?Dziewczyna, która jest akceptowana przez ojca, nie boi się budowania relacji z przyszłymi partnerami? ? rozmowa z psychologiem, psychoterapeutą Andrzejem Wiśniewskim.
Trudno jest być ojcem dla córki?
Faktycznie czasami trudno być dobrym ojcem dla córki, kiedy jako pierwszy, najważniejszy mężczyzna w jej dzieciństwie i nastoletnim życiu mamy pokazać na czym polega męski świat. Nie tylko pokazać ale zainteresować nim oraz spowodować, że córka nie będzie się go bała. Aby tak się stało w ojcu musi się dokonywać trudne często porozumienie między dwoma aspektami jego osobowości: męskim i kobiecym, czyli jak to się potocznie mówi: silnym i słabym, może lepiej powiedzieć delikatnym. Mężczyźni bardzo często identyfikują się z aspektem silnym - niekiedy nazywanym narcystycznym. Od chłopców oczekuje się, że będą się przede wszystkim wykazywali osiągnięciami, będą odważni i sprawni. Większość mężczyzn na tym buduje swoją tożsamość, bo za takie zachowania w dzieciństwie byli nagradzani. Kiedy w piaskownicy chłopiec dostał po głowie łopatką od kolegi, najczęściej słyszał: ?musisz sobie poradzić?. Z aprobatą spotyka się przede wszystkim jego sprawność i radzenie sobie w trudnych sytuacjach. Stąd mężczyźni mają duży kłopot z kontaktem z kobiecą częścią swojej osobowości. Chcę tu wyraźnie zaznaczyć, że kobiecość nie oznacza tu słabości w potocznym sensie. Kobiecość oprócz siły zawiera też w sobie takie cechy, lub uczucia, których doświadczanie, ze względu na trening społeczny, łatwiej przychodzi kobietom. Chodzi tu o zgodę na przeżywanie bezradności, niepewności, niepokoju, pozwalanie sobie na okazywanie ciepła, ale też chęci podobania się, czy pragnienie bycia adorowaną, zdobywaną. Ojcowie, którzy mają kontakt z tymi dwoma aspektami swojej osobowości, potrafią być silni, stanowczy, ale też ciepli i otwarci na przeżywanie bezradności, czy niepokoju. Są cierpliwi i wspierają pierwsze próby swoich córek w stawaniu się kobietą. Potrafią stworzyć znaczącą emocjonalnie relację z nimi. Posiadając zdolność do wewnętrznego dialogu z różnymi swoimi potrzebami i emocjami, ambiwalentnymi często motywami, potrafią tworzyć dialogową, partnerską relację z córkami. Dialog wewnętrzny przekłada się na dialog zewnętrzny. Dojrzali, otwarci ojcowie, którzy potrafią budować takie kontakty ze swoim światem wewnętrznym i otoczeniem nie są zbyt surowi, nie stawiają wygórowanych wymagań, rozumieją, że można popełnić błąd, wspierają w kłopotach, wierzą w sukces córek, potrafią komunikować swoje uczucia, akceptują odmienność córek, nie boją się ich rozwijającej się kobiecości. W sytuacjach konfliktowych nie krytykują, nie odwołują się do bezosobowych norm i zasad, ale komunikują uczucia, także te negatywne. Mogą nie akceptować pewnych zachowań swojej córki, potrafią się z nią konfrontować, ale nie odrzucają jej, nie stroją fochów, nie gniewają się i nie milczą całymi tygodniami. I co bardzo ważne, zapewniają córce nie tylko bezpieczny kontakt psychiczny, ale potrafią ją przytulić, akceptować jej urodę i indywidualny, niezależny sposób bycia. Potrafią lubić wybranych przez nią chłopaków i nie rywalizują z nimi o jej względy i pozycję w jej życiu.
Z tego, co pan mówi, wynika, że tej umiejętności w dojrzałym wieku nie można się po prostu nauczyć?
Tak, problemy ojców, zwłaszcza te poważniejsze, rzadko biorą się z niewiedzy, czy braku doświadczenia. Mają często korzenie w doświadczeniach z dzieciństwa. Wróćmy do przykładu z piaskownicą. Kiedy skrzywdzony chłopiec przybiega do swojej mamy, idealnie by było, gdyby mama go przytuliła, pocałowała, zaakceptowała, że jest mu ciężko i smutno, a potem zaprowadziła go z powrotem do tej piaskownicy. Taki chłopiec będzie miał szansę zaakceptować od najmłodszych lat fakt, że może też czuć się bezradny, że nie zawsze jest silny i zwycięża. Kiedy natomiast mama mówi: ?no, co, musisz sobie poradzić, przecież jesteś już dużym chłopcem?, w gruncie rzeczy daje mu do zrozumienia, że ona ceni go tylko wtedy, gdy jest silny. W efekcie w psychice chłopców tworzy się przekonanie na swój temat, które często przybiera postać zdania: ?wprawdzie mnie nie kochacie, ale będziecie mnie podziwiać?. Tacy chłopcy w budowaniu relacji ze światem przestają kierować się potrzebami i emocjami płynącymi z doświadczania swoich wewnętrznych stanów. Często tracą swój indywidualny punkt odniesienia. Tracą własną orientację co jest dobre dla nich, kierują się raczej tym, czego wymagają ważni ludzie wokół nich. Zwłaszcza rodzice ? przecież dziecku bardzo trudno jest założyć, że oni mogą nie mieć w czymś racji. W dalszym życiu tego typu zewnątrz sterowna orientacja zachowania zaczyna dominować. Nie bez powodu - chłopcy byli kiedyś za takie działanie nagradzani uwagą i pozytywną oceną. Kiedy skrzywienie na twarzy ważnego dla nas człowieka decyduje o naszym poczuciu wartości rozwój indywidualności i samodzielność zanika. Wtedy wyrastają z nas mężczyźni, którzy odcinają się od części własnych doświadczeń. Głównie tych, które stoją w sprzeczności z oczekiwaniami środowiska. Pewne swoje przeżycia i uczucia, głównie te potocznie nazywane wrażliwymi, delikatnymi, muszą chować czy represjonować w obawie przed negatywną oceną lub odrzuceniem. W skrajnym przypadku są to mężczyźni np. typu macho, z którymi bliski kontakt, ciepłe i bezpieczne relacje w ogóle są niemożliwe. Z olbrzymią stratą dla nich samych, ale też i ich dzieci, córek? Dla tych ostatnich świat męski staje się wtedy groźny, daleki, zimny emocjonalnie ? zaczynają się go bać? Dobrze to nie rokuje dla ich przyszłych kontaktów z młodymi mężczyznami, którzy aspirują do bycia ich partnerami.
Ci mężczyźni sami kiedyś zostają ojcami. Czy zasada ?wprawdzie mnie nie kochacie, ale będziecie mnie podziwiać? nadal kieruje ich działaniem?
Tak, ona decyduje o wielu ważnych relacjach. Czasami jest jakoś pożyteczna, bo dzięki niej mężczyźni do czegoś dochodzą, mają sukcesy zawodowe i społeczne. Ale pod takim myśleniem o sobie i świecie zawsze kryje się dużo lęku, że ktoś odkryje moją słabość, że zostanę zdemaskowany, że wciąż muszę udawać kogoś, kto jest silny. Tacy ojcowie zazwyczaj słabo wspierają swoje dzieci w kłopotach, albo wspierają tylko silne aspekty ich osobowości. Kiedy, dziewczyna martwi się, ma problemy w kontaktach z rówieśnikami, jak większość dziewczyn narzeka na swoją urodę, ojciec jej nie przytuli, nie pokaże, że ją akceptuje, że cieszy się z kontaktu z nią. Zamiast tego mówi: ?nie marudź?, ?przestań gadać?, ?weź się w garść?, ?spójrz w lustro?.
W ten sposób daje jej do zrozumienia, że nie akceptuje również tego, co jest kobiece w niej: bezradności, niepewności, chęci podobania się.
Nie tylko kobiece, ale w ogóle, jak to się mówi, ludzkie. Za takie nie wspierające zachowania ojców często odpowiedzialny jest psychiczny mechanizm, który powoduje, że w innych osobach najbardziej drażnią nas te cechy, których nie akceptujemy w sobie. Jeśli do narcystycznego, bojącego się bliskości taty przychodzi córka, która przeżywa jakiś strach i ból, u ojca odzywa się ta podstawowa, ciągle nie zabliźniona rana z dzieciństwa, ten lęk przed bezradnością i samotnością wyniesiony z piaskownicy. On musi to przykre uczucie jakoś spacyfikować, wyprzeć ze świadomości, aby za wszelką cenę utrzymać swoją dobrą samoocenę. Niestety swoją a nie córki. Bagatelizuje więc uczucia dziecka, dewaluuje ich znaczenie, nieraz zaprzecza im mówiąc to, co kiedyś sam słyszał od rodziców: ?musisz być silna, musisz sobie poradzić?. Wtedy sam sobie wydaje się silny, stanowczy, męski. Tak naprawdę nie ma to jednak nic wspólnego z dorosłością. A dla córki oznacza przeważnie odrzucenie, brak akceptacji, dystans, lęk przed kontaktami z mężczyznami.
Ojcowie to pierwsi mężczyźni w życiu córek. Bardzo potrzebujemy ich pochwał, ich akceptacji?
Tu nie chodzi o pochwały. Raczej o przekazywanie prawdziwych informacji. Ważne, by ojciec mówił otwarcie, zgodnie z przeżywanymi emocjami, że córka faktycznie mu się podoba, naprawdę uważa, że ładnie wygląda, albo że coś dobrze zrobiła. A także potrafił się z nią konfrontować, wyrażać własne zdanie w zgodzie z przeżywanymi uczuciami. Pozytywnie rozwijająca się konfrontacja, która nie kończy się fochami lub odrzuceniem, czy krytyką, ma dla córki olbrzymie znaczenie rozwojowe. Przecież kłócimy się, czy konfrontujemy tylko z osobami na których nam zależy. Jeśli dziewczyna może bezpiecznie spierać się ze swoim ojcem, ale także przytulić się do niego, wtedy czuje, że jest akceptowana, że ojciec ceni i zauważa jej zdolności, urodę, intelekt. W dorosłym życiu nie boi się budowania bliskich relacji z przyszłymi partnerami, bo już wie, doświadczyła, jaki one mają smak. Jeśli nie ma takich doświadczeń, pojawia się trudna rozwojowo sytuacja, kiedy za czymś tęsknimy, ale się tego boimy. Dziewczyny pragną być kochane i podziwiane, ale boją się, że spotka je głównie krytyka, gdy takie pragnienia ujawnią.
Jak w dorosłym życiu zachowują się kobiety, które w dzieciństwie nie czuły się doceniane i w pełni akceptowane przez ojców?
Można to zilustrować skrajnym ale wiele wyjaśniającym przykładem dzieci z domów dziecka. Wszystkim się wydaje, że ich największym pragnieniem jest znaleźć się u kogoś na kolanach i być przytulonym. Tymczasem, kiedy takie dziecko weźmiemy na kolana, ono wyrywa się i ucieka, bo to dla niego bardzo trudne doświadczenie. Ono nie ma wprawy w byciu w takiej sytuacji ? boi się jej. Podobnie jest z dziewczyną, która nie doświadcza akceptacji ze strony swojego ojca, albo doświadcza tylko warunkowej akceptacji. Ojcowie często mówią: ?jesteś wspaniałą dziewczyną, bo świetnie się uczysz, jesteś grzeczna, spełniasz oczekiwania?. Tyle, że to nie rozwija pozytywnej samooceny jako kobiety, gdyż uczy bardziej spełniać oczekiwania, niż budować akceptację swojej osoby.
Wtedy uczymy się, że miłość taty dostaniemy, przynosząc świadectwo z czerwonym paskiem?
Psychologowie mówią, że istnieje miłość bezwarunkowa i warunkowa. Bezwarunkowa miłość tworzy się wtedy, kiedy człowiek ma świadomość, że jest kochany i jest to niepodważalne w jego doświadczeniu, nawet jeśli jest krytykowany. Można powiedzieć: bardzo cię kocham, ale to, co robisz mnie złości. To dostarcza rozwojowych wskazówek, że świat może różnie reagować na to, co robię. Może być też krytyczny. Ale to doświadczenie nie podważa ogólnego poczucia mojej wartości jako osoby godnej miłości. Miłość warunkowa, polega natomiast na tym, że czujemy się kochani za coś. Kocham cię, bo przyniosłaś świadectwo z czerwonym paskiem, albo wynosisz śmieci. Wtedy poczucie wartości jest bardzo kruche, uzależnione od zewnętrznego kryterium. Oczekiwania świata liczą się bardziej od tego, co dla nas jest ważne. W dorosłym życiu dziewczynki tak traktowane mają skłonność do poświęcania się, przedkładania oczekiwań partnerów nad swoje potrzeby. Często wierzą, że miłość to rezygnacja z siebie, ze swoich potrzeb i swojej wolności. Brrr?
I co wtedy się dzieje? Przez całe życie podskórnie obawiamy się, że nie spełnimy czyichś oczekiwań?
Podstawowe znaczenie ma tu poczucie własnej wartości. Dziewczyna, wychowana bez bliskości, akceptacji, emocjonalnego wsparcia nie wierzy w siebie, w swoją atrakcyjność dla chłopaka, czy mężczyzny. Czuje się niepewna w swojej kobiecości, ważności dla innych, inteligencji, zdolności do bycia z ludźmi. Nie wierzy, że można ją kochać taką jaką jest, że może być podziwiana, adorowana, zdobywana. Jeśli ma takie złe mniemanie o sobie, to musi się bać, że jej partner w każdej chwili może znaleźć kogoś atrakcyjniejszego. Rozwija więc różne strategie, by go zatrzymać. Mówiąc ściślej, zaczyna go kontrolować. Sięga po władzę, boi się wolności dla siebie i partnera.
?Jako dziewczynka nauczyłam się, że męską akceptację niełatwo jest zdobyć, boję się więc, że to, jaka jestem nie wystarczy, by zatrzymać mężczyznę przy sobie??
Wtedy właśnie w budowaniu związku zaczyna odwoływać się do posiadania władzy nad partnerem. Uczucia, które kiedyś ich łączyły tracą swoje znaczenie. Wydaje jej się, że kontrola może je zastąpić. Władza jest przecież substytutem miłości ? daje poczucie bycia ważną, ale nie rozwija, nie karmi, nie buduje stałego poczucia wartości. Sięgamy po władzę nad kimś, gdy nie wierzymy, że możemy być kochani. Możemy to robić wzbudzając w partnerze ciągłe poczucie winy, co zazwyczaj sprowadza się do zarzutu, że on nie kocha nas wystarczająco mocno. Zadaniem partnera staje się wtedy ciągłe udowadnianie siły uczuć. Inną strategią zdobywania władzy jest nieustanna krytyka partnera. Stoi za tym lęk że jeśli powiem mu coś dobrego, akceptującego, to on rozwinie skrzydła i natychmiast pójdzie sobie w świat, do innej atrakcyjniejszej osoby. Kolejny sposób to wycofanie uczuć, nie okazywanie miłości i bliskości ? pozowanie na to, że mi nie zależy na tobie. Wtedy przekazujemy komunikat: staraj się o mnie, realizuj moje oczekiwania, a wtedy może kiedyś cię docenię i spojrzę łaskawszym okiem. Szczególnie wyrafinowanym systemem kontroli jest nadopiekuńczość. Osoba, która ją prezentuje w kontaktach żąda aby partner odpłacał jej taką samą uwagą, poświęceniem czasu, aby specjalnie cenił, że żyje obok najlepszego dla niego człowieka. Wtedy świat zewnętrzny partnera przestaje istnieć ? nie można przecież krzywdzić brakiem uwagi osoby, która tak się dla nas poświęca. Inny patent na władzę w związku to komunikat: jestem niezdobyta, jestem trudna i wymagająca, tylko najwyższe wysiłki nagradzam chwilą akceptacji i bliskości. Wielu mężczyzn, którzy potrzebują się dowartościowywać lub sprawdzać swoją atrakcyjność, wchodzi w tę grę. To właśnie narcystyczni mężczyźni wierzą, że atrakcyjność kobiety mierzy się ilością wysiłku włożonego w jej zdobycie. Muszą się przecież ciągle sprawdzać i udowadniać sobie i światu swoją męskość. Warto może tu dodać, że opisywane strategie całkiem nieźle realizują także mężczyźni. W niektórych są mistrzami?
W ten sposób córki narcystycznych mężczyzn trafiają na narcystycznych partnerów..
Niestety często tak właśnie bywa kiedy lęk i niskie poczucie własnej wartości są głównymi architektami związku. Kobietom o niskim poczuciu wartości często imponują narcystyczni mężczyźni. Wydają się im atrakcyjni społecznie, silni, podziwiani, dający poczucie bezpieczeństwa. Mają wrażenie, że spotkały kogoś, kto mocniej niż ojciec okaże im dużo troski i uwagi, że spotkały wreszcie kogoś, kto da im to wszystko czego nie dostały w dzieciństwie. Ale to często złudzenie i idealizacja. Tacy mężczyźni są pełni lęku przed porażka, odrzuceniem, złą oceną. Na dłuższą metę okazuje się, że pod pozorną siłą jest dużo niepewności. Stąd boją się wszelkiej krytyki, niezadowolenia z ich zachowania. Są mocno skoncentrowani na sobie, na swoich lękach, urazach, niepowodzeniach. Nie starcza im miejsca i uwagi na zajęcie się partnerką i jej przeżyciami. Kobiety, które wiążą się z nimi szybko się przekonują, że doświadczają takiej samej samotności jaka była ich udziałem w kontaktach z narcystycznym ojcem.
Lepiej radzą sobie w życiu tak zwane córeczki tatusiów?
Zależy co rozumiemy przez takie określenie. Jeśli tego typu relacja jest efektem poważnego kryzysu rodzinnego, czy małżeńskiego, to może grozić dziewczynie poważnym uwikłaniem. Często utrudniającym prawidłowy rozwój jej kobiecości i kontaktów z mężczyznami. Mówiąc wprost bardzo często ukochana córeczka tatusia to dziewczyna, która zastępuje ojcu żonę. Przeważnie nie chodzi tu o relacje seksualne, ale o bliskość, akceptację, potwierdzenie wzajemnej atrakcyjności. Zwykle taka sytuacja ma miejsce w rodzinach, w których rodzice włączają dziecko w rozgrywki między sobą. Ojciec wchodzi w bliski związek emocjonalny z córką przeciwko matce. To tak jakby mówił do żony: doceń mnie wreszcie, zobacz, że nasza córka dostrzega we mnie kogoś ważnego, atrakcyjnego, godnego miłości. Córka jest używana przez ojca do udowodnienia czegoś matce. Taki ojciec stawia dziewczynę wobec bardzo trudnego, a właściwie niemożliwego do pozytywnego rozwiązania wyboru. Jeśli jest w sojuszu z ojcem, to mama czuje się zdradzona, kiedy ?zdradzam? ojca zbliżając się do matki, on również cierpi, bo mnie tak strasznie kocha i potrzebuje. W takim układzie dziewczyna przeżywając ciągły lęk i poczucie winy traci własną orientację w życiu, zaufanie do swoich wyborów, swoich emocji, swoich doświadczeń. Kompasem, który pokazuje, czy działa dobrze czy źle, jest wyraz twarzy rodziców. Często dzieje się to kosztem utraty doświadczeń dzieciństwa, rodzi przedwczesną dojrzałość, tendencje do nadmiernego poświęcania się dla innych, czy bycia rodzicem swoich rodziców.
Z tych dziewczyn wyrastają kobiety, które w dorosłym życiu próbują wszystkich zadowolić?
Te dziewczyny często wchodzą w rolę osób odpowiedzialnych za wszystkich. Miłość kojarzy im się z rezygnacją z własnych potrzeb, rezygnacją z samodzielnego życia, realizacją jedynie potrzeb innych. Takie kobiety z biegiem lat stają się osobami udręczonymi, zgorzkniałymi , które sens swojego życia upatrują głównie w gotowości do poświęcania się dla ważnych osób w myśl zasady: ja się nie liczę, liczą się inni. Istnieję o tyle, o ile zadowolone ze mnie jest moje otoczenie. Oczywiście, istnieją też zdrowe układy, w których ojcowie bardzo kochają swoje córki, pragną ich niezależności, rozwoju, a powiedzenie ?kochana córeczka tatusia? nie kryje w sobie zagrożenia dla realizacji takich celów. Jest ogromnie ważne, żeby córka miała doświadczenie takiej bezwarunkowej miłości. By miała przekonanie, że najważniejszy w pewnym okresie jej życia mężczyzna kocha ją i ma dla niej dużo akceptacji i podziwu.
Tymczasem nasza rozmowa nasuwa dość przygnębiający wniosek: to, jak ułożą się nasze relacje z ojcami, determinuje naszą kobiecość i zachowanie w przyszłych związkach. Jeśli coś pójdzie nie tak, dźwigamy ten balast przez całe życie.
Niestety, tak uważam. To jak przebiegały w dzieciństwie nasze kontakty z ważnymi dla nas dorosłymi często tworzy matrycę naszych kontaktów z ludźmi kiedy stajemy się dorośli. Przychodzi do mnie wiele kobiet, które z jakiegoś powodu utraciły swojego ojca lub kontakt z nim. Dla przykładu weźmy najgorszą sytuację w życiu małej dziewczynki. Ma ona miejsce wtedy, kiedy ojciec wyjechał na przykład do Ameryki i nigdy nie wrócił, zerwał wszelkie kontakty. To niezwykła trauma dla dziewczyny, a potem dla kobiety. Mężczyzna, dla którego z założenia powinnam być najważniejsza, ten, który ma mnie kochać jak nikt inny, zrezygnował ze mnie, zostawił mnie. To pozostawia ogromnie silny negatywny ślad w poczuciu wartości, często manifestujący się brakiem zaufania do swojej kobiecości, atrakcyjności, w ogóle atrakcyjności jako partnerki. Takie kobiety mają bardzo duży problem z wchodzeniem w ważne związki z mężczyznami. Obawiają się, że prędzej, czy później zostaną zostawione. Jeśli zrobił to tak ważny człowiek jak ojciec, to co myśleć o partnerze, którego poznałam kilka dni, czy miesięcy temu? Takie porzucenia emocjonalne nie muszą się dokonywać aż w takich drastycznych okolicznościach, one mają często miejsce na co dzień. Np. wtedy, gdy ojciec wyśmiewa uczucia córki, nie szanuje jej wyborów, odmawia uznania dla jej rozwijającej się kobiecości?
Czy w dojrzałych związkach kobiety rzeczywiście szukają mężczyzn podobnych do swoich ojców?
Nigdy nie dzieje się to tak dosłownie. Raczej chodzi tu o pewien typ charakteru a nie o poszczególne cechy. Dotyczy to także mężczyzn, którzy często szukają na swoje partnerki kobiet będących w typie osobowościowym matki. Kobiety nie tylko szukają, ale też próbują ukształtować swoich mężczyzn na podobieństwo osób jakimi byli ich ojcowie. W psychologii istnieje sformułowanie ?przymus powtarzania?. Mówi on, że w naszym życiu, w kontaktach z innymi ludźmi wybieramy przeważnie te, które są bezpieczne. A bezpieczne jest to, co jest znane. A to, czego doświadczyliśmy i nauczyliśmy się w naszych rodzinach jest właśnie taką znaną matrycą, która zapewnia nam poczucie bezpieczeństwa. Czasami taką matrycą może być nawet przekonanie, że jestem do niczego, że jestem niewiele warta jako osoba, czy kobieta. Wiem, jak się zachować, kiedy jestem źle traktowana, kiedy odmawia mi się poczucia wartości, kiedy się na mnie krzyczy, podważa moje poczucie kompetencji. Trzeba wtedy siedzieć cicho, albo odcinać się od swoich uczuć, sygnalizować grzeczność i posłuszeństwo, albo robić inne rzeczy, które wypróbowałam w rodzinnym domu. Kiedy trafię na kogoś, kto zachowuje się inaczej niż moi bliscy, na przykład okazuje mi ciepło i zaufanie, pojawia się we mnie lęk - jego zachowanie jest dla mnie nowe i nieznane. Boję się partnerstwa i akceptacji, a więc zawsze ?ustawiam się? w relacjach z bliskimi w roli osoby, która ma niewiele do powiedzenia, nie sygnalizuje swoich emocji i potrzeb, raczej słucha niż zarządza, boi się samodzielnych decyzji, nie staje do konfrontacji, itd. W ten sposób partner powoli, czy chce, czy nie, zaczyna sprawować władzę, zaczyna narzucać swoje rozwiązania, jest zmuszony niejako do podjęcia odpowiedzialności za związek i za mnie. Wprawdzie płacimy za to oboje przeżywając potężną dawkę samotności, braku bliskości, frustracji potrzeb, narastającej agresji, ale znana sytuacja gwarantuje jakieś podstawowe poczucie bezpieczeństwa. Lepiej być z kimś nawet cierpiąc w poznany wcześniej sposób, niż ryzykować sytuacje i zachowania, których skutków nie znam. Może się przecież okazać, że one przerastają moje możliwości i partner przekona się naocznie o mojej nieatrakcyjności.
Jak to? Nawet jeśli szukamy innego mężczyzny, nieświadomie próbujemy go ulepić według znanego sobie wzorca?
Tak, weźmy najbardziej znaną sytuację. Dziewczyna, która miała ojca alkoholika, urządzającego w domu ciężkie awantury, najczęściej szuka mężczyzny, który wydaje się być cichy i spokojny. Myśli wtedy: to jest właściwy facet, bo on nie krzyczy, nie podnosi głosu, jest bezpieczny, delikatny, akceptujący, nie ocenia i nie odrzuca. Ale taki mężczyzna, który sprawia wrażenie cichego i spokojnego, który unika konfrontacji, boi się samodzielności i odpowiedzialności, często postępuje tak, gdyż ma kłopot z poczuciem własnej wartości. Kiedy już poczuje się bezpiecznie, zostanie zaakceptowany, wybrany i przyjęty, zaczyna sobie rościć różne pretensje. Odzywają się jego liczne potrzeby, które były frustrowane w przeszłości. Był cichy, spokojny, a teraz zaczyna mieć różne wymagania. Chce być bezwarunkowo kochany, ciągle zapewniany o miłości przez obsługiwanie go, stałe respektowanie i zaspokajanie jego wszystkich potrzeb. Rodzi się wtedy w związku wiele napięcia, frustracji, złości. Konflikty się mnożą. Co zatem robi taki chłopak? Kiedy nie potrafi komunikować swoich uczuć, żyje w ciągłym napięciu, szybko odkrywa, że alkohol redukuje to stałe napięcie i coraz częściej chodzi się napić. W ten sposób koło się zamyka, a dziewczyna ląduje w sytuacji której bardzo chciała uniknąć. Tracąc nadzieję na udany związek, podobnie jak jej matka, zaczyna poświęcać się dzieciom. Jej mąż czuje się coraz bardziej odrzucany i coraz częściej zagląda do kieliszka? Dość znany to scenariusz.
Zdarza się, że rozmaitych sytuacjach z zaskoczeniem odkrywamy, że zachowujemy się tak samo, jak zachowywały się nasze matki, choć obiecywałyśmy sobie, że nasz związek będzie wyglądał inaczej. Dlaczego tak się dzieje?
W kryzysowej sytuacji zachowujemy się tak, jak umiemy, jak nauczyliśmy się chronić przed nieprzyjemnymi uczuciami w młodości. A umiemy to, co widzieliśmy i co sprawdzało się w relacjach w naszym własnym domu. Egzystencjaliści mówią, że kochamy swoje kajdany. Chcąc się wyzwolić, trzeba udowodnić swoją siłę. Większość z nas narzeka na różne okoliczności w naszym życiu, ale kiedy przychodzi sytuacja, w której można wziąć życie w swoje ręce, często ręce nam drżą. Nie czujemy się pewni, że nam się uda. Wiele dziewczyn tęskni za księciem na białym koniu, a kiedy ten książę się zjawi, wcale nie są pewne, czy one są dla niego właściwą osobą, czy nadają się na królową. Nie były przecież księżniczkami w swoich rodzinach. Nie znają uczuć i zachowań, których doświadczają bezwarunkowo kochane dziewczyny. Jedyne wyjście, to uciec z balu przed dwunastą, zostawiając tylko pantofelek. Pełne niepokoju myślą: może zrobiłam na księciu jakieś wrażenie, a on, jeśli mu zależy, wykaże się inicjatywą i odszuka mnie. Boji się zaryzykować i kazać księciu zaprosić ją do tańca aby przetańczyć z nim całą noc. A do tego wszystko to zrobić z własnej woli i wyboru bez pomocy wróżki?
Wróćmy jeszcze do naszego narcystycznego ojca z początku rozmowy. Tego, który oceniał, wymagał, budził lęk, pokazywał, że świat męski jest czymś odległym i nieprzystępnym. To przez niego uciekamy z balu, zostawiając pantofelek. A przecież jego rola też jest niewdzięczna. Często staje się domowym tyranem, przeciwko któremu sprzymierza się reszta rodziny.
W atmosferze konfliktów rodzinnych ojcowie są nieraz delegowani przez swoje żony, które boją się konfrontacji i stawiania dzieciom granic, do roli strażników rodzinnych zasad i norm. Często ojcowie, którzy przegrali z żonami walkę o główną pozycję w rodzinie biorą odwet na dzieciach. W kontaktach z nimi pokazują swoją pozorną siłę i znaczenie. Nikt w rodzinie nie jest tylko tyranem albo ofiarą. W rodzinnym tańcu funkcjonujemy w różnych rolach i różne są przyczyna dla których te role podejmujemy. Najczęściej robimy to z lęku, próbując przez zdobywanie władzy nad bliskimi poprawiać swoje mocno nadwątlone poczucie wartości.
Z jednej strony oczekuje się od nich, że będą twardzi i silni, z drugiej ? żeby nawiązać więź z córkami, muszą rozumieć kobiecy świat. Łatwo się w tym pogubić.
Ciągle wracam do tej piaskownicy i jej okolic. Tam gdzie chłopak doświadczył akceptacji gdy czuł się słaby i bezradny oraz uznania gdy osiągał swoje małe sukcesy, tam jako dorosły nie ma kłopotu aby być, w zależności od sytuacji, silnym, stanowczym, lub delikatnym, ciepłym, akceptującym. Kimś kto pozwala sobie odczuwać niepokój i poszukiwać pomocy, także u swojej partnerki. W dorosłym życiu często pomocne są mężczyznom mądre kobiety, które dają im dużo miłości oraz potrafią stawiać granice, potrafią stanowczo konfrontować się ze swoimi partnerami. Taka zaakceptowana kobiecość potrafi zdziałać cuda dla rozwoju partnera, który w pewnych obszarach swojego życia może przeżywać kłopoty. Olbrzymim wsparciem dla mężczyzny jest właśnie taka mieszanka kobiecej siły i delikatności. Na nic się mężczyźnie natomiast nie przydaje ciągłe zapewnianie, że on sobie na pewno ze wszystkim poradzi. Przestraszona problemami mężczyzny kobieta, która jak mantrę powtarza: jesteś silny, osiąga wręcz odwrotny skutek. Mężczyźni odsuwają się od takich kobiet, czują się głęboko nie zrozumiani. Nie dość, że jest im ciężko ze względu na trudną sytuację, to jeszcze muszą pokazać swojej kobiecie, że szybko się ogarną i spełnią pokładane przez nią w nich nadzieje. Szybko się otrząsną i dadzą jej poczucie, że za chwilę wróci stan oparcia i poczucia bezpieczeństwa. Ten model wspierania mężczyzny jest bardzo podobny do doświadczeń jakie on przeżywał w kontakcie z wymagającą siły i sprawności matką we wspomnianej wcześniej piaskownicy. Głównie rodzi poczucie osamotnienia i niezrozumienia.
Z okazywaniem czułości i bliskości fizycznej też nie jest prosto. Uważa się, że to niemęskie?
W dodatku, kiedy córki stają się nastolatkami, ojcowie zaczynają się obawiać, że ich kontakt z córką się erotyzuje. Niektórzy ojcowie wycofują się wówczas z kontaktu fizycznego, często też psychicznego, bojąc się, że przytulanie może nieść jakąś komponentę erotyczną, być czymś nienormalnym. U wielu rodziców taka myśl budzi silny lęk. Także u matek w relacji z synami. Tymczasem dziewczyna może czuć się odrzucona. Jeśli w rodzinie nie ma tradycji rozmawiania o potrzebach i uczuciach często przyjmuje, że z jakiegoś tajemniczego powodu dla ojca przestała być ważna. Ten tajemniczy powód to oczywiście najczęściej jej braki i niedoskonałości, które jak sądzi, są dla wszystkich bardzo widoczne. Takie sytuacje trwają nieraz latami ? dwie osoby tęsknią za bliskim kontaktem i boją się o tym sobie powiedzieć.
Potrzebujemy być przytulane przez naszych ojców?
Oczywiście, pod warunkiem, że ojciec nie czuje się tym zawstydzony, ani zagrożony. Czuje się pewnie w kontakcie ze swoimi uczuciami, jest odporny na ich zewnętrzną ocenę. Jest to jednak delikatna sprawa, warto uważać aby nie przekraczać granic bliskości i jednocześnie być w tym kontakcie choć trochę spontanicznym. Delikatność i spontaniczność w okazywaniu uczuć to przecież podstawa tworzenia bliskości. Wtedy taki kontakt jest dobry i rozwojowy.
Dziś model ojcostwa ulega zmianie. Wymaga więcej wrażliwości, empatii, emocjonalnej elastyczności. Stare wzorce przestają być użyteczne.
W ogóle zmienia się stereotyp kulturowy bycia mężczyzną i kobietą. Odchodzi się od myślenia, że nasze zachowania wyznaczają pewne zasady społeczne i normy. Kobiety mogą być dzisiaj dyrektorami banków, mogą prowadzić samodzielne przedsiębiorstwa, w których pracuje kilkuset facetów i sobie świetnie dają radę. Przynajmniej w pewnych środowiskach kobiety odkryły silną stronę swojej osobowości. Natomiast mężczyźni mają olbrzymi kłopot. Bardzo trudno jest im przyjąć swoją wrażliwość, ale też bezradność i słabość. I minie jeszcze dużo czasu, zanim nauczą się je akceptować jako coś, co ich nie dyskwalifikuje. Zmienia się też model ojcostwa i macierzyństwa. W relacjach ojców z córkami coraz większą rolę zaczyna odgrywać bezpośredni kontakt. To, jacy ojcowie są ze względu na swoje uczucia, przekonania, na swój rodzaj męskości. Coraz mniej w tym są pomocne różne kulturowe wzorce mówiące jaki ojciec powinien być.
Mężczyźnie w roli rodzica jest trudniej niż kobiecie?
Nie sądzę aby im było trudniej niż kobietom. Też się boją czy są dobrymi ojcami, czy nie zaniedbują kontaktów z dziećmi poświęcając się pracy ? ktoś musi przecież zarabiać na dom. Ważne aby nie chcieli być idealnymi ojcami. Taka postawa zabija spontaniczność, rodzi stały niepokój czy spełniam wyśrubowane standardy ideału. Ojciec w pewnym momencie musi powiedzieć: taki jestem, tak przeżywam, tak czuję, to mam do dyspozycji dla swoich dzieci. Najczęściej, jeśli powie to szczerze i spontanicznie, okazuje się, że jego spontaniczne, zwyczajne zachowanie jest akceptowane i przydatne w kontaktach z dziećmi. Córki nie oczekują, że ich ojciec będzie najlepszym ojcem na świecie. Może popełniać błędy, od czasu do czasu zrobić nawet jakąś głupotę. Chodzi o to, żeby umiał o tym szczerze porozmawiać, powiedzieć, co czuje, czasami po prostu przeprosić. Ojcowie, którzy odkryli, że mogą się dzielić z bliskimi swoimi uczuciami i nie muszą być wspaniali, mają sukcesy jako rodzice.
Nie w tym rzecz, żeby od ojców, wychowujących córki oczekiwać rzeczy niewykonalnych. Chodzi o to, żeby byli, rozumieli, wspierali.
Tak naprawdę nie potrzebujemy rodziców, którzy są idealni. Jak powiedział kiedyś znany brytyjski psychoterapeuta D. W. Winnicott, mają być wystarczająco dobrzy. Strasznie trudno żyć u boku wspaniałego, idealnego rodzica ? ciągle porównywać się z nim i mieć poczucie, że nie dorasta mu się do pięt. Nie mówiąc już o ciągłym porównywaniu przez córkę kandydatów na chłopaka z którym się chodzi do wspaniałego ojca. Większość młodych mężczyzn nie ma wielkich szans aby wyjść zwycięsko z takiej konfrontacji. Stąd kłopoty wielu córek wspaniałych ojców w tworzeniu satysfakcjonujących związków z młodymi, niedoświadczonymi, dopiero startującymi do samodzielnego życia chłopakami. Ale na szczęście ojcowie, którzy mocno aspirują do takiej pozycji w życiu córek szybko pokazują swoje słabe strony. Już sama chęć takiego aspirowania jest często dla otoczenia czymś trudnym. Na szczęście mądre córki czasami się tym nie przejmują i śmiało krytykują swoich ojców. Pomagają im w ten sposób cieszyć się kontaktem z realnym światem wspólnych przeżyć i doświadczeń. Pozwalają im zrozumieć, że zasada ?lepsze jest wrogiem dobrego? może mieć zastosowanie także w życiu rodzinnym. Pozwala ojcom nie ?zaojcować? się na śmierć.