągle zapominam o tym, co poniżej.

Ok rozumiem juz to co wstawilas ponizej smile Ty nie chcesz gonic, poddac sie, zatrzymac mysli !!! Go with the flow  !!! Tego Ci brakuje ?

Właśnie tego i przez to nie pozwalam sobie na zmiany wewnętrzne i spojrzenie na siebie, życie, na wszytko. Tylko się miotam. Od ściany do ściany. Bo muszę już teraz ZROBIĆ, DZIAŁAĆ, ZMIENIAĆ - bo wszystko zależy ode mnie (aż nadto). A są rzeczy, do których trzeba dojrzeć, pozwolić życiu samemu zadziałać, wykrystalizować je.
Co z tego, że ja się teraz np. spakuję (kurde to jest poważna wyprowadzka,sama pewnie wiesz) i wrócę? Będzie o tyle łatwiej, że są rodzice i przyjaciele. Ale co dalej ? Ta sama ściana i presja, i będzie myślenie, by tu wrócić, poza tym szukanie mieszkania, urządzanie się itp., itd. W takim stanie i w takiej gonitwie decyzji się nie podejmuje, chyba że to już jest mus, ale siebie sama ciągle zmuszam i się tym stresuje, PRZESZKADZAM ŻYCIU I SOBIE, nie daję sobie dojrzeć i nabijam na tych ścianach guzy. BO MUSZE WIEDZIEĆ!!! Co? Coś, czego teraz się nie dowiem.

Co mam tutaj:) Najpiękniejszy, jak dla mnie, pod względem przyrody i ukształtowania terenu, kraj na świecie. Ile tu gór jest (2gi po Szwajcarii najb. górzysty) ile mórz, ile, ile, ile... Fajne mieszkanie, które urządziłam (pierwszy raz od rozwodu) po swojemu (z dużą pomocą niestety (g)jma (jest jego) - więc jest tu wszędzie), jest, jak ja chcę, a nie jak je zastałam. Słońce. Spokojną pracę przed kompem, bez stu rzeczy na raz i wielkiej gonitwy. I tu na razie warto bym wyszła z tej deprechy i powolutku robiła drobne rzeczy dla siebie, a potem zobaczę, pewne rzeczy się wyklarują z czasem.

Ale to teoria. To, co dzieje się w moim mózgowiu, to praktyka, która się ma nijak. Ręce mam tak napięte, że szkoda słów sad

A jakbyś tak na spotkanie z Madrytem wyszła? I tam możesz mieć przyjaciół.
Teraz już wuem dlaczego wcześniej poczułam, że jednak lepiej żebyś tam została.

18 867

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pani_zupa napisał/a:
raki napisał/a:
Happyfull napisał/a:

Ale wiesz, co sie dzieje z Twoim mozgowiem smile Nie wazne, gdzie zamieszkasz zawsze bedziesz musiala byc ze soba !!!
Raki a moze rob dokladnie na odwrot jak do tej pory ?

Nie wiem, może zrobiłam. Nie wiem. Nawet nie wiem, co byłoby na odwrót w sumie, bo robię wiecznie wszystko i nic zarazem.

Nie wiem, co mam Ci powiedzieć. I już zupełnie nie wiem, co czuję. Zmęczenie może (czy można mieć takie uczucie?). Jest mi bardzo, bardzo ciężko.

raki, przeżywałam podobne stany w zeszłym roku, dokładnie rok temu, w cudownych okolicznościach wymarzonej Skandynawii. Walka głowy o opcje, szanse, wątpliwości- tam duże możliwości, tu świetna praca i kariera, problemy w związku i myślenie, myślenie, myślenie. Ciągle na wstrzymanym oddechu, drętwiejące ręce, kamień w klatce piersiowej, noce kręcące młynki w głowie. Nie chciałam, nie umiałam wyluzować. Ale nie szukałam na to sposobu, może gdybym poszukała... Skończyło się bardzo źle dla mojego zdrowia, fizycznego i psychicznego, pękłam jak miśnieńska waza...dylematy się skończyły, bo musiały, ataki nerwicy były straszne, nawet nie chce pisać. Odbudowuję się od stycznia, wreszcie znalazłam mój sposób na wyluzowanie, no musiałam wreszcie. Sklejanie idzie wolno.
Nie piszę, żebyś się niezwłocznie wyluzowała, tylko może poszukała sposobu na to powoli, to co robi nam głowa odbija się w końcówce pięty i w bliskich niestety

Potrafi nam głowa płatać figle. Tak, że niby nie wiemy co się dzieje. Ale jeśli jest świadomość tego kręćka to mimo to jest dobrze. Kiedy nie kontrolujemy albo jesteśmy tak zatwardziali, że nie dopuszczamy tego co się dzieje do siebie to jesteśmy na najlepszej drodze do..

18 868

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:
pani_zupa napisał/a:
raki napisał/a:

Nie wiem, może zrobiłam. Nie wiem. Nawet nie wiem, co byłoby na odwrót w sumie, bo robię wiecznie wszystko i nic zarazem.

Nie wiem, co mam Ci powiedzieć. I już zupełnie nie wiem, co czuję. Zmęczenie może (czy można mieć takie uczucie?). Jest mi bardzo, bardzo ciężko.

raki, przeżywałam podobne stany w zeszłym roku, dokładnie rok temu, w cudownych okolicznościach wymarzonej Skandynawii. Walka głowy o opcje, szanse, wątpliwości- tam duże możliwości, tu świetna praca i kariera, problemy w związku i myślenie, myślenie, myślenie. Ciągle na wstrzymanym oddechu, drętwiejące ręce, kamień w klatce piersiowej, noce kręcące młynki w głowie. Nie chciałam, nie umiałam wyluzować. Ale nie szukałam na to sposobu, może gdybym poszukała... Skończyło się bardzo źle dla mojego zdrowia, fizycznego i psychicznego, pękłam jak miśnieńska waza...dylematy się skończyły, bo musiały, ataki nerwicy były straszne, nawet nie chce pisać. Odbudowuję się od stycznia, wreszcie znalazłam mój sposób na wyluzowanie, no musiałam wreszcie. Sklejanie idzie wolno.
Nie piszę, żebyś się niezwłocznie wyluzowała, tylko może poszukała sposobu na to powoli, to co robi nam głowa odbija się w końcówce pięty i w bliskich niestety

Mam dokładnie to wszytko. Wiem, że muszę ratować przede wszystkim siebie. Tylko nie wiem, jak. Wszędzie są mury lub łąki zielone, zależy jak na to popatrzysz. Nie wiem, jak się znajduje sposób na wyluzowanie, coś pewnie trzeba w głowie poprzestawiać. Spróbuję Cię poczytać.

Wiesz jak wielkie masz bogactwo,, że to wiesz i że chcesz? Ogromne.

18 869

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Żabcia5 napisał/a:
raki napisał/a:

zabciu5 A jednak popatrz sobie, jaki był Twój ojciec.
Ja osobiście o dziwo nie wybieram sobie ojca, ale idę w schemat dziadka, bo on był dużo większym draniem. Tak samo zrobiła jego córka, ale była bardziej świadoma niż babcia i teraz jakoś tam idzie po stu latach do przodu. Jak bym wybrała ojca (w końcu babcia z dziadkiem skutecznie rozwalili mu psychikę), nie było by tak źle. I wiecie, nie znoszę mojej babci, ciągle mam jakieś poczucie krzywdy z jej strony - tak jakby mi się na psychice jakoś te ich relacje odbijały. Ona dziadka serdecznie nienawidzi, ale uparcie z nim żyje.

Moja mama całe życie okazywała swoje niezadowolenie z mojego ojca i rozpamiętywała jakąś niespełnioną miłość. Myślę, że największym ich błędem było pozostawianie mnie pod opieką dziadków i odwiedzanie tylko w weekend. Trwało to do 3-go roku mojego życia. O dziwo pamiętam z tego okresu wyjątkowo dużo. Tym sposobem między mną a moim dziadkiem zrodziła się wyjątkowa więź. Każdy nawet w rodzinie mówił, że my się naprawdę kochaliśmy choć nie było to okazywane słowami ani czułym przytulaniem. Babcia nie darzyła dziadka wielkim szacunkiem, co okazywała na każdym kroku. Dlatego też choć wychowywała mnie najlepiej jak umiała to nie darzyłam jej zbyt wielką miłością.  W domu rządziła moja babcia i moja mama. Tata został osunięty na boczny tor, gdzie siedział cicho. Nie zrodziła się między nami żadna więź. Teraz na starość jako człowiek z zaawansowaną demencją pokazuje swój naprawdę podły charakter. Jeśli chodzi o moją mamę, to szkoda, że nie miała własnego zdania i nie wierzyła we mnie. Myślę, że raczej zawsze mogłam na nią liczyć, choć nie umiałyśmy ze sobą rozmawiać.

raki napisał/a:

Żabciu5 Ty jednak ciągle wszystko robisz w kierunku naprawy. Nawet Twoja zmiana jest nadzieją na to, że on dzięki temu się zmieni (nawet takie rzeczy wypisują w książkach, że to tak działa). On jak widzisz nie chce się zmienić - nawet gdzieś to tam napisałaś. Związek to praca dwojga ludzi. Ty jesteś sama, więc sobie odpuść. Zajmij się sobą tylko.

Ja wiem, że on się nie chce zmienić. Nigdy nie chciał. Nie wiem dlaczego ja się łudziłam.

Chyba mamy podobną mamę.
W przypadku mojej, kiedy ojca już dawno nie było, bo odszedł, ona dalej rocznice ślubu liczyła i rozpamiętywała. Słyszałam jaki to nie był. Ale nastawianie mnie przeciwko niemu jej nie wyszło niestety.

Wiecie, jest teraz chora. Nie wiem od jak dawna. Ja znam wszystkie jej błędy. I co musiało się stać, żeby dopiero terz do niej dotarło. To tragiczna prawda. Nie była nigdy siebie świadoma, nigdy nie zastaniwiła się nad sobą. Wszyscy ją zostawiali, nie dziwię się, bo ja też. Toksyczny człowiek. Sama nie chciała spojrzeć na siebie, aż pewnego dnia wszystko wymknęło jej się spod kontroli. Ja wiem, że sama do tego doprowadziła. Tak to jest kiedy ktoś jest przekonany o swojej nieomylności, kiedybwini cały świat dookoła o wszystko, kiedybw każdym sidzi zło i nieuczciwość.
Nie chcę już o tym. To jej problem.

18 870

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Żabcia5 napisał/a:
Happyfull napisał/a:
Żabcia5 napisał/a:

Tata został osunięty na boczny tor, gdzie siedział cicho. Nie zrodziła się między nami żadna więź.

Czy nie podobienstwa do Twego karalucha ? Nie ma miedzy Wami tak samo zadnej wiezi sad

Absolutnie nie. Między mną a moim mężem były więzi. On był troskliwy i mnie wspierał. Wiele mówił i otrzymałam od niego dużo trafnych rad. On ma swoją dobrą stronę, szkoda tylko, że nie okazuje mi uznania, zrozumienia i szacunku. Są to przecież podstawowe potrzeby, których kobieta oczekuje w związku.

W każdym związku tak jest na początku, czasem też nam się to wydaje oraz potrafimy to wskutek miłości naszej powiększać. A realnie?

18 871

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
zofia282 napisał/a:

Wpadłam tylko na chwilkę w przerwie między pracami domowymi. Poczułam wiosnę i za porządki się wzięłam. Słońce sprowokowało mnie do tej pracy. Pajęczyny już nie straszą ( a były wszędzie big_smile tylko bez słońca niewidoczne), kwiatki dopatrzone, oskubane z zeschłych liści. Obiadek szybki, ale smakowity i wszystko to w rytm muzyki. W przerwie popijam pyszną, pachnącą zieloną herbatkę i z dumą spoglądam na błysk w około. Aaaaaa zrobiłam Tiramisu i znowu płynie sad . Wyjadać je można łychą lub wypijać big_smile. Spoko i o takiej konsystencji "wchodzi" smile - pychotka. Lody też lubię w postaci płynnej smile
Zostało mi jeszcze sprzątanie sypialni i kilka prań. Na wieczór koleżanka na plotki i fryzurkę się zapowiedziała.
Temperatury jeszcze na minusie, ale słoneczko już wprowadziło mnie w nastrój wiosenny smile

No to pieknie Zofiu smile
Tiramisu bedzie zawsze troche plynac tongue Jest takie troche plynne smile Moze dodaj tez smietany jak Hm..pisala albo nie dodawaj jajek? Mi tam wychodzi takie jak w Italii smile
Buziaki smile

Ja bez jaj czynię. Śmietana jest cudowna do tego smile

18 872

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Piszesz raki, że jeśli jest to miłość to i tak ze sobą będziemy. To mnie właśnie dziś tak bardzo przygnębia, że po tylu latach bycia razem, gdy mój mąż usłyszała, że jest mi źle, to już nie chce być ze mną. Czy to jest miłość?

Zawsze uważałam, że ze sobą dużo rozmawiamy i że to bardzo dobrze, ale co to były za rozmowy skoro ja mówiłam tylko to, co on chciałby usłyszeć. Teraz, gdy ja zadaje szczere pytania, to on nie chce odpowiadać. Nie chce go zmieniać, tylko chcę się dowiedzieć jaki on jest naprawdę i dowiaduję się, że on już nie chce tego ciągnąć dalej.

Pytasz raki, co dzieje się w szczęśliwym związku. Moim zdaniem najważniejsze jest żeby być sobą i cieszyć się z tego kim się jest, a partner to ktoś kto powinien otaczać nas troską i szacunkiem. Kobietom potrzebne jest zrozumienie, czyli dobrze by było, gdyby mężczyzna umiała nas wysłuchać. Dobrze jest jeśli czasami usłyszymy od niego zapewnienie o jego miłości i że jest mu dobrze w związku z nami, ale takie zapewnieni, że będziemy to czuć, a nie tylko puste słowa. Oczywiście o mężczyznę też trzeba zadbać. Akceptować go takim jaki jest i mieć do niego na tyle zaufania, że jeśli powinien coś w sobie zmienić to to uczyni. Podobno mężczyźnie potrzebny jest również podziw tego co robi i to kim jest. To taki kawałek teorii na temat Venus i Marsa. Będę o tym pamiętać, gdy kiedyś poznam kogoś na kim zechcę to wypróbować i mam nadzieję, że to się sprawdzi.

18 873

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:
Żabcia5 napisał/a:

Ja właśnie jestem na tym etapie. To jest kawał życia, wspólnego życia. Trudno jest się przyznać, że popełniło się błąd i przeżyło ponad 20 lat nie z tym co trzeba człowiekiem.

A nie możesz do tego podejść, jak do lekcji, rozwoju. Przecież to jest 20 lat życia. Powiedz, że pięknie było, że miałaś te wszystkie emocje, których chciałaś i określony świat, ale jakoś Ci przestały odpowiadać i więcej już "marnować" nie masz zamiaru. Podziękuj karaluchowi za cenną naukę i to, że możesz teraz budować inaczej, zrób papa, porechotaj i poskacz w lepsze ja.
A przynajmniej teraz go olej, zdecydujesz potem, jak będziesz miała ochotę.

Dobra rada. Podobnie powiedział mąż dziś rano. Było i się skończyło. Kiedyś byliśmy inni teraz jesteśmy inni, bo życie nas zmienia. Żałuje on tylko, że ja nie powiedziałam wcześniej, że jest mi żle, bo teraz mielibyśmy może już dawno poukładane życie na nowo.

18 874

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Żabcia5 napisał/a:
raki napisał/a:
Żabcia5 napisał/a:

Ja właśnie jestem na tym etapie. To jest kawał życia, wspólnego życia. Trudno jest się przyznać, że popełniło się błąd i przeżyło ponad 20 lat nie z tym co trzeba człowiekiem.

A nie możesz do tego podejść, jak do lekcji, rozwoju. Przecież to jest 20 lat życia. Powiedz, że pięknie było, że miałaś te wszystkie emocje, których chciałaś i określony świat, ale jakoś Ci przestały odpowiadać i więcej już "marnować" nie masz zamiaru. Podziękuj karaluchowi za cenną naukę i to, że możesz teraz budować inaczej, zrób papa, porechotaj i poskacz w lepsze ja.
A przynajmniej teraz go olej, zdecydujesz potem, jak będziesz miała ochotę.

Dobra rada. Podobnie powiedział mąż dziś rano. Było i się skończyło. Kiedyś byliśmy inni teraz jesteśmy inni, bo życie nas zmienia. Żałuje on tylko, że ja nie powiedziałam wcześniej, że jest mi żle, bo teraz mielibyśmy może już dawno poukładane życie na nowo.

Zabcia a Ty nie zalujesz ? Przeciez mogl odejsc ??? Juz Ci pisalam ze musisz osiagnac swoje dno aby cos zmienic sad
A gdybac to nie mozna teraz co by bylo ? Zyjesz teraz i jestes swiadoma, ze cos nie tak !!! Przeszlosci nie zmienisz -mozesz tylko wyciagnac wnioski na przyszlosc !!! Masz zyc teraz i podejmowac decyzje teraz smile

18 875

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Żabcia5 napisał/a:

zofia, jakbyś o mnie pisała. Mąż mówi, że ja coś mówiłam, a ja mówiłam coś innego. Ciągle powtarzamy, że będziemy nagrywać nasze rozmowy, tylko jakoś nie możemy się za to zabrać. Czytam, a właściwie słucham ?Mężczyźni są z Marsa, Kobiety z Wenus?, traktując tę książkę z wielkim przymrużeniem oka i czasami jako dobrą komedie. Kto czytał ten wie, że książka między innymi tłumaczy jak mężczyźni rozumieją nasze słowa, ale to co wygaduje mój mąż to faktycznie, gdyby było prawdą wskazywałoby na mój obłęd. Nie pomagają tłumaczenia, że mnie w życiu nie zdarzają się sytuacje, żeby ktoś patrzył na mnie z otępieniem, bo mnie nie zrozumiał. I raptem przy moim mężu zachowuję się jak wariatka.

O smile To znam ze swoich czterech ścian smile Akurat jak mam dobry humor to się z tego już śmieję.

Właśnie przez problemy w odbiorze wściekłam się i postanowiłam już zawczasu podpisać plan wychowawczy, bo mnie wyprowadzało z równowagi to, ta rozbieżność. A oczywiście, potwierdzam, przez kilka lat coraz mocniej i częściej dawałam sobie wmawiać, że ja to przecież naprawdę kompletnie nic nie powiedziałam. I - wiem, zabrzmi to strasznie - ja przepraszałam, że pewnie tak, że pewnie pomyślałam, a w tym nawale zajęć nie powiedziałam głośno...

OMG....
Przepraszałam, że w nawale zajęć....
OMG, alem głupia smile

18 876

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Chyba napisałabym Ci to samo. Wczorajsza euforia nie pozwoliła mi spać do 3 w nocy, to czytałam.
Teraz jest gigantyczne przygnębienie. Niedobrze mi od tego wszystkiego. Pewnie się też boję. I znowu zero możliwości koncentracji, myślenia, pracowania.
Fatalnie.
On znowu pyta, czy jutro pojadę. (co drugi dzień?!).
I tym razem jestem skłonna się zgodzić. Będzie dużo ludzi, dojadę pociągiem do aut, a potem pociągiem wrócę. Z nim nie muszę gadać.

Hm...to nie jest moment bym wychodziła do ludzi. Jeszcze nie. Do bliskich przyjaciół, owszem, ale do reszty nie wiem.

Jestem ciężko chora. Myślę, że podświadomie przyjechałam tu dla niego - zdobyć, choć z całym sił broniłam się, że nie, a nawet nie chciałam z nim kontaktu. Możliwe, że wciąż tu zostaję jeszcze nadal dla niego. Nie umiem złapać ze sobą kontaktu, dlatego nie wiem. Zaryzykowałam moją pracę, stabilność finansową i wydałam kupę pieniędzy tylko dla jakiejś mojej idiotycznej chęci osiągnięcia celu. To jest bardzo chore.

Chciałabym wrócić do mojego życia, ale właśnie się zorientowałam, że nie wiem, co to jest moje życie - poza pracą. Od rozwodu żyłam życiem innych, nie swoim.

Smutne.

18 877 Ostatnio edytowany przez Happyfull (2013-03-19 15:01:44)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
pani_zupa napisał/a:

Czuję się jak chodząca toksyna, jak wróg najgorszy, jak morderca zza węgła

Zupka a moze jak trutka na karaluchy ? smile Konkrety prosze, bo niby rozumiem ale ...

Moj originalny post mozna tez inaczej interpretowac smile

raki napisał/a:
Happyfull napisał/a:
pani_zupa napisał/a:

halo, wpadłam Wam powiedzieć, ze wspaniale przerabiam trójkąt dramatyczny. Książkowo i wzorcowo, wreszcie pasuję do jakiegoś wzoru.

Zupka a moze jak trutka na karaluchy ?  Konkrety proszę, bo niby rozumiem ale ...

Nieważne, co między nimi było. To taka radość z odkrycia - jestem chora. Przerażające, smutne, a zarazem radosne. Człowiek czyta i widzi, że książkę o nim napisali - jasnowidze jacyś.
I w sumie fajne, bo to znaczy, że jeszcze można się z tej powieści jakoś wyplątać.
Też dużo ostatnio czytam o sobie.

Przeciez juz pisalam, ze zycie nie jest takie skomplikowane smile My tez nie jestesmy kims wyjatkowym tongue

Dla przypomnienia !!!

Trójkąt dramatyczny Karpmana.

Wielu z nas jest przekonanych, że wybawianie i ratowanie innych z różnorakich opresji jest dobrym uczynkiem. Uważamy, że milcząca zgoda na to, by ktoś musiał walczyć z nieprzyjemnym, ale całkowicie w danej sytuacji zrozumiałym uczuciem, ponosić konsekwencje swoich czynów, odczuwać zawód usłyszawszy ?nie?, odpowiadać za siebie, swoje zachowania i postępki jest czymś okrutnym i bezlitosnym.

Wielu z nas zwyczajnie nie wie, za co jesteśmy odpowiedzialni, a za co nie ponosimy żadnej odpowiedzialności. Są tacy, którzy sądzą, że musza się denerwować, kiedy ktoś ma jakiś problem, ponieważ jest to ich obowiązkiem.

Jednakże za większością aktów pomocy i wybawiania czai się demon ? poczucie swej własnej małej wartości. Pomagamy i ratujemy, ponieważ nie mamy o sobie zbyt dobrego zdania. Opiekowanie się innymi napełnia nas przekonaniem o własnej mocy, dowartościowuje nas i poprawia nam samopoczucie, jednak stan ten jest ulotny i krótkotrwały. Tak jak kieliszek poprawia na chwilę nastrój alkoholikowi, tak pomaganie i ratowanie sprawia, że na moment zapominamy o bólu, którym przepełnia nas świadomość tego, jak mało jesteśmy warci. Jesteśmy przekonani, że nie można nas pokochać ani polubić, więc chcemy być przynajmniej potrzebni. Mamy niskie mniemanie o sobie, więc pragniemy zrobić coś, co udowodni, że jesteśmy wartościowymi ludźmi.

Ratujemy, wybawiamy z kłopotów i pomagamy również dlatego, że nie mamy dobrego mniemania o innych. Stwierdzamy, że inni po prostu nie mogą odpowiadać za swoje czyny i zachowania. Jeśli dana osoba nie jest upośledzona umysłowo lub fizycznie (i to w poważnym stopniu) jeśli nie jest małym dzieckiem, to jest w pełni odpowiedzialna za to, co robi.

Trójkąt dramatyczny Karpmana pokazuje jak dramatycznie i nieszczęśliwie przebiegają relacje między ludźmi, gdy zatraca się umiar w dawaniu/pomaganiu innym. I tak naprawdę nie tylko w trosce o siebie warto tę równowagę zachowywać, ale też w trosce o relację i tę drugą osobę. Bo co czuje osoba, która tylko dostaje i jest ratowana. W fazie ratowania czuje wdzieczność ale też pewnie swoją niekompetencję i poczucie niższości, gorszości wobec wybawiciela.

Układ Prześladowca ? Wybawca ? Ofiara został nazwany przez Karpmana, jego odkrywcę, ?trójkątem dramatycznym?. Dramat tego trójkąta polega z reguły na nieprawdziwości wzajemnych relacji. Procedura postępowania jest zwykle stała. Prześladowca gnębi Ofiarę. Ta do jakiegoś czasu wytrzymuje to zgodnie ze swoimi oczekiwaniami. Kiedy jednak prześladowania nasilają się, zaczyna szukać pomocy z zewnątrz. Na to tylko czeka Wybawiciel, pozornie współczując Ofierze, zaczyna odgrywać swoją rolę: ?Mój ty biedaku...

Gra w ofiarę jest grą rodzinną, uczymy się jej jako dzieci i nieświadomi tego co ze sobą niesie powielamy w dorosłym życiu. Diane Zimberhoff w swojej książce opisuje historie ludzi którym pomogła się wyzwolić z tego destrukcyjnego schematu jako terapeuta - historie często bardzo trudne.

Jednak ten sam schemat, choć w mniej drastycznych formach można dostrzec w wielu rodzinach, a także w kontaktach w pracy, w gronie znajomych. Schemat w którym brak miłości i akceptacji, zaprzeczanie faktom i szukanie winnych powoduje że wchodzimy w rolę ofiary - czujemy bezsilność którą próbujemy zagłuszyć różnymi sposobami - najczęściej pogłębiając jeszcze w ten sposób problemy których nie umiemy rozwiązać.

Pierwszym krokiem do wyzwolenia się z tej pulapki jest zrozumienia na czym ona polega - i zidentyfikowania czy i w jakich obaszarach naszego życia jesteśmy uwikłani w jej schemat.

Programowanie postawy ofiary

Gra w ofiarę jest grą rodzinną, której uczy się dzieci na trzy sposoby.

Pierwszy z nich to bezpośredni przykład, gdyż w rodzinach, gdzie toczy się ta gra zwykle przynajmniej jedno z rodziców jest ofiarą.

Drugi sposób to  programowanie dziecka przez rodzica  by stało się  ofiarą.

Trzeci - to wzmacnianie przez rodzica postawy ofiary  w dziecku do momentu, aż stanie się ona trwałą częścią jego tożsamości.

Dziecko podąża przez życie zbierając kolejne doświadczenia w których czuje się jak ofiara i każde z nich umacnia w nim coraz bardziej postawę ofiary.

Wybawca porusza się w kierunku pozycji ofiary z postawą męczennika przepełnionego myślami typu: "Po tym wszystkim co dla ciebie zrobiłem....", podczas gdy Prześladowca robi to aby usprawiedliwić chęć zemsty "Gdyby nie ty, nie musiałbym ......". Z kolei Wybawca może prześladować przestając ochraniać, zaś wybawcza rola Prześladowcy jest równie bolesna jak wtedy gdy atakuje on ofiarę. Pozycja startowa Ofiary bezustannie budzi litość oraz jest niezdolna do czynu. Wybawia ona nawet z pozycji podporządkowania: "Tylko ty możesz mi pomóc bo jesteś taki utalentowany, mądry" itd.

Programowanie postawy ofiary jest podstawą większości współczesnych problemów, zarówno w rodzinach jak i w firmach.

Istnieje wiele kombinacji, a każdy przypadek wymaga osobnego rozważenia. Nie tylko odgrywamy te role w naszych codziennych relacjach z innymi, ale również wewnętrznie sami ze sobą. Przesuwamy się po trójkącie równie szybko w naszych umysłach jak i w relacjach ze światem. Sami łapiemy się w pułapkę nieuczciwego, dysfunkcyjnego dialogu z samym sobą. Na przykład możemy być na siebie wściekli kiedy nie zdołamy ukończyć jakiegoś projektu. Możemy ostro skrytykować samych siebie jako leniwych, nieudolnych czy "wybrakowanych", co prowadzi do spirali uczuć złości oraz beznadziejności. Wewnętrznie poddajemy się temu prześladującemu głosowi z obawy, że może mieć on rację.

W celu wyjścia z trójkąta musimy najpierw zdecydować się na wzięcie odpowiedzialności za nas samych. Zaczynamy wtedy pozwalać sobie na przyznanie i wyrażenie naszych prawdziwych uczuć, nawet kiedy jest to niewygodne. W miarę jak odkrywamy nasze kluczowe poglądy oraz pozycje startowe, stajemy się bardziej zdolni do rozpoznawania sytuacji kiedy ktoś usiłuje wywołać u nas niepożądane zachowanie jak również umiemy odmówić uczestnictwa w takiej sytuacji. Nauczenie się jak posiadać poczucie winy i na nie nie reagować, stanowi ogromną część opierania się grze Ofiary. Poczucie winy nie musi koniecznie oznaczać, że zachowujemy się nieetycznie. Jest to wyuczona reakcja. Czasami oznacza, że złamaliśmy dysfunkcyjną zasadę rodzinną. Niezdrowe poglądy o nas samych i o świecie, zakorzenione w dzieciństwie, stają się surowymi zasadami, które muszą być łamane. Zasady rodzinne typu: nie mówimy o tym, nie dzielimy się uczuciami bądź zajmowanie się tylko sobą jest samolubne, muszą zostać obalone jeśli mamy się rozwijać. Możemy spodziewać się, a nawet cieszyć się z poczucia winy, w sytuacji kiedy przeciwstawiamy się tym głęboko zakorzenionym zasadom rodzinnym.

Bycie uczciwym w stosunku do samego siebie i innych osób stanowi podstawowy sposób wyjścia z trójkąta. Ujawnianie naszej prawdy to kluczowa droga do wzięcia odpowiedzialności za swoje czyny. Musimy być wtedy chętni do podjęcia potrzebnych kroków do stawienia czoła temu co ujawnia owa prawda. Aby Wybawca stał się uczciwy musi przykładowo przyznać się do zaangażowania w utrzymywanie zależności innych osób. Oznacza to przyznanie, że bycie wybawcą wypełnia potrzebę przyznania własnej wartości. W ten sposób Wybawca uczy się rozpoznawać i zwracać uwagę na swoje własne potrzeby.

Stanie się szczerym aż do bólu z samym sobą może być zagrożeniem dla kogoś kto utknął w świadomości Prześladowcy. Dla niego, taki czyn to jak obwinianie samego siebie, co jedynie zwiększa wewnętrzne uczucie potępienia. Prześladowca potrzebuje sytuacji lub osoby, którą można obwiniać i dzięki temu sam może wywołać uczucie złości. Złość napełnia go energią poprzez działanie na wzór paliwa w psychice, które go nakręca. Może to być jedyny sposób na poradzenie sobie z przewlekłą depresją. Prześladowca potrzebuje napadu wściekłości podobnie jak niektórzy potrzebują łyka kofeiny. Dzięki temu z chęcią zaczynają swój dzień.

Podobnie jak w przypadku innych ról, poleganie na sobie stanowi dla Prześladowcy jedyny sposób wyjścia z sieci ofiary. Musi nastąpić pewien przełom aby przejąć swą rolę. Niestety, z powodu jego ogromnej niechęci do podjęcia tego kroku, może się on pojawić w formie kryzysu.

Jak na ironię, dla każdej z ról wyjście z trójkąta wiedzie przez pozycję prześladowcy. Spowodowane jest to faktem, że w momencie kiedy decydujemy się z niego wyjść, często jesteśmy postrzegani przez tych którzy w nim pozostali jako prześladowcy. Kiedy już zdecydujemy się wziąć odpowiedzialność za nas samych i wyznać naszą prawdę, ci którzy wciąż pozostają w trójkącie prawdopodobnie oskarżą nas o prześladowanie ich. Ofiara może powiedzieć "Jak śmiesz odmawiać mi pomocy". "Jakim cudem nie potrzebujesz mojej pomocy?" może stwierdzić z wściekłością główny wybawca w moencie kiedy ofiara decyduje się być odpowiedzialna. Innymi słowy, w celu ucieczki przed wściekłością ofiary musimy być postrzegani jako "ci źli". Nie gwarantuje to ucieczki, ale musimy chętnie odczuwać dyskomfort bycia postrzeganymi w ten sposób.

Kiedy jesteśmy gotowi być odpowiedzialnymi, zaczynamy od poukładania naszych szczerych motywów oraz uczuć odnoszących się do naszej obecnej sytuacji. Zaczynamy z chęcią doświadczać niekomfortowych doznań oraz pozwalać innym czuć podobnie bez wybawiania ich. Jeśli twoi bliscy lub współpracownik są również chętni do uczestnictwa w tym procesie samorealizacji, zdrowsze interakcje mogą być doskonalone razem, tym samym zmniejszając uczucie winy oraz wstydu. Jednakże, jeśli my jesteśmy gotowi na wyjście a inni nie, wtedy możliwe, że będziemy musieli wyznaczyć niepodważalne granice lub nawet odejść. Ponownie, naraża nas to na ryzyko bycia uważanymi za prześladowców.

Ponieważ pozycja startowa Ofiary stanowi określenie problemu w jej rodzinie, naturalne dla niej jest szukanie profesjonalnej pomocy u innych osób. Jednakże często nieświadomie szuka ona innego Wybawcy, których jest pod dostatkiem wśród pomocnych profesjonalistów. Ci, którzy za podstawową rolę przyjmują rolę Ofiary muszą zmierzyć się z wrodzonym poglądem, że sami sobie nie poradzą. Jeśli mają uciec z trójkąta, muszą zacząć sami dbać o siebie, zamiast szukać pomocy u innych. Zamiast postrzegania siebie jako bezsilną osobę, muszą przyznać, że posiadają zdolności do rozwiązywania problemów oraz cechy przywódcze.

Reasumując wnioski, musimy najpierw stać się świadomi sposobu, w który odgrywamy Trójkąt Dramatu. Zdanie sobie sprawy z naszej pozycji startowej stanowi pierwszy krok do wyzbycia się destrukcyjnych wzorów zachowań. W miarę jak uwalniamy się dzięki braniu odpowiedzialności za własne czyny oraz mówieniu prawdy, zmieniamy własne życie. Innymi słowy, realizujemy swoje Wyższe Ja i tym samym realizujemy plan możliwości, który leży w każdym z nas.

18 878

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Żabcia5 napisał/a:
raki napisał/a:
Żabcia5 napisał/a:

Ja właśnie jestem na tym etapie. To jest kawał życia, wspólnego życia. Trudno jest się przyznać, że popełniło się błąd i przeżyło ponad 20 lat nie z tym co trzeba człowiekiem.

A nie możesz do tego podejść, jak do lekcji, rozwoju. Przecież to jest 20 lat życia. Powiedz, że pięknie było, że miałaś te wszystkie emocje, których chciałaś i określony świat, ale jakoś Ci przestały odpowiadać i więcej już "marnować" nie masz zamiaru. Podziękuj karaluchowi za cenną naukę i to, że możesz teraz budować inaczej, zrób papa, porechotaj i poskacz w lepsze ja.
A przynajmniej teraz go olej, zdecydujesz potem, jak będziesz miała ochotę.

Dobra rada. Podobnie powiedział mąż dziś rano. Było i się skończyło. Kiedyś byliśmy inni teraz jesteśmy inni, bo życie nas zmienia. Żałuje on tylko, że ja nie powiedziałam wcześniej, że jest mi żle, bo teraz mielibyśmy może już dawno poukładane życie na nowo.

Ale to jest bezsens. To jego nie obchodzi, że Tobie jest źle, bo jemu jest dobrze i nie chce inaczej czy jak?

18 879

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
Żabcia5 napisał/a:
raki napisał/a:

A nie możesz do tego podejść, jak do lekcji, rozwoju. Przecież to jest 20 lat życia. Powiedz, że pięknie było, że miałaś te wszystkie emocje, których chciałaś i określony świat, ale jakoś Ci przestały odpowiadać i więcej już "marnować" nie masz zamiaru. Podziękuj karaluchowi za cenną naukę i to, że możesz teraz budować inaczej, zrób papa, porechotaj i poskacz w lepsze ja.
A przynajmniej teraz go olej, zdecydujesz potem, jak będziesz miała ochotę.

Dobra rada. Podobnie powiedział mąż dziś rano. Było i się skończyło. Kiedyś byliśmy inni teraz jesteśmy inni, bo życie nas zmienia. Żałuje on tylko, że ja nie powiedziałam wcześniej, że jest mi żle, bo teraz mielibyśmy może już dawno poukładane życie na nowo.

Zabcia a Ty nie zalujesz ? Przeciez mogl odejsc ??? Juz Ci pisalam ze musisz osiagnac swoje dno aby cos zmienic sad
A gdybac to nie mozna teraz co by bylo ? Zyjesz teraz i jestes swiadoma, ze cos nie tak !!! Przeszlosci nie zmienisz -mozesz tylko wyciagnac wnioski na przyszlosc !!! Masz zyc teraz i podejmowac decyzje teraz smile

Gdyby babcia miała wąsy to by była...dziadkiem:)

18 880

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:

Chyba napisałabym Ci to samo. Wczorajsza euforia nie pozwoliła mi spać do 3 w nocy, to czytałam.
Teraz jest gigantyczne przygnębienie. Niedobrze mi od tego wszystkiego. Pewnie się też boję. I znowu zero możliwości koncentracji, myślenia, pracowania.
Fatalnie.
On znowu pyta, czy jutro pojadę. (co drugi dzień?!).
I tym razem jestem skłonna się zgodzić. Będzie dużo ludzi, dojadę pociągiem do aut, a potem pociągiem wrócę. Z nim nie muszę gadać.

Hm...to nie jest moment bym wychodziła do ludzi. Jeszcze nie. Do bliskich przyjaciół, owszem, ale do reszty nie wiem.

Jestem ciężko chora. Myślę, że podświadomie przyjechałam tu dla niego - zdobyć, choć z całym sił broniłam się, że nie, a nawet nie chciałam z nim kontaktu. Możliwe, że wciąż tu zostaję jeszcze nadal dla niego. Nie umiem złapać ze sobą kontaktu, dlatego nie wiem. Zaryzykowałam moją pracę, stabilność finansową i wydałam kupę pieniędzy tylko dla jakiejś mojej idiotycznej chęci osiągnięcia celu. To jest bardzo chore.

Chciałabym wrócić do mojego życia, ale właśnie się zorientowałam, że nie wiem, co to jest moje życie - poza pracą. Od rozwodu żyłam życiem innych, nie swoim.

Smutne.

Dowiesz się, za jakiś czas.
Czy On jest espaniolem?

18 881

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Żabcia5 napisał/a:

Podczas ostatnich rozmów mąż jasno powiedział, że nie chce się starać, że już nie chce żebyśmy byli razem. Ja ostatnio odczuwam coś dziwnego. On na mnie nie patrzy. Nawet jak coś do mnie mówi to unika dłuższych spojrzeń. Ktoś mógłby pomyśleć, że to dlatego, że nie jest szczery, ale ja myślę, że on po prostu nie może znieść mojego widoku. Czasami jak na niego patrze to mam wrażenie jakby to był zupełnie obcy człowiek. Wieje od niego chłodem, jak skamielina. Czasami odczuwam jakiś lęk przebywając z nim i nie chodzi o strach przed wybuchem gniewu. Nie mogę pojąć co się ze mną stało. Dlaczego w pewnym momencie zaczęłam myśleć inaczej? Co spowodowało, że zaczęło mi przeszkadza w nim tak wiele? Jak to było u Was? Kiedy zaczęłyście rozumieć, że coś jest  nie tak w Waszym życiu?

Chłodem, lodem, głazem i granitem...
Wiesz, w tym mieszkaniu razem wyszło mi właśnie to, że to dla mnie obcy człowiek... Że nie znałam, tylko wykreowałam sobie jego wizerunek - takiego, jakim chciałam, żeby był mój partner. Tak sobie wmówiłam i tak przedstawiałam go światu, wlokłam, podnosiłam, organizowałam i zapewniałam mu możliwość "udowodnienia", że on jest taki rewelacyjny smile
A teraz żyję obok. Nie jestem uczuciowo zaangażowana, no może już bardzo nie jestem zaangażowana, bo nie oszukujmy się, sentymenty zostają na długo. Acz dzięki chyba właśnie terapii i słuchaniu, co inni mają na temat związków do powiedzenia - otworzyłam oczy i przestałam pisać scenariusz jego osoby.
Widzę każdego dnia coraz więcej.
Widzę, że nie jest tym, kim chciałam żeby był.
Kiedy to zaczęło do mnie docierać, jakoś od stycznia, zaczęłam się bać każdego jego słowa, cmoknięcia - na zasadzie, żeby nie dać się wciągnąć w jakąś przepychankę słowną. Czułam się jakby zaszczuta - też właśnie tym nie pamiętaniem tego co mówię, nie słyszeniem. Jakby ktoś mi chciał dać przez to do zrozumienia, że ja mam jakiś problem psychiczny.
Wiem, że mogę być przewrażliwiona, wiem, że mam zaburzenia emocjonalne, ale wiem, że do problemów poważniejszych akurat mi daleko. Staram się i stąpać po ziemi i czasem podskoczyć wink
Do czego zmierzam.
Zaczynasz widzieć, dostrzegać i rozumieć. To boli i przeraża.
Najbardziej boli i przeraża świadomość, co z sobą zrobiłaś przez wiele lat, by tego nie czuć, tak tego nie odbierać, nie czuć się krzywdzona.
Boli świadomość, że sama sobie to zrobiłam. Mogłam być mądrzejsza, ale to ja sama dałam się krzywdzić. To ja wyraziłam, nie ważne, że niewerbalną, zgodę na krzywdzenie mnie. Tak się wbiłam w dzieciństwie w system zamykania się, odseparowywania, nieczucia, że od razu automatycznie stosuję to w dorosłym życiu.
Nie czuć bólu.

A ból trzeba czuć. Żeby nie pozwolić na zadawanie większego.
Jak ktoś się ukłuje szpilką, to kolejny raz uważa. Ja ktoś przetnie palec nożem krojąc chleb, to jest kolejnym razem mega ostrożny.

A my co robiłyśmy? Wkładałyśmy coraz większą ilość drelichowych rękawic i dawałyśmy się kroić nie zważając na nic. Krew się nie lała, może jakieś draśnięcie. Przecież nie czułyśmy bólu - myśmy się przed bólem zabezpieczyły na swój sposób....

18 882

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Żabcia5 napisał/a:
raki napisał/a:
Żabcia5 napisał/a:

Ja właśnie jestem na tym etapie. To jest kawał życia, wspólnego życia. Trudno jest się przyznać, że popełniło się błąd i przeżyło ponad 20 lat nie z tym co trzeba człowiekiem.

A nie możesz do tego podejść, jak do lekcji, rozwoju. Przecież to jest 20 lat życia. Powiedz, że pięknie było, że miałaś te wszystkie emocje, których chciałaś i określony świat, ale jakoś Ci przestały odpowiadać i więcej już "marnować" nie masz zamiaru. Podziękuj karaluchowi za cenną naukę i to, że możesz teraz budować inaczej, zrób papa, porechotaj i poskacz w lepsze ja.
A przynajmniej teraz go olej, zdecydujesz potem, jak będziesz miała ochotę.

Dobra rada. Podobnie powiedział mąż dziś rano. Było i się skończyło. Kiedyś byliśmy inni teraz jesteśmy inni, bo życie nas zmienia. Żałuje on tylko, że ja nie powiedziałam wcześniej, że jest mi żle, bo teraz mielibyśmy może już dawno poukładane życie na nowo.

Możesz mu podziękować, masz za co. Gdyby mówił, że zależy mu, to nadal słyszałabyś jaka jesteś be, do bani i tak też byś o sobie myślała. Teraz masz szanse budować swoje życie, no może nie od nowa, ale inaczej. Masz szanse pomyśleć o sobie dobrze, bez słuchania jakaś ty beznadziejna, bez spychania się w pewne ramy. Masz szanse uwierzyć w siebie, cieszyć się każdym dniem.
Mój eks odebrał mi taką szansę, odbierał kilka lat. Prosiłam (?!) o rozstanie, mówiłam, że mi źle, że nie radzę sobie z emocjami. W odpowiedzi słyszałam, zależy mi na tobie i dzieciach i czułam namiętne przytulenie i gorący pocałunek. To dezorientowało mnie i napawało nadzieją, że teraz grubą krechę postawić mogę, odcinającą od wcześniejszych wydarzeń. Był kochający do kolejnego pół litra. Był kochający do przyłapania go na kolejnych kłamstwach. Teraz myślę, że cudownie byłoby usłyszeć, było, ale się skończyło. DZiś wiem, że żądać powinnam a nie prosić.
Życie w pojedynkę można różnie budować i nazywać. Byłam przypadkowym świadkiem jak kobieta ok. lat 30 chcąca wziąć kredyt na mieszkanie, zapytana o stan cywilny, odpowiedziała, SAMOTNA. Doradca bankowy, młody zaobrączkowany mężczyzna sprostował odpowiedź młodej i w tym momencie skulonej dziewczyny, słowami, WOLNA, a ja miałam ochotę krzyknąć, SINGIELKA, dziewczyno jesteś singielką. Zastanowiłam się chwilę i po jej "skuleniu" wywnioskowałam, że czuje sie ona tak jak mówi, czyli samotna. Dziewczynę widziałam z profilu.....chciałam zobaczyć jej twarz, jej wyraz. Była to młoda, ładna dziewczyna nadal skulona w zażenowaniu.
Nie mam problemu z mówieniem, jestem rozwódką. Mówię to z uśmiechem na twarzy i radością w głosie.

18 883

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

Do czego zmierzam.
Zaczynasz widzieć, dostrzegać i rozumieć. To boli i przeraża.
Najbardziej boli i przeraża świadomość, co z sobą zrobiłaś przez wiele lat, by tego nie czuć, tak tego nie odbierać, nie czuć się krzywdzona.
Boli świadomość, że sama sobie to zrobiłam. Mogłam być mądrzejsza, ale to ja sama dałam się krzywdzić. To ja wyraziłam, nie ważne, że niewerbalną, zgodę na krzywdzenie mnie. Tak się wbiłam w dzieciństwie w system zamykania się, odseparowywania, nieczucia, że od razu automatycznie stosuję to w dorosłym życiu.
Nie czuć bólu.

A ból trzeba czuć. Żeby nie pozwolić na zadawanie większego.
Jak ktoś się ukłuje szpilką, to kolejny raz uważa. Ja ktoś przetnie palec nożem krojąc chleb, to jest kolejnym razem mega ostrożny.

A my co robiłyśmy? Wkładałyśmy coraz większą ilość drelichowych rękawic i dawałyśmy się kroić nie zważając na nic. Krew się nie lała, może jakieś draśnięcie. Przecież nie czułyśmy bólu - myśmy się przed bólem zabezpieczyły na swój sposób....

Nie czujesz bólu, nie czujesz miłości.

W tym całym zamieszaniu i naszym "cierpiętnictwie" wydaje się, że kochasz, a tu kicha. To ty (JA) nie jesteś zdolna do kochania.

Wciąż próbuję przyglądać się uczuciom moim - takim w oderwaniu od ludzi, i ja nie mam uczuć - jestem pusta.
Nawet jego nie kocham - to co czułam i czasem jeszcze czuję - to chęć posiadania.


hm...ja rano przeczytałam miałam napisać - dzięki, że jesteś.
Tak on jest es. Ale, co on mnie obchodzi na ten moment.

18 884 Ostatnio edytowany przez Happyfull (2013-03-19 13:53:05)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:

Nie mam problemu z mówieniem, jestem rozwódką. Mówię to z uśmiechem na twarzy i radością w głosie.

Kochana Ty jestes :Wolna albo Singielka smile

18 885

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

A ja po swojej terapii.

I najważniejsza kwestia zawodowa od dwóch miesięcy - udało mi się dziś do południa załatwić sprawę błędu pracownika. Skończyło by się może i sądem sad Udało się smile Nie podskakuję, bo jeszcze to do mnie dociera smile Ale naprawdę kamień z serca, bą bądźmy szczerzy, choć nie mój personalny błąd, na przełożonym spoczywa odpowiedzialność za błędy w nadzorze osób podległych smile Chyba opadło mi wielkie napięcie... Strach, że mnie wywalą z roboty...

No, co do spotkanka.
Udało nam się omówić pół genogramu... Zawsze w rodzinach było jedno dziecko, które właściwie umiało poprowadzić swoje życie i zaszczepić to dzieciom. Ich związki i związki dzieci były/są stabilne... To podbudowujące. Tu wylazł mój optymizm, że chyba nie jest tak źle, że skoro wiem, widzę, analizuję, pracuję, myślę i się staram - to ode mnie zależy co z tym będzie smile
Ale oczywiście o tych negatywach, jakie w obu rodzinach były, już nie będę napomykać, bo tego było spoooroooo... Oj, jak to widać, jak trzaska obuchem po głowie.... Jak trzaska też, że nie umiemy tworzyć relacji, bo nasi rodzice ich nie tworzyli... Nie znam ogromnej większości kuzynowstwa... Nie wiem, gdzie mogą być...

A ja ewidentnie wybieram do związków osoby nie mniej niż ja poharatane. A nawet swobodnie mogę powiedzieć, że nawet bardziej poharatane - w myśl zasady - takte krzywdy znam, teraz, aby coś poczuć, muszę dostać trzy razy mocniej po głowie. Co najdziwniejsze, ja wcale nie rozpisałam rodzin i relacji moich mężów i ich rodziców - w tym genogramie... Ja się pewnie tak chciałam skupić na błędach i przeżyciach mojej rodziny, że po co mi tamte informacje wink
A potrzebne - wbić sobie do głowy jakimi zakolami biegną moje myśli, kiedy spotkam faceta wink
Będę musiała sobie "dorobić" rysowanie....
Dorobię....
A jak będę mieszkać sama, to sobie w sypialni na suficie, kurnia powieszę! wink wink wink wink wink

18 886

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
Żabcia5 napisał/a:
raki napisał/a:

A nie możesz do tego podejść, jak do lekcji, rozwoju. Przecież to jest 20 lat życia. Powiedz, że pięknie było, że miałaś te wszystkie emocje, których chciałaś i określony świat, ale jakoś Ci przestały odpowiadać i więcej już "marnować" nie masz zamiaru. Podziękuj karaluchowi za cenną naukę i to, że możesz teraz budować inaczej, zrób papa, porechotaj i poskacz w lepsze ja.
A przynajmniej teraz go olej, zdecydujesz potem, jak będziesz miała ochotę.

Dobra rada. Podobnie powiedział mąż dziś rano. Było i się skończyło. Kiedyś byliśmy inni teraz jesteśmy inni, bo życie nas zmienia. Żałuje on tylko, że ja nie powiedziałam wcześniej, że jest mi żle, bo teraz mielibyśmy może już dawno poukładane życie na nowo.

Zabcia a Ty nie zalujesz ? Przeciez mogl odejsc ??? Juz Ci pisalam ze musisz osiagnac swoje dno aby cos zmienic sad
A gdybac to nie mozna teraz co by bylo ? Zyjesz teraz i jestes swiadoma, ze cos nie tak !!! Przeszlosci nie zmienisz -mozesz tylko wyciagnac wnioski na przyszlosc !!! Masz zyc teraz i podejmowac decyzje teraz smile

To czy ja żałuję tych ponad 20 lat z tym facetem, to okaże się później. Z czasem zapomnę to co było złe, a może uda mi się ułożyć życie z kim innym na nowo i może nie będę żałować tego co było.

18 887

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

A ból trzeba czuć. Żeby nie pozwolić na zadawanie większego.
Jak ktoś się ukłuje szpilką, to kolejny raz uważa. Ja ktoś przetnie palec nożem krojąc chleb, to jest kolejnym razem mega ostrożny.
A my co robiłyśmy? Wkładałyśmy coraz większą ilość drelichowych rękawic i dawałyśmy się kroić nie zważając na nic. Krew się nie lała, może jakieś draśnięcie. Przecież nie czułyśmy bólu - myśmy się przed bólem zabezpieczyły na swój sposób....

I to jest wlasnie odpowiedz na post Zabci5

Żabcia5 napisał/a:

Co spowodowało, że zaczęło mi przeszkadza w nim tak wiele? Jak to było u Was? Kiedy zaczęłyście rozumieć, że coś jest  nie tak w Waszym życiu?

ZACZYNAMY CZUC BOL !!!!!!!!!!!!

18 888

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
Żabcia5 napisał/a:
raki napisał/a:

A nie możesz do tego podejść, jak do lekcji, rozwoju. Przecież to jest 20 lat życia. Powiedz, że pięknie było, że miałaś te wszystkie emocje, których chciałaś i określony świat, ale jakoś Ci przestały odpowiadać i więcej już "marnować" nie masz zamiaru. Podziękuj karaluchowi za cenną naukę i to, że możesz teraz budować inaczej, zrób papa, porechotaj i poskacz w lepsze ja.
A przynajmniej teraz go olej, zdecydujesz potem, jak będziesz miała ochotę.

Dobra rada. Podobnie powiedział mąż dziś rano. Było i się skończyło. Kiedyś byliśmy inni teraz jesteśmy inni, bo życie nas zmienia. Żałuje on tylko, że ja nie powiedziałam wcześniej, że jest mi żle, bo teraz mielibyśmy może już dawno poukładane życie na nowo.

Ale to jest bezsens. To jego nie obchodzi, że Tobie jest źle, bo jemu jest dobrze i nie chce inaczej czy jak?

On twierdzi, że nie jest w stanie i nie chce się zmienić tak, aby sprostać moim wymaganiom. Tylko jakie ja mam wymagania? Chcę tylko trochę zrozumienia, a nie ciągłego krytykowania.

18 889

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:
zabka-k napisał/a:

Do czego zmierzam.
Zaczynasz widzieć, dostrzegać i rozumieć. To boli i przeraża.
Najbardziej boli i przeraża świadomość, co z sobą zrobiłaś przez wiele lat, by tego nie czuć, tak tego nie odbierać, nie czuć się krzywdzona.
Boli świadomość, że sama sobie to zrobiłam. Mogłam być mądrzejsza, ale to ja sama dałam się krzywdzić. To ja wyraziłam, nie ważne, że niewerbalną, zgodę na krzywdzenie mnie. Tak się wbiłam w dzieciństwie w system zamykania się, odseparowywania, nieczucia, że od razu automatycznie stosuję to w dorosłym życiu.
Nie czuć bólu.

A ból trzeba czuć. Żeby nie pozwolić na zadawanie większego.
Jak ktoś się ukłuje szpilką, to kolejny raz uważa. Ja ktoś przetnie palec nożem krojąc chleb, to jest kolejnym razem mega ostrożny.

A my co robiłyśmy? Wkładałyśmy coraz większą ilość drelichowych rękawic i dawałyśmy się kroić nie zważając na nic. Krew się nie lała, może jakieś draśnięcie. Przecież nie czułyśmy bólu - myśmy się przed bólem zabezpieczyły na swój sposób....

Nie czujesz bólu, nie czujesz miłości.

W tym całym zamieszaniu i naszym "cierpiętnictwie" wydaje się, że kochasz, a tu kicha. To ty (JA) nie jesteś zdolna do kochania.

Wciąż próbuję przyglądać się uczuciom moim - takim w oderwaniu od ludzi, i ja nie mam uczuć - jestem pusta.
Nawet jego nie kocham - to co czułam i czasem jeszcze czuję - to chęć posiadania.


hm...ja rano przeczytałam miałam napisać - dzięki, że jesteś.
Tak on jest es. Ale, co on mnie obchodzi na ten moment.

RAki dlaczego ciągle udajesz kogoś kim nie jesteś ?
Uciekasz przed sobą, ale tak chytrze, że zawsze w jego ramiona.
Uciekłabyś, zrobiła, wyjechała a tak naprawdę tkwisz w tym samym miejscu - dla niego. Dla niego zrezygnujesz ze wszystkiego innego. Mówisz, że nie kochasz, że brak w tobie uczuć.......
Wiem, że postów Zazdrości nie trawisz, ale ja powołam się jednak na jej przemyślenia ( to nader mądra kobieta) i powtórzę za nią, nie można pokochać kogoś jak się siebie nie kocha i nie mylmy kochania z chorym uzależnieniem od miłości. Może kiedyś to zrozumiesz smile

18 890

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:

RAki dlaczego ciągle udajesz kogoś kim nie jesteś ?
Uciekasz przed sobą, ale tak chytrze, że zawsze w jego ramiona.
Uciekłabyś, zrobiła, wyjechała a tak naprawdę tkwisz w tym samym miejscu - dla niego. Dla niego zrezygnujesz ze wszystkiego innego. Mówisz, że nie kochasz, że brak w tobie uczuć.......
Wiem, że postów Zazdrości nie trawisz, ale ja powołam się jednak na jej przemyślenia ( to nader mądra kobieta) i powtórzę za nią, nie można pokochać kogoś jak się siebie nie kocha i nie mylmy kochania z chorym uzależnieniem od miłości. Może kiedyś to zrozumiesz smile

A wiesz dlaczego ona nie trwai Zazdrosc ? Bo pisze o tym co Raki chce ukryc przed soba !!! Ona szuka jakis skomplikowanych metod a metody sa proste !!! Odciac sie od toksyny i zajac sie soba !!!

18 891

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
Żabcia5 napisał/a:

Podczas ostatnich rozmów mąż jasno powiedział, że nie chce się starać, że już nie chce żebyśmy byli razem. Ja ostatnio odczuwam coś dziwnego. On na mnie nie patrzy. Nawet jak coś do mnie mówi to unika dłuższych spojrzeń. Ktoś mógłby pomyśleć, że to dlatego, że nie jest szczery, ale ja myślę, że on po prostu nie może znieść mojego widoku. Czasami jak na niego patrze to mam wrażenie jakby to był zupełnie obcy człowiek. Wieje od niego chłodem, jak skamielina. Czasami odczuwam jakiś lęk przebywając z nim i nie chodzi o strach przed wybuchem gniewu. Nie mogę pojąć co się ze mną stało. Dlaczego w pewnym momencie zaczęłam myśleć inaczej? Co spowodowało, że zaczęło mi przeszkadza w nim tak wiele? Jak to było u Was? Kiedy zaczęłyście rozumieć, że coś jest  nie tak w Waszym życiu?

Chłodem, lodem, głazem i granitem...
Wiesz, w tym mieszkaniu razem wyszło mi właśnie to, że to dla mnie obcy człowiek... Że nie znałam, tylko wykreowałam sobie jego wizerunek - takiego, jakim chciałam, żeby był mój partner. Tak sobie wmówiłam i tak przedstawiałam go światu, wlokłam, podnosiłam, organizowałam i zapewniałam mu możliwość "udowodnienia", że on jest taki rewelacyjny smile
A teraz żyję obok. Nie jestem uczuciowo zaangażowana, no może już bardzo nie jestem zaangażowana, bo nie oszukujmy się, sentymenty zostają na długo. Acz dzięki chyba właśnie terapii i słuchaniu, co inni mają na temat związków do powiedzenia - otworzyłam oczy i przestałam pisać scenariusz jego osoby.
Widzę każdego dnia coraz więcej.
Widzę, że nie jest tym, kim chciałam żeby był.
Kiedy to zaczęło do mnie docierać, jakoś od stycznia, zaczęłam się bać każdego jego słowa, cmoknięcia - na zasadzie, żeby nie dać się wciągnąć w jakąś przepychankę słowną. Czułam się jakby zaszczuta - też właśnie tym nie pamiętaniem tego co mówię, nie słyszeniem. Jakby ktoś mi chciał dać przez to do zrozumienia, że ja mam jakiś problem psychiczny.
Wiem, że mogę być przewrażliwiona, wiem, że mam zaburzenia emocjonalne, ale wiem, że do problemów poważniejszych akurat mi daleko. Staram się i stąpać po ziemi i czasem podskoczyć wink
Do czego zmierzam.
Zaczynasz widzieć, dostrzegać i rozumieć. To boli i przeraża.
Najbardziej boli i przeraża świadomość, co z sobą zrobiłaś przez wiele lat, by tego nie czuć, tak tego nie odbierać, nie czuć się krzywdzona.
Boli świadomość, że sama sobie to zrobiłam. Mogłam być mądrzejsza, ale to ja sama dałam się krzywdzić. To ja wyraziłam, nie ważne, że niewerbalną, zgodę na krzywdzenie mnie. Tak się wbiłam w dzieciństwie w system zamykania się, odseparowywania, nieczucia, że od razu automatycznie stosuję to w dorosłym życiu.
Nie czuć bólu.

A ból trzeba czuć. Żeby nie pozwolić na zadawanie większego.
Jak ktoś się ukłuje szpilką, to kolejny raz uważa. Ja ktoś przetnie palec nożem krojąc chleb, to jest kolejnym razem mega ostrożny.

A my co robiłyśmy? Wkładałyśmy coraz większą ilość drelichowych rękawic i dawałyśmy się kroić nie zważając na nic. Krew się nie lała, może jakieś draśnięcie. Przecież nie czułyśmy bólu - myśmy się przed bólem zabezpieczyły na swój sposób....

Moja Droga nic dodać nic ująć. Nie ujęłabym tego lepiej.

18 892

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Opiszę Wam pewną sytuację, która mogła zakończyć się tragicznie, ale mój mąż oczywiście nie poczuwa się do winy. Zdarzenie to otworzyło mi oczy w temacie kto co mówi i na ile świadomie. W lipcu ubiegłego roku moja córka dostała w nocy ataku epilepsji. W szpitalu stwierdzono, że może to być jednorazowe zdarzenie i nie będzie musiała brać leków. Mój mąż naczytał się o strasznych skutkach ubocznych jakie mogą wystąpić po zażywaniu tych leków. Był przekonany, że niczego przy niej nie mówił na temat tych skutków. W sierpniu byłyśmy u neurologa, który zalecał włączenie leczenia lekami na epilepsję. Moja córka zaczęła spazmować, że nie chce, bo te leki powodują otępienie mózgu i po nich ona nie będzie już sobą i leki nie zostały jeszcze wprowadzone. W listopadzie moja córka trafiła do szpitala po kolejnych atakach. Wtedy dopiero przyznała się, że od lipca do listopada miała ich kilka, ale nie chciała się przyznać ze strachu przed przyjmowaniem leków. Mój mąż do dziś dnia nie przypomina sobie, żeby przy niej mówił coś na temat leków. Ja pamiętam, że wspominał o tym ciągle. Córka sama potwierdza, że wie o tym od niego. Powiem Wam, że był to dla mnie jak kubeł zimnej wody na głowę, wielkie otrzeźwienie.
Aby historia nie była taka smutna dodam, że od kiedy córka przyjmuje leki ataki nie powtórzyły się i nie ma żadnych skutków ubocznych. Lekarze są zdania, że może to być stan przejściowy wywołany okresem dojrzewania.

18 893 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2013-03-19 14:20:17)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
zofia282 napisał/a:

Nie mam problemu z mówieniem, jestem rozwódką. Mówię to z uśmiechem na twarzy i radością w głosie.

Kochana Ty jestes :Wolna albo Singielka smile

Jeszcze jestem rozwódką.
Jeszcze nie wszyscy dalsi znajomi wiedzą, że razem nie jesteśmy. On chyba ukrywa fakt rozstania a na pewno, rozwodu big_smile
Jeszcze jestem na etapie, że całemu światu wykrzyczeć z radością chcę, że wyrzuciłam drania ze swego życia.
Początek myślenia o wolności, jest już od jakiegoś czasu...... smile Owszem czuję się wolna, ale w znaczeniu uwolniona od niego smile Może z czasem przekuję to na mówienie o sobie wolna, singielka smile

18 894

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:
zabka-k napisał/a:

Do czego zmierzam.
Zaczynasz widzieć, dostrzegać i rozumieć. To boli i przeraża.
Najbardziej boli i przeraża świadomość, co z sobą zrobiłaś przez wiele lat, by tego nie czuć, tak tego nie odbierać, nie czuć się krzywdzona.
Boli świadomość, że sama sobie to zrobiłam. Mogłam być mądrzejsza, ale to ja sama dałam się krzywdzić. To ja wyraziłam, nie ważne, że niewerbalną, zgodę na krzywdzenie mnie. Tak się wbiłam w dzieciństwie w system zamykania się, odseparowywania, nieczucia, że od razu automatycznie stosuję to w dorosłym życiu.
Nie czuć bólu.

A ból trzeba czuć. Żeby nie pozwolić na zadawanie większego.
Jak ktoś się ukłuje szpilką, to kolejny raz uważa. Ja ktoś przetnie palec nożem krojąc chleb, to jest kolejnym razem mega ostrożny.

A my co robiłyśmy? Wkładałyśmy coraz większą ilość drelichowych rękawic i dawałyśmy się kroić nie zważając na nic. Krew się nie lała, może jakieś draśnięcie. Przecież nie czułyśmy bólu - myśmy się przed bólem zabezpieczyły na swój sposób....

Nie czujesz bólu, nie czujesz miłości.

W tym całym zamieszaniu i naszym "cierpiętnictwie" wydaje się, że kochasz, a tu kicha. To ty (JA) nie jesteś zdolna do kochania.

Wciąż próbuję przyglądać się uczuciom moim - takim w oderwaniu od ludzi, i ja nie mam uczuć - jestem pusta.
Nawet jego nie kocham - to co czułam i czasem jeszcze czuję - to chęć posiadania.


hm...ja rano przeczytałam miałam napisać - dzięki, że jesteś.
Tak on jest es. Ale, co on mnie obchodzi na ten moment.

A nic, tak tylko w ramach ciekawostki geograficznej.
Hiszpański poteflon.

18 895

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Żabcia5 napisał/a:
hm... napisał/a:
Żabcia5 napisał/a:

Dobra rada. Podobnie powiedział mąż dziś rano. Było i się skończyło. Kiedyś byliśmy inni teraz jesteśmy inni, bo życie nas zmienia. Żałuje on tylko, że ja nie powiedziałam wcześniej, że jest mi żle, bo teraz mielibyśmy może już dawno poukładane życie na nowo.

Ale to jest bezsens. To jego nie obchodzi, że Tobie jest źle, bo jemu jest dobrze i nie chce inaczej czy jak?

On twierdzi, że nie jest w stanie i nie chce się zmienić tak, aby sprostać moim wymaganiom. Tylko jakie ja mam wymagania? Chcę tylko trochę zrozumienia, a nie ciągłego krytykowania.

Bo on nie chce palcem kiwnąć chyba.
Kurna jakby mnie wyzywał to....uuuuuuu

18 896

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Żabcia5 napisał/a:

Opiszę Wam pewną sytuację, która mogła zakończyć się tragicznie, ale mój mąż oczywiście nie poczuwa się do winy. Zdarzenie to otworzyło mi oczy w temacie kto co mówi i na ile świadomie. W lipcu ubiegłego roku moja córka dostała w nocy ataku epilepsji. W szpitalu stwierdzono, że może to być jednorazowe zdarzenie i nie będzie musiała brać leków. Mój mąż naczytał się o strasznych skutkach ubocznych jakie mogą wystąpić po zażywaniu tych leków. Był przekonany, że niczego przy niej nie mówił na temat tych skutków. W sierpniu byłyśmy u neurologa, który zalecał włączenie leczenia lekami na epilepsję. Moja córka zaczęła spazmować, że nie chce, bo te leki powodują otępienie mózgu i po nich ona nie będzie już sobą i leki nie zostały jeszcze wprowadzone. W listopadzie moja córka trafiła do szpitala po kolejnych atakach. Wtedy dopiero przyznała się, że od lipca do listopada miała ich kilka, ale nie chciała się przyznać ze strachu przed przyjmowaniem leków. Mój mąż do dziś dnia nie przypomina sobie, żeby przy niej mówił coś na temat leków. Ja pamiętam, że wspominał o tym ciągle. Córka sama potwierdza, że wie o tym od niego. Powiem Wam, że był to dla mnie jak kubeł zimnej wody na głowę, wielkie otrzeźwienie.
Aby historia nie była taka smutna dodam, że od kiedy córka przyjmuje leki ataki nie powtórzyły się i nie ma żadnych skutków ubocznych. Lekarze są zdania, że może to być stan przejściowy wywołany okresem dojrzewania.

A on nie cierpi na jakąś przewlekłą sklerozę czy coś?
Wiesz są takie akcje, że ktoś klnie na przykład mimo soli. Może go nagrywaj?

18 897

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Żabcia5 napisał/a:

Tylko jakie ja mam wymagania? Chcę tylko trochę zrozumienia, a nie ciągłego krytykowania.

Zrozumienia od kogos, kto nie moze Cie zrozumiec ??? Ty nie rozumiesz, ze on nie moze Cie zrozumiec - karaluch nie rozumie  !!! Nie rozumiesz, ze ktos nie rozumie a chcesz aby zrozumial !!!!

18 898

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Żabcia5 napisał/a:

Opiszę Wam pewną sytuację, która mogła zakończyć się tragicznie, ale mój mąż oczywiście nie poczuwa się do winy. Zdarzenie to otworzyło mi oczy w temacie kto co mówi i na ile świadomie. W lipcu ubiegłego roku moja córka dostała w nocy ataku epilepsji. W szpitalu stwierdzono, że może to być jednorazowe zdarzenie i nie będzie musiała brać leków. Mój mąż naczytał się o strasznych skutkach ubocznych jakie mogą wystąpić po zażywaniu tych leków. Był przekonany, że niczego przy niej nie mówił na temat tych skutków. W sierpniu byłyśmy u neurologa, który zalecał włączenie leczenia lekami na epilepsję. Moja córka zaczęła spazmować, że nie chce, bo te leki powodują otępienie mózgu i po nich ona nie będzie już sobą i leki nie zostały jeszcze wprowadzone. W listopadzie moja córka trafiła do szpitala po kolejnych atakach. Wtedy dopiero przyznała się, że od lipca do listopada miała ich kilka, ale nie chciała się przyznać ze strachu przed przyjmowaniem leków. Mój mąż do dziś dnia nie przypomina sobie, żeby przy niej mówił coś na temat leków. Ja pamiętam, że wspominał o tym ciągle. Córka sama potwierdza, że wie o tym od niego. Powiem Wam, że był to dla mnie jak kubeł zimnej wody na głowę, wielkie otrzeźwienie.
Aby historia nie była taka smutna dodam, że od kiedy córka przyjmuje leki ataki nie powtórzyły się i nie ma żadnych skutków ubocznych. Lekarze są zdania, że może to być stan przejściowy wywołany okresem dojrzewania.

Nawet jeśli nie powiedział jej to wprost w oczy ze świadomością, że mówi do niej właśnie, to mówił.
Choćbyście mieszkali w pałacu - jak się chce, to się słyszy. Mówiliście o córce, a ona w sposób naturalny była ciekawa, co o niej mówicie. Usłyszała - nie raz. Najgorsze, że nie wprost właśnie. Bo gdyby świadomie mówił do niej, to zmieniłby może środki wyrazu na adekwatniejsze do wieku słuchacza...

Tak robimy krzywdę dzieciom. Bez względu na to jaki mają wiek, słyszą. Choćbyśmy nie wiem, jak udawali, że nie.
Słyszą i w tej swojej dziecięcej nieporadności i miłości do rodziców ani nie potrafią im powiedzieć co usłyszały, czego nie rozumieją i jak bardzo je to boli. A my przez takie mówienie i udawanie że nikt nie słyszał uczymy dzieci nie słuchania i nie słyszenia, bycia twardym i radzenia sobie z takimi problemami, jakie nawet dorosłych często przerastają. Ale dzieci? Cóż one wiedzą i czują? Eeee, nie będą pamiętać - przecież nie rozumieją o co chodzi!
I tak wychowujemy na jeszcze bardziej poharatane osoby, niż my.
I dzieci nie załążą 100 drelichowych rękawic, tylko 100 tytanowych...

Myślisz, że ten artykuł co mu wysłałaś  - przeczytał?
Że jeśli przeczytał, to coś dotarło? Czy jest na opak?
Bo ja mam wrażenie, że my już jesteśmy nastawione na czytanie i próbę rozumienia czegoś. A ktoś, kto tkwi w swoim przeświadczeniu, nawet dobrze nie zrozumie intencji. Po prostu nie takie są jego oczekiwania.

18 899 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2013-03-19 14:32:33)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
zabka-k napisał/a:

A ból trzeba czuć. Żeby nie pozwolić na zadawanie większego.
Jak ktoś się ukłuje szpilką, to kolejny raz uważa. Ja ktoś przetnie palec nożem krojąc chleb, to jest kolejnym razem mega ostrożny.
A my co robiłyśmy? Wkładałyśmy coraz większą ilość drelichowych rękawic i dawałyśmy się kroić nie zważając na nic. Krew się nie lała, może jakieś draśnięcie. Przecież nie czułyśmy bólu - myśmy się przed bólem zabezpieczyły na swój sposób....

I to jest wlasnie odpowiedz na post Zabci5

Żabcia5 napisał/a:

Co spowodowało, że zaczęło mi przeszkadza w nim tak wiele? Jak to było u Was? Kiedy zaczęłyście rozumieć, że coś jest  nie tak w Waszym życiu?

ZACZYNAMY CZUC BOL !!!!!!!!!!!!

Oki. zgadzam się, ale.....ale ja nie wiedziałam, że masochistką jestem. Bolało chwilami do granic, a ja dalej brnęłam i wiedziałam ( bo wiedziałam), że za chwilę znowu zaboli. Taka jest prawda, cierpiałam, wiedząc, że za chwilę będę cierpiała jeszcze bardziej. Bolało, aż przestałam czuć cokolwiek. Nagle na wszystko zobojętniałam. Zmęczyłam się sad, poddałam sad

18 900

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

A potrzebne - wbić sobie do głowy jakimi zakolami biegną moje myśli, kiedy spotkam faceta wink
Będę musiała sobie "dorobić" rysowanie....
Dorobię....
A jak będę mieszkać sama, to sobie w sypialni na suficie, kurnia powieszę! wink wink wink wink wink

Oj Zabka a moze lustro na sufit ? tongue

18 901

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
zabka-k napisał/a:

A potrzebne - wbić sobie do głowy jakimi zakolami biegną moje myśli, kiedy spotkam faceta wink
Będę musiała sobie "dorobić" rysowanie....
Dorobię....
A jak będę mieszkać sama, to sobie w sypialni na suficie, kurnia powieszę! wink wink wink wink wink

Oj Zabka a moze lustro na sufit ? tongue

Hahahaha smile
To potem, jak mi się schemat na tym rysunku w mózgu utrwali i reakcje będę miać automatycznie zdrowe natychmiastowo, tudzież po drobniutkim potknięciu smile

Wtedy powieszę lustro na suficie i na wszystkich ścianach i... wink

18 902

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
Happyfull napisał/a:
zabka-k napisał/a:

A ból trzeba czuć. Żeby nie pozwolić na zadawanie większego.
Jak ktoś się ukłuje szpilką, to kolejny raz uważa. Ja ktoś przetnie palec nożem krojąc chleb, to jest kolejnym razem mega ostrożny.
A my co robiłyśmy? Wkładałyśmy coraz większą ilość drelichowych rękawic i dawałyśmy się kroić nie zważając na nic. Krew się nie lała, może jakieś draśnięcie. Przecież nie czułyśmy bólu - myśmy się przed bólem zabezpieczyły na swój sposób....

I to jest wlasnie odpowiedz na post Zabci5

Żabcia5 napisał/a:

Co spowodowało, że zaczęło mi przeszkadza w nim tak wiele? Jak to było u Was? Kiedy zaczęłyście rozumieć, że coś jest  nie tak w Waszym życiu?

ZACZYNAMY CZUC BOL !!!!!!!!!!!!

Oki. zgadzam się, ale.....ale ja nie wiedziałam, że masochistką jestem. Bolało chwilami do granic, a ja dalej brnęłam i wiedziałam ( bo wiedziałam), że za chwilę znowu zaboli. Taka jest prawda, cierpiałam, wiedząc, że za chwilę będę cierpiała jeszcze bardziej. Bolało, aż przestałam czuć cokolwiek. Nagle na wszystko zobojętniałam. Zmęczyłam się sad, poddałam sad

Bo to taki mechanizm obronny naszego organizmu !!! Tak boli, ze juz nic nie czujesz !!! Osiagnelas swoje dno !!!
Przykro mi tylko, ze musialo byc az tak straszne dla Ciebie sad Ale zyjesz !!! I sie smiejesz - sama slyszalam smile
Co nas nie zabije to nas wzmocni !!!
Nigdy nie jest tak zle aby nie moglo byc lepiej !!!
Nie ma tego zlego co by na dobre nie wyszlo !!!!

18 903

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Żabcia5 napisał/a:

Opiszę Wam pewną sytuację, która mogła zakończyć się tragicznie, ale mój mąż oczywiście nie poczuwa się do winy. Zdarzenie to otworzyło mi oczy w temacie kto co mówi i na ile świadomie. W lipcu ubiegłego roku moja córka dostała w nocy ataku epilepsji. W szpitalu stwierdzono, że może to być jednorazowe zdarzenie i nie będzie musiała brać leków. Mój mąż naczytał się o strasznych skutkach ubocznych jakie mogą wystąpić po zażywaniu tych leków. Był przekonany, że niczego przy niej nie mówił na temat tych skutków. W sierpniu byłyśmy u neurologa, który zalecał włączenie leczenia lekami na epilepsję. Moja córka zaczęła spazmować, że nie chce, bo te leki powodują otępienie mózgu i po nich ona nie będzie już sobą i leki nie zostały jeszcze wprowadzone. W listopadzie moja córka trafiła do szpitala po kolejnych atakach. Wtedy dopiero przyznała się, że od lipca do listopada miała ich kilka, ale nie chciała się przyznać ze strachu przed przyjmowaniem leków. Mój mąż do dziś dnia nie przypomina sobie, żeby przy niej mówił coś na temat leków. Ja pamiętam, że wspominał o tym ciągle. Córka sama potwierdza, że wie o tym od niego. Powiem Wam, że był to dla mnie jak kubeł zimnej wody na głowę, wielkie otrzeźwienie.
Aby historia nie była taka smutna dodam, że od kiedy córka przyjmuje leki ataki nie powtórzyły się i nie ma żadnych skutków ubocznych. Lekarze są zdania, że może to być stan przejściowy wywołany okresem dojrzewania.

Mam w rodzinie neurologów, leczących epilepsję. To choroba ja wiele innych i na szczęście są na nią leki. Dzieciaki je biorą latami, bez skutków ubocznych a dzięki nim mogą żyć bezpiecznie.
Z przerażeniem słucham kiedy babcia, lub mama mówi do niegrzecznego malucha, jak będziesz niegrzeczny to pójdziemy do pana doktora żeby zrobił ci zastrzyk (:O) Mam wtedy ochotę podejść i zapytać czemu to robisz swojemu dziecku (wnukowi)  ???!!!!!! Jeśli Twoje dziecko, będzie potrzebowało leczenia, zamiast z ufnością pójść po pomoc do lekarza, to z histerią bronić sie przed nim będzie. Tak czy inaczej z pomocy skorzystać będzie musiało, ale jakimi emocjami za to zapłaci.
Podobnie zachował się twój zacofany i głupi mąż. Zamiast wspierać córkę, wystraszył ją do śmierci. Czy zawsze tak rozumiał wspieranie ?

18 904

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:

Co nas nie zabije to nas wzmocni !!!
Nigdy nie jest tak zle aby nie moglo byc lepiej !!!
Nie ma tego zlego co by na dobre nie wyszlo !!!!

I tego się trzymajmy smile i wszystkim to powtarzajmy smile   wink

18 905

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

Nawet jeśli nie powiedział jej to wprost w oczy ze świadomością, że mówi do niej właśnie, to mówił.
Choćbyście mieszkali w pałacu - jak się chce, to się słyszy. Mówiliście o córce, a ona w sposób naturalny była ciekawa, co o niej mówicie. Usłyszała - nie raz. Najgorsze, że nie wprost właśnie. Bo gdyby świadomie mówił do niej, to zmieniłby może środki wyrazu na adekwatniejsze do wieku słuchacza...

Mąż mówił jej to bezpośrednio i wielokrotnie. Najczęściej przy obiedzie, gdy nie chciała jeść powtarzał, że musi o siebie dbać, żeby ataki się nie powtarzały, bo wtedy będzie musiała zażywać leki które to i tamto.

zabka-k napisał/a:

Myślisz, że ten artykuł co mu wysłałaś  - przeczytał?
Że jeśli przeczytał, to coś dotarło? Czy jest na opak?
Bo ja mam wrażenie, że my już jesteśmy nastawione na czytanie i próbę rozumienia czegoś. A ktoś, kto tkwi w swoim prześw iadczeniu, nawet dobrze nie zrozumie intencji. Po prostu nie takie są jego oczekiwania.

Nic nie mówił czy czytał, czy nie. Może coś zrozumieć o ile autora nie uzna, za człowieka, który jest głupi i pisze bzdury.
Ostatnio wspominał, że coś tam czyta, czegoś słucha. Może zabrał się za swój rozwój. Tylko, że najpierw musiał by zrozumieć swoje braki. Wydaje mi się, że zainteresował się tym co ja mówiłam o skutkach naszego wychowania w domu rodzinnym.

18 906

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
Happyfull napisał/a:

Co nas nie zabije to nas wzmocni !!!
Nigdy nie jest tak zle aby nie moglo byc lepiej !!!
Nie ma tego zlego co by na dobre nie wyszlo !!!!

I tego się trzymajmy smile i wszystkim to powtarzajmy smile   wink

Zapomnialam jeszcze o jednym smile
Bujac to my a nie nas !!! smile

18 907

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Żabcia5 napisał/a:

Mąż mówił jej to bezpośrednio i wielokrotnie. Najczęściej przy obiedzie, gdy nie chciała jeść powtarzał, że musi o siebie dbać, żeby ataki się nie powtarzały, bo wtedy będzie musiała zażywać leki które to i tamto.

Nic nie mówił czy czytał, czy nie. Może coś zrozumieć o ile autora nie uzna, za człowieka, który jest głupi i pisze bzdury.
Ostatnio wspominał, że coś tam czyta, czegoś słucha. Może zabrał się za swój rozwój. Tylko, że najpierw musiał by zrozumieć swoje braki. Wydaje mi się, że zainteresował się tym co ja mówiłam o skutkach naszego wychowania w domu rodzinnym.

Na pierwsze - to już "no comment", bo dzieci akurat o otępieniu słuchać nie powinny...

Na drugie - ano może to się kiedyś córce opłaci, miejmy taką nadzieję smile Dla dzieci nigdy nie jest za późno zrozumieć smile

18 908

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
raki napisał/a:
zabka-k napisał/a:

Do czego zmierzam.
Zaczynasz widzieć, dostrzegać i rozumieć. To boli i przeraża.
Najbardziej boli i przeraża świadomość, co z sobą zrobiłaś przez wiele lat, by tego nie czuć, tak tego nie odbierać, nie czuć się krzywdzona.
Boli świadomość, że sama sobie to zrobiłam. Mogłam być mądrzejsza, ale to ja sama dałam się krzywdzić. To ja wyraziłam, nie ważne, że niewerbalną, zgodę na krzywdzenie mnie. Tak się wbiłam w dzieciństwie w system zamykania się, odseparowywania, nieczucia, że od razu automatycznie stosuję to w dorosłym życiu.
Nie czuć bólu.

A ból trzeba czuć. Żeby nie pozwolić na zadawanie większego.
Jak ktoś się ukłuje szpilką, to kolejny raz uważa. Ja ktoś przetnie palec nożem krojąc chleb, to jest kolejnym razem mega ostrożny.

A my co robiłyśmy? Wkładałyśmy coraz większą ilość drelichowych rękawic i dawałyśmy się kroić nie zważając na nic. Krew się nie lała, może jakieś draśnięcie. Przecież nie czułyśmy bólu - myśmy się przed bólem zabezpieczyły na swój sposób....

Nie czujesz bólu, nie czujesz miłości.

W tym całym zamieszaniu i naszym "cierpiętnictwie" wydaje się, że kochasz, a tu kicha. To ty (JA) nie jesteś zdolna do kochania.

Wciąż próbuję przyglądać się uczuciom moim - takim w oderwaniu od ludzi, i ja nie mam uczuć - jestem pusta.
Nawet jego nie kocham - to co czułam i czasem jeszcze czuję - to chęć posiadania.


hm...ja rano przeczytałam miałam napisać - dzięki, że jesteś.
Tak on jest es. Ale, co on mnie obchodzi na ten moment.

RAki dlaczego ciągle udajesz kogoś kim nie jesteś ?
Uciekasz przed sobą, ale tak chytrze, że zawsze w jego ramiona.
Uciekłabyś, zrobiła, wyjechała a tak naprawdę tkwisz w tym samym miejscu - dla niego. Dla niego zrezygnujesz ze wszystkiego innego. Mówisz, że nie kochasz, że brak w tobie uczuć.......
Wiem, że postów Zazdrości nie trawisz, ale ja powołam się jednak na jej przemyślenia ( to nader mądra kobieta) i powtórzę za nią, nie można pokochać kogoś jak się siebie nie kocha i nie mylmy kochania z chorym uzależnieniem od miłości. Może kiedyś to zrozumiesz smile

Jakbyś to doczytała, znalazłabyś tam w tym, że jego nie kocham nie chodzi o niego, a o mnie - że to co mi się wydawało, że jest miłością było moją chorą potrzebą posiadania.
To jest tydzień i jeden dzień odkąd "odeszłam", więc proszę nie wymagać ode mnie, że jestem w stanie go zupełnie wymazać, choćby mój umysł chciał inaczej - emocje by były zdrowe muszą przejść przez wszystkie chore etapy.
Wczoraj przeczytałam w kobietach, żeby przypadkiem nie pakować się w jakąś uzdrawiającą podróż. Dokładnie tak zrobiłam ostatnio - uzdrowiłam się przejściem 1000 km - tylko z czego, tylko i wyłącznie ze złego samopoczucia, a nie z mojej choroby.
Naprawdę nie jest wyjściem bym uciekła, odetchnęła, walnęła się w wir budowania mojego życia na nowo w pl (przecież kurna ja już nic tam nie mam). W ten sposób nie zrobię w sobie żadnego kroku do przodu, szczególnie, że wlezę znowu w pracę 24h, bo jeszcze nie mam w sobie asertywności. Przecież ten chory związek długo też trwał na odległość - on nie będąc i nie kochając przyjeżdżał.
Nie jest sposobem podejmowanie takich decyzji, w takim stanie. Jak już się uspokoję nieco i wypadnę z huśtawki, zrobię to. Ja wiem, że wrócę, tylko nie wiem jeszcze kiedy. Na razie i tak czekam na mamę.

18 909

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
Żabcia5 napisał/a:

Opiszę Wam pewną sytuację, która mogła zakończyć się tragicznie, ale mój mąż oczywiście nie poczuwa się do winy. Zdarzenie to otworzyło mi oczy w temacie kto co mówi i na ile świadomie. W lipcu ubiegłego roku moja córka dostała w nocy ataku epilepsji. W szpitalu stwierdzono, że może to być jednorazowe zdarzenie i nie będzie musiała brać leków. Mój mąż naczytał się o strasznych skutkach ubocznych jakie mogą wystąpić po zażywaniu tych leków. Był przekonany, że niczego przy niej nie mówił na temat tych skutków. W sierpniu byłyśmy u neurologa, który zalecał włączenie leczenia lekami na epilepsję. Moja córka zaczęła spazmować, że nie chce, bo te leki powodują otępienie mózgu i po nich ona nie będzie już sobą i leki nie zostały jeszcze wprowadzone. W listopadzie moja córka trafiła do szpitala po kolejnych atakach. Wtedy dopiero przyznała się, że od lipca do listopada miała ich kilka, ale nie chciała się przyznać ze strachu przed przyjmowaniem leków. Mój mąż do dziś dnia nie przypomina sobie, żeby przy niej mówił coś na temat leków. Ja pamiętam, że wspominał o tym ciągle. Córka sama potwierdza, że wie o tym od niego. Powiem Wam, że był to dla mnie jak kubeł zimnej wody na głowę, wielkie otrzeźwienie.
Aby historia nie była taka smutna dodam, że od kiedy córka przyjmuje leki ataki nie powtórzyły się i nie ma żadnych skutków ubocznych. Lekarze są zdania, że może to być stan przejściowy wywołany okresem dojrzewania.

Mam w rodzinie neurologów, leczących epilepsję. To choroba ja wiele innych i na szczęście są na nią leki. Dzieciaki je biorą latami, bez skutków ubocznych a dzięki nim mogą żyć bezpiecznie.
Z przerażeniem słucham kiedy babcia, lub mama mówi do niegrzecznego malucha, jak będziesz niegrzeczny to pójdziemy do pana doktora żeby zrobił ci zastrzyk (:O) Mam wtedy ochotę podejść i zapytać czemu to robisz swojemu dziecku (wnukowi)  ???!!!!!! Jeśli Twoje dziecko, będzie potrzebowało leczenia, zamiast z ufnością pójść po pomoc do lekarza, to z histerią bronić sie przed nim będzie. Tak czy inaczej z pomocy skorzystać będzie musiało, ale jakimi emocjami za to zapłaci.
Podobnie zachował się twój zacofany i głupi mąż. Zamiast wspierać córkę, wystraszył ją do śmierci. Czy zawsze tak rozumiał wspieranie ?

Babci i mamusi czy tam lub, przydałby się taki zastrzyk.

18 910

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Żabcia5 napisał/a:
zabka-k napisał/a:

Nawet jeśli nie powiedział jej to wprost w oczy ze świadomością, że mówi do niej właśnie, to mówił.
Choćbyście mieszkali w pałacu - jak się chce, to się słyszy. Mówiliście o córce, a ona w sposób naturalny była ciekawa, co o niej mówicie. Usłyszała - nie raz. Najgorsze, że nie wprost właśnie. Bo gdyby świadomie mówił do niej, to zmieniłby może środki wyrazu na adekwatniejsze do wieku słuchacza...

Mąż mówił jej to bezpośrednio i wielokrotnie. Najczęściej przy obiedzie, gdy nie chciała jeść powtarzał, że musi o siebie dbać, żeby ataki się nie powtarzały, bo wtedy będzie musiała zażywać leki które to i tamto.

zabka-k napisał/a:

Myślisz, że ten artykuł co mu wysłałaś  - przeczytał?
Że jeśli przeczytał, to coś dotarło? Czy jest na opak?
Bo ja mam wrażenie, że my już jesteśmy nastawione na czytanie i próbę rozumienia czegoś. A ktoś, kto tkwi w swoim prześw iadczeniu, nawet dobrze nie zrozumie intencji. Po prostu nie takie są jego oczekiwania.

Nic nie mówił czy czytał, czy nie. Może coś zrozumieć o ile autora nie uzna, za człowieka, który jest głupi i pisze bzdury.
Ostatnio wspominał, że coś tam czyta, czegoś słucha. Może zabrał się za swój rozwój. Tylko, że najpierw musiał by zrozumieć swoje braki. Wydaje mi się, że zainteresował się tym co ja mówiłam o skutkach naszego wychowania w domu rodzinnym.

Wybaczcie...co za skończony kretyn.
To tak jakbym sobie exa przypomniała...mamusia cię nie....
Nie no.
Albo sobie spotkania wymyślał, mnie o nic nie zapytał,na potem dziecku m?wił, że taka, siaka mamusia nie przyszła...

18 911 Ostatnio edytowany przez raki (2013-03-19 15:26:58)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

To co chyba boli najmocniej, to że własną głupotą i tą silną nienamacalną potrzebą zdobycia, po prostu sobie pociachałam własne marzenia, pozbawiłam na tę chwilę tego, co było największa moją radością i przyjemnością.

************

Boję się jak diabli życia.  Zarówno w osobistym jak i zawodowym były zawsze cele do osiągnięcia - jak.... Od zawsze żyję jakimś kolejnym punktem nie tym, co teraz.
Gdy w pracy, a zarazem wykształceniu nagle te punkty osiagnelam, przestalam jakby funkcjonować, za wszelką cenę potrzebowałam kolejnego, szczególnie że zdobywanie jego też wtedy na chwilę odpuscilam.

Nie umiem żyć bez DUŻEGO punktu na tarczy.

Boję się. Gubie się, nie wiem jak się poruszać.

18 912 Ostatnio edytowany przez Happyfull (2013-03-19 15:23:18)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:

To co chyba boli najmocniej, to że własną głupotą i tą silną nienamacalną potrzebą zdobycia, po prostu sobie pociachałam własne marzenia, pozbawiłam na tę chwilę tego, co było największa moją radością i przyjemnością.

Co bylo Twoja najwieksza radoscia i przyjemnoscia ?

18 913

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

raki witaj. Muszę to napisać. Trzymam za Ciebie mocno kciuki!! Jeśli tego potrzebujesz, przytulam Cię mocno! Jesteś na początku swojej drogi. Nie przejmuj się potknięciami. Nie analizuj za bardzo swoich myśli, uczuć, emocji. Żyj!! Może zapisz się na te narty? Piszesz o nich i o górach z taką pasją! Chociaż raz w tygodniu, dla "odmóżdżenia". To pomaga!!
Pozdrawiam.

18 914

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:

To co chyba boli najmocniej, to że własną głupotą i tą silną nienamacalną potrzebą zdobycia, po prostu sobie pociachałam własne marzenia, pozbawiłam na tę chwilę tego, co było największa moją radością i przyjemnością.

Ten ból może dać motywację - choć teraz już inną smile
Mądrą i zdrową - a nie racjonalną... smile

Pobyć ze sobą, objąć siebie kolanami, opatulić w miękki polarowy różowy koc, popłakać smutno nad samodzielnie zmarnowymi możliwościami bycia sobą bez konieczności zdobywania szczytów...

Od dawna mam marzenie, to daje mi uśmiech i pewność, że wewnątrz siebie ja wiem... smile

Lubię się wspinać smile Kocham skaliste góry smile
Ale nigdy nie obieram za cel najwyższego szczytu... Zawsze musi być coś ponad...
Mam lęk wysokości smile Nie chcę na szczyt smile Chcę mieć perspektywę i oparcie i świadomość, że coś jest jeszcze wyżej, dalej.
Nie chcę, nie muszę, nie wchodzę na ten najwyższy szczyt - nie jest mi to potrzebne.
Mam swoje cele - takie po środku smile

Uwielbiam DPSP...
Obojętnie, którą drogą, aby tam wejść, trzeba się spocić. Nie ma łatwej drogi, nie dojedzie żaden samochód, ciągnik, cokolwiek.. Jedynie śmigłowiec...
Tam wchodzą w przeważającej mierze Ci, którzy tego po prostu chcą i zdają sobie sprawę z tego co robią.
Podoba mi się tam właśnie dlatego smile To nie Morskie Oko wink
Podoba mi się, bo dookoła mnie jest coś potężniejszego, coś twardszego - a mnie tam wysoko na Orlą Perć wcale nie ciągnie smile Nie muszę smile
Mnie wystarcza ten poziom smile

18 915

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
raki napisał/a:

To co chyba boli najmocniej, to że własną głupotą i tą silną nienamacalną potrzebą zdobycia, po prostu sobie pociachałam własne marzenia, pozbawiłam na tę chwilę tego, co było największa moją radością i przyjemnością.

Ten ból może dać motywację - choć teraz już inną smile
Mądrą i zdrową - a nie racjonalną... smile

Pobyć ze sobą, objąć siebie kolanami, opatulić w miękki polarowy różowy koc, popłakać smutno nad samodzielnie zmarnowymi możliwościami bycia sobą bez konieczności zdobywania szczytów...

Od dawna mam marzenie, to daje mi uśmiech i pewność, że wewnątrz siebie ja wiem... smile

Lubię się wspinać smile Kocham skaliste góry smile
Ale nigdy nie obieram za cel najwyższego szczytu... Zawsze musi być coś ponad...
Mam lęk wysokości smile Nie chcę na szczyt smile Chcę mieć perspektywę i oparcie i świadomość, że coś jest jeszcze wyżej, dalej.
Nie chcę, nie muszę, nie wchodzę na ten najwyższy szczyt - nie jest mi to potrzebne.
Mam swoje cele - takie po środku smile

Uwielbiam DPSP...
Obojętnie, którą drogą, aby tam wejść, trzeba się spocić. Nie ma łatwej drogi, nie dojedzie żaden samochód, ciągnik, cokolwiek.. Jedynie śmigłowiec...
Tam wchodzą w przeważającej mierze Ci, którzy tego po prostu chcą i zdają sobie sprawę z tego co robią.
Podoba mi się tam właśnie dlatego smile To nie Morskie Oko wink
Podoba mi się, bo dookoła mnie jest coś potężniejszego, coś twardszego - a mnie tam wysoko na Orlą Perć wcale nie ciągnie smile Nie muszę smile
Mnie wystarcza ten poziom smile

Dolina Pięciu Stawów P?

Posty [ 18 851 do 18 915 z 26 310 ]

Strony Poprzednia 1 … 289 290 291 292 293 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026