netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

26 309 odpowiedzi1 691 961 wyświetleńzałożony przez bez serca, 21.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Strony Poprzednia 1 … 284 285 286 287 288 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 18 526 do 18 590 z 26 310 ]

18 526

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

Niechęć do płaczu w jego obecności bardziej mi się kojarzy z obawą przed wykorzystaniem Twoich emocji przeciwko Tobie. Być moze coś takiego miało już miejsce dawno, i dlatego nie chcesz dać się zranić. Stąd lód w kontakcie z nim, a kiedy schodzisz po schodach, i jesteś tylko ze sobą - rozlewasz się jak budyń? Pogdybaj - jak to może z Tobą być. Najbardziej zawsze ceni się swoje własne wnioski smile

Zamknięta? Może i "gruboskórna" - nie czuć i nie odczuwać, żeby nie zostać zranionym?

Rozlewam się jak budyń. Dokładnie. To samo wczoraj powiedział mój psycholog. "On zrobił z Pani bezkształtną masę". A ja dodałam "budyń". I to było dokłądnie to...

raki napisał/a:

On się Tobą bawił, badał Twoją wytrzymałość i granice, zadawał ból i czekał aż pękniesz. Wynieś coś z tego niezwiązku dla siebie i poćwicz na nim okazywanie emocji. Warto umieć być słabą przed innymi, a nie tylko w poduszkę. Ja się tego też staram uczyć.

Rozciągał moje granice do nieskończoności. Sam był ciekaw ile jeszcze udźwignę i z wielką radością badał to. Sam kiedyś powiedział : "wiem, że zniesiesz wszystko".
I pozornie wszystko dźwigałam, ale emocjonalnie byłam w stanie rozpadu, kompletnie sobie nie radziłam.
To był strach, że on odejdzie. Taki paniczny strach, który kazał mi znosić wszystko, pozwolić się upodlić do końca.
W imię czego?

Happyfull napisał/a:

Wczesniej nie bylysmy silne tylko bylysmy silaczkami !!! Potrafilysmy udzwignac wszystko w imie "milosci" tongue

No właśnie. Znieść więcej niż to możliwe, byleby mieć złudne poczucie, że ktoś cię kocha.
Jezu, jak mi siebie teraz żal...

18 527

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
luluville napisał/a:
Happyfull napisał/a:

Wczesniej nie bylysmy silne tylko bylysmy silaczkami !!! Potrafilysmy udzwignac wszystko w imie "milosci" tongue

No właśnie. Znieść więcej niż to możliwe, byleby mieć złudne poczucie, że ktoś cię kocha.
Jezu, jak mi siebie teraz żal...

No i wlasnie ta zmiane widze smile Zal Ci siebie !!! Nie tego karalucha jak na poczatku tutaj weszlas smile
Boli ? To dobrze smile Rodzisz sie na nowo - musi bolec !!! Zaczynasz czuc !!!

18 528

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
luluville napisał/a:

Rozlewam się jak budyń. Dokładnie. To samo wczoraj powiedział mój psycholog. "On zrobił z Pani bezkształtną masę". A ja dodałam "budyń". I to było dokłądnie to...

Rozciągał moje granice do nieskończoności. Sam był ciekaw ile jeszcze udźwignę i z wielką radością badał to. Sam kiedyś powiedział : "wiem, że zniesiesz wszystko".
I pozornie wszystko dźwigałam, ale emocjonalnie byłam w stanie rozpadu, kompletnie sobie nie radziłam.
To był strach, że on odejdzie. Taki paniczny strach, który kazał mi znosić wszystko, pozwolić się upodlić do końca.
W imię czego?

No właśnie. Znieść więcej niż to możliwe, byleby mieć złudne poczucie, że ktoś cię kocha.
Jezu, jak mi siebie teraz żal...

Dochodzisz do miejsca - cudownego miejsca, w którym nie tylko go zostawiasz, bo wiesz, że musisz, ale dlatego że już go nie chcesz, że Ci zwisa. Jeju jak zazdroszczę.
Istny psychopata. Pomyśl, jaka to była dla niego przyjemność - ta zabawa uczuciami. To jak sam się dziwił, że się angażuje - bo byłaś dostarczycielką jego rozkosz przecież, dawałaś mu wszystko, co chciał. Bencwał.

W imię? że ktoś jest. że coś jest. że coś się dzieje. że nie ma pustki. że poza pracą istnieje jakieś życie.

Zastanawiałaś się jeszcze nad tym ile czasu spędzałaś w tym związku Ty, a ile on?
Ja u siebie tak. Otóż jestem w nim ciągle - bo dużo o nim myślę, dużo płaczę, przeżywam emocje itp. itd. (miałam tam jakie przerwy przy dłuższej rozłace). A on. Na początku dużo. Potem tylko gdy fizycznie był ze mną. Wyjeżdżał, spotykał. I drobne chwile, gdy sobie o mnie przypomniał. Poza tym był z innymi, w kilku niezaczętych związkach - flirtach naraz. Cóż ja dużej i więcej z nim byłam - dlatego też jestem bardziej zaangażowana. Co więcej - dalej jestem.

18 529 Ostatnio edytowany przez Happyfull (2013-03-15 14:47:35)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:

I kilka historii. Myślałam, że poznałam tu dziewczynę, która jest kwintesencją szczścia w samotności. Wyjeżdża dużo i często. Bawi się. Mówi, że nie chce mieć dzieci i męża (ma już 40), że dobrze jej samej itp. itd. Zachwyciła mnie. Ja chcę mieć rodzinę. Ale rzeczywistość okazała się inna.... po pracy dziennie jest na siłowni po kilka godzin, bo... "mam popołudniu tyle wolnego, że nie mam co zrobić z czasem", co jakiś czas wdaje się w pobieżne romanse i seks na jedną noc, poza tym, jak tylko w kraju jest jej niedoszły mąż, z którym zerwała zręczyny, to śpi u niego (ale nie z nim), spędza czas... hmmm tworzy otwarty związek (?) i gdzie tu ta piękna samotność? Właściwie z nim jest.

"zimny drań" Następny szczęśliwy samotny. Lat 44. Podróżnik i fan wszelkich sportów możliwych. Usytuowany, nieprzepracowany. Świetnie nauczony organizować sobie czas. Szczęśliwy samotny. Tyż kłamstwo. Na wiecznym haju kilku zakochań i płytkich relacji, nadziei że ta kobieta będzie ową jego życia. Non stop tak naprawdę w związku(ach).

I mogłabym dalej przykładzić. Jak dodać do tego ponad 80letnią wdowe, która się dniami całymi zajmuje wnukami, i mówi koleżance, by nie narzekała na swojego starego, bo jak go zabraknie, zobaczy jak będzie jej trudno.

I na koniec powiem szczerze. Nie wiem, gdzie mam szukać motywacji. Stąd pewnie ten pomysł by to było w nadzieji na przyszły związek i rodzinę. I naprawdę czasem w mojej głwoie się rodzi, że może warto z karaluchem jednak zawrzeć tę transakcję, zresztą temu też się godziłam na jego zasady - by... było coś. Chociażby było z kim wyjechać i nie płacić za hotel jak za zborze, z kimś się uśmiechać, jak zwiedzasz. Bo raz, drugi, trzeci można samemu i dla siebie, ale potem to nie smakuje.

Kochana Raki to nie tak !!! Nikt nie chce byc sam i nikt tutaj na forum nie mowi Ci aby byc samemu !!!
My KKZB mamy problem i wiazemy sie z toksykami !!! I jak zwiazek tworzymy? Toksyczny !!!
Odciecie sie od toksycznego partnera i toksycznych sytuacji ma nam pomoc w zrozumieniu siebie !!! Zycie w toksycznym zwiazku to zycie na haju !!! Po haju zawsze przychodzi dol !!!
Widzisz na przykladzie karalucha i twojej znajomej, ze oni potrzebuja haju !!! Te osoby klamia, oszukuja siebie, nosza maske. Dlaczego musza byc ciagle w ruchu? Bo musiliby sie zastanowic w koncu i pomyslec !!! A co by im do glowy przyszlo? No co? To co teraz Tobie w glowie siedzi !!! Ze takie zycie jakie prowadza nie jest szczesliwe, ze oszukuja sie itd. Oni nie chca pozbywac sie iluzji ale to oni maja problem chociaz o tym nie wiedza !!!
Raki bycie tylko ze soba pozwoli Ci poznac siebie !!! Nie mowimy tutaj o samotnosci. Nauczyc sie lubic siebie to bedziesz chetnie przebywac ze soba smile Najpierw trzeba pokochac siebie aby pozniej moc kochac innych smile
I jak napisala Zabka a Beosa nawet do swojej sygnaturki wrzucila : Jeśli będziesz sobą, spokojną sobą i zadowoloną z siebie i swojego życia - poznasz kogoś. Wcześniej poznasz byle kogo...

18 530

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Ciekawe, ile Wy poświęciłyście czasu na czytanie o jego problemie, na zagłębianiu się w meandry jego myśli?
Ja mam w tym zakresie miliard roboczogodzin wypracowanych
Dobrze, że nie doszłam do etapu nagrywania mu audiobooków z lektur
Matko.
On nie przeczytał na mój temat nic, moją nerwicę wegetatywną zaczął leczyć metodami znachora- kopem w zadek.
Dziękuję doktorze, teraz dziękuję naprawdę

18 531 Ostatnio edytowany przez Happyfull (2013-03-15 14:50:08)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pani_zupa napisał/a:

Ciekawe, ile Wy poświęciłyście czasu na czytanie o jego problemie, na zagłębianiu się w meandry jego myśli?
Ja mam w tym zakresie miliard roboczogodzin wypracowanych
Dobrze, że nie doszłam do etapu nagrywania mu audiobooków z lektur
Matko.
On nie przeczytał na mój temat nic, moją nerwicę wegetatywną zaczął leczyć metodami znachora- kopem w zadek.
Dziękuję doktorze, teraz dziękuję naprawdę

Wszystko o narcystach w interecie smile cala literature po niemiecku smile Chyba juz expertem jestem tongue

18 532 Ostatnio edytowany przez raki (2013-03-15 15:01:46)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:

Raki bycie tylko ze soba pozwoli Ci poznac siebie !!! Nie mowimy tutaj o samotnosci. Nauczyc sie lubic siebie to bedziesz chetnie przebywac ze soba smile Najpierw trzeba pokochac siebie aby pozniej moc kochac innych smile

Też mnie chyba nie do końca zrozumiałaś. Ja wiem, że wy tu nie mówicie o samotności w ogóle. Pisałąm o moim życiu. Ja Happyfull przeszłam już gigantyczną drogę, nawet nie wiesz jak kocham siebie i jak mi ze sobą jest dobrze, bo ja już miałam czas na niebycie z nikim i też nie biegniecie w pracy. Ja chętnie przebywam ze sobą, umiem sobie organizować czas, nie boję się być sama ze mną, bo jest mi fajnie. Ja już to wszystko przerobiłam. I bardzo siebie lubię.
To mi też uświadomiła psycholog, że jednak wychodzę w czas z tej relacji, że umiałam postawić granicę. że jestm mocno do przodu. To nie żebym nie miała problemów, była doskonała, nie miała nad czym pracować.

To, co chciałam pokazać jest czymś innym. Tym szukaniem motywacji - innej niż tylko ja sama. Też pokazaniem rzeczywistości. W której wiem, że mam prawo powiedzieć, że nie jestem spełniona. Że żyję, że jest ok. Ale to nie jest tak jakbym chciała.

18 533 Ostatnio edytowany przez Happyfull (2013-03-15 15:40:59)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:
Happyfull napisał/a:

Raki bycie tylko ze soba pozwoli Ci poznac siebie !!! Nie mowimy tutaj o samotnosci. Nauczyc sie lubic siebie to bedziesz chetnie przebywac ze soba smile Najpierw trzeba pokochac siebie aby pozniej moc kochac innych smile

Też mnie chyba nie do końca zrozumiałaś. Ja wiem, że wy tu nie mówicie o samotności w ogóle. Ja Happyfull przeszłam już gigantyczną drogę, nawet nie wiesz jak kocham siebie i jak mi ze sobą jest dobrze, bo ja już miałam czas na niebycie z nikim i też nie biegniecie w pracy. Ja chętnie przebywam ze sobą, umiem sobie organizować czas, nie boję się być sama ze mną, bo jest mi fajnie. Ja już to wszystko przerobiłam. I bardzo siebie lubię.
To mi też uświadomiła psycholog, że jednak wychodzę w czas z tej relacji, że umiałam postawić granicę. że jestm mocno do przodu. To nie żebym nie miała problemów, była doskonała.

To, co chciałam pokazać jest czymś innym. Tym szukaniem. Też pokazaniem rzeczywistości. W której wiem, że mam prawo powiedzieć, że nie jestem spełniona. Że żyję, że jest ok. Ale to nie jest tak jakbym chciała.

Kochana ja Cie zrozumialam tak jak Cie zrozumialam smile Ja widze kogos, kto nie kocha siebie sad Tylko z kims mozesz byc zadowolona. To ze mieszkasz sama to tak jak z ta twoja znajoma. Sama ale ciagle z kims !!!
Na pewno przeszlas juz dluga droge i gratuluje Ci osiagniec smile Szukasz teraz ? Ale szukasz tego co niby powinnas juz wiedziedz nie powinnas szukac sad Granica w toksycznym zwiazku: Zamykamy i wiz wjazdowych nie wydajemy !!!
Piszesz: "Że żyję, że jest ok. Ale to nie jest tak jakbym chciała" A jak bys chciala?

A Twoja sygnaturka:  "Lepiej   zaufać, że to,co istotne, się ułoży,gdy przyjdzie właściwy czas" to jak dla mnie czekanie na cud sad

18 534

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

Wspomniałaś o pracy, o empatii... Akurat nie chciałam nigdy wcześniej żeby nawet ktoś zauważył, że mam doła, gdzie - ja taka perfekcyjna? Coś Ty, jakie współodczuwanie ze mną mojego doła? Czy kiedyś ktoś takowego zauważył, albo inaczej - pozwoliłam się kiedykolwiek komuś zorientować, że go mam?

Dlatego wczoraj napisalam o tym "syfie" !!! Wywalac ile wlezie !!! Karaluchy zywia sie syfem - naszym syfem !!!!!!!!
Syf chowany przed swiatem - depresja sad Syf wywalony - wychodzenie z depresji smile

18 535

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
luluville napisał/a:

Rozciągał moje granice do nieskończoności. Sam był ciekaw ile jeszcze udźwignę i z wielką radością badał to. Sam kiedyś powiedział : "wiem, że zniesiesz wszystko".
I pozornie wszystko dźwigałam, ale emocjonalnie byłam w stanie rozpadu, kompletnie sobie nie radziłam.
To był strach, że on odejdzie. Taki paniczny strach, który kazał mi znosić wszystko, pozwolić się upodlić do końca.
W imię czego?

On nic nie rozciagnal !!! Bez Twojego przyzwolenia nie udaloby sie sad Zrobilas to jak piszesz ze strachu, ze on odejdzie !!!
Strach ma wielkie oczy tongue Bylo sie tak bac ? Nie smile Na przyszlosc sie juz nie musisz wiecej bac smile

18 536

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Wcale się nie dziwię Raki temu co napisałaś. I że tyle smile
Nie wiem, czy uda mi się jakoś w miarę składnie odpowiedzieć na wszystko - ale postaram się smile

Człowiek, im więcej przeżył, im więcej siebie poznał dotąd, im bardziej starał się już wcześniej zdrowo żyć - tym więcej ma wątpliwości do siebie samego kolejnym razem. Całkiem zasadnych. Czy właściwie w ogóle to co myśli, przeżywa, czuje - nie jest przewrażliwieniem? Że przecież tak wiele spraw przepracował i przemyślał, wdrożył i zastosował. Tak - i znowu popełnił błąd? A może nie da się inaczej? Może życie to sztuka popełniania błędów? Może sztuka kompromisu?

Według mnie nie. Bo analizując swoje życie od nowa, okazuje się, że kolejny raz granica została w wielu sprawach postawiona w niewłaściwym miejscu. Tylko teraz w innym, którego się nie spodziewaliśmy?
Czy aby napewno wszystko co przeżyłam dotąd było takie samo? Nie, stąd znajdując się znowu w innych miejscach i sytuacjach, niestety popełniam błędy. Ale to są inne błędy - tak na mój wzgląd. Bo jeśli jeden błąd przepracowałam i już podobnego nie popełnię, to niestety, nie zauważam innego.

I zaraz mimo wszystko dochodzi do głosu - zamiast odrobiny zdrowego rozsądku - wielka chęć i pragnienia smile Oczywiście mam prawo je mieć. Ale nie za wszelką cenę. A już napewno nie za cenę siebie.

Do momentu w którym ktoś SAM świadomie nie zaczyna czuć się w danej relacji czy miejscu źle - nie uważam, iżby celowym było naprowadzanie go na jakikolwiek trop wink Jeśli mi źle, jeśli czuję się zbytnio zraniona i skrzywdzona, jeśli wpadam w depresję a wokół mnie jest chaos jedynie widoczny - to jeśli ja sama mam chęć, ja coś z tym zrobię. Jeśli nie chcę - nie zrobię i będę w tym tkwić. Albo nigdy nie zacznie mi to przeszkadzać, albo kiedyś zacznie.

Ale znowu wracają marzenia, wewnętrzne pragnienia. Może ja wiecznie przesadzam? Może ja jestem nadwrażliwa i nie oceniam sytuacji realnie? To skąd ten ból? Jestem chora psychicznie? Mam problemy emocjonalne? On jest chory? Co jest?
Ano co jest - owa ewolucja, tak? Bo zarówno i w związku mam prawo się zmieniać, jak i poza nim, na gruncie zawodowym. Wiem, widzę, jak wielu ludzi się prześlizguje. Ano cóż - akurat my do nich nie należymy i nie jest to negatyw, ale pewnie osobom bardziej świadomym - troszkę trudniej. Ale nie gorzej smile

Nadmieniłaś o tej sielance. Może właśnie o to chodzi Raki, żeby przede wszystkim po wsze czasy zarówno zapamiętać, że nie ma żadnej gwarancji dla jakiejkolwiek relacji, bo zawsze biorą w niej udział minimum dwie osoby, z których tylko jedną jednak tylko znasz. Po drugie, zapamiętać, że masz prawo zmieniać zdanie, światopogląd i to co lubisz i to co akceptujesz. Po trzecie - masz prawo sama ze sobą określić - czego chcesz bardziej w danym momencie. Bo jeśli spełnienia tego wewnętrznego jednego pragnienia - to ok, ale ze świadomością, że to może być odroczenie w czasie. Jeśli zakończenia relacji - to już, definitywnie. Ale na coś warto się zdecydować. Bo może brak tej decyzji bardziej powoduje bezsilność i to się wzajemnie nakręca?
Nie wiem - ja z jednej strony także chciałabym móc "ufać" i "kochać wiecznie". Ale nie dla zasady już... Bo ja akurat na tym "wtopiłam". Pewnie jest to możliwe, nie neguję. Ale nie z nim. Gdzieś tam napomykałam - może i by było możliwe, gdyby coś ze sobą w kontekście swoich problemów zrobił. Ale nie zrobił, a ja nadzieją żyć nie umiem. Miałam ją, nie powiem - ale ileż można. Ja za niego chcieć nie jestem w stanie wink

Tak właśnie - pamiętam pierwszy raz, kiedy publicznie się przyznałam że nie wiem, jaka jestem smile
I naprawdę najwięcej satysfakcji daje mi odkrywanie siebie smile A jak ja czasem się potrafię rozkosznie zapętlić próbując wyrazić cóż to ja mam na myśli mówiąc że mi się to czy owo podoba smile To jest właśnie ten pozytywny, optymistyczny aspekt w tej całej wewnętrznej rozróbie. A jak miło czegoś się samemu w końcu o sobie dowiedzieć smile Albo przypomnieć coś sobie o sobie smile

Wiem, wiem, jak jest z Tobą w pracy smile I ja też np. wcale nie mówię, że moja praca nie daje mi satysfakcji. Wręcz przeciwnie cenię ją sobie. Ale cenię już też siebie w tej pracy smile Zastrzegam - asertywna to ja też jeszcze na stałe nie jestem - choć bywam smile Zdarza się. Więc jeśli nie masz, obawiasz się że nie masz życia osobistego - to może właśnie poszukaj go? Może najprzyjemniejsze jest szukanie? Ja szukam powoli smile Już nie chcę niczego zrozumieć szybko - bo rozumiem jedynie przez chwilkę. Jakby tak.... Zaczęłam delektować się chwilką wink Każdą smile I tym, co z niej mam smile

Ja też mam ochotę czasem nie mieć siły smile I czasem odrobinkę mi się zdarza już nie chcieć jej mieć i powiedzieć o tym głośno smile Nawet jeśli wiem, że i tak dała bym radę wink To wtedy ja sobie może jednak zrobię herbatkę (taki mój sposób na zatrzymanie się, zanim się puszczę do biegu wink ).

Nie wiem co Cię naprawdę przeraża, ale.... Kiedyś przeraziło mnie coś tam, wydawało się coś tam, zdecydowałam że tak chcę i że decyzję podejmuję świadomie i że jej naprawdę chcę. Tak, oczywiście chciałam już w końcu mieć własną rodzinę, kochającego męża i dzieci. I być szczęśliwa. Mieć dom po prostu.
Bo wypróbowałam wg mnie już wszystkie sposoby na swoje szczęście. I poprzednie małżeństwo, i bycie samą potem kilka lat i potem ujmijmy to "cieszenie się życiem" i ponownie bycie samą. I wszystko nie było tym, co dawało mi na dłuższą metę szczęście. I tak reasumując.... Pewnie - ja wcale nie chcę być sama smile Oczywiście, że chciałabym się przytulić smile Jestem kobietą. Ale ani nie za wszelką cenę ani nie na chwilkę. Nie potrzebuję już nadmiaru emocji, które potem powodują totalne wyplucie. A teraz dodatkowo nie czuję się na tyle stabilnie, by pakować się w jakiekolwiek związki. Na wszystko przychodzi czas smile

Chcę umieć zawsze wybierać zdrowo. Tego chcę. Nie chcę się zbierać po raz kolejny do kupy. To zależy tylko ode mnie. Mam prawo zmieniać też zainteresowania. Mam prawo zmieniać gusta. Mam prawo zmieniać styl. Mam prawo do własnego zdania. Mam prawo żyć tak jak mnie to życie nie będzie sprawiać bólu. Mam wręcz obowiązek. Mam prawo się potknąć i wstać smile
Sztuką jest trafić dokładnie w środek tarczy. Ja dotąd nie trafiłam - a więc potrenuję dalej, ale z jeszcze większą świadomością wink

Może gdzieś się tam w Tobie zafiksowało, że ciężką pracą i staraniem obu stron można dopiąć swego? Ale nie wszyscy przecież są tacy, jak Twoim rodzice. Nie wszyscy potrafią, albo chcą współpracy. Przecież sama widzisz, że teraz - w dobie konsumpcjonizmu - łatwiej jest powiedzieć koniec, niż walczyć. Tyle, że tu trzeba dołożyć drugą kwestię - nikogo nie zmusisz do chcenia a bycie wbrew sobie i ze szkodą dla siebie - to gwałt na sobie samym. Każdy musi znaleźć swój złoty środek smile A szukanie chyba jednak .... jest miłe smile

18 537

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pani_zupa napisał/a:

Ciekawe, ile Wy poświęciłyście czasu na czytanie o jego problemie, na zagłębianiu się w meandry jego myśli?
Ja mam w tym zakresie miliard roboczogodzin wypracowanych
Dobrze, że nie doszłam do etapu nagrywania mu audiobooków z lektur
Matko.
On nie przeczytał na mój temat nic, moją nerwicę wegetatywną zaczął leczyć metodami znachora- kopem w zadek.
Dziękuję doktorze, teraz dziękuję naprawdę

Oj tam - ten czyta, kto lubi wink On nie lubił, wolał sporty wink

18 538

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
raki napisał/a:
Happyfull napisał/a:

Raki bycie tylko ze soba pozwoli Ci poznac siebie !!! Nie mowimy tutaj o samotnosci. Nauczyc sie lubic siebie to bedziesz chetnie przebywac ze soba smile Najpierw trzeba pokochac siebie aby pozniej moc kochac innych smile

Też mnie chyba nie do końca zrozumiałaś. Ja wiem, że wy tu nie mówicie o samotności w ogóle. Ja Happyfull przeszłam już gigantyczną drogę, nawet nie wiesz jak kocham siebie i jak mi ze sobą jest dobrze, bo ja już miałam czas na niebycie z nikim i też nie biegniecie w pracy. Ja chętnie przebywam ze sobą, umiem sobie organizować czas, nie boję się być sama ze mną, bo jest mi fajnie. Ja już to wszystko przerobiłam. I bardzo siebie lubię.
To mi też uświadomiła psycholog, że jednak wychodzę w czas z tej relacji, że umiałam postawić granicę. że jestm mocno do przodu. To nie żebym nie miała problemów, była doskonała.

To, co chciałam pokazać jest czymś innym. Tym szukaniem. Też pokazaniem rzeczywistości. W której wiem, że mam prawo powiedzieć, że nie jestem spełniona. Że żyję, że jest ok. Ale to nie jest tak jakbym chciała.

Kochana ja Cie zrozumialam tak jak Cie zrozumialam smile Ja widze kogos, kto nie kocha siebie sad Tylko z kims mozesz byc zadowolona. To ze mieszkasz sama to tak jak z ta twoja znajoma. Sama ale ciagle z kims !!!
Na pewno przeszlas juz dluga droge i gratuluje Ci osiagniec smile Szukasz teraz ? Ale szukasz tego co niby powinnas juz wiedziedz nie powinnas szukac sad Granica w toksycznym zwiazku: Zamykamy i wiz wjazdowych nie wydajemy !!!
Piszesz: "Że żyję, że jest ok. Ale to nie jest tak jakbym chciała" A jak byc chciala?

Dlaczego ciągle wrzucaś się w schematy i do tego mnie jeszcze. W psychologii nie ma schematów. Dodatkowo tu są nasze żale, mamy prawo czuć różne rzeczy - RÓŻNE. Co więcej - nie każda z nas jest taka sama i ma taki sam problem.
I wyjdź z tego przeświadczenia, że jak się już pokochasz, jak powycinasz toksyków i jak i jak i jak... to będzie potem sielanka.
Nie. Życie to ciągłę zmiany. Życie to też ból. Życie to też powiedzienie sobie, że teraz chcę czegoś innego, bo to mi nie wystarcza. Masz prawo powiedzieć, że Twoja praca Ci nie odpowiada. Masz prawo powiedzieć, że Twój związek Ci nie odpowiada. Coś może Ci odpowiadać teraz, a potem już nie - zmieniamy się. I masz prawo wiedzieć, czego chesz i dążyć do tych zmian. Kropka.
Tak umie, żyć sama. Tak umiem być zadowolona sama. Tak bardzo się kocham. Co więcej umiem się czuć z tym dobrze - świetnie i umiem się tym cieszyć - tym gotowaniem, obiadem, moim mieszkaniem i setką innych rzeczy. Nie mam pojęcia, jak Ty sobie miłość własną wyobrażasz - nie wnikam. Tak mam prawo cierpieć, jeśli mi w związku nie wyszło, i mam mieć prawo rózne myśli i to nie znaczy, że siebie nie kocham. Co więcej może mi nie wyjść i zawsze będę musiała przejść przez etapy rozstania, bo jak zatrzasnę samą siebie, to dopiero w przyszłości pożałuje, więc i w tym wychodzeniu mogę zatesknić i mogę zadzownić i mogę mieć myśl, czy nie wrócić. Mam prawo w życiu szukać. Pisałam, że szukam motywacji - o tym rozmawiałam z zabka-k.
Widzisz mnie jaką tę która siebie nie kocha - Twoje prawo, zresztą wiadomo, że tu widać tylko kawałek nas. I zazwyczaj ten bolesny i z wątpliwościami. Szczerzę piszę o sobie i o tym, co przeżywam, co rodzi się w sercu osoby, która jest rozczarowana, też troche zmęczona.

Z granicami w tym związku wyobraź sobie to nie jest mój pomysł. Tylko ja już ich stawiać nei będę - moje skończyły się.

Tak, chciałabym żyć w związku i mieć dzieci. Do tego chcę w tym związku mieć dużo niezależności - ja jej potrzebuję. Czasu dla siebie, dla moich bliskich, na pracę i moje zainteresowania, które są dla mnie ważne. Nie, nie chcę na tym związku opierac całego mojego świata, zresztą nigdy nie opierałam. Chcę umieć załapać rónowagę pomiędzy pracą, a życiem osobistym. To tylko fragment - i są w nim gigantyczne braki. Bo nie da się tego tak opisać.

A i nie dąże do tego na siłę. Co więcej osobiście nie mam na to w ogóle obecnie siły i nie chcę. Chcę odpocząc. I szukam nadziei, że moje pragnienie może być realne. Bo je nie mam na tą chwilę.

18 539

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:

W której wiem, że mam prawo powiedzieć, że nie jestem spełniona. Że żyję, że jest ok. Ale to nie jest tak jakbym chciała.

Ale przecież to że teraz nie jesteś spełniona - nie oznacza, że zawsze nie będziesz?

18 540

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:

Tak, chciałabym żyć w związku i mieć dzieci. Do tego chcę w tym związku mieć dużo niezależności - ja jej potrzebuję. Czasu dla siebie, dla moich bliskich, na pracę i moje zainteresowania, które są dla mnie ważne. Nie, nie chcę na tym związku opierac całego mojego świata, zresztą nigdy nie opierałam. Chcę umieć załapać rónowagę pomiędzy pracą, a życiem osobistym. To tylko fragment - i są w nim gigantyczne braki. Bo nie da się tego tak opisać.

A i nie dąże do tego na siłę. Co więcej osobiście nie mam na to w ogóle obecnie siły i nie chcę. Chcę odpocząc. I szukam nadziei, że moje pragnienie może być realne. Bo je nie mam na tą chwilę.

Odpoczywaj smile
Ja juz weekendowo się zaśmieję, zresztą już taka właśnie jestem - odpoczywaj, bo kochana potem tak się przy rodzinie nabiegasz wink

Raki - nie wiem, ale wydaje mi się, że Ty dobrze wiesz, że jak z nami rozmawiasz, to po prostu układasz to sobie troszkę na nowo w głowie? Może i w tych samych miejscach, ale że rozmowa sprawia Ci chyba jakieś zadowolenie - tak? Że wyrywa Cię z tego złego humoru? Takie odnoszę wrażenie smile

18 541

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:

No i wlasnie ta zmiane widze smile Zal Ci siebie !!! Nie tego karalucha jak na poczatku tutaj weszlas smile
Boli ? To dobrze smile Rodzisz sie na nowo - musi bolec !!! Zaczynasz czuc !!!

Happyfull napisał/a:

On nic nie rozciagnal !!! Bez Twojego przyzwolenia nie udaloby sie sad Zrobilas to jak piszesz ze strachu, ze on odejdzie !!!
Strach ma wielkie oczy tongue Bylo sie tak bac ? Nie smile Na przyszlosc sie juz nie musisz wiecej bac smile

Tak, żal mi siebie, że paradoksalnie nie okazując słabości, byłam mega słaba. Zbyt słaba, by odważyć sie być samą, by nie ciągnąć tego co było jakąś farsą.
Jezu, wczoraj moja przyjaciółka powiedziała, że w tym związku pobiłam mistrza naiwności, głupoty i w ogóle przebiłam wszystko co możliwe.
Dokładnie tak było.
I wiecie co jest najgorsze? Że on też miał trochę racji. Bo jest skurkowaniec inteligentny. I pastwił sie nade mną ze świadomością tego co mi robi, ze świadomością jak bardzo mu na to pozwalam. I jeszcze i jeszcze.
I nawet ostatnio mówiąc: "jest do mnie kolejka dziewczyn" to nie odpuszcza, do końca, konsekwentnie bez serca.


raki napisał/a:

Dochodzisz do miejsca - cudownego miejsca, w którym nie tylko go zostawiasz, bo wiesz, że musisz, ale dlatego że już go nie chcesz, że Ci zwisa. Jeju jak zazdroszczę.
Istny psychopata. Pomyśl, jaka to była dla niego przyjemność - ta zabawa uczuciami. To jak sam się dziwił, że się angażuje - bo byłaś dostarczycielką jego rozkosz przecież, dawałaś mu wszystko, co chciał. Bencwał.

W imię? że ktoś jest. że coś jest. że coś się dzieje. że nie ma pustki. że poza pracą istnieje jakieś życie.

Zastanawiałaś się jeszcze nad tym ile czasu spędzałaś w tym związku Ty, a ile on?
Ja u siebie tak. Otóż jestem w nim ciągle - bo dużo o nim myślę, dużo płaczę, przeżywam emocje itp. itd. (miałam tam jakie przerwy przy dłuższej rozłace). A on. Na początku dużo. Potem tylko gdy fizycznie był ze mną. Wyjeżdżał, spotykał. I drobne chwile, gdy sobie o mnie przypomniał. Poza tym był z innymi, w kilku niezaczętych związkach - flirtach naraz. Cóż ja dużej i więcej z nim byłam - dlatego też jestem bardziej zaangażowana. Co więcej - dalej jestem.

Jestem jeszcze bardzo daleko od tego miejsca. Bo ciągle "jestem" w tej relacji. Ona w mojej głowie jeszcze trwa. Dziś jestem jeszcze na emocjach po terapii, ale kolejne dni przyniosą jeszcze wiele upadków i wątpliwości. I tęsknot.
Fakt, że już nie płaczę i zaczynam myśleć inaczej, bardziej jednak rozumem.

Na ile on był w tym związku? Szczerze? Jak tak o tym myślę, to myślę, że na 1 góra 2 %. Reszta to tylko i wyłącznie ja. Przykre. Aż wstyd się przyznać.

18 542

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

Wcale się nie dziwię Raki ......

Pod wszystkim, co napisałaś się podpisuję.

18 543 Ostatnio edytowany przez raki (2013-03-15 15:52:36)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

Raki - nie wiem, ale wydaje mi się, że Ty dobrze wiesz, że jak z nami rozmawiasz, to po prostu układasz to sobie troszkę na nowo w głowie? Może i w tych samych miejscach, ale że rozmowa sprawia Ci chyba jakieś zadowolenie - tak? Że wyrywa Cię z tego złego humoru? Takie odnoszę wrażenie smile

W końcu jesteśmy grupą wsparcia. Przecież ja potrzebuję kontaktu z ludźmi. Po prostu. Tu jeszcze nie zdążyłam ich mieć. Poza problemem decyzji o zerwaniu kontaktów z jedyną osobą, która realnie mnie to wspierała (pomocowo, logistycznie, była człowiekiem z krwi i kości itp.), nie zdażyłąm jeszcze zbudować tu swojego śodowiska. Osadzić się.  Do tego borykam się szokiem kulturowym, dość silnym, więc zbudowanie go nie będzie takie łatwe i od razu.
Są różne powody, dlaczego wybieramy formę forum.
Mnie rozmowa z Wami i czytanie Was pomaga.

18 544 Ostatnio edytowany przez Happyfull (2013-03-15 16:02:27)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:

Dlaczego ciągle wrzucaś się w schematy i do tego mnie jeszcze. W psychologii nie ma schematów. Dodatkowo tu są nasze żale, mamy prawo czuć różne rzeczy - RÓŻNE. Co więcej - nie każda z nas jest taka sama i ma taki sam problem.
I wyjdź z tego przeświadczenia, że jak się już pokochasz, jak powycinasz toksyków i jak i jak i jak... to będzie potem sielanka.
Nie. Życie to ciągłę zmiany. Życie to też ból. Życie to też powiedzienie sobie, że teraz chcę czegoś innego, bo to mi nie wystarcza. Masz prawo powiedzieć, że Twoja praca Ci nie odpowiada. Masz prawo powiedzieć, że Twój związek Ci nie odpowiada. Coś może Ci odpowiadać teraz, a potem już nie - zmieniamy się. I masz prawo wiedzieć, czego chesz i dążyć do tych zmian. Kropka.
.

Piszesz, ze kazda z nas jest inna i to prawda !!Dlatego ja to widze inaczej niz Ty smile Ja Cie na sile przeciez nie przekonuje co powinnas zrobic ? Pisze tylko co widze i mysle smile
A gdzie wyczytalas w moich postach, ze "jak się już pokochasz, jak powycinasz toksyków i jak i jak i jak... to będzie potem sielanka." ? Toksykow bedziesz ciagle spotykac na swojej drodze !!! Chodzi o to aby zauwazyc ta toksycznosc !!!
Nie wiem czy bedzie sielanka jak pokocham siebie? Ja nie chce sielanki ja chce czuc !!!
Oczywiscie, ze masz prawo dazyc do zmian smile Tylko musisz wiedziec co chcesz zmieniac !!!

18 545

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
raki napisał/a:

Dlaczego ciągle wrzucaś się w schematy i do tego mnie jeszcze. W psychologii nie ma schematów. Dodatkowo tu są nasze żale, mamy prawo czuć różne rzeczy - RÓŻNE. Co więcej - nie każda z nas jest taka sama i ma taki sam problem.
I wyjdź z tego przeświadczenia, że jak się już pokochasz, jak powycinasz toksyków i jak i jak i jak... to będzie potem sielanka.
Nie. Życie to ciągłę zmiany. Życie to też ból. Życie to też powiedzienie sobie, że teraz chcę czegoś innego, bo to mi nie wystarcza. Masz prawo powiedzieć, że Twoja praca Ci nie odpowiada. Masz prawo powiedzieć, że Twój związek Ci nie odpowiada. Coś może Ci odpowiadać teraz, a potem już nie - zmieniamy się. I masz prawo wiedzieć, czego chesz i dążyć do tych zmian. Kropka.
.

Piszesz, ze kazda z nas jest inna i to prawda !!Dlatego ja to widze inaczej niz Ty smile Ja Cie na sile przeciez nie przekonuje co powinnas zrobic ? Pisze tylko co widze i mysle smile
A gdzie wyczytalas w moich postach, ze "jak się już pokochasz, jak powycinasz toksyków i jak i jak i jak... to będzie potem sielanka." ? Toksykow bedziesz ciagle spotykac na swojej drodze !!! Chodzi o to aby zauwazc ta toksycznosc !!!
Nie wiem czy bedzie sielnaka jak pokocham siebie? Ja nie chce sielanki ja chce czuc !!!
Oczywiscie, ze masz prawo dazyc do zmian smile Tylko musisz wiedziec co chcesz zmieniac !!!

Myślę, że może doszłyśmy go jakiegoś konsensusu.

18 546

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:

Myślę, że może doszłyśmy go jakiegoś konsensusu.

Bo widzisz ja Cie nie chce do niczego przekonywac ani innych na tym forum smile Odpowiadam na posty i pisze co mysle smile Inni sie zgodza lub nie !!! Moge miec racje ale nie musze !!! Przeciez to grupa wsparcia smile Nie tylko glaszczemy sie po glowkach smile Czasami dobrze kogos pytaniami "zmusic" do myslenia smile Czasami prowokujemy albo jak Zabka piszemy "jakas gwara" smile
Napisze za Zabka: Kto chce ten zrozumie smile Przeciez my inteligentene kobiety jestesmy tongue A czy madre to sie jeszcze okaze tongue

18 547

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:
zabka-k napisał/a:

Raki - nie wiem, ale wydaje mi się, że Ty dobrze wiesz, że jak z nami rozmawiasz, to po prostu układasz to sobie troszkę na nowo w głowie? Może i w tych samych miejscach, ale że rozmowa sprawia Ci chyba jakieś zadowolenie - tak? Że wyrywa Cię z tego złego humoru? Takie odnoszę wrażenie smile

W końcu jesteśmy grupą wsparcia. Przecież ja potrzebuję kontaktu z ludźmi. Po prostu. Tu jeszcze nie zdążyłam ich mieć. Poza problemem decyzji o zerwaniu kontaktów z jedyną osobą, która realnie mnie to wspierała (pomocowo, logistycznie, była człowiekiem z krwi i kości itp.), nie zdażyłąm jeszcze zbudować tu swojego śodowiska. Osadzić się.  Do tego borykam się szokiem kulturowym, dość silnym, więc zbudowanie go nie będzie takie łatwe i od razu.
Są różne powody, dlaczego wybieramy formę forum.
Mnie rozmowa z Wami i czytanie Was pomaga.

Mnie też, bardzo smile
Już nawet czasem nie chciałabym przytruwać, bo wiem, że w gruncie rzeczy to tak naprawdę zależy od każdej z nas - ale właśnie chyba żadna z nas która tu jest - nie jest samotnikiem odludkiem, który nie potrzebuje w ciężkich chwilach przytulenia. Ja wciąż potrzebuję smile Przyznaję smile Choć robię uniki...
Ja po prostu staram się dostosować sposób spędzania czasu do stanu w jakim jestem i do aktualnych potrzeb. A te się mają prawo zmieniać. To nie egoizm. To szacunek do siebie smile
Już się znowu powtórzę, w realu mam problem z relacjami - tu mi łatwiej smile

A! Raki smile
Czasem rozmawiam z kolega DDA... I wiesz - on jest tak wiele lat już na terapii, właściwie na drugiej już. I niby wprost mogłabym powiedzieć, że odbieram go jako pewnego siebie człowieka... A on - tak naprawdę chyba bardzo się boi siebie właśnie, że coś z niego kiedyś wylezie. Teraz nie boi się, że go ktoś zrani, tylko że on kogoś, że wróci dawny schemat...
Nie wiem Raki, myślę, że osoby które wymusiły na sobie, sprowokowały myślenie - zawsze już będą bardziej dokładnie podchodzić do pewnych kwestii. A Ty starasz się przemyśleć smile I to dobrze smile I cieszę się, że i nas znalazłaś smile
Bo jak się ma problem, to jak ostatnio rozmawiałyśmy z Happy - nie z każdym da się o swoich problemach pogadać, najlepiej poszukać "odpowiedniego towarzystwa" wink

18 548

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

Mnie też, bardzo smile
Już nawet czasem nie chciałabym przytruwać, bo wiem, że w gruncie rzeczy to tak naprawdę zależy od każdej z nas - ale właśnie chyba żadna z nas która tu jest - nie jest samotnikiem odludkiem, który nie potrzebuje w ciężkich chwilach przytulenia. Ja wciąż potrzebuję smile Przyznaję smile Choć robię uniki...
Ja po prostu staram się dostosować sposób spędzania czasu do stanu w jakim jestem i do aktualnych potrzeb. A te się mają prawo zmieniać. To nie egoizm. To szacunek do siebie smile
Już się znowu powtórzę, w realu mam problem z relacjami - tu mi łatwiej smile

człowiek to raczej jednak stadne zwierzę. Ludzi na pewno potrzebuje. Też czasem pomyślę,że ile mogę tu wyrzucać.

zabka-k napisał/a:

A! Raki smile
Czasem rozmawiam z kolega DDA... I wiesz - on jest tak wiele lat już na terapii, właściwie na drugiej już. I niby wprost mogłabym powiedzieć, że odbieram go jako pewnego siebie człowieka... A on - tak naprawdę chyba bardzo się boi siebie właśnie, że coś z niego kiedyś wylezie. Teraz nie boi się, że go ktoś zrani, tylko że on kogoś, że wróci dawny schemat...
Nie wiem Raki, myślę, że osoby które wymusiły na sobie, sprowokowały myślenie - zawsze już będą bardziej dokładnie podchodzić do pewnych kwestii. A Ty starasz się przemyśleć smile I to dobrze smile I cieszę się, że i nas znalazłaś smile
Bo jak się ma problem, to jak ostatnio rozmawiałyśmy z Happy - nie z każdym da się o swoich problemach pogadać, najlepiej poszukać "odpowiedniego towarzystwa" wink

Ja za dużo myślę - dużo, dużo. Jestem głowowa. Wyrażanie tych myśli pozwala mi je nieco przystopować.
Też miałam taki czas, że się bałam, że skrzywdzę - właściwie miałam to z karaluchem. Ja mu strałam się tłumaczyć, że jestem zablokowana na miłość i takie tam..., a on nie zrozumiał i do dziś twierdzi, że mu powiedziałam, że go nie kocham. Usłyszał tylko "nie kocham" zamknął się i żadne tłumaczenia, nie pomagały. Nie mówiłam też co myślę o jego róznych sprwach, bo miałam obawy, że za bardzo wejdę w jego życie i jeszcze do jakiś tragicznych zmian w nim doprowadzę. Ach rózne takie.

Przede mną podejmowanie ważnych decyzji i się też boję. Jeszcze nie jestem gotowa, by decydować (Uwaga. nie mówię o karaluchu)

18 549

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:

człowiek to raczej jednak stadne zwierzę. Ludzi na pewno potrzebuje. Też czasem pomyślę,że ile mogę tu wyrzucać.

Ja za dużo myślę - dużo, dużo. Jestem głowowa. Wyrażanie tych myśli pozwala mi je nieco przystopować.
Też miałam taki czas, że się bałam, że skrzywdzę - właściwie miałam to z karaluchem. Ja mu strałam się tłumaczyć, że jestem zablokowana na miłość i takie tam..., a on nie zrozumiał i do dziś twierdzi, że mu powiedziałam, że go nie kocham. Usłyszał tylko "nie kocham" zamknął się i żadne tłumaczenia, nie pomagały. Nie mówiłam też co myślę o jego róznych sprwach, bo miałam obawy, że za bardzo wejdę w jego życie i jeszcze do jakiś tragicznych zmian w nim doprowadzę. Ach rózne takie.

Przede mną podejmowanie ważnych decyzji i się też boję. Jeszcze nie jestem gotowa, by decydować (Uwaga. nie mówię o karaluchu)

A jakże że stadne wink A jak się ten zielony stwór czyli ja chciał od ludzi odseparować wink Mam nadzieję, że źle nie odbierzesz tych moich buziek, bo mnie naprawdę jednak minione pół roku na plus i do przodu wychodzi smile Bardzo się z tych paru miesięcy cieszę, że miałam okazję jednak coś z tym zrobić smile Doceniam to po prostu, stąd mi się te buźki wiecznie spod palców wyrywają wink

Ja tez poniekąd się obawiam, ale za dużo juz ludzi rzeczywiście niby krzywdziłam, a w gruncie rzeczy - tak z perspektywy - raniłam siebie. Wydaje mi się, że my mimo wszystko zbyt wiele od siebie wymagamy perfekcjonizmu w życiu. I stąd ta ocena - która w rezultacie powoduje ten dysonans w słyszeniu. My coś mówimy - ktoś usłyszy coś innego. Nas nikt nie zapyta, my nie rozwiewamy wątpliwości. Inny schemacik - zapyta, rozwiewamy, gadamyyyyy, znajdujemy porozumienie i.... mija czas a tu d... wink Pamiętał, ale tylko przez chwilę, natura wzięła górę wink Przeliczył się smile
Nie mam już - niestety złudzeń. A niech będzie i 1000 relacji, tylko nie takich z premedytacją na jedną noc. Się zobaczy o co chodzi.... I czy to chodzi czy nie wink
Boziu - mnie naprawdę ten weekend zaczynający się za 30 minut zaczyna troszkę mieszać w głowie.... wink

18 550

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:

Przede mną podejmowanie ważnych decyzji i się też boję. Jeszcze nie jestem gotowa, by decydować (Uwaga. nie mówię o karaluchu)

No i dobrze, ze jestes swiadoma smile Kwarantanna tongue Zeby sie piskalk z jajka wyklul potrzeba troche na tym jaku posiedziec tongue
A moze jakis labedz sie wykluje smile

18 551

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

Boziu - mnie naprawdę ten weekend zaczynający się za 30 minut zaczyna troszkę mieszać w głowie.... wink

Czemu? Plany?

18 552

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
zabka-k napisał/a:

Boziu - mnie naprawdę ten weekend zaczynający się za 30 minut zaczyna troszkę mieszać w głowie.... wink

Czemu? Plany?

Tak wink
Na sałatkę i ciasto czekoladowe z lodami smile
Nie, coś Ty, ten weekend w domu, przecież w zesżły mnie nie było smile
I wyyyyyyspać się wink I poleżeć. I zrobić coś dobrego do jedzonka. I wyprasować sobie nową piżankę. I ponadrabiać jakieś drobne zaległości.
I nie musieć wstawać o 6.30!!!! Czy Ty to rozumiesz? smile

I poza tym - i przede wszystkim - ja się cieszę z weekendu, bo to jest weekend. Dzien poza pracą, nawet dwa smile smile smile
I pewnie znowu będzie za krótki  wink

18 553 Ostatnio edytowany przez Happyfull (2013-03-15 16:37:35)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
Happyfull napisał/a:
zabka-k napisał/a:

Boziu - mnie naprawdę ten weekend zaczynający się za 30 minut zaczyna troszkę mieszać w głowie.... wink

Czemu? Plany?

Tak wink
Na sałatkę i ciasto czekoladowe z lodami smile
Nie, coś Ty, ten weekend w domu, przecież w zesżły mnie nie było smile
I wyyyyyyspać się wink I poleżeć. I zrobić coś dobrego do jedzonka. I wyprasować sobie nową piżankę. I ponadrabiać jakieś drobne zaległości.
I nie musieć wstawać o 6.30!!!! Czy Ty to rozumiesz? smile

I poza tym - i przede wszystkim - ja się cieszę z weekendu, bo to jest weekend. Dzien poza pracą, nawet dwa smile smile smile
I pewnie znowu będzie za krótki  wink

Fajne plany smile Happy weekend smile

18 554

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
luluville napisał/a:

Fakt, że już nie płaczę i zaczynam myśleć inaczej, bardziej jednak rozumem.

Na ile on był w tym związku? Szczerze? Jak tak o tym myślę, to myślę, że na 1 góra 2 %. Reszta to tylko i wyłącznie ja. Przykre. Aż wstyd się przyznać.

Gro z nich jest do siebie bardzo podobna.
Czytałaś może "Dlaczego o  nie kocha, a ona za nim szaleje" Susan Forward?
To daje kopa.
Teraz jak jestem w domu i wróciłam do niej bo gdy w najgorszej fazie ją czytałam nie doczytałam kilka stron i powiem Ci szlag mnie trafił. ..nawet teraz gdy to wszystko już dawno za mną. ..to okrutne co spotkało Ciebie i mnie.

Ja jestem z Ciebie bardzo dumna!

18 555

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

A wiecie, właśnie bije mi mocniej serduszko. Kończę dziś pewien staż. Z jednej strony się cieszę, bo mi się tu trochę mocno nudzi, a praca własna się gromadzi w domu.
Z drugiej strony pytanie co dalej... I tak mi to serduszko wali. Miałam tu zrobić kontakty, mogłam, nie zrobiłam. Miałam w tym czasie szykować sobie coś na po... guzik.
I łapie mnie jednak jakieś przerażenie przed nieznanym, przed koniecznością odpowiedzi na te pytanie, co robisz i gdzie będziesz żyć. Nie mogę go zawieszać w nieskończonność, choć tak bardzo chcę sobie dać czas. móc go mieć.

A tak jeszcze, dlaczego się tu znalazłam. Nagle odkryłam, że z radosnej optymistki powoli zmieniam się w pemistkę, że zaczynam widzieć wszystko na czarno - gdziekolwiek i mam całkowity brak nadziei na cokolwiek, że trudno mi się ruszyć. To nie było tylko przez tą relację, mnie się wydaje, że nawet średnio, ale też przez ten szok kulturowy, przez tęsknotę i jeszcze jeden syf, w który weszłam - okreśłmy to czymś w rodzaju new age. Wychodzę z kilku rzeczy na raz. Najwięcej nadziei zabrało mi chyba to ostatnie, o dziwo najszybciej jakoś udało mi się z tym rozstać.

Dodam coś o czym zapomniałam, a co wpisałam kiedyś:
Niektóre trudności się utrzymują,ponieważ ich rozwiązanie uzależniamy od zaistnienia określonych warunków. Lepiej   zaufać, że to,co istotne, się ułoży,gdy przyjdzie właściwy czas. Często jednak naszymi planami wchodzimy losowi w drogę.

może postaram się temu zaufać.

18 556

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Zielony_Domek napisał/a:
luluville napisał/a:

Fakt, że już nie płaczę i zaczynam myśleć inaczej, bardziej jednak rozumem.

Na ile on był w tym związku? Szczerze? Jak tak o tym myślę, to myślę, że na 1 góra 2 %. Reszta to tylko i wyłącznie ja. Przykre. Aż wstyd się przyznać.

Gro z nich jest do siebie bardzo podobna.
Czytałaś może "Dlaczego o  nie kocha, a ona za nim szaleje" Susan Forward?
To daje kopa.
Teraz jak jestem w domu i wróciłam do niej bo gdy w najgorszej fazie ją czytałam nie doczytałam kilka stron i powiem Ci szlag mnie trafił. ..nawet teraz gdy to wszystko już dawno za mną. ..to okrutne co spotkało Ciebie i mnie.

Ja jestem z Ciebie bardzo dumna!

O, dziękuję za ten tytuł, poszukam i przeczytam koniecznie

18 557

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
hm... napisał/a:

Arboretum?

Taki ogród botaniczny - jak rośliny kwitną jest cudniasto smile A niedaleko są forty i można połazić po gruzowisku smile
Mnie się bardzo tam podobało smile
Ale ja lubię łazić i patrzeć po prostu, niekoniecznie to musi być Wenecja wink

Ja też uwielbiam łazić, tak iść dla samego iścia. Przyrodę sobie podziwiam, wszystko dookoła. Po swoim mieście sobie lubię chodzić i kiedy mam wolną chwilę tak sobie idę. Miasto klimatyczne jest.
A iść mogę obojętnie gdzie to nie ma znaczenia.

Z tymi zdjęciami to coś na rzeczy jest. Gdziekolwiek bym nie była tonwszystkiemu robię zdjęcia i w sumie wszystkim. Mnie tam nie ma. Albonsame zabytki trzaskam, albo rzeki, łódki.

18 558

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
zofia282 napisał/a:

Tylko szczera i uczciwa osoba da się nabić w przysłowiową butelkę.
Ratuje mnie od czasu do czasu intuicja smile.
Zdać sobie musisz sprawę, że ludzie są rożni, mają różne oczekiwania a "naiwniaki" to "towar" poszukiwany i cenny.
Dla wykorzystywacza sygnałem  ........ chyba pierwszym sygnałem jest brak w człowieku asertywności.

Postaram się zapamiętać smile

To jest najprawdziwsza prawda. Nawet w zwykłych kontaktach międzyludzkich stanowcze "nie" potrafi odpowiednio nakierować dalszy przebieg zdarzeń. Trochę się w pracy podszkoliłam, bo nie mogę się tutaj dać nabić w butelkę.

18 559 Ostatnio edytowany przez Happyfull (2013-03-15 17:07:34)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:

Nagle odkryłam, że z radosnej optymistki powoli zmieniam się w pemistkę, że zaczynam widzieć wszystko na czarno - gdziekolwiek i mam całkowity brak nadziei na cokolwiek, że trudno mi się ruszyć. To nie było tylko przez tą relację, mnie się wydaje, że nawet średnio, ale też przez ten szok kulturowy, przez tęsknotę i jeszcze jeden syf, w który weszłam - okreśłmy to czymś w rodzaju new age. Wychodzę z kilku rzeczy na raz. Najwięcej nadziei zabrało mi chyba to ostatnie, o dziwo najszybciej jakoś udało mi się z tym rozstać.

Dodam coś o czym zapomniałam, a co wpisałam kiedyś:
Niektóre trudności się utrzymują,ponieważ ich rozwiązanie uzależniamy od zaistnienia określonych warunków. Lepiej   zaufać, że to,co istotne, się ułoży,gdy przyjdzie właściwy czas. Często jednak naszymi planami wchodzimy losowi w drogę.

może postaram się temu zaufać.

Gdzie Ty teraz jestes, w jakim kraju ?
Cholera niby jestem inteligentna a nie rozumiem Twojej sygnaturki smile
1. Niektóre trudności się utrzymują,ponieważ ich rozwiązanie uzależniamy od zaistnienia określonych warunków
Ja rozumiem: Nie robimy nic z jakims problemem, bo czekamy na np. przyplyw jakiejs mocy  ?
2. Lepiej   zaufać, że to,co istotne, się ułoży,gdy przyjdzie właściwy czas.
Ja rozumiem: Czekamy na cos nic nie robiac. Taki cud ?
3. Często jednak naszymi planami wchodzimy losowi w drogę.
Ja rozumiem :Nie powinnismy dzialac bo czy dzialamy czy nie nie mamy na nic wplywu ?
Podsuwowanie: Nie mamy na nic w zyciu wplywu ? Powinnysmy byc bierne?

18 560 Ostatnio edytowany przez pani_zupa (2013-03-15 17:07:30)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:

A wiecie, właśnie bije mi mocniej serduszko. Kończę dziś pewien staż. Z jednej strony się cieszę, bo mi się tu trochę mocno nudzi, a praca własna się gromadzi w domu.
Z drugiej strony pytanie co dalej... I tak mi to serduszko wali. Miałam tu zrobić kontakty, mogłam, nie zrobiłam. Miałam w tym czasie szykować sobie coś na po... guzik.
I łapie mnie jednak jakieś przerażenie przed nieznanym, przed koniecznością odpowiedzi na te pytanie, co robisz i gdzie będziesz żyć. Nie mogę go zawieszać w nieskończonność, choć tak bardzo chcę sobie dać czas. móc go mieć.

A tak jeszcze, dlaczego się tu znalazłam. Nagle odkryłam, że z radosnej optymistki powoli zmieniam się w pemistkę, że zaczynam widzieć wszystko na czarno - gdziekolwiek i mam całkowity brak nadziei na cokolwiek, że trudno mi się ruszyć. To nie było tylko przez tą relację, mnie się wydaje, że nawet średnio, ale też przez ten szok kulturowy, przez tęsknotę i jeszcze jeden syf, w który weszłam - okreśłmy to czymś w rodzaju new age. Wychodzę z kilku rzeczy na raz. Najwięcej nadziei zabrało mi chyba to ostatnie, o dziwo najszybciej jakoś udało mi się z tym rozstać.

Dodam coś o czym zapomniałam, a co wpisałam kiedyś:
Niektóre trudności się utrzymują,ponieważ ich rozwiązanie uzależniamy od zaistnienia określonych warunków. Lepiej   zaufać, że to,co istotne, się ułoży,gdy przyjdzie właściwy czas. Często jednak naszymi planami wchodzimy losowi w drogę.

może postaram się temu zaufać.

raki, masz chyba to co ja- intensywne myślenie, mocno intelektualne wejrzenie na rzeczywistość i kreowanie przyszłości. Może sie mylę.
U mnie dzielenie włosa następuje na 444 a nie na 4, układam scenariusze, na szczęście moja praca to wymyslanie, więc część energii idzie tam.
Od mocnego główkowania sie pochorowałam, serio, myśli zaczęły niszczyć mi ciało.
Fakt, trzymam się teorii, ze jak zaczynam za dużo myśleć mam iść umyć kibel, mam najczystszy kibel w Europie, ale to myślenie, układanie klocków,zastanawianie sie nad tym co jeszcze mogę poczynić dla przyszłości często mnie boli. A w wielu procentach okazało sie, że ta kreacja w głowie nic nie dała. Co roku przecieram oczy: jej, to ja to robię, tu mieszkam, tu pracuję, przecież jeszcze rok temu w ogóle bym na to nie wpadła. Nie da się tylko płynąć, wiadomo, ale już wiem, że dla mnie myslenie zbyt intensywne jest jak nadmiar czekolady. Trudno je czasem wyłączyć nawet nad najbrudniejszym wucetem.

co nie znaczy nie działac, nie stawiac granic, nie marzyć o rzeczach marzalnych

18 561

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pani_zupa napisał/a:
hm... napisał/a:
pani_zupa napisał/a:

ja to se czasem popłaczę, tak naprawdę, jako że jestem drama queen. ale sama, dla siebie i z głębokim postanowieniem, że z tym rykiem ucieka toksyna. To tak jak sobie wyobrażam przed pójściem do fryzjera, że wciskam we włosy złe emocje i ten fryzjer mi je strzyże. Serio, czary mary pomocne:)
Wiec te łzy to sobie wyobrażam jako trutkę w roztworze wodnym, że sobie wyleci.

i dodam:
No jestem drama, ale już nie w kontakcie z karaluchem
w kontakcie z nim odkryłam magię słowa "acha". Kurde, człowiek się nagadał, naryczał,namiotał a takie "acha" załatwia wiele spraw.
Odkryłam też słowa "tak" i "nie" bez wewnętrznej powinności ich uzasadniania
Ciekawym wynalazkiem jest też posiedzenie w milczeniu bez potrzeby jego przerywania- wreszcie nie czuję obowiązku, by konwersacja pięknie się kręciła
na karalucha emocjonalną chłodnię działa jak Raid w sprayu
a przede wszystkim działa na mnie- kojąco

ale żeby nie było, po każdych dwóch krokach pół kroku w tył, cofki, straszki, czarne dziury- ale pracuję z mozołem.
Czytam ten wątek po raz kolejny i lektury od Happy i aż mi zawiasy w szczęce skrzypią jaki to schemat podobny z tym robactwem.

fajnie, że jesteście

Podoba mi się Twoja gra tudzież zabawa słowem. smile

dziękuję, zabawa słowem to mój sposób życiowy, co to mnie doprowadza do jeszcze większych drama. no, ale ze słów żyję:)
Gry z karaluchem muszę sobie wymyślać, ba, układać scenariusze, żeby moja emocjonalność znow nie popłynęła. Te gry to jak pisanie kryminału ze skomplikowaną intrygą, trzeba uważać, żeby morderca nie ujawnił sie już w 2. rozdziale.
tymczasem mam sytuację taką, ze zostałam wyrzucona z domu, ha, nie z budynku, nie czynem, nie pięścią- po prostu długotrwałym zachowaniem jak specjalista ds. krioterapii. W trójkącie dramatycznym wreszcie stałam się ofiarką, choć karaluch uparcie sam sie tam umieszcza. Płynie trzeci miesiąc, ja w innym mieście, tam moje rzeczy, pies, kot, 20 lat kredytu do spłacania jeszcze. Brak ślubu, co w tej kwestii majatkowej moze byłoby lepsze apropos podziałów. I super pomysł karalucha, oczywiście niewypowiedziany: zajmuje się wszystkim perfekcyjnie, pies ma sierść elegancką, dom zadbany, on zarobiony pracą i smutny i taki uprzejmy- nic tylko z głęboką wdzięcznościa dziękować, ze taki dobry. rzyg. ...idea trochę nie wyszła, bo ja chyba miałam po miesiącu "odstawienia" zrobić awanturę i zerwać i wziąć znów w swoje ręce załatwianie tego końca. A tu nic, ja nic, ja w innym mieście, ja w kinie, ja na terapii, ja z błyszczącym włosem, ja z walizką, bez słowa przelewam część za dom. i nie chcę sie obrazic i nawrzeszczeć waląc głową w spiżową ścianę. On by został znowu taki sam,opuszczony, zapracowany, uprzejmy, nieszczęśny. Widzielismy sie dwa razy: on zmęczony, zapuszczony, zarobiony- uparcie mu wmawiałam, ze świetnie wygląda i kwitnie. On, że cieżko w pracy- ja mu, że super, że ma taką fajną pracę. On, że je mrożoną pizzę wciąż, ja, że uwielbiam takie fastfoody. 2miesiące temu zaczęlabym natychmiast go zbawiać, gotować i prosić o pokazanie co robi. Straszne. A on jeszcze smutniejszy, że tak ciężko a siostra pomocowa nie pomaga, nie chce ruszyć z pomocą.
Patrzę na to wszystko jak na relacje biznesową z bezwzglednym zawodnikiem z korporacji, mam cofki, ale tylko we własną poduszkę i z głęboką świadomością, że tego związku już nie ma- nie, że on nie chce, tylko po swojemu tego nie wypowiada, to ja już nie chcę, nie mogę, nie wolno, trutka mnie zabije. Ten dom mnie smuci, bo wiem, że on chce załatwić to moimi łapkami. A ja jeszcze jestem zbyt unerwiona na zewnątrz. Terapeutka radzi utrzymanie status quo na dziś, na jakiś czas żebym mogła już z innym oddechem zabrać się za te sprawy. Czas płynie, ja robię swoje, bez łzy, bez podniesienia głosu na dziś. , niech on będzie perfekcyjnym panem domu, nie ma alertu w tym zakresie na dziś, on się tam zaszył i się radośnie smuci. Nie robię nic, robię swoje. Na dziś.

Acha, napisałam wyrzuona z domu- bo to taka figura, wszak cały świat uważa, że sama wyjechałam przecież opuszczając Grenlandię.
Ale to wyrzucenie, wyjechanie, cokolwiek- to taki prezent jak pierwsze w życiu łyżwy- bezcenny

Normalnie serce mi wali.
Ja Ciebie uwielbiam czytać, bo uwielbiam czytać dobre rzeczy.
Że ja tak pisać nie potrafię...cholera.
Ale za to jak ja potrafię czytać:D

18 562

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
zabka-k napisał/a:
zofia282 napisał/a:

Tylko szczera i uczciwa osoba da się nabić w przysłowiową butelkę.
Ratuje mnie od czasu do czasu intuicja smile.
Zdać sobie musisz sprawę, że ludzie są rożni, mają różne oczekiwania a "naiwniaki" to "towar" poszukiwany i cenny.
Dla wykorzystywacza sygnałem  ........ chyba pierwszym sygnałem jest brak w człowieku asertywności.

Postaram się zapamiętać smile

Dopisać muszę i idiota. Idiota sam w tę butelkę wlezie big_smile

big_smile:D:D:D:D

18 563

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
pani_zupa napisał/a:
hm... napisał/a:

Podoba mi się Twoja gra tudzież zabawa słowem. smile

dziękuję, zabawa słowem to mój sposób życiowy, co to mnie doprowadza do jeszcze większych drama. no, ale ze słów żyję:)
Gry z karaluchem muszę sobie wymyślać, ba, układać scenariusze, żeby moja emocjonalność znow nie popłynęła. Te gry to jak pisanie kryminału ze skomplikowaną intrygą, trzeba uważać, żeby morderca nie ujawnił sie już w 2. rozdziale.
tymczasem mam sytuację taką, ze zostałam wyrzucona z domu, ha, nie z budynku, nie czynem, nie pięścią- po prostu długotrwałym zachowaniem jak specjalista ds. krioterapii. W trójkącie dramatycznym wreszcie stałam się ofiarką, choć karaluch uparcie sam sie tam umieszcza. Płynie trzeci miesiąc, ja w innym mieście, tam moje rzeczy, pies, kot, 20 lat kredytu do spłacania jeszcze. Brak ślubu, co w tej kwestii majatkowej moze byłoby lepsze apropos podziałów. I super pomysł karalucha, oczywiście niewypowiedziany: zajmuje się wszystkim perfekcyjnie, pies ma sierść elegancką, dom zadbany, on zarobiony pracą i smutny i taki uprzejmy- nic tylko z głęboką wdzięcznościa dziękować, ze taki dobry. rzyg. ...idea trochę nie wyszła, bo ja chyba miałam po miesiącu "odstawienia" zrobić awanturę i zerwać i wziąć znów w swoje ręce załatwianie tego końca. A tu nic, ja nic, ja w innym mieście, ja w kinie, ja na terapii, ja z błyszczącym włosem, ja z walizką, bez słowa przelewam część za dom. i nie chcę sie obrazic i nawrzeszczeć waląc głową w spiżową ścianę. On by został znowu taki sam,opuszczony, zapracowany, uprzejmy, nieszczęśny. Widzielismy sie dwa razy: on zmęczony, zapuszczony, zarobiony- uparcie mu wmawiałam, ze świetnie wygląda i kwitnie. On, że cieżko w pracy- ja mu, że super, że ma taką fajną pracę. On, że je mrożoną pizzę wciąż, ja, że uwielbiam takie fastfoody. 2miesiące temu zaczęlabym natychmiast go zbawiać, gotować i prosić o pokazanie co robi. Straszne. A on jeszcze smutniejszy, że tak ciężko a siostra pomocowa nie pomaga, nie chce ruszyć z pomocą.
Patrzę na to wszystko jak na relacje biznesową z bezwzglednym zawodnikiem z korporacji, mam cofki, ale tylko we własną poduszkę i z głęboką świadomością, że tego związku już nie ma- nie, że on nie chce, tylko po swojemu tego nie wypowiada, to ja już nie chcę, nie mogę, nie wolno, trutka mnie zabije. Ten dom mnie smuci, bo wiem, że on chce załatwić to moimi łapkami. A ja jeszcze jestem zbyt unerwiona na zewnątrz. Terapeutka radzi utrzymanie status quo na dziś, na jakiś czas żebym mogła już z innym oddechem zabrać się za te sprawy. Czas płynie, ja robię swoje, bez łzy, bez podniesienia głosu na dziś. , niech on będzie perfekcyjnym panem domu, nie ma alertu w tym zakresie na dziś, on się tam zaszył i się radośnie smuci. Nie robię nic, robię swoje. Na dziś.

Acha, napisałam wyrzuona z domu- bo to taka figura, wszak cały świat uważa, że sama wyjechałam przecież opuszczając Grenlandię.
Ale to wyrzucenie, wyjechanie, cokolwiek- to taki prezent jak pierwsze w życiu łyżwy- bezcenny

Normalnie serce mi wali.
Ja Ciebie uwielbiam czytać, bo uwielbiam czytać dobre rzeczy.
Że ja tak pisać nie potrafię...cholera.
Ale za to jak ja potrafię czytać:D

Kochana, byś musiała moje listy przeczytać, niezwykle wzruszające, rozsądne i kwieciste- nie ruszyły tylko kamienia polnego i Krioterapeuty wink

18 564

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
hm... napisał/a:

Powiem Ci, że ja się nigdy nie przysłuchiwałam tej piosence, była dla mnie głosowo atrakcyjna.
Przepraszam, że spytam, ale czy bohater że tak powiem to nie  leci trybem pasywno-agresywnym?
To jest piosenka propagująca co przepraszam? Hymn psychofaga.

A wiesz, z czystej żywej ciekawości przejrzałam kilka ichnich tekstów.
Psychofag smile Romantyczny bohater z Dziadów wink Do tego jeszcze tragikomedia wink
Nie "bede" tego słuchać smile Ale będę się przyglądać cóż tam się w ich życiu nawyrabia wink

Ale druga ich piosenka jest. W radiu leciała. I ta druga to jakby ciąg dalszy tej pierwszej. Słyszałaś?

18 565

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pani_zupa napisał/a:
zabka-k napisał/a:
hm... napisał/a:

Powiem Ci, że ja się nigdy nie przysłuchiwałam tej piosence, była dla mnie głosowo atrakcyjna.
Przepraszam, że spytam, ale czy bohater że tak powiem to nie  leci trybem pasywno-agresywnym?
To jest piosenka propagująca co przepraszam? Hymn psychofaga.

A wiesz, z czystej żywej ciekawości przejrzałam kilka ichnich tekstów.
Psychofag smile Romantyczny bohater z Dziadów wink Do tego jeszcze tragikomedia wink
Nie "bede" tego słuchać smile Ale będę się przyglądać cóż tam się w ich życiu nawyrabia wink

o tak, romantyczny bohater
romantyzm to shit- dla naszej codzienności, ba, dla naszej historii- mity romantyczne nieudanych powstań i przelewania krwi
a pozytywizm jest taki fajny
radosna praca organiczna i u podstaw, ku ładowi i spokojowi

patriota wampir, kochanica zemdlona bólem- never

uwielbiałam Dziady, wybieram jednak Lalkę smile

hehe

A ja wybieram współczesny bardziej kryminał tongue

18 566

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pani_zupa napisał/a:

Kochana, byś musiała moje listy przeczytać, niezwykle wzruszające, rozsądne i kwieciste- nie ruszyły tylko kamienia polnego i Krioterapeuty wink

Ja bym poczytala smile Mam nadzieje, ze nie wyrzucilas ? Ja cala korespondencje wykasowalam !!! Wstyd mi bylo tongue

18 567

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
pani_zupa napisał/a:

Kochana, byś musiała moje listy przeczytać, niezwykle wzruszające, rozsądne i kwieciste- nie ruszyły tylko kamienia polnego i Krioterapeuty wink

Ja bym poczytala smile Mam nadzieje, ze nie wyrzucilas ? Ja cala korespondencje wykasowalam !!! Wstyd mi bylo tongue

na szczęście co jakiś czas pada mi komp a ja zapominam archiwizować;) On ma na pewno w siódmym pliku w czternastym katalogu w ósmym podfolderze. Poproszę kiedyś, dostanę w porządnej teczce. Poczytamy kiedys dziewczyny na głosy, trafimy na podstacje pogotowia od śmiechu.

18 568

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pani_zupa napisał/a:
Happyfull napisał/a:
pani_zupa napisał/a:

Kochana, byś musiała moje listy przeczytać, niezwykle wzruszające, rozsądne i kwieciste- nie ruszyły tylko kamienia polnego i Krioterapeuty wink

Ja bym poczytala smile Mam nadzieje, ze nie wyrzucilas ? Ja cala korespondencje wykasowalam !!! Wstyd mi bylo tongue

na szczęście co jakiś czas pada mi komp a ja zapominam archiwizować;) On ma na pewno w siódmym pliku w czternastym katalogu w ósmym podfolderze. Poproszę kiedyś, dostanę w porządnej teczce. Poczytamy kiedys dziewczyny na głosy, trafimy na podstacje pogotowia od śmiechu.

Beda smiechy smile Moze kiedys w realu dolaczysz do nas smile Gdzie mieszkasz w Pl?

18 569

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pani_zupa napisał/a:

O, dziękuję za ten tytuł, poszukam i przeczytam koniecznie

Polecam z całego serca.
Kosztuje 36-40pln.
Daje naprawdę dużo.
Aczkolwiek wnioski są bardzo bolesne.

18 570

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
pani_zupa napisał/a:
Happyfull napisał/a:

Ja bym poczytala smile Mam nadzieje, ze nie wyrzucilas ? Ja cala korespondencje wykasowalam !!! Wstyd mi bylo tongue

na szczęście co jakiś czas pada mi komp a ja zapominam archiwizować;) On ma na pewno w siódmym pliku w czternastym katalogu w ósmym podfolderze. Poproszę kiedyś, dostanę w porządnej teczce. Poczytamy kiedys dziewczyny na głosy, trafimy na podstacje pogotowia od śmiechu.

Beda smiechy smile Moze kiedys w realu dolaczysz do nas smile Gdzie mieszkasz w Pl?

z wielką radością, jak już się spotkacie na nizinach wink

18 571

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Zielony_Domek napisał/a:
pani_zupa napisał/a:

O, dziękuję za ten tytuł, poszukam i przeczytam koniecznie

Polecam z całego serca.
Kosztuje 36-40pln.
Daje naprawdę dużo.
Aczkolwiek wnioski są bardzo bolesne.

Spróbuję się zmierzyć, boleśnie będzie ale najważniejsze, że ku zdrowiu. Ułuda jest taka słodka...

18 572

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pani_zupa napisał/a:

(..) już wiem, że dla mnie myslenie zbyt intensywne jest jak nadmiar czekolady. Trudno je czasem wyłączyć nawet nad najbrudniejszym wucetem.

To musisz np. do Indii sie przeprowadzic smile Tyle brudnych kibli, ze czasu na myslenie Ci zabraknie smile Ja tez za duzo mysle !!!
Kiedys juz pisalam, ze czasami mam wrazenie, ze czym wiecej wiem tym glupsza jestem !!!

18 573

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pani_zupa napisał/a:
Happyfull napisał/a:
pani_zupa napisał/a:

na szczęście co jakiś czas pada mi komp a ja zapominam archiwizować;) On ma na pewno w siódmym pliku w czternastym katalogu w ósmym podfolderze. Poproszę kiedyś, dostanę w porządnej teczce. Poczytamy kiedys dziewczyny na głosy, trafimy na podstacje pogotowia od śmiechu.

Beda smiechy smile Moze kiedys w realu dolaczysz do nas smile Gdzie mieszkasz w Pl?

z wielką radością, jak już się spotkacie na nizinach wink

Teraz chcemy do puszczy smile Popuszczamy wodze naszej wyobrazni smile

18 574

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
pani_zupa napisał/a:

(..) już wiem, że dla mnie myslenie zbyt intensywne jest jak nadmiar czekolady. Trudno je czasem wyłączyć nawet nad najbrudniejszym wucetem.

To musisz np. do Indii sie przeprowadzic smile Tyle brudnych kibli, ze czasu na myslenie Ci zabraknie smile Ja tez za duzo mysle !!!
Kiedys juz pisalam, ze czasami mam wrazenie, ze czym wiecej wiem tym glupsza jestem !!!

Moja babcia miała podstawówkę i była mądra. Jej hasłem przewodnim było "co mi po zdolnym wnuczku jak on kupy porządnej nie umie zrobić"
Sorry za porównanie, coś sie dzisiaj w tematyce sedesowej osadziłam;)

18 575

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Uciekam i zycze Wam Happy weekend dziewczyny smile
Zeby wam sie tylko wlos na 4 dzielil w ten weekend smile smile smile

18 576

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

ja też dobrego piątku wszystkim mądralom smile

18 577

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
hm... napisał/a:

Że mimo mych ran?
Ja bym mu pojechała, uuuuuu.
Lepiej chłopie nie śpiewaj takich rzeczy smile

Znaczy się przechodzimy na wersję instrumentalną wink

Ta dam smile

18 578

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Zielony_Domek napisał/a:

Gro z nich jest do siebie bardzo podobna.
Czytałaś może "Dlaczego o  nie kocha, a ona za nim szaleje" Susan Forward?
To daje kopa.
Teraz jak jestem w domu i wróciłam do niej bo gdy w najgorszej fazie ją czytałam nie doczytałam kilka stron i powiem Ci szlag mnie trafił. ..nawet teraz gdy to wszystko już dawno za mną. ..to okrutne co spotkało Ciebie i mnie.

Ja jestem z Ciebie bardzo dumna!

Jesteś ze mnie dumna? A ja z siebie wprost przeciwnie...
Nie zrobiłam jeszcze nic, co w moim mniemaniu mogłabym nazwać krokiem naprzód....

18 579

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
luluville napisał/a:

Fakt, że już nie płaczę i zaczynam myśleć inaczej, bardziej jednak rozumem.

A chociażby dlatego.

18 580 Ostatnio edytowany przez zofia282 (2013-03-15 22:07:56)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pani_zupa napisał/a:

Ciekawe, ile Wy poświęciłyście czasu na czytanie o jego problemie, na zagłębianiu się w meandry jego myśli?
Ja mam w tym zakresie miliard roboczogodzin wypracowanych
Dobrze, że nie doszłam do etapu nagrywania mu audiobooków z lektur
Matko.
On nie przeczytał na mój temat nic, moją nerwicę wegetatywną zaczął leczyć metodami znachora- kopem w zadek.
Dziękuję doktorze, teraz dziękuję naprawdę

Jego problem był moim dodatkowym problemem sad.
Nie szukałam, do głowy mi nie przyszło, że zwyrodnialca miałam za męża. To mnie podesłano artykuł, po którym przysiadłam z przerażenia. Ktoś kto nigdy nie poznał mojego męża znał go lepiej jak ja. Opisał wszystkie cechy, których ja nie umiałam nazwać i zachowania, których ja nie umiałam zrozumieć. Nie umie kochać ? a dzieci ? a kiedyś za mną świata nie widział , a rodzeństwo, a co z miłością do matki i ojca. Nie ma uczuć i sumienia ? Udawał ? Jak można żyć tyle lat udając ? Brak empatii. uczciwości ? a przecież tyle mówił o swych uczuciach, moralności. Mówił !!! a postępował jak ostatni oszust i drań. Kolejne artykuły odebrały mi jakiekolwiek złudzenia. Do końca swych dni nie zapomnę jak 3 dni z kocem na głowie leżałam przypominając wiele zdarzeń z życia, jego zachowania, reakcje. Nie miałam wątpliwości iż opisy, które czytałam w każdym punkcie opisywały mojego męża. Poczułam wstręt do niego i siebie. Poczułam się brudna, zgwałcona !!!! .... poczułam, że zgwałcona została moja psychika. W środku krzyczałam, to niemożliwe a za chwilę ponownie przyznawałam rację. To były długie 3 doby. Wstręt miałam do jedzenia, właściwie na samo wspomnienie jedzenia, jego miałam torsje.
Zrozumiałam mechanizm jego działania.Wyjaśniłam chyba wszystkie zajścia z życia i zrozumiałam dlaczego tak a nie inaczej działo się. Dowiedziałam co nim powodowało, dlaczego tak zagmatwał nam życie. Poukładałam porozrzucane puzzle.
Nie, nie usprawiedliwienia szukałam a zrozumienia.

Słyszałam od bliskich, nic nie dzieje się bez przyczyny. Pytałam więc siebie w nieskończoność, po co ? po co się tak stało ?
Po czasie odkryłam inne znaczenie tych słów. Obwiniałam siebie......wybaczyłam już sobie smile.
Zrozumiałam, że przyczyną jestem ja, moje cechy. Przecież miłość musi być bolesna, pełna wybaczeń, wyrzeczeń, uniesień. Myślałam jak kkzb sad. Jak kkzb mówiłam sobie, w imię miłości.....cierpiałam latami zachowując pozory.....wmawiałam sobie wielokrotnie, że szczęśliwa jestem . Nie byłam !!!!

Wgłębianie się w cechy psychopaty nie są mi potrzebne. Znam je zresztą na pamięć, znam z życia z zaburzonym człowiekiem (jednak zaburzonym). Jeszcze domagałam się by kochał....kochał to złe słowo, by uszanował dzieci, dał im poczucie kochania. Na próżno. Odpuściłam a w pewnym momencie (kiedy je krzywdził) zakazałam kontaktu z nimi.


Zajęłam się sobą i swoim problem. Wybaczanie sobie trochę trwało. Miliony razy pytałam siebie, jak mogłam tyle lat dawać się manipulować i wierzyć w odgrywane role. Wiem, że byłam widzem w teatrze. Siedziałam w pierwszym rzędzie, muskając scenę i aktora. I ja byłam muskana, a raczej razami okładana. Z pokorą to przyjmowałam. "Przespałam" swoje życie sad, ale udało mi się obudzić w chwili gdy "roztaczać zaczął " opiekę nad życiem zawodowym i finansami starszego syna. Wyrwać mi się go udało ze szponów...... kolejną jego ofiarą miał być młodszy syn......

Wiem jaki jest. Umiem nazwać jego cechy i przewidzieć postępowanie. To dobrze. To pozwala mi uniknąć kolejnych błędów, oczekiwań.  Nie mogę całkowicie się od niego odciąć, to jeszcze nie ten czas. Ale przyjdzie taki dzień wink smile

Od jakiegoś czasu umiem śmiać się z siebie, z niego i całego naszego chorego życia. Boli jedynie wspomnienie emocji jakie mi wtedy towarzyszyły, ale i one bledną z czasem wink

18 581

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Jak się dzieje coś policja działa przecie.

Noo,działa.
Krew mi zaschła na twarzy zanim przyjechali.Jak zadzwoniłam po 25! minutach czekania usłyszałam oburzony głos -ależ proszę pani,mamy dużo interwencji,patrol jest w drodze!
I minęło następne 15 minut.
Szczęście,że ten idiota jest flegmatykiem.Bo wybierał się do lasu po drzewo,czy coś.Gdyby wiedział,że rodzona żona wreszcie wezwała gliniarzy...
Przez 40 minut to można zakatować na śmierć i jeszcze zakopać!
Według mnie to skandalicznie długo.Na sygnale z posterunku powinni byli dojechać w mniej niż 10 minut.To nie daleko.

18 582 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2013-03-18 18:24:01)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Miałam odpisywać Happyfull i takie tam inne nowości.  I leżę sobie i jest mi dobrze.  I przyjemnie. I myślę sobie jsk fajnie bez kontaktu z nim i z myślą o przyszłej wolności. CZERWONA LAMPKA czemu myśląc, że mi dobrze dodaję "bez niego"?

I masz babo placek.  Dzwoni.  Co znowu ? Nie chciałaś jechać dziś, moze jutro pojedziesz - jeszcze będzie dwóch innych (- moglam zapytać, czy też popaprańców).

I co. I siedzę.  I męczę.  Męczę p.....decyzją czy jechać.  Góry - tury. Tak chcę.  On- nie, nie chcę. Naprawdę mam wrażenie, że zaraz zwariuje. A przecież juz zwariowałam.
To jest trochę tak, jakby on miał wymarzoną zabawkę w ręku i mogę miec ja w tej chwili to z nim w pakiecie.

Juz po sprawdzeniu wszystkich opcji i możliwości wytlumaczylam sobie, że po prostu w tym rokku odpuszczę ten sport, a za rok poszukam ludzi by go uprawiać. I co ? I nic z tych tłumaczeń nie wychodzi.


Niedobrze mi.

To się właśnie dzieje z uzaleznioną, ktora dopuszcza do siebie toksyny.


Ktos mnie powinien do czegoś przywiązać.

Wiecie. Miałam mieć jutro taki fajny dzień. Taki powolny w wychodzeniu z tego marazmu, taki ze sprzątaniem, ogranianiem siebie, z zakupami i praniem. Chciałam się wyspać, a potem popracować.

I taki jeden jego telefon mógł mnie zupełnie wytrącić z równowagi. I to nie dlatego, że marzę by go zobaczyć. Nie marzę. Do cholery nie mam ochoty go widzieć.
Nie wiem, dlaczego, że mam poczucie może jakieś straty - tej nawet nie emocjonalenej, ale też życiowej otoczki, która tego dotyczyła. Że był idealnym kompanem do uprawiania sportku, który najbardziej lubię.

Przecież nie mam pięciu lat, nie muszę mieć wszystkiego.


I jeszcze jak idiotka mu się tłumaczę, dlaczego nie, oczekująć jakiegoś zrozumienia (tzn. jeszcze ostatecznie nie, nie powiedziałam, ale dzięki temu bekowi, zupełnie nie mam sił), a on że w niedzielę  i w poniedziałek nie będzie pogody (tu teraz jakies święto jest), ale jak teraz nie czuję się na siłach to w tygodniu on będzie znowu jechał i da mi znać.
Mogłabym sto razy powiedzieć i sto razy nie dotrze. Bo moje uczucia są jak moje widzimiście, które mi przejdzie za 3 dni, a za 5 będę mogła uprawiać z nim płomienny seks, mając je zupełnie wyłączone.

Tak sobie edytuję.
Zastanawiam się - lub wściekam, oczwiście bezsensownie, dlaczego taki ćiek nie może się na mnie obrazić, zezłościć, pogardzić. Przecież od innych się odsuwał, mówił, że mają problemy i ich odpychał.

18 583

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

W kwestii dzieci, to chyba najbardziej chcę to właśnie "wdrażać". Staram się smile
Wiesz Raki, ja spaprałam mojej starszej psychikę przez to bycie wiecznie na topie z uśmiechem na twarzy. Ale równie dobrze mi idzie teraz - niestety - zbytnie "tłumaczenie" i "pozwalanie". Uczę się postępowania tak gdzieś pośrodku, bez odjeżdżania w skrajności z tytułu, że niby "przepraszam, będę już teraz inna". O żesz raju, ciężkie to smile Ale jak mi jest cudnie, jak Niuńka za te starania moje rewanżuje się - przytuleniem smile Zarówno wtedy, kiedy mama jest zmęczona, jak i wtedy kiedy mama coś specjalnie dla niej ugotuje smile

A perfidnie  - to okazywanie swojego stanu ducha lepiej mi wychodzi w tym moim "niezwiązku" - pewnie dlatego, że mi nie zależy. A na dzieciakach i ich przyszłości - oczywiście bardzo i pewnie czasem "za bardzo". Wiesz - i jakoś tak dlatego zwróciłam uwagę, na to co piszesz, bo wydawało mi się, że masz jednocześnie dużo na głowie - zmiana miejsca, szukanie pracy i związek. Ja za to z jednej strony uczę się nie dać sobą rzucać po ścianach i nie "klękać" przed dawnym ideałem, z drugiej zachowywać się tak jak każdy zdrowo postępujący człowiek, szanujący siebie i nie bojący się swoich uczuć i emocji. Mnie, przyznaję, jest czasem ciężko to pogodzić, na szczęście nie tłuką mi się już myśli po głowie, nie biegają stada słoni wink

Wspomniałaś o pracy, o empatii... Akurat nie chciałam nigdy wcześniej żeby nawet ktoś zauważył, że mam doła, gdzie - ja taka perfekcyjna? Coś Ty, jakie współodczuwanie ze mną mojego doła? Czy kiedyś ktoś takowego zauważył, albo inaczej - pozwoliłam się kiedykolwiek komuś zorientować, że go mam? W pracy? Nie.
Oczywiście zarzuty moje o brak empatii stosowałam wobec jm. Ale ten to za to nawet trupa by nie zauważył pogrążony w swoim świecie wink
Znowu ta moja rozbieżność... Inne kryteria dla "obcych", inne dla bliskich...
Taaa - weekend, jak nic wink Będzie o czym pomyśleć smile

Ten trup to znajomy big_smile.
Nadrabiam, dogonić nie mogę. Chciałam trochę w tramwaju ale mochery tak plotły, że myśli własnych słychać nie było.
Odkąd przyszłam do domu słuchałam tego cytryna i stwiedzam, że ta druga piosenka gorsza jest. Teledysk kończy się kaftanem...."będę z Tobą pomimo Twych wad....pomimo granic..." wszyscy w koło mówią, żeby się zmienił, wysłucha. Za bardzo mi to w głowue dzwoni, posłucham se może Moniuszki.

18 584

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
raki napisał/a:
zabka-k napisał/a:

Niechęć do płaczu w jego obecności bardziej mi się kojarzy z obawą przed wykorzystaniem Twoich emocji przeciwko Tobie. Być moze coś takiego miało już miejsce dawno, i dlatego nie chcesz dać się zranić. Stąd lód w kontakcie z nim, a kiedy schodzisz po schodach, i jesteś tylko ze sobą - rozlewasz się jak budyń? Pogdybaj - jak to może z Tobą być. Najbardziej zawsze ceni się swoje własne wnioski smile

Zamknięta? Może i "gruboskórna" - nie czuć i nie odczuwać, żeby nie zostać zranionym?

Że Twoja sytuacja jest bardzo podobna do mojej, i wiek Pana również, i ta różnica i sposób życia. To ja potrafię zrozumieć, dlaczego jesteś zamknięta przed nim. To wszystko nastawione jest na zdobycie - tkwienie w schemacie uzależnienie. Odsłonięcie się przed nim, mogłoby spowodować, że on Cię zgniecie, odrzuci od razu, że bardzo będzie boleć. A Ty taka idealna, niehisteryczna, niemarudna, niewybuchowa... przecież mężczyźni tego nie lubią. Wszędzie się pisze, że chcą uśmiechniętej, zadwolonej z siebie, nienarzekającej smile ale jak Ci  sie dzieje krzywda, musisz mówić - dzieje mi się krzywda.

Ja osobiście nie boję się odrzucenia już, nawet tego, że wyjdzie i powie, że nie chce patrzeć jak cierpię, albo że to nie jest normalne, że cierpię. Mam nad nim przewagę, że umiem czuć, że ułoże sobie życie, że on nie jest moim powietrzem. Mnie jeszcze czeka z nim rozmowa. I chcę się odsłonić całkowicie.
Ja też usłyszałam, że o uczuciach nie mówiłam nic. Mnie się wydawało, że je okazuję. Nie chciałam mówić, bo bałam się zranienia. Czułam, że on moje uczucia może odrzucić.

Wiem, że reguły mówią, by udawać, że się czuje dobrze, by nie okazywać uczuć, smutku. Ale to wtedy, gdy było odwrotnie. Ty je wszystkie przecież stosowałaś. Jeśli chcesz poćwiczyć, masz taką potrzebę, to mu je okaż, co Cię to obchodzi, co zrobi, co pomyśli, przecież z nim nie będzisz. On się Tobą bawił, badał Twoją wytrzymałość i granice, zadawał ból i czekał aż pękniesz. Wynieś coś z tego niezwiązku dla siebie i poćwicz na nim okazywanie emocji. Warto umieć być słabą przed innymi, a nie tylko w poduszkę. Ja się tego też staram uczyć.

Wiem, że nasza bezradność, smutek rajcuje innych. Upajają się naszym upadkiem. Obojętność jest lekiem na całe zło tongue . Pani_zupa pisała kilka postów wyżej  a ja się z nią zgodziłam : "na karalucha chłodnia emocjonalna działa jak Raid w sprayu" smile
Widzę jak nie umie sobie poradzić z moją obojętnością i chłodem, jak chwilami się gubi.

Ja będę mówić na Panią Zupę Zupka, mogę?

18 585

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pani_zupa napisał/a:
Happyfull napisał/a:
luluville napisał/a:

A ja jestem taka w cholerę twarda. Tłumię emocje, nie pokazuję słabości. Właśnie taka "dzielna". Zawsze musiałam być "ta dzielna", ta która się nie poddaje.
Wczoraj u psychologa usłyszałam, że jestem bardzo inteligentna ( jak on to stwierdził po 45 minutach poprzedniego spotkania ??), tylko zapominam z tego korzystać.
Że boję się wyrażać swoje opinie i mówić co myślę, bo zdaje mi się, że ktoś jest mądrzejszy ode mnie.

Sila i inteligencja u KKZB. Juz kiedys pzeprowadzilam tutaj rewolucje slowna smile
Nasza sila teraz to nasza madrosc !!! Wczesniej nie bylysmy silne tylko bylysmy silaczkami !!! Potrafilysmy udzwignac wszystko w imie "milosci" tongue
Kazda z nas jest inteligentna. Ja tez na pierwszym spotkaniu u Mr. Julian tez uslyszalam, ze jestem inteligentna kobieta smile
Co nie znaczy madra tongue
A co Pani Zupa ma w sygnaturce - az mi sie cieplej na duchu zrobilo, jak to przeczytalam smile
Nie wiem skad wybor tej sygnaturki?
"Jestem inteligentna. Dopiero staję się mądra." Tak nasza inteligencja to nie madrosc tongue Nasza madrosc jest/bedzie nasza sila !!!
Silne to tylko bylysmy dla ludzi sad Ja w moim pierwszym poscie napisalam, ze bylam kobieta w masce !!!

a, to mi powiedziała moja terapeutka cudowna: Ale pani jest inteligentna, chyba najbardziej z ostatnio poznanych osób. Ale głupia to pani jest skrajnie. Proszę więcej czytać.

wtedy zrozumiałam, że dobrze trafiłam

O kurna:D

18 586

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Fragment książki "W DŻUNGLI PODŚWIADOMOŚCI" Beaty Pawlikowskiej

Wszystko, co jest źle w twoim życiu, wynika z twojego sposobu myślenia.
Twój sposób myślenia został uporządkowany przez twoją podświadomość.
Twoja podświadomość rządzi tym co myślisz, jak się czujesz i co robisz.
...
Ty możesz przejąć odpowiedzialność za swoje życie.
Możesz nauczyć swoją podświadomość nowych sposobów myślenia.
Czy jesteś na to gotowy?

Jeśli twierdzisz, że tak, to udowodnij to.
Wyprowadzaj się na spacer codziennie rano tuż po wstaniu z łóżka. To będzie symboliczne ćwiczenia twojego ciała i twojej duszy, bo podświadomość zacznie protestować już przy trzecim albo czwartym dniu. To ona chce rządzić. Ona chce wydawać ci polecenia. A teraz chcesz to zmienić? Naprawdę? Na pewno?

Naciskasz klamkę i myślisz:
- Tak, chcę to zmienić. Chcę nauczyć się żyć szczęśliwie. Chcę być wolna od strachu i nienawiści. Chcę kochać. Chcę kochać i być szczęśliwa.
I tak codziennie rano.
Potrafisz to zrobić?...

Wiesz dlaczego to jest takie ważne? I dlaczego to będzie takie trudne?

Bo człowiek może chcieć się zmienić. Ale jego podświadomość nie będzie chciała się na to zgodzić. Będzie robiła uniki. Będzie manipulowała, będzie podsuwała wymówki, a jeśli będzie trzeba, to wywoła ból głowy albo kontuzję kolana, żeby nie dopuścić do naruszenia systemu, który stworzyła i który ochrania.

Ale uwaga, żeby nie było najmniejszej wątpliwości: podświadomość to twój najlepszy przyjaciel i wszystko, co robi, robi dla twojego dobra. Czasem jednak posługuje się przestarzałym zestawem pojęć albo definicji i niechcący wyrządza ci krzywdę. Na przykład wtedy, kiedy namawia cię do zjedzenia czekoladowego tortu, mimo że przysięgłaś sobie, że jesteś na diecie.
Ale jeżeli twoja podświadomość zapisała kiedyś na podstawie wcześniejszych doświadczeń, że słodki smak daje poczucie bezpieczeństwa, to zmusi cię, żebyś zjadła ten tort, bo chce, żebyś czuła się dobrze i bezpiecznie.

Jeżeli chcesz to zmienić, nie możesz walczyć ani ze swoim ciałem, ani ze swoimi myślami. Musisz po prostu:

1. Po pierwsze uświadomić sobie, że słodycze są przez twoją podświadomość utożsamiane z poczuciem bezpieczeństwa (lub może czymś innym ? zapytaj samą siebie)

2. Po drugie podjąć decyzję, że chcesz myśleć inaczej i zdecydować jak ma brzmieć nowe przekonanie dotyczące tego tematu. W tym konkretnym przykładzie radziłabym sformułować to następująco: ?Lubię siebie. Lubię świat. Świat mnie lubi.? Dlaczego? Bo brak poczucia bezpieczeństwa bierze się z poczucia zagrożenia, a poczucie zagrożenia bierze się stąd, że wszystkich dookoła uważasz za wrogów, a największym swoim wrogiem jesteś ty sama. Możesz mi wierzyć na słowo. Ja byłam kiedyś dokładnie taka sama.

3. Po trzecie rozpocząć trening swoich myśli i być najbardziej upartą, wytrwałą i nieustępliwą zawodniczką na świecie

Twoja podświadomość będzie się bronić, bo z jej punktu widzenia każda zmiana ugruntowanego przekonania może być potencjalnie niebezpieczna. Rozpocznie się więc zmaganie na to kto jest bardziej pewny tego, co wie: czy twoja podświadomość, czy ty. Jeżeli przestaniesz systematycznie ćwiczyć nowy sposób myślenia, podświadomość uzna, że zrezygnowałaś, czyli że akceptujesz to, co ona już wcześniej zdecydowała i zapisała w tobie na całe życie.

Ale jeżeli codziennie rano po śniadaniu wyjdziesz na dwór i będziesz uparcie powtarzała jedno wybrane zdanie, w które chcesz uwierzyć, to po pewnym czasie podświadomość uzna, że skoro jesteś taka uparta i wytrwała, to zapewne masz rację i zgodzi się na twoją wersję. I umieści ją w zestawie najważniejszych przekonań, którymi posługujesz się instynktownie i które decydują o tym jak się czujesz i jak żyjesz.

Rozumiesz?

To jest naprawdę proste.

Ale wymaga trochę pracy. Samo nic się nie zmieni.

Fragment książki "W DŻUNGLI PODŚWIADOMOŚCI", wyd. G+J marzec 2013

18 587

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Zielony_Domek napisał/a:

Gro z nich jest do siebie bardzo podobna.
Czytałaś może "Dlaczego o  nie kocha, a ona za nim szaleje" Susan Forward?
To daje kopa.
Teraz jak jestem w domu i wróciłam do niej bo gdy w najgorszej fazie ją czytałam nie doczytałam kilka stron i powiem Ci szlag mnie trafił. ..nawet teraz gdy to wszystko już dawno za mną. ..to okrutne co spotkało Ciebie i mnie.

Ja jestem z Ciebie bardzo dumna!

Nie czytałam.... Ale jesteśmy do siebie podobne w tej walce o miłość, zainteresowanie, szacunek, docenienie, zauważenie choćby.

18 588

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Czy ktoś by tę Susan Forward miał? Bo ja byłabym chętna.

18 589

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:

A wiecie, właśnie bije mi mocniej serduszko. Kończę dziś pewien staż. Z jednej strony się cieszę, bo mi się tu trochę mocno nudzi, a praca własna się gromadzi w domu.
Z drugiej strony pytanie co dalej... I tak mi to serduszko wali. Miałam tu zrobić kontakty, mogłam, nie zrobiłam. Miałam w tym czasie szykować sobie coś na po... guzik.
I łapie mnie jednak jakieś przerażenie przed nieznanym, przed koniecznością odpowiedzi na te pytanie, co robisz i gdzie będziesz żyć. Nie mogę go zawieszać w nieskończonność, choć tak bardzo chcę sobie dać czas. móc go mieć.

A tak jeszcze, dlaczego się tu znalazłam. Nagle odkryłam, że z radosnej optymistki powoli zmieniam się w pemistkę, że zaczynam widzieć wszystko na czarno - gdziekolwiek i mam całkowity brak nadziei na cokolwiek, że trudno mi się ruszyć. To nie było tylko przez tą relację, mnie się wydaje, że nawet średnio, ale też przez ten szok kulturowy, przez tęsknotę i jeszcze jeden syf, w który weszłam - okreśłmy to czymś w rodzaju new age. Wychodzę z kilku rzeczy na raz. Najwięcej nadziei zabrało mi chyba to ostatnie, o dziwo najszybciej jakoś udało mi się z tym rozstać.

Dodam coś o czym zapomniałam, a co wpisałam kiedyś:
Niektóre trudności się utrzymują,ponieważ ich rozwiązanie uzależniamy od zaistnienia określonych warunków. Lepiej   zaufać, że to,co istotne, się ułoży,gdy przyjdzie właściwy czas. Często jednak naszymi planami wchodzimy losowi w drogę.

może postaram się temu zaufać.

Raki.... A próbowałaś kiedyś przestać się tak histerycznie trzymać opcji sukcesów zawodowych? Bo wiesz... Jesteś na tyle silną kobietą, że można czasem domniemywać iż w odpowiednim czasie fundujesz sobie maksimum emocji - zmiana miejsca pobytu, pracy i związku. Żeby kumulacja emocji spowodowała, że żyjesz.
Potrafiłabyś, jesteś w stanie odnieść się do pomysłu - powrotu do dotychczasowej i utartej pracy i rodziny i braku bliskich kontaktów z facetem i kompletnego braku nowości i nieznanych bodźców?
Kiedy on powiedział mi pas, chciałam rzucić obecną pracę i wyprowadzić się ok, 150 km stąd. Na początek dzieci musiałyby zostać z nim ale po miesiącu by to uregulowała. Nowa praca pełna wyzwań, nowych ludzi i miejsc. Fruuuu do góry... Zostałam... Staram się czerpać radość z dnia codziennego - ja naprawdę lubię zrobić sobie sałatkę, ułożyć ciuchy w szafie i pomyśleć, że może jednak warto by było poszukać tych morskich legginsów, posłuchać Iry i mieć dokumentnie w d.... zestawienie 10 ofert na poniedziałek smile

I myślałam... Wiesz Raki - zegar biologiczny to zegar biologiczny... Tylko rozważając różne możliwości warto zapamiętać albo rozważyć - Twoja decyzja to decyzja na dłuuuugie lata nieznanego. Chyba mną powodował ten ów zegar, że nie chciałam widzieć tego sygnału - to nie tak, nie tędy, nie ten wink Tylko dorobiłam sobie do tego ideologię szczęśliwej rodziny. Szczerze mówiąc - nie wiem. Mogłam odejść, kiedy Niuńka miała rok. Zostałam. Wtedy akurat czułam się silna- nawet bez pracy. Mogłam odejśc rok temu w maju. Zostałam. Patrząc wstecz i porównując to, co mogę zaoferować trójce czy mogłam zaoferować jednemu dziecku - kompletnie nie wiem smile Widzę plusy i minusy. Szczerze? Nie żałuję Raki smile Ale wolałabym zdawać sobie sprawę z jakiego względu podejmuję określone decyzje smile Troszkę mi to uświadomiłaś smile
Nie - nie żaluję w sensie siebie smile Mam trójkę cudownych dzieci. Mam cel - nie pozwolić, by mój streotyp zawładnął ich życiem smile Choć napewno mogły mieć spokojniejsze życie i ugruntowane wartości, gdybym ja potrafiła oceniać rzeczywistość a nie żyć marzeniami... Ale skoro nieświadomie tak postąpiła, to świadomie postaram się dać im grunt pod nogami smile

18 590

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
zabka-k napisał/a:
hm... napisał/a:

Arboretum?

Taki ogród botaniczny - jak rośliny kwitną jest cudniasto smile A niedaleko są forty i można połazić po gruzowisku smile
Mnie się bardzo tam podobało smile
Ale ja lubię łazić i patrzeć po prostu, niekoniecznie to musi być Wenecja wink

Ja też uwielbiam łazić, tak iść dla samego iścia. Przyrodę sobie podziwiam, wszystko dookoła. Po swoim mieście sobie lubię chodzić i kiedy mam wolną chwilę tak sobie idę. Miasto klimatyczne jest.
A iść mogę obojętnie gdzie to nie ma znaczenia.

Z tymi zdjęciami to coś na rzeczy jest. Gdziekolwiek bym nie była tonwszystkiemu robię zdjęcia i w sumie wszystkim. Mnie tam nie ma. Albonsame zabytki trzaskam, albo rzeki, łódki.

Hihi - ja polecam robienie zdjęć przez Happy smile Znaczy mnie smile W końcu się poznałam na zdjęciach i to byłam ja smile
Dlatego kiedyś na moim profilu  nie było moich zdjęć smile

Dobra dobra z tym łażeniem wink Gadanie było wtedy - nie oglądanie wink W KRK smile Acz pogadać czasem trzeba smile

Posty [ 18 526 do 18 590 z 26 310 ]

Strony Poprzednia 1 … 284 285 286 287 288 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026