netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

26 309 odpowiedzi1 691 965 wyświetleńzałożony przez bez serca, 21.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Strony Poprzednia 1 … 283 284 285 286 287 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 18 461 do 18 525 z 26 310 ]

18 461

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
luluville napisał/a:
Zielony_Domek napisał/a:
luluville napisał/a:

A teraz, kiedy to już trwa miesiąc, mam wrażenie, że moje uczucia niewiele się zmieniły.

Tzn. miesiąc bez kontaktu?

Miesiąc od rozstania, a właściwie to już jakieś 6 tygodni. Widzieliśmy się 2 razy tak oko w oko gdzieś po ok 4 tygodniach. I kontakt tylko telefoniczny.

raki napisał/a:

A może nie musisz być silna. Ja sobie ciągl powtrzam, że muszę, a to wykańczające. I wtedy walczysz ze sobą i się strofujesz, że jednak nie wytrzymałaś.
Może powiedz sobie, że jesteś słaba, że nie dajesz rady i po paru dniach pękasz i poszukaj nowych rozwiązań, by Cię wspomogły.
Siły nabiera się z czasem.

No właśnie. Ja zawsze sobie musiałam powtarzać "bądź silna". Ale tak naprawdę nie mam już siły, żeby być silna. Myślicie, że dlaczego przez cały ten rok ani razu nie uroniłam przy nim łzy? Bo musiałam być silna. Nie pokazywać nikomu słabości.
Ale teraz mam ochotę sobie usiąść i chwilę się poużalać nad sobą... mogę ? smile
Ale tylko przez chwilę, obiecuję smile

Happyfull napisał/a:
luluville napisał/a:

A teraz, kiedy to już trwa miesiąc, mam wrażenie, że moje uczucia niewiele się zmieniły.

Nie wiem ale ja widze zmiane u Ciebie smile Pozytywna smile

We mnie? Zmianę????? No to jestem w głębokim SZOKU!!!!!!

ja to se czasem popłaczę, tak naprawdę, jako że jestem drama queen. ale sama, dla siebie i z głębokim postanowieniem, że z tym rykiem ucieka toksyna. To tak jak sobie wyobrażam przed pójściem do fryzjera, że wciskam we włosy złe emocje i ten fryzjer mi je strzyże. Serio, czary mary pomocne:)
Wiec te łzy to sobie wyobrażam jako trutkę w roztworze wodnym, że sobie wyleci.

i dodam:
No jestem drama, ale już nie w kontakcie z karaluchem
w kontakcie z nim odkryłam magię słowa "acha". Kurde, człowiek się nagadał, naryczał,namiotał a takie "acha" załatwia wiele spraw.
Odkryłam też słowa "tak" i "nie" bez wewnętrznej powinności ich uzasadniania
Ciekawym wynalazkiem jest też posiedzenie w milczeniu bez potrzeby jego przerywania- wreszcie nie czuję obowiązku, by konwersacja pięknie się kręciła
na karalucha emocjonalną chłodnię działa jak Raid w sprayu
a przede wszystkim działa na mnie- kojąco

ale żeby nie było, po każdych dwóch krokach pół kroku w tył, cofki, straszki, czarne dziury- ale pracuję z mozołem.
Czytam ten wątek po raz kolejny i lektury od Happy i aż mi zawiasy w szczęce skrzypią jaki to schemat podobny z tym robactwem.

fajnie, że jesteście

18 462

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:

Tu jest raczej mój wątek.

Siedzę w zupełnym syfie i nie pracuję, choć powinnam. Nadrobię w weekend. Wyjechałabym, ale wiem, że to jeszcze nie czas na samotne wypady, a nie mam z kim (no chyba, że jutro z karaluchem - robć to, co uwielbiam, on wiej, jak ja to uwielbiam). Jak juiż ten syf mnie dobije, w tym brak czystych majtek i skarpetek (już noszę narciarskie, ale też się kończą), pewnie się tu ogarnę.

Gadałam z nim dziś. Nawet jakoś bez chowania twarzy - jestem z siebie dumna. I chyba dobrze zrobiłam, bo teraz mi da nieco spokoju. Zaspokoiłam w ten sposób jego przerażenie tym, że nie chcę go więcej widzieć i myślę, że odpuści. I z myślą, że odpuści jest mi lepiej. I z tym, że nie muszę się zastanawiać, czy się zjawi, czy nie też. Jeju ile razy już miałam to poczucie, że mi dobrze i potem ciap.

Chcę się pozbyć presji muszenia wszystkie już i teraz, chcę sobie dać czas. Nie wiem na co.

Okazuje się, że dość szybko wychodzę z tego związku - nim się zaczynają dziać naprawdę złe rzeczy. W sumie racja, bo po moim ostatnim to sielanka.

Mój problem to brak nadzieji podobno - na związek, ze ja nie umiem pomyśleć, że będę w szczęśliwym i dobrym związku (faktycznie poprzednio umiałam i po prostu panów zostawiałam).
A teraz już nie umiem. Niedobrze mi się robi na myśl o facetach (o dziwo poza tym jednym), a jeszcze bardziej o związkach. A mam sobie to wyobrażać, a nie potrafię. Jedynę co widzę to jakiegoś przytempawego przystojniaka, który usiłuje być miły i opowiada coś tam - czyli podrywa, i siebie obok - zimną, niedostępną, znudzoną i absolutnie niezdolną do zakochania się.  A bez zakochania lub innego minimalnego zauroczenia - jak tu w ogóle zacząć być. Przecież ta pierwsza faza ćwierkania bez tego jest nie do przejścia. Pomyślcie jak działają na was faceci, którzy są w Was zakochani bez wzajemności.

Ja do zakochania jestem już niezdolna, a do drugiej fazy bez tego ani rusz. Może się do karalucha na lekcję zapiszę - zgrany duet byłby z nas - on by się zakochiwał, a ja potem zajmowałabym się tą drugą fazą.

A no i facetów też nie widzę. Patrzę jak chodzą i wydają i się jakąś kupą mięsa, czy czymś temu podobnym.

Raki, może powściągnij konie swego umysłu, co? wink
W fazie ewolucji jesteś smile Spokojnie, spokojnie smile

Kupę mięsa zaliczyłam, niejednokrotnie, To jest to, do czego przyznawać się jest mi trudno. Przeszłam wszelkie etapy dochodzenia do siebie. Z alkoholem włącznie. Do paru innych rzeczy także się nie chcę przyznać.

Zacznę od syfu. smile
Z jednej strony - tak - Happy ma rację. Ewidentnie. Takie sytuacje, zdarzenia, należy traktować jak totalny syf. Dogłębny. Bo jak jest dogłebny syf, to przychodzi świadomość, że nic gorszego nie ma prawa już się więcej w życiu zdarzyć. Że nie pozwolisz na to!!!! Nie Ty - świadoma, inteligentna dziewczyna! Bo wiesz, że potrafiłaś i umiesz, tak jak kiedyś, znaleźć w sobie siłę, by z syfu się wygrzebać!
Z drugiej - to nie syf, bo "drzewiej" było gorzej. Nie doszłaś już do tego stadium, nie. Życie, jeśli nawet nie uważasz że Ty sama, nie pozwoliło dojść do tego totalnego syfu. Więc czemu ciężko, ciężej niż poprzednio? Bo dobrze wiedziałaś, bo widziałaś wiele, bo byłaś świadoma - i pofrunęłaś - wyyyyysoko! I spadłaś. Z przeogromym hukiem. A im wyżej się frunie, tym mocniej wali o ziemię, nawet jeśli nie robisz pod sobą doła.... Bolą najbardziej własne - niestety świadome ale zagrzebane - porażki.
Ja sobie tym razem obiecuję ciągle - nie zapomnę, będę pamiętać, jak się potknę, to postaram się jak najszybciej podnieść. Nie mam czasu na upadki. Potknięcia mają prawo mi się zdarzyć, bo ideałem nie jestem - ale jestem mądra i inteligentna i mam intuicję i MAM DO CHOLERY JEJ UFAĆ! Bo ona mnie nie zraniła smile
Pamiętam, jak uczepiłam się jego ręki, że chciałabym z nim znowu do Z-ego, w góry smile Tak, jasne Raki smile Odczarowałam smile Tam wszystko zapewniałam sama wszystkim, niby robiłam co chciałam ale zaplanowane miałam na 200% wink Zawsze było cudnie - ale dzięki mnie. Czy miałam z tego satysfakcję? Tak, bo wyreżyserowany plan się powiódł. Musiał - za wszelką cenę. Jak nie być z siebie zadowolonym? Odczarowałam, vo" na basen w Belwederze nie poszłam bo miesiączka. Na wejściu do Doliny Białego była tabliczka z ostrzeżeniem o lawinach i Happy miała dokumentnie przemoczone nogi. Muzea w niedzielę do 15.00 smile Karczma u Ratowników też już nieczynna.... Na Kasprowym nie przelewały się nam chmury pod stopami, choć meteo mówiło inaczej. Ale ja naprawdę miło spędziłam ten czas smile

Ja też mam problem z pracą, pisałam.... Robię bo muszę, po najmniejszej linii oporu, Raki - a tak szczerze... Jesteś DDA - po poprzedniej terapii doskonale wiesz, że w pracy jesteś nad wyraz ceniona. I że - wprost - nie masz grama asertywności, ambicje zawodowe masz ponad miarę, jesteś samowystarczalna, każde potknięcie w pracy wyzwalało dotąd niesamowite pokłady energii by jednak z niego siłe do wybrnięcia.... Brak życia prywatnego przekuwamy w sukcesy zawodowe, ta niamiastka spełnienia daje nam szczęście. Tak? Zbiegło się - Twoje ambicje i Twoje życie osobiste. Szczerze? Po najmniejszej linii oporu też jestem ceniona smile Wiem, ja to mówię po pół roku. Ja zaniwestowałam już w każdej pracy tyle.... Czas zbierać żniwa... wink Ja wiem co jestem warta i moi przełożeni także smile Ile jestem warta, ja i moja wiedza, wie też właściciel smile Mogą zrezygnować, ich sprawa, bo w życiu zawodowym nie ma KONWENANSÓW, jest interes. Tylko i wyłącznie. Ja umiem zacząć od sprzedawania marchewki, nawet teraz - z trójką dzieci. Wiem, ja już mam za sobą pól roku smile Ty też będziesz miała smile

Raki - to jest czas dla Ciebie. Jesteś jakby żywą kwintesencją tego co pisałam chyba ze dwa miesiące temu - pamiętam i zawsze będę pamiętać.  Wiesz, że się zapędziłaś i wtopiłaś. Ja wiem, że tak się może stać. Raki - wiesz, że jesteś jak alkoholik, jako współuzależnione do końca życia, do samego jego końca nie możemy zapomnieć, co nami powoduje i co nas nakręca. Nigdy - przenigdy. Masz prawo do potknięć. Ale Ty dobrze wiesz smile

Raki - masz w sobie siłę, choćbyś bardzo jej mieć nie chciała smile Płacisz za sowją wrażliwość i oddanie. Zemsta nic Ci nie da. Nie mścij się na sobie. Prysznic rano i wieczorem. Weź się za pranie skarpetek smile I wyjdź poryczeć na świeże powietrze - idzie odwilż wink Wychodzimy z tego syfu kochana smile Pamiętaj też... Jest 75% ludzi, którzy nigdy nie chcieli wiedzieć o sobie tego, co Ty wiesz już teraz.  I kolejne 20%, które ze swoją wiedzą kompletnie nic nie zrobiło.

Ty zrobisz smile A ja wiem, że dasz radę smile
Ale proszę - pamiętaj smile ZAWSZE!!!!
Tak - krzyczę smile Sobie też krzyczałam, płacząc w ulewę.

I wiedz, że masz nas smile Nawet jeśli jesteś teraz daleko smile
Ale Happy przyleciała z przesiadkami do Polski smile A my napewno postaramy się Ciebie przytulić smile

18 463

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
luluville napisał/a:
Zielony_Domek napisał/a:
luluville napisał/a:

A teraz, kiedy to już trwa miesiąc, mam wrażenie, że moje uczucia niewiele się zmieniły.

Tzn. miesiąc bez kontaktu?

Miesiąc od rozstania, a właściwie to już jakieś 6 tygodni. Widzieliśmy się 2 razy tak oko w oko gdzieś po ok 4 tygodniach. I kontakt tylko telefoniczny.

raki napisał/a:

A może nie musisz być silna. Ja sobie ciągl powtrzam, że muszę, a to wykańczające. I wtedy walczysz ze sobą i się strofujesz, że jednak nie wytrzymałaś.
Może powiedz sobie, że jesteś słaba, że nie dajesz rady i po paru dniach pękasz i poszukaj nowych rozwiązań, by Cię wspomogły.
Siły nabiera się z czasem.

No właśnie. Ja zawsze sobie musiałam powtarzać "bądź silna". Ale tak naprawdę nie mam już siły, żeby być silna. Myślicie, że dlaczego przez cały ten rok ani razu nie uroniłam przy nim łzy? Bo musiałam być silna. Nie pokazywać nikomu słabości.
Ale teraz mam ochotę sobie usiąść i chwilę się poużalać nad sobą... mogę ? smile
Ale tylko przez chwilę, obiecuję smile

Happyfull napisał/a:
luluville napisał/a:

A teraz, kiedy to już trwa miesiąc, mam wrażenie, że moje uczucia niewiele się zmieniły.

Nie wiem ale ja widze zmiane u Ciebie smile Pozytywna smile

We mnie? Zmianę????? No to jestem w głębokim SZOKU!!!!!!

A żesz rycz! smile
Choćbym nawet bardzo nie chciała, to przecież przyznaję, że czasem łza poleci.... Jesteś człowiekiem a ludzie mają uczucia i emocje smile

Tak mi się przypomniało.... Robię się strasznie szczera... Moja mam wszystko tłumiła w sobie. Była "dzielna". Nie znam mojej mamy... Pamiętam zapach... Rycz! Tłumione emocje wyzwalają choroby.

18 464

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
luluville napisał/a:

No właśnie. Ja zawsze sobie musiałam powtarzać "bądź silna". Ale tak naprawdę nie mam już siły, żeby być silna. Myślicie, że dlaczego przez cały ten rok ani razu nie uroniłam przy nim łzy? Bo musiałam być silna. Nie pokazywać nikomu słabości.
Ale teraz mam ochotę sobie usiąść i chwilę się poużalać nad sobą... mogę ? smile
Ale tylko przez chwilę, obiecuję smile

Przyczytałam dokładnie Twój wątek. Tych karaluchów dwóch można by ze sobą pożenić - przynajmniej jeden z drugim by zobaczyli jak to jest z takim jak oni obcować. A pedantyczny jest?

Usiądź i poużalaj się ile chcesz. Moim zdaniem nie musisz przy nim grać też już, po diabła - wyjdź ze schematu, że jak nie będziesz się zachowywać zgodnie z jego oczekiwaniami ( i regułami - robią z nas laleczki w teatrzyku, którymi do tego się bawią kiey i jak chcą ), bo to nic nie zmieni, nie spowoduje, że zechce z Tobą być, bo nie umie być z nikim.

Bądź słaba, pozwól sobie być najsłabsza jak potrafisz, bo w słabości siła.

18 465

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
beosa napisał/a:

Wytłumacz proszę ostatnie zdanie? Bo nie kumam. Oj sorry smile
Kto Ci wyrzeka? Ty o innej orientacji nas informujesz czy co??? smile wink

Oj, to żart jest smile
Nie wyrzeka smile
Ja lubię to co mnie urzeka. Nie umiem tego wytłumaczyć. Lubię łazić z aparatem - wszędzie. Mnie nawet zachwyci w słoneczny dzień jabłko na gałęzi smile Jakiś drobiazg... Ale on ma dla mnie znaczenie. Lubie coś co dla mnie jest ładne. Nawet jeśli to jest kobieta wink Albo np. bardzo drobna robota ciesielska... Nie umiem tego nazwać smile Lubię coś, co zwraca moją uwagę, przykuwa moją uwagę....
Wiesz, mam setki, nawet tysiące zdjęć z tych samych miejsc. Ale żadnego nie umiem skasować - bow każdym jest coś co odróżnia go od setki innych smile Więc nie kasuję, bo każde mi się podoba smile
I zawsze oglądam swoje zdjęcia, analizuję czy przypadkiem coś mi nie umknęło... Chciałabym umieć w fotkach oddać atmosferę miejsc i moje odczucia. I lubię wracać w te miejsca smile A może następnym razem uda mi się oodać lepiej ten nastrój? Choć to jest zawsze nacechowane osobistym stosunkiem do chwili i miejsca....
Nie umiem tego nazwać smile

Wiesz, gdybym była wolniejsza.... wink
Świętokrzyskie jest cudne smile Ale potrzebny mi samochód i jakieś 4-5 dni smile Sama odkrywałam, wiem z którego miejsca wyłania się najpiękniejszy widok na to co chciałabym pokazać komuś smile

18 466

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pani_zupa napisał/a:

w kontakcie z nim odkryłam magię słowa "acha". Kurde, człowiek się nagadał, naryczał,namiotał a takie "acha" załatwia wiele spraw.
Odkryłam też słowa "tak" i "nie" bez wewnętrznej powinności ich uzasadniania

Hihi - jakie to dziwne, nie? smile

Dziś jm zaprosił mnie do konwersacji wink
Znaczy się dobitnie zapytał "czy możemy porozmawiać". A chodziło o to, że niby rozmawiał bezpośrednio z UM w sprawie moich wniosków do przedszkola dla bliźniaczek i że tylko 3 wolne miejsca są i że przecież zawsze to może mieć karteczkę z poleceniem Prezydent albo jakiś Dyrektor.
Rewelacyjna rozmowa wink
Jasne wink Przed złożeniem wniosków słyszałam na okrągło, że mam go na bieżąco informować bo koleżanka w pracy ma "układy" i załatwi wink A tu nagle i niespodziewanie on rozmawia z UM wink
Powiem tak - a taki męski był kiedyś w moich oczach i tak bardzo by chciał być smile
Czemu w moich? wink Nie ja "pozamiatałam" smile
Nie rusza mnie smile

Czytam, słucham i nie rusza smile Zwraca się uwagę na czyny, nie na słowa smile

18 467

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

Beosa, zawczasu rozeznaj możliwości chwilowego przeczekania u kogoś, jak się temu dręczycielowi agresor włączy. Masz pracę, więc propozycja zawieszenia się u mnie odpada (choć będzie aktualna), ale opracuj to sobie - i synowi.

Z Otwocka do Puszczy Knyszyńskiej niezbyt daleko - następnym razem jedziesz!!!! wink

To nie tak jak myślisz. sad
On nie jest z tych co wrzeszczą,trzaskają drzwiami,bluzgają,leją czy gderają.
Będzie chodził,spał,jadł,kochał się i będzie milczał i myślał i myślał.Całymi dniami,tygodniami a nawet miesiącami.
Nie pamiętam żeby sam z siebie powiedział:słuchaj,nie podoba mi się to,czy tamto,widziałem,czy słyszałem to i owo.Wytłumacz mi dlaczego tak czy siak było.Nigdy.Tylko wciąż myślał,mieliło mu sie to w mózgu i po latach nawet potrafił wycedzić co go kiedys "zabolało".Czego wtedy nie powinnam była robić i różne inne brednie.
Dopóki ja się nie odezwę,nie trafię w czuły punkt czy nie porusze drażliwych tematów -np. seksu lub picia,albo uda mi się jakiś jego chory argument wytrącić z ręki,nie wariuje.Jest spokojny i opanowany.I wyrachowany.
Bo ja wybucham(łam) na bieżąco,jak mnie zawiódł,oszukał,jak mi się coś bardzo nie podobało.Czyli dużo częściej niż on.To ja zawsze go prowokowałam podobno.
Kłótnia zaczynała się od wymiany zdań na temat spraw bieżących a kończyła się jego wytrzeszczem oczu,drgającą jakby do płaczu brodą i stekiem kłamstw,albo bzdurnych oskarżeń o coś sprzed kilku na przykład lat.
Dlaczego dopiero teraz?BO MNIE OBSERWOWAŁ,NIE CHCIAŁ MNIE SPŁOSZYĆ.
A policja od razu wkracza do akcji? Nie najpierw obserwują, potem się przygotowują i dopiero robią porządek.
Tak mi wytłumaczył.To jest chory człowiek.Raczej nieprzewidywalny.
Jak sobie coś teraz planuje to zrobi to po cichu i z zaskoczenia.Albo i nic nie zrobi. Cholera wie.

Próbuje mnie co chwilę prowokować-pali w piecu jak głupi jak była dodatnia temperatura a nie pali teraz na noc jak zima wrociła i córka przyjechała pomieszkać.
A ja? Nic nie mówię idę i dokładam.I mamy ciepło. A jemu lada moment łeb pęknie,bo nie daję mu powodu do wybuchu.
Naprawdę idę bo zmarzłam. smile

Ucieczka nic nie da.Muszę po prostu być czujna.
Bede się zamykała w pokoju na klucz na noc. smile
Dziękuję za dobre chęci.Wolę się z Tobą spotkać w normalnych okolicznościach przyrody wink
Ale to miłe jest,że gdzieś,czeka Ktoś.Kochana jesteś.

18 468 Ostatnio edytowany przez raki (2013-03-15 00:34:00)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

Raki - masz w sobie siłę, choćbyś bardzo jej mieć nie chciała smile Płacisz za sowją wrażliwość i oddanie. Zemsta nic Ci nie da. Nie mścij się na sobie. Prysznic rano i wieczorem. Weź się za pranie skarpetek smile I wyjdź poryczeć na świeże powietrze - idzie odwilż wink Wychodzimy z tego syfu kochana smile Pamiętaj też... Jest 75% ludzi, którzy nigdy nie chcieli wiedzieć o sobie tego, co Ty wiesz już teraz.  I kolejne 20%, które ze swoją wiedzą kompletnie nic nie zrobiło.

Ty zrobisz smile A ja wiem, że dasz radę smile
Ale proszę - pamiętaj smile ZAWSZE!!!!
Tak - krzyczę smile Sobie też krzyczałam, płacząc w ulewę.
I wiedz, że masz nas smile Nawet jeśli jesteś teraz daleko smile
Ale Happy przyleciała z przesiadkami do Polski smile A my napewno postaramy się Ciebie przytulić smile

Dziękuję za wszystko, co napisałaś.
Widzisz boli. Kocham (happy kocham, cokolwiek tam nie dopiszesz). Czuję. To bardzo dużo, bo ja potrafię tez nie czuć nic - latami, wrzucić się do tego koryta zimnego draństwa. Mam to szczęście, że życie mnie z niego wyciągnęło. Inni nie mają.

To nie jest zemsta, ja po prostu nie muszę, i nie chcę. Już nie. Skarpetki w koszu na pranie nie zginą. Może to mój bunt. Pamiętam jak mama zawsze sprzątała, choćby nie wiem, co się działo, to wokół był porządek.

Ja bym chciała do śniegu, w góry, mam tak blisko, ale niestety samej nie mogę - między innymi ze względu na te tabliczki, o których napisałaś, muszę mieć osprzęt lawinowy i kogoś kto mnie w razie czego będzie mógł szukać.
Chciałabym umieć sobie wyznaczyć granicę. Mieć tę miłość własną, że nie wykopywać, ale mówić tu i dalej nie. To byłoby dopiero piękne. Marzenia marzeniami.

aaa to mielenie. No mam myśleć o tym związku w ramach zadania. O nowym, przyszłym, dobrym. Bo dzięki temu - nadzieji, ja po prostu z tym przestane w ogóle mieć kłopot, po prostu sobie pójdę i tyle. I chyba w tym jest dużo racji.

18 469

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
beosa napisał/a:

To nie tak jak myślisz. sad
Dziękuję za dobre chęci.Wolę się z Tobą spotkać w normalnych okolicznościach przyrody wink
Ale to miłe jest,że gdzieś,czeka Ktoś.Kochana jesteś.

Wrażliwa na agresję w szczególności smile
Dobrze, że wiesz z czego bierze sie ta agresja. No cóż, brzydko mówiąc - obojętności nie można brać za "stanie za kimś". Bierność to początek pasywno - agresywności niestety, a to taki typ.
Ja wiem, że ciężko nie sprowokować drania, ale wiesz, że to tylko we własnym interesie i dla własnego życia i zdrowia, a to jest priorytet, przed którym nie warto uciekać. Nawet potykając się - nie? smile

Mimo wszystko - uważaj. Pozwu o rozwód nigdy nie dostał jeszcze, nie wiem, nie masz pewności, jak zareaguje. Wiesz, że prowokuje, ja uważam, ze sytuacje, z którymi człowiek dotąd nie miał do czynienia prowokują w większym stopniu.
Tak, zamykaj się i otwieraj szeroko okna.

18 470

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:

Dziękuję za wszystko, co napisałaś.
Widzisz boli. Kocham (happy kocham, cokolwiek tam nie dopiszesz). Czuję. To bardzo dużo, bo ja potrafię tez nie czuć nic - latami, wrzucić się do tego koryta zimnego draństwa. Mam to szczęście, że życie mnie z niego wyciągnęło. Inni nie mają.

To nie jest zemsta, ja po prostu nie muszę, i nie chcę. Już nie. Skarpetki w koszu na pranie nie zginą. Może to mój bunt. Pamiętam jak mama zawsze sprzątała, choćby nie wiem, co się działo, to wokół był porządek.

Ja bym chciała do śniegu, w góry, mam tak blisko, ale niestety samej nie mogę - między innymi ze względu na te tabliczki, o których napisałaś, muszę mieć osprzęt lawinowy i kogoś kto mnie w razie czego będzie mógł szukać.
Chciałabym umieć sobie wyznaczyć granicę. Mieć tę miłość własną, że nie wykopywać, ale mówić tu i dalej nie. To byłoby dopiero piękne. Marzenia marzeniami.

aaa to mielenie. No mam myśleć o tym związku w ramach zadania. O nowym, przyszłym, dobrym. Bo dzięki temu - nadzieji, ja po prostu z tym przestane w ogóle mieć kłopot, po prostu sobie pójdę i tyle. I chyba w tym jest dużo racji.

Raki - dzięki za podziękowania, ale nie robię nic więcej niż ktoś, kto zrobił to niezbyt świadomie dla mnie wink Nie tak dawno smile
Boli. Boli jak skurw.....!!!! Najbardziej chyba boli mnie to, że miałam szansę tego nie zrobić... I że mam troje dzieci, które - jeśli ja się nie ogarnę - pociągną to przekleństwo... To mnie mocno mobilizuje smile Ty musisz znaleźć swoją własną mobilizację. Nie wiem co to będzie.... Nie wiem, nie znam Ciebie. Wiem, że to trwa, szczególnie przyznanie się do czegoś przed sobą. Ale oczy mam otwarte, staram się słuchać i słyszeć jednocześnie. Nawet jak zaprzeczam, to staram się o tych zaprzeczeniach myśleć.
Cieszę się, że doceniasz czucie. Chciałabym żebyś czuła każde ukłucie... I złe i dobre smile I nawet jak nie potrafisz zareagować na dobre, to żebyś to powiedziała. A ja widzę, że Ty naprawdę się starasz. Inaczej nie wlazłabyś tu i nie powiedziała od razu tak szczerze smile
Oj Raki, to juz musiałaby Ci Happy i Zofia powiedzieć co ja wyczyniam wink Złe ogarniam, dobrego za tzw. nic smile Ale wiem, ze choć próbuje to wytłumaczyć tym, których znam i im ufam smile Bo więcej mówią, niż ja wink Choć mnie zatyka....
Spróbuj wziąć odrobinkę siły z tego, że Twoja rodzina wyszła z tego... Ja tej szansy nigdy nie miałam... Ale zawsze byłam optymistką smile
Można do śniegu smile I można powiedzieć "nie" smile Ja też przełamuję. A jak przełamała Zofia!!!! I jak mi było i dziwnie i miło, że to ze mną chciała wściąść na kolejkę krzesełkową smile No powiem Ci, że żółte tabliczka to była w dolince na wysokości Z-ca i w terenie wybitnie zalesionym, gdzie zejście lawiny nie jest w ogóle możliwe smile Ale ja szanuję i czyjeś obawy i możliwości smile Zresztą.... Chyba fajniej było by przejść tą akurat dolinką, jak będzie mega odwilż w Tatrach i woda potokiem będzie walić wylewając smile Choć fajnie i tak wyglądało wink

Zrób proszę cokolwiek - ale tylko dla siebie! Choćby herbatkę (śmieszna już z tym jestem, ale dziś kolejną zakupiłam, tylko nie zdążyłam zaparzyć wink ). Zrób małą rzecz, maleńką. Od Ciebie tylko zależy czy to zrobisz i co zrobisz.

Uczę się wciąż, uczę wyznaczać granice. I będę - jak każdy uzależniony - do końca życia smile Akurat już świadomość, że coś powinnam dla samej siebie robić do końca życia - nie wkurza mnie smile Nie denerwuje, że nie wystarczyło kiedyś zrozumieć. To nawet dla mnie samej fajnej jest smile To trochę jak zrozumieć czym jest palenie papierosów albo niezdrowe odżywanie smile To po prostu sposób na moje życie smile

Fajny cel - nie uważasz?
A jaki wdzięczny?

18 471

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Grrrr!
Musiałam posiedzieć przy włączonym radio...
Ja Was bardzo, ale bardzo proszę...
LeMon - Napraw.
Taka kwintesencja ręki na czole - zatrzymaj moje myśli... Grrr!

Albo jestem przewrażliwiona, albo to psychopatyczny tekst....?
Czy się może któraś odnieść? Bo mnie rzuca!
Takie idiotyczne podsumowanie mojego, i mam wrażenie, że nie tylko mojego postępowania - w odpowiedzi....
Rzuca mnie od jakiegoś czasu, a jak znam życie to będzie hicior....

18 472

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

Hejka!
Właśnie zasiadłam przed kompem z michą sałatki z tuńczykiem, pomidorem, ogórkiem, czerwoną fasolką i roszpunką smile
Jak tam tiramisu? smile
Nadrabiam, bo musiałam chwilkę wcześniej wyjść z pracy smile
Zrobiłam odzieżowe zakupy w "kupciuszku", ale mnie się nic nie trafiło niestety tym razem wink
Dziś wygrywam 10 milionów smile

Dobra, idę czytać, tak na serio smile

Tiramisu sie bedzie robic tongue Moze jutro ? Najpierw trzeba poprac smile Bylam dzisiaj w teatrze smile

18 473

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

Grrrr!
Musiałam posiedzieć przy włączonym radio...
Ja Was bardzo, ale bardzo proszę...
LeMon - Napraw.
Taka kwintesencja ręki na czole - zatrzymaj moje myśli... Grrr!

Albo jestem przewrażliwiona, albo to psychopatyczny tekst....?
Czy się może któraś odnieść? Bo mnie rzuca!
Takie idiotyczne podsumowanie mojego, i mam wrażenie, że nie tylko mojego postępowania - w odpowiedzi....
Rzuca mnie od jakiegoś czasu, a jak znam życie to będzie hicior....

Moze nie psychopatyczny ale karaluszy tongue Nie kazdy karaluch to psychopata smile Moj byl karaluchem a psychopata nie byl tongue
Bo wiesz co karaluchom sprawia bol ? Myslenie !!! Bo na co oni mogliby wpasc jakby zaczeli w koncu myslec ?? big_smile

18 474

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Na czym? Opowiedz smile

Happy i Zofia
Pisałam że myślałam o tym syfie....
Ano - są dwie strony....  Dla mnie syf to zezwierzęcenie i totalne odczłowieczenie.

Z mojej strony...
Tego tu nie było... Ale to też reakcja, na to co się przeszło, że granicę wrażliwości i bólu jednak przesuwa się do przodu.... Niestety. Bo syf, to zawsze powinna być jednak dana sytuacja, która nas wyprowadziła z równowagi, dotknęła, zabolała. Nie czekać, aż wpadniemy w bagno. Nie czekać do momentu, kiedy będzie trzeba chwytać się czegokolwiek i wygrzebywać przy pomocy najbardziej iluzorycznych "niewidzialnych rąk".... Tak - w tym aspekcie to syf. To dno i innego nie potrzeba.

A z drugiej strony... Zareagowałam tak, bo właśnie swoisty syf był dawno temu. I Zofia dobrze wyczuła, tylko pod pojęciem przemocy czasem kryje się to czego nie podejrzewamy. I dla mnie na całą moją wiedzę, ogromną, to nie było przemocą.... To po tym tak strasznym bólem zareagowałam po spotkaniu z terapeutką... Bo to nie było wprost przemocą. Choć fizyczną. O emocjonalnej nie mówmy. O tym nie mówię właśnie, a to jest przyczyna mnie dziś tutaj w takiej odsłonie.

Dlatego czasem bliżej mi Anstawii. Choć ona bardzo histerycznie reaguje i z każdej wypowiedzi wyciąga na siłę jedynie negatywy, tylko podejrzenia. Nie umie reagować pozytywnie i szuka sposobów na nauczenie się tego. Nie doszukiwania kul i razów. Czytania i odbierania czegoś takim jakim to jest. A nie wiecznie wszystkiego skierowanego przeciwko niej... Rozumiem, dlaczego mówi, że pomyliła grupy - bo czegoś innego musi poszukać i co innego zrozumieć. Fakt, ja tak nie mam. Ale Anstawia i tak poznała wiele w sobie. Mam nadzieję, że poszukiwania będą owocne smile Trzymam kciuki smile

18 475

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:

Moze nie psychopatyczny ale karaluszy tongue Nie kazdy karaluch to psychopata smile Moj byl karaluchem a psychopata nie byl tongue
Bo wiesz co karaluchom sprawia bol ? Myslenie !!! Bo na co oni mogliby wpasc jakby zaczeli w koncu myslec ?? big_smile

Muzyka mi się podoba, ale sam tekst totalnie nie....
Napraw mnie.... Bo sam bez Ciebie...

To nie jest psychopatyczne? Takie myślenie? A niech w cholerę każdego takiego! Nie wiem, na co mogliby wpaść przy taki toku myślenia Happy. Nie przy takim  rozumowaniu - ja uwieszania się już nie zniosę smile Dlatego mnie rzuca smile Jak mi ktoś powie, że mu się tekst podoba, to sorki wink Dla mnie to psychopata smile

18 476

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
beosa napisał/a:

Happyfull Budżet raczej skromny jest.Nie chciałabym tu na forum konkretnych kwot podawać. smile

Kochana skromny nie skromny smile Ja nie pytam sie ze wcibskosci ale latwiej cos planowac jak wiemy ile w kieszeni mamy smile
Przeciez tu wszystkie takie ze skromnym budzetem na forum !!! No chyba, ze Zabka w totka wygra tongue
Powiem Ci tak smile Zabka to super organizatorka i nawet z malego budzetu Ci cos poleci smile

18 477

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
Happyfull napisał/a:

Moze nie psychopatyczny ale karaluszy tongue Nie kazdy karaluch to psychopata smile Moj byl karaluchem a psychopata nie byl tongue
Bo wiesz co karaluchom sprawia bol ? Myslenie !!! Bo na co oni mogliby wpasc jakby zaczeli w koncu myslec ?? big_smile

Muzyka mi się podoba, ale sam tekst totalnie nie....
Napraw mnie.... Bo sam bez Ciebie...

To nie jest psychopatyczne? Takie myślenie? A niech w cholerę każdego takiego! Nie wiem, na co mogliby wpaść przy taki toku myślenia Happy. Nie przy takim  rozumowaniu - ja uwieszania się już nie zniosę smile Dlatego mnie rzuca smile Jak mi ktoś powie, że mu się tekst podoba, to sorki wink Dla mnie to psychopata smile

Powiem tak : Takie teksty dobrze sie sprzedaja i nazywane sa romantycznymi. On tak cierpi a ona go wyleczy tongue

18 478

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

Na czym? Opowiedz smile

Happy i Zofia
Pisałam że myślałam o tym syfie....
Ano - są dwie strony....  Dla mnie syf to zezwierzęcenie i totalne odczłowieczenie.

Z mojej strony...
Tego tu nie było... Ale to też reakcja, na to co się przeszło, że granicę wrażliwości i bólu jednak przesuwa się do przodu.... Niestety. Bo syf, to zawsze powinna być jednak dana sytuacja, która nas wyprowadziła z równowagi, dotknęła, zabolała. Nie czekać, aż wpadniemy w bagno. Nie czekać do momentu, kiedy będzie trzeba chwytać się czegokolwiek i wygrzebywać przy pomocy najbardziej iluzorycznych "niewidzialnych rąk".... Tak - w tym aspekcie to syf. To dno i innego nie potrzeba.

A z drugiej strony... Zareagowałam tak, bo właśnie swoisty syf był dawno temu. I Zofia dobrze wyczuła, tylko pod pojęciem przemocy czasem kryje się to czego nie podejrzewamy. I dla mnie na całą moją wiedzę, ogromną, to nie było przemocą.... To po tym tak strasznym bólem zareagowałam po spotkaniu z terapeutką... Bo to nie było wprost przemocą. Choć fizyczną. O emocjonalnej nie mówmy. O tym nie mówię właśnie, a to jest przyczyna mnie dziś tutaj w takiej odsłonie.

Dlatego czasem bliżej mi Anstawii. Choć ona bardzo histerycznie reaguje i z każdej wypowiedzi wyciąga na siłę jedynie negatywy, tylko podejrzenia. Nie umie reagować pozytywnie i szuka sposobów na nauczenie się tego. Nie doszukiwania kul i razów. Czytania i odbierania czegoś takim jakim to jest. A nie wiecznie wszystkiego skierowanego przeciwko niej... Rozumiem, dlaczego mówi, że pomyliła grupy - bo czegoś innego musi poszukać i co innego zrozumieć. Fakt, ja tak nie mam. Ale Anstawia i tak poznała wiele w sobie. Mam nadzieję, że poszukiwania będą owocne smile Trzymam kciuki smile

Zabka ja Cie przytulam i buziaka daje smile Wiem, ze Cie kosztowalo sporo aby to napisac .

18 479 Ostatnio edytowany przez Happyfull (2013-03-15 01:47:22)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
luluville napisał/a:

A teraz, kiedy to już trwa miesiąc, mam wrażenie, że moje uczucia niewiele się zmieniły.

Nie wiem ale ja widze zmiane u Ciebie smile Pozytywna smile

luluville napisał/a:

We mnie? Zmianę????? No to jestem w głębokim SZOKU!!!!!!

No pewnie ze sie zmienilas smile Idziesz do przodu chociaz wydaje Ci sie, ze stoisz w miejscu smile Kochana ja nie chwale aby sie przypodobac tongue

18 480

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pani_zupa napisał/a:

ja to se czasem popłaczę, tak naprawdę, jako że jestem drama queen. ale sama, dla siebie i z głębokim postanowieniem, że z tym rykiem ucieka toksyna. To tak jak sobie wyobrażam przed pójściem do fryzjera, że wciskam we włosy złe emocje i ten fryzjer mi je strzyże. Serio, czary mary pomocne:)
Wiec te łzy to sobie wyobrażam jako trutkę w roztworze wodnym, że sobie wyleci.

i dodam:
No jestem drama, ale już nie w kontakcie z karaluchem
w kontakcie z nim odkryłam magię słowa "acha". Kurde, człowiek się nagadał, naryczał,namiotał a takie "acha" załatwia wiele spraw.
Odkryłam też słowa "tak" i "nie" bez wewnętrznej powinności ich uzasadniania
Ciekawym wynalazkiem jest też posiedzenie w milczeniu bez potrzeby jego przerywania- wreszcie nie czuję obowiązku, by konwersacja pięknie się kręciła
na karalucha emocjonalną chłodnię działa jak Raid w sprayu
a przede wszystkim działa na mnie- kojąco

ale żeby nie było, po każdych dwóch krokach pół kroku w tył, cofki, straszki, czarne dziury- ale pracuję z mozołem.
Czytam ten wątek po raz kolejny i lektury od Happy i aż mi zawiasy w szczęce skrzypią jaki to schemat podobny z tym robactwem.

fajnie, że jesteście

Fajnie ze Ty z nami zostalas smile Lubie czytac Twoje posty smile Fajnie widziec, ze nauki z forum i ksiazek daja efekty smile

18 481 Ostatnio edytowany przez Nowa nadzieja (2013-03-15 02:14:43)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Witajcie po długiej przerwie!

  Wracam z naprawdę dalekiej podróży, która zaprowadziła mnie w moją przeszłość. Jak zapewne pamiętacie, musiałam pojechać do Polski i spotkać się z j-m. Wyglądało to obłąkańczo: koniecznie chciał ze mną rozmawiać, poprosił, żebym z nim poszła do jego psychoterapeutki, nie chciał pozwolić mi odjechać... Poszłam do tej psychoterapeutki, bo nie byłam w stanie się z nim porozumieć i miałam nadzieję, że ona wytłumaczy mi pewne rzeczy i że on jej posłucha. Niestety, nie do końca to się udało. Ona zapewniła mnie, że mąż mnie kocha i zrobi wszystko, żebym wróciła, ale na moje stwierdzenie, że nie chcę już do tego wracać, próbowała mu wyjaśnić, że mam prawo do swoich wyborów. Wydawała mi się rozsądna i kompetentna. Kiedy jednak j-m błysnął tekstami w swoim stylu, tak łatwo dała się wyprowadzić z równowagi, że zwątpiłam w jej kompetencje. On jej nie lubi, niespecjalnie szanuje, więc jak ona ma mu pomóc? Nie czuję tego.
  Ale najlepsze wydarzyło się później ,kiedy wśiadałam już do samolotu, żeby wrócić do swojego nowego życia, bo okazało się, że... on leci ze mną! Postanowił spędzić ze mną trochę czasu, żeby przekonać, jak bardzo mu na mnie zależy. Zapomniałam wspomnieć, że przy wcześniejszym spotkaniu próbował mi wręczyć prezent BARDZO drogą biżuterię, którą kupił mi na rocznicę ślubu, żeby udowodnić, że pieniądze nic dla niego nie znaczą. liczę się tylko ja. Cena tego prezentu (którego oczywiście nie przyjęłam, ale sprawdziłam wartość w internecie), zszokowała mnie potwornie, bo mój j-m jest naprawdę oszczędnym człowiekiem, a przeciętni ludzie nie kupują błyskotek za takie pieniądze!
   Niestety, okazało się, że okazałam się kompletną idiotką, jeśli chodzi o rozeznanie we własnych uczuciach, bo zrozumiałam, że nadal nie jest mi obojętny, tak jak sądziłam. Już byłam przekonana, że go chyba nie kocham, a le kiedy się spotkaliśmy, kiedy zapewniał mnie o swoich uczuciach, kiedy tak bardzo o mnie zawalczył (ten wyjazd, chociaż wiedział, że nie chcę się z nim spotykać), sprawił, że uświadomiłam sobie, że nadal go kocham. A może to tylko uzależnienie? W każdym razie spędziliśmy razem półtora tygodnia i dałam się przekonać, żeby pod pewnymi warunkami spróbować po raz ostatni ratować nasze małżeństwo. Te warunki to: powrót do niego dopiero późną jesienią, kiedy tutaj skończy się sezon turystczny, wyprowadzka od teściów i samodzielne mieszkanie, podjęcie przeze mnie pracy i zmiana dotychczasowego trybu życia, tzn. znalezienie czasu na bycie razem, wyjazdy wakacyjne, moja większa samodzielność. Wszystko było cudownie przez jakiś tydzień po jego wyjeździe do domu: ciągłe wyznania miłości, tęsknota, zapewnienia o gotowości do zmian. Ja nie byłam przekonana, że nam się uda, ale postanowiłam zaryzykować. Z miłości. Postanowiłam też się zmienić, dla siebie: przestać tak bardzo poświęcać, postawić na zdrowy egoizm, nauczyć mówienia 'nie' i nie dać się już więcej wykorzystywać jego rodzinie czy komukolwiek innemu. J-m znalazł dla nas dom, który mógłby mnie zainteresować i tu zaczęły się schody: chce, żebym przyjechała go obejrzeć, bo sam nie podejmie decyzji, to ma być nasze miejsce, więc muszę powiedzieć swoje zdanie. Ja wracam właśnie do pracy, więc nie mam możliwości polecieć sobie gdziekolwiek w najbliższym czasie, więc poprosiłam, żeby z grubsza zorientował się w stanie technicznym i rozkładzie pomieszczeń domu czy jet w ogóle się czym interesować. Po długich przekonywaniach zgodził się. Teraz minęło kilka dni i kiedy zapytałam czy umówił się na obejrzenie domu, usłyszałam, że nie, bo mam przyjechać i zobaczyć czy ja go chcę. Mówię, że nie mogę teraz przyjechać, że prosiłam go o wstępne rozeznanie i przecież się zgodził, a on na to, że nie zamierza nic robić beze mnie i mam się zdecydować, czego właściwie chcę. Tak w ogóle to liczył, że wrócę z nim do Polski i za każdym razem, kiedy rozmawiamy, wymawia mi, że tego nie zrobiłam. Poza tym nalega na codzienny kontakt, najlepiej ze dwa razy dziennie, a jak mówię nie, to zaraz strzela focha! Jak ja mam nad sobą pracować, poddana takiej kontroli?! Nie zamierzam ryzykować powrotu do niego, jeśli nie poczuję się pewnie we własnej skórze, bo znów zacznę znikać. Powrócił mój terrorysta, kapryśne dziecko, od którego uciekłam!
   Przepraszam za chaotyczny opis, ale czuję się taka rozżalona i pogubiona. I głupia, bezdennie głupia!!! Przecież ja w głębi duszy nie wierzę, że nam się uda, ale wciąż chciałabym spróbować uratować to małżeństwo, bo go kocham. Uważam że tylko Wy jesteście w stanie mnie zrozumieć. Nie będę pisać, że kogoś zawiodłam, bo wiem, że mie nie oceniacie. Ja zawiodłam przede wszystkim samą siebie! Chcę 'wierzyć wbrew nadziei' i to jest takie rozczarowujące i głupie! Widzę, że on się zmienił, ale chyba nie na tyle, żebym uznała to za wystarczające. I wiele z tych zmian to chyba powierzchowne sprawy, nastawione na pewien efekt- przekonanie mnie do powrotu. Ja też chcę czegoś więcej, ale byłabym gotowa zaryzykować  mimo wszystko! Naprawdę potrzebuję mądrych słów, szczerych słów od Was. I proszę o bezlitosną szczerość!

18 482 Ostatnio edytowany przez Happyfull (2013-03-15 02:18:15)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Pozwolilas sie omotac w Polsce sad No coz masz teraz dwie glowy !!! Przeczytalas literature i blogi i wiesz dobrze, ze dobrze nie bedzie !!! Chcesz znowu wracac do klatki z ktorej sie wyrwalas? Zle Ci bylo na wolnosci ? Jak pies na smyczy chcesz byc uwiazana i chodzic przy nodze swego wlasciciela?
Chcialas ostro i szczerze to wale prosto z mostu !!! Nie marnuj tego na co to tak juz ciezko zapracowalas !!!

18 483

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
raki napisał/a:

Dlatego mam wątpliwości, czy tę relację powinam tak ostro ucinać - jestem w tym specjalistką, nie jestem przekonana, że kolejne CIACH, jest dobrym wyjściem dla mnie, ale od razu tu krzyczą po mnie, że toksyny fru. Tylko ja sama jestem toksynami. Ja jestem swoim problemem, a on jest tylko kimś, kto go uwypukla (choć fakt jest "zimnym draniem"). Jestem idealnym przykładem kobiety unikającej bliskości, która jej potrzebuje, ale gdy jest stała, to od niej ucieka (to równie dobrze mogłoby dotyczyć wspólokatorki - przerabiałam).

Wiesz z tego co wiem to toksyczne relacje konczymy i uciekamy do przodu. No chyba, ze szukasz usprawiedliwienia?

Nie wszystkie dają się zakończyć :(. Jeśli już wiesz, że taki związek "zabija cię", to uciekasz, w każdym innym przypadku czekasz na cud :( i wyliczasz z utęsknieniem : zmieni się, zrozumie, doceni, już nigdy więcej tak nie zrobi, nie powie . Marzymy w rezultacie zmieniając siebie. Ustępujemy, wybaczamy, jesteśmy do bólu tolerancyjne. Zmiana siebie przebiega gładko i niezauważalnie :(. Przerabiałam to na własnej skórze :(. Najpierw bukiety kwiatów i czekoladki z przeprosinami wystarczały. Po kolejnych jego ekscesach mówiłam sobie, nie ze mną te numery i kwiaty w koszu lądowały. Kajał się ! - to działało. Kolejnym etapem była wyprowadzka z sypialni i ciche dni. Kwiatów nie było (żałował na kwiaty do kosza :D) , kajania również. Wiedział, że czas, czas goi moje "rany". Po kilku dniach wystarczyło, że przytulił........ .  Przerabiałam też tłumaczenie mu swoich żali, na różne języki świata a i tak nie rozumiał o czym mówię i o co mi chodzi.
Ucięłam z zaskoczenia. Nie spodziewał się - ja też. Byłam w takim stanie, że było mi wszystko jedno. Każdą cenę bym wtedy zapłaciła za pozbycie się toksyny. Wiedział, że nie żartuję, wiedział, że koniec zabawy ze mną, wiedział, że KONIEC nieodwracalny. Owszem tęskniłam za ułudą męża idealnego, ale tego z realu już nie chciałam. Próbował wrócić po kilku miesiącach. Kajał się, płakał, smarkał, wiersze recytował, ale na próżno. Wiedziałam, że to teatr, odgrywanie roli człowieka z uczuciami, już byłam świadoma.
Dziś jestem zwolenniczką szybkiego ucinania !!!!!!! :) Inaczej się nie da !
Oczywiście, że każda z nas jest problemem dla siebie :( Gdybyśmy problemu ze sobą nie miały, to takie typki omijały by nas z daleka, jak i same dochodziłyśmy do wniosku, że przeciąganie tej znajomości sensu nie ma i po pierwszych ich "numerach " machałybyśmy na pożegnanie, pa paaa !  Niestety, my ślepo brniemy we współuzależnienie :(
Happpyfull jak zwykle ma racje, z toksycznego związku ucieka się do przodu. Każda inna opcja to szukanie dla siebie usprawiedliwienia. SZukanie sposobu na usprawiedliwienie swej niemocy. Stoimy w bagnie i nawet tonąc mówimy, bo kocha on, ja, bo dom, dzieci, kredyty, bo cud się przecież ziści.
Dziś potrafię się już śmiać ze swojej głupoty :)

Wierzyłam "zimnemu draniowi", że pełen gorących uczuć. Do ostatnich chwil zapewniał gorąco, że rodzina to wyższy cel, że dzieci.....hmmmm....dzieci ? dziś zapomniał, że je ma, wykreślił z pamięci. Nawet nie udaje....... właściwie przestał udawać ! :D w końcu przestał grać rolę dobrego człowieka, ojca i zaskoczony jest zadziwieniem dzieci, odmiennością ich zdania, protestami.

18 484

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
beosa napisał/a:
hm... napisał/a:

To zależy od adwokata. Mój bierze ok 600 zł.

Powiem Ci, że mnie zwolniono z kosztów całkiem za pierwszym podejściem, a co do pełnomocnika z urzędu to uzyskałam odpowiedz odmowną, ponieważ sobie świetnie radzę i składam wyczerpujące wnioski.
Myślę, że dasz sobie świetnie radę sama, tylko są emocje i mając kogoś obok to daje nam pewność.
Ale nie taki diabeł straszny.

600??Za sam pozew????
Chyba najpierw poszukam w internecie. smile A może na "Moim wymarzonym rozwodzie" podpytam,może któraś podeśle wypróbowany wzór?

Też mi się wydaje,że sobie poradzę.Podobno moje argumenty są dość mocne. smile Dowody jeszcze bardziej. smile

To naprawdę zależy od adwokata. Ja pierwszy pozew sama pisałam, wzór wzięłam z sądu. Ci adwokaci, którzy tylko radz? napiszą inza 200, wszystko zależy.

Dasz radę bez problemu. Jeśli nie straszy Cię, nie masz obaw o swoje bezpieczeństwo z jego strony, masz twarde stanowisko to pójdzie. Czasem jednak sąd może uderzyć w taki aspekt w którym nie masz wiedzy i wtedy może być różnie. U mnie ta niewiedza spowodowała odroczenie sprawy. Radcy z mopsu i innych instytucjinopowiadali bzdury po prostu. Ale ja wiedziałam o co walczę, czego chcę i wbrew ich poradom załatwiłam jak chciałam. Mam na swoim koncie dwie takie sytuacje. Kiedy uważa się, że sprawa jest oczywista inie mam szans, a okazuje się, że załatwiam ją korzystnie dla siebie.

18 485

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:

Powiem tak : Takie teksty dobrze sie sprzedaja i nazywane sa romantycznymi. On tak cierpi a ona go wyleczy tongue

O Boziu - to ja i o romantyzmie inne pojęcie miałam  - znowu się pomyliłam wink

18 486

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:

Zabka ja Cie przytulam i buziaka daje smile Wiem, ze Cie kosztowalo sporo aby to napisac .

Cmok, cmok smile

18 487

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
beosa napisał/a:

Na razie poproszę jeszcze o propozycje.Może coś samo się wyklaruje. smile

Beosa, w okolicach Krasnobrodu jest np. rezerwat Szum... I jeszcze jeden, nie pamiętam, ale moja starsza wpadła w bagno tam smile Albo musieliśmy przejśc po pniu nad rwącym potokiem smile I są najstarsze w Polsce dęby - przeogromne.... A w samym Krasobrodzie nocleg w "pasiece", wyszukać na guglu, bo już nie pamiętam wink

Natomiast patrząc na Otwock i wiek Twoich dzieci.... Muszą być odpowiednie dla nich atrakcje... Lubisz zamki? smile
Toruń - miasto studentów smile Knajpa w każdej piwnicy smile Zamek Dybowski i krzyżacki na samej starówce. Noclegi w Ciechocinku - tężnie i "maksi kaz rusza na łowy"... Będziesz miała i kino i skansen w centrum do dyspozycji wink
Nie wiem, tak mi się wydaje, że Wam potrzeba trochę "życia" i kolorów, nie tylko zieleni i spokoju....?

Może być i Lublin i nocleg gdzieś "pod" - też miasto studentów, urokliwa starówka i mnóstwo, jak wg mnie, dość tanich knajp z dobrym jedzeniem. Przecież warto raz wyjść na kolację?

Tanio to jest w Drohobyczce pod Przemyślem, Przemyśl cudniasty, zamek w Krasiczynie także (a jeszcze drzewo spełnionych życzeń w parku!!!) i arboretum w Bolestraszycach (tyle że na początku kwietnia nie będzie nic kwitło). I fortyfikacje....

No tak, trzeba było mi skończyć organizację ruchu turystycznego wink Albo zostać w agencji artystycznej, to by mi nikt nie wyrzekał, że mi się proporcjonalnie zbudowane 45-latki podobają wink

Arboretum?

18 488

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Nowa nadzieja napisał/a:

I proszę o bezlitosną szczerość!

Witaj! smile
To, co mi się nasuwa na początek - to fakt, że bezwzględnie przed samą sobą i przed nami, obcymi osobami - przyznałaś się. To ogromnie dużo, bo mogłabyś machnąć przecież na wszystko ręką. Po co miałabyś tu wracać na forum i powiedzieć szczerze?

Ja nie wiem Nowa Nadziejo, czy Ty go naprawdę kochasz smile I czy zgodziłaś się z miłości smile Bo wychodząc z założenia, że KKZB nie umie kochać, tylko należeć do kogoś i czuć się totalnie z kimś związana, to nie zgodziłaś się na powrót z miłości.
Zgodziłaś się, bo nie wszystkie nitki, sznurki i liny zostały odcięte. Poza tym zdecydowana większość bab to romantyczki bez odniesienia do rzeczywistości smile Ja też taka jestem smile Czasem zdarzy mi się na jm spojrzeć jak na człowieka. Na szczęście życie mi daje od razu małego kopniaczka, bo gamoń się zaraz potem albo o coś zacznie dochodzić, albo cmoknie z dezaprobatą, albo gdzieś zawiesi w czasoprzestrzeni.

Wiesz, kiedyś mówiłam, myślałam, że pewnie jakby poszedł na terapię i przepracował ją choć trochę, jakby zaczął mnie traktować jak kobietę i człowieka - to pewnie bym chciała "tworzyć z nim rodzinę". Ale tak patrzę przecież każdego dnia.... 43 lat bezwolności nigdy nie zamierzał zmienić. Nie chciał być człowiekiem przy mnie, przy dzieciach. On nie będzie chciał, co najwyżej poudaje, jak kilkanaście lat temu - przez jakiś czas. Żeby znowu mnie zwieźć, nawkładać do głowy obietnic bez pokrycia. No cóż, baby są emocjonalne wink I lubią jednak stałe związki wink

Masz prawo zmienić decyzję już teraz.
Sama musisz tę decyzję podjąć. Jeśli chcesz dalej ryzykować - zrobisz to, bo to będzie Twoja suwerenna decyzja. Jeśli nie chcesz ryzykować - zakończysz ten rozdział. Nawet wysłuchując konsekwencji owego przyzwolenia. I umiejąc zaargumentować. Ale decyzja jest tylko po Twojej stronie.

Ani ja, ani żadna z nas za Ciebie Twojego życia nie przeżyje. Ani Ci go nie ułoży. Ani Ci w byciu odpowiedzialną i konsekwentną za swoje decyzje nie pomoże.

18 489

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
luluville napisał/a:
Zielony_Domek napisał/a:
luluville napisał/a:

A teraz, kiedy to już trwa miesiąc, mam wrażenie, że moje uczucia niewiele się zmieniły.

Tzn. miesiąc bez kontaktu?

Miesiąc od rozstania, a właściwie to już jakieś 6 tygodni. Widzieliśmy się 2 razy tak oko w oko gdzieś po ok 4 tygodniach. I kontakt tylko telefoniczny.

raki napisał/a:

A może nie musisz być silna. Ja sobie ciągl powtrzam, że muszę, a to wykańczające. I wtedy walczysz ze sobą i się strofujesz, że jednak nie wytrzymałaś.
Może powiedz sobie, że jesteś słaba, że nie dajesz rady i po paru dniach pękasz i poszukaj nowych rozwiązań, by Cię wspomogły.
Siły nabiera się z czasem.

No właśnie. Ja zawsze sobie musiałam powtarzać "bądź silna". Ale tak naprawdę nie mam już siły, żeby być silna. Myślicie, że dlaczego przez cały ten rok ani razu nie uroniłam przy nim łzy? Bo musiałam być silna. Nie pokazywać nikomu słabości.
Ale teraz mam ochotę sobie usiąść i chwilę się poużalać nad sobą... mogę ? smile
Ale tylko przez chwilę, obiecuję smile

Happyfull napisał/a:
luluville napisał/a:

A teraz, kiedy to już trwa miesiąc, mam wrażenie, że moje uczucia niewiele się zmieniły.

Nie wiem ale ja widze zmiane u Ciebie smile Pozytywna smile

We mnie? Zmianę????? No to jestem w głębokim SZOKU!!!!!!

To fajne z tym chwilowym poużalaniem smile

18 490

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pani_zupa napisał/a:
luluville napisał/a:
Zielony_Domek napisał/a:
luluville napisał/a:

A teraz, kiedy to już trwa miesiąc, mam wrażenie, że moje uczucia niewiele się zmieniły.

Tzn. miesiąc bez kontaktu?

Miesiąc od rozstania, a właściwie to już jakieś 6 tygodni. Widzieliśmy się 2 razy tak oko w oko gdzieś po ok 4 tygodniach. I kontakt tylko telefoniczny.

raki napisał/a:

A może nie musisz być silna. Ja sobie ciągl powtrzam, że muszę, a to wykańczające. I wtedy walczysz ze sobą i się strofujesz, że jednak nie wytrzymałaś.
Może powiedz sobie, że jesteś słaba, że nie dajesz rady i po paru dniach pękasz i poszukaj nowych rozwiązań, by Cię wspomogły.
Siły nabiera się z czasem.

No właśnie. Ja zawsze sobie musiałam powtarzać "bądź silna". Ale tak naprawdę nie mam już siły, żeby być silna. Myślicie, że dlaczego przez cały ten rok ani razu nie uroniłam przy nim łzy? Bo musiałam być silna. Nie pokazywać nikomu słabości.
Ale teraz mam ochotę sobie usiąść i chwilę się poużalać nad sobą... mogę ? smile
Ale tylko przez chwilę, obiecuję smile

Happyfull napisał/a:

Nie wiem ale ja widze zmiane u Ciebie smile Pozytywna smile

We mnie? Zmianę????? No to jestem w głębokim SZOKU!!!!!!

ja to se czasem popłaczę, tak naprawdę, jako że jestem drama queen. ale sama, dla siebie i z głębokim postanowieniem, że z tym rykiem ucieka toksyna. To tak jak sobie wyobrażam przed pójściem do fryzjera, że wciskam we włosy złe emocje i ten fryzjer mi je strzyże. Serio, czary mary pomocne:)
Wiec te łzy to sobie wyobrażam jako trutkę w roztworze wodnym, że sobie wyleci.

i dodam:
No jestem drama, ale już nie w kontakcie z karaluchem
w kontakcie z nim odkryłam magię słowa "acha". Kurde, człowiek się nagadał, naryczał,namiotał a takie "acha" załatwia wiele spraw.
Odkryłam też słowa "tak" i "nie" bez wewnętrznej powinności ich uzasadniania
Ciekawym wynalazkiem jest też posiedzenie w milczeniu bez potrzeby jego przerywania- wreszcie nie czuję obowiązku, by konwersacja pięknie się kręciła
na karalucha emocjonalną chłodnię działa jak Raid w sprayu
a przede wszystkim działa na mnie- kojąco

ale żeby nie było, po każdych dwóch krokach pół kroku w tył, cofki, straszki, czarne dziury- ale pracuję z mozołem.
Czytam ten wątek po raz kolejny i lektury od Happy i aż mi zawiasy w szczęce skrzypią jaki to schemat podobny z tym robactwem.

fajnie, że jesteście

Podoba mi się Twoja gra tudzież zabawa słowem. smile

18 491

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

A zanim odpiszę Raki....

Dziewczyny, miałam czas przemyśleć post Happy i "syf"...

I już wiem, że najnormalniej w świecie, choćbym bardzo tego nie chciała przyznać, jestem po prostu bardzo wrażliwą i delikatną osobą... Tak, taka jestem smile Wrażliwa i delikatna.

Mimo 180 cm, dobrej organizacji i w gruncie rzeczy opanowania - jestem wrażliwa i delikatna smile Taka zawsze byłam, choć próbowałam się okopywać i ratować, wygrzebywać, nakładać pancerz, żeby nie czuć bólu. I co gorsza, każdy z poprzednich mężów o tym wiedział, bo im zaufałam. Chcieli być tacy męscy przy mnie, tacy wspaniali - przy mnie optymistce, często uśmiechniętej, mającej pomimo swoich przeżyć tak wiele wiary w ludzi i tak wiele pozytywnej energii smile Tak, to ja dokonałam złych wyborów. Bo mnie potrzebne były emocje, a z drugiej strony ufałam bezgranicznie, bo przecież nie można oszukać szczerego i uczciwego człowieka... Dając szczerość i prawdę, mam prawo jej oczekiwać w zamian. A nawet obowiązek. A z trzeciej - zimny drań to jakby obietnica braku problemów i przejścia przez życie bez bólu. Tylko ja nie umiem żyć według nie swoich zasad, bez swoich cech smile A z czwartej strony, bo świat ma ich cztery - potrzeba bezpieczeństwa, bliskości i tego zapachu, który dawał mi spokój. Za wszelką cenę, zawsze, bez względu na okoliczności. Bez względu na intuicję, którą zawsze pomijałam.

Jestem delikatna i wrażliwa. Ludzie to wykorzystują. Skoro mam tak wiele empatii i intuicji, skoro mam tyle doświadczeń, warto zaufać sobie smile Na sobie mogę jednak polegać smile Ale na tej prawdziwej, nie okopanej i nie opancerzonej smile

Potwierdzam, jesteś delikatną, wrażliwą kobietą. Pisałam, subtelna i delikatna. Jesteś ciekawą świata, niby odważną a jednocześnie lekko wycofaną.
Tylko szczera i uczciwa osoba da się nabić w przysłowiową butelkę. O takich ludziach mówi się "naiwniaki". Ja także należę do tego gatunku. Ja także patrzę przez pryzmat uczciwości. Ratuje mnie od czasu do czasu intuicja smile. To dzięki niej udaje mi się uniknąć kłopotów i dzięki niej z nich wyjść, jak już w takie wpadnę smile. Nazywam ją siódmym zmysłem smile
Dając szczerość i prawdę możesz oczekiwać tego samego w zamian lub czegoś zupełnie innego. Zdać sobie musisz sprawę, że ludzie są rożni, mają różne oczekiwania a "naiwniaki" to "towar" poszukiwany i cenny. Dla wykorzystywacza sygnałem  ........ chyba pierwszym sygnałem jest brak w człowieku asertywności.
Im więcej cierpimy tym więcej mamy empatii. Wiem po sobie, pochylałam się nad każdym skrzywdzonym, myśląc, że skrzywdzona nie jestem. Wraz ze zrozumieniem problemu i podnoszeniem się, inaczej patrzę na cierpiących, skrzywdzonych i mniej empatii mam w sobie. Już potrafię powiedzieć, biednyś boś głupi i masz wszystko na własne życzenie, przez podjęcie złych decyzji tongue

18 492

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Arboretum?

Taki ogród botaniczny - jak rośliny kwitną jest cudniasto smile A niedaleko są forty i można połazić po gruzowisku smile
Mnie się bardzo tam podobało smile
Ale ja lubię łazić i patrzeć po prostu, niekoniecznie to musi być Wenecja wink

18 493

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:

Tylko szczera i uczciwa osoba da się nabić w przysłowiową butelkę.
Ratuje mnie od czasu do czasu intuicja smile.
Zdać sobie musisz sprawę, że ludzie są rożni, mają różne oczekiwania a "naiwniaki" to "towar" poszukiwany i cenny.
Dla wykorzystywacza sygnałem  ........ chyba pierwszym sygnałem jest brak w człowieku asertywności.

Postaram się zapamiętać smile

18 494

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
beosa napisał/a:
zabka-k napisał/a:

Beosa, zawczasu rozeznaj możliwości chwilowego przeczekania u kogoś, jak się temu dręczycielowi agresor włączy. Masz pracę, więc propozycja zawieszenia się u mnie odpada (choć będzie aktualna), ale opracuj to sobie - i synowi.

Z Otwocka do Puszczy Knyszyńskiej niezbyt daleko - następnym razem jedziesz!!!! wink

To nie tak jak myślisz. sad
On nie jest z tych co wrzeszczą,trzaskają drzwiami,bluzgają,leją czy gderają.
Będzie chodził,spał,jadł,kochał się i będzie milczał i myślał i myślał.Całymi dniami,tygodniami a nawet miesiącami.
Nie pamiętam żeby sam z siebie powiedział:słuchaj,nie podoba mi się to,czy tamto,widziałem,czy słyszałem to i owo.Wytłumacz mi dlaczego tak czy siak było.Nigdy.Tylko wciąż myślał,mieliło mu sie to w mózgu i po latach nawet potrafił wycedzić co go kiedys "zabolało".Czego wtedy nie powinnam była robić i różne inne brednie.
Dopóki ja się nie odezwę,nie trafię w czuły punkt czy nie porusze drażliwych tematów -np. seksu lub picia,albo uda mi się jakiś jego chory argument wytrącić z ręki,nie wariuje.Jest spokojny i opanowany.I wyrachowany.
Bo ja wybucham(łam) na bieżąco,jak mnie zawiódł,oszukał,jak mi się coś bardzo nie podobało.Czyli dużo częściej niż on.To ja zawsze go prowokowałam podobno.
Kłótnia zaczynała się od wymiany zdań na temat spraw bieżących a kończyła się jego wytrzeszczem oczu,drgającą jakby do płaczu brodą i stekiem kłamstw,albo bzdurnych oskarżeń o coś sprzed kilku na przykład lat.
Dlaczego dopiero teraz?BO MNIE OBSERWOWAŁ,NIE CHCIAŁ MNIE SPŁOSZYĆ.
A policja od razu wkracza do akcji? Nie najpierw obserwują, potem się przygotowują i dopiero robią porządek.
Tak mi wytłumaczył.To jest chory człowiek.Raczej nieprzewidywalny.
Jak sobie coś teraz planuje to zrobi to po cichu i z zaskoczenia.Albo i nic nie zrobi. Cholera wie.

Próbuje mnie co chwilę prowokować-pali w piecu jak głupi jak była dodatnia temperatura a nie pali teraz na noc jak zima wrociła i córka przyjechała pomieszkać.
A ja? Nic nie mówię idę i dokładam.I mamy ciepło. A jemu lada moment łeb pęknie,bo nie daję mu powodu do wybuchu.
Naprawdę idę bo zmarzłam. smile

Ucieczka nic nie da.Muszę po prostu być czujna.
Bede się zamykała w pokoju na klucz na noc. smile
Dziękuję za dobre chęci.Wolę się z Tobą spotkać w normalnych okolicznościach przyrody wink
Ale to miłe jest,że gdzieś,czeka Ktoś.Kochana jesteś.

Jak się dzieje coś policja działa przecie.

18 495 Ostatnio edytowany przez pani_zupa (2013-03-15 11:08:30)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:
pani_zupa napisał/a:
luluville napisał/a:

Miesiąc od rozstania, a właściwie to już jakieś 6 tygodni. Widzieliśmy się 2 razy tak oko w oko gdzieś po ok 4 tygodniach. I kontakt tylko telefoniczny.


No właśnie. Ja zawsze sobie musiałam powtarzać "bądź silna". Ale tak naprawdę nie mam już siły, żeby być silna. Myślicie, że dlaczego przez cały ten rok ani razu nie uroniłam przy nim łzy? Bo musiałam być silna. Nie pokazywać nikomu słabości.
Ale teraz mam ochotę sobie usiąść i chwilę się poużalać nad sobą... mogę ? smile
Ale tylko przez chwilę, obiecuję smile


We mnie? Zmianę????? No to jestem w głębokim SZOKU!!!!!!

ja to se czasem popłaczę, tak naprawdę, jako że jestem drama queen. ale sama, dla siebie i z głębokim postanowieniem, że z tym rykiem ucieka toksyna. To tak jak sobie wyobrażam przed pójściem do fryzjera, że wciskam we włosy złe emocje i ten fryzjer mi je strzyże. Serio, czary mary pomocne:)
Wiec te łzy to sobie wyobrażam jako trutkę w roztworze wodnym, że sobie wyleci.

i dodam:
No jestem drama, ale już nie w kontakcie z karaluchem
w kontakcie z nim odkryłam magię słowa "acha". Kurde, człowiek się nagadał, naryczał,namiotał a takie "acha" załatwia wiele spraw.
Odkryłam też słowa "tak" i "nie" bez wewnętrznej powinności ich uzasadniania
Ciekawym wynalazkiem jest też posiedzenie w milczeniu bez potrzeby jego przerywania- wreszcie nie czuję obowiązku, by konwersacja pięknie się kręciła
na karalucha emocjonalną chłodnię działa jak Raid w sprayu
a przede wszystkim działa na mnie- kojąco

ale żeby nie było, po każdych dwóch krokach pół kroku w tył, cofki, straszki, czarne dziury- ale pracuję z mozołem.
Czytam ten wątek po raz kolejny i lektury od Happy i aż mi zawiasy w szczęce skrzypią jaki to schemat podobny z tym robactwem.

fajnie, że jesteście

Podoba mi się Twoja gra tudzież zabawa słowem. smile

dziękuję, zabawa słowem to mój sposób życiowy, co to mnie doprowadza do jeszcze większych drama. no, ale ze słów żyję:)
Gry z karaluchem muszę sobie wymyślać, ba, układać scenariusze, żeby moja emocjonalność znow nie popłynęła. Te gry to jak pisanie kryminału ze skomplikowaną intrygą, trzeba uważać, żeby morderca nie ujawnił sie już w 2. rozdziale.
tymczasem mam sytuację taką, ze zostałam wyrzucona z domu, ha, nie z budynku, nie czynem, nie pięścią- po prostu długotrwałym zachowaniem jak specjalista ds. krioterapii. W trójkącie dramatycznym wreszcie stałam się ofiarką, choć karaluch uparcie sam sie tam umieszcza. Płynie trzeci miesiąc, ja w innym mieście, tam moje rzeczy, pies, kot, 20 lat kredytu do spłacania jeszcze. Brak ślubu, co w tej kwestii majatkowej moze byłoby lepsze apropos podziałów. I super pomysł karalucha, oczywiście niewypowiedziany: zajmuje się wszystkim perfekcyjnie, pies ma sierść elegancką, dom zadbany, on zarobiony pracą i smutny i taki uprzejmy- nic tylko z głęboką wdzięcznościa dziękować, ze taki dobry. rzyg. ...idea trochę nie wyszła, bo ja chyba miałam po miesiącu "odstawienia" zrobić awanturę i zerwać i wziąć znów w swoje ręce załatwianie tego końca. A tu nic, ja nic, ja w innym mieście, ja w kinie, ja na terapii, ja z błyszczącym włosem, ja z walizką, bez słowa przelewam część za dom. i nie chcę sie obrazic i nawrzeszczeć waląc głową w spiżową ścianę. On by został znowu taki sam,opuszczony, zapracowany, uprzejmy, nieszczęśny. Widzielismy sie dwa razy: on zmęczony, zapuszczony, zarobiony- uparcie mu wmawiałam, ze świetnie wygląda i kwitnie. On, że cieżko w pracy- ja mu, że super, że ma taką fajną pracę. On, że je mrożoną pizzę wciąż, ja, że uwielbiam takie fastfoody. 2miesiące temu zaczęlabym natychmiast go zbawiać, gotować i prosić o pokazanie co robi. Straszne. A on jeszcze smutniejszy, że tak ciężko a siostra pomocowa nie pomaga, nie chce ruszyć z pomocą.
Patrzę na to wszystko jak na relacje biznesową z bezwzglednym zawodnikiem z korporacji, mam cofki, ale tylko we własną poduszkę i z głęboką świadomością, że tego związku już nie ma- nie, że on nie chce, tylko po swojemu tego nie wypowiada, to ja już nie chcę, nie mogę, nie wolno, trutka mnie zabije. Ten dom mnie smuci, bo wiem, że on chce załatwić to moimi łapkami. A ja jeszcze jestem zbyt unerwiona na zewnątrz. Terapeutka radzi utrzymanie status quo na dziś, na jakiś czas żebym mogła już z innym oddechem zabrać się za te sprawy. Czas płynie, ja robię swoje, bez łzy, bez podniesienia głosu na dziś. , niech on będzie perfekcyjnym panem domu, nie ma alertu w tym zakresie na dziś, on się tam zaszył i się radośnie smuci. Nie robię nic, robię swoje. Na dziś.

Acha, napisałam wyrzuona z domu- bo to taka figura, wszak cały świat uważa, że sama wyjechałam przecież opuszczając Grenlandię.
Ale to wyrzucenie, wyjechanie, cokolwiek- to taki prezent jak pierwsze w życiu łyżwy- bezcenny

18 496

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
zofia282 napisał/a:

Tylko szczera i uczciwa osoba da się nabić w przysłowiową butelkę.
Ratuje mnie od czasu do czasu intuicja smile.
Zdać sobie musisz sprawę, że ludzie są rożni, mają różne oczekiwania a "naiwniaki" to "towar" poszukiwany i cenny.
Dla wykorzystywacza sygnałem  ........ chyba pierwszym sygnałem jest brak w człowieku asertywności.

Postaram się zapamiętać smile

Dopisać muszę i idiota. Idiota sam w tę butelkę wlezie big_smile

18 497 Ostatnio edytowany przez Nowa nadzieja (2013-03-15 11:23:31)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Dziękuję na początek nowego dnia!

   

Żabka-k napisał/a:

Ani ja, ani żadna z nas za Ciebie Twojego życia nie przeżyje. Ani Ci go nie ułoży. Ani Ci w byciu odpowiedzialną i konsekwentną za swoje decyzje nie pomoże.

Wiem o tym. Chciałam tylko prosić o Waszą opinię na temat zachowania mojego j-m, bo macie doświadczenie i z niejedną męską manipulacją miałyście już do czynienia. A może podświadomie miałam nadzieję, że któraś stwierdzi: ' O, a może jednak twój jest inny? Może to nie karaluch?'. Nie wiem, czego oczekiwałam. Dziękuję za szczerość i Waszą mądrość. Jak zwykle mnie nie zawiodłyście.

   Usłyszałam już od kogoś sugestię, że on doskonale wie, jak mnie zmanipulować i co zrobić, żeby mnie złamać, ale nie chciałam wierzyć, bo to bliska mi osoba i na pewno do niego uprzedzona... Wam wierzę, bo oceniacie na podstawie swoich doświadczeń. A może też powinnam wziąć pod uwagę, że jesteście uprzedzone do trudnych facetów i uważacie, że jedynym wyjściem jest zakończyć związek? To ostatnie zdanie próbuje mi podsuwać moja podświadomość, ale jej nie wierzę, bo wielu z Was udało się wejść w zdrowe relacje, a to świadczy o tym, że prawda jest prosta: znacie to, przeżyłyście takie zwiążki, umiałyście z nich wyjść i zacząć od nowa. Dlatego polegam na Waszym doświadczeniu. Dlatego unikałam powrotu na forum, bo gdzieś w głębi duszy wiedziałam, co tu usłyszę. Bo ja też już wiem więcej niż wtedy, kiedy się tu pojawiłam. Ale nadal chciałabym wierzyć w bajki... Przecież on nie może beze mnie żyć, przecież zrobi dla mnie wszystko, przecież jestem jedyną kobietą jaką w życiu kochał! I tak bardzo chce się wierzyć, że to prawda... sad

18 498

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pani_zupa napisał/a:

ja to se czasem popłaczę, tak naprawdę, jako że jestem drama queen. ale sama, dla siebie i z głębokim postanowieniem, że z tym rykiem ucieka toksyna. To tak jak sobie wyobrażam przed pójściem do fryzjera, że wciskam we włosy złe emocje i ten fryzjer mi je strzyże. Serio, czary mary pomocne:)
Wiec te łzy to sobie wyobrażam jako trutkę w roztworze wodnym, że sobie wyleci.

zabka-k napisał/a:

A żesz rycz! smile
Choćbym nawet bardzo nie chciała, to przecież przyznaję, że czasem łza poleci.... Jesteś człowiekiem a ludzie mają uczucia i emocje smile

Tak mi się przypomniało.... Robię się strasznie szczera... Moja mam wszystko tłumiła w sobie. Była "dzielna". Nie znam mojej mamy... Pamiętam zapach... Rycz! Tłumione emocje wyzwalają choroby.

A ja jestem taka w cholerę twarda. Tłumię emocje, nie pokazuję słabości. Właśnie taka "dzielna". Zawsze musiałam być "ta dzielna", ta która się nie poddaje.

I tak jest właśnie w kontakcie z karaluchem. Dżizas, ileż on się naryczał, ile razy wywalił mi "ty nawet płakać nie umiesz, jesteś cyborg bez emocji, robot, zero uczuć".
A ja wychodziłam od niego i ledwo po schodach zeszłam i łzy jak grochy. Albo wsiadałam w samochód i w samotności wyłam.
Ile dni przeryczałam w domu. Nie poszłam do pracy, bo byłam rozbabrana jak budyń. A potem spotkanie z nim oko w oko i skała. Tak, taka byłam.


Wczoraj u psychologa usłyszałam, że jestem bardzo inteligentna ( jak on to stwierdził po 45 minutach poprzedniego spotkania ??), tylko zapominam z tego korzystać.
Że boję się wyrażać swoje opinie i mówić co myślę, bo zdaje mi się, że ktoś jest mądrzejszy ode mnie.
I przytakuję, godzę się, a tak naprawdę w środku się gotuje we mnie. Że potem się wściekam, ale raczej na siebie.

Nie wiem, za bardzo chyba jestem zamknięta w sobie?

18 499

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Nowa nadzieja napisał/a:

Dziękuję na początek nowego dnia!

Nowa Nadziejo - właśnie tego bym nie chciała, abyś w jakimkolwiek stopniu posługiwała się w podjęciu tak ważnej dla siebie samej decyzji naszymi radami. Żadna z nas nie jest Tobą. Jeśli decyzja nie będzie samodzielna i tylko Twoja własna podjęta na podstawie własnych przemyśleć - zawsze się później usprawiedliwisz, że powzięłaś ją na podstawie czyichś rad a nie własnych chęci i przekonań.

Twoje życie jest tylko Twoje.
Jesteś dorosła.
Decyzję podejmij własną i sama.

18 500

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
luluville napisał/a:

Nie wiem, za bardzo chyba jestem zamknięta w sobie?

Niechęć do płaczu w jego obecności bardziej mi się kojarzy z obawą przed wykorzystaniem Twoich emocji przeciwko Tobie. Być moze coś takiego miało już miejsce dawno, i dlatego nie chcesz dać się zranić. Stąd lód w kontakcie z nim, a kiedy schodzisz po schodach, i jesteś tylko ze sobą - rozlewasz się jak budyń? Pogdybaj - jak to może z Tobą być. Najbardziej zawsze ceni się swoje własne wnioski smile

Zamknięta? Może i "gruboskórna" - nie czuć i nie odczuwać, żeby nie zostać zranionym?

18 501 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-03-15 11:44:19)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

Grrrr!
Musiałam posiedzieć przy włączonym radio...
Ja Was bardzo, ale bardzo proszę...
LeMon - Napraw.
Taka kwintesencja ręki na czole - zatrzymaj moje myśli... Grrr!

Albo jestem przewrażliwiona, albo to psychopatyczny tekst....?
Czy się może któraś odnieść? Bo mnie rzuca!
Takie idiotyczne podsumowanie mojego, i mam wrażenie, że nie tylko mojego postępowania - w odpowiedzi....
Rzuca mnie od jakiegoś czasu, a jak znam życie to będzie hicior....

Powiem Ci, że ja się nigdy nie przysłuchiwałam tej piosence, była dla mnie głosowo atrakcyjna.
Przepraszam, że spytam, ale czy bohater że tak powiem to nie  leci trybem pasywno-agresywnym?
To jest piosenka propagująca co przepraszam? Hymn psychofaga.

18 502

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Nowa nadzieja napisał/a:

Dziękuję na początek nowego dnia!

   

Żabka-k napisał/a:

Ani ja, ani żadna z nas za Ciebie Twojego życia nie przeżyje. Ani Ci go nie ułoży. Ani Ci w byciu odpowiedzialną i konsekwentną za swoje decyzje nie pomoże.

Wiem o tym. Chciałam tylko prosić o Waszą opinię na temat zachowania mojego j-m, bo macie doświadczenie i z niejedną męską manipulacją miałyście już do czynienia. A może podświadomie miałam nadzieję, że któraś stwierdzi: ' O, a może jednak twój jest inny? Może to nie karaluch?'. Nie wiem, czego oczekiwałam. Dziękuję za szczerość i Waszą mądrość. Jak zwykle mnie nie zawiodłyście.

   Usłyszałam już od kogoś sugestię, że on doskonale wie, jak mnie zmanipulować i co zrobić, żeby mnie złamać, ale nie chciałam wierzyć, bo to bliska mi osoba i na pewno do niego uprzedzona... Wam wierzę, bo oceniacie na podstawie swoich doświadczeń. A może też powinnam wziąć pod uwagę, że jesteście uprzedzone do trudnych facetów i uważacie, że jedynym wyjściem jest zakończyć związek? To ostatnie zdanie próbuje mi podsuwać moja podświadomość, ale jej nie wierzę, bo wielu z Was udało się wejść w zdrowe relacje, a to świadczy o tym, że prawda jest prosta: znacie to, przeżyłyście takie zwiążki, umiałyście z nich wyjść i zacząć od nowa. Dlatego polegam na Waszym doświadczeniu. Dlatego unikałam powrotu na forum, bo gdzieś w głębi duszy wiedziałam, co tu usłyszę. Bo ja też już wiem więcej niż wtedy, kiedy się tu pojawiłam. Ale nadal chciałabym wierzyć w bajki... Przecież on nie może beze mnie żyć, przecież zrobi dla mnie wszystko, przecież jestem jedyną kobietą jaką w życiu kochał! I tak bardzo chce się wierzyć, że to prawda... sad

Na pewno jest pierdoła, bo nie wie co robi i co traci, ALE...

Powiem Ci tak. Cuda się zdarzają, ale te cuda to wysiłek gigantyczny dwóch stron. Ja ze swojego doświadczenia znam jeden cud - żadnego więcej. Mój ojciec. Mam heroska i jak po 15 latach udręki zorientowałą się w końcu, że coś trzeba ze sobą zrobić poszła na terapię, w domu zmieniło się wszystko, co nie było łatwe. I ojciec przestał pić. Walka nas wszystkich potem trwała jeszcze z lat 6, jak nie więcej - bo przecież tego nie da się tak od razu wyprostować. Zawsze myślałam, że to dzięki mamie. Owszem ona miała w tym duży swój wkład, ale on też gigantyczny - o czym zapominam myśleć - bo jednak dokonał tego wysiłku (i to bez terapii). Czyli da się. Ale w ilu wypadkach????? Ja przez to mam wiarę, że jak wytrwasz, to można i wcale mi nie pomaga, taki przykład cudownej mamy. Zapomniałam dodać i taty (to on chciał się zmienić).
Znam milion innych przypadków, gdzie się nie dało.

Sama widzisz, że karaluch Twój nic nie robi, by się zmienić, widzisz jak traktuje terapeutkę. Działania jego są pozorne. Nastawione na odzyskanie własnego narkotyku, czyli Ciebie. Sama musisz to ocenić, czy to o tę wielką miłość chodzi, czy o to co chcesz.

I ja polecę Ci jeszcze jedną lekturę. Jest tutaj ów wątek Panów o harlequinach - czyli nas, kobietach odchodzących, niekoniecznie zdradzających. To co pisze główny autor tego wątku mnie przeraża. On nie potrafi tego pojąć. Ja w głowie mam - dziweczyno, dobrze, że z tym facetem nie jesteś. On jest przekonany, że to co robi jest dobre, słuszne i że ją kocha. Czasem faceci mają zaburzony obraz rzeczywistości - Twój karaluch też (tak jak i Ty). Każdy żyje w swojej bajce.

18 503 Ostatnio edytowany przez Nowa nadzieja (2013-03-15 11:49:26)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Kochana Żabko-k, jak Ty się troszczysz o wszystkich, nawet o tak beznadziejny przypadek jak ja! To chyba też jakaś cecha KKZB tongue Jak widzisz udało Ci się mnie rozweselić, nawet w tak ciężkim dniu, za co też dziękuję.

   Ależ ja wiem, kochana, co masz na myśli! Ani mi w głowie kierować się Waszymi opiniami przy podejmowaniu decyzji; wiem, że muszę to zrobić sama. Po prostu chciałam usłyszeć trochę obiektywnej mądrości, o którą Was nieustannie posądzam. I szczerość- tego nie odmawiacie nikomu. Nie chcę słuchać rad, że powinnam tak czy inaczej postąpić. Ale każdy przykład z Waszego życia jest bezcenną wskazówką, bo pokazuje powtarzalność schematów i przypomina, że niektóre zachowania karaluchów to standard, a nie hymny o miłości na naszą cześć. Nic nie działa lepiej na pracę mojego mózgu niż opowieści o Wasyzch doświadczeniach. One pokazują mi, że nie jestem sama i dają nadzieję na lepsze jutro. A gdzie i z kim to 'jutro'- muszę zdecydować sama.

18 504

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Powiem Ci, że ja się nigdy nie przysłuchiwałam tej piosence, była dla mnie głosowo atrakcyjna.
Przepraszam, że spytam, ale czy bohater że tak powiem to nie  leci trybem pasywno-agresywnym?
To jest piosenka propagująca co przepraszam? Hymn psychofaga.

A wiesz, z czystej żywej ciekawości przejrzałam kilka ichnich tekstów.
Psychofag smile Romantyczny bohater z Dziadów wink Do tego jeszcze tragikomedia wink
Nie "bede" tego słuchać smile Ale będę się przyglądać cóż tam się w ich życiu nawyrabia wink

18 505

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
Happyfull napisał/a:

Moze nie psychopatyczny ale karaluszy tongue Nie kazdy karaluch to psychopata smile Moj byl karaluchem a psychopata nie byl tongue
Bo wiesz co karaluchom sprawia bol ? Myslenie !!! Bo na co oni mogliby wpasc jakby zaczeli w koncu myslec ?? big_smile

Muzyka mi się podoba, ale sam tekst totalnie nie....
Napraw mnie.... Bo sam bez Ciebie...

To nie jest psychopatyczne? Takie myślenie? A niech w cholerę każdego takiego! Nie wiem, na co mogliby wpaść przy taki toku myślenia Happy. Nie przy takim  rozumowaniu - ja uwieszania się już nie zniosę smile Dlatego mnie rzuca smile Jak mi ktoś powie, że mu się tekst podoba, to sorki wink Dla mnie to psychopata smile

Że mimo mych ran?
Ja bym mu pojechała, uuuuuu.
Lepiej chłopie nie śpiewaj takich rzeczy smile

18 506

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
hm... napisał/a:

Powiem Ci, że ja się nigdy nie przysłuchiwałam tej piosence, była dla mnie głosowo atrakcyjna.
Przepraszam, że spytam, ale czy bohater że tak powiem to nie  leci trybem pasywno-agresywnym?
To jest piosenka propagująca co przepraszam? Hymn psychofaga.

A wiesz, z czystej żywej ciekawości przejrzałam kilka ichnich tekstów.
Psychofag smile Romantyczny bohater z Dziadów wink Do tego jeszcze tragikomedia wink
Nie "bede" tego słuchać smile Ale będę się przyglądać cóż tam się w ich życiu nawyrabia wink

o tak, romantyczny bohater
romantyzm to shit- dla naszej codzienności, ba, dla naszej historii- mity romantyczne nieudanych powstań i przelewania krwi
a pozytywizm jest taki fajny
radosna praca organiczna i u podstaw, ku ładowi i spokojowi

patriota wampir, kochanica zemdlona bólem- never

uwielbiałam Dziady, wybieram jednak Lalkę smile

hehe

18 507

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Nowa nadzieja napisał/a:

Dziękuję na początek nowego dnia!

   

Żabka-k napisał/a:

Ani ja, ani żadna z nas za Ciebie Twojego życia nie przeżyje. Ani Ci go nie ułoży. Ani Ci w byciu odpowiedzialną i konsekwentną za swoje decyzje nie pomoże.

Wiem o tym. Chciałam tylko prosić o Waszą opinię na temat zachowania mojego j-m, bo macie doświadczenie i z niejedną męską manipulacją miałyście już do czynienia. A może podświadomie miałam nadzieję, że któraś stwierdzi: ' O, a może jednak twój jest inny? Może to nie karaluch?'. Nie wiem, czego oczekiwałam. Dziękuję za szczerość i Waszą mądrość. Jak zwykle mnie nie zawiodłyście.

   Usłyszałam już od kogoś sugestię, że on doskonale wie, jak mnie zmanipulować i co zrobić, żeby mnie złamać, ale nie chciałam wierzyć, bo to bliska mi osoba i na pewno do niego uprzedzona... Wam wierzę, bo oceniacie na podstawie swoich doświadczeń. A może też powinnam wziąć pod uwagę, że jesteście uprzedzone do trudnych facetów i uważacie, że jedynym wyjściem jest zakończyć związek? To ostatnie zdanie próbuje mi podsuwać moja podświadomość, ale jej nie wierzę, bo wielu z Was udało się wejść w zdrowe relacje, a to świadczy o tym, że prawda jest prosta: znacie to, przeżyłyście takie zwiążki, umiałyście z nich wyjść i zacząć od nowa. Dlatego polegam na Waszym doświadczeniu. Dlatego unikałam powrotu na forum, bo gdzieś w głębi duszy wiedziałam, co tu usłyszę. Bo ja też już wiem więcej niż wtedy, kiedy się tu pojawiłam. Ale nadal chciałabym wierzyć w bajki... Przecież on nie może beze mnie żyć, przecież zrobi dla mnie wszystko, przecież jestem jedyną kobietą jaką w życiu kochał! I tak bardzo chce się wierzyć, że to prawda... sad

Może i kocha cię nad życie, może i jesteś jedyną, którą kocha, ale co to dla ciebie znaczy ? i z czym się wiąże ?
Ta jego miłość właśnie Cię krzywdzi, niszczy. Nie pisałaś, że dobrze Ci z tym jego kochaniem. To brzmi jakby osoba, która nas kocha, krzywdzić nie mogła. MOże, bo kochanie ma spaczone, lub wie, że przez okazywanie takich zachowań zrobi na nas wrażenie. To jedyna ich szansa na przywłaszczenie nas od nowa, na uleganie i zapadanie się w JEGO uczuciach i życiu. Powiedz czego Ty chcesz. Odpowiedz sobie sama ta pytanie czego chcesz, bez brania pod uwagę zdarzenie się "cudu".
Pisałam już wiele razy, ale raz jeszcze powtórzę, ja męża już znać nie chciałam a on poprawę przysięgał klęcząc i płacząc. Słowa były wzniosłe : już nigdy, mam nauczkę na całe życie, dzieci się ucieszą jak będziemy razem, ona (kochanka) chamka bez kultury, nas więcej łączy jak dzieli i wiesz, nie miało dla mnie znaczenia co ON CZUJE, liczyły się tylko MOJE UCZUCIA. Już byłam "trzeźwa"  i z obrzydzeniem go słuchałam. Nie roztrząsałam czy szczerze prawi, bo wiedziałam, że nie zna szczerości. Ok. gdyby umiał kochać i szczerze mówił to też już bym się bała, bo skosztowałam jak postrzega miłość i związek. Bolało wiele razy.....

18 508

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zofia282 napisał/a:
Nowa nadzieja napisał/a:

Dziękuję na początek nowego dnia!

   

Żabka-k napisał/a:

Ani ja, ani żadna z nas za Ciebie Twojego życia nie przeżyje. Ani Ci go nie ułoży. Ani Ci w byciu odpowiedzialną i konsekwentną za swoje decyzje nie pomoże.

Wiem o tym. Chciałam tylko prosić o Waszą opinię na temat zachowania mojego j-m, bo macie doświadczenie i z niejedną męską manipulacją miałyście już do czynienia. A może podświadomie miałam nadzieję, że któraś stwierdzi: ' O, a może jednak twój jest inny? Może to nie karaluch?'. Nie wiem, czego oczekiwałam. Dziękuję za szczerość i Waszą mądrość. Jak zwykle mnie nie zawiodłyście.

   Usłyszałam już od kogoś sugestię, że on doskonale wie, jak mnie zmanipulować i co zrobić, żeby mnie złamać, ale nie chciałam wierzyć, bo to bliska mi osoba i na pewno do niego uprzedzona... Wam wierzę, bo oceniacie na podstawie swoich doświadczeń. A może też powinnam wziąć pod uwagę, że jesteście uprzedzone do trudnych facetów i uważacie, że jedynym wyjściem jest zakończyć związek? To ostatnie zdanie próbuje mi podsuwać moja podświadomość, ale jej nie wierzę, bo wielu z Was udało się wejść w zdrowe relacje, a to świadczy o tym, że prawda jest prosta: znacie to, przeżyłyście takie zwiążki, umiałyście z nich wyjść i zacząć od nowa. Dlatego polegam na Waszym doświadczeniu. Dlatego unikałam powrotu na forum, bo gdzieś w głębi duszy wiedziałam, co tu usłyszę. Bo ja też już wiem więcej niż wtedy, kiedy się tu pojawiłam. Ale nadal chciałabym wierzyć w bajki... Przecież on nie może beze mnie żyć, przecież zrobi dla mnie wszystko, przecież jestem jedyną kobietą jaką w życiu kochał! I tak bardzo chce się wierzyć, że to prawda... sad

Może i kocha cię nad życie, może i jesteś jedyną, którą kocha, ale co to dla ciebie znaczy ? i z czym się wiąże ?
Ta jego miłość właśnie Cię krzywdzi, niszczy. Nie pisałaś, że dobrze Ci z tym jego kochaniem. To brzmi jakby osoba, która nas kocha, krzywdzić nie mogła. MOże, bo kochanie ma spaczone, lub wie, że przez okazywanie takich zachowań zrobi na nas wrażenie. To jedyna ich szansa na przywłaszczenie nas od nowa, na uleganie i zapadanie się w JEGO uczuciach i życiu. Powiedz czego Ty chcesz. Odpowiedz sobie sama ta pytanie czego chcesz, bez brania pod uwagę zdarzenie się "cudu".
Pisałam już wiele razy, ale raz jeszcze powtórzę, ja męża już znać nie chciałam a on poprawę przysięgał klęcząc i płacząc. Słowa były wzniosłe : już nigdy, mam nauczkę na całe życie, dzieci się ucieszą jak będziemy razem, ona (kochanka) chamka bez kultury, nas więcej łączy jak dzieli i wiesz, nie miało dla mnie znaczenia co ON CZUJE, liczyły się tylko MOJE UCZUCIA. Już byłam "trzeźwa"  i z obrzydzeniem go słuchałam. Nie roztrząsałam czy szczerze prawi, bo wiedziałam, że nie zna szczerości. Ok. gdyby umiał kochać i szczerze mówił to też już bym się bała, bo skosztowałam jak postrzega miłość i związek. Bolało wiele razy.....

wieszam w ramce na ścianie

18 509

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Nowa nadzieja napisał/a:

Kochana Żabko-k, jak Ty się troszczysz o wszystkich, nawet o tak beznadziejny przypadek jak ja! To chyba też jakaś cecha KKZB tongue Jak widzisz udało Ci się mnie rozweselić, nawet w tak ciężkim dniu, za co też dziękuję.

   Ależ ja wiem, kochana, co masz na myśli! Ani mi w głowie kierować się Waszymi opiniami przy podejmowaniu decyzji; wiem, że muszę to zrobić sama. Po prostu chciałam usłyszeć trochę obiektywnej mądrości, o którą Was nieustannie posądzam. I szczerość- tego nie odmawiacie nikomu. Nie chcę słuchać rad, że powinnam tak czy inaczej postąpić. Ale każdy przykład z Waszego życia jest bezcenną wskazówką, bo pokazuje powtarzalność schematów i przypomina, że niektóre zachowania karaluchów to standard, a nie hymny o miłości na naszą cześć. Nic nie działa lepiej na pracę mojego mózgu niż opowieści o Wasyzch doświadczeniach. One pokazują mi, że nie jestem sama i dają nadzieję na lepsze jutro. A gdzie i z kim to 'jutro'- muszę zdecydować sama.

Nie chcąc powiedzieć, co bym zrobiła na Twoim miejscu - bardziej zatroszczyłam się o siebie smile
Każda z nas jest inna i jest sobą. Cieszę się, że mnie zrozumiałaś. Ja się takich pytań obawiam. Bo na takie pytania odpowie właśnie KKZB wink Jak z tym domem....

Tak, troska jest to jedna z głownych cech KKZB. Ale już nie cechą KKZB jest chęć poznania różnych mechanizmów i sytuacji, w których nie miałam dotąd okazji wystąpić w roli głównej, ale których pewnie napewno wolałabym uniknąć. Tudzież co najwyżej się potknąć a nie wpaść do "oba ucha". Za to główną cechą DDA jest spłycanie relacji i lęk przed bliskością. A więc raczej chyba relacji - różnych - się uczę, a przyglądam się każdej z nas, żeby wiedzieć po prostu więcej smile Nauczyć się, że należy reagować, niekoniecznie histerycznie, ale reagować. A żeby reagować, muszę najpierw poczuć smile

18 510

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
hm... napisał/a:

Że mimo mych ran?
Ja bym mu pojechała, uuuuuu.
Lepiej chłopie nie śpiewaj takich rzeczy smile

Znaczy się przechodzimy na wersję instrumentalną wink

18 511

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pani_zupa napisał/a:

uwielbiałam Dziady, wybieram jednak Lalkę smile

hehe

No - i z racji tego że się nam polscy twórcy wtedy zasiedzieli na przemian w Krakowie i Zakopcu - to jeszcze dwudziestolecie wink
Pamiętacie Magdalenę Samozwaniec? Uwielbiam jej Marię i Magdalenę smile

18 512

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
pani_zupa napisał/a:

uwielbiałam Dziady, wybieram jednak Lalkę smile

hehe

No - i z racji tego że się nam polscy twórcy wtedy zasiedzieli na przemian w Krakowie i Zakopcu - to jeszcze dwudziestolecie wink
Pamiętacie Magdalenę Samozwaniec? Uwielbiam jej Marię i Magdalenę smile

no pewnie, mocno ją czytałam:)
dwudziestolecie ma w sobie jakieś takie fajne zepsucie, rozkoszne ale bez piedestałów i strupów od ran

18 513

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:
luluville napisał/a:

Nie wiem, za bardzo chyba jestem zamknięta w sobie?

Niechęć do płaczu w jego obecności bardziej mi się kojarzy z obawą przed wykorzystaniem Twoich emocji przeciwko Tobie. Być moze coś takiego miało już miejsce dawno, i dlatego nie chcesz dać się zranić. Stąd lód w kontakcie z nim, a kiedy schodzisz po schodach, i jesteś tylko ze sobą - rozlewasz się jak budyń? Pogdybaj - jak to może z Tobą być. Najbardziej zawsze ceni się swoje własne wnioski smile

Zamknięta? Może i "gruboskórna" - nie czuć i nie odczuwać, żeby nie zostać zranionym?

Że Twoja sytuacja jest bardzo podobna do mojej, i wiek Pana również, i ta różnica i sposób życia. To ja potrafię zrozumieć, dlaczego jesteś zamknięta przed nim. To wszystko nastawione jest na zdobycie - tkwienie w schemacie uzależnienie. Odsłonięcie się przed nim, mogłoby spowodować, że on Cię zgniecie, odrzuci od razu, że bardzo będzie boleć. A Ty taka idealna, niehisteryczna, niemarudna, niewybuchowa... przecież mężczyźni tego nie lubią. Wszędzie się pisze, że chcą uśmiechniętej, zadwolonej z siebie, nienarzekającej smile ale jak Ci  sie dzieje krzywda, musisz mówić - dzieje mi się krzywda.

Ja osobiście nie boję się odrzucenia już, nawet tego, że wyjdzie i powie, że nie chce patrzeć jak cierpię, albo że to nie jest normalne, że cierpię. Mam nad nim przewagę, że umiem czuć, że ułoże sobie życie, że on nie jest moim powietrzem. Mnie jeszcze czeka z nim rozmowa. I chcę się odsłonić całkowicie.
Ja też usłyszałam, że o uczuciach nie mówiłam nic. Mnie się wydawało, że je okazuję. Nie chciałam mówić, bo bałam się zranienia. Czułam, że on moje uczucia może odrzucić.

Wiem, że reguły mówią, by udawać, że się czuje dobrze, by nie okazywać uczuć, smutku. Ale to wtedy, gdy było odwrotnie. Ty je wszystkie przecież stosowałaś. Jeśli chcesz poćwiczyć, masz taką potrzebę, to mu je okaż, co Cię to obchodzi, co zrobi, co pomyśli, przecież z nim nie będzisz. On się Tobą bawił, badał Twoją wytrzymałość i granice, zadawał ból i czekał aż pękniesz. Wynieś coś z tego niezwiązku dla siebie i poćwicz na nim okazywanie emocji. Warto umieć być słabą przed innymi, a nie tylko w poduszkę. Ja się tego też staram uczyć.

18 514

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pani_zupa napisał/a:

dwudziestolecie ma w sobie jakieś takie fajne zepsucie, rozkoszne ale bez piedestałów i strupów od ran

I wydaje się, że mieli dość swobodne podejście do samych siebie i sporo autoironii smile
Czyli zaczynamy tematy lekkie, sprowokowane zaczynającym się weekendem wink A tu wieje tak, że po prostu nosa nie zamierzam wyściubić nawet na moment smile W drodze do pracy miałam wrażenie, że jak by zawiało trochę mocniej, to by mi makijaż zdarło z twarzy w jednym kawałku łącznie z rzęsami wink

18 515

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
zabka-k napisał/a:

Za to główną cechą DDA jest spłycanie relacji i lęk przed bliskością. A więc raczej chyba relacji - różnych - się uczę, a przyglądam się każdej z nas, żeby wiedzieć po prostu więcej smile Nauczyć się, że należy reagować, niekoniecznie histerycznie, ale reagować. A żeby reagować, muszę najpierw poczuć smile

To najtrudniejsze dla mnie. Od dawna obiecuję sobie, że w ogóle w tym exniezwiązku chociaż zrobię tyle dla siebie, że przestane grać, udawać, że się otworzę. I zawsze lipa. Choć wiele z bliskości się już nauczyłam. Zaczęłam stosować takie najprostrsze reguły w relacjach i to działa.

Jak jest Ci źle, a bliska osoba pyta co jest grane lub znajdujesz się w sytuacji, że musisz grać. Po prostu powiedz "jest mi źle" i nic więcej, możesz dodać, że nie potrafisz/nie chcesz o tym rozmawiać. Tak można nawet w pracy z tymi, co jest się blisko. Chodzi o komunikat. To jest właśnie bliskość. Choć wydaje się dziwna. I naucz się szacunku do uczuć innych, że jak ktoś mówi, że mu źle, albo to widzisz, to nie właź mu na głowę, nie ratuj, nie bierz zaraz na siebie jego złego samopoczucie, dzieląc go z nim. Uszanuj to. On ma prawo do swoich własnych uczuć i też tego "źle". I jak ktoś nie współodczuwa Twojego doła, to nie znaczy że brak mu empatii.

Rada dla mam. Dla dzieci na siłe chcemy być zawsze twardzi, silni, weseli, uśmiechnięci. Czego ich uczymy.... poczytajcie tutaj smile Ja jakiś czas temu odkryłam, że moja mama ma uczucia, emocje, że jest też słaba (po 30 latach!?). Wiecie jaki to był szok. A z drugiej strony, jakie wzruszenie. Moja mama, jak ja jest człowiekiem. Jak bardzo nas to zbliżyło. I czasem lepiej powiedzieć dziecku - "mama jest smutna" (bo przeciez ono widzi, co się dzieje, widzi, że ma powody) i się przytulić, niż mówić, że nic i pokazywać mu jak bardzo się jest twardym. Tak nauczymy dziecko okazywać emocje - też te niezawsze przyjemne. A tak dziecko się nauczy, że nawet jak dzieje się najwięsza mu krzywda, nie powinien wyrazić emocji (w końcu jego mama ich nie miała, choćby się waliło i paliło - mówiła że wszystko dobrze).

18 516

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

W kwestii dzieci, to chyba najbardziej chcę to właśnie "wdrażać". Staram się smile
Wiesz Raki, ja spaprałam mojej starszej psychikę przez to bycie wiecznie na topie z uśmiechem na twarzy. Ale równie dobrze mi idzie teraz - niestety - zbytnie "tłumaczenie" i "pozwalanie". Uczę się postępowania tak gdzieś pośrodku, bez odjeżdżania w skrajności z tytułu, że niby "przepraszam, będę już teraz inna". O żesz raju, ciężkie to smile Ale jak mi jest cudnie, jak Niuńka za te starania moje rewanżuje się - przytuleniem smile Zarówno wtedy, kiedy mama jest zmęczona, jak i wtedy kiedy mama coś specjalnie dla niej ugotuje smile

A perfidnie  - to okazywanie swojego stanu ducha lepiej mi wychodzi w tym moim "niezwiązku" - pewnie dlatego, że mi nie zależy. A na dzieciakach i ich przyszłości - oczywiście bardzo i pewnie czasem "za bardzo". Wiesz - i jakoś tak dlatego zwróciłam uwagę, na to co piszesz, bo wydawało mi się, że masz jednocześnie dużo na głowie - zmiana miejsca, szukanie pracy i związek. Ja za to z jednej strony uczę się nie dać sobą rzucać po ścianach i nie "klękać" przed dawnym ideałem, z drugiej zachowywać się tak jak każdy zdrowo postępujący człowiek, szanujący siebie i nie bojący się swoich uczuć i emocji. Mnie, przyznaję, jest czasem ciężko to pogodzić, na szczęście nie tłuką mi się już myśli po głowie, nie biegają stada słoni wink

Wspomniałaś o pracy, o empatii... Akurat nie chciałam nigdy wcześniej żeby nawet ktoś zauważył, że mam doła, gdzie - ja taka perfekcyjna? Coś Ty, jakie współodczuwanie ze mną mojego doła? Czy kiedyś ktoś takowego zauważył, albo inaczej - pozwoliłam się kiedykolwiek komuś zorientować, że go mam? W pracy? Nie.
Oczywiście zarzuty moje o brak empatii stosowałam wobec jm. Ale ten to za to nawet trupa by nie zauważył pogrążony w swoim świecie wink
Znowu ta moja rozbieżność... Inne kryteria dla "obcych", inne dla bliskich...
Taaa - weekend, jak nic wink Będzie o czym pomyśleć smile

18 517

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Nowa nadzieja napisał/a:

A może podświadomie miałam nadzieję, że któraś stwierdzi: ' O, a może jednak twój jest inny? Może to nie karaluch?'. (

Pisalysmy kiedys o wyborze nickow. Nowa nadzieja to nadzieja na co ?

18 518

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:
zabka-k napisał/a:
luluville napisał/a:

Nie wiem, za bardzo chyba jestem zamknięta w sobie?

Niechęć do płaczu w jego obecności bardziej mi się kojarzy z obawą przed wykorzystaniem Twoich emocji przeciwko Tobie. Być moze coś takiego miało już miejsce dawno, i dlatego nie chcesz dać się zranić. Stąd lód w kontakcie z nim, a kiedy schodzisz po schodach, i jesteś tylko ze sobą - rozlewasz się jak budyń? Pogdybaj - jak to może z Tobą być. Najbardziej zawsze ceni się swoje własne wnioski smile

Zamknięta? Może i "gruboskórna" - nie czuć i nie odczuwać, żeby nie zostać zranionym?

Że Twoja sytuacja jest bardzo podobna do mojej, i wiek Pana również, i ta różnica i sposób życia. To ja potrafię zrozumieć, dlaczego jesteś zamknięta przed nim. To wszystko nastawione jest na zdobycie - tkwienie w schemacie uzależnienie. Odsłonięcie się przed nim, mogłoby spowodować, że on Cię zgniecie, odrzuci od razu, że bardzo będzie boleć. A Ty taka idealna, niehisteryczna, niemarudna, niewybuchowa... przecież mężczyźni tego nie lubią. Wszędzie się pisze, że chcą uśmiechniętej, zadwolonej z siebie, nienarzekającej smile ale jak Ci  sie dzieje krzywda, musisz mówić - dzieje mi się krzywda.

Ja osobiście nie boję się odrzucenia już, nawet tego, że wyjdzie i powie, że nie chce patrzeć jak cierpię, albo że to nie jest normalne, że cierpię. Mam nad nim przewagę, że umiem czuć, że ułoże sobie życie, że on nie jest moim powietrzem. Mnie jeszcze czeka z nim rozmowa. I chcę się odsłonić całkowicie.
Ja też usłyszałam, że o uczuciach nie mówiłam nic. Mnie się wydawało, że je okazuję. Nie chciałam mówić, bo bałam się zranienia. Czułam, że on moje uczucia może odrzucić.

Wiem, że reguły mówią, by udawać, że się czuje dobrze, by nie okazywać uczuć, smutku. Ale to wtedy, gdy było odwrotnie. Ty je wszystkie przecież stosowałaś. Jeśli chcesz poćwiczyć, masz taką potrzebę, to mu je okaż, co Cię to obchodzi, co zrobi, co pomyśli, przecież z nim nie będzisz. On się Tobą bawił, badał Twoją wytrzymałość i granice, zadawał ból i czekał aż pękniesz. Wynieś coś z tego niezwiązku dla siebie i poćwicz na nim okazywanie emocji. Warto umieć być słabą przed innymi, a nie tylko w poduszkę. Ja się tego też staram uczyć.

Wiem, że nasza bezradność, smutek rajcuje innych. Upajają się naszym upadkiem. Obojętność jest lekiem na całe zło tongue . Pani_zupa pisała kilka postów wyżej  a ja się z nią zgodziłam : "na karalucha chłodnia emocjonalna działa jak Raid w sprayu" smile
Widzę jak nie umie sobie poradzić z moją obojętnością i chłodem, jak chwilami się gubi.

18 519

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
luluville napisał/a:

A ja jestem taka w cholerę twarda. Tłumię emocje, nie pokazuję słabości. Właśnie taka "dzielna". Zawsze musiałam być "ta dzielna", ta która się nie poddaje.
Wczoraj u psychologa usłyszałam, że jestem bardzo inteligentna ( jak on to stwierdził po 45 minutach poprzedniego spotkania ??), tylko zapominam z tego korzystać.
Że boję się wyrażać swoje opinie i mówić co myślę, bo zdaje mi się, że ktoś jest mądrzejszy ode mnie.

Sila i inteligencja u KKZB. Juz kiedys pzeprowadzilam tutaj rewolucje slowna smile
Nasza sila teraz to nasza madrosc !!! Wczesniej nie bylysmy silne tylko bylysmy silaczkami !!! Potrafilysmy udzwignac wszystko w imie "milosci" tongue
Kazda z nas jest inteligentna. Ja tez na pierwszym spotkaniu u Mr. Julian tez uslyszalam, ze jestem inteligentna kobieta smile
Co nie znaczy madra tongue
A co Pani Zupa ma w sygnaturce - az mi sie cieplej na duchu zrobilo, jak to przeczytalam smile
Nie wiem skad wybor tej sygnaturki?
"Jestem inteligentna. Dopiero staję się mądra." Tak nasza inteligencja to nie madrosc tongue Nasza madrosc jest/bedzie nasza sila !!!
Silne to tylko bylysmy dla ludzi sad Ja w moim pierwszym poscie napisalam, ze bylam kobieta w masce !!!

18 520

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
raki napisał/a:
zabka-k napisał/a:
luluville napisał/a:

Nie wiem, za bardzo chyba jestem zamknięta w sobie?

Niechęć do płaczu w jego obecności bardziej mi się kojarzy z obawą przed wykorzystaniem Twoich emocji przeciwko Tobie. Być moze coś takiego miało już miejsce dawno, i dlatego nie chcesz dać się zranić. Stąd lód w kontakcie z nim, a kiedy schodzisz po schodach, i jesteś tylko ze sobą - rozlewasz się jak budyń? Pogdybaj - jak to może z Tobą być. Najbardziej zawsze ceni się swoje własne wnioski smile

Zamknięta? Może i "gruboskórna" - nie czuć i nie odczuwać, żeby nie zostać zranionym?

Że Twoja sytuacja jest bardzo podobna do mojej, i wiek Pana również, i ta różnica i sposób życia. To ja potrafię zrozumieć, dlaczego jesteś zamknięta przed nim. To wszystko nastawione jest na zdobycie - tkwienie w schemacie uzależnienie. Odsłonięcie się przed nim, mogłoby spowodować, że on Cię zgniecie, odrzuci od razu, że bardzo będzie boleć. A Ty taka idealna, niehisteryczna, niemarudna, niewybuchowa... przecież mężczyźni tego nie lubią. Wszędzie się pisze, że chcą uśmiechniętej, zadwolonej z siebie, nienarzekającej smile ale jak Ci  sie dzieje krzywda, musisz mówić - dzieje mi się krzywda.

Ja osobiście nie boję się odrzucenia już, nawet tego, że wyjdzie i powie, że nie chce patrzeć jak cierpię, albo że to nie jest normalne, że cierpię. Mam nad nim przewagę, że umiem czuć, że ułoże sobie życie, że on nie jest moim powietrzem. Mnie jeszcze czeka z nim rozmowa. I chcę się odsłonić całkowicie.
Ja też usłyszałam, że o uczuciach nie mówiłam nic. Mnie się wydawało, że je okazuję. Nie chciałam mówić, bo bałam się zranienia. Czułam, że on moje uczucia może odrzucić.

Wiem, że reguły mówią, by udawać, że się czuje dobrze, by nie okazywać uczuć, smutku. Ale to wtedy, gdy było odwrotnie. Ty je wszystkie przecież stosowałaś. Jeśli chcesz poćwiczyć, masz taką potrzebę, to mu je okaż, co Cię to obchodzi, co zrobi, co pomyśli, przecież z nim nie będzisz. On się Tobą bawił, badał Twoją wytrzymałość i granice, zadawał ból i czekał aż pękniesz. Wynieś coś z tego niezwiązku dla siebie i poćwicz na nim okazywanie emocji. Warto umieć być słabą przed innymi, a nie tylko w poduszkę. Ja się tego też staram uczyć.

wiesz, ja 8 lat okazywałam radość, smutek, gniew, podniecenie, ciekawość, zadumę- byłam sobą. Nic nie udawałam, oddałam swoje podbrzusze jak nieświadomy zagrożenia kotek. Całej jego rodzinie- są ludzie, którym tego oddawać zwyczajnie nie wolno. Którzy patrzą zimnym wzrokiem i w lukrowanych słowach dają ci w pysk, im bardziej pokazujesz, że ci zależy na "rozwiązaniu, wyjaśnieniu". Nie wiem, pokazywanie uczuć to może recepta dla mojego partnera, może on idąc po schodach płacze. Nie wiem tego, już się nie zastanawiam, jego to płacz lub niepłacz, nie wiem, nie komunikuje. wiem, że w tej relacji ja już mogę tylko pokazać w zwolnionych ruchach odwłok, nie brzuszek. To ratuje mnie. Nie oznacza, ze taka sie staję, nie- nadal paplam z przyjaciółką, płaczę przy tych, którzy wiedzą co to płacz, kłócę się, potrafie przeprosić. Ale w tej relacji czas listów, przemów, okazywania jak się czuję minął. Walisz głową w mur i w murze dziura, walisz głową w kauczuk z NASA- masz poranione ciało. dosłownie. Odrzucenia się nie boję, bo zamrażarka mnie zamroziła jak jagnięcy udziec zapomniany od świąt w 39 roku
Pisze to z mojej perspektywy, tej, która okazywała uczucia po kokardkę, rozumiem, że u każdego wygląda to inaczej.
U mnie ów chłód jest właśnie doskonałym ćwiczeniem na nagrobku tego co mam.

18 521

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pani_zupa napisał/a:

o tak, romantyczny bohater
romantyzm to shit- dla naszej codzienności, ba, dla naszej historii- mity romantyczne nieudanych powstań i przelewania krwi
a pozytywizm jest taki fajny
radosna praca organiczna i u podstaw, ku ładowi i spokojowi
patriota wampir, kochanica zemdlona bólem- never
uwielbiałam Dziady, wybieram jednak Lalkę smile
hehe

A ja uwielbiam Fredre smile
Kilka cytatow:

Że nikt ci nie po­wie, żeś głupi, przez to mądrym nie jesteś

Nie ma większej ra­dości dla głupiego, jak zna­leźć głup­sze­go od siebie

Przy­jaciół kocha­my dla ich wad, bo lu­bimy, gdy ktoś też ma wady

Nie ludzie na­mi rządzą, lecz włas­ne słabości

Nie pchaj rze­ki, sa­ma płynie

Jeśli nie chcesz mo­jej zguby, kro­kody­la daj mi luby smile

18 522

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
luluville napisał/a:

A ja jestem taka w cholerę twarda. Tłumię emocje, nie pokazuję słabości. Właśnie taka "dzielna". Zawsze musiałam być "ta dzielna", ta która się nie poddaje.
Wczoraj u psychologa usłyszałam, że jestem bardzo inteligentna ( jak on to stwierdził po 45 minutach poprzedniego spotkania ??), tylko zapominam z tego korzystać.
Że boję się wyrażać swoje opinie i mówić co myślę, bo zdaje mi się, że ktoś jest mądrzejszy ode mnie.

Sila i inteligencja u KKZB. Juz kiedys pzeprowadzilam tutaj rewolucje slowna smile
Nasza sila teraz to nasza madrosc !!! Wczesniej nie bylysmy silne tylko bylysmy silaczkami !!! Potrafilysmy udzwignac wszystko w imie "milosci" tongue
Kazda z nas jest inteligentna. Ja tez na pierwszym spotkaniu u Mr. Julian tez uslyszalam, ze jestem inteligentna kobieta smile
Co nie znaczy madra tongue
A co Pani Zupa ma w sygnaturce - az mi sie cieplej na duchu zrobilo, jak to przeczytalam smile
Nie wiem skad wybor tej sygnaturki?
"Jestem inteligentna. Dopiero staję się mądra." Tak nasza inteligencja to nie madrosc tongue Nasza madrosc jest/bedzie nasza sila !!!
Silne to tylko bylysmy dla ludzi sad Ja w moim pierwszym poscie napisalam, ze bylam kobieta w masce !!!

a, to mi powiedziała moja terapeutka cudowna: Ale pani jest inteligentna, chyba najbardziej z ostatnio poznanych osób. Ale głupia to pani jest skrajnie. Proszę więcej czytać.

wtedy zrozumiałam, że dobrze trafiłam

18 523

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
pani_zupa napisał/a:

a, to mi powiedziała moja terapeutka cudowna: Ale pani jest inteligentna, chyba najbardziej z ostatnio poznanych osób. Ale głupia to pani jest skrajnie. Proszę więcej czytać.

wtedy zrozumiałam, że dobrze trafiłam

Ja dostalam do przeczytania Idiote Dostojewskiego smile Polecam !!!

18 524

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo
Happyfull napisał/a:
pani_zupa napisał/a:

a, to mi powiedziała moja terapeutka cudowna: Ale pani jest inteligentna, chyba najbardziej z ostatnio poznanych osób. Ale głupia to pani jest skrajnie. Proszę więcej czytać.

wtedy zrozumiałam, że dobrze trafiłam

Ja dostalam do przeczytania Idiote Dostojewskiego smile Polecam !!!

Koniecznie smile

a ja polecam na relaks "Wszystkie rodziny są nienormalne". Powieść, gdzie autentycznie każdy jest po...ny. Matka uzależniona od netu, bezręka córka leci w kosmos, syn ma raka i kradnie. Serio, brzmi dziwnie ale to doskonała zabawa.

18 525 Ostatnio edytowany przez raki (2013-03-15 15:13:28)

Odp: Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

To teraz rzecz najważniejsza i najtrudniejsza - odpiszę zabce-k. I odpiszę coś dla mnie ważne. Tak mnie to w metrze naszło, a potem na ulicy w słońcu. Dziś jest bardzo ciepło smile

zabka-k napisał/a:

Raki, może powściągnij konie swego umysłu, co? wink
W fazie ewolucji jesteś smile Spokojnie, spokojnie smile

Toć to zadanie od terapeuty. Nie jest pozbawione sensu, przeczytasz poniżej.

zabka-k napisał/a:

Kupę mięsa zaliczyłam, niejednokrotnie, To jest to, do czego przyznawać się jest mi trudno. Przeszłam wszelkie etapy dochodzenia do siebie. Z alkoholem włącznie. Do paru innych rzeczy także się nie chcę przyznać.

Ale wstajesz. A wiesz co? Sztuką też jest upaść, potem ewoluować. Pomyśl, że niektórzy tak kurczowo trzymają się powierzchni, że tylko mogą się na niej ślizgać. Oni nie mają szans na wyjście, na zmianę, na czucie i milion innych rzeczy.

zabka-k napisał/a:

Zacznę od syfu. smile
Z jednej strony - tak - Happy ma rację. Ewidentnie. Takie sytuacje, zdarzenia, należy traktować jak totalny syf. Dogłębny. Bo jak jest dogłębny syf, to przychodzi świadomość, że nic gorszego nie ma prawa już się więcej w życiu zdarzyć. Że nie pozwolisz na to!!!! Nie Ty - świadoma, inteligentna dziewczyna! Bo wiesz, że potrafiłaś i umiesz, tak jak kiedyś, znaleźć w sobie siłę, by z syfu się wygrzebać!
Z drugiej - to nie syf, bo "drzewiej" było gorzej. Nie doszłaś już do tego stadium, nie. Życie, jeśli nawet nie uważasz że Ty sama, nie pozwoliło dojść do tego totalnego syfu. Więc czemu ciężko, ciężej niż poprzednio? Bo dobrze wiedziałaś, bo widziałaś wiele, bo byłaś świadoma - i pofrunęłaś - wyyyyysoko! I spadłaś. .... Nie mam czasu na upadki. Potknięcia mają prawo mi się zdarzyć, bo ideałem nie jestem - ale jestem mądra i inteligentna i mam intuicję i MAM DO CHOLERY JEJ UFAĆ! Bo ona mnie nie zraniła smile

Wiedziałam, wiem, jestem świadoma. Widziałam od pierwszej sekundy. W trzeciej godzinie powiedziałam jego przyjacielowi (który na drugi dzień już nie był jego przyjacielem...a taka wielka przyjaźń CZERWONE ŚWIATŁO), jaki on dokładnie jest - nie myliłam się. No trochę może tak. Dlatego też, że wiedziałam, ani on nie jest aż tak toksyczny (toksyczny jest, nie oszukujmy się), ani ja sobie jednak na przekroczenie pewnych granic nie pozwolę. Może bardziej się powinnam właśnie na tym skupić, co wiem o sobie.
Ale w życiu może być gorzej. Głupotą jest wiara, że od teraz to już do końca życia będzie sielanka. Zycie to szczęście przeplatane bólem. A może daj sobie czas na upadanie - upadanie, nie tkwienie latami w czymś takim. Relacja zawsze jest ryzykiem - powinnam to zaakceptować, nawet jak facet będzie nie-toksyk, może braknąć miłości, porozumienie i takich tam różnych. Jak wyrażam uczucia przed kimś i przed sobą - pozwalasz sobie na nie, nie będziesz w czymś takim uwięziona długo - nie będzie tego przetrwania na siłę, a czysta i jasna sytuacja, że jest Ci źle, a tak nawet nie wiesz.

zabka-k napisał/a:

Pamiętam, jak uczepiłam się jego ręki, ... Tak, bo wyreżyserowany plan się powiódł. ...

Jak wszystko może być udawanie piękne. A gdzie bycie sobą? Tylko żeby jeszcze wiedzieć, jakim się jest naturalnie, skoro w sumie wszędzie to jest gra, a sam-na-sam odreagowywanie tej gry.


zabka-k napisał/a:

Ja też mam problem z pracą, pisałam.... Robię bo muszę, po najmniejszej linii oporu, Raki - a tak szczerze... Jesteś DDA - po poprzedniej terapii doskonale wiesz, że w pracy jesteś nad wyraz ceniona. I że - wprost - nie masz grama asertywności, ambicje zawodowe masz ponad miarę, jesteś samowystarczalna, każde potknięcie w pracy wyzwalało dotąd niesamowite pokłady energii by jednak z niego silę do wybrnięcia.... Brak życia prywatnego przekuwamy w sukcesy zawodowe, ta namiastka spełnienia daje nam szczęście. Tak? Zbiegło się - Twoje ambicje i Twoje życie osobiste. Szczerze? Po najmniejszej linii oporu też jestem ceniona smile Wiem, ja to mówię po pół roku. Ja zainwestowałam już w każdej pracy tyle.... Czas zbierać żniwa... wink Ja wiem co jestem warta i moi przełożeni także smile Ile jestem warta, ja i moja wiedza, wie też właściciel smile Mogą zrezygnować, ich sprawa, bo w życiu zawodowym nie ma KONWENANSÓW, jest interes. Tylko i wyłącznie. Ja umiem zacząć od sprzedawania marchewki, nawet teraz - z trójką dzieci. Wiem, ja już mam za sobą pól roku smile Ty też będziesz miała smile

Jestem rewelacyjna. Jestem dobra. Jestem ceniona. Wydaje się, że czego nie dotknę to staje się złotem (ale to mój spory wysiłek), choć też mam i talent. Moja pozycja zawodowa - ekstra, a nawet nie umiem jej docenić. Wiesz ile osób chciałoby być tam gdzie ja jestem (mówimy o pl).
I wiesz jaki mam problem? Że ja niewiele mam tam jeszcze do zrobienia, potrzebuje przeszkód, zmian trudności...zajęcia się czymś nowym, wyzwania ponad miarę. No i jestem tu, dzięki temu mogę połączyć siebie i nowe doznania z rozwojem zawodowym (taka moja koncepcja). Tylko nie mam sił. Klops. A do tego ochoty już tak pędzić.

Moje życie osobiste nie raz się przecinało z zawodowym - totalny chaos, a ja o dziwo na końcu umiałam wybrnąć - nawet terapeutka się dziwiła. Może ja chaosu potrzebuję, by funkcjonować?

Pytanie? Czy ja mam życie osobiste jeszcze... (będzie kontynuacja).

zabka-k napisał/a:

Raki - masz w sobie siłę, choćbyś bardzo jej mieć nie chciała smile Płacisz za swoją wrażliwość i oddanie. Zemsta nic Ci nie da. Nie mścij się na sobie. Prysznic rano i wieczorem. Weź się za pranie skarpetek smile I wyjdź poryczeć na świeże powietrze - idzie odwilż wink Wychodzimy z tego syfu kochana smile Pamiętaj też... Jest 75% ludzi, którzy nigdy nie chcieli wiedzieć o sobie tego, co Ty wiesz już teraz.  I kolejne 20%, które ze swoją wiedzą kompletnie nic nie zrobiło.

Tak. Mam siłę. Wiem o tym. Co więcej, wiem świetnie, że jakbym to jeszcze przeciągnęła trochę, to nadal mam siłę by z tego wyleźć i wyjdę i na pewno nie będę tkwić do końca świata lub latami. To przerażające. Poza tym mam też świadomość czasem własnej bezsilności...

DLA SIEBIE... i ta MOTYWACJA.
Wiesz dlaczego mam myśleć o tym związku szczęśliwym? Bo ja nie mam takiej namacalnej, uczuciowej, prywatnej motywacji. Nawet samej siebie - bo ze mną nie jest tak źle, dużo dla siebie zrobiłam - też tak życiowo, osobiście. Większa jest by w tym tkwić, niż by z tego wyjść. Motywacja zawodowa mi się skończyła i.... I mówię sobie- Kochanie, zrób to dla siebie, nie pozbawiaj się środków do życia, nie komplikuj go, zadbaj o to co masz. Z drugiej strony mam świadomość, że nawet jak stracę wszystko, wszystko, wszytko to sobie dam szybko radę - a ile zajęć w tym dawaniu rady będzie, jakie biegi. To mnie napędzi.

I gdzie to sedno... Ja robię dla siebie. Robię codziennie. Wstaję, jem, sprzątam, gotuję, piorę, zarabiam, pracuję wszystko, co o czym pomyślisz, a co się da, robię dla siebie. Sama mieszkam już ponad 3 lata. Najpierw mnie napędzał jeszcze pierwszy toksyk, ale został wypędzony. Z tym dużo i długo było na odległość, w ogóle jakby w realnym mym życiu nie uczestniczył, czyli ćwiczyłam dogłębnie bycie samą. Teraz czasem coś w markecie kupiłam, bo wiem, że lubi (i to było miłe, że zrobiłam zakupy nie myśląc na co mam ochotę tylko ja). I cokolwiek, ktokolwiek Wam nie powie, to nie jest różowo - tak dla siebie. Na studiach też mieszkałam sama, ale to była zupełnie inna rzeczywistość, uwierzcie. Czasem gotujesz dłużej niż jesz. Ja lubię gotować, bardzo, ale ile możesz w kółko dla siebie (w Polsce po prostu zaczęłam jeść w barach). Ja wiem, co to znaczy, wszystko robić dla kogoś lub dla nas. Rozumiem większość z Was, które dla siebie nic nie robią prawie. Poza tym dla siebie idę na spacer i pobiegać, dla siebie czytam książkę, dla siebie wyjeżdżam. Cokolwiek nie kupuję jest - dla siebie.

By zrobić autentycznie coś dla siebie, trzeba najpierw robić dla kogoś. Wtedy ta książka i chwila w łazience inaczej smakuje.
Nie chodzi o użalanie się nad sobą. Ja naprawdę jestem w świetnej sytuacji.

Mogłabym czas zagospodarować pracą, ojej jakbym szaleńczo biegła dalej. Ale powiedziałam sobie dość - ja chcę mieć życie prywatne. No ale co robić...rozwój... no też pomysł, ale ile (jestem już taka rozwinięta). Podróże, zapędzasz się w kozi róg organizacji, wyjeżdżasz i od nowa.
To, że mnie tak trudno się od niego oderwać, to fakt, że natknę się na totalną dziurę w moim życiu emocjonalnym. Mam rodziców, przyjaciół (wszystkich daleko, ale ze mną są - jednak każdy z nich ma własne sprawy). On jest. A nawet, jak prawie nie było z nim prawie kontaktu przez miesiąc, dwa...to wisiał w powietrzu, istniał. Mogę robić dużo dla ludzi, ale robię już w pracy, zaangażuję się w coś jeszcze to znowu braknie przestrzeni na życie osobiste, które.... nie istnieje. To mnie tak przeraża... ta dziura, z którą będę musiała się w najbliższym czasie zmierzyć... pomyślcie ile dodatkowo czasu poświęcacie na "niebycie z toksykiem", to też zajmuje. Nawet tego nie będzie, bo wiem, że on zniknie tak szybko jak się pojawił.

I kilka historii. Myślałam, że poznałam tu dziewczynę, która jest kwintesencją szczęścia w samotności. Wyjeżdża dużo i często. Bawi się. Mówi, że nie chce mieć dzieci i męża (ma już 40), że dobrze jej samej itp. itd. Zachwyciła mnie. Ja chcę mieć rodzinę. Ale rzeczywistość okazała się inna.... po pracy dziennie jest na siłowni po kilka godzin, bo... "mam popołudniu tyle wolnego, że nie mam co zrobić z czasem", co jakiś czas wdaje się w pobieżne romanse i seks na jedną noc, poza tym, jak tylko w kraju jest jej niedoszły mąż, z którym zerwała zaręczyny, to śpi u niego (ale nie z nim), spędza czas... hmmm tworzy otwarty związek (?) i gdzie tu ta piękna samotność? Właściwie z nim jest.

"zimny drań" Następny szczęśliwy samotny. Lat 44. Podróżnik i fan wszelkich sportów możliwych. Usytuowany, nieprzepracowany. Świetnie nauczony organizować sobie czas. Szczęśliwy samotny. Tyż kłamstwo. Na wiecznym haju kilku zakochań i płytkich relacji, nadziei że ta kobieta będzie ową jego życia. Non stop tak naprawdę w związku(ach).

I mogłabym dalej przykładzić. Jak dodać do tego ponad 80letnią wdowę, która się dniami całymi zajmuje wnukami, i mówi koleżance, by nie narzekała na swojego starego, bo jak go zabraknie, zobaczy jak będzie jej trudno.

I na koniec powiem szczerze. Nie wiem, gdzie mam szukać motywacji. Stąd pewnie ten pomysł (psycholog), by to było w nadziei na przyszły związek i rodzinę. I naprawdę czasem w mojej głowie się rodzi, że może warto z karaluchem jednak zawrzeć tę transakcję, zresztą temu też się godziłam na jego zasady - by... było coś. Chociażby było z kim wyjechać i nie płacić za hotel jak za zborze, z kimś się uśmiechać, jak zwiedzasz. Bo raz, drugi, trzeci można samemu i dla siebie, ale potem to nie smakuje.

zabka-k napisał/a:

Ale Happy przyleciała z przesiadkami do Polski smile A my na pewno postaramy się Ciebie przytulić smile

Mam i przytulam.

Posty [ 18 461 do 18 525 z 26 310 ]

Strony Poprzednia 1 … 283 284 285 286 287 … 405 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Grupa Wsparcia dla KOBIET kochających za bardzo

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026