netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

26 309 odpowiedzi1 691 944 wyświetleniazałożony przez bez serca, 21.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Strony Poprzednia 1 … 288 289 290 291 292 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 18 786 do 18 850 z 26 310 ]

18 786

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Cześć dziewczyny,
od tej wczorajszej lektury aż mi dzisiaj oczy łzawią, ale dobrze, że od czytania a nie z bezradności. Teraz trzeba zabrać się do pracy.
Happyfful, dzięki za wywiad z psychologiem. Przesłałam go mężowi, może zrobi z niego pożytek w stosunku do naszej córki, albo jak zwykle skrytykuje mądrego człowieka. Sama już czytając jego początek zrozumiałam, że mój wzorzec, co do męża, to nie ojciec tylko dziadek. Oczywiście on tylko w części spełnił rolę pierwszego mężczyzny w moim życiu, ale dobre i to.

zabka-k, masz rację, że ja się histerycznie boje rozpadu tego związku, ale raczej boję się podjęcia decyzji i wzięcia odpowiedzialności na siebie. Wolałabym, żeby to on odszedł. Tak czy inaczej muszę coś zdecydować.
Córka sama kiedyś chciała iść na terapię, bo uważa, że żyjąc w takim domu ma skrzywiona psychikę. Ostatnio powiedziała, że sobie sama poradzi. To dlatego, że w ostatnich dniach trzyma stronę tatusia, ale zapewne trafimy na terapię.

18 787

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
tezkobieta napisał/a:

Ależ nastukałyście postów, chwilę musiałam poświęcić na nadrobienie... wink

zabka-k napisał/a:

Ale także Cię nie szanuje. Nie powtarza się schamtu wiernie. Powtarza się efekt, a szukasz tego samego efektu.

Hmm, nie wiem - ja tam schemat wiernie powieliłam. Kropka w kropkę. Oczywiście nie zdając sobie zupełnie z tego sprawy w tamtym momencie. Na szczęście (dla mnie) efekty końcowe są inne, choć początkowe były bardzo, bardzo podobne...

Happyfull napisał/a:

Raki to sie mojego avatara boi tongue Oko na sznurku tongue

Muszę przyznać, że tego sznurka nie zauważyłam... Dopiero jak zaczęła się dyskusja nad onym, doszukałam się go. Wcześniej dla mnie to oko łzawe było, nie na sznurku tongue

zabka-k napisał/a:

Nie ma bata, nie dam się samej sobie rzucać po ścianach. To jest tzw potęga podświadomości. Zmuszać się ciągle, codziennie do czegoś, czego się wcale nigdy nie chciało robić. Zmuszać. Zawsze. Napisac wielkimi literami na ścianach i na suficie, że musisz to i to. I choćby w międzyczasie się zwymiotowało od tego zmuszania siebie - robić to. Choć to nudne. Ale napewno lepsze od bezsensownego mielenia. Bo jak się miele, to się nie wymiele. Znaczy wymiele się albo zbyt drobno albo zbyt grubo.

A to chyba sobie w ramki oprawię i powieszę, żeby na gały mi się wciąż rzucało. Bo moje zmuszanie jest nieciągłe. A tu trzeba jak mówisz: ciągle i zawsze... Tak, to jedyne lekarstwo na mielenie... Zresztą, nie jest już tak źle jak było. Są jakieś postępy. Bo po miesiącach stagnacji i niemożności (a może i niechęci) zmuszania się do czegokolwiek, zaczęło się zmieniać i już zaczynam "móc" wink Tyle, że już tego powera, co u żabki nie ma (był, był - kilka ładnych lat temu). Ale nie szkodzi, spokojnie też da radę iść do przodu. "W pewnym wieku" to nawet przystoi być takim statecznym wink big_smile

Dzień dobry smile
Zaspałam smile Ja się chyba nie odczepię od myśli o trzydniowych weekendach smile
Raz się powtarza wiernie, innym razem nasze własne postępowanie prowadzi do określonego efektu, choć innymi drogami jakby. To zależy. Czytałam sporo o tym, że przede wszystkim nasza podświadomość oczekuje po prostu określonego efektu, w którym czujemy się na znanym sobie gruncie. W którym już wyuczyłyśmy się żyć. O ile łatwiej przychodzi nam, tym kochającym za bardzo (bo nie twierdzę jednak, ze tylko kobiety tak potrafią) trwanie w relacji dla nas złej, wymuszającej, prowokującej czy krzywdzącej? O ile nam łatwiej właśnie tak, zamiast - po prostu podjąć decyzję. To nas odróżnia od osób zdrowo myślących. Ten, kto myśli zdrowo, potrafi podjąc decyzję dla siebie właściwą i potrafi poradzić sobie z jej konsekwencjami. Nie mówię, że zapomina natychmiast. Ale podjęcie decyzji przychodzi łatwiej i szybciej. A my? Albo nie chcemy podjąć decyzji albo ją rozjątrzamy i rozkładamy na części milionowe próbując jeszcze sobie wmówić, że wszystko jest naszą winą wink
Teżkobieto - przecież wiesz, że każda z nas jest inna i każda w inny, właściwy dla siebie sposób i wynikający z jej własnej sytuacji, jej przeszłości i jej "ja" - dochodzi do określonych etapów. Nie ma dwóch identycznych stworków - potworków wink Nie mamy ani obowiązku a nawet nie mamy prawa wzorować się na kimkolwiek i żałować, że np. "ja jeszcze nie". Zdrowo pozazdrościć, że ktoś już dalej niż bliżej - tak, o ile to działa motywująco pozytywnie smile Ja też bym chciała coś jak ktoś - ale wiesz, nie za wszelką cenę. Spokojnie, a jak za szybko i nie po swojemu - to po łapkach wink Pewnie, że statecznie - a co? Czasem nie można być statecznym? smile wink I spokojnie właśnie chyba stabilniej da się iść do przodu smile

Moje zmuszanie też jest nieciągłe. A podświadomość wciąż wymusza pewne zachowania, przed którymi się opieram. Sobie tak właśnie kilka rzeczy postanowiłam i będę na sobie trenować smile Zobaczymy, jak mi ten trening będzie szedł smile Wiem, że zawsze chwilkę trwa, żebym się "rozbujała" a najgorsze jest uzyskanie zadowolenia z siebie, bo twedy odechciewa mi się jakichkolwiek dalszych treningów wink Czyli pracujemy nad konsekwencją smile

18 788

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Żabcia5 napisał/a:

Cześć dziewczyny,
od tej wczorajszej lektury aż mi dzisiaj oczy łzawią, ale dobrze, że od czytania a nie z bezradności. Teraz trzeba zabrać się do pracy.

zabka-k, masz rację, że ja się histerycznie boje rozpadu tego związku, ale raczej boję się podjęcia decyzji i wzięcia odpowiedzialności na siebie. Wolałabym, żeby to on odszedł. Tak czy inaczej muszę coś zdecydować.
Córka sama kiedyś chciała iść na terapię, bo uważa, że żyjąc w takim domu ma skrzywiona psychikę. Ostatnio powiedziała, że sobie sama poradzi. To dlatego, że w ostatnich dniach trzyma stronę tatusia, ale zapewne trafimy na terapię.

Żabcia - popróbuj... Ja spróbowałam powiedzieć Niuńce wprost, ze chciałabym, aby było jej łatwiej poradzić sobie z tą sytuacją, która napewno nie jest łatwa dla niej. I między wierszami, żeby i nam się poukładały relacje. I ja wiem, że ta terapia będzie trwała dłuuuugo. I że nawet jak się skończy, to i tak najważniejsze do wykonania jest przed nami obiema. Psycholog za nas tego nie zrobi smile

Wiesz, jakoś już przestałam mieć - tak w ogóle to piszę - jakiekolwiek złudzenia, że kiedykolwiek ktoś tak nałogowo postępujący w związkach jak ja - będzie miał prawo zapomnieć. Jestem pod tym względem jak alkoholik - do końca życia to zostanie we mnie i muszę nauczyć się odmawiać wink

Może ona dlatego mówi, że sama sobie poradzi, bo widzi, że Ty jeszcze nie czujesz się stabilnie (a dzieci w tym wieku oczekują szybkich efektów) i że widzi, że wciąż próbujesz poukładać ten związek - może jest jakiś przekaz w Twoim zachowaniu, takie niewerbalne komunikaty, że to co wiesz z terapii starasz się przełożyć jednak na ratowanie relacji? Albo może i werbalne?

18 789

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Żabcia5 napisał/a:

Cześć dziewczyny,
od tej wczorajszej lektury aż mi dzisiaj oczy łzawią, ale dobrze, że od czytania a nie z bezradności. Teraz trzeba zabrać się do pracy.

zabka-k, masz rację, że ja się histerycznie boje rozpadu tego związku, ale raczej boję się podjęcia decyzji i wzięcia odpowiedzialności na siebie. Wolałabym, żeby to on odszedł. Tak czy inaczej muszę coś zdecydować.
Córka sama kiedyś chciała iść na terapię, bo uważa, że żyjąc w takim domu ma skrzywiona psychikę. Ostatnio powiedziała, że sobie sama poradzi. To dlatego, że w ostatnich dniach trzyma stronę tatusia, ale zapewne trafimy na terapię.

Żabcia - popróbuj... Ja spróbowałam powiedzieć Niuńce wprost, ze chciałabym, aby było jej łatwiej poradzić sobie z tą sytuacją, która napewno nie jest łatwa dla niej. I między wierszami, żeby i nam się poukładały relacje. I ja wiem, że ta terapia będzie trwała dłuuuugo. I że nawet jak się skończy, to i tak najważniejsze do wykonania jest przed nami obiema. Psycholog za nas tego nie zrobi smile

Wiesz, jakoś już przestałam mieć - tak w ogóle to piszę - jakiekolwiek złudzenia, że kiedykolwiek ktoś tak nałogowo postępujący w związkach jak ja - będzie miał prawo zapomnieć. Jestem pod tym względem jak alkoholik - do końca życia to zostanie we mnie i muszę nauczyć się odmawiać wink

Może ona dlatego mówi, że sama sobie poradzi, bo widzi, że Ty jeszcze nie czujesz się stabilnie (a dzieci w tym wieku oczekują szybkich efektów) i że widzi, że wciąż próbujesz poukładać ten związek - może jest jakiś przekaz w Twoim zachowaniu, takie niewerbalne komunikaty, że to co wiesz z terapii starasz się przełożyć jednak na ratowanie relacji? Albo może i werbalne?

18 790 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2013-03-18 11:33:27)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

a najgorsze jest uzyskanie zadowolenia z siebie, bo twedy odechciewa mi się jakichkolwiek dalszych treningów wink Czyli pracujemy nad konsekwencją smile

Tak się chwilę zatrzymałam nad tym zdaniem...
I próbuję sobie wyobrazić to zadowolenie. Czy odechciewa się dalszych treningów wtedy? Hmm... u mnie raczej działa to motywująco (widzę pozytywne efekty, więc utwierdzam się w tym, że dalej dokładnie tak należy działać).
Muszę chyba to dogłębniej przemyśleć wink



A że przypomniało mi się, że miała powstać lista książek, to pytam: jest już?

18 791

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Wiesz, ja to odniosłam do siebie - że zawsze dochodząc do jakiegoś etapu, jakiejś wiedzy, świadomości - czegokolwiek - zaczynałam uważać, że już wystarczy i że to we mnie zostanie na zawsze.
Trochę tak chyba jak z odchudzaniem i efektem jo-jo wink Że część ludzi kiedy się odchuda, to przestaje racjonalnie się odżywiać i dbać o kondycję fizyczną, kiedy dojdzie do wymarzonego efektu. Powoli, powoli skutecznie zapomina o dotychczas stosowanych zasadach. Niektózy nawet nie powoli wink
Nie da się chyba? Jeśli chce się stosować jakąś filozofię, to nie można sobie dawać 3 letnich urlopów bezpłatnych wink

18 792

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
tezkobieta napisał/a:

(...)A że przypomniało mi się, że miała powstać lista książek, to pytam: jest już?

Lista książek jest już od dawna, parokrotnie była w tym wątku umieszczana. smile

18 793 Ostatnio edytowany przez tezkobieta (2013-03-18 12:22:46)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

Wiesz, ja to odniosłam do siebie - że zawsze dochodząc do jakiegoś etapu, jakiejś wiedzy, świadomości - czegokolwiek - zaczynałam uważać, że już wystarczy i że to we mnie zostanie na zawsze.

Aaa, to ja znam też. Tylko zapomniałam wink Bo jakieś parę lat temu, tak właśnie się zachłysnęłam tym co osiągnęłam, co "naprawiłam", osiadłam na laurach (bo przecież zasłużyłam, hehe) i jakoś bezrozumnie pomyślałam, że tak już zostanie na zawsze...

zabka-k napisał/a:

Nie da się chyba? Jeśli chce się stosować jakąś filozofię, to nie można sobie dawać 3 letnich urlopów bezpłatnych wink

Nie da się chyba. Chociaż... czasem urlop potrzebny, dla nabrania dystansu, czy sił, czy czegokolwiek innego...

Wielokropek napisał/a:

Lista książek jest już od dawna, parokrotnie była w tym wątku umieszczana. smile

No coś tam widziałam. Tylko myślałam, że gdzieś jakaś "oficjalna" powstała.
M.in.:
2013-03-16 13:39:43

Happyfull napisał/a:

Mam Toksyczne namietnosci, Nalog kochania, Gdy Twoj partner lze jak pies, Madre kobiety glupie postepowanie, Dorosle dzieci alkoholikow, Toksyczni rodzice, Koniec wspoluzaleznienia, kiedy runa mury milczenia, Toksyczna milosc i oczywiscie Kobiety ktore kochaja za bardzo. I troche innych nie psychologicznych smile
Zrobie w weekend cala liste smile
Kto chce poczytac prosze na maila !!!

Muszę złożyć zamówienie smile

18 794

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Cześć dziewczyny :)

Mnie się tak zdekka na płacz niby zbiera, niby lekkie nerwy, niby w gardle ściska, ale jest lepiej :)
Przykro i smutno trochę, też dlatego, że się pokłóciłam z przyjaciółką. W sumie nie tyle pokłóciłam, co spojrzałam na całkowity bezsens naszej 1,5 godzinnej rozmowy, podczas której po prostu miałam się ochotę wyłączyć. Ona od lat już 10 boryka się z gigantycznymi problemami psychicznymi, niby jest lepiej, bo coś tam się udało, ale w głowie to samo, w zachowaniu to samo... ach... i 90% problemów wyimaginowanych.
Jak patrzę, co się ze mną dzieje w ostatnich dniach, nie mogę uwierzyć jak ona może z tym żyć tyle lat. Kocham ją bardzo (hmmm...), ale czasem jednak popatrzyłaby też może na mnie - a nie wiecznie uważała, jak ja mam się dobrze, a ona źle. Nałóg. Ona żyć bez tego nie umie.

Ja

Czytam od nowa, z nowym spojrzeniem i faktami, o których wcześniej nie miałam pojęcia, albo mi świtały, ale za mało.
Bardzo nienawidzę mojej babci. To gdzieś tam wyszło na terapii, ale psycholog to wtedy zignorowała, a ja uważałam, że to ważne, bo to uczucie nienawiści pojawiło się właśnie w czasie mojego leczenia. Nawet z babcią przeprowadziłam rozmowę i dowiedziałam się rzeczy... cóż mało miłych z ich życia...

Babcia miała duży wypływ na moje wychowanie. Do momentu pójścia do przedszkola (miałam lat 6), bardzo dużo tam jeździliśmy (codziennie), bo babcia miała ogródek. Potem prawie całe wakacje spędzaliśmy na wyjazdach z dziadkami. Zaborcza, nadopiekuńcza, na wszystko nam pozwalała. Ja byłam jej światem - pierwsza i jedyna wnuczka (potem chłopcy). Często podważała zdanie mamy, i robiła ze mnie taki obiekt przepychania - mama chciała mnie zabrać do domu, a ona krzyczała nie, a ja stałam i płakałam. Babcia zawsze wiedziała, co jest dla nas lepsze, wciskała nam na siłę jedzenie (raz, będąć już starsza prawie zwymiotowałam jedząc, żeby tylko dała mi swięty spokój), ubierała w niewygodne ciuchy (bo nam zimno, bo gumka obciska itp.), nie stawiała żadnych wymagań. Przenosiła na nas (chyba najwięcej na mnie) całą swoją pustkę.
Dziadek, dziś powiedzilibyśmy - seksoholik. Zawsze całkowicie niedostępny, głowa rodziny, patrząca z boku, zarabiał, woził, odwoził, uważał, że jesteśmy za piecem chowani. Do dziś dumny, wyprostowany, całkowicie odległy.
Nie umiem wam powiedzieć jakie mieli relacje, na pewno ona go nienawidziła, a on ją ignorował, ale ja w tych relacjach byłam - rosłam.
Jestem przekonana, że nie tylko przenosiłam schematy z domu rodzinnego, ale też z tego dziadkowego, mam poczucie, że mnie tam bardzo skrzywdzono, ale ciągle nie wiem jak do końca.

Pierwszy chłopak emocjonalnie niedostępny i bawiący się kobietami, pojawił się w moim życiu jak miałam 12 lat (Matko jak mało). O dziwo musiała być wtedy atrakcyjna (potem latami się nie lubiłam, ale to było też zw. z inną sprawą, która mi się niestety niedługo potem przytrafiła), bo biegało za mną pół koloni, ale ja ich odtrącałam. On każdego dnia całował się z inną. I codziennie, któraś przez niego płakała. Do póki nie pojawiłam się ja - ze mną całował się cały tydzień.

Potem było jakoś tak w miarę, rózne związki, trudności (jak już byłam starsza), ale raczej w porę kończone.
Zaczęło się jak miałam 19 lat. Zaczęłam być z kimś, kto mi się w ogóle nie podobał... miał mnóstwo kobiet wcześniej, ja byłam wybawieniem... skończyło się chyba zdradą. (też dlatego, że miałam śmiałość powiedzieć, że coś mi się nie podoba),
mąż - on był tylko niedostępny, nieczuły (potem in. rzeczy), ale w sumie odbiłam go innej (taki nie do zdobycia),
potem pierwszy były - gdzieś już wspomniałam, jaki miał problem (kobiet nie jest w stanie policzyć), a ja świadomie w to weszłam,
no i ten (g)jma... wiadomo, a ja jeszcze ciągle mam marzenie by się obudził.

Wiecie, że mnie właściwie inne kobiety nie obchodzą, że zdrada przestała dla mnie mieć znaczenie.

18 795

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
zofia282 napisał/a:

(...)

A miałabym co dodać.... Chyba tyle, że jeszcze nie zrozumiałam...
Albo inaczej - zaczynam rozumieć siebie.
Kiedyś mu wykrzyczałam - kiedyś Ci wybaczę, ale chyba już nigdy nie zrozumiem. W tym kontekście zrozumienie było by powrotem do toksycznej relacji, do syfu wink Nie, nie chcę nawet próbować zrozumieć/ Tak, to jest właśnie zezwierzęcenie... Siebie rozumiem, bo się już troszkę znam wink Kogoś nie zamierzam....
O to chodzi?
Rozumieć siebie zawsze, nie starać się rozumieć kogoś, bo przestaje się myśleć o sobie i o dobru???? O to? O tę granicę?

Rozumieć siebie zawsze ....chyba nie zawsze się da sad Jednak zdarza się zrobić coś bez przemyślenia, spontanicznie. Mówimy sobie, ja nigdy a potem to nigdy właśnie dzieje się teraz. Rozumieć to znaczy umieć nazywać po imieniu !!!! Ja już chcę umieć dostrzegać i nazywać, a nie w nieskończoność usprawiedliwiać ! O sobie pamiętać dopiero się uczę smile

Nie szukałam usprawiedliwienia dla siebie, dla niego. Musiałam zrozumieć co zadziało się w moim życiu. Musiałam zrozumieć kim on tak na prawdę jest. To zrozumienie było mi potrzebne nie do wybaczania a do podsumowania całokształtu i wyciągnięcia wniosków, również na przyszłość (zakończenie wspólnych spraw; do funkcjonowania). W moim związku była przemoc psychiczna a ja byłam jej ofiarą. Owszem godziłam sie na takie życie, nie zdając sobie spawy z przemocy, którą mi fundował każdego dnia i z coraz większym natężeniem. Jego zachowania nie raz mnie zadziwiały. Nie zawsze rozumiałam co fundował swojej rodzinie. Nigdy jednak nie przeszło mi przez myśl, że mam do czynienia z osobą o zniekształconym charakterze, działającą z perfidią świadomie, upajającą się moim upadkiem, upadkiem rodziny. 
Zrozumiałam, że on nie umie żyć inaczej, a pewien schemat zachowań wpisany jest w jego charakter, a hasło, po trupach do celu, to jego normalny tok rozumowania, styl życia. Wiesz Zabko moje całe życie małżeńskie to wiele zawirowań, upadków, ambicji, wielkich planów, znowu upadków, podnoszeń i tak w kółko. Moje życie to równia pochyła, powolne staczanie się. Musiałam zrozumieć dlaczego do tego doszło w czym zawinił on, w czym ja.
Pierwsze opisy przemocy psychicznej uświadomiły mi, że na mnie przetestował wszystkie jej schematy. Nagle dotarło do mnie, że mój upadek był wpisany w życie z takim kimś.
Kłamstwa - jeśli zaliczał na nim wpadkę (od razu lub po czasie) to wiedziałaś, że teraz już prawdę wyznaje. Mówił gładko, bez zająknięcia, patrząc w oczy głęboko i co ? i goowno prawda. Kolejnym kłamstwem byłam raczona i nie tylko ja. Opowieść była płynna, ale nie zawsze logiczna. Na pomocnicze pytania nie odpowiadał. Milczał patrząc z szelmowskim uśmiechem. Uśmiechał się z satysfakcją w oczach. Prowokował drań, napawając się moim wzburzeniem, złością, bezradnością. Wiele było takich lub podobnych sytuacji....... . Dla zabawy i przyjemności upadlał mnie i uwielbiał, oskarżał i wynosił pod niebiosa. Fundował mi wiele huśtawek emocjonalnych, zakłócając celowo mój wewnętrzny spokój. Zrozumieć musiałam, że kłamstwo było dla niego jak oddychanie a zabawa moimi emocjami, karmą. Zrozumieć musiałam, że stale, cyklicznie powtarzane zdrady różnego rodzaju, są patologią.
Zrozumieć musiałam dlaczego inteligentny, bystry człowiek rujnował życie emocjonalne, finansowe, bytowe swojej rodziny. Zrozumieć musiałam, że wszystko robił świadomie i dla własnej, chorej przyjemności. Zrozumieć musiałam by ruszyć z własną terapią.
Potrzebowałam rozliczenia przeszłości !

18 796

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Jak widzę raki masz pociąg do mężczyzn o charakterze poligamisty. To nie wróży stałego związku, ale Ty dobrze o tym wiesz, więc nie będę się wymądrzać.

Ja zakochałam się mając 8 lat. Miłość czysto platoniczna, ale trwała jeszcze w pierwszej klasie liceum. Mając 16 lat zakochałam się w koledze z liceum. Byliśmy ze sobą przez kilka miesięcy. Nie był piękny, ale pięknie śpiewał i grał na kilku instrumentach, a co najważniejsze był figurą w szkole i wszyscy go znali. Wszyscy mówili, ostrzegali, że on pójdzie do seminarium, tylko ja byłam przekonana, że nie, bo przecież mnie kocha. Zdał maturę i poszedł uczyć się na księdza. Pamiętam, że przez kilka dni tylko spalam i płakałam. To mnie oduczyło miłości może już na zawsze. Teraz zamiast kochać z potrzeby serca muszę się uczyć miłości.

18 797

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
Żabcia5 napisał/a:

Córka sama kiedyś chciała iść na terapię, bo uważa, że żyjąc w takim domu ma skrzywiona psychikę. Ostatnio powiedziała, że sobie sama poradzi. To dlatego, że w ostatnich dniach trzyma stronę tatusia, ale zapewne trafimy na terapię.

Żabcia - popróbuj... Ja spróbowałam powiedzieć Niuńce wprost, ze chciałabym, aby było jej łatwiej poradzić sobie z tą sytuacją, która napewno nie jest łatwa dla niej. I między wierszami, żeby i nam się poukładały relacje. I ja wiem, że ta terapia będzie trwała dłuuuugo. I że nawet jak się skończy, to i tak najważniejsze do wykonania jest przed nami obiema. Psycholog za nas tego nie zrobi smile

Wiesz, jakoś już przestałam mieć - tak w ogóle to piszę - jakiekolwiek złudzenia, że kiedykolwiek ktoś tak nałogowo postępujący w związkach jak ja - będzie miał prawo zapomnieć. Jestem pod tym względem jak alkoholik - do końca życia to zostanie we mnie i muszę nauczyć się odmawiać wink

Może ona dlatego mówi, że sama sobie poradzi, bo widzi, że Ty jeszcze nie czujesz się stabilnie (a dzieci w tym wieku oczekują szybkich efektów) i że widzi, że wciąż próbujesz poukładać ten związek - może jest jakiś przekaz w Twoim zachowaniu, takie niewerbalne komunikaty, że to co wiesz z terapii starasz się przełożyć jednak na ratowanie relacji? Albo może i werbalne?

Teraz nie będę namawiać córki na terapię, bo za bardzo zbratała się z tatusiem. Przyjdzie czas, kiedy się z nim pokłóci, bo tak jest kolej rzeczy. Chyba, że mąż będzie miała wielką potrzebę zrobić mi na złość. Teraz chyba chce pokazać jak sobie dobrze z nią radzi, ale ona nie ma łatwego charakteru, a on zbytniej cierpliwości. Wykorzystam najbliższą nadarzającą się okazję, aby wrócić do tematu terapii. Może lepiej będzie jeśli na moich spotkaniach z psycholożką zajmę się relacjami między mną a moją córką niż tracić czas na faceta, który ? (brak słów).

18 798 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2013-03-18 15:38:40)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Żabcia5 napisał/a:
Happyfull napisał/a:
Żabcia5 napisał/a:

Tata został osunięty na boczny tor, gdzie siedział cicho. Nie zrodziła się między nami żadna więź.

Czy nie podobienstwa do Twego karalucha ? Nie ma miedzy Wami tak samo zadnej wiezi sad

Absolutnie nie. Między mną a moim mężem były więzi. On był troskliwy i mnie wspierał. Wiele mówił i otrzymałam od niego dużo trafnych rad. On ma swoją dobrą stronę, szkoda tylko, że nie okazuje mi uznania, zrozumienia i szacunku. Są to przecież podstawowe potrzeby, których kobieta oczekuje w związku.

Kochana wmawiasz sobie jak i ja wmawiałam. Usprawiedliwiasz zamiast nazywać rzeczy po imieniu sad
Powtórzę za innymi, wspieranie, to wpędzanie kogoś w poczucie utraty zdrowych zmysłów  ?! Też tak byłam wspierana....chociaż ja nie odbierałam tego jako wspieranie, nie byłam tak łaskawa big_smile. Ja również pomawiana byłam o chorobę psychiczną, obsesję i także zaczynałam wątpić w swoje zdrowe zmysły. Pytałam siebie czy mogłam działać w nieświadomości, nie pamiętać co robiłam, mówiłam. To straszne uczucie zagłębiać się usilnie w zakamarki swojej pamięci i nie odnajdywać tego co się rzekomo wydarzyło, mówiło, robiło. I ja szukłaam u innych potwierdzenia zupełnie sobie nie wierząc sad

Nie czujesz szacunku, uznania, zrozumienia, to co czujesz ? Co czujesz, że szukasz dowodów na swoje zdrowe zmysły ?!

18 799 Ostatnio edytowany przez raki (2013-03-18 16:06:51)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Żabcia5 napisał/a:

Jak widzę raki masz pociąg do mężczyzn o charakterze poligamisty. To nie wróży stałego związku, ale Ty dobrze o tym wiesz, więc nie będę się wymądrzać.

Ja zakochałam się mając 8 lat. Miłość czysto platoniczna, ale trwała jeszcze w pierwszej klasie liceum. Mając 16 lat zakochałam się w koledze z liceum. Byliśmy ze sobą przez kilka miesięcy. Nie był piękny, ale pięknie śpiewał i grał na kilku instrumentach, a co najważniejsze był figurą w szkole i wszyscy go znali. Wszyscy mówili, ostrzegali, że on pójdzie do seminarium, tylko ja byłam przekonana, że nie, bo przecież mnie kocha. Zdał maturę i poszedł uczyć się na księdza. Pamiętam, że przez kilka dni tylko spalam i płakałam. To mnie oduczyło miłości może już na zawsze. Teraz zamiast kochać z potrzeby serca muszę się uczyć miłości.

Ta... moja pierwsza miłość, też zdecydowała się iść na księdza, ale księdzem nie została. Bolało strasznie. I potem także miałam przez następnych dobrych parę lat kłopot by kochać. Jago kochałam cały czas...iluzja smile No ale,to jeszcze wszystko było w miarę zdrowe.

Co Ty mi powiesz, że nie wróży... Zabciu, to nie poligamiści, to mężczyźni chorzy, bardzo uzależnieni. Zazwyczaj o typie narcyza, zimni emocjonalnie, bez zdolności do uczuć - mój typ. sad

************

Chciałam Ci powiedzieć, że nie po to pracuję nad sobą, by łóżko dzielić z innymi babami. Otóż w łóżku będę spać sama, albo z jednym facetem (może kiedyś), ale lezbijskich skłonności nie przejawiam.

************

Jest lepiej, ciekawe, czy na długo smile i już nieco inaczej popłakuję. Przeraża mnie to. Zmuszam się usilnie do nie podejmowania decyzji - żadnych, a jeśli już to z perspektywą max na 1 miesiąc, a najlepiej tydzień.

I ta moja chora głowa, poza nowymi pomysłami i planami, oczywiście nadal uważa, że karaluch to jednak może motyl jest (ostatnio mam faktycznie karaluchy i mi robią dezynfekcję i one giną - może stąd ta nadzieja...:) ) i jak mu powiem spokojnie, jaka to chora jestem to on się przemieni w motyla i będziemy żyć długo i szczęśliwie w wielkiej zażyłej przyjaźni bez pociągu seksualnego. Czy ktoś mógł to mózgowie czy sercowie wymienić ?

18 800 Ostatnio edytowany przez Happyfull (2013-03-18 16:20:14)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Lista gotowa smile Szczegolne podziekowania za udostepnienie pdf Anstawi i End_aluzji smile

1. Eugenia Herzyk, Nałóg kochania
2. Eugenia Herzyk, Czym jest nałogowa miłość
3. Eugenia Herzyk, Uzależnienie od miłości
4. Robin Norwood, Kobiety, które kochają za bardzo
5. Beattie Melody, Koniec współuzależnienia
6. Janet Woititz, Lęk przed bliskością
7. Patricia Evans, Toksyczne słowa
8. Anna Dodziuk, Pokochać siebie
9. Wojciech Eichelberger, Zdradzony przez ojca
10. Sondra Ray, Zasługuję na miłość
11. Susan Forward,  Toksyczni rodzice
12. Susan Forward,Craig Buch, Toksyczne namiętności
13. Susan Forward, Donna Frazier, Gdy Twój partner łże jak pies
14. Susan Forward, Szantaż emocjonalny
15. Michał Dziurdzik, Oblicza zdrady
16. Alice Miller, Gdy runą mury milczenia
17. Pia Melody, Toksyczna miłość
18. Argov Sherry, Dlaczego mężczyźni kochają zołzy
19. Argov Sherry, Dlaczego mężczyźni poslubiaja zołzy
20.J.C. Dobson, Miłość potrzebuje stanowczości
21. Cowan Connell, Kinder Melvyn, Mądre kobiety, głupie postępowanie
22. Greg Behrendt, Liz Tuccillo, Nie zależy mu na Tobie
23. Ehrhardt Ute, Z kazdym dniem coraz bardziej niegrzeczna
24. Jerzy Mellibruda, W poszukiwaniu kształtu własnej osoby
25. Jerzy Mellibruda, Pulapka nie wybaczonej krzywdy
26. AnnaDodziuk, Pokochać siebie
27. Eckhart Tolle, Potęga Teraźniejszości
28. Piotr Mart, Mezczyzna od A do Z
29. Ute Ehrhardt, Grzeczne dziewczynki ida do nieba niegrzeczne ida tam gdzie chca
30. Tommy Hellsten, Wsparcie dla doroslych dzieci alkoholikow
31. Janet K.Woititz,  Dorosle dzieci alkoholikow
32. Gutek Alina, Przebaczanie uzdrawia
33. Doris Wolf,Rolf Merkle, zrozumiesz uczucia

Dla zainteresowanych mam tez bardziej "zaawansawone" lektury smile

1. Erich Fromm, Ucieczka od wolnosci
2. Erich Fromm, Miec czy byc
3. Erich Fromm, O sztuce milosci
4. Fryderyk Nietzsche, Z genealogii moralnosci
5. Herta Muller, Dziś wolałabym siebie nie spotkać
6. Johann Wolfgang Goethe, Cierpienia młodego Wertera
7. Albert Camus, Obcy
8. Eric Schmitt, Oskar i pani Róża
9. Milan Kundera, Życie jest gdzie indziej
10. Antoni Czechow, Drobiazgi życia
11. Gabriela Zapolska, Moralność pani Dulskiej
12. Gabriel Garcia Marquez, Sto lat samotnosci
13. Gabriel Garcia Marquez, O milosci i innych demonach
14. Daniel Kehlmann, Rachuba świata
15. Mario Vargas Llosa, Szelmostwa Niegrzecznej Dziewczynki
16. Fiodor Dostojewski, Gracz
17. Fiodor Dostojewski, Idiota

18 801

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

zofia, jakbyś o mnie pisała. Mąż mówi, że ja coś mówiłam, a ja mówiłam coś innego. Ciągle powtarzamy, że będziemy nagrywać nasze rozmowy, tylko jakoś nie możemy się za to zabrać. Czytam, a właściwie słucham ?Mężczyźni są z Marsa, Kobiety z Wenus?, traktując tę książkę z wielkim przymrużeniem oka i czasami jako dobrą komedie. Kto czytał ten wie, że książka między innymi tłumaczy jak mężczyźni rozumieją nasze słowa, ale to co wygaduje mój mąż to faktycznie, gdyby było prawdą wskazywałoby na mój obłęd. Nie pomagają tłumaczenia, że mnie w życiu nie zdarzają się sytuacje, żeby ktoś patrzył na mnie z otępieniem, bo mnie nie zrozumiał. I raptem przy moim mężu zachowuję się jak wariatka.

18 802

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dobra robota Happyfull.
Aż trudno się zdecydować co czytać. Oślepniemy zanim uporamy się z problemami.
Jak dobrze rozumiem, macie te pozycje w formie pdf? A czy może coś się znajdzie w formie pliku muzycznego? Ja ostatni w pracy słucham ?Mężczyźni są z Marsa, Kobiety z Wenus?. W domu ?Inteligencję emocjonalną? i jeszcze w wolnych chwilach poczytuję to i tamto o własnej wartości i kochaniu siebie, ale nie dodaję do listy, bo to jest na chomiku.

18 803

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Żabcia5 napisał/a:

Dobra robota Happyfull.
Aż trudno się zdecydować co czytać. Oślepniemy zanim uporamy się z problemami.
Jak dobrze rozumiem, macie te pozycje w formie pdf? A czy może coś się znajdzie w formie pliku muzycznego? Ja ostatni w pracy słucham ?Mężczyźni są z Marsa, Kobiety z Wenus?. W domu ?Inteligencję emocjonalną? i jeszcze w wolnych chwilach poczytuję to i tamto o własnej wartości i kochaniu siebie, ale nie dodaję do listy, bo to jest na chomiku.

Wszystko w pdf Zabcia smile Zacznij moze od tych pierwszych na liscie plus Toksyczne slowa !!! Tylko czytaj spokojnie !!!
Jakosc a nie ilosc !!! Czasem wystarczy tylko jedna ksiazka smile

18 804 Ostatnio edytowany przez Happyfull (2013-03-18 17:43:55)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:

I ta moja chora głowa, poza nowymi pomysłami i planami, oczywiście nadal uważa, że karaluch to jednak może motyl jest (ostatnio mam faktycznie karaluchy i mi robią dezynfekcję i one giną - może stąd ta nadzieja...:) ) i jak mu powiem spokojnie, jaka to chora jestem to on się przemieni w motyla i będziemy żyć długo i szczęśliwie w wielkiej zażyłej przyjaźni bez pociągu seksualnego. Czy ktoś mógł to mózgowie czy sercowie wymienić ?

To jest uzaleznienie i Ty dobrze o tym wiesz smile Jestes na odwyku i dlatego te glupie myslenie tongue

18 805

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
tezkobieta napisał/a:
Happyfull napisał/a:

Raki to sie mojego avatara boi tongue Oko na sznurku tongue

Muszę przyznać, że tego sznurka nie zauważyłam... Dopiero jak zaczęła się dyskusja nad onym, doszukałam się go. Wcześniej dla mnie to oko łzawe było, nie na sznurku tongue

smile Takie oko na sznurku aby nigdy juz nie oslepnac smile Jeszcze by sie takie ucho przydalo tongue

18 806 Ostatnio edytowany przez raki (2013-03-18 17:02:53)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
raki napisał/a:

I ta moja chora głowa, poza nowymi pomysłami i planami, oczywiście nadal uważa, że karaluch to jednak może motyl jest (ostatnio mam faktycznie karaluchy i mi robią dezynfekcję i one giną - może stąd ta nadzieja...:) ) i jak mu powiem spokojnie, jaka to chora jestem to on się przemieni w motyla i będziemy żyć długo i szczęśliwie w wielkiej zażyłej przyjaźni bez pociągu seksualnego. Czy ktoś mógł to mózgowie czy sercowie wymienić ?

To jest uzaleznienie i Ty dobrze o tym wiesz :) Jestes na odwyku i z tad te glupie myslenie :P

Hiiii... a nie dałaś mi napisać przygotowanej odpowiedzi:

Gdybym tak nie myślała, byłabym zdrowa i nie byłoby mnie tutaj, a to myślenie o nim, to przynajmniej zdrowy objaw choroby :)

****
A wiesz, cuda się zdarzają :P

****

Nawet nie wiecie ile istnieje rodzaju makaronu z pomidorami, codziennie inne danie :P

****
Postępy moje (zauważamy, że jednak w życiu idziemy do przodu):
1. jeszcze tu siedzę, a nie urządzam na nowo w pl.,
2. urządziłam się tutaj - mam coś "swojego" i to ładnie zrobionego, no proszę (szkoda, że chyba się będę musiała pożegnać),
3. zaczynam myśleć o własnym bezpieczeństwie i stabilizacji, że jednak warto byłoby może zaoszczędzić, kupić mieszkanie, a nie ciągle żyć na walizkach, by się przypadkiem zaraz nie musieć przeprowadzać, (po tym jak wszystko zostawiłam mężowi, choć harowałam jak wół na to, by tylko nie wzbudzać w nim większego gniewu - miałam do tego awersję),
4. po 3 latach i 3cim dużym załamaniu nerwowym (nie liczę jedno lat temu 10), przyznałam przed sobą i przyjacielem, że czas nie uleczy ran po "nieszczęśliwej miłości", bo ja jestem chora i uzależniona i to ciągle ta sama miłość,
5. mam przyjaciela (bez kontekstów i podtekstów) i nie uciekłam,
6. poprosiłam o pomoc - mamę, przyjaciela, was,
7. straciłam cierpliwość do przyjaciółki (w końcu!!!),
8. czuję się w miarę bezpieczna sama ze sobą i w relacjach, które pobudowałam (tych jak wyżej) - nie w miarę - czuję się bezpieczna,
9. boję się spotkać faceta - wyjść i spotkać i poznać - to też zdrowe, bo wiem, że nie jestem gotowa i zaraz wplącze się w jakąś nową historię. wiem, że jak zacznę wychodzić, zaraz mi się zrobi lepiej - będę śpiewać i tańczyć, zapomnę o sobie i obudzę się z 4tym załamaniem nerwowym. Póki co rozwijanie moich pasji, poznawanie ludzie i ta cała reszta zalecana po odejściu , to nie dla mnie - jestem w tym świetna, tylko koniec zawsze marny....
10. utrzymuję porządek,
11. dbam o siebie - bym zjadła, myła się, dotleniła - by było mi przyjemnie,

18 807 Ostatnio edytowany przez Happyfull (2013-03-18 16:59:37)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

I zeby Wam sie nie nudzilo na forum cos do poczytania smile

Dlaczego ofiary przemocy nie odchodzą - Paweł Droździak - psycholog, psychoterapeuta, mediator rodzinny.

Pozostawanie w związku, w którym jest się ofiarą przemocy, to zjawisko trudne do zrozumienia dla kogoś, kto nie doświadczył takiej sytuacji samodzielnie ani nie zajmuje się problematyką przemocy zawodowo.

Istnieje kilka głównych, bardzo silnie wiążących mechanizmów psychologicznych, które powodują, że ofiary takich relacji nie opuszczają kogoś, kto je krzywdzi. Szczegółowe omówienie ich wszystkich musiałoby zająć mnóstwo czasu. W tym tekście skupimy się tylko na jednym z wielu ? mechanizmie zaniżania samooceny.
Początek jest dość oczywisty. W związku, w którym jest przemoc, słyszymy o sobie złe rzeczy. Kobieta może słyszeć, że jest nieatrakcyjna. Mężczyzna, że jest niezaradny. Możliwe są także inne zarzuty, niekoniecznie odnoszące się wprost do stereotypu męskości i kobiecości. Praktyka wskazuje jednak, że jeśli chodzi o ocenę swoich szans na nowy związek, najmocniej wpływają na nas te negatywne informacje, które do stereotypowych wyobrażeń, o tym jaka powinna być kobieta, czy jaki powinien być mężczyzna, przystają najdokładniej. W przypadku mężczyzn najskuteczniej obniży samoocenę krytyka jego zaradności, możliwości finansowych, osiągnięć, siły, mocy i wszystkiego tego, co większość ludzi z męskością kojarzy. W przypadku kobiet najbardziej niszczące będą tu odniesienia do wyglądu, wieku, przeróżnych aspektów seksualnej atrakcyjności i "kobiecości" - jakkolwiek tajemniczo by to nie brzmiało. Groźne są też wszelkie odniesienia do czystości, porządku w domu i "cnót gospodyni", krytykowanie wyglądu i wieku niszczy jednak wiarę w siebie najbardziej skutecznie. W zasadzie każda informacja o jakichś naszych cechach, której logiczną konsekwencją jest przekonanie o tym, że niełatwo nam będzie zastąpić obecnego partnera kolejnym, ma taki skutek, że wzmacnia nasz lęk przed utratą tego, co mamy i przywiązuje nas do osoby, z którą właśnie jesteśmy. Fakt, że taka informacja pochodzi właśnie od kogoś, z kim aktualnie jesteśmy, niczego tutaj nie zmienia. Przeciwnie. W tym przypadku może działać nawet swoiste destrukcyjne sprzężenie zwrotne:   
Słyszysz negatywną informację o sobie -> wierzysz w nią -> nabierasz przekonania, że nie znajdziesz nikogo lepszego -> obecny partner zaczyna ci się wydawać jedynym możliwym -> paradoksalnie rośnie jego atrakcyjność w twoich oczach -> rośnie waga tego, co on myśli -> rośnie waga tego, co on mówi -> kolejna negatywna informacja na twój temat jest przyjmowana bardziej bezkrytycznie, bo pochodzi już od osoby strategicznie dużo ważniejszej i ocenianej znacznie wyżej. 
Negatywna informacja na twój temat nie musi być wcale przekazywana wprost. Informacją nie wprost może być samo działanie partnera, lub nawet kiepska sytuacja, w której się znajdujesz, jeśli tylko wywołuje to twój wstyd. Jeżeli na przykład twój partner lub partnerka stosuje wobec ciebie jakąś formę przemocy, a ty ukrywasz to przed otoczeniem, to przez sam fakt posiadania takiej wstydliwej tajemnicy zaczynasz widzieć siebie jako osobę mniej wartościową. A niska samoocena nieuchronnie prowadzi do przekonania o niewielkich szansach na znalezienie kogoś lepszego. Taką negatywną informacją nie wprost może stać się zdrada partnera, utrata przyjaciół (nawet jeśli nastąpiła nie z twojej, a z partnera winy) czy w ogóle cokolwiek, co prowadzi cię do wniosku, że inni (lub inne) stoją wyżej od ciebie i nie możesz z nimi się równać. Tak oto w paradoksalny sposób niezadowolenie z własnego życia z kimś może sprawiać, że z tym większą determinacją trzymamy się tej właśnie osoby, która to niezadowolenie powoduje i tym mniej jesteśmy skłonni myśleć o innych możliwościach. 
Jestem do niczego, ale przynajmniej jestem z kimś fajnym
Rozumiemy już, że zaniżanie twojej samooceny może mieć działanie wiążące cię z partnerem lub partnerką, sprawia bowiem, że nietrafnie oceniasz swoje szanse na nawiązanie innej trwałej relacji niż ta, w której jesteś obecnie. Rodzi ono także poczucie swoistego zobowiązania w stosunku do drugiej osoby - "jestem niedoskonały/niedoskonała, więc druga strona męczy się przez to ze mną" - z czego wynikać może refleksja kolejna: "ten ktoś męczy się z kimś tak niedoskonałym jak ja, pozostaje ze mną mimo moich wad (jakże licznych), a więc zobowiązuje mnie to do lojalności wobec tej osoby". Paradoksalnie możemy więc odczuwać wzrost lojalności w stosunku do kogoś właśnie dlatego, że swoimi krytycznymi uwagami na nasz temat obniżył nam samoocenę. Właśnie przez to, że teraz mamy ją już obniżoną, możemy czuć się zobowiązani wobec tego kogoś za to tylko, że ciągle jeszcze chce z nami przebywać.   
Szanuję siebie bo jestem z tobą
Innym efektem, wiążącym z raniącą osobą, jest w takim przypadku kompensacja naszych własnych niezaspokojonych potrzeb szacunku do siebie. Przypuśćmy, że druga strona wmawiając ci wady zdołała skutecznie obniżyć twoją wiarę w siebie. Uznajesz się już za osobę niezgrabną, nieatrakcyjną, niezbyt inteligentną, niezaradną, słabą seksualnie, nielubianą i nudną. Masz więc wszelkie powody, by trzymać się kogoś z kim jesteś i kto ci to mówi. To jest już jasne. Natura nie znosi jednak próżni. To nasze "ja", którym jesteśmy, żyje przecież tylko dzięki temu, że wciąż jakoś usiłuje siebie lubić i jeśli nie w ten, to w jakiś inny sposób wciąż usiłuje wywalczyć dla siebie cokolwiek dobrego. Chcemy czuć się wartościowi w jakikolwiek dostępny nam sposób. Jeśli więc ty osobiście nie czujesz się już kimś, kto ma wartość, pojawia się potrzeba odbudowywania wartości własnej choćby poprzez związek z kim innym, kto byłby wartościowy zamiast ciebie. Niejako w twoim imieniu. Z tym kimś można by identyfikować się i mimo czucia się kimś kiepskim, czerpać szacunek do siebie z bycia w związku z kimś fajnym.
Jak się nietrudno domyślić, idealnym kandydatem na to stanowisko jest nie kto inny, niż ten sam ktoś, kto zaniża nam samoocenę swoimi krytycznymi uwagami na nasz temat. Przypuśćmy, że ktoś formułuje następujący komunikat: "Wiesz co ci powiem tak otwarcie? Powiem, że jesteś gruba jak beka. No, naprawdę. Nie ma co patrzeć tak na mnie. Mówię jak jest. Szczerze i otwarcie. Mówię, bo taka jest prawda. Kiedy cię poznałem, ważyłaś 30 kilo mniej. Nie oszukujmy się, można o siebie dbać trochę. Dziewczyny ćwiczą, coś robią. W życiu nie widziałem, żeby dziewczyna tak się zaniedbywała"
Dlaczego wciąż nie odchodzę?
Ten komunikat jest autentycznym cytatem. Potworne, prawda? Niszczące, okrutne i bezlitosne. Przypuszczam, że większość kobiet może do końca życia nie zapomnieć czegoś takiego. Ale osoba, której to powiedziano bynajmniej nie odwróciła się na pięcie i nie wyszła, by więcej nie wrócić. Nie zostawiła wtedy tego człowieka. Nie wykreśliła jego telefonu z komórki. Nie spuściła do sedesu jego zdjęcia. Przeciwnie. Była z nim jeszcze wiele lat i wysłuchała od niego setki razy podobnych i dużo jeszcze gorszych rzeczy. W pewnym momencie słuchała czegoś takiego niemal codziennie. Ten fragment zapamiętała tylko dlatego, że był to prawdopodobnie pierwszy tak ewidentny - z całego długiego szeregu krzywdzących, destrukcyjnych komunikatów, które w końcu omal nie doprowadziły tej osoby do samobójstwa. Ale wciąż w tym była. Nie miała z nim dzieci, nie była od niego zależna finansowo, nie była porwana i nie była w obcym kraju bez znajomości języka. Nikt jej nie zabrał paszportu ani nie zaszantażował pobiciem, gdyby próbowała się wymknąć. Nic z tych rzeczy. W rzeczywistości kobieta ta miała wszelkie realne możliwości, by odejść. Była dobrze wykształconą, inteligentną osobą. Pracowała i miała nawet własne mieszkanie. Co najciekawsze, te komunikaty nie były nawet prawdziwe. Były bardzo dalekie od rzeczywistości. Kobieta, o której mowa była atrakcyjną dziewczyną przy kości. Mężczyźni zaczepiali ją na ulicy i podrywali. Wciąż jednak nie odchodziła. Słuchała i cierpiała. Ktoś sądzi, że to lubiła? Nienawidziła tego. To było dla niej straszne. Ale nie odchodziła. Nie mogła się uwolnić. Przyjrzyjmy sie zatem dokładniej, w jaki sposób to działa.   
Przede wszystkim w tym, co powiedział partner naszej bohaterki, jest sporo informacji podanych nie wprost. W zdaniu "Kiedy cię poznałem ważyłas 30 kilo mniej" zawarta jest sugestia, że mówiący to człowiek miał kiedyś kobietę 30 kg lżejszą. Sugeruje się tu więc, że mężczyzna jest w stanie mieć taką kobietę, czyli że atrakcyjność naszej bohaterki jest poniżej jego atrakcyjności, a więc i poniżej jego możliwości. W końcówce nawet się to potwierdza. Kiedy ktoś mówi "W życiu nie widziałem, żeby dziewczyna tak się zaniedbywała", mówi zarazem "W życiu widziałem dziewczyny, które się nie zaniedbywały". A więc - nie tylko "Mogę mieć szczuplejszą", ale i "Miałem szczuplejsze". Zatem także "Jestem człowiekiem, który jest tak atrakcyjny, że może mieć kobiety atrakcyjniejsze od ciebie". Co za tym idzie, "Jestem atrakcyjniejszy od ciebie". I tak naprawdę to właśnie to ostatnie jest istotą komunikatu. W rzeczywistości jedynie pośrednio jest to informacja o naszej bohaterce. Podstawowy sens tego, co tu padło jest taki: "Ja jestem bardziej atrakcyjny niż ty, bo miałem ładniejsze od ciebie kobiety. Moje standardy są wysokie. Jestem atrakcyjny, jak kobiety 30 kilo szczuplejsze od ciebie, podczas gdy ty jesteś o wiele mniej atrakcyjna niż ja". 
Gdyby to zdanie wypowiedzieć wprost i jawnie, najpewniej nie miałoby ono takiej mocy rażenia. Mogłoby nawet być śmieszne, bo brzmi dosyć głupio. Jeśli jest jednak sprytnie przemycone, działa niszcząco i wiążąco zarazem. Wierzchnia warstwa komunikatu jest banalna. Brzmi ona po prostu "Jesteś gruba". Gdyby to było tylko to, będzie raniące, ale będzie to jednorazowa rana. Słysząca te słowa obrazi się i odejdzie.
Siła drugiego dna
Siła wiązania z wypowiadającym takie zdania człowiekiem polega na tym, że jest tu właśnie owo drugie dno. Brzmi ono tak: "Ty jesteś gruba i nieatrakcyjna, ale ja, ten który z tobą jestem, jestem atrakcyjny, jak ktoś, kto nie jest wcale gruby". Jeśli więc uwierzysz w pierwszą warstwę, po odnalezieniu drugiej warstwy, znajdziesz się w pułapce. "Ja, gruba i nieatrakcyjna, jestem z tobą, atrakcyjnym mężczyzną, który może mieć każdą kobietę. Wprawdzie sama jestem beznadziejna, ale za to mam ciebie, a ty jesteś świetny. Sama jestem niczym, ale mogę czuć się coś warta przynajmniej dzięki temu, że jest ze mną ktoś tak wspaniały jak ty". Człowiek, który w tym przykładzie był stroną atakującą, prócz tego, że jest bezwzględny, cierpi być może także na wielki niepokój, co do swojej własnej wartości. Niewykluczone, że on też żyje w podobnej pułapce - "Wprawdzie sam jestem niewiele wart, ale jeśli mam obok siebie reprezentacyjną kobietę, jest tak, jakbym był wart dużo więcej". Narcystyczna pułapka oprawcy jest więc nieco podobna do narcystycznej pułapki, w jakiej znajduje się jego ofiara. Wyobraźmy sobie, co by się stało, gdyby na komunikat z naszego przykładu padła taka na przykład odpowiedź: "Wprawdzie kiedy mnie poznałeś, byłeś tak atrakcyjny, że mogłeś poderwać 30 kilo szczuplejszą, dziś jednak najwyraźniej wszystko, na co cię stać, to to, co masz teraz. Na twoim miejscu zaczełabym bardziej się starać". Albo taka: "Och... jestem spokojna. Nie znajdziesz wielu alternatyw...".
Przy okazji ? kobieta, o której tu mowa, zupełnie nie korzystała z informacji o samej sobie, jaką mogłyby jej dawać zaloty innych facetów. Z prostej przyczyny. Jeśli wierzyła już, że jest nieatrakcyjna, mężczyźni którzy wyrażali zainteresowanie jej osobą byli przez nią automatycznie uznawani za nieatrakcyjnych. Stanowili więc dla niej kiepskie źródło informacji na własny temat i w rzeczywistości raczej irytowali ją, niż poprawiali jej nastrój. Osobami, których zdanie skłonna była brać pod uwagę, byli raczej ci mężczyźni, którzy dawali komunikaty podobne do tych dawanych przez partnera. Ci bowiem, automatycznie odbierani byli jako atrakcyjni. Zaniżona samoocena jest sprytną, skuteczną pułapką. W rzeczywistości jest to jednak tylko jeden z wielu mechanizmów utrwalających bycie w związku z osobą, która stosuje wobec nas przemoc.

18 808

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pani_zupa napisał/a:
hm... napisał/a:
pani_zupa napisał/a:

Kochana, byś musiała moje listy przeczytać, niezwykle wzruszające, rozsądne i kwieciste- nie ruszyły tylko kamienia polnego i Krioterapeuty wink

To podrzuć coś hm?

Nie będę zgadywać jaki jest Twój zawód.

no zniknęły w odmętach dziejów. ale naprawdę się starałam, jak na maturze próbnej;)
dobrego dnia
Zupka

wink

18 809

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
beosa napisał/a:
zabka-k napisał/a:
beosa napisał/a:

Noo,działa.
Krew mi zaschła na twarzy zanim przyjechali.Jak zadzwoniłam po 25! minutach czekania usłyszałam oburzony głos -ależ proszę pani,mamy dużo interwencji,patrol jest w drodze!
I minęło następne 15 minut.
Szczęście,że ten idiota jest flegmatykiem.Bo wybierał się do lasu po drzewo,czy coś.Gdyby wiedział,że rodzona żona wreszcie wezwała gliniarzy...
Przez 40 minut to można zakatować na śmierć i jeszcze zakopać!
Według mnie to skandalicznie długo.Na sygnale z posterunku powinni byli dojechać w mniej niż 10 minut.To nie daleko.

To już mi nie wmawiaj, że opcja pobytu zastępczego w razie jakiejś agresywnej reakcji na pozew nie wchodzi w rachubę!
Przemyśl, zabezpiecz. Bo będę krzyczeć!

Oj,żabka...
Kurczę,nie chciałam Cię wystraszyć. sad
25 km stąd,w Warszawie u rodziców możemy przeczekać. smile Najwyżej zabiorę samochód żeby do pracy dojeżdżać. smile
Na policję nie bardzo można liczyć,aczkolwiek na pewno nie zawahałabym się ich wezwać.W komórce mam na tapecie numer do nich zamiast numeru do jm.Naprawdę :)k
Próbkę możliwości karalucha już miałam.Kiedyś po kłótni,chciałam wybyć z domu.Nie dał mi kluczyków do samochodu,poszłam do autobusu na piechotę(kilka kilometrów).Pojechałam do Wa-wy,przenocowałam u rodziców a na drugi dzień przyjechałam.Ale prosto do pracy. smile
Jego wkurwienie osiągnęło apogeum chyba bo pod koniec pojawił się w biurze.Druga zmiana,więc byłam sama.Ostra wymiana zdań,zbliżył się do mnie.Podniosłam głos on jeszcze bardziej.Ale wycofał się.Niebezpieczny dla niego teren był.
Dwóch magazynierów słyszało co się dzieje,jeszcze chwila i byłaby interwencja...

Nie wyobrażasz sobie jak ja żałuję,że nie wykorzystałam tych okazji.Sprawa karna,nawet dwie mogłam założyć i w tej chwili rozwód byłby tylko formalnoscią.Ale za mało jeszcze wtedy wiedziałam i rozumiałam.
A bo nerwy,bo stres,bo trochę chyba ja sprowokowałam,teraz to już zrozumiał,opamięta się.Tak sobie tłumaczyłam.Oj głupia byłam i KKZB.
Taki psychopata jak chce to znajdzie.Nawet jeślibym skorzystała z Twojego zaproszenia,czy kogokolwiek innego,musiałabym kiedyś wrócić do domu,musiałabym pracować.On i tak wyczeka odpowiedni moment.
Tylko tym razem postaram się przygotować.A może znów tylko czanowidzę i przesadzam....

Dziękuję Ci Żabko  jeszcze raz za tę troskę o mnie. smile Będę ostrożna.Obiecuję Ci to smile
Dziwnie się czuję,Ktoś proponuje mi schronienie,Ktoś wink pomoc w napisaniu pozwu i nie tylko ,wieli Ktosiów dzieli się doświadczeniem,wspiera radą,podnosi na duchu albo motywuje do działania. smile
To dla mnie coś niesamowicie miłego,nieznanego.To bardzo przyjemne uczucie. smile
Dziękuję Wam Wszystkim! smile

Zawsze możesz sobie pracę gdzie indziej poszukać, żebyvdo domu nie wracać. Dzieci nie są maleńkie.

18 810

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:

A wiesz, cuda się zdarzają tongue

Tak ??? Jakie ???

18 811

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
beosa napisał/a:
hm... napisał/a:

Masz jakąś pałę?

Nie,bo byłoby,że specjalnie trzymam w domu.Że wszystko było wcześniej zaplanowane.
Ale w razie czego nie zawaham się użyć czegokolwiek. smile Co bedzie w zasiegu ręki smile

Jest wiele przyrządów zastępczych. Wałek, patelnia.
Aha, i nie wyrzucaj sobie, że jakbyś wiedziała to to i owo, bo nie wiedziałaś, bo skąd mogłaś wiedzieć.

18 812

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Z własnego doświadczenia wiem, jak chodzi też o spełnienie naszych wielkich marzeń. Moją największą traumą przez długi czas było powielenie schematu mamy - znalezienie męża alkoholika - bo w końcu mama, babcia, mama babci itp. Zupełnie nie patrzyłam na drugą stronę rodziny ze strony ojca. I tak bardzo pragnęłam mieć idealną rodzinę, że znalazłam też idealnego męża i za wszelką cenę chciałam ten związek utrzymać.
Pamiętam jak przeczytałam kiedyś jakiś zarzut znęcania się, w którym było między innymi, że oskarżony przykładał pokrzywdzonej gorącą łyżeczkę od herbaty do ciała - powiedziałam "i co z tego, mój mąż też mi tak robi".
Silne wyparcie, by móc zrealizować marzenie.

18 813

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
hm... napisał/a:

Znów mi się dziwolągi jakieś wpisały.
Nie potrafię jak Wy o sobie.

Potrafisz tylko sie bronisz, bo nie chcesz uslyszec prawdy sad Przeciez my inteligentne kobiety jestesmy Hm... smile
Boisz sie mnie i moich wykrzyknikow ? big_smile Juz Ci pisalam - sami swoi smile

Nie boję tongue

18 814

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
raki napisał/a:

A wiesz, cuda się zdarzają tongue

Tak ??? Jakie ???

Przecież świetnie zrozumiałaś moją ironię smile

P.S. Nawet w kobietach, które kochają za bardzo - jak się uprzesz przeczytasz tę książkę z zupełnie innej perspektywy. I zaczniesz zmieniać siebie tylko po to, by on się zmienił - nowa nadzieja na uratowanie związku - tonący brzytwy się chwyta.
Np. Żabcia (nie obraź się), ona ciągle to robi dla niego jeszcze, choć powoli jest bliska prawdy...

18 815

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:
Happyfull napisał/a:
raki napisał/a:

A wiesz, cuda się zdarzają tongue

Tak ??? Jakie ???

Przecież świetnie zrozumiałaś moją ironię smile

P.S. Nawet w kobietach, które kochają za bardzo - jak się uprzesz przeczytasz tę książkę z zupełnie innej perspektywy. I zaczniesz zmieniać siebie tylko po to, by on się zmienił - nowa nadzieja na uratowanie związku - tonący brzytwy się chwyta.
Np. Żabcia (nie obraź się), ona ciągle to robi dla niego jeszcze, choć powoli jest bliska prawdy...

Ironia ironia a nigdy nie wiadomo co tam nam w glowie siedzi ??? tongue
Lepiej sie spytac smile Kto pyta nie bladzi smile

18 816

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
beosa napisał/a:

Oj,żabka...
Kurczę,nie chciałam Cię wystraszyć. sad
25 km stąd,w Warszawie u rodziców możemy przeczekać. smile Najwyżej zabiorę samochód żeby do pracy dojeżdżać. smile
Na policję nie bardzo można liczyć,aczkolwiek na pewno nie zawahałabym się ich wezwać.W komórce mam na tapecie numer do nich zamiast numeru do jm.Naprawdę :)k
Próbkę możliwości karalucha już miałam.Kiedyś po kłótni,chciałam wybyć z domu.Nie dał mi kluczyków do samochodu,poszłam do autobusu na piechotę(kilka kilometrów).Pojechałam do Wa-wy,przenocowałam u rodziców a na drugi dzień przyjechałam.Ale prosto do pracy. smile
Jego wkurwienie osiągnęło apogeum chyba bo pod koniec pojawił się w biurze.Druga zmiana,więc byłam sama.Ostra wymiana zdań,zbliżył się do mnie.Podniosłam głos on jeszcze bardziej.Ale wycofał się.Niebezpieczny dla niego teren był.
Dwóch magazynierów słyszało co się dzieje,jeszcze chwila i byłaby interwencja...

Nie wyobrażasz sobie jak ja żałuję,że nie wykorzystałam tych okazji.Sprawa karna,nawet dwie mogłam założyć i w tej chwili rozwód byłby tylko formalnoscią.Ale za mało jeszcze wtedy wiedziałam i rozumiałam.
A bo nerwy,bo stres,bo trochę chyba ja sprowokowałam,teraz to już zrozumiał,opamięta się.Tak sobie tłumaczyłam.Oj głupia byłam i KKZB.
Taki psychopata jak chce to znajdzie.Nawet jeślibym skorzystała z Twojego zaproszenia,czy kogokolwiek innego,musiałabym kiedyś wrócić do domu,musiałabym pracować.On i tak wyczeka odpowiedni moment.
Tylko tym razem postaram się przygotować.A może znów tylko czanowidzę i przesadzam....

Zawsze możesz sobie pracę gdzie indziej poszukać, żebyvdo domu nie wracać. Dzieci nie są maleńkie.

Jak to hm... odświeżyła pomyślałam sobie, że wciąż nie widzisz jaki masz potencjał i jak mało wierzysz w siebie. Te wszystkie tam sprawy formalne to naprawdę nie jest duży kłopot. Przecież to Ty pracujesz, a nie on, sama wokół siebie potrafisz wszystko zrobić, możesz się odnaleźć nawet w najtrudniejszej sytuacji, więc czemu się w ciąż boisz. Ten Twój to będzie miał wtedy kłopot, nie Ty.
Głowa do góry, i nie trzymaj żadnych pał i patelni w zanadrzu, bo po co Ci ten kłopot - zadbaj o siebie, byś przez karalucha nie miała więcej problemów.

18 817

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
raki napisał/a:
Happyfull napisał/a:

Tak ??? Jakie ???

Przecież świetnie zrozumiałaś moją ironię smile

P.S. Nawet w kobietach, które kochają za bardzo - jak się uprzesz przeczytasz tę książkę z zupełnie innej perspektywy. I zaczniesz zmieniać siebie tylko po to, by on się zmienił - nowa nadzieja na uratowanie związku - tonący brzytwy się chwyta.
Np. Żabcia (nie obraź się), ona ciągle to robi dla niego jeszcze, choć powoli jest bliska prawdy...

Ironia ironia a nigdy nie wiadomo co tam nam w glowie siedzi ??? tongue
Lepiej sie spytac smile Kto pyta nie bladzi smile

Aż akurat była ironia - wobec samej siebie smile

Przecież nie będę Cię i siebiĘ (sic) oszukiwać, że pewnych myśli nie mam, bo po co. Głowa/serce (?) przerobiło już szereg scenariuszy. jak już to wcześniej wskazałam zdrowy objaw choroby tongue

18 818

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Głupio mi się w piątek zrobiło. Tak jakby tutaj były jakieś ramy, w które ja się wpasować nie mogę. I co bym nie robiła to i tak pasować nie będę.

18 819

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Głupio mi się w piątek zrobiło. Tak jakby tutaj były jakieś ramy, w które ja się wpasować nie mogę. I co bym nie robiła to i tak pasować nie będę.

A co bylo w piatek ? Napisz jakie ramy, bo ja nie rozumiem ?

18 820

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
hm... napisał/a:

Głupio mi się w piątek zrobiło. Tak jakby tutaj były jakieś ramy, w które ja się wpasować nie mogę. I co bym nie robiła to i tak pasować nie będę.

A co bylo w piatek ? Napisz jakie ramy, bo ja nie rozumiem ?

Cokolwiek nie zrobię oznacza, że nic nie robię.

18 821 Ostatnio edytowany przez Happyfull (2013-03-18 17:44:35)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
Happyfull napisał/a:
hm... napisał/a:

Głupio mi się w piątek zrobiło. Tak jakby tutaj były jakieś ramy, w które ja się wpasować nie mogę. I co bym nie robiła to i tak pasować nie będę.

A co bylo w piatek ? Napisz jakie ramy, bo ja nie rozumiem ?

Cokolwiek nie zrobię oznacza, że nic nie robię.

A kto tak twierdzi ??? Przeciez robisz to skad te watpliwosci ??? Co Cie wkurza ? Pisz prosto z mostu, bo ja w myslach nie umiem czytac tongue

18 822

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
hm... napisał/a:
Happyfull napisał/a:

A co bylo w piatek ? Napisz jakie ramy, bo ja nie rozumiem ?

Cokolwiek nie zrobię oznacza, że nic nie robię.

A kto tak twierdzi ??? Przeciez robisz to sad te watpliwosci ??? Co Cie wkurza ? Pisz prosto z mostu, bo ja w myslach nie umiem czytac tongue

Przeczytaj piątek.
Czy ja mam biec do jakiegoś ideału? Bo uciekam. Gdzie uciekam? Gdybym miała dokąd dawno by mnie nie było.

18 823

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
Happyfull napisał/a:
hm... napisał/a:

Cokolwiek nie zrobię oznacza, że nic nie robię.

A kto tak twierdzi ??? Przeciez robisz to sad te watpliwosci ??? Co Cie wkurza ? Pisz prosto z mostu, bo ja w myslach nie umiem czytac tongue

Przeczytaj piątek.
Czy ja mam biec do jakiegoś ideału? Bo uciekam. Gdzie uciekam? Gdybym miała dokąd dawno by mnie nie było.

No my przeciez to wiemy Hm.. Wiemy, ze nie mozesz do matki i nie masz kasy na samodziene mieszkanie sad
Pisalas, ze chodzisz do psychologa i medytujesz smile No robisz cos dla Siebie smile
Chyba tylko tego gitarzyste moglabys potraktowac jako wspollokatora a nie jako potencjalnego partnera do seksu .
Ja nie wiem czy o to chodzi ? Jak to jest z tym gitarzysta ?

18 824

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
hm... napisał/a:
Happyfull napisał/a:

A kto tak twierdzi ??? Przeciez robisz to sad te watpliwosci ??? Co Cie wkurza ? Pisz prosto z mostu, bo ja w myslach nie umiem czytac tongue

Przeczytaj piątek.
Czy ja mam biec do jakiegoś ideału? Bo uciekam. Gdzie uciekam? Gdybym miała dokąd dawno by mnie nie było.

No my przeciez to wiemy Hm.. Wiemy, ze nie mozesz do matki i nie masz kasy na samodziene mieszkanie sad
Pisalas, ze chodzisz do psychologa i medytujesz smile No robisz cos dla Siebie smile
Chyba tylko tego gitarzyste moglabys potraktowac jako wspollokatora a nie jako potencjalnego partnera do seksu .
Ja nie wiem czy o to chodzi ? Jak to jest z tym gitarzysta ?

Tak właśnie, sama nie wiem jak.
Nic nie wiem Happy. Nie wiem co o tym myśleć. Tęsknię za...

18 825

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
Happyfull napisał/a:
hm... napisał/a:

Przeczytaj piątek.
Czy ja mam biec do jakiegoś ideału? Bo uciekam. Gdzie uciekam? Gdybym miała dokąd dawno by mnie nie było.

No my przeciez to wiemy Hm.. Wiemy, ze nie mozesz do matki i nie masz kasy na samodziene mieszkanie sad
Pisalas, ze chodzisz do psychologa i medytujesz smile No robisz cos dla Siebie smile
Chyba tylko tego gitarzyste moglabys potraktowac jako wspollokatora a nie jako potencjalnego partnera do seksu .
Ja nie wiem czy o to chodzi ? Jak to jest z tym gitarzysta ?

Tak właśnie, sama nie wiem jak.
Nic nie wiem Happy. Nie wiem co o tym myśleć. Tęsknię za...

Wiesz ale nie akceptujesz sad  Tesknisz za sexem czy za cieplym przytuleniem ? Ci sexu nie trzeba ale ciepla smile Od tego gitarzysty nic nie dostaniesz oprocz jakiegos lokum sad. Przeciez nie zawsze tak bedzie smile.
wychodzisz troche do ludzi ?

18 826 Ostatnio edytowany przez raki (2013-03-18 18:12:49)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Głupio mi się w piątek zrobiło. Tak jakby tutaj były jakieś ramy, w które ja się wpasować nie mogę. I co bym nie robiła to i tak pasować nie będę.

Hmmm...ja się zastanawiam, czy tu jednak nie powinno być więcej mówienia o sobie i o doświadczeniach niż strofowania. Tak trochę jak na terapii grupowej. Przecież różnie stawiamy kroki.

Happyfull może byś tak napisała jak się czułaś na kolejnych etapach zdrowienia...

hm... tu nie m nigdy źle. tu jest.

18 827

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
hm... napisał/a:
Happyfull napisał/a:

No my przeciez to wiemy Hm.. Wiemy, ze nie mozesz do matki i nie masz kasy na samodziene mieszkanie sad
Pisalas, ze chodzisz do psychologa i medytujesz smile No robisz cos dla Siebie smile
Chyba tylko tego gitarzyste moglabys potraktowac jako wspollokatora a nie jako potencjalnego partnera do seksu .
Ja nie wiem czy o to chodzi ? Jak to jest z tym gitarzysta ?

Tak właśnie, sama nie wiem jak.
Nic nie wiem Happy. Nie wiem co o tym myśleć. Tęsknię za...

Wiesz ale nie akceptujesz sad  Tesknisz za sexem czy za cieplym przytuleniem ? Ci sexu nie trzeba ale ciepla smile Od tego gitarzysty nic nie dostaniesz oprocz jakiegos lokum sad. Przeciez nie zawsze tak bedzie smile.
wychodzisz troche do ludzi ?

Pewnie, że wychodzę. Ja towarzyska jestem bardzo.
Seksu chyba i ciepła, bliskości, namiętności.

18 828

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:
hm... napisał/a:

Głupio mi się w piątek zrobiło. Tak jakby tutaj były jakieś ramy, w które ja się wpasować nie mogę. I co bym nie robiła to i tak pasować nie będę.

Hmmm...ja się zastanawiam, czy tu jednak nie powinno być więcej mówienia o sobie i o doświadczeniach niż strofowania. Tak trochę jak na terapii grupowej. Przecież różnie stawiamy kroki.

Happyfull może byś tak napisała jak się czułaś na kolejnych etapach zdrowienia...

hm... tu nie m nigdy źle. tu jest.

Raki kazdy tutaj pisze, co chce !!! Jedni malo inni duzo !!! Kazdy jest na innym etapie !!! Kazdy jest tutaj nie przymusowo !!!
To nie jest terapia grupowa tylko grupa wsparcia !!! Nikt z nas nie jest psychologiem ani terapeuta !!!
Jezeli masz potrzebe wywalania z siebie wszystkiego to wywalasz smile Jezeli nie masz to nie wywalasz smile
Ja nie mam potrzeby pisac dzisiaj i w tym momencie jak sie czulam na kolejnych etapach zdrowienia, bo juz o tym pisalam wczesniej !!! Zreszta kazda z nas inaczej "zdrowieje" i to zdrowienie nie wiem czy ja potrafilabym podzielic na etapy?
Zadnych analiz moich emocji nie robilam !!!

18 829 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-03-18 18:27:30)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Nie wiem czy wiem.
Że coś nie tego to trzeba odejść, od razu.
Nie szukam usprawiedliwienia. Zapewne ma jakiś problem
Ja się zastanawiam czy to co było, czy było prawdziwe.
Dziwi mnie kiedy jasne komunikaty są odbijane, deformowane, interpretowane opacznie (dobrze to napisałam?).
Ja wiem, że każdy pod siebie interpretuje. Ja wiem, że niczego nie zmienię tam. Wiem.
Ale ja widzę, że On chce. Robi coś.
Wiem, że nie powinnam czekać.
Potem wyrzucać sobie będę, że głupia, tyle czekała.

18 830 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-03-18 18:45:34)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
raki napisał/a:
hm... napisał/a:

Głupio mi się w piątek zrobiło. Tak jakby tutaj były jakieś ramy, w które ja się wpasować nie mogę. I co bym nie robiła to i tak pasować nie będę.

Hmmm...ja się zastanawiam, czy tu jednak nie powinno być więcej mówienia o sobie i o doświadczeniach niż strofowania. Tak trochę jak na terapii grupowej. Przecież różnie stawiamy kroki.

Happyfull może byś tak napisała jak się czułaś na kolejnych etapach zdrowienia...

hm... tu nie m nigdy źle. tu jest.

Raki kazdy tutaj pisze, co chce !!! Jedni malo inni duzo !!! Kazdy jest na innym etapie !!! Kazdy jest tutaj nie przymusowo !!!
To nie jest terapia grupowa tylko grupa wsparcia !!! Nikt z nas nie jest psychologiem ani terapeuta !!!
Jezeli masz potrzebe wywalania z siebie wszystkiego to wywalasz smile Jezeli nie masz to nie wywalasz smile
Ja nie mam potrzeby pisac dzisiaj i w tym momencie jak sie czulam na kolejnych etapach zdrowienia, bo juz o tym pisalam wczesniej !!! Zreszta kazda z nas inaczej "zdrowieje" i to zdrowienie nie wiem czy ja potrafilabym podzielic na etapy?
Zadnych analiz moich emocji nie robilam !!!

Ja kiedy się konfrontuję ze sobą i układam sobie różne rzeczy to nie wyrzucam. Tak mam.
Już wystarczająco tutaj wyrzuciłam i widać było jakie z tym się wiązały emocje. Jak nie kochałam siebie.

18 831 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-03-18 18:50:25)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
hm... napisał/a:
zabka-k napisał/a:

A ja mam zapędy, żeby się zwracać po imieniu wink
Ludzie nie są tacy sami. Nie ma klonów.
Szczerze? Jak będziesz spójna (a to piękne słowo, pożyczone od kogoś), to będziesz potrafiła.
Nawet jeśli to miało by być jedno trzysylabowe słowo.
Sama dobrze wiesz, że Ci powiem, że albo sama coś z tym zrobisz, albo nic.

Przeprogramowywanie myślenia mam teraz.
Wkurza mnie moja sytuacja.
Matka się na tyle rozjechała że do mieszkania się nie nadaje.
Mam taką finansową lipę, że lepiej nie m?wić.
Miało być o seksie, ale to chyba nie miejsce.

A.................... wink
O jakim seksie chciałaś nawiązać???? Że niby co, że jak wyładujesz emocje w seksie, to na chwilę będziesz zadowolona?
Seks nie jest zamiast bycia z kimś, seks jest w związku z byciem z kimś smile Ile tych na chwilę> Szczerze - czy z nim czy z kimkolwiek innym na moment - będziesz miała za jakiś czas sieie dość. Seks to najszybsza i najkrótsza droga do chwilowego poprawienia nastroju, Na dłuższą metę seks dla seksu razi, mierzi i męczy. I powoduje wymioty....

Mnie moja też. Ale są sprawy które jestem w stanie załatwić i takie których nie.

Nie seks dla seksu, nie seks dla wyładowania, nie dla chwili. Ja tak nie potrafię. Wiem, że to nie dla mnie. Dla mnie seks z miłością idzie w parze, wtedy tylko cieszy.

18 832 Ostatnio edytowany przez Happyfull (2013-03-18 18:50:19)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Nie wiem czy wiem.
Że coś nie tego to trzeba odejść, od razu.
Nie szukam usprawiedliwienia. Zapewne ma jakiś problem
Ja się zastanawiam czy to co było, czy było prawdziwe.
Dziwi mnie kiedy jasne komunikaty są odbijane, deformowane, interpretowane opacznie (dobrze to napisałam?).
Ja wiem, że każdy pod siebie interpretuje. Ja wiem, że niczego nie zmienię tam. Wiem.
Ale ja widzę, że On chce. Robi coś.
Wiem, że nie powinnam czekać.
Potem wyrzucać sobie będę, że głupia, tyle czekała.

Kochana jezeli chodzi o mnie, to ja bym chciala abys byla szczesliwa smile Z gitarzysta czy saksofonista czy facetem z gruba trabka tongue
Szczerze smile Ty masz byc zadowolona ze swego zycia nie my !!! Ty jestes kowalem swego losu !!! Ty podejmujesz dezycje !!!
Podejmowanie decyzji to tez nie podejmowanie decyzji !!!
I pisz jak chcesz - malo, duzo, srednio smile
Ja osobiscie uwielbiam te jedno zdanie jakie zawsze wtracisz do bardzo dlugiego postu smile
To, ze kazda z nas inna czyni to forum ciekawym smile Ja wale prosto z mostu, Ty jednym zdaniem komentujesz nasze "glebokie analizy" smile Fajnie jest a ramy ? W ramy to mozna sobie niektore wypowiedzi z forum oprawic i na sciane smile smile smile

18 833

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Nie wiem czy wiem.
Że coś nie tego to trzeba odejść, od razu.
Nie szukam usprawiedliwienia. Zapewne ma jakiś problem
Ja się zastanawiam czy to co było, czy było prawdziwe.
Dziwi mnie kiedy jasne komunikaty są odbijane, deformowane, interpretowane opacznie (dobrze to napisałam?).
Ja wiem, że każdy pod siebie interpretuje. Ja wiem, że niczego nie zmienię tam. Wiem.
Ale ja widzę, że On chce. Robi coś.
Wiem, że nie powinnam czekać.
Potem wyrzucać sobie będę, że głupia, tyle czekała.

Moim zdaniem nic nie trzeba poza tym, że do wszystkiego trzeba dojrzeć.
Tam?
I tak na razie jest Twój czas na zajmowanie się sobą, nie patrze na niego, czy to czekanie, czy nie. Patrz na siebie. To co z nim to obok, to nieważne, poskłada się lub nie, ale w odpowiednim momencie, jeśli oczywiście się sobą zajmiesz.
Fajnie, że jesteś.

18 834 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-03-18 18:55:04)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
hm... napisał/a:

Nie wiem czy wiem.
Że coś nie tego to trzeba odejść, od razu.
Nie szukam usprawiedliwienia. Zapewne ma jakiś problem
Ja się zastanawiam czy to co było, czy było prawdziwe.
Dziwi mnie kiedy jasne komunikaty są odbijane, deformowane, interpretowane opacznie (dobrze to napisałam?).
Ja wiem, że każdy pod siebie interpretuje. Ja wiem, że niczego nie zmienię tam. Wiem.
Ale ja widzę, że On chce. Robi coś.
Wiem, że nie powinnam czekać.
Potem wyrzucać sobie będę, że głupia, tyle czekała.

Kochana jezeli chodzi o mnie, to ja bym chciala abys byla szczesliwa smile Z gitarzysta czy saksofonista czy facetem z gruba trabka tongue
Szczerze smile Ty masz byc zadowolona ze swego zycia nie my !!! Ty jestes kowalem swego losu !!! Ty podejmujesz dezycje !!!
Podejmowanie decyzji to tez nie podejmowanie decyzji !!!
I pisz jak chcesz - malo, duzo, srednio smile
Ja osobiscie uwielbiam te jedno zdanie jakie zawsze wtracisz do bardzo dlugiego postu smile
To, ze kazda z nas inna czyni to forum ciekawym smile Ja wale prosto z mostu, Ty jednym zdaniem komentujesz nasze "glebokie analizy" smile Fajnie jest a ramy ? W ramy to mozna sobie niektore wypowiedzi z forum oprawic i na sciane smile smile smile

Wiesz, że Ciebie lubię, bardzo. Szanuję, mimo, że jesteś skryta. Zawsze dodajesz mi wiary w siebie.

18 835

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:
hm... napisał/a:

Nie wiem czy wiem.
Że coś nie tego to trzeba odejść, od razu.
Nie szukam usprawiedliwienia. Zapewne ma jakiś problem
Ja się zastanawiam czy to co było, czy było prawdziwe.
Dziwi mnie kiedy jasne komunikaty są odbijane, deformowane, interpretowane opacznie (dobrze to napisałam?).
Ja wiem, że każdy pod siebie interpretuje. Ja wiem, że niczego nie zmienię tam. Wiem.
Ale ja widzę, że On chce. Robi coś.
Wiem, że nie powinnam czekać.
Potem wyrzucać sobie będę, że głupia, tyle czekała.

Moim zdaniem nic nie trzeba poza tym, że do wszystkiego trzeba dojrzeć.
Tam?
I tak na razie jest Twój czas na zajmowanie się sobą, nie patrze na niego, czy to czekanie, czy nie. Patrz na siebie. To co z nim to obok, to nieważne, poskłada się lub nie, ale w odpowiednim momencie, jeśli oczywiście się sobą zajmiesz.
Fajnie, że jesteś.

Dobrze, że jesteś Raki. Bardzo mi się miło zrobiło.

18 836

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Wiesz, że Ciebie lubię, bardzo. Szanuję. Mimo, że jesteś skryta.nzawsze dodajesz mi wiary w siebie.

Hm..ja juz pisalam, ze bylam Toba smile

18 837

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
raki napisał/a:
hm... napisał/a:

Głupio mi się w piątek zrobiło. Tak jakby tutaj były jakieś ramy, w które ja się wpasować nie mogę. I co bym nie robiła to i tak pasować nie będę.

Hmmm...ja się zastanawiam, czy tu jednak nie powinno być więcej mówienia o sobie i o doświadczeniach niż strofowania. Tak trochę jak na terapii grupowej. Przecież różnie stawiamy kroki.

Happyfull może byś tak napisała jak się czułaś na kolejnych etapach zdrowienia...

hm... tu nie m nigdy źle. tu jest.

Raki kazdy tutaj pisze, co chce !!! Jedni malo inni duzo !!! Kazdy jest na innym etapie !!! Kazdy jest tutaj nie przymusowo !!!
To nie jest terapia grupowa tylko grupa wsparcia !!! Nikt z nas nie jest psychologiem ani terapeuta !!!
Jezeli masz potrzebe wywalania z siebie wszystkiego to wywalasz smile Jezeli nie masz to nie wywalasz smile
Ja nie mam potrzeby pisac dzisiaj i w tym momencie jak sie czulam na kolejnych etapach zdrowienia, bo juz o tym pisalam wczesniej !!! Zreszta kazda z nas inaczej "zdrowieje" i to zdrowienie nie wiem czy ja potrafilabym podzielic na etapy?
Zadnych analiz moich emocji nie robilam !!!

Ale widzisz, niektórym się robi głupio, bo może za mało słuchamy, a za dużo oceniamy. Nie mówię o ramach i ramkach, ale jakiś zasadach. Ogólnych bardzo, które mówią np. staramy się słuchać. Nie wiemy to pytamy. Wiadomo, że nie zawsze będzie się ich dało przestrzegać, że będą wyłazić, ale to jak te sposoby zabki-k z podświadomością. Ale co tam...Tylko szkoda, że głupio...komuś.

Ja się Ciebie zapytałam, bo ja mam może potrzebę, by się dowiedzieć, poczytać tu i teraz, a nie wyłapywać w gąszczu starych postów (jako magnolia masz ich 300, a Happyfull prawie 900) i wiele wyczytać nie można. I to nie pytam z ciekawości o Ciebie, tylko chciałabym widzieć co się dzieje (ze mną), choć nigdy nie jest tak samo.
Znowu zabka-k, ona wprost powiedziała, że nie czyta starych, bo jest tu i teraz.

18 838

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Happy tak myślisz?

Ja się poczułam tak jakbym się w srereotyp nie wpasowała, jakbym na niepowodzenie była skazana, bo nic nie robię.

18 839

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:

Ja się Ciebie zapytałam, bo ja mam może potrzebę, by się dowiedzieć, poczytać tu i teraz, a nie wyłapywać w gąszczu starych postów (jako magnolia masz ich 300, a Happyfull prawie 900) i wiele wyczytać nie można. I to nie pytam z ciekawości o Ciebie, tylko chciałabym widzieć co się dzieje (ze mną), choć nigdy nie jest tak samo.
Znowu zabka-k, ona wprost powiedziała, że nie czyta starych, bo jest tu i teraz.

Raki ja tu weszlam swiadomie jako KKZB. Bo wiedzialm, ze mam problem. Nie weszlam tutaj od razu po rozstaniu !!!
Mi sie wydaje, ze najwiecej to mozesz sie chyba dowiedziec z postow Zazdrosc (ja nie jestem DDA) i z blogow smile
Poczytaj sobie historie tych kobiet. Jest co czytac smile Mi sie tam czasem cos z tym narcysta przypomina ale nie wywoluje u mnie zadnych wielkich emocji smile lapie sie tylko czasami na tym, ze marudze z innymi dla towarzystwa tongue
Jedyne co Ci moge powiedziec to: Zadnego kontaktu z toksyna !!! Bedzie trudno ale to normalne, ze bedzie trudno smile

18 840

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:

Napiszę tu Wam o wszystkim, no bo gdzie, chyba nie do (g)jma, tak go będę teraz nazywać - tego pierwszego imienia to on się wypiera.
No ja siedzę przed kompem i planuję...zaraz co...
Trzecia pralka w ruchu - jedną spaprałam, bo nim się zorientowałam, że nie pamiętam na ile nastawiłam, wyprałam delikatne sweterki w 40 stopniach....ach. Zobaczymy co z tego zostanie, jak wyschnie. Ja dlatego też niewiele robię, jak jestem w takim stanie, bo myśli mi błądzą, że inne czynności są poza moją świadomością: wszystko leci z rąk, rzeczy wkładam tam gdzie nie trzeba, dziś już poza tym praniem, zrobiłam kawę bez kawy, makaron bez soli, zmywarkę bez środków myjących...itd. Mam dziury w pamięci po prostu - nie pamiętam, że wykonywałam daną czynność. Raz tak już poszłam wyjąć pieniądze z bankomatu, których nie wyjęłam...

Staram się zakładać plan minimum. Znalazłam świetny kurs na lipiec (uuuu daleko czasowo), który chciałabym ukończyć. We wtorek zadzwonię i dowiem się więcej. Jest z tej dziedziny, która mi się podoba. Nawet jak wrócę, to po prostu tu w lipcu przyjadę i go zrobię.

Od przyszłego tygodnia chcę chodzić na Uniwersytet na wykłady. Niekoniecznie codziennie, zobaczę. Ważne by wychodzić i słuchać, a potem jak już się ogarnę powoli zacznę szukać pracy tutaj, ale powoli.

Na razie muszę skupić się na pracy i nauce, a żeby wszystko nie odbywało się w domu plan powyżej, doskonała forma by doszkalać język.

Postaram się też o sport.

Zobaczymy, co się z tego wykluje. Decyzji żadnych ostatecznych nie podejmuję, póki nie będę w stanie lub będę miała nóż na gardle.

Happyfull napisał/a:

Raki troche optymizmu  Zycie nie jest az tak skomplikowane. Trzeba tylko wiedziec, kiedy sobie nasze zycie komplikujemy i wycigac wnioski. Jak popelnimy blad to nie wpadac w dolki tylko przemyslec, pogadac z ludzmi, ktorzy znaja sie na rzeczy i Ci dobrze zycza (co nie znaczy, ze beda tylko glaskac po glowce  ).
A jak mama przyjedzie to moze tak na spokojnie  Przeciez mama przyjezdza aby sie Toba zajac a nie Ty mama !!! Daj sie soba zajac .

Bez przesady. To możliwość zajęcia mojej głowy też jest. Mnie to dobrze zrobi. Przecież nie będę z nią szaleć, ale będzie prawie dwa tygodnie, więc chciałabym jej tą Hiszpanię pokazać, ona lubi, a wiele w życiu nie widziała. To dla mnie też dobry moment na urlop jest, bo inaczej i tak będę siedzieć przy kompie w pracy. Czyli generalnie idealnie się składa smile

Błędy błędami. Popełniamy je czasami i to z pełną świadomością. Mnie wyszedł dół wielki, bo... bo za długo udawałam przed sobą, że dam radę, to wytrzymać, świadomie dałam się wykorzystać.I to glupie serducho i ta nadzieja. Chciałabym się nauczyć łączyć serce z rozumem, a ja albo tak albo tak. Zawsze wychodzi potem klops. No trudno.


Optymizm owszem, od dawna mi go nie brakowało, choćby się paliło i waliło, to ten optymizm pomagał patrzeć do przodu. I nagle obudziłam się z szarugą przed oczami, z szarugą wszędzie, nie pytaj dlaczego, bo jeszcze nie wiem. Stąd załamanie itp., itd.... oraz brak nadziei. Możliwe, że to się depresja nazywa, ale wątpię, kto tam wie...

Życie jest bardzo proste, jeśli żyjesz własnym smile

zabka-k napisał/a:

Raki - tę motywację mam każdego dnia  Ja o sobie tak nie myślę, bo Wy widzicie i słyszycie, że piorę, gotuję, prasuję, kupuję  wszyscy o mnie mówią "mamcia"  A ja? A ja do tego paplam, planuję, myślę, pracuję, piję piwo (hłe, albo ostatnio przekonałam się do drinków  ), przymierzam, śmieję się i w ogóle....  Taaaaak - jestem mamą i cieszę się, że mogę z dziećmi - wyjśc na spacer, jak dziś, bo to była motywacja, bo piękne słońce a one mają siedzieć w domu???? No przy okazji ja nie siedziałam  Bo mogę się ze starszą Niuńką pokłócić - znaczy powymieniać opinie  I w ogóle...

Nie wiem kto powiedział, że ze słabości siła 
Ale przy okazji ja robię, to co ja lubię 
Mam podwójną motywację - siebie i uśmiech moich dzieci  A dlaczego starsza takim trampem jest  A czy ja odrzucam swoje okazje? Już nie - choć bardzo jm nie ufam pod względem jego zachowania - Zofia i Happy wiedzą, ten słoik z dżemem...

Mój pierwszy nie chciał dzieci, a jeśli już - to dziewczynkę.... Ewentualnie. Zapytałam czy jakby był chłopczyk, to co? Nie ma sensu opowiadać. Na szczęście dzieci urodziłam z mniej trąchniętym idiotą, choć akurat ten ma jakiś defekt psychiczny niestety.... Tamten po prostu był zadufany w sobie i w swojej męskości.

I to jest piękne uśmiechać się i myśleć o sobie i tez o sobie w kontekście dzieci i odwrotnie. Nie dziwi się, że nie żałujesz.
Cóż ja nie nadawłam się na matkę, dlaczego - bo nie (ale przecież nie tu był w tym wszystkim problem). Miejmy nadzieję, że istnieją jacyś bezdefektowcy. Dzieci jednak chciałabym urodzić z takim. I tak podziwiam, że gdzieś tam żyjesz obok niego.

zabka-k napisał/a:

Żabusie, idę spać - chyba się przetleniłam
Piosenka niezła

A ta piosenka o nas jest po prostu - KKZB. Dokładny opis każdej z nas. Czyli są silne pragnienia, a na końcu chcenie. (to chyba Happyfull opisała tę różniecę).

Raki, ja tak z własnego doświadczenia, kiedy nie ogarniam bieżących rzeczy, kiedy robię coś i zaraz nie pamiętam. Trza zatrzymać się na chwilę, skupić tylko na tej jednej rzeczy. To cholernie trudne, ale wykonalne. Nawet powiedzieć sobie głośno. Nastawiam pranie na 20 stopni, nie 200. Myję sedes, domestosem, nie kremem nivea.:)

18 841 Ostatnio edytowany przez Happyfull (2013-03-18 19:12:11)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Happy tak myślisz?

Ja się poczułam tak jakbym się w srereotyp nie wpasowała, jakbym na niepowodzenie była skazana, bo nic nie robię.

Moze powinnas zastanowic sie dlaczego sie tak poczulas ??? Moze jest to zwiazane z tym, ze Cie mama nigdy nie doceniala i zawsze bylo jej za malo, niewazne co bys robila ???
Jezeli chcesz ksiazki na pdf, np. toksyczni rodzice to pisz na maila smile

18 842

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
raki napisał/a:

Ja się Ciebie zapytałam, bo ja mam może potrzebę, by się dowiedzieć, poczytać tu i teraz, a nie wyłapywać w gąszczu starych postów (jako magnolia masz ich 300, a Happyfull prawie 900) i wiele wyczytać nie można. I to nie pytam z ciekawości o Ciebie, tylko chciałabym widzieć co się dzieje (ze mną), choć nigdy nie jest tak samo.
Znowu zabka-k, ona wprost powiedziała, że nie czyta starych, bo jest tu i teraz.

Raki ja tu weszlam swiadomie jako KKZB. Bo wiedzialm, ze mam problem. Nie weszlam tutaj od razu po rozstaniu !!!
Mi sie wydaje, ze najwiecej to mozesz sie chyba dowiedziec z postow Zazdrosc (ja nie jestem DDA) i z blogow smile
Poczytaj sobie historie tych kobiet. Jest co czytac smile Mi sie tam czasem cos z tym narcysta przypomina ale nie wywoluje u mnie zadnych wielkich emocji smile lapie sie tylko czasami na tym, ze marudze z innymi dla towarzystwa tongue
Jedyne co Ci moge powiedziec to: Zadnego kontaktu z toksyna !!! Bedzie trudno ale to normalne, ze bedzie trudno smile

Mnie ten Twój narcysta to już średnio w ogóle obchodzi. Bardziej mi chodzi o Ciebie, co czułaś i co się z Tobą działo - i nie tam w depresji po jego odejściu-przecież to pikuś, ale potem w tym cholernym bólu z samą sobą. Zazdrości nigdy nie mogłam strawić smile

u mnie z tym odstawieniem to nie będzie tak ciężko. Odstawię, może jeszcze wlezę na chwilę, ale to już tak na obtarcie chyba nie wiem czego... Tylko ja znam ten ciąg, ten mój cholerny rozkwit, który nastąpi, jak się już wyliżę...pół roku wolności i wzrastania, promienienia... i potem ciach kolejny narcysta (bo to zawsze coś takiego - choć teraz nie szukałam już nawet definicji). Teraz niby wiem, niby będę obserwować niby coś tam, ale zupełnie sobie nie ufam, do tego, wiadomo, nic innego u boku sobie nie umiem wyobrazić. I nie w tym rzecz, że muszę, bo nie chcę nikogo, ale co z tego, jeśli naglę zapewne zapragnę.

18 843 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-03-18 19:30:50)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
hm... napisał/a:

Happy tak myślisz?

Ja się poczułam tak jakbym się w srereotyp nie wpasowała, jakbym na niepowodzenie była skazana, bo nic nie robię.

Moze powinnas zastanowic sie dlaczego sie tak poczulas ??? Moze jest to zwiazane z tym, ze Cie mama nigdy nie doceniala i zawsze bylo jej za malo, niewazne co bys robila ???
Jezeli chcesz ksiazki na pdf, np. toksyczni rodzice to pisz na maila smile

Wiesz. Ja mam stosunek do mojej mamy...ambiwalentny. Wspieram j?, bo musi funkcjonować samodzielnie. Nie wyobrażam sobie się nie zajmować. Ja te emocje związane z dzieciństwem zostawiłam daleko, mogę na zimno o nich. Ona myśleć nie potrafi jakoś tak konstruktywnie tyko zawsze myślała tak samodestrukcyjnie. Mówię, że psycholog nauczy ją myśleć od nowa. Mam jej nie pomóc? Pomogę.
A to, że nie byłam doceniana, że wydawało mi się, że jestem bylejaka, że pewnie i dlatego fachowcem w żadnej dziedzinie nie jestem. Nikim wyjątkowym. Cóż. Fryzjerką chciałam być, jak Zofia. Dalej czuję pociąg do dziedziny. No i włosy sobie sama robię, prócz cięć.
A tam. Sama siebie docenić muszę Happy, bo jak nie ja to kto?
Ja to tak nawet nie lubię w pracy na przykład inwencji własnej wdrażać. Bo jednemu to się spodoba, innemu nie, raczej z doświadczenia nie. Taki hrak pewności siebie. Powinnam powiedzieć nie lubiłam, bo teraz mam możliwość rozwoju.
I te moje związki. Nie podobałam się nigdy. A potem nie wierzyłam, że mogę się podobać, że można mnie pokochać. Jakby mi to było potrzebne do czegoś.
Okropnie jest nie wierzyć.

Ja przerobiłam dzieciństwo z psychologiem, z diagnozą.

18 844

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Raki, ja tak z własnego doświadczenia, kiedy nie ogarniam bieżących rzeczy, kiedy robię coś i zaraz nie pamiętam. Trza zatrzymać się na chwilę, skupić tylko na tej jednej rzeczy. To cholernie trudne, ale wykonalne. Nawet powiedzieć sobie głośno. Nastawiam pranie na 20 stopni, nie 200. Myję sedes, domestosem, nie kremem nivea.:)

Dzięki smile No niby wiem, ale nie zawsze umiem, potem się zatrzymuję, jak już jest po wszystkim i idę sprawdzać, co robiłam. Ale mówienie na głos, to dobry pomysł, to może trzymać w ryzach - wypróbuję.
Z drugiej strony, pomyśl, taki zniveikowany sedes...może całkiem fajna sprawa wink

18 845

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:
hm... napisał/a:

Raki, ja tak z własnego doświadczenia, kiedy nie ogarniam bieżących rzeczy, kiedy robię coś i zaraz nie pamiętam. Trza zatrzymać się na chwilę, skupić tylko na tej jednej rzeczy. To cholernie trudne, ale wykonalne. Nawet powiedzieć sobie głośno. Nastawiam pranie na 20 stopni, nie 200. Myję sedes, domestosem, nie kremem nivea.:)

Dzięki smile No niby wiem, ale nie zawsze umiem, potem się zatrzymuję, jak już jest po wszystkim i idę sprawdzać, co robiłam. Ale mówienie na głos, to dobry pomysł, to może trzymać w ryzach - wypróbuję.
Z drugiej strony, pomyśl, taki zniveikowany sedes...może całkiem fajna sprawa wink

Kto wie, może coś tam zwalczy niewidocznego smile

Ja znam to cofanie, wracanie. Ja to mam. W coraz mniejszym stopniu. Bo to jest myślenie o czymś innym i wyłączanie się w czynności bieżącej. Tylko głośno mów, bo potem będziesz pamiętać. Zrobiłam, powiedziałam, pamiętam, że mówiłamm:)

18 846

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:

Chodzi o dno.
Ja byłam tu na forum, jak bez serca wyniosła się z innego wątku i założyła ten. Byłam na dnie, podjęłam terapię, ale nie byłam gotowa tu wejść i się przyznać, co ze mną jest, bo po rozsypanym małżeństwie naprawiałam życie seksoholika (który niby się leczył), czytałam z zapałem wątek  bodaj maliny i wszystkie książki na ten temat. Zapisałam się do grupy wsparcia dla uzależnionych od seksu i miłości, ale nie by coś z sobą robić, ale z nim. Do dziś nie wiem, jaka była prawda tej całej relacji i już mnie to nie obchodzi. Ale okazało się, że on wcale nie jest seksoholik (choć w ciągu swojego - do dziś nie wiem, czy byłego małżeństwa - miał 100 kobiet) tylko ma borderline i sto innych ciężkich chorób psychicznych i do specjalistów musi jeździć na drugi koniec polski, więc mu się nie chce.
Strata czasu to była na tę książki i wiele innych rzeczy. Ale myślałam, że to jest moje dno.

Nie było.

Dno mam teraz. Wszystko zależy od tego, ile możemy wytrzymać. Nie w związku, ale same ze sobą.

********

tak w ogóle to ja dalej miele i miele i miele. Abo robię wszystko z nim, albo snuje odległe plany, co jak zostanę tu, a co jak wrócę do Polski, gdzie się nie zapiszę i jak to sobie nie poukładam. I tak walczę, i jeszcze wciąż czuję presję decyzji - co robić, jaki termin sobie wyznaczyć itp.itd.
Do zwariowania. Jak ja w ogóle ze sobą wytrzymuje!!!

Czy ja nie mogę na razie skupić się na dziś, jutro, maksymalnie na tym tygodniu. Pracować, brać prysznic, biegać i co najwyżej jeździć na ten uniwersytet, robić dokładnie to, co lubię. A ja już na kurs taternicki się zapisuje, jeśli wrócę, do klubu alpinistycznego, na ściankę, na studia podyplomowe na odległość w Hiszpanii, doktorat, kurs na delle superior w Krakowie...

Dobrze, że siedzę tutaj. To ma wiele plusów, bo też nie ganiam w tej mojej pracy z jęzorem i nie wracam z niej o 23, by rano jechać na 9. Powinnam to docenić. Do tego trudniej mi się wszędzie zapisać, bo drożej.

Ale ta gonitwa jest koszmarna, jak tak będę się wić i bić, zwariuje. Ciągle zapominam o tym, co poniżej.

Kurs w Krakowie, bardzo ładnie tongue

18 847

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
bags napisał/a:
Żabcia5 napisał/a:

On nie wyzywa mnie od chorych psychicznie, tylko uważa, że mam problemy psychiczne, a ja nie wiem jak mam się przekonać, że jestem normalna. Nasz rozwód został odłożony w czasie, a tymczasem ja dziś ryczę jak bóbr. Psycholog wie, że ja z nim chce być, bo go kocham, ale on nie chce już nic więcej zrobić dla mnie, bo uważa, że zrobił już wystarczająco dużo. Z psychologiem usiłujemy odbudować moje poczucie własnej wartości. Zaczyna coś z tego wychodzić, ale małżeństwo chyba się rozsypie.

Dziewczyno a czy Ty wiesz, ze majac swiadkow , narganie z takimi "zarzutami" wobec Ciebie, to jest ewidentny szantaz i czyn karalny z majestatu prawa z tytulu naruszenia godnosci osobistej?
Dziewczyny na forum sie dwoja i troja by Ci uswiadomic, ze maz Cie nie szanuje i niszczy Twoja godnosc a Ty dalej twierdzisz, ze deszcz pada. Nawet Twoj osobisty psycholog juz rozklada rece, bo nie daje juz rady z taka syzyfowa praca.

Swego czasu tez tak chcialem jak mawia Happyfull przemieniec karalusza zone w piknego motyla... ale niestety takiej reformacji mozemy tylko z soba zrobic, bez koniecznosci wiztyty w saolnie kosmetycznym.
Kopiesz sie z koniem a tu trzeba taktyke i stadnine zmienic...

Bagsiu miałeś karaluszycę:)

18 848

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Żabcia5 napisał/a:

zofia, jakbyś o mnie pisała. Mąż mówi, że ja coś mówiłam, a ja mówiłam coś innego. Ciągle powtarzamy, że będziemy nagrywać nasze rozmowy, tylko jakoś nie możemy się za to zabrać. Czytam, a właściwie słucham ?Mężczyźni są z Marsa, Kobiety z Wenus?, traktując tę książkę z wielkim przymrużeniem oka i czasami jako dobrą komedie. Kto czytał ten wie, że książka między innymi tłumaczy jak mężczyźni rozumieją nasze słowa, ale to co wygaduje mój mąż to faktycznie, gdyby było prawdą wskazywałoby na mój obłęd. Nie pomagają tłumaczenia, że mnie w życiu nie zdarzają się sytuacje, żeby ktoś patrzył na mnie z otępieniem, bo mnie nie zrozumiał. I raptem przy moim mężu zachowuję się jak wariatka.

Był czas gdy się źle czułam z tymi wiecznymi kłopotami (on je nam fundował). Pisałam, na papier przelewałam co mnie boli. Po czasie przychowany i zapomniany zeszyt wpadł mi w ręce. Z tego co kiedyś napisałam wniosek był jeden, nie lubiłam go. Przeraziłam się tym, poczułam winna, że w chwilach słabości winię go za to co się dzieje złego, przedstawiam sprawę tak jakbym do niego żal miała. Dopiero dzisiaj wiem, że w tych chwilach myślałam racjonalnie. Powinnam go nie lubić. Zasługiwał na to.
Przyszedł czas nagrywania. Nie wiem czemu to robiłam. Do dzisiaj nie umiem sobie odpowiedzieć na to pytanie. Po czasie odsłuchałam. NA nagraniach wyraźnie słyszałam kiedy kłamie, jest niepewny, kiedy złapany jest na oszustwie. Dopiero na nagraniach słyszałam nerwowy kaszel, chrząkanie, zawieszanie głosu i to wszystko było sygnałem. W rozmowie nie było to zauważalne, na taśmie bardzo. Nagrałam też pijackie awantury, poniżanie mnie i moje tłumaczenie, że niewinna i grzeczna jestem. Wmawiał mi, insynuował, oskarżał a ja pokornie słuchałam. Szkoda mi się siebie samej robiło kiedy tego odsłuchiwałam.

18 849 Ostatnio edytowany przez raki (2013-03-18 20:46:03)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Kurs w Krakowie, bardzo ładnie tongue

Taaa....szczególnie, że mieszkam w Madrycie smile

********
Praca nad własnym rozwojem duchowym (...), oznacza przede wszystkim rezygnację z upartego naginania świata do własnej woli, z chęci, żeby sprawy szły tak, jak według ciebie powinny. Zamiast tego musisz przyjąć do wiadomości, że możesz nie wiedzieć, co jest najlepsze dla ciebie, czy dla kogoś innego w danej sytuacji. Mogą istnieć wyjścia i rozwiązania, których w ogóle nie brałaś pod uwagę, albo takie, których się najbardziej bałaś lub uważałaś, że trzeba ich za wszelką cenę unikać. Tymczasem to właśnie dzięki nim sytuacja może się stopniowo poprawić. Uparte trzymanie się własnej woli oznacza, że tylko ty znasz wszystkie odpowiedzi, a rezygnacja z niej - zgodą na to, by się poddać, otworzyć, spokojnie czekać, aż ktoś lub coś wskaże ci właściwą drogę. Dopiero wówczas się nauczysz, jak pozbyć się strachu (wszystkich tych: "co jeśli....?) i rozpaczy (tych:gdyby tylko....") i jak zastąpić je pozytywnymi myślami i postanowieniami na temat własnego życia.

[Kobiety, które kochają za bardzo]

Moim zdaniem skrót tego wersu jest poniżej.

18 850

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
Żabcia5 napisał/a:

Przecież jak piszę o tym, że mi dobrych rad udzielał, to piszę o sobie, co ja z tego miałam a nie o nim smile
Dobrze jak chcecie to napiszę kilka szczegółów.

A ja mojemu byłam tak dozgonnie wdzięczna za jego odpowiedzialność, że teraz zląduję z własnego mieszkania nawet sporego na wynajmowaniu po wsze czasy "czegoś" z trójką dzieci, bo na kredyt tym bardziej 0% mnie nie stać. Takie to są dobre rady i cudne czyny. Tylko, że liczy się efekt, a nie Twoje jeszcze wyobrażenia smile

To tak jak i ja. Wdzięczna byłam, że rodzinę ratuje z opałów. Ratowanie kończyło się kolejnym upadkiem i znowu błagałam, ratuj !!! I ponownie wdzięczna byłam. Zaliczaliśmy kolejną wtopę. Oczywiście winni byli inni. Długo bardzo długo myślałam, że to odpowiedzialny człowiek.
Konsekwencje ? on nie wie co to znaczy, nie rozumie tego pojęcia. On nie zatrzymuje się. Idzie dalej zostawiając kolejne i kolejne zgliszcza .... tylko nie rozumiem jak mu to ciągle uchodzi na sucho. To inni ponoszą konsekwencje jego działania. Inni upadają, leczą się, liżą swoje rany. On ma się dobrze.

Posty [ 18 786 do 18 850 z 26 310 ]

Strony Poprzednia 1 … 288 289 290 291 292 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026