netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

26 309 odpowiedzi1 691 946 wyświetleńzałożony przez bez serca, 21.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Strony Poprzednia 1 … 287 288 289 290 291 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 18 721 do 18 785 z 26 310 ]

18 721

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Żabcia5 napisał/a:
Happyfull napisał/a:
Żabcia5 napisał/a:

Tata został osunięty na boczny tor, gdzie siedział cicho. Nie zrodziła się między nami żadna więź.

Czy nie podobienstwa do Twego karalucha ? Nie ma miedzy Wami tak samo zadnej wiezi sad

Absolutnie nie. Między mną a moim mężem były więzi. On był troskliwy i mnie wspierał. Wiele mówił i otrzymałam od niego dużo trafnych rad. On ma swoją dobrą stronę, szkoda tylko, że nie okazuje mi uznania, zrozumienia i szacunku. Są to przecież podstawowe potrzeby, których kobieta oczekuje w związku.

Ok Zabcia ja chce ta Twoja cala historie 20 to lecia pozycia z motylkiem, ktory zmienil sie w karalucha poczytac !!! Ja potrzebuje konkretow, bo na razie to gdybam ??? Pisz Zabcia, bo juz czekam i doczekac sie nie moge smile

18 722

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
pani_zupa napisał/a:
Happyfull napisał/a:

To daj sie soba zajac !!! Mama przyjezdza masz okazje !!! Jak juz nazbierasz sil to sama sobie bedziesz ta "nude" organizowac smile
Pisalam Ci: Idz na spacer i na lody. Obejrzyj Nietykalni a potem melise na dobranoc !!! Dobra organizacja ? Posluchasz mnie ???

Happy, cholera, weź zorganizuj turnus:) Będę myła szklanki po melisie, promise!!

A bedziecie sie mnie sluchac i nie marudzic ?I nie bedzie ciagle: Tak ale...on taki... no tak masz racje ale ja .....itd ??? tongue
Pisalam, ze nastepne spotkanie w puszczy smile To sie zdziczymy i wynudzimy tongue

ja będę słuchać, ja mądrzeje przecież i nie chcę pisać księgi cierpienia intelektualnego. Bleee
Chcę dziczy w puszczy

grrrr
smile

18 723

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
pani_zupa napisał/a:
Happyfull napisał/a:

To daj sie soba zajac !!! Mama przyjezdza masz okazje !!! Jak juz nazbierasz sil to sama sobie bedziesz ta "nude" organizowac smile
Pisalam Ci: Idz na spacer i na lody. Obejrzyj Nietykalni a potem melise na dobranoc !!! Dobra organizacja ? Posluchasz mnie ???

Happy, cholera, weź zorganizuj turnus:) Będę myła szklanki po melisie, promise!!

A bedziecie sie mnie sluchac i nie marudzic ?I nie bedzie ciagle: Tak ale...on taki... no tak masz racje ale ja .....itd ??? tongue
Pisalam, ze nastepne spotkanie w puszczy smile To sie zdziczymy i wynudzimy tongue

ja bym wolała jednak ten Ciechocinek, miesiąc byłoby super.
Ale drzemkę utnę sobie chyba. Leje jak sk...., spacer odpada. Tu jak lunie to koniec. Na moją mamę jeszcze muszę poczekać z 3 tygodnie, więc nie aż tak różowo.

Jak pania-zupe czytam, a wcześniej maszkaradę, i widzę te ich mielenie, zastanawiam się czym u mnie się to skończy. Skoro mnie nawet pójście spać stresuje.

18 724

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:
Happyfull napisał/a:
pani_zupa napisał/a:

Happy, cholera, weź zorganizuj turnus:) Będę myła szklanki po melisie, promise!!

A bedziecie sie mnie sluchac i nie marudzic ?I nie bedzie ciagle: Tak ale...on taki... no tak masz racje ale ja .....itd ??? tongue
Pisalam, ze nastepne spotkanie w puszczy smile To sie zdziczymy i wynudzimy tongue

ja bym wolała jednak ten Ciechocinek, miesiąc byłoby super.
Ale drzemkę utnę sobie chyba. Leje jak sk...., spacer odpada. Tu jak lunie to koniec. Na moją mamę jeszcze muszę poczekać z 3 tygodnie, więc nie aż tak różowo.

Jak pania-zupe czytam, a wcześniej maszkaradę, i widzę te ich mielenie, zastanawiam się czym u mnie się to skończy. Skoro mnie nawet pójście spać stresuje.

Ty już mnie nie czytaj
ja chcę być wesoła i mądra
nie mieląca i nieszczęsna

zjem se coś, tak bezmyślnie

dobrego popołudnia

18 725

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:

(..) zastanawiam się czym u mnie się to skończy. Skoro mnie nawet pójście spać stresuje.

Szczerze? Mnie tez sad Moze to jeszcze nie dno Raki ??? Raki a masz mozliwosc isc do psychologa tutaj ?
Moze na razie ciezka artyleria Ci potrzebna ? Antydepresanty ? Nie wiem pisze z wlasnego doswiadczenia !!! Jak juz myslenie boli to moze je jakas chemia zatrzymac a potem sie zobaczy ??? Co Ty na to ?

18 726 Ostatnio edytowany przez Happyfull (2013-03-17 17:32:38)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pani_zupa napisał/a:

zjem se coś, tak bezmyślnie
dobrego popołudnia

Smacznego smile Tym razem chyba nie zupe tongue
Znowu ten fioletowy wkurza !!!

18 727

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Wpadłam tylko na chwilkę w przerwie między pracami domowymi. Poczułam wiosnę i za porządki się wzięłam. Słońce sprowokowało mnie do tej pracy. Pajęczyny już nie straszą ( a były wszędzie big_smile tylko bez słońca niewidoczne), kwiatki dopatrzone, oskubane z zeschłych liści. Obiadek szybki, ale smakowity i wszystko to w rytm muzyki. W przerwie popijam pyszną, pachnącą zieloną herbatkę i z dumą spoglądam na błysk w około. Aaaaaa zrobiłam Tiramisu i znowu płynie sad . Wyjadać je można łychą lub wypijać big_smile. Spoko i o takiej konsystencji "wchodzi" smile - pychotka. Lody też lubię w postaci płynnej smile
Zostało mi jeszcze sprzątanie sypialni i kilka prań. Na wieczór koleżanka na plotki i fryzurkę się zapowiedziała.
Temperatury jeszcze na minusie, ale słoneczko już wprowadziło mnie w nastrój wiosenny smile

18 728

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:

Wpadłam tylko na chwilkę w przerwie między pracami domowymi. Poczułam wiosnę i za porządki się wzięłam. Słońce sprowokowało mnie do tej pracy. Pajęczyny już nie straszą ( a były wszędzie big_smile tylko bez słońca niewidoczne), kwiatki dopatrzone, oskubane z zeschłych liści. Obiadek szybki, ale smakowity i wszystko to w rytm muzyki. W przerwie popijam pyszną, pachnącą zieloną herbatkę i z dumą spoglądam na błysk w około. Aaaaaa zrobiłam Tiramisu i znowu płynie sad . Wyjadać je można łychą lub wypijać big_smile. Spoko i o takiej konsystencji "wchodzi" smile - pychotka. Lody też lubię w postaci płynnej smile
Zostało mi jeszcze sprzątanie sypialni i kilka prań. Na wieczór koleżanka na plotki i fryzurkę się zapowiedziała.
Temperatury jeszcze na minusie, ale słoneczko już wprowadziło mnie w nastrój wiosenny smile

No to pieknie Zofiu smile
Tiramisu bedzie zawsze troche plynac tongue Jest takie troche plynne smile Moze dodaj tez smietany jak Hm..pisala albo nie dodawaj jajek? Mi tam wychodzi takie jak w Italii smile
Buziaki smile

18 729

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
zofia282 napisał/a:

Wpadłam tylko na chwilkę w przerwie między pracami domowymi. Poczułam wiosnę i za porządki się wzięłam. Słońce sprowokowało mnie do tej pracy. Pajęczyny już nie straszą ( a były wszędzie big_smile tylko bez słońca niewidoczne), kwiatki dopatrzone, oskubane z zeschłych liści. Obiadek szybki, ale smakowity i wszystko to w rytm muzyki. W przerwie popijam pyszną, pachnącą zieloną herbatkę i z dumą spoglądam na błysk w około. Aaaaaa zrobiłam Tiramisu i znowu płynie sad . Wyjadać je można łychą lub wypijać big_smile. Spoko i o takiej konsystencji "wchodzi" smile - pychotka. Lody też lubię w postaci płynnej smile
Zostało mi jeszcze sprzątanie sypialni i kilka prań. Na wieczór koleżanka na plotki i fryzurkę się zapowiedziała.
Temperatury jeszcze na minusie, ale słoneczko już wprowadziło mnie w nastrój wiosenny smile

No to pieknie Zofiu smile
Tiramisu bedzie zawsze troche plynac tongue Jest takie troche plynne smile Moze dodaj tez smietany jak Hm..pisala albo nie dodawaj jajek? Mi tam wychodzi takie jak w Italii smile
Buziaki smile

Tak! następne będzie na bazie śmietany smile. Ta, którą miałam w lodówce poszła do spaghetti sad , ale spaghetti też pyszne było i opłacało się śmietankę mu poświęcić wink. Synek aż talerz wylizywał smile smile smile

18 730

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
raki napisał/a:

(..) zastanawiam się czym u mnie się to skończy. Skoro mnie nawet pójście spać stresuje.

Szczerze? Mnie tez sad Moze to jeszcze nie dno Raki ??? Raki a masz mozliwosc isc do psychologa tutaj ?
Moze na razie ciezka artyleria Ci potrzebna ? Antydepresanty ? Nie wiem pisze z wlasnego doswiadczenia !!! Jak juz myslenie boli to moze je jakas chemia zatrzymac a potem sie zobaczy ??? Co Ty na to ?

Mam nadzieję, że jednak dno.

Póki co jestem u psychologa on-line, wciąż niezakwalifikowana.Tylko nie wiem na ile się odsłaniam, bo przecież taka mądra jestem i wszystko wiem. Jak mnie wywalą, poszukam tutaj. Tylko jednak wolałabym po polsku, a raczej nie ma możliwości. Leki zresztą tylko psychiatra może przepisać.

Ta.... mnie kiedyś przepisano antydepresanty (przy tym rozwodzie chyba), to dostałam po nich takiego wyżu, że jeszcze gorzej. Byłam na maxa pobudzona, miałam wszystkie skutki uboczne i musiałam odstawić. Wtedy tak źle nie było, ale objawy podobne ta sieczka w mózgu.

Jem. Jutro jak nie pojadę z tym karaluchem (Boże chroń mnie). To będę starała się jakoś żyć. Może godziny sobie wyznaczę. Jem (codziennie gotuję sobie to samo) i zaczęłam brać ten prysznic, wyprałam. no żyję sobie. na razie w emocjach to mam sinus z cosinusem (właśnie pomyślałam, że może matematykę bym sobie odświeżyła), w głowie ??????? to już lepiej jak jestem jakaś załamana.

18 731 Ostatnio edytowany przez Żabcia5 (2013-03-17 17:58:27)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Zgodnie z Waszym życzeniem, dziewczyny napiszę trochę więcej, ale bardziej o mnie niż o moim związku, bo mężczyzny się nie zmieni, a mój mąż sam się nie zmieni, bo jak to bywa u choleryków uważa, że wszystko robi dobrze, a próby wytłumaczenia mu, że się myli mogą zakończyć się nawet kłótnią.

Jak czytam wątki na tym forum, to dowiaduję się o kobietach, których mężowie piją lub je biją, albo zdradzają. W moim związku nic takiego nie ma miejsca. Brak jest przede wszystkim szczęścia i przemoc emocjonalna.

Ja z moim mężem bardzo dużo ze sobą rozmawialiśmy. Piszę w czasie przeszłym, bo on już nie chce rozmawiać. Kiedyś w każdej rozmowie ja mówiłam to co on chciał usłyszeć. Składałam nie raz obietnice, których nie byłam w stanie dotrzymać. On i tak nie był zadowolony, a swoją irytację uzewnętrzniała wybuchami złości. Od niespełna pół roku ja staram się być sobą, a właściwie poszukuję swojego ja. Teraz nasze rozmowy są prawdziwymi szczerymi rozmowami, ale ostatnio on już nie chce rozmawiać, bo mnie takiej jak teraz jestem, czyli mnie prawdziwej i szczerej nie jest w stanie znieść.

W moim domu nie było kłótni ani nadużywania alkoholu, ale raczej też nie było miłości. Wiele wspomnień wyrzuciłam z pamięci, ale jedno pamiętam, że dom rodzinny działał na mnie de motywująco. Gdybym nie wyprowadziła się z niego i nie usamodzielniła w wieku 22 lat, to pewnie bym niczego w życiu nie osiągnęła. Wiele mi w tym pomógł mój mąż, bo był dla mnie wsparciem i w przeciwieństwie do moich rodziców uważał, że jestem w stanie do czegoś w życiu dojść.. Ceną jaką sama z własnej woli za to zapłaciłam było całkowite podporządkowanie się jemu. Przejęłam jego sposób życia i myślenia. Moje własne potrzeby, te które były sprzeczne z jego poglądami poszły w odstawkę. Żyliśmy sami ze sobą, bez znajomych, przyjaciół i prawie bez rodziny.

Przyszedł jednak czas, kiedy ja zaczęłam odczuwać braki w moim życiu. Zmieniłam pracę na etacie na własną firmę, co ograniczyło mi bardzo kontakt z ludźmi. We własnej firmie nie byłam już tak ceniona jak w pracy na etacie. W domu ciągłe niezadowolenie męża. Córka weszła w wiek dojrzewania i zaczęły się też niepowodzenia, bo jak ma mnie szanować jak tatuś nie szanuje i ciągle krytykuje moje sposoby wychowawcze. To wszystko wpłynęło na spadek własnej wartości.

Obecnie zaczyna wracać uśmiech na moją twarz. Na życie zaczynam patrzeć własnymi oczami. Kiedyś wartością dla mnie było mieć córkę, która się dobrze uczy i pracę która daje mi dużo pieniędzy i prestiż. Próżność. Teraz ważne, że zarabiam na własne utrzymanie i małe przyjemności, a córka jeśli będzie zdrowa, to jakoś sobie w życiu poradzi i nie musi mieć średniej powyżej 5.
Rozpisałam się, a to tylko wycinek mojej osoby.

18 732

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
Happyfull napisał/a:
zofia282 napisał/a:

Wpadłam tylko na chwilkę w przerwie między pracami domowymi. Poczułam wiosnę i za porządki się wzięłam. Słońce sprowokowało mnie do tej pracy. Pajęczyny już nie straszą ( a były wszędzie big_smile tylko bez słońca niewidoczne), kwiatki dopatrzone, oskubane z zeschłych liści. Obiadek szybki, ale smakowity i wszystko to w rytm muzyki. W przerwie popijam pyszną, pachnącą zieloną herbatkę i z dumą spoglądam na błysk w około. Aaaaaa zrobiłam Tiramisu i znowu płynie sad . Wyjadać je można łychą lub wypijać big_smile. Spoko i o takiej konsystencji "wchodzi" smile - pychotka. Lody też lubię w postaci płynnej smile
Zostało mi jeszcze sprzątanie sypialni i kilka prań. Na wieczór koleżanka na plotki i fryzurkę się zapowiedziała.
Temperatury jeszcze na minusie, ale słoneczko już wprowadziło mnie w nastrój wiosenny smile

No to pieknie Zofiu smile
Tiramisu bedzie zawsze troche plynac tongue Jest takie troche plynne smile Moze dodaj tez smietany jak Hm..pisala albo nie dodawaj jajek? Mi tam wychodzi takie jak w Italii smile
Buziaki smile

Tak! następne będzie na bazie śmietany smile. Ta, którą miałam w lodówce poszła do spaghetti sad , ale spaghetti też pyszne było i opłacało się śmietankę mu poświęcić wink. Synek aż talerz wylizywał smile smile smile

Ja mam taki sprawdzony przepis, jeszcze z wyborczej, jak dodawali kuchnie świata. Jest super włoskie (czyli tylko serek, jajka, cukier i wiadomo, bez żelatyn, śmietan itp). We Włoszech zawsze się też rozpływa. Ważne jest mascarpone, jak nie jest oszukane, będzie się trzymało lepiej. Zresztą, co za różnica z tym pływaniem. Liczy się smak smile a zawsze możesz zrobić np. gotowe porcje w kieliszkach lub salaterkach - też ślicznie wygląda.

18 733

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Żabcia5 napisał/a:

Rozpisałam się, a to tylko wycinek mojej osoby.

Kochana toz sie rozpisala tongue Troche i nic sad Zadnych konkretow !!! Siadaj i pisz wypracowanie ze szczegolami !!! narzeczenstwo, slub, narodziny corki, co Cie boli, co kochasz, co lubisz, plany na przyszlosc smile

18 734

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
Żabcia5 napisał/a:

Rozpisałam się, a to tylko wycinek mojej osoby.

Kochana toz sie rozpisala tongue Troche i nic sad Zadnych konkretow !!! Siadaj i pisz wypracowanie ze szczegolami !!! narzeczenstwo, slub, narodziny corki, co Cie boli, co kochasz, co lubisz, plany na przyszlosc smile

i w sumie miało być o Tobie, a wyszło o nim, że nie pije i nie bije, a i że Ci rad udzielał. To leć stopy całować.

18 735

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Przecież jak piszę o tym, że mi dobrych rad udzielał, to piszę o sobie, co ja z tego miałam a nie o nim smile
Dobrze jak chcecie to napiszę kilka szczegółów.

18 736

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
zofia282 napisał/a:

Od jakiegoś czasu umiem śmiać się z siebie, z niego i całego naszego chorego życia. Boli jedynie wspomnienie emocji jakie mi wtedy towarzyszyły, ale i one bledną z czasem wink

smile smile smile Czyli mozna sie smiac nawet po 26 latach z psychopata !!!!!!!!!!!!!!!  Czyli zywy dowod !!! smile smile smile

Można, można smile
Chociaż jestem okaleczona sad .
Mimo inwalidztwa umiem się śmiać smile

Ostatnio spotkałam się ze znajomym (dawnym księgowym eksa) . Uśmialiśmy się do łez opowiadając kilka anegdot o moim byłym. Usłyszałam między innymi, jak podpisując jakieś umowy, jednocześnie zapewniał mnie przez telefon, że nic nie będzie podpisywał big_smile.

Doceniam wolność, spokój i możliwość wyborów. Może dla innych to są małe i nieistotne rzeczy. Mnie one jednak cieszą i wystarczają. Nie muszę mieć całego świata u stóp. Wystarczy mi cisza, spokój i wzrastające poczucie własnej wartości.

18 737 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2013-03-17 18:52:53)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:
Happyfull napisał/a:
Żabcia5 napisał/a:

Rozpisałam się, a to tylko wycinek mojej osoby.

Kochana toz sie rozpisala tongue Troche i nic sad Zadnych konkretow !!! Siadaj i pisz wypracowanie ze szczegolami !!! narzeczenstwo, slub, narodziny corki, co Cie boli, co kochasz, co lubisz, plany na przyszlosc smile

i w sumie miało być o Tobie, a wyszło o nim, że nie pije i nie bije, a i że Ci rad udzielał. To leć stopy całować.

ha ha ha ha .......wmawiałam sobie, że właśnie powinnam stopy całować, bo nie bije, nie zdradza big_smile, awantur nie robi big_smile
I pił i zdradzał ale ja to pięknie usprawiedliwiałam ha ha ha i poważnie  ! głośno mówiłam, ja to mam szczęście big_smile. No i jak się z siebie nie śmiać smile smile smile

18 738

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Żabcia5 napisał/a:

Przecież jak piszę o tym, że mi dobrych rad udzielał, to piszę o sobie, co ja z tego miałam a nie o nim smile
Dobrze jak chcecie to napiszę kilka szczegółów.

Trudno pisać o sobie. Trudno przyznać się przed sobą i innymi.
DZiewczyny mają rację, napisz !!!!

18 739 Ostatnio edytowany przez raki (2013-03-17 20:01:38)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Czuję smutek, ,rozczarowanie. Nie rozumiem. Czuję się nieszczęśliwa.  I niechciana też.
I strach.
Takie chybs te uczucia.

Utrę sobie kogel-mogel.

********

Czy ktoś w ogóle zna sposób na to, co się ze mną dzieje. Mam ochotę sobie włosy z głowy rwać, napięcie jest tak silne, i co chwile inna wizja, inna decyzja. Takie poczucie, że się zaraz oszaleje. Poza tym napięciem, kluchą, niedobrze, bólem brzucha czasami, ściskaniem klatki.
Skupić mogę się na pracy max 15 minut.

18 740

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Chcecie poczytać to macie trochę mojej historii (jeśli ktoś chce na skróty to zapraszam do następnego mojego wpisu).

Poznaliśmy się na sylwestra u kolegi. Mieliśmy po 20 lat. Był mądry, inteligenty, przystojny , dobrze ubrany i dobrze tańczył. Przetańczyliśmy całą noc, ale później nie zawracałam sobie nim głowy, bo miałam przeczucie, że jak się spotkamy, to będziemy się spotykać, a dla mnie wtedy najważniejsze były egzaminy na studia. Borykałam się z zaległościami z matematyki. Wiedziałam, że on jest z niej doby i jednak postanowiłam się odezwać. I tak się zaczęło. Na studia dostaliśmy się razem. Gdy poznał trochę moich rodziców, to szybko stracił do nich szacunek.  Ja mu na to pozwoliłam, bo sama miałam do nich dużo żalu. Uważał, że oni mnie nie szanują, że nie przystosowali mnie do życia, że zaglądają w kieszeń mojego przyszłego teścia ...
Po roku wspólnego studiowania przeniosłam się na studia dzienne, żeby wyrwać się z domu. Widywaliśmy się w weekendy, ale za to na mojej stancji. Miałam trochę zaoszczędzonej kasy z prowadzonego wcześniej sklepu, więc jakoś to było. Rodzice dawali mi tylko na opłacenie stancji. Na czwartym roku studiów zamieszkaliśmy razem. Ja już pracowałam na etacie, a koleżanka dała mi cynk, że jest praca i tym sposobem mój mąż ją dostał. Później mi wymawiał, że musiała się w niej męczyć przez 5 lat i że nie mógł jej zmienić, bo moja praca była niestabilna i zmieniałam ją co 2-3 lata. Zmieniałam, bo chciałam, zawsze na lepszą. Zarabialiśmy wtedy tyle samo.

Postanowiliśmy kupić własne mieszkanie i wzięliśmy ślub. Niestety spółdzielnia popadła w kłopoty finansowe i mieszkania nigdy nie dostaliśmy. Wygrana sprawa sądowa i problemy z egzekucją. Pieniądze odzyskaliśmy po dwóch latach i straciliśmy kwotę odsetek. Oczywiście, to ja źle wybrałam spółdzielnie, Znalazłam kupca na wkład w tej spółdzielni, który pomimo jej złej sytuacji finansowej chciał jednak je kupić, ale mój mąż uznała, że to jest nie uczciwe i został z kłopotem. Później o dziwo przyznał, że chyba lepiej było wtedy sprzedać te udziały. W tym czasie chyba po raz pierwszy przekonałam się jak nerwowy potrafi być mój mąż. Bałam się, że zrobi krzywdę ludziom ze spółdzielni.

Powrócę jeszcze do naszego ślubu. Mój mąż źle wspomina to wydarzenia. Mieliśmy po 28 lat i ślub, a raczej małe przyjęcie zorganizowaliśmy sami i sami sfinansowaliśmy. Przed ślubem moja mama nas pobłogosławiła, choć wcześniej tego z nami nie uzgodniła. W kościele podczas składania życzeń przeprosiła mojego męża za wszystkie niestosowne wcześniejsze zachowania. To niektóre powody tego, że mój mąż źle wspomina to przyjęcie. Nigdy nie obchodzimy żadnej rocznicy. Mój mąż nie znosił moich rodziców. Odwiedzaliśmy ich bardzo rzadko. Nigdy niczego nie nie chciał od nich przyjąć. Mówi, że gdyby ich lepiej poznał przed ślubem, to nigdy by się ze mną nie ożenił. Czuje do nich wielką pogardę i mówi, że ja mu zaczynam ich przypominać.

W styczniu 1999 roku mąż przed wyjazdem w delegację zrobił straszną awanturę, bo zginęły druki delegacji. Jak zwykle ja byłam wszystkiemu winna, rzekomo wyrzuciłam je do śmieci. Zdecydował, że się rozwodzimy. Była to już kolejna zapowiedź rozwodu. Po jego wyjeździe dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Dziecko było planowane, ale miało być trochę wcześniej lub trochę później.

18 741

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Kolejne ponad 10 lat, to ciągłe sprzeczki. Zawsze mnie krytykował. W towarzystwie czułam się  skrępowana, bo czułam, że zachowuję się nieodpowiednio w jego mniemaniu. Nigdy nie pouczał mnie w obecności osób trzecich za wyjątkiem mojej córki. Nie mogę zaprzeczyć, że mąż był troskliwy i zawsze służył mi cenną radą kiedy byłam w potrzebie. Nigdy jednak nie miał dla mnie wystarczająco dużo czasu, żeby mnie wysłuchać. Miał pretensje, że mówię o swojej pracy, a ja potrzebowała słuchacza. Nie koniecznie rozwiązania problemu, tylko żeby ktoś mnie zrozumiała, że ja też mam swoje życie i troski. Opowiadając mu o chwilach spędzonych bez niego chciałam, żeby chwile te stawały się naszymi wspólnymi. Ale on nie odczuwał takiej potrzeby, natomiast o swojej pracy opowiadał, a ja z pokorą słuchałam. Podobno on opowiadał z umiarem a ja za dużo. Nie słyszałam pochwał i nigdy słowa przepraszam. Ostatnio miałam bardzo dobry dzień w pracy. Dostałam z polecenia nowego klienta. Podczas rozmowy chciał poznać moje zdanie na pewien swój pomysł co do przeznaczenia części pewnej nieruchomości (to zupełnie nie moja branża). Przedstawiałam mu swój pomysł, który przypadł mu do gustu i zaproponował mi, żebym się nim zajęła a zyskiem się podzielimy. Był to wynik pewności siebie, o którą ostatnio tak walczę. Pierwsze dowody na dowartościowanie, a mój mąż, gdy z nim się podzieliłam tą radosną dla mnie nowiną zgasił mnie totalnie. Powiedział, że nie ma się z czego cieszyć, bo już się nie raz cieszyłam i nic z tego nie wyszło. Od razu podważył czy ja sobie z tym poradzę.

Jak już wspomniałam, nie obchodzimy żadnych rocznic. Mąż ma takie rewelacyjne wyczucie, że potrafi spaprać każdą okazję do świętowania. Może przykład z naszą córką. W sobotę wrześniową były jej urodziny. Przypominałam tydzień wcześniej, przypominałam kilka dni wcześniej, ale nie przypomniałam w piątek. Rano w sobotę zamiast życzeń mój mąż urządził awanturę. Córka załamana, ja zapłakana. I tak zdarza się niejednokrotnie z okazji imienin, urodzin czy choćby dnia kobiet albo świąt. Z drugiej strony na imieniny, urodziny czy gwiazdkę mój mąż robi mi piękne prezenty o ile nie zapomni i nie zrobi wcześniej awantury.

Najbardziej brakuje mi kontaktu z ludźmi i rodziną. Dwa lat temu postawiłam na zmianę. Dość miałam docinań męża, że ja nie potrafię nawiązać z ludźmi relacji. Zaczęłam sam spotykać się z ludźmi. Brałam udział, a nawet sama byłam współorganizatorką spotkań networkigowych. Wyjścia 2-4 w tygodniu. Mój mąż czekał tylko kiedy poniosę porażkę, bo przecież nie potrafię dogadywać się z ludźmi. Nic takiego się nie stało. Było cudownie. Problem tylko był z nawiązaniem bliższych znajomości. Bo mężowi by oni nie pasowali, nie marnowałaby na nich czasu, a  sama mogłam spotykać się na babskich wieczorkach z singielkami.
Mój mąż nie utrzymuje kontaktów ze swoją rodziną za wyjątkiem rodziców i sporadycznie z rodziną siostry. Do mojej rodziny pojechaliśmy kilka razy, ale oni do nas nie mogli się wybrać. Wydaje mi się, że to przez mojego męża, bo wcześniej miałam bardzo dobre kontakty z moją rodziną. Wszystko urwało się gdy go poznałam. Mąż w towarzystwie potrafi się dobrze zachować, lecz ma bardzo wyrazistą mimikę twarzy i obawiam się, że czasami może nie potrafi ukryć swego niezadowolenia.  Cdn.

18 742 Ostatnio edytowany przez pani_zupa (2013-03-17 21:03:39)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:

Czuję smutek, ,rozczarowanie. Nie rozumiem. Czuję się nieszczęśliwa.  I niechciana też.
I strach.
Takie chybs te uczucia.

Utrę sobie kogel-mogel.

********

Czy ktoś w ogóle zna sposób na to, co się ze mną dzieje. Mam ochotę sobie włosy z głowy rwać, napięcie jest tak silne, i co chwile inna wizja, inna decyzja. Takie poczucie, że się zaraz oszaleje. Poza tym napięciem, kluchą, niedobrze, bólem brzucha czasami, ściskaniem klatki.
Skupić mogę się na pracy max 15 minut.

mnie banalnie pomógł magnez łykany w maksymalnych dawkach- to tak na pierwszy rzut
czy masz możliwość pójścia jednak do psychiatry jak Happy radziła? Terapia, ok, czytanie, mielenie
ale może coś Ci się dzieje na dziś z serotoniną i pochodnymi, może warto właśnie w tej chwili sobie pomóc, żeby nie popaść w paranoję- ale nie tą powszechnie używaną w żartach
zamów też może z Polski Validol ziołowy na ataki ściskania klatki, pomaga, ma mentol i rozluźnia klatę i duszności
i wspomniana melisa- z dwóch torebek słodzona miodem

trzymaj się

18 743

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
beosa napisał/a:
pani_zupa napisał/a:

wiesz, ja 8 lat okazywałam radość, smutek, gniew, podniecenie, ciekawość, zadumę- byłam sobą. Nic nie udawałam, oddałam swoje podbrzusze jak nieświadomy zagrożenia kotek. Całej jego rodzinie- są ludzie, którym tego oddawać zwyczajnie nie wolno. Którzy patrzą zimnym wzrokiem i w lukrowanych słowach dają ci w pysk, im bardziej pokazujesz, że ci zależy na "rozwiązaniu, wyjaśnieniu".
Pisze to z mojej perspektywy, tej, która okazywała uczucia po kokardkę, rozumiem, że u każdego wygląda to inaczej.
U mnie ów chłód jest właśnie doskonałym ćwiczeniem na nagrobku tego co mam.

22 lat potrzebowałam żeby przeistoczyć się z kotka w lwicę. smile
Ja traktowałam teściową jak drugą matkę.Do czasu.Dopóki nie wykorzystała moich zwierzeń na temat domu rodzinnego.Szybko stanęłam na łapkach.Nie odsłaniałam się więcej.
Ale dziś słyszę,że jestem nieprzystępna,że nikt mnie nie lubi,nikt nie chce przyjść.Kotek pokazał pazurki?Niegrzeczny kotek smile Paszoł won!

Zaraz,zaraz,ale ja jednak wciąż się odsłaniam. sad
Tu na forum,w pracy,u Mamy...
Tylko teraz jest tak jak napisałaś.Robię to ze świadomością,że ludzie są nie tylko dobrzy i uczciwi.Jestem bardziej czujna i wcześniej staram się wybadać grunt.
A jeśli nie rozpoznam wroga i ten zaatakuje,nie będę rozpaczać tylko powiem co o nim myślę i pokażę ...odwłok. I może mnie pocałować... smile

Widzisz beosa, to co Ty robisz jest zupełnie normalnym zachowaniem. Żeby zjednać sobie ludzi trzeba się na nich otworzyć. Zwłaszcza kobiety potrzebują się wygadać. Dobrze jest chcieć mówić i  umieć słuchać. Mój maż wychodzi z założenia, że nie można się przed ludźmi otwierać, bo ludzie to wykorzystają. Jest również bardzo drażliwy. Kiedyś czół się ciężko znieważony, bo mój wujek stanął do niego tyłem, gdy rozmawiał ze mną.
Inna rzeczą, której nie mogę pojąć jest jego opanowane zachowanie w stosunku do innych. U teściów jego siostra swego czasu zachowywała się niestosownie, tak na pograniczu dopuszczalnej normy, dobrego smaku. Dlaczego wtedy się na nią nie wydrze tak jak to robi w stosunku do mnie, albo chociaż nie powiedział jej coś do słuchu tak jak to dobrze potrafi robić w domu, tylko się obrazi.

18 744

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pani_zupa napisał/a:
raki napisał/a:

Czuję smutek, ,rozczarowanie. Nie rozumiem. Czuję się nieszczęśliwa.  I niechciana też.
I strach.
Takie chybs te uczucia.

Utrę sobie kogel-mogel.

********

Czy ktoś w ogóle zna sposób na to, co się ze mną dzieje. Mam ochotę sobie włosy z głowy rwać, napięcie jest tak silne, i co chwile inna wizja, inna decyzja. Takie poczucie, że się zaraz oszaleje. Poza tym napięciem, kluchą, niedobrze, bólem brzucha czasami, ściskaniem klatki.
Skupić mogę się na pracy max 15 minut.

mnie banalnie pomógł magnez łykany w maksymalnych dawkach- to tak na pierwszy rzut
czy masz możliwość pójścia jednak do psychiatry jak Happy radziła? Terapia, ok, czytanie, mielenie
ale może coś Ci się dzieje na dziś z serotoniną i pochodnymi, może warto właśnie w tej chwili sobie pomóc, żeby nie popaść w paranoję- ale nie tą powszechnie używaną w żartach
zamów też może z Polski Validol ziołowy na ataki ściskania klatki, pomaga, ma mentol i rozluźnia klatę i duszności
i wspomniana melisa- z dwóch torebek słodzona miodem

trzymaj się

Będzie mnie to dużo kosztowało wysiłku, ale... -skontrolujcie mnie jutro, nie jutro, we wtorek, jutro święto przecież tutaj...
pójdę po ten magnez, melisę, zobaczę skład tego, o czym mi piszesz i może znajdę coś podobnego, jak nie, to zamówię z pl. (może jutro znajdę aptekę czynną 24h, ale o dziwo tu takich prawie nie ma).

Udam się też do lekarza pierwszego kontaktu (nawet nie wiem, gdzie mam przychodnię, bo do tej pory nic mi nie było), bo tak czy siak chcę zrobić wszystkie możliwe badania na choroby weneryczne, hiv, więc zrobię tez całą resztę Przyznam się do sytuacji i zapytam o psychiatrę. Chyba na za wiele prób się wystawiłam z tym facetem. Boli też w sumie dalej, że dałam to sobie zrobić.

Dzięki zupa. Dzięki, że jesteście.

A Ty z tym Twoim w końcu rozmawiałaś?

18 745

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Żabcia5 napisał/a:
beosa napisał/a:

Ja traktowałam teściową jak drugą matkę.Do czasu.Dopóki nie wykorzystała moich zwierzeń na temat domu rodzinnego.Szybko stanęłam na łapkach.Nie odsłaniałam się więcej.
Ale dziś słyszę,że jestem nieprzystępna,że nikt mnie nie lubi,nikt nie chce przyjść.Kotek pokazał pazurki?Niegrzeczny kotek smile Paszoł won!

Widzisz beosa, to co Ty robisz jest zupełnie normalnym zachowaniem. Żeby zjednać sobie ludzi trzeba się na nich otworzyć. Zwłaszcza kobiety potrzebują się wygadać. Dobrze jest chcieć mówić i  umieć słuchać. Mój maż wychodzi z założenia, że nie można się przed ludźmi otwierać, bo ludzie to wykorzystają. Jest również bardzo drażliwy. Kiedyś czół się ciężko znieważony, bo mój wujek stanął do niego tyłem, gdy rozmawiał ze mną.
Inna rzeczą, której nie mogę pojąć jest jego opanowane zachowanie w stosunku do innych. U teściów jego siostra swego czasu zachowywała się niestosownie, tak na pograniczu dopuszczalnej normy, dobrego smaku. Dlaczego wtedy się na nią nie wydrze tak jak to robi w stosunku do mnie, albo chociaż nie powiedział jej coś do słuchu tak jak to dobrze potrafi robić w domu, tylko się obrazi.

To proste.Boi się siostry,a może matki tak jak mój.No i pokazałby prawdziwe oblicze. smile
Mój dla nich to niespotykanie spokojny człowiek,niemowa,a w stosunku do mnie...
Dziwne,ale on też ma szurniętą,nadpobudliwą siostrę,która nie ma szacunku nawet dla własnej matki,gdy ta ma na przykład odmienne zdanie.

Kiedy druga siostra jm przyszła do mnie z pretensją,że jestem znerwicowana?,nie panuję nad nerwami,że może psycholog by mi się przydał (mówię byłam,ile razy?-trzy.Mało, ja BYŁAM PIĘĆ smile inteligenta osóbka nie?).
Dałam przykład pierwszej siostry.OOO,ona to już całkiem wariatka!
To powinniście rozumieć i mnie,szczególnie,że twój brat(mój jm) daje mi popalić.
Odpowiedź: to jest co innego, ona taka jest,zawsze taka była,trzeba przymknąć oko.

Porąbana rodzinka...

18 746

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Nooo - postaram się nadrobić, ale pewnie nie dziś, bo się znowu przetleniłam smile
Trochę już poczytałam, ale jest tego tyle, że postanowiłam napisać to, co mi się od wczoraj jeszcze "tłucze".

Nie jedne już raz przeczytałam i usłyszałam, że podziwiacie mnie że jestem w stanie z nim mieszkać. Moje odczucia?
Wiecie, że mieszkam, a nie że chcę, tylko muszę i czekam na kupca mieszkania smile
Co mi dał ten czas? To mocno zabrzmi, ale....
Pewność, że z nim nie będę. Brak tęsknoty za nim. Trzeźwe spojrzenie na osobnika.
Było cholernie ciężko. Wszelkie emocje na początku przeżywa się podwójnie czy potrójnie bo on jest obok - na wyciągnięcie ręki. A go nie ma. Poza wspomnieniami jest jeszcze rzeczywistość i codzienność - i ta jest wspaniała, bo nie daje "odjechać" i marzyć, zeby znowu być razem. Bije w oczy, uszy, nos. Bije prawda, jaki to był związek. Przecież on odchodząc się nie zmienił. Jest taki sam a nawet bardziej sobą, bo nie musi udawać nawet przed samym sobą że mu na czymś czy na kimś zależy. Mnie to daje wiele smile
Zaczynam rozumieć dlaczego tak chcą tęsknić kobiety, które z byłymi nie mieszkają. Bo brakuje realności i codzienności. Bo człowiek zawsze mimo wszystko stara się pamiętać dobre i to sobie przypomina. To tak jak u Beosy - jej karaluch jest przewidywalny i aktualnie niezbyt agresywny siłowo. Ale był - przypomniała sobie... I może być dalej.
Niektóre z poprzednich dni, tygodni - były dla mnie cholernie ciężkie. I chyba mając odniesienie do pierwszego małżeństwa - dużo łatwiejsze.... Tamtego pamiętałam i wspominałam przez dwa lata, skłamałam na sprawie rozwodowej że nie kocham, ale to ja pozew złożyłam. Odreagowywałam okropnie...
Tak już  nie będzie smile Już się nie mam co tego tak bać, bo ta obawa przed samą sobą cały czas we mnie była... smile
Ja w rezultacie odreagowałam nie jednym wrzaskiem na niego w międzyczasie, jakąś dyskoteką, czymś tam. Ale od dłuższego czasu raczej mam wrażenie że organizuję swoje życie po prostu dla siebie... Wróciła ciekawość życia, siebie i ludzi po prostu... Ja czuję, że to jeszcze nia ja tamta, sprzed lat kiedy czułam się rewelacyjnie ze sobą, taką jaką byłam. Ale już nie ta z września wink
Jeszcze taki mało subtelny przykład o tym jak sami siebie kreujemy "na nie" - pomimo tego co nam inni mówią smile
Mam manię nie przymierzania bluzek w sklepach. Zawsze łapię "L", bo standardem zawsze po ciąży miała kilkanaście kilo więcej. Już zdążyłam sobie kupić kilka za dużych w ciągu ostatniego czasu także smile Jedna to mi sięga aktualnie prawie do kolan wink Ale wczoraj zabrałam z wieszaka "M" i dzielnie udałam się do przymierzalni. Nie wzięłam "L", co już było sukcesem, a jeszcze przymierzanie? wink No - była dobra oczywiście smile Skutek taki, że najbliższe lato będę wyglądać tylko połowicznie dobrze,  bo mi się dekolty na ramiona w niektórych odzieniach obsuwają wink Hehehe smile

A! Jeszcze zauważyłam, że Raki pisała o tym te ż, że nawet będąc świadome - powtarzamy błędy, zapominamy. Też myślałam... Dlaczego? Bo człowieka zawsze gubi pewność. Poczucie się pewnym i jednoczesne odrzucenie "pracy nad sobą" - chyba zawsze spowoduje powtórzenie poprzednich błędów, choć w innych wersjach... To trochę jak z każdą umiejętnością - co z tego, że znałam angielski nieźle, skoro przez wiele lat go w ogóle nie używałam? Fakt - dość szybko da się przypomnieć większość, w końcu tak działa mózg, ale ..... zapytana po angielsku dziś o drogę na dworzec, potrafiłabym jedynie pokiwać głową i powiedzieć, że nie znam angielskiego wink Stąd Raki - dość szybko uważam, że zaczniesz wychodzić na prostą, potrzebujesz tylko kilku bodźców do przypomnienia sobie... Stąd Happy nie wlazła w długoletnią relację tym razem...
Nie? wink
Więc potknięcia są możliwe, ale to już nie będą totalne upadki. Już nie trzeba zbierać szufelką.

18 747

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Żabcia5 napisał/a:

Mnie nie chodzi o to co on robi, a czego nie robi, tylko o to jak mam przekonać się czy ze mną jest wszystko w porządku. W chwilach takich ja ta powinnam móc na niego liczyć, a tu jestem zupełnie sama. Ostatnio wiele czytam i wydaje mi się, że rozumiem dlaczego jest mi tak źle, ale on to wszystko podważa, a ja nie mam żadnego innego potwierdzenia. Psycholog, czy ona jest obiektywna, może mówi to co chce usłyszeć, żebym czuła się dobrze i poczuła się dowartościowana. Nigdy nie ocenia nikogo i to dobrze, ale czy ona będzie umiała mi powiedzieć, czy ja jestem normalna? Na pewno ją o to zapytam we wtorek, ale to może mnie nie przkonać.

Przy nim to się nigdy nie przekonasz.
Przecież dla jego spokoju psychicznego najwłaściwszym jest uważanie, iż jesteś z lekka trąchnięta i nie ma w Tobie nic wartościowego. W dodatku wykorzystuje to dziecko, bo fakt, w taki wieku jest.
Ja mojej starszej córy nie przeciągam na swoją stronę, ani on na swoją. Młodszych też. Ja po prostu jestem, jaka jestem.  Starsza choć się jeszcze rzuca, ale widzę, że ma wewnętrzne przeświadczenie, że jednak ja jestem normalnie normalna. Mama pogada, zatroszczy sie o fajne buty i towarzystwo koleżanek na weekend (no bo to wiek sypiania u siebie smile ). Upiecze pizzerinki i da na oranżadę. Ściągnie z netu teksty piosenek i materiały na szkolną prezentację. Wywali zawartośc wszystkich szafek na środek pokoju, dołoży do tego na wpół pełne talerze i szklanki i nie odezwie się słowem, dopóki palcem nie sprawdzi, czy rzeczywiście jest porządek wink
Tata kupi chipsy i.... będzie ją na siłę informował o aktualnych wynikach sportowych. Poza tym nic. Jak jechałam do Z-ca, to Niuniek się cieszył - o rany ale będę miała wolny weekend, tata to nawet raz do mnie do pokoju nie zajrzy i nie karze mi sprzątać wink

I szczerze? Ja się nie pytam terapeutki, jaka ja jestem. Zresztą moja zaraz by odpowiedziała - a jak Pani uważa, jaka Pani jest? I pewnie zaraz by dodała, ze ona zastrzegła, ze nie będzie dla mnie dobroduszną mamą wink

To JA mam wiedzieć jaka jestem i być pewna tego co wiem. Dlatego nie działa na mnie to, co mówią o mnie inni smile To ja muszę siebie znać. Pewnie - miło mi usłyszeć coś miłego. Ale na szczęście szybko zapominam smile
Moje o mnie samej zdanie jest najważniejsze!

18 748

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Żabcia5 napisał/a:

Ja nie chcę go zmieniać. Już dawno zrozumiała, że to się nie uda. Mężczyzna sam powinien wiedzieć, że dla dobra związku powinien się zmienić. Gdy do niego dotarło, że chcę rozwodu, to postanowił mnie nie wyzywać, ale co z tego nic nie odbuduje w nim szacunku do mnie. Dosyć o nim. Ja muszę znaleźć potwierdzeni, że jestem lub nie jestem normalna. Tylko jak to zrobić. Bez rodziny, przyjaciół i znajomych?

Jak?
Samej.
Tak jest najprościej, a nie wieszać się ponownie na kimś. Byle tylko  nie poczuć oparcia w sobie.
Byle by potem, za chwilę, za jakiś czas znowu wpaść z kretesem w relację uzależnienia od kogoś.

18 749

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Żabcia5 napisał/a:
Happyfull napisał/a:
Żabcia5 napisał/a:

To, że mąż mnie nie szanuje, to wiem, bo tak to już jest z cholerykami, którzy uważają, że jedyna ich wada to wybuchowość.

Nie szanuje bo Ty sie nie szanujesz !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Zabcia a jest ktos, kto Cie szanuje w Twoim bliskim otoczeniu ???

Tak, jest ktoś taki.
Poza tym szanuje mnie wiele osób w życiu zawodowym, a ludzie nowo poznaniu też nie okazują mi pogardy. Podczas rzadkich kontaktów z rodziną, też nie zauważył żadnej zniewagi może za wyjątkiem mojego ojca.

Czy psycholog wie, domyśla się, że powtarzasz schemat z dzieciństwa i z relacji - dziecko - rodzic?

18 750

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Żabcia5 napisał/a:
Happyfull napisał/a:
Żabcia5 napisał/a:

Tak, jest ktoś taki.
Poza tym szanuje mnie wiele osób w życiu zawodowym, a ludzie nowo poznaniu też nie okazują mi pogardy. Podczas rzadkich kontaktów z rodziną, też nie zauważył żadnej zniewagi może za wyjątkiem mojego ojca.

No widzisz smile Nie taka Zabcia straszna jak ja karaluchy maluja smile A wiesz, ze na partnerow wybieramy sobie facetow podobnych do ojcow ?

O nie co to to nie. U mnie zadziałało to w odwrotnym kierunku. Mój mąż jest tym czym mój ojciec nigdy nie był.

Ale także Cię nie szanuje. Nie powtarza się schamtu wiernie. Powtarza się efekt, a szukasz tego samego efektu.
W dzieciństwie był alkohol czy przemoc?

18 751

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
beosa napisał/a:

To proste.Boi się siostry,a może matki tak jak mój.No i pokazałby prawdziwe oblicze. smile
Mój dla nich to niespotykanie spokojny człowiek,niemowa,a w stosunku do mnie...
Dziwne,ale on też ma szurniętą,nadpobudliwą siostrę,która nie ma szacunku nawet dla własnej matki,gdy ta ma na przykład odmienne zdanie.

Kiedy druga siostra jm przyszła do mnie z pretensją,że jestem znerwicowana?,nie panuję nad nerwami,że może psycholog by mi się przydał (mówię byłam,ile razy?-trzy.Mało, ja BYŁAM PIĘĆ smile inteligenta osóbka nie?).
Dałam przykład pierwszej siostry.OOO,ona to już całkiem wariatka!
To powinniście rozumieć i mnie,szczególnie,że twój brat(mój jm) daje mi popalić.
Odpowiedź: to jest co innego, ona taka jest,zawsze taka była,trzeba przymknąć oko.

Porąbana rodzinka...

Widzisz jak dziwni są ludzie. Mój mąż na pewno nie boi się siostry ani matki. Nie wybuchnie, bo  ujawniłby, że jest gniewny jak jego ojciec. Aby uniknąć takich starć z siostrą unika z nią kontaktu.
Teście nie mają zielonego pojęcia, że u nas coś nie gra. Teściowa nie wie, że jej syn tak jak ona przez całe życie zapowiada, że się rozwiedzie. Gdybym ośmieliła się na szczerość i powiedziała teściom co się dzieje między nami, to chyba w moim związku pojawiłaby się przemoc fizyczna.

Moja teściowa, to kobieta, zadbana, elegancka czym mi imponowała. Nigdy się nie wtrącała w nasze życie. Na początku była idealna, bo jej córka była z paskudnym człowiekiem, który wręcz zabraniała jej kontaktu z rodzicami. Przyszedł kres jej wytrzymałości, gdy pojawiła się u niej choroba i potrzebna była pilnie operacja, a mąż nie chciał dać pieniędzy. Po rozwodzie prze pewien czas siostrzyczka była sama i cała rodzinka była idealna. Po ponownym  zamążpójściu wszyscy się pogorszyło.

18 752

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

zabka-k

Aż przyjemnie się Ciebie czyta z tym całym optymizmem smile
W sumie masz rację z tym mieszkaniem. To, że wiesz i widzisz jest najlepsze, co mogło Ci się przytrafić. Ja dzięki kontaktowi i paru inny rzeczom, przestaję go pragnąć, bo on mi nic nie może zaoferować poza swoimi pieniędzmi (których i tak nigdy nie brałam) i... uwaga tymi górami i nartami. I przed chwilą doszłam do wniosku, że najbardziej to mi tych nart turowych szkoda z całego tego rozstania.
Ile on musi być wart, skoro tylko tyle miał mi fajnego do zaoferowania.
To kochanie w nieskończoność jest okropne - i Ty go nie masz smile

18 753 Ostatnio edytowany przez zabka-k (2013-03-17 23:07:09)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pani_zupa napisał/a:
Happyfull napisał/a:
raki napisał/a:

I tak pomyślałam, NIE, ja POCZUŁAM, że tym co by mi mogło pomóc byłby jakiś porządek. Wstaje, myje się, jem, pracuję od do i robię tyle ile dam radę, wracam, jem, odpoczywam, coś tam robię, idę spać. Tylko to ktoś by mi musiał zorganizować. No i niestety średnio to realne. Ale czuję, że wtedy bym wypoczęła.

To daj sie soba zajac !!! Mama przyjezdza masz okazje !!! Jak juz nazbierasz sil to sama sobie bedziesz ta "nude" organizowac smile
Pisalam Ci: Idz na spacer i na lody. Obejrzyj Nietykalni a potem melise na dobranoc !!! Dobra organizacja ? Posluchasz mnie ???

Happy, cholera, weź zorganizuj turnus:) Będę myła szklanki po melisie, promise!!

Zeżarło mi jak napisałam, że Happy taki turnus zorganizuje, że nawet melisy Ci nie będzie trzeba:) Spokojny głos i spostrzegawczość... Po kiego melisa? smile

18 754

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
Żabcia5 napisał/a:

Mnie nie chodzi o to co on robi, a czego nie robi, tylko o to jak mam przekonać się czy ze mną jest wszystko w porządku. W chwilach takich ja ta powinnam móc na niego liczyć, a tu jestem zupełnie sama. Ostatnio wiele czytam i wydaje mi się, że rozumiem dlaczego jest mi tak źle, ale on to wszystko podważa, a ja nie mam żadnego innego potwierdzenia. Psycholog, czy ona jest obiektywna, może mówi to co chce usłyszeć, żebym czuła się dobrze i poczuła się dowartościowana. Nigdy nie ocenia nikogo i to dobrze, ale czy ona będzie umiała mi powiedzieć, czy ja jestem normalna? Na pewno ją o to zapytam we wtorek, ale to może mnie nie przkonać.

Przy nim to się nigdy nie przekonasz.
Przecież dla jego spokoju psychicznego najwłaściwszym jest uważanie, iż jesteś z lekka trąchnięta i nie ma w Tobie nic wartościowego. W dodatku wykorzystuje to dziecko, bo fakt, w taki wieku jest.
Ja mojej starszej córy nie przeciągam na swoją stronę, ani on na swoją. Młodszych też. Ja po prostu jestem, jaka jestem.  Starsza choć się jeszcze rzuca, ale widzę, że ma wewnętrzne przeświadczenie, że jednak ja jestem normalnie normalna. Mama pogada, zatroszczy sie o fajne buty i towarzystwo koleżanek na weekend (no bo to wiek sypiania u siebie smile ). Upiecze pizzerinki i da na oranżadę. Ściągnie z netu teksty piosenek i materiały na szkolną prezentację. Wywali zawartośc wszystkich szafek na środek pokoju, dołoży do tego na wpół pełne talerze i szklanki i nie odezwie się słowem, dopóki palcem nie sprawdzi, czy rzeczywiście jest porządek wink
Tata kupi chipsy i.... będzie ją na siłę informował o aktualnych wynikach sportowych. Poza tym nic. Jak jechałam do Z-ca, to Niuniek się cieszył - o rany ale będę miała wolny weekend, tata to nawet raz do mnie do pokoju nie zajrzy i nie karze mi sprzątać wink

I szczerze? Ja się nie pytam terapeutki, jaka ja jestem. Zresztą moja zaraz by odpowiedziała - a jak Pani uważa, jaka Pani jest? I pewnie zaraz by dodała, ze ona zastrzegła, ze nie będzie dla mnie dobroduszną mamą wink

To JA mam wiedzieć jaka jestem i być pewna tego co wiem. Dlatego nie działa na mnie to, co mówią o mnie inni smile To ja muszę siebie znać. Pewnie - miło mi usłyszeć coś miłego. Ale na szczęście szybko zapominam smile
Moje o mnie samej zdanie jest najważniejsze!

Ach zabka-k wiele mądrych rzeczy napisałaś.
Będzie mi bardzo trudno zrozumieć czy jestem normalna będąc z nim choć teraz to raczej obok niego. Jeśli ja okażę się normalna to znaczy, że z nim jest coś nie tak. Był zawiedziony, że moja psycholożka nie skierowała mnie do psychiatry.

Świetnie piszesz o tym co robisz z dziećmi. To nie pierwszy raz to dostrzegłam. Widzisz u mnie jest pewien problem chyba z tym, że moja córka jest jedynaczką. Ja też byłam, ale takich problemów nie miała. On musi mieć w domu sprzymierzeńca i wroga. Role te przypisuje rodzicom, tylko, że nie na stałe tylko zamiennie. Raz jest moją przyjaciółką innym razem taty.

Moja psycholożka nigdy nie ocenia ani mnie ani mojego męża i chyba tak powinno zostać.
Przeraża mnie to, że mój mąż uważa, że ja coś mówiła, a ja uważam, że tego nie mówiłam. Ktoś tu jest psychiczny.

18 755 Ostatnio edytowany przez Happyfull (2013-03-17 23:17:00)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
pani_zupa napisał/a:
Happyfull napisał/a:

To daj sie soba zajac !!! Mama przyjezdza masz okazje !!! Jak juz nazbierasz sil to sama sobie bedziesz ta "nude" organizowac smile
Pisalam Ci: Idz na spacer i na lody. Obejrzyj Nietykalni a potem melise na dobranoc !!! Dobra organizacja ? Posluchasz mnie ???

Happy, cholera, weź zorganizuj turnus:) Będę myła szklanki po melisie, promise!!

Zeżarło mi jak napisałam, że Happy taki turnus zorganizuje, że nawet melisy Ci nie będzie trzeba:) Spokojny głos i spostrzegawczość... Po kiego melisa? smile

Spokojny glos ?? Dobrze, ze mnie w akcji nie widzialas tongue Raki to sie mojego avatara boi tongue Oko na sznurku tongue Wszystko widze i wykrzyknikami wnerwiam tongue Jak trzeba to i melise zaaplikuje !!! big_smile

18 756 Ostatnio edytowany przez zabka-k (2013-03-17 23:17:58)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
Żabcia5 napisał/a:
Happyfull napisał/a:

Czy nie podobienstwa do Twego karalucha ? Nie ma miedzy Wami tak samo zadnej wiezi sad

Absolutnie nie. Między mną a moim mężem były więzi. On był troskliwy i mnie wspierał. Wiele mówił i otrzymałam od niego dużo trafnych rad. On ma swoją dobrą stronę, szkoda tylko, że nie okazuje mi uznania, zrozumienia i szacunku. Są to przecież podstawowe potrzeby, których kobieta oczekuje w związku.

Ok Zabcia ja chce ta Twoja cala historie 20 to lecia pozycia z motylkiem, ktory zmienil sie w karalucha poczytac !!! Ja potrzebuje konkretow, bo na razie to gdybam ??? Pisz Zabcia, bo juz czekam i doczekac sie nie moge smile

Był troskliwy i mnie wspierał.... Nie okazuje uznania, zrozumienia i szacunku...
A to się czasem nie wyklucza?

Zawsze będę mówiła, że ja zawsze jm byłam bardziej pewna niż siebie.
Taki inteligentny, wyrozumiały, pomocny, zawsze mogłam na niego liczyć...
W cholerę - w czym liczyć??? W braku odpowiedzialności i konsekwencji?
Taki inteligentny a jaki głupiiiii - ojojoj.... Wyrozumiały - czy niczym nie zainteresowany i bez emocji?
Pomocny? Jak ledwie dysząc w końcu o coś poprosiłam?

Wiem że nie lubisz jak Ci piszę takie rzeczy, ale przecież Ty cały czas tkwisz ewidentnie na samym początku schematu kobiety kochającej za bardzo, Cały czas usprawiedliwasz kogoś a sama jesteś jakimś tam tylko dodatkiem, który każdy może rzucić w kąt... Tak się perfidnie trzymasz tego co kiedyś o nim myślałaś, bo się tak strasznie boisz samodzielności i samej siebie? A ja sądzę, że nie ma się czego w sobie bać...

18 757

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:

Spokojny glos ?? Dobrze, ze mnie w akcji nie widzialas tongue Raki to sie mojego avatara boi tongue Oko na sznurku tongue Wszystko widze i wykrzyknikami strasze tongue Jak trzeba to i melise zaaplikuje !!! big_smile

To że zadajesz celne pytania nie oznacza krzyku. Trzeba z kimś pobyć, żeby zrozumiec jego sposób bycia i ekspresję - he he smile
Nadmieniam że biała akurat herbata jest najmocniejsza smile Skoro jej tyle piłam na przemian z kawą, znaczy, że mi ciśnienia nie podniosłaś smile Musiałam sobie sama podnosić wink

18 758

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
Żabcia5 napisał/a:

Ja nie chcę go zmieniać. Już dawno zrozumiała, że to się nie uda. Mężczyzna sam powinien wiedzieć, że dla dobra związku powinien się zmienić. Gdy do niego dotarło, że chcę rozwodu, to postanowił mnie nie wyzywać, ale co z tego nic nie odbuduje w nim szacunku do mnie. Dosyć o nim. Ja muszę znaleźć potwierdzeni, że jestem lub nie jestem normalna. Tylko jak to zrobić. Bez rodziny, przyjaciół i znajomych?

Jak?
Samej.
Tak jest najprościej, a nie wieszać się ponownie na kimś. Byle tylko  nie poczuć oparcia w sobie.
Byle by potem, za chwilę, za jakiś czas znowu wpaść z kretesem w relację uzależnienia od kogoś.

Wiem doskonale, że nie powinnam wieszać się na kim innym, czyli wiązać się kim innym, tylko najpierw muszę zrozumieć siebie.. Piszę tylko o tym, że byłoby łatwiej móc porozmawiać z kimś życzliwym. A tu ani rodziców, ani rodzeństwa, ani rodziny, ani przyjaciół. Dziś jak byłam w strasznym dołku, to nie wiedziałam co mam z sobą zrobić. Rodzina pojechała na łyżwy, a ja mogłam tylko płakać, ale to nie pomagało.

18 759

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
Żabcia5 napisał/a:
Happyfull napisał/a:

Nie szanuje bo Ty sie nie szanujesz !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Zabcia a jest ktos, kto Cie szanuje w Twoim bliskim otoczeniu ???

Tak, jest ktoś taki.
Poza tym szanuje mnie wiele osób w życiu zawodowym, a ludzie nowo poznaniu też nie okazują mi pogardy. Podczas rzadkich kontaktów z rodziną, też nie zauważył żadnej zniewagi może za wyjątkiem mojego ojca.

Czy psycholog wie, domyśla się, że powtarzasz schemat z dzieciństwa i z relacji - dziecko - rodzic?

Gdzie dostrzegasz to powtarzanie?
Psycholożka ostatnio nawiązała do moich rodziców, o których coś nie coś wie, ale było to w innym teamacie.

18 760

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Żabcia5 napisał/a:

Dziś jak byłam w strasznym dołku, to nie wiedziałam co mam z sobą zrobić. Rodzina pojechała na łyżwy, a ja mogłam tylko płakać, ale to nie pomagało.

No bo placz nie pomoze jak placzemy nad karaluchem !!! Poplacz nad soba !!! Czytalam Zabcia sad Przemoc emocjonalna a Ty  wyprany masz mozg, ze az boli !!! Uciekac trzeba a nie plakac !!!
Przeczytalas juz Kobiety, ktore kochaja za bardzo?

18 761 Ostatnio edytowany przez Happyfull (2013-03-17 23:25:32)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Żabcia5 napisał/a:
zabka-k napisał/a:
Żabcia5 napisał/a:

Tak, jest ktoś taki.
Poza tym szanuje mnie wiele osób w życiu zawodowym, a ludzie nowo poznaniu też nie okazują mi pogardy. Podczas rzadkich kontaktów z rodziną, też nie zauważył żadnej zniewagi może za wyjątkiem mojego ojca.

Czy psycholog wie, domyśla się, że powtarzasz schemat z dzieciństwa i z relacji - dziecko - rodzic?

Gdzie dostrzegasz to powtarzanie?
Psycholożka ostatnio nawiązała do moich rodziców, o których coś nie coś wie, ale było to w innym teamacie.

Niedostepny emocjonalnie ojciec i maz !!!Pogarada od ojca i meza !!!

18 762

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
raki napisał/a:

(..) zastanawiam się czym u mnie się to skończy. Skoro mnie nawet pójście spać stresuje.

Szczerze? Mnie tez sad Moze to jeszcze nie dno Raki ??? Raki a masz mozliwosc isc do psychologa tutaj ?
Moze na razie ciezka artyleria Ci potrzebna ? Antydepresanty ? Nie wiem pisze z wlasnego doswiadczenia !!! Jak juz myslenie boli to moze je jakas chemia zatrzymac a potem sie zobaczy ??? Co Ty na to ?

Szczerze dziewczyny?
To mielenie to mnie się ewidetnie wpisuje w DDA z KKZB smile
Mielenie, bo faceta KKZB musi przemielić. Po facecie mieli relację.
A nerwy i stres spowodowane są niczym innym jak tym że DDA nie mogąc zrealizować się w związku musi stanąc na podium w pracy. Za wszelką cenę. Ciutkę się spowolni, jak się znajdzie kolejny delikwent do rozpoznania....

Przykre? Ale prawdziwe.
No to ja już byłam w międzyczasie pod prysznicem, zafundowałm sobie peeling stóp, potem peeling buziaka, kremik, kolejną herbatkę i pół pizzerinki bo wyszły nieźle.

18 763

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:

Na wieczór koleżanka na plotki i fryzurkę się zapowiedziała.
Temperatury jeszcze na minusie, ale słoneczko już wprowadziło mnie w nastrój wiosenny smile

Następnym razem ja poproszę o fryzurkę - gdzieś mi wyleciało z głowy, bo wiecznie Was gdzieś ciągnęłam smile

Bardzo wiosenny smile U mnie dziś tak nie wiało już, więc się wyspacerowałyśmy, niusie padły po kąpieli  jak dawno  nie smile

18 764

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
Żabcia5 napisał/a:
Happyfull napisał/a:

No widzisz smile Nie taka Zabcia straszna jak ja karaluchy maluja smile A wiesz, ze na partnerow wybieramy sobie facetow podobnych do ojcow ?

O nie co to to nie. U mnie zadziałało to w odwrotnym kierunku. Mój mąż jest tym czym mój ojciec nigdy nie był.

Ale także Cię nie szanuje. Nie powtarza się schamtu wiernie. Powtarza się efekt, a szukasz tego samego efektu.
W dzieciństwie był alkohol czy przemoc?

W moim dzieciństwie nie było nadużywania alkoholu. Nie dostrzegam również przemocy. Na pewno nie było fizycznej przemocy. Pamiętam, że matka mnie straszyła, że mnie odda do domu dziecka. Tak często i dużo ze mną rozmawiała, że nieraz wolałabym, żeby mi w tyłek dała niż tyle marudzić. Ojciec raczej był nieobecny w moim wychowaniu. Zdominowany przez kobiety, pamiętam, że tylko kilka razy wyraziła swoje zdanie dotyczące mnie. Zrobił to w sposób apodyktyczny, powiedział i wyszedł. Teraz na starość odezwał się jego podły charakter. Wyszło na jaw, że nie darzy mnie żadnymi pozytywnymi uczuciami. Chyba w ogóle ich nie ma do nikogo.
Nie wydaje mi się, żebym wybierając sobie męża miała świadomość, że on taki jest jak go spostrzegam w tej chwili, ale może się mylę.

18 765 Ostatnio edytowany przez raki (2013-03-17 23:41:45)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
Happyfull napisał/a:
raki napisał/a:

(..) zastanawiam się czym u mnie się to skończy. Skoro mnie nawet pójście spać stresuje.

Szczerze? Mnie tez sad Moze to jeszcze nie dno Raki ??? Raki a masz mozliwosc isc do psychologa tutaj ?
Moze na razie ciezka artyleria Ci potrzebna ? Antydepresanty ? Nie wiem pisze z wlasnego doswiadczenia !!! Jak juz myslenie boli to moze je jakas chemia zatrzymac a potem sie zobaczy ??? Co Ty na to ?

Szczerze dziewczyny?
To mielenie to mnie się ewidetnie wpisuje w DDA z KKZB smile
Mielenie, bo faceta KKZB musi przemielić. Po facecie mieli relację.
A nerwy i stres spowodowane są niczym innym jak tym że DDA nie mogąc zrealizować się w związku musi stanąc na podium w pracy. Za wszelką cenę. Ciutkę się spowolni, jak się znajdzie kolejny delikwent do rozpoznania....

Przykre? Ale prawdziwe.
No to ja już byłam w międzyczasie pod prysznicem, zafundowałm sobie peeling stóp, potem peeling buziaka, kremik, kolejną herbatkę i pół pizzerinki bo wyszły nieźle.

Nie... to niestety inny rodzaj mielenia. Jego już mało mielę. Poczytaj tę maszkaradę... to jest to, co ona ma dokładnie.Ja ją czytam i mogłabym równie dobrze czytać siebie - co tam jej się w głowie dzieje. Mój mózg jest tak analityczny, że w ogóle nie daje sobie odpocząć.
Ja w pracy stoję już na podium (wyżej nie mogę)- i do tej pracy nie chcę wracać, choć jeśli wrócę, by nie pchać siebie w nowe wyzwania, spróbuję sobie samej postawić granice. Jeśli się nie spodoba trudno - rozstaniemy się. Chciałabym coś spokojnie dłubać sobie tutaj. To, że praca u mnie nie jest już na pierwszym miejscu, i że już przestałam się dla niej poświęcać, jest pewne ufff. Ale pracę trzeba mieć i trzeba utrzymać, a wszyscy ciągle jeszcze na mnie patrzą przez pryzmat cyborga.

18 766

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:

Jem. Jutro jak nie pojadę z tym karaluchem (Boże chroń mnie). To będę starała się jakoś żyć. Może godziny sobie wyznaczę. Jem (codziennie gotuję sobie to samo) i zaczęłam brać ten prysznic, wyprałam. no żyję sobie. na razie w emocjach to mam sinus z cosinusem (właśnie pomyślałam, że może matematykę bym sobie odświeżyła), w głowie ??????? to już lepiej jak jestem jakaś załamana.

Raki - mam pomysł. Ja nie lubię robić zakupów na zasadzie stania przed półkami. Ja mam zawsze listę i dokładnie wiem, co mam kupić. Chyba że jest ewidentna okazja, typu 30 jajek XL za 10 zł - to wezmę wink

Od iks czasu zafiksowałam na punkcie herbaty, choć ja właściwie uwielbiam czarną liściastą... smile Taka prawda.
I tak stoję przed tymi półkami i oglądam te opisy na opakowaniach i kombinuję.... A potem parzę, piję i się zastanawiam czy mi pasuje czy nie.... wink

Alboooo - koleżanka się zainspirowała kiedyś mną a teraz ja nią wink Czytam na okragło jej blog o odchudzaniu i skład sałatek. A potem robię - ale oczywiście kupuję z pamięci i wychodzi mi coś innego. I tak mielę - już nie myśli, tylko przytwardą pekińską wink

Albo oglądam sobie zdjęcia - czyjeś na różnych portalach...
A jak już mi jest bardzo źle, to ceruję rajstopy smile
Nie ma bata, nie dam się samej sobie rzucać po ścianach. To jest tzw potęga podświadomości. Zmuszać się ciągle, codziennie do czegoś, czego się wcale nigdy nie chciało robić. Zmuszać. Zawsze. Napisac wielkimi literami na ścianach i na suficie, że musisz to i to. I choćby w międzyczasie się zwymiotowało od tego zmuszania siebie - robić to. Choć to nudne. Ale napewno lepsze od bezsensownego mielenia. Bo jak się miele, to się nie wymiele. Znaczy wymiele się albo zbyt drobno albo zbyt grubo.

Spokojnie.... Ja wiem, że owo moje spokojnie już Wam do mnie pasuje, ale uwierzcie mi - nie taką mnie wszyscy znają smile

18 767

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Żabcia5 napisał/a:

Przecież jak piszę o tym, że mi dobrych rad udzielał, to piszę o sobie, co ja z tego miałam a nie o nim smile
Dobrze jak chcecie to napiszę kilka szczegółów.

A ja mojemu byłam tak dozgonnie wdzięczna za jego odpowiedzialność, że teraz zląduję z własnego mieszkania nawet sporego na wynajmowaniu po wsze czasy "czegoś" z trójką dzieci, bo na kredyt tym bardziej 0% mnie nie stać. Takie to są dobre rady i cudne czyny. Tylko, że liczy się efekt, a nie Twoje jeszcze wyobrażenia smile

18 768

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
Żabcia5 napisał/a:

Przecież jak piszę o tym, że mi dobrych rad udzielał, to piszę o sobie, co ja z tego miałam a nie o nim smile
Dobrze jak chcecie to napiszę kilka szczegółów.

A ja mojemu byłam tak dozgonnie wdzięczna za jego odpowiedzialność, że teraz zląduję z własnego mieszkania nawet sporego na wynajmowaniu po wsze czasy "czegoś" z trójką dzieci, bo na kredyt tym bardziej 0% mnie nie stać. Takie to są dobre rady i cudne czyny. Tylko, że liczy się efekt, a nie Twoje jeszcze wyobrażenia smile

Moj karaluch mowil, ze jak bede robic co mi kaze to nie bede miala problemow !!! A ja po swojemu i problem byl !!! Oj gdybym tylko posluchala tongue

18 769 Ostatnio edytowany przez Happyfull (2013-03-17 23:57:53)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:

(..) a wszyscy ciągle jeszcze na mnie patrzą przez pryzmat cyborga.

A moze to Ty tak patrzysz na siebie ? Wszyscy to Ci powiem maja nas gleboko w ...dupie !!!

18 770

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
Happyfull napisał/a:
Żabcia5 napisał/a:

Absolutnie nie. Między mną a moim mężem były więzi. On był troskliwy i mnie wspierał. Wiele mówił i otrzymałam od niego dużo trafnych rad. On ma swoją dobrą stronę, szkoda tylko, że nie okazuje mi uznania, zrozumienia i szacunku. Są to przecież podstawowe potrzeby, których kobieta oczekuje w związku.

Ok Zabcia ja chce ta Twoja cala historie 20 to lecia pozycia z motylkiem, ktory zmienil sie w karalucha poczytac !!! Ja potrzebuje konkretow, bo na razie to gdybam ??? Pisz Zabcia, bo juz czekam i doczekac sie nie moge smile

Był troskliwy i mnie wspierał.... Nie okazuje uznania, zrozumienia i szacunku...
A to się czasem nie wyklucza?

Zawsze będę mówiła, że ja zawsze jm byłam bardziej pewna niż siebie.
Taki inteligentny, wyrozumiały, pomocny, zawsze mogłam na niego liczyć...
W cholerę - w czym liczyć??? W braku odpowiedzialności i konsekwencji?
Taki inteligentny a jaki głupiiiii - ojojoj.... Wyrozumiały - czy niczym nie zainteresowany i bez emocji?
Pomocny? Jak ledwie dysząc w końcu o coś poprosiłam?

Wiem że nie lubisz jak Ci piszę takie rzeczy, ale przecież Ty cały czas tkwisz ewidentnie na samym początku schematu kobiety kochającej za bardzo, Cały czas usprawiedliwasz kogoś a sama jesteś jakimś tam tylko dodatkiem, który każdy może rzucić w kąt... Tak się perfidnie trzymasz tego co kiedyś o nim myślałaś, bo się tak strasznie boisz samodzielności i samej siebie? A ja sądzę, że nie ma się czego w sobie bać...

Jego troskliwość i wsparcie polegało na tym, że zawsze służył mi radą i najczęściej była to dobra rada. Niestety ta rada sporo mnie kosztowała. Albo udowadniał mi przy okazji jaka jestem głupia (brak szacunku), albo musiałam o nią prosić, bo sam nie miał czasu mnie wysłuchać (brak zrozumienia). Natomiast brak szacunku, to był ma porządku dziennym bez względy czy mnie wspierał i okazywał troskę.

Kiedyś potrafiłam tylko płakać z bezradności. Teraz już potrafię stawić czoło temu, że zostanę sama. To pozwala mi sądzić, że nie jestem na początku drogi.
Wydaje mi się, że ja go nie usprawiedliwiam, tylko próbuje zrozumieć, żeby nabrać pewności, że rozstanie to jedyne wyjście.

18 771

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:

zabka-k

Aż przyjemnie się Ciebie czyta z tym całym optymizmem smile
W sumie masz rację z tym mieszkaniem. To, że wiesz i widzisz jest najlepsze, co mogło Ci się przytrafić. Ja dzięki kontaktowi i paru inny rzeczom, przestaję go pragnąć, bo on mi nic nie może zaoferować poza swoimi pieniędzmi (których i tak nigdy nie brałam) i... uwaga tymi górami i nartami. I przed chwilą doszłam do wniosku, że najbardziej to mi tych nart turowych szkoda z całego tego rozstania.
Ile on musi być wart, skoro tylko tyle miał mi fajnego do zaoferowania.
To kochanie w nieskończoność jest okropne - i Ty go nie masz smile

Raki - wszystko się daje odczarować smile
Co do nart to pytaj Happy wink Co do gór - no to już ja wink
Bez myśli o nim jest zdecydowanie fajniej smile
Ja wiem, ale też wiem, że u mnie stuknęło pół roku właściwie, a 3 miesiące prawie odkąd wywrzeszczałam samej sobie, co ja ze sobą robię wink Umartwianie się nie jest moim celem smile
Każda z nas będzie pół roku "po" wink

18 772 Ostatnio edytowany przez Happyfull (2013-03-18 00:04:17)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Żabcia5 napisał/a:

Jego troskliwość i wsparcie polegało na tym, że zawsze służył mi radą i najczęściej była to dobra rada. Niestety ta rada sporo mnie kosztowała. Albo udowadniał mi przy okazji jaka jestem głupia (brak szacunku), albo musiałam o nią prosić, bo sam nie miał czasu mnie wysłuchać (brak zrozumienia). Natomiast brak szacunku, to był ma porządku dziennym bez względy czy mnie wspierał i okazywał troskę.

Ja sie poddaje !!! Wspieral mnie bo mowil ze glupa jestem !!! No wpieral Cie Zabcia i dlatego teraz myslisz ze nienormalna jestes !!!Tak Cie wsparl, ze nic do Ciebie nie dociera !!!

18 773 Ostatnio edytowany przez zabka-k (2013-03-18 00:05:45)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Żabcia5 napisał/a:

Ach zabka-k wiele mądrych rzeczy napisałaś.
Będzie mi bardzo trudno zrozumieć czy jestem normalna będąc z nim choć teraz to raczej obok niego. Jeśli ja okażę się normalna to znaczy, że z nim jest coś nie tak. Był zawiedziony, że moja psycholożka nie skierowała mnie do psychiatry.

Świetnie piszesz o tym co robisz z dziećmi. To nie pierwszy raz to dostrzegłam. Widzisz u mnie jest pewien problem chyba z tym, że moja córka jest jedynaczką. Ja też byłam, ale takich problemów nie miała. On musi mieć w domu sprzymierzeńca i wroga. Role te przypisuje rodzicom, tylko, że nie na stałe tylko zamiennie. Raz jest moją przyjaciółką innym razem taty.

Moja psycholożka nigdy nie ocenia ani mnie ani mojego męża i chyba tak powinno zostać.
Przeraża mnie to, że mój mąż uważa, że ja coś mówiła, a ja uważam, że tego nie mówiłam. Ktoś tu jest psychiczny.

Żabciu - szczerze. Moja starsza dalej zachowuje się jak jedynaczka - to znaczy teraz już często, nie zawsze. Ale ona też chodzi ze mną na terapię. Znaczy do tego samego ośrodka ale do innej terapeutki. Pierwsze spotkanie miałyśmy wspólne. Łoj rany..... Aż mną telepało, bo widziałam że terapeutka miała wrażenie, że Niuniek nienawidzi swoich sióstr i mnie....

Musisz znaleźć jakiś punkt odniesienia, aby Twój mąż przestał być jakimkolwiek punktem odniesienia. Inaczej się nie uwolnisz. Inaczej nic z tego nie będzie. Ja nie umiem doradzić wprost jak - jakoś, krok po kroku. Bo przecież - ŻABCIA - sama napisałaś jak wiele rzeczy Ci się w życiu powiodło, udało. Chrzani się wszystko to, na co Twój szacowny wyrozumiały mąz miał wpływ i w czym Ci "dosadnie" doradzał.... Chrzani sie z córką, chrzani się w rodzinie dalszej i przede wszystkim między Wami.

Przeczytaj samą siebie jeszcze raz, jeszcze i jeszcze....
Jakie masz wnioski? Ale napisz jak przeczytasz kilka razy, dobrze?

18 774

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Żabcia5 napisał/a:
zabka-k napisał/a:
Żabcia5 napisał/a:

Ja nie chcę go zmieniać. Już dawno zrozumiała, że to się nie uda. Mężczyzna sam powinien wiedzieć, że dla dobra związku powinien się zmienić. Gdy do niego dotarło, że chcę rozwodu, to postanowił mnie nie wyzywać, ale co z tego nic nie odbuduje w nim szacunku do mnie. Dosyć o nim. Ja muszę znaleźć potwierdzeni, że jestem lub nie jestem normalna. Tylko jak to zrobić. Bez rodziny, przyjaciół i znajomych?

Jak?
Samej.
Tak jest najprościej, a nie wieszać się ponownie na kimś. Byle tylko  nie poczuć oparcia w sobie.
Byle by potem, za chwilę, za jakiś czas znowu wpaść z kretesem w relację uzależnienia od kogoś.

Wiem doskonale, że nie powinnam wieszać się na kim innym, czyli wiązać się kim innym, tylko najpierw muszę zrozumieć siebie.. Piszę tylko o tym, że byłoby łatwiej móc porozmawiać z kimś życzliwym. A tu ani rodziców, ani rodzeństwa, ani rodziny, ani przyjaciół. Dziś jak byłam w strasznym dołku, to nie wiedziałam co mam z sobą zrobić. Rodzina pojechała na łyżwy, a ja mogłam tylko płakać, ale to nie pomagało.

My jesteśmy życzliwe smile I tak nawet bardziej, bo nie głaszczemy bezmyślnie po głowie, tylko zależy nam jednak, aby każdy stanął na własnych nogach smile Bo te są najpewniejsze smile smile smile

18 775

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
raki napisał/a:

(..) a wszyscy ciągle jeszcze na mnie patrzą przez pryzmat cyborga.

A moze to Ty tak patrzysz na siebie ? Wszyscy to Ci powiem maja nas gleboko w ...dupie !!!

Jedno z drugim, by się równało generalnie.
W pewnym momencie zaczęłam pracować za dziesięciu (nie, ja od początku pracowałam za tylu) I po tym co mi przysyłają, mniemam, że nadal tak myślą, a już najbardziej po tym, co myślą, że zrobię, czego nie zrobię, ale nikt mnie nie słucha.
Tylko zastanawiam się jak oni mogli się jeszcze nie zorientować, że ja już całkowicie przestałam funkcjonować. No albo tylko faktycznie ja to widzę... sad

18 776 Ostatnio edytowany przez Happyfull (2013-03-18 00:21:45)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

?Dziewczyna, która jest akceptowana przez ojca, nie boi się budowania relacji z przyszłymi partnerami? ? rozmowa z psychologiem, psychoterapeutą Andrzejem Wiśniewskim.

Trudno jest być ojcem dla córki?

Faktycznie czasami trudno być dobrym ojcem dla córki, kiedy jako pierwszy, najważniejszy mężczyzna w jej dzieciństwie i nastoletnim życiu mamy pokazać na czym polega męski świat. Nie tylko pokazać ale zainteresować nim oraz spowodować, że córka nie będzie się go bała. Aby tak się stało w ojcu musi się dokonywać trudne często porozumienie między dwoma aspektami jego osobowości: męskim i kobiecym, czyli jak to się potocznie mówi: silnym i słabym, może lepiej powiedzieć delikatnym. Mężczyźni bardzo często identyfikują się z aspektem silnym - niekiedy nazywanym narcystycznym. Od chłopców oczekuje się, że będą się przede wszystkim wykazywali osiągnięciami, będą odważni i sprawni. Większość mężczyzn na tym buduje swoją tożsamość, bo za takie zachowania w dzieciństwie byli nagradzani. Kiedy w piaskownicy chłopiec dostał po głowie łopatką od kolegi, najczęściej słyszał: ?musisz sobie poradzić?. Z aprobatą spotyka się przede wszystkim jego sprawność i radzenie sobie w trudnych sytuacjach. Stąd mężczyźni mają duży kłopot z kontaktem z kobiecą częścią swojej osobowości. Chcę tu wyraźnie zaznaczyć, że kobiecość nie oznacza tu słabości w potocznym sensie. Kobiecość oprócz siły zawiera też w sobie takie cechy, lub uczucia, których doświadczanie, ze względu na trening społeczny, łatwiej przychodzi kobietom. Chodzi tu o zgodę na przeżywanie bezradności, niepewności, niepokoju, pozwalanie sobie na okazywanie ciepła, ale też chęci podobania się, czy pragnienie bycia adorowaną, zdobywaną. Ojcowie, którzy mają kontakt z tymi dwoma aspektami swojej osobowości, potrafią być silni, stanowczy, ale też ciepli i otwarci na przeżywanie bezradności, czy niepokoju. Są cierpliwi i wspierają pierwsze próby swoich córek w stawaniu się kobietą. Potrafią stworzyć znaczącą emocjonalnie relację z nimi. Posiadając zdolność do wewnętrznego dialogu z różnymi swoimi potrzebami i emocjami, ambiwalentnymi często motywami, potrafią tworzyć dialogową, partnerską relację z córkami. Dialog wewnętrzny przekłada się na dialog zewnętrzny. Dojrzali, otwarci ojcowie, którzy potrafią budować takie kontakty ze swoim światem wewnętrznym i otoczeniem nie są zbyt surowi, nie stawiają wygórowanych wymagań, rozumieją, że można popełnić błąd, wspierają w kłopotach, wierzą w sukces córek, potrafią komunikować swoje uczucia, akceptują odmienność córek, nie boją się ich rozwijającej się kobiecości. W sytuacjach konfliktowych nie krytykują, nie odwołują się do bezosobowych norm i zasad, ale komunikują uczucia, także te negatywne. Mogą nie akceptować pewnych zachowań swojej córki, potrafią się z nią konfrontować, ale nie odrzucają jej, nie stroją fochów, nie gniewają się i nie milczą całymi tygodniami. I co bardzo ważne, zapewniają córce nie tylko bezpieczny kontakt psychiczny, ale potrafią ją przytulić, akceptować jej urodę i indywidualny, niezależny sposób bycia. Potrafią lubić wybranych przez nią chłopaków i nie rywalizują z nimi o jej względy i pozycję w jej życiu.

Z tego, co pan mówi, wynika, że tej umiejętności w dojrzałym wieku nie można się po prostu nauczyć?

Tak, problemy ojców, zwłaszcza te poważniejsze, rzadko biorą się z niewiedzy, czy braku doświadczenia. Mają często korzenie w doświadczeniach z dzieciństwa. Wróćmy do przykładu z piaskownicą. Kiedy skrzywdzony chłopiec przybiega do swojej mamy, idealnie by było, gdyby mama go przytuliła, pocałowała, zaakceptowała, że jest mu ciężko i smutno, a potem zaprowadziła go z powrotem do tej piaskownicy. Taki chłopiec będzie miał szansę zaakceptować od najmłodszych lat fakt, że może też czuć się bezradny, że nie zawsze jest silny i zwycięża. Kiedy natomiast mama mówi: ?no, co, musisz sobie poradzić, przecież jesteś już dużym chłopcem?, w gruncie rzeczy daje mu do zrozumienia, że ona ceni go tylko wtedy, gdy jest silny. W efekcie w psychice chłopców tworzy się przekonanie na swój temat, które często przybiera postać zdania: ?wprawdzie mnie nie kochacie, ale będziecie mnie podziwiać?. Tacy chłopcy w budowaniu relacji ze światem przestają kierować się potrzebami i emocjami płynącymi z doświadczania swoich wewnętrznych stanów. Często tracą swój indywidualny punkt odniesienia. Tracą własną orientację co jest dobre dla nich, kierują się raczej tym, czego wymagają ważni ludzie wokół nich. Zwłaszcza rodzice ? przecież dziecku bardzo trudno jest założyć, że oni mogą nie mieć w czymś racji. W dalszym życiu tego typu zewnątrz sterowna orientacja zachowania zaczyna dominować. Nie bez powodu - chłopcy byli kiedyś za takie działanie nagradzani uwagą i pozytywną oceną. Kiedy skrzywienie na twarzy ważnego dla nas człowieka decyduje o naszym poczuciu wartości rozwój indywidualności i samodzielność zanika. Wtedy wyrastają z nas mężczyźni, którzy odcinają się od części własnych doświadczeń. Głównie tych, które stoją w sprzeczności z oczekiwaniami środowiska. Pewne swoje przeżycia i uczucia, głównie te potocznie nazywane wrażliwymi, delikatnymi, muszą chować czy represjonować w obawie przed negatywną oceną lub odrzuceniem. W skrajnym przypadku są to mężczyźni np. typu macho, z którymi bliski kontakt, ciepłe i bezpieczne relacje w ogóle są niemożliwe. Z olbrzymią stratą dla nich samych, ale też i ich dzieci, córek? Dla tych ostatnich świat męski staje się wtedy groźny, daleki, zimny emocjonalnie ? zaczynają się go bać? Dobrze to nie rokuje dla ich przyszłych kontaktów z młodymi mężczyznami, którzy aspirują do bycia ich partnerami.

Ci mężczyźni sami kiedyś zostają ojcami. Czy zasada ?wprawdzie mnie nie kochacie, ale będziecie mnie podziwiać? nadal kieruje ich działaniem?

Tak, ona decyduje o wielu ważnych relacjach. Czasami jest jakoś pożyteczna, bo dzięki niej mężczyźni do czegoś dochodzą, mają sukcesy zawodowe i społeczne. Ale pod takim myśleniem o sobie i świecie zawsze kryje się dużo lęku, że ktoś odkryje moją słabość, że zostanę zdemaskowany, że wciąż muszę udawać kogoś, kto jest silny. Tacy ojcowie zazwyczaj słabo wspierają swoje dzieci w kłopotach, albo wspierają tylko silne aspekty ich osobowości. Kiedy, dziewczyna martwi się, ma problemy w kontaktach z rówieśnikami, jak większość dziewczyn narzeka na swoją urodę, ojciec jej nie przytuli, nie pokaże, że ją akceptuje, że cieszy się z kontaktu z nią. Zamiast tego mówi: ?nie marudź?, ?przestań gadać?, ?weź się w garść?, ?spójrz w lustro?.

W ten sposób daje jej do zrozumienia, że nie akceptuje również tego, co jest kobiece w niej: bezradności, niepewności, chęci podobania się.

Nie tylko kobiece, ale w ogóle, jak to się mówi, ludzkie. Za takie nie wspierające zachowania ojców często odpowiedzialny jest psychiczny mechanizm, który powoduje, że w innych osobach najbardziej drażnią nas te cechy, których nie akceptujemy w sobie. Jeśli do narcystycznego, bojącego się bliskości taty przychodzi córka, która przeżywa jakiś strach i ból, u ojca odzywa się ta podstawowa, ciągle nie zabliźniona rana z dzieciństwa, ten lęk przed bezradnością i samotnością wyniesiony z piaskownicy. On musi to przykre uczucie jakoś spacyfikować, wyprzeć ze świadomości, aby za wszelką cenę utrzymać swoją dobrą samoocenę. Niestety swoją a nie córki. Bagatelizuje więc uczucia dziecka, dewaluuje ich znaczenie, nieraz zaprzecza im mówiąc to, co kiedyś sam słyszał od rodziców: ?musisz być silna, musisz sobie poradzić?. Wtedy sam sobie wydaje się silny, stanowczy, męski. Tak naprawdę nie ma to jednak nic wspólnego z dorosłością. A dla córki oznacza przeważnie odrzucenie, brak akceptacji, dystans, lęk przed kontaktami z mężczyznami.

Ojcowie to pierwsi mężczyźni w życiu córek. Bardzo potrzebujemy ich pochwał, ich akceptacji?

Tu nie chodzi o pochwały. Raczej o przekazywanie prawdziwych informacji. Ważne, by ojciec mówił otwarcie, zgodnie z przeżywanymi emocjami, że córka faktycznie mu się podoba, naprawdę uważa, że ładnie wygląda, albo że coś dobrze zrobiła. A także potrafił się z nią konfrontować, wyrażać własne zdanie w zgodzie z przeżywanymi uczuciami. Pozytywnie rozwijająca się konfrontacja, która nie kończy się fochami lub odrzuceniem, czy krytyką, ma dla córki olbrzymie znaczenie rozwojowe. Przecież kłócimy się, czy konfrontujemy tylko z osobami na których nam zależy. Jeśli dziewczyna może bezpiecznie spierać się ze swoim ojcem, ale także przytulić się do niego, wtedy czuje, że jest akceptowana, że ojciec ceni i zauważa jej zdolności, urodę, intelekt. W dorosłym życiu nie boi się budowania bliskich relacji z przyszłymi partnerami, bo już wie, doświadczyła, jaki one mają smak. Jeśli nie ma takich doświadczeń, pojawia się trudna rozwojowo sytuacja, kiedy za czymś tęsknimy, ale się tego boimy. Dziewczyny pragną być kochane i podziwiane, ale boją się, że spotka je głównie krytyka, gdy takie pragnienia ujawnią.

Jak w dorosłym życiu zachowują się kobiety, które w dzieciństwie nie czuły się doceniane i w pełni akceptowane przez ojców?

Można to zilustrować skrajnym ale wiele wyjaśniającym przykładem dzieci z domów dziecka. Wszystkim się wydaje, że ich największym pragnieniem jest znaleźć się u kogoś na kolanach i być przytulonym. Tymczasem, kiedy takie dziecko weźmiemy na kolana, ono wyrywa się i ucieka, bo to dla niego bardzo trudne doświadczenie. Ono nie ma wprawy w byciu w takiej sytuacji ? boi się jej. Podobnie jest z dziewczyną, która nie doświadcza akceptacji ze strony swojego ojca, albo doświadcza tylko warunkowej akceptacji. Ojcowie często mówią: ?jesteś wspaniałą dziewczyną, bo świetnie się uczysz, jesteś grzeczna, spełniasz oczekiwania?. Tyle, że to nie rozwija pozytywnej samooceny jako kobiety, gdyż uczy bardziej spełniać oczekiwania, niż budować akceptację swojej osoby.

Wtedy uczymy się, że miłość taty dostaniemy, przynosząc świadectwo z czerwonym paskiem?

Psychologowie mówią, że istnieje miłość bezwarunkowa i warunkowa. Bezwarunkowa miłość tworzy się wtedy, kiedy człowiek ma świadomość, że jest kochany i jest to niepodważalne w jego doświadczeniu, nawet jeśli jest krytykowany. Można powiedzieć: bardzo cię kocham, ale to, co robisz mnie złości. To dostarcza rozwojowych wskazówek, że świat może różnie reagować na to, co robię. Może być też krytyczny. Ale to doświadczenie nie podważa ogólnego poczucia mojej wartości jako osoby godnej miłości. Miłość warunkowa, polega natomiast na tym, że czujemy się kochani za coś. Kocham cię, bo przyniosłaś świadectwo z czerwonym paskiem, albo wynosisz śmieci. Wtedy poczucie wartości jest bardzo kruche, uzależnione od zewnętrznego kryterium. Oczekiwania świata liczą się bardziej od tego, co dla nas jest ważne. W dorosłym życiu dziewczynki tak traktowane mają skłonność do poświęcania się, przedkładania oczekiwań partnerów nad swoje potrzeby. Często wierzą, że miłość to rezygnacja z siebie, ze swoich potrzeb i swojej wolności. Brrr?

I co wtedy się dzieje? Przez całe życie podskórnie obawiamy się, że nie spełnimy czyichś oczekiwań?

Podstawowe znaczenie ma tu poczucie własnej wartości. Dziewczyna, wychowana bez bliskości, akceptacji, emocjonalnego wsparcia nie wierzy w siebie, w swoją atrakcyjność dla chłopaka, czy mężczyzny. Czuje się niepewna w swojej kobiecości, ważności dla innych, inteligencji, zdolności do bycia z ludźmi. Nie wierzy, że można ją kochać taką jaką jest, że może być podziwiana, adorowana, zdobywana. Jeśli ma takie złe mniemanie o sobie, to musi się bać, że jej partner w każdej chwili może znaleźć kogoś atrakcyjniejszego. Rozwija więc różne strategie, by go zatrzymać. Mówiąc ściślej, zaczyna go kontrolować. Sięga po władzę, boi się wolności dla siebie i partnera.

?Jako dziewczynka nauczyłam się, że męską akceptację niełatwo jest zdobyć, boję się więc, że to, jaka jestem nie wystarczy, by zatrzymać mężczyznę przy sobie??

Wtedy właśnie w budowaniu związku zaczyna odwoływać się do posiadania władzy nad partnerem. Uczucia, które kiedyś ich łączyły tracą swoje znaczenie. Wydaje jej się, że kontrola może je zastąpić. Władza jest przecież substytutem miłości ? daje poczucie bycia ważną, ale nie rozwija, nie karmi, nie buduje stałego poczucia wartości. Sięgamy po władzę nad kimś, gdy nie wierzymy, że możemy być kochani. Możemy to robić wzbudzając w partnerze ciągłe poczucie winy, co zazwyczaj sprowadza się do zarzutu, że on nie kocha nas wystarczająco mocno. Zadaniem partnera staje się wtedy ciągłe udowadnianie siły uczuć. Inną strategią zdobywania władzy jest nieustanna krytyka partnera. Stoi za tym lęk że jeśli powiem mu coś dobrego, akceptującego, to on rozwinie skrzydła i natychmiast pójdzie sobie w świat, do innej atrakcyjniejszej osoby. Kolejny sposób to wycofanie uczuć, nie okazywanie miłości i bliskości ? pozowanie na to, że mi nie zależy na tobie. Wtedy przekazujemy komunikat: staraj się o mnie, realizuj moje oczekiwania, a wtedy może kiedyś cię docenię i spojrzę łaskawszym okiem. Szczególnie wyrafinowanym systemem kontroli jest nadopiekuńczość. Osoba, która ją prezentuje w kontaktach żąda aby partner odpłacał jej taką samą uwagą, poświęceniem czasu, aby specjalnie cenił, że żyje obok najlepszego dla niego człowieka. Wtedy świat zewnętrzny partnera przestaje istnieć ? nie można przecież krzywdzić brakiem uwagi osoby, która tak się dla nas poświęca. Inny patent na władzę w związku to komunikat: jestem niezdobyta, jestem trudna i wymagająca, tylko najwyższe wysiłki nagradzam chwilą akceptacji i bliskości. Wielu mężczyzn, którzy potrzebują się dowartościowywać lub sprawdzać swoją atrakcyjność, wchodzi w tę grę. To właśnie narcystyczni mężczyźni wierzą, że atrakcyjność kobiety mierzy się ilością wysiłku włożonego w jej zdobycie. Muszą się przecież ciągle sprawdzać i udowadniać sobie i światu swoją męskość. Warto może tu dodać, że opisywane strategie całkiem nieźle realizują także mężczyźni. W niektórych są mistrzami?

W ten sposób córki narcystycznych mężczyzn trafiają na narcystycznych partnerów..

Niestety często tak właśnie bywa kiedy lęk i niskie poczucie własnej wartości są głównymi architektami związku. Kobietom o niskim poczuciu wartości często imponują narcystyczni mężczyźni. Wydają się im atrakcyjni społecznie, silni, podziwiani, dający poczucie bezpieczeństwa. Mają wrażenie, że spotkały kogoś, kto mocniej niż ojciec okaże im dużo troski i uwagi, że spotkały wreszcie kogoś, kto da im to wszystko czego nie dostały w dzieciństwie. Ale to często złudzenie i idealizacja. Tacy mężczyźni są pełni lęku przed porażka, odrzuceniem, złą oceną. Na dłuższą metę okazuje się, że pod pozorną siłą jest dużo niepewności. Stąd boją się wszelkiej krytyki, niezadowolenia z ich zachowania. Są mocno skoncentrowani na sobie, na swoich lękach, urazach, niepowodzeniach. Nie starcza im miejsca i uwagi na zajęcie się partnerką i jej przeżyciami. Kobiety, które wiążą się z nimi szybko się przekonują, że doświadczają takiej samej samotności jaka była ich udziałem w kontaktach z narcystycznym ojcem.

Lepiej radzą sobie w życiu tak zwane córeczki tatusiów?

Zależy co rozumiemy przez takie określenie. Jeśli tego typu relacja jest efektem poważnego kryzysu rodzinnego, czy małżeńskiego, to może grozić dziewczynie poważnym uwikłaniem. Często utrudniającym prawidłowy rozwój jej kobiecości i kontaktów z mężczyznami. Mówiąc wprost bardzo często ukochana córeczka tatusia to dziewczyna, która zastępuje ojcu żonę. Przeważnie nie chodzi tu o relacje seksualne, ale o bliskość, akceptację, potwierdzenie wzajemnej atrakcyjności. Zwykle taka sytuacja ma miejsce w rodzinach, w których rodzice włączają dziecko w rozgrywki między sobą. Ojciec wchodzi w bliski związek emocjonalny z córką przeciwko matce. To tak jakby mówił do żony: doceń mnie wreszcie, zobacz, że nasza córka dostrzega we mnie kogoś ważnego, atrakcyjnego, godnego miłości. Córka jest używana przez ojca do udowodnienia czegoś matce. Taki ojciec stawia dziewczynę wobec bardzo trudnego, a właściwie niemożliwego do pozytywnego rozwiązania wyboru. Jeśli jest w sojuszu z ojcem, to mama czuje się zdradzona, kiedy ?zdradzam? ojca zbliżając się do matki, on również cierpi, bo mnie tak strasznie kocha i potrzebuje. W takim układzie dziewczyna przeżywając ciągły lęk i poczucie winy traci własną orientację w życiu, zaufanie do swoich wyborów, swoich emocji, swoich doświadczeń. Kompasem, który pokazuje, czy działa dobrze czy źle, jest wyraz twarzy rodziców. Często dzieje się to kosztem utraty doświadczeń dzieciństwa, rodzi przedwczesną dojrzałość, tendencje do nadmiernego poświęcania się dla innych, czy bycia rodzicem swoich rodziców.

Z tych dziewczyn wyrastają kobiety, które w dorosłym życiu próbują wszystkich zadowolić?

Te dziewczyny często wchodzą w rolę osób odpowiedzialnych za wszystkich. Miłość kojarzy im się z rezygnacją z własnych potrzeb, rezygnacją z samodzielnego życia, realizacją jedynie potrzeb innych. Takie kobiety z biegiem lat stają się osobami udręczonymi, zgorzkniałymi , które sens swojego życia upatrują głównie w gotowości do poświęcania się dla ważnych osób w myśl zasady: ja się nie liczę, liczą się inni. Istnieję o tyle, o ile zadowolone ze mnie jest moje otoczenie. Oczywiście, istnieją też zdrowe układy, w których ojcowie bardzo kochają swoje córki, pragną ich niezależności, rozwoju, a powiedzenie ?kochana córeczka tatusia? nie kryje w sobie zagrożenia dla realizacji takich celów. Jest ogromnie ważne, żeby córka miała doświadczenie takiej bezwarunkowej miłości. By miała przekonanie, że najważniejszy w pewnym okresie jej życia mężczyzna kocha ją i ma dla niej dużo akceptacji i podziwu.

Tymczasem nasza rozmowa nasuwa dość przygnębiający wniosek: to, jak ułożą się nasze relacje z ojcami, determinuje naszą kobiecość i zachowanie w przyszłych związkach. Jeśli coś pójdzie nie tak, dźwigamy ten balast przez całe życie.

Niestety, tak uważam. To jak przebiegały w dzieciństwie nasze kontakty z ważnymi dla nas dorosłymi często tworzy matrycę naszych kontaktów z ludźmi kiedy stajemy się dorośli. Przychodzi do mnie wiele kobiet, które z jakiegoś powodu utraciły swojego ojca lub kontakt z nim. Dla przykładu weźmy najgorszą sytuację w życiu małej dziewczynki. Ma ona miejsce wtedy, kiedy ojciec wyjechał na przykład do Ameryki i nigdy nie wrócił, zerwał wszelkie kontakty. To niezwykła trauma dla dziewczyny, a potem dla kobiety. Mężczyzna, dla którego z założenia powinnam być najważniejsza, ten, który ma mnie kochać jak nikt inny, zrezygnował ze mnie, zostawił mnie. To pozostawia ogromnie silny negatywny ślad w poczuciu wartości, często manifestujący się brakiem zaufania do swojej kobiecości, atrakcyjności, w ogóle atrakcyjności jako partnerki. Takie kobiety mają bardzo duży problem z wchodzeniem w ważne związki z mężczyznami. Obawiają się, że prędzej, czy później zostaną zostawione. Jeśli zrobił to tak ważny człowiek jak ojciec, to co myśleć o partnerze, którego poznałam kilka dni, czy miesięcy temu? Takie porzucenia emocjonalne nie muszą się dokonywać aż w takich drastycznych okolicznościach, one mają często miejsce na co dzień. Np. wtedy, gdy ojciec wyśmiewa uczucia córki, nie szanuje jej wyborów, odmawia uznania dla jej rozwijającej się kobiecości?

Czy w dojrzałych związkach kobiety rzeczywiście szukają mężczyzn podobnych do swoich ojców?

Nigdy nie dzieje się to tak dosłownie. Raczej chodzi tu o pewien typ charakteru a nie o poszczególne cechy. Dotyczy to także mężczyzn, którzy często szukają na swoje partnerki kobiet będących w typie osobowościowym matki. Kobiety nie tylko szukają, ale też próbują ukształtować swoich mężczyzn na podobieństwo osób jakimi byli ich ojcowie. W psychologii istnieje sformułowanie ?przymus powtarzania?. Mówi on, że w naszym życiu, w kontaktach z innymi ludźmi wybieramy przeważnie te, które są bezpieczne. A bezpieczne jest to, co jest znane. A to, czego doświadczyliśmy i nauczyliśmy się w naszych rodzinach jest właśnie taką znaną matrycą, która zapewnia nam poczucie bezpieczeństwa. Czasami taką matrycą może być nawet przekonanie, że jestem do niczego, że jestem niewiele warta jako osoba, czy kobieta. Wiem, jak się zachować, kiedy jestem źle traktowana, kiedy odmawia mi się poczucia wartości, kiedy się na mnie krzyczy, podważa moje poczucie kompetencji. Trzeba wtedy siedzieć cicho, albo odcinać się od swoich uczuć, sygnalizować grzeczność i posłuszeństwo, albo robić inne rzeczy, które wypróbowałam w rodzinnym domu. Kiedy trafię na kogoś, kto zachowuje się inaczej niż moi bliscy, na przykład okazuje mi ciepło i zaufanie, pojawia się we mnie lęk - jego zachowanie jest dla mnie nowe i nieznane. Boję się partnerstwa i akceptacji, a więc zawsze ?ustawiam się? w relacjach z bliskimi w roli osoby, która ma niewiele do powiedzenia, nie sygnalizuje swoich emocji i potrzeb, raczej słucha niż zarządza, boi się samodzielnych decyzji, nie staje do konfrontacji, itd. W ten sposób partner powoli, czy chce, czy nie, zaczyna sprawować władzę, zaczyna narzucać swoje rozwiązania, jest zmuszony niejako do podjęcia odpowiedzialności za związek i za mnie. Wprawdzie płacimy za to oboje przeżywając potężną dawkę samotności, braku bliskości, frustracji potrzeb, narastającej agresji, ale znana sytuacja gwarantuje jakieś podstawowe poczucie bezpieczeństwa. Lepiej być z kimś nawet cierpiąc w poznany wcześniej sposób, niż ryzykować sytuacje i zachowania, których skutków nie znam. Może się przecież okazać, że one przerastają moje możliwości i partner przekona się naocznie o mojej nieatrakcyjności.

Jak to? Nawet jeśli szukamy innego mężczyzny, nieświadomie próbujemy go ulepić według znanego sobie wzorca?

Tak, weźmy najbardziej znaną sytuację. Dziewczyna, która miała ojca alkoholika, urządzającego w domu ciężkie awantury, najczęściej szuka mężczyzny, który wydaje się być cichy i spokojny. Myśli wtedy: to jest właściwy facet, bo on nie krzyczy, nie podnosi głosu, jest bezpieczny, delikatny, akceptujący, nie ocenia i nie odrzuca. Ale taki mężczyzna, który sprawia wrażenie cichego i spokojnego, który unika konfrontacji, boi się samodzielności i odpowiedzialności, często postępuje tak, gdyż ma kłopot z poczuciem własnej wartości. Kiedy już poczuje się bezpiecznie, zostanie zaakceptowany, wybrany i przyjęty, zaczyna sobie rościć różne pretensje. Odzywają się jego liczne potrzeby, które były frustrowane w przeszłości. Był cichy, spokojny, a teraz zaczyna mieć różne wymagania. Chce być bezwarunkowo kochany, ciągle zapewniany o miłości przez obsługiwanie go, stałe respektowanie i zaspokajanie jego wszystkich potrzeb. Rodzi się wtedy w związku wiele napięcia, frustracji, złości. Konflikty się mnożą. Co zatem robi taki chłopak? Kiedy nie potrafi komunikować swoich uczuć, żyje w ciągłym napięciu, szybko odkrywa, że alkohol redukuje to stałe napięcie i coraz częściej chodzi się napić. W ten sposób koło się zamyka, a dziewczyna ląduje w sytuacji której bardzo chciała uniknąć. Tracąc nadzieję na udany związek, podobnie jak jej matka, zaczyna poświęcać się dzieciom. Jej mąż czuje się coraz bardziej odrzucany i coraz częściej zagląda do kieliszka? Dość znany to scenariusz.

Zdarza się, że rozmaitych sytuacjach z zaskoczeniem odkrywamy, że zachowujemy się tak samo, jak zachowywały się nasze matki, choć obiecywałyśmy sobie, że nasz związek będzie wyglądał inaczej. Dlaczego tak się dzieje?

W kryzysowej sytuacji zachowujemy się tak, jak umiemy, jak nauczyliśmy się chronić przed nieprzyjemnymi uczuciami w młodości. A umiemy to, co widzieliśmy i co sprawdzało się w relacjach w naszym własnym domu. Egzystencjaliści mówią, że kochamy swoje kajdany. Chcąc się wyzwolić, trzeba udowodnić swoją siłę. Większość z nas narzeka na różne okoliczności w naszym życiu, ale kiedy przychodzi sytuacja, w której można wziąć życie w swoje ręce, często ręce nam drżą. Nie czujemy się pewni, że nam się uda. Wiele dziewczyn tęskni za księciem na białym koniu, a kiedy ten książę się zjawi, wcale nie są pewne, czy one są dla niego właściwą osobą, czy nadają się na królową. Nie były przecież księżniczkami w swoich rodzinach. Nie znają uczuć i zachowań, których doświadczają bezwarunkowo kochane dziewczyny. Jedyne wyjście, to uciec z balu przed dwunastą, zostawiając tylko pantofelek. Pełne niepokoju myślą: może zrobiłam na księciu jakieś wrażenie, a on, jeśli mu zależy, wykaże się inicjatywą i odszuka mnie. Boji się zaryzykować i kazać księciu zaprosić ją do tańca aby przetańczyć z nim całą noc. A do tego wszystko to zrobić z własnej woli i wyboru bez pomocy wróżki?

Wróćmy jeszcze do naszego narcystycznego ojca z początku rozmowy. Tego, który oceniał, wymagał, budził lęk, pokazywał, że świat męski jest czymś odległym i nieprzystępnym. To przez niego uciekamy z balu, zostawiając pantofelek. A przecież jego rola też jest niewdzięczna. Często staje się domowym tyranem, przeciwko któremu sprzymierza się reszta rodziny.

W atmosferze konfliktów rodzinnych ojcowie są nieraz delegowani przez swoje żony, które boją się konfrontacji i stawiania dzieciom granic, do roli strażników rodzinnych zasad i norm. Często ojcowie, którzy przegrali z żonami walkę o główną pozycję w rodzinie biorą odwet na dzieciach. W kontaktach z nimi pokazują swoją pozorną siłę i znaczenie. Nikt w rodzinie nie jest tylko tyranem albo ofiarą. W rodzinnym tańcu funkcjonujemy w różnych rolach i różne są przyczyna dla których te role podejmujemy. Najczęściej robimy to z lęku, próbując przez zdobywanie władzy nad bliskimi poprawiać swoje mocno nadwątlone poczucie wartości.

Z jednej strony oczekuje się od nich, że będą twardzi i silni, z drugiej ? żeby nawiązać więź z córkami, muszą rozumieć kobiecy świat. Łatwo się w tym pogubić.

Ciągle wracam do tej piaskownicy i jej okolic. Tam gdzie chłopak doświadczył akceptacji gdy czuł się słaby i bezradny oraz uznania gdy osiągał swoje małe sukcesy, tam jako dorosły nie ma kłopotu aby być, w zależności od sytuacji, silnym, stanowczym, lub delikatnym, ciepłym, akceptującym. Kimś kto pozwala sobie odczuwać niepokój i poszukiwać pomocy, także u swojej partnerki. W dorosłym życiu często pomocne są mężczyznom mądre kobiety, które dają im dużo miłości oraz potrafią stawiać granice, potrafią stanowczo konfrontować się ze swoimi partnerami. Taka zaakceptowana kobiecość potrafi zdziałać cuda dla rozwoju partnera, który w pewnych obszarach swojego życia może przeżywać kłopoty. Olbrzymim wsparciem dla mężczyzny jest właśnie taka mieszanka kobiecej siły i delikatności. Na nic się mężczyźnie natomiast nie przydaje ciągłe zapewnianie, że on sobie na pewno ze wszystkim poradzi. Przestraszona problemami mężczyzny kobieta, która jak mantrę powtarza: jesteś silny, osiąga wręcz odwrotny skutek. Mężczyźni odsuwają się od takich kobiet, czują się głęboko nie zrozumiani. Nie dość, że jest im ciężko ze względu na trudną sytuację, to jeszcze muszą pokazać swojej kobiecie, że szybko się ogarną i spełnią pokładane przez nią w nich nadzieje. Szybko się otrząsną i dadzą jej poczucie, że za chwilę wróci stan oparcia i poczucia bezpieczeństwa. Ten model wspierania mężczyzny jest bardzo podobny do doświadczeń jakie on przeżywał w kontakcie z wymagającą siły i sprawności matką we wspomnianej wcześniej piaskownicy. Głównie rodzi poczucie osamotnienia i niezrozumienia.

Z okazywaniem czułości i bliskości fizycznej też nie jest prosto. Uważa się, że to niemęskie?

W dodatku, kiedy córki stają się nastolatkami, ojcowie zaczynają się obawiać, że ich kontakt z córką się erotyzuje. Niektórzy ojcowie wycofują się wówczas z kontaktu fizycznego, często też psychicznego, bojąc się, że przytulanie może nieść jakąś komponentę erotyczną, być czymś nienormalnym. U wielu rodziców taka myśl budzi silny lęk. Także u matek w relacji z synami. Tymczasem dziewczyna może czuć się odrzucona. Jeśli w rodzinie nie ma tradycji rozmawiania o potrzebach i uczuciach często przyjmuje, że z jakiegoś tajemniczego powodu dla ojca przestała być ważna. Ten tajemniczy powód to oczywiście najczęściej jej braki i niedoskonałości, które jak sądzi, są dla wszystkich bardzo widoczne. Takie sytuacje trwają nieraz latami ? dwie osoby tęsknią za bliskim kontaktem i boją się o tym sobie powiedzieć.

Potrzebujemy być przytulane przez naszych ojców?

Oczywiście, pod warunkiem, że ojciec nie czuje się tym zawstydzony, ani zagrożony. Czuje się pewnie w kontakcie ze swoimi uczuciami, jest odporny na ich zewnętrzną ocenę. Jest to jednak delikatna sprawa, warto uważać aby nie przekraczać granic bliskości i jednocześnie być w tym kontakcie choć trochę spontanicznym. Delikatność i spontaniczność w okazywaniu uczuć to przecież podstawa tworzenia bliskości. Wtedy taki kontakt jest dobry i rozwojowy.

Dziś model ojcostwa ulega zmianie. Wymaga więcej wrażliwości, empatii, emocjonalnej elastyczności. Stare wzorce przestają być użyteczne.

W ogóle zmienia się stereotyp kulturowy bycia mężczyzną i kobietą. Odchodzi się od myślenia, że nasze zachowania wyznaczają pewne zasady społeczne i normy. Kobiety mogą być dzisiaj dyrektorami banków, mogą prowadzić samodzielne przedsiębiorstwa, w których pracuje kilkuset facetów i sobie świetnie dają radę. Przynajmniej w pewnych środowiskach kobiety odkryły silną stronę swojej osobowości. Natomiast mężczyźni mają olbrzymi kłopot. Bardzo trudno jest im przyjąć swoją wrażliwość, ale też bezradność i słabość. I minie jeszcze dużo czasu, zanim nauczą się je akceptować jako coś, co ich nie dyskwalifikuje. Zmienia się też model ojcostwa i macierzyństwa. W relacjach ojców z córkami coraz większą rolę zaczyna odgrywać bezpośredni kontakt. To, jacy ojcowie są ze względu na swoje uczucia, przekonania, na swój rodzaj męskości. Coraz mniej w tym są pomocne różne kulturowe wzorce mówiące jaki ojciec powinien być.

Mężczyźnie w roli rodzica jest trudniej niż kobiecie?

Nie sądzę aby im było trudniej niż kobietom. Też się boją czy są dobrymi ojcami, czy nie zaniedbują kontaktów z dziećmi poświęcając się pracy ? ktoś musi przecież zarabiać na dom. Ważne aby nie chcieli być idealnymi ojcami. Taka postawa zabija spontaniczność, rodzi stały niepokój czy spełniam wyśrubowane standardy ideału. Ojciec w pewnym momencie musi powiedzieć: taki jestem, tak przeżywam, tak czuję, to mam do dyspozycji dla swoich dzieci. Najczęściej, jeśli powie to szczerze i spontanicznie, okazuje się, że jego spontaniczne, zwyczajne zachowanie jest akceptowane i przydatne w kontaktach z dziećmi. Córki nie oczekują, że ich ojciec będzie najlepszym ojcem na świecie. Może popełniać błędy, od czasu do czasu zrobić nawet jakąś głupotę. Chodzi o to, żeby umiał o tym szczerze porozmawiać, powiedzieć, co czuje, czasami po prostu przeprosić. Ojcowie, którzy odkryli, że mogą się dzielić z bliskimi swoimi uczuciami i nie muszą być wspaniali, mają sukcesy jako rodzice.

Nie w tym rzecz, żeby od ojców, wychowujących córki oczekiwać rzeczy niewykonalnych. Chodzi o to, żeby byli, rozumieli, wspierali.

Tak naprawdę nie potrzebujemy rodziców, którzy są idealni. Jak powiedział kiedyś znany brytyjski psychoterapeuta D. W. Winnicott, mają być wystarczająco dobrzy. Strasznie trudno żyć u boku wspaniałego, idealnego rodzica ? ciągle porównywać się z nim i mieć poczucie, że nie dorasta mu się do pięt. Nie mówiąc już o ciągłym porównywaniu przez córkę kandydatów na chłopaka z którym się chodzi do wspaniałego ojca. Większość młodych mężczyzn nie ma wielkich szans aby wyjść zwycięsko z takiej konfrontacji. Stąd kłopoty wielu córek wspaniałych ojców w tworzeniu satysfakcjonujących związków z młodymi, niedoświadczonymi, dopiero startującymi do samodzielnego życia chłopakami. Ale na szczęście ojcowie, którzy mocno aspirują do takiej pozycji w życiu córek szybko pokazują swoje słabe strony. Już sama chęć takiego aspirowania jest często dla otoczenia czymś trudnym. Na szczęście mądre córki czasami się tym nie przejmują i śmiało krytykują swoich ojców. Pomagają im w ten sposób cieszyć się kontaktem z realnym światem wspólnych przeżyć i doświadczeń. Pozwalają im zrozumieć, że zasada ?lepsze jest wrogiem dobrego? może mieć zastosowanie także w życiu rodzinnym. Pozwala ojcom nie ?zaojcować? się na śmierć.

18 777

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Żabcia5 napisał/a:

W moim dzieciństwie nie było nadużywania alkoholu. Nie dostrzegam również przemocy. Na pewno nie było fizycznej przemocy. Pamiętam, że matka mnie straszyła, że mnie odda do domu dziecka. Tak często i dużo ze mną rozmawiała, że nieraz wolałabym, żeby mi w tyłek dała niż tyle marudzić. Ojciec raczej był nieobecny w moim wychowaniu. Zdominowany przez kobiety, pamiętam, że tylko kilka razy wyraziła swoje zdanie dotyczące mnie. Zrobił to w sposób apodyktyczny, powiedział i wyszedł. Teraz na starość odezwał się jego podły charakter. Wyszło na jaw, że nie darzy mnie żadnymi pozytywnymi uczuciami. Chyba w ogóle ich nie ma do nikogo.
Nie wydaje mi się, żebym wybierając sobie męża miała świadomość, że on taki jest jak go spostrzegam w tej chwili, ale może się mylę.

Emocjonalna napewno. Nie wiem jednak, czy takie słowa to już nie jest fizyczna przemoc w stosunku do dziecka, bo to w dziecku powoduje ogromny ból i strach. Zapytaj psycholog.

Poza tym strach z dzieciństwa przed odrzuceniem przez najbliższych - rodziców - przez pdesłanie do domu dziecka wprost przekłada się na Twoją histeryczną reakcję w związku z możłiwym (i wg mnie pewnym) rozpadem Twojego małżeństwa. \Widzisz że to koniec relacji. Przykry koniec związku z kimś dla Ciebie najważniejszym. Dokładnie to samo.
I proszę, pomyśl o jednym, bo to może być Twoja siła.
Twoja córka może sobie ewidentnie zafundować ten sam los. Chyba, że w porę to sama przerwiesz.
Biegiem z nią na terapię także.
A Ty masz poszukać swojego sposobu na szczęście i poczucie bezpieczeństwa. Na siebie. Uśmiechniętą w pełni zadowoloną siebie. Inaczej terapia Twoje córki nic nie da, bo nie będzie mieć córa wsparcia w zadowolonej, spełnionej najważniejszej dla nie osobie - mamie.
"nasza rodzina jest przeklęta" - "odklęć" ją wink

18 778

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
raki napisał/a:

zabka-k

Aż przyjemnie się Ciebie czyta z tym całym optymizmem smile
W sumie masz rację z tym mieszkaniem. To, że wiesz i widzisz jest najlepsze, co mogło Ci się przytrafić. Ja dzięki kontaktowi i paru inny rzeczom, przestaję go pragnąć, bo on mi nic nie może zaoferować poza swoimi pieniędzmi (których i tak nigdy nie brałam) i... uwaga tymi górami i nartami. I przed chwilą doszłam do wniosku, że najbardziej to mi tych nart turowych szkoda z całego tego rozstania.
Ile on musi być wart, skoro tylko tyle miał mi fajnego do zaoferowania.
To kochanie w nieskończoność jest okropne - i Ty go nie masz smile

Raki - wszystko się daje odczarować smile
Co do nart to pytaj Happy wink Co do gór - no to już ja wink
Bez myśli o nim jest zdecydowanie fajniej smile
Ja wiem, ale też wiem, że u mnie stuknęło pół roku właściwie, a 3 miesiące prawie odkąd wywrzeszczałam samej sobie, co ja ze sobą robię wink Umartwianie się nie jest moim celem smile
Każda z nas będzie pół roku "po" wink

Nie, no spokojnie. Mnie się nawet z tego śmiać chcę wszystkiego. Te narty i góry, to jeden z podstawowych powodów, dla których tu jestem. I żal się trochę robi, bo nawet nie chcesz wiedzieć ile wydałam na sprzęt (nie ten do zjazdów alpejskich - ten miałam).
Natomiast plany wejścia w odpowiednie środowisko, zawiodły. Pod wpływem (g)jma zapisałam się do jakiegoś frankowskiego klubu (100 letniego), gdzie są same pierniki (czyt. średnia wieku 80). Bo w tym drugim to on się z sekretarką przestał dogadywać (generalnie nie ma osoby, z którą on by się dogadywał...nawet już ze mną nie smile hurrra, jedyna tempa też odpadła).

Niestety u nas w pl, ten sport kuleje strasznie i faktycznie możesz go uprawiać tylko w Tatrach i to przez krótki okres, bo śniegi muszą być stabilne (czyt brak zagrożenia lawinowego), do tego nie mogą być twarde, a pogoda musi być jak drut. Potem zostają Alpy, ale wiadomo.... A tu śmigasz jedyne 50 km za miasto i już jest, za 100 kolejna sierra, za 200 następna, a każda piękniejsza. Ale dam sobie radę, to żadna przeszkoda przecież. Zresztą na ten moment, to tak mało ważne smile najpierw chciałabym się  pozbierać.

18 779 Ostatnio edytowany przez zabka-k (2013-03-18 00:27:13)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:

Nie... to niestety inny rodzaj mielenia. Jego już mało mielę. Poczytaj tę maszkaradę... to jest to, co ona ma dokładnie.Ja ją czytam i mogłabym równie dobrze czytać siebie - co tam jej się w głowie dzieje. Mój mózg jest tak analityczny, że w ogóle nie daje sobie odpocząć.
Ja w pracy stoję już na podium (wyżej nie mogę)- i do tej pracy nie chcę wracać, choć jeśli wrócę, by nie pchać siebie w nowe wyzwania, spróbuję sobie samej postawić granice. Jeśli się nie spodoba trudno - rozstaniemy się. Chciałabym coś spokojnie dłubać sobie tutaj. To, że praca u mnie nie jest już na pierwszym miejscu, i że już przestałam się dla niej poświęcać, jest pewne ufff. Ale pracę trzeba mieć i trzeba utrzymać, a wszyscy ciągle jeszcze na mnie patrzą przez pryzmat cyborga.

Raki, ja mówiłam już dziewczynom, że nie czytam kompletnie wstecz smile Chcę poznać ludzi jakimi są aktualnie i jakie aktualnie mają odniesienie do samych siebie "poprzednio". To zdecydowanie lepiej dla mnie - działa smile Więc nie będę czytać maszkarady, bo jestem tu smile W tej chwili smile
Mój mózg jest mega analityczny. W pracy na wyższej grzędzie nie usiędę wink Nie ma takiej możłiwości nawet hipotetycznej. Pracę obecną zamieniłaś na plany kursów i nie wiadomo czego jeszcze. Typowe DDA smile Ja zamieniałam na plany wyjazdowe i choć z marketingiem itp nie mam nic wspólnego - organizowałam wszelakie imprezy w firmie i ściśle wspóracowałam przy eventach, wielkich imprezach, nie wiem czym tam jeszcze. Poza tym odwaliłam PBI, sama się wyuczyłam wszystkie z ustaw itp.
NIE  CHCE  MI  SIĘ - NIE MÓJ ZAKRES OBOWIĄZKÓW smile
Nie, nie pójdę na angielski smile Nie pójdę tam i ówdzie. Nie zrobię nic.
Pójdę wziąć setny prysznic zanim konie w głowie nie przyhamują wink

18 780

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:
Happyfull napisał/a:
raki napisał/a:

(..) a wszyscy ciągle jeszcze na mnie patrzą przez pryzmat cyborga.

A moze to Ty tak patrzysz na siebie ? Wszyscy to Ci powiem maja nas gleboko w ...dupie !!!

Jedno z drugim, by się równało generalnie.
W pewnym momencie zaczęłam pracować za dziesięciu (nie, ja od początku pracowałam za tylu) I po tym co mi przysyłają, mniemam, że nadal tak myślą, a już najbardziej po tym, co myślą, że zrobię, czego nie zrobię, ale nikt mnie nie słucha.
Tylko zastanawiam się jak oni mogli się jeszcze nie zorientować, że ja już całkowicie przestałam funkcjonować. No albo tylko faktycznie ja to widzę... sad

Taaaak, a mnie jeszcze szef premię podwyższa w stosunku do mojej własnej samooceny - jakim prawem, nie?
Może mądry jest i widzi to co jest, a na szczęście nie moimi ślepymi oczami smile

18 781

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

Raki, ja mówiłam już dziewczynom, że nie czytam kompletnie wstecz smile Chcę poznać ludzi jakimi są aktualnie i jakie aktualnie mają odniesienie do samych siebie "poprzednio". To zdecydowanie lepiej dla mnie - działa smile Więc nie będę czytać maszkarady, bo jestem tu smile W tej chwili smile
Mój mózg jest mega analityczny. W pracy na wyższej grzędzie nie usiędę wink Nie ma takiej możłiwości nawet hipotetycznej. Pracę obecną zamieniłaś na plany kursów i nie wiadomo czego jeszcze. Typowe DDA smile Ja zamieniałam na plany wyjazdowe i choć z marketingiem itp nie mam nic wspólnego - organizowałam wszelakie imprezy w firmie i ściśle wspóracowałam przy eventach, wielkich imprezach, nie wiem czym tam jeszcze. Poza tym odwaliłam PBI, sama się wyuczyłam wszystkie z ustaw itp.
NIE  CHCE  MI  SIĘ - NIE MÓJ ZAKRES OBOWIĄZKÓW smile
Nie, nie pójdę na angielski smile Nie pójdę tam i ówdzie. Nie zrobię nic.
Pójdę wziąć setny prysznic zanim konie w głowie nie przyhamują wink

To i tak lepsze od reszty. Powiedziałabym Ci szczerze jak to wszystko jest, ale mimo wszystko te cholerne forum jest publiczne, a ja i tak się denerwuje tym jak się obnażam tutaj.
Natomiast wykazałam się totalnym brakiem asertywności, bo plan miałam zupełnie inny w założeniu, a potem się poddałam "w pracy" i wyszłam na tym, jak w załączniku. Co więcej, kiedyś miałam jeszcze jeden plan by się z tego wyrwać, i też wyszło, jak wyszło....
Bo to mój kolejny zupełnie chory związek - nie tyle, co z pracą, ale z kimś z pracy (który w żaden sposób nie ma charakteru damsko-męskiego), ale kkzb tak.

18 782

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
raki napisał/a:
Happyfull napisał/a:

A moze to Ty tak patrzysz na siebie ? Wszyscy to Ci powiem maja nas gleboko w ...dupie !!!

Jedno z drugim, by się równało generalnie.
W pewnym momencie zaczęłam pracować za dziesięciu (nie, ja od początku pracowałam za tylu) I po tym co mi przysyłają, mniemam, że nadal tak myślą, a już najbardziej po tym, co myślą, że zrobię, czego nie zrobię, ale nikt mnie nie słucha.
Tylko zastanawiam się jak oni mogli się jeszcze nie zorientować, że ja już całkowicie przestałam funkcjonować. No albo tylko faktycznie ja to widzę... sad

Taaaak, a mnie jeszcze szef premię podwyższa w stosunku do mojej własnej samooceny - jakim prawem, nie?
Może mądry jest i widzi to co jest, a na szczęście nie moimi ślepymi oczami smile

Nie, no co Ty (zresztą ja jestem współszefem) Teraz jest mimo wszystko generalnie konsternacja, bo sobie nie radzą i ja widzę jak to się huśta w sposób zupełnie niekontrolowany. I niby się stresuję, ale jakoś coraz mniej, bo dzieci się też chodzić muszą nauczyć.
A kursy jednak zmierzają do tego, żeby w rezultacie pracować mniej. Chodzi raczej o pójście w kierunku, czegoś mniej pracochłonnego i bardziej z mojej bajki. No i tu mi się papier przyda, a jak nie tu to w pl też.

18 783

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:

(..) te cholerne forum jest publiczne, a ja i tak się denerwuje tym jak się obnażam tutaj.

Te forum nie jest cholerne !!! A Ty myslisz, ze my nagiej baby nie widzialysmy ? Tutaj plaza nudystow smile Jak ktoras ubrana wpada to oko na sznurku od razu wylapuje tongue

18 784

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
raki napisał/a:

(..) te cholerne forum jest publiczne, a ja i tak się denerwuje tym jak się obnażam tutaj.

Te forum nie jest cholerne !!! A Ty myslisz, ze my nagiej baby nie widzialysmy ? Tutaj plaza nudystow smile Jak ktoras ubrana wpada to oko na sznurku od razu wylapuje tongue

Zupełnie o Was nie mówię dziewczyny, a raczej o panu google.

18 785

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ależ nastukałyście postów, chwilę musiałam poświęcić na nadrobienie... wink

zabka-k napisał/a:

Ale także Cię nie szanuje. Nie powtarza się schamtu wiernie. Powtarza się efekt, a szukasz tego samego efektu.

Hmm, nie wiem - ja tam schemat wiernie powieliłam. Kropka w kropkę. Oczywiście nie zdając sobie zupełnie z tego sprawy w tamtym momencie. Na szczęście (dla mnie) efekty końcowe są inne, choć początkowe były bardzo, bardzo podobne...

Happyfull napisał/a:

Raki to sie mojego avatara boi tongue Oko na sznurku tongue

Muszę przyznać, że tego sznurka nie zauważyłam... Dopiero jak zaczęła się dyskusja nad onym, doszukałam się go. Wcześniej dla mnie to oko łzawe było, nie na sznurku tongue

zabka-k napisał/a:

Nie ma bata, nie dam się samej sobie rzucać po ścianach. To jest tzw potęga podświadomości. Zmuszać się ciągle, codziennie do czegoś, czego się wcale nigdy nie chciało robić. Zmuszać. Zawsze. Napisac wielkimi literami na ścianach i na suficie, że musisz to i to. I choćby w międzyczasie się zwymiotowało od tego zmuszania siebie - robić to. Choć to nudne. Ale napewno lepsze od bezsensownego mielenia. Bo jak się miele, to się nie wymiele. Znaczy wymiele się albo zbyt drobno albo zbyt grubo.

A to chyba sobie w ramki oprawię i powieszę, żeby na gały mi się wciąż rzucało. Bo moje zmuszanie jest nieciągłe. A tu trzeba jak mówisz: ciągle i zawsze... Tak, to jedyne lekarstwo na mielenie... Zresztą, nie jest już tak źle jak było. Są jakieś postępy. Bo po miesiącach stagnacji i niemożności (a może i niechęci) zmuszania się do czegokolwiek, zaczęło się zmieniać i już zaczynam "móc" wink Tyle, że już tego powera, co u żabki nie ma (był, był - kilka ładnych lat temu). Ale nie szkodzi, spokojnie też da radę iść do przodu. "W pewnym wieku" to nawet przystoi być takim statecznym wink big_smile

Posty [ 18 721 do 18 785 z 26 310 ]

Strony Poprzednia 1 … 287 288 289 290 291 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026