netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

26 309 odpowiedzi1 691 951 wyświetleńzałożony przez bez serca, 21.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Strony Poprzednia 1 … 286 287 288 289 290 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 18 656 do 18 720 z 26 310 ]

18 656

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:

Do motta mislam się odnieść, ale nie mialam jak, bo dalam zaklocic sobie spokój.  No proszę, jaka podatna jestem.

Bylam przekonana, ze ten związek nie istnieje. Skuszona cukierkiem przyjaźni wlazłam w paszczę lwa.  Dalam się nabrać,  omamić, ze to ktoś, kto szanuje uczucia innych i możemy się przyjaźnić. Zdarzyło mi się już w życiu, ze to działało.  Wtedy  jeszcze nie przypuszczałam do końca jaki on jest. Albo nie chciałam przyjąć do wiadomości.

Ja tu nie robię kariery i nie chcę zrobić- moja praca w pl. To 7 dni w tygodniu po 11-13 h plus weekendy - na najwyzszych obrotach. Zdziwilabys jak tu schodzi ze mnie stres i odpoczywam.  To, co ze mną się dzieje może byc też wynikiem wypalenia.  Wolę spróbować przetrwac tu. Tu jed n ak żyją wolniej, luzniej, z mniejszą ilością stresu.  Tu w kolejce nikt się nie denerwuje.

Nie jest sposobem pakowanie się i  uciekanie teraz.  Pomijając inne czynniki. Poza tym to nie jest moment dobry na decyzje.  Chcę czasu.  Spróbuję sobie go dać.  Myślę, że rozwiązanie jakoś się pokaże, a jak mi "przystawią pistolet do głowy" będę musiała decydować, to zdecyduję.

Happyfull ma rację.  Potrzebuję odpocząć, ale nie w pl (praca). Na normalnych wakacjach - tzn.po mojemu normalnych. Powinnam mieć ich min.2 tygodnie.  Nie wiem, kiedy miałam taki urlop długi.  I jeszcze nie wiem, jak go załatwić (takich się u nas nie bierze, od razu mam wyrzuty sumienia), ani gdzie go spędzić (przecież ja potrafię tylko aktywnie).

Ale idea jest.

Zobaczymy.

P.S. Jest nieugięty.  I znowu próbuje na przyjaźń.

Mądrze. smile
Spowolnij obroty. Czasem życie jako przetrwanie daje więcej niż życie na luzie smile

18 657

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
beosa napisał/a:
pani_zupa napisał/a:

wiesz, ja 8 lat okazywałam radość, smutek, gniew, podniecenie, ciekawość, zadumę- byłam sobą. Nic nie udawałam, oddałam swoje podbrzusze jak nieświadomy zagrożenia kotek. Całej jego rodzinie- są ludzie, którym tego oddawać zwyczajnie nie wolno. Którzy patrzą zimnym wzrokiem i w lukrowanych słowach dają ci w pysk, im bardziej pokazujesz, że ci zależy na "rozwiązaniu, wyjaśnieniu".
Pisze to z mojej perspektywy, tej, która okazywała uczucia po kokardkę, rozumiem, że u każdego wygląda to inaczej.
U mnie ów chłód jest właśnie doskonałym ćwiczeniem na nagrobku tego co mam.

22 lat potrzebowałam żeby przeistoczyć się z kotka w lwicę. smile
Ja traktowałam teściową jak drugą matkę.Do czasu.Dopóki nie wykorzystała moich zwierzeń na temat domu rodzinnego.Szybko stanęłam na łapkach.Nie odsłaniałam się więcej.
Ale dziś słyszę,że jestem nieprzystępna,że nikt mnie nie lubi,nikt nie chce przyjść.Kotek pokazał pazurki?Niegrzeczny kotek smile Paszoł won!

Zaraz,zaraz,ale ja jednak wciąż się odsłaniam. sad
Tu na forum,w pracy,u Mamy...
Tylko teraz jest tak jak napisałaś.Robię to ze świadomością,że ludzie są nie tylko dobrzy i uczciwi.Jestem bardziej czujna i wcześniej staram się wybadać grunt.
A jeśli nie rozpoznam wroga i ten zaatakuje,nie będę rozpaczać tylko powiem co o nim myślę i pokażę ...odwłok. I może mnie pocałować... smile

Otwartość Beosa nie jest błedem, czy oznaką słabości.
Jest przejawem człowieczeństwa. Tylko niestety - czasem nie trafiamy na LUDZI....

Dlaczego już teraz nie mówię co czuję? Bo ostatnich wiele lat ugruntowało we mnie przeświadczenie, że ludzie to wykorzystają przeciwko mnie, by jeszcze mocniej zranić... Zdarzenia z teściową czy jm przełożyłam na wszystkich dookoła - bezsensownie, tak z perspektywy czasu smile
Niech zresztą powiedzą Zofia i Happy.... Ile mnie kosztuje próba powiedzenia tego co czuję. I jak mi strasznie słów brak. O innych tal, zawsze. Tak dobrze innych rozumiem wink

18 658 Ostatnio edytowany przez zabka-k (2013-03-16 23:44:16)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
beosa napisał/a:

Będę ostrożna.Obiecuję Ci to smile
Dziwnie się czuję,Ktoś proponuje mi schronienie,Ktoś wink pomoc w napisaniu pozwu i nie tylko ,wieli Ktosiów dzieli się doświadczeniem,wspiera radą,podnosi na duchu albo motywuje do działania. smile
To dla mnie coś niesamowicie miłego,nieznanego.To bardzo przyjemne uczucie. smile
Dziękuję Wam Wszystkim! smile

Beosa, my się tak strasznie staramy być silne, że czyjeś zainteresowanie i normalny przejaw zwykłych odczuć traktujemy jak jakąś wielką opiekę... To nie tak smile To, co napisałam powinno być normalnym przejawem. smile
A ja Ci bardzo dziękuję, że podziękowałaś smile
I jednocześnie trzymam Cię za słowo. że jak coś by się zadziało, to nie będzie "otwierać okna" - tylko otworzysz drzwi!!!!! smile

18 659

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:

Gdzieś w Twoich postach przemknęło mi słowo przemoc. Ta która niby jej nie ma, a jest. trudno się do niej przyznać.

Widzisz czułaś się silna, pewnie temu zostałaś. Czasem jak jestesmy silne robimy największe głupoty. Gdy słabe, po prostu nie mamy na nie siły, a nawet trzeźwiej podchodizmy do sytuacji, tylko znowu brak sił na zmianę.
Zamknięte koło.
Kupe mam szczęścia, że miotam się z tym wszystkim jeszcze w moim wieku, że jednak mój mąż były nie chciał dzieci. Inaczej byłabym z nim i z dziećmi. Co by się działo - przewidzieć niegdy nie można. Mam zamazany jego obraz - tego szczęścia i ..

A może jednak spróbowałabyś dla siebie, nie dla dzieci. To super motywacja, ale liczysz się Ty przecież.

Raki - tę motywację mam każdego dnia smile Ja o sobie tak nie myślę, bo Wy widzicie i słyszycie, że piorę, gotuję, prasuję, kupuję  wszyscy o mnie mówią "mamcia" smile A ja? A ja do tego paplam, planuję, myślę, pracuję, piję piwo (hłe, albo ostatnio przekonałam się do drinków wink ), przymierzam, śmieję się i w ogóle.... smile Taaaaak - jestem mamą i cieszę się, że mogę z dziećmi - wyjśc na spacer, jak dziś, bo to była motywacja, bo piękne słońce a one mają siedzieć w domu???? No przy okazji ja nie siedziałam wink Bo mogę się ze starszą Niuńką pokłócić - znaczy powymieniać opinie wink I w ogóle... smile

Nie wiem kto powiedział, że ze słabości siła wink
Ale przy okazji ja robię, to co ja lubię smile
Mam podwójną motywację - siebie i uśmiech moich dzieci smile A dlaczego starsza takim trampem jest wink A czy ja odrzucam swoje okazje? Już nie - choć bardzo jm nie ufam pod względem jego zachowania - Zofia i Happy wiedzą, ten słoik z dżemem...

Mój pierwszy nie chciał dzieci, a jeśli już - to dziewczynkę.... Ewentualnie. Zapytałam czy jakby był chłopczyk, to co? Nie ma sensu opowiadać. Na szczęście dzieci urodziłam z mniej trąchniętym idiotą, choć akurat ten ma jakiś defekt psychiczny niestety.... Tamten po prostu był zadufany w sobie i w swojej męskości.

18 660

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:
Happyfull napisał/a:

Raki jak Cie czytam to mam wrazenie, ze juz Cie znam. Czytalam kiedys posty Maszkarady - bardzo podobne. Poczytaj sobie. Bedzie Ci bliskie.

Matko, to przerażające. Jak ona mieli mózgowiem- to samo dzieje się w mojej głowie. To jest taki huragan. I wiesz, nie jestem pewna, czy powinnam więcej i na nowo czytać (prześlij wszystko,poczytam od nowa, tu nie mam nic ), bo to moje mielenie się spotęguje..
Najgorsze jest to, że jedynym dla mnie sposobem na niemielenie i danie odetchnąć memu umysłowi, nie jest mycie kibla albo pójście pobiegać (choć  zawsze to jest dobre), ale rozwiązanie jakiegoś trudnego zadania - mogę w tym ugrzęść na dobrych kilka godzin. Ale musi być trudne.

Moja pierwsza terapeutka (teraz jest trzecia, wiadomo, bo miejsce,a pierwsza zaszłą swego czasu w ciążę i musiałam zmienić)  na pierwszym spotkaniu mi powiedziała: jest Pani pierwszą pacjentką, która wie, co się z Panią i organizmem dzieje i wie doskonale dlaczego.Bo ja wiem, wiem, wiem.

I co z tego, i g... I mój problem czuć. Pewnie jak ryczę, będzę i mam te całe stado emocji, to też nie czuję.

stąd to moje motto - ono idealnie oddaje mnie (to Hellinger zresztą - jego konkretny tekst trzeba czuć), bo ja sama sobie przeszkadzam w zdrowieniu, w polepszeniu mojej sytuacji, mieleniem, gonieniem, walczeniem, wiedzieniem itp. itd. Zamiast zostawić i czuć.

Jestem w Hiszpanii, bo pytałaś.

Na mielenie pomaga pisanie. "Tupające słonie" sprawiły, że zaczęłam pisać - w zeszycie długopisem. A potem po jakimś czasie przeczytałam. Tupie coś innego, niż faktycznie boli. Spróbuj - napisz sama sobie. Albo jemu.

A potem przestaje tupać wink Tylko trzeba coś z tym zrobić wink
Moja zawsze mówi - Pani jest taka silna, Pani tyle już wie, itp itd. Taaa - ja jestem nie tylko inteligentna, nawet mądra. Tylko rzadko sobie ufam wink

18 661

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Zielony_Domek napisał/a:

Teoria z karaluchem dobra.
Ja po zerwaniu kontaktu odliczałam równe 90 dni. Dzień po dniu. Mam na to świadków.
Gdzieś czytałam, że to okres kiedy organizm i ogólnie człowiek psychicznie staje na nogi po rozstaniu. Oczywiście to sprawa indywidualna. I różnie to zapewne bywa. Ale to wyznaczenie tej daty dawało mi cel do którego - no musiałam dojść. Z każdym tygodniem byłoby mi żal wysiłku. I nie złamałam się.
W ten 90 dzień zrobiłam imprezę w lokalu, zaprosiłam chyba z 20 osób.
Niektórzy kiwali z pobłażaniem głową na temat imprezy, a ja byłam dumna.
Impreza była więcej niż udana.
Pamiętam, że impreza odbyła się 28 października. A było ciepło jak w lecie.

Kochana to nie teoria smile Ja pisalam o prawdziwym karaluchu smile
28 pazdziernika mam urodziny smile Nie zapomnisz smile

18 662

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

Niech zresztą powiedzą Zofia i Happy.... Ile mnie kosztuje próba powiedzenia tego co czuję. I jak mi strasznie słów brak. O innych tal, zawsze. Tak dobrze innych rozumiem wink

Szczerze? Nie zauwazylam !!!! Niech sie Zofia wypowie smile

18 663

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Żabusie, idę spać - chyba się przetleniłam wink
Piosenka niezła wink

18 664

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:

Zauważ, że mnie zostały jeszcze lata by dojść do tej prostoty. To co mam to przede wszystkim moja wiedza zawodowa, ona mi daje minimum bezpieczeństwa, bo wiem, że jest kapitałem, stąd próby jego rozwoju póki co, skoro mam czas, w przyszłości może się przydać.

A i pozwoliłam mojej mamie, by przyjechała smile cieszę się z tego bardzo. Będzie prawie dwa tygodnie i już planuję, co będziemy robić.

Raki troche optymizmu smile Zycie nie jest az tak skomplikowane. Trzeba tylko wiedziec, kiedy sobie nasze zycie komplikujemy i wycigac wnioski. Jak popelnimy blad to nie wpadac w dolki tylko przemyslec, pogadac z ludzmi, ktorzy znaja sie na rzeczy i Ci dobrze zycza (co nie znaczy, ze beda tylko glaskac po glowce tongue ).
A jak mama przyjedzie to moze tak na spokojnie smile Przeciez mama przyjezdza aby sie Toba zajac a nie Ty mama !!! Daj sie soba zajac smile.

18 665 Ostatnio edytowany przez raki (2013-03-17 00:52:06)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Napiszę tu Wam o wszystkim, no bo gdzie, chyba nie do (g)jma, tak go będę teraz nazywać - tego pierwszego imienia to on się wypiera.
No ja siedzę przed kompem i planuję...zaraz co...
Trzecia pralka w ruchu - jedną spaprałam, bo nim się zorientowałam, że nie pamiętam na ile nastawiłam, wyprałam delikatne sweterki w 40 stopniach....ach. Zobaczymy co z tego zostanie, jak wyschnie. Ja dlatego też niewiele robię, jak jestem w takim stanie, bo myśli mi błądzą, że inne czynności są poza moją świadomością: wszystko leci z rąk, rzeczy wkładam tam gdzie nie trzeba, dziś już poza tym praniem, zrobiłam kawę bez kawy, makaron bez soli, zmywarkę bez środków myjących...itd. Mam dziury w pamięci po prostu - nie pamiętam, że wykonywałam daną czynność. Raz tak już poszłam wyjąć pieniądze z bankomatu, których nie wyjęłam...

Staram się zakładać plan minimum. Znalazłam świetny kurs na lipiec (uuuu daleko czasowo), który chciałabym ukończyć. We wtorek zadzwonię i dowiem się więcej. Jest z tej dziedziny, która mi się podoba. Nawet jak wrócę, to po prostu tu w lipcu przyjadę i go zrobię.

Od przyszłego tygodnia chcę chodzić na Uniwersytet na wykłady. Niekoniecznie codziennie, zobaczę. Ważne by wychodzić i słuchać, a potem jak już się ogarnę powoli zacznę szukać pracy tutaj, ale powoli.

Na razie muszę skupić się na pracy i nauce, a żeby wszystko nie odbywało się w domu plan powyżej, doskonała forma by doszkalać język.

Postaram się też o sport.

Zobaczymy, co się z tego wykluje. Decyzji żadnych ostatecznych nie podejmuję, póki nie będę w stanie lub będę miała nóż na gardle.

Happyfull napisał/a:

Raki troche optymizmu  Zycie nie jest az tak skomplikowane. Trzeba tylko wiedziec, kiedy sobie nasze zycie komplikujemy i wycigac wnioski. Jak popelnimy blad to nie wpadac w dolki tylko przemyslec, pogadac z ludzmi, ktorzy znaja sie na rzeczy i Ci dobrze zycza (co nie znaczy, ze beda tylko glaskac po glowce  ).
A jak mama przyjedzie to moze tak na spokojnie  Przeciez mama przyjezdza aby sie Toba zajac a nie Ty mama !!! Daj sie soba zajac .

Bez przesady. To możliwość zajęcia mojej głowy też jest. Mnie to dobrze zrobi. Przecież nie będę z nią szaleć, ale będzie prawie dwa tygodnie, więc chciałabym jej tą Hiszpanię pokazać, ona lubi, a wiele w życiu nie widziała. To dla mnie też dobry moment na urlop jest, bo inaczej i tak będę siedzieć przy kompie w pracy. Czyli generalnie idealnie się składa :)

Błędy błędami. Popełniamy je czasami i to z pełną świadomością. Mnie wyszedł dół wielki, bo... bo za długo udawałam przed sobą, że dam radę, to wytrzymać, świadomie dałam się wykorzystać.I to glupie serducho i ta nadzieja. Chciałabym się nauczyć łączyć serce z rozumem, a ja albo tak albo tak. Zawsze wychodzi potem klops. No trudno.


Optymizm owszem, od dawna mi go nie brakowało, choćby się paliło i waliło, to ten optymizm pomagał patrzeć do przodu. I nagle obudziłam się z szarugą przed oczami, z szarugą wszędzie, nie pytaj dlaczego, bo jeszcze nie wiem. Stąd załamanie itp., itd.... oraz brak nadziei. Możliwe, że to się depresja nazywa, ale wątpię, kto tam wie...

Życie jest bardzo proste, jeśli żyjesz własnym :)

zabka-k napisał/a:

Raki - tę motywację mam każdego dnia  Ja o sobie tak nie myślę, bo Wy widzicie i słyszycie, że piorę, gotuję, prasuję, kupuję  wszyscy o mnie mówią "mamcia"  A ja? A ja do tego paplam, planuję, myślę, pracuję, piję piwo (hłe, albo ostatnio przekonałam się do drinków  ), przymierzam, śmieję się i w ogóle....  Taaaaak - jestem mamą i cieszę się, że mogę z dziećmi - wyjśc na spacer, jak dziś, bo to była motywacja, bo piękne słońce a one mają siedzieć w domu???? No przy okazji ja nie siedziałam  Bo mogę się ze starszą Niuńką pokłócić - znaczy powymieniać opinie  I w ogóle...

Nie wiem kto powiedział, że ze słabości siła 
Ale przy okazji ja robię, to co ja lubię 
Mam podwójną motywację - siebie i uśmiech moich dzieci  A dlaczego starsza takim trampem jest  A czy ja odrzucam swoje okazje? Już nie - choć bardzo jm nie ufam pod względem jego zachowania - Zofia i Happy wiedzą, ten słoik z dżemem...

Mój pierwszy nie chciał dzieci, a jeśli już - to dziewczynkę.... Ewentualnie. Zapytałam czy jakby był chłopczyk, to co? Nie ma sensu opowiadać. Na szczęście dzieci urodziłam z mniej trąchniętym idiotą, choć akurat ten ma jakiś defekt psychiczny niestety.... Tamten po prostu był zadufany w sobie i w swojej męskości.

I to jest piękne uśmiechać się i myśleć o sobie i tez o sobie w kontekście dzieci i odwrotnie. Nie dziwi się, że nie żałujesz.
Cóż ja nie nadawłam się na matkę, dlaczego - bo nie (ale przecież nie tu był w tym wszystkim problem). Miejmy nadzieję, że istnieją jacyś bezdefektowcy. Dzieci jednak chciałabym urodzić z takim. I tak podziwiam, że gdzieś tam żyjesz obok niego.

zabka-k napisał/a:

Żabusie, idę spać - chyba się przetleniłam
Piosenka niezła

A ta piosenka o nas jest po prostu - KKZB. Dokładny opis każdej z nas. Czyli są silne pragnienia, a na końcu chcenie. (to chyba Happyfull opisała tę różniecę).

18 666

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Happyfull Gdzieś tam po drodze też prosilam o książki.  Poczytam jeszcze raz, a może nie będę za dużo analizować. W koncu od ostatniego czytania minęły z dwa lata.

A wiesz, że nawet mnie Twoj awatar denerwuje smile Muszę sobie też jakis wnerwiajacy sprawic tongue

18 667

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
Zielony_Domek napisał/a:

Teoria z karaluchem dobra.
Ja po zerwaniu kontaktu odliczałam równe 90 dni. Dzień po dniu. Mam na to świadków.
Gdzieś czytałam, że to okres kiedy organizm i ogólnie człowiek psychicznie staje na nogi po rozstaniu. Oczywiście to sprawa indywidualna. I różnie to zapewne bywa. Ale to wyznaczenie tej daty dawało mi cel do którego - no musiałam dojść. Z każdym tygodniem byłoby mi żal wysiłku. I nie złamałam się.
W ten 90 dzień zrobiłam imprezę w lokalu, zaprosiłam chyba z 20 osób.
Niektórzy kiwali z pobłażaniem głową na temat imprezy, a ja byłam dumna.
Impreza była więcej niż udana.
Pamiętam, że impreza odbyła się 28 października. A było ciepło jak w lecie.

Kochana to nie teoria smile Ja pisalam o prawdziwym karaluchu smile
28 pazdziernika mam urodziny smile Nie zapomnisz smile

Aha:)
To faktycznie. Dziewczyny, miłego dnia!

18 668 Ostatnio edytowany przez raki (2013-03-17 12:36:50)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

No i mam bezsenność. Zupełnie rozstroilam organizm. Czytalam pół noc bo mie moglam spać.  A potem pobudka z niesmakiem w ustach. I bolem glowy.
Jak w nocy lezalam z takim bijacym serduszkiem
ppytalam się co czuję.  Pamiętam, jak terapeutka prosila mnie bym się zatrzymywała i patrzyla, co czuję.  I nie wiem, nie mam pojęcia. Bo ja chowam uczucia przed sobą.  Jak to robić? Mam teraz jedynie szalejace emocje i myśli.  Co czuję ?


P.S. Iluzje. (g)jma też zyl w iluzji na temat tej relacji wbrew moim slowom.To chyba ja miałam pelniejszy obraz rzeczywistości.
Na moje szczęście nieco mną pogardzil chyba teraz i się nie odzywa.  Ufff. Jak mogę chcieć (juz nie chcę -pragnę) kogoś takiego. Ciekawe z kim się teraz puszcza. W sumie nieciekawe. Powinnam zrobić badania.

***************
Zajrzyjcie do wątku niejakiej biedronki@3 Dziewczyna potrzebuje wsparcia i delikatności na razie-chyba.  Nie wiem co jej pisać.

18 669

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:

Happyfull Gdzieś tam po drodze też prosilam o książki.  Poczytam jeszcze raz, a może nie będę za dużo analizować. W koncu od ostatniego czytania minęły z dwa lata.

A wiesz, że nawet mnie Twoj awatar denerwuje smile Muszę sobie też jakis wnerwiajacy sprawic tongue

Potrzebuje Twoj email do wyslania. Przez forum nie mozna wysylac zalacznikow !!!
A co Ci sie w moim awatarze nie podoba ? tongue Te oko na sznurku ? tongue Surrealizm - ja lubie smile

18 670 Ostatnio edytowany przez Happyfull (2013-03-17 13:01:43)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:

Błędy błędami. Popełniamy je czasami i to z pełną świadomością. Mnie wyszedł dół wielki, bo... bo za długo udawałam przed sobą, że dam radę, to wytrzymać, świadomie dałam się wykorzystać.I to glupie serducho i ta nadzieja. Chciałabym się nauczyć łączyć serce z rozumem, a ja albo tak albo tak. Zawsze wychodzi potem klops. No trudno.

Bledy popelniane z premedytacja to albo glupota (bo nie wyciagamy wnioskow) albo samodestrukcja (takie ukaranie sie za cos, co tylko nam sie w sobie nie podoba). Nie wiem jak u Ciebie ale ja tak mialam z tymi bledami sad

raki napisał/a:

Optymizm owszem, od dawna mi go nie brakowało, choćby się paliło i waliło, to ten optymizm pomagał patrzeć do przodu. I nagle obudziłam się z szarugą przed oczami, z szarugą wszędzie, nie pytaj dlaczego, bo jeszcze nie wiem. Stąd załamanie itp., itd.... oraz brak nadziei. Możliwe, że to się depresja nazywa, ale wątpię, kto tam wie...

A to moze nie optymizm tylko euforia? Po euforii zawsze dol gwarantowany !!!
Tak to depresja sad

raki napisał/a:

Życie jest bardzo proste, jeśli żyjesz własnym smile

No widzisz do jakis wnioskow doszlas smile A poza tym nie ma prawdziwego zycia w falszywym, chociaz nie wiem jakbys siebie o tym przekonywala !!! Oszukac siebie sie nie da i kropka !!! smile smile smile

18 671

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:

Zajrzyjcie do wątku niejakiej biedronki@3 Dziewczyna potrzebuje wsparcia i delikatności na razie-chyba.  Nie wiem co jej pisać.

Kochana a Ty nie potrzebujesz ? Moze na razie pozwol zajac sie soba ? smile No chyba po to tu jestes ?

18 672

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
raki napisał/a:

Zajrzyjcie do wątku niejakiej biedronki@3 Dziewczyna potrzebuje wsparcia i delikatności na razie-chyba.  Nie wiem co jej pisać.

Kochana a Ty nie potrzebujesz ? Moze na razie pozwol zajac sie soba ? smile No chyba po to tu jestes ?

Dlatego Was proszę byście do niej zajrzały. Ona tutaj wejść nie jest gotowa - jest winna wszystkiemu łącznie z II wojną światową. Bo jedyna osoba, która jej odpisała - podała receptę: nie zachodź w ciążę więcej.

18 673

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Może mnie jeszcze pamiętacie. Mój szanowny mąż, który mnie wyzywała i nie szanował zrozumiał, że jest z tym źle i jemu i mnie. Od ponad miesiąca nie robi awantur i zminimalizował swoje wyzwiska o 90%. Ja chodzę na terapię do psycholożki i mam pierwsze sukcesy w odbudowywanie swojej wartości. Tylko, że on uważa, że ja mam problemy psychiczne i nie potrafimy się zupełnie dogadać. Nie wiem jak jest naprawdę. Nie wiem kto ma rację. Wiem jedno dziś jestem totalnie załamana. On nie chce mi pomóc a ja nie mam się do kogo zwrócić o pomoc.

18 674

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
raki napisał/a:

Błędy błędami. Popełniamy je czasami i to z pełną świadomością. Mnie wyszedł dół wielki, bo... bo za długo udawałam przed sobą, że dam radę, to wytrzymać, świadomie dałam się wykorzystać.I to glupie serducho i ta nadzieja. Chciałabym się nauczyć łączyć serce z rozumem, a ja albo tak albo tak. Zawsze wychodzi potem klops. No trudno.

Bledy popelniane z premedytacja to albo glupota (bo nie wyciagamy wnioskow) albo samodestrukcja (takie ukaranie sie za cos, co tylko nam sie w sobie nie podoba). Nie wiem jak u Ciebie ale ja tak mialam z tymi bledami sad

Nie wiem, też nadzieją, naiwnością... a wiesz, że ja jeszcze Bogiem (Matko jakie to świętobliwe okoliczności były takie wprost z Coelho) - człowiek zawsze próbuje w coś wierzyć, poza sobą. Od mojej drugiej od psyche... dowiedziałam się, że jest zawsze ryzyko, ale ile się przy okazji nauczę (to się nauczyłam) - jakoś wydaje mi się (choć to bdb i poważana terapeutka), że nigdy u niej w terapię nie weszłam.
Tam gdzieś napisałam, ja taka skrajna jestem - albo serce albo rozum - nigdy oba czynniki. I gdzie ta moja spójność?

Happyfull napisał/a:
raki napisał/a:

Optymizm owszem, od dawna mi go nie brakowało, choćby się paliło i waliło, to ten optymizm pomagał patrzeć do przodu. I nagle obudziłam się z szarugą przed oczami, z szarugą wszędzie, nie pytaj dlaczego, bo jeszcze nie wiem. Stąd załamanie itp., itd.... oraz brak nadziei. Możliwe, że to się depresja nazywa, ale wątpię, kto tam wie...

A to moze nie optymizm tylko euforia? Po euforii zawsze dol gwarantowany !!!
Tak to depresja sad

Wtedy był jeszcze optymizm. Taki wiesz, stały przez te pare lat, nawet jak się rozwodziłam, że będzie dobrze, że wiem, że się ułoży, i we wszystkie przedsięwzięcia wierzyłam

Teraz jak przyszedł ogólny pesymizm - to mam euforię z dołem na przemian. Koszmar. Depresja.

Happyfull napisał/a:
raki napisał/a:

Życie jest bardzo proste, jeśli żyjesz własnym smile

No widzisz do jakis wnioskow doszlas smile A poza tym nie ma prawdziwego zycia w falszywym, chociaz nie wiem jakbys siebie o tym przekonywala !!! Oszukac siebie sie nie da i kropka !!! smile smile smile

Przecież staram się myśleć smile na razie własnym jeszcze nie żyję.

18 675

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Żabcia5 napisał/a:

Może mnie jeszcze pamiętacie. Mój szanowny mąż, który mnie wyzywała i nie szanował zrozumiał, że jest z tym źle i jemu i mnie. Od ponad miesiąca nie robi awantur i zminimalizował swoje wyzwiska o 90%. Ja chodzę na terapię do psycholożki i mam pierwsze sukcesy w odbudowywanie swojej wartości. Tylko, że on uważa, że ja mam problemy psychiczne i nie potrafimy się zupełnie dogadać. Nie wiem jak jest naprawdę. Nie wiem kto ma rację. Wiem jedno dziś jestem totalnie załamana. On nie chce mi pomóc a ja nie mam się do kogo zwrócić o pomoc.

Żabciu obiecuję przeczytać wszystko w wolnej chwili. Ale zobacz, jaki jest efekt tych jego starań. Nie robi awantur, ale nadal Cię nie szanuje i poniża. I mimo braku awantur, jesteś załamana. Przeczytaj to i przemyśl to sobie.

Aaaa... Moja terapeutka1 zawsze mówiła, że nie można kochać kogoś, kogo się nie szanuje sad Jak się nad tym zastanowisz, to wiele w tym racji.

18 676 Ostatnio edytowany przez Happyfull (2013-03-17 13:41:34)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Żabcia5 napisał/a:

Może mnie jeszcze pamiętacie. Mój szanowny mąż, który mnie wyzywała i nie szanował zrozumiał, że jest z tym źle i jemu i mnie. Od ponad miesiąca nie robi awantur i zminimalizował swoje wyzwiska o 90%. Ja chodzę na terapię do psycholożki i mam pierwsze sukcesy w odbudowywanie swojej wartości. Tylko, że on uważa, że ja mam problemy psychiczne i nie potrafimy się zupełnie dogadać. Nie wiem jak jest naprawdę. Nie wiem kto ma rację. Wiem jedno dziś jestem totalnie załamana. On nie chce mi pomóc a ja nie mam się do kogo zwrócić o pomoc.

Oj Zabka znowu od poczatku mam tlumaczyc ? tongue Nie wyzywa to znaczy nie krzyczy? A nazywanie kogos chorym psychicznie to nie wyzywanie? Czytalas juz przeciez o przemocy emocjonalnej ? Zabcia kto ma racje? Tu o racje nie chodzi !!! Tu chodzi o to, ze Ty nieszczesliwa jestes sad. Tutaj chodzi o Ciebie !!! A co psycholog radzi?

18 677

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

On nie wyzywa mnie od chorych psychicznie, tylko uważa, że mam problemy psychiczne, a ja nie wiem jak mam się przekonać, że jestem normalna. Nasz rozwód został odłożony w czasie, a tymczasem ja dziś ryczę jak bóbr. Psycholog wie, że ja z nim chce być, bo go kocham, ale on nie chce już nic więcej zrobić dla mnie, bo uważa, że zrobił już wystarczająco dużo. Z psychologiem usiłujemy odbudować moje poczucie własnej wartości. Zaczyna coś z tego wychodzić, ale małżeństwo chyba się rozsypie. Jeszcze moja nastoletnia córka jest jak chorągiewka na wietrze (ten wiek tak ma). Ciągle cytuje tatusia czym mnie również rani. Jestem z tym wszystkim zupełnie sama. Co jeśli faktycznie to ze mną jest coś nie tak?

18 678 Ostatnio edytowany przez raki (2013-03-17 13:55:19)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
Żabcia5 napisał/a:

Może mnie jeszcze pamiętacie. Mój szanowny mąż, który mnie wyzywała i nie szanował zrozumiał, że jest z tym źle i jemu i mnie. Od ponad miesiąca nie robi awantur i zminimalizował swoje wyzwiska o 90%. Ja chodzę na terapię do psycholożki i mam pierwsze sukcesy w odbudowywanie swojej wartości. Tylko, że on uważa, że ja mam problemy psychiczne i nie potrafimy się zupełnie dogadać. Nie wiem jak jest naprawdę. Nie wiem kto ma rację. Wiem jedno dziś jestem totalnie załamana. On nie chce mi pomóc a ja nie mam się do kogo zwrócić o pomoc.

Oj Zabka znowu od poczatku mam tlumaczyc ? tongue Nie wyzywa to znaczy nie krzyczy? A nazywanie kogos chorym psychicznie to nie wyzywanie? Czytalas juz przeciez o przemocy emocjonalnej ? Zabcia kto ma racje? Tu o racje nie chodzi !!! Tu chodzi o to, ze Ty nieszczesliwa jestes sad. Tutaj chodzi o Ciebie !!! A co psycholog radzi?

Wiesz, że psychologowie nie radzą. Nawet nie powiedzą, co lepiej. Próbują na tyle wzmocnić poczucie wartości danej osoby, by sama podjęła decyzję. Radzą, jak już ktoś dojrzeje.

Zabcia5licho u Ciebie z tym poczuciem własnej wartości.

************

zabcia5 napisał/a:

On nie wyzywa mnie od chorych psychicznie, tylko uważa, że mam problemy psychiczne, a ja nie wiem jak mam się przekonać, że jestem normalna. Nasz rozwód został odłożony w czasie, a tymczasem ja dziś ryczę jak bóbr. Psycholog wie, że ja z nim chce być, bo go kocham, ale on nie chce już nic więcej zrobić dla mnie, bo uważa, że zrobił już wystarczająco dużo. Z psychologiem usiłujemy odbudować moje poczucie własnej wartości. Zaczyna coś z tego wychodzić, ale małżeństwo chyba się rozsypie. Jeszcze moja nastoletnia córka jest jak chorągiewka na wietrze (ten wiek tak ma). Ciągle cytuje tatusia czym mnie również rani. Jestem z tym wszystkim zupełnie sama. Co jeśli faktycznie to ze mną jest coś nie tak?

No to widzisz, gigantyczna różnica, faktycznie w takim razie nie wyzywa Cię. Dziewczyno, obudź się !!!! I zastanów się dlaczego płaczesz. A widzisz, on już nic nie zrobi, czyli kolejny akt przemocy.
Boisz się, że się rozsypie, prawda? Ale może już po tym wszystkim, jak się mocno wypłaczesz, skończy się to cierpienie, a tak co jakiś czas wraca.

18 679

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Żabcia5 napisał/a:

On nie wyzywa mnie od chorych psychicznie, tylko uważa, że mam problemy psychiczne, a ja nie wiem jak mam się przekonać, że jestem normalna. Nasz rozwód został odłożony w czasie, a tymczasem ja dziś ryczę jak bóbr. Psycholog wie, że ja z nim chce być, bo go kocham, ale on nie chce już nic więcej zrobić dla mnie, bo uważa, że zrobił już wystarczająco dużo. Z psychologiem usiłujemy odbudować moje poczucie własnej wartości. Zaczyna coś z tego wychodzić, ale małżeństwo chyba się rozsypie. Jeszcze moja nastoletnia córka jest jak chorągiewka na wietrze (ten wiek tak ma). Ciągle cytuje tatusia czym mnie również rani. Jestem z tym wszystkim zupełnie sama. Co jeśli faktycznie to ze mną jest coś nie tak?

Oczywiscie, ze jest z Toba cos nie tak !!! Jestes uzalezniona !!! Ale z tego co wiem to juz tylke ksiazek przeczytalas, ze powinnas wyciagnac z tych ksiazek wnioski !!! Ty chcesz zrobic z karalucha motylka a tak nie idzie !!! To jest Twoj problem !!!
Piszez, ze kochasz meza, a co w nim kochasz? Jestes uzalezniona od zlego traktowania !!! To co napisze, nie bedzie mile sad
Jeszcze nie osiagnelas swego dna !!! Zadne porady na forum Ci nie pomoga jak nie osiagniesz swego dna sad
Przykro mi jak sie czujesz ale taka jest prawda !!! Nie zapomnialam o tym pomniku tongue

18 680

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Mnie nie chodzi o to co on robi, a czego nie robi, tylko o to jak mam przekonać się czy ze mną jest wszystko w porządku. W chwilach takich ja ta powinnam móc na niego liczyć, a tu jestem zupełnie sama. Ostatnio wiele czytam i wydaje mi się, że rozumiem dlaczego jest mi tak źle, ale on to wszystko podważa, a ja nie mam żadnego innego potwierdzenia. Psycholog, czy ona jest obiektywna, może mówi to co chce usłyszeć, żebym czuła się dobrze i poczuła się dowartościowana. Nigdy nie ocenia nikogo i to dobrze, ale czy ona będzie umiała mi powiedzieć, czy ja jestem normalna? Na pewno ją o to zapytam we wtorek, ale to może mnie nie przkonać.

18 681 Ostatnio edytowany przez raki (2013-03-17 14:15:40)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Chodzi o dno.
Ja byłam tu na forum, jak bez serca wyniosła się z innego wątku i założyła ten. Byłam na dnie, podjęłam terapię, ale nie byłam gotowa tu wejść i się przyznać, co ze mną jest, bo po rozsypanym małżeństwie naprawiałam życie seksoholika (który niby się leczył), czytałam z zapałem wątek  bodaj maliny i wszystkie książki na ten temat. Zapisałam się do grupy wsparcia dla uzależnionych od seksu i miłości, ale nie by coś z sobą robić, ale z nim. Do dziś nie wiem, jaka była prawda tej całej relacji i już mnie to nie obchodzi. Ale okazało się, że on wcale nie jest seksoholik (choć w ciągu swojego - do dziś nie wiem, czy byłego małżeństwa - miał 100 kobiet) tylko ma borderline i sto innych ciężkich chorób psychicznych i do specjalistów musi jeździć na drugi koniec polski, więc mu się nie chce.
Strata czasu to była na tę książki i wiele innych rzeczy. Ale myślałam, że to jest moje dno.

Nie było.

Dno mam teraz. Wszystko zależy od tego, ile możemy wytrzymać. Nie w związku, ale same ze sobą.

********

tak w ogóle to ja dalej miele i miele i miele. Abo robię wszystko z nim, albo snuje odległe plany, co jak zostanę tu, a co jak wrócę do Polski, gdzie się nie zapiszę i jak to sobie nie poukładam. I tak walczę, i jeszcze wciąż czuję presję decyzji - co robić, jaki termin sobie wyznaczyć itp.itd.
Do zwariowania. Jak ja w ogóle ze sobą wytrzymuje!!!

Czy ja nie mogę na razie skupić się na dziś, jutro, maksymalnie na tym tygodniu. Pracować, brać prysznic, biegać i co najwyżej jeździć na ten uniwersytet, robić dokładnie to, co lubię. A ja już na kurs taternicki się zapisuje, jeśli wrócę, do klubu alpinistycznego, na ściankę, na studia podyplomowe na odległość w Hiszpanii, doktorat, kurs na delle superior w Krakowie...

Dobrze, że siedzę tutaj. To ma wiele plusów, bo też nie ganiam w tej mojej pracy z jęzorem i nie wracam z niej o 23, by rano jechać na 9. Powinnam to docenić. Do tego trudniej mi się wszędzie zapisać, bo drożej.

Ale ta gonitwa jest koszmarna, jak tak będę się wić i bić, zwariuje. Ciągle zapominam o tym, co poniżej.

18 682 Ostatnio edytowany przez Happyfull (2013-03-17 14:09:33)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Żabcia5 napisał/a:

Mnie nie chodzi o to co on robi, a czego nie robi, tylko o to jak mam przekonać się czy ze mną jest wszystko w porządku. W chwilach takich ja ta powinnam móc na niego liczyć, a tu jestem zupełnie sama. Ostatnio wiele czytam i wydaje mi się, że rozumiem dlaczego jest mi tak źle, ale on to wszystko podważa, a ja nie mam żadnego innego potwierdzenia. Psycholog, czy ona jest obiektywna, może mówi to co chce usłyszeć, żebym czuła się dobrze i poczuła się dowartościowana. Nigdy nie ocenia nikogo i to dobrze, ale czy ona będzie umiała mi powiedzieć, czy ja jestem normalna? Na pewno ją o to zapytam we wtorek, ale to może mnie nie przkonać.

Zabcia czy Ty rozumiesz o czym ja pisze? TWOJ KARALUCH JEST KARALUCHEM A NIE MOTYLKIEM !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Co Ty oczekujesz od robactwa??????????????????
To tak jakbys chciala aby slepy widzial a gluchy slyszal !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Wejdz jeszcze raz na blogi i poczytaj o przemocy emocjonalnej !!!!!!!!!!!!

18 683 Ostatnio edytowany przez bags (2013-03-17 14:10:48)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Żabcia5 napisał/a:

On nie wyzywa mnie od chorych psychicznie, tylko uważa, że mam problemy psychiczne, a ja nie wiem jak mam się przekonać, że jestem normalna. Nasz rozwód został odłożony w czasie, a tymczasem ja dziś ryczę jak bóbr. Psycholog wie, że ja z nim chce być, bo go kocham, ale on nie chce już nic więcej zrobić dla mnie, bo uważa, że zrobił już wystarczająco dużo. Z psychologiem usiłujemy odbudować moje poczucie własnej wartości. Zaczyna coś z tego wychodzić, ale małżeństwo chyba się rozsypie.

Dziewczyno a czy Ty wiesz, ze majac swiadkow , narganie z takimi "zarzutami" wobec Ciebie, to jest ewidentny szantaz i czyn karalny z majestatu prawa z tytulu naruszenia godnosci osobistej?
Dziewczyny na forum sie dwoja i troja by Ci uswiadomic, ze maz Cie nie szanuje i niszczy Twoja godnosc a Ty dalej twierdzisz, ze deszcz pada. Nawet Twoj osobisty psycholog juz rozklada rece, bo nie daje juz rady z taka syzyfowa praca.

Swego czasu tez tak chcialem jak mawia Happyfull przemieniec karalusza zone w piknego motyla... ale niestety takiej reformacji mozemy tylko z soba zrobic, bez koniecznosci wiztyty w saolnie kosmetycznym.
Kopiesz sie z koniem a tu trzeba taktyke i stadnine zmienic...

18 684

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ja nie chcę go zmieniać. Już dawno zrozumiała, że to się nie uda. Mężczyzna sam powinien wiedzieć, że dla dobra związku powinien się zmienić. Gdy do niego dotarło, że chcę rozwodu, to postanowił mnie nie wyzywać, ale co z tego nic nie odbuduje w nim szacunku do mnie. Dosyć o nim. Ja muszę znaleźć potwierdzeni, że jestem lub nie jestem normalna. Tylko jak to zrobić. Bez rodziny, przyjaciół i znajomych?

18 685

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Żabcia5 napisał/a:

Ja nie chcę go zmieniać. Już dawno zrozumiała, że to się nie uda. Mężczyzna sam powinien wiedzieć, że dla dobra związku powinien się zmienić. Gdy do niego dotarło, że chcę rozwodu, to postanowił mnie nie wyzywać, ale co z tego nic nie odbuduje w nim szacunku do mnie. Dosyć o nim. Ja muszę znaleźć potwierdzeni, że jestem lub nie jestem normalna. Tylko jak to zrobić. Bez rodziny, przyjaciół i znajomych?

Ja nie wiem czy jestes normalna, bo normalnosc to pojecie wzgledne !!! Ja widze tutaj kobiete tak nieszczesliwa !!!!
Ty sie sama nie szanujesz !!!!!!!!!!!!!!

18 686

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
Żabcia5 napisał/a:

Ja nie chcę go zmieniać. Już dawno zrozumiała, że to się nie uda. Mężczyzna sam powinien wiedzieć, że dla dobra związku powinien się zmienić. Gdy do niego dotarło, że chcę rozwodu, to postanowił mnie nie wyzywać, ale co z tego nic nie odbuduje w nim szacunku do mnie. Dosyć o nim. Ja muszę znaleźć potwierdzeni, że jestem lub nie jestem normalna. Tylko jak to zrobić. Bez rodziny, przyjaciół i znajomych?

Ja nie wiem czy jestes normalna, bo normalnosc to pojecie wzgledne !!! Ja widze tutaj kobiete tak nieszczesliwa !!!!
Ty sie sama nie szanujesz !!!!!!!!!!!!!!

Tak chyba masz rację.

18 687

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Żabcia5 napisał/a:

Ja muszę znaleźć potwierdzeni, że jestem lub nie jestem normalna. Tylko jak to zrobić. Bez rodziny, przyjaciół i znajomych?

Nie robić. Do niczego Ci to nie jest potrzebne. Zastanów się, co ta wiedza zmieni. I co znaczy normalna????
Jesteś. Kropka. Jesteś nieszczęśliwa. Kropka. Nie kochasz siebie. Kropka.
Chcesz coś z tym zrobić. Kropka.

I tego się trzymaj.

18 688

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
bags napisał/a:
Żabcia5 napisał/a:

On nie wyzywa mnie od chorych psychicznie, tylko uważa, że mam problemy psychiczne, a ja nie wiem jak mam się przekonać, że jestem normalna. Nasz rozwód został odłożony w czasie, a tymczasem ja dziś ryczę jak bóbr. Psycholog wie, że ja z nim chce być, bo go kocham, ale on nie chce już nic więcej zrobić dla mnie, bo uważa, że zrobił już wystarczająco dużo. Z psychologiem usiłujemy odbudować moje poczucie własnej wartości. Zaczyna coś z tego wychodzić, ale małżeństwo chyba się rozsypie.

Dziewczyno a czy Ty wiesz, ze majac swiadkow , narganie z takimi "zarzutami" wobec Ciebie, to jest ewidentny szantaz i czyn karalny z majestatu prawa z tytulu naruszenia godnosci osobistej?
Dziewczyny na forum sie dwoja i troja by Ci uswiadomic, ze maz Cie nie szanuje i niszczy Twoja godnosc a Ty dalej twierdzisz, ze deszcz pada. Nawet Twoj osobisty psycholog juz rozklada rece, bo nie daje juz rady z taka syzyfowa praca.

Swego czasu tez tak chcialem jak mawia Happyfull przemieniec karalusza zone w piknego motyla... ale niestety takiej reformacji mozemy tylko z soba zrobic, bez koniecznosci wiztyty w saolnie kosmetycznym.
Kopiesz sie z koniem a tu trzeba taktyke i stadnine zmienic...

Nie muszę mieć świadków przy rozwodzie na szantaż emocjonalny, bo najprawdopodobniej z rozwodem bez orzekania winy nie będzie problemu.
To, że mąż mnie nie szanuje, to wiem, bo tak to już jest z cholerykami, którzy uważają, że jedyna ich wada to wybuchowość.
Mój psycholog szuka sposobu na porozumienie. Może wychodzi z założenia, że nie zna opinii mojego męża i nie jest w stanie stwierdzić, czy to małżeństwo ma dalej sens.

18 689

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:
Żabcia5 napisał/a:

Ja muszę znaleźć potwierdzeni, że jestem lub nie jestem normalna. Tylko jak to zrobić. Bez rodziny, przyjaciół i znajomych?

Nie robić. Do niczego Ci to nie jest potrzebne. Zastanów się, co ta wiedza zmieni. I co znaczy normalna????
Jesteś. Kropka. Jesteś nieszczęśliwa. Kropka. Nie kochasz siebie. Kropka.
Chcesz coś z tym zrobić. Kropka.

I tego się trzymaj.

Tak wiem, za bardzo potrzebuję potwierdzenia innych o słuszności swojej wartości, ale to dlatego, że przez ponad 20 lat miałam przy sobie jego i tylko jego. Nie chcę kiedyś powiedzieć, że może mogłam coś jeszcze zrobić ze sobą, żeby coś ratować.

18 690

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Żabcia5 napisał/a:

To, że mąż mnie nie szanuje, to wiem, bo tak to już jest z cholerykami, którzy uważają, że jedyna ich wada to wybuchowość.

Nie szanuje bo Ty sie nie szanujesz !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Zabcia a jest ktos, kto Cie szanuje w Twoim bliskim otoczeniu ???

18 691

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:

tak w ogóle to ja dalej miele i miele i miele. Abo robię wszystko z nim, albo snuje odległe plany, co jak zostanę tu, a co jak wrócę do Polski, gdzie się nie zapiszę i jak to sobie nie poukładam. I tak walczę, i jeszcze wciąż czuję presję decyzji - co robić, jaki termin sobie wyznaczyć itp.itd.
Do zwariowania. Jak ja w ogóle ze sobą wytrzymuje!!!
Ale ta gonitwa jest koszmarna, jak tak będę się wić i bić, zwariuje. Ciągle zapominam o tym, co poniżej.

Ok rozumiem juz to co wstawilas ponizej smile Ty nie chcesz gonic, poddac sie, zatrzymac mysli !!! Go with the flow  !!! Tego Ci brakuje ?

18 692

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
Żabcia5 napisał/a:

To, że mąż mnie nie szanuje, to wiem, bo tak to już jest z cholerykami, którzy uważają, że jedyna ich wada to wybuchowość.

Nie szanuje bo Ty sie nie szanujesz !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Zabcia a jest ktos, kto Cie szanuje w Twoim bliskim otoczeniu ???

Tak, jest ktoś taki.
Poza tym szanuje mnie wiele osób w życiu zawodowym, a ludzie nowo poznaniu też nie okazują mi pogardy. Podczas rzadkich kontaktów z rodziną, też nie zauważył żadnej zniewagi może za wyjątkiem mojego ojca.

18 693

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Żabcia5 napisał/a:

Nie chcę kiedyś powiedzieć, że może mogłam coś jeszcze zrobić ze sobą, żeby coś ratować.

Ratowac to mozesz tylko siebie !!!!!!!!!!!! Moze takby zaczac juz teraz aby kiedys nie mowic, ze jaka glupia bylam, ze sie nie ratowalam ???

18 694 Ostatnio edytowany przez Happyfull (2013-03-17 14:38:10)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Żabcia5 napisał/a:
Happyfull napisał/a:
Żabcia5 napisał/a:

To, że mąż mnie nie szanuje, to wiem, bo tak to już jest z cholerykami, którzy uważają, że jedyna ich wada to wybuchowość.

Nie szanuje bo Ty sie nie szanujesz !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Zabcia a jest ktos, kto Cie szanuje w Twoim bliskim otoczeniu ???

Tak, jest ktoś taki.
Poza tym szanuje mnie wiele osób w życiu zawodowym, a ludzie nowo poznaniu też nie okazują mi pogardy. Podczas rzadkich kontaktów z rodziną, też nie zauważył żadnej zniewagi może za wyjątkiem mojego ojca.

No widzisz smile Nie taka Zabcia straszna jak ja karaluchy maluja smile A wiesz, ze na partnerow wybieramy sobie facetow podobnych do ojcow ?

18 695

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
Żabcia5 napisał/a:
Happyfull napisał/a:

Nie szanuje bo Ty sie nie szanujesz !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Zabcia a jest ktos, kto Cie szanuje w Twoim bliskim otoczeniu ???

Tak, jest ktoś taki.
Poza tym szanuje mnie wiele osób w życiu zawodowym, a ludzie nowo poznaniu też nie okazują mi pogardy. Podczas rzadkich kontaktów z rodziną, też nie zauważył żadnej zniewagi może za wyjątkiem mojego ojca.

No widzisz smile Nie taka Zabcia straszna jak ja karaluchy maluja smile A wiesz, ze na partnerow wybieramy sobie facetow podobnych do ojcow ?

O nie co to to nie. U mnie zadziałało to w odwrotnym kierunku. Mój mąż jest tym czym mój ojciec nigdy nie był.

18 696

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Żabcia5 napisał/a:
Happyfull napisał/a:
Żabcia5 napisał/a:

Tak, jest ktoś taki.
Poza tym szanuje mnie wiele osób w życiu zawodowym, a ludzie nowo poznaniu też nie okazują mi pogardy. Podczas rzadkich kontaktów z rodziną, też nie zauważył żadnej zniewagi może za wyjątkiem mojego ojca.

No widzisz smile Nie taka Zabcia straszna jak ja karaluchy maluja smile A wiesz, ze na partnerow wybieramy sobie facetow podobnych do ojcow ?

O nie co to to nie. U mnie zadziałało to w odwrotnym kierunku. Mój mąż jest tym czym mój ojciec nigdy nie był.

No to opisz w koncu swoja historie Zabcia smile Od poczatku do konca smile Ja z checia poczytam smile

18 697

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
Żabcia5 napisał/a:
Happyfull napisał/a:

No widzisz smile Nie taka Zabcia straszna jak ja karaluchy maluja smile A wiesz, ze na partnerow wybieramy sobie facetow podobnych do ojcow ?

O nie co to to nie. U mnie zadziałało to w odwrotnym kierunku. Mój mąż jest tym czym mój ojciec nigdy nie był.

No to opisz w koncu swoja historie Zabcia smile Od poczatku do konca smile Ja z checia poczytam smile

Już ją tu opisywałam i na innych wątkach częściowo. Ale może jeszcze coś napiszę, bo jak zawitałam na to forum w styczniu, to sprawy widziałam nieco inaczej niż dziś.

18 698

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:

Od jakiegoś czasu umiem śmiać się z siebie, z niego i całego naszego chorego życia. Boli jedynie wspomnienie emocji jakie mi wtedy towarzyszyły, ale i one bledną z czasem wink

smile smile smile Czyli mozna sie smiac nawet po 26 latach z psychopata !!!!!!!!!!!!!!!  Czyli zywy dowod !!! smile smile smile

18 699

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:
Żabcia5 napisał/a:

Może mnie jeszcze pamiętacie. Mój szanowny mąż, który mnie wyzywała i nie szanował zrozumiał, że jest z tym źle i jemu i mnie. Od ponad miesiąca nie robi awantur i zminimalizował swoje wyzwiska o 90%. Ja chodzę na terapię do psycholożki i mam pierwsze sukcesy w odbudowywanie swojej wartości. Tylko, że on uważa, że ja mam problemy psychiczne i nie potrafimy się zupełnie dogadać. Nie wiem jak jest naprawdę. Nie wiem kto ma rację. Wiem jedno dziś jestem totalnie załamana. On nie chce mi pomóc a ja nie mam się do kogo zwrócić o pomoc.

Żabciu obiecuję przeczytać wszystko w wolnej chwili. Ale zobacz, jaki jest efekt tych jego starań. Nie robi awantur, ale nadal Cię nie szanuje i poniża. I mimo braku awantur, jesteś załamana. Przeczytaj to i przemyśl to sobie.

Aaaa... Moja terapeutka1 zawsze mówiła, że nie można kochać kogoś, kogo się nie szanuje sad Jak się nad tym zastanowisz, to wiele w tym racji.

Ja też usiłuję prześledzić Twój wątek od początku jak to zwykłam robić, ale jakoś dziś wpadłam w dołek i myślę bardzo egoistycznie, ale to nadrobię.

18 700

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Żabcia5 napisał/a:

dziś wpadłam w dołek i myślę bardzo egoistycznie

Kochana to nie egoizm !!!! To dbanie o siebie !!!!

18 701

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dzięki za tego kopniaka, przestałam płakać, to już coś. Teraz mogę zacząć nieco rozsądniej myśleć.  Dopiszę coś więcej niż jak zaczynałam 7 stycznia, ale bardziej skoncentruję się na sobie niż na nim.

18 702

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
raki napisał/a:

tak w ogóle to ja dalej miele i miele i miele. Abo robię wszystko z nim, albo snuje odległe plany, co jak zostanę tu, a co jak wrócę do Polski, gdzie się nie zapiszę i jak to sobie nie poukładam. I tak walczę, i jeszcze wciąż czuję presję decyzji - co robić, jaki termin sobie wyznaczyć itp.itd.
Do zwariowania. Jak ja w ogóle ze sobą wytrzymuje!!!
Ale ta gonitwa jest koszmarna, jak tak będę się wić i bić, zwariuje. Ciągle zapominam o tym, co poniżej.

Ok rozumiem juz to co wstawilas ponizej smile Ty nie chcesz gonic, poddac sie, zatrzymac mysli !!! Go with the flow  !!! Tego Ci brakuje ?

Właśnie tego i przez to nie pozwalam sobie na zmiany wewnętrzne i spojrzenie na siebie, życie, na wszytko. Tylko się miotam. Od ściany do ściany. Bo muszę już teraz ZROBIĆ, DZIAŁAĆ, ZMIENIAĆ - bo wszystko zależy ode mnie (aż nadto). A są rzeczy, do których trzeba dojrzeć, pozwolić życiu samemu zadziałać, wykrystalizować je.
Co z tego, że ja się teraz np. spakuję (kurde to jest poważna wyprowadzka,sama pewnie wiesz) i wrócę? Będzie o tyle łatwiej, że są rodzice i przyjaciele. Ale co dalej ? Ta sama ściana i presja, i będzie myślenie, by tu wrócić, poza tym szukanie mieszkania, urządzanie się itp., itd. W takim stanie i w takiej gonitwie decyzji się nie podejmuje, chyba że to już jest mus, ale siebie sama ciągle zmuszam i się tym stresuje, PRZESZKADZAM ŻYCIU I SOBIE, nie daję sobie dojrzeć i nabijam na tych ścianach guzy. BO MUSZE WIEDZIEĆ!!! Co? Coś, czego teraz się nie dowiem.

Co mam tutaj:) Najpiękniejszy, jak dla mnie, pod względem przyrody i ukształtowania terenu, kraj na świecie. Ile tu gór jest (2gi po Szwajcarii najb. górzysty) ile mórz, ile, ile, ile... Fajne mieszkanie, które urządziłam (pierwszy raz od rozwodu) po swojemu (z dużą pomocą niestety (g)jma (jest jego) - więc jest tu wszędzie), jest, jak ja chcę, a nie jak je zastałam. Słońce. Spokojną pracę przed kompem, bez stu rzeczy na raz i wielkiej gonitwy. I tu na razie warto bym wyszła z tej deprechy i powolutku robiła drobne rzeczy dla siebie, a potem zobaczę, pewne rzeczy się wyklarują z czasem.

Ale to teoria. To, co dzieje się w moim mózgowiu, to praktyka, która się ma nijak. Ręce mam tak napięte, że szkoda słów sad

18 703

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

zabciu5 A jednak popatrz sobie, jaki był Twój ojciec.
Ja osobiście o dziwo nie wybieram sobie ojca, ale idę w schemat dziadka, bo on był dużo większym draniem. Tak samo zrobiła jego córka, ale była bardziej świadoma niż babcia i teraz jakoś tam idzie po stu latach do przodu. Jak bym wybrała ojca (w końcu babcia z dziadkiem skutecznie rozwalili mu psychikę), nie było by tak źle. I wiecie, nie znoszę mojej babci, ciągle mam jakieś poczucie krzywdy z jej strony - tak jakby mi się na psychice jakoś te ich relacje odbijały. Ona dziadka serdecznie nienawidzi, ale uparcie z nim żyje.

Żabciu5 Ty jednak ciągle wszystko robisz w kierunku naprawy. Nawet Twoja zmiana jest nadzieją na to, że on dzięki temu się zmieni (nawet takie rzeczy wypisują w książkach, że to tak działa). On jak widzisz nie chce się zmienić - nawet gdzieś to tam napisałaś. Związek to praca dwojga ludzi. Ty jesteś sama, więc sobie odpuść. Zajmij się sobą tylko.

18 704

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:

Najpiękniejszy, jak dla mnie, pod względem przyrody i ukształtowania terenu, kraj na świecie. Ile tu gór jest (2gi po Szwajcarii najb. górzysty) ile mórz, ile, ile, ile... Fajne mieszkanie, które urządziłam (pierwszy raz od rozwodu) po swojemu (z dużą pomocą niestety (g)jma (jest jego) - więc jest tu wszędzie), jest, jak ja chcę, a nie jak je zastałam. Słońce. Spokojną pracę przed kompem, bez stu rzeczy na raz i wielkiej gonitwy. I tu na razie warto bym wyszła z tej deprechy i powolutku robiła drobne rzeczy dla siebie, a potem zobaczę, pewne rzeczy się wyklarują z czasem.
Ale to teoria. To, co dzieje się w moim mózgowiu, to praktyka, która się ma nijak. Ręce mam tak napięte, że szkoda słów sad

Ale wiesz, co sie dzieje z Twoim mozgowiem smile Nie wazne, gdzie zamieszkasz zawsze bedziesz musiala byc ze soba !!!
Raki a moze rob dokladnie na odwrot jak do tej pory ?

18 705

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:

Ale wiesz, co sie dzieje z Twoim mozgowiem smile Nie wazne, gdzie zamieszkasz zawsze bedziesz musiala byc ze soba !!!
Raki a moze rob dokladnie na odwrot jak do tej pory ?

Nie wiem, może zrobiłam. Nie wiem. Nawet nie wiem, co byłoby na odwrót w sumie, bo robię wiecznie wszystko i nic zarazem.

Nie wiem, co mam Ci powiedzieć. I już zupełnie nie wiem, co czuję. Zmęczenie może (czy można mieć takie uczucie?). Jest mi bardzo, bardzo ciężko.

18 706 Ostatnio edytowany przez Happyfull (2013-03-17 16:04:41)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:
Happyfull napisał/a:

Ale wiesz, co sie dzieje z Twoim mozgowiem smile Nie wazne, gdzie zamieszkasz zawsze bedziesz musiala byc ze soba !!!
Raki a moze rob dokladnie na odwrot jak do tej pory ?

Nie wiem, może zrobiłam. Nie wiem. Nawet nie wiem, co byłoby na odwrót w sumie, bo robię wiecznie wszystko i nic zarazem.

Nie wiem, co mam Ci powiedzieć. I już zupełnie nie wiem, co czuję. Zmęczenie może (czy można mieć takie uczucie?). Jest mi bardzo, bardzo ciężko.

Kochana Ty nic nie musisz smile Moze drzemka poobiednia ? Potem lody i cos dobrego do jedzenia. Spacer smile Fajna komedia i melisa przed snem smile No nie wiem ? Moze voodoo odpraw ? tongue
Ogladalas Nietykalni ?

18 707

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:
Happyfull napisał/a:

Ale wiesz, co sie dzieje z Twoim mozgowiem smile Nie wazne, gdzie zamieszkasz zawsze bedziesz musiala byc ze soba !!!
Raki a moze rob dokladnie na odwrot jak do tej pory ?

Nie wiem, może zrobiłam. Nie wiem. Nawet nie wiem, co byłoby na odwrót w sumie, bo robię wiecznie wszystko i nic zarazem.

Nie wiem, co mam Ci powiedzieć. I już zupełnie nie wiem, co czuję. Zmęczenie może (czy można mieć takie uczucie?). Jest mi bardzo, bardzo ciężko.

raki, przeżywałam podobne stany w zeszłym roku, dokładnie rok temu, w cudownych okolicznościach wymarzonej Skandynawii. Walka głowy o opcje, szanse, wątpliwości- tam duże możliwości, tu świetna praca i kariera, problemy w związku i myślenie, myślenie, myślenie. Ciągle na wstrzymanym oddechu, drętwiejące ręce, kamień w klatce piersiowej, noce kręcące młynki w głowie. Nie chciałam, nie umiałam wyluzować. Ale nie szukałam na to sposobu, może gdybym poszukała... Skończyło się bardzo źle dla mojego zdrowia, fizycznego i psychicznego, pękłam jak miśnieńska waza...dylematy się skończyły, bo musiały, ataki nerwicy były straszne, nawet nie chce pisać. Odbudowuję się od stycznia, wreszcie znalazłam mój sposób na wyluzowanie, no musiałam wreszcie. Sklejanie idzie wolno.
Nie piszę, żebyś się niezwłocznie wyluzowała, tylko może poszukała sposobu na to powoli, to co robi nam głowa odbija się w końcówce pięty i w bliskich niestety

18 708

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
raki napisał/a:
Happyfull napisał/a:

Ale wiesz, co sie dzieje z Twoim mozgowiem smile Nie wazne, gdzie zamieszkasz zawsze bedziesz musiala byc ze soba !!!
Raki a moze rob dokladnie na odwrot jak do tej pory ?

Nie wiem, może zrobiłam. Nie wiem. Nawet nie wiem, co byłoby na odwrót w sumie, bo robię wiecznie wszystko i nic zarazem.

Nie wiem, co mam Ci powiedzieć. I już zupełnie nie wiem, co czuję. Zmęczenie może (czy można mieć takie uczucie?). Jest mi bardzo, bardzo ciężko.

Kochana Ty nic nie musisz smile Moze drzemka poobiednia ? Potem lody i cos dobrego do jedzenia. Spacer smile Fajna komedia i melisa przed snem smile No nie wiem ? Moze voodoo odpraw ? tongue
Ogladalas Nietykalni ?

Staram się pracować - doły trzeba odrobić... bo zaległości duże, a terminy.... Już się boję iść nawet spać, bo się budzę z koszmarnym niesmakiem i jeszcze większymi wyrzutami sumienia. Ja nawet na filmie się skupić nie umiem (nie widziałam...).
Co do voodoo nic mi nie mów nawet....
Taki odruch płaczkowy mam...i wymiotny równocześnie...
Ja mam wieczne wyrzuty sumienie, jak nie pracuję, co się przekłada na mniejszą efektywność, toć mój wspólnik pracuje 24h. I choć wiem, że tak nie chcę, to jednak "czuję się winna". Ten post powyżej mojego...

18 709

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pani_zupa napisał/a:
raki napisał/a:
Happyfull napisał/a:

Ale wiesz, co sie dzieje z Twoim mozgowiem smile Nie wazne, gdzie zamieszkasz zawsze bedziesz musiala byc ze soba !!!
Raki a moze rob dokladnie na odwrot jak do tej pory ?

Nie wiem, może zrobiłam. Nie wiem. Nawet nie wiem, co byłoby na odwrót w sumie, bo robię wiecznie wszystko i nic zarazem.

Nie wiem, co mam Ci powiedzieć. I już zupełnie nie wiem, co czuję. Zmęczenie może (czy można mieć takie uczucie?). Jest mi bardzo, bardzo ciężko.

raki, przeżywałam podobne stany w zeszłym roku, dokładnie rok temu, w cudownych okolicznościach wymarzonej Skandynawii. Walka głowy o opcje, szanse, wątpliwości- tam duże możliwości, tu świetna praca i kariera, problemy w związku i myślenie, myślenie, myślenie. Ciągle na wstrzymanym oddechu, drętwiejące ręce, kamień w klatce piersiowej, noce kręcące młynki w głowie. Nie chciałam, nie umiałam wyluzować. Ale nie szukałam na to sposobu, może gdybym poszukała... Skończyło się bardzo źle dla mojego zdrowia, fizycznego i psychicznego, pękłam jak miśnieńska waza...dylematy się skończyły, bo musiały, ataki nerwicy były straszne, nawet nie chce pisać. Odbudowuję się od stycznia, wreszcie znalazłam mój sposób na wyluzowanie, no musiałam wreszcie. Sklejanie idzie wolno.
Nie piszę, żebyś się niezwłocznie wyluzowała, tylko może poszukała sposobu na to powoli, to co robi nam głowa odbija się w końcówce pięty i w bliskich niestety

Mam dokładnie to wszytko. Wiem, że muszę ratować przede wszystkim siebie. Tylko nie wiem, jak. Wszędzie są mury lub łąki zielone, zależy jak na to popatrzysz. Nie wiem, jak się znajduje sposób na wyluzowanie, coś pewnie trzeba w głowie poprzestawiać. Spróbuję Cię poczytać.

18 710

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:

zabciu5 A jednak popatrz sobie, jaki był Twój ojciec.
Ja osobiście o dziwo nie wybieram sobie ojca, ale idę w schemat dziadka, bo on był dużo większym draniem. Tak samo zrobiła jego córka, ale była bardziej świadoma niż babcia i teraz jakoś tam idzie po stu latach do przodu. Jak bym wybrała ojca (w końcu babcia z dziadkiem skutecznie rozwalili mu psychikę), nie było by tak źle. I wiecie, nie znoszę mojej babci, ciągle mam jakieś poczucie krzywdy z jej strony - tak jakby mi się na psychice jakoś te ich relacje odbijały. Ona dziadka serdecznie nienawidzi, ale uparcie z nim żyje.

Moja mama całe życie okazywała swoje niezadowolenie z mojego ojca i rozpamiętywała jakąś niespełnioną miłość. Myślę, że największym ich błędem było pozostawianie mnie pod opieką dziadków i odwiedzanie tylko w weekend. Trwało to do 3-go roku mojego życia. O dziwo pamiętam z tego okresu wyjątkowo dużo. Tym sposobem między mną a moim dziadkiem zrodziła się wyjątkowa więź. Każdy nawet w rodzinie mówił, że my się naprawdę kochaliśmy choć nie było to okazywane słowami ani czułym przytulaniem. Babcia nie darzyła dziadka wielkim szacunkiem, co okazywała na każdym kroku. Dlatego też choć wychowywała mnie najlepiej jak umiała to nie darzyłam jej zbyt wielką miłością.  W domu rządziła moja babcia i moja mama. Tata został osunięty na boczny tor, gdzie siedział cicho. Nie zrodziła się między nami żadna więź. Teraz na starość jako człowiek z zaawansowaną demencją pokazuje swój naprawdę podły charakter. Jeśli chodzi o moją mamę, to szkoda, że nie miała własnego zdania i nie wierzyła we mnie. Myślę, że raczej zawsze mogłam na nią liczyć, choć nie umiałyśmy ze sobą rozmawiać.

raki napisał/a:

Żabciu5 Ty jednak ciągle wszystko robisz w kierunku naprawy. Nawet Twoja zmiana jest nadzieją na to, że on dzięki temu się zmieni (nawet takie rzeczy wypisują w książkach, że to tak działa). On jak widzisz nie chce się zmienić - nawet gdzieś to tam napisałaś. Związek to praca dwojga ludzi. Ty jesteś sama, więc sobie odpuść. Zajmij się sobą tylko.

Ja wiem, że on się nie chce zmienić. Nigdy nie chciał. Nie wiem dlaczego ja się łudziłam.

18 711

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:
pani_zupa napisał/a:
raki napisał/a:

Nie wiem, może zrobiłam. Nie wiem. Nawet nie wiem, co byłoby na odwrót w sumie, bo robię wiecznie wszystko i nic zarazem.

Nie wiem, co mam Ci powiedzieć. I już zupełnie nie wiem, co czuję. Zmęczenie może (czy można mieć takie uczucie?). Jest mi bardzo, bardzo ciężko.

raki, przeżywałam podobne stany w zeszłym roku, dokładnie rok temu, w cudownych okolicznościach wymarzonej Skandynawii. Walka głowy o opcje, szanse, wątpliwości- tam duże możliwości, tu świetna praca i kariera, problemy w związku i myślenie, myślenie, myślenie. Ciągle na wstrzymanym oddechu, drętwiejące ręce, kamień w klatce piersiowej, noce kręcące młynki w głowie. Nie chciałam, nie umiałam wyluzować. Ale nie szukałam na to sposobu, może gdybym poszukała... Skończyło się bardzo źle dla mojego zdrowia, fizycznego i psychicznego, pękłam jak miśnieńska waza...dylematy się skończyły, bo musiały, ataki nerwicy były straszne, nawet nie chce pisać. Odbudowuję się od stycznia, wreszcie znalazłam mój sposób na wyluzowanie, no musiałam wreszcie. Sklejanie idzie wolno.
Nie piszę, żebyś się niezwłocznie wyluzowała, tylko może poszukała sposobu na to powoli, to co robi nam głowa odbija się w końcówce pięty i w bliskich niestety

Mam dokładnie to wszytko. Wiem, że muszę ratować przede wszystkim siebie. Tylko nie wiem, jak. Wszędzie są mury lub łąki zielone, zależy jak na to popatrzysz. Nie wiem, jak się znajduje sposób na wyluzowanie, coś pewnie trzeba w głowie poprzestawiać. Spróbuję Cię poczytać.

Tak ze starożytnych: Jadąc za morza, zmieniamy klimat a nie siebie.
Wlekłam siebie przez te morza, by po powrocie do miejsca z dzieciństwa, odkryć ten koszmarny rozziew między IQ a emocjonalnością piętnastolatki. Mózg mi pomógł, mózg zaszkodził. Zaczęłam go utulać tańcem, nie zadaniowym, takim dla tańczenia. W pierwszej kolejności zszedł kamlot z piersi. Ale cegieł jeszcze hoho

18 712

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Żabcia5 napisał/a:

Tata został osunięty na boczny tor, gdzie siedział cicho. Nie zrodziła się między nami żadna więź.

Czy nie podobienstwa do Twego karalucha ? Nie ma miedzy Wami tak samo zadnej wiezi sad

18 713

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pani_zupa napisał/a:
raki napisał/a:
pani_zupa napisał/a:

raki, przeżywałam podobne stany w zeszłym roku, dokładnie rok temu, w cudownych okolicznościach wymarzonej Skandynawii. Walka głowy o opcje, szanse, wątpliwości- tam duże możliwości, tu świetna praca i kariera, problemy w związku i myślenie, myślenie, myślenie. Ciągle na wstrzymanym oddechu, drętwiejące ręce, kamień w klatce piersiowej, noce kręcące młynki w głowie. Nie chciałam, nie umiałam wyluzować. Ale nie szukałam na to sposobu, może gdybym poszukała... Skończyło się bardzo źle dla mojego zdrowia, fizycznego i psychicznego, pękłam jak miśnieńska waza...dylematy się skończyły, bo musiały, ataki nerwicy były straszne, nawet nie chce pisać. Odbudowuję się od stycznia, wreszcie znalazłam mój sposób na wyluzowanie, no musiałam wreszcie. Sklejanie idzie wolno.
Nie piszę, żebyś się niezwłocznie wyluzowała, tylko może poszukała sposobu na to powoli, to co robi nam głowa odbija się w końcówce pięty i w bliskich niestety

Mam dokładnie to wszytko. Wiem, że muszę ratować przede wszystkim siebie. Tylko nie wiem, jak. Wszędzie są mury lub łąki zielone, zależy jak na to popatrzysz. Nie wiem, jak się znajduje sposób na wyluzowanie, coś pewnie trzeba w głowie poprzestawiać. Spróbuję Cię poczytać.

Tak ze starożytnych: Jadąc za morza, zmieniamy klimat a nie siebie.
Wlekłam siebie przez te morza, by po powrocie do miejsca z dzieciństwa, odkryć ten koszmarny rozziew między IQ a emocjonalnością piętnastolatki. Mózg mi pomógł, mózg zaszkodził. Zaczęłam go utulać tańcem, nie zadaniowym, takim dla tańczenia. W pierwszej kolejności zszedł kamlot z piersi. Ale cegieł jeszcze hoho

Nie wiem, co mi się wydawało. Mnie było dobrze na długo przed wyjazdem, było fajnie. Z rodzicami, znajomymi, kotem. I samej. Jedyne, co ciążyło to praca...wracałam i mówiłam jak ją kocham i nienawidzę zarazem (uuuu czyżby kolejnym symptom uzależnienia). I jeśli przed czymś uciekałam, to właśnie przed nią... nie umiałam postawić granic. już w pierwszym miesiącu zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę nic się nie zmieniło (poza szczegółami związanymi z bieganiem tu i tam przez cały dzień), bo nadal czuję się jakby w tej pracy była i siedziała, i ten sam chaos w głowie i tyle samo rzeczy do ogarnięcia, i tyle samo czasu poświęconego. No miałam czas zjeść, mogłam dużej pospać, nie wracałam o chorych godzinach.

Chaos. Ja funkcjonuję wiecznie w wielkim chaosie.

I tak pomyślałam, NIE, ja POCZUŁAM, że tym co by mi mogło pomóc byłby jakiś porządek. Wstaje, myje się, jem, pracuję od do i robię tyle ile dam radę, wracam, jem, odpoczywam, coś tam robię, idę spać. Tylko to ktoś by mi musiał zorganizować. No i niestety średnio to realne. Ale czuję, że wtedy bym wypoczęła.

18 714 Ostatnio edytowany przez Happyfull (2013-03-17 17:24:22)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pani_zupa napisał/a:

Tak ze starożytnych: Jadąc za morza, zmieniamy klimat a nie siebie.
Wlekłam siebie przez te morza, by po powrocie do miejsca z dzieciństwa, odkryć ten koszmarny rozziew między IQ a emocjonalnością piętnastolatki. Mózg mi pomógł, mózg zaszkodził. Zaczęłam go utulać tańcem, nie zadaniowym, takim dla tańczenia. W pierwszej kolejności zszedł kamlot z piersi. Ale cegieł jeszcze hoho

No wlasnie klimat nie siebie sad Zachlystujemy sie klimatem a potem budzimy sie z tym samym uczuciem niesmaku
w ustach sad
Inteligentne a glupie tongue

18 715

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:
pani_zupa napisał/a:
raki napisał/a:

Mam dokładnie to wszytko. Wiem, że muszę ratować przede wszystkim siebie. Tylko nie wiem, jak. Wszędzie są mury lub łąki zielone, zależy jak na to popatrzysz. Nie wiem, jak się znajduje sposób na wyluzowanie, coś pewnie trzeba w głowie poprzestawiać. Spróbuję Cię poczytać.

Tak ze starożytnych: Jadąc za morza, zmieniamy klimat a nie siebie.
Wlekłam siebie przez te morza, by po powrocie do miejsca z dzieciństwa, odkryć ten koszmarny rozziew między IQ a emocjonalnością piętnastolatki. Mózg mi pomógł, mózg zaszkodził. Zaczęłam go utulać tańcem, nie zadaniowym, takim dla tańczenia. W pierwszej kolejności zszedł kamlot z piersi. Ale cegieł jeszcze hoho

Nie wiem, co mi się wydawało. Mnie było dobrze na długo przed wyjazdem, było fajnie. Z rodzicami, znajomymi, kotem. I samej. Jedyne, co ciążyło to praca...wracałam i mówiłam jak ją kocham i nienawidzę zarazem (uuuu czyżby kolejnym symptom uzależnienia). I jeśli przed czymś uciekałam, to właśnie przed nią... nie umiałam postawić granic. już w pierwszym miesiącu zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę nic się nie zmieniło (poza szczegółami związanymi z bieganiem tu i tam przez cały dzień), bo nadal czuję się jakby w tej pracy była i siedziała, i ten sam chaos w głowie i tyle samo rzeczy do ogarnięcia, i tyle samo czasu poświęconego. No miałam czas zjeść, mogłam dużej pospać, nie wracałam o chorych godzinach.

Chaos. Ja funkcjonuję wiecznie w wielkim chaosie.

I tak pomyślałam, NIE, ja POCZUŁAM, że tym co by mi mogło pomóc byłby jakiś porządek. Wstaje, myje się, jem, pracuję od do i robię tyle ile dam radę, wracam, jem, odpoczywam, coś tam robię, idę spać. Tylko to ktoś by mi musiał zorganizować. No i niestety średnio to realne. Ale czuję, że wtedy bym wypoczęła.

Raki, doskonale rozumiem ten niepokój wieczny.
Zobaczysz, jeszcze skoczymy na turnus do Ciechocinka. Posiłki regularne, borowina o 13.45, galaretka z truskawkami o 17.58, pogadanka o robótkach 19.05 i skonane zaplanowanym przez personel dniem do spania o 22.00. Tak przez miesiąc.
Hm, zakładem zamkniętym trąci, może skołatane mózgi potrzebują rutyny z zewnątrz.
Mając milion własnych zajęć nigdy nie wyłącza się głowa- ona ciągle na posterunku, nie chce dać odpłynąć. Choćby się ogladąło najświetniejszy film świata. Nad tym pracuję, żeby skończyć z tą wewnętrzną narracją. Bleee.

18 716 Ostatnio edytowany przez Happyfull (2013-03-17 17:08:59)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:

I tak pomyślałam, NIE, ja POCZUŁAM, że tym co by mi mogło pomóc byłby jakiś porządek. Wstaje, myje się, jem, pracuję od do i robię tyle ile dam radę, wracam, jem, odpoczywam, coś tam robię, idę spać. Tylko to ktoś by mi musiał zorganizować. No i niestety średnio to realne. Ale czuję, że wtedy bym wypoczęła.

To daj sie soba zajac !!! Mama przyjezdza masz okazje !!! Jak juz nazbierasz sil to sama sobie bedziesz ta "nude" organizowac smile
Pisalam Ci: Idz na spacer i na lody. Obejrzyj Nietykalni a potem melise na dobranoc !!! Dobra organizacja ? Posluchasz mnie ???

18 717

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
raki napisał/a:

I tak pomyślałam, NIE, ja POCZUŁAM, że tym co by mi mogło pomóc byłby jakiś porządek. Wstaje, myje się, jem, pracuję od do i robię tyle ile dam radę, wracam, jem, odpoczywam, coś tam robię, idę spać. Tylko to ktoś by mi musiał zorganizować. No i niestety średnio to realne. Ale czuję, że wtedy bym wypoczęła.

To daj sie soba zajac !!! Mama przyjezdza masz okazje !!! Jak juz nazbierasz sil to sama sobie bedziesz ta "nude" organizowac smile
Pisalam Ci: Idz na spacer i na lody. Obejrzyj Nietykalni a potem melise na dobranoc !!! Dobra organizacja ? Posluchasz mnie ???

Happy, cholera, weź zorganizuj turnus:) Będę myła szklanki po melisie, promise!!

18 718

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
Żabcia5 napisał/a:

Tata został osunięty na boczny tor, gdzie siedział cicho. Nie zrodziła się między nami żadna więź.

Czy nie podobienstwa do Twego karalucha ? Nie ma miedzy Wami tak samo zadnej wiezi sad

Absolutnie nie. Między mną a moim mężem były więzi. On był troskliwy i mnie wspierał. Wiele mówił i otrzymałam od niego dużo trafnych rad. On ma swoją dobrą stronę, szkoda tylko, że nie okazuje mi uznania, zrozumienia i szacunku. Są to przecież podstawowe potrzeby, których kobieta oczekuje w związku.

18 719

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
Żabcia5 napisał/a:

dziś wpadłam w dołek i myślę bardzo egoistycznie

Kochana to nie egoizm !!!! To dbanie o siebie !!!!

No właśnie dbanie o siebie mylimy z egoizmem, którym pogardzamy, brzydzimy się. A między egoizmem a dbaniem o siebie jest ogromna różnica.... chyba taka jak między oszczędnym a skąpym smile

18 720

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pani_zupa napisał/a:
Happyfull napisał/a:
raki napisał/a:

I tak pomyślałam, NIE, ja POCZUŁAM, że tym co by mi mogło pomóc byłby jakiś porządek. Wstaje, myje się, jem, pracuję od do i robię tyle ile dam radę, wracam, jem, odpoczywam, coś tam robię, idę spać. Tylko to ktoś by mi musiał zorganizować. No i niestety średnio to realne. Ale czuję, że wtedy bym wypoczęła.

To daj sie soba zajac !!! Mama przyjezdza masz okazje !!! Jak juz nazbierasz sil to sama sobie bedziesz ta "nude" organizowac smile
Pisalam Ci: Idz na spacer i na lody. Obejrzyj Nietykalni a potem melise na dobranoc !!! Dobra organizacja ? Posluchasz mnie ???

Happy, cholera, weź zorganizuj turnus:) Będę myła szklanki po melisie, promise!!

A bedziecie sie mnie sluchac i nie marudzic ?I nie bedzie ciagle: Tak ale...on taki... no tak masz racje ale ja .....itd ??? tongue
Pisalam, ze nastepne spotkanie w puszczy smile To sie zdziczymy i wynudzimy tongue

Posty [ 18 656 do 18 720 z 26 310 ]

Strony Poprzednia 1 … 286 287 288 289 290 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026